Idź i nie grzesz więcej.

24. 04. 17 r. Warszawa.

Po wczorajszym siedziałam cicho, sączyłam kawę bojąc się odezwać. Zaczął Piotr.

  • Znany się robisz Homiel.
  • Przez ciebie, ale nie narzekam. Ważny jest cel.
  • Z 500 osób czyta – Piotr był pod wrażeniem, a dla mnie to za mało.
  • Lepiej, żeby miliony czytało… Będą czytać Homiel? – nie wytrzymałam siedzieć dłużej cicho.
  • Będą czytać miliony na trwogę.
  • Na trwogę?! No i widzisz… Zadałabym Ci parę pytań, ale się boję.
  • Popadasz w skrajności.

Piotr rozgadał się na dobre. Wspominał spotkania z Ojcem, opisywał widoki z Nieba…

  • Jestem taki dureń, błazen… Ojciec ma takie wojsko koło siebie, a ja się tam pcham. To jest wojsko nad wojsko, najlepsi żołnierze z najlepszych, zdecydowani, mężni, potężni, wielcy aniołowie…
  • Ale tylko ty poszedłeś.
  • Hmm…
- Usłyszałem coś niesamowitego… Zobaczyłem scenę. Widzę Ojca i aniołów, którzy stoją wokół Niego. To cała grupa aniołów, są wysocy i mają po 4 metry, ja stoję za Ojcem, jakby w cieniu i jestem najmniejszy. Bóg pyta ich… 
- A któż pójdzie do tego świata? 
- Widzę, że każdy udaje, że ogląda swoje buty, mają schylone głowy i udają, że nie słyszą, po prostu nikt nie chciał iść. Wtedy ja się wychyliłem i powiedziałem… 
- Oto jestem. 
- Ty…? 
- Ojciec był zaskoczony i zdziwiony, że taka miernota się zgłosiła, tak mi się wydawało…     
- Więc idź.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/02/kiedy-pozadliwosc-oczu-jest-wielka-wtedy-twoja-wiara-jest-zadna/ 

Nadal nie odważyłam się zadawać pytań, więc Homiel sam zaczął.

  • W tym roku październik łatwo ci nie przejdzieno i mnie zmroziło na dzień dobry. W październiku 2016 r Piotr miał zawał, a teraz znowu szykuje się coś nowego?
  • Będą emocje.
  • Wielkie?
  • Bardzo wielkie.
  • Zdołam się przygotować?
  • Nikt się nie zdoła przygotować.

Wieczorem.

  • Miałem dziwne wydarzenie w pracy. Stałem przy biurku księgowej i poczułem, że mi w nosie kręci się jakaś anergia. Chciałem ją wyrzucić i zrobiłem gwałtowny ruch ręką… i w tym momencie rozpadło się biurko, po prostu jakby było z klocków. Rozpadło się na części! – opowiadał zadziwiony.
  • Księgowa na mnie spojrzała z wyrzutem, że to moja wina, ale przecież nie moja! Teraz chłopaki skręcają biurko z powrotem.
  • …… – zaczęłam się śmiać, bo Piotr już nie panuje nad tym co ma i może. 

Oglądaliśmy TV. Wczoraj Tomasz Gollob uległ wypadkowi. Dzisiaj podano nieco więcej informacji na ten temat, ale najciekawiej skomentował sam Homiel;

  • Żadnych ostrzeżeń nie widział.

I to mnie zaintrygowało. Nie cierpię żużla, nie śledzę wydarzeń z tym związanych, więc zaczęłam sprawdzać. Czyżby Gollop miał więcej wypadków?

Tomasz Gollob w trakcie swojej żużlowej kariery wygrywał liczne tytuły, ale kosztowało go to wiele zdrowia. Zawsze walczył z całych sił, nie odpuszczał rywalom. Przy tak zaciętej rywalizacji nie sposób uniknąć kontuzji i groźnych wypadków, o czym niestety Gollob przekonywał się na własnej skórze. (…) Tomasz Gollob ma takiego pecha, że miał nawet wypadek poza torem żużlowym. Awionetka, którą podróżował na mecz 10 czerwca 2007 roku, rozbiła się po nieudanym lądowaniu.       http://sport.se.pl/inne-sporty/sporty-motorowe/tomasz-gollob-najgrozniejsze-wypadki-mistrza-wideo_985090.html

Miał pecha? Homiel nazwał to ostrzeżeniem z Nieba, ale p. Tomasz najwidoczniej tego nie widział, ani nie rozumiał. Iluż to takich Tomków jest na tym świecie… Ileż takich historii już widziałam…


Piotr zauważył moją zakupioną niedawno książkę A. Lenczewskiej „Świadectwo”.

  • Powinieneś sam przeczytać chociaż kilka stron z tej książki, ona rozmawiała z samym Ojcem.
  • Też? – spytał zdziwiony i poczułam w tym nutkę zazdrości.
  • Czyli dobrze słyszę, jeśli ktoś jeszcze słyszał.
  • Wiesz co powiedział jej Bóg? Że żyjemy w świecie, który poddany jest szatanowi.

  • To… – Piotr chciał coś powiedzieć, ale się zaciął.
  • Co? Zreflektowałeś się, że jesteś słuchany?
  • A co chciałeś powiedzieć? – pytam se śmiechem.
  • że to nie w porządku…
  • Żyjemy w świecie, który poddany jest szatanowi… – cytuję mu jeszcze raz, bo najwyraźniej nie zrozumiał sensu tych słów.
  • Bóg chciał powiedzieć, że ludzie poddają się złu, wybierają zło, a nie, że są poddani, czy należą do Złego.
  • … I próbie dokończył Ojciec. Poddawani są próbie.


26. 04. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra w kawiarni i widząc go w oddali zauważyłam, że wygląda na zdołowanego.

  • Ale w kościele dostałem ochrzan… – i opadł ciężko na krześle.
  • Za jednego pracownika, który odszedł z firmy.
  • Tak??? – spytałam zdziwiona nie rozumiejąc dlaczego.
  • To, że ci go zabraliśmy to nie powód, żebyś o nim mówił… usłyszałem.
  • ?… – nadal nie rozumiałam.
  • Gdy położył wypowiedzenie powiedziałem kadrowej, że to całe szczęście, że się sam zwolnił i tak trzymałem go z litości, biedny był, utrzymywał rodzinę, dopóki jest przy mnie to nic jemu się nie stanie… mówiłem. 
  • Nie wiesz po co ci go daliśmy?Homiel teraz przypomniał kilka scen z życia firmy, kiedy to ten pracownik dźwiga ciężkie rzeczy, naprawia komputer, pomaga innym.
  • ……
  • Pokazał mi teraz jego dobre strony.
  • Więcej milcz.
  • … – zaczynałam rozumieć.

Piotr mówiąc to nieświadomie, a może świadomie wychwalał sam siebie. Zobaczcie jaki jestem świetny, jaki miłosierny, podziwiajcie mnie! Pokazał swoją wyższość jednocześnie obniżając wartość tego człowieka. Im ktoś jest wyżej, tym ten drugi niżej. 

  • Ty masz ich bronić, bo nie wiesz jak są atakowani.
  • Po co psujesz to, co Ojciec ci dał? Jeżeli widzisz występnych, odejdź od nich.
  • ……

Jeżeli widzisz występnych… Piotr miał powód, by zwolnić tego człowieka. Każdy na jego miejscu zrobił by to już dawno, a jednak trzymał go przy sobie ze względów humanitarnych. Wszystko byłoby dobrze, gdyby na koniec zachował to tylko dla siebie i nie musiał się przechwalać. Czynić dobrze po cichu, to jest istota Nieba.

  • Siedzisz z niegodnym człowiekiem – mówi do mnie Piotr zdołowany jak nigdy. 
  • Niegodny byłbyś gdybyś… – pokazał jak leje się po nim woda, czyli jakby reprymenda spłynęła po nim bez żadnego wrażenia.

  • Jeżeli jesteś, nie mów kim jesteś. Jeżeli potrafisz, nie mów co potrafisz – i teraz ja zaczęłam mieć wątpliwości, czy powinnam tak otwarcie pisać o Piotrze…
  • ……
  • Zawsze trzeba w ludziach szukać dobrego, a nie złego – prawie szepcze.
  • A kto ci to mówił w kościele? – byłam ciekawa.
  • No nie wiem, na pewno ktoś wkurzony.
  • Bóg Ojciec?
  • Mam nadzieję, że nie.
  • ……
  • Nie będę już ludzi prostować i uczyć.
  • Nie przesadzaj, pamiętaj o grzechu zaniechania.
  • Wiesz co znaczy mieć kaca? – pyta mnie Piotr. 
  • Wiem, miałam to dwa dni temu, spać nie mogłam.
  • To cię przepraszam, ale nie traktuj Piotrusia jak tuby.
  • A jak mam się dowiedzieć, jak nie przez niego?
  • Dziel.
  • … Ale się spociłem – Piotr wyraźnie przybity nie może dojść do siebie.
  • ……
  • Pokazał mi wizję jak Jezus uzdrawia kogoś i mówi…
  • Idź i nie grzesz więcej.
Jezus w Betesda; Ew. według świętego Jana.

Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił.

  • Wielką pychą były twoje słowa, dopóki jestem nic jemu się nie stanie.
  • Uważaj, bo zaczynasz by podobny do tych z dołu! A skąd wiesz, jeśli spadnie to może prosto na ciebie uderzy?!  i pokazał osła, na którego leci głaz. Czyli nie bądź osłem i nie gadaj bzdur, bo nigdy niczego nie możesz być pewnym.

Siedzieliśmy czując mrowienie po plechach, bo takiej lekcji i reprymendy dawno już nie było. Miałam jedynie nadzieję, że w Niebie wciąż jest to aktualne; Łk 15,7 Zapewniam was, że w niebie jest większa radość z jednego zagubionego grzesznika, który się opamięta i wróci do Boga, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie zbłądzili!

  • Jaki dureń jestem, powinienem milczeć, a nie gadać na niego. Jakie mam prawo tak mówić?! Chłopak sam odszedł, a ja go jeszcze dobijam.
  • Już przestań, już się nabiczowałeś.


Dopisane 04. 12. 2017 r.

W tym roku październik łatwo ci nie przejdzie – jesteśmy po październiku. Łatwo nie przeszedł, choć nie zdarzyło się nic na miarę zawału. Był na pewno emocjonalny ze względu na wagę informacji, które do nas dotarły.


… I próbie poniższe słowa kieruję szczególnie do jednej osoby czytającej ten dziennik. Ona będzie wiedzieć.

 

Widzisz światło? Tam zmierzasz.

22. 04. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj sobota, więc pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Pod krzyżem leżały kwiaty nasze, kwiaty innych i spore zdjęcie Jana Pawła II. Zapatrzyłam się na to zdjęcie myśląc….

  • Ciekawe… Czy jest tam gdzieś na Górze…?
  • …… – Piotr nachyla się do mnie i zaczyna szeptać.
  • Słyszę papieża, mówi swoim głosem, takim jak był chory…
  • Nie trwóż się, wszystko co złe jest już za tobą. Widzisz światło? Tam zmierzasz.
  • …… – patrzę na Piotra i myślę, że nie mieści się w niczym, co można nazwać „normalne”. On jest poza wszelkimi ramami, które tak łatwo dopasować do każdego człowieka.

Pojechaliśmy do Grycana, choć obiecywaliśmy sobie, że tam nasza noga już nigdy nie stanie, niestety siła przyzwyczajenia jest ogromna, a my bardzo słabi.

  • I to nam zabierzesz? – pytam Homiela mając na uwadze jego słowa sprzed kilku miesięcy; harmonogram ulegnie całkowitej zmianie.
  • Już wkrótce…
  • Znowu coś się stanie! – i poczułam wielki ciężar.
  • Nie rozumiem twojego czarnowidztwa. Czy ci źle z nową kawą?
  • Super, ale o to chodzi, że nowa?

Większość czasu podczas ostatnich naszych rozmów to rozważania, co Niebo ma na myśli? Co ma na myśli, że harmonogram zostanie zmieniony? Co ma na myśli, że wszystko co złe, jest za tobą? Co ma na myśli, że nadchodzą wielkie zmiany…? Co Oni mają na myśli…? Na końcu zawsze dochodzimy do jednego wniosku, nasze rozważania nie mają żadnego sensu. Nie da się odgadnąć, co Niebo ma na myśli. Oni myślą po prostu inaczej i mają tyle pomysłów, że to, co my myślimy nie musi być tym, co Oni myślą. Prawdziwy labirynt… 

  • …… – Piotr machnął ręką zrezygnowany.
  • Eliasz naprawdę mógł zmieniać pogodę? – pyta zaciekawiony.
  • Musiał ludziom pokazać, aby uwierzyli. A ty byś uwierzyła? pyta mnie Homiel i przypomniał mi wydarzenie;
Kiedy opowiadał cały był w nerwach. Naprawdę, starałam się słuchać go bardzo uważnie, ale co rusz ziewałam, bo wyrwał mnie ze snu. Ciągle myślałam, żeby już skończył. Kładąc się z powrotem spać pomyślałam nawet; 
- A może mu się to przyśniło? 
W każdym razie jego relacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zadzwonił na gorąco, ale to był zły moment, po prostu byłam cholernie śpiąca. Śpię dalej w najlepsze i raptem słyszę wyraźnie słowa w swojej głowie; 
- Jeśli jest to prawda, niech się zapali światło. 
Natychmiast i gwałtownie otwieram oczy i co ?…… Cały pokój jest oświetlony! Nie mogę w to uwierzyć! Kto zapalił światło? Żeby je zgasić musiałam wstać z łóżka i podejść do kontaktu przy drzwiach. To mną wstrząsnęło i nie mogłam zasnąć do rana. Zrozumiałam, że to co przeżył Piotr jest ważne i przede wszystkim prawdziwe. 
http://osaczenie.pl/wp/2016/04/14/kolejna-szybka-przeprowadzka/ 
  • Ty, jego żona nie uwierzyłaś, a był w wielkim napięciu.
  • No co mam powiedzieć… – głupio mi się zrobiło, bo faktycznie nie uwierzyłam.
  • A gdyby Piotr mógł zmieniać pogodę, uwierzyłabyś?
  • ?! Ale jak to Ty sobie wyobrażasz? Pójdzie na wzgórze i zacznie burze wywoływać?
  • Jeszcze nie dzisiaj, ale kto wie co będzie jutro…?
  • A będzie dalej taki zgryźliwy?
  • Nie skomentuję, bo jestem po jego stronie.
  • A kto jest po mojej stronie?
  • Wszyscy. Piszesz, a czy wierzysz?
  • Wierzę. Ale z tą pogodą… – nie dawało mi to spokoju – … Jak to wziąć na zdrowy rozum?
  • Nic tu nie jest na zdrowy rozum…
  • A 2 tygodnie z zawałem to zdrowy rozum? A ja ci powiadam, że to nie dwa tygodnie, a dwa miesiące i pokazał kilkunastu aniołów, którzy trzymali maskę tlenową w pogotowiu do ratowania.

Dwa miesiące?! Zmroził nas tą informacją. Gdy zaczęliśmy się nad tym głębiej zastanawiać, to rzeczywiście, pierwsze niepokojące symptomy Piotr miał znacznie, znacznie wcześniej, ale jak to my, szybko je zbagatelizowaliśmy. 

  • Przestań zadawać pytania, tylko przyjmij co jest.
  • Ale to jest niewyobrażalne! – Piotr zdziwiony. 
  • Niewyobrażalne to jest dla człowieka, nie dla ciebie.
  • ……
  • Skąd Homiel wiedziałeś o cięciu z boku? Od 10 lat mi to mówisz… – metoda operacyjna Midcab, którą zastosował Cisowski.
  • Zdziwiony?
  • Zdziwiony, przyznam.

Wracaliśmy do domu mijając Cmentarz Powązkowski.

  • Chciałbyś mieszkać koło cmentarza? – pytam Piotra.
  • A jakie to ma znaczenie? 
  • Kiedy wszystko zrozumiesz jakie to ma znaczenie?
  • No i znowu ma rację… – myślę w duchu.
  • ……
  • Wiesz co teraz widzę? Wyjął buta i walnął mnie w głowę! – Piotr robi oczy. 
  • To za ciastko!

Po Grycanie poszliśmy zrobić zakupy w Carrefourze. Piotr nie mógł się powstrzymać przed kupieniem gorącego pączka szczelnie oblepionego lukrem. Zjadł go de facto będąc jeszcze przy kasie. 

  • Lody ci wybaczyłem, ale przed tym cię przestrzegam!
  • Ciastko robione w domu, a kupione to jakaś różnica?
  • Olbrzymia. Nie wierz w to, co ci mówią, bo chcą sprzedać. Pewne rzeczy wyeliminuj. Tak, jak ograniczyłeś cukier, ogranicz pieczywo.
  • …… – Piotr zaczął się macać po bokach sprawdzając, czy przytył.
  • Teraz się macasz? Nie rób tego więcej, powoli się nauczysz.
  • A te jogurty, które kupuję? – zaczynam dopytywać.
  • Nie polecam. Dużo lepsze jest suche pieczywo od świeżego.
  • To jakaś masakra… nie wiadomo co jeść – zaczynam jęczeć.

Wieczorem.

Piotr maksymalnie ogranicza słodycze, ale jest ciągle na cukrowym głodzie. Homiel poradził mu jakiś czas wcześniej, by kupił suszone śliwki i suszone morele, nazywa je po swojemu; mirabelki (mają być naturalnie suszone, w kolorze brązowym). Siedzimy na kanapie, oglądamy TV i Piotr bezwiednie sięga ręką do miski w poszukiwaniu kolejnej śliwki.

  • Uważaj, w następnej będzie pestka.
  • … – Piotr rozgniata śliwkę i rzeczywiście, wielka pestka.
  • Homiel, jesteś super!
  • Drobnostka.

23. 04. 17 r. Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei, a jakże! Kolejne trwałe przyzwyczajenie, którego się nie możemy pozbyć.  Przy kawie Piotr sobie przypomniał słowa AIDY; Bóg wybaczył pani mężowi.

  • Powiem ci, że to niesamowite…. Jak ona mogła to wiedzieć?
  • Musiałbyś widzieć w jaki sposób ona to mówiła! Jakby to ona nie mówiła… – przypomniałam sobie tę chwilę.
  • Może powinnaś jeszcze raz u niej się pojawić?
  • Po co? Ona swoje zrobiła – tego byłam pewna.
  • Jak każdy, ty też.
  • Ja? Zrobiłam już swoje? Już nic nie zrobię? – poczułam rozczarowanie, jakbym była już niepotrzebna.
  • Na pewnym etapie.
  • ……
  • Falę zobaczę w tym roku, na pewno! – Piotr zmienił temat.
  • Na pewno to Kopernik nie żyje. Nie ma na pewno. Na pewno było w Ikei, nie jadłeś, a pożarłeśPiotr sobie pofolgował z jedzeniem jak za dawnych lat.
  • Znowu będziesz prima balerina.
  • Balerina? Aaaa… od baleronu! – i zaczęliśmy się śmiać.
  • Trzymaj to, co ciężko wywalczyłeś i za jaką cenę.
  • To takie ważne, żebym był szczupły?
  • Bardzo.
  • Dlaczego?
  • Żebyś nie był gruby.
  • …… – zaczęłam się śmiać z prostoty tej odpowiedzi.
  • Homiel mi pokazuje, że nie możesz wkładaj palców do buzi.
  • Że co?! – pytam zdziwiona.
  • Myjcie ręce. Nowy typ zarazków.
  • Usta do rozmowy, ręce trzymać od ust.

Będąc wczoraj w Arkadii i wchodząc po ruchomych schodach trzymaliśmy się poręczy. Homiel nakazał natychmiast schować ręce.

  • Tam są też zarazki?
  • Wylęgarnia przyznał.

Zadziwiające… Po raz pierwszy otrzymaliśmy tak wyraźne lekcje zdrowego żywienia i higieny. Najwidoczniej Homiel chce nas przed czymś uchronić.


Pojechaliśmy do „naszego” krzyża. Nie było nikogo żebrzącego i nawet tego żałowałam. Nasze kwiaty stały tuż pod stopami Jezusa i zastanawiałam się, czy nie kupić ich więcej…

  • Chrystus powiedział teraz… – zaczął mi szeptać Piotr.
  • Tak, jak przyjąłem wasze kwiatki, tak każdorazowo przyjmuję wasze modlitwy.

Powinnam już wiedzieć, zrozumieć… Niby to banalna rzecz położyć kwiat, zapalić świeczkę, pomodlić się, a jednak za każdym razem mnie to zadziwia, że Chrystus to widzi…

Wychodząc z kościoła zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś człowieka w potrzebie, ale nikogo nie było.

  • Może to przez tą zakonnicę, która ich przegoniła? Czy dobrze zrobiła?
  • Sama z siebie tego nie robi – zwróciłam uwagę, że Homiel powiedział robi w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym robiła. Prawdopodobnie chce przez to powiedzieć, że zakonnica przegania nadal.
  • Czyli kazano jej to robić?

Przypomniały mi się słowa Jezusa;

Jan 19:10;  Rzekł więc do niego Piłat: Ze mną nie chcesz rozmawiać? Czy nie wiesz, że mam władzę wypuścić cię i mam władzę ukrzyżować cię? Jan 19:11 Odpowiedział Jezus: Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci to nie było dane z góry; dlatego większy grzech ma ten, który mnie tobie wydał. https://www.youtube.com/watch?v=9n0VixkbyFk&t=196s

Któż więc tak naprawdę jest winny, ta zakonnica, czy ten, który jej nakazuje?

  • Szkoda, że nie ma tych kobiet. Te lekcje o pieniądzach były rewelacyjne – naprawdę żałuję.
  • Twoja przegrana jest nauka dla innych, ale przegrywając to jest wygrana.

Wieczorem.

Oglądaliśmy wybory prezydenckie we Francji. Spytałam Homiela kto wygra, a On się wkurzył.

  • Dlaczego nie pytasz swojego męża?!
  • Musisz być mądra, a nie zachłanna. Już wiesz dlaczego nie masz kontaktu z Nami?
  • …… – płakać mi się zachciało, bo takiego opieprzu to dawno nie dostałam.
  • Ja się zgadzam z tym całkowicie – Piotr ze śmiechem.
  • Nie musisz się zgadzać, mówię prawdę. Sama uczysz balance, więc szukaj balance.

Odechciało mi się pytać. Jak słowo daję, bałam się już odezwać



Dopisane 02. 12. 2017 r.

Nie wierz w to, co ci mówią, bo chcą sprzedać – nigdy wcześniej nie mieliśmy takich lekcji zdrowego żywienia. Później wielokrotnie o tym rozmawialiśmy ze względu na zdrowie Piotra. Według Homiela pogoń za ciągłym zyskiem doprowadziło firmy do szaleństwa, a w tym wypadku szaleństwo jest wynikiem działania diabła. Mimo swoich doświadczeń jeszcze niedawno byłam ostatnią osobą, która by twierdziła, że za wszystkim czai się zło. Ale dzisiaj, obserwując co się dzieje, nie jestem już tego taka pewna. Tak jak mawia Homiel, trzeba być na każdym kroku czujnym. Zawał Piotra oraz nauki Homiela odwróciły nasze nawyki żywieniowe o 180 stopni. 

Piotr rozmawia ze swoim Aniołem codziennie, ma go dyspozycji w każdym momencie. Ja swojego, na „własne uszy” słyszałam 7 razy. Ostatnio dwa lata temu. Wracając do Warszawy zjedliśmy obiad w KFC. Kilka godzin później usłyszałam wyraźne, spokojne, wypowiadane powoli słowa;

  • Czy chcesz mieć raka żołądka?

I w tym momencie poczułam wielki ból brzucha, zlana potem aż zwinęłam się w pół. To nauczyło mnie trzymać się od KFC z daleka.

Medjugorie.

26. 03. 17 r. Ustroń.

Od jakiegoś czasu koresponduję z pewnym księdzem. Poprosił mnie, a właściwie poprosił Homiela, czy mógłby się określić co do objawień w Medjugorie. Już wcześniej o to pytałam, ale za pierwszym razem nie otrzymałam odpowiedzi, a za drugim sam spytał;

  • Dlaczego szukasz Maryi tak daleko, jeśli znajduje się koło ciebie?

Dzisiaj, na prośbę tego księdza spytałam po raz trzeci.

  • Homiel, chodzi o Medjugorie…
  • … Słyszę zdyskredytować Fatimę – przerwał mi Piotr.
  • Ale poczekaj, muszę ci wyjaśnić – i zaczęłam wyjaśniać, bo Piotr nie ma pojęcia o co chodzi w Medjugorie.

Krótko naświetliłam mu sytuację, że tam również dochodzi do objawień Maryjnych i to od wielu lat, że są rozbieżności w ocenie tych zjawisk, że tam dziwne rzeczy się dzieją, że sam Watykan ma wątpliwości, że… itd.

  • A co mówi ci intuicja? – spytał mnie. 

Jego pytanie zmusiło mnie do intensywnego myślenia. Rzeczywiście, kiedy tylko słyszałam o objawianiach w Medjugorie czułam nie euforię, ale ostrożność i wahanie. Nie mogłam tego uczucia sprecyzować, nie byłam ani na „nie”, ani na „tak”. Moją ostrożność podbudowała dodatkowo lektura książki; „Tajemnice watykańskich proroctw”. (fragment)

Krytycy twierdzą, że w kwestii oceny objawień i przekazów maryjnych Watykan stawia obecnie zbyt wysoko poprzeczkę. Ojciec René Laurentin, francuski teolog, który jest zdecydowanym zwolennikiem Medjugorie, narzekał w 2007 roku, że Watykan przyjął głównie lekceważący stosunek do wizjonerów katolickich. – Objawieniom nie daje się obecnie wielkiej wiary, są bardzo źle widziane w Kościele. Gdy objawienia mają wymiar historyczny, to wspaniale, Maryja Dziewica może być czczona w swoich sanktuariach. Ale kiedy pojawia się teraz, to wygląda bardzo niebezpiecznie i nie można tego tykać – powiedział i przytoczył Medjugorie jako klasyczny przykład. – Dochodzi tam codziennie do nawróceń, ale biskup jest przeciwny. A kiedy Rzym chroni i kryje biskupa, nie można powiedzieć, by popierał objawienia.

W debacie nad Medjugorie wielu ekspertów watykańskich dawno podzieliło się na dwa obozy: tych, którzy wierzą, że Maryja naprawdę się objawia, i tych, którzy uważają, że wizjonerzy, świadomie lub nie, rozpowszechniają duchowe oszustwo. Istnieje trzecia możliwość, którą czasem rozważa się przyciszonym głosem w Watykanie, hipoteza, która zdaniem klasycznych autorów piszących o doświadczeniach mistycznych musi być zawsze brana pod uwagę: że to, co z wierzchu wygląda na świętość Maryi, jest w rzeczywistości dziełem szatana.

Od początku dziejów Kościoła jego przywódcy ostrzegali, że jedną z najbardziej podstępnych pułapek czyhających na duchowych wizjonerów jest zdolność szatana do udawania przyjaciela, sojusznika czy nawet boskiej postaci. Święty Paweł powiedział, że szatan może się pojawiać jako „anioł jasności”, zwodząc niewinnych pokusami – ostrzeżenie, które powtórzyli wielcy hiszpańscy mistycy, święty Jan od Krzyża i święta Teresa z Ávila. We Włoszech klasyczny przypadek tego typu odnotowano na początku dwudziestego wieku. Święta Gemma Galgani była mistyczką, której nadprzyrodzone wizje zostały przez Kościół uznane za autentyczne. Doniosła raz, że odwiedził ją piękny młodzieniec, odziany w białą szatę ze srebrną szarfą, który powiedział, że został przysłany jako anioł z nieba. Dopiero kiedy zaczął kusić ją karygodnymi grzechami, zdała sobie sprawę, że ma do czynienia z diabłem.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,19806762,falszywe-cuda-jak-kosciol-demaskuje-oszustow.html

  • Homiel, co chcesz przez to powiedzieć…?
  • Intuicja cię nie zawiodła. Co robisz żeby złapać ładną rybę? Rzucasz przynętę żeby zwabić, a potem rzucasz haczyk, żeby złapać. A jeżeli kogoś złapie, ten zaczyna tracić swoją wiarę.
  • ……

A jeżeli kogoś złapie, ten zaczyna tracić swoją wiarę… –  te słowa przypomniały mi inne słowa ze wspomnianej książki;

  • No to mamy problem, bo w Medjugorie jest wiele uzdrowień… i w ogóle, ludzie tam doznają ciekawych, duchowych doświadczeń… – zastanawiam się głośno. 
  • Ludzie zajmują się Medjugorie, a to Fatima nie jest odkryta do końca.
  • ….. 

Zastanawiam się i próbuję to rozgryźć; jest kilka możliwości. 1) Medjugorie jest prawdziwe w całości 2) jest fałszywe w całości 3) diabeł teraz miesza w głowach podszywając się i działa jednocześnie z prawdziwą Maryją 4) a może najlepsze już było? A może prawdziwe objawienia już były, na samym początku?

Homiel nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale zmusza do myślenia. 



Dopisane 10. 11. 2017 r.

Na poważnie sytuację związaną z Medjugorie zaczęłam śledzić dopiero po słowach Homiela. 

  1. Marcin Dzierżawski z tygodnika „Wprost” napisał ciekawy artykuł (3.04.2016 r.). 

https://www.wprost.pl/gospodarka/535152/Medjugorje-do-kontroli.html

Wiele spraw w Medjugorje mocno jednak niepokoi hierarchów kościelnych. Do dziś wizjonerzy dostają od Maryi rzekome przesłania, które później telefonicznie przekazują pielgrzymom zgromadzonym w miejscowym kościele. Niekiedy organizowane są seanse, w trakcie których można obserwować, jak Maryja z nimi „rozmawia”. Ustalony jest nawet specjalny grafik, tak by pielgrzymi mogli się zgromadzić w odpowiednim czasie i odpowiedniej liczbie. Kultowi od początku sprzeciwia się miejscowy biskup, dochodzi na tym tle do licznych konfliktów wewnątrz lokalnego Kościoła. W dodatku okazało się, że były ojciec duchowy wizjonerów o. Tomislav Vlašić ma dziecko z franciszkańską zakonnicą, a w 2009 r. Benedykt XVI odsunął go od funkcji kapłańskich. Kościołowi trudno to uznać za „dobre owoce” objawień. Jeden z włoskich biskupów Andrea Gemma stwierdził nawet, że objawienia to „diabelskie wydarzenie”. Dlatego już w 2010 r. Watykan powołał specjalną komisję do zbadania fenomenu objawień. W czerwcu ubiegłego roku Franciszek ogłosił, że zakończyła już ona swe prace i że wkrótce zostaną opublikowane jej wyniki. Jednak, mimo upływu dziewięciu miesięcy, Watykan milczy. – Przypuszczam, że w międzyczasie doradcy Franciszka poinformowali go o problemach z ujawnieniem werdyktu. Opóźnienie świadczy o tym, że na watykańskich szczytach debata w tej sprawie trwa – mówi Thavis. Jego zdaniem komisja z całą pewnością nie uznała objawień za autentyczne. – Rzekome wizje ciągle trwają, a trójka wizjonerów twierdzi, że nadal ma regularne widzenia Maryi. W tej sytuacji wydawanie pozytywnej opinii o objawieniach byłoby zbyt ryzykowne – ujawnia watykanista. Na czym polega ryzyko? – Kto wie, czy w przyszłości wizjonerzy nie oświadczą na przykład, że papież błądzi? Albo nie zaczną wprowadzać korekt do Pisma Świętego – zauważa Thavis. Podkreśla jednak, że w Medjugorje nie znaleziono też dowodów na zamierzone oszustwo. – Pielgrzymi będą więc prawdopodobnie mieli nadal prawo do odwiedzania tego miejsca i otrzymywania tam duchowej pociechy. W moim przekonaniu taki kompromis jest jedynym możliwym rozwiązaniem – wyjaśnia.

2. Niemal rok później mamy ogłoszone stanowisko Watykanu;

Ustanowiona 17 marca 2010 przy Kongregacji Nauki Wiary komisja ds. Medjugorie opowiedziała się za autentycznością pierwszych siedmiu objawień, zaś wyraziła wątpliwości co do autentyczności objawień późniejszych – twierdzi na łamach dziennika „La Stampa”, Andrea Tornielli. Papież Franciszek po zapoznaniu się z relacją komisji kard. Ruiniego oraz opiniami członków Kongregacji Nauki Wiary podjął decyzję o powierzeniu abp. Henrykowi Hoserowi misji „specjalnego wysłannika Stolicy Apostolskiej”, celem zyskania głębszej znajomości sytuacji duszpasterskiej w Medjugorie, a zwłaszcza potrzeb wiernych przybywających tam z pielgrzymkami, aby zaproponować ewentualne inicjatywy duszpasterskie na przyszłość. „Do końca lata bieżącego roku abp Hoser przekaże rezultaty swojej pracy, a papież podejmie decyzję” – kończy swój tekst Andrea Tornielli.

http://papiez.wiara.pl/doc/3896173.Medjugorie-Watykanska-komisja-za-prawdziwoscia-pierwszych-7

3. Kilka miesięcy później 18.08.2017; Abp Hoser: Wszystko wskazuje na to, że objawienia w Medjugorie będą uznane;

http://www.rp.pl/Kosciol/170819142-Abp-Hoser-Wszystko-wskazuje-na-to-ze-objawienia-w-Medjugorje-beda-uznane.html

Medjugorie

Przeanalizuję słowa Homiela od początku; „zdyskredytować”; podkopać czyjeś autorytet, podważyć czyjeś zaufanie, popsuć komuś reputacje, ściągnąć coś z piedestału, zaszkodzi czyjej reputacji, zdewaluować, zdeprecjonować. https://synonim.net/synonim/zdyskredytować

  • Ludzie zajmują się Medjugorie, a to Fatima nie jest odkryta do końca – Homiel nie neguje całkowicie Medjugorie, ale na pierwszym miejscu stawia Fatimę!!!  I do Fatimy jeszcze powrócę. 

Dzisiaj próbuję podejść Homiela inaczej;

  • Gdybyś był na moim miejscu, czy pojechałbyś do Medjugorie?
  • Nie byłbym na twoim miejscu.
  • …… – z lekka ręce mi opadły.
  • Czy powinnam tam jechać? – spytałam wprost.
  • Chcesz szukać Ducha? Jest koło ciebie.
  • To jest dla ludzi, którzy nie wiedzą gdzie jest Duch.
A. Lenczewska; Słowo pouczenia

Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Kiedy pożądliwość oczu jest wielka, wtedy twoja wiara jest żadna.

12. 03. 17 r. Ustroń.

Piotr osłabiony, śpi także w ciągu dnia. W międzyczasie po prostu leży na łóżku i patrzy w sufit.

  • Pogadajmy, przyniosłam zeszyt, zobacz! – mówię do Homiela.
  • To, że dzień nastaje nie znaczy, że będzie słonecznie. Ale miej wiarę, wiatr potrafi błyskawicznie rozwiać chmury.

Aha! Czyli to, że przyniosłam zeszyt nie znaczy, że od razu będziemy rozmawiać i będę pisać. Muszę mieć jednak wiarę, bo nigdy nie wiadomo co się wydarzy…. Widzę, że nastrój uzdrowiskowej maniany udzielił się też aniołowi. 

Piotr raptem powiedział coś ciekawego…

  • Czuję, że w moje ciało wchodzi jakaś energia, jakby moje ciało było tylko skafandrem, a ktoś je wypełniał…
  • Kto to? Jak cię wypełni to będziesz w miarę normalny? – pytam.
  • Nigdy nie był w miarę normalny.
  • Stało się coś podczas operacji? – upewniam się.
  • Wszystko się stało, co miało się stać.
  • No to powiedz…
  • W swoim czasie.
  • ……
  • Wszystko co było, już nie wróci.
  • Co masz na myśli?
  • Codzienność. To się zdarzy, ale stopniowo.
  • Dlaczego Piotr nic nie pamięta?
  • Technologia, technologia, technologia…
  • A nie lepiej pamiętać?
  • Jeśli źródlana woda jest taka dobra, to dlaczego pijesz kawę?

Zaskoczył mnie tym pytaniem. Musiałam go „przetłumaczyć na polski”… Jeśli można prosto (woda źródlana) to dlaczego sobie komplikujesz?…  Dlaczego? Bo czasami warto (kawa).

  • Nic już nie będzie dla ciebie takie same.
  • A pieniążki ptaszki same przyniosą? – Piotr zgryźliwie, bo przecież pracować musi.
  • A ptaszki przynosiły do tej pory?

Uśmiechnęłam się. Piotr ciągle myśli, że to od niego zależy, czy będzie miał na życie, czy nie. Zapomina, że wszystko co ma, ma od Ojca. To On decyduje jak toczy się jego (nasze) życie.

  • Schudnę jeszcze? – Piotr od czasu zawału schudł już 15 kilo.
  • Nie widzę takie potrzeby.
  • A ja? – od razu spytałam.
  • Bez względu na wagę twoja uroda nigdy nie przeminie.
  • Ale bajerant z ciebie… Musisz tam w Niebie stale babki podrywać – Piotr zaczął się śmiać. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

W ramach rehabilitacji Piotr dostał przydział obowiązkowych ćwiczeń. Oczywiście próbuje się z tego za każdym razem wymigać, ale to ja przejęłam tym razem rolę egzekutora i pilnuję go z zegarkiem w ręku.

  • Powinnaś być milsza.
  • Ten kwiat się z natury się nie podlizuje – powiedział o mnie metaforycznie i to prawda, bo jestem nieprzekupna i wolę nie mieć, niż się podlizywać i prosić.
  • Kiedy oszalałaś na moim punkcie? – zażartował sobie Piotr.
  • Wszystko jeszcze przed nią Homiel ze śmiechem.
  • To za nim oszalejesz daj mi coś słodkiego.
  • Uważaj, już biegnę po coś słodkiego… – powiedziałam ironicznie.
  • Muszę czasami coś zjeść słodkiego, w bitej śmietanie znajduję zdrowie…
  • Zbieram twoje myśli i utworzę księgę głupców.
  • A gdybym znowu jadł ciasta i pił kawę?
  • Daję ci 5 lat.
  • ……  – śmiech nam zamarł na ustach.
  • Kiedy pożądliwość oczu jest wielka, wtedy twoja wiara jest żadna.

13. 03. 17 r. Ustroń.

Piotr ciągle ma lekką gorączkę. Jeszcze nie może wychodzić poza budynek uzdrowiska, ale zaczął już wychodzić ze swojego pokoju. Korytarze w sanatorium mają po 130 metrów długości. Nigdy w całym swoim życiu nie powiedziałam tyle razy „dzień dobry” co w ciągu godziny na tym jednym korytarzu, tylu jest tu ludzi. Ponieważ mieszkam piętro niżej odwiedzamy się nawzajem ku uciesze pozostałych kuracjuszy. Dzisiaj rano Piotr mnie „odwiedził” i objawił, że coś sobie przypomniał z czasu, gdy był w narkozie.

  • Usłyszałem coś niesamowitego… Zobaczyłem scenę. Widzę Ojca i aniołów, którzy stoją wokół Niego. To cała grupa aniołów, są wysocy i mają po 4 metry, ja stoję za Ojcem, jakby w cieniu i jestem najmniejszy. Bóg pyta ich…
  • A któż pójdzie do tego świata?
  • Widzę, że każdy udaje, że ogląda swoje buty, mają schylone głowy i udają, że nie słyszą, po prostu nikt nie chciał iść. Wtedy ja się wychyliłem i powiedziałem…
  • Oto jestem.
  • Ty…?
  • Ojciec był zaskoczony i zdziwiony, że taka miernota się zgłosiła, tak mi się wydawało…
  • Więc idź.
  • . i mnie przytulił.
  • ……
  • Sam swoją drogę wybrałem… – Piotr się wzruszył.
  • Koronkę ci szyją.
  • To znaczy plan układają?
  • Szatę ci szyją w nagrodę, będzie bardzo długa.
  • ……
  • Zrozumiałem po co jestem.
  • Po co? – pytam.
  • Dla chwały Ojca i Syna…
  • Czuję, że koniec świata nadejdzie, ale Oni nie chcą wojny, to jakoś inaczej będzie… – próbował mi to wytłumaczyć, ale nie potrafił.
  • ……
  • Na razie mamy sprawę z NIP niezałatwioną – mówię przytomnie.
  • Uważam, że po sądzie wszystko ruszy.
  • Dlaczego tak sądzisz w takim razie?
  • A Ty co sądzisz?
  • Z natury nie zdradzam, co sądzę.
  • No to kiedy się zacznie?
  • Teraz pytasz kiedy się zacznie, a potem… Boże! co się dzieje?!
  • ……
  • No pogadaj z nim jeszcze – proszę Piotra.
  • Homiel, skontaktuj się z Olą sam, ja nie mam siły.
  • Wtedy przez ruski rok nie wyjdziesz z pokoju.
  • … – pokazał jak piszę na komputerze, walą się domy, walą się lasy, a mnie nic nie obchodzi.
  • Miałem ciężką operacje, mam rację Homiel?
  • Najcięższą i śmieje się.
  • Bardzo cierpiałem.
  • Cierpisz poprawił go Homiel.

Piotr lubi czasami przesadzać i myślałam, że tak jest i tym razem. Jednak to lekarka otworzyła mi oczy tłumacząc, że  faktycznie ciężka była to operacja. Operacja prowadzona na otwartym sercu i żeby do niego się dostać trzeba było wygiąć żebra i zrobić w mięśniach 4 dziury. Lekarka sprawdzając jego świeże rany, okazała wielkie zdziwienie jak szybko się one goją. 

  • No… takiego pacjenta to jeszcze nie mieliśmy.

Czytam „Słowo pouczenia” Alicji Lenczewskiej i zwróciłam uwagę na opis sceny ukrzyżowania, którą Jezus powtórzył dwukrotnie.

Zaniepokoiłam się… Dlaczego nie wspomniał o Magdalenie?

  • Homiel, dlaczego Jezus nie powiedział nic o Magdalenie? Nie było jej tam?
  • Mówi, żebyś doczytała książkę do końca – Piotr już prawie znudzony, a może po prostu zmęczony.

Wieczorem dorwałam książkę i zaczęłam niecierpliwie wertować dalej kartki, aż nagle widzę…

A więc Homiel miał rację, wzruszyłam się bardzo. Uwielbiam te chwile, kiedy odkrywam, że ma rację. Niech zawsze ma rację…

The crucifixion – from The life of our lord, published by Society for Promoting Christian Knowledge, London c.1880.

Chrystus potwierdza to, co opisują wszystkie cztery ewangelie;

Jan; A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.

Mateusz; Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.

Marek; Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome. Kiedy przebywał w Galilei, one towarzyszyły Mu i usługiwały. I było wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy.

Łukasz; Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu.


Dopisane 02. 11. 2017 r.

Kiedy pożądliwość oczu jest wielka, wtedy twoja wiara jest żadna – to uniwersalne przesłanie dla każdego. Pożądamy oczami wszystkiego zapominając, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze w życiu.


A któż pójdzie do tego świata? – przez „przypadek” całkowicie, szukając czegoś w internecie, natrafiłam na niemal identycznie opisaną scenę… w Biblii. http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=478 Powrócę do niej w odpowiednim czasie. 

Czy jesteś gotowy pójść za Mną?

26. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Przez dwa dni pobytu w szpitalu Piotr schudł kolejne dwa kilo, to razem już 13 kilo mniej od zawału. Chcąc więc nadrobić zgubioną wagę, nie wiedzieć czemu w Ikei wziął sobie potężne śniadanie, większe niż do tej pory. 

  • Obżartuch. Przypominam tobie, że za tydzień masz operację, a nie zawody sumo.

Nawet mnie tym nie rozśmieszył, ponieważ wczoraj znaleźliśmy w internecie informację, że operacja dotycząca tętnicy przedniej zstępującej wymaga, by pacjent był co najmniej szczupły.

  • Ale numer… – wypalił Piotr, gdy to przeczytał – To dlatego On ciągle mi mówił i to od wielu lat…
  • Schudnij, będzie łatwiej ciąć.
  • Wtedy tego nie rozumiałem…

To jest nieprawdopodobne… Doszło do mnie kolejny raz, że Oni to wszystko zaplanowali już znacznie wcześniej…

  • To po co ci tyle jedzenia teraz? 
  • .. – spojrzał na talerz i go odsunął.
  • Słyszałem w szpitalu, że wątróbkę powinienem jeść, bo tam jest dużo żelaza. Może kupimy w Carrefourze…?
  • No nie wiem… Ich wątróbka kompletnie nie ma zapachu, spytaj się Homiela…
  • Ja bym tego nie jadł. Powtórzę za Wokulskim… tyle w tym…, ile trucizny w zapałce.

Myślałam, że żartuje, ale sprawdziłam natychmiast w telefonie, bo absolutnie nie pamiętałam tego cytatu. W oryginalne brzmi; W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce.

  • Takie to złe?
  • Nie jest złe, ale wrogie.
  • Ale jesteś dosadny.
  • Bo nie wiem, jak do tego łba przemówić.
  • … – ryknęłam śmiechem na krótko, bo doskonale Go rozumiem. Piotr jest uparty jak wszystkie muły razem wzięte.
  • Jesteśmy kumplami przecież, dlaczego tak mówisz?
  • Właśnie dlatego. To wyrób zakładów chemicznych Police – Homiel zacytował powiedzenie Piotra, które często powtarza, gdy zdarzy mu się zjeść coś niedobrego.
  • Nie jedz tego Synu.
  • Nie jestem Twoim synem – Piotr już zirytowany.
  • … – zastygłam.
  • Skąd wiesz?
  • A Ty skąd wiesz, że to dziadostwo? Przecież nie jadłeś?
  • Z Domu Mi pisali.
  • A co sądzisz o jedzeniu z Ikei? – spytałam.
  • Ogólnonarodowy poziom.

Spisując tę rozmowę z zeszytu do komputera wyłam ze śmiechu. Z Domu Mi pisali super żart na miarę wielkiego anioła, choć nie jestem pewna do końca, czy to akurat z Nim rozmawialiśmy.   Uwielbiam takie rozmowy.


Jadąc do naszego kościoła oczywiście rozmawialiśmy o wyjeździe do Bielska. Ponieważ mamy tam być przed 12.00 musimy wyjechać co najmniej 5 godzin wcześniej. 

  • Szkoda, chciałabym zajrzeć do Częstochowy, ale chyba się nie uda – myślałam o obrazie Chrystusa.
  • Nie trap się tym, zawsze jesteście razem
  • Boję się tej operacji – Piotr przyznał otwarcie.
  • To klucz programu.
  • Homiel, w takim razie zaczynam się bać bardziej.
  • To mnie nie dziwi, zawsze byłeś tchórzem i śmiech.
  • Wszyscy na to czekają? – myślałam o Niebie.
  • Tak.
  • Dlaczego?
  • Po to żyjesz, żeby stało się to, co ma się stać tutaj i teraz.
  • Kiedy wrócisz do swojej postaci, zrozumiesz po co ty jesteś i co masz zrobić.
  • … – spojrzeliśmy na siebie, bo już bardziej zagadkowo się nie dało?

W kościele nic się nie wydarzyło, wychodząc złapałam Piotra za rękę…

  • Chcesz się przylepić do gospodarza? – i mrugnął do mnie okiem.
  • Sam bym się chciał do takiego gospodarza przylepić, przy tobie żadna krowa nie schudnie.

Znowu wyłam ze śmiechu, ale to święta prawda. Piotr ma coś takiego w sobie, że ktokolwiek jest po jego kuratelą musi być najedzony. Zawsze lodówka powinna być pełna, to daje mu jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że spełnia jako mężczyzna należycie swój obowiązek.


Mieliśmy sporo czasu, z którym nie wiedzieliśmy co zrobić, więc pojechaliśmy do Konstancina. Jadąc ulicą Wiertniczą w pewnej chwili położył rękę na wysokości mostka…

  • Czuję policję – i natychmiast mocno zwolnił.

10 sekund dalej skręcając w prawo faktycznie zobaczyliśmy wóz policyjny, który namierzał jadące samochody. Auto, które właśnie nas wyprzedzało zostało zatrzymane.

  • Widzisz?! Widzisz?! A czułem, mówiłem policja, ale mam zmysł!
  • Gdybym cię nie dotknął, nic byś nie wiedział.
  • A moja intuicja?
  • Niech ci będzie intuicja.

27. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Spotkaliśmy się na kawie „simple better”.

  • Miałem wczoraj niesamowitą wizję. Widziałem jak ten „alabastrowy” na platformie otwierał powoli oczy…
  • Budzi się.
  • …?
  • A teraz ktoś krzyczy... Wróć do nas… Na razie to skorupa…
  • Bez ducha… – dokończyłam i nie wiem skąd przyszło mi to do głowy.
  • Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.
  •  – zrobiłam wielkie oczy i ciekawość mnie zżerała co to znaczy.
  • Ten alabastrowy mieni się cały na biało i złoto, jaki to kolos…! – Piotr opisywał co teraz widzi.
  • Stoi na platformie po środku, platforma jest przezroczysta i wisi gdzieś w przestrzeni nad przepaścią, ci czterej… Każdy stoi w kącie platformy, to dziwne… Ona jedzie jakby do góry, z każdym metrem ten pośrodku robi się większy, stał się większy z 10 razy od tych czterech, a oni tylko to obserwują. Platforma idzie do góry jakby na wierzch…

Słuchając miałam skojarzenie ze sceną amfiteatru. Aktor wyłania się spod ziemi na powierzchnię i ma odegrać swoją rolę. Nie byłabym tym zdziwiona, gdyż Homiel często porównuje nasze życie do przedstawienia. Użył do tej pory słowa stage, antrakt, amfiteatr, gremium… a teraz ta wychodząca na wierzch platforma.

  • Po co go budzicie? – pytam.
  • Zaufaj Ojcu. Zrozumiesz później.

Rozmawialiśmy dalej o tej wizji rozkładając ją na części, nasze rozważania przerwał Ojciec…

  • Czy jesteś gotowy pójść za Mną?
  • ……
  • Tak, ale jak to rozpoznam kiedy to będzie, jak…? – Piotr zaczął się jąkać.
  • Kiedy otworzą się wrota, będziesz wiedzieć.

Wrota? Przypomniałam sobie otwierane wrota, które zobaczyłam w mojej wizji, wrota pod ziemią. One były otwierane, ale widocznie nie otworzono ich jeszcze do końca. Czy to o nie chodzi?


Dopisane 21. 10. 2017 r.

Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.

Wiem, że osoby, które czytają ten blog zastanawiają się kim tak naprawdę jest Piotr. Będzie mi coraz trudniej to ukryć pisząc, więc za zgodą samego Boga Ojca zostanie to w końcu odkryte. Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego w jednym człowieku skupiło się tak wiele… wtedy to zrozumie. Ale jeszcze nie dzisiaj i nie jutro.

Służba Bogu to największy przywilej, największa radość.

18. 02. 17 r.                                                                                                                                       Warszawa.

Wracamy autem do Warszawy. Rano wstałam z myślą, że właśnie zaczęła się prawdziwa, niepewna droga ku nieuchronnemu i poczułam ciężar na swoich barkach.

  • Dzisiaj obudziłem się słysząc słowa piosenki Co mi Panie dasz…

Sprawdzam od razu tekst piosenki w telefonicznym internecie; Co mi panie dasz w ten niepewny czas…

  • Ewidentnie usłyszałeś to, co ja czułam dzisiaj rano… lęk przed nieznanym.
  • ……. – Piotr ze zrozumieniem kiwa głową.

  • Homiel, gdzie jesteś? – spytał Piotr półżartem.
  • Z tyłu, ciasno jest.
  • To ilu Was jest? – pytam ze śmiechem. 
  • Niech policzę… sześciu.
  • Dlaczego aż tylu? – byliśmy zaskoczeni.
  • Nie pytaj, tylko przyjmij.
  • To będzie tak ciężko? – … jeśli jest ich tak wielu…? 
  • …… – nie odpowiedział.
  • Ile dni Jezus przebywał na pustyni? – spytałam, bo niektórzy podważają, że w ogóle był.
  • Odsyłam cię do Biblii.
  • Wiedziałam, że to powiesz… Ale jak mógł to przeżyć?
  • Uczysz i uczysz i dalej nie rozumiesz.
  • …… – to mi przygadał. 
  • Czuję ciężar tego co będzie – Piotr.
  • Z taką obstawą? Po prostu jedź.
  • Wiem, że jestem nienormalny dla innych. To, co widzę i słyszę… to nienormalne.
  • Jak wszyscy, dozwolona nienormalność.

Piotr zaczął poprawiać wsteczne lusterko w aucie, by z tyłu lepiej widzieć. 

  • Chcesz Nas dostrzec? Nie uda ci się, jesteśmy przezroczyści.
  • ……
  • Wiesz co usłyszałem…? Chyba ktoś nowy się wtrącił, bo powiedział…
  • Zawsze tak rozmawiacie?
  • Kim jesteś? – spytałam.
  • Pytanie niepotrzebne.
  • …… – już wiedziałam, że niczego się nie dowiem.
  • Jak to się wszystko skończy pojadę nad morze się wyspać, odciąć się od tego – powiedziałam zmęczona wszystkimi emocjami.
  • Masz zbyt silne obowiązki wartownicze.
  • To prawda – przyznałam mu rację. Po ostatnich wydarzeniach nie spuszczałabym Piotra z oczu.
  • …….
  • To ciekawe co powiedział Kowalewski o twoich żyłach, że oni ich nie robią, a w Bielsku robią.
  • To wcale nie jest ciekawe zważywszy jakie masz plecy, a masz plecy.
  • …… – uśmiechnęłam się, bo mieć po swojej stronie samego Boga to najszersze i najpewniejsze plecy na świecie.
  • Czy aniołowie służą tylko tutaj? – pytam dalej.
  • W wielu światach.
  • To macie wiele roboty.
  • Oj Ola, wypłakałbym się tobie –   wybuchłam śmiechem, bo sobie to właśnie wyobraziłam.
  • Służba Bogu to największy przywilej, największa radość.
  • Homiel, teraz jesteś tylko tutaj?
  • Teraz tutaj, czasami gdzie indziej.
  • Po co tyle światów? Tyle pracy macie tutaj…
  • Wchodzisz w uprawnienia…
  • Wiem, wiem – szybko się zreflektowałam.
  • ……
  • Chciałbyś, żeby Bóg Ojciec cię operował mimo, że nie ma żadnych kursów ani szkoły?
  • …… – zaczęłam się śmiać, bo jeszcze niedawno Piotr potrafił podważyć możliwości Ojca w kwestii uzdrawiania.
  • Chciałbym.
  • Ojciec słyszał twoje słowa. Powiedział, że…
  • Nie masz dna.
  • Czyli nie ma końca twoich twierdzeń, które Go zaskakują.
  • Faktycznie… Jaki ja jestem głupi! Powiedziałem, że nie zna się na medycynie – Piotr zrobił się czerwony.
  • On ją opracował, każdy szczegół.
  • ……
  • Ty jesteś dla mnie – raptem Piotr zwraca się do mnie.
  • Wiem i to trudne zadanie.
  • Ale wiesz, że misja będzie teraz kompletna?
  • Hmm… – zamyśliłam się. Misja… ???
  • Wszędzie ze mną jeździsz, pilnujesz…
  • Zero wolności bez solidarnościHomiel ze śmiechem.

Piotr zaczął opowiadać o swojej porannej wizji.

  • Rozmawiałem z naszym prawnikiem. Pytam go dlaczego pan się tym nie interesuje bardziej?
  • Myślałem, że to pan powinien wiedzieć.
  • Potem wziąłem białą pastę do zębów i rozpuściłem ją w wodzie w emaliowanej misce… Co to może znaczyć?

Wzruszyłam ramionami, bo nie wiedziałam, ale zaraz przyszło do mnie pewne skojarzenie.

  • Zanim kładę pastę na szczoteczkę, moczę ją najpierw w wodzie…
  • żeby się lepiej rozprowadzała – Piotr dokończył i wtedy spojrzeliśmy na siebie.
  • Rozumiem… pasta rozpuściła się w wodzie, ale nie znaczy, że przestała działać. Pasta czyści zęby… czyli? – myślę analitycznie.
  • To, co zacząłeś… działa, choć tego nie widzisz. Prawnik w wizji to symbol naszej sprawy z NIP! – byłam już tego pewna.

To zadziwiające jak niektóre Ich wizje są bardzo czytelne, choć na pierwszy rzut oka wydają się kompletnie niezrozumiałe.

  • Tak się martwiłeś, że nic o NIP nie wiesz, to masz teraz odpowiedź, pasta działa.
  • Dobrze interpretujemy Homiel? – pyta Piotr dla pewności.
  • Jak ty to wytrzymujesz? odezwał się Nowy Co chwilę pytają?!
  • …… –   rozdziawiliśmy szeroko buzię, bo  zdążyliśmy o dodatkowym Nieznajomym już zapomnieć.
  • Po raz pierwszy jesteście razem? – spytałam.
  • Bezpieczeństwa nigdy za wiele, nie na darmo bandażowano ci głowę.
  • Was sześciu jest dla Piotra, czy dla nas?
  • Czyż nie jesteście jednością?

Piotrowi zebrało się na wspominki z całego życia, po kolei przypominał mi wszystko po raz setny. Nie chciałam mu przerywać i go wkurzyć, bo prowadził, ale prawie zaczęłam ziewać.

  • To niebywałe jak Oni to robią – Piotr miał na myśli wszystkiej dotychczasowe wizje, koronki.
  • Tyle komplementów w twoich ustach naraz?
  • A ty udaj, że wszystko słyszysz pierwszy raz zwrócił się do mnie.
  • Jesteś wspaniałomyślny, dostrzegasz Nasze koronki.
  • No dostrzegam – przyznał Piotr.
  • A ciągle wątpisz w koronkę NIP… Ta koronka będzie bardzo duża, dlatego musi potrwać Mój przyjacielu.
  • Załatw teraz serduszko czyli jedź do Bielska i o nic się nie martw.

W Warszawie, mimo zmęczenia, pojechaliśmy jeszcze do „naszej” katedry. Piotr usłyszał słowa…

  • Rób, co masz wytyczone.
  • Pozornie możesz wybrać, ale nie masz wyboru, bo zostało to wybrane za ciebie.

A więc my wyboru nie mamy i nigdy nie mieliśmy. Od początku idziemy zgodnie z wytyczonym przez Nich planem.



Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Tak jak Mnie nosisz, tak Mnie masz.

27. 01. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Piotr się rozchorował i w duszy dziękowałam Bogu, że tak to zorganizował. Siedzi w domu i zrzędzi na całego leżąc na kanapie i wpatrując się w TV. Oglądaliśmy jakiś program, w którym chłopak w wieku 11-12 lat darł się na swojego rodzica, dodatkowo rzucał krzesłami i talerzami. Widzę, że Piotrowi żyły wychodzą na czole…

  • Ja bym dał takiemu w dupę, a komputer zakopał w ziemi – nie wytrzymał.
  • A co Homiel na to? – pytam ze śmiechem.
  • Anielskie wychowaniei też się śmieje.
  • A co Ty tam wiesz! – żachnął się.
  • …… – śmiałam się już na całego.

Piotr dalej trzyma w ręku pilota i na każdym kanale jest średnio 5 minut, co zaczyna doprowadzać mnie do szału. Ponad setka kanałów co 5 minut.  W końcu zatrzymał się na filmie „Iluzjonista” i o dziwo doczekał aż do końcahttps://www.youtube.com/watch?v=ekLY7N_kbfw

  • Widzisz? – mówi do mnie – Zawsze trzeba wierzyć faktom.
  • A ty wierzysz tylko faktom? Gdybyś wierzył tylko faktom, jakbyś wierzył w Nas?

Hmm… To prawda. Jestem ciekawa, czy ktokolwiek czytający ten dziennik uwierzy naprawdę? Nie ma twardych dowodów na istnienie Nieba, nie ma twardych dowodów na istnienie Boga poza relacjami i doświadczeniami wielu ludzi. A jednak… mam zdjęcia, man świadków, mam konkretne doświadczenia… Czy to wystarczy? Nawet Piotrowi zdarza się zwątpić twierdząc, że to zbyt nieprawdopodobne, by działo się naprawdę… a dzieje się! I to niemal codziennie!!! 


Zostawiłam Piotra z jego pilotem, a sama zanurkowałam do internetu. W pewnej chwili Homiel przywołał mnie do porządku, bym nie traciła więcej energii.

  • Rozważaj, szykujecie się na zmiany, one ruszą gwałtownie.
  • Potrafisz przestraszyć! – Piotr.

Już pierwsza fala wprowadziła w nasze życie wiele zmian, a co dopiero będzie po drugiej? Na przykład już nie spotykamy się codziennie na naszej porannej „randce”, nad czym ubolewam szczególnie. To duża dla nas zmiana. 

  • Jakoś nie płaczesz za kawą i niesmaczna jest… a ciągle słyszysz.
  • Homiel, jesteś najlepszym naszym przyjacielem. 
  • Skończcie swoje sprawy i do Domu, prawdziwego Domu. Niemurowanego.
  • ……?
  • A jakiego?
  • Postawionego.
  • ……?
  • Zgra się NIP i serce?
  • Zgra.
  • Ale jak połączyć z tymi falami? – Piotr słusznie pyta, bo i ja tego nie widzę.
  • pokazał mi warkocz, czyli będzie się przeplatać jedne z drugim.

W TV mignął mi film dokumentalny. Mignął, bo przecież zdołałam obejrzeć jedynie 5 pierwszych minut! Pokazano historię seryjnego mordercy skazanego później na śmierć. Ale wykorzystałam te parę minut, by zadać pytanie…

  • Czy kara śmierci jest słuszna?
  • Błąd w sztuce. Niebo to jest miłosierdzie. Nie zabijaj, nie zabijaj… przykazanie boskie.
  • A świnie…?

Wczoraj wracając do Warszawy i mijając jakieś zakłady mięsne zauważyłam ciężarówkę do przewozu zwierząt stojącą pod bramą wjazdową zakładu. Mężczyzna popędzał kilka świń prawdopodobnie do ubojni. Musiał je popychać rękoma, bo nie chciały tam wejść. Krótko obserwowałam tę scenę, ale wystarczająco, by coś chwyciło mnie za gardło.

  • Zwierzęta zostały dane człowiekowi.
  • Ale szły na rzeź!?
  • Czyż ryba wyłowiona nie idzie na rzeź?
  • Buddyzm wyżej ceni życie zwierzęcia.
  • Daj spokój, Piotr ci później wyjaśni.
  • Wyjaśni? Będzie miał taką wiedzę?
  • …… – nie odpowiedział.

Piotr znowu przełączył na inny kanał. Pokazano flesz z pokazów mody we Francji. Piotr parzy i patrzy… i się krzywi.

  • Za darmo bym tego nie chciał.
  • Toteż za darmo nikt ci nie daje.
  • …… – oboje się roześmialiśmy natychmiast. Ceny ubrań kosmiczne…

Na innym kanale pokazano listę morderców z Auschwitz, która została udostępniona w internecie.

  • Ciekawe, czy tam jestem… – Piotr powiedział cicho, co mnie zelektryzowało. Zapomniałam już, że w historii swoich żywotów ma też i taki „epizod”.
  • Tam cię na szczęście nie ma, ale gdzie indziej nie masz takiego szczęścia.
  • Czyli gdzie?
  • Lepiej nie pytaj, już ci wybaczono.

Zbliżała się 15.00. Piotr wyszedł do swojego pokoju się pomodlić. Pół godziny później…

  • Gdy mówiłem przywróć ustalony porządek… zobaczyłem jakby alternatywną przyszłość. Gdyby wygrała Clinton, wzrosłaby znacznie liczba mordowanych, nienarodzonych dzieci na całym świecie.
  • …… – nie wątpię, by tak się stało.
  • O to się modlisz przecież… Przywróć odwiecznie ustalony porządek.
  • ……
  • Ojcze… czy ta jedna modlitwa może narobić tyle szumu?
  • Modlitwa wydaje się mała, a czyni wielką sprawę.
  • Żyj obecną chwilą, nie pytaj więcej co będzie.
  • Uwierz, że obdarzyłem cię wielką siłą.

30. 01. 17 r.                                                                                                                                        Warszawa.

Piotr wstał niewyspany, został zbudzony o 5 rano pukaniem do drzwi pokoju. Ktoś mocno i stanowczo zrobił to 3 razy, a ponieważ przeżyłam to na własnej skórze kiedyś, doskonale wiem jakie to nieprzyjemne uczucie.

  • Miałem wizję rano… Leżałem w szpitalu, nad głową miałem niebieskie światło, ale w środku tego światła było białe, to znaczy światło było białe, ale z niego odchodziły niebieskie promienie. Były tak mocne, ze przechodziły przez ściany w szpitalu, wywołało to popłoch wśród ludzi. Wokół tego niebieskiego utworzył się wianuszek innych kolorowych światełek, wyglądało to jak choinka. I ten wianuszek zszedł na wysokość mojego gardła i wbiło się w moje gardło. Wszystko to trwało około 15 minut. Niebieskie światełko weszło mi potem w czoło.
  • Może ktoś cię uzdrawia w ten sposób? – zamyśliłam się.

Piotr już co prawda nie jest chory, ale dzisiaj wyjątkowo słabo się czuje. Położył się na kanapie i zawinął w koc. Obserwowałam go przez chwilę nie wiedząc co robić. W pewnym momencie przesunął się w bok, jakby chciał ustąpić komuś miejsca.

  • Jezus usiadł koło mnie – chciał mi wyjaśnić.
  • Jak to?
  • Zobaczyłem jego zarys postaci. Usiadł i przyłożył swoją rękę do mojego serca.
  • ……
  • Pomagasz Mi codziennie, jestem odpowiedzialny za ludzi.
  • Kiedy będziesz chciał, zawsze będę przy tobie.
  • Tak jak Mnie nosisz, tak Mnie masz.

Tak jak Mnie nosisz… koszulka! Piotr cały niemal czas ma ją na sobie, nawet będąc w garniturze.

Jezus na koszulce

Dopisane 20. 09. 2017 r.

Skończcie swoje sprawy i do Domu, prawdziwego Domu. Niemurowanego. Postawionego – idealny przykład do interpretacji zawiłości słów Nieba. Pytając dzisiaj co Homiel miał na myśli mówiąc postawionego, pokazał dom z kolumnami, który spada z góry i mocno usadawia się na ziemi.

Murowany jest budowany od podstaw, postawiony to gotowy dany z Nieba. W Niebie się nie buduje, w Niebie są gotowe.

  • Jaka postać, taki dom… nie dziwi nic – Homiel śpiewa pod nosem

Lepiej nie pytaj, już ci wybaczono – wielka tajemnica ludzkiego żywota. Można upaść totalnie i można być wywyższonym. Taka jest miłość i miłosierdzie Ojca.


Gdybyś wierzył tylko faktom, jakbyś wierzył w Nas? – Homiel lub nie Homiel poruszył istotę rzeczy. Czym byłaby nasza wiara, gdybyśmy żądali ciągle dowodów? W ubiegłym roku na rynku pojawiła się arcyciekawa książka; John Thavis, Tajemnice watykańskich proroctw. 

Książka amerykańskiego byłego pracownika administracji watykańskiej jest dla tych, którzy chcą dowiedzieć się co nieco na temat stosunku Kościoła katolickiego do zjawisk nadprzyrodzonych, musi do tej książki zajrzeć. Ta, napisana ze swadą i znawstwem tematu, pozycja stanowi cenny rezerwuar wiedzy, z którego wynika, że Watykan nie jest wcale tak ufny w stosunku do wszelkich cudowności. Wręcz przeciwnie, odnosi się wrażenie, że spora część urzędników rzymskich to twardo stąpający po ziemi racjonaliści, których sprawy nadprzyrodzone wprawiają w zażenowanie. Trudno jednak orzec, co jest tego powodem: niewiara skrywana pod biskupimi insygniami czy połączona z wiarą nieufność. „Tajemnice watykańskich proroctw” starają się więc balansować pomiędzy zdrowym sceptycyzmem a naturalnym dla prostej wiary przeświadczeniem o prawdziwości cudów i wizji. https://wpolityce.pl/kultura/287331-tajemnice-watykanskich-proroctw-cuda-w-cieniu-rozumu-recenzja

Niedawno zrozumiałam, że największym oponentem tego, co opisuję będzie właśnie Kościół. Pocieszono mnie. 

  • Nie piszesz dla Kościoła. Piszesz dla ludzi.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Mówisz Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… to staram się.

25. 01. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Jedziemy dzisiaj do Bielska autem. Rano przed wyjazdem Piotr miał wizję. To czwarta wizja związana z pociągiem, a pociąg to symbol naszej drogi, naszego życia. Słuchałam więc uważnie.

  • Jechałem długim pociągiem, było mnóstwo ludzi, ale ja siedziałem w przedziale sam, przedział był staromodny, to znaczy miał drewniane ławki. Mijając jakąś stację, której nazwy nie zapamiętałem, mój przedział stał się pokojem, zwykłym pokojem w mieszkaniu. Ja ciągle siedziałem, ale tym razem na krześle. Weszła do pokoju kobieta, tak około 28 lat, miała bardzo szlachetną twarz, była w sukni, długiej szaro-białej szacie. Ja siedziałem na tym krześle, a ona obwijała moją głowę białym bandażem. Najpierw maścią mnie nasmarowała, a potem dokładnie zabandażowała. Kilkukrotnie w taki sposób, że została mi wolna część twarzy. Na koniec wyglądałem jakbym miał na głowie hełm.

  • Potem nachyliła się nade mną i spojrzała prosto w moje oczy. Zwróciłem uwagę, że miała niesamowite oczy, niebieskie, lazurowe wręcz, okrągłe i wielkie.
  • Nie wiedziałam, że jesteś tak skąpy.
  • Ja?! Przecież płacę wszystkim!
  • ……
  • Kim ty jesteś? – spytałem, bo byłem pod wrażeniem Jej oczu.
  • Później się dowiesz.
  • ……
  • Ciekawe… – pomyślałam.
  • Ja skąpy!? Skąpy!? Od razu zacząłem myśleć komu kasę zalegam – opowiada mi teraz z przejęciem.

Kiedy Piotr tak to przeżywał zaczęłam się zastanawiać nad lazurowymi oczami tej kobiety. Tylko jedna kobieta ma takie oczy, ale… nie byłam pewna.

  • Ja przecież tyle daję – ciągle był zdziwiony, ale już spokojniejszy.
  • Skąpym można być nie tylko w pieniądzach – zaczynam mu tłumaczyć. Piotr zapomina, że to wizja i to co słyszy może mieć wiele znaczeń i symboli.
  • Można być skąpym w uczucia na przykład – zaczynam analizować.
  • Spytaj się Homiela co znaczy skąpy.
  • Skąpy w ludzi.
  • …… – spojrzeliśmy się na siebie, bo strzelił w dziesiątkę.
  • Unikasz ludzi jak możesz – zaczynam się śmiać.
  • A bandażowanie? – wolę już spytać niż samej analizować.
  • ……
  • Dziwne… pokazał mi teraz pięściarza, który szykuje się do walki, bandażuje ręce.
  • Hmm… A o tym nie pomyślałam – bandażowanie skojarzyło mi się z odniesionymi ranami, a nie szykowaniem do walki.
  • Dlaczego głowę?
  • A gdzie się bije, by zadać cios?
  • Ale dlaczego?
  • Przybywają posiłki nadchodzi atak diabłów.
  • To ma związek z operacją?
  • Piotr jest celem. Twój „przywróć ustalony porządek” zaczyna niszczyć ich plan.
  • Odrzuciłeś wszystko, co ci dawali. Chcesz mieć schody. Co się dzieje z tymi, którzy odrzucają wszystko?
  • Wow… – znowu spojrzeliśmy na siebie z niepokojem tym razem.

Ci, co odrzucają wszystko mają „pod górkę”, czyli schody. Albo? Tym, którzy odrzucili diabła szykują schody do Nieba.

  • Nieważne kim się jest, ale co robisz – Piotr na to.
  • Cóż za skromność.
  • Widzisz jak walczą o twoje życie? Hełm ci dają! – mówię.
  • Eee wątpię…
  • A w co ty nie wątpisz?
  • Jak mają cię zaatakować to ten hełm z bandaży wystarczy?
  • Gdybyś wiedział kto to robił…
  • A kto?
  • Możesz dowiedzieć się i teraz jeśli chcesz… Ta, do której się tak modlisz.
  • Maryja! – odkrywczo krzyknęłam, bo tylko Ona ma takie piękne oczy.
  • Wiesz co usłyszałam?…
  • Nie wahaj się uciąć głowę….
  • i zobaczyłem węża zielono – czarnego, który pełzał po trawie.
  • Skąpy… za mało dajesz ludziom siebie.

Maryja niszczy Szatana


26. 01. 17 r.                                                                                                                                              Bielsko -Biała.

Ulokowaliśmy się w tym samym hotelu co ostatnio. Wczoraj, jeszcze podczas jazdy Piotr zaczął kichać i kaszleć. W nocy dostał nagłej gorączki i całą noc mamy nie przespaną. W takim stanie nie widzę tego zabiegu. Podczas koronografii każde kaszlnięcie to wielkie ryzyko przerwania, uszkodzenia żyły i będzie… po wszystkim. Byliśmy umówieni na 8.00 i nie byłam przekonana, żeby to zrobić, tym bardziej, że sam Cisowski, jak się okazało, jest na urlopie. Byłam wykończona i wszystkim sfrustrowana, jechaliśmy taki kawał drogi, a tu nagła choroba. Pytam się Homiela,

  • Czy tak miało być?
  • Pokazałem precyzyjnie.
  • Gdzie? – zaczęłam szukać w myślach.

Weszliśmy do izby przyjęć równo o 8.00 i powiedzieliśmy o naszych wahaniach związanych ze stanem zdrowia Piotra. Bardzo miła kobieta, która nas obsługiwała wysłuchała nas uważnie i poszła do lekarza po konsultację. Gdy wróciła…

  • Nie powinno być problemów, ale wie pan… nikogo fachowego nie ma, a to młody lekarz…

Czerwona lampka zapaliła nam się w głowach, spojrzeliśmy na siebie i już wiedzieliśmy, że rezygnujemy. Szpital nie podpisał jeszcze finansowania z NFZ i nikogo ze specjalistów nie było. Nie chcąc ryzykować umówiliśmy się na 7 lutego. Wróciliśmy do hotelu, spakowaliśmy się i ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.

  • Widziałeś motylki? – pyta Homiel w aucie.
  • Nie.
  • W szpitalu ich nie było czyli nie było odpowiedniego lekarza dla Piotra.

Homiel wyglądał na zadowolonego, że zrezygnowaliśmy. Szkoda jedynie, że nie powiedział o tym wcześniej, gdy ruszaliśmy do Bielska. Ale rozumiem, że to też nauka i kolejny sprawdzian zaufania do Nieba. Człowiek ciągle się uczy.

  • Homiel, przyjechaliśmy na darmo?
  • Nie podoba ci się wycieczka?
  • Wycieczka droga.
  • Nie żałuj.
  • A mi przechodzi wszystko – Piotr znacznie lepiej się poczuł.
  • Bo choroba niepotrzebna, wszystkim kamień spadł…
  • Słysząc, że jest młody od razu wiedziałam, że nie będziemy robić.
  • A gdybyśmy się zdecydowali? – Piotr przekornie.
  • Przed… igła by mu się złamała.
  • …… – zdumiewające, jak bardzo kontrolują nasze życie.
  • To co? Jedziemy do Częstochowy? – rzuciłam pomysł.
  • Już czekają na was.
  • To niesamowite… – Piotr ciągle dalej myśli o szpitalu.
  • Kowalewski zaczął, Cisowski skończy.
  • Ale jak skończy? Przeżyję?
  • Tak, abyś mógł zakończyć misję.
  • Jaka jest jego misja? – pytam.
  • Dusia – Homiel robi minę jakby się zastanawiał… 
  • Co to za imię… Dusi, Dusia… Co to za misja pyta Dusia? – Homiel ze mnie lekko się naigrawa…
  • No powiedz Homiel – śmieję się.
  • Sam chciałbym to wiedzieć.

Dojechaliśmy do Częstochowy, do klasztoru oczywiście. Piękna pogoda i mało ludzi, było bardzo przyjemnie. Weszliśmy do kościoła, Piotr uklęknął pod głównym ołtarzem, a ja obok niego. Słyszę jego słowa…

  • Ojcze, oddaję Ci serce moje.
  • A Ja je przyjmuję, wygładzę i ci je oddam.

Wyciągnęłam szybko notes i zapisałam każde słowo.

  • Zobaczyłem jak Jezus oddycha. Zaczął oddychać w tym samym rytmie co ja.
  • Oddychamy razem, idziemy razem.

Wracając…

  • Oni naprawdę nie chcą, żebym teraz umierał.
  • Na razie wracamy z wycieczki.
  • Powiedz coś jeszcze?
  • Nie mówię tak sobie, a na pytania Dusi nie odpowiem, bo Dusia chciałaby encyklopedii.
  • A jakich moich pytanie nie lubisz? – pytam ze śmiechem.
  • Wszystkie lubię, ale nie na wszystkie mogę odpowiedzieć.
  • ……
  • Pamiętasz, jak Ojciec powiedział, że wpadniesz do Nich na kawę?- przypomniałam sobie. 
  • Na kawę z ciastem. Tak Stwórca to stworzył i nie ma zamiaru zmieniać.
  • .. – ale co to ma znaczyć? Dosłownie? Przecież to… niemożliwe… 

Piotr znowu zaczął prychać i kichać…

  • To najlepsze co mogło mu się wydarzyć. Pomyślałem o wszystkim.
  • Pomyślałeś? – spytałam, bo nie byłam pewna kto teraz mówi.
  • Pomyślałem, przecież mówisz Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… to staram się.

to staram się … Myślałam, że nie podniosę swojej szczęki z podłogi, tak mi opadła z wrażenia. To było cudownie wzruszające…

I jeszcze coś… Nikt o tym nie wiedział… W modlitwie;

Boże Ojcze Wszechmogący, Wszechmądry i Wszechpotężny, Stwórco Nieba i Ziemi, Ty, Który w cudowny i nieomylny sposób władasz całym Wszechświatem spraw, aby każdy człowiek wypełniał Twoją Najświętszą Wolę i według niej żył…

…dosyć często Wszechmogący zmieniam na Wszechobecny zdając sobie sprawę dzięki naszym rozmowom i doświadczeniom, że Bóg Ojciec jest ciągle przy nas i jednocześnie wszędzie. Wszystko widzi, wszystko słyszy, wszystko czuje. I teraz dał mi odpowiedź mówiąc Wszechobecny, że rzeczywiście… JEST.

Bóg Wszechobecny, Wszechmogący, Wszechpotężny, Wszechmądry
Bóg Wszechobecny, Wszechmogący, Wszechpotężny, Wszechmądry

Dopisane 19. 09. 2107 r.

Nie wiedziałam, że jesteś tak skąpy – słowo skąpy w ustach Maryi wydawały mi się dość dziwne wtedy. Przestały być dziwne, gdy przeczytałam te słowa;

Łk 6,38 Hojnie dawajcie, a dużo otrzymacie. Dar wasz powróci do was nie uszczuplony i obfity. Jak wy odmierzacie, skąpo albo hojnie, tak odmierzą i wam.

2 Kor 9,6 Bo kto skąpo sieje, skąpo zbiera. A kto hojnie sieje, hojnie też będzie zbierał.

A. Lenczewska; Słowo Pouczenia
A. Lenczewska; Słowo Pouczenia

Przeciwieństwem skąpstwa jest hojność. Tacy ludzie jak Piotr muszą być hojni.


Nie wahaj się uciąć głowę…. – Maryja jest równie stanowcza jak całe Niebo.

Innym razem szatan wyznaje: Maryja jest tą, która wprowadza ogromne zamieszanie w moich planach. Jest niszczycielką mojego królestwa. Nie pozwala odnieść mi zwycięstwa i już przygotowuje mi klęskę? Ciągle plącze mi się pod nogami, wciąż przeszkadzając mi, przecinając mi drogę, podpuszczając swoich fanatyków do odbierania mi dusz. Tam, gdzie sięgają moje głośne podboje, Ona w rozprzestrzeniającej się ciszy mnoży swoje zwycięstwa. http://adonai.pl/rozwazania/?id=38


Pomyślałem, przecież mówisz Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… to staram się.

Taki jest Bóg Ojciec. Wszechmogący, Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… i  kochający, miłosierny i dowcipny. Bóg, który mówi staram się, kiedy może wszystko… ? 

Pamiętaj… Ja to On, On to Ja.

14. 01. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Byliśmy w katedrze. Zauważyliśmy, że centralnie pod „naszym krzyżem”  stoją dwa kwiaty, które kupiliśmy jakiś czas temu w Ikei.

  • Wciąż stoją – dziwi się Piotr, że jeszcze ich nie ukradziono. 
  • A jakże mogłoby być inaczej?
  • Twój jest ładniejszy – Piotr do mnie.
  • Są równe.
  • …… – uśmiechnęłam się na odpowiedź Jezusa.

Przed wejściem, zaledwie 3 metry od nas, siedziały dwie rozgadane cyganki. Rozmawiały ze sobą szeptem, by nam nie przeszkadzać. Przynajmniej nie udawały, że się modlą, więc żeby nie było wątpliwości zaczęłam szukać po kieszeniach pieniędzy. Już nie chcę się zastanawiać, czy dawać, czy nie dawać, ile dawać, a ile nie dawać. Nie chciałam się też spierać z Piotrem, który ma ciągle z tym problemy. Z kieszeni wyjęłam 10 zł dla jednej cyganki i jeszcze jedne 10 zł wcisnęłam do ręki Piotrowi, żeby dał drugiej cygance. Biorąc pieniądze zastygł…

  • Karm każdego, kto potrzebuje bez przywołania.
  • …?
  • Jeśli wytrzymasz, co wytrzymasz druhu Mój, przyjacielu, kwiaty będą przed tobą sypać.
  • … – wow… , co to ma być takiego, że ma to wytrzymać? Wytrzymać można tylko trudne chwile.

Jadąc autem Piotr był z siebie bardzo zadowolony.

  • No i daliśmy im pieniądze, jesteśmy ok.
  • To nie ty dałeś.
  • Ale wyglądały na szczęśliwe! – rzeczywiście cyganki były uśmiechnięte, daleko im było do nieszczęścia i może dlatego Piotr uznał, że jego pieniądze nie są im potrzebne.
  • Będą teraz bardziej szczęśliwe.
  • Masz dawać i tyle, nie dyskutuj z Niebem – zaczęłam się śmiać.

Trzy godziny póżniej spacerując ul. Nowy Świat wstąpiliśmy do kościoła Serca Jezusowego, by chwilę odpocząć. Nie wiedzieliśmy, że trwa akurat msza. Pełno ludzi, więc stanęliśmy tuż przy drzwiach. Ledwo weszliśmy, a ksiądz zaczął chodzić z tacą i o dziwo skierował się prosto w stronę Piotra patrząc mu w oczy jak zahipnotyzowany. Przeszedł całą długość kościoła ciągle patrząc na Piotra. Oho! Co się dzieje… pomyślałam. Piotr tylko westchnął i wyciągnął z kieszeni 20 zł.

  • Skąd miałeś pieniądze? – pytam po wyjściu.
  • Miałem schowane w kieszenie na wszelki wypadek, ale jak mi dałaś 10 zł, to już nie musiałem cygance dawać swoich 20 zł – i zaczął się śmiać.
  • . Nie wierzę…   – …i tak oto, co miał dać.. w końcu i tak oddał. Przed przeznaczeniem nie ucieknie. 

Wieczorem zauważyłam na plecach u Piotra zadrapanie. Machnął tylko ręką…

  • A… nie chciałem ci o tym mówić.
  • Masz mówić! Znowu cię atakują?
  • Jesteś pilnowany 24 godziny bez przerwyHomiel pociesza.
  • A gdyby nie to? – pytam.
  • Nie chcę myśleć.

15. 01. 17 r.                                                                                                                                            Warszawa.

Dzisiaj również pojechaliśmy do katedry. Tym razem nie było nikogo, komu można byłoby dać pieniądze, więc Piotr szybko skupił się na modlitwie. Nauczyłam się nie przeszkadzać mu w takich chwilach, zwłaszcza pod tym niesamowitym krzyżem, ale szybko zauważyłam, że musi coś widzieć, bo miał bardzo dziwny wyraz twarzy. Dopiero po dłuższej chwili nachylił się do mnie…

  • Zobaczyłem nad krzyżem ręce rozpostarte jak ręce Jezusa, ręka przy ręku. To były ręce Ojca, były też przebite… – powiedział ze wzruszeniem i zdziwieniem.
  • Pamiętaj… Ja to On, On to Ja.
Bóg Ojciec i Syn
Bóg Ojciec i Syn

Wieczorem.

Po dzisiejszym doświadczeniu w kościele Piotr cały dzień był w nastroju głębokiego ducha, a nie materii.

  • Zajrzałbym do Was Homiel, wpadłbym na zupę.
  • To u was wszystko się dzieje, u Nas wszystko poukładane, zanudziłbyś się.
  • Mój świat to świat myśli, byłbyś bardzo zdziwiony. Myślami wędruję tam, gdzie chcę. Twoje pięć procent nie jest w stanie tego zrozumieć.
  • A co Ojciec robi?
  • Nie mam takiej władzy, żeby ci powiedzieć.
  • ……
  • A co mały chciałbyś tu zobaczyć?
  • …… – zamurowało nas.
  • A co do zupy, dam ci coś lepszego.
  • Kiedy?
  • Kiedy przyjdzie pora.
  • …… – Piotr zobaczył znowu pstryknięcie palcami, czyli „szybko”.
  • Filar musi być niezawodny.

Piotr przypomniał sobie starą wizję sprzed kilku lat.

Znowu widziałem wielki tron lub fotel, na którym siedział starszy mężczyzna, miał białe włosy, brodę, długą jasną szatę. Przed nim stało siedem wielkich filarów w biało pastelowym kolorze, wiedziałem, że w każdym z nich była istota, jakby wartownik, wszyscy czekali wyprostowani. Bóg wziął do ręki ostatni filar stojący z jego prawej strony, w którym byłem ja, przyglądał się mi uważnie przez chwilę, a ja wyciągałem ręce do przodu i czyniłem pokłony. http://osaczenie.pl/wp/2016/05/08/nie-tego-od-ciebie-oczekuje/
  • Rób wszystko co masz robić, a Ja ci rzucę pod nogi tych, którzy czynią nieprawość.
  • Czego oczekujesz ode mnie Ojcze?
  • Chcę, żebyś był. Tylko nie zawiedź Mnie.

 


Dopisane 09. 09. 2017 r.

Twoje pięć procent nie jest w stanie tego zrozumieć – Homiel zażartował sobie z naszych przysłowiowych 5 procent możliwości mózgu, ale powiedział też prawdę. Nie jesteśmy w stanie ogarnąć rozumem Nieba.

A. Lenczewska; Słowo Pouczenia
A. Lenczewska; Słowo Pouczenia

Ja to On, On to Ja.

Dopiero te słowa i przebite ręce Ojca uświadomiły mi w pełni, co Bóg uczynił dla człowieka. Nie tylko poświęcił Syna, poświęcił też Siebie. W moim postrzeganiu Nieba to zmienia wszystko.

Kto mówi prawdę i czyni dobrze drugiemu, żyje w świetle.

29. 12. 16 r.                                                                                                                                  Warszawa.

Spotkaliśmy się rano po kościele jak zwykle, Piotr opowiedział co wydarzyło się wczoraj późnym wieczorem. Ponieważ dostał ochrzan, że ze zmęczenia skrócił modlitwę, dzisiaj postanowił pomodlić się już o 22.30, a nie jak zawsze 23.30.

  • Wszedłem do pokoju i spojrzałem na zegar, brakowało 5 minut do 22.30, więc chciałem poczekać. A wtedy… usłyszałem Maryję… Spytała…
  • Kiedy zaczniesz się modlić?
  • … Tak mnie to zaskoczyło, że odpowiedziałem szczerze, że za 5 minut.
  • Zacznij teraz.
  • No to zacząłem egzorcyzmy… Na koniec wezwałem Michała; Michale! Stań na czele swojego niebiańskiego wojska… i wtedy dostałem wizję! Zobaczyłem jak stał nad gackiem i przytrzymywał nogą jego głowę, przyduszał go do ziemi, a na karku znowu trzymał włócznię zakończoną trójzębem. Michał spojrzał na mnie i pyta…
  • Czy tak?
  • Tak! Trzymaj i nie puść!… krzyknąłem do Niego.
  • …… – nie wiedziałam co powiedzieć. Pouczać Michała? To tylko Piotruś tak potrafi. 
  • Tę scenę z góry obserwowali dwaj mężczyźni, siedzieli na dużych drewnianych fotelach, jak trony, miały wysokie podłokietniki. Sam gacek to jakaś hybryda, twarz człowieka, uszy wilka, szpony ptaka, tułów jak ośmiornica, długie macki, błona, czarne rogi… – Piotr opowiadał naprawdę podekscytowany i chyba żałował, że sam tej włóczni nie trzymał mu na karku.
  • A jak wyglądał Michał?
  • Jak? Miał złotą spódniczkę… ale nie zwracałem w sumie na Niego uwagi, bo patrzyłem na gacka, żeby się nie wyrwał. Interesowała mnie tylko tak włócznia, która była wbita w kark.
  • ……
  • Po raz pierwszy w modlitwie nie skupiłem się na ochronie ludzi, ale poczułem, że za przesłoną czeka cała masa czarnych gotowych do ataku. Wyciągnąłem rękę jak robi to Chrystus i posyłałem ich do piekła… aż cały się spociłem.
  • ……
  • Na koniec modlitwy usłyszałem coś, czego nie rozumiem… Usłyszałem rozmowę między mężczyznami.
  • Ta przerwa mu się przydała.
  • Zobacz jaki konkretny.
  • Mały jest jak ogień, trzeba ciągle podkładać, ale nie można nad nim zapanować.
  • ……
  • Ahaaa… ale to przecież Ojciec z Synem rozmawiali!
  • No przecież wiem, ale mi tak trudno… zrozumieć, że ja to wszystko widzę… Spojrzałem na obraz Jezusa, ale spuściłem oczy, bo mi głupio było i od razu usłyszałem…
  • Nie opuszczaj głowy przede Mną, patrz Mi w oczy.

Słysząc te słowa bardzo się wzruszyłam, łzy mi naszły do oczu. Kiedy słyszę o Chrystusie to rozmiękam na drobne i jest to silniejsze ode mnie. 

  • Nasz kronikarz się wzruszył, ale to też rycerz, zdjął zbroję i książkę pisze, to twoja druga natura.

Wieczorem.

Czasami otrzymuję mailem od osób czytających mój blog ciekawe pytania. A ponieważ same odpowiedzi też są ciekawe, aż szkoda, by o nich tutaj nie napisać (zanim jednak to robię proszę autora o zgodę).
Chciałabym Pani zapytać o kilka rzeczy:
1. Jak na jedzenie mięsa spogląda Homiel? Pamiętam, że w którymś z Pani zapisów był poruszany ten temat, ale z tego co pamiętam była mowa o jedzeniu ryb. Ciekawa jestem, czy lepiej dla nas jest nie jeść mięsa – czy przez to jesteście wewnętrznie czystsi i jest szansa na lepszy kontakt z Bogiem ( bo np. nie konsumujemy mięsa, które wg niektórych dostarcza nam emocji związanych z cierpieniem zwierząt podczas ich zabijania). Czy też nie ma to większego znaczenia?

Ponieważ Piotr nie czyta tego, co piszę pytania czytam na głos. Są pytania, na które Homiel odpowiada od razu i są takie, na które nie odpowiada w ogóle. Tym razem odpowiedział prawie natychmiast. 

  • Czy sądzisz, że ryba nie cierpi? A jednak jesz ryby. Zwierzęta zostały dane człowiekowi.

Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko. Księga rodzaju.

  • To dobrze jeść mięso? – spytałam kiedyś.
  • A i Chrystus dawał rybę. Tego świata w ten sposób nie zmienisz.

p. s . Widzę teraz, że Homiel nie rozgranicza między rybą a powiedzmy wołowiną. Jedno i drugie to „mięso”.

2. Jest tu w Stanach pewien autor książek – Anthony William, który napisał m. in. pozycje ,, Medical medium’’. Bardzo fajnie w niej pisze o pokarmach, które pomagają czy szkodzą na dana dolegliwość i np. mojego kuzyna zona już od prawie roku stosuje jego podpowiedzi/dietę i czuje się dużo lepiej. On podobno ‘’skanuje’’ ludzi np. podczas rozmowy telefonicznej i od razu wie jakie dolegliwości oni maja i jak im zaradzić. Jest jednak jeszcze coś- otóż, tego wszystkiego nauczył go tzw. ‘spirit’’, który towarzyszy mu od wieku dziecięcego i mu ciągle pomaga w diagnozowaniu ludzi. W której książce pisał on, ze jako małe dziecko zobaczył g wyglądającego jak mnich, który schodzi z nieba po drabinie. I tu pojawia sie moje pytanie. Czy ten ‘’spirit’’ , który nazywa siebie compassion, czyli współczucie- pochodzi od Pana Boga, z Góry, czy tez z dołu? Pytam, bo książkę czyta się dobrze i sama bym chętnie skorzystała z pewnych zawartych tam treści, ale … czy warto? Czy Homiel, Pan Piotr mógłby mi udzielić pomocy? (p. s. autorka w innym mailu dodała, że AW pobiera za swoje usługi spore honoraria, co mnie osobiście od razu odrzuca).

  • Czy ten człowiek jest prawdziwy?
  • Ufaj modlitwie i Bogu. Mnóstwo jest fałszywych proroków, podchodź z rezerwą do wszystkiego.
  • Jak rozróżnić fałszywego od prawdziwego? – pytam. 
  • Nie jesteś w ciemności. Kto mówi prawdę i czyni dobrze drugiemu, żyje w świetle.
  • Ja też przez mówienie o wędrowce dusz mogę być posądzona, że fałszywy prorok jestem.
  • Każdy ma wybór.

Każdy ma wybór… Rozmawialiśmy o tym, że nasze życie jest bardzo głęboko przesiąknięte Bogiem, a najbliższa rodzina, poza córką i synem (którzy sami doświadczają Nieba coraz częściej), nic o tym nie wie i raczej się nie dowie.

  • Gdyby oni wiedzieli, świat im by się zawalił zbudowany.
  • Ale czy to fałszywy świat?
  • Nie, ale jest taki wąski.
  • Hmm… – przyznałam mu rację. Dom, praca, rachunki, bieżące problemy… świat, który jest baaardzo wąski.
  • Po drugiej operacji oddalisz się od ludzi jeszcze bardziej – mówię do Piotra.
  • Duchem będziesz żył, nie ciałem.
  • A praca?
  • Nie martw się, nakarmimy twoją rodzinę.
  • Będziesz jak duch, będziesz widział, czego inni nie widzą. Słyszał, czego inni nie słyszą.
  • Jeszcze bardziej? – zdziwiło mnie, że można mieć „to” bardziej.
  • ……
  • Długo będziemy się tak spotykać? – spytał Piotr.
  • Musi się coś zmienić – pokiwałam głową – Ciągle Homiel o tym mówi.
  • Ale dlaczego musi się zmienić? A nie może być tak jak jest?
  • Za mało czasu, za mały postęp.
  • Za mało się rozwijam? – Piotr.
  • Rozwijacie.
  • Niedługo dotkniesz ściany kryształowej, tak jesteś blisko…
  • … ? – znowu wizja z kryształową ścianą?
  • Ciesz się, prawdę ujrzysz.
  • A do tej pory nie widzę prawdy?
  • Słyszysz.
  • Jeśli nie będzie naszej codzienności, to co będzie?
  • Będziesz. Bóg jest tym, który jest, a ty będziesz.

 


Dopisane 30. 08. 2017 r.

Będziesz. Bóg jest tym, który jest, a ty będziesz – na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie wyjaśnić tych słów. 


Dopisane 01. 09. 2017 r.

Odpowiedź na komentarz; czy zabilibyście te ryby z wizji Piotra i zjedlibyście przy Ojcu? mowie o tych, które pływały koło Jego stop i cieszyły sie Z OBECNOŚCI OJCA. mam nadzieje ze odpowiesz:) on i tak wie i widzi wszystko:)

Przeczytałam jeden z komentarzy Piotrowi na głos, co go bardzo zdziwiło. Nieustannie się dziwi, że ktokolwiek to czyta. 

  • Ludzie czytają i się uczą?
  • Po to tu są.

Choć ryba kocha Boga to służy, a czy służba nie jest to, do czego jest stworzona? Rozmnaża się, a na końcu jest spożywana. A jak jest spożywana to nie znaczy, że nie kocha je tak samo. Kocha tak jak tych, z którymi szedł do komory gazowej na śmierć. Poszedł z nimi, bo holocaust to też nauka.