Jesteś przyjacielem Ojca?

12. 10. 17 r. Warszawa.

Piotr pomógł mi wczoraj z migreną, a dzisiaj wróciła.

  • Szkoda, że nie jest to trwale, nie umiem na trwale – zmartwił się.
  • Ale będzie trwale.
  • Może po fali będziesz mógł więcej? – pocieszam sama siebie.
  • Fala, nie możesz powiedzieć jak to będzie?
  • Stracisz grunt pod nogami zanim poczujesz, że go straciłeś.
  • Ale jestem coraz słabszy.
  • Wmawiasz sobie.
  • W tej wizji znalazłem się na szczycie fali nagle, nawet tego nie zauważyłem, kiedy się tam znalazłem.
  • Uważaj, olśnienia możesz dostać w każdej chwili.
  • ……..
  • Wiesz co teraz zobaczyłem? Pamiętasz ten film z Angeliną o wróżce? Straciła skrzydła, były gdzieś w szafie i one się wyrwały z szafy i zaczęły jej szukać.
  • Noooo – musiałam poszperać trochę w pamięci.

https://youtu.be/Jla0OGKgOdM?t=49s

  • Skrzydła cię szukają. Ojciec je wypuszcza z pojemnika.
  • Czy możesz coś więcej powiedzieć?
  • Wesoło będzie.
  • ……….
  • Musisz jakoś zabezpieczyć ludzi, bo będą płakać.
  • Za tobą wszyscy, nawet ci, którzy cię nie lubią.
  • Ale przecież będę żył.
  • Ale inaczej. Lecz spokojnie, jeszcze chwila.
  • Kończysz jedno życie, pogrzebiesz je i zaczniesz nowe.
  • Będziesz duchowym prorokiem. 
  • Ale będzie dalej się śmiać? – chcę się dowiedzieć jak bardzo się zmieni.
  • Ten świat się skończy, nad czym będziesz ubolewać.

14. 10. 17 r. Warszawa.

Każdego dnia oczekuję, że zdarzy się fala. I zdaję sobie sprawę, że robię ciągle ten sam błąd przypisując sobie umiejętność rozpoznawania dat, a przecież to nie ja piszę scenariusze. Muszę zupełnie zmienić sposób myślenia, nie oczekiwać niczego, a tylko po prostu normalnie żyć każdym dniem.

Przy kawie nie odzywaliśmy się do siebie, bo oboje byliśmy chyba mimo wszystko lekko zawiedzeni.

  • Waszym błędem jest naznaczanie dat. Daty to jak wróżby.
  • Nie wyznaczajcie terminów, one się nigdy nie sprawdzają. Tylko Ojciec wie.
  • Ojciec chciałby, żebyś już wrócił, ale musisz tutaj trwać.
  • Ta fala nie odpuści, ona nadejdzie i ona się stanie. Ty najbardziej będziesz zdziwiony – do Piotra.
  • Nie mam pojęcia czym będzie fala. Ta niewiedza mnie niepokoi, ale ufam Ojcu i czekam.
  • Nie martw się i nie płacz Ola.
  • Pan Bóg wie lepiej – Piotr.
  • Jesteś przyjacielem Ojca?
  • Jestem.
  • Jesteś.
  • Ten ciężar z czasem odczujesz, bo weźmiesz na siebie ten ciężar z racji tego, co niesie twoje imię.
  • ……..
  • Ojciec widział twój plan wczoraj. Przypominam, że październik nie pokazał swojego oblicza.
  • A pokaże ? – pytam z nadzieją.
  • Może.
  • Zobaczyłem małą, rozżaloną dziewczynkę, która dostaje lizaka. Czyli coś dostaniesz na pocieszenie.
  • Skoro jesteś Moim przyjacielem to wpadniesz do Mnie na kawę?
  • Oczywiście, tylko powiedz kiedy Ojcze. Muszę się przygotować.
  • Tu już jesteś gotowy, to Ja ci przygotuję drogę.
  • A co ja mam robić? – pytam.
  • Wrażenia ty opiszesz i się nie kryj. Pisz wszystko jak przyjdzie pora. Dostaniesz wolną drogę.
  • Nie wiem, czy będę miała na tyle odwagi, by pisać wszystko. To jest… – zabrakło mi słów, bo im dalej, tym dziwniej.
  • Będziesz wiedzieć co masz robić.
  • Słuchając siebie, słuchasz Nas.
  • Zawierz swojej intuicji. Nie słuchaj doradców.
  • Trzeba mieć pieniądze, aby wydać książkę.
  • Słyszę fortune… to chyba po angielsku – Piotr.
  • Starczy dla każdego, na upartego starczy na opał.
  • ……… – oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Niedawno narzekaliśmy, że grzanie domu jest koszmarnie kosztowne, a więc i to Ojciec słyszał.
  • Jeśli to się wydarzy… to będzie niesamowite!
  • Ta książka to będzie wspólne dzieło.
  • Wspólne?
  • Twoje i Ojca. Prawie przygodowa z dodatkami dramatokomizmu.

Zamyśliłam się nad ewentualnymi pieniędzmi, które mają nadejść. W myślach układałam co zrobię z książką. Miałam ją w wyobraźni, będzie złota z tytułem Bóg, w różnych językach. Odpowiednia strona internetowa… 

  • To cel życia Oli.
  • Podoba Ci się Ojcze mój pomysł?
  • Przepiękny, pociągnie wielu i diabeł wyjdzie na wierzch z imieniem.
  • Wpierw ich kupisz, a potem pójdą za tobą.
  • Testem jest to, co teraz masz.
  • Musisz zgłosić się do jakiegoś wydawnictwa – Piotr.
  • Nie doceniasz swojej żony – zaczynam się śmiać… 
  • … Sama założę.

Jadąc do kościoła.

  • Pan Bóg sztucznie trzyma mnie przy życiu.
  • Sztucznie to trzymałem cię przed sercem.
  • Teraz żyjesz. Umiar, pamiętaj! I rozsądek!
  • Dzisiaj miałem fajną wizję. Ktoś mi pokazał, że mogę dostać nowe audi A 8 albo 662 tysiące zł w gotówce, miałem wybrać. Wybrałem pieniądze i od razu rozdysponowałem je między ludzi.



Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

 

Siedem pieczęci Apokalipsy.

11. 10. 17 r. Warszawa. (II część)

Diametralnie przeciwny pogląd głosi słynny amerykański ewangelista przebudzeniowy Billy Graham, który uznał jeźdźca na białym koniu za Antychrysta, lub symbol fałszywych proroków. Według niego Antychryst udaje Chrystusa, który również będzie jechał na białym koniu (por. Ap 19.11-16). W Ap 19 Jezus ma jednak wiele koron, a jeździec w Ap 6 tylko jedną, która została mu podana. Zdaniem Billy’ego Grahama wskazuje to na trzecią osobę dającą władzę jeźdźcy, aby wykonał swe dzieło.

Czy biały koń to rzeczywiście Antychryst? Może miało by to nawet i sens, ale z drugiej strony ze słów Ojca wynika, że Antychryst już jest (III Tajemnica Fatimska). To, ogólnie rzecz mówiąc, rozpowszechniona zwłaszcza w ostatnich latach filozofia życia z hasłem „wolność na wszystko”. Gdyby się tak głębiej nad tym zastanowić, to trudno zdiagnozować dokładnie, kiedy się zaczęła. Wśliznęła się do świadomości ludzkiej jak obślizły wąż. Jedno jest pewne, że zbiegiem czasu Antychryst staje się coraz mocniejszy i nie odpuszcza.

Przykład; legalizacja małżeństw homoseksualnych w krajach zachodnich, w krajach chrześcijańskich staje się normą. A teraz słyszę, że jeśli wygra na prezydenta w Warszawie pan Trzaskowski to jako pierwszy udzieli ślub parze homoseksualnej. https://polskaniepodlegla.pl/kraj-swiat/item/16200-rafal-trzaskowski-wyznaje-chcial-byc-pierwszym-prezydentem-warszawy-ktory-bedzie-udzielal-slubow-gejom-i-lesbijkom Chcę tylko pokazać jak wydawałoby się na pozór niewinne deklaracje odzwierciedlają to, o czym mówi Niebo. To się po prostu dzieje. 

Piotr widział dwukrotnie przygotowujące się do biegu konie. One się dopiero szykują w stajni, jeszcze nie biegną, jeszcze ich ludzie nie widzą… Jeśli jeden z koni miałby być Antychrystem, a ponoć Antychryst już jest… tak więc jeździec na białym koniu nie może symbolizować Antychrysta. Nie może symbolizować kogoś, kto ma być, jeśli on już jest. 

  • Czy jeździec na białym koniu to może Chrystus? – pytam Ojca.
  • Nie. Nie jest jeźdźcem apokalipsy.

Jeśli nie jest to Chrystus i nie jest to Antychryst… W takim razie to jednak Wojna.

W Wiadomościach pokazano lecące bombowce… 
-To jest konik, o który pytałaś.
  • Chcę ci powiedzieć, że losy tego świata są przypieczętowane.
  • To jest kwestia ostatniej pieczęci, o co pytałaś.
  • A co jest ostatnią pieczęcią?
  • MOJA WOLA.

A gdy otworzył siódmą pieczęć, stało się milczenie na niebie, jakoby przez pół godziny. 2 I widziałem siedem onych Aniołów, którzy stoją przed obliczem Bożym, a dano im siedem trąb. 3 A inszy Anioł przyszedł i stanął przed ołtarzem, mając kadzielnicę złotą; i dano mu wiele kadzenia, aby je ofiarował z modlitwami wszystkich świętych na ołtarzu złotym, który jest przed stolicą. 4 I wstąpił dym kadzenia z modlitwami świętych z ręki Anioła przed obliczność Bożą. 5 I wziął Anioł kadzielnicę i napełnił ją ogniem z ołtarza, i zrzucił ją na ziemię, i stały się głosy i gromy, i błyskawice, i trzęsienie ziemi.

Siódma pieczęć… Moja wola..Tylko Bóg Ojciec mógł przekazać swoim aniołom siedem trąb… i ta znamienna cisza w Niebie, gdzie zawsze jest gwar, śpiew, szelest skrzydeł. Cisza przed burzą…



Dopisane 20. 06. 2018 r.

W ciągu trzech ostatnich dni przeprowadziliśmy bardzo ciekawe rozmowy. Zrozumienie ich wymaga głębszej i dokładnej analizy. 

  • Dobrze rozszyfrowałaś wszystko z otwartymi wrotami.

Zebrałam kilka najważniejszych dotychczasowych informacji jeszcze raz dla przypomnienia. 

Obudziło mnie dzisiaj nad ranem coś… absolutnie mrożącego krew w żyłach. Nie wiem jakich słów użyć, by dokładnie to odzwierciedlić… Najpierw zobaczyłam ogromne, ciemne drzwi, a właściwie wrota, które się z trudem otwierały gdzieś głęboko pod ziemią. Wydawały przy tym straszliwy, bardzo głośny dźwięk. To był dźwięk metalowych, grubych, dawno nie otwieranych wrót. Otwierały się wolno, jakby z wysiłkiem. Zgrzyt metalu przypominał mi dźwięk ocierającego się metalu o metal podczas zwalniania pociągu. Słysząc ten dźwięk pomyślałam, że to musiał być bardzo stary metal, nieużywany przez długi czas, bowiem zobaczyłam wyraźne ślady rdzy pozostawione na ziemi. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/01/dziwne-rzeczy-beda-sie-dziac-kiedy-wszyscy-beda-spali/ 
 Rozprawa nad tym światem rozpoczęła się, kiedy otworzyły się wrota. Ona już trwa.
-Ojcze, świat do góry nogami stanął – wyrwało mi się nie wierząc co widzę. 
-Widziałaś otwierane wrota? 
-Tak. 
-Dlaczego? 
-Hmm… „Przywróć ustalony porządek”? 
-Tak się wszystko pogubiło, tak rozjechało… Sama widziałaś. 
-Widzę wielkie wrota, czuję od nich gigantyczny ziąb, energię, są głęboko w ziemi pod kątem 45 stopni… One są otwarte – dalej opisywał Piotr. 
-Raz się otworzyły i już ich nie zamkniesz. Zamknie cykl. 
-Te wrota mają złamaną pieczęć… – Piotr dalej jak natchniony. 
-Lecz jeździec jeszcze nie wyjechał, względny pokój jest jeszcze na świecie. 
-Jaki to jeździec? – pytam. 
-Na siwym koniu… Widzę go, jest biało–siwy… Pieczęć jest złamana. 
-Cykl je zamknie. 
-Kiedy się zamknie? 
-Jeszcze się nie zaczął. 
-A kiedy się zacznie? 
-Przecież wiesz, jeszcze jesteś. 
-Czyli kiedy odejdziesz… – przypomniałam sobie słowa Ojca. 
-Pogrom, przeczytaj apokalipsę. 
-Nie wierzę… Kto ja? Taki głupi? 
-Jesteś głupi, że w to nie wierzysz. 
-Wrota piekieł… słyszę… 
-Nie zdajecie sobie sprawy z wiedzy jaką macie, z powagi sytuacji. 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę na temat apokalipsy z Ojcem rozmawiać, więc zdając sobie sprawę z powagi sytuacji zapisywałam każde słowo i zauważyłam, że ręka mi zaczęła drżeć.

  • Cztery pierwsze pieczęcie zrywa Jezus, to są ci czterej jeźdźcy.
  • Czy piąta pieczęć to „moje” otwarte wrota?
  • Słowa w Biblii są prawdziwe, a twoje wrota to środek do nich.

Musiałam w takim razie sprawdzić dokładnie czym jest piąta pieczęć.

A gdy otworzył pieczęć piątą, ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych dla Słowa Bożego i dla świadectwa, jakie mieli. I głosem donośnym tak zawołały: «Jak długo jeszcze, Władco święty i prawdziwy, nie będziesz sądził i wymierzał za krew naszą kary tym, co mieszkają na ziemi?» I dano każdemu z nich białą szatę, i powiedziano im, by jeszcze krótki czas spokojnie zaczekali, aż się dopełni liczba ich współsług i braci, którzy, jak i oni, mają być zabici (Ap 6,9—11).

Twierdzi się, że piąta pieczęć mówi o tych, którzy doznają prześladowań ze względu na wiarę w Chrystusa w czasach końca wieków. Bóg Ojciec zasugerował jednak, abym apokalipsę przeczytała uważniej. I rzeczywiście znalazłam w niej coś, co może idealnie pasować do moich otwieranych wrót i zerwanej pieczęci.

Najbardziej utrudniają zrozumienie Apokalipsy św. Jana jej symbole. Bardzo często bowiem pod symbolicznym opisaniem jakiegoś wydarzenia kryje się ciąg wydarzeń, które stale powtarzały się w przeszłości i nastąpią jeszcze w przyszłości. Jako przykład można dać opisane w dwudziestym rozdziale związanie szatana na tysiąc lat i jego uwolnienie. „Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. Pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni. A potem ma być na krótki czas uwolniony.” (Ap 20,1-3) http://www.teologia.pl/Apok/Ap_00.htm 

Hmm… Kryje się ciąg wydarzeń, które stale powtarzały się w przeszłości i nastąpią jeszcze w przyszłości…

Anioł pochwycił diabła i go zamknął i zapieczętował w czeluści. Kiedyś diabeł ma być na krótki czas uwolniony. Na krótki czas..., czyli jeśli uwolniony na krótko, to musi zostać za jakiś czas zamknięty ponownie. Jak pies wypuszczony z łańcucha. I rzeczywiście jest to jedno z tych zdarzeń, które może według tych słów powtarzać się cyklicznie. I teraz mnie oświeciło, teraz rozumiem co znaczy… Raz się otworzyły i już ich nie zamkniesz. Zamknie cykl.

  • Ojcze, czy moje wrota to jest właśnie to? Na krótki czas uwolniony szatan?
  • To jest to.
  • …….. – dech mi zaparło.
  • Czy piąta pieczęć dotyczy uciskanych chrześcijan?
  • Ludzi czystego serca, ludzi Prawdy.
Alicja Lenczewska; Świadectwo

Słowa Ojca uzmysłowiły mi, że Bóg rozszerzył ten zakres znacznie poza Chrześcijan. Myślę, że dotyczy to wszystkich, którzy wierzą w Boga, ale pisząc „wierzą” mam na myśli Wiarę przez duże „W”. Czyli wszystkich tych, którzy nie tylko kochają Boga, ale i przestrzegają Jego praw.  Hebrajczyków, Chrześcijan, a może i Muzułmanów, bo tutaj kochać nie znaczy banalne „coś więcej niż lubić”. Kiedy kochasz Boga prawdziwie, to idziesz za Nim na przepadłe. Dałem im wszystko i dałem Dekalog… 

Krótka dygresja; Muzułmanie uznający Mojżesza jako proroka, przyjmują również na podstawie Koranu nauki pokrewne Dziesięciu Przykazaniom. Choć sam dekalog nie znajduje się w Koranie, to jednak każdemu przykazaniu można przyporządkować odpowiednią aję. (Wiki)

Ciekawe odkrycie; Koran, który wcześniej był Biblią. Niesamowite odkrycie; Francuska uczona, Eléonore Cellard, odkryła, że zabytkowe fragmenty koranu wystawione na sprzedaż w jednym z domów aukcyjnym są starsze, niż dotąd podejrzewano. Okazuje się, że święta księga muzułmanów wcześniej funkcjonowała jako Biblia. https://www.o2.pl/artykul/koran-ktory-wczesniej-byl-biblia-niesamowite-odkrycie-6245984153569409a

Ujęłabym to w ten sposób; Piąta pieczęć to ci wszyscy, którzy szczerze wierzą w Jedynego Boga.

„Otwarcie Piątej pieczęci” El Greco.

  • A szósta pieczęć Ojcze? – pytam.
  • Ta pieczęć przyjdzie oficjalnie.

12 I widziałem, gdy otworzył szóstą pieczęć, a oto stało się wielkie trzęsienie ziemi, a słońce sczerniało jako wór włosiany i księżyc wszystek stał się jako krew; 13 A gwiazdy niebieskie padały na ziemię, tak jako drzewo figowe zrzuca z siebie figi swoje niedostałe, gdy od wiatru wielkiego bywa zachwiane. 14 A niebo ustąpiło jako księgi zwinione, a wszelka góra i wyspy z miejsca się swego poruszyły; 15 A królowie ziemi i książęta i bogacze, i hetmani, i mocarze, i każdy niewolnik, i każdy wolny pokryli się w jaskinie i w skały gór, 16 I rzekli górom i skałom: Upadnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na stolicy i przed gniewem tego Baranka; 17 Albowiem przyszedł dzień on wielki gniewu jego, i któż się ostać może?

CDN…

Nie bój się tego, co nadchodzi.

11. 10. 17 r. Warszawa. (część I)

Kiedy my zaczynamy zapominać, to Homiel nam przypomina.

  • Nie zdajesz sobie sprawy nad ważnością wielkich rzeczy, które się zdarzyły. To eksploduje.
  • Twoje serce, pierwsza fala to jest nic wobec tego, co idzie.
  • A miałeś nie straszyć Homiel.
  • Nie bój się tego, co nadchodzi.
  • To wielka łaska dla ciebie.
  • Gdyby nie ta fala, to utonąłbyś.

W wizji, zanim Piotr zobaczył wielką jak wieżowiec falę, to pływał na głębokiej wodzie. Zdając sobie sprawę jak ważny jest każdy szczegół zrozumiałam teraz, że rzeczywiście nie da się wiecznie pływać na głębokiej wodzie. Prędzej, czy później każdy zatonie.

  • Dlatego wystrzeliliśmy cię na nową ziemię obiecaną.
  • Ala na kamienie upadnę.
  • Gdybyś upadł na trawę, to być się zanudził. Dlatego musisz mieć problemy.

W wizji Piotr ląduję na lądzie, dokładnie na kolanach na kamienistej plaży. Zawsze dziwiłam się dlaczego. Ale jeśli pływanie po wodzie oznacza trudy codziennego życia i wylądowanie na kamieniach oznacza nowe życie z problemami… to czy nie trafi Piotr z deszczu pod rynnę? Tyle, że będzie czuł grunt pod nogami? Tyle, że będzie pewniej? Nie wiem co o tym myśleć…


Wczoraj bardzo i gwałtownie rozbolała mnie głowa. Piotr nie pomógł, tabletka nie pomogła, więc zaczęłam prosić już całe Niebo, ale o dziwo też nie pomogło.

  • Ale mnie wczoraj głowa bolała – mówię teraz do Piotra – Nic mi nie pomogło.
  • Podczas wczorajszej modlitwy Ojciec powiedział do mnie …
  • Poproś Mnie, abym jej pomógł.
  • Tak? I co?
  • Nie Ojcze, sam pomogę… powiedziałem.
  • …. !!! – zamurowało mnie. Ale się teraz wkurzyłam …
  • Odmówiłeś Ojcu ?!!!!!  A może by mi przeszło?!!!!!
  • Noooo, bo ma za dużo spraw na głowie – zaczął się tłumaczyć zaskoczony moją reakcją.
  • Jeśli cię prosił to chyba nie bez powodu!
  • Ty ciągle nie wierzysz Ojcu! A wiesz, że na tym polegał grzech pierworodny?! – ryczałam jak wściekły lew.
  • Nigdy bym jabłka nie wziął. 
  • A mandarynkę? spytał Ojciec.
  • …….. – … i to mnie rozśmieszyło. Już się nie wkurzałam.

Wieczorem.

Kilka godzin przygotowywałam nowy tekst na blog i w pewnym momencie zastanawiałam się, czy wpisać słowo „misja”. Wahałam się, czy faktycznie moje życie to misja. Piotr siadł nad kotletem, nabił go na pal i…


Usiedliśmy przed TV. W Wiadomościach pokazano lecące bombowce…

  • To jest konik, o który pytałaś.
  •   

Wczoraj przeczytałam artykuł; http://kjb24.pl/sa-czterej-jezdzcy-apokalipsy/ Kilkakrotnie pytałam co znaczą te konie, ale zapadła cisza. Żadnej odpowiedzi, aż do teraz.

P.s. Przetaczam ten artykuł w całości, ponieważ w następnym wpisie zajmę się Apokalipsą wg św. Jana. Tak jak w przypadku III Tajemnicy Fatimskiej, tak i Apokalipsa odkryje swoje tajemnice… częściowo. 


Druga część Apokalipsy św. Jana (rozdz. 4-21) zawiera opis kosmicznej walki między Bogiem, Barankiem i ich zwolennikami, a siłami zła. Ta walka okupiona jest cierpieniami niewinnych. W jej wyniku zostaje przelana krew tych, którzy opowiedzieli się po stronie Boga, a świat jaki znamy, zostaje zniszczony. W ramach tej wielkiej wizji, w rozdziale 6 (wersety 1-8) pojawiają się czterej jeźdźcy apokalipsy, tajemnicze istoty, które mają wyruszyć na koniach przed Sądem Ostatecznym.

Najpierw czytamy o księdze (czy też raczej zwoju) w prawicy Boga, zapieczętowanej siedmioma pieczęciami. Zagłada znanego nam świata rozpoczyna się od przełamania czterech z siedmiu pieczęci zwoju, który jest nimi chroniony. Według Apokalipsy to Baranek Boży (a więc sam Jezus Chrystus) otwiera pierwsze cztery z siedmiu pieczęci, przyzywając kolejno cztery istoty – na białym, czerwonym, czarnym i sinym koniu: „I ujrzałem: gdy Baranek otworzył pierwszą z siedmiu pieczęci, usłyszałem pierwsze z czterech Zwierząt mówiące jakby głosem gromu: «Przyjdź!». I ujrzałem: oto biały koń, a siedzący na nim miał łuk. I dano mu wieniec, i wyruszył jako zwycięzca, by [jeszcze] zwyciężać. A gdy otworzył pieczęć drugą, usłyszałem drugie Zwierzę mówiące: «Przyjdź!». I wyszedł inny koń barwy ognia, a siedzącemu na nim dano odebrać ziemi pokój, by się wzajemnie ludzie zabijali – i dano mu wielki miecz. A gdy otworzył pieczęć trzecią, usłyszałem trzecie Zwierzę, mówiące: «Przyjdź!». I ujrzałem: a oto czarny koń, a siedzący na nim miał w ręce wagę. I usłyszałem jakby głos w pośrodku czterech Zwierząt, mówiący: «Kwarta pszenicy za denara i trzy kwarty jęczmienia za denara, a nie krzywdź oliwy i wina!». A gdy otworzył pieczęć czwartą, usłyszałem głos czwartego Zwierzęcia mówiącego: «Przyjdź!». I ujrzałem: oto koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła. I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta” (Ap 6, 1-8).

Tożsamość jeźdźców do dziś pozostaje zagadką. Apokalipsa wymienia z imienia tylko ostatniego, czwartego jeźdźca. Jest nim Śmierć. Pozostałych jeźdźców nazywamy na podstawie ich charakterystyki.

Tajemnica pierwszego jeźdźca.

Najwięcej problemów interpretacyjnych wiąże się z pierwszym jeźdźcem, powszechnie określanym jako Zwycięzca, który nosi łuk i ma na głowie wieniec przynależny wodzom podczas ich uroczystego triumfu. Św. Ireneusz, biskup Lyonu, wczesnochrześcijański teolog z II wieku, był jednym z pierwszych, którzy zinterpretowali tego jeźdźca jako samego Chrystusa. Różni teologowie poparli ten pogląd, powołując się na późniejszy fragment Apokalipsy (Ap 19), gdzie Chrystus został przestawiony właśnie jako zwycięski jeździec na białym koniu. Biały kolor zazwyczaj symbolizuje w Biblii sprawiedliwość. Utożsamienie jeźdźca z 19 rozdziału Apokalipsy z pierwszym z czterech jeźdźców z 6 rozdziału Apokalipsy, tylko na tej podstawie, że jeden i drugi dosiadają białego konia, może jednak prowadzić na manowce. Opis tych postaci różni się dość znacznie, a poza tym skoro Chrystus chwilę wcześniej pojawia się jako Baranek, który otwiera siedem pieczęci, trudno pojąć, w jaki sposób miałby On być równocześnie jeźdźcem przywołanym po złamaniu pierwszej pieczęci. Pojawiła się też interpretacja, że biały jeździec może reprezentować Ducha Świętego, który zstąpił na Apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy po odejściu Jezusa z Ziemi, ewentualnie symbolizować zwycięski pochód Ewangelii, głoszonej na całym świecie.

Diametralnie przeciwny pogląd głosi słynny amerykański ewangelista przebudzeniowy Billy Graham, który uznał jeźdźca na białym koniu za Antychrysta, lub symbol fałszywych proroków. Według niego Antychryst udaje Chrystusa, który również będzie jechał na białym koniu (por. Ap 19.11-16). W Ap 19 Jezus ma jednak wiele koron, a jeździec w Ap 6 tylko jedną, która została mu podana. Zdaniem Billy’ego Grahama wskazuje to na trzecią osobę dającą władzę jeźdźcy, aby wykonał swe dzieło.

W kulturze popularnej najbardziej utrwaliła się interpretacja pierwszego jeźdźcy jako Zarazy, a więc uosobienia śmiertelnych chorób zakaźnych. Prawdopodobnie źródłem takiej interpretacji jest broń, którą dysponuje pierwszy jeździec. Jak wiadomo łuk to wyposażenie skrytobójców. Śmierć z niego zadana jest gwałtowna. Brak bezpośredniego kontaktu w walce powoduje, że śmiertelna strzała bywa zaskoczeniem dla ofiary. Do spopularyzowania interpretacji, że pierwszy jeździec jest Zarazą przyczynił się hiszpański pisarz, publicysta i lewicowy działacz polityczny – Vicente Blasco Ibáñez , który w powieści z 1916 pt.: „Los cuatro jinetes del Apocalipsis” (pol.: Czterech jeźdźców Apokalipsy, 1925) napisał o jeźdźcu na białym koniu, ubranym w barbarzyński strój i używającym łuku w celu rozprzestrzeniania śmiertelnych chorób zakaźnych. Jego kołczan wypełniony miał być zatrutymi strzałami, zawierającymi zarazki wszystkich epidemii.

Wojna, Głód i Śmierć.

Odnośnie do drugiego jeźdźca panuje dość zgodna opinia, że symbolizuje on Wojnę. Wskazuje na to trzymany przez niego miecz (jakby był gotowy do walki lub masowej rzezi) oraz czerwony kolor konia, kojarzący się z krwią. Słowo „pyrros” pochodzi od „pyr” (pożar), byłby to więc kolor „ognisto-czerwony”. Niektórzy komentatorzy sugerowali, że może chodzić o symbol wojny domowej lub prześladowania chrześcijan. Trzeci jeździec na czarnym koniu to według powszechnego rozumienia Głód. Posiada on wagę i odważniki, którymi będzie starannie odmierzane zboże. Czytamy, że cena zboża jest około dziesięciokrotnie wyższa niż normalne, przy czym całodniowe wynagrodzenie (denar) wystarcza na kupno tylko jednej kwarty pszenicy lub trzech kwart mniej pożywnego jęczmienia, a zatem pracownicy nie będą w stanie wyżywić swoich rodzin. Wizji jeźdźca na czarnym koniu towarzyszy tajemniczy, niezidentyfikowany głos, pochodzący jakoby od czterech żywych stworzeń w Niebie i to on mówi o cenach pszenicy i jęczmienia oraz o tym, że ceny oliwy i wina pozostaną niezmienione (tyle, że znajdują się one poza zasięgiem zwykłego pracownika). Czwarty i ostatni jeździec nosi imię Śmierć (Thanatos), o czym wprost oznajmia tekst Apokalipsy (Ap 6, 8). W odróżnieniu od pozostałych trzech jeźdźców, nie ma żadnej wzmianki, że dzierży on jakąś broń lub inne przedmioty, jednak na ilustracjach i obrazach zazwyczaj trzyma kosę, miecz lub inne narzędzie do zadawania śmierci. Kolor konia Śmierci określony jest jak khlōros, co w grece jako koine może oznaczać zarówno zielony, zielonkawożółty, jak i blady, popielaty. Na podstawie znaczenia tego słowa w starożytnej greckiej literaturze medycznej, niektórzy uczeni sugerują, że kolor ten odzwierciedla bladość typową dla trupa. W niektórych współczesnych wizjach artystów koń jest wyraźnie zielony. Towarzyszem Śmierci jest Hades, czyli miejsce pobytu zmarłych.

Wizję jeźdźców kończy stwierdzenie: „I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta” (Ap 6, 8), co na ogół traktowane jest jako słowa odnoszące się do Śmierci i Hadesu, chociaż niektórzy komentatorzy widzą tu odniesienie do wszystkich czterech jeźdźców. Jest to nawiązanie do słów Boga z Księgi Ezechiela: „Nawet gdybym zesłał na Jerozolimę owe cztery moje straszne klęski – miecz, głód, dzikie zwierzęta i zarazę, aby w niej wyniszczyć ludzi i zwierzęta, to jeszcze pozostanie tam Reszta, która ocali synów i córki” (Ez 14,21-22).

A może aniołowie?

Nie zabrakło również interpretacji angelologicznych. Są egzegeci, którym czterej jeźdźcy Apokalipsy kojarzą się z Aniołem Niszczycielem. Jak pamiętamy, jego przejście spowodowało śmierć pierworodnych w Egipcie. Sprawił on także, że zaraza zdziesiątkowała wojsko asyryjskie oblegające Jerozolimę. Aniołowie od początku historii zbawienia wysyłani byli do grzesznej ludzkości także jako wykonawcy kar Bożych (por.: Rdz 19,13; /2 Sm 19,35; 2 Sm 24,16; Mt 13,41; Mt 13,49; Mt 24,31; Mk 13,27).


CDN…

Prawda nie jest pychą.

09. 10. 17 r. Warszawa.

Wczoraj przyszło oficjalne pismo z Krajowej Izby Odwoławczej o umorzeniu sprawy. Czyli czekamy na NIP. Czyli od początku żadna inna sprawa nie wchodziła w rachubę, jak tylko NIP, a sprawa w KIO to była próba naszego zaufania.

  • Dostałeś wczoraj z KIO… Rozumiesz, że nie jesteś w stanie wygrać z Niebem?
  • To się ciesz. Co by było, gdyby było inaczej?
  • No właśnie… Piekło na ziemi.
  • Jak przyjdzie moment właściwy, to sprawy potoczą się błyskawicznie.
  • A może zapomnicie?
  • To nie ty, to My na niego czekaliśmy. Pilnujemy każdego dnia.
  • ………. – Piotr zaczął patrzyć przed siebie….
  • Widzę ich kalendarz. Kostki z datami, a jedna wyższa niż inne. Nie widzę cyfr…

  • Wiesz czym oni piszą? Piórem! Ale piórem ptasim! – Piotr zrobił oczy pełne zdziwienia…
  • Po co im pióro jeśli mają taką technikę! Nie są zbyt mocni…
  • ……… – gały wytrzeszczam z wrażenia co on gada. Niebo nie jest wszechmocne ???!!!!… Bo piórem pisze…..!!!!!!
  • Chodzi o naturę, nie technikę.
  • Wszystko co od Ojca jest dobre! – poprawiam go szybko odnosząc jednocześnie wrażenie, że chyba się Bogu podlizuję, a nie taki mam zamiar…
  • Ten tydzień jest ważny? – pytam.
  •  Słyszę teraz piosenkę „Karuzela… Manam.
  • Karuzela na Bielanach (p.s. Koterbska) to za wolne tempo, karuzela (p.s. Manam) może być.
  • ……..
  • Ciągle słyszę przywróć imię moje.
  • Powiedziałeś to za wielką cenę. Odejście twojego taty.
  • Które imię ci zostanie przywrócone? Jak myślisz?
  • No właśnie…
  • Odpowiedź jest banalna, wszystkie.
  • Dostaniesz to, kto nikt w przeszłości tego nie miał i mieć nie będzie.
  • ???!!! Wszystkie! No nie świruj!
  • … Słyszę, że ktoś wybuchł głębokim śmiechem.
  • …….. – a ja znowu oczy w słup. 
  • Wiesz co to znaczy mieć różne imiona? – pytam, żeby tego nie lekceważył co słyszy. 
  • Że będziesz miał wielkie możliwości.
  • Nie wiesz już w jego pochopność, zanim coś zrobi to się pomodli.
  • Wpadam chyba w pychę…. – Piotr szepcze do siebie.
  • Prawda nie jest pychą.
  • A ludzie się dowiedzą?
  • Ludzie zaczną nazywać to niewytłumaczalnym zjawiskiem.
  • Nagle zaczną znikać arsenały broni, a wróg stanie się przyjacielem.
  • Mam to pisać oficjalnie? – spytałam, bo to mocno ryzykowne. A jeśli się nie spełni?
  • Ale sama mówiłaś, że z półrocznym poślizgiem.
  • Chwila to sekunda, a życie to 2 chwile.

Wieczorem. Chciałam coś powiedzieć o Lutrze, ale Piotr gwałtownie mi przerwał.

  • Daj mi spokój z tym idiotą.
  • Mówisz o sobie…? – chciałam powiedzieć, ale się powstrzymałam.
  • Od kiedy się znamy? – pyta mnie.
  • Pewnie od Luthra – powiedziałam lekko ironicznie.
  • Mylisz się.
  • Taaak? To od kiedy?
  • Od czasów, kiedy się jeszcze berła nie nosiło.
  • ???!!! – a to ci zagwozdka.

Ks. Estery; Wszyscy słudzy króla i ludność państw królewskich wiedzą, że jedno dla nich jest prawo, dla każdego mężczyzny i każdej kobiety, którzy udają się do króla na dziedziniec wewnętrzny, a którzy nie otrzymali wezwania: mają być zabici, chyba że król wyciągnie nad nimi złote berło, to wtedy pozostaną przy życiu.

Jeśli Biblia wymienia berło kilkukrotnie, to musimy znać się baaaardzo długo. Homiel nie chciał nic więcej powiedzieć, a w mojej głowie kłębiły się różne myśli… 13 ma być w sobotę, czy coś się wtedy wydarzy?

  • Homiel, pójdziesz z nami na lody w sobotę?
  • To przebiegłe pytanie.
  • Wiem – zaczęłam się śmiać – Długo nad nim myślałam.
  • Odpowiem tak… Na pewno będę z wami.
  • To przebiegła odpowiedź – i śmieję się dalej.
  • Kto by się spodziewał, że śnieg będzie to ten śnieg.
  • To prawda, w życiu bym nie przepuszczał, że tak to rozegracie.
  • Więc kiedy widzisz jak to wszystko działa, dlaczego pytasz o NIP?
  • Czy chmury się już zbierają nad nimi?
  • Będzie grom z jasnego nieba, tylko dziura zostanie.
  • …….
  • Przestań się bać czegoś, co da ci uwolnienie.
  • Chciałbym powiedzieć przestań się bać człowieku, ale ugryzłem się w język.
  • Przecież jestem człowiekiem!
  • Nie zostałeś zrodzony.
  • ?! Jak to? Przecież normalnie się urodziłem!
  • ………
  • Pokazał mi jak Ojciec wziął glinę i ulepił… kogoś.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie nic nie rozumiejąc.

A ponieważ pytać nie było sensu, bo i tak byśmy się nie dowiedzieli, skupiliśmy się szybko na oglądaniu filmu „Rozgrywka” http://www.filmweb.pl/film/Rozgrywka-2001-10841 W pewnym momencie rozbrzmiała piękna muzyka…

  • Lubię taki jazz – Piotr.
  • To nie jazz.
  • A co?
  • Swing.
  • To Ty się też na tym znasz?
  • Tak jak i na medycynie.
  • Boże! To z Ojcem cały czas rozmawiasz! – odkrycie po kilku godzinach. 

Oczywiście sprawdziłam, a nie było łatwo; http://www.soundtrackinfo.com/OST/score/

http://www.geocities.jp/artanisjp/818green.htm; Cassandra Wilson is an American jazz musician, vocalist, songwriter … 2001 The Score: „Green Dolphin Street” and „You’re About to Give In„: …. It was originally played in an up-tempo swing style.



Dopisane 16. 06. 2018 r.

  • Od czasów, kiedy się jeszcze berła nie nosiło – zdarzają się historie i to wcale nie tak rzadko, że dwoje ludzi spotykając się po raz pierwszy w życiu czują jakby znali się od wieków. Nie poczułam tego spotykając Piotra, ale on chyba musiał mieć takie wrażenie, ponieważ oświadczył się po 2 tygodniach od pierwszej randki! 

Jezus Chrystus powiedział Katarzynie Emmerich ciekawe zdanie;

Dwojaka jest łączność w małżeństwie. Najpierw łączność ciała i krwi, którą rozrywa śmierć, i tacy małżonkowie nie odnajdą się na drugim świecie. Lecz powinien istnieć między małżonkami także węzeł duchowy, bo ten łączy ich nierozerwalnie i w tym i w przyszłym życiu. Niech więc o to się nie trwożą, czy odnajdą się tam z osobna, czy razem. Jeśli to było małżeństwo ducha, to odnajdą się potem w jednym ciele”…

Jezus użył identycznego sformułowania, jakie użył w rozmowie z Faustyną; Wybrałem cię na ten urząd w tym i przyszłym życiu. Już o tym pisałam wcześniej, ale dla przypomnienia mówi jednoznacznie o przyszłym życiu na ziemi.

Czy w przypadku Emmerich Jezus także mówi o następnym życiu na ziemi?

Po pierwsze nie może mówić, że małżonkowie na ziemi będą małżonkami także w Niebie, bo takich związków tam po prostu nie ma. Po drugie sam też wyjaśnia, czy są małżeństwa w Niebie.

Mt 22,23: W owym dniu przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz powiedział: Jeśli kto umrze bezdzietnie, niech jego brat weźmie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci – aż do siódmego. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta. Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli [za żonę]”. Jezus im odpowiedział: „Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie.

Jednym słowem, drogi ludzi związanych duchowo krzyżują się na ziemi wielokrotnie.


  • Nie zostałeś zrodzony – Jak został stworzony człowiek według Biblii? Ulepiony z gliny jak widział to Piotr?

Ks. Rodzaju; Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił.

Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi, więc dlaczego Hiob twierdzi, że został ulepiony z gliny? Kolejna zagadka.

Księga Hioba; mam tutaj dwa różne tłumaczenie Biblii. 

http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=440
8
Twe ręce ukształtowały mnie, uczyniły: opuszczonego dokoła chcesz zniszczyć?
9
Wspomnij, żeś ulepił mnie z gliny: i chcesz obrócić mnie w proch?

http://www.tamax.com.pl/biblia/st-pl-k-hioba.html

8 Ręce twoje wykształtowały mię, i uczyniły mię; a przecię mię zewsząd gubisz.
9 Pomnij proszę, żeś mię jako glinę ulepił, a w proch mię zaś obrócisz.

Ulepiony z gliny, a ulepiony jak glina to ogromna różnica. I wtedy przyszło mi do głowy, że wizja Piotra może mieć inne znaczenie, niż pierwotnie sądziłam.

  • Nie może Biblia mylić się w takiej kwestii, musi być konsekwentna – mówię do Piotra dzisiaj.
  • Nie może być tak, że w jednym miejscu mówi, że z gliny, a w drugim, że z prochu ziemi. Z gliny według Hebrajczyków to kształtowano Golema – https://pl.wikipedia.org/wiki/Golem
  • Moim zdaniem twoja wizja znaczy, że Pan Bóg  ulepił cię jak glinę – skończyłam swoje wywody.
  • Ty to masz problemy – Piotr się żachnął zmęczony już z rana.
  • Ojcze, jak to w końcu jest? Jak powstał człowiek?
  • Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.
  • A kształtowanie to inna sprawa.
  • A więc miałam rację!
  • Bez Nas co drugie zdanie kończyłabyś z „?”, a nawet każde.
  • Absolutnie tak! Bez Ojca nic nie ma. 

Co znaczy odpowiednie tłumaczenie Biblii i trochę rozsądku. 


  • Nagle zaczną znikać arsenały broni, a wróg stanie się przyjacielem – minęło od tej rozmowy 7 miesięcy i mamy to…

Wieszczono rychłą wojnę, a mamy niespodziankę i oby trwała wiecznie. Nie tylko spotkanie, ale i rozmowy o denuklearyzacji. Sama jestem bardzo zaskoczona. Nasze rozmowy się  urzeczywistniają, co jest naprawdę niesamowite.

https://wiadomosci.wp.pl/trump-i-kim-dzong-un-podpisali-dokument-rozpoczynamy-proces-denuklearyzacji-6261893190690945a

Holocaust trwa, a z drugiej strony mają wszystko.

07. 10. 17 r. Warszawa.

Moje łóżko jest tak usytuowane, że drzwi do pokoju mam metr za głową. Fatalnie, ale inaczej się nie da. Dzisiaj w środku nocy obudził mnie hałas gwałtownie naciskanej klamki, tak jak robi to czasami Piotr. Poderwałam się na równe nogi, ale za drzwiami nikogo nie było. Nawet nie byłam specjalnie zaskoczona, bo spodziewałam się „atrakcji nocnych” po wczorajszym pisaniu do Izy. Ponieważ sama przechodzi to, co kiedyś przechodził Piotr, potrzebuje wsparcia i wiele o walce z gackami rozmawiamy. Bóg Ojciec doskonale wiedział co robi krzyżując w pewnym momencie nasze drogi, bo kto ją w tej sytuacji może lepiej zrozumieć jak nie my? Niestety walcząc z jej demonami budzimy i nasze demony, jakby wszystkie gacki tego świata były w jakiś sposób ze sobą połączone.


Jadąc do „naszego krzyża” stanęliśmy za samochodem, który utknął na skrzyżowaniu. Piotr wkurzony ominął go z piskiem opon pyskując przy tym niemiłosiernie na kierowcę. Oczami przewracam, bo przecież jedziemy do Jezusa! Ledwo pojawiamy się pod krzyżem…

  • Mniej dla nich więcej cierpliwości. Daj im czaspowiedział Jezus.
  • A Iza? – spytałam.
  • Walczcie o nią.
  • ……..
  • Mam nadzieję, że zapamiętasz to chociaż na godzinę! – mówię do Piotra po wyjściu z kościoła.

Minęło pół godziny, a już po drodze opieprzał innego kierowcę. Nie mam do niego siły…   Opowiadam mu o dzisiejszych odwiedzinach w nocy…

  • Gacek to kurwa, słucha nas cały czas! – był wściekły. 
  • Używając jego imienia nie obrażasz go, a dałeś mu radość.
  • Ok, masz rację – Piotr się uspokoił natychmiast.

Pojechaliśmy na kawę. Idąc w Złotych Tarasach zwróciliśmy jednocześnie uwagę na coś, co nas wmurowało dosłownie w podłogę. Już zdążyliśmy o tym zapomnieć.

- Powiadam ci, zanim spadnie pierwszy śnieg wszelkie twoje troski odejdą w zapomnienie. 
- Powiedział śnieg? – bo nie mogłam uwierzyć, co słyszę. 
- Pokazał mi hałdy śniegu – powiedział Piotr równie zaskoczony. 
- No…. zobaczymy – rozbawiła mnie ta sytuacja z dwóch powodów; Homiel znowu czyta w moich myślach i jego zagadkowa przepowiednia. Mam tylko nadzieję, że nie mówił o śniegu na Saharze… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/04/nie-ten-jest-silny-kto-ma-sile-lecz-ten-kto-ma-wiare/
  • Widziałaś to?! No nie wierzę! – Piotr aż zbladł z wrażenia.
  • A ty chcesz się ze Mną zakładać…
  • ……. – nie wiedziałam co powiedzieć. Kto by pomyślał, że o taki znak będzie chodzić!? Cofnęłam się, by to jeszcze raz sprawdzić i zrobiłam zdjęcie.
  • 13 października! Ostatnie objawienie fatimskie – byłam akurat na bieżąco i data rzuciła mi się wyraźnie w oczy.
  • To już wiesz kiedy się zacznie i skończy.
  • A kiedy skończy? – daty zakończenia nie podano.
  • Kiedy się zacznie, a chwila może trwać długo.
  • ……..
  • Zobaczyłem tego alabastrowego, leży na tej sofie, a dwie istoty bardzo delikatne myją jego twarz. Myją i śpiewają… Szykują go do czegoś.
  • Teraz ty się położysz, a on odżyje.
  • …….. – zrozumiałam tylko tyle, że tutaj zaśnie, a tam się obudzi.
  • A kto będzie mnie pilnował?
  • Twoja żona.
  • Musisz mnie pilnować, bo będę spał albo zemdleję – do mnie.
  • Dajcie mi jakiś znak, żebym wiedziała kiedy się zaczyna – poprosiłam już całe Niebo i dęba stanęły mi wszystkie włosy.
  • Myślę, że zrobią to mądrze – Piotr na to. 
  • Ale komplement!
  • …….
  • Wielu się stęskniło. Chcą żebyś otworzył oczy.
  • Ojcze, co on tam będzie robić?
  • Po prostu będzie.
  • A to takie ważne?
  • Moja córko, mówimy o aniele przeznaczenia.
  • ?! Ojcze, co to znaczy?
  • To zadanie dla ciebie.
  • Jesteś tak blisko, by dowiedzieć się wielkich rzeczy.
  • …….. – zabrakło mi słów. Doszło do mnie, że to wszystko się dzieje jednak naprawdę.
  • Homiel mówił o śniegu z 3 lata temu. ..
  • Anioł przeznaczenia?
  • To wyższa matematyka.
  • ……..
  • Miałem niesamowity przekaz…
  • Czas twojego zniewolenia się zakończył.
  • Narodzisz się na nowo.

Wieczorem.

Szerokim echem w mediach, nawet w tych ultra liberalnych odbiło się to wydarzenie;

  • Co ty na to Homiel? Piękna akcja.
  • Pracujemy na to wszyscy.
  • Według księdza Glasa bez spowiedzi nie można iść do komunii świętej.
  • Zgadza się, ale ty się spowiadasz.
  • !… Ale nie księdzu ! – pomyślałam… Ojcu i to z Ojcem teraz rozmawiamy…
  • Zrobić tą łazienkę? – Piotr schodzi na ziemię.
  • Po co? Niech cię to nie interesuje.
  • ?! 
  • Ale z tym śniegiem wyszło dzisiaj… – Piotr sobie przypomniał.
  • Może to się zdarzy w poniedziałek… 
  • W poniedziałek idziesz do pracy? – pytam. 
  • To jego obowiązek.
  • A wtorek?
  • Macasz?
  • A w środę?
  • Macasz i macasz i nie wymacasz.
  • Sam będziesz zdziwiony kiedy.

Dostałam od Izy wiadomość;

Od wczoraj byłam tak jakby w paraliżu, zrezygnowana i atakowana przez gacki. Dopiero niedawno puściło, no i znowu wraca.

Kazałam Piotrowi do niej zadzwonić i porozmawiać. Po tej rozmowie poczuła się nieco lepiej.

  • Jak się czujesz jako posłaniec? – Ojciec spytał mnie zaraz po.
  • Dobrze.
  • A co myślisz o większej skali?
  • !?  Ja się nie nadaję! – dosłownie przeraziła mnie taka możliwość.


Dopisane 12. 06. 2018 r. 

  • Moja córko, mówimy o aniele przeznaczenia.

W polskim Google o „aniele przeznaczenia” można dowiedzieć się dokładnie nic. Szukając szerzej i głębiej w końcu natrafiłam na określenie „anioł przeznaczenia”. Jakiś czas temu zadałam pytanie Ojcu, skąd ludzie wiedzą o imionach aniołów. Okazuje się, że poznają je tak jak i my, podczas rozmów lub w innych duchowy sposób. Największą wiedzę o świecie aniołów mają Hebrajczycy i ta wiedza gromadzona jest od wieków. Choć nasz Kościół zdecydowanie odżegnuje się od starej tradycji judaistycznej, to nawet chrześcijańscy badacze tego zagadnienia jej nie lekceważą. Jeśli jakiś naukowiec chce czegoś się w tym temacie dowiedzieć musi sięgnąć do starych hebrajskich ksiąg,  bo nie ma po prostu wyjścia. Tak to już jest w historii świata, że najwięksi prorocy to jednak Hebrajczycy. Czy to nam się podoba, czy też nie. 

Oriel lub Auriel – Anioł Przeznaczenia. Szukając jeszcze dalej…

http://hebrew.jerusalemprayerteam.org/auriel-oriel-angel/

U • ri • el jest jednym z czterech głównych aniołów, które zgodnie z żydowską tradycją stoją wokół niebiańskiego tronu (gdzie siedzi Bóg) i, oprócz służenia Bogu, są odpowiedzialne za obserwowanie czterech zakątków świata.

Znaczenie imienia U • ri • el brzmi: „Bóg jest moim światłem”. Zgodnie z żydowskimi tradycjami, U • ri • el jest odpowiedzialna za światło na świecie. „Lub” lub „Ur” oznacza „światło” po hebrajsku.

Zgodnie z niektórymi chrześcijańskimi tradycjami, U • ri • el był aniołem, który zmagał się z Jakubem. Zgodnie z tymi tradycjami, Uriel był także tym samym aniołem, który powiadomił Noego o nadchodzącej powodzi.

Czytając o Jakubie zaczęłam się śmiać. Niedawno dostałam mailem pytanie;

Z innej beczki: Nurtuje mnie pewien szczegół w Starym Testamencie w Księdze Mojżeszowej – opis „walki” Jakuba z Aniołem. Zmaganie było tak długie, że Anioł, aby „uzyskać przewagę” nad Jakubem złamał (wywichnął) mu biodro. Jednakże Jakub nie odstępował. Chciał nawet usłyszeć imię tego z którym walczył, ale Anioł mu nie podał. Pobłogosławił go. I nadał Jakubowi imię Izrael. (Rdz, 32, 25-33) Czy może wiesz lub już gdzieś słyszałaś dlaczego w ogóle walczyli? Ale tak naprawdę, bez ideologii kościelnej (opis walki duchowej – „walka z Bogiem” – kto coś takiego wymyślił?)). Dziwne, że przedstawiciele 2-ch różnych światów toczyli pojedynek, w którym teoretycznie Jakub nie miał szans. Czuję pewien niedosyt w takim przestawianiu sprawy.

Co znaczy Izrael? Faktycznie znaczy to ni mniej, ni więcej jak „zmagać się z Bogiem”; http://hebrew.jerusalemprayerteam.org/israel-2/

  • Co za przedziwny zbieg okoliczności… pomyślałam. 
  • Spytaj się dlaczego walczyli.
  • Słyszę…
  • Tak hartuje się stal.
  • ?! Tylko tyle?
  • A może to nie walka, a tylko trening?
  • Słyszę…. sparring. 
  • O kogo myślisz się sparingowali?
  • Dlaczego Żydzi są tacy pewni?
  • Cała historia Żydów wiąże się z tą walką.
  • Jak myślisz, dlaczego tak miało się stać?
  • Gdyby naród wybrany byłby ciągle pokorny i posłuszny… Jakby się ten świat układał?
  • To ma być permanentne pole walki.
  • Czy to zwichnięcie biodra to symbol holocaustu? 
  • Holocaust trwa, a z drugiej strony mają wszystko.
  • Czyli jakie jest przesłanie tej walki Jakuba?
  • Uczenie się ludzkości i uczenie się Boga.
  • ……. – w tej chwili nie byłam pewna, czy uczenie się Boga w sensie, że Bóg się uczy? Czy uczenie się Boga w sensie, że poznać Boga, zrozumieć Boga.
  • Mogę napisać o tym?
  • O ile wiem z sześciomiesięcznym opóźnieniem piszesz.
  • Taaaa – …no zamurowało mnie teraz.
  • Jeszcze wiele się odkryje w tym czasie.
  • Czy Ojciec się uczy? – Piotr pyta mnie szeptem dziwiąc się, a ja się dziwię, że już o zapomniał, że tak właśnie powiedział.
  • Ojciec przecież powiedział, że twórca nie przestaje tworzyć... a jak tworzy, to i ciągle się uczy… Chyba… – … tak mi się wydaje, jeśli spojrzy się na dzieło każdego twórcy. Twórca chce i dąży do tego, aby każde następne jego dzieło było lepsze.

To rzeczywiście wyższa matematyka…

Nie oglądaj się do tyłu. Zostaw to.

04. 10. 17 r. Warszawa.

Rozmawialiśmy o Izabeli. Jej sytuacja wydaje się tak skomplikowana, że czujemy się bezradni. Piotr poprzez egzorcyzmy próbuje jej pomóc, ale czy faktycznie to jej pomaga?

  • A może my jej szkodzimy? – zaczął mieć wątpliwości.
  • Nawet tak nie myśl. Nie po to Pan Bóg przysłał ją do ciebie.
  • Bóg ją wybrał… to jest coś! – zamyślam się nad planem Ojca.
  • Szkoda, że nie możesz znać wszystkiego.
  • Są kwiaty, o których się nie mówi, a których zapach jest tak mocny.
  • Nieznane dla ludzi, ale znane dla Kogoś innego, ciche.
  • Kiedyś będzie ci to dane wiedzieć, nie będziesz mogła w to uwierzyć i będziesz bardzo mocno płakać i to cię uśpi…
  • …….. – ciarki mnie przeszły. Nie myślę jeszcze o swojej śmierci, ale może czas zacząć?
  • Zobaczyłem jak ręka cię wyciąga z tego świata…
  • No pięknie… Czyli dowiem się na koniec – poczułam się dość nieswojo.
  • …….
  • Ważne, że z nią jest lepiej. Kiedy się modlę tworzę nad nią tubę. Wymieniam wszystkie osoby, które chronię po imieniu. Izę biorę na koniec, a powinienem na początek.
  • Ważne, że to robisz. Kolejność nie ma znaczenia. Ważne, że ją z imienia wymieniasz.

Imię, które jest jak znamię, pieczęć, wizytówka i w Niebie znaczy coś więcej, ponieważ określa zakres uprawnień, obowiązków, odpowiedzialności. Z doświadczeń egzorcystów wynika jasno, że tylko poznanie imienia demona / diabła, czyli poznanie przeciwnika sprawia, że dane egzorcyzmy są udane, czy też nie. To tak jakby opadła kurtyna i wszystko stało się jasne. Wróg już nie jest nieznany, ale staje się konkretny. Już nie walczymy na oślep, ale uderzamy bardzo celnie. Ta sama zasada dotyczy także ludzi, których chcemy uzdrawiać i ochraniać. Ta sama zasada dotyczy także modlitwy. Dlaczego? Bo wszystko jest energią. Kiedy wysyłamy strumień energii ona musi być skierowana do konkretnego celu, a nie rozproszona gdzieś tam w nicość. Nie ma więc sensu modlić się do „wszystkich świętych” i walczyć z „wszystkimi diabłami”. Daremny trud.

  • To wszystko co się dzieje… jest nienormalne – Piotr rozbrajająco szczerze.
  • I z Ojcem się nie dyskutuje, tylko wykonuje.
  • ……. – spojrzałam na niego z politowaniem, bo nie dyskutuje się tylko z jednym, tym z dołu.
  • Oj, Mały… a On tak lubi z tobą rozmawiać.
  • … ! – no właśnie, dawno to zauważyłam. Teraz też przecież rozmawiamy z Ojcem!
  • Niedługo wszystkie twoje wątpliwości, jakie miałeś zostaną rozwiane.

Wróciłam do domu, włączam komputer… i widzę to…

Oparłam się z wrażenia o krzesło. „Luter i kościół, grzech podziału chrześcijan” i to w miesięczniku „Egzorcysta”, który czytam „zawodowo”. Patrzę i patrzę na to… Przypadek? Przecież o tym wczoraj rozmawialiśmy! Czekam niecierpliwie na powrót Piotra i kiedy tylko wchodzi w drzwi domu zaciągam go na siłę przed komputer.

  • Widzisz to?!
  • ……. – spojrzał z zaciekawieniem, ale na krótko. Kompletnie nie zrobiło to na nim wrażenia.
  • Homiel, czy to znak z tą okładką? – pytam więc konkretnie.
  • Wierzę w potęgę twojej intuicji i nie ma przypadków w twoim przypadku.
  • …….. – ręce mi opadły, bo już zaczęłam coś podejrzewać.

Piotr zajął się swoimi sprawami, a ja Lutrem. Im dłużej, tym więcej miałam podejrzeń. W mojej głowie świtało pewne pytanie, ale bałam się je po prostu zadać. W końcu nie wytrzymałam…

  • Homiel, czy Piotr może być Lutrem? – spytałam wprost.
  • Nie może, a był. Zresztą Marcinem.
  • ???!!! Jesus Christi !!!…  – wyrwało mi się.

Oboje dosłownie zamarliśmy. Piotr zaczął się śmiać nerwowo.

  • Co za bzdury!
  • I tak dochodzimy do prawdy.
  • Wszystkie kurtyny są ściągane.

Piotr siedział zastygnięty, a ponieważ niewiele o Lutrze wiedział, zaczęłam mu czytać na głos o nim z  https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Luter

  • Marcin Luter, niemiecki reformator religijny, teolog i inicjator reformacji, mnich augustiański, doktor teologii, współtwórca luteranizmu.. Zakonnik?! Byłeś zakonnikiem! – i przypomniałam sobie słowa AIDY.
Pani mąż był kiedyś zakonnikiem – p. s. myślę, że lepiej mówić po prostu duchownym. http://osaczenie.pl/wp/2016/04/25/jak-syn-marnotrawny/
  • W październiku 1510 roku Luter wyjechał do Rzymu, by odwołać się do papieża Juliusza II od decyzji prowincjała saskiej kongregacji Staupitza, nakazującej podniesienie ogólnego poziomu obserwacji. Wrócił zdruzgotany obrazem jaki zastał. Papież, poświęcający wiele czasu wojnom, bezceremonialne zachowanie księży, bluźniercze żonglowanie sakramentami, czy wreszcie to co wywołało jego największy wstrząs i oburzenie – odprawianie w pośpiechu siedmiu mszy świętych przy jednym ołtarzu (pewien ksiądz, widząc, że Luter odprawił dopiero jedną trzecią swojej mszy, poganiał go słowami „Pośpiesz  się! Inni czekają!”. Podróż do Rzymu nie miała większego wpływu na rozwój poglądów teologicznych Lutra, jednak wyniesione z niej doświadczenia wpłynęły na jego późniejszą postawę w walce z papiestwem.
  • To w twoim stylu, chciałeś porządek robić… Nic się nie zmieniłeś – zaczęłam się śmiać.

Wydawały mi się słuszne pomysły Lutra, ale im dalej studiowałam jego historie, tym więcej miałam wątpliwości. Zaczęłam w pewnym momencie coś rozumieć.

  • Do opuszczenia kryjówki zmusiły go rozruchy, jakie wybuchły w Wittenberdze, a które wywołało radykalne skrzydło reformatorów domagające się natychmiastowego zniesienia mszy, usunięcia wizerunków świętych z kościołów, wprowadzenia komunii pod dwiema postaciami, posuwając się przy tym do czynów obrazoburczych. Drogą codziennych kazań i spotkań udało mu się uśmierzyć tumult i znieść przedwczesne reformy. Przeciwstawiając się średniowiecznemu stosunkowi kościoła do państwa, głosił, że istnienie władzy świeckiej jest zgodne z porządkiem Bożym, dając tym podstawy, na których w XVIII w. oparła się nowoczesna idea państwa. Na bazie niezadowolenia społecznego i częściowo pod wpływem błędnie rozumianej nauki Lutra o wolności chrześcijańskiej, w 1525 roku wybuchła w Niemczech wojna chłopska. W której zginęło ok. 150 tys. osób
  • Hmm…. Luter dobrze zaczął, ale w fatalnym kierunku to się obróciło. Wymknęło się spod kontroli – komentuję na głos, a Piotr ciągle milczał.
  • Luter nie darzył Żydów sympatią. Pozostał w tym względzie typowym przedstawicielem XVI-wiecznego niemieckiego mieszczaństwa, dla którego Żydzi byli przede wszystkim niepożądaną konkurencją ekonomiczną. W 7-punktowym planie zawartym w traktacie O Żydach i ich kłamstwach (1543) wzywał do ich napiętnowania i dyskryminacji; proponował między innymi, aby palić żydowskie szkoły i synagogi, burzyć ich domy dla chwały Boga czy wprowadzić przymusową pracę dla Żydów. Antysemickie pisma Lutra w XX wieku cytowali narodowosocjalistyczni teolodzy tłumacząc w ten sposób przyczyny prześladowań i zbrodni ludobójstwa holocaustu.
  • …….. – Piotr nadal milczy, ale już pobladł.
  • Luter wzywał do zabijania czarownic (mówił przy tym wyłącznie o kobietach, nie o czarownikach), tak jak zabija się morderców i rabusiów.
  • Nie mam pojęcia jak AIDA mogła to wiedzieć… Powiedziała, że Piotr był kiedyś zakonnikiem, który sprzeniewierzył się Bogu. Czy tak wyglądało sprzeniewierzenie? – pomyślałam.
  • No toś… narobił – byłam pod przytłaczającym wrażeniem.
  • Ale byłem kanalią… – Piotr wydukał ze smutkiem.
  • Nie oglądaj się do tyłu. Zostaw to.
  • Nie szukaj tam niczego. Idź do przodu, a nie do tyłu.
  • Hmm… Kiedyś podzieliłeś kościół, teraz może połączysz…? – powiedziałam myśląc o wielkiej fali i planie, który przygotował Ojciec.
  • Jest jeden Bóg.
  • …….
  • Hmm… To ciekawe… – zwróciłam na coś uwagę.
  • Mamy październik, a w październiku tego roku mija 500 lat reformacji – 31 października 2017 roku mija dokładnie 500. rocznica ogłoszenia 95 tez, które według przekazu Marcin Luter przybił do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze. https://www.luther2017.de/pl/2017/jubileusz-reformacji/
  • Hmm… To musi mieć swoje znaczenie, że się dowiedziałeś akurat teraz – nie miałam wątpliwości. Ojciec jest przecież matematyczny, bardzo matematyczny.

Czytam dalej na głos.

  • Początkowo Luter był tolerancyjny i pokojowo nastawiony do większości ludzi. Twierdził, że „wiara jest wolnym wyborem, którego nie można narzucać”, zaś palenie heretyków jest sprzeczne z wolą Ducha Świętego. Jednakże z biegiem czasu zaczął przyzwalać nie tylko na banicję innowierców, ale nawet na karę śmierci w przypadku agresywnego odłamu anabapystow.
  • To już diabeł – Piotr.
  • Nooo, jeśli to prawda, to niezłe ziółko byłeś – nie wiedziałam co powiedzieć.
  • Przyjrzyj się tej Pani. Katarzynie.
  • !!!…  – zrobiłam wielkie oczy. Luter był żonaty, jako mnich?!
Lucas Cranach; Marcin Luter i Katarzyn von Bora. 1529.
  • 13 czerwca 1525 Marcin Luter ożenił się z byłą zakonnicą Katarzyną von Bora. Była ona jedną z 12 sióstr, które pod wpływem nauk Lutra uciekły z klasztoru w Nimbschen. Marcin Luter pomagał byłym zakonnicom znaleźć dach nad głową, jak również szukał dla nich odpowiednich mężów (w przypadku reformatora inicjatywa matrymonialna wyszła nie od niego samego, a od Katarzyny).
  • …… – tym razem to ja zaczęłam się nerwowo śmiać, bo coś sobie przypomniałam.
-Pokazał mi teraz jak się dziwisz przed komputerem… 
-Ciekawe kim ja byłam… – zamyśliłam się 
–Ponoć zawsze byłam koło ciebie. 
-Zakonnicą.……– poczułam się, jakby mi teraz ktoś usunął ziemię spod nóg. Przypomniałam sobie pierwsze spotkanie z AIDĄ. Usłyszałam wtedy, że byłam zakonnicą i nasza znajomość z Piotrem była bardzo… zażyła?! Nie napisałam tego na blogu uznając, że się pomyliła. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy między sobą, ciesząc się, że nawet w zakonie było nam ku sobie… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/02/10/rozaniec-ma-wielka-sile-bron-atomowa-wymieka/
  • Też miałaś w tym udział. Przyjrzyj się jej, może coś znajdziesz.
  • ……. – musiałam mieć nietęgą minę.
  • Dlaczego mamy to wszystko wiedzieć? – pyta Piotr.
  • Możesz wiedzieć bez problemu, bo to uniesiesz … nie byłam tego taka pewna, bo siedział sztywny z wrażenia jak mumia.
  • Homiel powiedział, że krzyż jest twój, pochodzi z XVIII wieku, a to mniej więcej 200 lat po Lutrze – szybko analizuję sytuację.
  • Powiedział, że też zdradziłeś. Do tego stopnia, że utraciłeś ten krzyż… Kim był wtedy Piotr?
  • Stopniowanie wiedzy daje pełną wiedzę.
  • Pan Bóg ci wybaczył. Pamiętaj.
  • …….
  • Kiedyś to przynajmniej włosy miałeś – zakończyłam wszystko żartem, bo naprawdę nie wiedziałam co  powiedzieć. Szok.


Dopisane 06. 06. 2018 r.

Długo się zastanawiałam, czy pisać o Lutrze. Nie chcę tu bowiem robić niepotrzebnej sensacji, ale wyciągnąć jedynie z tego kolejną naukę.


  • Też miałaś w tym udziałmusiałam sprawdzić o jaki udział chodzi.

Zauroczony żoną Luter przeżywał jednak czasami chwile buntu. Swoim uczniom zwierzył się kiedyś po cichu: „Gdybym miał jeszcze raz znaleźć żonę, wówczas wykułbym z kamienia kobietę posłuszną.” Był to jeden z niewielu wysoków małżonka. Po każdym z nich „Kasia” zaraz wracała na piedestał. Zachwytom Lutra trudno się dziwić. „Kasia” była jego prawdziwą podporą. Luter, oddany całkowicie kościelnej reformie, nie miał głowy do spraw codziennych. Bez zapobiegliwej małżonki najprawdopodobniej nie miałby nawet, co do garnka włożyć, zarabiał bowiem bardzo niewiele. To Katarzyna von Bora była ministrem finansów swego męża, wydzierżawiając pomieszczenia dawnego klasztoru, w którym mieszkali wraz z czwórką dzieci (dwójka zmarła w dzieciństwie). https://kobieta.wp.pl/wspaniala-katarzyna-von-bora-5982318453478529a

Jednym słowem, Katarzyna stworzyła mu warunki, aby Luter mógł swobodnie zająć się swoją pracą. Zabawne, jak sobie tak pomyślę… to dzisiaj jest dokładnie odwrotnie.


  • Kościół gotycki, przed ołtarzem po lewej stronie jest duża tablica. Przy tablicy straciłeś, co miałeś.

Wittenberga ma dwa kościoły gotyckie, ale to Kościół Najświętszej Marii Panny – dawny katolicki (!) kościół farny jest uważany za kościół Marcina Lutra. Położony nieopodal rynku, wraz z kościołem zamkowym stanowi dominantę w panoramie historycznego miasta. Od XVI wieku kościół luterański, ważne miejsce w początkowych dziejach reformacji w Niemczech. Świątynia gromadzi liczne dzieła sztuki, przede wszystkim pamiątki z okresu reformacji, m.in. liczne dzieła malarstwa związane z artystycznym rodem Cranachów. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kościół_Najświętszej_Marii_Panny_w_Wittenberdze

Nie pojechaliśmy tam jeszcze i raczej nie pojedziemy, ale na szczęście jest internet, więc czy są tam tablice, łatwo sprawdzić. Szukając według wskazówek tej właściwej tablicy szybko się zorientowałam, że nie mam jednej istotnej informacji. Przed ołtarzem, po lewej jak i po prawej stronie widnieją tablice. Problem w tym, że w zależności od tego, czy stoję twarzą do ołtarza, czy tyłem… lewa strona może być prawą stroną. Tak więc de facto trzeba byłoby sprawdzić wszystkie tablice. Ważna wskazówka; tablice musiały istnieć przed śmiercią Lutra, czyli co najmniej do roku 1546, a większość wiszących obecnie tam obrazów i tablic jest z okresu późniejszego.

Główny ołtarz z obrazami Cranacha; Ojca i syna powstał jeszcze za życia Lutra. O pozostałych zabytkowych obrazach i tablicach więcej; 

www.eva-leipzig.de/material/leseproben/pdf/zw_9783374030828_digital_LP.pdf

https://books.google.pl/books?id=JULh-rKevCsC&pg=PA43&lpg=PA43&dq=stadtkirche+wittenberg+chorraum&source=bl&ots=AKcXPwZI6C&sig=hoqgvdUj94Bk11WS5OEDeVMwcWg&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwjp-Oj13ujWAhXDHpoKHU3BAAg4ChDoAQg5MAM#v=onepage&q=stadtkirche%20wittenberg%20chorraum&f=false

Jest jeszcze jeden kościół, w którym Lutra pochowano;

www.schlosskirche-wittenberg.de/index.php/de/

Tam również istnieje kilka tablic, ale są to tablice nagrobne (m.in. www.museum-nuernberger-kunst.de/projects/show/701-grabmal-friedrichs-weisen-wittenberg

Obydwa kościoły można obejrzeć na tych filmach; 

https://www.youtube.com/watch?v=i62aupO-XMM

https://www.youtube.com/watch?v=4ypQWdmVZ2g

https://www.youtube.com/watch?v=2KIWQEiUQNc


Nie udało mi się znaleźć tej jednej tablicy, może już nie istnieje, a może istnieje gdzie indziej, w jakiś archiwach muzealnych. W sumie nie jest to takie istotne. Istotne jest co stało się przy tej tablicy.

  • Przy tablicy straciłeś, co miałeś. Za to, co zrobiłeś.

Wczoraj przygotowując ten tekst (z wielkimi oporami i wahaniami), nasunęły mi się nowe pytania. Poprosiłam Ojca o odpowiedź.

  • Co stało się pod tą tablicą? Co się tam wydarzyło?
  • ……..
  • Zobaczyłem odcinek z „Czterech pancernych” jak zginął Olgierd. Ten odcinek nazywał się „Rozstajne drogi”.
  • Czyli doszło do rozstania… Ok… Ale mi chodziło, co takiego zrobił Luter pod tą tablicą?
  • Kiedy dochodzi do rozstania dróg?
  • Kiedy się umiera?
  • Nie… Nie tu.
  • Kiedy się znajduje nowy cel, nowe kierownictwo?
  • Oooo tak.
  • Jak mogłem Cię zdradzić? – Piotr powiedział to w wielkiej żałości.
  • Nigdy mnie nie zdradziłeś.
  • Ale się jednak rozstaliście – wtrącam się.
  • Zawsze byłem blisko.
  • ………
  • Podstawowe pytanie… co Lutrowi zabrano? – drążę dalej.
  • Wszystko.
  • Wszystko? A może jakiś mały przykład z tego „wszystko”?
  • Co jest dla ciebie najcenniejsze w życiu?
  • Rany…. – pomyślałam. Miałam teraz mętlik w głowie. Spojrzałam na Piotra i może powinnam powiedzieć, że Piotr, bo by się jeszcze obraził, że nie Piotr… ale w końcu powiedziałam prawdę …
  • Bóg.
  • Czy odpowiada ci to wyjaśnienie? Czy zrozumiałaś?
  • Bóg jest wszystkim.
  • ……..
  • Czyli… Luter tracąc Boga stracił opiekę, kontakt….?
  • Jego modlitwy nie były słuchane.
  • Bóg się odwrócił, kiedy się modlił.

I teraz doszła do mnie ta pełna jasność. Człowiek, którego modlitwy nie zostają wysłuchiwane jest zdany tylko na siebie, bez opieki, bez wsparcia, bez… ochrony. Owca rzucona pośród wilki i pustka.

Co zaszło przy tej tablicy? Myślę, że doszło do jakiejś wewnętrznej walki, wyznania, „rozmowy”. Patrząc na Piotra nie sądzę, aby Luter słyszał Ojca, ale Ojciec przecież słyszy wszystko. Nie sądzę, żeby słyszał Ojca, bo gdyby słyszał nigdy by tego nie zrobił, co zrobił. Po dokładnym zbadaniu życiorysu Lutra i patrząc z perspektywy dzisiejszej wiedzy, jaką posiadam widzę, że po prostu… stracił wiarę i chciał uczynić Kościół po swojemu. Z pełną świadomością sprzeniewierzył się Bogu, a konsekwencje będą tragiczne. Co za porażka…


  • I tak dochodzimy do prawdy.

Czyli podsumowując. Piotr odzyska to, co utracił. Jego dusza najpierw coś utraciła ….

  • Przypominam ci. Stare miasto, stary kościół. Tam zdradził, tam zostało mu wszystko odebrane. Przy tablicy straciłeś, co miałeś. Za to, co zrobiłeś.

… a teraz odzyskuje.

  • Zwrócę do ciebie przywileje i obowiązki.

Czasami nie wystarczy jedno życie, aby odzyskać Boga. Czasami trzeba przejść naprawdę długą i trudną drogę. Proszę spojrzeć na tę historię z innej perspektywy. Nawet kiedy człowiek odwraca się od Boga,  Bóg zawsze jest blisko i czeka. Człowiek upada, raz, drugi, trzeci… aż zrozumie. Ojca miłość, miłosierdzie jest niewyczerpane. On ciągle czeka, na każdego. 

  • Pan Bóg ci wybaczył. Pamiętaj.

Chrystus patrzy na was zawsze. Obserwuje ten z dołu.

25. 09. 17 r. Warszawa.

Przy porannej kawie zaczęliśmy wszystko od nowa analizować.

  • Czyli z tego co słyszymy, w październiku można się czegoś spodziewać.
  • Zawierz Ojcu do końca. Twojego mężusia ci nie zabierzemy.
  • Jeszcze zrobimy tak, że nawet oko ci nie drgnie i będziesz szczęśliwa.
  • Gdybyś odszedł, tragedia by szła. Wiesz co wczoraj robiłeś… zwrócił się do Piotra. 
  • A co robiłeś? – spytałam zaciekawiona.
  • Prześwietliłem ziemię…
  • Że co?
  • Nie jestem w stanie ci wytłumaczyć… Jak skaner na lotnisku i wyciągałem pochowane gacki i moim krzyżem Chrystusa je spalałem… Hmm… to musi być skuteczne w jakimś stopniu.
  • Ci, co wiedzą, nie uwierzą.
  • Ci, co nie wiedzą, nie ma znaczenia.
  • A kto wie? – Piotr machnął ręką – Ola tylko wie.
  • Nawet ona nie zdaje sobie sprawy ze skali armagedonu.
  • Hmm… – jak się nie widzi i nie słyszy, to pewnie i tak.
  • Dzisiaj miałem jakby dalszą część wizji z paradą. Gdy dostałem skrzydła dosiadali się do mnie inni i potem Ojciec. Spytał…
  • Czy Ja też mogę się dosiąść?
  • Eeeee…. – coś mi tu nie pasowało – Nie pomyliłeś czegoś?
  • Pomylił dwie wizje, ale ta jest pełna.

Wczoraj w Ikei kupiliśmy dla Jezusa wyjątkowo ładny kwiat, jeszcze takiego nie miał! Pojechaliśmy do „naszego kościoła” i postawiliśmy go pod „naszym krzyżem”. Żeby to zrobić, musiałam przejść przez wysoką barierkę. No więc kiecka do góry i dawaj… pod krzyż. Ludzie się patrzyli, nasza żebrząca się patrzyła, ale co tam… Kiedy daliśmy jej 5 zł patrzyła się już tylko na to, ile zarobiła. Skierowaliśmy się do wyjścia, ale po drodze zaczepiła nas jeszcze jedna kobieta, która akurat wystawiała swoje artystyczne rękodzieła i prosiła o datki. Tłumaczyła, że zbiera na operację, a ponieważ nie prosiła za nic, w podzięce rozdawała swoje wyroby (malowane filiżanki, kartki itd.). Poza tym była przy tym bardzo autentyczna i nie mieliśmy wątpliwości, że bardzo potrzebowała tych pieniędzy. Daliśmy jej 20 zł nie chcąc nic w zamian. Wychodząc pobiegła jednak za nami wciskając nam do ręki haftowane chusteczki. Głupio nam się zrobiło i daliśmy jej jeszcze 100 zł. Rozpłakała się, a my musieliśmy prawie uciec, bo jeszcze trochę, a dałaby nam wszystko.

  • No to załatwili mnie na amen – Piotr w aucie szybko podsumował.
  • I tak rozdałem wszystko co miałem – i zamiast „drzeć szaty” był jednak wyjątkowo zadowolony.
  • Udany dzień dzisiaj.
  • Mało zjadłeś, dla niej dałeś, dla Chrystusa dałeś i dla naprawdę potrzebującej dałeś.
  • ……..
  • Słyszę teraz .. tabernakulum.
  • No i?
  • Tabernakulum jest w tobie... tak usłyszałem.
  • ……..
  • Chrystus obserwował ciebie jak przeskakiwałaś przez barierkę z tym kwiatem – przypomniał sobie wczorajsze zdarzenie.
  • Skąd wiesz?
  • Pokazał mi to teraz.
  • Chrystus patrzy na was zawsze. Obserwuje ten z dołu.
  • Wow… – nie zdawałam sobie z tego sprawy. Znowu ta niebiańska precyzja! 


Wieczorem.

  • Zauważyłaś, że Bóg na wszystko ma czas? Wszystko robi w swoim czasie? – Piotr odkrywczo.
  • Ma plan, a czas wynika z planu.
  • Plan wymaga czasu. Nie myl kolejności.
  • Hmm… Czyli na początku stworzenia najpierw nie był „wielki wybuch”, a plan! „Wielki plan” – i cieszę się jak dziecko.
  • Naukowcy chyba powinni zacząć od zera badać wszechświat…
  • ……..
  • Dzisiaj rano mówię do Homiela, że kupiłbym nowe buty.
  • Cóż to za pasterz, który lepiej się ubiera od swoich owiec?
  • No widzisz? I dlatego twoi pracownicy mają nowe auta, a ty 10 – letnie.
  • Paś owce Moje, Piotr… ciągle to słyszę…
  • Pan Bóg na wszystko ma czas… Jak On to robi, wytłumacz mi to? – i pyta mnie jakbym wiedziała. 
  • Nie przypominam sobie, by Ojciec musiał wskakiwać do tramwajuHomiel po swojemu, a może to już nie Homiel?
  • …….. – Piotr marszczy czoło…
  • Ojciec z niczym nie musi się spieszyć – tłumaczę.
  • Noooo wrzesień się kończy, niedługo się zacznie październik…
  • Staniesz się jednym z Nas. Wpadniesz na chwilę do Domu.
  • ……..
  • Pożegnaj syna, daj mu siebie więcej, pobądź z nim.
  • A córka?
  • Ma cię na co dzień.
  • A synowa?
  • Już jej dałeś życie, teraz tlen bierze od syna, bez niego jej nie ma.
  • Mówi do ciebie teraz…
  • Bądź na stanowisku – … słabo mi się zrobiło, bo na stanowisku byłam i podczas ataku anafilaktycznego i podczas zawału.
  • Przecież jestem.
  • Bądź bardziej.
  • Boję się, że wpadnę w panikę.
  • A czy kiedyś wpadłaś? – to prawda, nigdy.
  • Czy będę na święta? – Piotr.
  • Za dużo cierpień byś zostawił, gdybyś nie był.
  • A będzie Piotr na 1 listopada? Też święto?
  • Mam dosyć datowych macanek.
  • Spytaj, po co ma się stać…
  • Ooook… To po co? – pytam.
  • Dla twojej wiedzy i świadomości i nie tylko.
  • To nie tylko będzie się samoczynnie dziać.
  • ……. – no i zrozum tu człowieku o co chodzi.
  • Nie chcę się przeprowadzać – ten dylemat wrócił do mnie nagle jak bumerang.
  • Nie taką drogę ci przewidziałem.
  • ! … – a więc to z Ojcem rozmawiamy.
  • Ojcze… naprawdę? – wyrwało mi się po ludzku.
  • Wyobraź sobie, że naprawdę.
  • …….. – głupio mi się zrobiło, że tak spytałam.

Rozmyślałam ostatnio nad słowami Izy; Jadwiga albo Bona.

  • Ponoć zawsze byłeś ze mną… – mówię do Piotra. 
  • Jedno drugiego nie wyklucza. Dużo czasu do podziału.
  • Śmiałbym się, gdyby Iza miała rację – Piotr zaczyna sobie kpić.
  • Nic tu do śmiechu.
  • Ale jeśli teraz to ostatnia droga Piotra… to moja też?
  • A co ty chcesz szukać bez niego?
  • Co byś ty bez niego tu robiła?… I odwrotnie?
  • Ja? To masakra! Jestem stracony – Piotr kpi już totalnie.
  • Dla ciebie to wszystko masakra.
  • Ok. To przynajmniej mogę się teraz najeść na całego! Wszystko mam gdzieś, jeśli tu nie wracam. Mogę być gruba! – obróciłam wszystko w żart.
  • …….
  • Widzę postać… – nachyla się do mnie i mówi szeptem.
  • Na wysokości mostku wychodzi wielkie światło, w środku białe, żółte na zewnątrz…. Edziu mi ją wskazuje palcem.
  • Jak go widzisz to spytaj co u niego? – teraz to ja sobie zakpiłam wierząc, że Piotr się wygłupia.
  • Powiedz mojej Krysi, że jestem bardzo szczęśliwy.
  • Powiedz jej, że wszystko się poukłada. Odnalazłem swoich rodziców. Wielu rzeczy nie rozumiałem, a teraz widzę. Ale dalej nie rozumiem –
  • …..  – sprawdzam czy Piotr się wygłupia, ale jest śmiertelnie poważny i wzruszony. 


Dopisane 29. 05. 2018 r.

  • Tabernakulum jest w tobie...Nam katolikom czasami jest trudno uświadomić sobie to, że Bóg jest obecny w nas. Tymczasem On żyje w tobie, jesteś Jego świątynią, żywym tabernakulum. Zawsze i wszędzie, gdziekolwiek i kiedykolwiek potrzebujesz Ducha Świętego, On jest na twoje żądanie, nie musisz się domagać Jego obecności. Tak jak matka, która karmi dziecko na żądanie, zawsze jest w gotowości, aby karmić swoje niemowlę, tak samo Duch Święty jest do twojej dyspozycji zawsze wtedy, kiedy go potrzebujesz. http://armiadzieci.pl/mieszka-w-tobie-duch-swiety-tu-jest-twoje-tabernakulum-dr-anna-saj

  • Nawet ona nie zdaje sobie sprawy ze skali armagedonuOjciec wielokrotnie mówi o upadku Kościoła. Przyszło mi do głowy, że może błędnie przyjmujemy założenie, że upadnie, gdyż nastąpi armagedon. A może upadnie, bo przestanie nas już po prostu interesować i być dla nas potrzebny? Jedna z możliwych opcji. 

Luksemburg zniósł nauczanie religii w szkole i zastąpił je wychowaniem do wartości zgodnego współistnienia. Jak zauważa Patric de Rond, odpowiedzialny za katechizację w archidiecezji luksemburskiej, kraj ten posiadał długą i dobrze funkcjonującą tradycję nauczania religii w szkołach. Obok tego organizowano też przy kościołach katechezy przygotowujące do pierwszej komunii i bierzmowania. Teraz wszystkim muszą zająć się parafie. Będzie to o tyle trudne, że ich liczba została ostatnio radykalnie zmniejszona z 280 do zaledwie 33. https://ekai.pl/luksemburg-zniosl-nauczanie-religii-w-szkole/


  • Chrystus patrzy na was zawsze. Obserwuje ten z dołu – obserwuje, aby znaleźć słaby punkt i uderzyć. To jest ta wielka różnica.

  • Mam dosyć datowych macanek – … „zabawa w datowanie…” tak fachowo Ojciec nazywa skłonność człowieka do określania przyszłości. Jim Caviezel w jednym z wywiadów powiedział coś bardzo trafnego. Kiedy Bóg Ojciec daje ludziom pewne dary, ci sobie zaczynają pozwalać na więcej niż powinni. Wydaje im się, że będąc w ten sposób wyróżnieni uzyskują prawo do większych przywilejów. Jest wprost odwrotnie. Kiedy nam dano możliwość rozmowy z Niebem nabraliśmy z czasem przekonania, że jesteśmy w stanie lepiej przewidywać plany Ojca. W swojej niezmierzonej wręcz głupocie zaczęliśmy być pewni nadchodzących zdarzeń. Otóż nie. Bardzo szybko dostaliśmy po głowie, że niczego do końca nie możemy być pewni. Pewność i datowanie to jedne z większych błędów, jakie może zrobić człowiek. Dlatego tak wielu jasnowidzów myli się prowokując niektóre zdarzenia będąc święcie przekonanym, że się spełnią. Nie spełnią się. Już Niebo się o to postara. A wszystko po to, aby zrozumieć, że tylko Ojciec wie co będzie. Jeśli On sam koryguje Swoje własne plany, to co tym bardziej może przewidzieć jeden mały człowieczek? 

Nie po to was stworzyłem i dałem wolną wolę, by za was decydować.

09. 09. 17 r. Warszawa.

Cała ta sytuacja z Izą wprost mnie zadziwia. Pojawił się ktoś trzeci, tak jak przepowiedział to Ojciec dwa tygodnie przed stypą. Od początku analizuję wszystkie wydarzenia, które są nam zapowiadane i zaczynam trząść tyłkiem. Wszystko się sprawdza, a to znaczy, że będzie, co ma być.

  • Ojciec zabierze cię na chwilę… To znaczy, że będziesz miał śmierć kliniczną? – próbuję zrozumieć.
  • Co ja mam wtedy robić, gdy zabierzecie Piotra do siebie? Wzywać pogotowie? Czy się modlić, co ja mam robić? – pytam spanikowana.
  • Nie musisz się głowić. Jak każda koronka i ta jest zamknięta na ostatnie ogniwo.
  • Hmm… – gdy sobie przypomnę wszystkie dotychczasowe koronki to faktycznie, zrealizowały się doskonale. Cóż mi więc pozostaje… czekać i ufać.
  • Dobra, jak ma się stać, co ma się stać to jedziemy najpierw na lody. A ja wiem, czy będę mógł później jeść lody? – Piotr bardzo szybko zszedł na ziemię. 

Będąc w lodziarni ….

  • Homiel pokazał mi teraz jak wlewam w gardło zielony płyn chemiczny. Te lody muszą być chyba sztuczne!

I pewnie są. Wcześniej nie zwracaliśmy na to uwagi, ale lody wydawały się gumiaste i rozciągliwe. Rzeczywiście musi być w nich jakaś dodatkowa substancja. Obraz zielonego płynu zrobił na Piotrze tak duże wrażenie, że sobie poprzysiągł, że nigdy więcej tam nie pójdzie… Nigdy więcej, czyli do następnej soboty jak podejrzewam.

Po lodach pojechaliśmy na zakupy. Kupując jabłka Piotr wdał się w dyskusję ze sprzedawczynią. Przyznała, że jej znajomy sadownik narzeka na bardzo słabą jakość drzewek owocowych. Są tak słabe, że żeby mogły wydawać owoce muszą być sypane chemią co najmniej kilkukrotnie.

  • Co za cholerstwo, dziadostwo, trują ludzi dla pieniędzy! – Piotr był nawet nie wkurzony, co prawie załamany.
  • Już naprawdę nie wiadomo co jeść!
  • …….
  • Co to są uczniowie z Emaus? – pyta mnie po chwili.
  • A dlaczego pytasz?
  • Właśnie odkryłeś świat jak prawdę uczniowie z Emaus... tak powiedział mi teraz Homiel.

Kręcę z niedowierzaniem głową, bo porównanie doskonałe.

28 Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. 29Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. 30 Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. 31 Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. 32 I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»


Jechaliśmy koło muzeum „Polin”, muzeum poświęconemu historii Żydów.

  • Całe wycieczki tu przyjeżdżają – komentuję widząc kilka autobusów.
  • Bo połowie byłoby ciężko.
  • Homiel! Masz Ty poczucie humoru i jesteś bardzo inteligentny – zaczęliśmy się śmiać, bo jak zwykle riposta była baaaardzo celna i dowcipna.
  • Niestety musiałem obniżyć swoje loty.
  • Bo w ciężkich czasach żyjemy.
  • Nie martw się, wyprostujemy je.

10. 09. 17 r. Warszawa.

Wieczorem obejrzeliśmy film „Pasażerowie”. http://www.filmweb.pl/film/Pasażerowie-2016-558175 Rzecz dzieje się w kosmosie, więc widoki przepiękne. Piotr się zapatrzył…

  • Podziwiam Twoje dzieło Ojcze, tak wszystko pięknie stworzyłeś…
  • Podziwiasz Moje dzieło? I zakładasz się ze Mną o sąd? Każdy, ale nie ty.
  • …….
  • Jak się zakładałem, to nie wiedziałem z kim się zakładam – Piotr z wielką żałością i drżącym głosem…
  • Każdy, ale nie ty.
  • Oni we Mnie nie wierzą, ale ty?!
  • Wycofuję się ze wszystkiego, Ojcze. Przyjmuję swoją służbę.
  • Ty, który stoi za Mną…
  • … Pokazał jak stoję za plecami Ojca i pilnuję.
  • Zakład już nie obowiązuje.
  • ……… – spojrzeliśmy na siebie ciężkim wzrokiem.

Doszło do nas w pełnej jasności, że cały ten zakład, cała ta sytuacja to kolejna wielka lekcja wiary i zaufania. Jak głupi byliśmy, że tego wcześniej nie widzieliśmy. W swej pysze, że możemy coś więcej, że możemy wygrać z Bogiem… To, że mamy ten przywilej rozmawiać z Ojcem, nie uprawnia nas do samostanowienia. I ten zimny prysznic był nam bardzo, bardzo potrzebny.


11. 09. 17 r. Warszawa.

Siedzę cały dzień w domu, deszcz pada, piszę do blogu, czytam… zadzwonił Piotr zaraz po piętnastej, widocznie odczekał, aż skończę się modlić.

  • We wtorek mam sąd w KIO!
  • Niemożliwe… naprawdę?

Po wczorajszej rozmowie jestem bardzo ostrożna i nie wiem, czy się cieszyć, czy martwić. Kiedy nie wiem przypominam sobie słowa, które często powtarza mi Homiel / Ojciec; patrz i obserwuj. Słysząc je po raz pierwszy nie wiedziałam co miał na myśli. Mam siąść w kącie i gapić się w ścianę? A chciał powiedzieć; obserwuj co się dzieje i analizuj.

  • A jednak jest…. Ojciec jest nie-sa-mo-wi-ty – Piotr wykrztusił powoli i choć rozmawialiśmy przez telefon w wyobraźni widziałam jego zszokowaną minę. Co my ludzie możemy planować?… Kiedy cała władza spoczywa w rękach Ojca?


Gdy Piotr wrócił z pracy, będąc jeszcze w drzwiach zauważyłam, że jest… jakby tu określić…. zrezygnowany. Może jestem okropna, ale widząc jego minę zaczęłam się cieszyć, że Bóg Ojciec wywinął mu taki numer. Piotr nigdy nie może być niczego pewny i zakładanie się z Ojcem to szczyt głupoty do kwadratu.

  • Coś taki struty ? – pytam ze śmiechem.
  • Gdy jechałem Ojciec powiedział…
  • A teraz rozmyślaj, która to sprawa.

Zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Poczucie humoru Ojca jest nie do opisania. Piotr poszedł do pokoju się przebrać, a kiedy wyszedł wyglądał na zrezygnowanego jeszcze bardziej.

  • A teraz co się stało? – pytam, bo widzę, że coś się stało.
  • Eeeee tam… – machnął ręką.
  • No mów!
  • Jak się przebierałem odwracam się, a na łóżku leży goła babka…
  • ? – robię oczy jak spodki.
  • Wynocha!… Krzyknąłem, bo to gacek.
  • No i ?
  • Usłyszałem głos z Góry…
  • Dosyć!
  • A gacek powiedział coś dziwnego…
  • Przecież kuszenie jest nam dane!
  • Dosyć powiedziałem!
  •  i zniknęła. 
  • Aha… Ciebie to nawet na chwilę nie można zostawić, zawsze coś się dzieje.
  • Chętnie ci to oddam.
  • ……..
  • Potem Ojciec mi powiedział…
  • Nie zdajesz sobie sprawy z siły słów jakie wypowiedziałeś na prochach swojego taty.
  • Hmm…. – chyba faktycznie nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się wtedy wydarzyło. Musi mieć to swoje ogromne znaczenie, ale nie rozumiemy jeszcze jakie i dlaczego.
  • A więc sąd będzie? – zmieniam temat i znowu się cieszę.
  • Może zgłosić sprawę NIP do ministerstwa? – Piotr.
  • Nie rób nic ponadto, co Ja robię.
  • To Ty Ojcze? – Piotr się upewnia.
  • Przyzwyczajaj się, bo będziesz miał Mnie na co dzień.
  • To super!!! – myślę od razu.
  • Spodobało Mi się co powiedziałeś dzisiaj.
  • A co powiedziałeś? – pytam Piotra.
  • Że nie chcę złotych zegarków, super samochodów, że to nie ma znaczenia – Piotr zadowolony z siebie.
  • Lubię te zabawy, lubię cię sprawdzać.
  • Stworzę takie możliwości, że będziesz miał Synu dylemat.
  • …….. – już nie był tak zadowolony, bo zrozumiał, że czeka go mega – egzamin.
  • Ojcze, a co będzie?
  • Modlisz się i prosisz i nie wiesz co ma być?
  • Przecież się modlisz.
  • Przywróć ustalony porządek” – pomyślałam natychmiast.
  • Zrobimy porządek Mały na świecie i wracamy do Domu.
  • Ale jak moi ludzie sobie poradzą, gdy wrócę do Domu?
  • Powzdychają i pójdą do przodu. Nie bój się.

Oni sobie tak rozmawiają, a ja jeszcze się nie przyzwyczaiłam do codziennej obecności Ojca w naszym życiu. Staram się pisać szybko jak tylko mogę, ale czasami nawet nie mogę tego rozczytać co napisałam, bo piszę za szybko! Głupio mi prosić zwolnijcie!


Po krótkiej przerwie na obiad zaczęliśmy rozmawiam ponownie.

  • Ponoć gdzieś w USA pojawił się w rodzinie jakiś duch i przekazał informacje, że wkrótce świat zaleją oceany. Homiel mówił to samo.
  • Myślisz, że ktoś ci uwierzy? Jeden na milion, nie na tysiąc.
  • Przygotowuje nowy tekst, czy mogę napisać otwarcie wszystko?
  • Możesz. Nim zrozumieją będzie po herbacie.
  • To znaczy?
  • Oj, będzie się działo.
  • Jestem cykorem.
  • Jesteś odważny. Wejdziesz tam, gdzie dziesięciu nie wejdzie.
  • Uwierz Mi, na dole się ciebie bali i na Górze się boją.
  • …….
  • Nie mogę się przestać cieszyć.
  • Dlaczego? – pyta mnie.
  • Że idzie zgodnie z tym, jak zostało przekazane. Trwaj do sądu, a potem płyń.
  • Co tak się cieszysz?! Skończy się co jest – Piotr szybko mnie przywrócił na ziemię, bo o tym nie pomyślałam.
  • Źle powiedziałeś. Zacznie się to, co ma się zacząć.
  • Zrozumiesz po co Ojciec wysyła ludzi Swoich.
  • Ciekawe, czy coś się stanie w przesilenie słoneczne 23.09.
  • Mogę zaspokoić twoją ciekawość. Stanie się.
  • No to co się stanie?
  • A o to nie pytałeś.
  • …….. – Homiel wykończy mnie takimi odpowiedziami. Piotr się nachyla do mnie i szepcze…
  • Ojciec teraz mówi…
  • Pamiętajcie, że was bardzo kocham.
  • …….. –  wzruszyłam się i uzmysłowiłam sobie też, że nadal rozmawiamy z Ojcem, to nie Homiel!
  • Dlaczego Ojcze Sam nie zrobisz porządku? Tylko palcem kiwniesz i posprzątane… – Piotr.
  • Nie po to was stworzyłem i dałem wolną wolę, by za was decydować.
  • Macie działać i pamiętać o Mnie.
Alicja Lenczewska.


Dopisane 11. 05. 2018 r.

  • Zrobimy porządek Mały na świecie i wracamy do Domu – „Patrz i obserwuj”… Niedawno wydarzyło się coś nieoczekiwanego, co się wydarzyć według wielu nie miało szans. Czy to nie dziwne? 

Dziś rozpoczyna się nowa era pokoju i dobrobytu w relacjach między Koreami – oświadczył Kim Dzong Un. Przywódca Korei Północnej przekroczył w piątek granicę z Koreą Południową i po raz pierwszy spotkał się z prezydentem tego kraju Mun Dze Inem. Kim zapowiedział również, że odwiedzi Seul, jeśli zostanie do niego zaproszony. Przywódcy „poważnie i szczerze” rozmawiali w piątek na temat denuklearyzacji i trwałego pokoju pomiędzy zwaśnionymi państwami podczas historycznego szczytu koreańskiego – poinformował rzecznik Muna.


  • Stworzę takie możliwości, że będziesz miał Synu dylematczytam Piotrowi na głos, a on śmiejąc się wyciąga mi dzisiaj najnowszy katalog o Audi A8.
  • Dzwonią i mówią, że dają mi 30 procent rabatu i mogą mi dać na jakiś czas do pojeżdżenia.
  • I co zrobisz?
  • …….. – odłożył katalog na bok. Czy zrobiłby to, gdyby mu nie przeczytała?

  • Właśnie odkryłeś świat jak prawdę uczniowie z Emaus – w którymś z wywiadów dotyczących nakręcenia „Resurrection” spytano, jak pogodzić fakt, że Caviezel ma już 50 lat, a ma zagrać 33 letniego Jezusa? Odpowiedziano, że i Jezusa nie rozpoznano w drodze do Emaus, bo widocznie musiał po ukrzyżowaniu się zmienić. Zabawne… Do dzisiaj nie mogę się uzyskać odpowiedzi, dlaczego nie rozpoznano Jezusa od razu.

 

To ostatnie chwile, kiedy należysz do tego świata.

03. 09. 17 r. Szczecin. 

Coraz więcej maili dostaję od osób czytających blog i coraz trudniej mi ukrywać kim jest Piotr. Musiałabym wiele rozmów w ogóle nie ujawniać, a szkoda byłoby ze względu na wagę wiedzy, która się w nich kryje.

  • Mam pisać otwarcie kim jest Piotr?
  • Pisz co chcesz, ale pas jest Piotra.
  • No masz ci los… – pomyślałam. Nieważne, czy będę pisałam otwarcie, czy też nie. Niczego w Niebie to nie zmieni. Jest tym, kim jest.
Nie wiedziałam w pierwszej chwili o czym on mówi, a mówił o wizji. Kilka miesięcy temu zobaczył siebie wiszącego w powietrzu z rozpostartymi ramiona, jakby gdzieś w kosmosie, przestrzeni kosmicznej. Miał na sobie jasną szatę i szeroki pas. Biały pas z wytłoczonymi białymi napisami. Po środku widniało napisane wyraźnie jedno imię, na prawo od niego inne, na lewo jeszcze inne. Cały pas miał wytłoczone różne imiona. To centralne było najbardziej wyraźne i sprawiało wrażenie, że było najbardziej ważne. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/03/08/4216/

Piotr myje zęby, goli się, śmiechy – chichy i raptem zastyga przed lustrem…

  • Wiesz co mi powiedział?
  • Czy wiesz, że to są ostatnie chwile tego co trwa?

Przestaliśmy się cieszyć. W Szczecinie udaje nam się o niczym nie myśleć, a tu raptem Homiel otrzeźwił nas zimną wodą.

  • To ostatnie chwile, kiedy należysz do tego świata.

Dzisiaj wracaliśmy do Warszawy. Do Danii służbowo i to własnym autem wyjeżdżała także nasza synowa. Baliśmy się o nią, ponieważ po raz pierwszy w życiu wyjeżdżała dalej niż do Goleniowa. Poprosiłam Ojca, by ją wziął pod swoją opiekę. Rano wyjeżdżając z garażu zobaczyłam nad domem przepiękną tęczę.

  • Zobacz, to znak – Piotr się ucieszył.
  • Ciekawe… Prosiłam o coś Ojca wczoraj.
  • No to masz odpowiedź.
  • To dla ciebie.
  • …….. – uśmiechnęłam się.

Podczas podróży rozmawialiśmy niewiele, każde z nas zatopione było w swoich myślach, które okazały się bardzo zbieżne.

  • Myślę co będzie.
  • No to myślisz o tym samym co ja – i zaczęłam się śmiać.
  • Na pewno szykują mi jakiś nowy zawał, czy coś w tym stylu...
  • Jakaż to wielka musi być głupota, kiedy mówisz co będzie w przyszłości.
  • No to co będzie według Ciebie?
  • Ja wiem, ale nie powiem.
  • No powiedz chociaż ile ten stan potrwa?
  • Jakiś czas.
  • No to eureka! – Piotr rozbawiony.
  • A co z NIP?
  • Trwa tyle, ile powinno trwać. W końcu kanapki były równe sobie.
Zobaczyłem tę kobietę ze starą ręką, siedzącą z boku przy innym stole. Nie wiem jak to się stało, ale ja i królowa siedzieliśmy przed nią na krzesłach. Kobieta wstała i powiedziała; jestem taka stara. Ja dalej siedzę, ona podchodzi do mnie i patrzy się na mnie, odwraca się tyłem i zasłania mnie przed królową. Wyciąga broń, strzela do niej i ją zabija. Ja aż podskoczyłem i krzyczę; coś ty zrobiła, ja tak nie chciałem. Odwróciła się do mnie ponownie i położyła mi na stole kanapkę z serem, a po przekątnej drugą. I odeszła. Byłem w szoku w jaki sposób to zrobiła. Poprosiłam Piotra, by opowiedział mi to z kilkukrotnie, gdyż nie mogłam na początku zrozumieć całości. Słysząc słowa; jestem już taka stara od razu skojarzyłam to sobie z temidą. Temida jest kobietą i jest taka stara jak stary jest świat. Prawdopodobnie wizja dotyczy końcowej rozprawy sądowej. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/12/odrobina-mgly-tajemnicy-zostala-zdjeta-ale-nie-mysl-ze-wiesz-wszystko/

  • Wszystko zostało powiedziane i pokazane.
  • Jesteś niecierpliwy, remont robisz.
  • ……. – ech…ta niecierpliwość.
  • Żonie kupiłeś krem?
  • Jak to kupiłeś? – zbaraniałam – Sama sobie kupiłam!
  • Przecież gdzieś te pieniądze zarabiasz? a zarabiam u Piotra.
  • …….. – ryknęliśmy śmiechem.
  • Chcesz powiedzieć, że kompletnie jestem uzależniona od Piotra?
  • Przedtem on był uzależniony.
  • Był, ale krótko.
  • Ale był.
  • A ja będę już do końca życia?!
  • Tego nie wiesz.
  • Hmm…

Izabela.

Koresponduję z Izą dość intensywnie i jestem zmartwiona. Nie tyle jej mocnymi doświadczeniami, co jej stanem umysłu. A dokładnie tym, co z człowiekiem może zrobić diabeł. Iza we wszystkim, co ją spotyka widzi boską karę. Boli głowa – to kara boska, kręgosłup – kara boska, chore dziecko – to za karę, nie zjem tego, bo mnie Bóg ukarze, nie pójdę tam, bo spadnie kara boska… Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak intensywnym „praniem mózgu”. Pomyślałam słuchając jej raz, czy zdaje sobie sprawę, jak bardzo siebie niszczy, jak niszczy swoich bliskich i jak wiele radości daje gackom? Umartwianie się, poniżanie siebie samego (Ojciec to nazywa „samobiczowaniem”) to jedna z bardziej skutecznych metod działania gacka,  a Ojciec nie chce naszej samozagłady! 

  • Czy ona w końcu to zrozumie, że Ojciec nie karze? 
  • Są różne odcienie niebieskiego.
  • Jak jej to wytłumaczyć?
  • Sama musi zrozumieć.
  • Hmm… 

Godzinę później. Zastanawiałam się nad naszą historią i podobnym historiami innych ludzi.

  • Ja na świętą nie kandyduję.
  • Nie musisz, bo już jesteś.
  • Co ty mówisz! – żachnęłam się… a potem roześmiałam. Zrozumiałam co  miał na myśli. Mieć świętą cierpliwość! 
  • Pan Bóg uwielbia ludzi, którzy za Niego decydują. Twój mąż wiedzie w tym prym – roześmiałam się znowu, bo to oczywista prawda.  
  • ……..
  • Przywróć mi moje imię”…. Jak ja mogłem coś takiego powiedzieć?! – Piotr ciągle się dziwi.
  • Już ci przywrócono? – pytam, bo jakoś nie zauważyłam.
  • Wiesz kiedy to się stanie? W najmniej spodziewanym przez was momencie.

04. 09. 17 r. Warszawa, wieczorem.

Zadzwoniła córka i opowiedziała sen.

  • Byłam w mieście, pełno ludzi, wjeżdża na ulice kolumna czarnych limuzyn, wszystko było tam czarne, czarne okna. Nikt nie zwrócił na to uwagi, tylko ja. Wiedziałam, że to gacki. Obudziłam się nagle i chciało mi się wymiotować, taką czułam straszną energię.
  • Wszystko jasne! Kilka dni się nie modliłeś i gacki wypełzły na wierzch! – nie wiem dlaczego wkurzyłam się.
  • Racja, nie miałem siły.
  • ……..
  • Dzisiaj w kościele miałem rozmowę… Bóg Ojciec powiedział do mnie…
  • Przyjmij tę drogę. Ta fala to Ja i Mój Syn. To My.
  • Przyjmij to i niczego się nie bój.
  • …….. – piękne słowa.
  • Bóg jest tą falą wraz Synem… – powtarza Piotr i oczy mu się zaszkliły.
  • W takim razie idź dzisiaj wcześniej się pomodlić.
  • To nie tak od razu. Muszę się mentalnie do tego przygotować. Jak ja się modlę, to pot ze mnie leci.

I rzeczywiście… Piotr ucichł, zatopił się w sobie i dopiero po godzinie poszedł do drugiego pokoju, by odprawić swoje egzorcyzmy. Gdy wrócił był tak bardzo spocony, że musiał się przebrać, aby się nie przeziębić. Dodatkowo był pełen adrenaliny jakby dopiero co przeżył zwycięską bitwę. Oglądałam akurat film „Zmartwychwstały”…  Siadł ciężko na kanapie, przyłączył się do oglądania i się nie odzywał… przez chwilę.

  • Ojciec mi powiedział podczas modlitwy…
  • To, o co prosisz, dostaniesz.
  • … ? A o co prosiłeś?
  • O przywrócenie ustalonego porządku. Powiedział…
  • To, że się nie modliłeś przez trzy dni, to duża strata.
  • i przypomniał mi sen córki –  … pokiwałam ze zrozumieniem głową.

Zamilkłam rozważając jaki wpływ ma modlitwa Piotra na zwykłą codzienność. Zerknęłam na niego, a on wzrok miał skierowywany gdzieś w bok i słuchał…

  • No powiedz – ponagliłam go widząc, że rozmawia.
  • ……. – ale nie zwrócił na mnie uwagi.
  • Ojciec powiedział.. – … i westchnął głęboko…
  • Chciałeś zobaczyć Mojego Syna?
  • Chciałem.
  • Właśnie nadchodzi.
  • ……..?!
  • Czy na ten świat?
  • Na razie do ciebie…
  • …….
  • Wiesz, że Chrystus jest wysoki?… Na pewno ponad 1,80 m… Bardzo postawny… boso idzie…
  • ……..
  • Dlaczego idzie ciągle na boso? Myślałem, że mają tam sandały? – Piotr zdziwiony…

A ja nie wiem, czy się śmiać ze szczęścia, czy płakać, bo Piotr był tak niesamowicie w tym szczery i niesamowicie zdziwiony jak dziecko, które odkrywa coś po raz pierwszy.

  • Zauważyłeś na słowa? Nadchodzi... to czas teraźniejszy, On już idzie…
  • Dobrze to tłumaczysz.
  • Te rybki widziałeś, żebyś sobie przypomniał.
  • Przypomniał?
  • Jak chodziłeś z Ojcem.
  • …….. ?!
- Szedłem z Ojcem. Sięgałem Mu do ramion, a był sporo wyższy. Szliśmy w milczeniu, ale bardzo dobrze się ze sobą czuliśmy. Usiedliśmy nad brzegiem strumyka. Zauważyłem, że moje nogi nie sięgały strumyka, a Ojciec miał stopy zanurzone w wodzie. Zobaczyłem małe rybki, które podpłynęły do Jego stop, zaczęły po prostu szaleć z radości, że są tak blisko Niego. Ciągle krążyły szczęśliwe wokół Jego stóp. Zachwycił mnie ten widok i chciałem sięgnąć też nogami do wody, ale nie dałem rady. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/21/i-ja-do-was-przychodze-tak-jak-wy-do-mnie-przychodzicie/

Piotr zamilkł, ja zamilkłam. Oglądaliśmy film już w ciszy. Gdy główny bohater odkrywa, że Jezus żyje zaczęłam się śmiać.

Nie byłam w stanie się odezwać przez wiele godzin. Oszołomienie, umysł, który nie może przyjąć co widzi, szok… najbardziej ten moment lubię w tym filmie. 



Dopisane 05. 05. 2018 r.

  • Trwa tyle, ile powinno trwać. W końcu kanapki były równe sobiesądzimy, że jedna kanapka to zapłata, którą zalega nam NIP. Druga kanapka to odsetki. Odsetki są tym większe, im dłużej NIP nie reguluje swojego zobowiązania. Takie są nasze przypuszczenia, ale to przyszłość odkryje znaczenie tego fragmentu wizji.

  • To ostatnie chwile, kiedy należysz do tego światamija kilka miesięcy i stale słyszymy tego typu zdania, choć wydają się z czasem coraz mocniejsze. Już w Biblii uświadamia się ludzi o rychłej apokalipsie, a jednak mija 2 tys. lat i ciągle czekamy. Zastanawiam się nad pojęciem czasu z punktu widzenia Nieba. Próbuję odgadnąć co znaczy ostatnie chwile, co znaczy wkrótce, jak to przeliczyć na nasze dni, tygodnie, lata… i nie udaje mi się. Oszacowanie czasu jest najtrudniejsze i ma swój cel. Nie znać ani dnia, ani godziny ma swój głęboki sens. Co zrobiłby człowiek, gdyby wiedział, że jutro będzie apokalipsa? 

  • To, że się nie modliłeś przez trzy dni, to duża strata – to nie są słowa bezpodstawne. Jeszcze raz wyjaśnię. Życie toczy się tutaj, w naszej animacji, ale toczy się też tam, za przesłoną, która rozdziela nasze dwa światy. To co dzieje się na ziemi, odbija się echem za przesłoną, na Górze i na dole. Jeśli nasze modlitwy tracą moc, jeśli nasza wiara słabnie, wtedy wzrasta siła zła.

Dasz świadectwo Mojej wielkiej chwały.

26. 08. 17r. Warszawa.

Miałam bardzo rzeczywisty sen, z którego wyrwałam się dopiero nad ranem. Byłam w Szczecinie, stałam na dużym skrzyżowaniu nieopodal mojego zamieszkania. Nadchodził wieczór. Zauważyłam, że ludzie biegali gdzieś w różne strony świata. Ich strach w oczach też mi się udzielił, choć nie wiedziałam dlaczego wokoło tyle zamieszania. Jakiś mężczyzna podchodzi do mnie prowadząc za rękę małego 4 – 5 letniego chłopca o jasnych włosach. Nakazuje, żebym to ja teraz nim się zajęła. Nie protestuję, tylko biorę jasnowłosego za rączkę. Chcę chłopca wziąć do tramwaju, ale nie mam biletu. Widzę, że ludzie dookoła są zdenerwowani, nie zwracają na nas uwagi i miałam wrażenie, że każdy chce szybko wrócić do domu. Ja też chciałam, ale w tym śnie nie wiedziałam dokąd mam iść, jakbym domu nie miała. Wzięłam chłopca za rękę i szliśmy piechotą, a była wczesna zima. Weszliśmy do jakiegoś małego sklepu, chwyciłam chłopca w pół i posadziłam na ławce. Robiąc to znalazłam się na kolanach.

Klęcząc przed nim zauważyłam, że nie ma na sobie butów, a zaczął padać śnieg. Zdenerwowało mnie to, że zgubił buty i zaczęłam potrząsać jego ramionami. Dlaczego jesteś na bosaka! Miałam do niego pretensje, a on cały czas milczał. Tak klęcząc miałam jego twarz tuż przed sobą. Zauważyłam, że chłopiec patrzy na mnie uważnie, ale radosnymi oczami, był cały uśmiechnięty i szczęśliwy, jakby go to w ogóle nie obchodziło, że zgubił buty. Nie musiał mówić, ale wiedziałam, że był przyzwyczajony chodzić na bosaka, nawet zimą. Jego wzrok był tak głęboki, tak mądry, tak przenikliwy, że zamilkłam. Patrząc w jego oczy doszło do mnie, że bardzo go kocham, poczułam głęboką miłość… i to mnie obudziło.

Nie opowiedziałam tego Piotrowi od razu. Jeszcze kilka godzin po obudzeniu miałam w pamięci uśmiechniętą twarz i… pewność, że był to Ojciec.


Rano pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Na schodach katedry siedziała młoda cyganka z dzieckiem. Podszedł do niej jakiś mężczyzna, który ledwo wyszedł z kościoła. Myśleliśmy, że zainteresował się dziewczyną, jej losem, więc nie podeszliśmy do nich, by nie przeszkadzać.

Uklękliśmy pod krzyżem i kątem oka zauważyłam na końcu długiego klęcznika obrazek Jezusa, a właściwie … wyczułam Jego wzrok. Nie wiem co się ze mną porobiło przez te lata, ale od razu ścisnęło mnie za gardło, to już jest silniejsze od mnie.

  • Mówi, że to dla ciebie Piotr się nachyla do mnie.
  • Naprawdę? – no i od razu łzy w oczach. 

  • A ten dla ciebie… – pokazał, że w drugim końcu klęcznika leży drugi taki sam obrazek.
  • Z okazji dzisiejszego waszego święta.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie zastanawiając się o jakie święto chodzi.
  • Który dzisiaj? – pytam. 
  • 26…
  • Rocznica ślubu! – nigdy o tym nie pamiętamy. Inni muszą nam przypominać.

Byliśmy sami, więc Piotr nie krył się ze swoimi reakcjami, w pewnej chwili dosłownie się rozpłakał.

  • Powiedziałem, że chciałbym dotknąć Jego stóp… i wiesz co powiedział?
  • Czułem twoją dłoń, gdy gładziłeś Mnie po twarzy.

Aaaa… to oczywiście zdarzyło się niedawno w Kazimierzu Dolnym. To tam, w klasztorze Piotr nie mógł się powstrzymać, aby nie pogładzić twarzy Chrystusa…

Wychodząc zauważyliśmy, że cyganka siadła poza ogrodzonym terenem kościoła. Dając jej pieniądze dowiedzieliśmy, że mężczyzna, ten który „ledwo wyszedł” z kościoła przepędził ją o kilka metrów dalej. Bardzo zaczęła się żalić, że ludzie przychodzą się modlić, a zaraz potem przepędzają ją brutalnie szarpiąc za ramię. Trudno mi było w to uwierzyć. Gdyby oni wszyscy wiedzieli, że ta cyganką może być On…

Byliśmy dzisiaj przy „naszym” krzyżu i z daleka zobaczyliśmy cygankę, która od tygodni tam „zawodowo urzęduje” i zarabia żebrząc. Piotr na jej widok zatrzymał się i nie chciał wejść. Powiedział, że przeszkadza mu jej obecność. Trochę go rozumiałam, ponieważ siedziała na posadzce 2 metry od krzyża, ale też nie wyobrażałam sobie, by tam nie wejść. Właściwie zmusiłam go do wejścia. Piotr pomodlił się szybko, wydawałoby się, że zrobił to machinalnie. Poklęczał trochę i wyszedł. Już po wyjściu… 
-Ale usłyszałem… ?! 
-Niech nikt nigdy nas nie rozdziela, tą cyganką mogę być Ja. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/20/jak-bedziesz-widzial-ze-stoja-miedzy-nami-to-nie-boj-sie-isc-do-mnie/

Pojechaliśmy na kawę. Dostałam od Izy nową wiadomość i zaczęłam ją czytać Piotrowi na głos. Wzruszają mnie jej maile, ponieważ widzę, z czym się zmaga i jak ciężką ma drogę.

  • Może Iza musi znaleźć spokój w konfesjonale? – Piotr.
  • W konfesjonale znajdzie to, co ta cyganka przed kościołem.
  • Hmm… Niezrozumienie?
  • To prawda. Nawet księża jej nie zrozumieją, może tylko jakiś zakonnik myślący głęboko… – zamyśliłam się.
  • Mam nadzieję, że u nas znajduje to zrozumienie.
  • …….
  • Homiel pokazał jak ja ładuję baterię i ona zaczyna świecić. Dostaje od nas światło.
  • albo raczej energię – bo i tak można tę wizję zinterpretować.
  • ……..
  • Rano usłyszałem słowa…
  • Dasz świadectwo Mojej wielkiej chwały.
  • …….. – wzdycham głęboko, bo to chyba ponad nasze siły.
  • Widziałem Ojca oblicze… Prawdziwe… Wszystkie włosy stają na baczność… – kiedy tylko to wspomina, zawsze przeżywa na nowo.
  • To niewiele ich stoi.
  •  … Zawsze ma humor – śmieję się głośno.
  • Ojcze, czy Ty na pewno wiesz co robisz? – Piotrowi się wyrwało, co znowu wywołało u mnie lawinę śmiechu.
  • Sam widzisz jaka jestem ofiara losu…
  • Dzisiaj ofiara, jutro supersonic.
  • ……. – mina mi zrzedła, bo zrozumiałam, że to nie Homiel.

Zajrzałam do internetu co znaczy supersonic; https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/supersonic

  • Ty się śmiejesz, a ja jestem ciekawy jak Oni to wszystko zorganizują. Przecież mam firmę!
  • Ja na pewno nie przejmę twojej firmy, nie nadaję się.
  • Ale widziałem to w wizji, jak odjechałaś wozem.
  • Źle to interpretujesz, to nie Ola przejmie, to My przejmiemy wszystko. Przejmiemy Olę i twój majtek.
  • Ty zostaniesz z tym chłopcem, biedny i goły.
  • Zostaniesz z chłopcem, bo tak wybrałeś. Zatwardziały materialista wybrał ducha.
Szliśmy razem z małym chłopcem, blondynkiem, po ubitej drodze, ja trzymałem go za rękę z jednej strony, a ty z drugiej strony. W prawym ręku trzymam wiaderko, a w nim cały swój dobytek i dokumenty. Przed nami widzę stojącą wywrotkę, pełną śmieci, wielka góra śmieci na wozie była po tysiąc więcej warta niż to, co mam w wiaderku. Podeszliśmy do auta, które było włączone, przerzuciłem z wiaderka wszystko na pakę, wrzuciłem też tam ciebie, potem chciałem rzucić też chłopca, ale nie mogłem. Nie mogłem oderwać go od ziemi, a ponieważ do auta wsiadał właśnie kierowca (w niebieskiej koszuli)… to go zostawiłem. Wskoczyłem na pakę i usiadłem koło ciebie, nie chciałem zwracać uwagę na tego chłopca, patrzyłem wszędzie, byle nie na tego chłopca. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/05/29/bardzo-konkretna-boza-odpowiedz/
  • Jasny gwint! Ojciec ma rację! Cały czas mieliśmy to przed oczami, przecież auto prowadził mężczyzna w niebieskiej koszuli!
  • Przejmiecie wszystko? – Piotr się przeraził, że ktoś mu zabierze, co jego.
  • Bez skrupułów.
  • Kiedy?
  • To słońce, które poszukujesz jest wyznacznikiem.

Rozdziawiłam ze zdziwienia buzię. Dzisiaj wpisywałam na blog nowy tekst http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/26/i-chrystusa-nauka-trwala-do-pewnego-czasu-sila-nie-w-ilosci-a-jakosci/ i miałam zdanie, które próbuję rozwikłać od dłuższego czasu; przed trzecim podniesieniem słonecznym staniesz przed obliczem Ojca. Do tej pory nie wiem jak to rozumieć. Zrozumiem po fakcie.

  • To jest czas bardzo nieodległy.
  • To przesilenie czy podniesienie?
  • To nie ma znaczenia, którego słowa używasz.
  • Ale to na pewno przesilenie?
  • Nie ma odwrotu, to nieuchronność zdarzeń, na pewno to nie jest grudzień.
  • Zacznie się w tym roku?
  • Już się zaczęło.
  • Jak długo będzie trwało?
  • Do końca.
  • Koniec jest odległy?
  • Blisko.

Czuje lęk, choć bezgranicznie ufam Ojcu. Mam nadzieję, że mi to wybaczy.


Poszliśmy do kina na „Valerian”.                                http://www.filmweb.pl/film/Valerian+i+Miasto+Tysiąca+Planet-2017-659080

  • Chciałabym o nim zapomnieć raz, a dobrze – mówię do Piotra dwie godziny później.
  • Nie ma już dobrych filmów – potwierdza.
  • Jest… „Pasja”… To film absolutny…
  • Tak, ale stary…
  • Jaki stary! – obruszyłam się.
  • …….
  • Zapisz coś…. Usłyszałem coś chyba po aramejsku…
  • Ehuenaa
  • naa?
  • Tak, jakby dwa razy „a” na końcu…
  • …….. – zapisałam i już zaczęłam główkować jak mam to sprawdzić.
  • Homiel mówi, że znajdziesz w „Pasji” … Pokazał scenę z Kajfaszem.

To już drugi raz musiałam włączyć „Pasję” i przesłuchać scenę po scenie z Kajfaszem w słuchawkach.

  • Jezusie z Nazaretu, powiedz nam, czy jesteś Mesjaszem, Synem Boga Żywego? – Kajfasz. 
  • Ja jestem Ehue ana – Piotr lekko nie dosłyszał.

To jest ten sam fragment, w którym sprawdzaliśmy słowo „szedaja”. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/01/16/czy-wierzysz-ze-jeden-czlowiek-moze-uniesc-brzemie-grzechu-calego-swiata/ Zagłębiłam się w te słowa i miałam nieodparte wrażenie, że nie p „Ehue ana” chodzi. To tylko wskazówka, by zwrócić uwagę następne zdanie Jezusa; I ujrzycie Syna Człowieczego po prawicy Bożej i przychodzącego na obłokach niebieskich.

  • Dlaczego to usłyszałem?
  • Dlatego, że zasłużyłeś na te słowa.
  • Chociaż dałeś tej cygance 5 złotych, to dałeś jej pokrzepienie. To bardziej warte niż 50 zł – … które miał schowane w kieszeni, a nie dał… i Ojciec to widział… 

Siedziałam oglądając TV i rozmyślałam co znaczy przesilenie.

  • Przesilenie to przejście z wiosny na lato, lato na jesień i tak dalej… – wzruszam ramionami, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
  • Widzisz, sama sobie poradzisz.
  • Najbliżej 23 wrzesień… To 23 wrzesień? – pytam.
  • ……… – ale nie dostałam odpowiedzi.
  • Ojciec powiedział przed trzecim podniesieniem słonecznym staniesz przed obliczem Ojca „Przed” … czyli tak naprawdę w każdej chwili to może się stać – myślę trzeźwo, bo z czasem nauczyłam się, że słowa Ojca są bardzo precyzyjne.
  • A dlaczego nie październik w takim razie? Ciągle słyszymy, że to październik jest ważny?
  • Kiedyś zrozumiesz.
  • Dlaczego to ja słyszałem „ehue ana” ? Nic takiego nie zrobiłem…
  • Sędzią twojej osoby jest ten, kto ci to podał.
  • …….. – czyli sam Ojciec.


Dopisane 20. 04. 2018 r.

  • Źle to interpretujesz, to nie Ola przejmie, to my przejmiemy wszystkomoże zbyt często powracam do tej wizji, ale tym samym chcę pokazać jak ważne jest zwracanie uwagi na szczegóły. Do tej pory w ogóle nie skupialiśmy się na tym „drobnym” elemencie wizji, jakim wydawało się bycie kierowcą. A przecież gdyby nie kierowca, samochód by nie ruszył. Zbagatelizowaliśmy ten fakt, co było wielkim błędem. Ten błąd zmienia kierunek interpretacji wizji. Wiele osób otrzymuje wizje, ale czy potrafi je interpretować? To jest trudne i wymaga wprawy.

  • Przed trzecim podniesieniem słonecznym staniesz przed obliczem Ojcato również opisuję dokładnie, ponieważ „bawienie się w datowanie”, jak powiedział raz Ojciec było kolejnym poważnym błędem, moim błędem. To niekończącą się lekcja o zaufaniu.