III Tajemnica Fatimska – analiza wizji (część 1).

Siedzę od tygodnia w Fatimie…

  • To klucz
  • Homiel, pomożesz pisać?
  • Wsłuchując się w siebie, wsłuchasz się w Nas.
  • Fatima to już wszystko? – spytałam, bo zebrałam mnóstwo materiału.
  • ……
  • Pokazał mi drogę z „A” na początku i „Z” na końcu. Pokazali, że jesteś w połowie.
  • Połowa pracy.
  • Dlaczego jestem w połowie Fatimy? – pytam zdziwiona.
  • Z opracowaniem.
  • A! to jest możliwe – przyznałam.

Zaczęłam się zastanawiać zaczynając od podstaw… Dlaczego akurat w Fatimie? Przecież to imię arabskie? Imię arabskie w katolickim kraju?

Gdy Maryja przychodzi na świat, jej matka mówi: Oddaję ją z całym jej potomstwem pod Twoją opiekę, o Panie, przeciw szatanowi! Koran zawiera również wersety poświęcone Zwiastowaniu, Nawiedzeniu i Narodzeniu. Aniołowie przedstawieni są jako towarzysze Matki Najświętszej, którzy mówią do Niej: O, Maryjo, Bóg Cię wybrał i oczyścił i wywyższył Cię ponad wszystkie niewiasty na ziemi. W dziewiętnastej surze Koranu znaleźć można czterdzieści jeden wersetów poświęconych Jezusowi i Maryi. Obrona dziewictwa Maryi zawarta w Koranie jest tak silna, że w czwartej księdze potępia on żydów za ich potworne oszczerstwa przeciwko Dziewicy Maryi.

Maryja jest zatem dla muzułmanów prawdziwą Sayyidą, czyli Panią. Jej jedyną ewentualną poważną rywalką w ich wyznaniu wiary mogłaby być Fatima, córka samego Mahometa. Lecz po śmierci Fatimy Mahomet napisał: Będziesz w raju najbardziej błogosławioną spośród niewiast, zaraz po Maryi. W innej wersji tego tekstu w usta Fatimy włożone są słowa: Przewyższam wszystkie kobiety, z wyjątkiem Maryi.

W ten sposób dochodzimy do drugiej kwestii, a mianowicie pytania, dlaczego Najświętsza Maryja Panna objawiła się w niepozornej wiosce Fatima, aby przyszłe pokolenia znały Ją jako Matkę Boską z Fatimy. Ponieważ wszystko, co przychodzi z Nieba, cechuje się niesłychanym dopracowaniem szczegółów, wierzę, że Maryja wybrała imię Matki Boskiej z Fatimy, jako dowód i znak nadziei dla muzułmanów i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują Jej tak wiele szacunku, pewnego dnia uznają również Jej Boskiego Syna. http://malydziennik.pl/dzieje-sie-muzulmanie-nawroca-sie-w-sposob-ktorego-nikt-sie-nie-spodziewa-zobacz,2884.html


Wizje to zaszyfrowane wiadomości dotyczące zdarzeń obecnych lub przyszłych. Na ile uda się odszyfrować taką wiadomość, na tyle można poznać przyszłość.

W 2015 roku Piotr miał wizję, która wiele mnie nauczyła.

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/11/13/dni-niepokoju-panuja-ale-nadchodzi-burza-wspierajcie-sie-nawzajem/

Zobaczył palący się duży kościół, był biały, otynkowany, ze szpiczastymi wieżyczkami. Wtedy nie byliśmy pewni, czy chodzi o konkretny kościół, czy raczej traktować tę wizję jako symbol. Dzisiaj już wiem, że chodzi oczywiście o symbol chrześcijańskiego Kościoła. Piotr wielokrotnie wspominał o tej wizji za każdym razem podkreślając, że kościół był otynkowany. Robił to tak często, że zaczęłam się w końcu zastanawiać, czy ma to jakieś szczególne znaczenie? Nie wiedząc jak mam to zinterpretować spytałam po prostu Homiela;

  • Co znaczy otynkowany kościół?
  • Skończony.
  • W sensie wykończony i odnowiony czy skończony, że z nim koniec?
  • Gotowy… ale spytaj do czego?
  • Do czego?
  • Jak ma siać nieprawdę niech spłonie i do tego został powołany.
  • …… 

Nigdy nie sądziłam, że otynkowany może znaczyć gotowy / skończony. Mówiąc szczerze, to prawie szczęka wtedy mi opadła, bo tego się nie spodziewałam. Ta rozmowa nauczyła mnie jak analizować inne wizje. Zawsze należy zwracać uwagę na szczegóły, na „słowa klucze”, które ukierunkowują na prawidłową interpretację.

By zrozumieć Fatimę, trzeba połączyć wszystkie 4 wizje.


                                                                    I TAJEMNICA .                                                                        Ukazuje wizje piekła. Relacja siostry Łucji przedstawiona w „Trzecim wspomnieniu” z dnia 31 sierpnia 1941 roku. 

Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi; widzieliśmy zanurzone w tym morzu demony i dusze niczym przezroczyste, płonące węgle, czarne lub brunatne, mające ludzką postać, pływające w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu, padając na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród bolesnego wycia i jęków rozpaczy, tak że byliśmy przerażeni i drżeliśmy ze strachu. Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą naszej dobrej Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.

Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarneten obraz jest bardzo podobny do tego, co często widzi Piotr. Maryja pokazała rzeczywiste istnienie piekła, a gdyby było to za mało, oto jeszcze raz… jeden z jego przedstawicieli.

Oryginalne zdjęcie i poniżej nieco wyraźniejsze dzięki specjalnemu programowi do obróbki zdjęć smartdeblur. 


Oglądając niedawno znany film „Constantinie” zadałam w pewnym momencie pytanie;

https://www.youtube.com/watch?v=CjiUD2nH_7k

  • Czy tak wygląda piekło?
  • Ciekawa wizja. Dla duszy gorzej.

Podkreślam to nieustannie. Nasz świat jest w formie hologramu lub jak kto woli… matrixa. Nawet nauka coraz częściej skłania się ku tej teorii. Bóg nie mieszka na Marsie, Saturnie, czy gdzieś w innej galaktyce. Bóg, Niebo istnieje za przesłoną, niewidoczną dla ludzkiego oka granicą, która oddziela nasze dwa światy. To dlatego Jezus powtarzał Faustynie; nie jesteś z tego świata. Człowiek powinien sobie zdać z tego sprawę, że choć nie musi wyglądać to jak w tym filmie, to takie miejsce jak „piekło” istnieje. Ono też istnieje za przesłoną. Miejsce bez Boga, bez światła, bez nadziei, miejsce tak straszne, że nawet niejeden diabeł chciałby się z niego wyrwać.


                                                              II TAJEMNICA.                                                                       Relacja siostry Łucji przedstawiona w „Trzecim wspomnieniu” z dnia 31 sierpnia 1941 roku.

Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.

Pierwsza przepowiednia zapowiada, że „wojna się skończy”, szesnaście miesięcy przed zawieszeniem broni 11 listopada 1918 r., Która zakończyła pierwszą wojnę światową. Drugie przewidywanie ogłasza dwadzieścia lat wcześniej, początek Drugiego „gorszego”, który rozpoczął się Anschluss 13 marca 1938 r., „Za panowania Piusa XI”. Wczesny znak ostrzegawczy «nocy oświetlonej przez nieznane światło», wskazanej proroczo w Tajemnicy, rozjarzył się potężnie dwa miesiące wcześniej, w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 r. Trzecia prognoza Matki Bożej zapowiada «wojny i prześladowania »Spowodowane przez” błędy Rosji „, trzy miesiące przed wybuchem październikowej rewolucji w Sankt Petersburgu.

Te proroctwa w drugiej części Tajemnicy są ilustrowane scenami w trzeciej części, których wizje przedstawiają je w alegorycznych formach i postaciach biblijnych, pozwalając nam dostrzec naprawdę istotne fakty stojące za bieżącymi sprawami. Są przypowieściami o wydarzeniach, przez które obecnie przechodzi świat, w szczególności o karach, które są w nim wydawane, które zostały ustanowione przez Boga, z powodu, jak to skromnie stwierdziła Lucy, «naszej roztropności i zaniedbania w wypełnianiu Jego próśb»

https://web.archive.org/web/20130408014424/http://www.catholicvoice.co.uk:80/fatima4/

Między badaczami Fatimy toczy się ostra dyskusja, czy Rosja się nawróciła, czy też nie. Nie mnie to oceniać, ale przychylam się do jednej z teorii, że „Rosja” to bardziej synonim i symbol ateizmu, który rozlewa się na cały świat niż państwa jako takiego.


Niedawno oglądaliśmy film; „Teraz i w godzinę śmierci”. Film opisujący wpływ działania różańca na życie narodów i pojedynczego człowieka. Poniższy zwiastun zaczyna się od zdjęć z Kazachstanu, choć akurat ten wątek, jak wisienka na torcie, występuje na samym końcu filmu.

https://www.youtube.com/watch?v=7T-5kT1EZDE

  • Mam na coś zwrócić uwagę pisząc o Fatimie?
  • Bardzo się skupiłaś na tym miejscu.
  • Nasz papież nie był biały dlatego, że przeczytał o zamachu, ale co przeczytał dalej?
  • Do czego może doprowadzić świat.
  • A do czego?
  • Do apokalipsy.
  • Zbliża się niej?
  • Nie rozumiem twojego pytania zważywszy co oglądałaś wczoraj.
  • Czyli Fatima jest związana z biblijną apokalipsą św. Jana?
  • Bezwzględnie tak.

Nie rozumiem twojego pytania zważywszy co oglądałaś wczoraj…  I tak Kazachstan doczekał się sanktuarium, w którym płonie „ogień Miłosierdzia”, gdzie w sposób szczególny odbiera cześć Bóg w tajemnicy swego niezgłębionego miłosierdzia, skąd płynie wezwanie do zaufania Mu i świadczenia dobra ludziom. http://www.faustyna.pl/images/stories/pdf/oredzie-milosierdzia-83-2012-artykuly-reportaze-wywiady.pdf

Trzy siostry zakonne na końcu świata i ich codzienny różaniec. Może dzięki takim jak one, nic nie jest jeszcze przesądzone.

Analiza wizji z Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej w CDN…

III Tajemnica Fatimska – krótka historia.

W czerwcu 1943 r. Łucja zapada na ciężkie zapalenie opłucnej. W połowie października 1943 r. biskup Leiria da Silva obawiając się, że umrze nakazuje jej spisanie trzeciej tajemnicy, o której istnieniu wiedział od samej Łucji. Ona jednak nie ma siły, by spełnić wolę biskupa i czyni to dopiero między 12.12.1943 a 9.01.1944 r., dokładnie 3 stycznia 1944 roku. Taka widnieje data na końcu czterostronicowego manuskryptu s. Łucji.

Dzień wcześniej (!) Maryja objawiła się Łucji raz jeszcze, aby umocnić ją i potwierdzić, że była to istotnie wola samego Boga. To ważna informacja pokazuje, że rozmowy z Maryją nie ustały w roku 1917, ale trwały nadal. (!) 9.01.1944 roku Łucja pisze do bp. da Silvy informując go, że Tajemnica Fatimska została ostatecznie zapisana: Napisałam to, o co mnie prosiłeś; Bóg zechciał poddać mnie małej próbie, ale ostatecznie to okazało się Jego wolą: [tekst] jest zapieczętowany w kopercie i jest w notatnikach.

Zapieczętowana teczka przekazana zostaje biskupowi diecezji Leira z wyraźnym jednak zastrzeżeniem, że może zostać ujawniona dopiero w 1960 roku. Dlaczego? Wyjaśniła to Łucja w 1955 w rozmowie z kardynałem Ottaviani; trzecia tajemnica stanie się wyraźniejsza dopiero w 1960 r.

Biskup da Silva i s. Łucja

Biskup Leira uszanuje ten nakaz i nawet nie zapoznając się z treścią tajemnicy przechowuje pismo w sejfie. List z napisem „Sekret Sant’Uffizio” dotarł do Watykanu dopiero 13 lat później, 16 kwietnia 1957 r. Gdy papież Pius XII zapoznał się z treścią sekretnego dokumentu, był bardzo przejęty, wręcz przerażony. Ponownie go zapieczętował i zabezpieczył w osobistym biurku, wewnątrz małej, drewnianej szafki, noszącej inskrypcję Secretum Sancti Officii (‘Tajemnica Świętego Oficjum’).

Fakt ten może potwierdzić pewne wydarzenie. Robert Serrou to dziennikarz, który pracował przez ponad 50 lat jako reporter w Kościele katolickim. W latach 1949-1951 w gazecie codziennej La Croix, a następnie w 2000 roku w Paris Match. Relacjonował Sobór Watykański II. W latach 1969-1972 był także pracownikiem francuskiej telewizji i RTL 1972-1979. Watykański ekspert towarzyszył pontyfikatom pięciu papieży Piusa XII. do Jana Pawła II. Jako pierwszy reporter wraz z fotografem Pierre’em Valssem miał dostęp do prywatnej rezydencji papieża w Watykanie.

14 maja 1957 r. Serrou  (miesiąc po przekazaniu tekstu Trzeciej Tajemnicy do Rzymu dn. 16 kwietnia 1957 r.) przygotowywał fotoreportaż dla „Paris Match” w apartamentach Piusa XII. Widząc mały drewniany sejf, umieszczony na stole i noszący napis Secretum Sancti Officii (Tajemnica Świętego Oficjum) dziennikarz zapytał matkę Pasqualinę Lehnert (Lehnert należała do Zakonu Sióstr Świętego Krzyża z siedzibą w Szwajcarii Menzingen. W 1918 r. Wysłano ją, by towarzyszyła nuncjuszowi apostolskiemu w Bawarii, arcybiskupowi Eugenio Pacelli, przyszłemu papieżowi Piusowi XII. Służyła mu przez 40 lat aż do śmierci. W latach 1939-1958 prowadziła papieskie gospodarstwo domowe wraz z innymi siostrami)

  • Matko, co jest w tym małym sejfie? 
  • Jest tam Trzecia Tajemnica Fatimska.

Fotografia tego sejfu została opublikowana 18 października 1958 r. w „Paris Match”. Serrou potwierdził tym samym, że dokument dot. III TF jest przechowywany w apartamencie papieża, tuż przy jego łóżku.

Szczegóły tej rozmowy Serrou zostały później potwierdzone w liście napisanym do o. Michela 10 stycznia 1985 roku ( list do o. Michel de la Sainte Trinité z 10.01.1985. Zob. WTAF – t. III, s. 486) Serrou napisał: Jest to dokładnie tak jak powiedziała mi matka Pasqualina, pokazując mi mały sejf z napisem ‘Tajemnica Świętego Oficjum’: ‘W nim jest Trzecia Tajemnica Fatimska’.

W 1958 r. na tronie Stolicy Piotrowej zasiadł Jan XXIII. Z treścią Tajemnicy z prywatnego sejfu zapoznał się 27 sierpnia 1959 r. Stwierdził wówczas, że zapowiadane w Orędziu straszliwe kary nie dotyczą jego czasu. Zapieczętowany osobiście dokument przekazał Świętemu Oficjum i polecił, aby był przechowywany wraz z innymi, najbardziej strzeżonymi tajemnicami watykańskimi i zakazał udostępniać na zewnątrz jakichkolwiek informacji na ten temat.

Istnieje pewna teoria, że istniały dwa dokumenty przechowywane w dwóch różnych miejscach.

Watykańska wydanie Posłanie z Fatimy z 26 czerwca 2000 roku, informuje, że Trzecia Tajemnica była przechowywana w budynku, w którym znajduje się Święte Oficjum. Abp Tarcisio Bertone, sekretarz Kongregacji Doktryny Wiary, powiedział: Zaklejona koperta była początkowo pod opieką bp. Leirii. aby zapewnić lepszą ochronę Tajemnicy, koperta została umieszczona w tajnych archiwach Świętego Oficjum 4 kwietnia 1957 roku. „Powyższe fakty potwierdzają, że istniały dwa dokumenty przechowywane w dwóch różnych miejscach, w dwóch różnych archiwach; w prywatywnym sejfie Piusa XII i w archiwum Świętego Oficjum.

Moim zdaniem jeśli Jan XXIII zapoznał się z III TF przechowywaną w małym sejfie na biurku, a potem przekazał Świętemu Oficjum i polecił, aby był przechowywany wraz z innymi, najbardziej strzeżonymi tajemnicami watykańskimi… to znaczy, że to jest ciągle ten sam jeden dokument tyle, że przeniesiony z prywatnego sejfu do archiwum. 

Następny papież Paweł VI, po przeczytaniu orędzia podtrzymał decyzje swoich poprzedników uznając, że dokument ten musi jeszcze przynajmniej przez jakiś czas pozostać tajemnicą Watykanu. Jednakże to Paweł VI był tym pierwszym papieżem, który przybył do Fatimy. Jego jednodniową wizytę w tym miejscu – z okazji 50. rocznicy pierwszego objawienia, 13 maja 1967 r. – dyplomatycznymi zabiegami próbował udaremnić ówczesny premier i dyktator Portugalii Antônio de Oliveira Salazar. Był on niezadowolony z poparcia, jakiego głowa Kościoła udzielał procesowi dekolonizacji na świecie, przede wszystkim dążeniom do przyznania niepodległości koloniom portugalskim, głównie w Afryce. Paweł VI znając orędzie Maryi wzywał „wszystkich synów Kościoła, aby osobiście ponowili poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Matki Kościoła; aby też stwierdzając ten wspaniały znak pobożności całym swym postępowaniem starali się coraz doskonalej wypełniać wolę Bożą, naśladować ze czcią Królową Niebios i służyć Jej w duchu synowskim (Paweł VI, Signum Magnum, 1967, § 8).

16 października 1978 roku na Stolicę Piotrową niespodziewanie zostaje wybrany kardynał Karol Wojtyła – Jan Paweł II – po swoim poprzedniku, Janie Pawle I, który ponoć ze względu na krótki czas swojego pontyfikatu nie zdążył zapoznać się z treścią III TF.

Jednakże 26 sierpnia 1978 r. kardynał Monsigniore Luciani, jeszcze nie będąc papieżem, widział się z siostrą Łucją z Fatimy. W książce El diario secreto de Juan Pablo I”(wyd. Planeta,1990) autor, Ricardo de la Cieva y de Hoces, relacjonuje następujące fakty: W swym tajnym dzienniku papież napisał 21 września 1978 r. , osiem dni przed swym męczeństwem:

11 lipca 1977, don Diego Lorenzi towarzyszył mi w koncelebracji w kościele karmelitów w Coimbra. Siostra Łucja, która przebywała w tym klasztorze, chciała się ze mną zobaczyć. Zgodziłem się z pewnymi oporami. Takie sprawy wywołują u mnie pewne zaniepokojenie. To, co powiedziała mi siostra Łucja w lipcu 1977 r. , ciąży mi na sercu. Ta myśl była zbyt uciążliwa, zbyt sprzeczna z całą mą istotą. To było nie do wiary, a jednak przewidywanie siostry Łucji się sprawdziło. Jestem papieżem. Jeśli będę żył, powrócę do Fatimy, by poświęcić świat, a szczególnie ludy Rosji, Świętej Dziewicy według wskazań , które Ona dała siostrze Łucji”. http://www.bibula.com/?p=8426

Jan Paweł I widział się z Łucją, ale czy poznał III Tajemnicę? Nie wiadomo. Podczas tego spotkania Łucja oznajmiła mu, że zostanie wybrany papieżem i dlatego powiedział… To było nie do wiary, a jednak przewidywanie siostry Łucji się sprawdziło. Jestem papieżem.

Twierdzenie, że papież został otruty, bo zamierzał ogłosić III Tajemnicę… jest niedorzeczne.


Dwa dokumenty.

W Książce „Fatima: tragedia i tryumf”, br. François de Marie des Angesznany badacz Fatimy udowadnia, że Watykanowi Łucja udostępniła dwa dokumenty. Pisze do biskupa da Silva; Napisałam to, o co mnie prosiłeś; Bóg zechciał poddać mnie małej próbie, ale ostatecznie to okazało się Jego wolą: [tekst] jest zapieczętowany w kopercie i jest w notatnikach.

W 1917 r. nikt nie mógłby sobie wyobrazić takiej historii: troje pastuszków z Fatimy widzi, słyszy i zapamiętuje objawienia, a Łucja, na polecenie biskupa Leirii i za przyzwoleniem Matki Bożej utrwala je na piśmie, nazywa je wspomnieniami lub dziennikiem.

W Trzecim wspomnieniu, napisanym pomiędzy lipcem i sierpniem 1941 roku, s. Łucja z zadowoleniem stwierdziła istnienie trzeciej części Tajemnicy, ale jak dotąd nic o niej nie napisała. Kilka miesięcy później w swoim Czwartym wspomnieniu, pisanym pomiędzy październikiem a grudniem 1941 r., zdecydowała się odkryć więcej. Powtórzyła prawie słowo po słowie tekst z Trzeciego wspomnienia, ale po końcowych wyrazach „i pewien okres czasu będzie dany światu” – dodała nowe zdanie: Em Portugal se conservara sempre o dogma da fe, etc…

Em Portugal se conservara sempre o dogma da fe, etc. To nowe zdanie można przetłumaczyć jako: „w Portugalii dogmat wiary będzie zawsze zachowany etc…

Słynny wielokropek; Punktem wyjścia do stawiania pytań o dodatkową treść fatimskiego sekretu jest tzw. słynny wielokropek. Pojawia się on w trzecim wspomnieniu siostry Łucji, która opisuje lipcowe objawienie, a w nim dzieli się zawartością pierwszej i drugiej części tajemnicy. Pisze: W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary… Tego nie mówcie nikomu. Franciszkowi możecie to powiedzieć. Wygląda na to, że w trzeciej części tajemnicy fatimskiej istnieje coś, co możemy nazwać podtajemnicą albo tajemnicą drugiego stopnia (p.s. Niektórzy nazywają ja IV tajemnicą) – ukrytą pod znakiem wielokropka. Świadczą o tym słowa: Tego nie mówcie nikomu. Są one dodatkowym zapieczętowaniem jakiejś treści. Całość jest tajemnicą, czyli czymś, co ma zostać nieujawnione.” źródłoMiesięcznik; Egzorcysta nr 5/2017r.

Analizę dwóch dokumentów zachęcam prześledzić bezpośrednio;                   http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/328


Kardynał Ratzinger.

  • 26 czerwca 2000 r; Watykan ogłosił tekst Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, towarzyszyło temu wyjaśnienie teologiczne ówczesnego kardynała Josefa Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary.

I tak dochodzimy do ostatniego pytania: Jakie jest znaczenie „tajemnicy” Fatimy jako całości (w jej trzech częściach)? Co nam to mówi? Przede wszystkim musimy potwierdzić z kardynałem Sodano: „… wydarzenia, o których mowa w trzeciej części tajemnicy fatimskiej, teraz wydają się częścią przeszłości”. O ile opisywane są poszczególne wydarzenia, należą one do przeszłości. Ci, którzy oczekiwali ekscytujących apokaliptycznych rewelacji o końcu świata lub przyszłym biegu historii, będą rozczarowani. Fatima nie zaspokaja w ten sposób naszej ciekawości, podobnie jak wiara chrześcijańska w ogóle nie może sprowadzać się do przedmiotu zwykłej ciekawości. To, co pozostaje, było już widoczne, gdy zaczęliśmy refleksję nad tekstem „tajemnicy”: wezwaniem do modlitwy jako drogą „zbawienia dla dusz”, a także wezwaniem do pokuty i nawrócenia.

http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_20000626_message-fatima_en.html / https://onepeterfive.com/on-fatima-story-pope-emeritus-benedict-xvi-breaks-silence/

A jednak, co jest wielce zastanawiające,  to właśnie stanowisko późniejszego papieża Benedykta w sprawie Fatimy przez ostatnie 16 lat wydaje się znacznie ewoluować. Pytanie dlaczego  

  • 11 maj 2010 r; wypowiedź Ratzingera – Benedykta podczas wywiadu udzielonemu dziennikarzom w trakcie lotu do Portugalii.

Powiedziałbym, że również tutaj, poza tą wspaniałą wizją cierpienia papieża, którą możemy na pierwszy rzut oka przywołać do Papieża Jana Pawła II, wskazano na realia dotyczące przyszłości Kościoła, które stopniowo kształt i stanie się oczywiste. Prawdą jest zatem, że poza chwilą wskazaną w wizji, jest mowa o potrzebie pasji Kościoła, która naturalnie znajduje odzwierciedlenie w osobie papieża, a jednak Papież oznacza Kościół, a więc to cierpienia Kościoła, które są ogłoszone. Pan powiedział nam, że Kościół będzie cierpieć na różne sposoby aż do końca świata.

http://w2.vatican.va/content/benedict-xvi/en/speeches/2010/may/documents/hf_ben-xvi_spe_20100511_portogallo-interview.html

Bylibyśmy w błędzie sądząc, że prorocka misja Fatimy jest kompletna.

…… Bo nie jest kompletna. Homiel skomentował to po swojemu;

  • Wydaje się, że nic się nie dzieje, ale nie wierz w to. To wszystko się dzieje.

CDN…


Wykorzystane źródła;

https://w2.vatican.va/content/benedict-xvi/en/homilies/2010/documents/hf_ben-xvi_hom_20100513_fatima.htm

http://w2.vatican.va/content/benedict-xvi/en/speeches/2010/may/documents/hf_ben-xvi_spe_20100511_portogallo-interview.html

http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_20000626_message-fatima_en.html / https://onepeterfive.com/on-fatima-story-pope-emeritus-benedict-xvi-breaks-silence/

http://www.apokalipsa.info.pl/objawienia/sekret_fatimy.htm
http://www.nto.pl/magazyn/reportaz/art/4207511,zamach-na-jana-pawla-ii-minelo-juz-30-lat,id,t.html

http://www.bibula.com/?p=8426

http://www.sekretariatfatimski.pl

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Koszalinsko_Kolobrzeskie/Studia_Koszalinsko_Kolobrzeskie-r2014-t21/Studia_Koszalinsko_Kolobrzeskie-r2014-t21-s203-212/Studia_Koszalinsko_Kolobrzeskie-r2014-t21-s203-212.pdf

 

Idź i nie grzesz więcej.

24. 04. 17 r. Warszawa.

Po wczorajszym siedziałam cicho, sączyłam kawę bojąc się odezwać. Zaczął Piotr.

  • Znany się robisz Homiel.
  • Przez ciebie, ale nie narzekam. Ważny jest cel.
  • Z 500 osób czyta – Piotr był pod wrażeniem, a dla mnie to za mało.
  • Lepiej, żeby miliony czytało… Będą czytać Homiel? – nie wytrzymałam siedzieć dłużej cicho.
  • Będą czytać miliony na trwogę.
  • Na trwogę?! No i widzisz… Zadałabym Ci parę pytań, ale się boję.
  • Popadasz w skrajności.

Piotr rozgadał się na dobre. Wspominał spotkania z Ojcem, opisywał widoki z Nieba…

  • Jestem taki dureń, błazen… Ojciec ma takie wojsko koło siebie, a ja się tam pcham. To jest wojsko nad wojsko, najlepsi żołnierze z najlepszych, zdecydowani, mężni, potężni, wielcy aniołowie…
  • Ale tylko ty poszedłeś.
  • Hmm…
- Usłyszałem coś niesamowitego… Zobaczyłem scenę. Widzę Ojca i aniołów, którzy stoją wokół Niego. To cała grupa aniołów, są wysocy i mają po 4 metry, ja stoję za Ojcem, jakby w cieniu i jestem najmniejszy. Bóg pyta ich… 
- A któż pójdzie do tego świata? 
- Widzę, że każdy udaje, że ogląda swoje buty, mają schylone głowy i udają, że nie słyszą, po prostu nikt nie chciał iść. Wtedy ja się wychyliłem i powiedziałem… 
- Oto jestem. 
- Ty…? 
- Ojciec był zaskoczony i zdziwiony, że taka miernota się zgłosiła, tak mi się wydawało…     
- Więc idź.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/02/kiedy-pozadliwosc-oczu-jest-wielka-wtedy-twoja-wiara-jest-zadna/ 

Nadal nie odważyłam się zadawać pytań, więc Homiel sam zaczął.

  • W tym roku październik łatwo ci nie przejdzieno i mnie zmroziło na dzień dobry. W październiku 2016 r Piotr miał zawał, a teraz znowu szykuje się coś nowego?
  • Będą emocje.
  • Wielkie?
  • Bardzo wielkie.
  • Zdołam się przygotować?
  • Nikt się nie zdoła przygotować.

Wieczorem.

  • Miałem dziwne wydarzenie w pracy. Stałem przy biurku księgowej i poczułem, że mi w nosie kręci się jakaś anergia. Chciałem ją wyrzucić i zrobiłem gwałtowny ruch ręką… i w tym momencie rozpadło się biurko, po prostu jakby było z klocków. Rozpadło się na części! – opowiadał zadziwiony.
  • Księgowa na mnie spojrzała z wyrzutem, że to moja wina, ale przecież nie moja! Teraz chłopaki skręcają biurko z powrotem.
  • …… – zaczęłam się śmiać, bo Piotr już nie panuje nad tym co ma i może. 

Oglądaliśmy TV. Wczoraj Tomasz Gollob uległ wypadkowi. Dzisiaj podano nieco więcej informacji na ten temat, ale najciekawiej skomentował sam Homiel;

  • Żadnych ostrzeżeń nie widział.

I to mnie zaintrygowało. Nie cierpię żużla, nie śledzę wydarzeń z tym związanych, więc zaczęłam sprawdzać. Czyżby Gollop miał więcej wypadków?

Tomasz Gollob w trakcie swojej żużlowej kariery wygrywał liczne tytuły, ale kosztowało go to wiele zdrowia. Zawsze walczył z całych sił, nie odpuszczał rywalom. Przy tak zaciętej rywalizacji nie sposób uniknąć kontuzji i groźnych wypadków, o czym niestety Gollob przekonywał się na własnej skórze. (…) Tomasz Gollob ma takiego pecha, że miał nawet wypadek poza torem żużlowym. Awionetka, którą podróżował na mecz 10 czerwca 2007 roku, rozbiła się po nieudanym lądowaniu.       http://sport.se.pl/inne-sporty/sporty-motorowe/tomasz-gollob-najgrozniejsze-wypadki-mistrza-wideo_985090.html

Miał pecha? Homiel nazwał to ostrzeżeniem z Nieba, ale p. Tomasz najwidoczniej tego nie widział, ani nie rozumiał. Iluż to takich Tomków jest na tym świecie… Ileż takich historii już widziałam…


Piotr zauważył moją zakupioną niedawno książkę A. Lenczewskiej „Świadectwo”.

  • Powinieneś sam przeczytać chociaż kilka stron z tej książki, ona rozmawiała z samym Ojcem.
  • Też? – spytał zdziwiony i poczułam w tym nutkę zazdrości.
  • Czyli dobrze słyszę, jeśli ktoś jeszcze słyszał.
  • Wiesz co powiedział jej Bóg? Że żyjemy w świecie, który poddany jest szatanowi.

  • To… – Piotr chciał coś powiedzieć, ale się zaciął.
  • Co? Zreflektowałeś się, że jesteś słuchany?
  • A co chciałeś powiedzieć? – pytam se śmiechem.
  • że to nie w porządku…
  • Żyjemy w świecie, który poddany jest szatanowi… – cytuję mu jeszcze raz, bo najwyraźniej nie zrozumiał sensu tych słów.
  • Bóg chciał powiedzieć, że ludzie poddają się złu, wybierają zło, a nie, że są poddani, czy należą do Złego.
  • … I próbie dokończył Ojciec. Poddawani są próbie.


26. 04. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra w kawiarni i widząc go w oddali zauważyłam, że wygląda na zdołowanego.

  • Ale w kościele dostałem ochrzan… – i opadł ciężko na krześle.
  • Za jednego pracownika, który odszedł z firmy.
  • Tak??? – spytałam zdziwiona nie rozumiejąc dlaczego.
  • To, że ci go zabraliśmy to nie powód, żebyś o nim mówił… usłyszałem.
  • ?… – nadal nie rozumiałam.
  • Gdy położył wypowiedzenie powiedziałem kadrowej, że to całe szczęście, że się sam zwolnił i tak trzymałem go z litości, biedny był, utrzymywał rodzinę, dopóki jest przy mnie to nic jemu się nie stanie… mówiłem. 
  • Nie wiesz po co ci go daliśmy?Homiel teraz przypomniał kilka scen z życia firmy, kiedy to ten pracownik dźwiga ciężkie rzeczy, naprawia komputer, pomaga innym.
  • ……
  • Pokazał mi teraz jego dobre strony.
  • Więcej milcz.
  • … – zaczynałam rozumieć.

Piotr mówiąc to nieświadomie, a może świadomie wychwalał sam siebie. Zobaczcie jaki jestem świetny, jaki miłosierny, podziwiajcie mnie! Pokazał swoją wyższość jednocześnie obniżając wartość tego człowieka. Im ktoś jest wyżej, tym ten drugi niżej. 

  • Ty masz ich bronić, bo nie wiesz jak są atakowani.
  • Po co psujesz to, co Ojciec ci dał? Jeżeli widzisz występnych, odejdź od nich.
  • ……

Jeżeli widzisz występnych… Piotr miał powód, by zwolnić tego człowieka. Każdy na jego miejscu zrobił by to już dawno, a jednak trzymał go przy sobie ze względów humanitarnych. Wszystko byłoby dobrze, gdyby na koniec zachował to tylko dla siebie i nie musiał się przechwalać. Czynić dobrze po cichu, to jest istota Nieba.

  • Siedzisz z niegodnym człowiekiem – mówi do mnie Piotr zdołowany jak nigdy. 
  • Niegodny byłbyś gdybyś… – pokazał jak leje się po nim woda, czyli jakby reprymenda spłynęła po nim bez żadnego wrażenia.

  • Jeżeli jesteś, nie mów kim jesteś. Jeżeli potrafisz, nie mów co potrafisz – i teraz ja zaczęłam mieć wątpliwości, czy powinnam tak otwarcie pisać o Piotrze…
  • ……
  • Zawsze trzeba w ludziach szukać dobrego, a nie złego – prawie szepcze.
  • A kto ci to mówił w kościele? – byłam ciekawa.
  • No nie wiem, na pewno ktoś wkurzony.
  • Bóg Ojciec?
  • Mam nadzieję, że nie.
  • ……
  • Nie będę już ludzi prostować i uczyć.
  • Nie przesadzaj, pamiętaj o grzechu zaniechania.
  • Wiesz co znaczy mieć kaca? – pyta mnie Piotr. 
  • Wiem, miałam to dwa dni temu, spać nie mogłam.
  • To cię przepraszam, ale nie traktuj Piotrusia jak tuby.
  • A jak mam się dowiedzieć, jak nie przez niego?
  • Dziel.
  • … Ale się spociłem – Piotr wyraźnie przybity nie może dojść do siebie.
  • ……
  • Pokazał mi wizję jak Jezus uzdrawia kogoś i mówi…
  • Idź i nie grzesz więcej.
Jezus w Betesda; Ew. według świętego Jana.

Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił.

  • Wielką pychą były twoje słowa, dopóki jestem nic jemu się nie stanie.
  • Uważaj, bo zaczynasz by podobny do tych z dołu! A skąd wiesz, jeśli spadnie to może prosto na ciebie uderzy?!  i pokazał osła, na którego leci głaz. Czyli nie bądź osłem i nie gadaj bzdur, bo nigdy niczego nie możesz być pewnym.

Siedzieliśmy czując mrowienie po plechach, bo takiej lekcji i reprymendy dawno już nie było. Miałam jedynie nadzieję, że w Niebie wciąż jest to aktualne; Łk 15,7 Zapewniam was, że w niebie jest większa radość z jednego zagubionego grzesznika, który się opamięta i wróci do Boga, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie zbłądzili!

  • Jaki dureń jestem, powinienem milczeć, a nie gadać na niego. Jakie mam prawo tak mówić?! Chłopak sam odszedł, a ja go jeszcze dobijam.
  • Już przestań, już się nabiczowałeś.


Dopisane 04. 12. 2017 r.

W tym roku październik łatwo ci nie przejdzie – jesteśmy po październiku. Łatwo nie przeszedł, choć nie zdarzyło się nic na miarę zawału. Był na pewno emocjonalny ze względu na wagę informacji, które do nas dotarły.


… I próbie poniższe słowa kieruję szczególnie do jednej osoby czytającej ten dziennik. Ona będzie wiedzieć.

 

Widzisz światło? Tam zmierzasz.

22. 04. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj sobota, więc pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Pod krzyżem leżały kwiaty nasze, kwiaty innych i spore zdjęcie Jana Pawła II. Zapatrzyłam się na to zdjęcie myśląc….

  • Ciekawe… Czy jest tam gdzieś na Górze…?
  • …… – Piotr nachyla się do mnie i zaczyna szeptać.
  • Słyszę papieża, mówi swoim głosem, takim jak był chory…
  • Nie trwóż się, wszystko co złe jest już za tobą. Widzisz światło? Tam zmierzasz.
  • …… – patrzę na Piotra i myślę, że nie mieści się w niczym, co można nazwać „normalne”. On jest poza wszelkimi ramami, które tak łatwo dopasować do każdego człowieka.

Pojechaliśmy do Grycana, choć obiecywaliśmy sobie, że tam nasza noga już nigdy nie stanie, niestety siła przyzwyczajenia jest ogromna, a my bardzo słabi.

  • I to nam zabierzesz? – pytam Homiela mając na uwadze jego słowa sprzed kilku miesięcy; harmonogram ulegnie całkowitej zmianie.
  • Już wkrótce…
  • Znowu coś się stanie! – i poczułam wielki ciężar.
  • Nie rozumiem twojego czarnowidztwa. Czy ci źle z nową kawą?
  • Super, ale o to chodzi, że nowa?

Większość czasu podczas ostatnich naszych rozmów to rozważania, co Niebo ma na myśli? Co ma na myśli, że harmonogram zostanie zmieniony? Co ma na myśli, że wszystko co złe, jest za tobą? Co ma na myśli, że nadchodzą wielkie zmiany…? Co Oni mają na myśli…? Na końcu zawsze dochodzimy do jednego wniosku, nasze rozważania nie mają żadnego sensu. Nie da się odgadnąć, co Niebo ma na myśli. Oni myślą po prostu inaczej i mają tyle pomysłów, że to, co my myślimy nie musi być tym, co Oni myślą. Prawdziwy labirynt… 

  • …… – Piotr machnął ręką zrezygnowany.
  • Eliasz naprawdę mógł zmieniać pogodę? – pyta zaciekawiony.
  • Musiał ludziom pokazać, aby uwierzyli. A ty byś uwierzyła? pyta mnie Homiel i przypomniał mi wydarzenie;
Kiedy opowiadał cały był w nerwach. Naprawdę, starałam się słuchać go bardzo uważnie, ale co rusz ziewałam, bo wyrwał mnie ze snu. Ciągle myślałam, żeby już skończył. Kładąc się z powrotem spać pomyślałam nawet; 
- A może mu się to przyśniło? 
W każdym razie jego relacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zadzwonił na gorąco, ale to był zły moment, po prostu byłam cholernie śpiąca. Śpię dalej w najlepsze i raptem słyszę wyraźnie słowa w swojej głowie; 
- Jeśli jest to prawda, niech się zapali światło. 
Natychmiast i gwałtownie otwieram oczy i co ?…… Cały pokój jest oświetlony! Nie mogę w to uwierzyć! Kto zapalił światło? Żeby je zgasić musiałam wstać z łóżka i podejść do kontaktu przy drzwiach. To mną wstrząsnęło i nie mogłam zasnąć do rana. Zrozumiałam, że to co przeżył Piotr jest ważne i przede wszystkim prawdziwe. 
http://osaczenie.pl/wp/2016/04/14/kolejna-szybka-przeprowadzka/ 
  • Ty, jego żona nie uwierzyłaś, a był w wielkim napięciu.
  • No co mam powiedzieć… – głupio mi się zrobiło, bo faktycznie nie uwierzyłam.
  • A gdyby Piotr mógł zmieniać pogodę, uwierzyłabyś?
  • ?! Ale jak to Ty sobie wyobrażasz? Pójdzie na wzgórze i zacznie burze wywoływać?
  • Jeszcze nie dzisiaj, ale kto wie co będzie jutro…?
  • A będzie dalej taki zgryźliwy?
  • Nie skomentuję, bo jestem po jego stronie.
  • A kto jest po mojej stronie?
  • Wszyscy. Piszesz, a czy wierzysz?
  • Wierzę. Ale z tą pogodą… – nie dawało mi to spokoju – … Jak to wziąć na zdrowy rozum?
  • Nic tu nie jest na zdrowy rozum…
  • A 2 tygodnie z zawałem to zdrowy rozum? A ja ci powiadam, że to nie dwa tygodnie, a dwa miesiące i pokazał kilkunastu aniołów, którzy trzymali maskę tlenową w pogotowiu do ratowania.

Dwa miesiące?! Zmroził nas tą informacją. Gdy zaczęliśmy się nad tym głębiej zastanawiać, to rzeczywiście, pierwsze niepokojące symptomy Piotr miał znacznie, znacznie wcześniej, ale jak to my, szybko je zbagatelizowaliśmy. 

  • Przestań zadawać pytania, tylko przyjmij co jest.
  • Ale to jest niewyobrażalne! – Piotr zdziwiony. 
  • Niewyobrażalne to jest dla człowieka, nie dla ciebie.
  • ……
  • Skąd Homiel wiedziałeś o cięciu z boku? Od 10 lat mi to mówisz… – metoda operacyjna Midcab, którą zastosował Cisowski.
  • Zdziwiony?
  • Zdziwiony, przyznam.

Wracaliśmy do domu mijając Cmentarz Powązkowski.

  • Chciałbyś mieszkać koło cmentarza? – pytam Piotra.
  • A jakie to ma znaczenie? 
  • Kiedy wszystko zrozumiesz jakie to ma znaczenie?
  • No i znowu ma rację… – myślę w duchu.
  • ……
  • Wiesz co teraz widzę? Wyjął buta i walnął mnie w głowę! – Piotr robi oczy. 
  • To za ciastko!

Po Grycanie poszliśmy zrobić zakupy w Carrefourze. Piotr nie mógł się powstrzymać przed kupieniem gorącego pączka szczelnie oblepionego lukrem. Zjadł go de facto będąc jeszcze przy kasie. 

  • Lody ci wybaczyłem, ale przed tym cię przestrzegam!
  • Ciastko robione w domu, a kupione to jakaś różnica?
  • Olbrzymia. Nie wierz w to, co ci mówią, bo chcą sprzedać. Pewne rzeczy wyeliminuj. Tak, jak ograniczyłeś cukier, ogranicz pieczywo.
  • …… – Piotr zaczął się macać po bokach sprawdzając, czy przytył.
  • Teraz się macasz? Nie rób tego więcej, powoli się nauczysz.
  • A te jogurty, które kupuję? – zaczynam dopytywać.
  • Nie polecam. Dużo lepsze jest suche pieczywo od świeżego.
  • To jakaś masakra… nie wiadomo co jeść – zaczynam jęczeć.

Wieczorem.

Piotr maksymalnie ogranicza słodycze, ale jest ciągle na cukrowym głodzie. Homiel poradził mu jakiś czas wcześniej, by kupił suszone śliwki i suszone morele, nazywa je po swojemu; mirabelki (mają być naturalnie suszone, w kolorze brązowym). Siedzimy na kanapie, oglądamy TV i Piotr bezwiednie sięga ręką do miski w poszukiwaniu kolejnej śliwki.

  • Uważaj, w następnej będzie pestka.
  • … – Piotr rozgniata śliwkę i rzeczywiście, wielka pestka.
  • Homiel, jesteś super!
  • Drobnostka.

23. 04. 17 r. Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei, a jakże! Kolejne trwałe przyzwyczajenie, którego się nie możemy pozbyć.  Przy kawie Piotr sobie przypomniał słowa AIDY; Bóg wybaczył pani mężowi.

  • Powiem ci, że to niesamowite…. Jak ona mogła to wiedzieć?
  • Musiałbyś widzieć w jaki sposób ona to mówiła! Jakby to ona nie mówiła… – przypomniałam sobie tę chwilę.
  • Może powinnaś jeszcze raz u niej się pojawić?
  • Po co? Ona swoje zrobiła – tego byłam pewna.
  • Jak każdy, ty też.
  • Ja? Zrobiłam już swoje? Już nic nie zrobię? – poczułam rozczarowanie, jakbym była już niepotrzebna.
  • Na pewnym etapie.
  • ……
  • Falę zobaczę w tym roku, na pewno! – Piotr zmienił temat.
  • Na pewno to Kopernik nie żyje. Nie ma na pewno. Na pewno było w Ikei, nie jadłeś, a pożarłeśPiotr sobie pofolgował z jedzeniem jak za dawnych lat.
  • Znowu będziesz prima balerina.
  • Balerina? Aaaa… od baleronu! – i zaczęliśmy się śmiać.
  • Trzymaj to, co ciężko wywalczyłeś i za jaką cenę.
  • To takie ważne, żebym był szczupły?
  • Bardzo.
  • Dlaczego?
  • Żebyś nie był gruby.
  • …… – zaczęłam się śmiać z prostoty tej odpowiedzi.
  • Homiel mi pokazuje, że nie możesz wkładaj palców do buzi.
  • Że co?! – pytam zdziwiona.
  • Myjcie ręce. Nowy typ zarazków.
  • Usta do rozmowy, ręce trzymać od ust.

Będąc wczoraj w Arkadii i wchodząc po ruchomych schodach trzymaliśmy się poręczy. Homiel nakazał natychmiast schować ręce.

  • Tam są też zarazki?
  • Wylęgarnia przyznał.

Zadziwiające… Po raz pierwszy otrzymaliśmy tak wyraźne lekcje zdrowego żywienia i higieny. Najwidoczniej Homiel chce nas przed czymś uchronić.


Pojechaliśmy do „naszego” krzyża. Nie było nikogo żebrzącego i nawet tego żałowałam. Nasze kwiaty stały tuż pod stopami Jezusa i zastanawiałam się, czy nie kupić ich więcej…

  • Chrystus powiedział teraz… – zaczął mi szeptać Piotr.
  • Tak, jak przyjąłem wasze kwiatki, tak każdorazowo przyjmuję wasze modlitwy.

Powinnam już wiedzieć, zrozumieć… Niby to banalna rzecz położyć kwiat, zapalić świeczkę, pomodlić się, a jednak za każdym razem mnie to zadziwia, że Chrystus to widzi…

Wychodząc z kościoła zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś człowieka w potrzebie, ale nikogo nie było.

  • Może to przez tą zakonnicę, która ich przegoniła? Czy dobrze zrobiła?
  • Sama z siebie tego nie robi – zwróciłam uwagę, że Homiel powiedział robi w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym robiła. Prawdopodobnie chce przez to powiedzieć, że zakonnica przegania nadal.
  • Czyli kazano jej to robić?

Przypomniały mi się słowa Jezusa;

Jan 19:10;  Rzekł więc do niego Piłat: Ze mną nie chcesz rozmawiać? Czy nie wiesz, że mam władzę wypuścić cię i mam władzę ukrzyżować cię? Jan 19:11 Odpowiedział Jezus: Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci to nie było dane z góry; dlatego większy grzech ma ten, który mnie tobie wydał. https://www.youtube.com/watch?v=9n0VixkbyFk&t=196s

Któż więc tak naprawdę jest winny, ta zakonnica, czy ten, który jej nakazuje?

  • Szkoda, że nie ma tych kobiet. Te lekcje o pieniądzach były rewelacyjne – naprawdę żałuję.
  • Twoja przegrana jest nauka dla innych, ale przegrywając to jest wygrana.

Wieczorem.

Oglądaliśmy wybory prezydenckie we Francji. Spytałam Homiela kto wygra, a On się wkurzył.

  • Dlaczego nie pytasz swojego męża?!
  • Musisz być mądra, a nie zachłanna. Już wiesz dlaczego nie masz kontaktu z Nami?
  • …… – płakać mi się zachciało, bo takiego opieprzu to dawno nie dostałam.
  • Ja się zgadzam z tym całkowicie – Piotr ze śmiechem.
  • Nie musisz się zgadzać, mówię prawdę. Sama uczysz balance, więc szukaj balance.

Odechciało mi się pytać. Jak słowo daję, bałam się już odezwać



Dopisane 02. 12. 2017 r.

Nie wierz w to, co ci mówią, bo chcą sprzedać – nigdy wcześniej nie mieliśmy takich lekcji zdrowego żywienia. Później wielokrotnie o tym rozmawialiśmy ze względu na zdrowie Piotra. Według Homiela pogoń za ciągłym zyskiem doprowadziło firmy do szaleństwa, a w tym wypadku szaleństwo jest wynikiem działania diabła. Mimo swoich doświadczeń jeszcze niedawno byłam ostatnią osobą, która by twierdziła, że za wszystkim czai się zło. Ale dzisiaj, obserwując co się dzieje, nie jestem już tego taka pewna. Tak jak mawia Homiel, trzeba być na każdym kroku czujnym. Zawał Piotra oraz nauki Homiela odwróciły nasze nawyki żywieniowe o 180 stopni. 

Piotr rozmawia ze swoim Aniołem codziennie, ma go dyspozycji w każdym momencie. Ja swojego, na „własne uszy” słyszałam 7 razy. Ostatnio dwa lata temu. Wracając do Warszawy zjedliśmy obiad w KFC. Kilka godzin później usłyszałam wyraźne, spokojne, wypowiadane powoli słowa;

  • Czy chcesz mieć raka żołądka?

I w tym momencie poczułam wielki ból brzucha, zlana potem aż zwinęłam się w pół. To nauczyło mnie trzymać się od KFC z daleka.

Nie zrozumiesz do końca praw Bożych.

19. 04. 17 r. Warszawa.

Poszliśmy na kawę.

  • Zauważyłeś, że z NIP miałeś kilka konkretnych wizji pokazujących cały przebieg sprawy, a z sercem właściwie nie miałeś nic? Poza pokazaniem fali?
  • Nic, rzeczywiście – Piotr sam zaskoczony.
  • Dziwne…
  • Gdyby się tak zastanowić, to nic nie jest dziwne.
  • .. – tylko jedno mi przychodzi na myśl, dlaczego nie dziwne. Gdyby go uprzedzono, że będzie miał operację, na samą myśl dostałby zawału.
  • Drugą falę też ci pokazują zagadkowo… – dalej głośno myślę. 
  • Ta druga fala to kolos! – Piotr znowu swoje.
  • Miło nam, że Nas doceniasz.
  • ……
  • Rozmawiałem wczoraj ze znajomą, była na Maderze i mówiła, że pełno tam Niemców. Mają teraz taki zwyczaj, że sprzedają swoje mieszkania i mieszkają w różnych miejscach na świecie po kilka miesięcy.
  • Ciekawe… A to sobie pożyją.
  • Oni konsumują. Wy żyjecie, bo rozumiecie słowo Ojca, a oni wyciskają co się da, a życie przeminie szybko.
  • Co jest lepsze, być czy mieć?…
  • Być i rozumieć. Kiedy „być i rozumieć”, wtedy nic nie chcesz mieć.

Wieczorem oglądaliśmy wiadomości w TV. Wszędzie trąbiono o gwałtownej zmianie pogody; http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/atak-zimy-w-polowie-kwietnia-tysiace-domow-bez-pradu-zasypane-drogi,229760,1,0.html

  • Wiesz, że Eliasz mógł zmieniać pogodę? – czytałam o tym dzisiaj przypadkowo.
  • Miał to wpisane w arkusz osobowościowy.
  • ???!!!

Dlaczego Homiel użył słowa arkusz osobowościowy? Może dlatego, że przez lata zajmowałam się m.in. rekrutacją i w arkuszu osobowościowym kandydaci piszą o swoich umiejętnościach, cechach, kwalifikacjach. Z tego co mówi teraz Homiel, Eliasz miał taką umiejętność, dar, jednym słowem miał kwalifikacje.

  • Eliasz kierował pogodą? Robił burze? – dopytuję.
  • I to jakie. Używał jako argumentów, by przekonać innych. Na pewno nie używał dla swojej wygody.
  • To musieli się go bać?!
  • Nie o banie, a słuchanie chodziło.
  • Co jeszcze Eliasz potrafił?
  • Nie wiem co potrafił, ale wiem, że…
  • ……
  • On nie miał włosów! Pokazał mi teraz starszego człowieka z łysą głową, tylko miał włosy dookoła… Wyglądał jak trzepnięty Einstein… Siedział koło ogniska, sam w ciemności… – Piotr zaczął opisywać co widzi.

Oczywiście nie zachowały się oryginalne wizerunki Eliasza, ale w internecie występuje głównie jako człowiek o bujnej czuprynie. Dopiero w hebrajskiej edycji Wikipedii https://he.wikipedia.org/wiki/אליהו znalazłam ciekawe zdjęcie.

Posąg proroka Eliasza w Keren Hacarmel, w miejscu, gdzie zgodnie z tradycją miała miejsce konfrontacja między Eliaszem i prorokami Baala.
  • Ale jak to jest, że człowiek może zmieniać pogodę? – próbuję logicznie zrozumieć.
  • Odległość nie istnieje. Jesteś tam, gdzie chcesz być. Robisz, co chcesz robić, ale odpowiedzialnie.
  • …… – nadal nie rozumiem.

Piotr spojrzał na moją bransoletę z różańcem, którą kupiłam na targach podczas spotkania z Caviezelem. Potem spojrzał na mnie, ale widziałam, że jest gdzieś…. No gdzieś…

  • Byłem w mieszkaniu Caviezela… Nie wiem jak to robię… czytał tą kartkę.
  • Jestem pewna, że to spotkanie to prezent od Nieba – i od razu się wzruszyłam.
  • Chrystus to przygotował. Słyszę…
  • Tak dał Siebie… tobie na prezent. 
  • Dziękuję – wzruszyłam się jeszcze bardziej. 


20. 04. 17 r. Warszawa.

Otrzymaliśmy informację, że do Szczecina przyjeżdża ks. Piotr Glas. Zaczynam się zastanawiać, czy to przypadek.

  • Nic nie dzieje się bez powodu.
  • Ale Piotr nie chce iść!
  • Ach Piotr… Jest jak drzewo, które daje cień, ale nie daje owoców.
  • Ola daje owoce pokazał, że wielkie jak dynie…
  • …… – rozśmieszył mnie, ale i pocieszył. Widocznie moje pisanie daje wymierne owoce.

Raptem Piotr wyciąga rękę tuż pod mój nos w geście „stop” i cicho krzyczy…

  • Ałłaaa!!!
  • Zabolało cię coś? – zdziwiłam się jego nagłą reakcją.
  • Jak mi mówiłaś o Glasie zobaczyłem gacka, który chciał cię złapać za gardło, więc szybko wyciągnąłem rękę i wtedy mnie dziabnął – podsunął mi rękę pod nos jeszcze raz pokazując mocne zaczerwienienie.
  • Coś ty?! Czyli gacki nie chcą, żebyś szedł! I co zrobisz?
  • Smakuje ci ta kawa?
  • Tak.
  • Chciałbyś, żeby wszyscy pili taką kawę?
  • No tak.
  • To wybuchnij.

Zaczęłam rozumieć o co Homielowi chodzi. Nasze spotkania na kawie są symbolem naszej radości, spokoju i pokoju. Gdyby spojrzeć na to, co dzieje się choćby w Syrii, Korei… można powiedzieć, że podobne chwile dane są nielicznym. Nie każdy może tak spędzać czas i cieszyć się spokojem. Jeśli Piotr wybuchnie, odda się modlitwie, inni też będą żyć w radości i szczęściu.


Siedzimy i rozmawiamy dalej. 

  • Patrzę na ciebie i widzę kamień, który się mieni jak kryształ. Niebieski kamień, który wypuszcza od siebie jakby bladoróżowe listki, a z nich bije wielkie światło… Dziwne… Bo widzę nazwy Szczecin – Warszawa, on się przemieszcza jak my...
  • Kamień to myśliwy, łowi ludzi, rozpala w innych światło i nic nie jest w stanie go zatrzymać.

Zaczęłam się zastanawiać, które z nas jest tym kamieniem, ale myślę, że kamieniem jest nasza jedność i ten dziennik, który dzięki temu powstaje i łowi ludzi.


  • W kościele miałem przepiękną wizję. Zmniejszyłem się do wielkości małego chłopca. Spodem dłoni ścierałem łzy z oczu Ojca, z Jego policzka, zacząłem Go całować po oczach, trzymałem Go za szyję…

Piotr prawie się rozpłakał w tej kawiarni, a ja to zrozumiałam. Więź między nim, a Ojcem jest ogromna.

  • Boisz się przyszłości? – pyta mnie Piotr.
  • Ty się boisz? Ty pupilek?
  • Czyim jestem pupilkiem? – Piotr.
  • A czyim masz nie być?
  • ……
  • Ja się nie boję – odpowiadam przerywając im.
  • Przy Nas bałabyś się?
  • …… – nie byłam w stanie odpowiedzieć, bo najtrudniej jest zaufać na przepadłe. 

Wieczorem.

  • Modliłem się o 15,00 i na rękach, a dawno tego nie miałem, utworzyły się dwie kule, skojarzyły mi się z bańkami mydlanymi. One zmieniły kształt, z kul zmieniły się w kształt znaku nieskończoności.
  • Fajnie musiało to wyglądać, jaki kolor?
  • Przezroczyste.

  • ……- Piotr się zamyślił.
  • Spodem dłoni wycierałem Ojcu łzy z oczu, mówiłem do Niego nie martw się, załatwię wszystko, zrobię porządek… – Piotr przypomniał sobie poranną wizję.
  • Mówiłeś Ojcu, że zrobisz porządek?! – i zabrzmiało to z mojej strony dość ironicznie.
  • A jak chcesz to zrobić?
  • ……
  • Modlitwą.
  • Musiałbyś się modlić cały dzień.
  • Uważaj,  z Ojcem teraz rozmawiasz! – szturcham Piotra, a on spojrzał na mnie ostro…
  • Pytam się właśnie Ojca, czy ty jesteś inteligentna? – dając mi do zrozumienia, że przecież wie.
  • Przez nią często przemawia Duch Święty.

Piotr oczy wytrzeszczył, a mnie zamurowało, gdyż takiej odpowiedzi nie spodziewaliśmy się. Jeśli Duch Święty przemawia to nawet wiem, kiedy tak się dzieje. Pisząc czuję często, że moje „pióro” dosłownie prowadzi Ktoś Inny, a ciało przechodzi dreszcz. 


Po tej krótkiej rozmowie Piotr nie miał wyjścia i poszedł odmówić egzorcyzmy. Wrócił 40 minut później i zaczął opowiadać.

  • Powtarzam przywróć odwiecznie ustalony porządek zawsze trzy razy i do tej pory widziałem nad ziemią tablice z przykazaniami, ale dzisiaj było inaczej.
  • Zobaczyłem rozstępujące się niebo i tablice kamienne, z których na ziemię leciał jakiś pył, proszek. Ten proszek nie spada bezpośrednio na ziemię, ale tworzy wokół niej jakby bańkę ochronną, która okala całą planetę. Na tej bańce zaczęły rysować się zdania z tych tablic, wszystko dookoła ziemi, nie było ani wolnego miejsca, dotknęło to każdego.

10 przykazań

  • Potem modliłem się Panie Jezu Chryste, Synu Boży zmiłuj się nade mną i zobaczyłem rękę Chrystusa. Wziął moje wszystkie grzechy i je w ręku spopielił.


Dopisane 30. 11. 2017 r.

Nic nie dzieje się bez powodu – jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie doszło do naszego spotkania z ks. Piotrem Glasem. Teraz dopiero widzę, że „komuś” na tym bardzo zależało, by się tak stało.


Miał to wpisane w arkusz osobowościowy.

Fragment książki; „Wielkie katastrofy i anomalia klimatyczne w dziejach”

I to jakie. Używał jako argumentów, by przekonać innych, na pewno nie używał dla swojej wygody.

Powoli zbliżamy się do najsłynniejszego dzieła Eliasza. Po trzech latach katastrofalnej suszy, postanawia (z natchnienia Boga) wyzwać Achaba i jego kapłanów na jedyny w swoim rodzaju pojedynek. Na górze Karmel każe ustawić dwa ołtarze. Przy jednym z nich czciciele Baala będą składać ofiarę z bydła swemu bóstwu, przy drugim, samotny Eliasz złoży takąż ofiarę Bogu Jedynemu. Jedni i drudzy wezwą swoich bogów. Ten, który próśb wysłucha, okaże się prawdziwym Bogiem. Ciekawe, że już nikt nigdy po Eliaszu nie próbował w ten prosty sposób udowodnić istnienia i mocy swego boga. A wyniki takich eksperymentów mogłyby być nader interesujące…

Baal nie wysłuchał modłów swych kapłanów, chociaż wołali wielkim głosem, tańczyli wokół ołtarza i rytualnie kaleczyli swoje ciała ostrzami. Eliasz zaś prawił im różne złośliwości. I tak minął prawie cały dzień, kiedy Eliasz ułożył wreszcie drwa na stosie, poćwiartował młodego byczka i kazał dla utrudnienia sobie zadania całą ofiarę, ołtarz i rów wokoło obficie polać wodą. Po czym wypowiedział trzy proste zdania prośby, po których spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną, i drwa, i kamienie, i ziemię, a wodę, która była w rowie, wysuszył.

Próba wypadła jednoznacznie. Jahwe objawił się jako Bóg prawdziwy, Baal skompromitował się. Eliaszowi nie wystarczyło moralne pokonanie przeciwników: kazał ludowi zabić wszystkich kapłanów Baala nad pobliskim potokiem Kiszon.

Kiedy zwycięstwo się dokonało, Eliasz uroczyście zapowiedział Achabowi, że zaraz spadnie deszcz. A niebo było czyste, ani chmury. I oto po słowach Eliasza znad morza (z wyżyny Karmelu widać Morze Śródziemne) podniosła się maleńka chmurka, za nią następne, i w końcu lunął upragniony deszcz. Achab rydwanem ruszył do swej niedalekiej stolicy, Eliasz zaś, owładnięty mocą Pana, nagi, tylko z przepaską na biodrach, biegł przed jego zaprzęgiem aż do bram miasta.

Fragment; Wojciech Jóźwiak; Eliasz, władca burzy; http://m.taraka.pl/biblia_szamanow_10_eliasz


Ten tekst przygotowywałam wczoraj. Wieczorem zaczęłam opowiadać Piotrowi o Eliaszu, a zwłaszcza o wydarzeniu, które przykuło moją uwagę.

Eliaszowi nie wystarczyło moralne pokonanie przeciwników: kazał ludowi zabić wszystkich kapłanów Baala nad pobliskim potokiem Kiszon.

  • Eliasz, prorok… do końca taki święty to chyba nie był. Kazał zabić ludzi. I co ty na to Homiel?
  • Nie zrozumiesz do końca praw Bożych – odpowiedział sam Bóg Ojciec.

Tak czekałem na brzask… Brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.

18. 04. 17r. Warszawa.

Nie tylko my wracaliśmy do Warszawy ze świąt. Cały pociąg był pełen nieprzytomnych i śpiących ludzi, którzy musieli zdążyć na 5 rano. Piotr nie miał siły rozmawiać, ja nie miałam siły, a i sam Homiel milczał. Dopiero 15 minut przed dojazdem raptem się obudził.

  • Wasz syn będzie miał syna…
  • ?!!!
  • Słyszę indago… co to jest? – pyta mnie Piotr.
  • Indygo!… Indygo… Dobrze to słyszysz? – zaskoczył mnie kompletnie. Niewielu zna to słowo.
  • No tak, będzie miał syna, to będzie ktoś!
  • . Homiel pokazał mi biegacza ze sztafetą…

  • Aaaa…. przejmie pałeczkę po tobie! – odkrywam znaczenie tego obrazu.
  • Chyba tak, przejmie po mnie parę rzeczy.
  • Nie parę, a dużo.
  • A dlaczego indygo? – dopytuję.
  • Czy Pan Bóg ma się przed tobą wytłumaczyć?
  • No nie… – i strasznie głupio mi się zrobiło. 
  • Skąd ta nazwa?… O to tylko mi chodziło… – próbuję się tłumaczyć.
  • To wasza nazwa, nie Nasza.
  • ….. – wiem co znaczy indygo, ale nie Piotr. Patrzy się na mnie wymownie i czeka na wyjaśnienia, ale na razie to bagatelizuję.
  • Indygo, czyli będzie miał jakiś cel? – myślę głośno.
  • Zadajesz pytania infantylne.
  • …… – no to już nie wiedziałam o co mam spytać. 
  • Na twojej glebie to wyrośnie – zwraca się do Piotra.
  • Żeby ta ziemia była żyzna, do wzrostu musi się stać to, co się stanie.

Piotr nie zna pojęcia „indygo”, ale jeśli Homiel wykorzystał je w rozmowie to znaczy, że ta informacja była skierowana głównie do mnie. Szkoda, że musieliśmy przerwać naszą rozmowę, ale dojechaliśmy już do celu. Mimo zmęczenia poszliśmy jeszcze na kawę. Próbowałam kontynuować wątek „indygo”, ale Homiel najwyraźniej uznał, że dowiedziałam się wystarczająco dużo, bo nie podjął już tego tematu. Siedzieliśmy więc kilka minut w milczeniu…

  • Widzę tego alabastrowego, który leży na sofie, czy kanapie… w pokoju Ojca…
  • On nie może długo tak leżeć…
  • pokazał jak ugina się materac i całe łóżko, tyle waży, bo jest wielki.

Piotr zatrzymał się w opisie i zapatrzył gdzieś przed siebie. Nachyla się do mnie…

  • Widzę jak Homiel się przeciąga, jakby wstał dopiero co z łóżka i … się cieszy…
  • Z czego się cieszysz?
  • Brzask nadchodzący widzę i dalej się cieszy.
  • Pokazał jak palcem łapie promień słońca… – Piotr naśladuje Homiela.
  • Dlaczego się nie odzywałeś przez parę godzin jazdy? – pytam. 
  • … – przypomniał scenę z filmu „Miasto aniołów”.

  • Tak czekałem na brzask… Brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.
  • Co znaczy ten brzask? – pytam.
  • Zmiany, zmiany! Wielkie jak katedra!
  • …… – Piotr się znowu nachyla do mnie.
  • Nigdy Go takiego nie widziałem. Cały czas się cieszy, śmieje i tańczy…
  • Hmm… – zaczęłam się zastanawiać. Przypomniały się Jego słowa, że nie może doczekać się kiedy wróci.
  • On się cieszy, że wraca – mówię prawie pewna tego, co mówię.
  • Wracam niedługoprzyznał.
  • Jeśli wracasz niedługo… to nie będziesz z Piotrem do końca? Wracacie razem? – spytałam z duszą na ramieniu.
  • To już nieuchronne.
  • To nie jest odpowiedź.
  • … Ciągle tańczy – mówi Piotr.
  • Czegoś takiego jeszcze nie widziałem… – przygląda się temu ze zdziwieniem.
  • Zmiany, Z M I A N Y!!! – prawie już krzyczy.
  • …… – On się cieszy, a mnie skóra cierpnie ze strachu.
  • Twój grubas się odezwał…
  • Będzie mi ciebie brakowało…

Bardzo się wzruszyłam. Całą tą rozmową i tym, że mój Ochiel się odezwał, bo czyni to niezmiernie rzadko.

  • Ale ta chwila będzie jeszcze trwała. Po długiej nocy będzie brzask, już tutaj nic nie zmienisz –  Piotr ma już takie możliwości, że mógłby wtrącić się i  co nie co namieszać.
  • Ty byś dla żartu zamienił Venus z Ziemią… gdybyś mógł i patrzył co się dzieje, a potem powiedział… przepraszam.
  • …… – uśmiechnęłam się, bo to prawda. Dać władzę Piotrusiowi, a urządzi ten świat po swojemu.
  • A musisz odejść Homiel? – pytam. 
  • Przyjdzie lepszy.
  • A ten lepszy będzie rozmawiać?
  • To gaduła, nie nadążysz pisać, oby Piotr chciał gadać.
  • Ktoś może być lepszy od Ciebie?
  • Wszyscy… Skromność przeze mnie przemawia.
  • Czy ta zmiana jest konieczna? – dopytuję dalej.
  • Niezbędna.
  • A mój Grubasek też się gdzieś wybiera?
  • Ani myśli bez ciebie. Chodzi jak przyklejony.
  • Jak nazywać tego Nowego?
  • Homiel to imię obiegowe, powszechne.

Każdy następny to też Homiel – Domownik.


Wieczorem wróciliśmy do tego, co zdarzyło się zaledwie parę godzin temu.

  • Nigdy nie widziałem Homiela tak radosnego – Piotr nadal był pod wrażeniem.
  • Ciągle się cieszę.

Chciałam Go o coś spytać, ale zignorował moje pytanie.

  • Teraz mam ćwiczenia… Latam, a dodatkowo cieszę się brzaskiem.
  • …… – próbowałam to sobie wyobrazić.
  • Słyszę szum Jego skrzydeł… Cieszy się, że odchodzi.
  • Nie rozumiem… Jak anioł stróż może odejść!? – pytam bezradnie. 
  • Homiel to obiegowe imiępowtórzył.
  • Ale to Ty jesteś z nim od urodzenia.
  • A skąd wiesz?
  • Hmm… To ile Homiel-ów miał Piotr?
  • Hohoho…!

Zapadła cisza. Homiel jest dla nas za mądry, za bystry, by dać się złapać za słówka. Nigdy nie powiedział jak brzmi Jego prawdziwe imię. Zrozumiałam, że być może każdy Skrzydlaty w Niebie jest dla kogoś Homielem. Być może każdy człowiek i zawsze ma swojego Homiela.


Siedzieliśmy w ciszy oglądając TV. Piotr podniósł nagle wysoko głowę i oczy mu się zamydliły.

  • Słyszę Ojca… Mówi do mnie…
  • Taka jest kolej rzeczy. To jest czas, który nastanie przed twoim wybawieniem.
  • Czy wrócę do Ciebie?
  • Nie wrócisz do Mnie dlatego, że prosisz, ale dlatego, że Ja tego chcę.
  • Niewielu to pojmie. Jesteś gotowy do tego, co ma się stać. Ujrzysz prawdziwe światło i światy. Pozwolę ci zobaczyć.
  • …..
  • Dostaniesz wielkie bezpieczeństwo, choć już tego aż tak nie pragniesz – powiedział bezpośrednio do mnie.
  • …..
  • Zobaczyłem Ojca jak siada przy łóżku tego alabastrowego, siada na krześle bez oparcia, gładzi go po policzku, po głowie…
  • Masz ciężkie zadanie, ale nie jesteś ciężki, nie odciśniesz łóżka.

Piotr mówił tak szybko, że nie nadążyłam pisać słów.

  • Dam ci możliwości, które przekroczą ludzkie wyobrażenie.


Dopisane 28. 11. 2017 r.

Indygo… To wasza nazwa, nie nasza – słowo „indygo” jest dobrze znane w ezoteryce, a jak wiadomo stosunek Kościoła do ezoteryki jest absolutnie negatywny. Homiel mówiąc, że to wasza nazwa, nie Nasza chce jednak zwrócić uwagę na zjawisko, które według Niego nie jest jeszcze jednym mitem. Sami naukowcy przyznają, że na świecie rodzi się coraz więcej wrażliwych i uzdolnionych dzieci, ale przypisują to skutkom rozwoju cywilizacji. I tak to już jest… Jedni uważają to za normalność, drudzy szukają głębszego sensu.

Koncepcja „dzieci indygo” narodziła się w latach 70. w kręgach ezoteryków i zwolenników filozofii New Age. Opiera się ona na przeświadczeniu, że nasza planeta szykuje się do wejścia w Erę Wodnika: okres wielkich zmian i duchowej rewolucji. Jej zwiastunem ma być pokolenie dzieci o niezwykłych zdolnościach, które przychodzą na świat, by zmieniać go na lepsze.

Charakterystyczne dla dzieci indygo są szczególne cechy osobowościowe oraz niezwykły kolor ich aury – pola energetycznego, które zdaniem ezoteryków ma otaczać ludzki organizm i jest widoczne dla osób o szczególnych predyspozycjach.

Postacią, która spopularyzowała ten temat, była Nancy Ann Tappe (1931–2012) – synestetyczka dysponująca darem widzenia aury, która pisała, że pod koniec lat 60. zaczęła dostrzegać bijącą od niektórych dzieci energię w niespotykanym dotąd (niebieskofioletowym) kolorze indygo. W tamtych czasach dzieci indygo stanowiły rzadkość – dodawała Tappe, ale od połowy lat 80. zaczęło się ich rodzić coraz więcej, co – według niej – stanowiło realizację wielkiego kosmicznego planu, którego tajniki zgłębiała przez następnych 40 lat.

http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/pokolenie-indygo-czy-jestes-rodzicem-dziecka-nowej-ery/mwfv42


Tak czekałem na brzask… brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.

34. Moje powtórne przyjście można porównać do powrotu pewnego człowieka, który wyjechał w podróż do innego kraju. Powyznaczał pracownikom ich zadania, stróżowi zaś przykazał czuwać aż do swego powrotu. 35. Bądźcie więc czujni! Nie wiecie przecież, kiedy przyjdę: wieczorem, o północy, o brzasku czy po wschodzie słońca. 36 Nie dopuśćcie, bym was zastał śpiących. 37. Czekajcie i bądźcie przygotowani – oto moje przykazanie dla wszystkich, którzy we Mnie wierzą.

 

 

U Nas nie ma czarów, u Nas jest poważna praca.

15. 04. 17 r. Szczecin.

Święta z rodziną, więc niewiele czasu pozostaje dla Homiela. Dopiero wieczorem rozsiedliśmy się przed TV w głębokich fotelach i zaczęliśmy rozmawiać.

  • Ta fala była ogromna – Piotr ciągle myśli o wizji.
  • To będzie dobra fala, fala wielkich zmian. Będziesz w końcu chodził jak człowiek, a nie pływał jak ryba.
  • A jak Ola na to?
  • Te zmiany będą tak głębokie, że nie wiem, czy zdołasz to zrozumieć. Ta fala dotyczy ciebie.
  • ….. – wzruszyłam ramionami zniechęcona, i tak nie rozwikłamy czym fala ta jest.
  • Czy zawał był dla ciebie szokiem? – pyta Piotra. 
  • No taaak.
  • Teraz nie będziesz w szoku. Nie będziesz wiedzieć co powiedzieć.
  • Umieją podbudować człowieka, nie ma co… – Piotr do mnie i wyczułam w tym szczyptę sarkazmu.
  • Boję się już pytać co będzie, niech się to w końcu zacznie… Czasami najgorsze jest samo czekanie – powiedziałam szczerze.

Usłyszeliśmy w TV, że nadal wielu ludzi wyjeżdża do Niemiec w poszukiwaniu pracy.

  • Widzisz? Jakoś islamiści im nie przeszkadzają.
  • W hotelu mieszkają to im obojętnie – Piotr na to.
  • Czy ty rozróżniasz hotel od domu?
  • Nie – Piotrowi przyzwyczajonemu do ciągłego wynajmowania nie stanowi to problemu.
  • Więc skąd wiesz?

Piotr podszedł do komputera, otworzył go i zaraz zamknął…

  • A ty co?
  • Homiel spytał mnie…
  • Czego tam szukasz? Niczego nie znajdziesz.
  • a chciałem zajrzeć na konta.
  • U mnie też nie ma czego szukać – zaczęłam się śmiać.
  • Jeszcze! A później oczekuję od ciebie dużej roztropności, nie emocji.
  • Oooo, coś wygram? – zaczęłam się cieszyć, gdyż zarobić nie mam raczej  szans.
  • Jestem taki fajny gość… złożyłem ludziom życzenia.
  • Ktoś się zapluł ze śmiechu Homiel szybko zripostował.
  • Ale przecież jestem miły – Piotr zaczyna się droczyć.
  • A sztylety masz z tyłu.
  • Dawno wyrzuciłem.
  • Schowałeś.

Znowu się śmieję, tym razem pełną piersią, bo poza Homielem i samym Ojcem nikt nie zna tak dobrze natury Piotra.


Oglądaliśmy niepokojące wiadomości o narastającym konflikcie między D. Trumpem a Koreą Północną. http://www.tvp.info/29970053/trump-pozytywnie-o-chinach-wspolpracuja-w-sprawie-korei-pln   

  • Będzie z tego coś poważnego? – pytam.
  • Przecież chciałaś tego.
  • Ja chciałam … Chciałam jedynie przywrócenia porządku! – zaczynam się tłumaczyć.
  • Oczekuj owoców, robi swoje.
  • Raaany, ale wojna może być z tego!
  • Uspakaja tych, co mają zapędy.
  • ……
  • Do kogo się modlił, kiedy się modlił?
  • Do Boga… mam nadzieję – przypomniałam sobie pewne zdjęcie.

Hmm… zamyśliłam się nad Jego słowami. Może rzeczywiście dla tych, co mają zapędy potrzebny jest ktoś, kto w końcu uderzy pięścią w stół i powie dosyć!!! Może już rzeczywiście dosyć układnych polityków, którzy są mistrzami pięknego słowa, a niezdarni w podejmowaniu trudnych decyzji? 

  • Robi to, co robi każde narzędzie. Jak ci powiedzą, że zabije ludzi, to niech każdy wie, że nie każdy jest człowiekiem.
  • Nie każdy jest człowiekiem? Gacek w skórze człowieka?… Ostro będzie…

Z powodu jutrzejszej świątecznej imprezy Piotr postanowił wyczyścić buty. Robił to tak zapalczywie, że Homiel w końcu nie wytrzymał.

  • Ja takich butów wyczyszczonych nie mam.
  • A w ogóle masz buty? – od razu to podchwyciłam.
  • Oczywiście.
  • A kto je robi?
  • Są tacy co robią. Miecze ktoś przecież wykuć musi.
  • Czyli ktoś to wytwarza?
  • U Nas nie ma czarów, u Nas jest poważna praca.


16. 04. 17 r. Szczecin.

Dzisiaj święta i jednocześnie chrzest nowego członka naszej skromnej w liczbie rodziny. Z tego powodu w ciągu dnia prawie w ogóle nie rozmawialiśmy z Homielem. Wieczorem Piotr przypomniał sobie ciekawą rzecz.

  • Zanim mnie obudzono po operacji, wcześniej widziałem siebie z góry. Wisiałem pod sufitem i oglądałem siebie będąc lekko z boku. Obserwowałem jak cztery kobiety wzięły mnie pod pachy i pod kolana i przeniosły ze stołu operacyjnego na łóżko, byłem cały umazany na brązowo, jakieś środki dezynfekujące.
  • ….. – zaczęłam patrzeć na Piotra z zaciekawieniem zastanawiając się, czy zdaje sobie sprawę z wagi tego wydarzenia.
  • Zacząłem przyglądać się sobie i pytać dlaczego jestem taki brązowy? Ale wiesz co? Patrzyłem na to moje ciało kompletnie bez emocji, jakby to był worek skóry – opowiada Piotr powoli widocznie znowu to przeżywał.
  • Po co masz się emocjonować! Ileż tych ciał już było… sir, her…
  • ……  
  • Sir, Her? To po angielsku i niemiecku „pan” – powiedziałam zdziwiona. Homiel najwyraźniej nawiązywał do dawnych „żywotów” Piotra. Zaintrygowało mnie to.
  • Piotr był kiedyś Brytyjczykiem i Niemcem?
  • Sir, Her…
  • Zawsze byłeś z Piotrem? – pytam się.
  • Zdecydowanie, ale po raz pierwszy Homielem –  po raz pierwszy przybrał takie imię? 
  • Czyli pierwszy raz z Tobą rozmawia?
  • Nie powiedziałbym tego.
  • ……
  • Hmm… Jeśli byłeś poza ciałem, wiesz że chyba… nie żyłeś przez moment? 

Zaczęliśmy oglądać film „Arrival”. Jest tam scena przedstawiająca próbę wysadzenia statku kosmicznego. https://www.youtube.com/watch?v=AMgyWT075KY

  • Ludzie nie są gotowi na taki kontakt.
  • Nigdy nie będą.
  • Homiel, czy ja jestem UFO?
  • Za duże masz skrzydła jak na UFO.


Dopisane 26. 11. 2017 r.

Robi to, co robi każde narzędzie. Jak ci powiedzą, że zabije ludzi, to niech każdy wie, że nie każdy jest człowiekiem.

Większość  obserwuje uważnie sytuację dot. Korei Północnej. Powiem krótko… zaufajcie Ojcu.

Im większy krzyż, tym bliżej Boga. To trudne, ale to prawda.

08. 04. 17 r. Szczecin.

Dzisiaj to ostatnia nasza wspólna kawa przed wyjazdem Piotra do Warszawy.

  • A z NIP cisza – zamyślam się…
  • przed burzą
  • Hmm…. Homiel, co znaczy Ola jest kluczem? pisałam o tym na blogu.
  • Czy to ma związek z tymi wrotami, które słyszałam i widziałam?
  • Rebus trwa…
  • Zostaw Go, niczego się nie dowiesz – Piotr machnął ręką.
  • Homiel, no powiedz co ten klucz znaczy? – nie wytrzymałam.
  • Trzymasz wiele nici pokazał ręce trzymające nici, które gdzieś prowadzą.
  • Gdyby nie one, tegowskazał na Piotra –by nie było.
  • Puścisz mnie samego w takim razie? – pyta żartem Piotr.

Piotr wraca do Warszawy, a ja zostaję w Szczecinie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu będziemy funkcjonować osobno. Zostawię go bez nadzoru i zaczynam się zastanawiać, czy słusznie.

  • Pokładam wielkie nadzieje, że jesteś mocno chroniony.
  • Jak zawsze.

Wieczorem.

  • Czuję, że wszyscy czekają na mnie w domu.
  • Nie tylko oni czekają. Pomyśl w głowie, a znajdziesz…… kto czeka
  • Ma rację Homiel, wielu czeka – zawał i nieobecność Piotra narobiły trochę zamieszania wśród jego znajomych. Wydawało im się, że jest nietykalny, a tu proszę… niespodzianka.
  • Bardzo wielu.
  • To co mam zrobić?
  • Podziel się.
  • Czym?
  • Sobą.
  • Jestem nikim – zaczyna biadolić. 
  • Masz szczęście, że dzieli nas przesłona, pasem byś dostał.
  • Za co?
  • Za jajco! – Homiel nie wytrzymał i użył jeszcze jednego powiedzonka Piotra. 
  • ….
  • Nie opiszę tego na blogu – ale zapisuję w zeszycie i wyję ze śmiechu.
  • Lepiej nie, bo zwątpią, a Niebo to też jajcarze.
  • Wszyscy?
  • Niektórzy.
  • A św. Piotr?
  • Chodzi z kijem – … czyli jest sztywny i nieprzystępny.
  • …… – jeszcze długo nie mogłam przestać się śmiać. 

Przeskakując po kanałach TV natrafiłam na film „Cuda w niebie”. Bohaterka opowiada jak rozmawiała z Bogiem, a rozmawiała telepatycznie. https://www.youtube.com/watch?v=ugrKgdOF-Bs

  • Ona z Ojcem rozmawiała bez słów – mówię do Piotra siedzącego przy komputerze.
  • No co ty? – Piotr się odwraca i zaczyna oglądać film.
  • Myślisz, że tylko ty rozmawiasz z Bogiem?
  • Ja też telepatycznie rozmawiam… – Piotr zdziwiony.
  • To coś was łączy.

10. 04. 17 r. Szczecin.

Zadzwonił Piotr.

  • Myłem talerze i widzę matkę Zdzicha! – zmarła już dawno temu.
  • Miała tyle lat, ile ostatnio ją widziałem i zapamiętałem… Mówi do mnie…
  • Jesteśmy szczęśliwi. I Zdzisiek jest też szczęśliwy bardzo.
  • Po co mi to mówisz?… spytałem.
  • ……
  • Zrobiła minę jakby się zdziwiła, że w ogóle pytam.
  • Tylko tobie mogę to mówić.
  • Widziałaś Boga?
  • Nie, ale czuję się wspaniale.
  • Mówiła z akcentem wschodnim… jak zawsze –  nie widziałam Piotra, ale czułam, że oczy ma otwarte szeroko ze zdziwienia.
  • Wszyscy teraz zaczną do mnie przychodzić ???!!! Jeszcze tego brakowało… – Piotr wcale się nie cieszył.

Nadal czytam książkę; Tajemnice watykańskich proroctw” i nadziwić się nie mogę.


14. 04. 17 r. Szczecin.

Piotr przyjechał na święta. Był zmęczony, ale wieczorem przeczytałam mu kilka maili od osób, które piszą do nas w związku z tym dziennikiem. Wszystkie listy są ciekawe, a każdy z osobna to jakaś odrębna historia. Czytam Piotrowi po kolei je na głos, choć na początku bardzo się przed tym wzbraniał. Po ostatnim przyznał mi w końcu, że pisanie na blogu ma jednak swój sens.

  • Faktycznie, Homiel miał rację, że z tego światło bije.
  • Noooo, dzieje się… – pokiwałam w zamyśleniu głową.
  • Jakie to szczęście, że mamy… zdrowe dzieci – Piotr powiedział to będąc pod wrażeniem jednego z listów, ale zawahał się na końcu zdania.
  • Zawahałeś się
  • Zawahałem – przyznał.
  • Im większy krzyż, tym bliżej Boga. To trudne, ale to prawda.
  • Chyba coraz więcej ludzi to czyta – mówię.
  • Nawet ci majętni… – Piotr przytaknął, choć nie mam pojęcia skąd to wie. Może coś zobaczył…?
  • I będzie rosło, bo coraz więcej ludzi jest potrzebujących, a w tym świecie nic nie jest za darmo.
  • … – Piotr chwycił się za serce. Musiało go zakłuć, jeszcze często łapie się za serce.
  • Czuję twoje serce, nie udajesz.
  • Piecze.
  • Wiem.
  • Z kim teraz mówię? – Piotr nie był pewny.
  • Z przyjacielem.
  • ……
  • Prawnik miał się zgłosić przed świętami i nie zrobił tego. Ja nie wiem jak z tym człowiekiem mam rozmawiać – Piotr zmienił temat i wrócił do rzeczywistości.
  • Nie mniej do niego pretensji. Stanie na wysokości zadania, kiedy przyjdzie czas.
  • Oby… – westchnął.
  • ……
  • Kiepsko wyszedł mi dzisiaj post – a dzisiaj piątek, ścisły post.
  • Jest ci wybaczone.
  • Nie pamiętałem – Piotr się tlumaczy… 
  • Pamiętasz o innych rzeczach. Wiem, że jesteś atakowany.

Piotr nie tylko ciągle jest słaby, ale znowu ma nieprzespane noce i niekończące się problemy. Bywa, że przychodzi z firmy i kładzie się w garniturze do łóżka, by chwilę przespać, a ta chwila trwa do rana.

  • Czy te zmiany, które nadejdą będą wielkie?
  • Ogromne.
  • Co mogę powiedzieć ludziom, którzy piszą? – wtrąciłam się.
  • Nauczaj, rozwijaj słowa z Biblii i przekładaj na życie, ale tylko wtedy, gdy twój mąż będzie ułomny.

Czyli wtedy, kiedy sam nie będzie mógł przekazać tego, co od Nich usłyszy. Nie ośmieliłabym się nauczać ludzi nie będąc przy tym pewna tego, co mam do powiedzenia.

  • Pokładanej nadziei nie zmarnowałaś … zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno Homiel ?
  • A o tobie nie wiem, co mam powiedzieć. W którą stronę ten wulkan wybuchnie powiedział do Piotra.

Ostatnio Piotr jest bardzo drażliwy, wystarczy mała iskra do wielkiej awantury i trudno z nim wytrzymać w jednym pokoju. Zaciskam zęby mając na względzie jego serce, dla świętego spokoju wolę się wycofać.

  • Nadchodzi dzień poprawy.

Dopisane 23. 11. 2017 r.

  • Myślisz, że tylko ty rozmawiasz z Bogiem?

W dziejach Kościoła istnieje tylko jedno (?!) objawienie Boga Ojca. Polegało ono na rozmowach wizjonerki, s. Eugenii Elisabetty Ravasio ze Stwórcą. Czyżby współczesne czasy były na tyle wyjątkowe, że Bóg zdecydował się na tak niezwykłą interwencję? http://misyjne.pl/jako-jedyna-widziala-boga-ojca/ 

Objawienia, o których mowa zostały uznane przez Kościół jako zgodne z Ewangelią i Tradycją. To nie oznacza jednak, że nie budzą one kontrowersji. Stanowią przecież coś niepowtarzalnego. Nigdy wcześniej, ani później do takich objawień nie dochodziło. Bóg Ojciec nigdy w ten sposób nie ujawniał swej obecności. Czyżby współczesne czasy były tak szczególne, że Bóg zdecydował się na tak niezwykłą interwencję? Oto treść objawień spisanych przez misjonarkę.

Nie mogę już drugi raz ofiarować Mojego umiłowanego Syna, aby udowodnić Moją miłość do ludzi! Jednak przychodzę między nich, przyjmując podobieństwo do nich i ich ograniczoność, aby ich kochać i aby poznali tę Miłość. Popatrz, odkładam Moją koronę i całą Moją chwałę, aby przybrać postawę zwyczajnego człowieka!

Przypomnę słowa; http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/09/15/stworca-ktory-zdjal-korone-i-jest-z-wami/

- Stwórca, który ma wielkie poczucie humoru i bawią go te sytuacje. Zdjął koronę i jest z wami.
- Może od zawsze ze mną jest? 
- Od małego jest, wchodzi w ciało duchem i wychodzi. 

Nauka nie ma końca.

07. 04. 17 r. Szczecin.

Mam za sobą fatalną noc. Mimo woskowych zatyczek w uszach usłyszałam w pokoju, gdzieś w powietrzu, zaledwie metr ode mnie… dziwny dźwięk. Jakby ktoś potrząsał metalową sprzączką od paska albo czymś podobnym. Metaliczny, wyraźny, dość głośny brzęk. Był tak nietypowy, że od razu wiedziałam, iż nie jest to dźwięk naturalny. Obudził mnie gwałtownie, ale mój racjonalizm wziął górę i mimo wszystko pomyślałam, że mi się przewidziało. Ledwo to pomyślałam, a metaliczny dźwięk zabrzmiał na środku pokoju jeszcze donośniej i dłużej… i wtedy się przestraszyłam.

Wstaliśmy o 5 rano, bo żadne z nas nie mogło już spać. Jechaliśmy do Szczecina i przygotowałam sobie zeszyt do notowania mając nadzieję, że 6 godzin jazdy nie będzie w milczeniu.

  • Usłyszałem rano…
  • Imion w tobie wiele.
  • ……?
  • Po co tyle mi imion? – Piotr zdziwiony. 
  • To jest alchemia futbolu.

Dlaczego futbolu? Zdziwiłam się, a kiedy się czemuś dziwię, to sprawdzam. Wystarczyło poszperać w internecie; Czy piłka nożna jest grą wojenną? Jak rozwijały się systemy gry? Jakie są tajemnice techniki? Na czym polega taktyka? Jak budować nastawienie psychiczne? Co to jest bank informacji? Na czym polega rola lidera? Na czym polega obrona bramki? Jak strzela się bramki?… http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99459/alchemia-futbolu

Alchemia futbolu jako gra wojenna… ciekawe… 


Piotrowi zebrało się na wspominki.

  • Ciekawe co z tym mieszkaniem na Ujazdowskich, tam widziałem dwa duchy i gacki…
  • Jakie duchy? – pytam, bo już zapomniałam.
  • Stasia i jakiegoś faceta, który się tam rzucił z balkonu.
  • Ciekawe… Homiel, dalej są tam gacki? – pytam. 
  • Są tam, gdzie jest ich cel.
  • ……?
  • Pokazał mi teraz jakiś dom, gdzie odprawiane są dziwne rytuały… Widzę zwierzaka składanego w ofierze, zabijali go… ohyda… – Piotr opisuje co widzi jednocześnie prowadząc auto.
  • Zawsze w takich miejscach są gacki? – dopytuję.
  • Gdzie się ryba najlepiej czuje?
  • W wodzie, w swoim żywiole – i kiwam ze zrozumieniem głową.

Zadziwiające… w jak prosty sposób wyjaśnił to, nad czym wielu egzorcystów się zastanawia, a to jest naprawdę dość proste. Jeśli jesteśmy słuchani i obserwowani, zarówno przez Niebo, jak i piekło, jeśli chcemy kogoś zaprosić to… przychodzi. Wyższą matematykąjak to mawia Homiel jest sytuacja, gdy celem staje się osoba, która nie zaprasza. Z nią wiąże się jakiś plan, ponieważ nic nie dzieje się bez powodu. Egzorcyści nazywają takie przypadki dopustem bożym.  


Rozmawiając o diable Piotr przypomniał sobie najbardziej dla niego traumatyczne doświadczenie.

Miałem sen, właściwie nie sen, to wizja, była tak realistyczna, że kiedy się zbudziłem, byłem zdziwiony, że leżę w łóżku. Jest duże pomieszczenie wyglądające jak muzeum, ma poziome gabloty, za jedną z gablot stoi facet ubrany jak mój tato i wyglądał jak mój tato, ale jego twarz była cała z wypryskami, pomarszczona, z wybroczynami na gębie, miał kręcone ciemne włosy średniej długości. Powiedział stojąc za gablotą; 
-Chodź ze mną – i w jednym ułamku sekundy stanął przy mnie. 
-Odczep się, czego ty chcesz ode mnie – powiedziałem. 
-Jak to nie wiesz?
-Nie wiem. 
-Przecież jesteś moim synem, zawsze byłem w tobie odparł. 
-To nieprawda – zacząłem krzyczeć, ale ten nie słuchał. Zignorował to. Klęknął przede mną i wyciągnął do mnie dłoń. 
-Podaj mi dłoń, będziemy razem rządzić. 
-Nie, to niemożliwe, nigdy! krzyknąłem. 
-Zwiałem od niego. Czułem w nim ogromne zło. Chciałem jak najdalej od niego uciec i zbiegłem piętro niżej. Wszedłem do jakiegoś mieszkania, gdzie było kilka kolejnych pomieszczeń. Usłyszałem wtedy głos jakby spoza tego budynku, kogoś, kto obserwował całą sytuację z góry. 
-Nie możesz wiecznie uciekać, musisz walczyć.
http://osaczenie.pl/wp/2016/03/09/poczatek-wojny/ 
  • Ten główny gacek był ubrany jak mój tato, dżinsy, koszula, ale jego twarz była pełna krost, brązowych wypustek – Piotr zdenerwował się ponownie, aż żyły wyszły mu na czole.
  • ……
  • To była straszna wizja…
  • Nieprawda, to była wizja nadziei.
  • Dlaczego nadziei? – pytam zdziwiona.
  • Nie wybrałeś władzy będziemy razem rządzić.
  • Hmm… Z tego wynika, że nie liczy się jak zaczynasz, ale jak kończysz… Wybrałeś dobro.

Piotr zamilkł na długo. Nie wiem o czym myślał, ale jego kolejne pytanie prawie mnie rozśmieszyło.

  • Macie taką technologię… to po co wam miecze?
  • Miecze są ponad technologie, a te uświęcone…
  • ..? – nie dokończył.

Piotr opowiadał jak wygląda Niebo, a ja się zastanawiałam po co Im tyle światów? Musi być jakiś główny, nadrzędny cel.  Pomyślałam to, co podejrzewałam już wcześniej… Niebo także się uczy. Może każdy następny świat jest coraz doskonalszy, ulepszony, poprawiony? Bałam się jednak o to spytać… bo pytać, a myśleć to jednak różnica. 

  • My też się uczymyHomiel rzucił słowa, a ja zbaraniałam i spojrzałam lekko przestraszona na Piotra.
  • Homiel, odpowiedziałeś na moje pytanie?
  • Pstryknął ci palcami na potwierdzenie, jakby mówił… a tak!
  • A czego się uczycie?
  • Ludzkich reakcji, emocji, zachowań.
  • A czy uczyliście się na moim sercu? – wtrącił się Piotr.
  • Nie Ja operowałem.
  • …… – teraz przynajmniej jestem pewna, że to z Homielem rozmawiamy, a nie z samym Ojcem.
  • Homiel co to za druga fala jest?
  • Zdarzenia, które cie zaskoczą. Uchronią cię przed wieloma innymi rzeczami, ale zrozumiesz to po fakcie. Człowiek nie może wiecznie pływać, bo w końcu utonie.
  • Toś mnie zaskoczył. 
  • Znałeś tę odpowiedź, ale nie zdawałeś sobie sprawy. Twoi pracownicy żyją w nieświadomości.

Zaczęłam szybko to analizować. Czy Homiel wieszczy koniec firmy?

  • Czy ta fala jest daleko?
  • Przyjmij ją z pokorą i niczego się nie obawiaj.
  • … – łatwo powiedzieć, wzdycham.
  • Bardziej obawiaj się pływania na oceanie. Fala się zbliża.
  • A nie będzie ludożerców na ziemi? – Piotr zażartował, ale bardzo sensownie. Lądując na ziemi, mimo że bezpieczniej niż na wodzie, to też może gdzieś czaić się niebezpieczeństwo.
  • Takich rozważań nie przewidziałem i dlatego się ciągle uczymy.
  • Homiel ma rację. Wszystko co robisz, musi się kiedyś skończyć, nie dasz rady tak ciągle pływać.
  • Przed tym, zanim opadniesz zabierzemy cię stąd.

Znowu jakaś tajemnica. Znowu zaczynamy analizować jego wizję kadr po kadrze…

  • Zobaczyłem wielką falę, zdziwiłem się, że taka wielka i nagle byłem na jej szczycie. Nie wiadomo skąd się tam wziąłem. Zacząłem płynąć po jej tafli i czułem się tak, jakbym serfował… Fajnie mi było… Potem fala wyrzuciła mnie w powietrze wysoko i straciłem świadomość, jakby mnie nie było… Doszedłem do siebie na brzegu lądu, klęczałem na kolanach na kamieniach, w oddali zobaczyłem dwie kobiety, ale one nie zwracały na mnie uwagi, były jakby w negatywie zdjęcia…

  • Hmm… – znam to na pamięć, a mimo tego ponownie ją analizuję.
  • Tu jest kilka etapów. Zauważenie fali, na fali, wyrzucenie z fali i opadnięcie z fali…
  • zanim opadniesz zabierzemy cię stąd… to trzeci etap… – myślę głośno.
  • ……
  • Nie jesteśmy w stanie tego teraz odgadnąć, ale cokolwiek będzie się działo przyjmij to spokojnie – zaczęłam przekonywać Piotra.
  • Fala już się tworzy.
  • Tak? Ciekawe co będzie zwiastunem, że nadchodzi… Faktycznie nie da się wiecznie pływać po oceanie, woda osłabia i idziesz na dno. Prędzej, czy później toniesz.
  • Damy radę.
  • Nie widzę swojej roli tutaj, przy tej fali. To będzie tylko ciebie dotyczyć Piotr – mówię z przekonaniem.
  • Tylko i wyłącznie, lecz nie myśl, że będziesz sam.
  • Ale będę mogła jakoś pomóc?
  • A mało robisz? To droga dla niego, musi ją przejść.
  • Pierwsza fala uchroniła cię przed śmiercią – mówię.
  • Druga zmieni twoje życie.
  • Czyli na to musisz spojrzeć jak na wybawienie, a nie jak na problemy.

Biorę do ręki telefon, sprawdzam pocztę firmową i widzę, że nasz prawnik przesłał nam kolejne pismo z sądu. NIP wzywa rzeczoznawcę na rozprawę jako świadka. Dwukrotnie rzeczoznawca przyznał nam rację, ale tamci najwyraźniej nie dają za wygraną.

  • Rany… to będzie wieczność trwało jak oni tak wszystko będą podważać – Piotr już zmęczony.
  • Co ty na to, że z wokandy zdjęto dwa dni przed…?

Homiel przypomniał nam sytuację, kiedy to Piotr leżał po zawale w szpitalu, zbliżała się data rozprawy i dwa dni przed otrzymaliśmy informację o jej przesunięciu ze względu na chorobę sędziny. Cud! Zrozumieliśmy, że to co nam się wydaje niemożliwe, tam takiego słowa po prostu nie ma.

  • To się już dzieje, tak działa pasta i pokazał ponownie miskę wody z rozpuszczoną w niej pastą do zębów.
  • Naprawdę coś tam się dzieje? – Piotr pyta z niedowierzaniem.
  • Ryczy.
  • A możesz inaczej?
  • Głośno jest.
  • ……
  • Nienawidzą cię.
  • Nie pójdę na żadne układy z NIP!
  • My wieeeemy Homiel zaczął Piotra głaskać po głowie.
  • … – zaczynam się śmiać.
  • Ciekawe jak to się potoczy…
  • A jak serce się potoczyło?
  • Nooo… szybko.
  • Piotr… nadchodzi payback time. Odpłacisz NIP i odpłacisz gackom za to, co ci zrobili.

Musieliśmy zatankować na autostradzie. Cena paliwa horrendalna, więc Piotr zatankował tylko tyle, byle dojechać.

  • Ale tu drogo! Wołałbym konia macać niż tu tankować.
  • Wątpię.
  • … – zaczęłam się śmiać głośno, ponieważ ja już nie zwracam uwagi na powiedzonka Piotra, ale Homiel jest ciągle czujny.
  • Uwielbiam twoją poetykę, na niej się uczę.
  • Po co się ciągle uczycie?
  • Nauka nie ma końca.
  • Czy Ty też jesteś czasami zmęczony?
  • Oczywiście, myślami człowieka.
  • To musisz przy Piotrze być bardzo zmęczony.
  • Często.


Dopisane 22. 11. 2017 r.

Imion w tobie wiele – przypomnę słowami o. Jamesa Martina co znaczy imię.

fragment książki; Jezus – J. Marti

Imię to znak nowej tożsamości. Chcę to dzisiaj podkreślić, ponieważ kilka miesięcy później okaże się to w naszym życiu kluczowe. Najlepiej zrozumieć co znaczy „mieć imię” rozpatrując prosty przykład. Francesco Forgione to zwykły człowiek, jeden z wielu mieszkańców Włoch. Jednak imię „Ojciec Pio” zmienia wszystko, nadaje mu nową tożsamość, z którą wiążą się konkretne zadania i cele. Imię to pełniona funkcja.

 

Najważniejszy grzech to grzech myśli, bo jest poza sądem ludzkim.

04. 04. 17 r. Warszawa.

Spotkaliśmy się na kawie, na której nie byliśmy ponad miesiąc.

  • Wczoraj dowiedziałem się coś o Alicji. Przeżyła piekło. Jej rodzice umarli na jej rękach, brat ją psychicznie molestował, a sama była aniołem.
  • Hmm… teraz już wiem… Bóg wie co robi zabierając ją do Siebie…
  • Teraz rozumiesz pytanie Ojca… dlaczego? A tak zajadle o nią walczyłeś.
- Dlaczego ona znowu choruje? - spytał się Ojca... ot tak... po prostu. 
- Nie możesz jej zostawić? 
- Dlaczego prosisz o nią? Skąd wiesz, czy jest dobra?
- Powiedziano mi. 

Zadumałam się nad ludzkim losem. Jak mało wiemy osądzając. Właściwie to… nic nie wiemy.


  • Złożyłeś dokumenty do ubezpieczyciela?
  • Ktoś czyta właśnie twoje dossier pytałam Piotra, a odezwał się Homiel. Może bardziej Jemu na tym zależy niż nam 
  • A Caviezel przeczytał?
  • Oczywiście. Przeczytał słowa, a poczuł energię.
  • ……
  • Dzisiaj w kościele biorąc opłatek powiedziałem… dziękuję ci Panie Boże za wszystko.
  • Nie musisz tak mówić. Przyjaciele nie muszą mówić.
  • …… – nie wyobrażam sobie nie dziękować. Słowo dziękuję każdego dnia samo ciśnie mi się na usta.
  • Kiedy Piotr wyzdrowieje całkowicie?
  • Jak na to co przeszedł, jest w niezłej kondycji. Choć nie była to wielka fala, to jednak znacząca.
  • Jeśli ta była znacząca i była dość mała to co będzie z tą dużą, która nadchodzi? To jak tsunami! – pomału dochodzi do mnie skala tego, co ma się wydarzyć.
  • ……
  • Widzisz już falę? – spytałam Piotra. Miałam na myśli, czy ma już jakieś znaki, wizje, przeczucia… cokolwiek, co można byłoby zinterpretować jako zwiastun nadchodzących zdarzeń.
  • Na tę falę nie da się przygotować. Była ogromna.
  • A po co się przygotowywać? Sama cię weźmie, nie będziesz się na nią wspinać.
  • Będzie się działo? – pytam.
  • Jeszcze nie raz serce twe będzie ci biło, a to serce wzruszyć nie tak łatwo. Aż będzie podskakiwać.
  • Będę często płakać? – pytam znowu.
  • Jeśli już, to ze szczęścia. Nie będziesz mogła uwierzyć, co zobaczysz.
  • Co to będzie? – myślę w duchu…
  • Dlaczego tak długo trwa sprawa z NIP? – pyta Piotr sprowadzając nas na ziemię. 
  • Powiadasz, że wszystko długo trwa? Powiadam ci, że jeszcze tydzień temu byłeś umierającyHomiel mnie rozbawił. Tydzień temu Piotr użalał się nad sobą jaki to chory jest i jak ciężką operację przeszedł.
  • Taaak tylko pytam – Piotr poczuł się jak skarcony uczeń. 
  • Pasta działa.
  • Zapłacą?
  • Zapłacą szybciej niż myślisz.
  • W boleściach?
  • Ze strachu.
  • Are you sure?
  • Jak mówię, to jestem sure.
  • ……. – Piotr sądzi, że zapłacą dopiero w przyszłym roku.
  • Zobaczyłem szefa NIP znowu w sieci. Ta sieć miała takie wielkie oka, jak średniowieczna krata… metal już wyglądał jak skorodowany, ale to iluzja, tylko patyną się pokryła, była mocna jak zawsze – Piotr zmrużył oczy jakby się czemuś dokładnie przyglądał.

  • On próbował się z niej uwolnić i bił ją siekierą, ale za każdym razem jak uderzał ta siekiera rozsypywała się na strzępy. Siatka była wielka i zaczęła falować jak tafla wody, pochwyciła go w pasie jeszcze mocniej, potem jeszcze wyżej, aż go pochłonęła całego.
  • Ojciec jest wspaniały, gdyby nie On, nie byłoby mnie tutaj już. Wszystko słyszy i widzi.
  • To dlaczego ciągle grzeszysz?
  • Ale tylko trochę.
  • Nie ma dużo, mało. Najważniejszy grzech to grzech myśli, bo jest poza sądem ludzkim, ale Ojcu nic mnie umknie.
  • A gacek słyszy myśli? – pytam.
  • Jeśli będziesz czysta, niczego się nie bój.

Homiel miał rację. Ciepło wspominam Ustroń. Patrząc na tłoczne ulice Warszawy przypominam sobie zalesione góry nad uzdrowiskiem.

  • Może pojedziemy do Ustronia na długi weekend? Tam w ogóle nie bolała mnie głowa.
  • Będzie stalowo.
  • Stalowo?
  • Pokazał mi dachy aut stojących jeden za drugim, jakby się utworzyła stalowa droga.

  • Dłuuuugi weekend… ma rację. Świetnie to pokazał, pół Polski tam będzie i będziesz miał dosyć tej wycieczki.
  • A i Ja dodał Homiel i rozśmieszył nas od razu.
  • To może gdzie indziej, poradź?
  • Wszędzie będzie ciasno, a w mieście pustki.
  • To zostajemy.

Wieczorem.

Piotr postanowił pomodlić się wcześniej niż zwykle. Zanim jednak to postanowił, odkrył w internecie, że pojawiła się nowa strona marki Audi. Dlatego też modlitwa zajęła mu może z pięć minut. 

  • Gdy się modliłem pomyślałem, że jak skończę to pójdę sobie obejrzeć…
  • Ale po co, kiedy i tak nie kupisz?… powiedzial mi wtedy Homiel. 
  • Ale co sobie obejrzę, to moje!
  • Wiesz co? To chodźmy razem zobaczyć, czym mógłbym pojeździć, a nie będę jeździć.

Homiel zdecydował, że lepiej przerwać modlitwę, niż modlić się myśląc nie o Niebie… Taka energia idzie w próżnię


Obejrzałam nowy odcinek z cyklu „Kod Biblii”. Zaskoczyła mnie informacja, że słynna scena

«Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi…

https://www.youtube.com/watch?v=G3ykt6pyLJ4

jest opisana tylko przez Jana i nie pojawia się w pozostałych ewangeliach. Autorzy filmu zasugerowali nawet, że to wydarzenie nigdy nie miało miejsca. Tak mnie to zafrapowało i wzburzyło, że oczywiście pytam się Homiela.

  • A co czujesz?
  • Jestem pewna, że to słowa Jezusa. Są wyjątkowe. To Jego mądrość, którą poznaliśmy osobiście… Tylko On mógłby tak powiedzieć – powiedziałam w zamyśleniu. 
  • Jeszcze wiele rzeczy usłyszysz wymyślonych.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/