Temu co ma dużo, będzie dane. Temu co mało, będzie zabrane.

22. 11. 17 r. Warszawa.

Piotr tonie w problemach, nawalają jego ludzie, nawalają dostawcy, nawalają klienci. Chodzi więc wściekły i tylko warczy. Próbuję go uspokoić, ale skutecznie zrobił to dopiero Homiel.

  • Co? Jesteś przejęty swoją sytuacją?
  • No jestem!
  • W każdej chwili możesz być wzięty. I co ty na to?
  • Mam nadzieję, że jesteście mądrzy.
  • ……… – unoszę oczy ku górze wzdychając i mając tylko nadzieję, że to nie z Ojcem tak sobie pozwala.
  • Gdy nadal będziesz tak postępować, odezwie się twoje serce.
  • ……… – i to go uspokoiło. 

Zadzwoniła Krysia, miała kolejną akcję z Edziem. Wychodziła z mieszkania o 8 rano na zakupy, była już ubrana i spakowana. Nagle coś tak mocno walnęło na pierwszym piętrze, że kot się zjeżył, zrobił wielkie oczy i zaraz „pofrunął” do góry. Krysia spieszyła się więc nie dociekając co się stało po prostu wyszła z domu. Gdy wróciła 3 godziny później w drzwiach przywitał ją Mirek, nasz pan od remontu. Mamy do niego na tyle dużo zaufania, że dostał klucze do domu i może przychodzić o dowolnej porze niezależnie, czy ktoś jest w domu, czy też nie.

  • Pani Krysiu – mówi z wyrzutem – Dlaczego zamknęła pani kota w łazience na górze?
  • Ja ???!!! – prawie krzyknęła  zdziwiona co on do niej w ogóle mówi.
  • No był zamknięty i miauczał na cały głos…
  • !?

Problem w tym, że ze względu na remont łazienka jest cały czas zamknięta. Poza tym ma ciężkie dębowe drzwi. Żeby je otworzyć lub zamknąć, trzeba nacisnął klamkę, ponieważ nigdy same się nie otwierają, ani nie zamykają. Kto mógł otworzyć drzwi, a potem zamknąć kota w łazience, kiedy w domu nikogo nie ma poza… Edziem?

Nasz F. patrzący z góry schodów.
  • Czy kot mógłby tak gwałtownie pobiec do osoby, której nie zna? – analizowałam zachowanie Franka. Do tej pory, gdy ktoś obcy wchodził do domu, to chował się pod wielki stół, więc miałam wątpliwości.
  • To na pewno Edziu – Piotr był pewien .
  • Ciekawe…
  • Homiel porównał to zamknięcie w łazience do położenia ręki na jej ramieniu.
-Położył mi rękę na ramieniu?! – nie mogła uwierzyć.
-No pewnie!
-To znaczy, że się ze mną zgadza. 
-Hmm… Chciał cię raczej uspokoić – mówię, ponieważ przypomniałam sobie nagle fragment z filmu „Miasto aniołów”. Podczas napadu rabunkowego anioł kładzie dłoń na ramieniu mężczyzny, aby go uspokoić. To pierwsze skojarzenie, które natychmiast nasunęło mi się do głowy. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/05/07/nie-opieraj-swojej-przyszlosci-na-ludziach-lecz-na-ojcu/ 
  • Aaaa… A dlaczego był najpierw hałas? – dopytuję.
  • Ma humory.
  •   To po drugiej stronie może mieć też humory? – zdziwiłam się przeogromnie, bo za życia Edziu miewał swoje humory co najmniej kilka razy w tygodniu.
  • Dlaczego nie? To ciągle człowiek, ale jako duch.
  •  A nie może z nią rozmawiać zamiast dawać takie znaki?
  • To nie jest dobra droga.
  • …….. – chciałam od razu spytać a dlaczego nie… ale uzmysłowiłam sobie szybko, że w przypadku Krysi nie jest to właściwa droga. Nie każdy się nadaje do takiego rodzaju kontaktu.
  • A ja będę takim duchem? – Piotr.
  • Nigdy w życiu.
  • Dlaczego?
  • Przecież wiesz jak się nazywasz.
  • A Ola?
  • Przecież jest taka jak ty.
  • Ten dyszel w dwójkę ciągniecie…
  • Zobaczyłem teraz dwa konie ciągnące wóz…

  • Dzisiaj żyłeś.
  • ……… – oczami pytam Piotra o co chodzi.
  • Eeee… mówiłem swoim ludziom o Bogu.
  • Wiele nauk przekazałeś. Uczysz.

23. 11. 17 r. Szczecin.

Jechaliśmy do Szczecina i rozmawialiśmy.

  • No to mamy klasycznego ducha w domu – mówię będąc pod wrażeniem wczorajszego wydarzenia.
  • Edziu to jedyny duch w tym domu?
  • Nie. To nie są duchy, ale byty. Gdyby mogli, oblepili by was.
  • W jakim sensie?
  • Przekazywania wiedzy.
  • Rozumiem… chcieliby się łączyć z ludźmi.
  • Zobaczyłem kogoś białego i kogoś ubranego normalnie.
  • Ale który z nich jest duchem, a bytem? – pomyślałam.
  • Edziu zajmuje się tylko mamą?
  • Ty to powinieneś i rozumieć najlepiej.
  • Wy macie swoje życie, ona nie miała z nim.
  • On to teraz widzi jaką pustynię po sobie zostawił.
  • To niesamowite… – pomyślałam.

Świat i życie po śmierci… Wygląda na to, że ciągle ludzie żyją. Po swojemu, według innych praw i zasad, ale jednak żyją.


Zamilkliśmy na dość długo. Ja myślałam o Niebie, a Piotr o ziemi.

  • Homiel, z tego co czytam, to ludzie są chyba rozczarowani, że 100-lecie Fatimy przeszło bez mocnego akcentu.
  • Podziękuj sobie.
  • ???!!! Dlaczego sobie?
  • Że nie miało mocnego akcentu. O to się modlicie.
  • Siła modlitwy jest ogromna.
  • ……… –  modliliśmy się, żeby nie było wojny. 
  • Prosiłem Ojca o pomoc w firmie, powiedział teraz…
  • I co? Będziesz Mi wdzięczny?
  • No będę…
  • Aha…
  • …….. – zaczęłam się śmiać, gdyż uwielbiam słuchać ich rozmowy, a dokładnie sposób w jaki rozmawiają. Piotr ciągle myśli, że to Homiel… 
  • Jak sobie przypominam październik i moje liczenie każdego dnia… – … i kręcę głową z niesmakiem.
  • I co teraz widzisz?
  • ……… – nie wiedziałam co powiedzieć. Miałam nagłe kłębowisko myśli.
  • Że twoje myślenie nie musi być zgodne z Naszym, przynajmniej co do czasu.
  • I co cię to nauczyło?
  • ……… – znowu nie wiedziałam co powiedzieć, ale tym razem ze strachu.
  • Że nic nie jest pewne.
  • Na swoją obronę mogę powiedzieć, że wyraźnie mówiliście o październiku.
  • My nigdy nie kłamiemy, tylko ludzie źle to odczytują.
  • …….. – zgadzam się, po tylu doświadczeniach zgadzam się w 100 procentach.
  • Dzisiaj miałem wizję. Widziałem energię przedmiotów i mogłem ją z łatwością przemieszczać. Waga, wielkość nie miała żadnego znaczenia. Jak się widzi ich energię, takie ich ciało astralne to można wszystko z tym zrobić.
  • Nie przesadzaj, to tylko wizja.
  • No nie wiem…
  • Może będziesz mógł to robić? – pytam żartem.
  • Czy będzie mi dane to robić? – a Piotr pyta na poważnie.
  • Temu co ma dużo, będzie dane. Temu co mało, będzie zabrane.

29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. http://www.biblijni.pl/Mt,25,14-30

  • Komu zabiera się wszystko? – Piotr pyta.
  • Niegodziwcom.
  • Trzymają swoją przyszłość w świecie materialnym, a nie wierzą w Nas.
  • Po co mi taki dar przenoszenia rzeczy ?
  • To tylko wizja, ale bierz co ci dają – wtrącam się ze śmiechem i tak nie wierząc, że taki dar dostanie. Zamiast jednego audi miałby ich 10.  
  • ……..
  • Jak Jezus pomnożył ryby? – pytam, kiedy się chwilę nad tym wszystkim zastanowiłam. Czy czasami takiego daru nie miał właśnie Chrystus?
  • ……… – Piotr się zapatrzył, więc cierpliwie czekałam, ale nie odpowiedział. 

Piotrowi dopisywał humor, a ja nadal intensywnie myślałam o Chrystusie. Homiel skory był do rozmów, więc chciałam Mu zadać jedno konkretne pytanie…

  • Czy Jezus był szczęśliwy z Marią Magdaleną?
  • A skąd mam wiedzieć !? – Piotr prawie krzyknął, widocznie przestraszył się chyba tego pytania.
  • Nie ciebie przecież pytam!
  • Powiedz jej, że był.
  • Tak samo jest szczęśliwy, kiedy piszesz.
  • Opiera głowę na rękach i patrzy.
  • W tym pisaniu jesteś Jego szermierzem.
  • ……. – wzruszyłam się totalnie.
  • Czuję, że Maria Magdalena nie żyła długo po odejściu Chrystusa.
  • Nie żyła, ale żyje teraz i pięknie wygląda.
  •  


Dopisane 11. 08. 2018 r.

  • Temu co ma dużo, będzie dane. Temu co mało, będzie zabraneta przypowieść dla wielu nie jest do końca zrozumiana. Myślę, że ten tekst poniżej wiele wyjaśnia. https://biblia.klp.pl/a-7258-2.html 

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”.  Rozkazał też trzeciego sługę, jako nieużytecznego, wyrzucić na zewnątrz, w ciemności, gdzie będzie „płacz i zgrzytanie zębów”.

Jednoznacznym tematem przypowieści jest problem pomnażania Bożych darów. Właściciel symbolizuje Boga, a trzej słudzy – trzy postawy ludzkie, związane z przyjmowaniem i gospodarowaniem tym, co od Boga otrzymaliśmy.  Każdy ze sług otrzymał od właściciela inną liczbę talentów. Od razu nasuwa się przypuszczenie o niesprawiedliwość – dlaczego pierwszy z nich dostał pięć, a inny tylko jeden? Podobnie jest w naszym życiu – niektórzy są bogatsi, inni biedni, jedni mądrzejsi, inni mniej inteligentni, i często nie zależy to od ich osobistego wysiłku. Przypowieść o talentach wyjaśnia tę pozorną Bożą niesprawiedliwość. Jeden talent to około 34 kilogramów złota – jest to więc niewyobrażalne bogactwo. Trzeci sługa nie został więc pokrzywdzony, została mu ofiarowana przeogromna suma. Pierwsze przesłanie przypowieści związane jest więc z naszym obowiązkiem wdzięczności Bogu za wszystko, czym nas obdarza – bo każdy dar od Boga jest drogocenny.
Drugim aspektem przypowieści jest gospodarowanie talentami. Jezus pochwala postawę sług, którzy „puścili w obrót” swoje talenty, a gani tego, który zakopał go w ziemi. Dary od Boga trzeba bowiem nie tylko przyjmować, ale także je wykorzystywać. Trzeci sługa nie zrobił tego, ponieważ bał się swego pana, uważał go za człowieka surowego. Może obawiał się, że nie odbierze swojego talentu z zyskiem? Właściciel zachował się wobec niego adekwatnie do jego przekonania – potraktował go surowo.We współczesnym język polskim słowo „talent” oznacza zdolności nie wypracowane, ale dane poszczególnym ludziom przez los. Przypowieść zobowiązuje nas do wykorzystywania tych talentów w wąskim sensie, jako zdolności. Talentem może być jednak nie tylko umiejętność, ale każdy dar – cecha charakteru, a także wydarzenie, drugi człowiek. Przypowieść o talentach zachęca nas do niepozostania obojętnymi wobec tego daru.

Cel uświęca środki.

17. 11. 17 r. Warszawa.

  • Wczoraj w nocy miałem dalszą część wizji z balonem.
  • Stoimy razem z dyrektorem NIP, on obok mnie. Temida sięga mieczem mojej szyi, myślę sobie… już po mnie. Ale jej miecz, kiedy dotyka mojej szyi, to się dematerializuje i przechodzi przez nią jak przez hologram. Jakbym to ja był hologramem. Przechodzi przez moją szyję i sięga szyi dyrektora. Kiedy ostrze dochodzi do jego szyi to materializuje się ponownie i przecina mu głowę, a głowa opada…
  • Wyobrażasz to sobie !? – Piotr był bardzo poruszony.
  • Bez szwanku przechodzi przez moją szyję i ucina głowę dyrektorowi! Niesamowite!
  • Klinga trzyma mocno ostrze… – wyciąga pod mój nos swoją rękę pokazując niby miecz, którego i tak nie widzę.
  • Temida to szczupła, wysoka babka…
  • Jej drugie imię to sprawiedliwość, a pierwsze znacie.
  • Ona z nikim nie rozmawia, ciągle waży.
  • Hmm… To dlatego ma zakryte oczy, jest bezstronna – i zaczynam rozważać, czy ktoś taki jak Temida w Niebie istnieje naprawdę.
  • Jak mnie uderzyła w szyję, to zacząłem się macać, czy mam jeszcze szyję, tak było to realne! – musiało być realne, bo Piotr z wrażenia, aż się lekko spocił.
  • Ten rzeczoznawca, sam wiesz, jest „bogu ducha winny”. Pomylił się, bo miał się pomylić – … już mnie chyba nic w tej kwestii nie zdziwi.
  • Cel uświęca środki.

Milczeliśmy chwilę dłużej. Piotr się cieszy, że rozprawa szybko, a ja wręcz przeciwnie, bo jak rozprawa to i druga fala. A wtedy zmieni się wszystko.


  • Wczoraj pisałam na blogu o Caviezelu…

Caviezel oficjalnie potwierdził, że znowu zagra Jezusa – przypomniałam sobie… – Ciekawe, czy naprawdę czytał moją kartkę. 
-Nie zapomnij o Duchu Świętym. 
-Będzie oglądał, czytał i myślał. 
-Przyjdzie czas, już wkrótce, że będziesz rozmawiała i to nie z sobowtórem. 
-Przy stoliku, w pokoju, jak dwóch przyjaciół, prawdziwych przyjaciół. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/15/biedak-zawolal-pan-bog-wysluchal/ 
  • Myślisz, że to przenośnia? – pytam Piotra niepewnie czytając te słowa ponownie.
  • Myślę, że dosłownie.
  • ???!!! 
  • Ale za życia, czy po śmierci? – pytam niepewnie dalej.
  • Doświadczysz tego za życia. 
  • ???!!!  
  • Wtedy Chyba padnę trupem z wrażenia – pierwsze co pomyślałam.

Do domu wróciłam jak na skrzydłach. Kilka godzin później zadzwonił do mnie Piotr. Gdy widzę, że dzwoni z pracy to wiem, że coś się musiało stać. Zaczął szeptać przez telefon, że doszło do niesamowitej sytuacji podczas rozmowy z jednym z pracowników.

  • Powiem ci później – i się wyłączył.

Noż… nie mógł zakończyć rozmowy gorzej! Mam tak czekać kilka godzin nie wiedząc?!


Wieczorem. 

  • Rozmawiałem z pracownikiem o zamówieniu krzeseł. Narzekał, że ma z tym trudności, ponieważ zablokowano nam konto, bo ponoć mamy nieuregulowane płatności. Napisałem na samoprzylepnej kartce kwotę, jaką niby zalegamy i przykleiłem ją do biurka. Nagle ta kartka z impetem podniosła się do góry, gwałtownie obracała się kilka razy w powietrzu i z impetem spadła na biurko jakby ją ktoś rzucił.
  • Co pan robi?! … krzyknąłem do niego.
  • Ja nic nie robię!… był cały przestraszony.

Siedzę chwilę znieruchomiały, a kartka rzucona została na blacie. Pracownik wyszedł i po chwili wraca.

  • Konto jest już odblokowane!… Prawie krzyczy…
  • ……. – uśmiecham się szeroko, bo lubię takie opowieści. 
  • Kartka nie miała prawa podskoczyć, bo była przyklejona. Podniosła, kręciła się i została rzucona.
  • I co na to twój pracownik?
  • Magia! Zaczął się nerwowo śmiać, że czegoś takiego jeszcze nie widział. 
  • Hmm… Homiel to zrobił, rzucił tą kartką jakby śmieciem była, a nie miała prawa się poderwać sama i obrócić w powietrzu, bo przykleiłem ją do blatu biurka – Piotr ciągle przeżywał na nowo.
  • Hmm…. ciekawe dlaczego to zrobił.
  • Bo u nich błąd, a nie przekroczyłeś limitu.
  • ?! – Boże! Oni naprawdę znają się na ekonomii… śmieję się głośno. 
  • To ty Homiel? Gdybyś mógł tak zawsze…
  • Co ty na to – pyta mnie Piotr?
  • Wspaniała sprawa.
  • …….
  • Homiel nie zrobił tego dla zabawy, chciał żeby był przy tym świadek – już włączyłam analityczny tok myślenia.
  • Tak myślisz? Ale dlaczego?
  • To ciebie uwiarygadnia.
  • Homiel… Dlaczego zrobiłeś z tym papierem? – pyta Piotr.
  • Żebyś wiedział, żeby wszyscy wiedzieli.
  • Nie mogłeś więcej?
  • Spokojnie, spokojnie panno Elkeużył fragmentu tekstu z filmu „Stawka większa niż życie”. Często używa go sam Piotr, gdy chce mnie uspokoić.
  • Czyli miałam rację !?
  • Nie mylisz się, poza datami.
  • Ech… – nie musiał mi tego przypominać. 


Dopisane 05. 08. 2018 r.

Jej drugie imię to sprawiedliwość, a pierwsze znaciedzisiaj rozmawialiśmy o pewnej sprawie i padło piękne zdanie;

  • W jednej osobie jestem chirurgiem i Temidą.

Kiedy o Caviezelu mowa to tym razem wywiad z Melem Gibsonem i jego nowym filmie Resurrection z Caviezelem w roli Jezusa ponownie.

 

Trwaj w Bogu, a chleba ci nie zabraknie, ani twojej rodzinie.

10. 11. 17 r. warszawa.

Rano obudziłam się już z migreną, prawdopodobnie z powodu szalejącego ciśnienia na zewnątrz. Doszłam ledwo na kawę i czekając na Piotra trzymałam głowę w rękach. Kiedy przyszedł, nie pytając  skupił się od razu na mojej głowie. Minęły 3 minuty i ból przeszedł.

  • Pomogłeś mi, prawie natychmiast mi przeszło – byłam zdziwiona, ponieważ nie często tak się zdarza.
  • Dzisiaj było to łatwe, sama musisz się nauczyć.
  • Nie wiem, czy samemu rzeczywiście można się uzdrawiać – mam wątpliwości, bo wielokrotnie próbowałam i nigdy nie wychodziło.
  • Jak mam zimne stopy to myślami je rozgrzewam – przyznał Piotr.
  • Hmm….

Rozmowę przerwał telefon od  córki. Po słowach Homiela, że w pokoju ma poison nie mówiąc nikomu zdarła tapety. Na początku niczego nie widziała, ale im dalej, tym było gorzej. Pod grubymi tapetami czaił się grzyb. Gdyby nie Homiel nie wiedzielibyśmy, że o taką truciznę tu chodzi. Szybko podjęliśmy decyzję, że remontu musi nastąpić ciąg dalszy i należy zrobić kolejny pokój.

  • Uzdrowisz dom, uzdrowisz wszystko, to jest cel twojego życia.
  • Naprawdę?
  • Uzdrowisz tak, jak główkę swojej żony dzisiaj czyli szybko i skutecznie.
  • Ale co znaczy uzdrowisz wszystko? – pytam.
  • ……. – odpowiedzi brak.


Kilka dni temu pracownicy Piotra odwiedzając jednego z naszych klientów natknęli się na jego dawną wspólniczkę. Byli zszokowani nie tyle jej widokiem, co stanowiskiem, jakie reprezentowała. Niegdysiejsza wielka prezesowa pracowała w urzędzie jako… portierka. Oczywiście głośno komentowali to później między sobą mając w tym dziką satysfakcję, ale Piotr zgasił ich szybko twierdząc, że Bóg różnie układa ludzkie drogi. Uspakajał ich, ale w duszy sam nie mógł wyjść ze zdumienia.

  • Musiało ją to zaboleć, że was zobaczyła. Kiedyś szefowa, a teraz… Nawet nie klient, tylko…. – wczułam się w jej skórę i mocno jej współczułam, choć przecież to gacek w ludzkiej skórze był.
  • To, co spaliła, zniszczyła, nagle wyrosło jak bambus po deszczu.
  • Może to ma jakieś znaczenie dla mnie? Że ją spotkali? – Piotr już się zastanawia.
  • Wątpię, nie sądzę, żeby to miało jakiś wpływ na ciebie – uspakajam go.
  • Takie ma znaczenie dla ciebie jak ziewanie mrówki na powstanie styczniowe w 1863 roku.
  • ……. – wyłam ze śmiechu. 

Syn siedzi na statku w okolicach Korei, ale już zadeklarował, że chce koniecznie na jakiś czas przyjechać  do Warszawy. On mało mówi, ale dużo czuje i dało to mi do myślenia.

  • Homiel, dlaczego tak bardzo chce przyjechać?
  • Chce, bo wie, że musi.
  • Hmm… przeczuwa coś? Z Edziem też się nie wychylił, że dostał znak.
  • Twoja rodzina nie jest gotowa na twoją przemianę.
  • Ostatnie trybiki muszą zatrybić, a otworzą się drzwi.
  • A wiesz co znaczy, że otworzą się drzwi? Światło wejdzie.
  • Nigdy nie będzie gotowa. Trudno sobie wyobrazić, że będziesz raptem non stop siedział w piwnicy i się modlił – westchnęłam.
  • Będziesz opisywała co widzisz.
  • ……. – westchnęłam drugi raz.
  • A ty jesteś gotowa?

Jakby zimny wodospad spadł  właśnie na mnie ze stumetrowej wysokości. To pytanie mną wstrząsnęło. Nie wiedziałam co powiedzieć. Rozumiem jak ważne jest, by otworzyły się drzwi, wszyscy na to czekają w Niebie… Mało tego, zostało to gdzieś tam zapisane jeszcze przed wszystkimi wiekami w Ich księgach, ale… czy ja jestem gotowa? Nie wiem. Gdybym chociaż wiedziała z czym się to wiąże… może byłoby łatwiej. Ale z drugiej strony przecież to nieważne z czym się wiąże, bo gdzie w takim razie moje zaufanie i wiara?… Czy jestem więc gotowa?

  • Ojcze… daj mi miesiąc na odpowiedź – pomyślałam i w tym momencie zrozumiałam, że tego egzaminu nie zdałam.

Wtedy Piotr rzekł: – Ale my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. – Zapewniam was – rzekł Jezus – że każdy, kto opuści dom, żonę, braci, rodziców lub dzieci dla sprawy królestwa Bożego, otrzyma w zamian o wiele więcej już teraz, a w świecie przyszłym życie wieczne.


11. 11. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj święto narodowe, wszystko więc zamknięte, a mimo to szukaliśmy otwartej kawiarni. Znaleźliśmy ją przy pl. Trzech Krzyży. Nie byliśmy jedyni, którzy musieli szukać otwartej kawiarni, bo w środku było już sporo ludzi.  Siedliśmy w kącie i rozmawialiśmy.

  • Chłopaki dobrze dają sobie radę ostatnio, jestem zaskoczony – Piotr jest zadowolony ze swoich pracowników.
  • Są nie bez powodu.
  • Tak? Ciekawe dlaczego? – już zaczynam analizować.
  • Miałem problemy księgowe w firmie i poprosiłem Homiela o pomoc. Powiedział…
  • Dam ci za 3 dni odpowiedź.
  • I co?
  • Po trzech dniach pokazał mi co mam zrobić z fakturami.
  • Powiedz szczegóły – zaciekawiło mnie to.
  • Nie ma sensu i tak nie zrozumiesz, ale nie wpadłbym na to, co On wymyślił.
  • Hmm……… słyszałeś o tym księdzu, co pozbywa się porsche? – http://www.gs24.pl/polska-i-swiat/a/kasina-wielka-proboszcz-sprzedaje-porsche-i-przeprasza-aktualizacja,12657060/
  • To nie ksiądz – Piotr twardo.
  • A ty co byś zrobił?
  • Ja nie jestem księdzem.
  • …….
  • Pokazał mi 100 księży, znak równości i ja.

  • Nie jesteś?
  • Mniej zrobią niż ty, więc jesteś, czy nie jesteś?
  • Posługa jest twoim głównym celem, jesteś jednym z Nas.
  • Trwaj w Bogu, a chleba ci nie zabraknie, ani twojej rodzinie.
  • Homiel teraz spojrzał na kawę i mi prosto w oczy, dał mi do zrozumienia, że na kawę mam.
  • Powiedz więc, czego ci brakuje?
  • Już niczego – pomyślałam szybko.

Dziękowałam jeszcze raz  Ojcu za to, że możemy sobie tak siedzieć w jakiejś kawiarni. Doszło do mnie, że dawne zwyczaje, kiedy to przy stole, przed posiłkiem dziękowano Bogu za dary, miały swój głęboki sens. Dawniej ludzie byli znacznie mądrzejsi.


Odwracam głowę, a za szybą widzę chłopca idącego zdecydowanym krokiem i niosącego spory krzyż. Za nim kilka osób z polską flagą. Kompletnie niecodzienny widok. Ten chłopiec, ten krzyż i ta pewność, z jaką go trzymał ścisnęło moje serce do tego stopnia, że się rozbeczałam. Przy ty wszystkich ludziach. Baaardzo mnie to wzruszyło. Siła hasła dzisiejszego marszu w stolicy; Chcemy Boga uderzyła mnie z podwójną mocą. Nie wiem, czy komukolwiek bardziej zależy na tym, aby ludzie pokochali Boga, jak nam. Widząc więc tego młodego człowieka uwierzyłam, że może jeszcze nic nie jest stracone. Sama nie zdawałam sobie sprawy jak głęboko tkwi we mnie miłość do Ojca, dopóki nie nastała ta właśnie chwila. Chwila, którą udało mi się zatrzymać w kadrze i która właśnie mi to uświadomiła…

Każdy człowiek to Moja świątynia.

08. 11. 17 r. Warszawa.

Siedzimy na kawie w ciszy, jesteśmy obydwoje zamyśleni i jakoś nam się rozmowa nie klei. Widząc w którymś momencie lekko zaszklone oczy Piotra pytam…

  • O co chodzi?
  • Eeee… nic.
  • Jeśli nic, to dlaczego prawie płaczesz?
  • Edzia widzę…
  • Aaaa…. – a tego się nie spodziewałam.
  • Edziu pilnuje mamy… Ciekawe dlaczego został…? – zaczął myśleć głośno.
  • Bo tak wybrałem, Piotr.
  • A dlaczego?
  • Bo jestem jej to winny. Mogłem pójść dalej, ale zostałem, do końca będę z nią.
  • Pilnuję jej bez przerwy. Piwnice robisz Piotr, bo chcesz.
  • Zgadza się.
  • Dobrze, że piec zrobiłeś.
  • Zrobiłem. 
  • Dobrze, że zrobiłeś – powtórzył.
  • …….. – a mnie z lekka zamurowało, bo i to widzi?
  • Jak ci tam Edziu? – pytam z wahaniem. 
  • ……… – uśmiecha się.
  • Można być w życiu bogaczem, można być nędzarzem, ale pamiętaj… Zawsze w życiu trzeba być przyzwoitym.
  • ……..
  • Rozłączam się, idę tam.
  • ??!!
  • Rozłącza się? – pytam zdezorientowana.
  • Bo go przywołałem.

Bo jestem jej to winny – nie musiałam pytać, aby zrozumieć. Mieszkałam z teściami kilkanaście lat. Krysia często mawiała w przypływie goryczy, że jej małżeństwo to samotność we dwoje. Edziu choć dobry człowiek nie rozumiał, że druga jego połówka potrzebowała także i jego uwagi.

Różne są przyczyny, z powodu których dusza człowieka pozostaje nadal wśród żywych. Pragnienie naprawienia swoich błędów niewątpliwie jest jedną z nich.


09. 11. 17 r. Warszawa.

Piotr czekał na mnie pod fryzjerem dwadzieścia minut. Rozmawiał z Homielem, rozmawiał z firmą i tak na przemian, nie mając żadnych problemów z przeskakiwania z jednego do drugiego świata. Jak on to robi? 

  • Miałem ci coś powiedzieć…. – zaczął szukać w myślach.
  • A! Chodzi o tą kobietę starszą, której dawałaś pieniądze i zakupy. Homiel powiedział…
  • Ten egzamin zdałaś.

Jakiś czasu temu spotkałam na ulicy starszą kobietę, której potem pomagałam finansowo i w zakupach. Nie trwało to w sumie długo, bo ktoś mnie uprzedził, że ona po prostu naciąga ludzi. Przedstawiała siebie jako osobą samotną i bez grosza, a okazało się, że ma i rodzinę i stałe wsparcie. Nie trafił mnie szlag, ale dopadło rozczarowanie. Teraz mówiąc o egzaminie tak mnie zaskoczył tym stwierdzeniem, całkowicie niespodziewanym, że w pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi.

  • Powiedział...
  • Ta łza cię ucieszy.

Gdy Piotr przekazał, że była to próba i ją zdałam to spociły mi się oczy. Minęło kilka miesięcy, a ja biłam się myślami, czy dobrze zrobiłam tak szybko wierząc administratorce budynku, która powiedziała, że staruszka wykorzystuje ludzi. Tydzień później poszłam jeszcze raz, zapukałam do jej drzwi, ale nikt nie otworzył. Powiesiłam zakupy na klamce i wyszłam. Uznałam, że ta historia się zakończyła. Jednak, no właśnie jednak przechodząc niemal codziennie koło jej domu zastanawiałam się, co się z nią stało. I jestem wdzięczna Homielowi dzisiaj, że dał mi odpowiedź.

  • Ta kobieta była zwieńczeniem testu.
  • Rozumiem – i kiwam głową.

Administratorka wyrosła jakby spod ziemi, dosłownie! W ogóle nie słyszałam jej kroków, wyrosła spod ziemi albo raczej spadła z nieba i powiedziała, co powiedziała. Góra uznała, że czas zakończyć ten sprawdzian i podesłali odpowiednią osobę w odpowiedniej chwili. Już wtedy nad tym się zastanawiałam, czy to przypadek. 

  • Ale największy test miałam z datami w październiku, byłam przekonana, że dobrze kombinuję, taka mądra i cwana jestem.
  • Za mało danych miałaś, żeby to ocenić.
  • Te dane dane zostały ci celowo, abyś się uczyła.
  • Rozumiem i dziękuję – … i naprawdę dziękuję.

To mnie nauczyło, aby nie planować, nie czekać, nie mówić, że coś jest na pewno, a zawierzyć wszystko Ojcu. On po prostu wie lepiej. Jezu, Ty się tym zajmij…. ma swój sens.


Piliśmy dalej swoje kawusie i zagłębiliśmy się w swoich myślach.

  • Co za gacek! Wierzyć się nie chce! – przerywa nagle milczenie.
  • O kim tym mówisz teraz?
  • O Underwoodzie! – Piotr przeżywa Francisa Underwooda (film House of Cards), jakby on faktycznie żył.
  • Hmm… Ciekawe… Dużo jest takich Francisów w rzeczywistości? – pytam.
  • Bardzo dużo, ale na mniejszą skalę.
  • W biurach, uczelniach, domu… Robią dzieci, żeby je maltretować…
  • !!! ??? – właśnie podsumował w kilku słowach ostatnie drastyczne informacje, które pojawiły się w internecie…
  • Ty to rozumiesz, bo nie jesteś z tego świata.
  • ………
  • Znowu zobaczyłem scenę, jak Bóg pyta, kto pójdzie do tego świata…
  • Ale… – zająknęłam się.
  • Ale w sumie dlaczego akurat to on musiał zejść? Mógł każdy iść tak naprawdę… – pytam Homiela. 
  • Już to odkryłaś.
  • ?!…. – ramiona mi opadły, zaczęłam szukać szybko w myślach co odkryłam.
  • Ma to zrobić człowiek, natura twojego męża ma być dwoista.
  • …….. – Piotr przekazał słowa i pyta mnie oczami o co chodzi.
  • Homiel pokazał mi teraz szklankę wody. Wsadza ją do zamrażarki i jest lodem, wyciąga i jest woda.

  • Aaaaa rozumiem, materia w dwóch postaciach, woda i lód, człowiek i anioł …. niesamowite… – byłam pod wrażeniem.
  • Wszystkie anioły są wielkie, ale on jest mały.
  • Ale czy mały znaczy słaby?
  • Ponoć jednak tamten anioł jest potężny – mówię ze zdziwieniem.
  • Ale był człowiekiem. 
  • To jest nasz posłaniec, człowiek do specjalnych poruczeń.
  • …….. – Piotr zrobił taką minę, jakby nie zrozumiał.
  • Albo inny film ci przytoczę…. „Na kłopoty Bednarski”.
  • ……. – zaczęliśmy się śmiać, jednak po chwili znowu zapadliśmy w głęboko zadumę. To jest tak wszystko niesamowite….
  • Wiesz co teraz słyszę?
  • Obiecałem ci, że pierwszy odejdziesz.
  • I słowa dotrzymałem.
  • …….. – zmroziło mnie w sekundę.
  • Uważaj, z Ojcem teraz rozmawiasz – ale nie to było teraz istotne. Te słowa ???!!! 
  • Tak naprawdę umarłeś, ale wróciłeś.
  • Słowa dotrzymałem.
  • Umarłeś tam na stole.
  • Nie było cię, a na dowód tego zobacz co się stało z twoją rodziną dwa wypadki o tej samej godzinie.
  • ……. – rozdziawiłam szeroko buzię, bo coś sobie przypomniałam.
-Zanim mnie obudzono po operacji, wcześniej widziałem siebie z góry. Wisiałem pod sufitem i oglądałem siebie będąc lekko z boku. Obserwowałem jak cztery kobiety wzięły mnie pod pachy i pod kolana i przeniosły ze stołu operacyjnego na łóżko, byłem cały umazany na brązowo, jakieś środki dezynfekujące. .. – zaczęłam patrzeć na Piotra z zaciekawieniem zastanawiając się, czy zdaje sobie sprawę z wagi tego wydarzenia. 
-Zacząłem przyglądać się sobie i pytać dlaczego jestem taki brązowy? Ale wiesz co? Patrzyłem na to moje ciało kompletnie bez emocji, jakby to był worek skóry – opowiada Piotr powoli widocznie znowu to przeżywał. 
-Po co masz się emocjonować! Ileż tych ciał już było… sir, her… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/26/u-nas-nie-ma-czarow-u-nas-jest-powazna-praca/
  • Mówiłeś, że widziałeś siebie z góry jak cię nieśli… Twoja dusza uleciała wtedy na chwilę! – właśnie zdałam sobie z tego sprawę.
  • ?! Może faktycznie wtedy umarłem? – Piotr zdziwiony. 
  • Kiedy to się zdarzyło, przed operacją, czy po? – pytam przytomnie, bo dziwne, że lekarze tego nie zauważyli, aparatura powinna to wykazać.
  • Po, przenosili mnie z łóżka operacyjnego na inne.
  • … Czyli byłeś już rozłączony.
  • Umarłeś i wróciłeś.
  • Dlatego umarłeś pierwszy.
  • Piotr… z Panem Bogiem nie wygrasz.
  • I nie chcę.
  • Ojcze…. naprawdę umarł? – ciągle byłam w szoku.
  • To jest już nieważne, to już było.
  • Ważne co teraz. Teraz masz problemy, z którymi sobie poradzisz.
  • A co po problemach?
  • Nauczysz się fruwać.
  • …….
  • Co się miało stać, to się stało.
  • Każdy człowiek to Moja świątynia.
  • Kto chce zniszczyć Moją świątynię, tego Ja zniszczę.

Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg, albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście” (I Kor. 3, 16-17).



Dopisane 26. 07. 2018 r.


  • Już to odkryłaś – no niestety, nie na tym blogu  odkryję to do końca. 

 

Bóg zapłać za nowy dzień.

03. 11. 17 r. Szczecin.

Wchodząc rano do pokoju Piotra zauważyłam, że był bardzo milczący i zamyślony. Na moje nalegania co się stało odprawiał mnie z kwitkiem, że nic. Dopiero parę godzin później powiedział…

  • Gacek zakopał mnie pod ziemią w trumnie. Wieko trumny zaczęło pękać i zaczął na mnie sypać się piasek. Na nogi, do gardła… Czułem jak się duszę… i co teraz powiesz?
  • ?!
  • Zacząłem się modlić; niech będzie chwała Ojcu i Synowi, było mi łatwiej umierać… i kiedy już umierałem, wizja się skończyła.
  • ?! – po czymś takim to i ja bym milczała, nie godzinę, a cały dzień.
  • Muszę kupić totka, duża wygrana się szykuje – zmieniam temat, żeby już o tym nie myślał.
  • Twoje bezpieczeństwo to nie twoja gestia, to Nasza gestia.
  • I stanął nasz Piotr w jurcie dnia, oczyścił swe myśli i znowu było jak dawniej.
  • ?! 
  • Co jeszcze Homiel powiesz? – spytałam idiotycznie, bo właściwie to nie wiedziałam o co Mu teraz chodzi.
  • Bóg zapłać za nowy dzień.

Dostałam ciekawy mail;

Wczoraj byłem na ciekawym wykładzie, który dał mi do myślenia. Mieliśmy w instytucie wizytę profesora z Arabii Saudyjskiej. Poszedłem z ciekawości na jego wykład. Byłem w szoku. Był z instytutu badawczego w Arabii Saudyjskiej. To mi dało do myślenia. Pokazywał co tam studiują. W Polsce nigdzie tego nie robią. Nie wiem, czy gdziekolwiek w Europie ktokolwiek to robi. Pracują nad elastycznymi tranzystorami. Pokazywał eksperymenty z elastycznymi układami scalonymi. Elektronika w tej chwili to sztywne metale i półprzewodniki. On pokazał układy scalone jak guma. Używają elastycznych materiałów, które pozwalają na rozciąganie, ściskanie, skręcanie itp…To znaczy, że będą mogli implantować elektronikę w oczach, zębach i nie musieć się tym martwić, gdy organizm rośnie, kurczy się, starzeje. Elektronika dostosowuje swój kształt do otoczenia.

Ten profesor powiedział też, że pracował nad urządzeniem typu fit bit z papieru, które jest używane przez muzułmanów przybywających do Mekki każdego roku. Podobno każdy pielgrzym musi mieć takie coś na ciele, gdy wjeżdża do ich kraju.

Czytam tekst na głos Piotrowi…

  • I co Homiel na to.?
  • Nic.
  • Szkoda… – pomyślałam.
  • W jednej myśli jest wiele układów scalonych, do których oni nigdy nie dojdą.
  • Nikt nigdy jej nie ogranicza i nie ograniczało.
  • Tylko zastanów się jak ją zmaterializować, a wszystko jest możliwe.
  • Nooo, ale jak to zrobić?
  • …….. – Homiel się śmieje do rozpuku.
  • Wyobrażasz sobie, żeby człowiek miał taką możliwość?
  • Tej Ziemi dawno by nie było.

Ma rację? Oczywiście!


04. 11. 17 r. Szczecin.

Piotr ciągle chodzi zamyślony.

  • Dzisiaj nad ranem budząc się poczułem dziwną energię. Dopadło mnie takie uczucie, że cały materializm, wszystkie te samochody, domy, ciuchy są mi całkowicie obojętne. Mówię na głos…
  • Nie chcę tego wszystkiego…
  • A co chcesz?
  • spytał mnie wtedy Ojciec.
  • Ciebie Ojcze, z Tobą być chcę, nic więcej.
  • Poczułem, że wyciąga do mnie niewidzialną dłoń, więc też wyciągnąłem, podałem Mu rękę na zgodę.
  • Oooook…. – słucham uważnie.
  • Wstałem i poszedłem do łazienki.
  • Myślisz, że żaden by nie poszedł?
  • I wtedy zrozumiałem, że anioły, które stały przed nim  nie chciały iść celowo. To wyglądało jak jakiś spisek. Mówiłem na nich wcześniej, że to cioty, że nie chcą, a teraz się wstydzę… – Piotr rzeczywiście nawet lekko zrobił się czerwony.
  • Jakoś przeżyją, nauka najważniejsza.
  • Ale Ojciec powiedział, że wstyd tym, którzy nie chcieli – przypominam. 
  • To oficjalna wersja. Prawdziwa wersja to taka, że oni celowo nie chcieli, abym to ja się zgodził.
  • Ooook… A nie wystarczyło po prostu poprosić cię, abyś to zrobił?
  • Nie, chodziło o to, żebym to zrobił sam z siebie.
  • ……… – zamyśliłam się nad tymi słowami analizując, czy to ma sens. Może tak, a może nie. To naprawdę wyższa matematyka.
  • A Homiel ci mówi coś teraz?
  • Ta ceglana podłoga może być, ale nie uważasz, że to zbyt szokujące?
  • …… – zbaraniałam w tej chwili. Wczoraj mówiłam Piotrowi, że chciałabym mieć kuchnię jak z „House of card”, ale z ceglaną podłogą.
  • Mówi, że to byłaby zbyt duża różnica.
  • Homiel pokazał mi teraz, że kuchnia powinna mieć beżową podłogę na całej długości mieszkania.
  • Oczywiście oprócz pokoi – wtrącił się.
  • Jasny gwint… – myślę… Anioł wtrąca mi się do wystroju wnętrza , a myślimy o zrobieniu jeszcze remontu kuchni.
  • To kiedy mam załatwiać? – Piotr pyta Homiela, jeśli już tak meble nam ustawia.
  • Żadna.
  • Co żadna? – pytam, bo to dziwna odpowiedź.
  • Odpowiedź żadna od Niego, nic nie mówi.
  • No to nic nie gadaj po prostu, jak nie słyszysz.
  • Ten najwięcej gada, a najmniej może. Prawdziwy rzecznik.
  • …….. – roześmiałam się na głos. Rzeczywiście Piotr znowu planuje, a tak naprawdę to może sobie tylko pogadać.


Dopisane 20. 07. 2018 r.

  • I stanął nasz Piotr w jurcie dnia, oczyścił swe myśli i znowu było jak dawniej – według Wiki jurta to namiot przenośny używany przez ludy tureckie i mongolskie w środkowej Azji, Turcji. Jaki ma to związek z Biblią? Jedynie jako rodzaj namiotu, który również był używany w czasach biblijnych. Polski internet staje się pomału niewystarczający, więc szukam u źródła, czyli u Hebrajczyków i znalazłam coś naprawdę interesującego.

Fragment z https://www.breakingisraelnews.com/74409/new-revelations-tabernacle-challenge-every-known-idea-holy-desert-structure/

Biblijne Tabernakulum, czyli Namiot Spotkania (Przybytek), mogło nie być skromnym prostopadłościennym namiotem, jak wierzyli uczeni od stuleci, ale ogromną okrągłą konstrukcją mającą sześć pięter wysokości, proponuje inżynier z Wisconsin, który spędził lata badając zawiłości biblijnych tekstów opisujących konstrukcję na pustyni. Andrew Hoy, wyszkolony inżynier mechanik z Milwaukee przebywający obecnie w Izraelu w celu zbadania swojej teorii, opracował koncepcję, która kwestionuje wszelkie znane przekonania na temat przenośnej centralnej struktury, którą Izrael służył Bogu przez 400 lat, aż do zbudowania Pierwszej Świątyni. http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=76

Hoy ma głowę do liczb i pasję do Biblii. Wychowany w Kościele luterańskim (!), jego osobista podróż doprowadziła go do opuszczenia tego kościoła. Studiował w jesziwie (seminarium religijnym) w Jerozolimie przez pewien czas, koncentrując się na nauce hebrajskiego, aby studiować Biblię w jej oryginalnej formie. Kiedy Hoy przeczytał fragmenty z Księgi Wyjścia dotyczące budowy Przybytku, szczegółowo opisując użyte materiały, postawił wiele pytań. Znał pełnowymiarowe modele Tabernakulum w Timna Park i Ariel w Izraelu i zdał sobie sprawę, że istnieje wiele rozbieżności między tymi przekładami, a tekstem biblijnym.

„Kto tworzy namiot z czterech piętr na pustyni, ze ścianami wykonanymi z belek grubości dwóch stóp?” Zapytał retorycznie Hoy. „Prostokątna wersja wykorzystuje wiele materiałów, których po prostu nie mają odzwierciedlenia w Biblii” – wyjaśnił Breaking Israel News. Był także zakłopotany metodami większości prac naukowych opisywanych przy budowie ścian na dziedzińcu, opisujących ściany z litego drewna połączone prętami.

„Jest to niewygodne i zużywa o wiele więcej drewna niż wymienione w Biblii. Największym problemem jest wykorzystanie srebra jako podstawy dla drewna „- zauważył Hoy. „Pozwolono im uzyskać 100 talentów srebra o wadze czterech ton. Wytwarzanie baz ze srebra wymagałoby znacznie więcej ton srebra, których nie uwzględniono w Biblii. Jako inżynier, rozumiałem srebro i mosiądz jako używane do rozpórek, jako część struktury kopuły.

Hoy wyobraził sobie krąg pościeli i wełnianych prześcieradeł nakryty ogromnym skórzanym ogrodzeniem. Wykorzystując swoje umiejętności inżynierskie i przestrzegając dokładnych ilości drewna i srebra określonych w Biblii, zaprojektował namiot podobny do tradycyjnych jurt używanych w Mongolii (!). Wersja Hoya, oparta na technicznych instrukcjach biblijnych, ma zdumiewające sześć pięter.

Hoy stworzył kompletny plan dla okrągłego Tabernakulum na oprogramowaniu projektowym, aż do najmniejszego sprzętu, w nadziei stworzenia modelu skalowego opartego na jego okrągłej koncepcji. Spędził setki godzin sprawdzając swoją teorię z perspektywy inżynierskiej, a także dla przestrzegania tekstu Biblijnego.

Namiot Zgromadzeń towarzyszył Żydom wędrującym po pustyni, ale stał w Szilo przez ponad 300 lat. Jako teoretycznie przenośna konstrukcja zdemontowana została 3000 lat temu.

Dlaczego Homiel (podejrzewam, że to Ojciec jednak) użył słowa Jurta? Dlaczego nie użył po prostu słowa namiot? Wiedząc, że nigdy nie używa słów ot tak sobie postanowiłam się dzisiaj dowiedzieć czegoś więcej. Co ma wspólnego Piotr z Przybytkiem Mojżeszowym? https://pl.wikipedia.org/wiki/Przybytek_Mojżeszowy

Siedzimy na kawie, Piotr się rozkręca, więc wykorzystuję moment, by zadać pytanie. (fragment dzisiejszej rozmowy).

  • Czy Piotr ma jakiś związek z tą jurtą?
  • Coś wynika z czegoś.
  • Zobaczyłem obrazek, jak ręka go przekreśla. 
  • Aha …. – czyli wiedziałam, że namiot w kształcie prostokąta nie jest prawdziwy. Pan Hoy się nie myli. 

Jedna góra się skończy, będzie druga.

23. 10. 17 r. Warszawa.

Piotr wstał rano już zmęczony.

  • Szedłem pod górę i walczyłem z czarnymi żołnierzami. Strzelali do mnie, góra była bardzo stroma, tak bardzo, że musiałem się wspinać jak himalaiści. Cały czas chcieli mnie zabić, a ja tylko się uchylałem przed strzałami. Jestem tak zmęczony, że nie mam ochoty na nic.
  • Nie jesteś Kowalski, żeby tu się mazać.
  • Nie po to cię tu wysłałem.
  • …….. – Piotr zesztywniał, wyprostował się i w sekundę wszystko mu minęło.
  • To wszystko są próby i będą do samego końca.
  • Jedna góra się skończy, będzie druga.
  • …….. – Piotr się zamyślił.
  • Pan Bóg jest niesamowity, wie wszystko, a mimo to pyta co wybieram, co myślę…
  • Idąc twoim myśleniem… Taki już jestem.
  • Jest rewelacyjny! – wyrwało mi się.
  • Nie mówmy o Mnie, walczymy o ciebie.
  • To nie Ja się zmieniam, to ty się zmieniasz.
  • Od początku było wiadomo, że będzie trudno.
  • Ty nie jesteś herbata. Ty jesteś esencją herbaty.
  • Im wszystkim się wydaje, że mogą być bez herbaty. Ale bez esencji nie ma herbaty.
  • Nie jesteś tu po ty, by pławić się w luksusie.
  • Znoś mężnie trudy.
  • Dzisiaj 23. Coś się wydarzy?
  • A co obstawiasz?
  • ……. – Piotr się zawahał, już taki odważny nie był.
  • A Ty?
  • …….. – lekko słabo mi się zrobiło. 
  • Ja jestem krupierem. Ja nie gram, przyjmuję zakłady.
  • Iza miała dostać też wiadomość o naszym październiku – przypomniałam sobie.
  • Pamiętaj co powiedziałem wczoraj…
  • …….. – Piotr spojrzał na mnie, bo oczywiście już nie pamiętał.
  • O stworzeniu świata… Przez 8 dni można wszechświat stworzyć przypominam.
  • …….. – machnął ręką zniechęcony. Wstał gwałtownie, zachwiał się i prawie upadł.
  • Czuję jak słabe mam serce, muszę uważać.

Wieczorem.

Pisałam dzisiaj na blogu tekst Nie możesz nie lubić ludzi, bo w każdym z nich jestem Ja.I dostałam odpowiedź. Cieszę, się, że słowa tu przekazywane i spisywane działają też na innych;

Kolejna historia, dzisiaj jedna z moich Podopiecznych rozszalała się na dobre, doszło także z jej strony do rękoczynów. Jakoś ją uspokoiłam, choć łatwo nie było ale przez dłuższy czas chodziłam z myślą o niej, że jej zwyczajnie nie lubię. Po kolacji otwieram Pani bloga a tam dzisiejszy tytuł „nie możesz nie lubić ludzi, bo w każdym z nich jestem ja” ….. opadła mi szczęka, znowu…


Doczytałam do końca miesięcznik „Egzorcysta” poświęcony Marcinowi Luter. Na koniec przeczytałam zdanie, które mocno mnie zastanowiło.

Tam zdradził, tam zostało mu wszystko odebrane.

Jeśli 31 zdradził…. to może 31 wróci? Bóg Ojciec lubi być precyzyjny. 

  • Homiel, czy mam rację z tym 31 października? – ciekawość mnie zżera, a wiem, że to się Ojcu nie podoba.
  • Kojarzę cię z górnikiem.
  • Dlaczego?
  • Kopie i kopie? – Piotr ze śmiechem.
  • Drążysz i drążysz.
  • A nie możesz dać odpowiedzi? – nie odpuszczam, ale i sama się już śmieję.
  • Jedna odpowiedź rodzi 3 pytania, czekaj.
  • …….. – westchnęłam.
  • Fala już była? – pyta Piotr.
  • A czułeś ją?
  • Nie.
  • No to koniec rozmowy – myślę sobie oglądając kolejny odcinek „House of Cards”.
  • ……..
  • Chciałabyś mieszkać jak ten Underwood w Białym domu? – pyta Piotr.
  • Coś ty!
  • To jest buda dla psa.
  • Dlaczego?
  • Służy jak pies.
  • Komu?
  • Jak to komu? – i pokazał palcem na „dół”.
  • Czy informacje z 31 zobaczyłam przypadkowo? – nie odpuszczam dalej.
  • W twoim życiu i twojego męża nic nie jest przypadkowe.
  • Czyli mogę mieć rację? – i się cieszę.
  • Nie wiem dlaczego tak się cieszysz. Tak zależało ci na kawce.
  • …….. – mina mi zrzedła natychmiast.

Już zapomniałam, że kiedy zacznie się fala mogę wszystko utracić. Nasze poranne kawy, rozmowy… Życie, jakie znam…


24. 10. 2017 r. Warszawa.

Dzisiaj rano w kościele.

  • Przed przyjęciem Eucharystii dostałem niesamowitą wizję. Zobaczyłem siebie w mundurze SS. Miałem wokół szyi białe coś, jakby pod spodem koszulę, biały kołnierzyk, białą stójkę, czułem to wyraźnie, bo mnie uwierała, a po lewej stronie 4 wypustki. Nagle mój kołnierzyk zaczął się spalać, pojawił się z boku czerwony wiatr, który jakby działał pod silnym ciśnieniem. Zaczął tak ssać ze mnie wszystko, że rozrywał kawałek po kawałku cały mundur. Kiedy zerwał wszystko, zostałem nago, a wtedy ten wiatr się wycofał, schował do dziury i zamknęła się klapa. Patrzę, a widzę na sobie długą szatę, nie białą, ale lekko szarą. To było niesamowite… Cały mundur zaczął ze mnie odpadać w kawałkach, ta ssawka wysysała go ze mnie…

  • Te cztery wypustki to kto? – pytam.
  • Takie mundury mieli łobuzy…
  • Łobuz? To nowe określenie mordercy?
  • ?! 
  • Gdy przyjąłem Eucharystię zobaczyłem oczy kogoś bardzo mądrego, które powoli się otwierały… Poczułem wielki respekt, były bardzo podobne do oczu Ojca.
  • ……… – słuchałam uważnie.
  • Kto to Homiel? Czyje to oczy?
  • Podpisuje się… – Piotr zrobił znak X. 
  • …….. – łzy mi napłynęły do oczy, bo przecież to Chrystus!
  • Kiedy to się skończyło, usłyszałem słowa księdza…
  • Ten, kto ma wiedzę, ma ogromną odpowiedzialność.

Zamilkliśmy, to było przepiękne. Spalony, pochłonięty mundur SS…. Spalone, zerwane więzy z przeszłością… i za tym wszystkim stoi Chrystus. Jego siła przebaczenia jest ogromna. To jest właśnie miłosierdzie i wielka miłość Ojca i Syna do człowieka. Jako do syna marnotrawnego powracającego do Domu. 



Dopisane 10. 07. 2018 r.

  • Od początku było wiadomo, że będzie trudno.
A.Lenczewska.

Przypieczętowałeś swój los.

16. 10. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj bez kawy. Siedzimy wieczorem przed TV i luźno rozmawiamy.

  • Ludzie umierają i się rodzą w kółko. Wkrótce twoje ćwiczenia się skończączyli droga się skończy. 
  • To wszyscy się uczą?
  • Wszyscy są dla nielicznych.
  • ?!
  • To dość niesprawiedliwe – przyznaję po chwilowym przemyśleniu.
  • Ale w tym życiu i każdym następnym.
  • Aha… W takim razie to dość sprawiedliwe – czyli jedni teraz są dla innych, a potem inni dla tych jednych.

Oglądamy kolejny odcinek „House of Cards”. Zwróciłam uwagę na piękny wystrój kuchni w apartamencie.

  • Nas nawet na taką komodę nie stać – Piotr.
  • I masz szczęście.
  • Małe zepsucie prowadzi do dużego zepsucia. 

Przełączyliśmy na „Milionerów”. Padło ciekawe pytanie; Co według Leszka Kołakowskiego jest sklepieniem domu, w którym duch ludzki mieszka? Wśród możliwych odpowiedzi znalazły się kolejno A: rozum, B: Bóg, C: miłość, D: czas. http://www.rmf.fm/magazyn/news,11766,pytanie-za-milion-w-milionerach-zawodnik-nie-odpowiedzial-a-ty-znalbys-odpowiedz.html

  • Jeśli Kołakowski to filozof, to na pewno nie powiedział, że Bóg. Oni wszyscy filozofie kombinują tylko, oby nie powiedzieć Bóg, mam rację Homiel? – mówię całkowicie zgryźliwie.
  • Prawda.
  • A może jednak?
  • Nigdy za nim byś nie trafił Piotr. Szalony był to człowiek, ale i tacy są potrzebni.
  • …….. – pomyślałam, że muszę to sprawdzić.
  • Daj sobie spokój z szukaniem, szkoda czasu.

Korciło mnie, żeby jednak sprawdzić, ale zaufałam Homielowi, który znowu czyta moje myśli. Wyłączyliśmy telewizor i siedzieliśmy w ciszy. Opowiadałam Piotrowi, że dostałam fajnego maila z podziękowaniem za blog.

  • Do dziennika zostanie włożony wielki pierwiastek.
  • Zdjęcia?
  • Nie mów o zdjęciach.
  • Dasz dowody Mego istnienia.
  • Rany… – dotarło do mnie, że od początku z Ojcem rozmawiamy.
  • Ojcze, dlaczego się nie objawisz? To wszystko załatwi – Piotr.
  • Wtedy nic nie miałoby sensu.
  • Jakiż byłby rozwój tego człowieka?
  • Jestem dla niewielu, żeby inni wierzyli.

W pewnym momencie Piotr zaczął tak szybko mówić, że nie nadążałam z pisaniem, więc niezauważalnie włączyłam nagrywanie.

  • Ale ja widziałem i jestem człowiekiem.
  • I chcesz być dalej człowiekiem?
  • …….. – pytanie zaskoczyło Piotra i spojrzał na mnie nie wiedząc co powiedzieć.
  • Chcę być tym, kim Ty chcesz, żebym był – odpowiedział sprytnie.
  • To nie jest odpowiedź. Musisz sam wybrać.
  • Mając wiedzę i będziesz wiedział wszystko, masz wybrać.
  • Czy chcesz być człowiekiem i tu żyć z ludźmi, czy chcesz wrócić?
  • Nie pytaj, czy byłoby dobrze jak Ja chcę, lecz jak ty masz wybrać.
  • Masz wybrać.
  • Masz wybrać? No więc co wybierasz? – pytam rozszerzając z ciekawości oczy do granic możliwości. Czułam, że szykuje się ważna rozprawa.
  • ……..
  • Wszyscy słuchają.. – a Piotr nie wie co ze sobą zrobić.
  • ………
  • Mogę wybrać za ciebie – podsuwam mu pomysł, bo on się ciągle waha.
  • Zawsze wybiorę Boga … Tylko chodziło mi o to, że On nie chce może tego… Może On chce, żeby tu być, tych ludzi prowadzić, ale Boga wybiorę zawsze, zawsze.
  • Chcesz wrócić do Domu, powiedzmy sobie szczerze…
  • ……. – Piotr się rozkleił.
  • Już mi dałeś odpowiedź. Nie ustami, a łzami i to jest prawdziwa odpowiedź.
  • Hm… Jeśli nic nie zrobię co się stanie z nimi?
  • …….
  • Zobaczyłem scenę, zobaczyłem swojego pracownika w domu jak mówi do mamy; gdyby nie Pan Piotr, to nie wiem co byśmy zrobili.
  • Kogo wybierasz?
  • Zawsze pójdę za Tobą.
  • To weźmy te wszystkie rodziny razem i twoją rodzinę, twoją córkę i żonę w rozpaczy, kogo wybierasz?
  • Zawsze pójdę za Tobą.
  • Chciałbyś, żeby wilk był syty i owca cała, co Piotr?
  • Ale sam mówisz, a słucham jak to mówisz, że w życiu trzeba wybrać.
  • Nie da się i mieć świecę i ogarek. Zostawisz ich wszystkich z problemami?
  • Dla ciebie zostawię.
  • Przypieczętowałeś swój los.
  • …….
  • No co mam powiedzieć? Mam kłamać? Powiedziałem prawdę – zaczął mi się tłumaczyć.
  • Powiedziałeś prawdę?
  • ……..
  • Chrystus powiedział zostaw wszystko i idź za mną – pocieszyłam Piotra, bo wiedziałam, że jest w wewnętrznej głębokiej rozterce.
  • Wierzę Ojcu, że zadba o wszystkich.
  • Cwaniak jesteś.
  • Czemu? Nieszczery jestem? Dlaczego cwaniak? No powiedz dlaczego cwaniak?!
  • Bo ty chcesz…. Zostawiasz Ojcu załatwienie sprawy z nami.
  • Pilnuję ludzi jak mogę. Tych, których mi powierzył. Dał mi tych wszystkich ludzi i ja ich pilnuję. To, co mogę, to robię jak najlepiej, pilnuję ich mówiąc krótko…
  • Ale ja nie jestem stąd…! – rozżalił się na całego, bo już zwątpił, czy dobrze wybrał.
  • Ja cię rozumiem.
  • Gdybym miał sekundę zastanowić się, a wybór Ojca… Powiedzieć ci? Wybieram Ojca, od razu ci to mówię bez zająknięcia.
  • Czy Ojciec jest zadowolony z twojego wyboru?
  • Podejrzewam, że nie. Pewnie mówi… do końca cwaniaczek.
  • Myślę, że nie…. – zamyśliłam się.
  • Jak to mówi? … Przypieczętowałeś swój los… to nie jest dobre słowo.
  • Uważaj, to słowo Ojca.
  • . dziwnie brzmi.
  • ……..
  • Dobra! Przestaję rozważać, trzeba wziąć się za robotę.
  • To ważna rozmowa była… Bardzo… Nie zdajesz sobie sprawy nawet. Kiedyś prosiłeś o przedłużenie życia, a teraz?
  • Ja nie proszę o zabieranie życia, dostałem pytanie kogo wybieram, ale mam tych ludzi to i trzymam.
  • ……..
  • Co tak dziwnie patrzysz? – Piotr.
  • Zastanawiam się…
  • No czułaś jak to mówiłem, coś taka zakłamana…?
  • Nie jestem, tylko się zastanawiam…
  • Nad czym?
  • Czy dobrze wybrałeś.
  • Powiedziałem, co czuję.
  • Tak samo powiedziałabym.
  • Miałem cię o to zapytać. I dałaś mi odpowiedź.
  • Gdyby mi Ojciec zadał takie pytanie…
  • Co byś odpowiedziała?
  • To samo.
  • Bóg jest ponad wszystkim, my tego dotykamy, On nam to daje. Tym bardziej, że coś z moją głową się stanie.
  • Mnie pytasz?
  • No ciebie, no bo ty dostałaś znaki.
  • No taaak, ewidentnie – przypomniałam sobie, że usłyszałam słowo „głowa”.
  • To był twój głos, zza ściany, nie gdzieś tu… – przypominam sobie bardziej.
  • Nie mogłaś mnie słyszeć zza ściany.
  • Myślałam od kiedy głowa cię boli? Najpierw się ucieszyłam, że jesteś, że żyjesz, a potem zaczęłam myśleć od kiedy to cię głowa boli? i wtedy bum, uderzenie w szafę.
  • ……..
  • To było dobre… Jak Oni to robią? Chciałabym podziękować Ojcu za te znaki.
  • Pan Bóg daje ci znaki, masz trochę tych sytuacji. A ja ciągle słyszę od wczoraj ehue ana…



Dopisane 28. 06. 2018 r.

  • Nigdy za nim byś nie trafił Piotr. Szalony był to człowiek, ale i tacy są potrzebni w tym zdaniu i w tym kontekście „szalony” nie znaczy medyczne szalony. Są ludzie o wielu teoriach, wielkiej wyobraźni, myślący nietuzinkowo, tacy, za którymi nigdy by się nie trafiło i taki był Kołakowski.

Nieznane oblicze Leszka Kołakowskiego. Ujawniono niepublikowane teksty Leszek Kołakowski, w do tej pory niepublikowanych i mniej znanych tekstach, chwali snobizm i niepunktualność, irytuje się na wieczność, a nawet relacjonuje nam swoje życie – ze szczególnym uwzględnieniem szalonego wręcz powodzenia u kobiet.

Niezwykłe poczucie humoru, językowa wirtuozeria i zabawa słowem przenikają tę twórczość, która choć uznawana przez samego autora za zabawny dodatek do dzieł poważniejszych, pokazuje nieznane oblicze twórcy ”Moich słusznych poglądów na wszystko”.

https://ksiazki.wp.pl/nieznane-oblicze-leszka-kolakowskiego-ujawniono-niepublikowane-teksty-6179836056344193a

Do wszystkiego potrzebna jest równowaga.

15. 10. 17 r. Warszawa.

Nasze pokoje przedziela ściana, nie za gruba, nie za cienka. Dzisiaj obudził mnie głos Piotra, który jakby przeciągając się po głębokim spaniu powiedział do siebie…. głowa. Tyle usłyszałam bardzo wyraźnie na koniec. Nie wiem co mówił w całości, ale wyraźnie usłyszałam głowa. Pomyślałam, że albo mówi do siebie albo rozmawia. Ucieszyłam się, że go słyszę, bo to znaczy, że nigdzie nie „odleciał”. Odwróciłam się na drugi bok i zaczęłam jednak się zastanawiać, dlaczego Piotr narzeka na głowę, kiedy nigdy nie narzeka. Nie chciało mi się do niego iść specjalnie i wypytywać i wtedy usłyszałam głośne uderzenie w stolik. Charakterystyczne. Nauczona doświadczeniem wiedziałam, że to znak lub potwierdzenie, że głowę słyszałam na pewno. Zwlokłam się więc z łóżka i poszłam do Piotra.

  • Co z tą głową? – pytam.
  • Jaką głową? – zdziwiony.
  • No przecież powiedziałeś na głos głowa przed chwilą.
  • Nic nie mówiłem, przed chwilą się obudziłem – spojrzał na mnie jeszcze bardziej zdziwiony.

Zgłupiałam. Nie tylko wyraźnie usłyszałam jego głos, ale jeszcze potwierdziło to mocne uderzenie, które w żaden sposób nie mogło być przypadkowe.


W trakcie jazdy do kościoła męczyłam Homiela, by szepnął słowo co to było i czy było, bo zaczęłam wątpić w swój rozsądek. Nie odzywał się długo.

  • Żebyś miał to, co idzie, musi ci głowa się lekko zmienić.
  • Jezu! Wreszcie – ulżyło mi – Nie zgłupiałam jednak.
  • Zmienić? – pyta.
  • Podobał ci się film? – wczoraj oglądaliśmy „Lucy” i śmialiśmy się między sobą, że tak skończy jak ona.
  • To przecież utopia – Piotr.
  • Nie o to chodzi. Twoja głowa musi przeskoczyć… i pokazał nasze 5 procent.

  • Wtedy będę miał możliwości? Zobaczę numerki w totka? – zażartował.
  • Ktoś wybuchł śmiechem, słyszę…
  • Czyli dobrze słyszałam?
  • Dobrze. Słuch i głowę masz absolutnie zdrową.
  • Piotr nie powie ci co się będzie działo, więc My ci mówimy.
  • Piotr nie powie, bo nie będzie chciał w ogóle rozmawiać.
  • Stracisz troszkę kontaktu z mężem.
  • Makabra… – pomyślałam.
  • Na długo?
  • Piotr będzie przebiśniegiem.
  • Oznaczać to będzie wiosenkę dla świata. Pierwszy przejdzie przez śnieg.
  • ?! Dam radę?
  • Ty nie dasz? Codziennie mieszasz gackami w kotle.
  • Czyli dobrze słyszałam… – powtarzam naprawdę z ulgą.
  • Niewątpliwie.
  • Zima wiecznie trwać nie może. Nawet pani Karolina puściła ci podsumowanie życia.
  • ?! 

Piotr wczoraj dostał od Karoliny (kobiety, która wynajmuje nam mieszkanie w Warszawie) prezent. Zgrała płytę z różnymi starymi przebojami, na której jest piosenka Sinatry „My way”. Jedyna, jaką naprawdę lubię Sinatry.

  • A nie wiedziała co robi. Miała z tobą dobrze, ale są rzeczy ważniejsze. Nie musi się prosić o pieniądze.
  • Co chce przez to powiedzieć? – zaczęłam intensywnie myśleć.

Niebo całkowicie przejęło kontrolę nad naszym życiem, a właściwie dochodzę do wniosku, że tak naprawdę to nigdy jej nie mieliśmy. Może kiedyś nie było to tak widoczne, ale teraz?! Ciągle od jakiegoś czasu podsuwa nam ludzi zagubionych, potrzebujących wsparcia i pomocy. Jedną z takich osób jest właśnie Karolina. Kobieta z darem można powiedzieć, ale tak nadwrażliwa, że nie daje sobie rady w tym świecie. Ma wizje, słyszy, nazwała Piotra swoim duchowym bratem, daje siebie innym za bardzo, a potem siedzi miesiącami nad morzem, aby zregenerować zdrowie. Nie musi się prosić o pieniądze, bo ma z nami spokój i płacimy regularnie. Jednak gdy Piotr się zmieni niewykluczone, że sytuacja też się zmieni i to na tyle, że będziemy musieli się wyprowadzić. Choć dostawała pieniądze, to przestanie je dostawać, bo są rzeczy ważniejsze, niż jej spokój.

  • Zwróć uwagę, że to ty znaki dostajesz, a Piotr wiedzę.
  • Bo kiedy ty znaki dostajesz to wiesz, że jego wiedza jest prawdziwa.
  • ……… – to prawda…

Te mocne znaki uświadomiły mi, że fala nadejdzie. Nie wiem kiedy, ale nadejdzie… I straciłam humor, ostatnie słowa mnie zmartwiły.

  • Nie smuć się. Będzie pięknie i nigdy nie zostawimy cię samej sobie, możesz Mi ufać.
  • I nie stracisz z nim całkowicie kontaktu.
  • Sama będziesz zafascynowana zdarzeniami. Widzę ogień przy tych literach…
  • Widzę, jak szybko piszesz, aż płomień się pojawia.

  • To będzie nasze wspólne dzieło. Autor będzie podany.
  • Bestseller wszech czasów jak to skończysz.
  • …….. – dech mi zapiera i nie wiem gdzie się schować przed odpowiedzialnością. 
  • Ostatnio modlę się tylko z moim krzyżem – Piotr. 
  • Do kogo należał ten krzyż? – od razu pytam, no bo jak mam pisać… to muszę chyba wiedzieć.
  • Rozumiem twoją dociekliwość do książki, ale wiedza, którą dostaniesz przyćmi wszystko.
  • …….. – znowu się skurczyłam, tym razem ze strachu. 

W „naszym kościele” wszystko było na szczęście po staremu, czyli „nasza żebrząca” też. Daliśmy jej od razu pieniądze i stanęliśmy pod krzyżem. Piotr zaczyna mnie szturchać mimo, że kobieta siedzi metr od nas…

  • Jezus mówi….
  • To jedno z ostatnich naszych spotkań.
  • Jak to… !!!??? Dlaczego???!!! – pytam prawie z płaczem.
  • W tej formie.

Wychodząc…

  • Miałem piękną wizję pod krzyżem… Byłem w tym białym domku, otworzyły się drzwi, same. Pokazała się złota droga dokąd mam iść, świeciła na złoto…
  • …….. – miałam pewne skojarzenie. Kiedy się otwierają drzwi zazwyczaj ktoś woła albo zaprasza. A tu otwierają się same i nikt nie wzywa. Nie wiadomo czy iść, czy czekać nadal.


Wieczorem.

Siedząc przed TV rozmawialiśmy o dzisiejszym poranku.

  • Widzisz? Tobie dali znaki, a nie mnie, ja jestem tępogłowy.
  • Bzdury gadasz. Nie mów tak o sobie, bo dajesz przede wszystkim Im świadectwo. Oni tępogłowych nie wybierają. Ty masz za dużo spraw na głowie, to wszystko.
  • Skoro znasz swoje imię, to postępuj jak jego imię.
  • Jezus powiedział, że to jedno z ostatnich spotkań – zadumałam się…
  • Dzisiaj to będzie? – Piotr.
  • Jeszcze nie.
  • Pojutrze?
  • Też nie. To ty widziałeś kalendarz.
  • Jak mogłeś nie zobaczyć dat! – tego nie rozumiem. Gdybym to ja Im zaglądała do kalendarza, to patrzyłabym uważniej. 
Widzę ich kalendarz. Kostki z datami, a jedna wyższa niż inne. Nie widzę cyfr... http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/06/16/prawda-nie-jest-pycha/
  • Strach się bać.
  • Niczego się nie bój.
  • Ciekawe co to się zdarzy…
  • Przejdziesz metamorfozę, której skala  dla nikogo nie będzie zrozumiała.
  • ……
  • Czy faktycznie w piekle są kotły? – spytałam, bo przypomniałam sobie zdanie z rana; Codziennie mieszasz gackami w kotle.
  • Po co?
  • Niektórzy widzieli ponoć.
  • Wyobraźnia.

Oglądamy Wiadomości.

  • Mam nadzieję, że PO zniknie z czasem – mówię.
  • Ale pamiętaj, że człowiek jest tylko człowiekiem.
  • Potrzebuje konkurencji. Do wszystkiego potrzebna jest równowaga.
  • Czyli dobrze, że PIS czuje ich oddech na plecach, dla równowagi.

Oglądamy House of Cards i przemowę Francisa w kościele (odcinek 3 sezon 1).

  • Ale cynik z niego! – choć byliśmy pod wrażeniem. Całkiem niezła przemowa, lecz w kontekście całej historii tego bohatera, to jak policzek dla Boga.
  • Takich strącam.
  • Boże! To znowu z Ojcem cały czas rozmawialiśmy! – pomyślałam. 


Dopisane 26. 06. 2018 r.

  • Takich strącamwiemy przynajmniej kto na pewno trafia na dół. Ci, którzy mówią o Bogu, a czynią całe życie wbrew Bogu. Cynizm i zło w jednym.

Przypomina mi to pewną rzecz. Podczas egzorcyzmów Anneliesse Michel jednym z demonów atakujących Anneliese był Valentin Fleishman ; w latach 1572 – 1575 był proboszczem parafii rzymskokatolickiej w Ettleben w Bawarii (Niemcy). Zgodnie z treścią akt parafialnych został usunięty ze stanowiska za pijaństwo, pobicie oraz morderstwo. Ettleben była placówką proboszcza E. Alta, który brał udział w egzorcyzmach Anneliese Michel. Altowi nigdy nie było dobrze w plebanii, uważał, że w tym budynku działały złe moce. Ojciec E. Alt twierdzi, że przed rozpoczęciem egzorcyzmów nie wiedział o tym, że kilkaset lat przed nim Fleischmann był proboszczem w Ettleben. Kiedy z Annelise mówił Fleischmann, mówiła Ona niskim, męskim głosem oraz lokalnym dialektem. Wg dialogów podczas egzorcyzmów Fleischmann był w piekle ponieważ zabił człowieka i sypiał z kobietami. Uczynił to, ponieważ wymogi kapłaństwa były dla niego zbyt ciężkie. Wg relacji egzorcystów, demon Fleischmann potwierdził konieczność celibatu. (Wiki).

Dorzucę jeszcze kilka szczegółów bezpośrednio z niemieckich źródeł. https://www.theologe.de/theologe9.htm 

Podaje się, że był księdzem katolickim, ale w innych źródłach, że pastorem. Stawiam jednak na pierwszą wersję, ponieważ żył w czasach Marcina Lutra, czyli wtedy, gdy protestantyzm się dopiero kształtował. Został wydalony jako „konkubinariusz”, opisuje się jego związki z kobietami i jako „vino addictus” (pijany). Był uważany za bardzo agresywnego, zabił człowieka na swojej plebanii. Ponadto pobił kobietę, która leżała tygodniami w szpitalu w Würzburgu. Miał czworo dzieci, pozamałżeńskich, a jego ojcostwo jest bezsporne. Nagrobek jego córki Marthy jest zamurowany na przodzie najstarszego domu Ettlebena i nadal jest łatwy do rozszyfrowania. 24.10.1975 „Fleischmann” wezwał kapłanów prowadzących egzorcyzmy do przestrzegania celibatu. Dosłownie: „Żaden kapłan nie może wyjść za mąż, jest kapłanem na wieki, a zakonnicy nie są różni, muszą pozostać wierni swemu powołaniu”. Według innej notatki, on również „zabił dziewczynę w swojej plebanii po uwodzeniu go” (dr Harald Wiesendanger w „Wielkiej książce duchowego uzdrawiania”, cytowanej za Wendezeit nr 2/2006). ….. Jednym słowem idealny kandydat na piekło. 

Nie bój się tego, co nadchodzi.

11. 10. 17 r. Warszawa. (część I)

Kiedy my zaczynamy zapominać, to Homiel nam przypomina.

  • Nie zdajesz sobie sprawy nad ważnością wielkich rzeczy, które się zdarzyły. To eksploduje.
  • Twoje serce, pierwsza fala to jest nic wobec tego, co idzie.
  • A miałeś nie straszyć Homiel.
  • Nie bój się tego, co nadchodzi.
  • To wielka łaska dla ciebie.
  • Gdyby nie ta fala, to utonąłbyś.

W wizji, zanim Piotr zobaczył wielką jak wieżowiec falę, to pływał na głębokiej wodzie. Zdając sobie sprawę jak ważny jest każdy szczegół zrozumiałam teraz, że rzeczywiście nie da się wiecznie pływać na głębokiej wodzie. Prędzej, czy później każdy zatonie.

  • Dlatego wystrzeliliśmy cię na nową ziemię obiecaną.
  • Ala na kamienie upadnę.
  • Gdybyś upadł na trawę, to być się zanudził. Dlatego musisz mieć problemy.

W wizji Piotr ląduję na lądzie, dokładnie na kolanach na kamienistej plaży. Zawsze dziwiłam się dlaczego. Ale jeśli pływanie po wodzie oznacza trudy codziennego życia i wylądowanie na kamieniach oznacza nowe życie z problemami… to czy nie trafi Piotr z deszczu pod rynnę? Tyle, że będzie czuł grunt pod nogami? Tyle, że będzie pewniej? Nie wiem co o tym myśleć…


Wczoraj bardzo i gwałtownie rozbolała mnie głowa. Piotr nie pomógł, tabletka nie pomogła, więc zaczęłam prosić już całe Niebo, ale o dziwo też nie pomogło.

  • Ale mnie wczoraj głowa bolała – mówię teraz do Piotra – Nic mi nie pomogło.
  • Podczas wczorajszej modlitwy Ojciec powiedział do mnie …
  • Poproś Mnie, abym jej pomógł.
  • Tak? I co?
  • Nie Ojcze, sam pomogę… powiedziałem.
  • …. !!! – zamurowało mnie. Ale się teraz wkurzyłam …
  • Odmówiłeś Ojcu ?!!!!!  A może by mi przeszło?!!!!!
  • Noooo, bo ma za dużo spraw na głowie – zaczął się tłumaczyć zaskoczony moją reakcją.
  • Jeśli cię prosił to chyba nie bez powodu!
  • Ty ciągle nie wierzysz Ojcu! A wiesz, że na tym polegał grzech pierworodny?! – ryczałam jak wściekły lew.
  • Nigdy bym jabłka nie wziął. 
  • A mandarynkę? spytał Ojciec.
  • …….. – … i to mnie rozśmieszyło. Już się nie wkurzałam.

Wieczorem.

Kilka godzin przygotowywałam nowy tekst na blog i w pewnym momencie zastanawiałam się, czy wpisać słowo „misja”. Wahałam się, czy faktycznie moje życie to misja. Piotr siadł nad kotletem, nabił go na pal i…


Usiedliśmy przed TV. W Wiadomościach pokazano lecące bombowce…

  • To jest konik, o który pytałaś.
  •   

Wczoraj przeczytałam artykuł; http://kjb24.pl/sa-czterej-jezdzcy-apokalipsy/ Kilkakrotnie pytałam co znaczą te konie, ale zapadła cisza. Żadnej odpowiedzi, aż do teraz.

P.s. Przetaczam ten artykuł w całości, ponieważ w następnym wpisie zajmę się Apokalipsą wg św. Jana. Tak jak w przypadku III Tajemnicy Fatimskiej, tak i Apokalipsa odkryje swoje tajemnice… częściowo. 


Druga część Apokalipsy św. Jana (rozdz. 4-21) zawiera opis kosmicznej walki między Bogiem, Barankiem i ich zwolennikami, a siłami zła. Ta walka okupiona jest cierpieniami niewinnych. W jej wyniku zostaje przelana krew tych, którzy opowiedzieli się po stronie Boga, a świat jaki znamy, zostaje zniszczony. W ramach tej wielkiej wizji, w rozdziale 6 (wersety 1-8) pojawiają się czterej jeźdźcy apokalipsy, tajemnicze istoty, które mają wyruszyć na koniach przed Sądem Ostatecznym.

Najpierw czytamy o księdze (czy też raczej zwoju) w prawicy Boga, zapieczętowanej siedmioma pieczęciami. Zagłada znanego nam świata rozpoczyna się od przełamania czterech z siedmiu pieczęci zwoju, który jest nimi chroniony. Według Apokalipsy to Baranek Boży (a więc sam Jezus Chrystus) otwiera pierwsze cztery z siedmiu pieczęci, przyzywając kolejno cztery istoty – na białym, czerwonym, czarnym i sinym koniu: „I ujrzałem: gdy Baranek otworzył pierwszą z siedmiu pieczęci, usłyszałem pierwsze z czterech Zwierząt mówiące jakby głosem gromu: «Przyjdź!». I ujrzałem: oto biały koń, a siedzący na nim miał łuk. I dano mu wieniec, i wyruszył jako zwycięzca, by [jeszcze] zwyciężać. A gdy otworzył pieczęć drugą, usłyszałem drugie Zwierzę mówiące: «Przyjdź!». I wyszedł inny koń barwy ognia, a siedzącemu na nim dano odebrać ziemi pokój, by się wzajemnie ludzie zabijali – i dano mu wielki miecz. A gdy otworzył pieczęć trzecią, usłyszałem trzecie Zwierzę, mówiące: «Przyjdź!». I ujrzałem: a oto czarny koń, a siedzący na nim miał w ręce wagę. I usłyszałem jakby głos w pośrodku czterech Zwierząt, mówiący: «Kwarta pszenicy za denara i trzy kwarty jęczmienia za denara, a nie krzywdź oliwy i wina!». A gdy otworzył pieczęć czwartą, usłyszałem głos czwartego Zwierzęcia mówiącego: «Przyjdź!». I ujrzałem: oto koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła. I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta” (Ap 6, 1-8).

Tożsamość jeźdźców do dziś pozostaje zagadką. Apokalipsa wymienia z imienia tylko ostatniego, czwartego jeźdźca. Jest nim Śmierć. Pozostałych jeźdźców nazywamy na podstawie ich charakterystyki.

Tajemnica pierwszego jeźdźca.

Najwięcej problemów interpretacyjnych wiąże się z pierwszym jeźdźcem, powszechnie określanym jako Zwycięzca, który nosi łuk i ma na głowie wieniec przynależny wodzom podczas ich uroczystego triumfu. Św. Ireneusz, biskup Lyonu, wczesnochrześcijański teolog z II wieku, był jednym z pierwszych, którzy zinterpretowali tego jeźdźca jako samego Chrystusa. Różni teologowie poparli ten pogląd, powołując się na późniejszy fragment Apokalipsy (Ap 19), gdzie Chrystus został przestawiony właśnie jako zwycięski jeździec na białym koniu. Biały kolor zazwyczaj symbolizuje w Biblii sprawiedliwość. Utożsamienie jeźdźca z 19 rozdziału Apokalipsy z pierwszym z czterech jeźdźców z 6 rozdziału Apokalipsy, tylko na tej podstawie, że jeden i drugi dosiadają białego konia, może jednak prowadzić na manowce. Opis tych postaci różni się dość znacznie, a poza tym skoro Chrystus chwilę wcześniej pojawia się jako Baranek, który otwiera siedem pieczęci, trudno pojąć, w jaki sposób miałby On być równocześnie jeźdźcem przywołanym po złamaniu pierwszej pieczęci. Pojawiła się też interpretacja, że biały jeździec może reprezentować Ducha Świętego, który zstąpił na Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy po odejściu Jezusa z Ziemi, ewentualnie symbolizować zwycięski pochód Ewangelii, głoszonej na całym świecie.

Diametralnie przeciwny pogląd głosi słynny amerykański ewangelista przebudzeniowy Billy Graham, który uznał jeźdźca na białym koniu za Antychrysta, lub symbol fałszywych proroków. Według niego Antychryst udaje Chrystusa, który również będzie jechał na białym koniu (por. Ap 19.11-16). W Ap 19 Jezus ma jednak wiele koron, a jeździec w Ap 6 tylko jedną, która została mu podana. Zdaniem Billy’ego Grahama wskazuje to na trzecią osobę dającą władzę jeźdźcy, aby wykonał swe dzieło.

W kulturze popularnej najbardziej utrwaliła się interpretacja pierwszego jeźdźcy jako Zarazy, a więc uosobienia śmiertelnych chorób zakaźnych. Prawdopodobnie źródłem takiej interpretacji jest broń, którą dysponuje pierwszy jeździec. Jak wiadomo łuk to wyposażenie skrytobójców. Śmierć z niego zadana jest gwałtowna. Brak bezpośredniego kontaktu w walce powoduje, że śmiertelna strzała bywa zaskoczeniem dla ofiary. Do spopularyzowania interpretacji, że pierwszy jeździec jest Zarazą przyczynił się hiszpański pisarz, publicysta i lewicowy działacz polityczny – Vicente Blasco Ibáñez , który w powieści z 1916 pt.: „Los cuatro jinetes del Apocalipsis” (pol.: Czterech jeźdźców Apokalipsy, 1925) napisał o jeźdźcu na białym koniu, ubranym w barbarzyński strój i używającym łuku w celu rozprzestrzeniania śmiertelnych chorób zakaźnych. Jego kołczan wypełniony miał być zatrutymi strzałami, zawierającymi zarazki wszystkich epidemii.

Wojna, Głód i Śmierć.

Odnośnie do drugiego jeźdźca panuje dość zgodna opinia, że symbolizuje on Wojnę. Wskazuje na to trzymany przez niego miecz (jakby był gotowy do walki lub masowej rzezi) oraz czerwony kolor konia, kojarzący się z krwią. Słowo „pyrros” pochodzi od „pyr” (pożar), byłby to więc kolor „ognisto-czerwony”. Niektórzy komentatorzy sugerowali, że może chodzić o symbol wojny domowej lub prześladowania chrześcijan. Trzeci jeździec na czarnym koniu to według powszechnego rozumienia Głód. Posiada on wagę i odważniki, którymi będzie starannie odmierzane zboże. Czytamy, że cena zboża jest około dziesięciokrotnie wyższa niż normalne, przy czym całodniowe wynagrodzenie (denar) wystarcza na kupno tylko jednej kwarty pszenicy lub trzech kwart mniej pożywnego jęczmienia, a zatem pracownicy nie będą w stanie wyżywić swoich rodzin. Wizji jeźdźca na czarnym koniu towarzyszy tajemniczy, niezidentyfikowany głos, pochodzący jakoby od czterech żywych stworzeń w Niebie i to on mówi o cenach pszenicy i jęczmienia oraz o tym, że ceny oliwy i wina pozostaną niezmienione (tyle, że znajdują się one poza zasięgiem zwykłego pracownika). Czwarty i ostatni jeździec nosi imię Śmierć (Thanatos), o czym wprost oznajmia tekst Apokalipsy (Ap 6, 8). W odróżnieniu od pozostałych trzech jeźdźców, nie ma żadnej wzmianki, że dzierży on jakąś broń lub inne przedmioty, jednak na ilustracjach i obrazach zazwyczaj trzyma kosę, miecz lub inne narzędzie do zadawania śmierci. Kolor konia Śmierci określony jest jak khlōros, co w grece jako koine może oznaczać zarówno zielony, zielonkawożółty, jak i blady, popielaty. Na podstawie znaczenia tego słowa w starożytnej greckiej literaturze medycznej, niektórzy uczeni sugerują, że kolor ten odzwierciedla bladość typową dla trupa. W niektórych współczesnych wizjach artystów koń jest wyraźnie zielony. Towarzyszem Śmierci jest Hades, czyli miejsce pobytu zmarłych.

Wizję jeźdźców kończy stwierdzenie: „I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta” (Ap 6, 8), co na ogół traktowane jest jako słowa odnoszące się do Śmierci i Hadesu, chociaż niektórzy komentatorzy widzą tu odniesienie do wszystkich czterech jeźdźców. Jest to nawiązanie do słów Boga z Księgi Ezechiela: „Nawet gdybym zesłał na Jerozolimę owe cztery moje straszne klęski – miecz, głód, dzikie zwierzęta i zarazę, aby w niej wyniszczyć ludzi i zwierzęta, to jeszcze pozostanie tam Reszta, która ocali synów i córki” (Ez 14,21-22).

A może aniołowie?

Nie zabrakło również interpretacji angelologicznych. Są egzegeci, którym czterej jeźdźcy Apokalipsy kojarzą się z Aniołem Niszczycielem. Jak pamiętamy, jego przejście spowodowało śmierć pierworodnych w Egipcie. Sprawił on także, że zaraza zdziesiątkowała wojsko asyryjskie oblegające Jerozolimę. Aniołowie od początku historii zbawienia wysyłani byli do grzesznej ludzkości także jako wykonawcy kar Bożych (por.: Rdz 19,13; /2 Sm 19,35; 2 Sm 24,16; Mt 13,41; Mt 13,49; Mt 24,31; Mk 13,27).


CDN…

Holocaust trwa, a z drugiej strony mają wszystko.

07. 10. 17 r. Warszawa.

Moje łóżko jest tak usytuowane, że drzwi do pokoju mam metr za głową. Fatalnie, ale inaczej się nie da. Dzisiaj w środku nocy obudził mnie hałas gwałtownie naciskanej klamki, tak jak robi to czasami Piotr. Poderwałam się na równe nogi, ale za drzwiami nikogo nie było. Nawet nie byłam specjalnie zaskoczona, bo spodziewałam się „atrakcji nocnych” po wczorajszym pisaniu do Izy. Ponieważ sama przechodzi to, co kiedyś przechodził Piotr, potrzebuje wsparcia i wiele o walce z gackami rozmawiamy. Bóg Ojciec doskonale wiedział co robi krzyżując w pewnym momencie nasze drogi, bo kto ją w tej sytuacji może lepiej zrozumieć jak nie my? Niestety walcząc z jej demonami budzimy i nasze demony, jakby wszystkie gacki tego świata były w jakiś sposób ze sobą połączone.


Jadąc do „naszego krzyża” stanęliśmy za samochodem, który utknął na skrzyżowaniu. Piotr wkurzony ominął go z piskiem opon pyskując przy tym niemiłosiernie na kierowcę. Oczami przewracam, bo przecież jedziemy do Jezusa! Ledwo pojawiamy się pod krzyżem…

  • Mniej dla nich więcej cierpliwości. Daj im czaspowiedział Jezus.
  • A Iza? – spytałam.
  • Walczcie o nią.
  • ……..
  • Mam nadzieję, że zapamiętasz to chociaż na godzinę! – mówię do Piotra po wyjściu z kościoła.

Minęło pół godziny, a już po drodze opieprzał innego kierowcę. Nie mam do niego siły…   Opowiadam mu o dzisiejszych odwiedzinach w nocy…

  • Gacek to kurwa, słucha nas cały czas! – był wściekły. 
  • Używając jego imienia nie obrażasz go, a dałeś mu radość.
  • Ok, masz rację – Piotr się uspokoił natychmiast.

Pojechaliśmy na kawę. Idąc w Złotych Tarasach zwróciliśmy jednocześnie uwagę na coś, co nas wmurowało dosłownie w podłogę. Już zdążyliśmy o tym zapomnieć.

- Powiadam ci, zanim spadnie pierwszy śnieg wszelkie twoje troski odejdą w zapomnienie. 
- Powiedział śnieg? – bo nie mogłam uwierzyć, co słyszę. 
- Pokazał mi hałdy śniegu – powiedział Piotr równie zaskoczony. 
- No…. zobaczymy – rozbawiła mnie ta sytuacja z dwóch powodów; Homiel znowu czyta w moich myślach i jego zagadkowa przepowiednia. Mam tylko nadzieję, że nie mówił o śniegu na Saharze… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/04/nie-ten-jest-silny-kto-ma-sile-lecz-ten-kto-ma-wiare/
  • Widziałaś to?! No nie wierzę! – Piotr aż zbladł z wrażenia.
  • A ty chcesz się ze Mną zakładać…
  • ……. – nie wiedziałam co powiedzieć. Kto by pomyślał, że o taki znak będzie chodzić!? Cofnęłam się, by to jeszcze raz sprawdzić i zrobiłam zdjęcie.
  • 13 października! Ostatnie objawienie fatimskie – byłam akurat na bieżąco i data rzuciła mi się wyraźnie w oczy.
  • To już wiesz kiedy się zacznie i skończy.
  • A kiedy skończy? – daty zakończenia nie podano.
  • Kiedy się zacznie, a chwila może trwać długo.
  • ……..
  • Zobaczyłem tego alabastrowego, leży na tej sofie, a dwie istoty bardzo delikatne myją jego twarz. Myją i śpiewają… Szykują go do czegoś.
  • Teraz ty się położysz, a on odżyje.
  • …….. – zrozumiałam tylko tyle, że tutaj zaśnie, a tam się obudzi.
  • A kto będzie mnie pilnował?
  • Twoja żona.
  • Musisz mnie pilnować, bo będę spał albo zemdleję – do mnie.
  • Dajcie mi jakiś znak, żebym wiedziała kiedy się zaczyna – poprosiłam już całe Niebo i dęba stanęły mi wszystkie włosy.
  • Myślę, że zrobią to mądrze – Piotr na to. 
  • Ale komplement!
  • …….
  • Wielu się stęskniło. Chcą żebyś otworzył oczy.
  • Ojcze, co on tam będzie robić?
  • Po prostu będzie.
  • A to takie ważne?
  • Moja córko, mówimy o aniele przeznaczenia.
  • ?! Ojcze, co to znaczy?
  • To zadanie dla ciebie.
  • Jesteś tak blisko, by dowiedzieć się wielkich rzeczy.
  • …….. – zabrakło mi słów. Doszło do mnie, że to wszystko się dzieje jednak naprawdę.
  • Homiel mówił o śniegu z 3 lata temu. ..
  • Anioł przeznaczenia?
  • To wyższa matematyka.
  • ……..
  • Miałem niesamowity przekaz…
  • Czas twojego zniewolenia się zakończył.
  • Narodzisz się na nowo.

Wieczorem.

Szerokim echem w mediach, nawet w tych ultra liberalnych odbiło się to wydarzenie;

  • Co ty na to Homiel? Piękna akcja.
  • Pracujemy na to wszyscy.
  • Według księdza Glasa bez spowiedzi nie można iść do komunii świętej.
  • Zgadza się, ale ty się spowiadasz.
  • !… Ale nie księdzu ! – pomyślałam… Ojcu i to z Ojcem teraz rozmawiamy…
  • Zrobić tą łazienkę? – Piotr schodzi na ziemię.
  • Po co? Niech cię to nie interesuje.
  • ?! 
  • Ale z tym śniegiem wyszło dzisiaj… – Piotr sobie przypomniał.
  • Może to się zdarzy w poniedziałek… 
  • W poniedziałek idziesz do pracy? – pytam. 
  • To jego obowiązek.
  • A wtorek?
  • Macasz?
  • A w środę?
  • Macasz i macasz i nie wymacasz.
  • Sam będziesz zdziwiony kiedy.

Dostałam od Izy wiadomość;

Od wczoraj byłam tak jakby w paraliżu, zrezygnowana i atakowana przez gacki. Dopiero niedawno puściło, no i znowu wraca.

Kazałam Piotrowi do niej zadzwonić i porozmawiać. Po tej rozmowie poczuła się nieco lepiej.

  • Jak się czujesz jako posłaniec? – Ojciec spytał mnie zaraz po.
  • Dobrze.
  • A co myślisz o większej skali?
  • !?  Ja się nie nadaję! – dosłownie przeraziła mnie taka możliwość.


Dopisane 12. 06. 2018 r. 

  • Moja córko, mówimy o aniele przeznaczenia.

W polskim Google o „aniele przeznaczenia” można dowiedzieć się dokładnie nic. Szukając szerzej i głębiej w końcu natrafiłam na określenie „anioł przeznaczenia”. Jakiś czas temu zadałam pytanie Ojcu, skąd ludzie wiedzą o imionach aniołów. Okazuje się, że poznają je tak jak i my, podczas rozmów lub w innych duchowy sposób. Największą wiedzę o świecie aniołów mają Hebrajczycy i ta wiedza gromadzona jest od wieków. Choć nasz Kościół zdecydowanie odżegnuje się od starej tradycji judaistycznej, to nawet chrześcijańscy badacze tego zagadnienia jej nie lekceważą. Jeśli jakiś naukowiec chce czegoś się w tym temacie dowiedzieć musi sięgnąć do starych hebrajskich ksiąg,  bo nie ma po prostu wyjścia. Tak to już jest w historii świata, że najwięksi prorocy to jednak Hebrajczycy. Czy to nam się podoba, czy też nie. 

Oriel lub Auriel – Anioł Przeznaczenia. Szukając jeszcze dalej…

http://hebrew.jerusalemprayerteam.org/auriel-oriel-angel/

U • ri • el jest jednym z czterech głównych aniołów, które zgodnie z żydowską tradycją stoją wokół niebiańskiego tronu (gdzie siedzi Bóg) i, oprócz służenia Bogu, są odpowiedzialne za obserwowanie czterech zakątków świata.

Znaczenie imienia U • ri • el brzmi: „Bóg jest moim światłem”. Zgodnie z żydowskimi tradycjami, U • ri • el jest odpowiedzialna za światło na świecie. „Lub” lub „Ur” oznacza „światło” po hebrajsku.

Zgodnie z niektórymi chrześcijańskimi tradycjami, U • ri • el był aniołem, który zmagał się z Jakubem. Zgodnie z tymi tradycjami, Uriel był także tym samym aniołem, który powiadomił Noego o nadchodzącej powodzi.

Czytając o Jakubie zaczęłam się śmiać. Niedawno dostałam mailem pytanie;

Z innej beczki: Nurtuje mnie pewien szczegół w Starym Testamencie w Księdze Mojżeszowej – opis „walki” Jakuba z Aniołem. Zmaganie było tak długie, że Anioł, aby „uzyskać przewagę” nad Jakubem złamał (wywichnął) mu biodro. Jednakże Jakub nie odstępował. Chciał nawet usłyszeć imię tego z którym walczył, ale Anioł mu nie podał. Pobłogosławił go. I nadał Jakubowi imię Izrael. (Rdz, 32, 25-33) Czy może wiesz lub już gdzieś słyszałaś dlaczego w ogóle walczyli? Ale tak naprawdę, bez ideologii kościelnej (opis walki duchowej – „walka z Bogiem” – kto coś takiego wymyślił?)). Dziwne, że przedstawiciele 2-ch różnych światów toczyli pojedynek, w którym teoretycznie Jakub nie miał szans. Czuję pewien niedosyt w takim przestawianiu sprawy.

Co znaczy Izrael? Faktycznie znaczy to ni mniej, ni więcej jak „zmagać się z Bogiem”; http://hebrew.jerusalemprayerteam.org/israel-2/

  • Co za przedziwny zbieg okoliczności… pomyślałam. 
  • Spytaj się dlaczego walczyli.
  • Słyszę…
  • Tak hartuje się stal.
  • ?! Tylko tyle?
  • A może to nie walka, a tylko trening?
  • Słyszę…. sparring. 
  • O kogo myślisz się sparingowali?
  • Dlaczego Żydzi są tacy pewni?
  • Cała historia Żydów wiąże się z tą walką.
  • Jak myślisz, dlaczego tak miało się stać?
  • Gdyby naród wybrany byłby ciągle pokorny i posłuszny… Jakby się ten świat układał?
  • To ma być permanentne pole walki.
  • Czy to zwichnięcie biodra to symbol holocaustu? 
  • Holocaust trwa, a z drugiej strony mają wszystko.
  • Czyli jakie jest przesłanie tej walki Jakuba?
  • Uczenie się ludzkości i uczenie się Boga.
  • ……. – w tej chwili nie byłam pewna, czy uczenie się Boga w sensie, że Bóg się uczy? Czy uczenie się Boga w sensie, że poznać Boga, zrozumieć Boga.
  • Mogę napisać o tym?
  • O ile wiem z sześciomiesięcznym opóźnieniem piszesz.
  • Taaaa – …no zamurowało mnie teraz.
  • Jeszcze wiele się odkryje w tym czasie.
  • Czy Ojciec się uczy? – Piotr pyta mnie szeptem dziwiąc się, a ja się dziwię, że już o zapomniał, że tak właśnie powiedział.
  • Ojciec przecież powiedział, że twórca nie przestaje tworzyć... a jak tworzy, to i ciągle się uczy… Chyba… – … tak mi się wydaje, jeśli spojrzy się na dzieło każdego twórcy. Twórca chce i dąży do tego, aby każde następne jego dzieło było lepsze.

To rzeczywiście wyższa matematyka…