20. 09. 25 r. Szczecin.
Rano Piotr oznajmia, że miał 2 wizje.
-
Widziałem, jak ktoś czyści mi moje buty, były brązowe, lśniące, eleganckie oxfordy. Jakbym miał gdzieś jechać na ceremonię lub imprezę. Ktoś mnie szykował …
-
A 2-3 godziny później miałem taką wizję … Podjeżdżasz swoim BMW pod dom i nie wysiadając pokazujesz mi, że masz w ręku kluczyk, machałaś nim zadowolona, a ja to obserwowałem zza szyby. To był mały kluczyk …
-Walizeczka, walizeczka, w środku lodzików dużo, kluczyk … -Czy ten śnieg to wskazówka daty ? -Był niespodziewany ? Zjawił się razem z nim ? -Taaak ! – kolejny szczegół ważny. -A myślisz, że to był śnieg ? -… Noooo kurcze, biały puch, pierwszy śnieg … A może manna z nieba ? – przyszło mi do głowy nagle. Czy może być coś złego, kiedy Ja jestem ? – ROZMOWY Z NIEBEM
Dwie godziny później przychodzi córka …
- Miałam wizję … Widzę nasz dom z góry, wokoło pełno śniegu i zasp, a w śniegu leżą cytryny.
… ??? … I bądź tu mądry, o co chodzi.

Po południu wracamy do Warszawy również dzięki PKP.
- Ciekawe, co ? Trzy wizje tego samego dnia i dwie, które dotyczą ciebie. Twoje buty i twój rodzinny dom …
- Może się gdzieś szykuję do drogi ? – Piotr w zamyśleniu.
- A krawata ci nie szykują ? – żartuję sobie.
- Rozmowa kameralna. Zależy dokąd będzie jechał, wiesz to ?
- Nieeee …
- Ja też nie.
Jedziemy w prawie pustym wagonie. Można rozmawiać swobodnie, ale rozmowa się raptem urywa. Czekam cierpliwie …
- Jest takie miejsce na świecie, gdzie nastąpi powołanie.
- … Do czego ? – Piotr ostrożnie.
- Na służbę.
- … A kto ?
- Pytek.
- A jak to miejsce się nazywa ? – pytam zaciekawiona.
- Kiedyś było powiązane z Betlejem i Jerozolimą.
- … ??? …
- Słowo Paruzja coś ci mówi ?
- Oooojcze … – wyrwało mi się z żalem.
- Masz dosyć zagadek ? … Skąd jedziesz ?
- No domyślam się, że chodzi o Szczecin i Warszawę, ale to przecież są dwa miejsca … – jestem chyba zmęczona, bo naprawdę nie chce mi się myśleć. I to był błąd, ponieważ nastała cisza.
Długo nie rozmawiamy … Już dojeżdżając, po wielu wewnętrznych przemyśleniach …
- Nikt z rodziny mi nie uwierzy.
- A widziałaś w wizji ?
- No tak …. – przypominam sobie.
- Co cię to martwi ? Chcesz ciągle wygrywać ? Na końcu zobaczysz.
- Ojcze, będzie coś w tym roku ? Nieeee, jak zwykle … – … i machnęłam ręką.
- … Może coś spadnie ? Spadnie jak grom z jasnego nieba ?
- Czy Ojciec zapełnił twoją ciekawość, czy rozbudził ?
- Zdecydowanie rozbudził … – roześmiałam się.
- A co będzie, jak będzie coś ?
- Nabierzesz szacunku i trwogi przed Niebiosami ?
- … Nie trzeba, bo już mam szacunek i trwogę.
- To skąd ta ironia prześmiewcza ?
- ……. – zmarkotniałam.
Może faktycznie za często i za bardzo ironizuję … Na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno wytłumaczenie. Tak bardzo pragnę, aby się wszystko wypełniło, że czekać mi jest coraz trudniej …
- Pana Boga nie poddaje się próbie.
- To Bóg poddaje człowieka próbie.
- Podkreśl to wężykiem na wszelkie czasy.
- ……. – uśmiecham się słysząc wężykiem. A i to Ojciec zna.
- Te zdania, które usłyszałaś były warte tej podróży, a ta podróż warta tych zdań.
- Udana okazja, nie straciłaś, żeby zapisać.
Zawstydziłam się. Czekając na peronie i widząc jak mało ludzi wsiada do pociągu, pomyślałam, że to wspaniała okazja, by porozmawiać.
- Dziękuję za tą okazję.
- Starczy jedno mądre zdanie niż cała książka, dlatego studiowali jedną stronę 2 tysiące lat.
- Pamiętaj …
-A co dla mnie masz Ojcze ? – pytam ze śmiechem. -Utemperuj swoją żonę, utemperuj ! -… Ojciec macha ci palcem. -Czytałaś, że w Niebie czytali jedną stronę 2 tysiące lat ? No ! – … i znowu pogroził mi palcem. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2021/07/02/to-odcisk-mojej-reki/
