07. 03. 26 r. Warszawa.
Poranna sobotnia msza w Kościele św. Krzyża była wyjątkowo inna. Inna, bo z intencją dla pewnego starszego mężczyzny, który obchodził swoje 90 urodziny. Brał udział we mszy osobiście wraz z najbliższą rodziną. Gdy padły słowa; przekażcie sobie znak pokoju, on po prostu pocałował rękę swojej żony. Urocze i zaskakujące „zjawisko”, aż ksiądz podziękował głośno za niezwykły znak szacunku i zachowanie. Nie było na mszy zbyt wielu ludzi, ale daję głowę, że wszyscy czuli się wzruszeni. Para starszych ludzi jakby z innej epoki. Kobieta w białym kapeluszu, pan z drewnianą laseczką … I wielka między nimi elegancja i kultura, jak podkreślił ksiądz na koniec mszy.
Gdy wychodziliśmy z kościoła, spotkaliśmy się w drzwiach właśnie z tym księdzem, który sam wydawał sie nie z tej epoki.
- Piękne to było … – mówię do niego z uśmiechem.
Roześmiał szeroko, wyciągnął rękę, żeby wziąć moją rękę. Podałam bezwiednie, on ją ścisnął i do nas ciepłym głosem …
- Bądźcie dzielni.
- … ??? … – dlaczego tak ? Zwróciłam na to uwagę.
Wyjątkowa chwila w naszym życiu … Nigdy mi się to z żadnym księdzem wcześniej nie zdarzyło.
Jadąc do „Arkadii” właściwie się nie odzywaliśmy. Na kawie …
- Nic nie wygrałam (lotto) – zaczynam.
- Nie możesz się doczekać ?
- Ach Ojcze .. Książkę bym wydała, tyle się dzieje złego, ludzie muszą się dowiedzieć.
- Wiesz, kiedy będzie twoja książka ?
- Kiedy będzie odpowiednia pora, ale pora nie w twojej głowie, a w głowie, do której się modlisz.
- … Taaak … – pomyślałam tylko.
- Masz pozdrowionka …
- ……. – uśmiecham się. Ja tak mawiam zazwyczaj.
- Msza ci się podobała ? Była bardzo specyficzna, okazjonalna … – bo z okazji urodzin.
- Dziwne, co powiedział ten ksiądz, bądźcie dzielni – Piotr sobie przypomina.
- A może to Ojciec powiedział przez niego ? I jeszcze to czytane dzisiejsze o synu marnotrawnym …
- Ojciec mówi, ta msza to punkt zwrotny … Widzę linię prostą, poszarpaną, to działanie tej energii ostatnio i ta linia po tej mszy wystrzeliła w górę … Punkt zwrotny ?
- … Kiedy mówi się bądźcie dzielni ? … Przed jakimś zadaniem, bitwą … Czymś trudnym – analizuję.
- Z tego wynika, że ta energia zła, co w nas uderzyła, musi się teraz przetoczyć ….
- Najlepiej powiedziała to „M”. Wyczerpał się katalog … – przyznaję.
- Idealnie … Ojcze, a co z naszymi paczuli ?
- Szykują się.
- Czy paczuli to dobrzy ludzie ? Czy to się nie wyklucza ? Byś dobrym i być szpiegiem ?
- Bywają dobrego serca, ale długo nie są.
- Ano właśnie, a dlaczego ?
- Zwierzchnictwo bywa trudne.
- … Masz materiał do pisania, nie zmyślony, a prawdziwy …

Przestaliśmy rozmawiać, ponieważ ktoś usiadł zbyt blisko i ewidentnie nastawiał uszy. Gdy decydujemy się kawę zakończyć, Piotr nagle przechyla głowę, wsłuchuje się w coś uważnie, aż oczy zmrużył …
- Kant male kudaje ?
- …??? … Co ? Powtórz … – nie wiem, o co chodzi.
- Kant male kudaje … Widzę Piłata … Czy ty jesteś królem żydowskim ?
- Re…xes tu ? – powtarza z trudem, nie jest pewny, czy dobrze słyszy.
- Ahue ana …
- To jest z „Pasji” … – … ale muszę sprawdzić.
- Dlaczego to słyszę ?
- Hmm …. Wielkanoc niedługo …
Wielkanoc – święto dla Ojca jest niezmiernie ważne, ważniejsze niż Boże Narodzenie.
Sprawdziłam dzięki AI transkrypcję rozmowy i faktycznie chodzi o Piłata. Piłat zaczyna po aramejsku, potem mówi po łacinie …
Jadąc do domu już o tym nie pamiętałam … Ale …
- Ojciec mnie potrzebuje.
- No wiadomo … – bagatelizuję myśląc, że to tylko Piotr.
- Słyszę zdanie … – mówi z pełną powagą.
- Ojciec cię potrzebuje.
- …… – przyglądam mu się uważnie, ma posągową twarz, to ważna chwila.
- Jestem do dyspozycji – Piotr śmiertelnie poważnie.
- Więc zmiany są gwałtowne.
- …… – Piotr skinął głową na potwierdzenie, ale po chwili do mnie …
- Są, a nie, że będą – zwraca mi uwagę. Rzeczywiście, to różnica.
- Może chodzi o egzorcyzmy ? Jesteś potrzebny, żebyś robił egzorcyzmy ?
- Robię przecież, to by Ojciec nie powiedział.
- Hmm … Ojcze, potrzebny jest „na gwałt” ?
- Na gwałt nie.
- …. Chodzi mi oczywiście, że szybko – roześmiałam się.
- Zobacz, co znaczy odpowiedni dobór słów.
- Dobrze.
- A mówisz zawsze dobzie.
- …. Ojcze, potrzebujesz go „na jutro” ? – w znaczeniu, że bardzo szybko, nadal próbuję wymacać.
- Daj już spokój niewiasto. Jak w Gwadelupie ! – Ojciec był mną wyraźnie zmęczony. Zmęczony moją namolnością.
- … Co w Gwadelupie ? – pytam Piotra.
- Nie mam pojęcia – on też zmęczony.
Aż mnie przytkało. Co w Gwadelupie ? Że ktoś pytał i pytał ? Muszę to sprawdzić.
W przekazach o Guadalupe Juan Diego nie jest przedstawiony jako bierny świadek. Rozmawia z Maryją, zadaje pytania, wyraża wątpliwości i opowiada o swoich trudnościach. Według relacji zawartej w Nican Mopohua jego rozmowy z Maryją obejmują kilka charakterystycznych momentów:
„Dlaczego wybrałaś właśnie mnie?” Po pierwszym objawieniu Juan Diego nie uważał się za odpowiedniego posłańca. Miał tłumaczyć Maryi, że jest prostym człowiekiem, nieważnym i niezdolnym do przekonania biskupa. W istocie prosił ją, by wybrała kogoś bardziej znaczącego.
Relacjonował reakcję biskupa Po spotkaniach z biskupem wracał do Maryi i opowiadał, jak przebiegła rozmowa. Informował ją, że biskup nie uwierzył i domaga się znaku potwierdzającego objawienie. Można powiedzieć, że pełnił rolę pośrednika między Maryją a władzami kościelnymi.
Próbował uniknąć kolejnego spotkania. Najciekawsza rozmowa miała miejsce 12 grudnia. Wuj Juana Diego ciężko zachorował. Juan Diego spieszył się po kapłana i — według przekazu — próbował ominąć wzgórze Tepeyac, aby nie zatrzymała go Maryja. To bardzo ludzki epizod: nie kwestionował już objawienia, ale uważał, że pilniejsza jest pomoc umierającemu krewnemu. Maryja miała wtedy sama wyjść mu naprzeciw i zapytać, dokąd idzie. Opowiadał o chorobie wuja . Juan Diego wyjaśnił, że jego wuj jest bliski śmierci i potrzebuje księdza. W odpowiedzi Maryja miała go uspokoić, mówiąc słynne słowa: „Czyż nie jestem tutaj ja, twoja matka?”



















