Widzisz światło? Tam zmierzasz.

22. 04. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj sobota, więc pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Pod krzyżem leżały kwiaty nasze, kwiaty innych i spore zdjęcie Jana Pawła II. Zapatrzyłam się na to zdjęcie myśląc….

  • Ciekawe… Czy jest tam gdzieś na Górze…?
  • …… – Piotr nachyla się do mnie i zaczyna szeptać.
  • Słyszę papieża, mówi swoim głosem, takim jak był chory…
  • Nie trwóż się, wszystko co złe jest już za tobą. Widzisz światło? Tam zmierzasz.
  • …… – patrzę na Piotra i myślę, że nie mieści się w niczym, co można nazwać „normalne”. On jest poza wszelkimi ramami, które tak łatwo dopasować do każdego człowieka.

Pojechaliśmy do Grycana, choć obiecywaliśmy sobie, że tam nasza noga już nigdy nie stanie, niestety siła przyzwyczajenia jest ogromna, a my bardzo słabi.

  • I to nam zabierzesz? – pytam Homiela mając na uwadze jego słowa sprzed kilku miesięcy; harmonogram ulegnie całkowitej zmianie.
  • Już wkrótce…
  • Znowu coś się stanie! – i poczułam wielki ciężar.
  • Nie rozumiem twojego czarnowidztwa. Czy ci źle z nową kawą?
  • Super, ale o to chodzi, że nowa?

Większość czasu podczas ostatnich naszych rozmów to rozważania, co Niebo ma na myśli? Co ma na myśli, że harmonogram zostanie zmieniony? Co ma na myśli, że wszystko co złe, jest za tobą? Co ma na myśli, że nadchodzą wielkie zmiany…? Co Oni mają na myśli…? Na końcu zawsze dochodzimy do jednego wniosku, nasze rozważania nie mają żadnego sensu. Nie da się odgadnąć, co Niebo ma na myśli. Oni myślą po prostu inaczej i mają tyle pomysłów, że to, co my myślimy nie musi być tym, co Oni myślą. Prawdziwy labirynt… 

  • …… – Piotr machnął ręką zrezygnowany.
  • Eliasz naprawdę mógł zmieniać pogodę? – pyta zaciekawiony.
  • Musiał ludziom pokazać, aby uwierzyli. A ty byś uwierzyła? pyta mnie Homiel i przypomniał mi wydarzenie;
Kiedy opowiadał cały był w nerwach. Naprawdę, starałam się słuchać go bardzo uważnie, ale co rusz ziewałam, bo wyrwał mnie ze snu. Ciągle myślałam, żeby już skończył. Kładąc się z powrotem spać pomyślałam nawet; 
- A może mu się to przyśniło? 
W każdym razie jego relacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zadzwonił na gorąco, ale to był zły moment, po prostu byłam cholernie śpiąca. Śpię dalej w najlepsze i raptem słyszę wyraźnie słowa w swojej głowie; 
- Jeśli jest to prawda, niech się zapali światło. 
Natychmiast i gwałtownie otwieram oczy i co ?…… Cały pokój jest oświetlony! Nie mogę w to uwierzyć! Kto zapalił światło? Żeby je zgasić musiałam wstać z łóżka i podejść do kontaktu przy drzwiach. To mną wstrząsnęło i nie mogłam zasnąć do rana. Zrozumiałam, że to co przeżył Piotr jest ważne i przede wszystkim prawdziwe. 
http://osaczenie.pl/wp/2016/04/14/kolejna-szybka-przeprowadzka/ 
  • Ty, jego żona nie uwierzyłaś, a był w wielkim napięciu.
  • No co mam powiedzieć… – głupio mi się zrobiło, bo faktycznie nie uwierzyłam.
  • A gdyby Piotr mógł zmieniać pogodę, uwierzyłabyś?
  • ?! Ale jak to Ty sobie wyobrażasz? Pójdzie na wzgórze i zacznie burze wywoływać?
  • Jeszcze nie dzisiaj, ale kto wie co będzie jutro…?
  • A będzie dalej taki zgryźliwy?
  • Nie skomentuję, bo jestem po jego stronie.
  • A kto jest po mojej stronie?
  • Wszyscy. Piszesz, a czy wierzysz?
  • Wierzę. Ale z tą pogodą… – nie dawało mi to spokoju – … Jak to wziąć na zdrowy rozum?
  • Nic tu nie jest na zdrowy rozum…
  • A 2 tygodnie z zawałem to zdrowy rozum? A ja ci powiadam, że to nie dwa tygodnie, a dwa miesiące i pokazał kilkunastu aniołów, którzy trzymali maskę tlenową w pogotowiu do ratowania.

Dwa miesiące?! Zmroził nas tą informacją. Gdy zaczęliśmy się nad tym głębiej zastanawiać, to rzeczywiście, pierwsze niepokojące symptomy Piotr miał znacznie, znacznie wcześniej, ale jak to my, szybko je zbagatelizowaliśmy. 

  • Przestań zadawać pytania, tylko przyjmij co jest.
  • Ale to jest niewyobrażalne! – Piotr zdziwiony. 
  • Niewyobrażalne to jest dla człowieka, nie dla ciebie.
  • ……
  • Skąd Homiel wiedziałeś o cięciu z boku? Od 10 lat mi to mówisz… – metoda operacyjna Midcab, którą zastosował Cisowski.
  • Zdziwiony?
  • Zdziwiony, przyznam.

Wracaliśmy do domu mijając Cmentarz Powązkowski.

  • Chciałbyś mieszkać koło cmentarza? – pytam Piotra.
  • A jakie to ma znaczenie? 
  • Kiedy wszystko zrozumiesz jakie to ma znaczenie?
  • No i znowu ma rację… – myślę w duchu.
  • ……
  • Wiesz co teraz widzę? Wyjął buta i walnął mnie w głowę! – Piotr robi oczy. 
  • To za ciastko!

Po Grycanie poszliśmy zrobić zakupy w Carrefourze. Piotr nie mógł się powstrzymać przed kupieniem gorącego pączka szczelnie oblepionego lukrem. Zjadł go de facto będąc jeszcze przy kasie. 

  • Lody ci wybaczyłem, ale przed tym cię przestrzegam!
  • Ciastko robione w domu, a kupione to jakaś różnica?
  • Olbrzymia. Nie wierz w to, co ci mówią, bo chcą sprzedać. Pewne rzeczy wyeliminuj. Tak, jak ograniczyłeś cukier, ogranicz pieczywo.
  • …… – Piotr zaczął się macać po bokach sprawdzając, czy przytył.
  • Teraz się macasz? Nie rób tego więcej, powoli się nauczysz.
  • A te jogurty, które kupuję? – zaczynam dopytywać.
  • Nie polecam. Dużo lepsze jest suche pieczywo od świeżego.
  • To jakaś masakra… nie wiadomo co jeść – zaczynam jęczeć.

Wieczorem.

Piotr maksymalnie ogranicza słodycze, ale jest ciągle na cukrowym głodzie. Homiel poradził mu jakiś czas wcześniej, by kupił suszone śliwki i suszone morele, nazywa je po swojemu; mirabelki (mają być naturalnie suszone, w kolorze brązowym). Siedzimy na kanapie, oglądamy TV i Piotr bezwiednie sięga ręką do miski w poszukiwaniu kolejnej śliwki.

  • Uważaj, w następnej będzie pestka.
  • … – Piotr rozgniata śliwkę i rzeczywiście, wielka pestka.
  • Homiel, jesteś super!
  • Drobnostka.

23. 04. 17 r. Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei, a jakże! Kolejne trwałe przyzwyczajenie, którego się nie możemy pozbyć.  Przy kawie Piotr sobie przypomniał słowa AIDY; Bóg wybaczył pani mężowi.

  • Powiem ci, że to niesamowite…. Jak ona mogła to wiedzieć?
  • Musiałbyś widzieć w jaki sposób ona to mówiła! Jakby to ona nie mówiła… – przypomniałam sobie tę chwilę.
  • Może powinnaś jeszcze raz u niej się pojawić?
  • Po co? Ona swoje zrobiła – tego byłam pewna.
  • Jak każdy, ty też.
  • Ja? Zrobiłam już swoje? Już nic nie zrobię? – poczułam rozczarowanie, jakbym była już niepotrzebna.
  • Na pewnym etapie.
  • ……
  • Falę zobaczę w tym roku, na pewno! – Piotr zmienił temat.
  • Na pewno to Kopernik nie żyje. Nie ma na pewno. Na pewno było w Ikei, nie jadłeś, a pożarłeśPiotr sobie pofolgował z jedzeniem jak za dawnych lat.
  • Znowu będziesz prima balerina.
  • Balerina? Aaaa… od baleronu! – i zaczęliśmy się śmiać.
  • Trzymaj to, co ciężko wywalczyłeś i za jaką cenę.
  • To takie ważne, żebym był szczupły?
  • Bardzo.
  • Dlaczego?
  • Żebyś nie był gruby.
  • …… – zaczęłam się śmiać z prostoty tej odpowiedzi.
  • Homiel mi pokazuje, że nie możesz wkładaj palców do buzi.
  • Że co?! – pytam zdziwiona.
  • Myjcie ręce. Nowy typ zarazków.
  • Usta do rozmowy, ręce trzymać od ust.

Będąc wczoraj w Arkadii i wchodząc po ruchomych schodach trzymaliśmy się poręczy. Homiel nakazał natychmiast schować ręce.

  • Tam są też zarazki?
  • Wylęgarnia przyznał.

Zadziwiające… Po raz pierwszy otrzymaliśmy tak wyraźne lekcje zdrowego żywienia i higieny. Najwidoczniej Homiel chce nas przed czymś uchronić.


Pojechaliśmy do „naszego” krzyża. Nie było nikogo żebrzącego i nawet tego żałowałam. Nasze kwiaty stały tuż pod stopami Jezusa i zastanawiałam się, czy nie kupić ich więcej…

  • Chrystus powiedział teraz… – zaczął mi szeptać Piotr.
  • Tak, jak przyjąłem wasze kwiatki, tak każdorazowo przyjmuję wasze modlitwy.

Powinnam już wiedzieć, zrozumieć… Niby to banalna rzecz położyć kwiat, zapalić świeczkę, pomodlić się, a jednak za każdym razem mnie to zadziwia, że Chrystus to widzi…

Wychodząc z kościoła zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś człowieka w potrzebie, ale nikogo nie było.

  • Może to przez tą zakonnicę, która ich przegoniła? Czy dobrze zrobiła?
  • Sama z siebie tego nie robi – zwróciłam uwagę, że Homiel powiedział robi w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym robiła. Prawdopodobnie chce przez to powiedzieć, że zakonnica przegania nadal.
  • Czyli kazano jej to robić?

Przypomniały mi się słowa Jezusa;

Jan 19:10;  Rzekł więc do niego Piłat: Ze mną nie chcesz rozmawiać? Czy nie wiesz, że mam władzę wypuścić cię i mam władzę ukrzyżować cię? Jan 19:11 Odpowiedział Jezus: Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci to nie było dane z góry; dlatego większy grzech ma ten, który mnie tobie wydał. https://www.youtube.com/watch?v=9n0VixkbyFk&t=196s

Któż więc tak naprawdę jest winny, ta zakonnica, czy ten, który jej nakazuje?

  • Szkoda, że nie ma tych kobiet. Te lekcje o pieniądzach były rewelacyjne – naprawdę żałuję.
  • Twoja przegrana jest nauka dla innych, ale przegrywając to jest wygrana.

Wieczorem.

Oglądaliśmy wybory prezydenckie we Francji. Spytałam Homiela kto wygra, a On się wkurzył.

  • Dlaczego nie pytasz swojego męża?!
  • Musisz być mądra, a nie zachłanna. Już wiesz dlaczego nie masz kontaktu z Nami?
  • …… – płakać mi się zachciało, bo takiego opieprzu to dawno nie dostałam.
  • Ja się zgadzam z tym całkowicie – Piotr ze śmiechem.
  • Nie musisz się zgadzać, mówię prawdę. Sama uczysz balance, więc szukaj balance.

Odechciało mi się pytać. Jak słowo daję, bałam się już odezwać



Dopisane 02. 12. 2017 r.

Nie wierz w to, co ci mówią, bo chcą sprzedać – nigdy wcześniej nie mieliśmy takich lekcji zdrowego żywienia. Później wielokrotnie o tym rozmawialiśmy ze względu na zdrowie Piotra. Według Homiela pogoń za ciągłym zyskiem doprowadziło firmy do szaleństwa, a w tym wypadku szaleństwo jest wynikiem działania diabła. Mimo swoich doświadczeń jeszcze niedawno byłam ostatnią osobą, która by twierdziła, że za wszystkim czai się zło. Ale dzisiaj, obserwując co się dzieje, nie jestem już tego taka pewna. Tak jak mawia Homiel, trzeba być na każdym kroku czujnym. Zawał Piotra oraz nauki Homiela odwróciły nasze nawyki żywieniowe o 180 stopni. 

Piotr rozmawia ze swoim Aniołem codziennie, ma go dyspozycji w każdym momencie. Ja swojego, na „własne uszy” słyszałam 7 razy. Ostatnio dwa lata temu. Wracając do Warszawy zjedliśmy obiad w KFC. Kilka godzin później usłyszałam wyraźne, spokojne, wypowiadane powoli słowa;

  • Czy chcesz mieć raka żołądka?

I w tym momencie poczułam wielki ból brzucha, zlana potem aż zwinęłam się w pół. To nauczyło mnie trzymać się od KFC z daleka.

Tak czekałem na brzask… Brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.

18. 04. 17r. Warszawa.

Nie tylko my wracaliśmy do Warszawy ze świąt. Cały pociąg był pełen nieprzytomnych i śpiących ludzi, którzy musieli zdążyć na 5 rano. Piotr nie miał siły rozmawiać, ja nie miałam siły, a i sam Homiel milczał. Dopiero 15 minut przed dojazdem raptem się obudził.

  • Wasz syn będzie miał syna…
  • ?!!!
  • Słyszę indago… co to jest? – pyta mnie Piotr.
  • Indygo!… Indygo… Dobrze to słyszysz? – zaskoczył mnie kompletnie. Niewielu zna to słowo.
  • No tak, będzie miał syna, to będzie ktoś!
  • . Homiel pokazał mi biegacza ze sztafetą…

  • Aaaa…. przejmie pałeczkę po tobie! – odkrywam znaczenie tego obrazu.
  • Chyba tak, przejmie po mnie parę rzeczy.
  • Nie parę, a dużo.
  • A dlaczego indygo? – dopytuję.
  • Czy Pan Bóg ma się przed tobą wytłumaczyć?
  • No nie… – i strasznie głupio mi się zrobiło. 
  • Skąd ta nazwa?… O to tylko mi chodziło… – próbuję się tłumaczyć.
  • To wasza nazwa, nie Nasza.
  • ….. – wiem co znaczy indygo, ale nie Piotr. Patrzy się na mnie wymownie i czeka na wyjaśnienia, ale na razie to bagatelizuję.
  • Indygo, czyli będzie miał jakiś cel? – myślę głośno.
  • Zadajesz pytania infantylne.
  • …… – no to już nie wiedziałam o co mam spytać. 
  • Na twojej glebie to wyrośnie – zwraca się do Piotra.
  • Żeby ta ziemia była żyzna, do wzrostu musi się stać to, co się stanie.

Piotr nie zna pojęcia „indygo”, ale jeśli Homiel wykorzystał je w rozmowie to znaczy, że ta informacja była skierowana głównie do mnie. Szkoda, że musieliśmy przerwać naszą rozmowę, ale dojechaliśmy już do celu. Mimo zmęczenia poszliśmy jeszcze na kawę. Próbowałam kontynuować wątek „indygo”, ale Homiel najwyraźniej uznał, że dowiedziałam się wystarczająco dużo, bo nie podjął już tego tematu. Siedzieliśmy więc kilka minut w milczeniu…

  • Widzę tego alabastrowego, który leży na sofie, czy kanapie… w pokoju Ojca…
  • On nie może długo tak leżeć…
  • pokazał jak ugina się materac i całe łóżko, tyle waży, bo jest wielki.

Piotr zatrzymał się w opisie i zapatrzył gdzieś przed siebie. Nachyla się do mnie…

  • Widzę jak Homiel się przeciąga, jakby wstał dopiero co z łóżka i … się cieszy…
  • Z czego się cieszysz?
  • Brzask nadchodzący widzę i dalej się cieszy.
  • Pokazał jak palcem łapie promień słońca… – Piotr naśladuje Homiela.
  • Dlaczego się nie odzywałeś przez parę godzin jazdy? – pytam. 
  • … – przypomniał scenę z filmu „Miasto aniołów”.

  • Tak czekałem na brzask… Brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.
  • Co znaczy ten brzask? – pytam.
  • Zmiany, zmiany! Wielkie jak katedra!
  • …… – Piotr się znowu nachyla do mnie.
  • Nigdy Go takiego nie widziałem. Cały czas się cieszy, śmieje i tańczy…
  • Hmm… – zaczęłam się zastanawiać. Przypomniały się Jego słowa, że nie może doczekać się kiedy wróci.
  • On się cieszy, że wraca – mówię prawie pewna tego, co mówię.
  • Wracam niedługoprzyznał.
  • Jeśli wracasz niedługo… to nie będziesz z Piotrem do końca? Wracacie razem? – spytałam z duszą na ramieniu.
  • To już nieuchronne.
  • To nie jest odpowiedź.
  • … Ciągle tańczy – mówi Piotr.
  • Czegoś takiego jeszcze nie widziałem… – przygląda się temu ze zdziwieniem.
  • Zmiany, Z M I A N Y!!! – prawie już krzyczy.
  • …… – On się cieszy, a mnie skóra cierpnie ze strachu.
  • Twój grubas się odezwał…
  • Będzie mi ciebie brakowało…

Bardzo się wzruszyłam. Całą tą rozmową i tym, że mój Ochiel się odezwał, bo czyni to niezmiernie rzadko.

  • Ale ta chwila będzie jeszcze trwała. Po długiej nocy będzie brzask, już tutaj nic nie zmienisz –  Piotr ma już takie możliwości, że mógłby wtrącić się i  co nie co namieszać.
  • Ty byś dla żartu zamienił Venus z Ziemią… gdybyś mógł i patrzył co się dzieje, a potem powiedział… przepraszam.
  • …… – uśmiechnęłam się, bo to prawda. Dać władzę Piotrusiowi, a urządzi ten świat po swojemu.
  • A musisz odejść Homiel? – pytam. 
  • Przyjdzie lepszy.
  • A ten lepszy będzie rozmawiać?
  • To gaduła, nie nadążysz pisać, oby Piotr chciał gadać.
  • Ktoś może być lepszy od Ciebie?
  • Wszyscy… Skromność przeze mnie przemawia.
  • Czy ta zmiana jest konieczna? – dopytuję dalej.
  • Niezbędna.
  • A mój Grubasek też się gdzieś wybiera?
  • Ani myśli bez ciebie. Chodzi jak przyklejony.
  • Jak nazywać tego Nowego?
  • Homiel to imię obiegowe, powszechne.

Każdy następny to też Homiel – Domownik.


Wieczorem wróciliśmy do tego, co zdarzyło się zaledwie parę godzin temu.

  • Nigdy nie widziałem Homiela tak radosnego – Piotr nadal był pod wrażeniem.
  • Ciągle się cieszę.

Chciałam Go o coś spytać, ale zignorował moje pytanie.

  • Teraz mam ćwiczenia… Latam, a dodatkowo cieszę się brzaskiem.
  • …… – próbowałam to sobie wyobrazić.
  • Słyszę szum Jego skrzydeł… Cieszy się, że odchodzi.
  • Nie rozumiem… Jak anioł stróż może odejść!? – pytam bezradnie. 
  • Homiel to obiegowe imiępowtórzył.
  • Ale to Ty jesteś z nim od urodzenia.
  • A skąd wiesz?
  • Hmm… To ile Homiel-ów miał Piotr?
  • Hohoho…!

Zapadła cisza. Homiel jest dla nas za mądry, za bystry, by dać się złapać za słówka. Nigdy nie powiedział jak brzmi Jego prawdziwe imię. Zrozumiałam, że być może każdy Skrzydlaty w Niebie jest dla kogoś Homielem. Być może każdy człowiek i zawsze ma swojego Homiela.


Siedzieliśmy w ciszy oglądając TV. Piotr podniósł nagle wysoko głowę i oczy mu się zamydliły.

  • Słyszę Ojca… Mówi do mnie…
  • Taka jest kolej rzeczy. To jest czas, który nastanie przed twoim wybawieniem.
  • Czy wrócę do Ciebie?
  • Nie wrócisz do Mnie dlatego, że prosisz, ale dlatego, że Ja tego chcę.
  • Niewielu to pojmie. Jesteś gotowy do tego, co ma się stać. Ujrzysz prawdziwe światło i światy. Pozwolę ci zobaczyć.
  • …..
  • Dostaniesz wielkie bezpieczeństwo, choć już tego aż tak nie pragniesz – powiedział bezpośrednio do mnie.
  • …..
  • Zobaczyłem Ojca jak siada przy łóżku tego alabastrowego, siada na krześle bez oparcia, gładzi go po policzku, po głowie…
  • Masz ciężkie zadanie, ale nie jesteś ciężki, nie odciśniesz łóżka.

Piotr mówił tak szybko, że nie nadążyłam pisać słów.

  • Dam ci możliwości, które przekroczą ludzkie wyobrażenie.


Dopisane 28. 11. 2017 r.

Indygo… To wasza nazwa, nie nasza – słowo „indygo” jest dobrze znane w ezoteryce, a jak wiadomo stosunek Kościoła do ezoteryki jest absolutnie negatywny. Homiel mówiąc, że to wasza nazwa, nie Nasza chce jednak zwrócić uwagę na zjawisko, które według Niego nie jest jeszcze jednym mitem. Sami naukowcy przyznają, że na świecie rodzi się coraz więcej wrażliwych i uzdolnionych dzieci, ale przypisują to skutkom rozwoju cywilizacji. I tak to już jest… Jedni uważają to za normalność, drudzy szukają głębszego sensu.

Koncepcja „dzieci indygo” narodziła się w latach 70. w kręgach ezoteryków i zwolenników filozofii New Age. Opiera się ona na przeświadczeniu, że nasza planeta szykuje się do wejścia w Erę Wodnika: okres wielkich zmian i duchowej rewolucji. Jej zwiastunem ma być pokolenie dzieci o niezwykłych zdolnościach, które przychodzą na świat, by zmieniać go na lepsze.

Charakterystyczne dla dzieci indygo są szczególne cechy osobowościowe oraz niezwykły kolor ich aury – pola energetycznego, które zdaniem ezoteryków ma otaczać ludzki organizm i jest widoczne dla osób o szczególnych predyspozycjach.

Postacią, która spopularyzowała ten temat, była Nancy Ann Tappe (1931–2012) – synestetyczka dysponująca darem widzenia aury, która pisała, że pod koniec lat 60. zaczęła dostrzegać bijącą od niektórych dzieci energię w niespotykanym dotąd (niebieskofioletowym) kolorze indygo. W tamtych czasach dzieci indygo stanowiły rzadkość – dodawała Tappe, ale od połowy lat 80. zaczęło się ich rodzić coraz więcej, co – według niej – stanowiło realizację wielkiego kosmicznego planu, którego tajniki zgłębiała przez następnych 40 lat.

http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/pokolenie-indygo-czy-jestes-rodzicem-dziecka-nowej-ery/mwfv42


Tak czekałem na brzask… brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.

34. Moje powtórne przyjście można porównać do powrotu pewnego człowieka, który wyjechał w podróż do innego kraju. Powyznaczał pracownikom ich zadania, stróżowi zaś przykazał czuwać aż do swego powrotu. 35. Bądźcie więc czujni! Nie wiecie przecież, kiedy przyjdę: wieczorem, o północy, o brzasku czy po wschodzie słońca. 36 Nie dopuśćcie, bym was zastał śpiących. 37. Czekajcie i bądźcie przygotowani – oto moje przykazanie dla wszystkich, którzy we Mnie wierzą.

 

 

U Nas nie ma czarów, u Nas jest poważna praca.

15. 04. 17 r. Szczecin.

Święta z rodziną, więc niewiele czasu pozostaje dla Homiela. Dopiero wieczorem rozsiedliśmy się przed TV w głębokich fotelach i zaczęliśmy rozmawiać.

  • Ta fala była ogromna – Piotr ciągle myśli o wizji.
  • To będzie dobra fala, fala wielkich zmian. Będziesz w końcu chodził jak człowiek, a nie pływał jak ryba.
  • A jak Ola na to?
  • Te zmiany będą tak głębokie, że nie wiem, czy zdołasz to zrozumieć. Ta fala dotyczy ciebie.
  • ….. – wzruszyłam ramionami zniechęcona, i tak nie rozwikłamy czym fala ta jest.
  • Czy zawał był dla ciebie szokiem? – pyta Piotra. 
  • No taaak.
  • Teraz nie będziesz w szoku. Nie będziesz wiedzieć co powiedzieć.
  • Umieją podbudować człowieka, nie ma co… – Piotr do mnie i wyczułam w tym szczyptę sarkazmu.
  • Boję się już pytać co będzie, niech się to w końcu zacznie… Czasami najgorsze jest samo czekanie – powiedziałam szczerze.

Usłyszeliśmy w TV, że nadal wielu ludzi wyjeżdża do Niemiec w poszukiwaniu pracy.

  • Widzisz? Jakoś islamiści im nie przeszkadzają.
  • W hotelu mieszkają to im obojętnie – Piotr na to.
  • Czy ty rozróżniasz hotel od domu?
  • Nie – Piotrowi przyzwyczajonemu do ciągłego wynajmowania nie stanowi to problemu.
  • Więc skąd wiesz?

Piotr podszedł do komputera, otworzył go i zaraz zamknął…

  • A ty co?
  • Homiel spytał mnie…
  • Czego tam szukasz? Niczego nie znajdziesz.
  • a chciałem zajrzeć na konta.
  • U mnie też nie ma czego szukać – zaczęłam się śmiać.
  • Jeszcze! A później oczekuję od ciebie dużej roztropności, nie emocji.
  • Oooo, coś wygram? – zaczęłam się cieszyć, gdyż zarobić nie mam raczej  szans.
  • Jestem taki fajny gość… złożyłem ludziom życzenia.
  • Ktoś się zapluł ze śmiechu Homiel szybko zripostował.
  • Ale przecież jestem miły – Piotr zaczyna się droczyć.
  • A sztylety masz z tyłu.
  • Dawno wyrzuciłem.
  • Schowałeś.

Znowu się śmieję, tym razem pełną piersią, bo poza Homielem i samym Ojcem nikt nie zna tak dobrze natury Piotra.


Oglądaliśmy niepokojące wiadomości o narastającym konflikcie między D. Trumpem a Koreą Północną. http://www.tvp.info/29970053/trump-pozytywnie-o-chinach-wspolpracuja-w-sprawie-korei-pln   

  • Będzie z tego coś poważnego? – pytam.
  • Przecież chciałaś tego.
  • Ja chciałam … Chciałam jedynie przywrócenia porządku! – zaczynam się tłumaczyć.
  • Oczekuj owoców, robi swoje.
  • Raaany, ale wojna może być z tego!
  • Uspakaja tych, co mają zapędy.
  • ……
  • Do kogo się modlił, kiedy się modlił?
  • Do Boga… mam nadzieję – przypomniałam sobie pewne zdjęcie.

Hmm… zamyśliłam się nad Jego słowami. Może rzeczywiście dla tych, co mają zapędy potrzebny jest ktoś, kto w końcu uderzy pięścią w stół i powie dosyć!!! Może już rzeczywiście dosyć układnych polityków, którzy są mistrzami pięknego słowa, a niezdarni w podejmowaniu trudnych decyzji? 

  • Robi to, co robi każde narzędzie. Jak ci powiedzą, że zabije ludzi, to niech każdy wie, że nie każdy jest człowiekiem.
  • Nie każdy jest człowiekiem? Gacek w skórze człowieka?… Ostro będzie…

Z powodu jutrzejszej świątecznej imprezy Piotr postanowił wyczyścić buty. Robił to tak zapalczywie, że Homiel w końcu nie wytrzymał.

  • Ja takich butów wyczyszczonych nie mam.
  • A w ogóle masz buty? – od razu to podchwyciłam.
  • Oczywiście.
  • A kto je robi?
  • Są tacy co robią. Miecze ktoś przecież wykuć musi.
  • Czyli ktoś to wytwarza?
  • U Nas nie ma czarów, u Nas jest poważna praca.


16. 04. 17 r. Szczecin.

Dzisiaj święta i jednocześnie chrzest nowego członka naszej skromnej w liczbie rodziny. Z tego powodu w ciągu dnia prawie w ogóle nie rozmawialiśmy z Homielem. Wieczorem Piotr przypomniał sobie ciekawą rzecz.

  • Zanim mnie obudzono po operacji, wcześniej widziałem siebie z góry. Wisiałem pod sufitem i oglądałem siebie będąc lekko z boku. Obserwowałem jak cztery kobiety wzięły mnie pod pachy i pod kolana i przeniosły ze stołu operacyjnego na łóżko, byłem cały umazany na brązowo, jakieś środki dezynfekujące.
  • ….. – zaczęłam patrzeć na Piotra z zaciekawieniem zastanawiając się, czy zdaje sobie sprawę z wagi tego wydarzenia.
  • Zacząłem przyglądać się sobie i pytać dlaczego jestem taki brązowy? Ale wiesz co? Patrzyłem na to moje ciało kompletnie bez emocji, jakby to był worek skóry – opowiada Piotr powoli widocznie znowu to przeżywał.
  • Po co masz się emocjonować! Ileż tych ciał już było… sir, her…
  • ……  
  • Sir, Her? To po angielsku i niemiecku „pan” – powiedziałam zdziwiona. Homiel najwyraźniej nawiązywał do dawnych „żywotów” Piotra. Zaintrygowało mnie to.
  • Piotr był kiedyś Brytyjczykiem i Niemcem?
  • Sir, Her…
  • Zawsze byłeś z Piotrem? – pytam się.
  • Zdecydowanie, ale po raz pierwszy Homielem –  po raz pierwszy przybrał takie imię? 
  • Czyli pierwszy raz z Tobą rozmawia?
  • Nie powiedziałbym tego.
  • ……
  • Hmm… Jeśli byłeś poza ciałem, wiesz że chyba… nie żyłeś przez moment? 

Zaczęliśmy oglądać film „Arrival”. Jest tam scena przedstawiająca próbę wysadzenia statku kosmicznego. https://www.youtube.com/watch?v=AMgyWT075KY

  • Ludzie nie są gotowi na taki kontakt.
  • Nigdy nie będą.
  • Homiel, czy ja jestem UFO?
  • Za duże masz skrzydła jak na UFO.


Dopisane 26. 11. 2017 r.

Robi to, co robi każde narzędzie. Jak ci powiedzą, że zabije ludzi, to niech każdy wie, że nie każdy jest człowiekiem.

Większość  obserwuje uważnie sytuację dot. Korei Północnej. Powiem krótko… zaufajcie Ojcu.

Nauka nie ma końca.

07. 04. 17 r. Szczecin.

Mam za sobą fatalną noc. Mimo woskowych zatyczek w uszach usłyszałam w pokoju, gdzieś w powietrzu, zaledwie metr ode mnie… dziwny dźwięk. Jakby ktoś potrząsał metalową sprzączką od paska albo czymś podobnym. Metaliczny, wyraźny, dość głośny brzęk. Był tak nietypowy, że od razu wiedziałam, iż nie jest to dźwięk naturalny. Obudził mnie gwałtownie, ale mój racjonalizm wziął górę i mimo wszystko pomyślałam, że mi się przewidziało. Ledwo to pomyślałam, a metaliczny dźwięk zabrzmiał na środku pokoju jeszcze donośniej i dłużej… i wtedy się przestraszyłam.

Wstaliśmy o 5 rano, bo żadne z nas nie mogło już spać. Jechaliśmy do Szczecina i przygotowałam sobie zeszyt do notowania mając nadzieję, że 6 godzin jazdy nie będzie w milczeniu.

  • Usłyszałem rano…
  • Imion w tobie wiele.
  • ……?
  • Po co tyle mi imion? – Piotr zdziwiony. 
  • To jest alchemia futbolu.

Dlaczego futbolu? Zdziwiłam się, a kiedy się czemuś dziwię, to sprawdzam. Wystarczyło poszperać w internecie; Czy piłka nożna jest grą wojenną? Jak rozwijały się systemy gry? Jakie są tajemnice techniki? Na czym polega taktyka? Jak budować nastawienie psychiczne? Co to jest bank informacji? Na czym polega rola lidera? Na czym polega obrona bramki? Jak strzela się bramki?… http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99459/alchemia-futbolu

Alchemia futbolu jako gra wojenna… ciekawe… 


Piotrowi zebrało się na wspominki.

  • Ciekawe co z tym mieszkaniem na Ujazdowskich, tam widziałem dwa duchy i gacki…
  • Jakie duchy? – pytam, bo już zapomniałam.
  • Stasia i jakiegoś faceta, który się tam rzucił z balkonu.
  • Ciekawe… Homiel, dalej są tam gacki? – pytam. 
  • Są tam, gdzie jest ich cel.
  • ……?
  • Pokazał mi teraz jakiś dom, gdzie odprawiane są dziwne rytuały… Widzę zwierzaka składanego w ofierze, zabijali go… ohyda… – Piotr opisuje co widzi jednocześnie prowadząc auto.
  • Zawsze w takich miejscach są gacki? – dopytuję.
  • Gdzie się ryba najlepiej czuje?
  • W wodzie, w swoim żywiole – i kiwam ze zrozumieniem głową.

Zadziwiające… w jak prosty sposób wyjaśnił to, nad czym wielu egzorcystów się zastanawia, a to jest naprawdę dość proste. Jeśli jesteśmy słuchani i obserwowani, zarówno przez Niebo, jak i piekło, jeśli chcemy kogoś zaprosić to… przychodzi. Wyższą matematykąjak to mawia Homiel jest sytuacja, gdy celem staje się osoba, która nie zaprasza. Z nią wiąże się jakiś plan, ponieważ nic nie dzieje się bez powodu. Egzorcyści nazywają takie przypadki dopustem bożym.  


Rozmawiając o diable Piotr przypomniał sobie najbardziej dla niego traumatyczne doświadczenie.

Miałem sen, właściwie nie sen, to wizja, była tak realistyczna, że kiedy się zbudziłem, byłem zdziwiony, że leżę w łóżku. Jest duże pomieszczenie wyglądające jak muzeum, ma poziome gabloty, za jedną z gablot stoi facet ubrany jak mój tato i wyglądał jak mój tato, ale jego twarz była cała z wypryskami, pomarszczona, z wybroczynami na gębie, miał kręcone ciemne włosy średniej długości. Powiedział stojąc za gablotą; 
-Chodź ze mną – i w jednym ułamku sekundy stanął przy mnie. 
-Odczep się, czego ty chcesz ode mnie – powiedziałem. 
-Jak to nie wiesz?
-Nie wiem. 
-Przecież jesteś moim synem, zawsze byłem w tobie odparł. 
-To nieprawda – zacząłem krzyczeć, ale ten nie słuchał. Zignorował to. Klęknął przede mną i wyciągnął do mnie dłoń. 
-Podaj mi dłoń, będziemy razem rządzić. 
-Nie, to niemożliwe, nigdy! krzyknąłem. 
-Zwiałem od niego. Czułem w nim ogromne zło. Chciałem jak najdalej od niego uciec i zbiegłem piętro niżej. Wszedłem do jakiegoś mieszkania, gdzie było kilka kolejnych pomieszczeń. Usłyszałem wtedy głos jakby spoza tego budynku, kogoś, kto obserwował całą sytuację z góry. 
-Nie możesz wiecznie uciekać, musisz walczyć.
http://osaczenie.pl/wp/2016/03/09/poczatek-wojny/ 
  • Ten główny gacek był ubrany jak mój tato, dżinsy, koszula, ale jego twarz była pełna krost, brązowych wypustek – Piotr zdenerwował się ponownie, aż żyły wyszły mu na czole.
  • ……
  • To była straszna wizja…
  • Nieprawda, to była wizja nadziei.
  • Dlaczego nadziei? – pytam zdziwiona.
  • Nie wybrałeś władzy będziemy razem rządzić.
  • Hmm… Z tego wynika, że nie liczy się jak zaczynasz, ale jak kończysz… Wybrałeś dobro.

Piotr zamilkł na długo. Nie wiem o czym myślał, ale jego kolejne pytanie prawie mnie rozśmieszyło.

  • Macie taką technologię… to po co wam miecze?
  • Miecze są ponad technologie, a te uświęcone…
  • ..? – nie dokończył.

Piotr opowiadał jak wygląda Niebo, a ja się zastanawiałam po co Im tyle światów? Musi być jakiś główny, nadrzędny cel.  Pomyślałam to, co podejrzewałam już wcześniej… Niebo także się uczy. Może każdy następny świat jest coraz doskonalszy, ulepszony, poprawiony? Bałam się jednak o to spytać… bo pytać, a myśleć to jednak różnica. 

  • My też się uczymyHomiel rzucił słowa, a ja zbaraniałam i spojrzałam lekko przestraszona na Piotra.
  • Homiel, odpowiedziałeś na moje pytanie?
  • Pstryknął ci palcami na potwierdzenie, jakby mówił… a tak!
  • A czego się uczycie?
  • Ludzkich reakcji, emocji, zachowań.
  • A czy uczyliście się na moim sercu? – wtrącił się Piotr.
  • Nie Ja operowałem.
  • …… – teraz przynajmniej jestem pewna, że to z Homielem rozmawiamy, a nie z samym Ojcem.
  • Homiel co to za druga fala jest?
  • Zdarzenia, które cie zaskoczą. Uchronią cię przed wieloma innymi rzeczami, ale zrozumiesz to po fakcie. Człowiek nie może wiecznie pływać, bo w końcu utonie.
  • Toś mnie zaskoczył. 
  • Znałeś tę odpowiedź, ale nie zdawałeś sobie sprawy. Twoi pracownicy żyją w nieświadomości.

Zaczęłam szybko to analizować. Czy Homiel wieszczy koniec firmy?

  • Czy ta fala jest daleko?
  • Przyjmij ją z pokorą i niczego się nie obawiaj.
  • … – łatwo powiedzieć, wzdycham.
  • Bardziej obawiaj się pływania na oceanie. Fala się zbliża.
  • A nie będzie ludożerców na ziemi? – Piotr zażartował, ale bardzo sensownie. Lądując na ziemi, mimo że bezpieczniej niż na wodzie, to też może gdzieś czaić się niebezpieczeństwo.
  • Takich rozważań nie przewidziałem i dlatego się ciągle uczymy.
  • Homiel ma rację. Wszystko co robisz, musi się kiedyś skończyć, nie dasz rady tak ciągle pływać.
  • Przed tym, zanim opadniesz zabierzemy cię stąd.

Znowu jakaś tajemnica. Znowu zaczynamy analizować jego wizję kadr po kadrze…

  • Zobaczyłem wielką falę, zdziwiłem się, że taka wielka i nagle byłem na jej szczycie. Nie wiadomo skąd się tam wziąłem. Zacząłem płynąć po jej tafli i czułem się tak, jakbym serfował… Fajnie mi było… Potem fala wyrzuciła mnie w powietrze wysoko i straciłem świadomość, jakby mnie nie było… Doszedłem do siebie na brzegu lądu, klęczałem na kolanach na kamieniach, w oddali zobaczyłem dwie kobiety, ale one nie zwracały na mnie uwagi, były jakby w negatywie zdjęcia…

  • Hmm… – znam to na pamięć, a mimo tego ponownie ją analizuję.
  • Tu jest kilka etapów. Zauważenie fali, na fali, wyrzucenie z fali i opadnięcie z fali…
  • zanim opadniesz zabierzemy cię stąd… to trzeci etap… – myślę głośno.
  • ……
  • Nie jesteśmy w stanie tego teraz odgadnąć, ale cokolwiek będzie się działo przyjmij to spokojnie – zaczęłam przekonywać Piotra.
  • Fala już się tworzy.
  • Tak? Ciekawe co będzie zwiastunem, że nadchodzi… Faktycznie nie da się wiecznie pływać po oceanie, woda osłabia i idziesz na dno. Prędzej, czy później toniesz.
  • Damy radę.
  • Nie widzę swojej roli tutaj, przy tej fali. To będzie tylko ciebie dotyczyć Piotr – mówię z przekonaniem.
  • Tylko i wyłącznie, lecz nie myśl, że będziesz sam.
  • Ale będę mogła jakoś pomóc?
  • A mało robisz? To droga dla niego, musi ją przejść.
  • Pierwsza fala uchroniła cię przed śmiercią – mówię.
  • Druga zmieni twoje życie.
  • Czyli na to musisz spojrzeć jak na wybawienie, a nie jak na problemy.

Biorę do ręki telefon, sprawdzam pocztę firmową i widzę, że nasz prawnik przesłał nam kolejne pismo z sądu. NIP wzywa rzeczoznawcę na rozprawę jako świadka. Dwukrotnie rzeczoznawca przyznał nam rację, ale tamci najwyraźniej nie dają za wygraną.

  • Rany… to będzie wieczność trwało jak oni tak wszystko będą podważać – Piotr już zmęczony.
  • Co ty na to, że z wokandy zdjęto dwa dni przed…?

Homiel przypomniał nam sytuację, kiedy to Piotr leżał po zawale w szpitalu, zbliżała się data rozprawy i dwa dni przed otrzymaliśmy informację o jej przesunięciu ze względu na chorobę sędziny. Cud! Zrozumieliśmy, że to co nam się wydaje niemożliwe, tam takiego słowa po prostu nie ma.

  • To się już dzieje, tak działa pasta i pokazał ponownie miskę wody z rozpuszczoną w niej pastą do zębów.
  • Naprawdę coś tam się dzieje? – Piotr pyta z niedowierzaniem.
  • Ryczy.
  • A możesz inaczej?
  • Głośno jest.
  • ……
  • Nienawidzą cię.
  • Nie pójdę na żadne układy z NIP!
  • My wieeeemy Homiel zaczął Piotra głaskać po głowie.
  • … – zaczynam się śmiać.
  • Ciekawe jak to się potoczy…
  • A jak serce się potoczyło?
  • Nooo… szybko.
  • Piotr… nadchodzi payback time. Odpłacisz NIP i odpłacisz gackom za to, co ci zrobili.

Musieliśmy zatankować na autostradzie. Cena paliwa horrendalna, więc Piotr zatankował tylko tyle, byle dojechać.

  • Ale tu drogo! Wołałbym konia macać niż tu tankować.
  • Wątpię.
  • … – zaczęłam się śmiać głośno, ponieważ ja już nie zwracam uwagi na powiedzonka Piotra, ale Homiel jest ciągle czujny.
  • Uwielbiam twoją poetykę, na niej się uczę.
  • Po co się ciągle uczycie?
  • Nauka nie ma końca.
  • Czy Ty też jesteś czasami zmęczony?
  • Oczywiście, myślami człowieka.
  • To musisz przy Piotrze być bardzo zmęczony.
  • Często.


Dopisane 22. 11. 2017 r.

Imion w tobie wiele – przypomnę słowami o. Jamesa Martina co znaczy imię.

fragment książki; Jezus – J. Marti

Imię to znak nowej tożsamości. Chcę to dzisiaj podkreślić, ponieważ kilka miesięcy później okaże się to w naszym życiu kluczowe. Najlepiej zrozumieć co znaczy „mieć imię” rozpatrując prosty przykład. Francesco Forgione to zwykły człowiek, jeden z wielu mieszkańców Włoch. Jednak imię „Ojciec Pio” zmienia wszystko, nadaje mu nową tożsamość, z którą wiążą się konkretne zadania i cele. Imię to pełniona funkcja.

 

Najważniejszy grzech to grzech myśli, bo jest poza sądem ludzkim.

04. 04. 17 r. Warszawa.

Spotkaliśmy się na kawie, na której nie byliśmy ponad miesiąc.

  • Wczoraj dowiedziałem się coś o Alicji. Przeżyła piekło. Jej rodzice umarli na jej rękach, brat ją psychicznie molestował, a sama była aniołem.
  • Hmm… teraz już wiem… Bóg wie co robi zabierając ją do Siebie…
  • Teraz rozumiesz pytanie Ojca… dlaczego? A tak zajadle o nią walczyłeś.
- Dlaczego ona znowu choruje? - spytał się Ojca... ot tak... po prostu. 
- Nie możesz jej zostawić? 
- Dlaczego prosisz o nią? Skąd wiesz, czy jest dobra?
- Powiedziano mi. 

Zadumałam się nad ludzkim losem. Jak mało wiemy osądzając. Właściwie to… nic nie wiemy.


  • Złożyłeś dokumenty do ubezpieczyciela?
  • Ktoś czyta właśnie twoje dossier pytałam Piotra, a odezwał się Homiel. Może bardziej Jemu na tym zależy niż nam 
  • A Caviezel przeczytał?
  • Oczywiście. Przeczytał słowa, a poczuł energię.
  • ……
  • Dzisiaj w kościele biorąc opłatek powiedziałem… dziękuję ci Panie Boże za wszystko.
  • Nie musisz tak mówić. Przyjaciele nie muszą mówić.
  • …… – nie wyobrażam sobie nie dziękować. Słowo dziękuję każdego dnia samo ciśnie mi się na usta.
  • Kiedy Piotr wyzdrowieje całkowicie?
  • Jak na to co przeszedł, jest w niezłej kondycji. Choć nie była to wielka fala, to jednak znacząca.
  • Jeśli ta była znacząca i była dość mała to co będzie z tą dużą, która nadchodzi? To jak tsunami! – pomału dochodzi do mnie skala tego, co ma się wydarzyć.
  • ……
  • Widzisz już falę? – spytałam Piotra. Miałam na myśli, czy ma już jakieś znaki, wizje, przeczucia… cokolwiek, co można byłoby zinterpretować jako zwiastun nadchodzących zdarzeń.
  • Na tę falę nie da się przygotować. Była ogromna.
  • A po co się przygotowywać? Sama cię weźmie, nie będziesz się na nią wspinać.
  • Będzie się działo? – pytam.
  • Jeszcze nie raz serce twe będzie ci biło, a to serce wzruszyć nie tak łatwo. Aż będzie podskakiwać.
  • Będę często płakać? – pytam znowu.
  • Jeśli już, to ze szczęścia. Nie będziesz mogła uwierzyć, co zobaczysz.
  • Co to będzie? – myślę w duchu…
  • Dlaczego tak długo trwa sprawa z NIP? – pyta Piotr sprowadzając nas na ziemię. 
  • Powiadasz, że wszystko długo trwa? Powiadam ci, że jeszcze tydzień temu byłeś umierającyHomiel mnie rozbawił. Tydzień temu Piotr użalał się nad sobą jaki to chory jest i jak ciężką operację przeszedł.
  • Taaak tylko pytam – Piotr poczuł się jak skarcony uczeń. 
  • Pasta działa.
  • Zapłacą?
  • Zapłacą szybciej niż myślisz.
  • W boleściach?
  • Ze strachu.
  • Are you sure?
  • Jak mówię, to jestem sure.
  • ……. – Piotr sądzi, że zapłacą dopiero w przyszłym roku.
  • Zobaczyłem szefa NIP znowu w sieci. Ta sieć miała takie wielkie oka, jak średniowieczna krata… metal już wyglądał jak skorodowany, ale to iluzja, tylko patyną się pokryła, była mocna jak zawsze – Piotr zmrużył oczy jakby się czemuś dokładnie przyglądał.

  • On próbował się z niej uwolnić i bił ją siekierą, ale za każdym razem jak uderzał ta siekiera rozsypywała się na strzępy. Siatka była wielka i zaczęła falować jak tafla wody, pochwyciła go w pasie jeszcze mocniej, potem jeszcze wyżej, aż go pochłonęła całego.
  • Ojciec jest wspaniały, gdyby nie On, nie byłoby mnie tutaj już. Wszystko słyszy i widzi.
  • To dlaczego ciągle grzeszysz?
  • Ale tylko trochę.
  • Nie ma dużo, mało. Najważniejszy grzech to grzech myśli, bo jest poza sądem ludzkim, ale Ojcu nic mnie umknie.
  • A gacek słyszy myśli? – pytam.
  • Jeśli będziesz czysta, niczego się nie bój.

Homiel miał rację. Ciepło wspominam Ustroń. Patrząc na tłoczne ulice Warszawy przypominam sobie zalesione góry nad uzdrowiskiem.

  • Może pojedziemy do Ustronia na długi weekend? Tam w ogóle nie bolała mnie głowa.
  • Będzie stalowo.
  • Stalowo?
  • Pokazał mi dachy aut stojących jeden za drugim, jakby się utworzyła stalowa droga.

  • Dłuuuugi weekend… ma rację. Świetnie to pokazał, pół Polski tam będzie i będziesz miał dosyć tej wycieczki.
  • A i Ja dodał Homiel i rozśmieszył nas od razu.
  • To może gdzie indziej, poradź?
  • Wszędzie będzie ciasno, a w mieście pustki.
  • To zostajemy.

Wieczorem.

Piotr postanowił pomodlić się wcześniej niż zwykle. Zanim jednak to postanowił, odkrył w internecie, że pojawiła się nowa strona marki Audi. Dlatego też modlitwa zajęła mu może z pięć minut. 

  • Gdy się modliłem pomyślałem, że jak skończę to pójdę sobie obejrzeć…
  • Ale po co, kiedy i tak nie kupisz?… powiedzial mi wtedy Homiel. 
  • Ale co sobie obejrzę, to moje!
  • Wiesz co? To chodźmy razem zobaczyć, czym mógłbym pojeździć, a nie będę jeździć.

Homiel zdecydował, że lepiej przerwać modlitwę, niż modlić się myśląc nie o Niebie… Taka energia idzie w próżnię


Obejrzałam nowy odcinek z cyklu „Kod Biblii”. Zaskoczyła mnie informacja, że słynna scena

«Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi…

https://www.youtube.com/watch?v=G3ykt6pyLJ4

jest opisana tylko przez Jana i nie pojawia się w pozostałych ewangeliach. Autorzy filmu zasugerowali nawet, że to wydarzenie nigdy nie miało miejsca. Tak mnie to zafrapowało i wzburzyło, że oczywiście pytam się Homiela.

  • A co czujesz?
  • Jestem pewna, że to słowa Jezusa. Są wyjątkowe. To Jego mądrość, którą poznaliśmy osobiście… Tylko On mógłby tak powiedzieć – powiedziałam w zamyśleniu. 
  • Jeszcze wiele rzeczy usłyszysz wymyślonych.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Medjugorie.

26. 03. 17 r. Ustroń.

Od jakiegoś czasu koresponduję z pewnym księdzem. Poprosił mnie, a właściwie poprosił Homiela, czy mógłby się określić co do objawień w Medjugorie. Już wcześniej o to pytałam, ale za pierwszym razem nie otrzymałam odpowiedzi, a za drugim sam spytał;

  • Dlaczego szukasz Maryi tak daleko, jeśli znajduje się koło ciebie?

Dzisiaj, na prośbę tego księdza spytałam po raz trzeci.

  • Homiel, chodzi o Medjugorie…
  • … Słyszę zdyskredytować Fatimę – przerwał mi Piotr.
  • Ale poczekaj, muszę ci wyjaśnić – i zaczęłam wyjaśniać, bo Piotr nie ma pojęcia o co chodzi w Medjugorie.

Krótko naświetliłam mu sytuację, że tam również dochodzi do objawień Maryjnych i to od wielu lat, że są rozbieżności w ocenie tych zjawisk, że tam dziwne rzeczy się dzieją, że sam Watykan ma wątpliwości, że… itd.

  • A co mówi ci intuicja? – spytał mnie. 

Jego pytanie zmusiło mnie do intensywnego myślenia. Rzeczywiście, kiedy tylko słyszałam o objawianiach w Medjugorie czułam nie euforię, ale ostrożność i wahanie. Nie mogłam tego uczucia sprecyzować, nie byłam ani na „nie”, ani na „tak”. Moją ostrożność podbudowała dodatkowo lektura książki; „Tajemnice watykańskich proroctw”. (fragment)

Krytycy twierdzą, że w kwestii oceny objawień i przekazów maryjnych Watykan stawia obecnie zbyt wysoko poprzeczkę. Ojciec René Laurentin, francuski teolog, który jest zdecydowanym zwolennikiem Medjugorie, narzekał w 2007 roku, że Watykan przyjął głównie lekceważący stosunek do wizjonerów katolickich. – Objawieniom nie daje się obecnie wielkiej wiary, są bardzo źle widziane w Kościele. Gdy objawienia mają wymiar historyczny, to wspaniale, Maryja Dziewica może być czczona w swoich sanktuariach. Ale kiedy pojawia się teraz, to wygląda bardzo niebezpiecznie i nie można tego tykać – powiedział i przytoczył Medjugorie jako klasyczny przykład. – Dochodzi tam codziennie do nawróceń, ale biskup jest przeciwny. A kiedy Rzym chroni i kryje biskupa, nie można powiedzieć, by popierał objawienia.

W debacie nad Medjugorie wielu ekspertów watykańskich dawno podzieliło się na dwa obozy: tych, którzy wierzą, że Maryja naprawdę się objawia, i tych, którzy uważają, że wizjonerzy, świadomie lub nie, rozpowszechniają duchowe oszustwo. Istnieje trzecia możliwość, którą czasem rozważa się przyciszonym głosem w Watykanie, hipoteza, która zdaniem klasycznych autorów piszących o doświadczeniach mistycznych musi być zawsze brana pod uwagę: że to, co z wierzchu wygląda na świętość Maryi, jest w rzeczywistości dziełem szatana.

Od początku dziejów Kościoła jego przywódcy ostrzegali, że jedną z najbardziej podstępnych pułapek czyhających na duchowych wizjonerów jest zdolność szatana do udawania przyjaciela, sojusznika czy nawet boskiej postaci. Święty Paweł powiedział, że szatan może się pojawiać jako „anioł jasności”, zwodząc niewinnych pokusami – ostrzeżenie, które powtórzyli wielcy hiszpańscy mistycy, święty Jan od Krzyża i święta Teresa z Ávila. We Włoszech klasyczny przypadek tego typu odnotowano na początku dwudziestego wieku. Święta Gemma Galgani była mistyczką, której nadprzyrodzone wizje zostały przez Kościół uznane za autentyczne. Doniosła raz, że odwiedził ją piękny młodzieniec, odziany w białą szatę ze srebrną szarfą, który powiedział, że został przysłany jako anioł z nieba. Dopiero kiedy zaczął kusić ją karygodnymi grzechami, zdała sobie sprawę, że ma do czynienia z diabłem.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,19806762,falszywe-cuda-jak-kosciol-demaskuje-oszustow.html

  • Homiel, co chcesz przez to powiedzieć…?
  • Intuicja cię nie zawiodła. Co robisz żeby złapać ładną rybę? Rzucasz przynętę żeby zwabić, a potem rzucasz haczyk, żeby złapać. A jeżeli kogoś złapie, ten zaczyna tracić swoją wiarę.
  • ……

A jeżeli kogoś złapie, ten zaczyna tracić swoją wiarę… –  te słowa przypomniały mi inne słowa ze wspomnianej książki;

  • No to mamy problem, bo w Medjugorie jest wiele uzdrowień… i w ogóle, ludzie tam doznają ciekawych, duchowych doświadczeń… – zastanawiam się głośno. 
  • Ludzie zajmują się Medjugorie, a to Fatima nie jest odkryta do końca.
  • ….. 

Zastanawiam się i próbuję to rozgryźć; jest kilka możliwości. 1) Medjugorie jest prawdziwe w całości 2) jest fałszywe w całości 3) diabeł teraz miesza w głowach podszywając się i działa jednocześnie z prawdziwą Maryją 4) a może najlepsze już było? A może prawdziwe objawienia już były, na samym początku?

Homiel nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale zmusza do myślenia. 



Dopisane 10. 11. 2017 r.

Na poważnie sytuację związaną z Medjugorie zaczęłam śledzić dopiero po słowach Homiela. 

  1. Marcin Dzierżawski z tygodnika „Wprost” napisał ciekawy artykuł (3.04.2016 r.). 

https://www.wprost.pl/gospodarka/535152/Medjugorje-do-kontroli.html

Wiele spraw w Medjugorje mocno jednak niepokoi hierarchów kościelnych. Do dziś wizjonerzy dostają od Maryi rzekome przesłania, które później telefonicznie przekazują pielgrzymom zgromadzonym w miejscowym kościele. Niekiedy organizowane są seanse, w trakcie których można obserwować, jak Maryja z nimi „rozmawia”. Ustalony jest nawet specjalny grafik, tak by pielgrzymi mogli się zgromadzić w odpowiednim czasie i odpowiedniej liczbie. Kultowi od początku sprzeciwia się miejscowy biskup, dochodzi na tym tle do licznych konfliktów wewnątrz lokalnego Kościoła. W dodatku okazało się, że były ojciec duchowy wizjonerów o. Tomislav Vlašić ma dziecko z franciszkańską zakonnicą, a w 2009 r. Benedykt XVI odsunął go od funkcji kapłańskich. Kościołowi trudno to uznać za „dobre owoce” objawień. Jeden z włoskich biskupów Andrea Gemma stwierdził nawet, że objawienia to „diabelskie wydarzenie”. Dlatego już w 2010 r. Watykan powołał specjalną komisję do zbadania fenomenu objawień. W czerwcu ubiegłego roku Franciszek ogłosił, że zakończyła już ona swe prace i że wkrótce zostaną opublikowane jej wyniki. Jednak, mimo upływu dziewięciu miesięcy, Watykan milczy. – Przypuszczam, że w międzyczasie doradcy Franciszka poinformowali go o problemach z ujawnieniem werdyktu. Opóźnienie świadczy o tym, że na watykańskich szczytach debata w tej sprawie trwa – mówi Thavis. Jego zdaniem komisja z całą pewnością nie uznała objawień za autentyczne. – Rzekome wizje ciągle trwają, a trójka wizjonerów twierdzi, że nadal ma regularne widzenia Maryi. W tej sytuacji wydawanie pozytywnej opinii o objawieniach byłoby zbyt ryzykowne – ujawnia watykanista. Na czym polega ryzyko? – Kto wie, czy w przyszłości wizjonerzy nie oświadczą na przykład, że papież błądzi? Albo nie zaczną wprowadzać korekt do Pisma Świętego – zauważa Thavis. Podkreśla jednak, że w Medjugorje nie znaleziono też dowodów na zamierzone oszustwo. – Pielgrzymi będą więc prawdopodobnie mieli nadal prawo do odwiedzania tego miejsca i otrzymywania tam duchowej pociechy. W moim przekonaniu taki kompromis jest jedynym możliwym rozwiązaniem – wyjaśnia.

2. Niemal rok później mamy ogłoszone stanowisko Watykanu;

Ustanowiona 17 marca 2010 przy Kongregacji Nauki Wiary komisja ds. Medjugorie opowiedziała się za autentycznością pierwszych siedmiu objawień, zaś wyraziła wątpliwości co do autentyczności objawień późniejszych – twierdzi na łamach dziennika „La Stampa”, Andrea Tornielli. Papież Franciszek po zapoznaniu się z relacją komisji kard. Ruiniego oraz opiniami członków Kongregacji Nauki Wiary podjął decyzję o powierzeniu abp. Henrykowi Hoserowi misji „specjalnego wysłannika Stolicy Apostolskiej”, celem zyskania głębszej znajomości sytuacji duszpasterskiej w Medjugorie, a zwłaszcza potrzeb wiernych przybywających tam z pielgrzymkami, aby zaproponować ewentualne inicjatywy duszpasterskie na przyszłość. „Do końca lata bieżącego roku abp Hoser przekaże rezultaty swojej pracy, a papież podejmie decyzję” – kończy swój tekst Andrea Tornielli.

http://papiez.wiara.pl/doc/3896173.Medjugorie-Watykanska-komisja-za-prawdziwoscia-pierwszych-7

3. Kilka miesięcy później 18.08.2017; Abp Hoser: Wszystko wskazuje na to, że objawienia w Medjugorie będą uznane;

http://www.rp.pl/Kosciol/170819142-Abp-Hoser-Wszystko-wskazuje-na-to-ze-objawienia-w-Medjugorje-beda-uznane.html

Medjugorie

Przeanalizuję słowa Homiela od początku; „zdyskredytować”; podkopać czyjeś autorytet, podważyć czyjeś zaufanie, popsuć komuś reputacje, ściągnąć coś z piedestału, zaszkodzi czyjej reputacji, zdewaluować, zdeprecjonować. https://synonim.net/synonim/zdyskredytować

  • Ludzie zajmują się Medjugorie, a to Fatima nie jest odkryta do końca – Homiel nie neguje całkowicie Medjugorie, ale na pierwszym miejscu stawia Fatimę!!!  I do Fatimy jeszcze powrócę. 

Dzisiaj próbuję podejść Homiela inaczej;

  • Gdybyś był na moim miejscu, czy pojechałbyś do Medjugorie?
  • Nie byłbym na twoim miejscu.
  • …… – z lekka ręce mi opadły.
  • Czy powinnam tam jechać? – spytałam wprost.
  • Chcesz szukać Ducha? Jest koło ciebie.
  • To jest dla ludzi, którzy nie wiedzą gdzie jest Duch.
A. Lenczewska; Słowo pouczenia

Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Niektóre zdarzenia muszą nadejść.

23. 03. 17 r. Ustroń.

Naprzeciwko budynku sanatorium, mniej więcej 150 metrów w linii prostej stoi nieduży kościół. Kościół P.W. Chrystusa Króla Wszechświata http://www.chkw.home.pl/index2.html https://www.youtube.com/watch?v=x9zaAF84ls8

Gdy Piotrowi pozwolono na pierwszy pooperacyjny spacer, było to pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy. Po wejściu do środka po prostu zaniemówiliśmy. Tak „lukrowanego” wnętrza nie  widziałam już dawno. Było czuć w każdym niemal kącie, że wszystko, co stworzono, stworzono z wielkiej miłości. Im dłużej się w tym kościele przebywało, tym bardziej wydawał się urokliwy. Ponieważ byliśmy sami zwiedziliśmy go dokładnie, a na koniec Piotr zatrzymał się pod obrazem Maryi z Dzieciątkiem. 

Podszedł do obrazu tak blisko jak się dało, przypatrzył się twarzy Jezusa i się skrzywił…

  • Ale ma twarz! Kto to malował?! – był lekko zdziwiony.
  • ……
  • To nieistotne mały. Ważne, że Jestem.
  •  – no… szczęka mi opadła, a Piotr jakby nic się nie stało, usiadł w ławce dwa metry dalej.

Wieczorem.

  • Nie mogę uwierzyć, że jestem już po 50-ce – mówi Piotr.
  • A co Ja mam powiedzieć? i śmiech. Oczywiście zaczęłam kombinować ile może mieć lat…. milion, trylion?
  • Na to, co miałeś zrobione to jesteś  super zdrowy.
  • A nie mogłeś w odpowiednim momencie po prostu powiedzieć… idź do lekarza, a nie dopuścić do operacji!? – pytam, bo czy nie byłoby to prostsze? 
  • Nie oceniaj po tym, co nie zrobiłem. Oceniaj stan dzisiejszy. Niektóre zdarzenia muszą nadejść.
  • No dobrze…. Chcę po prostu zrozumieć jak działacie.
  • I tak wiele rozumiesz, a wszystkiego nie jesteś w stanie zrozumieć.

Jakiś czas temu Homiel użył słowa depozyt;

Bóg złożył depozyt u ciebie i chcesz Mu to zabrać? Nie waż się tego zrobić, bo stracisz to, co ci zawierzył. A pokusa będzie wielka.
 http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/17/uczniowie-z-emaus/ 

Czytam książkę „Tajemnice watykańskich proroctw” i wpadł mi w oko fragment.

Słysząc po raz pierwszy słowo „depozyt” myślałam, że Homiel użył współczesnego określenia. Czytając ten fragment pomyślałam, że być może depozyt nie jest tak współczesny jak mi się wydawało. Sprawdziłam więc

1 List do Tymoteusza; (20) O, Tymoteuszu, strzeż depozytu [wiary] unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy. (1 List do Tymoteusza 6:20, Biblia Tysiąclecia)

(15) Kapłani upadłszy w kapłańskich szatach przed ołtarzem wołali do Nieba, do Tego, który ustanowił prawo o depozycie, aby te skarby nienaruszone zachował dla tych, którzy je złożyli w depozyt. (2 Ks. Machabejska (w) 3:15, Biblia Tysiąclecia).

Dzieje Apostolskie i listy Pawłowe ukazują apostołów jako tych, którzy zakładali miejscowe kościoły i kierowali nimi (Dz 8,14n; 15,2; Rz 15,15; 2 Kor 10,13-16; Tes 3,4 itd.). Strzegli kościelnej dyscypliny (1 Kor 5,3-5; 1 Tm 1,20; Dz 5 /Ananiasz i Safira/). Ustanawiali też współpracowników i następców poprzez nałożenie rąk (Dz 6,6; 1 Tm 4,14; 5,22; 2 Tm 1,6). Przechowywali depozyt wiary (1 Tm 6,20) i tradycję (1 Kor 11,23; 15,3). https://pl.wikipedia.org/wiki/Aposto%C5%82 http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/gaudium-kkk-budzik03.html

Przekonałam się raz jeszcze, żeby uważniej analizować słowa Homiela.


W tej samej książce zwróciłam uwagę na opis objawień w Medjugorie.

Czytając „sianie podziałów” przypomniałam sobie natychmiast rozbity świecznik i słowa Homiela;

  • My nie niszczymy, My budujemy.

Opowiadam Piotrowi o Medjugorie, całkiem pobieżnie, bo też jeszcze niewiele o tym wiem, a on sobie coś przypomina.

  • Wczoraj wieczorem się modliłem, podczas modlitwy egzorcystycznej widziałem wielkie robale wypełzające z ziemi. Miały głowę lwa z rogami kozła… obrzydliwe… – … to nie pierwszy raz, gdy widzi coś takiego. Czy to już piekło? Trudno powiedzieć.
  • Po raz pierwszy zaczęły wyłazić wielkie muchy, takie jakie są na odchodach… świeciły, widziałem pełno larw spalonych… Centralnie w ziemi tkwił wielki diabeł, wyglądał jak wielki chrząszcz, który leżał nogami do góry, miał łeb, ale na brzuchu jeszcze jeden czerwony łeb ze zdeformowaną głową człowieka… coś ohydnego – Piotr opowiada mi obrazowo żywo gestykulując i nagle się zatrzymał…
  • Słyszę w oddali, że ktoś mnie przeklina…
  • Jeszcze się policzymy ty skurwysynie!!!
  • ……
  • To jest niekończąca się wojna – przyznałam.

24. 03. 17 r. Ustroń.

Oglądaliśmy skoki narciarskie, każdy skok musiał Piotr komentować i z każdego był niezadowolony.

  • Ten nieprawidłowo złożył nogi.
  • Nie wiedziałem, że się znasz na tym.
  • Ano znam.
  • Jak na wszystkim – westchnął.

Wybuchłam śmiechem, a Piotr tylko wzruszył ramionami. Brak zajęcia, a tym samym adrenaliny źle wpływa na jego psychikę, czepia się wszystkiego.

  • Co to będzie ta druga fala? – zaczął znowu. 
  • Co się martwisz? To co będzie, będzie dla chwały Ojca.
  • Ile lat będę żył?
  • Ile będziesz żył? Ledwo cię odratowaliśmy, a ty się pytasz ile będziesz żył? Muszę powiedzieć chłopakom.
  • Weźmiemy cię nagle, nawet nie zauważysz. Ale zanim to nastąpi, sporo wody upłynie. Nie po to do serca ci dmuchaliśmy.

Ponieważ jestem kuracjuszem komercyjnym mój stolik w stołówce jest w innym miejscu niż stolik Piotra. Przy stoliku często siedzę sama, ale wczoraj dołączyła do mnie sympatyczna kobieta, która jak ja, towarzyszy choremu mężowi. Głupio tak jeść zupę i udawać, że się nawzajem nie widzi, więc zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiedziała ciekawą historię związaną ze swoim zawałem, który miała 17 lat temu.

Z grupą kilku przyjaciół wyjechała do Francji na narty. Trzeciego dnia poczuła się źle, zaczęła wymiotować i ogólnie osłabła. Przyjaciele myśleli, że się przeziębiła, a kiedy nic nie pomagało każdy z nich miał na to swoją własną i jedynie słuszną diagnozę. W samym hotelu personel nie chciał, czy nie mógł jej pomóc, ponieważ nikt nie mówił po angielsku, a oni nie znali francuskiego. Kurort znajdował się w pewnej odległości od miasteczka, więc dopiero na drugi dzień razem z mężem pofatygowała się do przychodni. Lekarz, arab dał jej jakieś pigułki przeciwko wymiotom, coś na uspokojenie i wróciła z powrotem do kurortu. Ciągle czuła się fatalnie, właściwie coraz gorzej. Nie miała siły iść po schodach więc weszła do windy. Winda zatrzymała się piętro wyżej i do środka wszedł młody mężczyzna. Po krótkiej wymianie paru słów okazało się, że to Polak od kilku lat mieszkający we Francji. Widząc jej stan od razu spytał jak może jej pomóc. Podziękowała, bo uznała, że nie ma takiej potrzeby, przecież dostała lekarstwa. Mężczyzna wychodząc z windy powiedział, że gdyby coś się działo mieszka na 14 piętrze.

Kilka godzin później moja rozmówczyni poczuła się jeszcze gorzej, więc skorzystała z tej nieoczekiwanej pomocy. Oboje pojechali do szpitala, gdzie mężczyzna doskonale posłużył za tłumacza. Zrobiono jej pobieżne badania i zostawiono na sali. Kilka godzin później dostała rozległego zawału. Na drugi dzień młody człowiek pojawił się w szpitalu ponownie i od razu spytał, czy ma ubezpieczenie. Nie czekając na jej odpowiedź zaoferował, że gdyby nie miała on użyczy jej swojego.

  • Dlaczego pan to robi?
  • Chcę  w ten sposób odwdzięczyć się Polakom. Kiedyś we Włoszech złamałem nogę i pomógł mi Polak, dał swoje ubezpieczenie.
  • Widzi pani są jeszcze porządni ludzie na tym świecie – moja towarzyszka od zupy była wyraźnie wzruszona, a ja chciałam krzyknąć jej do ucha.
  • Tak działa tylko Bóg !!!

Równowaga… Jak zawsze warto słuchać ludzi… W ich opowieściach na każdym kroku widzę działanie Nieba, choć oni tego nie widzą.


Dopisane 08. 11. 2017 r.

Niektóre zdarzenia muszą nadejść – Otrzymałam nakaz. Mam uprzedzić wszystkich o nadchodzącej sytuacji. W maju tego roku przekazałam znajomemu pewną informację.

Wtedy użył dokładnie słowa epidemia, ale… no cóż… biję się w pierś… nie do końca Mu uwierzyłam, więc napisałam maila w tonie wersji light. Niedawno media obiegły alarmujące wiadomości;

epidemia żółtaczki; 18 października 2017

Wczoraj otrzymałam informacji ciąg dalszy.

  • Myj ręce, przypomnij wszystkim, ta choroba jest w rozwoju. Nie zdajecie sobie sprawy.

Jeśli nawet wielu nie potraktuje tego poważnie, co wam szkodzi dokładnie myć ręce? 

Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz.

11. 03. 17 r. Ustroń.

Szpital i uzdrowisko w Ustroniu to ogromny kompleks. Ja musiałam dojechać autem samodzielnie, a Piotr został dowieziony szpitalną karetką. Ponieważ byłam osobą towarzyszącą płaciłam komercyjnie, a dla komercyjnych wydzielono IX i X piętro i zaledwie trzy pokoje na piętrze I. Przez klaustrofobię wizja jazdy windą mnie przerażała, więc powalczyłam o pokój na I piętrze. Udało się. Piotr jako pacjent kliniki amerykańskiej został przydzielony na piętro II. Jakimś „dziwnym” trafem wylądował w pojedynczym pokoju niemal tuż nade mną. Pierwsze wrażenie z sanatorium „Równica” było dla mnie szokujące. Jako osoba lubiąca samotność wpadłam w sidła prawdziwego ludzkiego kombinatu. Akurat była pora obiadowa i mogłam obserwować masę ludzkich schorowanych ciał snujących wolno w jednym kierunku, aż się skurczyłam w sobie z wrażenia. Było ich setki. Okazało się, że stołówka mogła gościć około 900 ludzi jednocześnie. Nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Dziękowałam Bogu co minutę, że jestem zdrowa.

Piotr był szczęśliwy, że wyrwał się ze szpitala i na nic nie zwracał uwagę. Padł na łóżko wyczerpany i nie podnosił się do wieczora. 

Zadzwoniliśmy do domu relacjonując miniony dzień i dowiedzieliśmy czegoś dziwnego. W dniu, gdy Piotr miał operację dwie osoby z naszej rodziny, przyszła synowa i żona siostrzeńca miały wypadek. Mało tego, miały wypadek o godzinie, w której Piotrowi podano narkozę. Czyli kiedy przestał „żyć”. Zwróciliśmy na to uwagę, bo są to osoby, nad którymi Piotr codziennie tworzy ochronną tubę. 

  • No to jak to, kiedy odejdziesz naprawdę… to wszyscy pomrą? – myślę, że to nie jest przypadek taki zbieg okoliczności.
  • Zanim odejdzie zrobi swoje.
  • Wszystko zabłyśnie kiedy przyjdzie pora.
  • …… – i znowu się zastanawiam co ma takiego zrobić Piotr.
  • Lekarka tutaj powiedziała, że dawno nie widziała tak dobrego cięcia… – jeśli operację prowadził sam Ojciec nie mogło być inaczej.
  • Cisowski to dobry chłopak – Piotr o docencie.
  • Jeden z naszych.
  • Powiedział, że w Warszawie dostałem najlepsze obecnie na świecie stenty… ale trochę się wycierpiałem.
  • Przypominam ci, że korzystasz z kredytu.
  • Ale nie myślałem, że będzie tak bolało teraz, po tej operacji… No i problemy wyszły, bo boli… – zaczął jęczeć.
  • Problemy to by wyszły – … gdyby tej operacji nie było.
  • Kiedy?
  • Gdyby w samozadowoleniu żyłbyś ze swoją żonką, aż zostałaby sama.
  • Homiel potrafi momentalnie otrzeźwić.
  • Ale cierpię teraz – Piotr westchnął.
  • Co się dzieje, żeby dojść do gwiazd?
  • Cierpi.
  • Więc cierp, źle ci? Leżysz sobie sam.

Rzeczywiście… spojrzałam na Piotra lezącego na łóżku, telewizor włączony, obiad przyniesiony, żoneczka obok, sam w pokoju, choć wokoło tylko pokoje dwuosobowe.

  • Jak się potoczy rozwój sytuacji?
  • Jeśli chodzi o pismo to przypomnij sobie pastę. Jeśli chodzi o inne sprawy bierz wszystko na swoje zdrowe serce – inaczej „bierz na klatę”, bo serce jest w klacie.
  • Jeśli chodzi o pismo to przypomnij sobie pastę…
- Homiel mi wyjaśnił teraz, co znaczy ta pasta…
- Woda myje, ale pasta czyści, działa podwójnie, choć nie widzisz.

Wczoraj zadzwonił prawnik. Otrzymał odpowiedź od rzeczoznawcy kapitana pożarnictwa. Jego opinia de facto potwierdziła wcześniejsze ustalenia, czyli błędy, które popełniła NIP. Sprawiedliwość, choć niewidoczna, to jednak działa.

  • To, co dla was jest umartwieniem (warunki w Ustroniu) dla innych jest wielką radością. To chwila wytchnienia. A czym jest ta chwila przed wyzwaniem, przed falą, która cię pogoni?
  • Spokojem… – pomyślałam.
  • I do tej chwili będziecie tęsknić.
  • Oddaj serce czasowi, dojdziesz do sprawności.
  • A gdybyśmy tak nie zdecydowali się na operację, co byłoby z Waszymi planami? – spytałam.

Ponownie pokazał kółko, które mimo naszych wyborów wraca do punktu wyjścia. Wszystko miało doprowadzić do tego, że teraz patrzę na Piotra leżącego na sanatoryjnym łóżku.

  • Gdybym posłuchał lekarza i zaczął brać jedynie witaminki… to nie wiem…
  • Ale on dał Kowalewskiego, a Kowalewski Cisowskiego – przypominam.
  • Zawiła ta droga – przyznał.
  • Ale skuteczna.
  • Fala, która cię pogoni… co to? – zaczynam.
  • Chcesz nowy zawał? Dowiesz się z czasem.
  • ……
  • Kiedy ta świadomość się wypełni będziecie działać razem, bo to jest jedność.
  • 30 marca wracam do domu.
  • Nie do domu, na placówkę.
  • Nie do domu?
  • W Domu już byłeś.
  • Trudno to wszystko zrozumieć.
  • Trudno połączyć matematykę z tym, co się dzieje.

Rozmowę przerwał telefon. Zadzwoniła córka.

Podczas naszego ostatniego pobytu w Szczecinie mieliśmy problem z panią prokurator. Oglądamy TV wieczorem i słyszymy nad sobą stukanie klapek na szpilkach. Te same szpilki szybko po chwili przeniosły się na schody. Prokurator wyszła. Odetchnęliśmy z ulgą, że mamy ją z głowy. Nasza radość była przedwczesna, bo pół godziny później znowu słyszymy klapki na schodach i jeszcze jedne buty. Machnęłam ręką, żeby się nie przejmować i dalej w spokoju oglądaliśmy TV. Piotr w pewnej chwili podnosi głowę do góry i ścisza telewizor, marszczy czoło…

  • Słyszysz?

Nastawiam uszy… a tu wycie. Nigdy czegoś podobnego nie słyszałam. Jęki, wycie coraz głośniejsze. Pani prokurator uprawiała seks na całego. Spojrzeliśmy na siebie zaskoczeni, bo to nowość w tym budynku.  Mija minuta, mija 5 minut, mija pół godziny, a ona wyje. I tak przez całą noc co 4 godziny. Wszyscy w odległości 50 metrów, a może i więcej musieli ją słyszeć. Byliśmy bardzo zmęczeni rano, bo prawie nie spaliśmy. Piotr zaczął szukać w internecie skutecznego rozwiązania na uciążliwego sąsiada i go w końcu znalazł; głośniki i garnek z wodą przy suficie. Słuchawki nałożyć na garnek, garnek pod sufit i puścić muzykę. U niej będzie dudnić, a u nas będzie cisza.  https://www.youtube.com/watch?v=xXEY6HnEYYM

  • Ja już jej zrobię kongo balango – Piotr wściekły przygotował słuchawki, znalazł muzykę z kombinacją przemówień Hitlera i już szykował garnek. Przyglądając się temu poczułam się fatalnie, nie chciałam na to patrzeć. Piotr nie zwracał na mnie uwagi, ale Homiel…
  • Kiedyś mu służyłeś, znowu chcesz z nim iść?

 To wystarczyło i natychmiast otrzeźwiło Piotra. Ma posłużyć się diabłem, by zwalczyć diabła?

  • To co mam zrobić?
  • Masz taką władzę i nie wiesz?

Nie wiedzieliśmy. Gdy „śpiewaczka”, tak ją nazwał Piotr, zaczęła arię znowu… Piotr zaczął się modlić do Archanioła Michała o pomoc. Nie wiem jak to się stało, ale wszystko po 10 minutach ucichło, jakby mieczem ktoś skosił powietrze.

Zadzwoniła więc córka i opowiedziała o sąsiadce, która znowu zaczęła szaleć. Głośna muzyka o 24.00 w nocy i niekończący się głośny seks, który słyszalny był nawet na ulicy. Córka się wściekła, bo nie mogła zasnąć. Wybrała się do jej mieszkania piętro wyżej, zaczęła walić do drzwi, ale ta nie chciała otworzyć. Piotr też się wściekł i nakazał załatwić dobre słuchawki. Myślałam, że teraz to i Homiel się wścieknie, ale…

  • Dopracuj szczegóły techniczne.
  • Na pewno? Mogę? – Piotr zupełnie zaskoczony, bo tego się nie spodziewał.
  • Ale nie wybieraj muzyki hitlerowskiej – westchnęła, bo i ja chyba doszłam do wniosku, że nie ma innego wyjścia.
  • Pomoże to?
  • I z robala może wykluć się motyl. Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz.

Dopisane 31. 10. 2017 r.

I do tej chwili będziecie tęsknić – sprawdziło się w stu procentach. Wbrew pierwszym szokowym wrażeniom z perspektywy czasu uznajemy ten okres za najlepszy miesiąc w naszym życiu.


I z robala może wykluć się motyl. Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz – przepychanki ze „śpiewaczką” trwają do dzisiaj. Tak jak spotkania pod naszym krzyżem nazywam „nauka o dawaniu”, tak doświadczenia z panią prokurator uczą wszystkiego; cierpliwości, walki ze złem, pokory i wiary. Historia wydaje się pozornie zabawna, ale dostarczy wiele ciekawych lekcji. Czy Homiel tak naprawdę pozwolił na Dopracowanie szczegółów technicznych?… To się okaże. 

Osobiście zabiorę cię z kurhanu.

02. 03. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Operacja coraz bliżej i oboje boimy się coraz bardziej.

  • Boję się, ale jestem zdesperowana, żeby to załatwić – chyba bardziej tego chcę, niż sam Piotr.
  • Tak My jesteśmy zdesperowani. Załatwimy to, co ma nadejść.

Siedzieliśmy na kawie już może ostatni raz w tym miesiącu. Niedługo moje urodziny.

  • Mówicie, że szykujecie coś na urodziny, ale ja chcę tylko jednego, byś załatwił mi zdjęcie w biurze kryminalnym, żeby było go lepiej widać. Daj mi taki prezent, pleeeese…
  • Prezentem będzie jego życie. To zdjęcie jest dla ciebie.
  • …… – uf… nie powinnam prosić o więcej…
  • Ale niech inni też widzą – nie wytrzymałam. 

Wpadłam wczoraj na pomysł, by przekazać Chrystusa oryginalne zdjęcie z mojego telefonu do laboratorium kryminalnego, gdzie posiadają znacznie lepsze urządzenia i możliwości. Chciałam, żeby to zdjęcie był bardziej wyraziste, żeby spróbowali wyciągnąć z niego wszystko, co jest możliwe. Czy im się uda? Nie wiem.


Po wczorajszym telefonie od prawnika oczywiście rozmawialiśmy o NIP. W pewnej chwili Piotr otworzył szerzej oczy…

  • Zobaczyłem coś kapitalnego teraz…. koła zębate w starym zegarze, jak wolno przeskakują ząbek za ząbkiem, aż doszło do momentu, gdy wielkie wahadło zaczęło się kołysać i głośno dzwoni bim, bam, bim, bam… stare mosiężne wahadło…

  • Przyszła pora? – pytam.
  • Poczułem wielką moc i dziejową sprawiedliwość z tego zegara – Piotr ciągle opisywał co widzi.
  • Dzwonił tak w Norymberdze, ogłasza sprawiedliwość.
  • Dużo zębów zostało? – Piotr spytał w ten sposób ile jeszcze czasu może upłynąć do końca sprawy z NIP.
  • Już.
  • ……?
  • Widzę stary zegar, wielki stare drewno, wahadło mosiężne…. słyszę dziejowa sprawiedliwość.
  • ……
  • Dziejowa sprawiedliwość?… A może to nie o NIP chodzi? Przecież trudno mówić, że oni to dziejowa sprawiedliwość, to musi znaczyć coś więcej – zastanawiałam się głośno. 
  • Widzę go ciągle… ale mam ciarki – i podsunął mi rękę pod nos.
  • To zegar sprawiedliwości.
  • ….. – widzę, że Piotr się mocno wzruszył, widocznie coś usłyszał.
  • No mów! – ponagliłam go trzymając w pogotowiu długopis.
  • Musimy panie pokończyć te sprawy. Pan Bóg obdarzył cię przyjaźnią. W ostatnich chwilach swojego życia pokażesz prawdziwe swoje oblicze.
  • …… – przełknęłam ze zdenerwowana ślinę.
  • Ale to spotkanie w trójkę przy stoliku jest aktualne.
  • …… Jakie spotkanie? – spytałam niepewnie, bo nie pamiętałam.
  • Usiądziemy, pomilczymy, wymienimy się spojrzeniami.
  • …… – i wtedy olśnienie, przypomniałam sobie. 
- Spotkamy się w trójkę i będziemy się widzieć.

- Po śmierci?

- Po jakiej śmierci? Przed tobą widzę życie na zawsze. Gdyby takie osoby jak ty umierały, wszechświat nie miałby sensu.
 http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/13/wieksza-wiedza-to-wieksza-odpowiedzialnosc/
  • Wiesz z Kim teraz rozmawiasz? – doszło właśnie to do mnie.
  • Wiem.

Ale to spotkanie w trójkę przy stoliku jest aktualne... Czytając dzienniczek Faustyny z całości wzruszyła mnie najbardziej tylko jedna scena. Opowiadałam o niej Piotrowi wielokrotnie za każdym razem się wzruszając.

Dziś, gdy wyszłam do ogrodu, rzekł do mnie Pan: Wróć się do swej separatki, bo tam na ciebie czekać będę. Gdy wróciłam, natychmiast ujrzałam Pana Jezusa, który siedział przy stole i czekał na mnie. Z łaskawym spojrzeniem rzekł do mnie: Córko moja, pragnę, abyś pisała teraz, bo spacer ten nie byłby zgodny z wolą moją. Pozostałam sama i wzięłam się zaraz do pisania.

Zobaczyłam to w swojej wyobraźni… jak siedzi przy stole i czeka… I może wydaje się to śmieszne, ale ten właśnie gest był tak ludzki, tak normalny, że mając na uwadze, iż to sam Chrystus… cała ta sytuacja była dla mnie bardzo wzruszająca. Niebo schyliło się do człowieka.

Wieczerza w Emaus, Rembrandt 1628.
Wieczerza w Emaus, Rembrandt 1628.

03. 03. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Umówiliśmy się na kawę, choć wczoraj miało być to ostatni raz. Ja miałam ochotę i Piotr miał ochotę i może też sam Homiel miał ochotę…? Wyjątkowo dobrze przy kawie nam się rozmawia. Piotr trochę się spóźnił, ale obserwując go z daleka wiedziałam, że się coś stało.

  • Alicja zmarła… wczoraj.
  • A jednak… pomyślałam… – Piotr odprawiał nowennę, choć nieregularnie, to jednak… Nie wiem, czy zrobił to wczoraj, bo był zmęczony…
  • Dlaczego odeszła? Za krótko się modliłeś?
  • Za mali jesteśmy, by to zrozumieć. Możemy tylko prosić… Ojciec wie co robi. Może… byłem zbyt pewny siebie, że mogę… ot tak? – nie dokończył, ale wiedziałam co mu chodzi po głowie. Piotr był wyraźnie poruszony.
  • … – a Homiel się nie odzywał.
  • Czeka mnie ciężki okres – Piotr westchnął, bo operacja tuż, tuż.
  • Dostąpisz olśnienia, na to czekamy. Będziesz mądry chłopak.
  • To ja będę teraz za głupia na ciebie – szybko się połapałam, co chce przekazać Homiel.
  • Ty masz notować.
  • Wróci coś.
  • ……?
  • Będziesz rozumiał i widział wszystko, widzę kolejki do ciebie.
  • A co z Alicją? – dręczyło go to ciągle.
  • Daj jej spokój, ma tak dobrze.
  • Dlaczego nie została uzdrowiona?
  • Za jakiś czas wróci, ma coś zrobić.
  • ……
  • Pan Bóg widział twoje rozrzewnienie.

Nie wiedziałam o co chodzi i Piotr to widząc zaczął mi wyjaśniać…

  • Moja księgowa bardzo płakała i zacząłem jej tłumaczyć, że Alicja już jest w Domu… Powiedziałem jej, że moim marzeniem największym jest powrót do Domu i wtedy mi łzy poleciały…
  • Aaaa… rozumiem… To dlatego powiedział z rozrzewnieniem… – pokiwałam głową.
  • A kiedy zobaczyła, że płaczę to sama przestała płakać.
  • Podniosłeś ją na duchu.
  • Zapomniała o niej na chwilę i zaczęła się cieszyć – Piotr kontynuował.
  • Nie zapomniała, zrozumiała.
  • Hmm… – zamyśliłam się – Widzisz jak prowadzisz ludzi? Zaczynają rozumieć i widzieć ten świat inaczej.
  • Ojciec pokazał, że nie doliczysz się 10 dni, a ona odejdzie – przypomniałam sobie.
  • Homiel mówi teraz, że Bóg często schodzi do ludzi, przybiera ich postać, lubi robić takie kawały…
  • …… – uśmiechnęłam się od ucha do ucha, bo właśnie sobie to wyobraziłam.
  • A wiesz co teraz słyszę…?
  • Osobiście zabiorę cię z kurhanu.
  • …… ????


Dopisane 25. 10. 2017 r.

Nie doliczysz palców, a ona odejdzie… więc będziesz siedział dalej? – Ojciec przekazał, że nie doliczymy się 10 dni, a ona odejdzie. Dzisiaj sprawdziłam dokładnie ile minęło dni od 21. 02. 17 r.

Myślałam, że odeszła 10 dnia, a dzisiaj widzę, że 9 dnia. Zapomniałam, że luty jest krótszy. Bóg Ojciec jest bardzo precyzyjny; nie doliczysz się 10. Ta precyzyjność okaże się znamienna w innym wydarzeniu, które zaskoczyło nas totalnie. Wiem dzisiaj jedno… Ojciec dotrzymuje Swoich obietnic. 


  • Osobiście zabiorę cię z kurhanu.

Kurhan, in. tumulus – rodzaj mogiły, w kształcie kopca, o kształcie stożkowatym lub zbliżonym do półkolistego, z elementami drewnianymi, drewniano-kamiennymi lub kamiennymi, w którym znajduje się komora grobowa z pochówkiem szkieletowym lub ciałopalnym. Pomieszczenia grobowe, nieraz bardzo rozbudowane, mają zwykle konstrukcję kamienną bądź drewnianą, czasem są kute w litej skale. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kurhan

Zdziwiło mnie, że Bóg Ojciec użył słowa „kurhan” jako mogiły, która występuje głównie na obszarach Europy, Azji, i Ameryki w epoce neolitu i żelaza. Rzadziej kurhan spotykany był także w kulturach okresu rzymskiego i wczesnośredniowiecznego. Jak się okazuje w pobliżu zachodnich granic współczesnej Jerozolimy udokumentowano 19 kurhanów. Pierwszy formalnie udokumentowany kurhan to Tumulus # 2 z 1923 roku (przez Williama Foxwell Albright), a najnowszy (Tumulus # 4) został odkryty przez Gabriela Barkay w roku 1983. Kurhany przypisuje się 21 królom, którzy panowali w Jerozolimie w czasie od Dawida do Sedecjasza – ostatniego władcy Judy. Podejrzewa się, że kopce służyły do ceremonii pogrzebowej (lamentowanie, opłakiwanie) zanim królowie trafili do docelowych grobów królewskich. Gabriel Barkay spopularyzował tę teorię po studiowaniu tumulusów pobliżu Salaminy na Cyprze. http://www.newworldencyclopedia.org/entry/Tumulus http://generationword.com/notes/first_kings/Tumuli.pdf

http://generationword.com/notes/first_kings/Tumuli.pdf
http://generationword.com/notes/first_kings/Tumuli.pdf, kurhan w okolicy Jerozolimy



Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Czy jesteś gotowy pójść za Mną?

26. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Przez dwa dni pobytu w szpitalu Piotr schudł kolejne dwa kilo, to razem już 13 kilo mniej od zawału. Chcąc więc nadrobić zgubioną wagę, nie wiedzieć czemu w Ikei wziął sobie potężne śniadanie, większe niż do tej pory. 

  • Obżartuch. Przypominam tobie, że za tydzień masz operację, a nie zawody sumo.

Nawet mnie tym nie rozśmieszył, ponieważ wczoraj znaleźliśmy w internecie informację, że operacja dotycząca tętnicy przedniej zstępującej wymaga, by pacjent był co najmniej szczupły.

  • Ale numer… – wypalił Piotr, gdy to przeczytał – To dlatego On ciągle mi mówił i to od wielu lat…
  • Schudnij, będzie łatwiej ciąć.
  • Wtedy tego nie rozumiałem…

To jest nieprawdopodobne… Doszło do mnie kolejny raz, że Oni to wszystko zaplanowali już znacznie wcześniej…

  • To po co ci tyle jedzenia teraz? 
  • .. – spojrzał na talerz i go odsunął.
  • Słyszałem w szpitalu, że wątróbkę powinienem jeść, bo tam jest dużo żelaza. Może kupimy w Carrefourze…?
  • No nie wiem… Ich wątróbka kompletnie nie ma zapachu, spytaj się Homiela…
  • Ja bym tego nie jadł. Powtórzę za Wokulskim… tyle w tym…, ile trucizny w zapałce.

Myślałam, że żartuje, ale sprawdziłam natychmiast w telefonie, bo absolutnie nie pamiętałam tego cytatu. W oryginalne brzmi; W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce.

  • Takie to złe?
  • Nie jest złe, ale wrogie.
  • Ale jesteś dosadny.
  • Bo nie wiem, jak do tego łba przemówić.
  • … – ryknęłam śmiechem na krótko, bo doskonale Go rozumiem. Piotr jest uparty jak wszystkie muły razem wzięte.
  • Jesteśmy kumplami przecież, dlaczego tak mówisz?
  • Właśnie dlatego. To wyrób zakładów chemicznych Police – Homiel zacytował powiedzenie Piotra, które często powtarza, gdy zdarzy mu się zjeść coś niedobrego.
  • Nie jedz tego Synu.
  • Nie jestem Twoim synem – Piotr już zirytowany.
  • … – zastygłam.
  • Skąd wiesz?
  • A Ty skąd wiesz, że to dziadostwo? Przecież nie jadłeś?
  • Z Domu Mi pisali.
  • A co sądzisz o jedzeniu z Ikei? – spytałam.
  • Ogólnonarodowy poziom.

Spisując tę rozmowę z zeszytu do komputera wyłam ze śmiechu. Z Domu Mi pisali super żart na miarę wielkiego anioła, choć nie jestem pewna do końca, czy to akurat z Nim rozmawialiśmy.   Uwielbiam takie rozmowy.


Jadąc do naszego kościoła oczywiście rozmawialiśmy o wyjeździe do Bielska. Ponieważ mamy tam być przed 12.00 musimy wyjechać co najmniej 5 godzin wcześniej. 

  • Szkoda, chciałabym zajrzeć do Częstochowy, ale chyba się nie uda – myślałam o obrazie Chrystusa.
  • Nie trap się tym, zawsze jesteście razem
  • Boję się tej operacji – Piotr przyznał otwarcie.
  • To klucz programu.
  • Homiel, w takim razie zaczynam się bać bardziej.
  • To mnie nie dziwi, zawsze byłeś tchórzem i śmiech.
  • Wszyscy na to czekają? – myślałam o Niebie.
  • Tak.
  • Dlaczego?
  • Po to żyjesz, żeby stało się to, co ma się stać tutaj i teraz.
  • Kiedy wrócisz do swojej postaci, zrozumiesz po co ty jesteś i co masz zrobić.
  • … – spojrzeliśmy na siebie, bo już bardziej zagadkowo się nie dało?

W kościele nic się nie wydarzyło, wychodząc złapałam Piotra za rękę…

  • Chcesz się przylepić do gospodarza? – i mrugnął do mnie okiem.
  • Sam bym się chciał do takiego gospodarza przylepić, przy tobie żadna krowa nie schudnie.

Znowu wyłam ze śmiechu, ale to święta prawda. Piotr ma coś takiego w sobie, że ktokolwiek jest po jego kuratelą musi być najedzony. Zawsze lodówka powinna być pełna, to daje mu jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że spełnia jako mężczyzna należycie swój obowiązek.


Mieliśmy sporo czasu, z którym nie wiedzieliśmy co zrobić, więc pojechaliśmy do Konstancina. Jadąc ulicą Wiertniczą w pewnej chwili położył rękę na wysokości mostka…

  • Czuję policję – i natychmiast mocno zwolnił.

10 sekund dalej skręcając w prawo faktycznie zobaczyliśmy wóz policyjny, który namierzał jadące samochody. Auto, które właśnie nas wyprzedzało zostało zatrzymane.

  • Widzisz?! Widzisz?! A czułem, mówiłem policja, ale mam zmysł!
  • Gdybym cię nie dotknął, nic byś nie wiedział.
  • A moja intuicja?
  • Niech ci będzie intuicja.

27. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Spotkaliśmy się na kawie „simple better”.

  • Miałem wczoraj niesamowitą wizję. Widziałem jak ten „alabastrowy” na platformie otwierał powoli oczy…
  • Budzi się.
  • …?
  • A teraz ktoś krzyczy... Wróć do nas… Na razie to skorupa…
  • Bez ducha… – dokończyłam i nie wiem skąd przyszło mi to do głowy.
  • Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.
  •  – zrobiłam wielkie oczy i ciekawość mnie zżerała co to znaczy.
  • Ten alabastrowy mieni się cały na biało i złoto, jaki to kolos…! – Piotr opisywał co teraz widzi.
  • Stoi na platformie po środku, platforma jest przezroczysta i wisi gdzieś w przestrzeni nad przepaścią, ci czterej… Każdy stoi w kącie platformy, to dziwne… Ona jedzie jakby do góry, z każdym metrem ten pośrodku robi się większy, stał się większy z 10 razy od tych czterech, a oni tylko to obserwują. Platforma idzie do góry jakby na wierzch…

Słuchając miałam skojarzenie ze sceną amfiteatru. Aktor wyłania się spod ziemi na powierzchnię i ma odegrać swoją rolę. Nie byłabym tym zdziwiona, gdyż Homiel często porównuje nasze życie do przedstawienia. Użył do tej pory słowa stage, antrakt, amfiteatr, gremium… a teraz ta wychodząca na wierzch platforma.

  • Po co go budzicie? – pytam.
  • Zaufaj Ojcu. Zrozumiesz później.

Rozmawialiśmy dalej o tej wizji rozkładając ją na części, nasze rozważania przerwał Ojciec…

  • Czy jesteś gotowy pójść za Mną?
  • ……
  • Tak, ale jak to rozpoznam kiedy to będzie, jak…? – Piotr zaczął się jąkać.
  • Kiedy otworzą się wrota, będziesz wiedzieć.

Wrota? Przypomniałam sobie otwierane wrota, które zobaczyłam w mojej wizji, wrota pod ziemią. One były otwierane, ale widocznie nie otworzono ich jeszcze do końca. Czy to o nie chodzi?


Dopisane 21. 10. 2017 r.

Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.

Wiem, że osoby, które czytają ten blog zastanawiają się kim tak naprawdę jest Piotr. Będzie mi coraz trudniej to ukryć pisząc, więc za zgodą samego Boga Ojca zostanie to w końcu odkryte. Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego w jednym człowieku skupiło się tak wiele… wtedy to zrozumie. Ale jeszcze nie dzisiaj i nie jutro.