Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe.

28. 11. 17 r. Warszawa.

Na kawie. A może po wczorajszym powinnam powiedzieć… na lekcjach?

  • W kościele rano jak zwykle przyjmowałem opłatek i chciałem powiedzieć; przyjmuję ciało Chrystusa, ale przerwał mi Ojciec.
  • Teraz Ja mówię.
  • A Ja mam do ciebie prośbę.
  • ?! – zrobiłam wielkie oczy czekając w napięciu jakąż to prośbę może mieć sam Bóg…
  • Zaufaj Mi całkowicie.
  • Tak jak ona oddała mi się na przepadłe.
  • ?! Jaka ona? – pytam.
  • Zobaczyłem obraz jakieś zakonnicy, Bóg mówił o zakonnicy, która użyła tego sformułowania.
  • Tak powiedział? – zachwyciła mnie ta prostota.
  • Nooo, wyobrażasz to sobie ?!
  • Nie dziwię się, bo wszystko strasznie przeżywasz, wszystkim się denerwujesz, martwisz, a przecież wierzysz! – i to mnie nieustająco bardzo dziwi.

Piotr mimo swojego niezaprzeczalnego daru, niewiarygodnie bliskiego obcowania z Niebem, zadziwiająco mocno nadal jest związany z ziemią. Może ktoś inny na jego miejscu chodziłby jak „na permanentnym kacu”, ale czasami myślę, że on jest wręcz za bardzo na ziemi, jak na osobę z takimi możliwościami.

  • Łatwo ci powiedzieć. Pierwszy raz się zdarzyło, że nie mam na pensje dla ludzi. Klienci zalegają mi pieniądze! Te cholerne zatory płatnicze załatwią każdą firmę!
  • …….. – przyznaję mu w duchu rację, ale się nie odzywam, bo mam wrażenie, że nic nie jest w stanie teraz go pocieszyć.
  • Pozwól Mi to wszystko poprowadzić.
  • Nie martw się Mały, wszystkie twoje wrogi w perzynę zamienię.
  • Pozwól, że Ja się zajmę twoimi sprawami.
  • Ufność sprawdza się w trudnych sytuacjach, więc ufaj Mi.
  • ………
  • Co ja będę się przejmował ! – Piotr wypuścił z siebie powietrze, może w końcu dotarły do niego słowa Ojca.
  • Chodzi o to, żebyś się nie troskał.
  • Żyj duchem, a materię zostaw Mi.
  • Nie martw się.
  • Zrobię to dla ciebie.
  • …….. – wzruszyłam się… Jakie to piękne i niesamowite słowa…
  • Czy zapamiętasz to przez 3 godziny chociaż? – pytam Piotra celowo bardzo zgryźliwie.
  • W trudnych chwilach pamiętaj o tym.
  • To Ja jestem kapitanem, żaglem, sterem statku, a ty jesteś pasażerem.
  • Pozwól, że Ja cię dowiozę do miejsca przeznaczenia.
  • Nie próbuj zarządzać Moim statkiem, bo kapitan jest jeden.
  • Dostaniesz swój kiedyś statek, też będziesz rządzić.

  • Teraz jest czas nauki.
  • ……..
  • Jak Oni mogą się mną tak zajmować, przecież jestem takim idiotą… – szczery do bólu.
  • Czy idiota tak żarliwie się modli?
  • Jesteś żartowniś mistrz.
  • Przygotuj się na zmiany.
  • To, co zobaczysz i tam, gdzie będziesz nikt ci nie uwierzy.
  • Ale ty uwierzysz, bo to zobaczysz i tam będziesz.
  • Nawet ja nie uwierzę? Ja ?! – pytam kompletnie zdziwiona.
  • Wybacz, ale nie zmieści się to w twojej głowie.
  • Czy byś uwierzyła w to czarne okno, gdybyś to nie zobaczyła?l Ale to tylko okno.
Siedząc na kanapie oglądałam TV. Piotr był w drugim pokoju. W pewnym monecie odwracam głowę w prawo. Właściwie mówiąc dokładniej coś zmusiło mnie, bym obróciła głowę w prawo. Zobaczyłam w białej ścianie czarny kwadrat. Wyglądało to jak okno w ścianie. Zwróciłam uwagę, że to „okno” jest kwadratowe, nie kuliste, nie prostokątne, czy jakiś inny kształt, a kanty „okna” są bardzo ostre. Jeśli mogłabym określić co w tej danej chwili czułam, to nie jestem w stanie opisać tego słowami. W słowniku nie ma takiego słowa, które mogłoby to opisać. Chyba przestałam oddychać, znieruchomiałam, zapatrzyłam się na to w osłupieniu i zaskoczeniu całkowitym… To było niesamowite, nieziemskie, nieprawdopodobne, niezwykłe i wiele innych słów na n… http://osaczenie.pl/wp/2016/05/02/prawda/ 
  • Czy byś uwierzyła, że jest diabeł w domu, gdyby się światło nie zapaliło?
- A może mu się to przyśniło? W każdym razie jego relacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zadzwonił na gorąco, ale to był zły moment, po prostu byłam cholernie śpiąca. Śpię dalej w najlepsze i raptem słyszę wyraźnie słowa w swojej głowie; 
-Jeśli jest to prawda, niech się zapali światło. 
Natychmiast i gwałtownie otwieram oczy i co ?…… cały pokój jest oświetlony. Nie mogę w to uwierzyć! Kto zapalił światło? Żeby je zgasić musiałam wstać z łóżka i podejść do kontaktu przy drzwiach. To mną wstrząsnęło i nie mogłam zasnąć do rana. Zrozumiałam, że to co przeżył Piotr jest ważne i przede wszystkim prawdziwe. Kiedy opowiadał cały był w nerwach. Naprawdę, starałam się słuchać go bardzo uważnie, ale co rusz ziewałam, bo wyrwał mnie ze snu. Ciągle myślałam, żeby już skończył. Kładąc się z powrotem spać pomyślałam nawet; http://osaczenie.pl/wp/2016/04/14/kolejna-szybka-przeprowadzka/ 
  • Czy byś uwierzyła w Nasze słowo, gdyby się dom nie zatrząsł?
- Boże, daj mi jakiś znak, że to jest prawda – poprosiłam w swoich myślach. I wtedy zdarzyło się coś absolutnie niewiarygodnego… Nie skończyłam słowa „prawda” … kiedy rozległ się w domu wielki huk. Trudno nawet opisać co to było. Pod moim łóżkiem na wysokości poduszki, czyli dokładnie pod moją głową usłyszałam jakby stukot setek kopyt wydobywający się prosto z podłogi, nie spod podłogi, ale właśnie z podłogi, ze stropu podłogi. To było tak głośne, aż zatrząsł się cały dom, dwukondygnacyjna niewielka kamienica, w której mieszka może z 20 osób. Zastygłam w swoim łóżku i tylko zastanawiałam się, czy mi się to przewidziało. Po chwili Piotr wparował do pokoju… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/05/29/bardzo-konkretna-boza-odpowiedz/

Bóg Ojciec właśnie przypomniał kilka wydarzeń, które mną potrząsnęły i sprawiły, że uwierzyłam w istnienie Nieba na milion i więcej procent. Momenty, które sama na własnej skórze doświadczyłam na wskroś. Jeśli więc mówi teraz, nie uwierzysz, to znaczy, że tego co Piotr ja nie doświadczę. Z perspektywy czasu widzę też jak ograniczone możliwości poznawcze ma człowiek. Te trzy doświadczenia uświadomiły mi, że znane nam prawa fizyki należałoby ustanowić od zera. Zresztą… Jestem tego już pewna… i tak znamy (i poznamy) jedynie to, co nam pozwalają poznać.

  • A więc nie uwierzysz.
  • Nie martw się. Ty masz go doprowadzić do pewnego etapu.
  • Ale ja chcę uwierzyć. Za dużo się wydarzyło, żebym nie uwierzyła… nawet na słowo – … czyżbym się właśnie spierała z Ojcem? 
  • Skala będzie nie do uwierzenia.
  • No to jak ja nie uwierzę, to już nikt nie uwierzy.
  • ……..
  • Wyzbądź się strachu i niepewności.
  • Ale jak to zrobić? – Piotr.
  • Zaufaj Mi bezgranicznie.
  • Co się tyczy tej rodziny, nic nie dzieje się bez powodu.
  • Wszystko się toczy, ale toczy się do mety.
  • Czym jest ta meta? Koniec życia Piotra, czy druga fala? – nie odpuszczam.
  • Meta to meta, kiedy spełni swoją rolę.
  • ……..
  • Co sądzisz o ludziach? Czy warto wśród nich żyć?
  • Warto – Piotr powiedział z pewnym wahaniem i wcale mnie to nie dziwi. Gdyby mnie o to zapytano też bym się zawahała, bo odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.
  • Dlaczego?
  • Są fajni, bezradni, skromni… – Piotr szukał dalej, ale nie znalazł.
  • Pan Bóg ukochał ludzi ponad Swoje życie.
  • Dlatego się poświęcił, dał Swoje życie.
  • Przywołałeś imię swoje na grobie swojego taty. Myślisz, że to się stało przypadkiem?
  • Twoja wola i prośba zostanie spełniona.
  • …….. – zrozumiałam wielką wagę tej szczerej rozmowy.
  • Nie udzielę odpowiedzi.
  • Maniana trwa i będzie trwać, a Piotr jest częścią maniany, więc nie martw się.


Dopisane 15. 08. 2018 r.

  • Zaufaj Mi całkowiciejeśli miałabym Boga opisać dwoma słowami to właśnie tymi. Zaufaj Mi. W tym się kryje absolutnie wszystko. Ojca prawdziwa miłość, bo kocha bezwarunkowo i Ojca wszechwiedza, bo wie co będzie. Nic nie jest w stanie się z tym równać.

Czy widzisz, że nieszczęścia następują jedne po drugich, że sytuacja wciąż się pogarsza, zamiast się poprawiać? Nie przejmuj się – zamknij oczy i powiedz Mi z ufnością: „Bądź wola Twoja, TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Powiadam ci, że się zatroszczę, że interweniuję jak lekarz, a nawet uczynię cud, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dostrzegasz, że stan chorego się pogarsza? Nie przerażaj się, ale zamknij oczy i powiedz: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Zapewniam cię, że się o ciebie zatroszczę.

https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2016/10/06/pomodl-sie-z-nami-modlitwa-ks-dolindo-ruotolo-jezu-ty-sie-tym-zajmij/


         “Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe”.

Dałem ci Siebie.

24. 11. 17 r. Szczecin.

Wczoraj padliśmy już o 20.00 i spaliśmy całą noc. 

  • Nad ranem miałem piękną wizję – Piotr obudził mnie siadając na krawędzi łóżka. 
  • Leżę na polu, przy polnej drodze, obok stoi krzyż przydrożny, leżę w trawie, czy zbożu… Jestem bardzo głodny, w łachmanach, nie mam siły się ruszyć, widzę jakąś furmankę z kobietą, patrzy na mnie, ale nie chce mi pomóc, przejeżdża dalej. Mija jakiś czas i czuję, że umieram z głodu. Nadciągają chmury, zrobiło się ciemno, zaczął padać rzęsisty deszcz, a ja ciągle leżałem. Przesuwam się wtedy w głąb tej trawy. Zaczęły walić grzmoty i błyskawice, wyciągnąłem ręce, żeby we mnie uderzyły… będę miał w końcu spoko pomyślałem, ale wszystko biło obok mnie. Mówię na głos…
  • Nadeszła ta chwila, odchodzę z tej rzeczywistości. Rozpływam się we mgle czasu… i dobyłem miecz na powrót do domu… – zamilkł…
  • Dziwne słowa… – powiedział po chwili namysłu. 
  • Wtedy nadleciał czarny kruk, usiadł mi na piersiach, czułem jego ciężar. Spojrzał na mnie swoim okiem, a miał bardzo mądry wzrok. Puknął mnie dziobem w czoło, bym się ocknął do reszty. Miał w dziobie kawałek ciemnego chleba, włożył mi go do ust… nakarmił mnie. Jedząc chleb czułem wyraźnie pod zębami ziarna…
  • …….. – Piotr się wzruszył. 
  • Kruk? Pewnie nie pamiętasz co powiedział niedawno Homiel…
  • Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz.
- Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz. 
Uśmiechnęłam się zaskoczona. Gdy z kuchennych zapasów zostaje mi czerstwy już chleb, nie mam siły wyrzucać go do śmieci, lecz kładę na balkon. Zlatują się tam różne ptaki, a zwłaszcza jedna uparta wrona. Gawroni po swojemu jakby dziękowała. Pewnego razu przybliżyła nawet głowę do szyby, przez którą ją obserwowałam i tak sobie spojrzeliśmy w oczy… co było dość niezwykłe. Nazwałam ją „moim krukiem”. Kiedy wychodzę z domu, często czeka przy wejściu do budynku, nawet dzisiaj. Mówię do niej… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/19/jak-zaufasz-to-nawet-kruki-beda-cie-karmic/ 
  • Hmm… Ciekawe co to znaczy…
  • To nie dotyczy twojej przyszłości, do dotyczy teraz. Przyjdzie pomoc.

Piotr ma ostatnio tak wielkie problemy, że zaczyna mu brakować siły na przetrwanie do jutra. Byłam przy nim, kiedy akurat przez telefon rozmawiał ze swoimi pracownikami i głowa rozbolała mnie już po pięciu minutach słuchania ich konwersacji. Piotr jest w Szczecinie i kiedy go nie ma w firmie nikt nie jest w stanie samodzielnie podjąć decyzji, wieczne narzekania, pretensje, problemy, przerzucanie się obowiązkami. Wszyscy stali się bezwolni jakby się zmówili.

  • Pomoc przyjdzie, nie martw się. Żeby ci, co na tobie spoczywają, żeby żyli.
  • Dlaczego kruk?
  • Skoro jesteś człowiekiem, na powrót tak samo jesteś karmiony.
  • Twoja wizja to prawda. Chowasz się przed wszystkimi.
  • Bo chowasz się w trawie, nie chcesz rzucać się w oczy. Ten ciemny chleb to zdrowy chleb, ziarnisty, razowy. Chleb od Boga – tłumaczę mu wizję.

Później sprawdziłam symbol kruka w Biblii i ciarki mnie przeszły.

Kruk (hebr. עורב orev) jest pierwszym ptakiem wymienionym w Biblii (Ks. Rodzaju 8,6). Imię takie („totemiczne”) nosi jeden z wodzów Madianitów (Ks. Sędziów 7,25). Jeden z psalmów życzliwie wspomina wołające o pokarm krucze pisklęta (Ps 147), wspomniane również w Księdze Hioba (38,41), zaś głodny prorok Eliasz korzysta z przynoszonego przez tego ptaka pożywienia (I Ks. Król. 17,6). W Nowym Testamencie św. Łukasz przytacza go jako przykład w dydaktycznej wypowiedzi Jezusa (Łk 12,24). https://pl.wikipedia.org/wiki/Kruk_i_wrona_w_kulturze


Wybraliśmy się na kawę. Piotr jechał jak szalony nie zważając na czerwone światła i nawet mijany przez nas milicjant zrobił zdziwioną minę, że ktoś się ośmielał jechać w ten sposób. Pewnie z powodu tego zdziwienia nie zdążył nas zatrzymać… Trzymałam się uchwytu i tylko w duchu myślałam, kiedy to się skończy.

  • A wiesz, że Piotr jest podobny do Nas?
  • Tak ?! Też przekraczacie na czerwonym? – pytam mając na myśli, czy łamią przepisy.
  • Kiedy życie tego wymaga…
  • ?! A to coś nowego…

Myślałam, że na kawie będzie nieco spokojniej, ale Piotr przez telefon dalej cały czas rozwiązywał swoje problemy. W wolnej chwili między telefonami Homiel się wtrącił…

  • Nie martw się, pomoc w drodze.
  • A zdążysz, jeśli jest w drodze?
  • W przeciwieństwie do was My znamy daty. Wy je tylko macacie.
  • Ładnie tak naigrawać się z kogoś? – żartuję.
  • My też chcemy mieć trochę zabawy.
  • ………. – ja się uśmiecham, ale Piotr ciągle pochmurny.
  • Przydałoby się trochę pieniędzy, ze 100 tys. – wzdycha, bo tyle brakuje mu na zrealizowanie zamówienia.
  • A może być 400 tys?
  • Może.
  • Kruk krukowi oka nie wykole.
  • Co to znaczy? – pyta mnie Piotr wyraźnie zmęczony kolejną zagadką.
  • Kruk jest od Boga, ty też jesteś od Boga, dlatego kruk nie może zaszkodzić krukowi, swój swojego nie skrzywdzi.

Mimo, że jesteśmy w Szczecinie staram się nie odpuszczać modlitwy o 15.00.

  • Idę się pomodlić.
  • Jako nasza córka wiesz gdzie twoje miejsce.
  • ?! 

27. 11. 17 r. Warszawa.

Ponieważ Piotra nie było kilka dni w firmie, postanowił nie iść dzisiaj na kawę, aby nie tracić więcej czasu. Pogodziłam się, że kawę będę musiała wypić w domu i to sama, ale w którymś momencie przemknęła mi przez głowę myśl, że Piotr będzie gdzieś w mieście i zmieni swoje plany. Dwie godziny później już zwątpiłam, że zadzwoni więc narzuciłam na siebie byle co i poszłam do pobliskiego sklepu. Nie umalowana, nie uczesana, w spodniach od pidżamy. Co mi tam… myślę sobie… Wracając słyszę z dna torby telefon, dzwoni Piotr z propozycją kawy! Dałam nura do domu, żeby w pięć minut się przebrać i po chwili cała szczęśliwa byłam już gotowa.

  • Jechałem do ministerstwa i Homiel mi podsunął tą myśl, żeby do ciebie zadzwonić – tłumaczy się, gdy wsiadłam do auta. 
  • Dzięki ci Homiel – cieszę się, bo lubię takie niespodzianki.

Jednakże zaraz analizuję, czy to na pewno była niespodzianka, czy czasami to jeszcze jeden Ich plan? Ta myśl, że będzie kawa przemknęła mi z chwilą, kiedy zamknęłam za Piotrem drzwi. Nawet on o tym nie wiedział, że będzie jechać do ministerstwa. Kolejny raz przekonuję się, że jesteśmy totalnie bezwolni w rękach Ojca. Robią z nami co chcą. Być może ktoś inny by się wkurzył na moim miejscu, ale dla mnie to jest… nieustająco niesamowite. Dlaczego zależy Im na tej kawie dzisiaj tak bardzo, że zaplanowali ją już znacznie wcześniej? 

  • Rano w kościele miałem piękne słowa… Gdy wziąłem opłatek do ust usłyszałem Ojca… – opowiada już przy kawie.
  • O czym marzysz Mały?… Bo przecież masz właśnie wszystko.
  • Hmm… coś pięknego… – kiwam głową.
  • Nie zdążyłem odpowiedzieć.
  • I o to chodziło. Bóg Ojciec uprzedził twoją odpowiedź… bo przecież masz wszystko.
  • Chyba Homiel… teraz pyta…
  • Myślisz o Nich?
  • ? O nich? A o kim myślisz? – pytam szeptem Piotra.
  • O NIP.
  • Nie martw się, oni o tobie więcej rozmyślają.
  • Dobijamy do brzegu.
  • Co to znaczy?
  • ………. – nie odpowiedział, ale dobijanie do brzegu to jak koniec podróży.
  • Homielku? Chciałeś iść na kawę?
  • To nie znaczy, że zacznę mówić. 
  • ………. – zaczęłam się śmiać, dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo stęskniłam się za Nim przez ten weekend.
  • Siedzisz tu obok?
  • Siedzimy.
  • To ilu Was jest?
  • Któż by zliczył. Podnieś swoje palce i policz przez „n”.
  • Jak się potoczą nasze sprawy? – pyta Piotr.
  • Nie będziesz się spodziewał, łącznie z twoim sądem. Zaskoczy cię cała sytuacja.
  • W najmniej oczekiwanej chwili wszyscy się o swoje upomną.
  • W tym roku jeszcze? – pytam.
  • Czas dla ciebie jest zgubny.
  • ……… – głupio mi się zrobiło i chyba walnę sobie w głowę cegłą, ponieważ ciągle robię ten sam błąd, wyznaczam daty!
  • Wczoraj miałem mocną modlitwę mimo, że byłem zmęczony.
  • Niektóre są z parą, niektóre bez. Ważne, że są.
  • Co Wam to daje? Modlitwy? Dlaczego to jest takie ważne? – pytam.
  • Jak cię ktoś prosi o chleb jeden raz, dwa razy, codziennie… nie dasz mu?
  • Dasz i jeszcze posmarujesz masłem.
  • A dasz temu co nie prosi?
  • Sprawiedliwych jest mało.
  • Czy to jest różnica, czy ktoś się modli, czy rozmawia normalnie w Wami? – Piotr.
  • Wy nie jesteście normalni.
  • Wielu jest takich, co rozmawiają.
  • Narodziłeś się jako człowiek, ale nie pochodzisz z tego świata.
  • Coraz większy korytarz łączności jest między tobą a z tym, skąd pochodzisz.
  • Czyż nie łatwiej jest ci z tym?
  • Poza tym łatwiej ci walczyć.
  • Co wolicie, modlitwę czy rozmowę? – pytam.
  • A jaka jest definicja modlitwy?
  • Rozmowa może być jego modlitwą.
  • Ważne kogo się prosi, o co się prosi.
  • Czy nasze modlitwy, ludzi modlitwy są Wam potrzebne?
  • Wszystkim.
  • Zobaczyłem krople rtęci w szklanej tubie, która płynie od brzegu do brzegu.
  • Hmm… jakie to mądre. Działa w dwie strony… – pomyślałam.


Piotr odwoził mnie autem do domu w zamyśleniu…

  • Piękne słowa mi powiedział Ojciec… bo masz wszystko... No bo mam – i sam był zdziwiony tym odkryciem.
  • Dałem ci Siebie.
  • Jeśli będzie ci czegoś brakować to znaczy, że nic nie rozumiesz.
  • Ty też dawaj innym. Pamiętaj.
  • …….. – biłam się z myślami, czy się wtrącić do rozmowy.
  • Bóg Ojciec chce ci powiedzieć też, żebyś się nie szarpał z wszystkim, walczył o każdą złotówkę, zlecenie itd… Prawda Ojcze?
  • Prawda. I to jest tylko ta jedna prawda.

Zamurowało mnie. Naprawdę dziwnie poczułam się, gdy dostałam potwierdzenie. Dosłownie przełknęłam ślinę z wrażenia. Chyba dopiero teraz doszło do mnie w pełni, że można z Ojcem rozmawiać baaaardzo normalnie, jak z człowiekiem. Że można dyskutować… i… że to Go cieszy…  Jakiż Bóg musi być mądry, że zniża się do człowieka, przecież wcale nie musi i nawet nie wiem, czy jest Mu to potrzebne… A jednak robi to… Niesamowite…

  • Po cóż poszliście na kawę?
  • Teraz wiesz, że nie tylko ty czekasz na kawę.

Kawa… to już nie jest kawa. To nasze spotkania z Niebem, nasze bardzo intensywne, mądre rozmowy. Nauka.

 

 

Temu co ma dużo, będzie dane. Temu co mało, będzie zabrane.

22. 11. 17 r. Warszawa.

Piotr tonie w problemach, nawalają jego ludzie, nawalają dostawcy, nawalają klienci. Chodzi więc wściekły i tylko warczy. Próbuję go uspokoić, ale skutecznie zrobił to dopiero Homiel.

  • Co? Jesteś przejęty swoją sytuacją?
  • No jestem!
  • W każdej chwili możesz być wzięty. I co ty na to?
  • Mam nadzieję, że jesteście mądrzy.
  • ……… – unoszę oczy ku górze wzdychając i mając tylko nadzieję, że to nie z Ojcem tak sobie pozwala.
  • Gdy nadal będziesz tak postępować, odezwie się twoje serce.
  • ……… – i to go uspokoiło. 

Zadzwoniła Krysia, miała kolejną akcję z Edziem. Wychodziła z mieszkania o 8 rano na zakupy, była już ubrana i spakowana. Nagle coś tak mocno walnęło na pierwszym piętrze, że kot się zjeżył, zrobił wielkie oczy i zaraz „pofrunął” do góry. Krysia spieszyła się więc nie dociekając co się stało po prostu wyszła z domu. Gdy wróciła 3 godziny później w drzwiach przywitał ją Mirek, nasz pan od remontu. Mamy do niego na tyle dużo zaufania, że dostał klucze do domu i może przychodzić o dowolnej porze niezależnie, czy ktoś jest w domu, czy też nie.

  • Pani Krysiu – mówi z wyrzutem – Dlaczego zamknęła pani kota w łazience na górze?
  • Ja ???!!! – prawie krzyknęła  zdziwiona co on do niej w ogóle mówi.
  • No był zamknięty i miauczał na cały głos…
  • !?

Problem w tym, że ze względu na remont łazienka jest cały czas zamknięta. Poza tym ma ciężkie dębowe drzwi. Żeby je otworzyć lub zamknąć, trzeba nacisnął klamkę, ponieważ nigdy same się nie otwierają, ani nie zamykają. Kto mógł otworzyć drzwi, a potem zamknąć kota w łazience, kiedy w domu nikogo nie ma poza… Edziem?

Nasz F. patrzący z góry schodów.
  • Czy kot mógłby tak gwałtownie pobiec do osoby, której nie zna? – analizowałam zachowanie Franka. Do tej pory, gdy ktoś obcy wchodził do domu, to chował się pod wielki stół, więc miałam wątpliwości.
  • To na pewno Edziu – Piotr był pewien .
  • Ciekawe…
  • Homiel porównał to zamknięcie w łazience do położenia ręki na jej ramieniu.
-Położył mi rękę na ramieniu?! – nie mogła uwierzyć.
-No pewnie!
-To znaczy, że się ze mną zgadza. 
-Hmm… Chciał cię raczej uspokoić – mówię, ponieważ przypomniałam sobie nagle fragment z filmu „Miasto aniołów”. Podczas napadu rabunkowego anioł kładzie dłoń na ramieniu mężczyzny, aby go uspokoić. To pierwsze skojarzenie, które natychmiast nasunęło mi się do głowy. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/05/07/nie-opieraj-swojej-przyszlosci-na-ludziach-lecz-na-ojcu/ 
  • Aaaa… A dlaczego był najpierw hałas? – dopytuję.
  • Ma humory.
  •   To po drugiej stronie może mieć też humory? – zdziwiłam się przeogromnie, bo za życia Edziu miewał swoje humory co najmniej kilka razy w tygodniu.
  • Dlaczego nie? To ciągle człowiek, ale jako duch.
  •  A nie może z nią rozmawiać zamiast dawać takie znaki?
  • To nie jest dobra droga.
  • …….. – chciałam od razu spytać a dlaczego nie… ale uzmysłowiłam sobie szybko, że w przypadku Krysi nie jest to właściwa droga. Nie każdy się nadaje do takiego rodzaju kontaktu.
  • A ja będę takim duchem? – Piotr.
  • Nigdy w życiu.
  • Dlaczego?
  • Przecież wiesz jak się nazywasz.
  • A Ola?
  • Przecież jest taka jak ty.
  • Ten dyszel w dwójkę ciągniecie…
  • Zobaczyłem teraz dwa konie ciągnące wóz…

  • Dzisiaj żyłeś.
  • ……… – oczami pytam Piotra o co chodzi.
  • Eeee… mówiłem swoim ludziom o Bogu.
  • Wiele nauk przekazałeś. Uczysz.

23. 11. 17 r. Szczecin.

Jechaliśmy do Szczecina i rozmawialiśmy.

  • No to mamy klasycznego ducha w domu – mówię będąc pod wrażeniem wczorajszego wydarzenia.
  • Edziu to jedyny duch w tym domu?
  • Nie. To nie są duchy, ale byty. Gdyby mogli, oblepili by was.
  • W jakim sensie?
  • Przekazywania wiedzy.
  • Rozumiem… chcieliby się łączyć z ludźmi.
  • Zobaczyłem kogoś białego i kogoś ubranego normalnie.
  • Ale który z nich jest duchem, a bytem? – pomyślałam.
  • Edziu zajmuje się tylko mamą?
  • Ty to powinieneś i rozumieć najlepiej.
  • Wy macie swoje życie, ona nie miała z nim.
  • On to teraz widzi jaką pustynię po sobie zostawił.
  • To niesamowite… – pomyślałam.

Świat i życie po śmierci… Wygląda na to, że ciągle ludzie żyją. Po swojemu, według innych praw i zasad, ale jednak żyją.


Zamilkliśmy na dość długo. Ja myślałam o Niebie, a Piotr o ziemi.

  • Homiel, z tego co czytam, to ludzie są chyba rozczarowani, że 100-lecie Fatimy przeszło bez mocnego akcentu.
  • Podziękuj sobie.
  • ???!!! Dlaczego sobie?
  • Że nie miało mocnego akcentu. O to się modlicie.
  • Siła modlitwy jest ogromna.
  • ……… –  modliliśmy się, żeby nie było wojny. 
  • Prosiłem Ojca o pomoc w firmie, powiedział teraz…
  • I co? Będziesz Mi wdzięczny?
  • No będę…
  • Aha…
  • …….. – zaczęłam się śmiać, gdyż uwielbiam słuchać ich rozmowy, a dokładnie sposób w jaki rozmawiają. Piotr ciągle myśli, że to Homiel… 
  • Jak sobie przypominam październik i moje liczenie każdego dnia… – … i kręcę głową z niesmakiem.
  • I co teraz widzisz?
  • ……… – nie wiedziałam co powiedzieć. Miałam nagłe kłębowisko myśli.
  • Że twoje myślenie nie musi być zgodne z Naszym, przynajmniej co do czasu.
  • I co cię to nauczyło?
  • ……… – znowu nie wiedziałam co powiedzieć, ale tym razem ze strachu.
  • Że nic nie jest pewne.
  • Na swoją obronę mogę powiedzieć, że wyraźnie mówiliście o październiku.
  • My nigdy nie kłamiemy, tylko ludzie źle to odczytują.
  • …….. – zgadzam się, po tylu doświadczeniach zgadzam się w 100 procentach.
  • Dzisiaj miałem wizję. Widziałem energię przedmiotów i mogłem ją z łatwością przemieszczać. Waga, wielkość nie miała żadnego znaczenia. Jak się widzi ich energię, takie ich ciało astralne to można wszystko z tym zrobić.
  • Nie przesadzaj, to tylko wizja.
  • No nie wiem…
  • Może będziesz mógł to robić? – pytam żartem.
  • Czy będzie mi dane to robić? – a Piotr pyta na poważnie.
  • Temu co ma dużo, będzie dane. Temu co mało, będzie zabrane.

29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. http://www.biblijni.pl/Mt,25,14-30

  • Komu zabiera się wszystko? – Piotr pyta.
  • Niegodziwcom.
  • Trzymają swoją przyszłość w świecie materialnym, a nie wierzą w Nas.
  • Po co mi taki dar przenoszenia rzeczy ?
  • To tylko wizja, ale bierz co ci dają – wtrącam się ze śmiechem i tak nie wierząc, że taki dar dostanie. Zamiast jednego audi miałby ich 10.  
  • ……..
  • Jak Jezus pomnożył ryby? – pytam, kiedy się chwilę nad tym wszystkim zastanowiłam. Czy czasami takiego daru nie miał właśnie Chrystus?
  • ……… – Piotr się zapatrzył, więc cierpliwie czekałam, ale nie odpowiedział. 

Piotrowi dopisywał humor, a ja nadal intensywnie myślałam o Chrystusie. Homiel skory był do rozmów, więc chciałam Mu zadać jedno konkretne pytanie…

  • Czy Jezus był szczęśliwy z Marią Magdaleną?
  • A skąd mam wiedzieć !? – Piotr prawie krzyknął, widocznie przestraszył się chyba tego pytania.
  • Nie ciebie przecież pytam!
  • Powiedz jej, że był.
  • Tak samo jest szczęśliwy, kiedy piszesz.
  • Opiera głowę na rękach i patrzy.
  • W tym pisaniu jesteś Jego szermierzem.
  • ……. – wzruszyłam się totalnie.
  • Czuję, że Maria Magdalena nie żyła długo po odejściu Chrystusa.
  • Nie żyła, ale żyje teraz i pięknie wygląda.
  •  


Dopisane 11. 08. 2018 r.

  • Temu co ma dużo, będzie dane. Temu co mało, będzie zabraneta przypowieść dla wielu nie jest do końca zrozumiana. Myślę, że ten tekst poniżej wiele wyjaśnia. https://biblia.klp.pl/a-7258-2.html 

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”.  Rozkazał też trzeciego sługę, jako nieużytecznego, wyrzucić na zewnątrz, w ciemności, gdzie będzie „płacz i zgrzytanie zębów”.

Jednoznacznym tematem przypowieści jest problem pomnażania Bożych darów. Właściciel symbolizuje Boga, a trzej słudzy – trzy postawy ludzkie, związane z przyjmowaniem i gospodarowaniem tym, co od Boga otrzymaliśmy.  Każdy ze sług otrzymał od właściciela inną liczbę talentów. Od razu nasuwa się przypuszczenie o niesprawiedliwość – dlaczego pierwszy z nich dostał pięć, a inny tylko jeden? Podobnie jest w naszym życiu – niektórzy są bogatsi, inni biedni, jedni mądrzejsi, inni mniej inteligentni, i często nie zależy to od ich osobistego wysiłku. Przypowieść o talentach wyjaśnia tę pozorną Bożą niesprawiedliwość. Jeden talent to około 34 kilogramów złota – jest to więc niewyobrażalne bogactwo. Trzeci sługa nie został więc pokrzywdzony, została mu ofiarowana przeogromna suma. Pierwsze przesłanie przypowieści związane jest więc z naszym obowiązkiem wdzięczności Bogu za wszystko, czym nas obdarza – bo każdy dar od Boga jest drogocenny.
Drugim aspektem przypowieści jest gospodarowanie talentami. Jezus pochwala postawę sług, którzy „puścili w obrót” swoje talenty, a gani tego, który zakopał go w ziemi. Dary od Boga trzeba bowiem nie tylko przyjmować, ale także je wykorzystywać. Trzeci sługa nie zrobił tego, ponieważ bał się swego pana, uważał go za człowieka surowego. Może obawiał się, że nie odbierze swojego talentu z zyskiem? Właściciel zachował się wobec niego adekwatnie do jego przekonania – potraktował go surowo.We współczesnym język polskim słowo „talent” oznacza zdolności nie wypracowane, ale dane poszczególnym ludziom przez los. Przypowieść zobowiązuje nas do wykorzystywania tych talentów w wąskim sensie, jako zdolności. Talentem może być jednak nie tylko umiejętność, ale każdy dar – cecha charakteru, a także wydarzenie, drugi człowiek. Przypowieść o talentach zachęca nas do niepozostania obojętnymi wobec tego daru.

Bóg jest wszechobecny.

21. 11. 17 r. Warszawa.

Rozmawiamy sobie na kawie o bieżących sprawach i sprawach, które mają nadejść. Niebo ciągle nas uświadamia, że jakieś wydarzenia nadchodzą, ale wstajemy rano każdego dnia, rozglądamy się dookoła i wszystko jest po staremu.

  • Na szczęście nic się nie dzieje – Piotr wzdycha z ulgą.
  • Myślisz, że ci odpuścimy choćby na milimetr?
  • Nooo... Ale nic się nie dzieje…
  • Według ciebie nic się nie dzieje.
  • Ale macie pewnie inne plany, dlatego jest spokój.
  • Ty jesteś Naszym planem, wszystko w przygotowaniu.
  • No i masz babo placek.. – pomyślałam.

Wczoraj Homiel się nie odzywał, może dlatego, że Piotr był kompletnie nie w sosie.

  • Co u Was Homiel słychać na Górze? – pytam więc stęskniona nieco.
  • Co u Nas? Przelewa się ta woda.
  • ???!!! Czyli leci… czas ? – nie wiem dlaczego, skojarzyło mi się to z upływem czasu.
  • A gdzie jest Pan Bóg? – pyta Piotr.
  • Koło ciebie.
  • Koło mnie?
  • Przecież jest wszechobecny.
  • ?! 

Myślałam, że z krzesła spadnę z wrażenia, bo właśnie o tym wczoraj między sobą rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy, że jak to jest możliwe, że Bóg słucha każdego, widzi każdego… Jeśli jest wszędzie naraz, to musi być wszechobecny!

  • Ojciec pokazał mi tego mężczyznę z filmu Matrix, który na końcu układał programy.

Śmiałam się serdecznie, ponieważ pokazał to idealnie. Pomyślałam, że wykorzystam teraz sytuację, kiedy tak się dobrze rozmawia…

  • Dlaczego Ojciec pokazuje się także jako chłopczyk? – nurtowało mnie to już od dawna. Oboje mieliśmy wizje z Ojcem jako kilkuletnim chłopcem i nie do końca rozumiem co miałoby to znaczyć.
  • Jeszcze nie zasłużyłaś na tą odpowiedź.
  • Nie zasłużyłam?! – łzy stanęły mi w oczach. 
  • Nie zasłużyłaś, by dalej to przekazać.
  • Spodziewaj się odpowiedzi wkrótce.
  • ……… – ciągle byłam zaskoczona.
  • Pokazał cię jako auto formuły 1… Jedziesz szybko, za szybko. Co usłyszysz, to przekazujesz… Chyba za wcześniej, byś to wiedziała.
  • Hmm… Rozumiem…
  • A co pisał Chrystus wtedy na ziemi? – znowu pytam.

https://www.youtube.com/watch?v=G3ykt6pyLJ4

1 Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować2. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć3. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».

  • Spytaj się Jego, a ci odpowie.
  • Przecież nie słyszę… – ramiona mi opadły z bezsilności.
  • Nie martw się, znajdzie ścieżkę dostępu.
  • Uwierz w siebie, nie skazuj się tylko na Piotra, Moja mała wróżko.
  • On jest niezły zawodnik, minie metę i co dalej?

On jest niezły zawodnik, minie metę i co dalej?… Płakać mi się chciało. Wizja z biegnącym chłopcem, potem mężczyzną, aż pada w ramiona Ojca… Tak wygląda droga życia Piotra. Ojciec chce mi coś przekazać… Kiedy Piotr odejdzie to co wtedy?

- Zobaczyłem w oddali starszego mężczyznę w białej szacie. Stał za białą metą. Gdy zacząłem do Niego biec byłem małym chłopcem, gdy ją przekroczyłem byłem już dorosły. Mężczyzna podszedł do mnie... Prawą ręką wziął za głowę i przytulił do swojego ramienia... Drugą ręką mnie objął. Byłem wtulony w Jego ramiona, ale miałem wolne ręce. Odpiąłem swój pas, przy którym był zaczepiony mój miecz. Pas spadł na ziemię z hukiem, a kiedy spadł mogłem w końcu też Go objąć. rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/10/nie-ma-litosci-dla-tych-wszystkich-obrazow-nie-ma-zmilowania-dla-zla/ 
  • Pokazał jak toniesz w wiedzy. Pokazał strużkę wody jak włos, która spływa na twoją głowę. Potem ta stróżka się rozszerza i rozszerza, pełna wody, potem ocean… leje ci się na głowę…
  • ……… –  słuchałam jak zaczarowana. Izaak Newton powiedział… To co człowiek wie to kropla w morzu, a to czego nie wie to cały ocean.
  • Uwierz w siebie… Mario, Natalio, Jadwigo… Uwierz w siebie.
  • ……… – przełknęłam ślinę lekko zdenerwowana.
  • Natalio?
  • Buduj ją, żeby była pewna tego co robi.
  • Dasz tyle światła… Spójrz w górę.

Cały poranek niebo było całkowicie spowite chmurami, ale właśnie teraz w małej wnęce pojawiło się słońce.

  • Twoje światło będzie na stałe.


Dopisane 09. 08. 2018 r.

  • Spytaj się Jego, a ci odpowieco rysował Jezus… odpowiedź będzie i ciekawa i banalnie prosta.

  • Jeszcze nie zasłużyłaś na tą odpowiedź.

Wczoraj wieczorem pytam…

  • Czy już zasłużyłam na odpowiedź dlaczego jako chłopiec?
  • A czym się różni dziecko od dorosłego?
  • Hm.. wiedzą, doświadczeniem, świadomością… – zaczęłam wyliczać.
  • Niewinnością, czystością.
  • Świat nie zdąży go pobrudzić.
  • I trudnym do uwierzenia wyglądem.
  • Jeszcze im trudniej jest uwierzyć.

Przy okazji tego pytania Bóg Ojciec dał odpowiedź jeszcze na jedno pytanie, którego nigdy nie zadałam, a które mnie od czasu do czasu wielce nurtowało. Dlaczego Maryja chcąc przekazać swoje orędzie w Fatimie wybrała troje dzieci, a nie chociażby jednego dorosłego. Jak wszystko co z Nieba i to było przemyślane. Jednemu dziecku łatwo zarzucić konfabulacje, ale trudno zignorować to samo doświadczenie trojga naraz. Niewinność dziecka, szczerość jest bardzo przekonywująca. I bardzo dobrze to pokazano w filmie… https://www.youtube.com/watch?time_continue=4170&v=ArNyrG72hdo

Były przesłuchiwane, na krótko nawet zatrzymane w areszcie, zastraszane i zdziwione całym zamieszaniem, bo „przecież mówimy prawdę”. Inaczej wygląda to w przypadku dorosłego, a nawet grupy dorosłych. Zarzut, że ulegli masowej halucynacji mógł być nie do obalenia.  Mało tego, przy odpowiedniej argumentacji sami mogliby w to uwierzyć. 

 

Posyłam cię pośród wilki jak Mnie posłano.

18. 11. 17 r. Warszawa.

Piotr rano obudził mnie ciekawą nowiną.

  • Edziu powiedział mi właśnie, że został dla mamy. Do końca jej życia będzie przy mamie, on ją przeprowadzi.
  • Przeprowadzi…?

To nic nowego, że ludzie umierając są przeprowadzani przez swoich bliskich. Ale świadomość, że kolejna osoba z naszej wąskiej rodziny może odejść, a to jest nieuniknione, spowodowała, że się prawie rozpłakaliśmy.

  • Dlaczego Mały płaczesz?
  • No bo wiesz…
  • Kiedy ty będziesz odchodził, nawet nikt tego nie zauważy.
  • Ale jak to jest możliwe ?! – spytałam kompletnie zdziwiona.

Pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Spojrzeliśmy na kwiaty stojące pod krzyżem i było ich znacznie mniej niż zwykle, nasze jednak wciąż stały. 

  • O! Jest sporo wolnego miejsca na nowe od nas. Kupujemy jutro? – pyta Piotr czytając mi chyba w myślach.
  • A co na to Jezus? – zawahałam się.
  • …….. – Piotr przechylił głowę lekko jakby słuchał.
  • Jestem bezsilny.
  • …….. – i nie wiem, czy to dobrze, czy nie. Nie chcę Go martwić nigdy więcej.
  • Posyłam cię pośród wilki jak Mnie posłano.
  • Zrobisz, co masz zrobić.
  • ……… – spojrzeliśmy na siebie bez słów. Nie musieliśmy nic mówić, oboje wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie.

Ew. Mateusza (16) Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Ew. Łukasza (3) Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki.


Ze względu na liczne ostatnio problemy Piotr po firmie chodzi jak nabuzowany.

  • Za ostry jestem czasami do ludzi, za zdecydowany – mówi przy kawie kilkanaście minut później.
  • No to nie bądź taki.
  • Trudno, jestem jaki jestem.
  • A Ja jestem, który jestem.
  • …….. – wstrzymałam oddech, nie byłam pewna, czy powinnam się w ogóle odzywać.
  • Ten balon wczoraj był tak nabrzmiały, że na nim ziemia pękała – a Piotr jak gdyby nic.
  • Nie da się tego już utrzymać w ukryciu, sprawa wyjdzie na wierzch.
  • …… – Piotr się zamyślił.
  • Dlaczego traciłem włosy? – spytał po dłuższym czasie żartem, chcąc zapomnieć na chwilę o codziennych problemach.
  • Tak już masz.
  • A nie może być tak, że gdzie indziej będę tracić włosy, a nie na głowie? – żartuje dalej.
  • Przy tworzeniu nowej planety uwzględnimy twoją prośbę.
  • ……. – roześmieliśmy się głośno. Całe napięcie prysnęło.

Wieczorem.

  • Poszedłem się modlić, ale dzisiaj było do niczego. Za bardzo myślałem o firmie, problemach.
  • Już zapomniałeś o fali?
  • Trochę.
  • …….
  • Czy naprawdę jestem tym, co mnie posłałeś?
  • A wierzysz we Mnie?
  • Wierzę.
  • To jesteś.

19. 11. 17 r. Warszawa.

  • Wczoraj Jezus powiedział, że jest bezsilny. Nie chcę Mu robić przykrości. Nie kupimy już kwiatów – mówię do Piotra będąc w dziale ogrodniczym Ikei, gdzie było ich pełno. Staliśmy jak te dwa patafiany na środku i rozglądaliśmy się dookoła ciągle się wahając.
  • . Jezus chyba… mówi teraz… – Piotr się nachyla do ucha…
  • Myślisz, że większa ilość kwiatów zmieni Moją miłość do Was?
  • Nie mówię wam po to, by pozbawić was przyjemności dawania, ale dajcie też innym tej przyjemności.
  • Wystarczy wasz kwiatek w sercu.

Jadąc do „naszego„ kościoła Piotr zaczyna narzekać.

  • Coś sypie mi się to auto, gdzieś uszczelka puściła.
  • Dam ci możliwość wyboru najlepszego auta na świecie… Pod jednym warunkiem.
  • Jakim?
  • Tylko powiedz mi, że chcesz.
  • …….. – czekałam niecierpliwie co powie Piotr. Ciekawa byłam, czy się przez te wszystkie miesiące rozmów czegoś nauczył. Gdyby powiedział chcę, zaprzeczyłby w co wierzy.
  • A będę chciał? – spytał jak cwaniak warszawski, czym mnie tylko rozbawił.
  • Nie będziesz mógł na niego patrzeć.

Wieczorem.

Piotr zmęczony tygodniem postanowił przespać się na chwilę i było to dosłownie na chwilę, bo zaraz wrócił.

  • Usłyszałem coś dziwnego, dawno tego nie miałem. Słyszałem jakbym miał podsłuch u kogoś, rozmawiali o NIP.
  • Dlaczego ta sprawa tak długo trwa? Przecież to tylko sprawa o zapłatę… ktoś mówił do sędziny.
  • Hmm… Może to jej przełożony? Ale dzisiaj niedziela! W niedzielę nie pracują przecież.
  • To mogło być w tym tygodniu, wydaje mi się… albo poprzednim, bo dopiero to usłyszałem dzisiaj.
  • A nie może ci Homiel powiedzieć z jakim opóźnieniem dochodzą do ciebie te rozmowy, które słyszysz?

To jest jedna z zadziwiających umiejętności Piotra, a raczej jeden z darów, jakie zostały mu dane. Słyszy rozmowy, które się odbyły w jakimś miejscu i czasie. To wygląda tak, jakby mu je odtwarzano na taśmie. Głównie dotyczy to sprawy z NIP.

  • Jeszcze czego. Jaka techniczna!
  • No wiesz jaka jestem… faktycznie, techniczna…
  • Ciekawe co sędzina z tym zrobi?
  • Już zrobiła.
  • Ale co?
  • Żeby było dobrze.
  • Czas zakończyć tą biesiadę.
  • Biesiadę? – i przypomina mi się wizja z królową przy stole, która biesiadowała.
Znalazłem się w sali. W centralnym punkcie sali stał wielki stół, a za nim siedziała królowa, która żarła nie patrząc na nikogo. Po prawej stronie stołu siedział facet z NIP. Ja siedziałem naprzeciwko niej. Przed stołem w kolejce do królowej stali ludzie, byli biedni, wygłodniali, jeden facet trzymał na ręku dziecko, płakał, bo widziałem łzy na policzku. Ona kompletnie nie zwracała na nich uwagi, ciągle żarła. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/12/odrobina-mgly-tajemnicy-zostala-zdjeta-ale-nie-mysl-ze-wiesz-wszystko/
  • Słyszałeś coś jeszcze?
  • To, co ci mówiłem i jeszcze…
  • Dlaczego ta sprawa tak długo trwa, trzeci rok, o co tu chodzi!
  • … Zobaczyłem teraz rzekę, na rzece krę, ona blokowała przepływ wody, kra zaczęła pękać i woda ruszyła.

  • A to znaczy, że wszystko ruszy… niedługo.
  • Sędzina też jest tylko narzędziem.
  • Oni myślą, że sobie mogli podyskutować, będą pisma kolejna pisać, patrzeć, gdzie postawią przecinek… Koniec z tym.
  • Ja ci to mówię. Koniec już z tym.
  • Wizje Homiela są niesamowite! – Piotr pod wrażeniem. 

Myśli naiwnie, że to wizje Homiela, ale był i jest to Ojciec.



Dopisane 07. 08. 2018 r.

  • Jeszcze czego. Jaka techniczna! nie pisałam o tym wcześniej i prawdopodobnie nie wspomniałabym i teraz, gdyby nie ta ciekawa rozmowa. Muszę jednak co nie co wyjaśnić. Nie mając żadnych informacji co dzieje się w NIP i z NIP pozwolono Piotrowi słyszeć pewne rozmowy. Odtworzono je jak nagrania i nie potrafię inaczej tego wytłumaczyć. To jakby słuchać w słuchawkach audycji radiowej nagranej jakiś czas wcześniej. Z początku to bagatelizowaliśmy, ale kiedy pewne rozmowy zaczęły sprawdzać się w realu uznałam to za niezwykłe zjawisko, dla którego nawet trudno znaleźć odpowiednią nazwę. Zdarzyło się to kilkukrotnie i było bardzo pomocne w dalszych podejmowanych decyzjach. Wyszliśmy wtedy z założenia, że jeśli Niebo daje taką możliwość, to dlaczego z tego nie skorzystać? 

Cel uświęca środki.

17. 11. 17 r. Warszawa.

  • Wczoraj w nocy miałem dalszą część wizji z balonem.
  • Stoimy razem z dyrektorem NIP, on obok mnie. Temida sięga mieczem mojej szyi, myślę sobie… już po mnie. Ale jej miecz, kiedy dotyka mojej szyi, to się dematerializuje i przechodzi przez nią jak przez hologram. Jakbym to ja był hologramem. Przechodzi przez moją szyję i sięga szyi dyrektora. Kiedy ostrze dochodzi do jego szyi to materializuje się ponownie i przecina mu głowę, a głowa opada…
  • Wyobrażasz to sobie !? – Piotr był bardzo poruszony.
  • Bez szwanku przechodzi przez moją szyję i ucina głowę dyrektorowi! Niesamowite!
  • Klinga trzyma mocno ostrze… – wyciąga pod mój nos swoją rękę pokazując niby miecz, którego i tak nie widzę.
  • Temida to szczupła, wysoka babka…
  • Jej drugie imię to sprawiedliwość, a pierwsze znacie.
  • Ona z nikim nie rozmawia, ciągle waży.
  • Hmm… To dlatego ma zakryte oczy, jest bezstronna – i zaczynam rozważać, czy ktoś taki jak Temida w Niebie istnieje naprawdę.
  • Jak mnie uderzyła w szyję, to zacząłem się macać, czy mam jeszcze szyję, tak było to realne! – musiało być realne, bo Piotr z wrażenia, aż się lekko spocił.
  • Ten rzeczoznawca, sam wiesz, jest „bogu ducha winny”. Pomylił się, bo miał się pomylić – … już mnie chyba nic w tej kwestii nie zdziwi.
  • Cel uświęca środki.

Milczeliśmy chwilę dłużej. Piotr się cieszy, że rozprawa szybko, a ja wręcz przeciwnie, bo jak rozprawa to i druga fala. A wtedy zmieni się wszystko.


  • Wczoraj pisałam na blogu o Caviezelu…

Caviezel oficjalnie potwierdził, że znowu zagra Jezusa – przypomniałam sobie… – Ciekawe, czy naprawdę czytał moją kartkę. 
-Nie zapomnij o Duchu Świętym. 
-Będzie oglądał, czytał i myślał. 
-Przyjdzie czas, już wkrótce, że będziesz rozmawiała i to nie z sobowtórem. 
-Przy stoliku, w pokoju, jak dwóch przyjaciół, prawdziwych przyjaciół. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/15/biedak-zawolal-pan-bog-wysluchal/ 
  • Myślisz, że to przenośnia? – pytam Piotra niepewnie czytając te słowa ponownie.
  • Myślę, że dosłownie.
  • ???!!! 
  • Ale za życia, czy po śmierci? – pytam niepewnie dalej.
  • Doświadczysz tego za życia. 
  • ???!!!  
  • Wtedy Chyba padnę trupem z wrażenia – pierwsze co pomyślałam.

Do domu wróciłam jak na skrzydłach. Kilka godzin później zadzwonił do mnie Piotr. Gdy widzę, że dzwoni z pracy to wiem, że coś się musiało stać. Zaczął szeptać przez telefon, że doszło do niesamowitej sytuacji podczas rozmowy z jednym z pracowników.

  • Powiem ci później – i się wyłączył.

Noż… nie mógł zakończyć rozmowy gorzej! Mam tak czekać kilka godzin nie wiedząc?!


Wieczorem. 

  • Rozmawiałem z pracownikiem o zamówieniu krzeseł. Narzekał, że ma z tym trudności, ponieważ zablokowano nam konto, bo ponoć mamy nieuregulowane płatności. Napisałem na samoprzylepnej kartce kwotę, jaką niby zalegamy i przykleiłem ją do biurka. Nagle ta kartka z impetem podniosła się do góry, gwałtownie obracała się kilka razy w powietrzu i z impetem spadła na biurko jakby ją ktoś rzucił.
  • Co pan robi?! … krzyknąłem do niego.
  • Ja nic nie robię!… był cały przestraszony.

Siedzę chwilę znieruchomiały, a kartka rzucona została na blacie. Pracownik wyszedł i po chwili wraca.

  • Konto jest już odblokowane!… Prawie krzyczy…
  • ……. – uśmiecham się szeroko, bo lubię takie opowieści. 
  • Kartka nie miała prawa podskoczyć, bo była przyklejona. Podniosła, kręciła się i została rzucona.
  • I co na to twój pracownik?
  • Magia! Zaczął się nerwowo śmiać, że czegoś takiego jeszcze nie widział. 
  • Hmm… Homiel to zrobił, rzucił tą kartką jakby śmieciem była, a nie miała prawa się poderwać sama i obrócić w powietrzu, bo przykleiłem ją do blatu biurka – Piotr ciągle przeżywał na nowo.
  • Hmm…. ciekawe dlaczego to zrobił.
  • Bo u nich błąd, a nie przekroczyłeś limitu.
  • ?! – Boże! Oni naprawdę znają się na ekonomii… śmieję się głośno. 
  • To ty Homiel? Gdybyś mógł tak zawsze…
  • Co ty na to – pyta mnie Piotr?
  • Wspaniała sprawa.
  • …….
  • Homiel nie zrobił tego dla zabawy, chciał żeby był przy tym świadek – już włączyłam analityczny tok myślenia.
  • Tak myślisz? Ale dlaczego?
  • To ciebie uwiarygadnia.
  • Homiel… Dlaczego zrobiłeś z tym papierem? – pyta Piotr.
  • Żebyś wiedział, żeby wszyscy wiedzieli.
  • Nie mogłeś więcej?
  • Spokojnie, spokojnie panno Elkeużył fragmentu tekstu z filmu „Stawka większa niż życie”. Często używa go sam Piotr, gdy chce mnie uspokoić.
  • Czyli miałam rację !?
  • Nie mylisz się, poza datami.
  • Ech… – nie musiał mi tego przypominać. 


Dopisane 05. 08. 2018 r.

Jej drugie imię to sprawiedliwość, a pierwsze znaciedzisiaj rozmawialiśmy o pewnej sprawie i padło piękne zdanie;

  • W jednej osobie jestem chirurgiem i Temidą.

Kiedy o Caviezelu mowa to tym razem wywiad z Melem Gibsonem i jego nowym filmie Resurrection z Caviezelem w roli Jezusa ponownie.

 

Bóg co zamierzał raz, nigdy nie zmienia.

15. 11. 17 r. Warszawa.

  • Wczoraj miałem fajną wizję. Oprowadzałem Ojca po mojej firmie. Przy każdym stoliku, przy każdym pracowniku się zatrzymywał i coś mu mówił do ucha, chyba przekazywał informację. Do mojej księgowej powiedział…
  • Widziałem jak modliłaś się żarliwie za Alicję, ale ona już była u Mnie.
  • Teraz też się modlisz za kogoś, a ona będzie u Mnie w marcu.
Piotr zaczął mówić o swojej księgowej, której przyjaciółka Alicja jakiś czas temu zachorowała na białaczkę, a wczoraj okazało się, że jest prawie zdrowa. Oczywiście była leczona farmakologicznie, ale dodatkowo czuwała nad nią specjalnie powołana do tego grupa modlitewna. Piotr długo przekonywał księgową, że modlitwa ma ogromną siłę i przyniesie wymierne efekty. Czy w to uwierzyła? Trudno powiedzieć. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/16/ojciec-chroni-wszystkich-lecz-nieliczni-sa-narzedziem-do-tej-ochrony/
  • Potem zwrócił się do wszystkich…
  • Wiem, że macie ciężko, ale przysłałem do was Małego.
  • Małego?
  • Tak, to jest Mały.
  • Pójdziemy teraz Ojcze do Oli… mówię.
  • Do Oli nie potrzebuję przewodnika, sam trafię.
  • ……. – poczułam radość.
  • Jakby Ojciec chciał powiedzieć, że własnym masłem sam się najem...
  • Ojciec nie potrzebuje mnie, żeby iść do ciebie – Piotr pochyla głowę nad kawą.
  • Hmm… Mam ponoć Jego znamię – przypomniałam sobie.
  • Nie znamię, a pieczęć.
  • Chciałbyś taką pieczęć?
  • No pewnie!
  • Też ją masz.
  • Gdzie?
  • Wewnątrz.
  • Spójrz w prawo…

Obróciliśmy się w prawo, a tam reklama niedługo otwieranego sklepu.

  • Wkrótce wielkie otwarcie… do wniebowstąpienia. Spróbujesz Naszych lodów.
  • ??? – Piotr rozdziawił swoje oczy.
  • Przecież lubisz lody, powiesz Oli jakie są.
  • A nie kawa? – zażartował.
  • Jesteś po zawale.
  • Czego otwarcie? – dopytuję ostrożnie zdając sobie z powagi tych słów.
  • Nieba, dla ciebiedla Piotra.
  • …….. – nie jestem zazdrosna, ale w tej chwili pomyślałam… a co ze mną?
  • Będziesz siedzieć i pisać do monitora.
  • Przeczytaj do końca…
  • ……. – Piotr zmrużył oczy, bo zobaczył ten napis teraz nieco inaczej.
  • . otwarcie Home… la…. zamazał mi teraz… specjalne okazje…
  • Mówi teraz do ciebie…
  • Pamiętaj, że ta pieczęć zobowiązuje cię.
  • Do….? – przełykam ślinę.
  • Do przekazania wszystkiego.
  • Przekażę to, co mi Piotr przekaże – i wzruszam ramionami, bo co mogę zrobić więcej kiedy nie słyszę?
  • Dlatego musi być wielkie otwarcie.
  • Ojciec pokazał jak piszesz. Pokazał chochlę w zupie. Teraz nabierasz samo rzadkie, a warzywa i mięso zostaje na dole. Później będziesz brała chochlę pełną warzyw…

  • Ale Ojciec pokazał to super! Zupa, czyli strawa duchowa! – Piotr był pod ogromnym wrażeniem prostoty tej symboliki.
  • Po fali to dopiero będziesz brała pełną wartościową treść!
  • To jest cel twojego życia. Opiszesz i wrócisz do tatusia.
  • …….. – niesamowicie się teraz wzruszyłam. 
  • Może to będzie na Boże Narodzenie? – zaczynam kombinować prawie ze łzami.
  • Och te daty…
  • …….. – zawstydziłam się, bo ciągle powielam ten sam błąd.
  • Wkrótce to nie dzisiaj, ani nie jutro – tym razem Piotr zaczyna kombinować.
  • A pojutrze to już wkrótce?
  • No właśnie… – pomyślałam.

Wkrótce to jednak pojęcie bardzo względne. Dla kogoś żyjącego 100 lat wkrótce to może oznaczać nawet i rok. A dla kogoś żyjącego wiecznie? 

  • Nie słuchaj słów krytyki, tylko pisz.
  • Nie piszesz to dla gacków, ale dla ludzi.
  • A ci, co nie zrozumieją, zrozumieją w kolejnych wersetach.

Zamyśliłam się. Rzeczywiście, pewna rozmowa ze znajomym uświadomiła mi, że jedynie czytając całość tego dziennika i to od początku człowiek jest w stanie zrozumieć Boga. Tłumacząc jednym zdaniem przykładowo, że zło istnieje dla naszej nauki to za mało i nikogo nie przekona. Jednak, kiedy poznaje się argumentacje samego Ojca człowiek zaczyna rozumieć, że nie ma innej drogi. …. zrozumieją w kolejnych wersetach.

  • Wkrótce… za miesiąc, za 2 tygodnie? – Piotr dalej.
  • A może być po sądzie! – Ojciec przerwał stanowczo. 

16. 11. 17 r. Warszawa.

Wieczorem siedzieliśmy w ciszy, moja głowa po wielogodzinnej migrenie powoli wracała do normy, ale i tak czułam się jakby jej część nadal tkwiła w sedesie. Oglądaliśmy jakiś film…

  • Dzisiaj jak mantrę powtarzałem w aucie…
  • Przywróć mi moje imię, przywróć mi moje imię… znowu! Dlaczego? Nie wiem – Piotr rozkłada bezradnie ręce.
  • Hmm… Jeśli powtarzałem, to może Bóg zmienił zdanie?
  • Bóg co zamierzał raz, nigdy nie zmienia.
  • Aha….
  • .Zobaczyłem teraz przed sobą ziemię jak zaczęła pękać. Z ziemi zaczął wydobywać się niebieski, nadmuchany balon i się uniósł nad ziemię, unosi się do góry… – Piotr zrobił wielkie oczy i patrzy na mnie nie rozumiejąc. Ja też patrzę na niego i nie mogę zrozumieć…

  • Słuchaj, wytłumacz mi. Oglądasz film, masz ekran przed sobą i widzisz co innego?
  • Hmm… Trudno to wytłumaczyć, to tak jakbym przed telewizorem zobaczył jeszcze jeden ekran z obrazem, ale on jest jak hologram.
  • Aaa….. – teraz zrozumiałam.
  • I co z tym balonem?
  • To NIP.
  • Ale dlaczego balon?
  • Nadmuchana sprawa, tak jak nadmuchany balon.
  • A z ziemi?
  • Nie z ziemi, ale z ukrycia.
  • Czyli sprawa NIP wychodzi w końcu na wierzch – Piotr kiwa głową ze zrozumieniem.
  • Ten balon przeciskając się z ziemi robi dużo hałasu. 
  • Ciekawe… Może zacznie być o niej głośno? – myślę też głośno.

Podano w TV, że obraz Da Vinci „Zbawiciel” został kupiony za koszmarne pieniądze. USA: obraz Leonarda da Vinci sprzedany za rekordowe 450,3 mln USD http://wiadomosci.onet.pl/swiat/zbawiciel-swiata-leonardo-da-vinci-obraz-sprzedany-za-4503-mln-dollar/h1nvmp1

  • Piękny – przyznaję widząc go na ekranie TV.
  • Kupiłbym go za każde pieniądze.
  • Po co ci?
  • Tutaj masz prawdziwy obraz Chrystusa.
  • Masz Go na co dzień. Oli powinieneś zapłacić.
  • …….. – zaczęłam się cieszyć.
  • Obraz z Duchem Świętym.


Godzinę później.

  • Miałem dalszą część tego balona. Temida stała koło balona, trzymała miecz jakby chciała kogoś ściąć i wyglądała na wkurzoną.
  • Nie, ona szykowała się do wymierzenia sprawiedliwości.
  • ……..
  • Jak się czujesz wiedząc, że masz pieczęć? – pyta mnie nagle Piotr.
  • …….. – zamyśliłam się, bo mnie zaskoczył.
  • Ona czuje się odpowiedzialna.
  • To co nosi, to jest odpowiedzialność.

Hmm… Święta prawda… 

Każdy jest dzieckiem Boga.

13. 11. 17 r. Warszawa. 

Na kawę Piotr przyszedł dziarskim krokiem, aż miło było patrzeć i aż trudno uwierzyć, że jest po zawale i operacji.

  • Dzisiaj na mszy ksiądz powiedział…
  • Kto chce sprawdzać Ojca nie jest godny Boga…
  • Wiedziałem, że chodzi o mnie. Jestem głupi, że chcę się zakładać z Ojcem i w ten sposób sprawdzam kto ma rację.
  • Hmm… – pomyślałam, że w takim razie te słowa dotyczą i mnie. Bawię się w daty… makabra.
  • Ja się poddaję, nie chcę już zakładu. Wycofuję się już, będzie co ma być. Za wszystko przepraszam… głupi jestem – Piotr powtarza jak mantrę.
  • Głupi nie umrzesz, skoro to mówisz.
  • Już nie chcesz ze Mną układu?
  • Nie chcę.
  • Przyjmuję to za akt wiary we Mnie.
  • ……..
  • Zobaczyłem teraz grę „Milionerzy”.
  • To do kiedy obstawiasz?
  • … Gdybym miał obstawiać, czy sąd będzie na początku grudnia, albo w maju… niech będzie jak ma być, ale taka ludzka opcja to maj…. pomyliłem się?
  • ……. – noż kurna nie wierzę! Jeszcze przed chwilą mówił, że się nie zakłada!
  • Pokończymy te wszystkie twoje ziemskie sprawy.
  • Dam ci Siebie w większej części niż miałeś.
  • Za życia? – pytam.
  • Za życia i to już niedługo.
  • I naumiesz się dzielić się Mną z innymi.
  • …….
  • Bóg widzi wszystko, nawet „Milionerów ogląda” – … naszła mnie refleksja pełna zdziwienia.
  • Sam pytania układam.
  • To dlaczego tak mało ludzi wygrywa? – pytam.
  • Bo pieniądze gubią.
  • Jakie to w sumie proste… – pomyślałam.
  • Dzisiaj jak zwykle zapaliłem świeczki za Edzia, powiedział mi, żebym już nie zapalał, powiedział…
  • Nie musisz palić więcej świeczek za mnie.

Wieczorem.

  • Powinienem powiedzieć babce, żeby podziękowała Ojcu za kolano. Powinna iść do kościoła i zanieść kwiaty – rozmawiamy swobodnie siedząc na kanapie. 
  • Nie ma innej drogi do Ojca jak przez Jego Syna.
  • Ona nie musi tego robić.
  • Powiedziałem ci, robię to tylko dla ciebie.
  • A gdybym powiedział? Myślisz Ojcze, że się nauczy?
  • Jeszcze nie teraz i ani trochę.
  • Ty wiedz.
  • Zrób z tą wiedzą co chcesz, bo mam do ciebie zaufanie, tak jak ty masz zaufanie do Mnie.
  • Zawiodłeś się na mnie Ojcze?
  • Nie mogłem się na tobie zawieźć.
  • Nie myśl o wrogach twoich.
  • Ja ich zetrę w pył dla ciebie.
  • Ale to ludzie… – Piotr miał na myśli NIP.
  • Ludzi nie dotykam.
  • To tyle gacków jest wśród ludzi?
  • Czy ktoś uwierzy, że jesteś aniołem?
  • Czy ktoś uwierzy, że jesteś …….., którego posłałem?
  • Tak uwierz, że tamci też tu żyją, z imienia… – i każdemu można by nadać swoje własne imię.
  • Po to cię tu posłałam, a właściwie zmusiłem cię…
  • A o tatkę Edzia nie martw się, mógł sobie wybrać co chciał.
  • Jesteś miłosierny, dlatego miłosierdzia dostępujesz.
  • Już dostąpiłem miłosierdzia…
  • Nie. Dostąpiłeś łaski.
  • ……..
  • Nabierz oddechu w płuca, zostaw wszystko, nie kupuj niczego, bądź ze Mną.

Siedziałam zaczarowana tą piękną rozmową. Rozmyślałam nad przedziwną drogą, jaką przygotowano Piotrowi. Dawniej wielokrotnie prorok, potem okres krzewienia chrześcijaństwa i nagle Luter, egzorcysta, który zdradził, nazista… Powolny jego upadek… Ale po co to wszystko? Dzisiaj przygotowuję tekst na blog i jest tam zdanie, które dało mi chyba na to odpowiedź;

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/14/kiedy-jest-wam-dobrze-kiedy-jest-wam-zle-zawsze-jestem/ 
- Najlepszy wojownik to ten, który zna siebie i zna przeciwnika. 
  • …….. – a więc i to było przewidziane… pomyślałam.

Piotr dogłębnie poznał czym jest zło. A kto lepiej pokona zło wiedząc, czym jest zło?

Upadek duszy na przestrzeni wieków. I teraz zachodzę w głowę, czy jakiekolwiek dociekana (jak to robią niektórzy) zmierzające do tego, by odgadnąć schemat, zasady wędrówki duszy w ogóle mają sens? Czy istnieją jakieś ustalone reguły?  Przy ograniczonej wiedzy jaką mamy, czyli bez wglądu w przeszłość i przyszłość, szukanie zasad, a zwłaszcza ustalanie takich zasad nie ma żadnego sensu.

Upadek może być łaską, jeśli prowadzi do opamiętania. Gdybym przez dopuszczanie powszednich upadków nie utrzymywał twego serca w pokorze, inne, o wiele gorsze upadki zniszczyłyby twoją duszę. Cisza grobu jest pozorna – śmierć ciała daje pełnię życia duszy. (A. Lenczewska; Słowo pouczenia).


14. 11. 17 r . Warszawa.

Rano na mszy Jezus ponaglił mnie…

  • Chodź, przyjmij Mnie.
  • …….. – uśmiechnęłam się.
  • Wczoraj czułem cały czas, że Ojciec jest blisko.
  • A teraz myślisz, że Mnie nie ma?
  • …….. – zaskoczył nas. Czasami o tym zapominamy, że na kawie też bywa…
  • Zdałeś się całkowicie na Mnie? – wraca do wczorajszej rozmowy.
  • Tak.
  • No to cieszy Mnie to.
  • Wyłączymy z obiegu czasami twoje szalone myślenie, czasami szalone zniszczenie.
  • Musimy zrobić to inaczej.
  • Bądź Mną, kiedy Ja jestem w tobie.
  • ……..
  • Od wczoraj ciągle słyszę „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój”

Chwała na wysokości Bogu,
a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.
Chwalimy Cię.
Błogosławimy Cię.
Wielbimy Cię.
Wysławiamy Cię.
Dzięki Ci składamy,
bo wielka jest chwała Twoja.

Jeśli to ważne sprawdziłam oczywiście jakie pochodzenie ma ta modlitwa; Hymn anielski (bo śpiewali go aniołowie przy narodzeniu Jezusa) odmawiany lub śpiewany podczas Mszy św. z wyjątkiem żałobnych i wielkopostnych. Zwany też doksologią większą. Łac. Gloria in excelsis Deo. http://dziedzictwo.ekai.pl/@@chwala_na_wysokosci_bogu


Wieczorem.

  • Homiel kazał mi jeszcze raz przeczytać dokumenty ze szpitala i tam zobaczyłem, że Brilique (p. s. lekarstwo na rozrzedzenie krwi) mam brać co najmniej rok, minimum rok, a rok się właśnie kończy.
  • To może bierz jeszcze…? – mówię z wahaniem, bo choć lekarstwo skuteczne, to jednak ma uboczne działanie.
  • No nie wiem, ale nie bez powodu to przeczytałem.
  • To Go spytaj w takim razie. Może bierz raz dziennie, nie dwa?
  • Ale bierz.
  • Aaaa widzisz, czyli masz brać.
  • Całą dokumentację medyczną mam w Warszawie, już jestem przypisany do Warszawy.
  • Hmm… ciekawe… – czy to przypadek, że Piotr jest w Warszawie?
  • Nie bez znaczenia jesteście Polakami.
  • ???!!! – robi się jeszcze ciekawiej.
  • Co my byśmy zrobili bez ciebie Homiel – wzdycham.
  • Każdy z Naszej trójki jest na swoim miejscu.
  • Trójki?- … zaczęłam myśleć, dlaczego nie czwórki… Trójki, bo to Ojciec mówi!
  • Załatwimy wszystkie ziemskie sprawy synuś i dalej w drogę!
  • ……..
  • Tak powiedział? Synuś? – rozczuliło mnie to. 
  • Każdy jest dzieckiem Boga.
By Ron Dicianni

Nie możesz widzieć u kogoś drzazgę, kiedy sam masz belkę.

12. 11. 17 r. Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei, było wyjątkowo sporo ludzi. Piotr zaczął na kogoś narzekać, że gramolił się w kolejce…

  • Nie możesz widzieć u kogoś drzazgę, kiedy sam masz belkę.
  • Nie jesteś doskonały.
  • No dobra… – przyznał rację i się zawstydził.

(42) Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. (Ew. Łukasza 6:42, Biblia Tysiąclecia)


Dzisiaj nad ranem zastanawiałam się, czy Niebo w tym roku zdąży z NIP. Nie przyznałam się Piotrowi, by nie dać mu satysfakcji, że zaczęłam podzielać jego wahania. 

  • Antrakt dobiega końca.
  • Masz zaufanie do Nas, nie troskaj sięodpowiada raptem Piotr jakby na moje poranne rozmyślania.
  • ?! Z Ojcem rozmawiasz?
  • Chorągwie wzniosą do góry, czas rozpocząć fanfary i heroldowie są gotowi.

Skuliłam się niemal w sobie, bo wczoraj czytałam Piotrowi rozmowę o heroldach;

Po południu poszliśmy ostatni raz do kościoła. http://www.chkw.home.pl/index2.html Byliśmy wyłącznie my... no i całe Niebo. Siedliśmy w ławce, ja oglądałam malowidła na ścianach, a Piotr siedział bardziej skupiony niż zwykle. Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego, ale nagle Piotr zaczął mówić. 
-Czekają cię wielkie zmiany. 
-Zrobisz to, co nikt nie zrobił. 
-Oświecisz ziemię i wrócisz. 
-Zobaczysz znaki. 
-Kiedy słońce będzie w największym punkcie masz je wszystkie przyjąć. 
-A dam radę? 
-Za tobą będzie stał Ojciec. Spójrz na tych heroldów... Właśnie to ogłaszają. 
-To wkrótce się stanie. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/14/kiedy-jest-wam-dobrze-kiedy-jest-wam-zle-zawsze-jestem/
  • To, co miało nadejść, nadchodzi.
  • To, co miało się stać, stanie się.
  • Twoja gwiazda rozbłyśnie.
  • Pan Bóg na to czeka.
  • Cykl zostanie zamknięty.
  • …?!  – to było niesamowite i mocne.
  • Masz fory u Ojca… Tak mówi. Co znaczy dokładnie fory? – pyta mnie Piotr.

Wyróżniać, faworyzować kogoś, stosować wobec kogoś taryfę ulgową, zapewnić komuś uprzywilejowaną pozycję, protegować kogoś. http://sciaga.pl/slowniki-tematyczne/13399/dawac-komus-fory/

  • No…. – czułam to już dawniej, ale zabrakło mi słów.
  • Ojcze, a sędzina? Po czyjej jest stronie? – Piotr.
  • Wierz Mi, ma zakryte oczy.

Aż podskoczyłam, rysunek temidy przedstawia kobietę z mieczem, wagą i zasłoniętymi oczami, a co to wszystko razem  znaczy?

Symbolika; zasłonięte oczy – bezstronna sprawiedliwość, obiektywizm. Waga – ważenie argumentów obu stron przechylając się na korzyść jednej z nich. Miecz – ostateczne wymierzenie sprawiedliwości.

  • Ma zakryte oczy, a  to znaczy, że będzie bezstronna w ocenie.
  • Kiedy to zważy w takim razie? – Piotr dociekliwy jak zawsze.
  • Już zważyła.
  • To dlaczego to tak długo trwa?
  • Bo tak Ojciec chce! – walnęłam już zniecierpliwiona.

W Ikei mieliśmy ten sam co ostatnio dylemat, czy kupić kolejny kwiatek, czy też nie. Oczywiście kupiliśmy. Gdy postawiliśmy go pod „naszym krzyżem” …

  • Chrystus nie chce już kwiatów od nas, chce byśmy dali miejsce też innym.
  • Skąd wiesz?
  • Powiedział teraz. Chce, byśmy…
  • … pozwolili innym być dobrym.
  • Hmm…rozumiem… Daliśmy tyle kwiatów, że nie ma już wolnego miejsca. To tak jakbyśmy Go sobie zawłaszczyli.
  • No właśnie…

Jadąc autem rozmawialiśmy o fali, sądzie i życiu.

  • Homiel mówi, że podczas rozprawy sądowej mam być…
  • zimny i obojętny.
  • Pamiętaj, że twoje serce jest na 70%.
  • Nastał czas wyroku?
  • Nie, nastał czas sądu.
  • Niech oni będą dla ciebie przezroczyści.
  • Dlaczego NIP jest takie ważne w naszej historii? – pytam.
  • To jest miejsce startowe do nowego etapu, a przy okazji zrobisz porządek.
  • Dlaczego sąd? Można było przecież co innego wymyślić – palnęłam głupio… 
  • Pytanie bez odpowiedzi …
  • a potem spytasz, że mogłem co innego wymyślić i tak za każdym razem.
  • Przepraszam…. – szepnęłam.

Okropnie się poczułam, bo Ojciec ma rację. Cokolwiek by zaplanował i zrealizował zawsze pojawiłby się ktoś, kto mógłby powiedzieć, a nie można byłoby inaczej? Złapałam się też na tym, że za dużo sobie chyba pozwalam… 


Oglądaliśmy film „W nieznane”, film o kosmosie i człowieku. https://www.filmweb.pl/film/W+nieznane-2016-722253

  • Piękne widoki…
  • Wyobrażasz to sobie, że wszystko stworzył Ojciec? Pokazał mi to.
  • Pokazałem ci to.
  • Pokażę ci więcej, w tej właściwej chwili, która nadejdzie.

Trwaj w Bogu, a chleba ci nie zabraknie, ani twojej rodzinie.

10. 11. 17 r. warszawa.

Rano obudziłam się już z migreną, prawdopodobnie z powodu szalejącego ciśnienia na zewnątrz. Doszłam ledwo na kawę i czekając na Piotra trzymałam głowę w rękach. Kiedy przyszedł, nie pytając  skupił się od razu na mojej głowie. Minęły 3 minuty i ból przeszedł.

  • Pomogłeś mi, prawie natychmiast mi przeszło – byłam zdziwiona, ponieważ nie często tak się zdarza.
  • Dzisiaj było to łatwe, sama musisz się nauczyć.
  • Nie wiem, czy samemu rzeczywiście można się uzdrawiać – mam wątpliwości, bo wielokrotnie próbowałam i nigdy nie wychodziło.
  • Jak mam zimne stopy to myślami je rozgrzewam – przyznał Piotr.
  • Hmm….

Rozmowę przerwał telefon od  córki. Po słowach Homiela, że w pokoju ma poison nie mówiąc nikomu zdarła tapety. Na początku niczego nie widziała, ale im dalej, tym było gorzej. Pod grubymi tapetami czaił się grzyb. Gdyby nie Homiel nie wiedzielibyśmy, że o taką truciznę tu chodzi. Szybko podjęliśmy decyzję, że remontu musi nastąpić ciąg dalszy i należy zrobić kolejny pokój.

  • Uzdrowisz dom, uzdrowisz wszystko, to jest cel twojego życia.
  • Naprawdę?
  • Uzdrowisz tak, jak główkę swojej żony dzisiaj czyli szybko i skutecznie.
  • Ale co znaczy uzdrowisz wszystko? – pytam.
  • ……. – odpowiedzi brak.


Kilka dni temu pracownicy Piotra odwiedzając jednego z naszych klientów natknęli się na jego dawną wspólniczkę. Byli zszokowani nie tyle jej widokiem, co stanowiskiem, jakie reprezentowała. Niegdysiejsza wielka prezesowa pracowała w urzędzie jako… portierka. Oczywiście głośno komentowali to później między sobą mając w tym dziką satysfakcję, ale Piotr zgasił ich szybko twierdząc, że Bóg różnie układa ludzkie drogi. Uspakajał ich, ale w duszy sam nie mógł wyjść ze zdumienia.

  • Musiało ją to zaboleć, że was zobaczyła. Kiedyś szefowa, a teraz… Nawet nie klient, tylko…. – wczułam się w jej skórę i mocno jej współczułam, choć przecież to gacek w ludzkiej skórze był.
  • To, co spaliła, zniszczyła, nagle wyrosło jak bambus po deszczu.
  • Może to ma jakieś znaczenie dla mnie? Że ją spotkali? – Piotr już się zastanawia.
  • Wątpię, nie sądzę, żeby to miało jakiś wpływ na ciebie – uspakajam go.
  • Takie ma znaczenie dla ciebie jak ziewanie mrówki na powstanie styczniowe w 1863 roku.
  • ……. – wyłam ze śmiechu. 

Syn siedzi na statku w okolicach Korei, ale już zadeklarował, że chce koniecznie na jakiś czas przyjechać  do Warszawy. On mało mówi, ale dużo czuje i dało to mi do myślenia.

  • Homiel, dlaczego tak bardzo chce przyjechać?
  • Chce, bo wie, że musi.
  • Hmm… przeczuwa coś? Z Edziem też się nie wychylił, że dostał znak.
  • Twoja rodzina nie jest gotowa na twoją przemianę.
  • Ostatnie trybiki muszą zatrybić, a otworzą się drzwi.
  • A wiesz co znaczy, że otworzą się drzwi? Światło wejdzie.
  • Nigdy nie będzie gotowa. Trudno sobie wyobrazić, że będziesz raptem non stop siedział w piwnicy i się modlił – westchnęłam.
  • Będziesz opisywała co widzisz.
  • ……. – westchnęłam drugi raz.
  • A ty jesteś gotowa?

Jakby zimny wodospad spadł  właśnie na mnie ze stumetrowej wysokości. To pytanie mną wstrząsnęło. Nie wiedziałam co powiedzieć. Rozumiem jak ważne jest, by otworzyły się drzwi, wszyscy na to czekają w Niebie… Mało tego, zostało to gdzieś tam zapisane jeszcze przed wszystkimi wiekami w Ich księgach, ale… czy ja jestem gotowa? Nie wiem. Gdybym chociaż wiedziała z czym się to wiąże… może byłoby łatwiej. Ale z drugiej strony przecież to nieważne z czym się wiąże, bo gdzie w takim razie moje zaufanie i wiara?… Czy jestem więc gotowa?

  • Ojcze… daj mi miesiąc na odpowiedź – pomyślałam i w tym momencie zrozumiałam, że tego egzaminu nie zdałam.

Wtedy Piotr rzekł: – Ale my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. – Zapewniam was – rzekł Jezus – że każdy, kto opuści dom, żonę, braci, rodziców lub dzieci dla sprawy królestwa Bożego, otrzyma w zamian o wiele więcej już teraz, a w świecie przyszłym życie wieczne.


11. 11. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj święto narodowe, wszystko więc zamknięte, a mimo to szukaliśmy otwartej kawiarni. Znaleźliśmy ją przy pl. Trzech Krzyży. Nie byliśmy jedyni, którzy musieli szukać otwartej kawiarni, bo w środku było już sporo ludzi.  Siedliśmy w kącie i rozmawialiśmy.

  • Chłopaki dobrze dają sobie radę ostatnio, jestem zaskoczony – Piotr jest zadowolony ze swoich pracowników.
  • Są nie bez powodu.
  • Tak? Ciekawe dlaczego? – już zaczynam analizować.
  • Miałem problemy księgowe w firmie i poprosiłem Homiela o pomoc. Powiedział…
  • Dam ci za 3 dni odpowiedź.
  • I co?
  • Po trzech dniach pokazał mi co mam zrobić z fakturami.
  • Powiedz szczegóły – zaciekawiło mnie to.
  • Nie ma sensu i tak nie zrozumiesz, ale nie wpadłbym na to, co On wymyślił.
  • Hmm……… słyszałeś o tym księdzu, co pozbywa się porsche? – http://www.gs24.pl/polska-i-swiat/a/kasina-wielka-proboszcz-sprzedaje-porsche-i-przeprasza-aktualizacja,12657060/
  • To nie ksiądz – Piotr twardo.
  • A ty co byś zrobił?
  • Ja nie jestem księdzem.
  • …….
  • Pokazał mi 100 księży, znak równości i ja.

  • Nie jesteś?
  • Mniej zrobią niż ty, więc jesteś, czy nie jesteś?
  • Posługa jest twoim głównym celem, jesteś jednym z Nas.
  • Trwaj w Bogu, a chleba ci nie zabraknie, ani twojej rodzinie.
  • Homiel teraz spojrzał na kawę i mi prosto w oczy, dał mi do zrozumienia, że na kawę mam.
  • Powiedz więc, czego ci brakuje?
  • Już niczego – pomyślałam szybko.

Dziękowałam jeszcze raz  Ojcu za to, że możemy sobie tak siedzieć w jakiejś kawiarni. Doszło do mnie, że dawne zwyczaje, kiedy to przy stole, przed posiłkiem dziękowano Bogu za dary, miały swój głęboki sens. Dawniej ludzie byli znacznie mądrzejsi.


Odwracam głowę, a za szybą widzę chłopca idącego zdecydowanym krokiem i niosącego spory krzyż. Za nim kilka osób z polską flagą. Kompletnie niecodzienny widok. Ten chłopiec, ten krzyż i ta pewność, z jaką go trzymał ścisnęło moje serce do tego stopnia, że się rozbeczałam. Przy ty wszystkich ludziach. Baaardzo mnie to wzruszyło. Siła hasła dzisiejszego marszu w stolicy; Chcemy Boga uderzyła mnie z podwójną mocą. Nie wiem, czy komukolwiek bardziej zależy na tym, aby ludzie pokochali Boga, jak nam. Widząc więc tego młodego człowieka uwierzyłam, że może jeszcze nic nie jest stracone. Sama nie zdawałam sobie sprawy jak głęboko tkwi we mnie miłość do Ojca, dopóki nie nastała ta właśnie chwila. Chwila, którą udało mi się zatrzymać w kadrze i która właśnie mi to uświadomiła…