Poczekaj na falę, wymiecie wszystko.

30. 05. 18 r. Warszawa.

Jedziemy do Szczecina samochodem. Mam nadzieję na długą rozmowę widząc, że i Piotr ma wenę na rozmowę…

  • Pan Bóg pewnie myśli, że jestem idiotą.
  • Skąd wiesz co myślę ?
  • Lepiej się skup na jeździe, bo sam nie jedziesz.
  • Nie widzę Cię – Piotr zażartował patrząc we wsteczne lusterko.
  • Ale Ja ciebie widzę.

Ucieszyłam się, ale Piotr zamilkł. Może się przestraszył? Nie wiem o czym myślał, ale w pewnej chwili….

  • Pan Bóg za pierwszym razem zasłonił Chrystusa, zobaczyłem tylko Jego nogę.

Nie wiedziałam o czym mówi. Po dłuższym główkowaniu przypomniałam sobie, to była bardzo dawna wizja. Dzisiaj rozumiem, że wtedy zasłonił, ponieważ Piotr w żaden sposób nie był gotowy na Chrystusa.

- Pan Bóg stanął przed Jezusem i mi Go zasłonił w całości. Bóg nie chciał, żebym na Niego patrzył. Widziałem tylko Jego nogę zza szaty Ojca. I chociaż to noga to i tak czułem niesamowitą miłość. 
  • Powiedz co widziałeś za drugim razem.
  • …….. – Piotr znowu zamilkł.

Po długiej chwili wytłumaczył mi w końcu, że nie było drugiego razu, a ja zdałam sobie sprawę, że Ojcu chodziło o precyzyjność doboru słów. Jeśli ktoś mówi „za pierwszym razem” to znaczy, że musiał być co najmniej i ten drugi raz. Jednak po chwili … albo Piotr zapomniał albo nie chciał mówić. Nie pamiętam, czy było to za drugim razem…

- Dzisiaj na porannej mszy zobaczyłem Ojca i Syna. Ojciec stał za Jezusem i trzymał go za ramiona. Wyglądało to tak, jakby chciał mi Go przedstawić. Zrozumiałem, że Ojciec i Jezus to jedno, poczułem ich nierozłączność. Poczułem, że w ten sposób pojednałem się z Chrystusem, że niepotrzebnie umniejszałem Jego rolę. Zawsze wielką więź czułem z Ojcem, do Niego tęskniłem i wydawało mi się, że Jezus mi nie ufa. A On dzisiaj mi powiedział...
- Ja w tobie, ty we Mnie. 
- Przeprosiłem Go za wszystko. 
- Tak jak My tobie zaufaliśmy, tak ty Nam zaufaj. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/05/trwajcie-we-mnie-nie-zatwardzajcie-swoich-serc/ 

Wspominanie takich wizji powoduje, że stajemy się bardzo poważni.

  • Najbardziej mnie denerwuje, kiedy mówisz, że Homiel nie ma racji – przyznaję po namyśle.
  • Jesteś na etapie małpki.

Prawie się roześmiałam. To jak laboratorium. Są naukowcy i są małpki.


Nie miałam pomysłu na pytania, więc Piotr zaczął wspominać Edzia. Jego wspomnienia szybko podsumował Ojciec…

  • Film z życia był nieubłagany. Nadrabia co utracił. Poprosił.
  • Właśnie ! … – przyszło mi coś w końcu do głowy.
  • Każdy ma wybór ? Każdy może być z kimś po śmierci tak jak Edziu przy Krysi ?
  • Oooo, nie.
  • Hmm…. No tak, niektórzy trafiają prosto na dół… – … zapomniałam.

Jedziemy dalej.

  • Czy moja maniana się skończy ?
  • Wkrótce będziesz miała świadome bezpieczeństwo.
  • …….. – ciągle o tym słyszę, ale co to znaczy ?

Jedziemy dalej. Opowiadam Piotrowi o rekolekcjach ks. Glassa, który narzeka, że na Zachodzie Kościół już właściwie upadł.

  • Poczekaj na falę, wymiecie wszystko.

Zastanowiłam się nad tymi słowami. Mogą mieć podwójne znaczenie. Albo dosłownie falę (przecież Wielka Brytania do wyspa) albo chodzi o falę Piotra. Czas pokaże.


Na autostradzie mijaliśmy dziesiątki tirów. I wtedy sobie coś przypomniałam. Rekrutując kilka lat temu kierowców TIR do pracy w Niemczech wśród kandydatów natrafiłam na człowieka, który mnie zadziwił. Już pierwsze trzy zdania przez telefon zwróciły moją na niego uwagę, ponieważ bardzo się spośród innych wyróżniał. Jak się okazało był prawnikiem, znał dobrze niemiecki i chciał pracować jak kierowca TIR-a twierdząc, że zawsze o tym myślał.  Zdębiałam dosłownie, bo zdarza się to raz na tysiąc może przypadków. Trzy razy go pytałam przez telefon, czy się dobrze nad tym zastanowił. Niemieckiej firmie było obojętne kim z wykształcenia jest kandydat, oby miał odpowiednie prawo jazdy i dobry niemiecki, więc szybko został zatrudniony.

Po jakimś czasie zgłasza się do mnie ten człowiek ponownie i opowiada. Firma niemiecka, której siedziba znajdowała się niedaleko granicy zatrudniała bardzo wielu polskich kierowców i miała dyspozytora, rodowitego oczywiście Niemca, który się nimi zajmował. Dyspozytor fatalnie traktował Polaków, między sobą nazywali go nawet „gestapowcem”. Wyzwiska, mobbing, wyzysk i wiele innych nadużyć spowodowało, że pan prawnik-tirowiec w końcu nie wytrzymał i podał jako prawnik  firmę do sądu. Całą firmą wstrząsnęło, a „gestapowiec” został dyscyplinarnie zwolniony.

Wtedy słuchając jego historii pomyślałam, że to niezwykła historia. Ale dzisiaj, po tych wszystkich doświadczeniach jestem pewna, że to historia utkana przez Ojca. Znalazł się jeden sprawiedliwy, który zrobił porządki. Przepiękna koronka. Iluż to prawników pracuje jako kierowca TIR i trafia tam gdzie jest naprawdę potrzebny ? 


01. 06. 18 r. Szczecin.

W Szczecinie jesteśmy oblegani przez rodzinę, zaległe sprawy, toczący się remont, więc właściwie nie rozmawiamy. Raz tylko….

  • Daj mi dwadzieścia złotych, bo mi zabrakło – proszę Piotra.
  • Nie mam.
  • No daj, bo musiałabym pójść do bankomatu.
  • Skubie cię… Co Mały ?
  • No skubie – Piotr wzdycha ze śmiechem.
  • Chciałbyś zwiać do Nieba ?
  • No chciałbym.
  • Marzenie ściętej głowy.

02. 06. 18 r. Warszawa.

Jedziemy z powrotem.

  • Cieszysz się Ojcze, że wracamy ?
  • A jak myślisz ?
  • …….. – myślę, że się cieszy, ponieważ Piotr w ogóle się nie modlił. Nie miał na to siły i nie miał czasu.
  • Nie wiem, może chcesz, abyśmy byli z rodziną ? – pytam jednak.
  • Rodzina to cząstka.

Rodzina to cząstka… Coś zrozumiałam w tej chwili.

ŁK 9; 61 Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!» 62 Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego»

Wybór między rodziną a Bogiem wydaje się dla wielu oczywisty. Rodzina pierwsza. Dla mnie jednak… nie jest to już takie oczywiste. Te dwa dni bez rozmów spowodowało, że najnormalniej w świecie bardzo zatęskniłam za Ojcem. Poczułam to wręcz fizycznie i to nagłe uczucie mnie samą mocno zaskoczyło. Bo jak można tęsknić fizycznie za kimś, kogo się nigdy nie widziało ?

  • Pan Bóg mówi do ciebie….
  • Powiedz jej, że ją bardzo kocham i że obiecuję jej stolik.
  • Stolik ? – wzruszyłam się.

Wystarczy rzucić tylko hasło „stolik”, a już wiem o co chodzi.

Dziennik Faustyny; Dziś, gdy wyszłam do ogrodu, rzekł do mnie Pan: Wróć się do swej separatki, bo tam na ciebie czekać będę. Gdy wróciłam, natychmiast ujrzałam Pana Jezusa, który siedział przy stole i czekał na mnie. Z łaskawym spojrzeniem rzekł do mnie: Córko moja, pragnę, abyś pisała teraz, bo spacer ten nie byłby zgodny z wolą moją. Pozostałam sama i wzięłam się zaraz do pisania.

Stół, stolik, przy którym siedział Jezus niezmiennie mnie zadziwia. Jest niezwykły z kilku względów. Stół jako symbol spotkania, rozmowy. Pokazuje też normalność w zachowaniu Chrystusa. Siedział i czekał… a czy nie powinno być odwrotnie ?

Faustyna i Jezus przy stole


Jedziemy dalej.

  • Jak to będzie z naszą przyszłością ? – Piotr próbuje macać.
  • Ja wiem.
  • Powiedz trochę – palnął bez namysłu.
  • A gdzie zabawa ? Przestań się mazgaić.


Dopisane 15. 02. 2019 r.

  • Poczekaj na falę, wymiecie wszystko.

Mój znajomy przebywający od dłuższego czasu w Wielkiej Brytanii jako człowiek mocno wierzący zdruzgotany jest społeczeństwem, w którym dane mu pracować i żyć. Poprosiłam, aby opisał krótko ostatnie wydarzenia, których był świadkiem.

Zacząłem pracę w pewnej firmie, w której pracownicy to imprezowicze i hedoniści. Każde zarobione pieniądze wydają na imprezy, alkohol, marihuanę. Szczególnie taki T. Jego życie to łatwe panienki, piwo, marihuana, imprezowanie na maxa, a przy tym inne narkotyki jak kokaina, extasy, próbował w życiu już prawie każdego narkotyku. Najbardziej irytujące było to, że musiałem go często dowozić i odwozić do/z pracy, a ten nie dokładał się do paliwa, za to najczęściej kończyło się piciem w barze po pracy a często już w drodze do domu w moim samochodzie pił piwo z puszek. Wspominali też o pewnym P. który kiedyś z nimi pracował, miał dziecko, ale dziewczyna go zostawiła i odeszła z dzieckiem. Kilka miesięcy temu P. wrócił do pracy i zrobił na mnie negatywne wrażenie.

Pierwszego dnia odwiozłem P. i T. do domu, po drodze zapalili w moim samochodzie marihuanę, pojechaliśmy do baru, bo to piątek był, na piwo. P. naśmiecił w moim samochodzie, zaczął wygadywać głupoty, a w barze rzucił moim telefonem na podłogę. Natychmiast pojechałem do domu i przypomniałem sobie pewne opowieści, że dziewczyna odeszła od niego bo był idiotą, pijakiem i brał narkotyki. Młody człowiek, a nałogi wzięły nad nim górę, dobry pracownik, ale po pracy pijaństwo i narkotyki. Mieszkał niedaleko mnie i jego ulubiony bar znajdował się tuż obok mojego domu, była to podrzędna spelunka, gdzie policja i pogotowie często przyjeżdżały do awanturujących się klientów. P. miał tam wielu znajomych, w tym barman dawał mu piwo „na kreskę”, gdy ten nie miał pieniędzy.

Raz w niedziele około 11.30 spotkałem go przed tym barem i zapraszał mnie na piwo, ale odmówiłem. Umówiliśmy się, że w poniedziałek odbiorę go do pracy o 6.15. Gdy zajechałem do jego domu, P. leżał na łóżku w butach, ubraniu, bardzo pijany i być może naćpany, że ledwie się ruszał, do pracy oczywiście się nie nadawał w tym stanie. Zadzwoniłem do bossa i powiedziałem, że P napił się, co go bardzo zdenerwowało, bo potrzebny mu był człowiek do pracy. P. wrócił po kilku dniach do pracy i obiecał, że powstrzyma się od picia. Powiedział mi, że wtedy skończył picie w poniedziałek nad ranem około 4 rano i nie miał siły rozbierać się i zdjąć buty. Jednak praca z nimi T. była ciężka, cała masa opowieści o imprezach, ilości wypalonej marihuany, zwidach po LSD, panienkach, ilości wychlanego piwa i innych alkoholi. 2 tyg przed Bożym Narodzeniem zapytałem jak spędza święta, oczywiście święta służą do solidnego nażarcia się, nachlania i naćpania się. Nic więcej, zero modlitwy, skupienia się na tym święcie na pamiątkę czego je obchodzimy.

W tym czasie miałem taką wizję, że obaj stają na krawędzi czarnej dziury i niewiele trzeba, żeby w tą czarną dziurę wpadli i zostali zmieleni i słowo „destrukcja”. Potem druga wizja w ciemności, takie okna na każdego i niewiele trzeba, żeby coś niszczycielskiego do nich się dostało przez te okno i poczucie, że zostało im niewiele czasu. Powiedziałem im, że mają dziadowskie życie, ale się tylko uśmieli.

Przed Bożym Narodzeniem skończyliśmy pracę i już go nie widziałem, ale powiedział mi, że zmienia mieszkanie i wynajmuje po Nowym Roku nowe w pobliżu jego ulubionego baru, a więc dość blisko mnie. Po Nowym Roku dostałem wiadomość, że P powiesił się na pasku od spodni, nad ranem w noworoczny dzień. Cały Sylwester pil z bratem w jego domu, skończyli picie około 4 rano już w Nowy Rok, brat poszedł spać, a jak wstał po 7 rano znalazł P. powieszonego na pasku od spodni gdzieś przy schodach w domu. Już nie żył. Pogrzeb był świecki, celebrant przez pół godziny go wychwalał i skremowali go. Przyczyna śmierci niezbyt znana, był pijany i wciągnął kokainę w tamten dzień. Rzekomo miał depresją, że dziewczyna zabrała mu dziecko i nie chciała, aby się z dzieckiem widywał. Prawda taka, że sędzia nakazał mu zrobić test na narkotyki i zależnie od wyniku będzie mógł się widywać z dzieckiem. P. odmówił poddania się testowi i powiedział w sądzie, że on pali tylko marihuanę. Nie przebadał się, więc sędzia nie pozwolił mu się widywać z dzieckiem. T. mocno tę śmierć kolegi przebolał, pili razem w barze 2 dni przed jego śmiercią, robili sobie wspólne zdjęcia i wrzucali na FB, P. miał plany na pracę po Nowym Roku i przeniesienie się do innego mieszkania. Jak człowiek, który jest mocno pijany, który w takim stanienie zdejmował z siebie ubrania, ani butów, zdjął pasek ze spodni, założył na szyję, drugi koniec zaczepił do czegoś ?  

Życie bez nadziei. W jakim kierunku idzie ten świat…

W Nowym Jorku wprowadzono nowe prawo aborcyjne, które pozwala przerwać ciążę nawet w jej końcowym etapie w przypadku podejrzeń zagrożenia zdrowia i życia matki, a także poważnej choroby płodu – informuje KAI. https://wiadomosci.wp.pl/usa-nowe-radykalnie-liberalne-prawo-aborcyjne-w-nowym-jorku-aborcja-mozliwa-nawet-w-ostatnim-dniu-ciazy-6343825084954753a

Poczekaj na falę, wymiecie wszystko… nie zdziwiłabym się, gdyby miało znaczenie dosłowne.

Przegrana po stokroć uczy bardziej.

28. 05. 18 r. Warszawa.

Po śmierci Edzia rozpoczęliśmy remont domu. Trwa on z przerwami do dzisiaj, ponieważ albo zima, albo jesień, albo pieniędzy nie ma, albo nowy pomysł naszedł, żeby kafelki zmienić. W tym roku w lutym Piotr zaplanował zrobienie garażu, ale zapomniał o pewnym szczególe. Nie uprzedził o swoich planach naszego remonciarza. Bardzo więc wątpiłam, czy uda się go do nas ściągnąć, ponieważ do niego kolejka od roku stoi długa, bo jak wiadomo fachowców w dzisiejszych czasach jak na lekarstwo.

  • Dobra, zadzwoń do niego – śmieję się Piotrowi w twarz – Sezon na remonty trwa, a ty tak na ostatnią chwilę ?

Piotr niezrażony wyciągnął telefon i dzwoni…

  • Wie pan… Wcale mnie to nie dziwi, że pan dzwoni – odzywa się głos po drugiej stronie słuchawki.
  • Taaaak ? – Piotr zdziwiony.
  • Miałem sen. Ktoś we śnie mi powiedział, abym zarezerwował dla pana czas na remont. Mogę zacząć za kilka dni…
  • …….. – Piotr stał w bezruchu z telefonem przy uchu, chyba się zastanawiał, czy mu się to śni…
  • Taaaaak ? – powtórzył zdziwiony kompletnie.
  •   – patrzę na niego.
  • To jakieś…. szaleństwo – kręcę głową z niedowierzaniem.

Przypomniałam sobie tą rozmowę widząc jak już się remont kończy.

  • Sen ! To ci dopiero. Gdyby tylko wiedział… – zamyśliłam się.
  • Dlaczego się tak spieszysz Ojcze ? – przyszło mi do głowy.
  • Żeby zdążyć na czas.
  • Hmm……

Już sama nie wiem czy lepiej wiedzieć od razu wszystko, czy lepiej nie wiedzieć nic. Ojciec przemawia takimi zagadkami….


Wieczorem.

Wczoraj dowiedziałam się, że córka znajomego ma się raz lepiej, raz gorzej. Mimo, że Piotr codziennie nad nią pracuje, nie widać większych postępów albo tak mi się wydaje, że nie widać. Może nasze oczekiwania są zbyt duże… ?

Dostałam SMS od znajomego, który prosił o pomoc w sprawie chorej córki. 
-Wszyscy coś chcą ode mnie, meczą mnie… – Piotr westchnął zrezygnowany. 
Przeczytałam mu maila na głos, Piotr oparł głowę i się zapatrzył… 
-Widzę w niej wszędzie mini krwotoki, widzę wszystko na czerwono, te krwotoki zderzają się ze sobą… Mogę jej pomóc ? 
-Jak ci dam moc uzdrawiania to nikogo w Niebie nie będzie. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/12/11/a-skad-wiesz-jaki-jestem/ 
  • Dlaczego Ojcze tak jest ?
  • A kto powiedział, że Piotr ma ją uzdrowić ?
  • To fakt, nikt… – … szkoda. Zaczęłam na tym myślę szerzej…
  • Zauważyłeś, że ci co wierzą mają zawsze jakieś… – nie wiedziałam jak to nazwać – … próby swojej wiary ?
  • Dlaczego ci co najbardziej wierzą, najbardziej są testowani ?
  • A skąd wiesz, że wierzysz ?
  • ???!!! – pytanie mnie zaskoczyło.
  • Jak pijesz tę kawę to wydaje ci się, że wierzysz.
  • …. – …. niesamowite.

I jakie to prawdziwe ! Jak łatwo mówić „wierzę”, kiedy wszystko jest ok. Kiedy się jest zdrowym, szczęśliwym, spokojnym, ma się pieniądze na „przysłowiową kawę”, kiedy słońce świeci, kiedy kochamy lub jesteśmy kochani… Jak łatwo mówić wierzę… Człowiek do końca siebie nie zna, dopóki nie zostanie przygwożdżony do ściany. Wtedy widzi się nagiego.

  • Wiesz kiedy kręgosłup twardnieje ? – …. kształtuje się.
  • Zwycięstwa ? Najbardziej uczą przegrane…
  • Przegrana po stokroć uczy bardziej.
  • Niesamowita lekcja – pomyślałam.
  • To NIP przegra ? – Piotr się włącza.
  • Pan Bóg nie potrzebuje przegranej, żeby się uczyć.
  • A poza tym chcesz powiedzieć, że zło ma wygrać ?
  • Nie po to jest taka skomplikowana koronka, żebym miał przegrać.
  • Pan Bóg was ! uczy.
  • Hmm….
  • Czy Ojciec tworzy aniołów dalej ? – pytam.
  • Nie, ma stałą ilość – Piotr pewnie – Musi być równowaga.
  • Ale tych dobrych jest coraz mniej. Więcej jest na dole – przypominam sobie rozmowę.
-Upadek moralny postępuje. To jest nieuniknione. Dużo więcej wierzących jest przychodzących z tobą, niż przy pełnych w niedziele. 

Miał na myśli poranne msze w ciągu tygodnia. Rzeczywiście, przychodzi tam niewielka i ta sama grupa ludzi, mniej więcej średnio 15 osób. Ile trzeba mieć zaparcia w sobie i wiary, by budzić się codziennie o 6.00 rano i biec na 7.00 do kościoła, wiedzą tylko oni sami. 

-Ile jest Czarnych, 3/4 ? 
-Znacznie więcej. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/06/18/choc-nie-ma-mnie-tu-to-jestem-bo-ojciec-jest-tu/ 
  • Co jest lepsze ?
  • Dwudziestu nijakich, czy jeden konkretny ?

  • Twoja książka pokazuje bliskość Boga. Jego normalność – Piotr zamyślony.
  • Zobaczyłem, że będzie złota i gruba.
  • Przecież rozmawiamy jakbyśmy przy rosole rozmawiali.
  • Dlaczego rosół ? – Piotr zdziwiony.
  • Rosół dla pokrzepienia.
  • Ale numer ! Ja rzeczywiście słyszę ! Bo tego bym nie wymyślił.

Oglądaliśmy film „Ocalony”. https://www.filmweb.pl/film/Ocalony-2013-613320 Film na faktach, więc tym bardziej robił wrażenie. Nie mogłam go oglądać do końca ze względu na drastyczność scen, ale Piotr był w swoim żywiole.

  • Wykończyłbym ich wszystkich. Nie wypuściłbym Talibów…

Za głowę się złapałam co wygaduje. Moja pierwsza myśl…

  • Mam nadzieję, że Ojciec tego nie słyszał…

29. 05. 18 r. Warszawa.

  • Dzisiaj w kościele słyszę „ostatni będą pierwszymi”. Poszedłem do komunii, podchodzi ksiądz i zabrakło dla mnie opłatka. Podchodzi drugi i jemu też zabrakło. Zostałem sam jak palec przed tym ołtarzem i czekałem na opłatek. I tak ostatni staje się pierwszym… – cieszy się zadowolony.
  • A mi się wydaje, że zabrakło dla ciebie za wczorajsze gadanie. Chciałeś ich załatwić, więc opłatek ci się nie należy !
  • Nie chełp się… teraz słyszę.
  • Czyli mam rację ? – cieszę się. Uwielbiam mieć rację.
  • Ojciec jest niesamowity.
  • Czy zaczął się proces podlizywania ?
  • Stwierdzam fakt.
  • A może jednak trochę się podlizujesz ?
  • Może trochę.
  • Mawiasz jak Mickiewicz urodzony w Nowogródku.
  •  Nowogródku ? Urodził się tam ? – pyta mnie Piotr szeptem.
  • Nie wiem.
  • Jesteś pewny, że w Nowogródku ? – Piotr pyta Ojca. 
  • Ja tak, a ty ?
  • Ok, już nic nie mówię.

Sprawdzam oczywiście natychmiast; Adam Mickiewicz ur. 24 grudnia 1798 w Zaosiu lub Nowogródku. (Wiki)

Malutkie słowo „lub” postawiło moje włosy pionowo. Bóg Ojciec naprawdę wie wszystko…


Piotr poszedł się pomodlić. Gdy wrócił…

  • Zobacz, całą koszulkę mam mokrą, tak się modliłem !
  • Nie przesadzaj, z parę miejsc miałeś sucho.
  • ……… – wybuchnęliśmy śmiechem, nigdy nie będzie za mało modlitwy.


Dopisane 13. 02. 2019 r.

  • Mawiasz jak Mickiewicz urodzony w Nowogródku.

Ciekawe… Jeśli wyjdzie ta książka na światło dzienne, czy dane historyczne zastaną skorygowane ?

Obecny Dom – Muzeum Adama Mickiewicza nie jest tamtym, rodzinnym domem poety, lecz jego repliką. Nie zmienia to jednak faktu, że jego historia jest ciekawa. Nasz poeta urodził się, jak wiadomo, 24 grudnia 1798 roku w dworku Mickiewiczów w Zaosiu, odległym od Nowogródka (Навагрудак) o ponad 60 kilometrów. Nie ma to jednak, poza ustnymi zapewnieniami rodziców i położnej, żadnego potwierdzenia w dokumentach. W najważniejszym – akcie chrztu, jest tylko data plus informacje o rodzicach i rodzicach chrzestnych noworodka. Brak natomiast zwyczajowej informacji gdzie i kiedy dziecko urodziło się. Stąd nadal pewne wątpliwości, przypuszczenia, że może jednak poród odbył się w Nowogródku, ewentualnie w innym istniejącym wówczas Zosiu, położonym o7 km od miasta. Jak było na pewno, już się chyba nie dowiemy. Nie ma jednak żadnych niepodważalnych dowodów, że uznana za oficjalną data i miejsce urodzin nie są prawdziwe. http://www.krajoznawcy.info.pl/rodzinny-dom-adama-mickiewicza-26664

Jeśli chcesz zrozumieć wszystko, musisz zrozumieć siebie.

27. 05. 18 r. Warszawa.

Dzień w dzień wstaję o 6.00 i dzisiaj w niedzielę chciałam to sobie odespać, ale oczywiście się nie udało, bo Piotr wparował z samiutkiego rana do pokoju szukając sennika. 

  • Miałem sen ! Zobaczyłem odpływ w morzu. Fala cofnęła się daleko w głąb morza i zobaczyłem piękny piasek, muszle… Ciągnąłem cię za rękę, żeby zobaczyć jak daleko cofnęła się ta fala, a ty szłaś jak kłoda! Pokazywałem ci… Zobacz ja tu pięknie, a ty w dupie to miałaś prawie ! – był oburzony. 

  • Ponieważ poszliśmy za daleko cofnąłem się z powrotem. Co to może znaczyć ?
  • Na moje oko różnie – śmieję się. Piotr wszystko bierze na poważnie i jeszcze mi wleje, że byłam jak kłoda !
  • Może cofnięcie fali przed wielkim tsunami ? Albo może faktycznie tylko cofnięcie się fali i zobaczenie pięknego piasku… Nie wiem – wzruszam ramionami, nie chciało mi się myśleć tak z rana. 
  • No to ja też nie wiem.
  • Jeśli chcesz zrozumieć wszystko, musisz zrozumieć siebie.
  • Wiosną tego roku dowiesz się znacznie więcej.
  • A ty będziesz tylko pisać i pisać.
  • Pan Bóg odsłoni ci pewne tajemnice.
  • Aaaa… Teraz rozumiesz ?! – … że ja na to nie wpadłam !
  • Teraz rozumiesz? Faktycznie morze zakrywa, a kiedy jest odpływ to odkrywa. Czyli odkryjesz jakieś tajemnice ! – byłam pod wrażeniem prostoty tej wizji.
  • Ale dlaczego byłaś tak obojętna ? Jakbyś nie rozumiała ?
  • Bo za duża nas przepaść dzieli. Ty widzisz, słyszysz i ty zobaczysz te tajemnice, nie ja.
  • Mały musi swoje korzenie poodtykać. On to zrozumie w mig.
  • A ja ? – pomyślałam i żal mi się zrobiło.
  • Musisz zrozumieć, że tylko widzisz wierzchołek góry, a reszta skryta jest pod wodą.
  • …….
  • Piotr, kiedy zobaczysz będziesz pewny kim jesteś ?
  • Tak.
  • I będziesz wiedział co robić ?
  • ……. – Piotr spojrzał na mnie szukając pomocy…
  • Wiosna już jest i trwa do 21 czerwca, a już mamy zaraz czerwiec – Piotr zwraca uwagę.
  • Ja już się nie wdaję w te wyliczanki. Właśnie piszę na blogu o październiku i widzę, że wiele miało być w październiku, a było w miarę spokojnie, więc już taka pewna nie jestem niczego.
  • ………. – zamyśliłam się jak trudno wbić się prawidłowo w datowanie.

Mam wrażenie, że to zabawa kotka w myszkę, kiedy my jesteśmy czegoś pewni, to nic się nie dzieje. A kiedy tylko przestajemy liczyć, dzieje się mnóstwo. Jakby ktoś chciał pokazać kto tu rządzi naprawdę…

  • Dlaczego październik nie wypalił ?
  • Może dla ciebie…
  • Ktoś przesunął. Znasz powiedzenie co się odwlecze, to nie uciecze ?
  • Hmm…. – dlaczego mam nieodparte wrażenie, że była to dla mnie zrobione specjalnie jako nauka, a właściwie nauczka…
  • To nauczka ?
  • Sama już wiesz.
  • Niczego nie możemy być pewni, a przede wszystkim dat. Więc nie nastawiaj się na wiosnę, będzie co będzie. Wolę być zaskoczona niż rozczarowana – mówię do Piotra.
  • Racja, racja… Dziękuję za pióro, tak przy okazji.
  • Nie wysilaj się.
  • ……… – buchnęliśmy śmiechem.

Poszliśmy na film „Han Solo”. Wyszliśmy w połowie, a może wcześniej, bo nie wiem ile on w sumie trwał.

  • Nie wiedziałem, że tak można mózg wypalić – odezwał się Homiel. 
  • Tak dobrze aktorom płacą, dlaczego nie grali ?
  • ……. – zaczęłam się śmiać, bo faktycznie, beznadziejna gra aktorska, wszystko było beznadziejne.
  • Nie mogłeś nas uprzedzić ? 70 zł poszło w dym !
  • Dobrze, że poszliście. Piotr miał kontakt.
  • Taaaak ?
  • Wyłączyłem się z tego filmu. Zobaczyłem jak Ojciec wyciąga mnie do innego świata, porozmawialiśmy sobie… – zawstydził się.
  • A o czym ?
  • A nie powiem.
  • To niesprawiedliwe. A bez tego filmu nie dałoby rady ?
  • Co by było, gdyby było w październiku ?
  • …….. – uśmiecham się. Co by było, czyli „gdybanie” nie jest naszą mocną stroną. „Nie znasz dnia ani godziny”… to czysta prawda.

Mt 25, 13: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.”


Wieczorem. Podano w TVP informacje, że zaczęły się powroty z Wielkiej Brytanii. Nastawiłam uszy… 

- Częścią podnoszenia Polski jest czyszczenie jej. 
- Burzą się ci najbardziej, którzy mają najwięcej za pazurami. 
- I tak musi być i tak będzie. 
- Czy PIS odpuści ? 
- Nie odpuści, bo Ja nie odpuszczę. 
- To ma być czysty kraj i będzie taką oazą na tej pustyni. 
- Powroty to się dopiero zaczną do tego kraju. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/10/22/dla-chwaly-ojca-zapanuje-swiatlosc-na-swiecie/
  • Czy to jest to o czym Ojcze mówiłeś ?
  • Tak naprawdę powroty się jeszcze nie zaczęły. Zaczną.
  • Hmm… – ciekawe dlaczego…

Piotr poszedł „na” egzorcyzmy. Po powrocie opowiada…

  • Modliłem się; módl się za nami, którzy się do ciebie uciekamy… i słyszę głos Maryi ! – … robi zdziwione oczy.
  • Nieustająco się modlę… powiedziała.
  • Miałeś rację, dlatego Mnie nie ma.
  • ???!!! Rozumiesz coś z tego ?
  • ……. – szukam w głowie… ! Pytałam dlaczego Sigmund w Niebie nie widział Maryi !
- Dlaczego Richard Sigmund, kiedy był w Niebie to nie widział Maryi ? 
- A widział Mnie ?
… Ojciec pokazał mi, że Maryja nieustająco modli się w swojej świątyni, dlatego nie widział jej. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/11/13/stanie-sie-swiatlo/
  • Pan Bóg powiedział, że muszę zrobić następny krok, że muszę odprawiać różaniec… A wiesz ile to będzie trwało ?!!!!
  • …….. – zaczęłam się śmiać, bo miał taką minę, jakby szedł na rwanie zęba bez znieczulenia.


Dopisane 10. 02. 2019 r.

Pisząc na blogu dzisiaj, nie wiem o czy będę pisać jutro. Po prostu co dwa dni przewracam kolejną kartkę w swoim dzienniku i dopiero wtedy wiem, o czym będzie. Dlatego jestem dzisiaj bardzo zaskoczona.

  • Pan Bóg odsłoni ci pewne tajemnice – wizja z morzem, które odsłania tajemnice mocno mną potrząsnęła. Wczoraj, czyli zanim o niej przeczytałam, dostałam wiadomość od znajomego;

Wygląda na to, że nie przypadkowo otrzymałam tą wiadomość akurat wczoraj, więc oczywiście pytam co to znaczy …

  • To co było ukryte, wypłynęło.
  • Przed II wojną światową też pokazał się krzyż, na niebie…

Tyle na dzisiaj mogę powiedzieć, ale wrócę do tego w odpowiednim czasie.


Dzisiaj ewidentnie wiem co miały znaczyć słowa…

-Twój dziennik to ostatnie zadanie tutaj. 
-Musisz pisać, ale nie spiesz się. 
-Pisząc ten dziennik mam wrażenie, że on już się skończył, że nie ma już nic ciekawego - ja na to. 
-Mylisz się, dopiero się zacznie. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/08/353/

Musisz pisać, ale nie spiesz się – zwłoka w pisaniu na tym blogu wynosi na dzień dzisiejszy około 7 miesięcy. Widać jednak, że tak miało właśnie być. Myślę, że to też dowód dla nas, że to wszystko dzieje się naprawdę. Wiele informacji podanych wcześniej sprawdza się na naszych oczach i wiele sytuacji jest kompatybilnych z tym, co przeżywają czytający ten blog. Na przykład dzisiejszy mail…

Ojciec jest naprawdę… niesamowity. Brakuje słów… 

Kielich krwi Mojej.

22. 05. 18 r. Warszawa.

Mam prawdziwy dylemat czy się przeprowadzać do Krysi, czy nie. Remont się kończy i trzeba będzie podjąć decyzję.

  • Ojcze, zdecyduj za nas.
  • A myślałem, że posłałem wojownika.
  • Tak będzie lepiej.
  • Jeśli za was zadecyduję, to decyzja będzie stanowcza i dziwna.
  • Dziwna ? – pomyślałam ciekawe dlaczego ?
  • To niech tak będzie, oby była Twoja – mówię dalej.
  • Wyczuwam tu cwaniactwo.
  • Spójrz… miałam spojrzeć na niebo, a tam chmury, które szybko przepływały.
  • Nie bój się tego, czego jesteś pewna co w tobie umieściłem.
  • A jak masz wątpliwości, spójrz na swój brzuch.
  • ……. – czyli na pieczęć – chmurkę.
  • Wbrew pozorom masz oczy i uszy, a on jest ślepy, ale ma inne widzenie.
  • Wiesz jaka byłaby moja decyzja, ale szkoda mi Piotra.
  • A mi go nie szkoda za tego ( ps. Eduard Deisenhofer), skoro to odkryłaś.
  • ?! Wow…. – już o tym zapomniałam.
  • We śnie ktoś mnie dzisiaj zapytał… – Piotr pociera czoło.
  • Czy ty jesteś tym kim jesteś ?
  • We śnie! Ale pamiętałem co mam odpowiedzieć i powiedziałem
  • Jam jest…. i obudziłem się, przestraszyłem się, że to pycha.
  • Ja jestem tylko Piotr.
  • Dobre sobie.
  • Wiesz czym jest kożuch na mleku ? Zakrywa to co w środku.
  • Niewielu lubi kożuch, ale mleko prawie wszyscy.
  • Co to znaczy ?
  • Hmm… Może to co przewidział Ojciec ? Odkryje imię twoje prawdziwe.

Wieczorem.

Piotr chodzi zmęczony z niedospania i z powodu problemów w firmie.

  • Idę się pomodlić, bo wczoraj nie dałem rady, choć ktoś za 5 dwunasta pociągnął mnie za stopę, żebym się modlił.
  • Nie gniewam się, w końcu jesteś człowiekiem. Też masz prawo być zmęczony.
  • Jestem człowiekiem ?
  • Jesteś człowiekiem.
  • Widzisz jak brzmi to dumnie ?
  • A gdybym chciał, żebyś został na zawsze ?
  • ……. – Piotr się zawahał.
  • Zostałbym, tylko zostaw mi tę niewiastę … to niby do mnie.
  • Musiałbym ją spytać.
  • Chcesz zostać?
  • ……. – no zamurowało mnie. W pierwszej chwili pomyślałam nie chcę, w drugiej, że jak trzeba to zostanę.
  • Ja nie wiem… Spełnię twoją wolę Ojcze, a jak Ty chcesz ?
  • Zdałeś egzamin.
  • ……. – czy ja zdałam ? Nie mam pojęcia, ale wątpię.

23. 05. 18 r. Warszawa.

Na kawie.

  • Homiel powiedział, że Edziu będzie w domu dopóki jest mama.
  • Film obejrzał i się przeraził.
  • Za życia samotna. Miał możliwość naprawy, więc naprawia. Poprosił o to.
  • O ! To ciekawe, czyli zmarli oglądają podsumowanie swojego życia, plusy i minusy – pomyślałam.
  • Czy u nas też tak będzie? – Piotr.
  • To dotyczy ludzi.
  • Czyli co ?
  • Czyli dałem ci odpowiedź.
  • Ale przecież jestem człowiekiem.
  • Teraz tak.
  • O ! To ciekawe, może nie–ludzie są inaczej oceniani ? – pomyślałam znowu.

Wieczorem.

  • Ktoś mnie obgaduje, zobacz jakie mam czerwone uszy ! – Piotr pokazuje i rzeczywiście są czerwone na maksa.
  • Ciekawe kto mnie tak obgaduje…
  • Dumasz i dumasz, pewnie ty myślisz o sobie…
  • …….. – roześmieliśmy się soczyście.
  • Homiel, jaką dzisiaj dasz nam lekcję? – spytałam nieoczekiwanie.
  • Ty to się umiesz zebrać z pytaniem ! Włosy mi stanęły dęba.
  • ……. – śmiech.
  • Dobra… Czas na mnie, idę zrobić egzorcyzmy. Idę zrobić swoją robotę – Piotr podniósł się ciężko.
  • Robota ?
  • A nie ?
  • To misja.
  • Dla mnie to zadanie, czyli robota.

I poszedł. Wrócił znacznie później niż zwykle.

  • Ale miałem dzisiaj !
  • Zacząłem się modlić i chyba znalazłem się tam ! – wskazał palcem na niebo.
  • Ktoś mi podał kielich, napiłem się trochę i czułem, że przez moje gardło coś przepływa. Czułem Ojca obok, był też Chrystus…
  • Ale tak na żywo ? Wyłonił się zza przesłony ? – dopytuję.
  • Nie, nie zrozumiesz tego. To było tam ! – i znowu pokazuje palcem w górę.
  • Zostawiłeś Mi kielich goryczy.
  • Mam nadzieję, że zamienisz go w wino słodkie.
  • Będziesz czynił tak jak Ja czynię, bo Ja jestem w tobie.
  • Dostaniesz to, o co prosiłeś.
  • To co odjąłem ci, to ci zwrócę.
  • Powoli musisz pożegnać się ze swoim imieniem.
  • ……. – zastygam, bo słowa brzmią bardzo poważnie.
  • Ojciec mówił dziwnym językiem, ledwo zapamiętałem, tylko słuchałem. Nie jestem w stanie dokładnie powtórzyć.
  • Po polsku ?
  • Po polsku, ale dziwnie.
  • Jak wyglądał ten kielich ?
  • Szkło matowe, białe, złote obwódki na górze i na dole złote.

  • Czy to przyjmujesz ? pyta teraz.
  • …….. – pytanie zaskoczyło Piotra.
  • Przyjmuję.

Zapadliśmy w zadumę. Nie rozumiejąc do końca co się wydarzyło, zaczęliśmy oglądać TV. Jakaś grubawa babka dziwnie wystrojona zwróciła Piotra uwagę.

  • Gruba, ale na pewno dobra.
  • Czuj daną osobę, nie kieruj się wyglądem.
  • ………
  • Ciekawe co ta wizja z kielichem znaczy – podchwytuję możliwość, że odezwał się Ojciec.
  • Jeśli twój mąż będzie fruwać nie myśl sobie, że będziesz tak sobie siedziała.
  • Przywiązał cię linami i też będziesz fruwać.
  • Gdzie ci będzie lepiej ?
  • Więc co będę robić ?
  • To co umiesz najlepiej i to co robisz teraz czyli pisać.
  • Czym był ten kielich … Ojcze ?
  • Pan Bóg wlał Siebie w niego.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie, bo czy tak dosłownie ?
  • Poczułem jak leci przez gardło. Słodkie to to nie było – Piotr zdziwiony.
  • Na słodkie nie zasługujesz.
  • To, że walczysz teraz nie znaczy, że zostało ci zapomniane.
  • To jak on ma wrócić do Ciebie mając taką przeszłość ? – pytam.
  • To nie twój problem „twoja rozczochrana”.
  • Ten kielich… Jakie to ma znaczenie na przyszłość ?
  • Poczytaj co pisałaś – … wcześniej.
  • Hmm….
  • Usłyszałem…
  • Kielich krwi Mojej.


Dopisane 05. 02. 2019 r.

Nie zastanawiałam się wcześniej nad znaczeniem kielicha. Oczy szerzej otworzyłam przeczytawszy adnotację w Biblii; „Puchar” lub „kielich” wina czy innego napoju upajającego jest obrazem przenośnym gniewu Bożego, często stosowanym u proroków.

Wydaje się, że nie tylko symbolem gniewu.

PSALM 16; 5 Pan częścią dziedzictwa i kielicha mego : To właśnie Ty mój los zabezpieczasz.

MT 20; 22 Odpowiadając Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». 23 On rzekł do nich: «Kielich mój pić będziecie.

ŁK 22; 40 Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: «Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie».4 A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się 4 tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!»

J 18; 11 Na to rzekł Jezus do Piotra: «Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?»

Kielich to też symbol drogi życia (losu), jaką przygotował Ojciec.

  • Zostawiłeś mi kielich goryczy – w którymś momencie odejście od Boga.
  • Mam nadzieję, że zamienisz go w wino słodkie – i powrót do Boga.
  • Czy to przyjmujesz ?

Nasze życie można często przyrównać do picia z kielicha. Gdy synowie Zebedeusza kłócili się o miejsce po prawicy i lewicy Jezusa, Pan zapytał ich, czy są w stanie żyć podobnie, jak On słowami: „Czy możecie pić z kielicha, z którego i ja piję?”. Moje życie jest tym, co piję. Mój kielich to mój los, udział w nim. Gdy piję gorzki napój – moje życie jest ciężkie, gdy piję słodycz – moje życie przeżywam w lekkości. Możemy żyć na sposób Chrystusa, lecz o naszym wywyższeniu czy poniżeniu decyduje sam Bóg.

Nam również zdarza się pić z Jezusowego kielicha. Przechodzić wraz z Nim i dobre i złe. Błogosławieństwo i posłuszeństwo, poczucie osamotnienia i lęk. I w naszym życiu są momenty, kiedy pijemy pełnymi haustami. Gdy czujemy, ze Pan nas wypełnia aż po brzegi! Wiara przecież ma być radością i przynosić radość jak dobre, wystałe wino! Chodzić z Jezusem do domów grzeszników, celników i nierządnic i przynosić im pociechę i właściwe Słowo. Lecz w pewnej chwili przychodzi kielich załamania. Uświadamiamy sobie, że ktoś za nas zapłacił a cena za to, byśmy żyli wiecznie jest bardzo wysoka. Że w życiu muszą nastąpić również i te chwile niepopularne i niewygodne, momenty, gdy to ja jestem tym, który musi iść dalej. Ktoś to przecież musi zrobić. Nie będzie nikogo innego. Nastanie taki ogród Getsemane, gdy każdy z nas weźmie do ręki kielich goryczy z prośbą, by nie musiał go wypić, „[n]ie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Krzyż. Żółć zmieszana z winem lub ocet. Wino wzbogacone mirrą. Tyle zostało z uczty Baranka? Nie, nie chcę. To nie jest to upojenie, na które tak bardzo czekałem.

Prawdopodobnie nieczęsto zastanawiamy się nad tym, co to znaczy pić kielich Chrystusa. Że wiara znaczy przeżywanie tych gorzkich i słodkich chwil. Że od Boga nie mamy oczekiwać i przyjmować tylko tego, co dobre. Że przecież ten kielich goryczy podaje bądź odbiera nam właśnie Bóg, nikt inny. Gdy więc będziemy jutro spoglądać na kielich i pić z niego, pamiętajmy o tym.     http://reformowani.org.pl/kazania/teksty/1151-kielich-goryczy

Przeżywaliśmy wszystko razem. Ojciec też.

20. 05. 18 r. Warszawa.

Jechaliśmy do Kazimierza, miałam wszystko przygotowane, zeszyt, długopis jeden i drugi, na wypadek, gdyby ten pierwszy padł, bo tak się już zdarzało. Homiel jednak milczał i to mnie zaniepokoiło. Prawie się nie odzywał, więc i Piotrowi głupoty zaczęły przychodzić do głowy.

  • Jak byś zinterpretowała wiersz „Świtezianka” ?
  • ……. – spojrzałam na niego, czy się dobrze czuje.
  • Wiersz nie dla ciebie, tyś wojownik.
  • …… – ulżyło mi, że chociaż Homiel jest po staremu.
  • Co znaczyło MM u Jadwigi ? – wczoraj to odkryłam.
  • To co teraz.

I koniec rozmowy.


Dojechaliśmy do Kazimierza i skierowaliśmy się prosto do klasztoru trafiając dokładnie na początek mszy. Przemknęliśmy bokiem i dotarliśmy do naszej ukrytej kaplicy, gdzie kiedyś dostaliśmy od Maryi krzyż. Byliśmy w niej sami i oboje mieliśmy z czasem wrażenie, że cała msza odbyła się wyłącznie dla nas. Kiedy ksiądz powiedział, że właśnie dzisiaj jest dzień Ducha Świętego i to koniec okresu wielkanocnego, spojrzeliśmy na siebie przypominając sobie słowa, że po Wielkanocy Pendolino.

Po zakończeniu mszy poszliśmy do krzyża Chrystusa, którego twarz wydaje się ciągle żywa. Piotr dotknął jego głowy i cały krzyż gwałtownie się poruszył co spowodowało, że serce stanęło mi w gardle, bo wyglądało to tak, jakby Chrystus się obudził. Sekundę po tym dołączył do nas starszy zakonnik, z którego biło niesamowite ciepło.

  • Zakochani? – spojrzał na nas i na Jezusa, dając do zrozumienia, że miał na myśli zakochani w Chrystusie.

Nerwy mi puściły i zalałam się łzami. Zakonnik spojrzał ze zrozumieniem, Piotr zaczął coś tam tłumaczyć, a ja nie mogłam przestać płakać. Nie wiem co się stało.


Wracając do Warszawy Piotr zaczął wspominać swój atak serca.

  • Ten lekarz co zdiagnozował u mnie ostrą niewydolność, nie powinien mnie w ogóle z gabinetu wypuścić – Piotr z pretensjami po dwóch latach.
  • Powinien zadzwonić na pogotowie, bo miałem już ostry zawał i wiedział to.
  • No właśnie, dlaczego tego nie zrobił ?
  • Bo nie wybrałby najlepszej opcji.
  • Ważne, że było skuteczne.
  • Czekali odpowiedni ludzie na szachownicy.
  • ……. – faktycznie. Trafiłby nie wiadomo gdzie, a tak trafił gdzie miał trafić.
  • Dlaczego to takie skomplikowane? Gdyby trafił na pogotowie, to nie trafiłby do Cisowskiego ? – nie mogłam zrozumieć dlaczego była potrzebna aż taka łamigłówka.
  • To były trudne chwile – Piotr się zamyślił. 
  • Nie mieliście trudnych chwili. 
  • Mieliśmy trudne chwile.
  • Przeżywaliśmy wszystko razem. Ojciec też.

Wieczorem.

Piotr oglądał w TV program przyrodniczy. Z poczwarki wyłania się piękny motyl. Piotr patrzy i patrzy…

  • Ojcze, ale to wszystko stworzyłeś !… To jest…
  • No dokończ.
  • No…. rewelacja ! Ale Ci się to wszystko udało ! – pełen podziwu.
  • Ty Mi się nie udałeś, ciągle się opierasz.
  • Bo to wszystko niemożliwe ! – … co się dzieje.

Słuchałam tego z przyjemnością. Naprawdę, to wszystko jest niewiarygodnie niemożliwe.


Po egzorcyzmach.

Podczas modlitwy Ojciec przypomniał mi; przywróć mi imię moje. Dziwne zdanie tak po roku ?

Co się dzieje z tatą?! Dopiero wtedy nastawiłam ucho bardziej, próbując zrozumieć co mówi. - Ojcze niebieski przywróć mi imię moje… Ojcze niebieski przywróć mi imię moje… Ojcze niebieski przywróć mi imię moje…
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/01/bedziesz-tym-ktorym-jestes-naprawde-maska-zostanie-zdjeta/
  • ……. – od razu pomyślałam, że rok to będzie dopiero w sierpniu.
  • Nie ma roku.
  • A widzisz ! – ucieszyłam się, że miałam rację.
  • Masz odpowiedź odnośnie daty.
  • Co to znaczy; przywróć mi imię moje ?
  • Które ?
  • No nie wiem.
  • Bo wszystkie zawarte są w jednym, wszystkie z jednego i w jednym są wszystkie.

21. 05. 18 r. Warszawa.

Piotr niewiele mówił, wydukał tylko, że w kościele na mszy zobaczył fotel Ojca, a z niego niebieską energię, która jak siatka oplata całą ziemię.

  • Homiel mi mówi, żebym zajął się modlitwą…. Ciągle coś ode mnie chce.
  • Za dużo się nie chwal, każdy coś chce.
  • Tam chcą, tutaj chcą, wszędzie chcą.
  • Dlatego nikt się nie pchał.

 



Dopisane 02. 02. 2019 r.

  • Bo wszystkie zawarte są w jednym, wszystkie z jednego i w jednym są wszystkie – dzisiaj wiemy o co chodzi, ale nie wiem, czy mogę to tutaj dzisiaj wyjaśniać. Za wcześnie. 

Jest pewna interesująca informacja w życiorysie Jadwigi;

Według zapisów kronikarzy Święta Jadwiga uprawiała surowe umartwienia. Jej kierownikiem duchowym był krakowski dominikanin Henryk Bitterfeld, autor traktatu o Komunii świętej i traktatu ascetyczno-mistycznego napisanego specjalnie dla Jadwigi. W swym życiu harmonijnie łączyła kontemplację z działalnością praktyczną, co wyraziła również w nawiązującym do Ewangelii symbolu dwóch przeplatających się liter MM (Maria i Marta), który poleciła umieścić na ścianach swej komnaty, a chcąc, by chwała Boża nieustannie rozbrzmiewała w katedrze wawelskiej założyła i zapewniła utrzymanie Kolegium Psałterzystów, którzy dzień i noc śpiewali psalmy przed Najświętszym Sakramentem. (WIKI).

Historycy się mylą. To nie Maria i Marta. To Maria Magdalena… tak powiedział Ojciec jakiś czas temu.

  • Skąd Jadwiga wiedziała, że MM to Maria Magdalena, a nie Maria i Marta ?
  • A skąd wiesz teraz ?
  • ……. ?!

Wygląda na to, że jej też powiedziano. To nie legenda, że Jadwiga rozmawiała z Chrystusem. 

Jak się rozejdziecie, zastąpię was Mną.

13. 05. 18 r. Warszawa.

Dawno nie byliśmy na lodach, więc kiedy postawili mi je przed oczami nie mogłam przestać się gapić. Bita śmietana wyglądała przepięknie.

  • Bóg mówi coś do ciebie…
  • ? – nie zareagowałam, bo zapatrzyłam się na tą nieszczęsną bitą śmietanę.
  • Jak was rozdzielę na koniec, Bóg da siebie tobie więcej.
  • Co ? – nie rozumiałam o co chodzi, bo ta bita śmietana ciągle do mnie krzyczała…
  • Będziesz chyba słyszała Ojca już sama .
  • ! – dopiero teraz otrzeźwiałam. 
  • Powtórz jeszcze raz co usłyszałeś słowo w słowo – poprosiłam, a Piotr dostał furii, gdyż nie lubi się powtarzać.
  • ……. – musiałam poczekać chwilę, aż się uspokoi.
  • To nie musi znaczyć, że będę rozmawiać. Mogę mieć silniejszą intuicję.
  • Zaskoczę cię. Nawet ty nie będziesz mogła uwierzyć. Naznaczona.
  • ?! – dziwię się.
  • Naznaczona chmurką. Moja chmurka.
  • Twój znak na brzuchu jest w kształcie chmurki – przypomina mi Piotr.
  • No… regularny to nie jest.

Nigdy uważnie się jej nie przyglądałam, aż sobie zdjęcie zrobiłam, aby sprawdzić. Znamię, które mam od urodzenia, Ojciec nazywa swoją pieczęcią.

  • Czasami Ojcze to chmurka burzowa – Piotr się śmieje.
  • A czasem z niej idzie gradobicie, to też Moja chmurka.
  • Jak się rozejdziecie, zastąpię was Mną.
  • …….. – spojrzałam na Piotra, miał smutne oczy.
  • Ojciec mówi o twojej wizji w aucie. Sam mówiłeś, że siedziałam z tyłu przeszczęśliwa i w ogóle nie zwracałam na ciebie uwagi, a kierowca był w niebieskiej koszuli. Ja odjechałam z kierowcą, a ty odszedłeś z chłopcem. Tu i tu był Ojciec.
- Szliśmy razem z małym chłopcem, blondynkiem, po ubitej drodze, ja trzymałem go za rękę z jednej strony, a ty z drugiej strony. W prawym ręku trzymam wiaderko, a w nim cały swój dobytek i dokumenty. Przed nami widzę stojącą wywrotkę, pełną śmieci, wielka góra śmieci na wozie była po tysiąc więcej warta niż to, co mam w wiaderku. Podeszliśmy do auta, które było włączone, przerzuciłem z wiaderka wszystko na pakę, wrzuciłem też tam ciebie, potem chciałem rzucić też chłopca, ale nie mogłem. Nie mogłem oderwać go od ziemi, a ponieważ do auta wsiadał właśnie kierowca (w niebieskiej koszuli)… to go zostawiłem. Wskoczyłem na pakę i usiadłem koło ciebie, nie chciałem zwracać uwagę na tego chłopca, patrzyłem   wszędzie, byle nie na tego chłopca. On zaczął tak płakać, tak płakać, że go zostawiłem… zdecydowałem się zeskoczyć. Kiedy wyskoczyłem auto ruszyło. Darłem się do ciebie, byś zatrzymała kierowcę, a ty nic, patrzyłaś przed siebie zapatrzona. Byłem wkurzony na ciebie maksymalnie, bo na pace były moje dokumenty i pieniądze, darłem się ciągle, a ty nic… Odjechałaś, zostawiłaś mnie… wziąłem chłopca za rękę i powiedziałem; chodź, idziemy. 
- Kim jest ten chłopczyk? 
- Całą drogę idzie ten, który cię stworzył. Wybrałeś Ojca. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/03/09/ojciec-silny-przybiera-rozne-postacie/ 
  • Nie chcę cię martwić, ale spadłeś na drugi plan. Jesteś już historią.
  • I tak wszystko zostaje w rodzinie.
  • Jak długo Piotr będzie tutaj jeszcze ?
  • Znowu daty. Będzie tyle ile ma być i nie jest tak, że nie powiem, bo nie wolno.
  • …….. – roześmiałam się.

Po lodach poszliśmy do kościoła, ale ledwo weszliśmy to wyszliśmy. Piotr źle się poczuł i musieliśmy szybko wrócić do domu. Całą drogę nic nie mówił.

  • Martwię się. Reka mi zdrętwiała jak wtedy przed zawałem – był blady.
  • Drętwienie ręki zaczęło się mniej więcej 2 lata przed zawałem.
  • Nie martw się, do twojego odejścia nie będzie potrzebny kolejny zabieg.

Zmartwiłam się jeszcze bardziej. 


Wieczorem. Piotr siedział przy komputerze, ale nagle oderwał się od stolika…

  • Coś się stało ! – podsunął mi pod nos rękę i pokazał, jak wszystkie włoski stały mu dęba.
  • Usłyszałem głuche uderzenie o ziemię i wielką energię, która rozeszła się na cały świat. Ciarki mam na ciele – macha mi ręką ciągle pod nosem.
  • To przypomniało mi ten medalion z filmu o piratach.

  • Twoje zdrowie przyspiesza pewne zdarzenie.
  • Boże! Zaczynają się spieszyć, bo drugi raz się nie uda ! – myślę w duchu.
  • Czego to dotyczy ?
  • Ciebie.
  • Mnie ? Coś nadchodzi ?
  • Jakbyś usłyszał gong.
  • Jakbyś usłyszał „zaczynamy”.
  • …… – spojrzeliśmy na siebie w milczeniu. 

Piotr poszedł się pomodlić, a ja siadłam do komputera. Zapisuję dzisiejszy dzień i właśnie zdaję sobie sprawę, że faktycznie wczorajsze słowa odrobiliście jałmużnę za jutro i za dzisiaj się sprawdziły. Co prawda byliśmy w kościele, ale wyszliśmy tak szybko spiesząc się do domu, że o jałmużnie po prostu zapomnieliśmy. Te wczorajsze 200 zł było wystarczające i za wczoraj i za dzisiaj.

Ale ! Jeśli wiedzieli, że dzisiaj nie damy, to wiedzieli także, że rozbrzmi gong. Wszystko jest zaplanowane w najmniejszym szczególe … i się realizuje ! 



Dopisane 26. 01. 2019 r.

Jakbyś usłyszał gong. Jakbyś usłyszał „zaczynamy” – pisząc teraz ten tekst na blog zwróciłam uwagę na datę tej rozmowy. 13 maj – 101 rocznica objawień fatimskich. Pytam się dzisiaj…

  • Ojcze, czy ma to jakiś związek ?
  • Chcesz powiedzieć, że jestem chaotyczny ?

Czyli… nic nie dzieje się bez powodu. Niestety wyjaśnienie będę mogła dać dużo później.


  • Naznaczona chmurką. Moja chmurka – dość często Ojciec będzie powoływał się na „swoją pieczęć”, ale trzeba zrozumieć co ona tak naprawdę znaczy.

2 Kor 1 21 Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie, i który nas namaścił, jest Bóg. 22 On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych.

Ef 1 13 W Nim także i wy usłyszawszy słowo prawdy, Dobrą Nowinę waszego zbawienia, w Nim również uwierzyliście i zostaliście naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. 14 On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością Boga, ku chwale Jego majestatu.

W jakimś filmie usłyszałam zdanie, że wierzyć w Boga, to wielki dar. Myślę, że wiele w tym prawdy. Ludzie „opieczętowani” to ci , którzy wierzą, ale i ci, którzy mają służyć do wypełnienia określonej roli i zadania. Stają się niejako własnością Boga i Jego narzędziem. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jest regułą posiadanie tak dosłownej pieczęci, jaka jest u mnie. Zdecydowana większość jest naznaczona w sposób duchowy, ale całkowicie niewidoczny i wcale nie umniejsza to ich roli. Może być wręcz przeciwnie. 

Myśląc o pieczęci przychodzi mi do głowy pewna osoba.

  • Czy Michaił Gorbaczow ma Twoją pieczęć, Ojcze ?
  • Zrobił co zrobił.

A co zrobił ?; Jako nowy szef partii podjął politykę przebudowy systemu komunistycznego w ZSRR, doprowadził do jego znacznej demokratyzacji. Główne działania Gorbaczowa koncentrowały się wokół pierestrojki (przebudowy) i głasnosti (jawności), a także wokół liberalizacji życia gospodarczego i politycznego, działania te w konsekwencji doprowadziły do stopniowego osłabienia komunizmu. W polityce zagranicznej Gorbaczow zaakceptował rozpad bloku państw socjalistycznych i zmiany władzy, osłabił napięcia w stosunkach z USA i Chinami, wycofał wojska radzieckie z Afganistanu, nie sprzeciwił się zjednoczeniu Niemiec – http://www.wosna5.pl/michail_gorbaczow

W naszej historii czasami zdarzają się zadziwiające „zbiegi okoliczności”. Spotkanie w jednym czasie trzech przywódców; Papież II, Gorbaczow i Reagan na pewno przypadkiem nie jest. Odpowiedni ludzie, na odpowiednich stanowiskach w odpowiednim czasie. Koronka. 


Chrystus też miał pieczęć Ojca.

J 6;27 Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec.

Myślę, że Jego pieczęć była największa, najmocniejsza i wyryta w samym sercu. 

Najważniejsze są chwile, potem je wspominasz.

10. 05. 18 r. Warszawa.

  • Homiel, co teraz ? – minął kwiecień, nastał maj i czekamy na rozwój wydarzeń.
  • Jeszcze przez chwilę ciągle nic.
  • ……. – Piotr marszczy czoło próbując poskładać wszystko razem.
  • A potem pendolino ?
  • Potem, czyli wkrótce F1.
  • Dlatego mów trwaj chwilo, bo skąd wiesz co jest lepsze ?
  • To prawda… – pomyślałam. A może się będzie tak dziać, że będę żałowała, że zaczęło się dziać ? Kto wie…
  • Dobrze zrobiłam, że nie piszę wszystkiego na blogu ?
  • Robisz co robisz. Ciągle się pytasz.
  • Bo jesteście dla mnie alfą i omegą.
  • I słusznie.
  • ……..
  • Dzisiaj zabolało mnie serce – Piotr się strapił.
  • Nie zdążysz umrzeć przed Naszymi planami.
  • Hmm… Nie uważasz, że Oni mówią dziwnie ? – Piotr zagłębił się w logikę tych słów.
  • Przecież to Homiel, ciesz się, że nie mówi jak w Biblii, to byś nic nie zrozumiał – pocieszam go, a właściwie bardziej siebie.
  • Dlatego łatwiej ci zrozumieć, kto mówi.
  • Ciesz się tą chwilą, że zanotowałaś takie ważne zdanie.
  • ???

Wróciłam do zapisanych słów, żeby zrozumieć je w pełni. Wygląda na to, że Piotr tak szybko nie odejdzie. Musi się spełnić najpierw plan Ojca, a to może trochę potrwać. I to nie z Homielem rozmawiamy… doszło do mnie w końcu. 

  • Najważniejsze są chwile, potem je wspominasz.
  • Hmm…. To prawda…
  • Będę miał spokojne noce ? – Piotr ostatnio po nocach ciągle walczy z gackiem, dlatego też i jego serce jest słabsze.
  • Nie oczekuj ode Mnie odpowiedzi.
  • Pan Bóg dzisiaj w aucie powiedział…
  • Zmiażdżę w proch twoje wrogi.
  • Mam ich wielu ?
  • Nieważne.
  • ……..
  • Pokazał mi ciebie jako gęsiarkę wypasającą gęsi. Gęsi idą za tobą, masz ich bardzo dużo, całe pole zaroiło się od tych gęsi…


Wieczorem.

Piotr po modlitwie przychodzi cały spocony.

  • Jak mówiłem „wodo Chrystusowa obmyj mnie” wylała się na mnie woda, a ze mnie wybuchła para jakbym w saunie był…
  • Ale to tak dosłownie ?
  • Sam już nie wiem, czułem to dosłownie.
  • …….
  • Pamiętasz jak w 2014 roku miałem wizję, że leżę w biurze i anioł mi pokazuje 5 palców i mówi, że jeszcze 5 lat będziecie się nim cieszyć, a potem my go zabierzemy? W przyszłym roku coś się ze mną stanie !
  • Jezu … Jak ja nie cierpię tego gadania – pomyślałam wznosząc oczy ku górze.
- Pracuję przy swoim biurku, przewracam się i upadam na podłogę, mdleję. Schodzą z góry 4 białe postacie, biorą mojego ducha, którego zanoszą przed oblicze Boga i stawiają u Jego nóg. Widziałem palec, który zbliżał się do tego ducha. Widzę, że Bóg wstrzymuje się z dotknięciem mnie palcem. Cofam się i wracam do biura, widzę jak wielki anioł pojawia się w biurze i staje koło ciała, wyciąga rękę w stronę moich pracowników, którzy się zbiegli kiedy upadłem i pokazuje 5 palców. Mówi; 
- Pięć lat będziecie się nim jeszcze cieszyć, potem My będziemy się nim cieszyć. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/06/26/okaleczasz-siebie-okaleczasz-mnie/ 
  • Skąd wiesz, czy ten anioł nie był pijany ?
  • A mógł być ?
  • A ty myślisz, że u Nas chmielu nie ma ?
  • Przestań planować, bo ci resztę włosów wyrwę.
  • …….. – roześmieliśmy się.

11. 05. 18 r. Warszawa.

  • Jestem zmęczony życiem – Piotr zawisł nad kubkiem kawy, dzisiaj był kompletnie bez humoru.
  • Dlatego nikt inny nie chciał iść, a ty się wyrwałeś. Ale robisz to dla Ojca.
  • Tak, robię.
  • Jak się wczoraj czułeś ?
  • Rewelacyjnie ! – na samo wspomnienie od razu się ożywił.

Podczas wczorajszych egzorcyzmów, a dokładnie po tak zwanej saunie Piotr nabrał wielkiej wewnętrznej siły. Spalał wszystkie gacki, które dopadł i robił to z taką werwą, że aż się spocił.

  • To było dobre.
  • Dobre ?… Od rana ciągle siebie widzę, jak stoję oparty o drzewo, a drzewo jest na zielonej polanie na małym wzgórzu. Stoję oparty, a moje skrzydła są rozłożone… – Piotr znowu się zamyślił.
  • Powiedz co więcej widzisz.
  • Teraz ?
  • ……..
  • Widzę w oddali jak fatamorgana, obraz drży… Widzę jak idą dwie postacie, jedna potężniejsza od drugiej. Te dwie postacie są bardzo wysokie, postawne. Ten pod drzewem chce odlecieć. Słyszę w głowie..
  • Nie odlatuj, zostań.
  • Chodź Mały... słyszę.
  • A dokąd mam iść ?
  • Pójdziesz z Nami.
  • ……… – obserwuję Piotra uważnie, wydaje się być zupełnie gdzieś, tylko nie tu.
  • Widzę jak Bóg spogląda na drzewo, rozgląda się i wdycha powietrze, zapach, a Jezus stoi obok i się uśmiecha.
  • No to co panowie ? Idziemy… mówi.
  • Już nie mam skrzydeł – relacjonuje co widzi.
  • Co, konfetti nie chcesz ?
  • Nie.
  • A co chcesz ?
  • Ty wiesz.
  • Sam powiedz.
  • Wrócić na swoje miejsce.
  • Przewidziałem dla ciebie coś innego.
  • Wolałbym być przy Tobie.
  • Nie, nie ty będziesz przy Mnie, lecz Ja przy tobie.
  • Tam, gdzie cię poślę.
  • Waleczny jesteś, do bitwy się nadajesz.
  • Ale teraz chcę od ciebie, żebyś sam rozwiązywał problemy. Za Mnie.

Spisywałam wszystko nie przerywając pytaniami, gdyż Piotr zachowywał się jak w transie. Zdawał sobie sprawę, że jestem, ale mnie nie widział.


Wieczorem.

Usłyszeliśmy w TV, że stan prezesa PIS się pogorszył.

  • Kurcze, Kaczyński chory… Mam nadzieję, że PIS jednak wygra – przestraszyłam się lekko.
  • To dla was nie będzie miało znaczenia, ale walczymy.
  • Nie będzie miało znaczenia ? Jak to ? – zdziwiłam się. 
  • Miałem ciekawą wizję dotyczącą Polski. Uniosłem ją na wysięgniku ponad inne kraje, ale z Europy rzucono na nią zielone pnącza, żeby ją obniżyć – Piotr się zapatrzył w telewizor.
  • Ktoś nam szkodzi w Europie i chce zdołować. Uciąłem te pnącza.



Dopisane 21. 01. 2019 r.

Pięć lat będziecie się nim jeszcze cieszyć, potem My będziemy się nim cieszyć – jak na razie wszystko wskazuje na to, że ta wizja się zrealizuje. Mamy dopiero styczeń, ale prawdopodobnie będę musiała jeszcze do tej wizji powrócić.


To dla was nie będzie miało znaczenia, ale walczymy – znany jest wynik ostatnich wyborów,  także stan zdrowia Kaczyńskiego, więc można powiedzieć, że wywalczyli. A jak już jesteśmy przy polityce i sprawach bieżących oczywiście spytałam, czy śmierć prezydenta Adamowicza ma dla przyszłości Polski jakieś znaczenie. Odpowiedź była krótka.

  • Medialne. Będą uważać. 
  • Czy będzie z tego wojna domowa ? 
  • A po co ?

Jest kilka znaczeń słowa medialny, ale w tym kontekście najbardziej pasuje jedno – odnoszący się do mass mediów, wydarzenie, informacja mająca wpływ na opinię publiczną» i rzeczywiście chyba tak jest. Odpowiedź a po co ?” jest jeszcze ciekawsza. Każde wydarzenie ma czemuś służyć, ma czegoś nauczyć. Według Nieba nie ma takiego powodu, aby doszło do eskalacji wewnętrznego konfliktu. Ta śmierć powinna zjednoczyć ludzi, a nie dzielić.

Będą uważać” początkowo sądziłam, że dotyczy zwiększenia ochrony, ale teraz myślę, że chodzi o coś zupełnie innego. Ten rok jest kolejnym rokiem wyborczym. Teraz wszyscy powinni zważać na swoje słowa, na to co mówią, bo od słów zaczyna się nienawiść. 

Nie bój się prawdy.

04. 05. 18 r. Szczecin.

Uciekliśmy na kawę. Sami! Trochę nareszcie spokoju…

  • Rano pytałem Ojca o parę rad jak rozwiązać moje sprawy i wiesz co powiedział ?
  • Jak przyjdzie Mi ochota to ci może powiem.
  • ………. – zaczęłam się serdecznie śmiać. Cudowne.
  • A i tak zrobisz jak chcesz – powiedział teraz.
  • Ojciec jest niesamowity – Piotr szepcze do mnie.
  • Czyli będziesz się modlił więcej ?
  • Hmm…
  • Mam nadzieję, że Ojciec nigdy nas nie opuści – i w tej chwili na samą myśl oboje łzy mieliśmy w oczach.
  • A dokąd mam pójść ?
  • Przestań beczeć, bo nie jesteś lala, ani na rzeź cię nie wydaję.
  • Napraw „Moje oczko” w głowie.
  • ?! – przed chwilą prosiłam Piotra, aby „naprawił” mi oko, bo szwankuje i coraz gorzej widzę.
  • …….. – zadumaliśmy się.
  • Kiedy Jezus u „naszego krzyża” powiedział, że to „jedno z naszych ostatnich spotkań” zobacz… to się sprawdza. Nawet jak tam jesteśmy to Go już nie słyszysz. Pomyśl… Jeśli to się sprawdza to znaczy, że i wczorajsze zdanieTo jedno z waszych ostatnich wspólnych spotkań… też się sprawdzi – analizuję.
  • Ale co to właściwie znaczy ? Wyjedziesz ? Odejdziesz ? … Co to znaczy ? – pytam dalej. 
  • Wyobraź sobie wasze rodzinne spotkania i tego, któremu imię przywróciłem naprawdę.
  • Wyobrażasz sobie jak je kotleta ?
  • Wyobrażasz sobie, że rozmawia z twoim tatą, który obrazki świętych palił, bo to tylko papier ?
  • Który nic nie rozumie ?

Szczęka mi opadła. Bóg naprawdę widzi wszystko ! Może rok temu, może dwa, nie pamiętam dokładnie, mój tata chwalił się, że robił porządki w ogródku. Powiedział zdanie, które nas zmroziło. Spalił obrazki świętych, bo były mu niepotrzebne. Oboje z Piotrem krzyknęliśmy wtedy…

  • Coś ty zrobił !

Dziwne uczucie, ale nas to po prostu zabolało, a tata był całkowicie zdziwiony naszą reakcją. To tylko jakiś obrazek… tłumaczył się. Nie rozumiał, ale ja w tej sekundzie zrozumiałam jak bardzo się oboje zmieniliśmy. Jeszcze 10 lat temu może też byśmy powiedzieli, to tylko papier…

  • Rozumiem. Liczebnie może się nic nie zmienić, ale ty już będziesz nie ten sam. Już nie będziesz z rodziną… 
  • Ta prawda jest bolesna.
  • Będziesz patrzył na nas jak ja będąc za kloszem – przyszła do mnie myśl.
  • Może dlatego dali mi to poczuć… – zaczęłam się zastanawiać wiedząc, że wszystko ma swój powód.
Kończąc swoje myśli poczułam dziwną rzecz. Kątem oka zauważyłam przezroczystą powłokę, która powoli się na mnie zsuwała, aż w końcu znalazłam się w jej całkowitym wnętrzu. Obserwowałam Piotra jak na kogoś zupełnie obcego będąc za tą przezroczystą przesłoną, jak w kloszu. Zadziwiające odczucie… Poczułam się tak, jak musi się czuć Homiel, kiedy nas obserwuje… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/06/03/zakazany-owoc/

  • Ojciec podliczy mnie skrupulatnie, tego jestem pewny.
  • Najważniejsza rzecz. Nie przyjąłeś władzy od diabła.
  • O ! – Piotr się zdziwił, że i to pamięta.
- Miałem sen, właściwie nie sen, to wizja, była tak realistyczna, że kiedy się zbudziłem, byłem zdziwiony, że leżę w łóżku. Jest duże pomieszczenie wyglądające jak muzeum, ma poziome gabloty, za jedną z gablot stoi facet ubrany jak mój tato i wyglądał jak mój tato, ale jego twarz była cała z wypryskami, pomarszczona, z wybroczynami na gębie, miał kręcone ciemne włosy średniej długości. Powiedział stojąc za gablotą; 
- Chodź ze mną – i w jednym ułamku sekundy stanął przy mnie. 
- Odczep się, czego ty chcesz ode mnie ?! – powiedziałem. 
- Jak to nie wiesz ? 
- Nie wiem. 
- Przecież jesteś moim synem, zawsze byłem w tobie – odparł. 
- To nieprawda – zacząłem krzyczeć, ale ten nie słuchał. Zignorował to. Klęknął przede mną i wyciągnął do mnie dłoń. 
- Podaj mi dłoń, będziemy razem rządzić. 
- Nie, to niemożliwe, nigdy! – krzyknąłem. Zwiałem od niego. Czułem w nim ogromne zło. Chciałem jak najdalej od niego uciec i zbiegłem piętro niżej. Wszedłem do jakiegoś mieszkania, gdzie było kilka kolejnych pomieszczeń. Usłyszałem wtedy głos jakby spoza tego budynku, kogoś, kto obserwował całą sytuację z góry. 
- Nie możesz wiecznie uciekać, musisz walczyć. 

http://osaczenie.pl/wp/2016/03/09/poczatek-wojny/
  • Hmm… No to faktycznie zawitasz na kawie u Ojca, albo co innego zjesz – zbieram całą układankę.
  • My kaszanki nie jadamy, ciągle jesteśmy syci.
  • Ale ten Sigmund widział u Was uczty …
  • Uczta, a być głodnym to dwie różne rzeczy.
Richard Sigmund; Byłem w Niebie.
  • Ale miałem wizję z tym jajem wczoraj. Myślisz, że ma to jakieś znaczenie ? Ten worek ciągle pęcznieje.
  • A jak pęknie ? Wyobraź sobie taki balon z wodą, który nagle pęka… Nagle zalewa wszystko i nie ma czasu, aby uciec – mówię. Teraz zaczynam rozumieć w pełni sens tej wizji.
  • Przez kilka dni będzie piękna pogoda, a potem tajfun.
  • O to im chodzi, ruszą ze zdwojoną siłą.
  • Widzisz ? Znowu ta równowaga. To równowaga jest najważniejsza.
  • …….. – zamyślam się.
  • Wiesz co ? Ty się lepiej w nic nie wtrącaj, bo nie umiesz utrzymać równowagi – jestem lekko poirytowana.
  • Ojcze trudno ogarnąć to wszystko – Piotr wzdycha.
  • Sam się pchałeś.
  • Chciałem naprawić wszystko.
  • Nie nazywaj tego przegraną, a doświadczeniem.
  • Gdybym ci nie wybaczył, byłaby to przegrana.
  • Czy długo będę żył ?
  • Zapytaj Mnie czy będziesz długo żył w tej świadomości, a Ja ci powiadam, że nie.
  • Po co do cholery naprawiałem ci to serce ?
  • ?!  – no… teraz to zgłupiałam.
  • Mogę napisać „do cholery” ? – pytam niepewnie.
  • Nie bój się prawdy.
  • Chcesz wygładzać ten tekst ? Żeby święta matrona uwierzyła ?
  • Pokazałem ci wczoraj suche liście. Nie wszystkich da się uratować.
  • – robię wieeeelkie oczy.
  • Ojciec ma chyba dzisiaj chandrę – Piotr nachyla się do mnie.
  • A czy w ogóle śpi ? Odpoczywa ?
  • Nie wiem – … bo skąd mam wiedzieć.
  • Odpoczywam po twojej kaszance.
  • ……. – wybuchamy śmiechem. Wczoraj zjedliśmy i się pochorowaliśmy.

Wieczorem.

Piotr się zamyślił, ale ja nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Bardzo personalnie podchodzi do każdego gacka. Jakby każdego znał osobiście… Hmm… A może właśnie tak jest ?  

  • To on Homiel ?
  • A jakie to ma znaczenie, przywalić warto.
  • Masz teraz komplet.
  • I tak otwierasz kolejne wrota.
  • Wrota czego ?
  • Wiedzy – przyszło m do głowy.
  • Wiedzy i walki.
  • Dzisiaj podczas modlitwy miałem wizję, że wyrywam gacki z korzeniami, wyglądały jak drzewa z długimi korzeniami.

  • Ciekawe… Czyli zakorzenione ? Czyli takie, które tkwią na ziemi długo albo są głęboko schowane… Albo jedno i drugie… – myślę głośno.
  • Trudne to Ojcze – Piotr pociera czoło.
  • Chcesz ponarzekać ?
  • Nieeee, nie chcę.


Dopisane 16. 01. 2019 r.

  • O to im chodzi, ruszą ze zdwojoną siłą – nie wgłębiając się w demonologię, ponieważ to bardzo niebezpieczne, krótko zaznaczę, że wodzące postacie piekła to upadłe anioły. Anioły! Czyli istoty obdarzone rozumem i wielką inteligencją. Bezwzględni stratedzy, wojownicy, szachiści. Oni również ciągle się uczą i rozwijają, wykorzystują słabe nasze punkty, macają gdzie mogą uderzyć, to jak szukanie małej dziurki w metalowym ogrodzeniu. Widząc, że Piotr tak chętnie chciałby wszystkich załatwić w jeden moment dali mu złudzenie, że jest tak możliwość. Prowadzenie prosto w pułapkę.

  • Nie bój się prawdy. Chcesz wygładzać ten tekst ? Żeby święta matrona uwierzyła ? – no i to jest ta kwestia, która mnie przez długi czas męczyła. Niewątpliwie nasze rozmowy, a dokładnie styl tych rozmów daleko odbiega od tego, do czego wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni. Piszę często, że Ojciec jest bardzo rzeczowy, stanowczy, konkretny. Gdyby przyjrzeć się słowom Ojca, które padają w Biblii… one też są rzeczowe, stanowcze i konkretne. A więc… Nie bój się prawdy. Prawda obroni się sama.

Nieuchronne zmiany nadchodzą.

03. 05. 18 r. Szczecin.

Dłuuugi weekend ciągle trwa i dzisiaj mamy kolejny wspólny rodzinny obiad. Było radośnie, było apetycznie, kilo od razu więcej, makabra… ale co tam. W dobrych humorach wracaliśmy do siebie.

  • To dobrze, że tak spędzaliście czas.
  • Tak ? – Piotr wesoło.
  • Nieuchronne zmiany nadchodzą.
  • To jedno z waszych ostatnich wspólnych spotkań.
  • ……. – chyba pobladłam.
  • Ale jak to ?!
  • W tym stanie rzeczy tak będzie.
  • Pytasz Mnie często kiedy Chrystus się urodził, to odpowiadam ci rzeczowo.
  • … Przypomniał Ojciec jak stałem w morzu, kazał mi wtedy delektować się chwilą i stać. To było przed zawałem… Jakbym miał pożegnać się z morzem.

- Nie chce mi się wracać do miasta. 
- Zaprawdę powiadam ci, że nie masz wyjścia. 
- Zrób co masz zrobić, idź gdzie masz iść.
- To są chwile, byś sobie naładował płuca powietrzem przed kolejną turą. 
- Zgub wagę, będziesz bardziej rześki. Łatwiej przejdziesz. (?!)  http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/28/zrozumiec-czlowieka-to-sztuka-a-zrozumiec-narod-to-wielka-sztuka/ 
  • Z takim morzem.
  • Zdążę zrobić łazienki ?
  • Musisz zrobić.
  • A piwnica ?
  • Ty nie, ale oni tak.
  • Jak to nie zdążę…?
  • Ojcze Niebieski, przywróć mi imię moje”. Mówiłem, że go budzą.
  • Jak sobie poradzę finansowo ?
  • To nie problem.
  • Ale to jednak problem jest dla mnie.
  • Ufaj Ojcu.

Staliśmy autem już w garażu rozmawiając dalej. Zgasło światło, a ja po tych słowach wielki ciężar poczułam na swoich barkach.  

  • Więc sama widzisz… Kiedy pytasz o szczegóły, zaciążyło.
  • Wiecznie nie możesz pisać i oczekiwać co ma nadejść. W końcu to nadejdzie.
  • Może ze mną coś się stać ? – Piotr wzdycha. 
  • Nie może, ale na pewno.
  • Ola ma wiecznie pisać o teorii ?
  • Czas na fakty ? – pytam.
  • Nie na fakty, na czyny.

Wieczorem.

Piotr liczył koszty związane z naprawą łazienki i w międzyczasie słucha w TV też Dziennika.

  • Ale kupa pieniędzy !
  • Poproś Ojca, to ci pomoże – śmieję się.

Z telewizora pada zdanie; mój ojciec to zrobił mi prezent.

  • Nie ojciec ! Tato ! Ojciec jest jeden i tylko ten w Niebie, reszta to tatusiowie. Ojciec jest na Górze  ośle !!!
  • …….. – przewracam oczami.  Piotr nigdy chyba się nie zmieni. 
  • Nie podlizuj się Mały.
  • Liczysz na Moją pomoc przy pieniądzach ?
  • Nieee, skądże…
  • Czy może Mnie nabrać ten, którego stworzyłem ?
  • Czy może być jajko mądrzejsze od kury ?
  • Czy ja jestem lizusem ? Naprawdę ?
  • Tak raczej chcesz wymazać swoje winy.
  • Ojciec ci wszystko wybaczył.
  • Wielokrotnie to słyszałeś, więc nie bądź gamoniem.
  • Wojownik się nie podlizuje.
  • Tracisz czas na jałowe rozważania.
  • Ale mi powiedział ! – Piotr wyszeptał. 
  • Nie masz winy skoro ci wybaczono.
  • Skoro ci cofnięto co było ujemne, zaczynasz od zera. 
  • Ale to nie znaczy, że jesteś zerem.

Piotr wrócił z egzorcyzmów…

  • Podczas modlitwy znalazłem się w piekle. Nie wiem jakim cudem wsadziłem tam głowę i się rozglądałem, gdzie te cholerne gacki pouciekały. Dokopałem się do jaja znowu. Złapałem gacki, wsadziłem do tego jaja i ono napęczniało jak worek. Związałem na górze, a worek się stał cały pękaty. I wtedy usłyszałem…
  • Co będzie jak ciebie zabraknie i pęknie ?
  • Wybuchnie z wielką siłą ?
  • Na koniec tej wizji znalazłem się w naszym pokoju i zacząłem obrywać suche liście z kwiatów.
  • Co robisz ?… spytał mnie Ojciec.
  • Już wiesz, że nie da się wszystkich uratować ?
  • Hmm…. – zamyśliłam się nad znaczeniem tej wizji.
  • Oni wszystko obserwują co robię, nawet jak liście obrywałem – Piotr zdziwiony.
  • I słyszą.
  • To ciekawa lekcja.
  • Z gackami twoja prywatna, liście ogólna.



Dopisane 14. 01. 2019 r.

  • Zgub wagę, będziesz bardziej rześki. Łatwiej przejdzieszte słowa padły dwa miesiące przed zawałem. Wówczas nie mieliśmy bladego pojęcia co mogą oznaczać. Rzeczywiście, w całym okresie rekonwalescencji najważniejsze okazało się drastyczne obniżenie wagi.

  • Wiecznie nie możesz pisać i oczekiwać co ma nadejść. W końcu to nadejdziezdradzę nieco więcej. To zdanie nie dotyczy tylko naszego życia. Dotyczy również samej Biblii. Od dawien dawna czekamy na coś nieokreślonego co ma nadejść, choćby na apokalipsę, o której się tak wiele mówi, ale tak naprawdę niewielu w nią wierzy. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić wszyscy, że  wydaje się, iż to tylko puste słowa. A tu niespodzianka. A jednak... W końcu to nadejdzie. 

    Nie dzisiaj, nie jutro… uspakajam na wszelki wypadek. 


  • Co będzie jak ciebie zabraknie i pęknie ? cały wszechświat jest zbudowany na zasadzie równowagi i kiedy „pękaty worek” wybuchnie z wielką siłą ta równowaga zostanie zachwiana. Oczywiście, że chciałoby się całe zło zniszczyć, spalić, zakopać, ale nie da się. Tak jak i nie da się wszystkich uratować.

 

Ileż to tajemnic jest. Wiecie tak niewiele.

01. 05. 18 r. Szczecin.

Dzień wolny w Szczecinie, to znaczy dzień kompletnie zajęty. Zajęty na zaległe prace domowe. Piotr wieczorem rozłożył się w fotelu jak długi i nie miał siły się ruszać.

  • Popracowałeś dzisiaj trochę.
  • Nooo… – nie miał siły też gadać.
  • Dobrą robotę zrobiłeś dzisiaj.
  • Też miałem ciężki dzień.
  • A co robiłeś ? – Piotr prosto z mostu myśląc, że to Homiel.
  • Na Górze jesień, grabiłem liście, a pracownikom dałem wolne.
  • …….. – zaczynam się śmiać.
  • A dlaczego ?
  • Bo 1 Maja.
  • To jesień, czy 1 Maja ? – znowu Piotr.
  • A nie może być jedno i drugie ?
  • W sumie… U Was to wszystko jest możliwe…. – Piotr machnął ręką, a ja śmieję się dalej.
  • To się narobiłeś.
  • I to jak !

Ojciec jest cudownie dowcipny… Dlaczego ludzie nie znają Go z tej strony? Chyba nie chcą Go poznać i wolą wierzyć, że jest surowy. Tak jest łatwiej.


02. 05. 18 r. Szczecin.

Dostałam maila.

Czytam i płakać mi się chce.

  • No widzisz ? – Piotr wyraźnie poruszony.
  • To tylko dzięki tobie… Sorry… – poprawiam się szybko – To wszystko dzięki Wam. Nie możesz się wkurzać, kiedy cię o coś pytam, bo bez ciebie to nic nie napiszę.
  • …… – Piotr się zamyślił. 
  • Ty ! Starszy niż wszystkie pisma…
  • Słyszysz co mówi twoja żonka ? Nie kryj się.
  • Jesteś najstarszy ze starych.
  • To czemu jestem takim mały wzrostem ? – pyta rozżalony. W wizji, w której zgłasza się do „Oto jestem” jest wśród wszystkich aniołów najmniejszy i to go, nie wiedzieć czemu, bardzo denerwuje.
  • To ma najmniejsze znaczenie.
  • I wyobraź sobie…
  • Ona napisała w końcu, a ile nie napisało i nie napisze ?
  • To są owoce waszej…. Naszej twórczości, a przecież „po owocach ich poznacie”.
  • Dlatego do samego końca będziecie razem.
  • Ale dzisiaj pisałam….
- Są różne przedstawienia i różne antrakty. Ciebie powinno interesować, żeby trwał jak najdłużej. 
- Dlaczego? – pytam zaciekawiona. 
- Czas powrotu to czas rozłąki. 
- ……… – musiałam nad tym chwilę się zastanowić. Czas powrotu do Domu… i rozłąka. Czyli nie będziemy wracać razem? Ciarki przeszły mi po plecach. 
- Czas powrotu to czas rozłąki. 
- Ola będzie bez Piotra, a Piotr bez Oli, na sam koniec.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/05/03/modlitwy-nie-ida-na-darmo-maja-ogromna-sile/
  • Tuż przed końcem nie będziecie.
  • …….
  • Ojciec podziękuje ci odpowiednio za to, co robisz. Już ci dziękuje.
  • Nie trzeba – chciałam się gdzieś schować teraz, to jest dla mnie wielka radość móc pisać.
  • Jednak już dziękuję. Jesteś jak ta trąbka w Krakowie (p.s. hejnał), a lubisz Kraków.
  • Taaaa…
  • Na razie tylko w Krakowie.
  • Niewielu na razie wie, ale wielu będzie wiedzieć.
  • Masz nie zrażać się przeszkodami. Twoje teksty mogą być nawet bardziej pikantne.
  • Pikantne ? – Piotr
  • Ludzie tego potrzebują, choćby jak twoje dawanie pieniędzy.
  • Ludzie się cieszą i śmieją, a ty biedaku przechodziłeś gehennę.
  • ……. – na samo wspomnienie sami się śmiejemy, rzeczywiście to była gehenna.
  • Dziękuję ci Ojcze, bo wiem, że to Ty teraz.
  • Rozumiemy się bez słów jak przyjaciel z przyjacielem.
  • ……. – Piotr się zamyślił.
  • Ojciec to Ojciec, krótka piłka – Piotr po swojemu.
  • A coś myślał…

Wieczorem. Nakazano mi przeczytać fragment z Dzienniczka Faustyny.

W tym odosobnieniu Jezus sam jest Mistrzem moim. On sam mnie wychowuje i poucza; czuję to, że jestem pod szczególnym Jego działaniem. Dla swoich niepojętych zamiarów i niezgłębionych wyroków w szczególny sposób jednoczy mnie z sobą i pozwala mi wnikać w tajemnice niepojęte. Jest jedna tajemnica, która mnie łączy z Panem, o której nikt wiedzieć nie może, nawet aniołowie; i chociażbym chciała wypowiedzieć, nie umiem tego wypowiedzieć, a jednak tym żyję i żyć będę na wieki. Ta tajemnica wyróżnia mnie od innych dusz tu na ziemi i w wieczności.

  • Hmm… Ciekawa jaka to tajemnica – mówię do siebie mając nadzieję, że dostanę odpowiedź.
  • Ileż to tajemnic jest. Wiecie tak niewiele.
  • Jak wyglądałoby twoje życie gdybyś wiedziała ?
  • Twoje życie by się skończyło.
  • Hmm… – oczywiście przyznałam rację. Kiedy wie się wszystko nic nie ma już sensu, nie ma po co walczyć, rozwijać się, uczyć… Nie ma celu.
  • Wiesz co słyszę ?
  • Kościół katolicki upaść musi. Jest zepsuty.
  • ?! Wow…
  • Widzę znowu Głodzia na posadzce.
Katedra, Warszawa
-Podchodź do księży jak do człowieka, dopiero wtedy stwierdzaj, czy są godni nosić sutannę. 
-Gdyby wiedzieli, że Chrystus poświęcił się ludziom nie stawiali by sobie pomników. 
-Ojciec pragnie, by Jego kapłani pozostali w pokorze do końca. 
-Gdyby ludzie gloryfikowali ubóstwo, nie byłoby na świecie wojen. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/08/01/jesli-cie-ktos-uderzy-w-prawy-policzek-nadstaw-mu-i-drugi/ 
  • Jak on upadnie ? – pytam z ciekawości.
  • W huku. Sam siebie zdruzgocze.
  • A odrodzi się ?
  • Musi, odrodzi się prawdziwy.
  • …….
  • Szkoda, że nie wiem kiedy Chrystus ma urodziny – mówię do siebie.
  • Chcesz Mu życzenia złożyć ?
  • Taaak, kwiaty bym kupiła… i w ogóle… – Ojciec zaskoczył mnie tym pytaniem.
  • Codziennie składasz Mu życzenia pisząc co piszesz.
  • A jednak szkoda… – myślę już w duchu.
  • Po 20 kwietniadodał po chwili, co mnie zelektryzowało.
  • Zodiakalny Byk.
  • ???!!! To tak jak Piotruś !


Dopisane 12. 01. 2019 r.

Po pierwsze raz jeszcze dziękujemy wszystkim za maile i za wszystkie maile. One naprawdę wiele dla nas znaczą. I nie chodzi tu tylko o te maile, które są nam przychylne, ale również te, które są pełne wątpliwości. Na nich wszystkich oboje się bardzo uczymy


  • Kościół katolicki upaść musi. Jest zepsutyKiedy po raz pierwszy pisałam o Głódzie właściwie nie miałam żadnej informacji dlaczego akurat on stał się jakby twarzą tego zepsucia. Jednak ku mojemu zaskoczeniu osoba Bp. Głódzia wypłynęła przy okazji zarzutów wobec nieżyjącego Prałata Jankowskiego. Wiele jest artykułów na ten temat ostatnio, ale moją uwagę przykuł jeden z komentarzy;

Dokładnie stało sie tak jak pisałem. Kto miałby szukać prawdy ? Bp. Głódź który ledwo został Biskupe tej diecezji od razu wspierał i chwalił Ks. Jankowskiego ? Biskup Głódź znamy z podobnie wystawnego stylu bycia gdzie alkohol, politykierstwo i bogactwo sa na pierwszym miejscu. On miałby rzetelnie zbadać sprawę ks. Jankowskiego ? Mój Kościół Katolicki, kościół katolicki w Polsce właśnie sie kompromituje. Ostre wymagania moralne względem wiernych, restrykcjyne prawo aborcyjne i brak wszelkich ocen moralnych względem duchownych a szczególnie biskupów. Straszne ale niestety prawdziwe.” https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,36616,pilne-oswiadczenie-kurii-gdanskiej-ws-publikacji-o-ks-jankowskim.html/feed/


  • Ileż to tajemnic jest. Wiecie tak niewiele – tajemnica to tajemnica, niczego się nie dowiedziałam, ale przy okazji coś o Iskrze. 

https://www.youtube.com/watch?v=2XQHOgriJ4s 


  • Zodiakalny Byk – kiedyś rozmawialiśmy, że to nie przypadek, iż człowiek się rodzi w danym dniu, a nie innym. O ile znam kilku zodiakalnych byków łączy ich pewna cecha. Są rzeczowi i konkretni, bardzo często to „urodzeni przywódcy”. Taki też był (jest) Jezus. Konkretny, rzeczowy, stanowczy i odpowiedzialny. Byk; 20.04 – 22. 05. Jezus urodził się w kwietniu, czyli w rachubę wchodzi tylko 10 dni. A ściślej mówiąc 9 dni ….  Po 20 kwietnia.