Człowiek żyje etapowo. Żyjesz w jednym z etapów.

12. 09. 17 r. Warszawa. Wieczorem.

Piotr siedział zmęczony po egzorcyzmach.

  • Jesteśmy z ciebie dumni.
  • ……..
  • Wiesz co usłyszałem wczoraj? Że nie będę tak często jeździć, to ludzie będą do mnie jeździć.
  • Taaak? – a to ci dopiero! Moja wyobraźnia jakoś tego nie obejmuje.
  • Masz służyć, a nie być obsługiwany.
  • ?!

Znajomy podesłał mi taką oto wiadomość; http://wiadomosci.onet.pl/religia/odczytano-xvii-wieczny-list-rzekomo-pochodzacy-od-diabla/7te38qt Pytam Homiela, ale On tylko się żachnął.

  • Nie zajmuj się tym bełkotem.
  • Dlaczego? Bo faktycznie gackowe, czy dlatego, że to bzdura?
  • Ja widziałem pismo diabła, wygląda zupełne inaczej. Ostre, czarne jak smoła i bardzo grube litery… i śmierdziało gównem.
  • To miasto… – a oglądaliśmy akurat reportaż o Nowym Yorku – to też miasto diabła.
  • Nie jest tak źle, ale nie jest też dobrze.

13. 09. 17 r. Warszawa.

Spotkaliśmy się jak zwykle rano na kawie.

  • Czy coś się dzisiaj wydarzyło w kościele? – pytam, ponieważ wiele dzieje się ostatnio podczas mszy i widzi to tylko Piotr. 
  • Koło ołtarza otworzyło się okno – mówiąc „okno” wiedziałam, że mówi o przejściu do drugiego świata. Nie wiem jak to fachowo nazwać, ale  na bazie własnych doświadczeń wiem już o czym mówi.
  • Z okna buchnęło światło na ludzi, ale ja nie chciałem w tym uczestniczyć. To światło miało być dla ludzi, a ja przesunąłem się za filar. I wtedy usłyszałem Ojca…
  • A ty dokąd? Stań koło tych, którym służysz.
  • Hmm… A widzisz? Zawsze coś się dzieje koło ciebie. To kuszenie wczorajsze z babką na przykład…
  • No właśnie… Dlaczego Ojciec do tego dopuszcza?
  • Żebyś miał charakter.

Wieczorem. Dostałam mailem pytanie; Chodzi mi po głowie taki temat; czy poruszaliście Państwo kiedykolwiek temat skamieniałości np kości dinozaurów – jakie zdanie ma Homiel, czyżby istniało tu życie stworzone przez Boga (pole doświadczalne), ale przed pojawieniem się człowieka, bo byłoby to niezgodne z Biblią (gdzie tworząc świat w 6 dni stworzył człowieka (chyba, że jeden dzień w rozumieniu boga to tysiące lat w naszym rozumieniu). Tak tylko z ciekawości pytam.

Homiel odpowiedział kiedyś na podobne pytanie stwierdzając krótko, że ludzkość żyje w cyklach. To wtedy po raz pierwszy, o ile dobrze pamiętam, użył słowa „cykl”. Dzisiaj spytałam Go ponownie;

  • Człowiek żyje etapowo. Żyjesz w jednym z etapów.
  • Czy kiedyś był bardziej niż teraz rozwinięty etap? – miałam na myśli, czy kiedyś istniała bardziej niż dzisiaj rozwinięta cywilizacja.
  • Niczym się nie różnią. Dochodzi do pewnego momentu i upada.
  • Zwróć uwagę, że pozornie diabeł wygrywa.
  • Pozornie, bo dusza się rozwija i przechodzi do kolejnego etapu.
  • Czy etapy kiedyś się skończą?
  • Nie jestem w stanie ci odpowiedzieć.
  • … Zobaczyłem jak mała jest Ziemia przy oku Ojca.
  • Nie jesteś w stanie tego zrozumieć.
  • ……. – nawet nie staram się, bo głowa zaczyna boleć.
  • Oj Mały… Gdybyś wiedział co ty wiesz, nie uwierzyłbyś co ty wiesz.
  • Kurcze! Z Ojcem rozmawiamy – pomyślałam i mnie zatkało. Przez chwilę nie wiedziałam o co spytać.
  • … Wczoraj czytałam księgę Henocha, on wiedział dużo – wypaliłam dość głupio. Głupio, bo przez ułamek sekundy wydawało mi się, że Ojciec może o tym nie wiedzieć. 
  • Ta księga jest namiastką. Prawdziwa, ale niepełna.
  • !?…….. – Piotr się gdzieś zapatrzył.
  • Ojciec pokazał mi co znaczy życie Henocha. Napisał zdanie, ale nie dokończył. Pokazał na końcu wielokropek…. i pokazał nowe zdanie od nowej linijki. Zaczyna się od wielokropku i kończy słowami. Jak połączysz te dwa zdania stają się całością, one się uzupełniają.

  • …….. – zaczynam coś podejrzewać.
  • To ty dokończysz to zdanie?
  • ……… – Piotr wzrusza ramionami.
  • Próbowałam się dowiedzieć w jaki sposób Henoch został wzięty do Nieba, ale nic tam nie ma. On pisze byłem, zobaczyłem, wróciłem. Ojciec mówi, że cię weźmie, ale jak?
  • Nie wiem, może zasnę?
  • To, co się stanie będzie piękne.
  • A może znikniesz jak twoje pióro w biurze? Może cię nagrywać non stop? – no… zgłupiałam w tej chwili.
  • Wystarczy, że to opiszesz i zapiszesz.
  • Nie frasuj się. Masz zdjęcie i ile w niego uwierzyło?
  • To jest dla drużyny złotej, która ma przejść.
  • Resztę zostaw widzom, a złota drużyna nie tylko zamyśli się nad tym, ale i uwierzy.
  • Odległa jest ta chwila?
  • Właśnie się rozpoczęła.
  • Jak to?
  • Musi być początek.
  • Nie bez znaczenia jest setna rocznica Fatimy.
  • Tak jak zauważyłaś, Pan Bóg jest matematyczny, też to uwzględnia.
  • …….. – gorączkowo zaczęłam myśleć i wtedy olśnienie! Zaczęło się wtedy…
Piotr ciągle w szpitalu, więc w domu jestem sama. Obudziło mnie dzisiaj nad ranem coś… absolutnie mrożącego krew w żyłach. Nie wiem jakich słów użyć, by dokładnie to odzwierciedlić… Najpierw zobaczyłam ogromne, ciemne drzwi, a właściwie wrota, które się z trudem otwierały gdzieś głęboko pod ziemią. Wydawały przy tym straszliwy, bardzo głośny dźwięk. To był dźwięk metalowych, grubych, dawno nie otwieranych wrót. Otwierały się wolno, jakby z wysiłkiem. Zgrzyt metalu przypominał mi dźwięk ocierającego się metalu o metal podczas zwalniania pociągu. Słysząc ten dźwięk pomyślałam, że to musiał być bardzo stary metal, nieużywany przez długi czas, bowiem zobaczyłam wyraźne ślady rdzy pozostawione na ziemi. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/01/dziwne-rzeczy-beda-sie-dziac-kiedy-wszyscy-beda-spali/ 
  • Dam radę? – Piotr zestrachany lekko.
  • Razem na liściu przepłyniemy ten ocean, trochę pokołysze, ale ważne, że do celu.
  • Zobaczyłem, że mam skrzydła, które z białych robią się złote. Mienią się na biało–złoto. Mam na głowie złoty kask. Zobaczyłem tego alabastrowego, który leży na kozetce u Ojca i Ojca jak go gładzi po głowie… – zapatrzył się przed siebie ze łzami w oczach.
  • Myślisz Mały, że chcę cię stracić? Po to cię wysłałem? Muszę cię odzyskać z powrotem.
  • …….. – zabrakło nam tchu…
  • A kiedy ta chwila się skończy… jeśli się właśnie zaczyna….?
  • Sama zobaczysz. Będziesz czekać na niego.
  • …???
  • Pamiętaj! – Piotr do mnie – Jak zniknę to masz kłamać, że wyjechałem!
  • Nie jesteś po stronie diabła, więc po co masz kłamać?
  • To… to jak to będzie? – Piotr dopytuje. Ojciec wyraźnie twierdzi, że weźmie go na chwilę, ale to przecież… brakuje słów… 
  • Czy na fali zniknąłeś, czy byłeś?
  • Byłem. Ta fala była ogromna!
  • Już nie mam siły. Wiesz dlaczego była tak wysoka? Żebyś miał bliżej do Ojca. Masz przebić powłokę.
  • Mam cykora…
  • Przypomnij siebie z przeszłości.
  • Niczego się nie bałeś. Nie rozważałeś, co nie ulegało rozważaniu. Brałeś i robiłeś.

Piotr poszedł się pomodlić, wrócił 40 minut później.

  • Kiedy się modliłem, egzorcyzmy… Ojciec kazał mi powiedzieć na głos; Pan jest moim obrońcą, nie będę się lękał tego, co może zrobić mi inny człowiek.
  • Powiedziałem to raz, a Ojciec…
  • Powtarzaj.
  • Powiedziałem znowu… i Ojciec…
  • Powtarzaj.
  • i tak w sumie trzy razy… Jakbyś to zinterpretowała?
  • Że masz nic nie robić, zdaj się na Ojca.
  • Czy da się to inaczej zinterpretować?


Dopisane 13. 05. 2018 r.

  • Nie bez znaczenia jest setna rocznica Fatimy. Tak jak zauważyłaś, Pan Bóg jest matematyczny, też to uwzględnia – nie planowałam tego zupełnie i zauważyłam dopiero pisząc; dzisiaj 13 maj, 101 rocznica Fatimy. Czy tak miało być? 

  • Zwróć uwagę, że pozornie diabeł wygrywa. Pozornie, bo dusza się rozwija i przechodzi do kolejnego etapu – oglądam pewien serial kryminalny, którego akcja dzieje się w XIX wieku w Nowym Yorku. Historia toczy się wokół niższych sfer społeczeństwa. Widząc scenę, kiedy to dzieci z biedy śpią na ulicy i jest to powszechne, zdaję sobie sprawę, że mimo wszystko, po wielu wiekach ludzkość osiągnęła bardzo wiele dobrego w kwestii wyrównania społecznego, walki o prawa zwykłego człowieka. A jeśli się cofnąć do czasów biblijnych wydaje się wręcz, że dzieli nas w tej kwestii wielka przepaść między tym, co było, a co jest. Uczymy się. 

  • To jest dla drużyny złotej, która ma przejść – przypomnę słowa;
- Miałaś jeszcze coś oprócz tych otwieranych drzwi? 
- Nie.
- Hmm…. Wiesz co słyszę teraz? 
- To przywołanie do 10 przykazań. 
- Jak często są otwierane? Kiedy było tak ostatnio? – już zaczynam drążyć temat. 
- Nie przypominam sobie. Zobacz na jak długo zadziałała wojna światowa? 
- Na 30 lat może… ? 
- 1 na 10 zostanie.                 http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/03/nie-ostrosc-a-sprawiedliwosc-czyni-mi-prawde/

1 na 10 zostanie i powstanie złota drużyna tych, którzy przejdą.


  • Ta księga jest namiastką. Prawdziwa, ale niepełnaprawdziwa?

Fragment z księgi Henocha 7; 1 Wzięli sobie żony, każdy po jednej. Zaczęli do nich chodzić i przestawać z nimi. Nauczyli je czarów i zaklęć i pokazali im, jak wycinać korzenie i drzewa. 2 Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów. Ich wysokość wynosiła trzy tysiące łokci. 3 Pożerali oni wszelki znój ludzki, a ludzie nie potrafili ich utrzymać. 4 Giganci obrócili się przeciwko ludziom, aby ich pożreć. 5 I grzeszyli przeciw ptakom, zwierzętom, gadom i rybom. Pożerali mięso jedni drugich i pili zeń krew. 6 Wtedy ziemia poskarżyła się na nieprawych.

Jeśli… Człowiek żyje etapowo. Żyjesz w jednym z etapów… jest prawdziwe, to może i historia o gigantach też jest prawdziwa?

Ludzki odcisk stopy został odkryty w Gizhou, południowo-zachodniej prowincji Chin, w sierpniu 2016 r. Ślad ma; 57 cm i długości i 20 cm szerokości, głębokość 3 cm. By oszacować wysokość wg znawców powinniśmy pomnożyć długość stopy razy siedem. Nie jest to jedyne tego typu znalezisko na świecie, więc w pewnych kręgach badacze zaczynają się zastanawiać już całkiem poważnie, czy Księga Henocha nie opisuje faktów.

Księga Henocha; http://www.proroctwa.com/Henoh.htm

Jest jeden Bóg Ojciec, jeden Jezus Chrystus, jedna wiara.

05. 08. 17 r. Warszawa.

Wracaliśmy pociągiem do Warszawy. Wstaliśmy o nieludzkiej 3.00 godzinie, by zdążyć na pociąg na 4,00 rano. Miałam nadzieję, że wagon będzie pusty, a okazał się prawie przepełniony. Nie żałowałam, bo i tak nie liczyłam na rozmowę z Homielem. Oboje ciągle byliśmy bardzo zmęczeni, a ból fizyczny odczuwaliśmy dosłownie w mięśniach. Tak nasze organizmy zareagowały po stresie.

  • Homiel mówił, że Oni mają po wiele imion, a każde imię to jakby osobna funkcja, zadanie… W takim razie „przywróć mi imię” to chyba przywróć mi funkcję? – myślę głośno, ale mówię szeptem.
  • Oględnie to ubrałaś, chodzi o wszystkoa jednak się odezwał.
  • Ale ja nie jestem zbyt poważny na coś takiego – Piotr zaczyna się bronić.
  • Nie o taką powagę chodzi, bo wielu jest poważnych.
  • Twoje imię w drodze.
  • ……..
  • A teraz przyda ci się twój nowy telefonik.
  • ?!
  • Już nie tylko będziesz pisarką, ale i fotoreporterką.
  • ? Really ?!!! – wyrwało mi się głośno.
  • Jeśli tak będzie, że jakieś nowe zdjęcia zdobędę, to… będzie ciekawie!
  • Nie 600, a miliony to będzie czytać.
  • A nie mogliście tak Edzia po prostu uzdrowić? – pytam.
  • Wszystko jest po coś.
  • Piszesz i piszesz i nie wiesz co piszesz. Przecież znasz to… Bóg wie co robi.
  • ……. – uśmiechnęłam się, bo sama tak często mówię.
  • Przyjmij i opisuj, będziesz widziała mądrość Ojca, a nie „dlaczego”.
  • ……. – te słowa szybko mnie otrzeźwiły i postawiły do równowagi.
  • Spytaj się uprzejmie Homielka, czy w sierpniu coś się wydarzy?
  • Mało masz wrażeń?
  • Już nie będzie okresu, kiedy nic się nie będzie działo. Nie ma na to miejsca, czasu mało.
  • Hmm… do Ustronia wyskoczymy jeszcze?
  • Zapomnij o tym.
  • Nie na odpoczynek tu cię powołano, choć maniana obowiązuje.
  • ……. – uśmiechnęłam się będąc jednocześnie pod wielkim wrażeniem Ich strategii działania.
  • Wiesz co teraz słyszę?
  • Wyjedziesz do Ziemi Świętej.
  • Jaaa!!!??? – pytam, bo nie wiem do kogo mówi.
  • Ty jako osoba towarzysząca.
  • Ziemia Święta? – Piotr patrzy na mnie i pyta wzrokiem.
  • Jerozolima przecież.
  • Odwiedzisz tego, któremu wszystko zawdzięczasz.
  • Tak z własnej woli? – miałam na myśli, czy sami zdecydujemy, czy okoliczności tak poprowadzą, że będziemy zmuszeni pojechać.
  • To skomplikowana koronka….
  • ……. – nie było sensu pytać o to dalej, tylko czekać.
  • To na święta nie będzie dwóch osób, Edzia i naszego syna – wzdycham, bo wiem, że syn będzie akurat w morzu.
  • Ale ja będę – Piotr na to, co jest dla mnie akurat oczywiste.
  • A skąd wiesz?
  • …….. – ręce mi opadły.
  • Jak to?
  • Pamiętasz litery Urbi et Orbi?

Mieliśmy kontrahenta w Lublinie, do którego Piotr często wyjeżdżał w sprawach biznesowych. Jakiś czas temu miał wizję, w której zobaczył drogowskaz z nazwą miasta; Lublin. Nazwa była bardzo wyraźna, a w pewnym momencie jej litery się zaczęły rozpływać i pojawił się nowy napis; Urbi et Orbi. Co oznacza; miastu i światu. Wtedy zrozumieliśmy, że nastąpi zmiana kontrahenta (co też się stało), ale teraz myślę, że znaczy to o wiele więcej. 

  • No i ? Nie mów rebusami, nie mam na to siły.
  • Co Ja zrobię, że niewiele różnisz się od małpy, na te 300 zwojów tylko jeden pracuje – Homiel sobie zażartował na temat budowy mózgu.
  • Ale…. Homiel…. To nie będzie tak jak Edziu…. – a mi do śmiechu nie było.
  • To nie zgon.
  • … No to jak?
  • Jak Bóg każe mi coś zrobić, to ja nie będę dyskutować.
  • Człowieku! Ale postęp! Nie będziesz dyskutować?
  • No nie… – to faktycznie wielki postęp w przypadku Piotrusia, który zawsze na wszystko ma swoje własne zdanie.
  • …….
  • Ojciec spełnił swoje słowa, zmiany zaczęły się jeszcze w lipcu, tak jak mówił… 23,45.
  • W ostatnich minutach lipca, ale jednak lipca. Ja tam wolę się nie zakładać – i mówię naprawdę serio, bo widzę, że wszechpotęga Ojca jest absolutnie rzeczywista.
  • Ja też – Piotr lekko przestraszony, ale chyba zapomniał o swoim zakładzie
  • To, że nie chcesz już auta nie znaczy, że zakład nie obowiązuje.
  • …….. – przyszło mi teraz do głowy, czy to czasami z Ojcem nie rozmawiamy. Zamilkłam na wszelki wypadek i wolałam siedzieć cicho, a Piotr gdzieś odpłynął.
  • Widzę Edzia… Bóg Ojciec pozwolił mi go zobaczyć… – Piotr się uśmiechnął.
  • Wiesz co mówi?
  • Piotr, jestem zaskoczony. Nie wiedziałem, kogo w domu hoduję.
  • … Tacie jest strasznie głupio i nie chce patrzeć mi w oczy… Przeprasza, że mnie bił…. mówi…
  • Tu nie jesteś Piotr…
  • ……. – Piotr wzruszył się bardzo i zamilkł na długo.

Po godzinie odezwał się Homiel.

  • Niedługo będziesz widzieć Nas, jakbyś widział Olę.
  • A ja? To niesprawiedliwe – pytam, bo czy to jest sprawiedliwe?
  • Ale jesteś żarta.
  • Parę zdjęć dam ci zrobić, do fryzjera nawet pójdę – … roześmiałam się natychmiast.
  • Pamiętasz tego z włosami? – przypomniał mi wizje anioła, któremu falowały włosy.
  • Po fryzjerze był.
Obserwowałam to wszystko stojąc obok i radowałam się ich szczęściem. Ten mężczyzna śmiejąc się w pewnym momencie lekko odrzucił do tyłu głowę, zwróciłam uwagę na jego falujące półdługie włosy, wyglądało to przepięknie. Nie wiem dlaczego pokazali mi to w zwolnionym tempie, jakby to miało mieć jakieś znaczenie. Włosy falowały i falowały... Pomyślałam nawet, że zawsze chciałam mieć właśnie takie włosy http://osaczenie.pl/wp/2016/04/26/aniol-w-niebieskiej-koszuli/

Mimo, że oboje byliśmy bardzo zmęczeni, śmieliśmy się na głos nie zważając na innych ludzi. Wykorzystując fakt, że Homiel wydaje się dzisiaj bardzo rozmowny postanowiłam zadać Mu pytanie, które od dawna chodziło mi po głowie.

  • A kto po śmierci wita buddystę?
  • ……..
  • Słyszę coś naprawdę głupiego – Piotr się zawstydził i nie chciał przekazać…
  • No mów! Tobie się wydaje głupie, ale Oni nigdy głupio nie mówią.
  • Ale to jest głupie!
  • No mów!
  • Słyszę słowa piosenki; „Wars wita was, Wars wita was” – https://www.youtube.com/watch?v=NG2_6Nvu3fI
  • ……..  – zbaraniałam, bo to rzeczywiście dość… dziwna odpowiedź na moje pytanie.
  • Aaaaa – dopiero po chwili zaczęłam się śmiać.
  • Wars jest w pociągach, my jesteśmy teraz w pociągu, Wars to symbol podróży – tłumaczę Piotrowi się śmiejąc, ale zaraz poważnieję, bo chyba właśnie mamy odpowiedź na jedno z kilku fundamentalnych pytań, które sobie stawia człowiek.
  • To znaczy…
  • A nie Budda wita po drugiej stronie buddystów? – Piotr mi przerwał.
  • A kto to jest Budda?
  • ……. ???
  • Jest Chrystus, Syn Boży, a Ojciec stworzył ten świat.
  • Ale to od was zależy kto, gdzie się urodzi… – drążę dalej.
  • Doświadczenie. Każda droga to nauka. A czy są dobrzy sądzisz, że nie grzeszą?
  • Jest jeden Bóg Ojciec, jeden Jezus Chrystus, jedna wiara.
  • Nie od ludzi, a od Ojca jest Chrystus. Mesjasz.
  • …….
  • A ja myślałem, że Homiel głupoty mówi z tym Warsem.
  • Ty się nie śmiej. Wpadniesz do Tomaszowa.

No i znowu zapadliśmy w zadumę. Jeśli Bóg Ojciec stworzył cały świat, wszechświat, wszystko… to jest Ojcem wszystkich ludzi. Żydów, chrześcijan, buddystów, muzułmanów, Indian z dżungli amazońskiej… Miliony ludzi w ogóle nie wie o Chrystusie, ale czy to czyni ich kandydatami do piekła? Śpiewając „Wars…” Homiel pokazał, że życie jednego człowieka w całości jest jak podróż pociągiem z wieloma różnymi wagonami. Raz jesteśmy w wagonie z buddystami, a kiedy indziej możemy być z chrześcijanami. Ostatecznie i tak lokomotywa jest jedna. Jednakże to tylko jeden wagon jest najbliżej lokomotywy. Nie ma dziesięciu różnych wagonów, których jedna lokomotywa ciągnie jednocześnie. Czy to się komuś podoba, czy nie… najbliżej Boga jesteśmy tylko wtedy, gdy wierzymy w jego Syna. Jest jeden Bóg Ojciec, jeden Jezus Chrystus, jedna wiara. Wszystko inne to… Doświadczenie. Każda droga to nauka. 

Bożenarodzeniowy pociąg w Pakistanie w celu promowania tolerancji.

Wracamy do spraw przyziemnych.

  • Trzeba trawę posadzić w ogrodzie – Piotr już ustala plany na najbliższe dni.
  • To się spiesz, niedługo na to nie spojrzysz.
  • W tym roku musi się spieszyć, a w przyszłym? – chciałam w ten sposób sprawdzić, jak długo będzie trwała ta przemiana.
  • Te macanki nie ze Mną Bruner – zacytował słowa z „Klosa”, ulubione powiedzonko Piotra.
  • Jak się zachowa człowiek, który będzie od ciebie wiedzieć więcej nie 100 razy, a 100 tysięcy razy?
  • Będzie pielił, czy nawracał?
  • …….. – nie wiedziałam co odpowiedzieć.

Dojechaliśmy w końcu do Warszawy. Była tak piękna pogoda, że do domu doszliśmy piechotą.

  • Co znaczy hojte? – Piotr pyta mnie  sapiąc.
  • Po niemiecku „dzisiaj”. Heute… – jeśli słyszy po niemiecku, to znaczy, że to informacja dla mnie.
  • Od dzisiaj będzie tylko szybciej.
  • Homiel cię pyta co byś zrobiła, gdybyś dostała od Nich pieniądze.
  • Wydałabym książkę.
  • … Widzę jego uśmiech.
  • No dobrze, ale jak Oni to chcą zrobić? Budzę się i widzę walizkę z pieniędzmi?
  • No coś ty, jak je „upierzesz”? – racjonalne myślenie Piotra mnie rozśmieszyło. Tylko on tak potrafi połączyć Niebo z ziemią.
  • No to co? Mam grać?
  • Zacznij już jutro.


Dopisane 03. 04. 2018 r.

  • Zacznij już jutrooczywiście gram. A co dalej? 

Ślepy i głuchy jestem na ciebie.

01. 08. 17 r. Warszawa.

Wczoraj wieczorem Piotr poszedł się pomodlić, ale wrócił po 5 minutach.

  • Gdy się modliłem Homiel pokazał mi w głowie świstek ze szpitala, nie mogłem się kompletnie skupić, muszę sprawdzić o co chodzi.

Zaczął przeszukiwać całą szafę szukając tego świstka papieru. A kiedy w końcu znalazł…

  • Niemożliwe… Na jutro na 8 rano mam wizytę u kardiologa…. Zapomniałem zupełnie – patrzył na kartkę i nie dowierzał.
  • Jeśli ci kazali to sprawdzić, to znaczy, że musisz iść. Ale dlaczego? – od razu zacząłem myśleć głośno.
  • Masz dwie możliwości. Jeśli kazali ci iść to znaczy, że albo jest z tobą dobrze albo jest źle.
  • Jest trzecia możliwość. Recepta. Jego lekarz na urlopie.
  • Aaaa, tego nie brałam pod uwagę.

Z tą myślą poszliśmy szybciej spać. Zasnęłam natychmiast. Mniej więcej o 3 w nocy zbudził mnie Piotr. Wszedł do pokoju i stanął w drzwiach. Nic nie powiedział, ale po jego twarzy, po całym nim widziałam, że coś się stało. Dopiero po chwili się odezwał jak echo…

  • Edziu zmarł.
  • …….. –  nie byłam pewna, czy żartuje, czy mówi prawdę.
  • Jak to?! Przecież… – przecież wszystko było w porządku!!! pomyślałam.
  • Zadzwonili ze szpitala.

Piotr usiadł koło mnie na łóżku i się nie odzywał. Nie płakał, nie łkał, nie mówił… był w szoku.

  • Lekarz powiedział, że odszedł we śnie. Nie wiadomo dlaczego. Pytał, czy chcemy zrobić sekcję zwłok… – mówił jak maszyna.
  • Może to jakaś pomyłka? – zasugerowałam, bo przecież jeszcze wczoraj z Ojcem na temat Edzia rozmawialiśmy.

Piotr uczepił się tej myśli i zadzwonił do szpitala. Rozmawiał z lekarzem spokojnie jeszcze raz  tym razem pytając o szczegóły. Edziu po kolacji się położył i zasnął. Przechodzący pielęgniarz zwrócił uwagę, że śpi za mocno. O 23.45 zorientowano się, że zatrzymało się serce. Robiono mu czterokrotnie resuscytację. Okazuje się, że cały oddział jest w szoku, bo wszystko, absolutnie wszystko było w porządku.

  • Wie pan, zazwyczaj tak długo nie walczymy o człowieka, cztery razy robiliśmy mu reanimację i trzy razy nam się udawało wrócić serce, ale za czwartym nie dało rady. To wyglądało tak, jakby on już nie chciał.

Analizowałam każde słowo tego lekarza i zrozumiałam, że taki był plan, ale tego jeszcze Piotr nie widział. Rozpłakał się rzewnymi łzami. Nawet nie próbowałam go pocieszać, bo w takiej chwili łzy są najlepszym ujściem emocji. Zrozumiałam też, dlaczego 3 miesiące wcześniej Piotr miał operację serca. Patrząc na jego łzy i trzęsące się ciało wiedziałam, że takiego stresu mógłby najzwyczajniej nie przeżyć.

Piotr podniósł głowę ku górze…

  • Dlaczego Ojcze? Mieliście dać mi znak. Dlaczego Ojcze?
  • Żebyś miał wolną głowę.
  • Dlaczego?
  • Szykuję cię do wielkich rzeczy.

Ojciec powtórzył słowa, które powiedział niedawno. Nic z tego dzisiaj nie zrozumieliśmy, ale Piotr się nieco uspokoił. Postanowiliśmy jechać do Szczecina już rano, ale przypomniałam sobie o wizycie u kardiologa.

  • Słuchaj, jeśli Homiel przypomniał ci tą wizytę, to znaczy, że masz iść.

Wizyta o 8 rano, więc wiele czasu nie traciliśmy. Piotr nie powiedział kardiologowi co się właśnie wydarzyło, ale kardiolog powiedział coś istotnego.

  • Czy pan wie jak ważną miał pan operację? Tętnica przednia zstępująca jest tak ważna, a miał pan tylko 3 procent przepustowości. Najmniejszy stres, przeżycie mogło by pana zabić. Dziwię się, że od razu pana nie wzięli na stół.
  • Teraz rozumiesz? – pytam Piotra.

Nie przeżyłby tego, co właśnie się zaczyna.

Po południu dojechaliśmy do Szczecina. Oczywiście cała rodzina była w szoku i postawiona na baczność. Zaczęliśmy rozmawiać w swoim gronie i analizować co się stało. Okazało się, że dwie osoby miały dziwne wizje, które zwiastowały nadchodzące wydarzenie. Najciekawszą, najbardziej trafną miał mój syn. Zobaczył śpiącego Edzia, którego próbował obudzić, ale ten już nie żył. Drugą wizję miała Krysia, żona Edzia.

  • Chciałam pójść na cmentarz ubrana na czarno, ale moja mama mnie powstrzymała i kazała wracać. Moja mama zawsze mi się śniła, gdy miało się coś wydarzyć. Powiedziała, że to jeszcze nie pora na mnie.
  • Ciekawe… – pomyślałam.

Wieczorem.

Piotrowi puściły nerwy i płakał. Siedział w fotelu i płakał. Po chwili przestał i zaczął słuchać.

  • Ojciec powiedział mi…
  • Jeśli chcesz, pokażę ci gdzie jest.

Dwie godziny później podczas modlitwy…

  • Zobaczyłem swojego tatę na polu zasianym złotymi łanami zboża, które falowały. Biegł do niego Napar (p.s.jego ukochany pies rottweiler).
  • Napar? Przecież był czarny jak sadza. Czarny pies w Niebie? – nie mogłam wyłączyć swojego analitycznego myślenia nawet w takiej chwili.
  • Nie był czarny, ale płowy. Na polu w oddali stało jedno zielone drzewo, a pod nim dwoje starszych ludzi. Kobieta uczesana w krótkie warkoczyki i nieco wyższy od niej mężczyzna. Pies zaprowadził Edzia do tych ludzi…
  • Hm… – obecność psa wcale mnie nie dziwi. Często miałam wrażenie, że Edziu kocha bardziej psa niż człowieka.
  • To jego rodzice. Wiesz, że tata Edzia nie był wysoki? – opowiadał mi z ciekawością dziecka.
  • Nie martw się swoim tatą, ty się martw żywymi.
  • Jak sobie poradzi teraz Krysia?
  • Rozwiązanie będzie bardziej proste niż myślisz.

  • Mogłem dać tacie moje leki na rozrzedzenie krwi, to może nie miałby zatoru.

Myślimy, że to zator był przyczyną zgonu, jednak pewności żadnej nie mamy, a na sekcje zwłok się nie zgodziliśmy. To już nie miało sensu.

  • Czy masz do siebie pretensje? A Ja ci mówię, że nic byś nie zrobił.
  • Dlaczego Piotr nie dostał znaku, a inni dostali?
  • Chcesz drugi zawał?
  • Rozumiem… – mądrość Ojca mnie powala.

Oczywiście ma rację. Piotr nie należy do tych, których można uprzedzać. On nie dostał znaku, ale dostał nasz syn. Ojciec wywiązał się ze swojej obietnicy.

  • Dlaczego Edziu musiał odejść? – pyta Piotr i znowu się rozpłakał.
  • Zwątpiłeś we wszystko?
  • …….. – Piotr nie odpowiedział, że tak, w tej chwili zwątpiłem. Nie miał odwagi powiedzieć tego głośno.
  • Zobaczyłem egipską łódź, którą wczoraj oglądałem na discovery.
  • Jaką?
  • Tę, która po śmierci na drugą stronę przepływa.
  • Jeszcze trochę, a twoja łódź też dobije do brzegu. Została jedna przeszkoda.
  • Została jedna?
  • Dosłownie wodospad, ale nie duży, jakbyś nogą wpadł w kałużę.
  • ……..
  • Ta śmierć jest bezsensowna – Piotr z żalem.
  • Nie obrażaj Ojca – żachnęłam się, bo byłam pewna, że teraz tego nie rozumie, ale zrozumie później.
  • Miał dziurawe skarpety i nie potrzebował innych, a ja mam ich całą szafę!
  • Czy wreszcie to zrozumiałeś? Co sądzisz teraz o Audi A8?
  • Nawet na to nie spojrzę.
  • Więc co jest twoim celem?
  • Bóg Ojciec.
  • Więc idź do Niego. On na ciebie czeka.
  • Jak mam pójść?!
  • Zobaczysz.
  • …….
  • Zobaczyłem teraz jelita Edzia…. Zobaczyłem tam czarną masę…. Wow… Gdyby nie odszedł teraz miałby raka jelit! Zobaczyłem 3 palce… To trzy miesiące… Tyle trwałaby agonia… Zobaczyłem ból i jego płacz – Piotr opowiadał jak w transie…
  • …….
  • Więc podziękuj Ojcu, że odszedł tak szybko i to we śnie. Najlepsza śmierć! Chciałabym tak umrzeć… To wielka łaska tak umrzeć.

Teraz zrozumiałam wszystko i byłam Ojcu po prostu bardzo wdzięczna. Teraz zrozumiałam co znaczy czyścić przedpole. Gdyby Edziu miał wielomiesięczną chorobę w mękach zmieniłoby to życie całej rodziny nie mówiąc o bólu, jaki przeżywałby sam Edziu. Zaczęliśmy łączyć pewne fakty. Przed operacją go zważono i dowiedzieliśmy się w ten sposób, że w ciągu miesiąca schudł 8 kilo. Od miesiąca jadł suche bułki, bo nawet po wodzie czuł się fatalnie, a za nic nie chciał iść do lekarza. On się po prostu bał diagnozy, a wiedział, że jest źle. Przebąkiwał to nawet mojej teściowej, że może ma raka, ale zaraz obracał to w żart, więc nikt nie traktował jego słów poważnie. Do teraz…

  • Gdzie jest tato teraz? – Piotr już całkiem uspokajany.
  • To, co widziałeś nie było urojenie.
  • …….
  • To, co się zdarzy w najbliższych dniach zaskoczy cię dogłębnie.
  • Nie będziesz wiedział o co chodzi, poddaj się temu.
  • ……..
  • Przepraszam Ojcze, że zwątpiłem.
  • Nawet tego nie zauważyłem, tak cię kocham.
  • …….
  • Dzisiaj w aucie bardzo piekło mnie serce, ale szybko przestało. Zobaczyłem teraz, że wtedy Maryja przyłożyła do serca swoją dłoń… Maryja ma piękną dłoń, jak nimfa, jest bardzo biała, delikatna dłoń. Maryja to przepiękna kobieta… Taka dama!
  • …….
  • Słyszę, że ktoś się śmieje.
  • Już dobrze, nasłuchałam się od ciebie komplementów, wystarczy. Nabierz większego zaufania, bo nie będę wiecznie cię ratować.
  • ……. – robię oczy jak spodki, bo to rzadkość usłyszeć Maryję.
  • Tato jest naprawdę szczęśliwy…. – Piotr już całkowicie uspokojony.
  • Niestety będzie musiał wrócić. Choć był człowiekiem bardzo dobrym, pewnych cech się nie wyzbył.
  • Wrócić? Jak to wrócić? Jakich cech? – zgłupiałam.
  • …….
  • Ojcze, kiedy się spotkamy?
  • Spotkamy się tak, jak pokazała Maryja.
Leżałem na boku. Godzina 22.50. Byłem zmęczony. Spojrzałem gwałtownie w bok, bo kątem oka zauważyłem, że coś się dzieje. Zobaczyłem przesłonę, która dzieli nasze światy, była tak cienka i przezroczysta jak folia. Zza tej folii wysunęła się dłoń, długie, wąskie palce, całkowicie świetliste. Ta dłoń była królewska, biała, szlachetna… 
- Wszystko o czym myślisz minie…. i pstryknął palcami, a myślałem wtedy o śmierci, jak to będzie. Usłyszałem to pstryknięcie przy uchu. Poczułem wielką lekkość w głowie… Poczułem, żebym się nie martwił, bo to wszystko przejdzie jak… pstryknięcie palcami. Raz, ciach i po wszystkim. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/07/wypelnia-sie-proroctwo-to-co-zostalo-zapisane-sie-wypelni/
  • Czy nie za dużo sobie pozwalam wobec Ciebie Ojcze?
  • Ślepy i głuchy jestem na ciebie.

Jezus umarł za wszystkich i ma lekko uchylone drzwi.

24. 07. 17 r. Warszawa.

Siedziałam w kawiarni czekając na Piotra. Zauważyłam go z daleka i obserwowałam przez chwilę jak idzie dziarsko jakby nigdy zawału nie miał. Poczułam w głębi swojej duszy, że uwielbiam te chwile, te nasze poranne spotkania i nasze rozmowy przy kawie. Wzniosłam do góry oczy i poprosiłam…

  • Nie zabieraj mi go Ojcze.

Gdy Piotr usiadł przy stoliku zauważył moje zaszklone oczy. Nie pytając powiedział…

  • Nie po to go ratowałem, żeby go teraz zabierać.
  • Będzie narzekał, będzie skomlał, że mu ciężko i źle, ale ma nowe zadania.
  • …….. – powtórzył za Ojcem.
  • O co pytałaś?
  • Żeby cię Ojciec jeszcze nie zabierał.

Piotr kręci głową nie dowierzając. Ledwo przyszedł z biura, gdzie robił przelewy, gdzie robił szarą codzienność, a chwilę później rozmawia z Bogiem. A może Ojciec też czeka na nasze kawy?

  • Te wczorajsze słowa…. Boję się o tym nawet myśleć, to ogromna pycha.
  • Nie bój się tego, co Ja mówię.
  • On się boi, że źle słyszy. Może to pomyłka?… Tak sobie to tłumaczy – zebrałam się na odwagę, aby wytłumaczyć Piotra.
  • ……..
  • Kowalewski kazał mi zrobić jeszcze 2 żyły, muszę do niego zadzwonić.
  • Nie będzie takiej potrzeby.
  • Czyli będziesz zdrowy – pocieszam Piotra, który siedział głęboko wzruszony.
  • …….
  • Wiesz jaka jest największa radość dla człowieka? – pyta mnie Piotr i się zatkał swoimi łzami.
  • No wykrztuś to z siebie.
  • Móc podobać się Ojcu.
  • …….. – kiwam ze zrozumieniem głową.
  • Pamiętasz jak Homiel mówił, że nadchodzi lepszy nauczyciel? – przypomniałam sobie.
  • Wyjaśnijmy jedno słowo, słowo Homiel.
  • Ale ja widziałem anioła!
  • On cię chroni, ale rozmawiasz z Kim innym.
  • Cholera, człowiek musi być ciągle na baczność! – Piotrowi się wyrwało, co sprawiło, że postawiłam oczy w słup.
  • Człowieku, bądź sobą!
  • ……. – nie wiedziałam gdzie głowę schować.
  • Dlaczego Homiel powiedział „nadchodzi nowy nauczyciel”?
  • Ujawnił się.
  • Przecież to Ojciec – tłumaczę Piotrowi.
  • Świadomość obecności Ojca czasami mnie paraliżuje – przyznaję szczerze.
  • Dobro nie paraliżuje.
  • Taaak, ale będzie mi łatwiej mówić jednak Homiel… Ojcze.
  • Niech tak będzie.

Wiem, że Ojciec jest wszech-wszsytko. Ale! Największe wrażenie robi na mnie Ojca wszech-mądrość. Może teraz kiwa głową z dezaprobatą, że tak sobie pozwalam, ale ponieważ i tak zna moje myśli, to po co się z tym ukrywać? Mądrość. Nie można dziecka posyłać od razu na studia. Nauka musi trwać małymi kroczkami i na każdym etapie są odpowiedni nauczyciele. Dostrzegam to w pełnej okazałości jak zaplanowane i przemyślane jest nasze życie. Od początku do końca.


25. 07. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj jakiś taki dzień zadumy i prawie w ogóle się nie odzywamy. Siedzimy na swojej kanapie i gapimy w TV. W pewnym momencie widzę, że Piotr się śmieje pod nosem…

  • Z czego się śmiejesz?
  • Aaa… Spytałem Homiela o pieniądze.
  • Znowu? I co ci powiedział?
  • Będziesz zaskoczony. W najmniejszym stopniu nie jesteś w stanie przewidzieć co się wydarzy.
  • To przestań ciągle Go pytać, to nie ma sensu. Nasza wyobraźnia, a Ich pomysły to jak ziarnko piasku na pustyni.

Widząc jednak, że się odezwał i pamiętając o wczorajszych słowach próbuję przełamać swoje obawy co do rozmowy z Homielem, który czasami „staje się” Ojcem. Ta świadomość dzwoni mi gdzieś z tyłu głowy… ale się przełamuję…

  • Dlaczego Jezus nie jest taki jak Ty Ojcze? Taki… no wiesz… – i zabrakło mi słów.

A chciałam powiedzieć, że Ojciec jest niesamowity w rozmowach z nami. Rzeczowy, prostolinijny, bezpośredni, stanowczy, szczery do bólu, mądry, inteligentny… I co mnie zawsze uderza… radosny i dowcipny.

  • Umarł za wszystkich.
  • A nie może na chwilę o tym zapomnieć i być wesoły?
  • Każdy, ale nie On. Umarł za wszystkich i ma lekko uchylone drzwi.
  • Ale Ty na to patrzyłeś Ojcze, na Jego śmierć, a mimo to jesteś radosny.
  • …….. – nie odpowiedział. Może wcale nie jest tak radosny jak mi się wydaje? 

Zapadła cisza, więc zajrzałam do komputera. Na forum FN zdarzyła się ciekawa rzecz. Kilka miesięcy temu po wielkiej awanturze wypisałam się z tego miejsca….

Zobaczyłem czterech, może pięć osób, w tym jedną małą kobietę. Stałaś prawie w kręgu w kształcie U, a oni cię otaczali. Szydzili z ciebie i śmiali się, ale to kobieta ich do tego namawiała. Oni się jej słuchali. Zerwali z ciebie niebieską marynarkę, a ten najgorszy, który cię atakował nałożył ją na siebie i lał na nią brudną wodę. Wielu stało w kręgu i ze śmiechem to obserwowało – Piotr był naprawdę wkurzony. 
- Co robiłam w tym kręgu? – chciałam dowiedzieć się więcej. 
- Pokazywałaś swoje dłonie rozłożone jak do modlitwy, jakbyś coś tłumaczyła. Hmm…. Rozłożone dłonie to w mowie ciała znaczy „nie mam nic do ukrycia” – co było zgodnie z prawdą. Niebieska marynarka; niebieski to symbol Nieba, marynarka – to jak ubiór urzędowy. Homiel czasami nazywa mnie adwokatem Nieba, bo ciągle Ich bronię. Lanie brudnej wody – szydzenie, brukanie, wyśmiewanie, czasami mówi się „wylać wiadro pomyj komuś na głowę”. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/03/23/nigdy-nie-jest-tak-ze-jest-idealnie-dla-ludzkosci/

a teraz sama nie wierzę własnym oczom. Jedna z osób, przez którą doszło do tej sytuacji… można rzec, że zrzuciła z siebie skórę wilka. Nie wierzyłam własnym oczom nie dlatego, że się zmienił diametralnie, ale że kolejne słowa Homiela sprawdziły się w 100%. Gdy rozstawałam się z FN powiedział ciekawe zdanie, którego nawet nie zanotowałam myśląc, że niewiele znaczą. Powiedział, że Oni się…

  • nim zajmą. I na niego przyjdzie pora.

Trudno było mi zgadnąć co miało to oznaczać, więc zostawiłam to czasowi i zajęłam się swoimi sprawami.

Ulubionym zdaniem tej osoby w rozmowach o wierze, religii, chrześcijaństwie było stwierdzenie, że Bóg jest sadystą albo, że Boga nie ma. Nie będę ukrywać, że przy tej wiedzy, jaką ja posiadam czytając to bolała mnie dusza i to dosłownie. Nie umiem tego wytłumaczyć. To tak jakby opluwano ci matkę, ojca, babcię, dziadka, córkę, syna i wszystkich krewnych do 100 lat wstecz. A teraz czytam jego wypowiedź, która mnie zadziwia; Bóg jest wszechmogący, wszechmocny, miłosierny, sprawiedliwy.

  • To wasze dzieło? – pytam Homiela ciągle nie wierząc co czytam.
  • Pytasz o skromność czy pychę?
  • O skromność.
  • To nie udzielę ci odpowiedzi.
  • A o pychę ?- spytał Piotr.
  • Kieruj tę odpowiedź na dół.

Uśmiechnęłam się… Homiel nigdy nie chwali się „jam ci to uczynił”, ale z tej rozmowy wynika jasno, że tak właśnie zrobiono. Co dokładnie zrobiono? Nie mam pojęcia. „Nawrócony” sam próbował to wyjaśnić.

Spojrzałam na ten tekst i coś mnie tknęło. Od kilku tygodni szukam grafika komputerowego, malarza, który przygotowałby na podstawie zdjęcia odpowiedni, wyraźny rysunek Jezusa. Wszyscy mi odmówili, ale autor powyższego tekstu jest też rysownikiem, grafikiem komputerowym. Niedawno Ojciec powiedział…

  • Walcz do końca, w końcu trafisz na właściwą ścieżkę.

Może właśnie to ta ścieżka?

  • To wasza kolejna koronka? – pytam, bo nie jestem pewna.
  • Jesteś narzędziem w ręku mistrza, a mistrz robi arcydzieła.

Poprosiłam o wykonanie rysunku na podstawie zdjęcia.



Dopisane 18. 03. 2018 r.

Nie opisywałabym tej historii, gdyby nie piękna puenta, która z tego wyniknęła. Kolejny dowód na działanie Ojca. Czy zlecenie przygotowania rysunku tej akurat osobie było przypadkowe?

A oto piękny efekt.

Jeżeli nie wierzysz w Chrystusa jak możesz z grzechem wejść o Nieba?

23. 07. 17 r. Warszawa.

W niedzielę lało.

  • Ale pogoda… – mówię.
  • Jazzowa.
  • Faktycznie, na to bym nie wpadła.
  • Tylko siedzieć i rozmawiać.
  • No to rozmawiajmy! – radośnie zacieram ręce.
  • …….
  • Ja tych ludzi nie rozumiem. Nie widzą ile dobrego robi PIS? – Piotr przez okno obserwuje gromadzących się na nowy protest ludzi.
  • Homiel jakiś czas temu powiedział, że ten naród już się nawycierpial – przypomniałam sobie Jego słowa.
  • Póki co ma lepszą pogodę.
  • Póki co? To skończy się ta lepsza pogoda? – chwytam Homiela za słówko.
  • Czy ci nie wstyd?
  • Nieee… – odpowiedziałam ze zdziwieniem, że mnie o to pyta.
  • Skończyłaś zeszyt i zaczynasz nowy, tak męczysz naszego biedaka.
  • Aaaa, czyli chodzi o to, że ciągle pytam? No to nie wstyd mi.
  • …….
  • Zdzichu jest w niebie? – Piotr przypomniał sobie nagle o zmarłym niedawno znajomym.
  • Należy mu się to – stwierdziłam pewnie.
  • Nic nikomu się nie należy!
  • ……. – i szczęka mi opadła, bo tego się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się takiej stanowczości.
  • Należy się Chrystusowi cześć i chwała.
  • Ilu Mu ją oddaje poza tym krajem? Kościoły zamykają, sklepy sobie robią, a przecież każdy ma grzech, więc umrą w grzechu.
Konfesjonały zostały zastąpione przez kasy, fot. dailymail.co.uk, Bournemouth w hrabstwie Dorset, dawny budynek kościoła metodystów.
  • A jak mają grzech to gdzie idą? W dalszą drogę.
  • Jeżeli nie wierzysz w Chrystusa jak możesz z grzechem wejść do Nieba? To dlatego tak niewielu wejdzie w te uchylone drzwi.
  • Jest dobry człowiek, ale czy zawsze jest dobry?
  • Myślą, uczynkiem, zaniedbaniem… Zobacz jak łatwo grzeszy, a wystarczy pójść pod Jego krzyż i poprosić.
  • Po co uchylać tamte drzwi, lepiej otworzyć te z Dołu.
  • …… – Piotr stał jak wryty, dawno takiej nauki nie mieliśmy.
  • To będzie przyspieszona lekcja… ? – wydukał.
  • Nie. To będzie przyspieszona korepetycja.
  • Spójrz na nich. Oni chcą wolności. Chcą tego co wolno i tego, co nie wolno. Dla nich dekalog nic nie znaczy.
  • Więc zabierając kościoły i krzyż zamykają sobie drogę. Ich panem nie jest Jezus, jest gacek.
  • Gdyby w ostatnich 5 minutach zwrócili się do Chrystusa o przebaczenie…
  • W imię miłości Chrystusa do człowieka to wystarczy do zbawienna. Taki jest Chrystus.
  • To jest początek twojego zeszytu i odpowiedź na wszystkie twoje pytania.
  • ……. – faktycznie, właśnie skończyłam zapisywać jeden zeszyt i zaczęłam zapisywać następny.
  • Mówię ci to wszystko, bo jest bardzo blisko, gdy wszystko ulegnie zmianie.
  • Za mojego życia?
  • Za chwilę, więc za twojego życia.
  • A co z tymi, co chodzą do kościoła i bluźnią?
  • Gdyby naprawdę wierzyli, tego by nie zrobili.
  • Polska będzie wyspą?
  • O to jeszcze trzeba powalczyć. W tym kraju wielu będzie jeszcze szukało azylu i spokoju, a ciężko będzie się do niego dostać.
  • Nie pomożesz im?
  • Pomogę.
  • ……. – zdumiała mnie ta rozmowa, bo Homiel jest bardzo stanowczy wtedy, kiedy tego się najmniej spodziewam.
  • Może po to dostajesz te zęby tytanowe? – zaczynam się nad tym wszystkim zastanawiać głębiej.
  • Bo nie wytrzymasz tego naporu. Ale to jeszcze nic w porównaniu do tego co, ci Ojciec da, żebyś czynił porządek.
  • ……..
  • Dobrze by było, żeby to, co piszę poszło w świat.
  • Do tych głupoli?
  • !!!!  On chyba wstał dzisiaj lewą nogą! – pomyślałam.
  • To nie ich czcionka, ale może cud się zdarzy? Poczekajmy… A Chrystus czeka.
  • Hmm… Nie dziwię się, że się nie śmieje – Piotr ciągle to podkreśla, że Jezus nigdy się nie śmieje pełną piersią, ledwo się uśmiecha.
  • …….
  • Tak ratujesz tych ludzi, ale skąd będą wiedzieć kiedy są dobrzy? Jeśli nie poznają czym jest zło, nie będą wiedzieć czy są dobrzy.
  • Więc co mam robić? – Piotr rozkłada ręce.
  • Czekaj, rozwiązania przyjdą same.
  • Czy można kochać Boga i nienawidzić Kościoła?
  • Prawdziwy człowiek umie oddzielić prawdziwy kościół od kościoła zakłamanego. A jeśli tego nie rozumie musi się narodzić jeszcze raz, by to zrozumieć.
  • Ludzie nie wiedzą, że ten świat jest na chwilę.
  • Dlatego chcesz Audi S8?
  • Rób co możesz dla ludzi, ale nie zabieraj im gacka, bo w ogóle się nie nauczą.

Piotr przez okno zauważył w oddali najnowszego mercedesa.

  • Zobacz, fajne auto.
  • Bądź szczęśliwy za to co masz. Wszystko by oddał za procent tego, co ty masz, a ma wiele.
  • Ale ja mam też urodę! – zażartował Piotr.
  • Tak naprawdę to nie widziałeś jeszcze siebie.

Późnym wieczorem… Piotr leżał rozwalony na kanapie jak zwykle, ale nagle usiadł wyprostowany składając ręce na kolanach jak karny uczeń. Nie musiałam pytać co się dzieje, bo już wiedziałam co się dzieje. Piotr przymknął lekko oczy i słuchał uważnie. Nie przerywałam, by nie psuć tej chwili.

  • Wiesz co mi Ojciec teraz powiedział?
  • Objawię ci tajemnice stworzenia, życia, świata, czasu, istnienia.
  • Na powrót zostaniesz Moim uczniem. Masz mieć pełną świadomość wszystkiego.
  • Z tą świadomością musisz wrócić.


Dopisane 16. 03. 2018 r

Przeanalizuję słowa Homiela na tle aktualnych wydarzeń.

  • Kościoły zamykają, sklepy sobie robią, a przecież każdy ma grzech, więc umrą w grzechu 

Wśród ofert sprzedaży obiektów zabytkowych zdarzają się kościoły. W Europie Zachodniej dawne świątynie dostosowane do nowych celów nikogo nie dziwią. U nas obiekty sakralne wystawione na sprzedaż trafiają się co prawda o wiele rzadziej, ale się trafiają. Za ile można kupić kościół? W Europie Zachodniej duża liczba kościołów na sprzedaż wynika z laicyzacji tamtych społeczeństw i odejścia od wiary. Zbywaniem nieruchomości często zajmuje się zresztą sama organizacja kościelna.

W Polsce rzecz ma się odmiennie. Nie spotyka się w ofercie kościołów, które do niedawna działały jeszcze jako czynne świątynie w ramach parafii i zostały opuszczone z powodu odejścia wiernych. Te, które trafiają na sprzedaż, to najczęściej nieruchomości należące do samorządów, często innych niż katolicka, wspólnot wyznaniowych lub nieczynne od wielu lat. Często są to obiekty zabytkowe, ale mocno zdewastowane.http://biznes.onet.pl/wiadomosci/analizy/analizy-rynku-nieruchomosci/restauracja-lub-sklep-w-kosciele-na-zachodzie-to-nic-dziwnego/dp25k


  • Spójrz na nich. Oni chcą wolności. Chcą tego co wolno i tego, co nie wolno. Dla nich dekalog nic nie znaczyciekawe, czy ktoś to czytający rozumie już dlaczego partia PO przegrała, kiedy wszystkie sondaże wskazywały na jej zwycięstwo.

Lewicowo-liberalne środowiska pracują nad polskim społeczeństwem od lat, próbując „wyzwolić” je z chrześcijańskich wartości. Wszelkie podejmowane dotąd próby nie przyniosły rezultatu, choć świetnie sprawdzały się na Zachodzie. Większość Polaków wciąż jednak chce chronić życie poczęte. Lewica postanowiła więc podjąć ostateczne kroki i przedstawić zabijanie dzieci nienarodzonych jako naturalny element szczęśliwego życia. Okładka „Wysokich Obcasów”, weekendowego dodatku do „GW, z roześmianymi dziewczynami przekonującymi, że „aborcja jest OK, okazała się jednak tak infantylną makabrą, że nie kupiła jej nawet część środowisk lewicowych. Feministki ujawniły w niej swoje prawdziwe oblicze. https://wpolityce.pl/polityka/383388-nykiel-w-najnowszym-sieci-oswajanie-zabijania-gw-przekonuje-ze-aborcja-jest-ok-landrynkowa-promocja-aborcji-to-wstep-do-spolecznej-demolki

 

Zdaj sobie sprawę, że to co widzisz, to widzisz.

20. 07. 17 r. Warszawa.

W naszych rozmowach padają słowa, przez które często nie mogę zasnąć. Czekałam dzisiaj niecierpliwie na okazję, by zadać pytanie…

  • To, co ty usłyszałaś zobaczą wszyscy… wytłumacz co to?
  • Na chwałę Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen.
  • No to się dowiedziałam… – pomyślałam.
  • Po fali będzie innym człowiekiem.
  • Nie da się go później namówić na wyjazd do Ustronia? – pytam, bo ciągle nie wierzę.
  • Ty myślisz ciągle po ludzku.
  • Bo jestem człowiekiem – wzruszam ramionami.

Odkąd Piotr modli się krzyżem od Maryi, ma bardzie intensywne nocne spotkania. Wczoraj o 3.00 w nocy wręcz dusił się albo raczej był duszony.

  • Gacki mnie nienawidzą.
  • Ty z nimi nie walczysz, ty ich zabijasz.
  • Czyń, co czynisz.
  • A może to przypadek? – pytam na wszelki wypadek, choć znam już odpowiedź.
  • W twoim życiu nie ma przypadków.
  • Poruszasz się z Duchem Świętym.
  • …….
  • Gdyby mogli, to by cię zadusili. Gdyby mogli, to by cię zatłukli.
  • Zdaj sobie sprawę, że to co widzisz, to widzisz.
  • Rzucają ci wszystko pod nogi, żebyś nie robił to, co robisz.
  • Tak aż działają?
  • Kiedyś mówili; nie przejdziemy dopóki on jest. Teraz powinni mówić; nie ma kto przejść.
Piotr w tym momencie przypomniał sobie wizję sprzed kilku tygodni, którą szczerze mówiąc zignorowałam. Widział gacki wychodzące z podziemi galerii handlowej „Arkadia”. Wychodzili na powierzchnię jak żołnierze, jeden za drugim. W pewnym momencie dowódca się zatrzymał i wstrzymał ręką pozostałych. Powiedział coś dziwnego; Dopóki on jest, nie przejdziemy. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/02/15/nie-tylko-modlitwa-jest-wazna-ale-przyjmowanie-chrystusa-jest-wazne/

  • Czyli ten krzyż ma tak wielką moc?
  • W twoich rękach. Więc rób to, co robisz.

Wieczorem oglądamy TV.

  • Oglądanie Wiadomości z TVP1 to jak miód na moje serce – śmieję się, ponieważ tylu dobrych wiadomości o Polsce dawno nie słyszałam.
  • Widzisz jak Polska rośnie w siłę? – Piotr zadowolony, że jego modlitwy się spełniają.
  • Piotrze, jak nie będzie hamulców tak rodzi się nazizm.
  • Ale PIS-wcy są wierzący?
  • Wierzący też palili czarownice.
  • A widzisz! Czyli opozycja musi być dla równowagi! – tłumaczę Piotrusiowi, bo konkluzja jest jasna.
  • Nie angażuj się w to emocjonalnie.
  • Dlaczego?
  • Zrobisz co masz zrobić i wrócisz do siebie.

Podano informację o kolejnej fali uchodźców podążających do Włoch.

  • Homiel? Jakie jest rozwiązanie?
  • Nie ma żadnego rozwiązania. Wszystko idzie zgodnie z planem, zgodnie z przepowiednią.

I jeszcze jedna informacja, którą Homiel skomentował. Ktoś znany zostawił swoją żonę i dzieci, aby ułożyć sobie życie z nową kobietą.

  • Jak można zostawić żonę i 4 dzieci? – Piotr zdziwiony.
  • Nie martw się. Nieszczęście zawsze wraca.

To ciekawe…  Homiel powiedział to, co się powszechnie uważa. Nieszczęście wraca tam, skąd wyszło. A czasami wraca siłą z podwójną.


21. 07. 17 r. Warszawa.

Mam kolejną nieprzespaną noc. Protesty uliczne przeniosły się niemal pod moje okna. Niemożliwy hałas spowodował, że nie dało się spać. Rano na kawę dotarłam półprzytomna…

  • Nie przejmuj się. Ten świat dla ciebie przemija.

Słowa Homiela natychmiast mnie otrzeźwiły, bo zdałam sobie sprawę, że przemija to forma czasu teraźniejszego. To znaczy, że to już się dzieje.

  • Naprawdę? – pytam przestraszona.
  • Ola, ale na razie w jego głowie.
  • Aaaa – ulżyło mi.
  • Potrzymasz go jeszcze za gardło.
  • Za gardło? – Piotr nie zrozumiał.
  • A nie jest tak? Kto cię tak pilnuje i wydziela co masz jeść?
  • ……. – rozśmieszyło nas to oczywiście, bo to czysta prawda.
  • A nie wiesz co z NIP się dzieje?
  • Co cię to obchodzi? To Ojca gra. Nie myśl o tym.
  • Czy dobrze zrobiłam pisząc o wydarzeniu, które ma nastąpić w październiku? – wysłałam taką informacje do księdza, z którym czasami wymieniam się uwagami.
  • ………
  • Nie baw się więcej w proroka, bo nim nie jesteś. Jesteś kronikarzem.
  • ……. – coś mi się wydaje, że rozmawiamy właśnie z Ojcem, a może cały czas rozmawialiśmy z Ojcem? 
  • Wiesz… coś dziwnego usłyszałem…
  • Kiedy słońce wzejdzie 2 razy, na 3 dzień po tym zdarzeniu Nas odwiedzisz.
  • …….

A to dopiero zagadka! Zagadka tym większa, że dzisiaj na blogu wpisując nowy tekst zapisałam tam bardzo podobne zdanie.

Nadchodzą dni kiedy dzień stanie się nocą, a noc stanie się dniem. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/21/i-ja-do-was-przychodze-tak-jak-wy-do-mnie-przychodzicie/ 
  • Co znaczy, że dzień stanie się nocą? Niektórzy sądzą, że chodzi o zaćmienie?
  • Albo słońce nie dochodzi, bo jest czymś (ziemia) otoczona.

Tego  pod uwagę nie brałam. Jeśli nie zaćmienie, jakie to wydarzenie może spowodować noc podczas dnia? Biblia opisuje, że gdy Jezus oddał ostatnie tchnienie;Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.” Mt 27,45



Dopisane 12. 03. 2018 r.

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.” Mt 27,45

Mateusz nam opowiada, że nagle zgasły wszystkie światła na scenie, pozostawiając „teatr” Kalwarii w strasznej ciemności. Zwykle uważa się, że ta zbrodnia przeciwko niewinnej Osobie była tak niesprawiedliwa, że spowodowała to, iż wszechświat zbuntował się i przywdział żałobę. Egzekucja tego Człowieka, który przeszedł przez ziemię, dobrze czyniąc, była tak silnym ciosem, że odczuło go całe stworzenie: słońce gaśnie a ziemia pozostaje pogrążona w ciemnościach przez trzy godziny.

Na początku, należy wyjaśnić, że nie ma informacji potwierdzających prawdopodobieństwo zaćmienia słońca czy burzy piaskowej, które mogłyby uzasadnić jakąś mgłę lub zaciemnienie. Oprócz tego, gdyby fakt ciemności rzeczywiście miał miejsce, nikt nie mógłby zaświadczyć o zdarzeniach opowiedzianych przez czterech ewangelistów. Dlatego, bardziej niż o fakt historyczny, chodzi tu o rzeczywistość teologiczną, która pragnie nam przekazać bogatsze i mocniejsze orędzie. Ewangelista wskazuje nam dwa ślady, poprzez które możemy odkryć transcendencję tej chwili:

  • Od godziny szóstej aż do godziny dziewiątej, odpowiada okresowi między południem a trzecią popołudniu. Niemal zawsze sądziliśmy, że ciemność rozciąga swój czarny płaszcz od momentu, w którym Jezus oddał ducha, ale tekst biblijny przynosi przeciwny wniosek: chaos panował w otoczeniu już wcześniej, zanim umarł Jezus. Dlatego tym, co Ewangelia chce nam ukazać jest fakt, że gdy Jezus umiera, ustępuje ciemność, która od długiego przeciągu czasu, okrywała ostygły świat.

  • Na całej ziemi: Ciemności ogarniają nie tylko Jerozolimę czy też samą Kalwarię. Dlatego, gdy ewangelista mówi o „całej ziemi”, ma na myśli bardziej rzeczywistość teologiczną niż geograficzną. Fenomen ogarnia nie planetę, lecz ludzkość, która żyła w mrokach nocy i dopiero śmierć Jezusa dała początek dla nowego dnia nadziei.

Używając tego podwójnego klucza, możemy z łatwością odkryć ewangeliczne orędzie: Śmierć Jezusa nie powoduje ciemności. Przeciwnie, to ona jest źródłem światła, które rozprasza ciemności grzechu, te ciemności, które nas czyniły niewolnikami. Oprócz tego, czas w którym ziemia była zanurzona w ciemnościach jest bardzo krótki (tylko trzy godziny) w porównaniu z trwałością światła, które będzie trwało wiecznie. https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/urzekajaca_jhflores.html

3 dni – od ukrzyżowania do zmartwychwstania.

3 godziny ciemności – ustały gdy Jezus oddał ostatnie tchnienie.

3 dni ciemności egipskiej – 22 Wyciągnął Mojżesz rękę do nieba i nastała ciemność gęsta w całej ziemi egipskiej przez trzy dni.

  • Na 3 dzień po tym zdarzeniu Nas odwiedzisz Wydaje się, że cyfra 3 ma tu ogromne znaczenie. Jakie? Jeszcze tego nie wiem.

Zawierz we Mnie, nie w dobra materialne.

16. 07. 17r. Warszawa.

Dzień zaczyna się mocno. W poniedziałek jadę do SGGW oddać jednak mały kawałek drewna. Trudno, jeśli nie sprawdzę, nie zaznam spokoju. Będąc ostatnio u doktorantki rozgadałyśmy się do tego stopnia, że opowiedziałam historię „pozyskania” tego krzyża, co oczywiście bardzo ją zainteresowało. Spojrzała wtedy na mnie inaczej i widziałam w jej oczach dwa znaki zapytania.

  • Jeśli ona mnie spyta, kim jestem, to powiem, że nikim – pomyślałam myjąc zęby.

I wtedy wpada do łazienki Piotr.

  • Jak ktoś się cię spyta kim jesteś to powiedz, że żonka.
  • … Ja pierdzielę!… – pomyślałam i stanęłam jak wryta ze szczoteczką w ustach. 

Jadąc do Ikei, bo to przecież niedziela!  rozmawiamy swobodnie…

  • Homiel mówi…
  • Pierwsze schudnięcie było na zawał, a drugie na zdrowie.
  • Musisz trzymać wagę z tego wynika.
  • A kiedy rozprawa? – to Piotra interesuje najbardziej.
  • Tuż, tuż.
  • Jasne… Na moją logikę potrwa to z rok albo dwa lata jeszcze…
  • Twoja logika nijak się ma z Naszą logiką.
  • Dzisiaj miałem takie widzenie, że sędzina siedzi przy dokumentach i je porządkuje.
  • Zdanie sobie wyrobiła, ale musi mądrze uporządkować.
  • Homiel, kupcie ode mnie firmę gdzieś za 8 mln – Piotr sobie zażartował.
  • Musisz być bardzo głodny, bo bredzisz.
  • Ta „żonka” to przypadek? – pytam ze śmiechem.
  • Tu nie ma przypadków. Jeśli mówisz, że to przypadek to jesteś na początku drogi.

Z Ikei pojechaliśmy do „naszego” krzyża. Nie było „naszej” kobiety, więc naprawdę ucieszyłam się, że jeden problem w postaci dylematu; dawać / nie dawać mamy dzisiaj z głowy. Mieliśmy przygotowane dla niej po 5 zł, a ponieważ jej nie było wrzuciliśmy pieniądze do kościelnej skrzynki. Piotr się nachyla do mnie…

  • Jezus do mnie mówi…
  • Zawierz we Mnie, nie w dobra materialne.
  • Hmm… – to pewnie odpowiedź na jego sugestie dot. sprzedaży firmy. 

Postaliśmy jeszcze trochę, ale po chwili zaczęliśmy szykować się do wyjścia. Piotr nagle przytrzymał mnie za rękę…

  • Jezus mówi…
  • Zostań.

To zostaliśmy… A tu wchodzi „nasza” kobieta! Weszła dość pewnie, ale na nasz widok raptem zmarniała. Usiadła w kącie i zaczęła się „żarliwie” modlić. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęłam się nerwowo śmiać. Oho! Szykuje się sprawdzian… pomyślałam. Wyjęłam swoją portmonetkę, a tam tylko karta płatnicza. Piotr wyciągnął swój portfel i wszystko co miał w gotówce to 50 zł. Spojrzał na mnie strwożony i zrobił zbieżnego zeza  , czym mnie natychmiast rozśmieszył. Stał i nie wiedział co zrobić. Miał przygotowane 50 zł na lody u Grycana, a tu ta kobieta… Tym razem ja czytałam jego myśli; lody, czy kobieta…???

  • Oddaj jej to, co Ja ci dałem.
  • Bądź taki jak Ja i Ojciec. My nic nie mamy. My działamy. To jest ostatnia próba.

Piotr już się nie zastanawiał, oddał wszystko co miał.

  • Chrystus chciał to, co chciał – powiedział wychodząc z kościoła.
  • Żeby się stało, co się stało.

To są zabawne sytuacje, ale i niesamowicie mądre sytuacje, mądre lekcje, które mam nadzieję, nigdy się nie skończą.


Od dłuższego czasu męczyłam Piotra, by pójść do kina na „Króla Artura”. Nie wiem, ale czułam, że muszę to obejrzeć. Wprost ciągnęłam Piotra za rękę do kasy kinowej, tak się opierał, ale podczas seansu w pewnym momencie zrozumiałam, dlaczego byłam tak uparta. Gdy padają w filmie słowa „Właśnie część jego ma umrzeć. Trzeba zniszczyć jego dawną osobowość…” nachylam się do Piotra…

  • Ten film jest o tobie, ty też walczysz z całym Niebem i z przeznaczeniem, a Oni chcą byś się zmienił i podjął miecz.

Piękna finałowa walka rozgrywa się na wieży, w filmie jest ona symbolem zła i siedzibą zła. Wieża się rozpada, a walka kończy się zdaniem, które mnie powaliło prawie na kolana.

  • Dzięki tobie zrozumiałem czym jest diabeł.

  • Piotr, całą drogę jaką przechodzisz to po to, żebyś zrozumiał czym jest diabeł i co się stanie, kiedy tego miecza nie podejmiesz – mówię pochlipując. Zrozumiałam, że obrazowo, właśnie poprzez ten film Ojciec chciał nam wytłumaczyć czym jest nasze obecne i wszystkie dotychczasowe życia. To długa droga do poznania czym jest zło i jak słaba jest istota ludzka w obliczu jego siły. 
  • A upadek wieży? – Piotr dopytuje.
  • Twoją wieżę zawaliłeś dzisiaj oddając wszystko, co miałeś.
  • Więcej prób nie będzie. Po co, skoro oddałeś?
  • …….
  • Gdy oglądałem ten film Ojciec mnie zapytał…
  • A czy ty przyjmujesz swój pas?
  • Przyjmuję – powiedziałem, a wtedy litery na pasie zaświeciły na różowo – niebiesko.

Nie wiedziałam w pierwszej chwili o czym on mówi, a mówił o wizji. Kilka miesięcy temu zobaczył siebie wiszącego w powietrzu z rozpostartymi ramiona, jakby gdzieś w kosmosie, przestrzeni kosmicznej. Miał na sobie jasną szatę i szeroki pas. Biały pas z wytłoczonymi białymi napisami. Po środku widniało napisane wyraźnie jedno imię, na prawo od niego inne, na lewo jeszcze inne. Cały pas miał wytłoczone różne imiona. To centralne było najbardziej wyraźne i sprawiało wrażenie, że było najbardziej ważne.

  • Przypominał mi pas góralski – próbował mi wytłumaczyć wtedy Piotr.

  • To ważny dzień był dzisiaj.
  • Oddając wszystko, oddałeś siebie.
  • Ale ja pas już przyjąłem wcześniej…
  • To nie miecz jest orężem, orężem jesteś ty.
  • Po to musieliśmy obejrzeć ten film? Żeby to zrozumieć? – dopytuję pochlipując dalej, bo bardzo mnie ten film wzruszył na koniec.
  • Ten film to jeden z etapów, a wszystkie trzeba przejść.
  • Kiedy już wiesz, wysokość fali nie ma znaczenia. I nigdy już nie mów, że nie wierzysz. Ten, który cię posłał, wierzy w ciebie.
  • Podołam?
  • Podołasz i to z nawiązką.

Wieczorem byliśmy tak zamyśleni, że nawet nie widzieliśmy przed sobą telewizora.

  • Dostałeś znaki i już wiesz, już się nie wyrzekniesz i wykpisz kim jesteś. Teraz wszystko pójdzie szybko.
  • …….
  • Pamiętasz, że Ojciec powiedział, że coś się zacznie w lipcu? Mamy połowę i nic, ale na wszelki wypadek muszę być stale przy tobie.
  • Po co?
  • Nie wiem… A może znowu trzeba będzie cię ratować? – a mam w tym wprawę.
  • Nie dla ratowania z nim będziesz.
  • Nie?
  • Dla spisywania.
  • Hmm….
  • Czyja to łza była wczoraj?
  • Żebraka.
  • ……. – spojrzałam na Piotra, bo tylko on mógłby być żebrakiem. To on żebrał o życie.
  • Twoja.
  • Moja? Ale to przecież niemożliwe – Piotr myśli racjonalnie.
  • Hmm…. Twoja, a dokładnie tego, co śpi na Górze. Budzą go, tak jak Ojciec to powiedział.



Dopisane 08. 03. 2018 r.

  • Dostałeś znaki i już wiesz, już się nie wyrzekniesz i wykpisz kim jesteśtak, potwierdzam. Posłaniec Boga, który jest na ziemi i człowiek, który nie chce przyjąć do wiadomości kim jest. Długo będzie z tym walczył. Brzmi groteskowo i irracjonalnie, a jednak…

Przedwczoraj pisałam o biedronce i przedwczoraj dostałam maila od osoby mieszkającej w USA;

Pozwoliłam sobie za zgodą na opublikowanie tego maila, by pokazać jeszcze raz jak poprzez znaki działa Bóg.  Być może każdy człowiek doświadczył dotknięcia Nieba, ale na pewno nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Dzisiaj miałam rozmowę z moją fryzjerką. Gaduła nie z tej ziemi, ale ponieważ mówi ciekawie, więc chętnie wsłuchuję się w jej słowa. Opowiadała, że jej syn, gdy się urodził był podejrzewany o to, że ma narośl, a nawet guza w czaszce. Zdjęcie rentgenowskie wykazywało dziwną ciemną strukturę. Prowadząca lekarka nic z tym nie zrobiła uznając, że trzeba to jedynie obserwować. Pół roku później badania wykazały, że nic nie uległo zmianie, więc lekarka, starsza kobieta, stwierdziła, że to nic niezwykłego. Minęło kilka lat i jej syn trafił do szpitala dziecięcego z powodu ciężkiej grypy. Zrobiono mu badania i znowu pokazały się dziwne czarne plamy w głowie. Lekarze w padli w panikę i już chcieli małego chłopca wziąć pod nóż. Nie zrobiono rezonansu, bo nie było takiej możliwości ze względu na ilość chętnych i długą kolejkę, a czasu do decyzji pozostało niewiele. Po godzinie biegnie lekarka, że jakimś cudem (!) zwolniło się miejsce i można rezonans czaszki zrobić. Kiedy wykonano badania okazało się, że chłopiec ma coś w rodzaju podskórnego pajęczaka, a nie guza. Wielu ludzi to ma, ale jemu akurat usadowiło się w bardzo nietypowym miejscu. Taki urok organizmu. 

  • Widzi pani jakie miałam szczęście?! Gdyby się nie zwolniło miejsce, to by kroili jego czaszkę, a różnie mogło by być.
  • Tak, miała pani ooooogromne szczęście.

Myślę, że każdy, chociaż raz w życiu miał sytuację, o której mógłby powiedzieć; miałem ogromne szczęście. A to tylko Bóg Ojciec.


Czy Pani mąż będzie zabierał też ludzi ze Stanów… –  długo myślałam co odpowiedzieć, a i sam Piotr przestraszył się tego pytania. Proszę nie traktować tych słów dosłownie. Myślę, że chodzi tu m. in. o książkę, która ma dać świadectwo istnienia Ojca i dotrzeć do wielu ludzi na świecie. To będzie jak koło ratunkowe rzucone tonącym (niedawna wizja) przed nadejściem Chrystusa, czyli realizacją III Tajemnicy Fatimskiej. Ci, co pochwycą to koło, zostaną zabrani niezależnie gdzie mieszkają. Tak na dzień dzisiejszy zinterpretowałabym te słowa. 

Ja się tym zajmę. Chcesz?

30. 06. 17 r. Szczecin.

Dwa dni temu, o dziwo równo o 15.00, Piotr bardzo źle się poczuł. Do tego stopnia, że położył się na podłodze w swoim biurze nie zważając, że wokoło było sporo ludzi. Oczywiście zapanował mały chaos, wkrótce jednak wszystko na szczęście się uspokoiło.

  • Dlaczego bolało go serce? – pytam Homiela pamiętając, że obiecał, iż kolejnego zawału nie będzie.
  • Dlaczego bije dzwon?
  • Na trwogę?… Uznaj to jako ostrzeżenie, pewnie się przejadłeś albo stresy – tłumaczę Piotrowi.
  • Dzisiaj też ciekawie zacząłeś, a nie wiesz jak skończysz.
  • Jeśli chcesz żyć długo dla Nas, zostaw Mi resztę. Ja się tym zajmę. Chcesz?
  • Wiadomo – burknął pod nosem.
  • Powiedz konkretnie. Czy chcesz?
  • Chcę.
  • Pan Bóg pokłada w tobie wielkie nadzieje.
  • Pan Bóg już mi wybaczył.
  • Chcesz być średniakiem, czy chcesz dać radość Ojcu?
  • Aaaa… rozumiem… – rozumiem, że z Ojcem teraz rozmawia.
  • Pracuj nad sobą.
  • Więc jeszcze raz, co znaczy to uderzenie w serce? – pytam, bo w sumie nadal nie wiem.
  • Wiesz co usłyszałem?… z Dołu…
  • Jak ty nam, tak my tobie skurwysynu.

Zrobiło to na nas wielkie wrażenie z czerech powodów. Że też nas słucha, że się wtrąca i że to jego sprawka. A na koniec… że Bóg Ojciec chce byśmy to usłyszeli.

  • Czy to zmieni twój sposób postępowania?
  • Nie, to mnie nie przestraszy – poczuł ducha walki.
  • To co było przyczyną, stres czy gacek? – chcę się upewnić.
  • Stresy były spowodowane przez gacka, to oni sieją w tobie niepokój.
  • To przez ten krzyż, on ma siłę.
  • Każdy krzyż jest silny, a ten szczególnie i nie musisz go uświęcać.

Kilka dni temu zwróciłam się do znajomego księdza egzorcysty z prośbą o konsultację co do naszego krzyża. Miałam nadzieję, że może coś o nim powie, jednak nie miał nic do powiedzenia, ale zasugerował, aby go uświęcić. 

  • Dlaczego jest tak silny?
  • Przez Ducha.
  • Może jednak go uświęcić? – Piotr już zaczyna się zastanawiać.
  • Przecież przed chwilą usłyszałeś! W ogóle Im nie wierzysz! – nie mogę tego pojąć! Niebo jedno, a on drugie! Nawet gdy wróci do Domu to będzie ciągle dyskutować?! 
  • Wątpliwości twoje wynikają z niewiedzy słowa do mnie, co jest prawdą.
  • A twoje, bo ciągle wątpisz do Piotra, co też jest prawdą.
  • ……
  • Byłem naprawdę zdziwiony, że ten krzyż może spalać gacki…To jest niesamowite – Piotr się zamyślił.
  • Nie bądź takim optymistą, tam pusto nigdy nie jest. To jak namnażanie bakterii. Roboty masz sporo.
  • …….
  • Mam chyba odpowiedź dla ciebie.
  • Wielu nazywało Jezusa Eliaszem, a Szymon zwany Piotrem zrozumiał, że to nie Eliasz, a Syn Boży i tę wiedzę masz od Ojca.
  • ……. 

01. 07. 17 r. Szczecin.

Myślałam, że w Szczecinie trochę sobie pośpię, ale gdzie tam! Już o siódmej  mnie obudził Piotr…

  • Miałem dziwny sen, wizję. Byłem na Antarktydzie i wszedłem w jakieś podziemie. Zobaczyłem wielką salę, a na środku długi stół i wokół niego krzesła. Pod stołem, przy głównym krześle szefa widziałem wyraźnie wyryte ślady wielkich stóp, które miały ostre szpony. Zobaczyłem leżącą na stole pelerynę. Podświadomie chwyciłem swój miecz i  ją rozdarłem, a wtedy rozległ się dookoła wrzask i pisk.
  • Dziwne…. dlaczego Antarktyda? – naprawdę jestem zdziwiona.
  • Nie wiem – Piotr wzruszył ramionami też nie rozumiejąc.
  • Istnieje teoria, że na Antarktydzie jest wejście do świata w głąb ziemi – przypomniałam sobie.
  • ……. – Piotr spojrzał na mnie spod oka i puknął się w czoło dając mi elegancko do zrozumienia, żebym to ja się puknęła w czoło.
  • Dlaczego Antarktyda Homiel?
  • Bądź czujna, myślisz, że tylko na pustyni siedzą? Wszędzie siedzą.
  • A ta peleryna?
  • Po co się nakłada płaszcz? Żeby przybrać różne postacie, zabrałeś im kamuflaż.
  • Hm… Czyli teraz zło będzie bardziej widoczne?

Między Piotrem a diabłem jest pewna forma „porozumienia”, jeśli można to tak nazwać. Piotr wie o istnieniu diabła, potrafi go rozpoznać, a diabeł wie, że on wie. Tym samym diabeł nie ucieka się do najstarszych sztuczek świata w walce o zniszczenie człowieka. W naszym przypadku on już nie udaje, że go nie ma. Homiel trafnie to ujął; zabrałeś im kamuflaż… I w ten sposób toczy się między nami otwarta wojna. Wszyscy, dwie strony wiedzą o co chodzi. 


Mieliśmy iść do bratowej na rodzinną uroczystość, ale po wczorajszej wielogodzinnej jeździe pociągiem, nie mieliśmy na to żadnej ochoty.

  • Nie skąpcie siebie. Choć nie wiedzą, to się cieszyć będą Homiel nas przekonywał i w końcu przekonał.

Pojechaliśmy na imprezę i wróciliśmy po kilku godzinach. Wieczorem z czystą przyjemnością usiedliśmy przed TV, żeby robić dokładnie… nic.

  • Pan Bóg obdarzy cię jeszcze większymi możliwościami, nawet nie zdajesz sobie sprawy – usłyszeliśmy po krótkiej chwili ciszy. Myślałam, że to Homiel, ale zaraz się zorientowałam, że się mylę.
  • To niemożliwe, ja tylko Piotr jestem.
  • A nie mogę ja trochę z tego uszczypnąć? Tak 10% tego, co będzie miał Piotr? – już żartuję.
  • …….
  • I zatrwożą się wszyscy. Zrobisz co zrobisz i rozpłyniesz się w powietrzu.
  • … – spojrzeliśmy na siebie niepewnie.
  • Co ty Homiel mówisz!?! – Piotr był zmęczony ciągłymi zagadkami.
  • Jak mówię, to mówię. Tą drogę Ojciec ci przygotował.
  • ……
  • A jeśli ci powiem, że te kule to prawda?
  • …… – spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz.
Stoję na wzgórzu, poniżej tysiące ludzi, stałem w brązowym habicie, kaptur przysłaniał mi połowę twarzy. Wyciągnąłem ręce ponad ludźmi i zza mnie wypływały kule, dwa razy po 3 kule, sześć kul, ja nimi sterowałem, a one mnie słuchały... takie rzeczy widziałem. Miałem habit opuszczony na oczy, nie chciałem być rozpoznany, a kiedy kule popłynęły nad ludźmi to pękły, posypały się z nich konfetti jak manna. To była jakaś energia, jak to się sypało ja odszedłem... i ja w tym momencie… to znaczy ciało zniknęło, a habit spadł na ziemię.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/04/gdyby-wszyscy-mieli-miod-i-mleko-to-wpadliby-w-obojetnosc-i-nicosc/ 

  • Wiesz czemu nie siedziałeś z nimi? Piotr w czasie rodzinnej imprezy wolał być sam. Oddalił się i samotnie spacerował po dużym ogrodzie.
  • Patrzyłeś w niebo. Chcesz im pomóc, ale z nimi nie stoisz.
  • To prawda… – zawstydził się.
  • Tak sobie oglądałem… To niesamowite, że Ojciec wszystko to stworzył…
  • Jak bardzo musi się czuć rozczarowany… Dał siebie przybić, a teraz jest wyszydzany – Piotr się prawie rozpłakał, tak bardzo był rozżalony.
  • Maryja ma przepiękne oczy i białą skórę, przepiękna kobieta… – rozdziawiłam buzię ze zdziwienia, gdyż takiego natchnionego Piotra dawno to nie widziałam.
  • Uważaj, ktoś to słucha i zapamięta.
  • Zawsze będę Jej służył, bo wstawiła się za mną.
  • Więc ma prawo żądać, żebyś nie był za skąpy.

A więc ciągle chodzi o jedno. Piotr za mało daje siebie innym.



Dopisane 24. 02. 2018 r.

  • Wielu nazywało Jezusa Eliaszem, a Szymon zwany Piotrem zrozumiał, że to nie Eliasz, a Syn Boży i tę wiedzę masz od Ojca.
Sy ei Petros – Ty jesteś Piotr.

Jezus zmienia to imię apostoła na Kefas, które pochodzi od aramejskiego słowa כיפא kefa – kamień, skała. Św. Mateusz używa greckiej formy tego imienia – πέτρος Petros. W oryginale wybrzmiało ono jednak z pewnością po aramejsku, co potwierdzają wczesne pisma św. Pawła, w których autor określa Piotra jego aramejskim imieniem Kefas (por. 1Kor 1,12; 3,22; 9,5 itd.; Ga 118; 2,9.11; 2,14 itd.). Św. Mateusz w swej Ewangelii użył greckiego odpowiednika, greckiej kalki imienia Kefas –Petros, które również pochodzi od słowa oznaczającego skałę (gr. petros, petra). Piękną grę słów zdania: Ty jesteś Piotr (πέτρος petros) i na tej skale (πέτρα petra) zbuduje Mój Kościół (Mt 16,18) oddaje należycie tylko tekst oryginalny. Powód tej zmiany i znaczenie nowo nadanego imienia staną się jasne w świetle obowiązków, jakie Jezus nałoży w tej scenie na apostoła. Z woli Pana Piotr będzie skałą, a więc czymś trwałym i solidnym. Jezus chce budować na nim. Chrystus jest Budowniczym, a Piotr i reprezentowany przez niego cały Kościół jest Bożą budowlą (por. np. 1Kor 3,9-17; Ef 2,19-22). Przenośnia „budowania Kościoła” jest zaczerpnięta ze Starego Testamentu, gdzie naród wybrany nie raz nazywany bywa „domem Izraela” czy „domem Bożym”. Piotr otrzyma także klucze Królestwa – co jest biblijnym symbolem władzy i administracji.

Warto dodać na końcu ważne sprostowanie: Kościół nie tyle jest budowany na Piotrze jako prywatnej i ułomnej osobie, ile na wyznaniu wiary pierwszego z apostołów: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). Kluczowe było wyznanie Piotra – fundamentalne credo królewskiej i boskiej godności Jezusa – gdyż w reakcji na nie Jezus czyni go Opoką całego Kościoła. (Fragment książki: Marcin Majewski „Tajemnice biblijnych imion”. )

To, że Pan Bóg cię słucha nie znaczy, że cię wysłucha.

29. 06. 17 r. Warszawa.

Rano.

  • Jak ci się spało? – pyta mnie Piotr.
  • Całkiem ok.
  • Ludzie hałasowali pod oknem, poprosiłem Michała o pomoc i wiesz co mi powiedział?
  • Słucham próśb Oli, nie twoje.
  • Aaaa… Już wiem dlaczego. Ty masz taką moc, że sam sobie możesz pomóc, a ja muszę prosić.

Wieczorem.

Nadeszła nawałnica i przestał działać telewizor. Gdy zapadła głucha cisza, szybko zebrało się nam na szczerą rozmowę.

  • Oczy Ojca są niesamowite, jestem taki mały przy Jego wzroku – Piotr zapatrzył się w dal…
  • Przede wszystkim nie dostrzegłeś miłosierdzia.
  • ……
  • Pan Bóg jest w porządku, jest super.
  • Uważaj co mówisz, bo szybko może się doświadczyć.
  • No wiem… Jego majestat, wszechmądrość… Ludzi może być i 100 mld, dla Ojca nie ma to znaczenia.
  • Pamiętasz co powiedział? – przypomniałam sobie.
  • Już niedługo nie będziesz mówił do mnie Homiel.
  • To jak będziesz mówić do Ojca jak nie Homiel? – pytam z ciekawości. 
  • Krzyż odnalazłeś? To i pamięć odnajdziesz.
  • ……
  • Jezus mówił Lahi…. słyszę to. Zobaczyłem przed sobą scenę z „Pasji”, jak woła Lahi. 

https://www.youtube.com/watch?v=vQA4_y1JBWM

  • Elahi to po aramejsku Ojcze. To będziesz mówić po prostu Ojcze, czy masz mówić po aramejsku?… – nie byłam pewna. Tak i tak jest pięknie.
  • …….
  • Ale z tymi gackami teraz wychodzi, nie spodziewałem się co może ten krzyż.
  • Z ludzi najbardziej ciebie nienawidzą. Teraz już wiesz dlaczego Maryja nałożyła hełm na twoją głowę.
  • Aaaa widzisz! Maryja szykowała ciebie na drogę z krzyżem, a nie na operację… – odkryłam to teraz. 
  • Wiedziała o wiele wcześniej!
  • ……
  • Jak to możliwe, że diabeł pozwala sobie na takie rozmowy z Bogiem?… „Drzwi otwierasz? Zgadzasz się na otwarcie drzwi, to po co go stawiasz?”
  • Gdyby ludzie wiedzieli co to jest diabeł, to by się zmienili – Piotr.
  • A Ja ci mówię, że nie. Chęć władzy i posiadania jest większa.
  • Hmm… To najprawdziwsza prawda…

Burza minęła, telewizor sam się włączył i trwał już mecz Portugalia / Chile.

  • Fajna murawa, taką trawę to mogę mieć w swoim ogródku – mówię całkowicie żartem.
  • I będziesz ją miała i dywan ci się przyda.
  • Kiedy?
  • Niedługo.
  • Jeśli mam być sama na tej trawie, to nie chcę „niedługo”, to chcę za 100 lat.
  • Co ty możesz dziecko chcieć… To, że Pan Bóg cię słucha nie znaczy, że cię wysłucha.
  • ……. 
  • To chyba nie Homiel – zaczynam coś podejrzewać.
  • Maryja.
  • Maryja? – jestem zdziwiona. 
  • Chce ci coś jeszcze powiedzieć.
  • Jesteś mądra i wszystko rozumiesz co ma się stać.
  • A ciebie ostrzą jak dłuto, tak ciebie teraz ostrząskierowała się do Piotra.

Tym razem zamilkliśmy na dłużej. Piotr zaczął skakać po kanałach, ale wkrótce wrócił do meczu.

  • Na kogo stawiasz? – pyta mnie.
  • Zawsze na białych – choć nawet nie wiedziałam, która to drużyna. Wystarczyło, że miała białe koszulki, a reszta była mi obojętna.
  • Homiel, biali muszą wygrać!
  • Nie patrz na ubranie, bo kto „biały” nie wiadomo.
  • ?!… – no masz ci los… Nawet w takiej chwili kolejna lekcja. Można na zewnątrz wydawać się białym, a mieć czarne serce… Jak łatwo o tym zapomnieć… 

Mecz nie rozstrzygnięty i będą rzuty karne. Kamera przejechała po trybunach i zobaczyłam, że ludzie ubrani na czerwono się modlą (za Portugalią) i ubrani na biało też się modlą (za Chile). Wszyscy się raptem modlą!

  • No to Bóg Ojciec ma teraz dylemat, jedni i drudzy się modlą, a musi wybrać – żartuję dalej.
  • Bóg Ojciec nie zajmuje się takimi sprawami, ma inne rzeczy na głowie – Piotr oburzony na mnie, że sobie za dużo pozwalam.
  • A to się mylisz. To są ważne sprawy dla tych ludzi, a więc i dla Boga – tego byłam pewna.

Jeszcze przed rzutami karnymi przypominam sobie coś…

  • A komu nie przyznali rzutu karnego za faul?
  • Białym.
  • To biali wygrają, taka będzie sprawiedliwość Ojca, Ojciec już zdecydował – i tego byłam też już pewna. Siedziałam do końca rzutów karnych spokojnie, ale finał musiał zaskoczyć wielu ludzi na całym świecie. 

Świat pod wrażeniem wyczynu Claudio Bravo. „Legenda!” Claudio Bravo był niekwestionowanym bohaterem półfinału Pucharu Konfederacji pomiędzy Chile a Portugalią. W serii rzutów karnych bramkarz Manchesteru City obronił wszystkie trzy „11”. Media na świecie nie kryją podziwu nad jego wyczynem. https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/696256/swiat-pod-wrazeniem-wyczynu-claudio-bravo-legenda

Na koniec rozbawił mnie komentator w studio, który krzyknął uradowany… 

  • Gdzieś jest ta sprawiedliwość!
  • A żebyś wiedział! – odpowiedziałam mu jak echo – Szkoda tylko, że ludzie nie widzą w tym działania samego Boga.
  • No to teraz czas na sąd (NIP), też będzie trzy zeroHomiel na to.

Oglądaliśmy dalej TV.  Pojawiły się newsy dotyczące prezydenta Warszawy i jej arogancji wobec toczącego się śledztwa. 

  • Nic jej nie zrobią, a jak zrobią, to i tak jest ustawiona do końca życia – Piotr.
  • Co jej po takim życiu? Już śpi niespokojnie.
  • A jest winna?
  • W całości.
  • Dlatego dzieje się, co się dzieje… – pomyślałam, że sprawiedliwość tryumfuje.

Pomyślałam sobie też, że inaczej patrzy się na ten świat, kiedy rozumie się jak myśli i działa Niebo. Wszystko wydaje się jasne i logiczne. 


Kolejna wiadomość z TV dotycząca przesłuchania właściciela Amber Gold.

  • Jest inteligentny, ale cyniczny – Piotr.
  • Nieważne co się ma w głowie, ale kim się jest.
  • Jest zły?
  • Człowiek normalny tego nie zrobi.
  • A jego żona?
  • Przeszła na jego stronę.
  • Dlatego dzieje się, co się dzieje… – pomyślałam znowu, że sprawiedliwość i tu zatryumfuje.

Podano informacje o legalizacji związków homoseksualnych w Niemczech.

http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-06-27/merkel-wycofuje-sie-ze-sprzeciwu-wobec-malzenstw-homoseksualnych/

  • Słyszałeś co powiedziała? Twierdzi, że zdanie zmieniła w wyniku rozmowy z parą homoseksualistów, która zaadoptowała kilkoro dzieci. A ja myślę, że zrobiła to dla władzy, by zwiększyć swoje poparcie.
  • Ojcze zobacz, co oni robią, Ojcze co ty na to? – Piotr pyta.
  • ……. – po jakimś czasie.
  • Pytałeś Ojca co On na to… On już nic na to. On tylko patrzy i czeka.
  • ……. – wyczułam w tych słowach wielki smutek.
  • Zobaczyłem kulę ziemską z pewnej odległości jakbym patrzył z góry, z lotu ptaka. Na niej zielone wyspy, które mogły być też kontynentami. Usłyszałem…
  • Mały, wracaj.
  • Wtedy uniosłem się jeszcze wyżej do Boga. Kiedy się uniosłem ziemia stanęła w ogniu, zrobiła się czerwona, a wyspy zostały zalane. Przede mną wziął Ojciec jeszcze kilka osób.
  • I to też będzie sprawiedliwość… – pomyślałam…

Nie tylko chlebem człowiek żyje.

20. 06. 17 r. Warszawa.

Piotr dostał pismo z urzędu skarbowego, które go lekko strwożyło. Może nie sama sprawa, bo banalna dość, ale użyte w nim sformułowanie. Wezwano go do wyjaśnienia jako potencjalnego sprawcę przestępstwa skarbowego, a chodziło tylko o wytłumaczenie, dlaczego opłata za podatek poszła na inne konto. Zwykła pomyłka.

  • Zobacz, ilu mam przeciwników. NIP, urzędy skarbowe, śpiewaczka, gacki… – zaczął zmęczony
  • . Od nas to się odpierdol !!! – doszedł głos z dołu…

Piliśmy właśnie kawę i z wrażenia kawa stanęła nam w gardle. To wprost nieprawdopodobne!… Chciałam szybko zmienić temat rozmowy i przypomniałam sobie, że nie mam rozwiązanej kwestii „krwi życia”.

Nie wolno wam tylko jeść mięsa z krwią życia. Upomnę się o waszą krew przez wzgląd na wasze życie upomnę się o nią u każdego zwierzęcia. Upomnę się też u człowieka o życie człowieka i u każdego – o życie brata. [Jeśli] kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga.

  • Krew życia płynie w tobie. Nie wolno zabijać, ani oskarżać. Gdy oskarżasz to już zabijasz, a kiedy zabijasz wprowadzasz truciznę.
  •  Rany…. – myślę w duchu… naprawdę nie dało się jaśniej? 
  • A jaki ma to związek z jedzeniem? – drążę dalej. 
  • Nie tylko chlebem człowiek żyje.
  • Aaaa… Teraz rozumiem. Nie wolno żywić się nieszczęściem innych! To nie dosłownie o krew chodzi!

Pamiętam pierwsze nasze rozmowy, spytałam wtedy jak traktować Biblię. Powiedział Homiel, że Biblię należy czytać mądrze i na tym przykładzie zrozumiałam jak wielki błąd robią ci, którzy odbierają niektóre słowa Ojca zbyt dosłownie. Tu nie chodzi o to, by według Jehowych nie jeść kaszanki, bo zrobiona jest także z krwi!… Słowa Ojca są pełne symboliki, metafor i należy najpierw znaleźć klucz do Jego wyjątkowego języka, aby zrozumieć Biblię w pełni.

  • Ten krzyż od Was… Nic nie mogę więcej znaleźć.
  • I nie znajdziesz, to wyjątkowy krzyż, jedyny w swoim rodzaju.
  • Zaskoczycie nas jeszcze czymś?
  • Zaskoczenie dopiero nadejdzie.
  • …… – wiem jedno… Pomysłów na pewno Im nie brakuje. 
  • Miałem wizje dzisiaj rano… Rozmawialiśmy gdzieś na polanie, na trawie… Biegł do nas wielki czarny pies, wilczur. Ja tylko powstrzymałem go ręką znakiem stop, a on uniósł się wysoko i nie mógł już biec, przebierał nogami w powietrzu. Potem ręką zrobiłem ruch i poleciał gdzieś na dziesiątki metrów daleko…
  • No widzisz? Masz już siłę, żeby pokonać diabła – wizja była dla mnie bardzo czytelna.

21. 06. 17 r. Warszawa.

Wstawanie codziennie o 6.30 mnie wykańcza. Poszłam na kawę półprzytomna, a Piotr świeży jak skowronek dosiadł się do stolika.

  • Jadąc po schodach usłyszałem Ojca…
  • Wszystkie twoje wrogi obrócę w perzynę, więc nie lękaj się niczego. Dla ciebie.
  • …… – zaczęłam myśleć oczywiście, o którego z wrogów chodzi. Tych z dołu, czy tych z NIP, urzędu skarbowego?
  • Niesamowite słowa i już gdzieś je słyszałam.
  • ……
  • Wczoraj wpadłam na chwilę do twojego kościoła, było bardzo mało ludzi i weszła wycieczka z Japonii. W sumie było kilkanaścioro ludzi i nikt, dosłownie nikt nawet się nie przeżegnał. Szukali serca Chopina i nic ich nie interesowało więcej – przypomniałam sobie tą żałosną scenę.
  • Nie wiedzieli Jezusa? – Piotr się zadumał.
  • ……
  • A ty Mnie widzisz?
  • ……

Zaskoczenie? To mało powiedziane. Zdziwiło mnie, że samo o Jezusie wspomnienie jakby Go przywołało. Nie rozumiem tego, a może ciągle jest przy nas tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy? Odniosłam wrażenie, że Piotr nagle się zmniejszył, skurczył.

  • Widzę.
  • Więc niczego się nie bój. Jestem przy tobie.
  • ……
  • Objął cię ramieniem… – mówi do mnie Piotr.
  • Jesteś Jego oczkiem w głowie – dalej relacjonuje co widzi.
  • A twoje ostrze jest ostre... mówi do ciebie. Chodzi o twoje pisanie, pióro ostre jak miecz… Co ty tam piszesz?! – pyta mnie Piotr, a ja nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo łzy utknęły mi w gardle.
  • Jak Go widzisz?
  • Nie jestem w stanie ci wytłumaczyć.
  • Jak wygląda?
  • Ma czerwony płaszcz.
  • A dlaczego nie biały?… – pomyślałam… oczywiście, jak to ja…
Adam Chmielowski 1881

Kolor czerwony wskazuje na miłość, krew, życie, czy ofiarę. Często szaty w tym kolorze zdobią świętych męczęnników. Także Jezus wielokrotnie jest przedstawiony w czerwonej koszuli, która może wskazywać na ofiarę, którą za nas złożył z miłości. Często jednak czerwony na obrazach może nam się mylić z purpurą, która oznacza godność królewską.

  • Księgowa jest zbulwersowana pismem z US, napisali, że jestem oskarżony! Jeszcze nie sprawdzili, a już jestem oskarżony! – Piotr nie wiem dlaczego chciał zmienić temat.
  • Nie dziw się im. Tak wygląda walka ze złem. Oni nie wiedzą z kim mają do czynienia – odezwał się chyba Homiel.
  • Mały, rób co masz robić. Dawaj dalej poczucie bezpieczeństwa dopóki cię fala nie zabierze, a potem nie masz wpływu na to, co się dziać będzie.
  • To znaczy, że jak się zacznie fala to nie będzie poczucia bezpieczeństwa? – pytam od razu.
  • A gdzie zaufanie? Ty, która piszesz też wątpisz? Boisz się o swoją kawę? A skąd wiesz co zyskasz?
  • Oj-tam, oj-tam… – zawstydziłam się, bo Homiel trafił w dziesiątkę.
  • Powiedz tak uczcicie… Mówiąc Mały to ty Homiel, czy już nie Ty?
  • Homiel to Homiel. Gdybyś wiedziała, że to Ojciec… rozmawiałabyś?
  • Chyba nie… – przyznałam z wahaniem, przynajmniej nie rozmawiałabym tak otwarcie i doszło do mnie znowu, że to z Ojcem rozmawiamy teraz. 
  • Rób swoje Mały, czyść swój mundur.
  • Ja nie mam przecież munduru – zdziwił się Piotr.
  • Przecież rozmawiam z inteligentnym człowiekiem… a mundur to symbol służby. Policjant ma mundur, wojskowy, itd. Czyścić mundur to szykować się do służby.

Wieczorem.

  • Po modlitwie o 15.00 Ojciec powiedział mi…
  • Nieprzyjaciół obrócę w truchło… i pokazał mi fajną rzecz. Siedział na tronie, a ja poniżej na ziemi w swoim fotelu zamyślony. Zobaczyłem Ojca uśmiechniętego jak ręką przecina nici wiążące mnie z US. Przeciągnął po prostu ręką jakby ciął powietrze i poprzecinał białe nici, które mnie łączyły z US.
  • Fajna wizja – uśmiechnęłam się widząc ją w wyobraźni.
  • Dużo masz wrogów? – pytam.
  • Wielu. Inną drogę dla ciebie przewidziałem. Nie chcę, by cię katowano jak zakatowano Mojego Syna, ale żebyś prowadził.
  • …….

Dech mi zaparło. Uderzyła mnie siła tych słów i że to słowa samego Ojca. Bałam się odezwać, ponieważ czuję się jeszcze mocno niepewnie w takich sytuacjach.

  • Ojciec jest ciągle przy nas? – szeptem pytam Piotra.
  • W tobie jest część Jego.
  • We mnie? – wyrwało mi się – W każdym jest… – powiedziałam ze zdziwieniem.
  • Ale to ty masz kryształ.
  • Oh my God!… – pomyślałam przypominając sobie namalowany dla mnie obraz.

  • To skąd tyle moich błędów po drodze?
  • Nie wiesz co to błąd…
  • ……
  • Ojciec mi powiedział teraz, że nie mogę mieć dużej firmy – Piotr spokojnie i czułam w jego głosie wielką ulgę.
  • Duże to domena tych z dołu. Wszystko co masz, masz gdzie indziej. Po co masz mieć wszystko tutaj? To, co masz, masz dla innych, nie dla siebie.
  • …… – pod każdym względem to prawda.
  • Przepraszam, że czasami się mylę podczas modlitwy.
  • Ważne są intencje, że chcesz i wolę wykazujesz.
  • Czasami serce mnie boli jeszcze…
  • Urośnie.
  • Jak to… urośnie?
  • Duchowo będzie wielkie.
  • Więc nie uratowałem się po to, aby się nad tobą pastwić, masz zadanie. Po robocie przyjadą po ciebie sanie i zabiorą do Domu.
  • Przestań się lękać, bo to co nieuchronne i tak przyjdzie. Nie chcę ci twojej bujnej wyobraźni obciąć, bo się fajnie ogląda.

Gdybym nie byłam pewna, że to Ojciec teraz przemawia, to wybuchłabym śmiechem. Piotr rzeczywiście ma tak bujną fatalistyczną wyobraźnię, że w małej kropce wody widzi wielkie tsunami. Czytając pismo z US widział już siebie za kratkami! 



Dopisane 16. 02. 2018 r.

  • Wszystkie twoje wrogi obrócę w perzynę, więc nie lękaj się niczego.

Ks. Izajasza; który świat cały zamieniał w pustynię, a miasta jego obracał w perzynę, który swych jeńców nie zwalniał do domu? (…) Więc wylał na Izraela żar swego gniewu i okropności wojny. Wybuchła ona zewsząd pożogą, a on się nie spostrzegł, obróciła go w perzynę, lecz on nie wziął tego do serca. (Ks. Izajasza 42:25, Biblia Tysiąclecia)


  • Krew życia płynie w tobie. Nie wolno zabijać, ani oskarżać. Gdy oskarżasz to już zabijasz, a kiedy zabijasz wprowadzasz truciznę.

Zajrzałam na stronę prowadzonych przez Jehowach, gdzie toczyła się rozmowa poświęcona krwi;

Dzieje Apostolskie 15: 19 Toteż moje rozstrzygnięcie jest takie: nie należy niepokoić tych spośród narodów, którzy się nawracają do Boga, 20  ecz trzeba im napisać, by się powstrzymywali od rzeczy splugawionych przez bożki i od rozpusty, i od tego, co uduszone, i od krwi. (….). 28 Albowiem duch święty i my sami uznaliśmy za słuszne nie nakładać na was dodatkowego brzemienia, z wyjątkiem następujących rzeczy koniecznych: macie powstrzymywać się od tego, co ofiarowano bożkom, i od krwi, i od tego, co uduszone, i od rozpusty. Jeśli będziecie się tego starannie wystrzegać, dobrze się wam powiedzie. 


Widzimy, że powyższe wersety wyraźnie zakazują spożywania krwi, choć wielu tzw. chrześcijan i tego nakazu nie przestrzega. Powyższe wersety uczą nas chrześcijan czego, według ustalenia apostołów, starszych pod kierownictwem ducha świętego, mamy przestrzegać z Prawa Mojżeszowego. Nie musimy już się poddawać np. obrzezaniu, czy przestrzegać sabatu. Jehowa za pośrednictwem swojego ducha pobudził apostołów i starszych do oznajmienia chrześcijanom (przede wszystkim tym nawróconym z pogan), że koniecznie mają wystrzegać się spożywania krwi, np. „tego, co uduszone”, to znaczy niewykrwawionego mięsa. A jak Prawo Mojżeszowe nakazywało postępować z krwią? A co z transfuzją? Cz dla ratowania życia można pozwolić wstrzyknąć sobie krew, czy jedynie nie wolno jej spożywać?„

„Wylać na ziemię, jak wodę”, a nie pozwalać wstrzykiwać ją sobie do żył, gdy opuści organizm (własny, czy cudzy). Niech ktoś pokaże mi miejsce w Prawie Mojżeszowym (czy gdziekolwiek w Biblii), gdzie Bóg nakazuje postępować inaczej z krwią niż wylewać ją na ziemię. A akurat właśnie, m. in., tego aspektu Prawa Mojżeszowego nakazano nam przestrzegać w Dziejach Apostolskich- co, do ściśle określonego sposobu obchodzenia się z krwią, która opuści organizm. Gdzie niby Biblia pozwala na przetaczanie krwi z jednego do drugiego organizmu! https://watchtower-forum.pl/forums/topic/3824-czy-biblia-zakazuje-transfuzji-krwi/

Może wśród tutejszych czytelników zabłąkał się ktoś z wyznania Jehowach… Chciałabym, żeby zadał sobie pytanie… Właściwie niech każdy zada sobie to pytanie… Czy po tych wszystkich słowach, które Ojciec przekazał i przekazuje należy wierzyć, że pozwoliłby na śmierć kogokolwiek tylko dlatego, że transfuzja krwi to grzech? Ileż to ludzi musiałoby odejść zbyt wcześnie, ileż to ofiar pochłaniałaby wojna dodatkowo tylko dlatego, że zaprzestano by transfuzji krwi? Czy Ojciec pozwoliłby przeżyć Piotrowi, gdyby to była prawda?