Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe.

28. 11. 17 r. Warszawa.

Na kawie. A może po wczorajszym powinnam powiedzieć… na lekcjach?

  • W kościele rano jak zwykle przyjmowałem opłatek i chciałem powiedzieć; przyjmuję ciało Chrystusa, ale przerwał mi Ojciec.
  • Teraz Ja mówię.
  • A Ja mam do ciebie prośbę.
  • ?! – zrobiłam wielkie oczy czekając w napięciu jakąż to prośbę może mieć sam Bóg…
  • Zaufaj Mi całkowicie.
  • Tak jak ona oddała mi się na przepadłe.
  • ?! Jaka ona? – pytam.
  • Zobaczyłem obraz jakieś zakonnicy, Bóg mówił o zakonnicy, która użyła tego sformułowania.
  • Tak powiedział? – zachwyciła mnie ta prostota.
  • Nooo, wyobrażasz to sobie ?!
  • Nie dziwię się, bo wszystko strasznie przeżywasz, wszystkim się denerwujesz, martwisz, a przecież wierzysz! – i to mnie nieustająco bardzo dziwi.

Piotr mimo swojego niezaprzeczalnego daru, niewiarygodnie bliskiego obcowania z Niebem, zadziwiająco mocno nadal jest związany z ziemią. Może ktoś inny na jego miejscu chodziłby jak „na permanentnym kacu”, ale czasami myślę, że on jest wręcz za bardzo na ziemi, jak na osobę z takimi możliwościami.

  • Łatwo ci powiedzieć. Pierwszy raz się zdarzyło, że nie mam na pensje dla ludzi. Klienci zalegają mi pieniądze! Te cholerne zatory płatnicze załatwią każdą firmę!
  • …….. – przyznaję mu w duchu rację, ale się nie odzywam, bo mam wrażenie, że nic nie jest w stanie teraz go pocieszyć.
  • Pozwól Mi to wszystko poprowadzić.
  • Nie martw się Mały, wszystkie twoje wrogi w perzynę zamienię.
  • Pozwól, że Ja się zajmę twoimi sprawami.
  • Ufność sprawdza się w trudnych sytuacjach, więc ufaj Mi.
  • ………
  • Co ja będę się przejmował ! – Piotr wypuścił z siebie powietrze, może w końcu dotarły do niego słowa Ojca.
  • Chodzi o to, żebyś się nie troskał.
  • Żyj duchem, a materię zostaw Mi.
  • Nie martw się.
  • Zrobię to dla ciebie.
  • …….. – wzruszyłam się… Jakie to piękne i niesamowite słowa…
  • Czy zapamiętasz to przez 3 godziny chociaż? – pytam Piotra celowo bardzo zgryźliwie.
  • W trudnych chwilach pamiętaj o tym.
  • To Ja jestem kapitanem, żaglem, sterem statku, a ty jesteś pasażerem.
  • Pozwól, że Ja cię dowiozę do miejsca przeznaczenia.
  • Nie próbuj zarządzać Moim statkiem, bo kapitan jest jeden.
  • Dostaniesz swój kiedyś statek, też będziesz rządzić.

  • Teraz jest czas nauki.
  • ……..
  • Jak Oni mogą się mną tak zajmować, przecież jestem takim idiotą… – szczery do bólu.
  • Czy idiota tak żarliwie się modli?
  • Jesteś żartowniś mistrz.
  • Przygotuj się na zmiany.
  • To, co zobaczysz i tam, gdzie będziesz nikt ci nie uwierzy.
  • Ale ty uwierzysz, bo to zobaczysz i tam będziesz.
  • Nawet ja nie uwierzę? Ja ?! – pytam kompletnie zdziwiona.
  • Wybacz, ale nie zmieści się to w twojej głowie.
  • Czy byś uwierzyła w to czarne okno, gdybyś to nie zobaczyła?l Ale to tylko okno.
Siedząc na kanapie oglądałam TV. Piotr był w drugim pokoju. W pewnym monecie odwracam głowę w prawo. Właściwie mówiąc dokładniej coś zmusiło mnie, bym obróciła głowę w prawo. Zobaczyłam w białej ścianie czarny kwadrat. Wyglądało to jak okno w ścianie. Zwróciłam uwagę, że to „okno” jest kwadratowe, nie kuliste, nie prostokątne, czy jakiś inny kształt, a kanty „okna” są bardzo ostre. Jeśli mogłabym określić co w tej danej chwili czułam, to nie jestem w stanie opisać tego słowami. W słowniku nie ma takiego słowa, które mogłoby to opisać. Chyba przestałam oddychać, znieruchomiałam, zapatrzyłam się na to w osłupieniu i zaskoczeniu całkowitym… To było niesamowite, nieziemskie, nieprawdopodobne, niezwykłe i wiele innych słów na n… http://osaczenie.pl/wp/2016/05/02/prawda/ 
  • Czy byś uwierzyła, że jest diabeł w domu, gdyby się światło nie zapaliło?
- A może mu się to przyśniło? W każdym razie jego relacja nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Zadzwonił na gorąco, ale to był zły moment, po prostu byłam cholernie śpiąca. Śpię dalej w najlepsze i raptem słyszę wyraźnie słowa w swojej głowie; 
-Jeśli jest to prawda, niech się zapali światło. 
Natychmiast i gwałtownie otwieram oczy i co ?…… cały pokój jest oświetlony. Nie mogę w to uwierzyć! Kto zapalił światło? Żeby je zgasić musiałam wstać z łóżka i podejść do kontaktu przy drzwiach. To mną wstrząsnęło i nie mogłam zasnąć do rana. Zrozumiałam, że to co przeżył Piotr jest ważne i przede wszystkim prawdziwe. Kiedy opowiadał cały był w nerwach. Naprawdę, starałam się słuchać go bardzo uważnie, ale co rusz ziewałam, bo wyrwał mnie ze snu. Ciągle myślałam, żeby już skończył. Kładąc się z powrotem spać pomyślałam nawet; http://osaczenie.pl/wp/2016/04/14/kolejna-szybka-przeprowadzka/ 
  • Czy byś uwierzyła w Nasze słowo, gdyby się dom nie zatrząsł?
- Boże, daj mi jakiś znak, że to jest prawda – poprosiłam w swoich myślach. I wtedy zdarzyło się coś absolutnie niewiarygodnego… Nie skończyłam słowa „prawda” … kiedy rozległ się w domu wielki huk. Trudno nawet opisać co to było. Pod moim łóżkiem na wysokości poduszki, czyli dokładnie pod moją głową usłyszałam jakby stukot setek kopyt wydobywający się prosto z podłogi, nie spod podłogi, ale właśnie z podłogi, ze stropu podłogi. To było tak głośne, aż zatrząsł się cały dom, dwukondygnacyjna niewielka kamienica, w której mieszka może z 20 osób. Zastygłam w swoim łóżku i tylko zastanawiałam się, czy mi się to przewidziało. Po chwili Piotr wparował do pokoju… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/05/29/bardzo-konkretna-boza-odpowiedz/

Bóg Ojciec właśnie przypomniał kilka wydarzeń, które mną potrząsnęły i sprawiły, że uwierzyłam w istnienie Nieba na milion i więcej procent. Momenty, które sama na własnej skórze doświadczyłam na wskroś. Jeśli więc mówi teraz, nie uwierzysz, to znaczy, że tego co Piotr ja nie doświadczę. Z perspektywy czasu widzę też jak ograniczone możliwości poznawcze ma człowiek. Te trzy doświadczenia uświadomiły mi, że znane nam prawa fizyki należałoby ustanowić od zera. Zresztą… Jestem tego już pewna… i tak znamy (i poznamy) jedynie to, co nam pozwalają poznać.

  • A więc nie uwierzysz.
  • Nie martw się. Ty masz go doprowadzić do pewnego etapu.
  • Ale ja chcę uwierzyć. Za dużo się wydarzyło, żebym nie uwierzyła… nawet na słowo – … czyżbym się właśnie spierała z Ojcem? 
  • Skala będzie nie do uwierzenia.
  • No to jak ja nie uwierzę, to już nikt nie uwierzy.
  • ……..
  • Wyzbądź się strachu i niepewności.
  • Ale jak to zrobić? – Piotr.
  • Zaufaj Mi bezgranicznie.
  • Co się tyczy tej rodziny, nic nie dzieje się bez powodu.
  • Wszystko się toczy, ale toczy się do mety.
  • Czym jest ta meta? Koniec życia Piotra, czy druga fala? – nie odpuszczam.
  • Meta to meta, kiedy spełni swoją rolę.
  • ……..
  • Co sądzisz o ludziach? Czy warto wśród nich żyć?
  • Warto – Piotr powiedział z pewnym wahaniem i wcale mnie to nie dziwi. Gdyby mnie o to zapytano też bym się zawahała, bo odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.
  • Dlaczego?
  • Są fajni, bezradni, skromni… – Piotr szukał dalej, ale nie znalazł.
  • Pan Bóg ukochał ludzi ponad Swoje życie.
  • Dlatego się poświęcił, dał Swoje życie.
  • Przywołałeś imię swoje na grobie swojego taty. Myślisz, że to się stało przypadkiem?
  • Twoja wola i prośba zostanie spełniona.
  • …….. – zrozumiałam wielką wagę tej szczerej rozmowy.
  • Nie udzielę odpowiedzi.
  • Maniana trwa i będzie trwać, a Piotr jest częścią maniany, więc nie martw się.


Dopisane 15. 08. 2018 r.

  • Zaufaj Mi całkowiciejeśli miałabym Boga opisać dwoma słowami to właśnie tymi. Zaufaj Mi. W tym się kryje absolutnie wszystko. Ojca prawdziwa miłość, bo kocha bezwarunkowo i Ojca wszechwiedza, bo wie co będzie. Nic nie jest w stanie się z tym równać.

Czy widzisz, że nieszczęścia następują jedne po drugich, że sytuacja wciąż się pogarsza, zamiast się poprawiać? Nie przejmuj się – zamknij oczy i powiedz Mi z ufnością: „Bądź wola Twoja, TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Powiadam ci, że się zatroszczę, że interweniuję jak lekarz, a nawet uczynię cud, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dostrzegasz, że stan chorego się pogarsza? Nie przerażaj się, ale zamknij oczy i powiedz: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Zapewniam cię, że się o ciebie zatroszczę.

https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2016/10/06/pomodl-sie-z-nami-modlitwa-ks-dolindo-ruotolo-jezu-ty-sie-tym-zajmij/


         “Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe”.

Dałem ci Siebie.

24. 11. 17 r. Szczecin.

Wczoraj padliśmy już o 20.00 i spaliśmy całą noc. 

  • Nad ranem miałem piękną wizję – Piotr obudził mnie siadając na krawędzi łóżka. 
  • Leżę na polu, przy polnej drodze, obok stoi krzyż przydrożny, leżę w trawie, czy zbożu… Jestem bardzo głodny, w łachmanach, nie mam siły się ruszyć, widzę jakąś furmankę z kobietą, patrzy na mnie, ale nie chce mi pomóc, przejeżdża dalej. Mija jakiś czas i czuję, że umieram z głodu. Nadciągają chmury, zrobiło się ciemno, zaczął padać rzęsisty deszcz, a ja ciągle leżałem. Przesuwam się wtedy w głąb tej trawy. Zaczęły walić grzmoty i błyskawice, wyciągnąłem ręce, żeby we mnie uderzyły… będę miał w końcu spoko pomyślałem, ale wszystko biło obok mnie. Mówię na głos…
  • Nadeszła ta chwila, odchodzę z tej rzeczywistości. Rozpływam się we mgle czasu… i dobyłem miecz na powrót do domu… – zamilkł…
  • Dziwne słowa… – powiedział po chwili namysłu. 
  • Wtedy nadleciał czarny kruk, usiadł mi na piersiach, czułem jego ciężar. Spojrzał na mnie swoim okiem, a miał bardzo mądry wzrok. Puknął mnie dziobem w czoło, bym się ocknął do reszty. Miał w dziobie kawałek ciemnego chleba, włożył mi go do ust… nakarmił mnie. Jedząc chleb czułem wyraźnie pod zębami ziarna…
  • …….. – Piotr się wzruszył. 
  • Kruk? Pewnie nie pamiętasz co powiedział niedawno Homiel…
  • Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz.
- Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz. 
Uśmiechnęłam się zaskoczona. Gdy z kuchennych zapasów zostaje mi czerstwy już chleb, nie mam siły wyrzucać go do śmieci, lecz kładę na balkon. Zlatują się tam różne ptaki, a zwłaszcza jedna uparta wrona. Gawroni po swojemu jakby dziękowała. Pewnego razu przybliżyła nawet głowę do szyby, przez którą ją obserwowałam i tak sobie spojrzeliśmy w oczy… co było dość niezwykłe. Nazwałam ją „moim krukiem”. Kiedy wychodzę z domu, często czeka przy wejściu do budynku, nawet dzisiaj. Mówię do niej… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/19/jak-zaufasz-to-nawet-kruki-beda-cie-karmic/ 
  • Hmm… Ciekawe co to znaczy…
  • To nie dotyczy twojej przyszłości, do dotyczy teraz. Przyjdzie pomoc.

Piotr ma ostatnio tak wielkie problemy, że zaczyna mu brakować siły na przetrwanie do jutra. Byłam przy nim, kiedy akurat przez telefon rozmawiał ze swoimi pracownikami i głowa rozbolała mnie już po pięciu minutach słuchania ich konwersacji. Piotr jest w Szczecinie i kiedy go nie ma w firmie nikt nie jest w stanie samodzielnie podjąć decyzji, wieczne narzekania, pretensje, problemy, przerzucanie się obowiązkami. Wszyscy stali się bezwolni jakby się zmówili.

  • Pomoc przyjdzie, nie martw się. Żeby ci, co na tobie spoczywają, żeby żyli.
  • Dlaczego kruk?
  • Skoro jesteś człowiekiem, na powrót tak samo jesteś karmiony.
  • Twoja wizja to prawda. Chowasz się przed wszystkimi.
  • Bo chowasz się w trawie, nie chcesz rzucać się w oczy. Ten ciemny chleb to zdrowy chleb, ziarnisty, razowy. Chleb od Boga – tłumaczę mu wizję.

Później sprawdziłam symbol kruka w Biblii i ciarki mnie przeszły.

Kruk (hebr. עורב orev) jest pierwszym ptakiem wymienionym w Biblii (Ks. Rodzaju 8,6). Imię takie („totemiczne”) nosi jeden z wodzów Madianitów (Ks. Sędziów 7,25). Jeden z psalmów życzliwie wspomina wołające o pokarm krucze pisklęta (Ps 147), wspomniane również w Księdze Hioba (38,41), zaś głodny prorok Eliasz korzysta z przynoszonego przez tego ptaka pożywienia (I Ks. Król. 17,6). W Nowym Testamencie św. Łukasz przytacza go jako przykład w dydaktycznej wypowiedzi Jezusa (Łk 12,24). https://pl.wikipedia.org/wiki/Kruk_i_wrona_w_kulturze


Wybraliśmy się na kawę. Piotr jechał jak szalony nie zważając na czerwone światła i nawet mijany przez nas milicjant zrobił zdziwioną minę, że ktoś się ośmielał jechać w ten sposób. Pewnie z powodu tego zdziwienia nie zdążył nas zatrzymać… Trzymałam się uchwytu i tylko w duchu myślałam, kiedy to się skończy.

  • A wiesz, że Piotr jest podobny do Nas?
  • Tak ?! Też przekraczacie na czerwonym? – pytam mając na myśli, czy łamią przepisy.
  • Kiedy życie tego wymaga…
  • ?! A to coś nowego…

Myślałam, że na kawie będzie nieco spokojniej, ale Piotr przez telefon dalej cały czas rozwiązywał swoje problemy. W wolnej chwili między telefonami Homiel się wtrącił…

  • Nie martw się, pomoc w drodze.
  • A zdążysz, jeśli jest w drodze?
  • W przeciwieństwie do was My znamy daty. Wy je tylko macacie.
  • Ładnie tak naigrawać się z kogoś? – żartuję.
  • My też chcemy mieć trochę zabawy.
  • ………. – ja się uśmiecham, ale Piotr ciągle pochmurny.
  • Przydałoby się trochę pieniędzy, ze 100 tys. – wzdycha, bo tyle brakuje mu na zrealizowanie zamówienia.
  • A może być 400 tys?
  • Może.
  • Kruk krukowi oka nie wykole.
  • Co to znaczy? – pyta mnie Piotr wyraźnie zmęczony kolejną zagadką.
  • Kruk jest od Boga, ty też jesteś od Boga, dlatego kruk nie może zaszkodzić krukowi, swój swojego nie skrzywdzi.

Mimo, że jesteśmy w Szczecinie staram się nie odpuszczać modlitwy o 15.00.

  • Idę się pomodlić.
  • Jako nasza córka wiesz gdzie twoje miejsce.
  • ?! 

27. 11. 17 r. Warszawa.

Ponieważ Piotra nie było kilka dni w firmie, postanowił nie iść dzisiaj na kawę, aby nie tracić więcej czasu. Pogodziłam się, że kawę będę musiała wypić w domu i to sama, ale w którymś momencie przemknęła mi przez głowę myśl, że Piotr będzie gdzieś w mieście i zmieni swoje plany. Dwie godziny później już zwątpiłam, że zadzwoni więc narzuciłam na siebie byle co i poszłam do pobliskiego sklepu. Nie umalowana, nie uczesana, w spodniach od pidżamy. Co mi tam… myślę sobie… Wracając słyszę z dna torby telefon, dzwoni Piotr z propozycją kawy! Dałam nura do domu, żeby w pięć minut się przebrać i po chwili cała szczęśliwa byłam już gotowa.

  • Jechałem do ministerstwa i Homiel mi podsunął tą myśl, żeby do ciebie zadzwonić – tłumaczy się, gdy wsiadłam do auta. 
  • Dzięki ci Homiel – cieszę się, bo lubię takie niespodzianki.

Jednakże zaraz analizuję, czy to na pewno była niespodzianka, czy czasami to jeszcze jeden Ich plan? Ta myśl, że będzie kawa przemknęła mi z chwilą, kiedy zamknęłam za Piotrem drzwi. Nawet on o tym nie wiedział, że będzie jechać do ministerstwa. Kolejny raz przekonuję się, że jesteśmy totalnie bezwolni w rękach Ojca. Robią z nami co chcą. Być może ktoś inny by się wkurzył na moim miejscu, ale dla mnie to jest… nieustająco niesamowite. Dlaczego zależy Im na tej kawie dzisiaj tak bardzo, że zaplanowali ją już znacznie wcześniej? 

  • Rano w kościele miałem piękne słowa… Gdy wziąłem opłatek do ust usłyszałem Ojca… – opowiada już przy kawie.
  • O czym marzysz Mały?… Bo przecież masz właśnie wszystko.
  • Hmm… coś pięknego… – kiwam głową.
  • Nie zdążyłem odpowiedzieć.
  • I o to chodziło. Bóg Ojciec uprzedził twoją odpowiedź… bo przecież masz wszystko.
  • Chyba Homiel… teraz pyta…
  • Myślisz o Nich?
  • ? O nich? A o kim myślisz? – pytam szeptem Piotra.
  • O NIP.
  • Nie martw się, oni o tobie więcej rozmyślają.
  • Dobijamy do brzegu.
  • Co to znaczy?
  • ………. – nie odpowiedział, ale dobijanie do brzegu to jak koniec podróży.
  • Homielku? Chciałeś iść na kawę?
  • To nie znaczy, że zacznę mówić. 
  • ………. – zaczęłam się śmiać, dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo stęskniłam się za Nim przez ten weekend.
  • Siedzisz tu obok?
  • Siedzimy.
  • To ilu Was jest?
  • Któż by zliczył. Podnieś swoje palce i policz przez „n”.
  • Jak się potoczą nasze sprawy? – pyta Piotr.
  • Nie będziesz się spodziewał, łącznie z twoim sądem. Zaskoczy cię cała sytuacja.
  • W najmniej oczekiwanej chwili wszyscy się o swoje upomną.
  • W tym roku jeszcze? – pytam.
  • Czas dla ciebie jest zgubny.
  • ……… – głupio mi się zrobiło i chyba walnę sobie w głowę cegłą, ponieważ ciągle robię ten sam błąd, wyznaczam daty!
  • Wczoraj miałem mocną modlitwę mimo, że byłem zmęczony.
  • Niektóre są z parą, niektóre bez. Ważne, że są.
  • Co Wam to daje? Modlitwy? Dlaczego to jest takie ważne? – pytam.
  • Jak cię ktoś prosi o chleb jeden raz, dwa razy, codziennie… nie dasz mu?
  • Dasz i jeszcze posmarujesz masłem.
  • A dasz temu co nie prosi?
  • Sprawiedliwych jest mało.
  • Czy to jest różnica, czy ktoś się modli, czy rozmawia normalnie w Wami? – Piotr.
  • Wy nie jesteście normalni.
  • Wielu jest takich, co rozmawiają.
  • Narodziłeś się jako człowiek, ale nie pochodzisz z tego świata.
  • Coraz większy korytarz łączności jest między tobą a z tym, skąd pochodzisz.
  • Czyż nie łatwiej jest ci z tym?
  • Poza tym łatwiej ci walczyć.
  • Co wolicie, modlitwę czy rozmowę? – pytam.
  • A jaka jest definicja modlitwy?
  • Rozmowa może być jego modlitwą.
  • Ważne kogo się prosi, o co się prosi.
  • Czy nasze modlitwy, ludzi modlitwy są Wam potrzebne?
  • Wszystkim.
  • Zobaczyłem krople rtęci w szklanej tubie, która płynie od brzegu do brzegu.
  • Hmm… jakie to mądre. Działa w dwie strony… – pomyślałam.


Piotr odwoził mnie autem do domu w zamyśleniu…

  • Piękne słowa mi powiedział Ojciec… bo masz wszystko... No bo mam – i sam był zdziwiony tym odkryciem.
  • Dałem ci Siebie.
  • Jeśli będzie ci czegoś brakować to znaczy, że nic nie rozumiesz.
  • Ty też dawaj innym. Pamiętaj.
  • …….. – biłam się z myślami, czy się wtrącić do rozmowy.
  • Bóg Ojciec chce ci powiedzieć też, żebyś się nie szarpał z wszystkim, walczył o każdą złotówkę, zlecenie itd… Prawda Ojcze?
  • Prawda. I to jest tylko ta jedna prawda.

Zamurowało mnie. Naprawdę dziwnie poczułam się, gdy dostałam potwierdzenie. Dosłownie przełknęłam ślinę z wrażenia. Chyba dopiero teraz doszło do mnie w pełni, że można z Ojcem rozmawiać baaaardzo normalnie, jak z człowiekiem. Że można dyskutować… i… że to Go cieszy…  Jakiż Bóg musi być mądry, że zniża się do człowieka, przecież wcale nie musi i nawet nie wiem, czy jest Mu to potrzebne… A jednak robi to… Niesamowite…

  • Po cóż poszliście na kawę?
  • Teraz wiesz, że nie tylko ty czekasz na kawę.

Kawa… to już nie jest kawa. To nasze spotkania z Niebem, nasze bardzo intensywne, mądre rozmowy. Nauka.

 

 

Posyłam cię pośród wilki jak Mnie posłano.

18. 11. 17 r. Warszawa.

Piotr rano obudził mnie ciekawą nowiną.

  • Edziu powiedział mi właśnie, że został dla mamy. Do końca jej życia będzie przy mamie, on ją przeprowadzi.
  • Przeprowadzi…?

To nic nowego, że ludzie umierając są przeprowadzani przez swoich bliskich. Ale świadomość, że kolejna osoba z naszej wąskiej rodziny może odejść, a to jest nieuniknione, spowodowała, że się prawie rozpłakaliśmy.

  • Dlaczego Mały płaczesz?
  • No bo wiesz…
  • Kiedy ty będziesz odchodził, nawet nikt tego nie zauważy.
  • Ale jak to jest możliwe ?! – spytałam kompletnie zdziwiona.

Pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Spojrzeliśmy na kwiaty stojące pod krzyżem i było ich znacznie mniej niż zwykle, nasze jednak wciąż stały. 

  • O! Jest sporo wolnego miejsca na nowe od nas. Kupujemy jutro? – pyta Piotr czytając mi chyba w myślach.
  • A co na to Jezus? – zawahałam się.
  • …….. – Piotr przechylił głowę lekko jakby słuchał.
  • Jestem bezsilny.
  • …….. – i nie wiem, czy to dobrze, czy nie. Nie chcę Go martwić nigdy więcej.
  • Posyłam cię pośród wilki jak Mnie posłano.
  • Zrobisz, co masz zrobić.
  • ……… – spojrzeliśmy na siebie bez słów. Nie musieliśmy nic mówić, oboje wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie.

Ew. Mateusza (16) Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Ew. Łukasza (3) Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki.


Ze względu na liczne ostatnio problemy Piotr po firmie chodzi jak nabuzowany.

  • Za ostry jestem czasami do ludzi, za zdecydowany – mówi przy kawie kilkanaście minut później.
  • No to nie bądź taki.
  • Trudno, jestem jaki jestem.
  • A Ja jestem, który jestem.
  • …….. – wstrzymałam oddech, nie byłam pewna, czy powinnam się w ogóle odzywać.
  • Ten balon wczoraj był tak nabrzmiały, że na nim ziemia pękała – a Piotr jak gdyby nic.
  • Nie da się tego już utrzymać w ukryciu, sprawa wyjdzie na wierzch.
  • …… – Piotr się zamyślił.
  • Dlaczego traciłem włosy? – spytał po dłuższym czasie żartem, chcąc zapomnieć na chwilę o codziennych problemach.
  • Tak już masz.
  • A nie może być tak, że gdzie indziej będę tracić włosy, a nie na głowie? – żartuje dalej.
  • Przy tworzeniu nowej planety uwzględnimy twoją prośbę.
  • ……. – roześmieliśmy się głośno. Całe napięcie prysnęło.

Wieczorem.

  • Poszedłem się modlić, ale dzisiaj było do niczego. Za bardzo myślałem o firmie, problemach.
  • Już zapomniałeś o fali?
  • Trochę.
  • …….
  • Czy naprawdę jestem tym, co mnie posłałeś?
  • A wierzysz we Mnie?
  • Wierzę.
  • To jesteś.

19. 11. 17 r. Warszawa.

  • Wczoraj Jezus powiedział, że jest bezsilny. Nie chcę Mu robić przykrości. Nie kupimy już kwiatów – mówię do Piotra będąc w dziale ogrodniczym Ikei, gdzie było ich pełno. Staliśmy jak te dwa patafiany na środku i rozglądaliśmy się dookoła ciągle się wahając.
  • . Jezus chyba… mówi teraz… – Piotr się nachyla do ucha…
  • Myślisz, że większa ilość kwiatów zmieni Moją miłość do Was?
  • Nie mówię wam po to, by pozbawić was przyjemności dawania, ale dajcie też innym tej przyjemności.
  • Wystarczy wasz kwiatek w sercu.

Jadąc do „naszego„ kościoła Piotr zaczyna narzekać.

  • Coś sypie mi się to auto, gdzieś uszczelka puściła.
  • Dam ci możliwość wyboru najlepszego auta na świecie… Pod jednym warunkiem.
  • Jakim?
  • Tylko powiedz mi, że chcesz.
  • …….. – czekałam niecierpliwie co powie Piotr. Ciekawa byłam, czy się przez te wszystkie miesiące rozmów czegoś nauczył. Gdyby powiedział chcę, zaprzeczyłby w co wierzy.
  • A będę chciał? – spytał jak cwaniak warszawski, czym mnie tylko rozbawił.
  • Nie będziesz mógł na niego patrzeć.

Wieczorem.

Piotr zmęczony tygodniem postanowił przespać się na chwilę i było to dosłownie na chwilę, bo zaraz wrócił.

  • Usłyszałem coś dziwnego, dawno tego nie miałem. Słyszałem jakbym miał podsłuch u kogoś, rozmawiali o NIP.
  • Dlaczego ta sprawa tak długo trwa? Przecież to tylko sprawa o zapłatę… ktoś mówił do sędziny.
  • Hmm… Może to jej przełożony? Ale dzisiaj niedziela! W niedzielę nie pracują przecież.
  • To mogło być w tym tygodniu, wydaje mi się… albo poprzednim, bo dopiero to usłyszałem dzisiaj.
  • A nie może ci Homiel powiedzieć z jakim opóźnieniem dochodzą do ciebie te rozmowy, które słyszysz?

To jest jedna z zadziwiających umiejętności Piotra, a raczej jeden z darów, jakie zostały mu dane. Słyszy rozmowy, które się odbyły w jakimś miejscu i czasie. To wygląda tak, jakby mu je odtwarzano na taśmie. Głównie dotyczy to sprawy z NIP.

  • Jeszcze czego. Jaka techniczna!
  • No wiesz jaka jestem… faktycznie, techniczna…
  • Ciekawe co sędzina z tym zrobi?
  • Już zrobiła.
  • Ale co?
  • Żeby było dobrze.
  • Czas zakończyć tą biesiadę.
  • Biesiadę? – i przypomina mi się wizja z królową przy stole, która biesiadowała.
Znalazłem się w sali. W centralnym punkcie sali stał wielki stół, a za nim siedziała królowa, która żarła nie patrząc na nikogo. Po prawej stronie stołu siedział facet z NIP. Ja siedziałem naprzeciwko niej. Przed stołem w kolejce do królowej stali ludzie, byli biedni, wygłodniali, jeden facet trzymał na ręku dziecko, płakał, bo widziałem łzy na policzku. Ona kompletnie nie zwracała na nich uwagi, ciągle żarła. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/12/odrobina-mgly-tajemnicy-zostala-zdjeta-ale-nie-mysl-ze-wiesz-wszystko/
  • Słyszałeś coś jeszcze?
  • To, co ci mówiłem i jeszcze…
  • Dlaczego ta sprawa tak długo trwa, trzeci rok, o co tu chodzi!
  • … Zobaczyłem teraz rzekę, na rzece krę, ona blokowała przepływ wody, kra zaczęła pękać i woda ruszyła.

  • A to znaczy, że wszystko ruszy… niedługo.
  • Sędzina też jest tylko narzędziem.
  • Oni myślą, że sobie mogli podyskutować, będą pisma kolejna pisać, patrzeć, gdzie postawią przecinek… Koniec z tym.
  • Ja ci to mówię. Koniec już z tym.
  • Wizje Homiela są niesamowite! – Piotr pod wrażeniem. 

Myśli naiwnie, że to wizje Homiela, ale był i jest to Ojciec.



Dopisane 07. 08. 2018 r.

  • Jeszcze czego. Jaka techniczna! nie pisałam o tym wcześniej i prawdopodobnie nie wspomniałabym i teraz, gdyby nie ta ciekawa rozmowa. Muszę jednak co nie co wyjaśnić. Nie mając żadnych informacji co dzieje się w NIP i z NIP pozwolono Piotrowi słyszeć pewne rozmowy. Odtworzono je jak nagrania i nie potrafię inaczej tego wytłumaczyć. To jakby słuchać w słuchawkach audycji radiowej nagranej jakiś czas wcześniej. Z początku to bagatelizowaliśmy, ale kiedy pewne rozmowy zaczęły sprawdzać się w realu uznałam to za niezwykłe zjawisko, dla którego nawet trudno znaleźć odpowiednią nazwę. Zdarzyło się to kilkukrotnie i było bardzo pomocne w dalszych podejmowanych decyzjach. Wyszliśmy wtedy z założenia, że jeśli Niebo daje taką możliwość, to dlaczego z tego nie skorzystać? 

Bóg co zamierzał raz, nigdy nie zmienia.

15. 11. 17 r. Warszawa.

  • Wczoraj miałem fajną wizję. Oprowadzałem Ojca po mojej firmie. Przy każdym stoliku, przy każdym pracowniku się zatrzymywał i coś mu mówił do ucha, chyba przekazywał informację. Do mojej księgowej powiedział…
  • Widziałem jak modliłaś się żarliwie za Alicję, ale ona już była u Mnie.
  • Teraz też się modlisz za kogoś, a ona będzie u Mnie w marcu.
Piotr zaczął mówić o swojej księgowej, której przyjaciółka Alicja jakiś czas temu zachorowała na białaczkę, a wczoraj okazało się, że jest prawie zdrowa. Oczywiście była leczona farmakologicznie, ale dodatkowo czuwała nad nią specjalnie powołana do tego grupa modlitewna. Piotr długo przekonywał księgową, że modlitwa ma ogromną siłę i przyniesie wymierne efekty. Czy w to uwierzyła? Trudno powiedzieć. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/16/ojciec-chroni-wszystkich-lecz-nieliczni-sa-narzedziem-do-tej-ochrony/
  • Potem zwrócił się do wszystkich…
  • Wiem, że macie ciężko, ale przysłałem do was Małego.
  • Małego?
  • Tak, to jest Mały.
  • Pójdziemy teraz Ojcze do Oli… mówię.
  • Do Oli nie potrzebuję przewodnika, sam trafię.
  • ……. – poczułam radość.
  • Jakby Ojciec chciał powiedzieć, że własnym masłem sam się najem...
  • Ojciec nie potrzebuje mnie, żeby iść do ciebie – Piotr pochyla głowę nad kawą.
  • Hmm… Mam ponoć Jego znamię – przypomniałam sobie.
  • Nie znamię, a pieczęć.
  • Chciałbyś taką pieczęć?
  • No pewnie!
  • Też ją masz.
  • Gdzie?
  • Wewnątrz.
  • Spójrz w prawo…

Obróciliśmy się w prawo, a tam reklama niedługo otwieranego sklepu.

  • Wkrótce wielkie otwarcie… do wniebowstąpienia. Spróbujesz Naszych lodów.
  • ??? – Piotr rozdziawił swoje oczy.
  • Przecież lubisz lody, powiesz Oli jakie są.
  • A nie kawa? – zażartował.
  • Jesteś po zawale.
  • Czego otwarcie? – dopytuję ostrożnie zdając sobie z powagi tych słów.
  • Nieba, dla ciebiedla Piotra.
  • …….. – nie jestem zazdrosna, ale w tej chwili pomyślałam… a co ze mną?
  • Będziesz siedzieć i pisać do monitora.
  • Przeczytaj do końca…
  • ……. – Piotr zmrużył oczy, bo zobaczył ten napis teraz nieco inaczej.
  • . otwarcie Home… la…. zamazał mi teraz… specjalne okazje…
  • Mówi teraz do ciebie…
  • Pamiętaj, że ta pieczęć zobowiązuje cię.
  • Do….? – przełykam ślinę.
  • Do przekazania wszystkiego.
  • Przekażę to, co mi Piotr przekaże – i wzruszam ramionami, bo co mogę zrobić więcej kiedy nie słyszę?
  • Dlatego musi być wielkie otwarcie.
  • Ojciec pokazał jak piszesz. Pokazał chochlę w zupie. Teraz nabierasz samo rzadkie, a warzywa i mięso zostaje na dole. Później będziesz brała chochlę pełną warzyw…

  • Ale Ojciec pokazał to super! Zupa, czyli strawa duchowa! – Piotr był pod ogromnym wrażeniem prostoty tej symboliki.
  • Po fali to dopiero będziesz brała pełną wartościową treść!
  • To jest cel twojego życia. Opiszesz i wrócisz do tatusia.
  • …….. – niesamowicie się teraz wzruszyłam. 
  • Może to będzie na Boże Narodzenie? – zaczynam kombinować prawie ze łzami.
  • Och te daty…
  • …….. – zawstydziłam się, bo ciągle powielam ten sam błąd.
  • Wkrótce to nie dzisiaj, ani nie jutro – tym razem Piotr zaczyna kombinować.
  • A pojutrze to już wkrótce?
  • No właśnie… – pomyślałam.

Wkrótce to jednak pojęcie bardzo względne. Dla kogoś żyjącego 100 lat wkrótce to może oznaczać nawet i rok. A dla kogoś żyjącego wiecznie? 

  • Nie słuchaj słów krytyki, tylko pisz.
  • Nie piszesz to dla gacków, ale dla ludzi.
  • A ci, co nie zrozumieją, zrozumieją w kolejnych wersetach.

Zamyśliłam się. Rzeczywiście, pewna rozmowa ze znajomym uświadomiła mi, że jedynie czytając całość tego dziennika i to od początku człowiek jest w stanie zrozumieć Boga. Tłumacząc jednym zdaniem przykładowo, że zło istnieje dla naszej nauki to za mało i nikogo nie przekona. Jednak, kiedy poznaje się argumentacje samego Ojca człowiek zaczyna rozumieć, że nie ma innej drogi. …. zrozumieją w kolejnych wersetach.

  • Wkrótce… za miesiąc, za 2 tygodnie? – Piotr dalej.
  • A może być po sądzie! – Ojciec przerwał stanowczo. 

16. 11. 17 r. Warszawa.

Wieczorem siedzieliśmy w ciszy, moja głowa po wielogodzinnej migrenie powoli wracała do normy, ale i tak czułam się jakby jej część nadal tkwiła w sedesie. Oglądaliśmy jakiś film…

  • Dzisiaj jak mantrę powtarzałem w aucie…
  • Przywróć mi moje imię, przywróć mi moje imię… znowu! Dlaczego? Nie wiem – Piotr rozkłada bezradnie ręce.
  • Hmm… Jeśli powtarzałem, to może Bóg zmienił zdanie?
  • Bóg co zamierzał raz, nigdy nie zmienia.
  • Aha….
  • .Zobaczyłem teraz przed sobą ziemię jak zaczęła pękać. Z ziemi zaczął wydobywać się niebieski, nadmuchany balon i się uniósł nad ziemię, unosi się do góry… – Piotr zrobił wielkie oczy i patrzy na mnie nie rozumiejąc. Ja też patrzę na niego i nie mogę zrozumieć…

  • Słuchaj, wytłumacz mi. Oglądasz film, masz ekran przed sobą i widzisz co innego?
  • Hmm… Trudno to wytłumaczyć, to tak jakbym przed telewizorem zobaczył jeszcze jeden ekran z obrazem, ale on jest jak hologram.
  • Aaa….. – teraz zrozumiałam.
  • I co z tym balonem?
  • To NIP.
  • Ale dlaczego balon?
  • Nadmuchana sprawa, tak jak nadmuchany balon.
  • A z ziemi?
  • Nie z ziemi, ale z ukrycia.
  • Czyli sprawa NIP wychodzi w końcu na wierzch – Piotr kiwa głową ze zrozumieniem.
  • Ten balon przeciskając się z ziemi robi dużo hałasu. 
  • Ciekawe… Może zacznie być o niej głośno? – myślę też głośno.

Podano w TV, że obraz Da Vinci „Zbawiciel” został kupiony za koszmarne pieniądze. USA: obraz Leonarda da Vinci sprzedany za rekordowe 450,3 mln USD http://wiadomosci.onet.pl/swiat/zbawiciel-swiata-leonardo-da-vinci-obraz-sprzedany-za-4503-mln-dollar/h1nvmp1

  • Piękny – przyznaję widząc go na ekranie TV.
  • Kupiłbym go za każde pieniądze.
  • Po co ci?
  • Tutaj masz prawdziwy obraz Chrystusa.
  • Masz Go na co dzień. Oli powinieneś zapłacić.
  • …….. – zaczęłam się cieszyć.
  • Obraz z Duchem Świętym.


Godzinę później.

  • Miałem dalszą część tego balona. Temida stała koło balona, trzymała miecz jakby chciała kogoś ściąć i wyglądała na wkurzoną.
  • Nie, ona szykowała się do wymierzenia sprawiedliwości.
  • ……..
  • Jak się czujesz wiedząc, że masz pieczęć? – pyta mnie nagle Piotr.
  • …….. – zamyśliłam się, bo mnie zaskoczył.
  • Ona czuje się odpowiedzialna.
  • To co nosi, to jest odpowiedzialność.

Hmm… Święta prawda… 

Ratujesz choćby jednego człowieka, ratujesz Ojca.

07. 11. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra na kawie mniej więcej od 9.00. Gdy przyszedł pół godziny później spytał…

  • Od kiedy czekasz?
  • 9.05 już siedziałam.
  • Homiel mnie ponaglił, powiedział…
  • Ty sobie wyjeżdżasz, a Ola już siedzi.
  • ……. – zaczęłam się śmiać, bo widać dzisiaj mamy „zupy ogórkowej” ciąg dalszy, czyli precyzja na co dzień.
  • Jak jechałem do ciebie to sobie podśpiewywałem pod nosem razem z radiem, a On mówi do mnie…
  • Bądź poważny.
  • Teraz mnie oglądacie?
  • Bez przerwy patrzą.
  • …….. – zaczynam się śmiać znowu.
  • Ale Piotr nie może być ciągle poważny – próbuję go bronić. 
  • Ale bądź mądrze wesoły…
  • Ale to trudne.
  • Lepiej być głupio wesołym?
  • ……. – zamknęłam się w sekundę, bo miał rację ….
  • Homiel… – chciałam o coś spytać, co mnie dręczyło od wczoraj. 
  • Czy sprzeniewierzenie się Bogu dotyczy Lutra?
  • Lutra łotra. Zasiał ziarno niezgody i podział, w imię osobistej polityki i egoizmu.
  • ?! Da się to naprawić?
  • A jak myślisz?
  • Musiałoby być wielkie trzęsienie ziemi, a na razie jest to niemożliwe.
  • Zaraz setek tysięcy będzie pytać dlaczego, kiedy jest nam tak dobrze…
  • A sprawca siedzi i pije kawę.
  • ……. – i kawa utknęła mi w gardle, dosłownie.
  • Ale Ojciec musiał o tym przecież wiedzieć – pytam czując pewną bezradność.
  • Naturalnie.
  • I pozwolił na to?
  • Tak. Jak tobie pozwolił na daty.
  • ……. – zdenerwowałam się. Chciałabym o tej wpadce już zapomnieć.

Zadzwonił telefon idealnie w porę. Klient bezpodstawnie narzekał na coś tam… Szybko zmęczyło to Piotra.

  • Będziesz męczył ten miesiąc i ten rok. 
  • Do samego końca będziesz męczył, nawet nie zauważysz końca roku.
  • Sprawy sądowej też nie zauważę?
  • Na sprawę czekasz?
  • To kiedy ta sprawa?
  • Wiem, ale nie powiem.
  • Homiel wstał chyba dzisiaj lewą nogą – myślę po cichu.
  • Co się martwisz? Masz zakład. Auto czeka.
  • No właśnie, jak przegrasz zakład masz auto – ironizuję, choć pamiętam, że zakład już nie obowiązuje.
  • Bądź spokojny jeśli wiesz, że wygrasz.
  • ……..
  • Ale Pan Bóg da mi do wiwatu za to wszystko – Piotr chyba sobie przypomniał o Lutrze, a może o wszystkim naraz…
  • Głupcze, ratuję cię!
  • …….. – Boże, to znowu Ojciec… A my tak… 
  • Za to, co zrobiłeś winny Mu jesteś codzienną modlitwę, odpychanie diabła.
  • Jesteś Mu winny posłuszeństwo i pomoc w ratowaniu Jego dzieci.
  • Musisz zmienić myślenie i patrz na nich inaczej.
  • Tego od ciebie oczekuję.
  • Ratuj ich.
  • Nie zastanawiaj się, czy jesteś zmęczony, ale mów za nich codziennie.
  • To jest istota twojego życia. Wpierw przemiana, potem pomoc.
  • Przysłuż się Ojcu.
  • Ratujesz choćby jednego człowieka, ratujesz Ojca.
  • Wyobraź sobie jak oddajesz Swojego ukochanego Syna, by Go wychłostali i ukrzyżowali, a On to zrobił ! 
  • ………. – myślałam, że się teraz rozpłaczę. Sama mając syna dogłębnie poczułam energię tych słów. https://www.youtube.com/watch?v=cNUiHudgvGk

  • A ty się zastanawiasz nad sądem?
  • Zastanawiaj się na ludźmi.
  • Nie trać czasu na inne rozważania.
  • Ty, mając taką wiedzę bawisz się w zakłady? O jakiś samochód!?
  • Bądź znowu duchem i bądź znowu prorokiem!

Siedzieliśmy sztywni. Tego było nam trzeba, małego wstrząsu.


08. 11. 17 r. Warszawa.

Wieczorem. Naczytałam się kilku życiorysów osób uznanych później za świętych…

  • Nie mogę zrozumieć, jak człowiek mordujący może być święty.
  • Uchylam się od odpowiedzi.
  • Jakbym ci zawiłości zaczął tłumaczyć, Piotr byłby wyczerpany energetycznie.
  • Poczytaj Biblię.
  • No proszę cie…. – pomyślałam, a któryż to fragment?
  • Które chwile są ważne dla ciebie?
  • …….?
  • Hmm… Te z Wami – miałam na myśli nasze rozmowy, obcowanie.
  • Chciałem usłyszeć to, co wiem.
  • Powiem ci coś Ola.
  • Twoja chęć wiedzy zostanie wkrótce zaspokojona…
  • ……..
  • Widziałaś ten filmik, że facet jedzie rykszą, jest wypadek i anioł go przenosi? – pyta nagle Piotr.
  • Bardzo znany – od razu wiedziałam o co mu chodzi. https://www.youtube.com/watch?v=QPyWoW0TCEo

  • Homiel, to fałszywka? – pytam, bo bardzo bym chciała, żeby nie był to fake.
  • Nie wiem. Musiałbym sprawdzić, który z kolegów to zrobił.
  • …….. – zaczynam się śmiać. Doskonale wie, a to znaczy, że…
  • A ten filmik z aniołem w Jakarcie?
  • To był anioł, który zleciał w Jakarcie. https://www.youtube.com/watch?v=LGSEzCNEOfI


Znajoma ponownie narzeka na kolano. Znowu ją boli, a jeszcze niedawno nie bolało. Poczuła się na tyle pewnie, że szarżowała zamiast siebie oszczędzać. Kiedy tak narzekała Piotr przypomniał jej szybko dlaczego kolano zostało jej wcześniej uzdrowione i komu powinna dziękować. Miał cichą nadzieję, że teraz, jeśli zaczęło boleć przynajmniej się nad tym zastanowi. Może sama zacznie się modlić i prosić. Szybko jednak nas otrzeźwiła mówiąc, że to bzdura, tak bardzo jest przy ziemi.

  • Jak powiedział Ojciec zrobił to dla ciebie, nie dla niej. Dobrze powiedział, że ona tego nie doceni, nie zrozumie.
  • Bo ty w Nas wierzysz i będziesz pamiętać.
  • Tak, wierzę.
  • Wierzysz z wyjątkiem sądu.
  • Bo uważam, że nie macie racji.
  • . Homiel się roześmiał.
  • Cieszysz się Homiel, że wróciliśmy do Warszawy?
  • Co mam się cieszyć skoro jest, co ma być?
  • Ta druga fala to musi być coś niewyobrażalnego, to może wiele zmienić. 
  • Zmienić? Niż już nie będzie takie jak było.
  • Ale nie będę podlewał oliwy do ognia. Sam zobaczysz.
  • ……..
  • Październik minął to o czym teraz będziemy rozmawiać? – pytam.
  • O nieuchronnym.
  • Zwracam uwagę, że jest to bezterminowe, co już uchroni Olę przed wydawaniem dat.
  • Nie odpuszczają – myślę sobie. Dostałam bardzo po uszach i byłam bardzo rozżalona, ale dziękuję Im za tą lekcję.
  • Nieuchronne, czyli to nadejdzie? – upewniam się. 
  • Oglądasz film „Terminator”…?
  • Taaaak… – zaskoczył mnie. Akurat leciał przed moimi oczami w TV.
  • Do tej wojny w końcu dochodzi.
  • ?! … No tak.


Dopisane 24. 07. 2018 r.

  • To był anioł, który zleciał w Jakarcie.

Znając sposób rozmowy Homiela, Jego poczucie humoru, takt, dyplomację i mądrość… wiem, że te filmiki ku uciesze ludzi są zrobione i niewiele z prawdą mają wspólnego. Wielka szkoda!… Miałam cichą nadzieję, że jest inaczej. A może po prostu człowiek tak bardzo tęskni za Niebem, że już nie myśli racjonalnie? Nawet ja ufałam w pewnym momencie, że są prawdziwe. 

Ten film został wydany pod koniec 2010 roku jako część kampanii znanej jako „Fallen Angels” lub „Even Angels will Fall” dla męskiej wody kolońskiej Lynx Excite. Lynx to międzynarodowa marka Axe. Kampania była czasami nazywana „toporami aniołów upadłych”. Kampania obejmowała anioły zstępujące z niebios, przyciągane zapachem wody kolońskiej. Utworzono kilka reklam telewizyjnych wraz z urządzeniem rozszerzonej rzeczywistości umieszczonym w londyńskiej stacji metra Victoria, aby symulować anioły spadające na tych, którzy stali za logo firmy. https://www.youtube.com/watch?v=NjGupLyB8K0

  • Musiałbym sprawdzić, który z kolegów to zrobił.

http://wafflesatnoon.com/teleportation-rescue-video/ Film, który po raz pierwszy ukazał się w 2012 r., Został wyprodukowany jako promocja chińskiej gry wideo Zhu Xian 2. Przekonujące wideo zgromadziło miliony wyświetleń, często udostępnianych przez czytelników, którzy wierzyli, że materiał jest prawdziwy.

W takim razie może dam wskazówkę, jak wyglądałby anioł uchwycony na zdjęciu, czy filmie. Kiedyś namawiałam Homiela na to, by się dał sfotografować. Stwierdził, że nie ma sensu, bo na zdjęciu będzie tylko światło. Jest pewien dość mało znany film, nad którym również debatowano w TV. https://www.youtube.com/watch?v=33QkyJ2gYM4

https://www.youtube.com/watch?time_continue=215&v=eBeZl3kHbHE

  • Homiel, czy jest prawdziwy?
  • …… – Piotr gdzieś się zapatrzył…
  • Pokazał mi fragment z filmy „Miasto Aniołów”. Jak zrobiono aniołowi zdjęcie…

Poświęć się dla tego świata i wróć do Mnie.

26. 10. 17 r. Warszawa.

O Eduardzie myślałam pół nocy.

  • Jeśli po słowach Homiela udało mi się faceta zlokalizować to znaczy, że z tym Lutrem też może być prawda… 
  • ……… – Piotr podniósł oczy do góry jakby chciał mi powiedzieć, że ma to w du…e.

Jego zdrowe podejście sprawiło, że roześmiałam się na głos. Bardzo mi to teraz pomogło, bo w jednej chwili przestałam się tym przejmować. Nie mogłam spać, a on mnie wyleczył w sekundę. 

  • Homiel, brakuje mi tego pomiędzy… Pomiędzy Lutrem, a tym nazistą. Brakuję mi tego, do którego należał krzyż. Daj jakiś trop.
  • Nie zdążysz go znaleźć, będziesz miała inne rzeczy na głowie.
  • Naprawdę?
  • Naprawdę.
  • Teraz jedziemy do Szczecina. Zostajesz tam na tydzień, czy wracasz ze mną? – pyta Piotr.
  • Nie ma głupich! walnął Homiel, co mnie rozśmieszyło jeszcze bardziej, bo wyjął mi to zdanie dosłownie z głowy.
  • ………
  • Dzisiaj rano w kościele Jezus powiedział mi….
  • Duch twój i ciało twoje będzie świecić.
  • Nie wiem co to ma znaczyć…
  • ……… – ja też nie wiedziałam, bo przecież chyba nie będzie świecić  dosłownie.
  • Musiałabyś zobaczyć te oczy, żeby zrozumieć kim ta istota jest. Czysta, powalająca mądrość, obejmuje cały wszechświat…
Gdy przyjąłem Eucharystię zobaczyłem oczy kogoś bardzo mądrego, które powoli się otwierały… Poczułem wielki respekt, były bardzo podobne do oczu Ojca.……… – słuchałam uważnie. Kto to Homiel? Czyje to oczy?Podpisuje się… – Piotr zrobił znak X. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/07/10/jedna-gora-sie-skonczy-bedzie-druga/
  • Daj jej spokój.
  • Ale ja też tak bym chciała zobaczyć.
  • Masz wiedzę światła i dawaj tę wiedzę.
  • Pan Bóg przeznaczył ci to, co najlepsze.
  • ……..
  • Zobaczyłem znowu tą wizję, nie tego oczekuję od ciebie.
-Starszy mężczyzna z siwą brodą w długiej szacie lekko kroczył po ziemi, właściwie lekko się nad ziemią unosił. Ja szedłem przed nim i zamiatałem szybko ścieżkę, po której On szedł. Nie chciałem, by trafił na jakąś przeszkodę, bo szedł boso. W pewnym momencie zobaczyłem wystający z ziemi bolec, dopadłem do niego i próbowałem go wyrwać, ale tkwił bardzo głęboko, a widzę, że On się zbliża. Położyłem się więc na nim, by staruszek mógł przejść bezpiecznie. Kiedy podszedł spojrzał na mnie i powiedział;
-Nie tego od ciebie oczekuję i przeszedł bokiem.
  • Tą wiedzę przekaże ci Ojciec bezpośrednio.
  • Powiem co zrobisz dla Mnie.
  • ……… 
  • Jak to zrobię, to może wrócę do Domu ?
  • Nie powiedziałem może.
  • Wrócisz, ale jak się dobrze sprawisz.

Włączyliśmy film, jednakże Piotr zamiast w telewizor gapi się w jakiś punkt pokoju.

  • Ale Pan Bóg jest niesamowity… Powiedział do mnie teraz…
  • Wkrótce staniesz się celem dla tych, którzy cię nienawidzą i tych, którzy będą szli za tobą.
  • Poświęć się dla tego świata i wróć do Mnie.
  • …….. – zaniemówiłam, bo co to znaczy?
  • Zaczynasz dotykać ściany – … kryształowej.
  • Tą ścianą jestem Ja.
  • Utkano ci już powróz.
  • Zobaczyłem jak słońce obraca się wokół siebie trzy razy.

27. 10. 17 r. Szczecin.

Jedziemy do Szczecina, a Homiel milczy.

  • Gdzie jesteś? – pytam, żeby zacząć rozmowę.
  • Frunę przed wami, złapałem dobry wiatr.
  • Jesteś cudowny! – śmieję się na głos widzą to oczami wyobraźni.
  • Tak te ptacy już mają.

Mija jedna godzina, druga i nic. Zatopiliśmy się we własnych myślach…

  • A gdybym tak umarł podczas operacji?
  • Ale tak się nie stało.
  • Asystowałem przy operacji, narzędzia podawałem.
  • ……….
  • Dostałam wczoraj trochę maili.
  • To twoja robota, że ludzie to czytają – Piotr.
  • To nasza wspólna zasługa, nic bym bez ciebie nie zrobiła.
  • Chcesz już medal?
  • Za co? – pytam. 
  • Za skromność.
  • Stwierdzam tylko fakt.
  • Fajnego masz mężusia – Piotr o sobie.
  • Nie wytrzymam tego, zaraz zwymiotuję.
  • Widzisz? Ty medalu nie dostaniesz – śmieję się, bo to najprawdziwsza prawda.

Mija kolejna godzina w ciszy. Nie mając pomysłu na Homiela zaczęłam Piotrowi czytać, co odkryłam wczoraj o Deisenhoferze. Znając nieco niemiecki zaczęłam szukać informacji w internecie po niemiecku. Natrafiłam na ciekawą rozmowę między zdaje się jego wnukiem, a znawcą historii II wojny światowej. https://forum.axishistory.com/viewtopic.php?t=66868

Z pewnością był najlepiej wykształconym ze wszystkich czołowych postaci Waffen SS, ale był kluczowym przywódcą w rozwoju oddziałów straży KL w latach przedwojennych. Kiedy kilka lat temu korespondowałem z dr. Karolem Sydnorem („Żołnierze zniszczenia”), zidentyfikował Deisenhofera (wraz z Helmutem Beckerem i Maxem Simonem) jako głównego politycznego „fanatyka” SS-Totenkopfverbände. W książce Yergera znajduje się zdjęcie z około 1942 roku Deisenhofera odwiedzającego KL Gross-Rosen i komendanta Arthura Rödla, jego starego znajomego w KL Buchenwald (Deisenhofer był doradcą prawnym SS-TV Sachsen i SS-TV Thuringen w 1937 r. ).

Deisenhofer, według wiedzy kogokolwiek, nie popełnił żadnych udokumentowanych zbrodni wojennych i był wybitnym żołnierzem. Jakiekolwiek zaangażowanie w zbrodnie wojenne mogło być w Polsce we wrześniu 1939 r., gdy SS-TV Oberbayern było zaangażowane w działania „policyjne i bezpieczeństwa”, masowe egzekucje polskich duchownych, Żydów i inteligencji. W tym czasie Deisenhofer był dowódcą batalionu w „Oberbayern”. Działalność SS-TV Brandenberg została udokumentowana, „Oberbayern” i „Thuringen” otrzymały zadania o podobnym charakterze. Uważam Deisenhofera za bardzo interesujący przykład „intelektualnego” SS-mana. Jego poziom wykształcenia był porównywalny do Wernera Besta, Waltera Schellenberga, Otto Ohlendorfa. To, że znalazł wspólny język z takimi ludźmi jak Theodor Eicke, Karl Koch i Arthur Rödl, jest nieco zdumiewające. Założę się, że rozmowy wokół stołu z oficerami Dachau były co najmniej interesujące! W swoim umyśle był patriotą i honorowym żołnierzem.

  • A widzisz? Może nie był taki zły?
  • Taaak? On szkolił innych i to w Berlinie. Jak myślisz… Kogo bierze się na szkoleniowców? – pytam już zgryźliwie. Wiele lat zajmowałam się organizacją szkoleń i coś o tym wiem.
  • Hmm… Bierze się najlepszych – przyznał po chwili milczenia.


Dopisane 14. 07. 2018 r.

  • Byłeś najgorszy z najgorszych w Dachau – kto ma rację? Historia, która nie odnotowała oficjalnie zbrodni wojennych Deisenhofera, czy Niebo? To, że nie odnotowała nie znaczy, że nic się nie wydarzyło. Nawet w tej rozmowie padają słowa, które dają wiele do myślenia.

politycznego „fanatyka” SS-Totenkopfverbände.

…Jakiekolwiek zaangażowanie w zbrodnie wojenne mogło być w Polsce we wrześniu 1939 r., gdy SS-TV Oberbayern było zaangażowane w działania „policyjne i bezpieczeństwa”, masowe egzekucje polskich duchownych, Żydów i inteligencji.

…To, że znalazł wspólny język z takimi ludźmi jak Theodor Eicke , Karl Koch i Arthur Rödl (p.s. zbrodniarze wojenni), jest nieco zdumiewające

Był dowódcą II batalionu III Dywizji Pancernej Totenkompf; uznawanej za najbardziej fanatyczną spośród dywizji Waffen-SS. https://pl.wikipedia.org/wiki/3_Dywizja_Pancerna_SS_

Jaki więc był pan Eduard Deisenhofer? Fanatyczny nazista z dobrym wykształceniem, co czyni go jeszcze bardziej niebezpiecznym. Miał świadomość, miał wiedzę i czynił zło.

Jestem przy tobie. Wspieram cię i cię kocham, bardzo.

17. 10. 17 r. warszawa.

Wczoraj nie byliśmy na kawie, więc dzisiaj prawie biegłam. Poza tym była tak piękna pogoda, że aż chciało się biec.

  • Homiel powiedział, że szef NIP już zna wyniki ekspertyzy – powiedział Piotr już na wstępie.
  • I co? Jest zadowolony?
  • Nieszczególnie. Nie tego się spodziewał.
  • …… – jak dobrze mieć swojego „informatora”, kiedy o NIP nic się nie wie. Nie mamy pojęcia co tam się dzieje i co dzieję się z naszą sprawą.
  • Sędzia jest chyba wściekła, że tyle to trwa. Ale to nie jej wina przecież, tak chciał Ojciec.
  • Ale kiedy już od niej będzie zależeć wszystko przyspieszy. Wygłosi, co ma wygłosić.
  • ……..
  • Miałeś dzisiaj coś w kościele? – spytałam.
  • …….. – nic nie powiedział, ale zrobił taką minę jakby coś trzymał w zanadrzu.
  • Usłyszałem coś, czego nie rozumiem.
  • ???
  • Ja wraz z Moim Ojcem wzywamy cię.
  • …….. – cofnęłam się krzesłem z wrażenia, ponieważ wczoraj rzuciły mi się w oczy te słowa.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/05/i-przyjdziesz-do-mnie-i-cie-wezwe-jako-brata-i-zaprowadze-do-ojca/ I przyjdziesz do Mnie i cię wezwę jako brata i zaprowadzę do Ojca.
  • Przedwczoraj miałeś wizję z otwieranymi drzwiami i złotą drogą, wtedy już się zastanawiałam, dlaczego nikt cię nie zaprasza, nie woła, a dzisiaj dostałeś wezwanie!?
  • To bardzo mocne słowa. Czyli jesteś w białym domku, wstałeś, otworzyły się drzwi i już cię wzywają?
  • Chyba taaak – pokiwał głową.
  • To było dwa dni temu… – analizuję.
  • Ciekawe ile będzie trwała ta droga do pokoju… Może kolejny rok, dwa? Za Nimi nie trafisz z datami.
  • Sensowne pytanie, ale nie dam odpowiedzi.
  • Musisz wiedzieć, że Piotr jest maszyną.
  • Chcieliśmy wzbudzić w nim człowieczeństwo.
  • Wyobraź sobie taką maszynę myślącą, ile może dobrego zrobić.
  • Ale to jest niebezpieczne, kiedy maszyna zaczyna myśleć, to może się sprzeciwić – przypomniałam sobie film „Legion”, kiedy Michał sprzeciwił się Ojcu.
  • To film i lepiej tego nie rozważajmy.
  • Jeśli będziesz maszyną myślącą, ale słuchał Ojca, to możesz dużo więcej dobrego zrobić.
  • Dużo więcej? Nie wiesz co mówisz. Nie zdajesz sobie sprawy ze skali.
  • No bo skąd mam wiedzieć? – pomyślałam i miałam cichą nadzieję, że to nie z Ojcem rozmawiamy.
  • Ile ten hol miał metrów? – pytam Piotra.
  • Z 10 – 12 metrów…
  • To musi to trochę potrwać zanim wejdziesz do pokoju.
  • Ten domek w wizji był mały, ale jak się weszło to był ogromny. Szło się do pokoju, gdzie był Ojciec i młodszy mężczyzna… – Piotr opisuje ponownie co widział.
  • ……..
  • Wiesz, że Chrystus jest zdecydowanym facetem? To wojownik i wie czego chce. To nie jest tak do końca jak Go opisują, że to jedynie chodząca miłość i spolegliwość.
  • Skąd wiesz? – już zaczynam się cieszyć, bo uwielbiam tego słuchać.
  • Czuję to. To prawdziwy mężczyzna, jest bardzo zdecydowany i konkretny.
  • Takiej definicji nikt jeszcze nie mówił.
  • Ale to jest prawda? – pytam choć wiem, że to prawda. Widać to choćby z pewnego zdarzenia w świątyni.

Jezus… w świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni … do tych, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska.” (J2,14-16)

Wielu badaczy biblijnych jest zdania, że właśnie to wydarzenie zwróciło uwagę Faryzeuszy na Jezusa i wzbudziło ich gniew. Handel na terenie świątyni przynosił spore profity kapłaństwu żydowskiemu i wydaje się, że Jezus mówiąc głośno, co inni cicho myśleli, wszedł im po prostu w drogę. Nie pierwszy raz zresztą.

  • Jeśli to czuje, to prawda.
  • Skoro mowa o Chrystusie, to ma On coś do powiedzenia Oli.
  • ? – nastawiłam uszy kompletnie zaskoczona.
  • Jestem przy tobie. Wspieram cię i cię kocham, bardzo.
  • O… my… God… ! No i co? No i się rozbeczałam. Przy stoliku, przy wszystkich.
  • Niedługo naocznie przekonasz się jaki jestem.
  • Ciekawe jak wtedy Mnie opiszesz.
  • Przepraszam za szczerość.
  • Szczerość jest zawsze dobra. Mówisz co czujesz.
  • Gdy przyjdzie ta chwila urośniesz.
  • Żebyś się nie przewrócił ze względu na swój wzrost.
  • ……. – Piotr mruga na mnie pytając o co chodzi.
  • Urosnę naprawdę?
  • Gdy zobaczysz naocznie może urosnąć ci pycha. Obyś się nie przewrócił, bo to przez pychę można upaść – tłumaczę mu.
  • ……..
  • Jezus podszedł do mnie i zbliżył palce do mojego ramienia i chciał zrobić taki gest jakby odtrącał gacki, ale ze śmiechem w ostatniej chwili ogarnął mnie ramieniem jak brata.
  • Dowcipny jest! – rozbawiła mnie ta scena.
  • Zapiszę to sobie w Swoim zeszycie jak Mnie opisałeś.

Wieczorem miałam niespodziewaną atrakcję. Wracaliśmy z serwisu samochodowego, a ponieważ bardzo rzadko jestem w mieście o tej porze dnia rozglądałam się wszędzie zaciekawianiem, ponieważ Warszawa o zmroku wygląda całkiem znośnie. Zauważyliśmy na wysokim biurowcu wielką, migającą reklamę, co wydawało mi się dość fajne, ale i niebezpieczne. Każdy kierowca zapatrzony w taką reklamę to potencjalny wypadek.

Przypomina mi ten film „Blade runner”, tam też tego było pełno.

  • Podobał ci się ten film Homiel?
  • Ciekawa inspiracja.
  • Dlaczego inspiracja?
  • Dlatego, żeby tego nie było.
  • …….. – musiałam przetłumaczyć szybko na polski. Inspiracja, czy sugestia, zachęta. Ciekawa zachęta, której wolałby nie realizować.
  • Dlaczegóż Ty ciągle jesteś taki mądry?
  • Ten typ anioła tak już ma.
  • A będzie kiedyś tak?
  • Tą zupę wszyscy chcą solić, a potem nie da się tego jeść.

Jest niesamowity i kręcę głową z niedowierzania, zawsze potrafi odpowiedzieć tak, że dech zapiera.

Tak bardzo dążymy do ciągłego rozwoju technologii, wygodniejszego życia, że potem żyjemy jak w piekle.

https://www.youtube.com/watch?v=L-qLglKXme8

Chcę ci powiedzieć, że losy tego świata są przypieczętowane.

11. 10. 17 r. Warszawa. (III część)

Oprócz rozmów z ostatnich 3 dni (20-23.06.18r), zebrałam także kilka dotychczasowych informacji, które przekazywano nam przez wiele miesięcy i spróbuję ująć wszystko w logiczną całość.

Ojciec kilkukrotnie stwierdził jednoznacznie, że proroctwo się spełnia i że nadchodzi Chrystus. Przyjmowałam to do wiadomości, ale czy naprawdę rozumiałam o co chodzi? Absolutnie nie.

-Proroctwo się spełniło? 
-Spełnia. 
  • Chrystus zerwał cztery pierwsze pieczęcie. Czterech jeźdźców; Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć… już czekają. Wojna to jest ten konik, o który pytałaś – cytuję słowa Ojca.
  • Lecz jeździec jeszcze nie wyjechał, względny pokój jest jeszcze na świecie.
  • Taaak, to prawda…
  • Piąta pieczęć również jest zerwana.

Prześladowania ludzi wiary są widoczne gołym okiem na całym świecie i widać to najlepiej w Europie, w Afryce i Azji. Wcale nie muszą być wojny, wystarczy wszechobecna sekularyzacja społeczeństwa, na którą większość wyraża zgodę, bo lepiej według nich żyje się bez Boga, niż z Nim. Antychryst jest naprawdę skuteczny, działa niepostrzeżenie. 

-Teraz wiesz dlaczego ten świat musi upaść? 
-Bo nie ma tam miejsca dla Boga. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/27/to-co-przyjdzie-przyniesie-wstepne-oczyszczenie-ale-to-bedzie-za-malo/
  • Ile pieczęci jest już zerwanych? – upewniam się. 
  •  Widzę cyfrę 5.
  • Na pewno pięć pieczęci jest otwartych?
  • Nie da się ukryć.
  • Szósta pieczęć wydaje się, że to przyszłość. Ta pieczęć przyjdzie oficjalnie – znowu cytuję.
  • A siódma to Twoja wola Ojcze. Czyli czekamy na Twoją decyzję?
  • ……… – nie odpowiedział.
Alicja Lenczewska; Świadectwo.

Przyjrzałam się jeszcze raz wersetom, które opisują zerwanie siódmej pieczęci. A gdy otworzył siódmą pieczęć, stało się milczenie na niebie, jakoby przez pół godziny. 2 I widziałem siedem onych Aniołów, którzy stoją przed obliczem Bożym, a dano im siedem trąb. I wtedy do mnie doszło dlaczego Ojciec nie odpowiedział…

  • Siedmiu aniołów… Ale nie ma ich siedmiu, jednego anioła brakuje… – pytam oczami Piotra, czy coś słyszy.
  • Siódmy filar jest pusty i Niebo czeka na jego powrót… prawda? – pytam niepewnie…
  • Zrób co masz zrobić i wracaj do Domu. Jesteś Nam potrzebny.
  • …….. – ciarki mi przeszły po plecach. Niebo czeka na decyzję Ojca, a Ojciec czeka na powrót Swojego anioła.

I teraz to, co kiedyś było dla mnie niejasne, nagle staje się jasne;

-Cykl je zamknie. 
-Kiedy się zamknie? 
-Jeszcze się nie zaczął. 
-A kiedy się zacznie? 
-Przecież wiesz, jeszcze jesteś. 
-Czyli kiedy odejdziesz… – przypomniałam sobie słowa Ojca.

To jest coś… nieprawdopodobnego… Jestem lekko przerażona i przyznam, że nie miałam pełnej świadomości z wagi tego, co dzieje się w naszym życiu.

  • Ojcze, to wzruszające, że nam tak zawierzyłeś.
  • Cieszę się, że wam zawierzyłem.
  • Bardzo was proszę, jeśli się mylę, to mnie skorygujcie.
  • Jeśli milczę, to już wiesz jak jest.
  • Zobaczyłem puzzle, które układasz w całość – Piotr był nie mniej porażony jak i ja.
  • Bez Ojca absolutnie nie dałabym rady.

Szukając informacji dot. Apokalipsy natrafiłam na ciekawą interpretację; Jeśli chodzi o chronologię wydarzeń, to nie jest tak, że wydarzenia przypisane do jednej z siedmiu pieczęci kończą się całkowicie, gdy otwierana jest pieczęć następna. Można powiedzieć, że w ciągu naszej ziemskiej historii ciągle otwierana jest – i to wielokrotnie – któraś z siedmiu pieczęci. Dlatego niektóre wydarzenia pojawiają się, zanikają i mogą się znów powtórzyć. Często są jakby lustrzanym odbiciem podobnego wydarzenia z przeszłości i zapowiedzią nowego – w przyszłości. Ponieważ Bóg jest prawdziwym Panem historii, dlatego może każdemu wydarzeniu zapobiec i nie dopuścić do jego pojawienia się. Z tego powodu możemy zawsze z ufnością prosić Go o to, by powiedział swoje „dość” każdej formie przemocy i szerzącego się w świecie zła. http://www.teologia.pl/Apok/Ap_00.htm

  • Czy pieczęcie były wcześniej otwierane?
  • Czy chodzi ci o coś takiego jak Atlantyda?
  • Tak.
  • ……..
  • Ojciec się zamyślił… – Piotr tłumaczy Jego milczenie.
  • To inaczej spytam. Czy pojedynczo, pieczęcie 1, 2, 3 i tak dalej były otwierane osobno? Mieliśmy już i wojny, i głód, i zarazę, śmierć…?
  • Były.
  • ale nigdy wszystkie razem… prawda? – i nie wiem dlaczego ogarnął mnie smutek.
  • Nigdy.
  • To co się stanie, stanie się pierwszy raz i ostatni.
  • Wrota ewidentnie zostały otwarte, ale smok, szatan jeszcze nie wyszedł – analizuję dalej.
  • Stalin to był taki smok, szatan we własnej osobie uwolniony z czeluści – Piotr zamyślił się.
  • Wątpię… Te wrota, które się otwierały były bardzo stare, a Ojciec powiedział wtedy, że od czasów potopu nie były otwierane, więc to na pewno nie Stalin – … bo żył stosunkowo niedawno.
  • To zobacz w takim razie jaki zbój przyjdzie na ziemię, większy niż Stalin?! 
  • To nie zbój.
  • To z nieba przyjdzie, a jak przyjdzie fala to nic nie będzie.
  • ???!!! – natychmiast miałam skojarzenie z III Tajemnicą Fatimską. Wszystko się ze sobą zazębia. 

Rozmawialiśmy o otwieranych wrotach, które słyszałam i które ciągle słyszę w swojej głowie, to znaczy ciągle pamiętam ten dźwięk. 
-Co właściwie oznacza apokalipsa, z czym to się wiąże? Planeta zniknie… czy co? – pyta Piotr. 
-Zagłada. 
-… ??? 
-Jezioro siarki i smoły będą się mieszać, zniszczy nieprawość. Bóg oczyści.-Czy wierzysz w Boga? 
-Wierzę. 
-Czy kochasz Boga? 
-Kocham. 
-Żyj nam wiecznie… Tyś jest ten, którego wyniosłem do Góry. 
-To niemożliwe. 
-Przyjmij co ci daję. 
-To pycha. 
-Pycha to być samozwańcem. 
-Pełno jest fałszywych proroków. 
-Tyś do nich nie należysz. Rozmawiasz z Tym, który chce, żebyś Go słyszał. 
-Czy nadchodzą ostateczne czasy? 
-Już się dzieje, ale apogeum przyjdzie… już wkrótce. 
-Ludzie i tak nie uwierzą… 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/09/jezioro-siarki-i-smoly-beda-sie-mieszac-zniszczy-nieprawosc-bog-oczysci/

Zrozumiałam dlaczego ludzie nie traktują biblijnej apokalipsy poważnie i przyznaję, że sama miałam do niej stosunek ambiwalentny. Na przestrzeni lat każda wojna, każda zaraza dla przeciętnego człowieka nosiła znamiona apokalipsy i była jak apokalipsa. A jednak wszystko przemijało, rozmywało się w czasie i po latach dochodzono do wniosku, że nie było aż tak tragicznie. „Małe apokalipsy”, te pojedynczo zerwane pieczęcie jeśli uczyły, to na krótko, bo czas robi swoje. Mieliśmy setki, tysiące różnych „apokalips’ i jakoś żyjemy dalej i coraz gorzej. Ale zerwane siedem pieczęci naraz… to już naprawdę musi być bardzo mocne i bardzo skuteczne.

-Jest granica, Bóg przywoła swoje dzieci do porządku i będzie to skuteczne. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/09/20/jest-granica-bog-przywola-swoje-dzieci-do-porzadku-i-bedzie-to-skuteczne/

Jeśli proroctwo się spełnia, to musi  spełnić się także jeszcze jeden istotny element tej układanki;

W Apokalipsie św. Jana (Ap 11, 3-12) napisano, że w ostatnich czasach powstaną dwaj świadkowie, będą głosić Prawdę, czynić cuda, zostaną zabici i znów zmartwychwstaną. Tradycja Kościoła oraz wszyscy współcześni prorocy zgodnie twierdzą, że będą nimi Henoch i Eliasz. Fakt ten więc, mający nastąpić, nie ulega wątpliwości. Ale dlaczego właśnie te, a nie inne, biblijne postaci? Uważano bowiem, że mogą wrócić, ponieważ nie umarły, lecz zostały wzięte do Nieba.

Słowa Ojca temu potwierdzają. 

-I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę. Twoje prawdziwe ja pokaże twoją twarz już za niewiele czasu. Ci, co nie wierzyli i tak nie uwierzą, ale bardzo wielu pójdzie. Czekaj zdarzeń. Nasze drogi zetkną się znowu. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/01/11/i-zeslal-ojciec-henocha-na-ostatnia-chwile/
  • Czy Eliasz już jest?
  • Przychodził wiele razy.
  • ???!!! Ma przyjść przed apokalipsą, a przychodził wiele razy?
  • Chodzi o świadomość.
  • Rozumiem… był, ale nie wiedział, że był Eliaszem…
  • ………..
  • Kiedy Jezus złamał cztery pieczęcie? Było to jakieś wydarzenie?
  • Co spowodowało, że się wrota otworzyły?
  • Nieprawość.
  • Narastająca.
  • ……..
  • Czekasz Ojcze na Piotra?… Prawda?
  • To imię, które dostał na sekundę?
  • O tym mówisz imieniu?
  • Piotr jest kimś więcej niż myślisz też.
  • To kim ja jestem? – wtrącił się sam Piotr.
  • W dużej części jesteś Mną.
  • ………
  • Ojciec pokazał klucz, który wkłada od zamka. Klucz nie może ostatniej zębatki przekręcić. Brakuje ostatniego ogniwa jakby…
  • Jesteś kluczem?
  • Jak on stanie (p. s. filar) wszystko w sekundę się zmieni.
14.09.13 r. Warszawa;  
-Znowu widziałem wielki tron /fotel, na którym siedział starszy mężczyzna, miał białe włosy, brodę, długą jasną szatę. Przed nim stało siedem wielkich filarów w biało pastelowym kolorze, wiedziałem, że w każdym z nich była istota / wartownik, czekali wyprostowani. Bóg wziął do ręki ostatni filar stojący z jego prawej strony, w którym byłem ja, przyglądał się mi uważnie przez chwilę, a ja wyciągałem ręce do przodu i czyniłem pokłony. 
Wizja z 27.10.13 r. 
-Miałem przekaz, chodziłem jak ochroniarz za starszym mężczyzna, usuwałem przed nim wszystkie przeszkody. Znalazłem się przy wielkim tronie, tam siedział On, a ja ruszyłem w miasto i zacząłem walczyć mieczem z gackami. Kiedy skończyłem starszy mężczyzna pogłaskał mnie po głowie, postawił mnie przed tronem jako siódmy filar, powiedział, że każdy z filarów odpowiada za inny świat, a ja mam tu zostać. Sam w pewnej chwili uniósł się gwałtownie do góry i odleciał. Zostawił mnie. Kiedy się obudziłem rozpłakałem się, dlaczego mnie opuścił?
18.08.14 r. 
-Podczas modlitwy miałem wizję; Starszy mężczyzna odłożył filar na bok, miał nieco inny kolor od pozostałych. Ten jeden był złoty i pomarańczowy, pozostałe były białe. Odłożył na miejsce tam, skąd go wziął, stałem prosto w tym filarze i już się kłaniałem. Poczułem, że oddział jest gotowy. 
-Filar musi być niezawodny. 
24.09.17 r. 
-Ojciec powiedział do mnie... 
-Przywracam ci stanowisko dowódcy filarów.
  • Za chwilkę przestaniesz mieszkać w tym ciele, uwolnię cię.
- No to kiedy odejdę? 
- Kiedy się proroctwo wypełni… 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/01/11/i-zeslal-ojciec-henocha-na-ostatnia-chwile/

Siedzimy w milczeniu. Patrzę na Piotra jak na kosmitę, bo wierzyć się nie chce, że on taki normalny i taki niezwykły zarazem. Nie wiem ile czasu Ojciec dał mu jeszcze na tym świecie, ale wiem, że im dłużej tu jest, tym lepiej chyba dla wszystkich.


Szukam jakiejś nadziei w słowach… Chcę ci powiedzieć, że losy tego świata są przypieczętowane.

Przypieczętowane, czyli klamka zapadła, ale czy z drugiej strony przypieczętowane nie mogą znaczyć opieczętowane, jeśli losy tego świata mają siedem pieczęci? Szybko zdaję sobie sprawę, że to płonne nadzieje… Bóg Ojciec jest tak precyzyjny w doborze słów, że na pewno widzi różnice między przypieczętowaniem, a opieczętowaniem i ja to szczerze rozumiem. Rozumiem, że ten świat musi się skończyć i narodzić na nowo, aby przywrócić odwiecznie ustalony porządek.

  • Czy Ojciec mógłby zmienić plany? – pytam Piotra.
  • Musi przestrzegać co jest zapisane. Musi się wypełnić co jest zapisane.
  • Tak powiedział ci teraz? – upewniam się.
  • Tobie też powiedziałem.

!!!!!! Pracując nad tym tekstem rozmyślałam, czy jest to możliwe i dostałam odpowiedź. Nie był to męski głos w głowie, który czasami słyszałam, ale myśl, jaką każdy ma w swojej głowie. Z tym, że ta myśl była też konkretną odpowiedzią.  Pytam myślą o coś w głowie i myślą w głowie dostaję odpowiedź. Ktoś mógłby powiedzieć, że gadam sama ze sobą, ale te odpowiedzi są bardzo… w stylu Ojca i mają w sobie wiedzę, której ja nie posiadam. Zdarza mi się to ostatnio  coraz częściej i już się zastanawiałam, czy to przypadek, a to Ojciec tak ze mną rozmawia… Co więc powiedział? 

Ojciec nie może zmieniać praw, które sam ustanowił. Gdyby zmienił, czy byłby nadal wiarygodny? Kto wierzyłby w kogoś, kto zmienia to, co sam ustanowił? 

  • Jeśli apokalipsa została zapisana 2 tysiące lat temu, a wtedy chrześcijaństwa nawet jeszcze nie było, wszystko dopiero kiełkowało, Ojciec musiał wiedzieć jak to się wszystko potoczy – mówię do Piotra.
  • W takim razie nasuwa się pytanie… Dlaczego Jezus się poświęcił? Po co to wszystko?
  • Dlaczego poszłaś do jednej szkoły, a potem do drugiej? A potem jeszcze do trzeciej?
  • Dlaczego u schyłku życia człowiek mądrzeje?… O przepraszam! Powinien być mądrzejszy?
  • Nauka. I odpowiedź na to pytanie jest odpowiedzią na to, co cię nurtuje.
  • Wszystko po to, by u schyłku życia pójść na wyższy poziom.
  • Czy śmierć Jezusa była do tego niezbędna?
  • Gdyby jej nie było, czy byłaby wiara chrześcijańska?

Hmm… Gdyby nie było śmierci Jezusa nie byłoby i zmartwychwstania, nie byłoby chrześcijaństwa. Jezusa z Nazaretu odnotowano by w historii jako kolejnego żydowskiego proroka lub może przeszedłby nawet niezauważony.

  • Dlaczego nie można jaja zniszczyć?
  • Bo zło kształtuje, uczy.
  • Cóż ci da dwója w dzienniczku?
  • To zależy… – pomyślałam, ale wolałam milczeć.
  • Daje ci mobilizację.
  • Pokazałem Małemu kto wygra. Nie mogę zmienić co jest zapisane, choć prosiliście.

Piotr miał w nocy pokazany wynik meczu Polska-Senegal. Znając wynik meczu nawet nie chciał go oglądać twierdząc, że i tak przegramy. Nie wierząc mu i widząc 0:1 poprosiłam o zmianę wyniku, ale wydarzyło się, co się wydarzyło. (p. s.  napiszę, żeby nie było wątpliwości; nie znam wyniku mundialu).

  • Ale To ty piszesz wszystko Ojcze.
  • Czy ustanowione prawo przez państwo może być złamane?
  • No… niektórzy je łamią.
  • Łamią źli ludzie, a My nie jesteśmy źli.
  • Jeśli to wszystko jest zaplanowane, to po co się modlić, jeśli i tak się zrealizuje? Po co się modlić, jeśli się tego nie zmieni?
  • Czy pogoda się zmienia?
  • Tak.
  • Tak i wszystko może się zmienić.
  • Ale jednak Apokalipsa się akurat nie zmieni.
  • Jedni mogą pójść jedną drogą, a drudzy inną drugą.
  • Czyli modlitwa nic nie zmieni, co zapisane?
  • Jeśli modlisz się o deszcz, to będzie deszcz – ale jest znacząca różnica modlić się o przysłowiowy deszcz, czyli doraźne rozwiązywanie problemów, a modlić o odwołanie Apokalipsy.
  • A jeśli będę się modliła, żeby nie było Apokalipsy?
  • To dla ciebie nie będzie – … bo na przykład mogę już nie żyć, albo ją przeżyć.
  • A ilu jest modlących?
  • A gdybym się modliła, żeby dla innych nie było?
  • To za mało.
  • Modlić się za innych to piękne, ale czy oni to zrozumieją, że mała Ola się modliła?
  • Grzesiek dalej będzie bił swoją żonę, tyle, że dłużej – p. s. Piotr nazywa ogólnie tych „Grześkami”, którzy leją swoje żony.
  • ……..
  • Gdy wrócisz do Ojca nie znaczy, że Apokalipsa się szybko zacznie, to może potrwać kolejne… set lat – … mam taką cichą nadzieję.
  • Może być, że nie znaczy, ale może być też tak, że to nie znaczy, że nie znaczy.
  • ? – musiałam na chwilę się zatrzymać i pomyśleć… Podwójne zaprzeczenie… Czyli może się zacząć kiedyś, a może i zacząć się szybko.
  • Co to znaczy w końcu? – Piotr się zniecierpliwił.
  • Znaczy, że macacie.
  • Że ta pieczęć jest Moja, a nie twoja, ani twojej żony.

Siódma pieczęć; Moja wola. Tylko Ojciec wie kiedy podejmie decyzję.

-Nigdy nie daję dat, to zakazane, bo ktoś inny przyjdzie pode Mnie i mu uwierzysz. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/01/06/nigdy-nie-daje-dat-bo-ktos-inny-przyjdzie-pode-mnie-i-mu-uwierzysz/
-Nie widzę, bokiem stoją, ubierają się… To za pięć minut dwunasta jest… Prawie wszystko gotowe!
-Jak tak patrzysz to szybciej. 
-To nie wojna, to kataklizm! To uruchomi biedę i nędzę… Ubierali szaty czarne, brązowe, długie… 
-Zasłonię ci oczy na to, co będzie się działo. 
-Dlaczego? 
-Twoje serce nie jest aż tak silne. Nawet nie wiedzą jak wiele ci zawdzięczają, tyle dla nich robisz – … dla ludzi. 
-Widzę fale tsunami zalewającą miasta… 
-Przyjdzie, przyniesie wstępne oczyszczenie, ale to będzie za mało. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/04/27/to-co-przyjdzie-przyniesie-wstepne-oczyszczenie-ale-to-bedzie-za-malo/

Kiedy zaczynałam pracować nad Apokalipsą absolutnie nie wiedziałam, że tak się rozwinie cała rozmowa. Im głębiej wchodziłam, tym bardziej wahałam się, czy w ogóle to publikować. To jest tak niesamowicie nieprawdopodobne, że myśląc zdroworozsądkowo zabrakło mi w pewnym momencie przekonania, że słyszę prawdę. A jednak… nie mogę zwątpić, bo wiem co widziałam i słyszałam na własne oczy i uszy. Mogę jedynie bezradnie rozłożyć ręce.  Robię to, co do mnie należy, a reszta należy już wyłącznie do Boga Stwórcy.

Biblia mówi prawdę. Jeśli spojrzymy na dzieło Ojca jako na hologram świata i zobaczymy w nim całą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ludzkości, zapisaną historię Jego dzieci i to z różnymi wariantami, bo mamy przecież wolną wolę… to zrozumiemy jak wielka jest Mądrość Ojca, Jego miłość i Miłosierdzie. Co znaczy śmierć Jezusa dla naszej nauki, jak wiele Ojciec poświęcił dla nas, jeśli tak naprawdę poświęcił sam Siebie… Zrozumiemy istotę i sens Apokalipsy.

Izabela powiedziała mi coś pięknego. Poprosiła Ojca, aby mogła przez chwilę widzieć nasz świat Jego oczami. I kiedy pewnego dnia było jej dane widzieć… patrząc na nasz świat, patrząc na ludzi czuła tylko miłość, była pełna miłości… Ojciec kocha swoje dzieci, nigdy nie przestał kochać, ale też nie pozwoli, aby Jego dzieci wiecznie klepały Go po głowie. Apokalipsa to nie jest koniec, to nauka, kolejny etap. Wszystko po to, abyśmy stali się po prostu doskonalsi i doskonalsi wrócili do Niego, do Domu na wieczność.

- Ja jestem Drzewem Życia. Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/07/ja-jestem-drzewem-zycia/

Przygotuj swoją duszę, bo w każdej chwili może być wzięta.

08. 10. 17 r. Warszawa.

Na kawie.

  • Ale miałem rozmowę… Pobeczałem sobie trochę, gdy przypomniałem sobie moje chwile z Ojcem i usłyszałem wtedy…
  • Dlaczego płaczesz Mały?
  • Nie powiem Ci.
  • Wszystko widzę w twoim sercu.
  • Pytam się po to, by rozładować to, co masz w sercu.

Nie powiem Ci…?!… Tylko Piotr mógł tak odpowiedzieć… szkoda słów. Z drugiej strony nawet mi  się to podoba. Jego bezpośredniość i prostota. Pytanie tylko, czy to podoba się Ojcu… 


Pojechaliśmy do Ikei. Mijając dział z talerzami Piotr….

  • Kupimy do naszego domu też talerze.
  • Do którego?
  • No… nie wiem w w końcu.
  • Do Naszego?
  • A macie tam talerze?
  • Oczywiście.
  • Jakie?
  • Mamy w was.
  • ?!

List do Rzymian; 

(20) Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: Dlaczego mnie takim uczyniłeś?


Zamiast talerzy kupiliśmy kolejny kwiat i pojechaliśmy prosto do kościoła. Piotr postawił kwiat po prawej stronie „naszego krzyża”. W sumie pod stopami Chrystusa stało już osiem naszych kwiatów, wszystkie sztuczne niestety. Pomodliliśmy się pod krzyżem, daliśmy pieniądze żebrzącej kobiecie i poszliśmy po chwili na mszę. Kiedy rozpoczynała się komunia święta jakoś tak się złożyło, że stanęliśmy na końcu długiej kolejki. Widzę, że Piotr wyciera oczy, a to znaczy, że rozmawia… Czekam, aż przestanie, ale boję się, że zapomni co słyszy, więc wyciągam swój zeszyt przy wszystkich i notuję…

  • Przygotuj swoją duszę, bo w każdej chwili może być wzięta.
  • …….. – Piotr mi szepcze do ucha.
  • Już nie przynoś… – … kwiatów.
  • Dlaczego? – zdziwiło mnie to.
  • Jezus już nie chce kwiatów?
  • Wypełniłeś wszystko.
  • Jezus pokazał mi, że kwiaty ułożyły się w formie krzyża…
  • Really? – zdziwiłam się, że nie zauważyłam. Po hostii cofnęłam się pod krzyż i zrobiłam zdjęcie. Rzeczywiście, nasze sztuczności ktoś poukładał w formie krzyża.

  • Błogosławiony ten, którego imię nosisz w sercu.

Już w aucie roztrząsaliśmy tylko jedno zdanie; w każdej chwili może być wzięty. Znowu zaczęłam analizować kiedy to jest możliwe.

  • Jutro musisz być przytomny, bo musisz zapłacić pensje, a Bóg nie pozwoli, byś zostawił swoich ludzi. Na pewno nie będzie to jutro. 
  • Pan Bóg wszystko dokładnie zaplanował. W każdym szczególe, ze wszystkimi ludźmi.
  • A tę lukę po mnie zapełnicie? – Piotr myśli, że umrze, a mi się śmiać z nerwów chce.
  • Nie musimy, będziesz.
  • Ojciec pokazał mi jak stoję w rozkroku w dwóch światach.
  • I co z tą wiedzą zrobisz?


Wieczorem.

http://telewizjarepublika.pl/kuzniar-palikot-skowyt-szatana-na-temat-akcji-quotrozaniec-do-granicquot,54928.html

Wczorajsza akcja modlitewna „Różaniec do granic” okazała się tak wielkim sukcesem, który odbił się echem na cały świat. Ponad milion osób uczestniczyło w spontanicznej akcji modlitewnej, w której modlono się w sposób szczególny za pokój na świecie. Ale i przybywa tzw. hejtu szatańskiego, który pokazuje jedynie, że zły po prostu przegrywa.

  • Jesteśmy światłem w Europie?
  • Na świecie.
  • Proroctwo się spełniło?
  • Spełnia.
  • ………
  • Przyjąłeś Mojego Syna – … komunia.
  • Podziękowałeś za wszystko –kwiaty.
  • Dałeś jałmużnę – … żebraczka.
  • I teraz ze Mną masz do pogadania.

Długo się nie odzywaliśmy. Myśli kłębiły mi się w głowie, tysiąc pytań na sekundę…

  • Ciekawe o czym będziecie rozmawiać…
  • Raczej Ojciec da mi za wszystko pasem…
  • Myślisz po ziemsku.
  • Ten, który się obudzi nie ma nic wspólnego z ziemskim życiem.

Znowu zamilkliśmy na długo. Tak trudno ogarnąć rozumem wszystko …

  • Do pogadania...? To brzmi jak wezwanie na dywanik – Piotr dłuuugo myślał.
  • Czy Pinokio boi się rozmawiać ze swoim stwórcą?
  • Ale mam w Niebie opinię… Pinokio przecież kłamał! – szepcze mi do ucha.
  • A wiesz co jest najgorsze? Że myślisz, że jestem głuchy – … Ojciec też szeptem.
  • ……… – nie wytrzymałam. Wybuchłam soczystym śmiechem, ale zaraz mnie na płacz wzięło. Przyszła do mnie nagle myśl, że jeszcze niedawno mogłabym to wszystko stracić w sekundę. Poczułam się jakby mi tlen zabrano.
  • Nie skrzywdzę cię jego osobą.
  • Dziękuję ci Ojcze – pochlipałam pod nosem.
  • Nie tylko ty Mi dziękujesz.
  • …….. – cała rodzina dziękuję, że Piotr żyje.
  • Ojciec pokazał mi, że Edziu dostał dar od Nich.
  • Twój tato to mieszaniec.
  • ?!
  • Pokazał mi jak rękoma otaczał kompas.

To ulubiona Edzia zabawa. Chwalił się, że jak przykładał obydwie ręce do kompasu strzałka odchylała się znacznie w prawo. U nikogo z nas kompas tak nie reagował, jak u Edzia. Miał silną, uzdrawiającą energię. Kwiaty, które przesadzał, w ogrodzie szalały, rozwijały się szybko na cztery strony świata. W ogrodzie skumulowały się też chyba wszystkie wróble z całego miasta. Obce psy podbiegały i kładły mu się brzuchem do góry czekając, aż je dotknie. Taaaa, Edziu miał dar, szkoda tylko, że tak późno wszyscy zwrócili na to uwagę. Mógł zrobić z niego większy użytek. 

  • Daliśmy coś od Siebie. Trudno było mu dopasować się do tego świata.
  • Wiesz jak Edziu odszedł? – pytam Piotra, bo ciągle gdzieś patrzył w dal.
  • On spał, a świetlista postać rękę położyła na jego ramieniu i powiedziała…
  • Już czas...
  • i On wstał bez wahania.
  • Anioł?
  • Nie wiem. Cały świecił, ale tak, że nic nie raziło. To jak światło pod lodem, takie ciepłe światło, przytłumione…
  • Tak właśnie wygląda śmierć? – pomyślałam i się wzruszyłam.

Słowo pouczenia; A. Lenczewska

 

Patrz im w oczy, twarz i serce.

06. 10. 17 r. Warszawa. (część I).

Wczoraj zaczęło nam wylewać z rury łazienkowej, więc zamówiliśmy ekipę do przepychania rur. Przyjechali panowie z Grójca, rozwalili prysznic i uciekli. Jakbym uczestniczyła w reality show „Usterka”. Widząc niegdyś białą łazienkę, która stała się raptem czarna nie mogłam przestać się śmiać. Powinnam być wściekła, ale dziękowałam za ten problem Bogu, bo Piotr znalazł w ten sposób ujście na swoje stresy. Musiał zająć się łazienką, a miał nieprzespaną noc z powodu odwiedzin gacka. Próbował go odruchowo kopnąć w tyłek (brzmi to absurdalnie ), ale strącając lampę stojącą obok na stoliku narobił przy tym takiego rabanu, że pewnie obudził wszystkich sąsiadów. W tej głuchej ciszy hałas musiał być niebotyczny. Mnie to nie zaskoczyło, ponieważ obudziłam się znacznie wcześniej czując wyraźnie czyjąś obecność, kogoś bardzo dużego. Do tego usłyszałam dziwne pomruki, szepty. Nastawiłam uszy, aby rozumieć lepiej, ale słowa w dziwnym języku nie dały szansy na ich zrozumienie. Wiedziałam, że ten ktoś w pokoju ewidentnie jest, a kiedy zaczęłam już wątpić hałas u Piotra tylko mnie w tym utwierdził. Mnie się udało zasnąć, ale on już był na baczność do samego rana.

Dzisiaj z racji pojawienia się ekipy fachowców przyszedł do domu znacznie wcześniej i był naprawdę w kiepskim stanie. Wtulił głowę w ramiona i zaczął prawie płakać. Powiedział, że ma naciski na głowę z samobójstwem, że atakuje swoich ludzi, że chodzi wściekły i generalnie nie panuje nad sobą.

Dziękowałam za tą awarię łazienkową, bo głowę skierował na inny problem. Jedna ekipa wyszła, przyszła następna godzinę później. Ci, to chociaż się starali, ale niczego nie naprawili. Jest gorzej niż było. Siedliśmy wieczorem na kanapie i razem zaczęliśmy się śmiać. Wiedziałam, że Piotr powinien tym razem spać jak zabity, ale dla pewności w duchu poprosiłam Ojca, by mu ściągnął z barków chociaż część tego ciężaru.

Dzisiaj rano wstał rześki i radosny, wyszedł do kościoła „jak nowy”. Spotkaliśmy się 2 godziny później na kawie i z przyjemnością obserwowałam go jak idzie uśmiechnięty.

  • Ale się czuję! Jakbym stracił pół tony z tony ciężarów!
  • ??? – czyżby Bóg Ojciec wysłuchał mojej prośby? To byłoby zbyt piękne…
  • …….. – Piotr siedział naprzeciwko i zaczął w pewnym momencie pocierać mocno czoło.
  • Jestem nienormalny… Rozmawiam z tobą i widzę twój mózg. Dwie twoje półkule połączone w środku, za dużo widzę naraz….
  • …….. – ciągle pociera czoło
  • A teraz Homiel pokazał mi ludzi. Uciął ich w połowie, pokazał mi, że mam patrzyć na ludzi od splotu słonecznego wzwyż, reszta jest nieistotna.
  • No jasne! Ciągle oceniasz ludzi po wyglądzie – śmieję się.

  • Reszta cię nie interesuje. Wszyscy mają to samo po to, żeby żyć.
  • Patrz im w oczy, twarz i serce.
  • Hm… To ciekawe…. – przyznałam Mu rację. Nie od razu zrozumiałam intencję Homiela. Fizjologia człowieka jest wszędzie taka sama, różni nas dusza, rozum i serce. W gruncie rzeczy, niezależnie od rasy, koloru, miejsca urodzenia wszyscy na tej planecie jesteśmy tacy sami.
  • Homiel ciągle mnie uczy… Mój nauczyciel – Piotr się zamyślił.
  • Szkoda, że Mój nauczyciel mi nie pokazuje gdzie robię błędy podczas pisania – westchnęłam.
  • Twoja intuicja to My. Twój Nauczyciel cię koryguje.

Znowu musiałam przyznać rację. Podczas pisania, a zdarzyło się to już wielokrotnie, miałam uczucie, że ktoś mi dyktuje co mam pisać. Mało tego, nawet na drugi dzień widzę przed oczami te obszary tekstu, w których zrobiłam błąd. I dlatego nigdy tego nie lekceważę takich znaków.

  • Pan Bóg moim pasterzem – Piotr.
  • A ty Moim owczarkiem, pilnujesz tu owiec.
  • Jasny gwint… – pomyślałam – To z Ojcem rozmawiamy. 
  • Zobaczyłem białego psa, który nagania owce na zieloną trawkę…
  • Hmm … Bo tak właśnie jest, naprowadzasz ludzi na Niebo.

Dostałam ciekawy mail o Izy.

Zapytałam syna jaki Jest Pan Bóg, to wtedy rozłożył ręce i z uśmiechem potwierdził, że fajny. Zapytałam jak Pan Bóg wyglądał i powiedział mi że tak jak na Obrazie Jezusa Miłosiernego, który posiadamy; „ale on nie był na Obrazie, ale był prawdziwy”. Tak mu się śniło. Zadałam mu pytanie czy Pan Bóg coś mówił i czy coś robił, ale nie chciał nic więcej powiedzieć. Potem na oknie  stanął na parapecie i chuchnął tak, że mały kawałek szyby zaparował i wtedy zrobił znak X, zupełnie tak jak na zdjęciach, które mi Pani wcześniej wysłała. W pierwszej chwili chciałam go przyprowadzić do porządku, że nie piszemy na oknie, ale jak to zobaczyłam od razu zamilkłam!


Kupiłam dzisiaj „Egzorcystę”, by dokładnie przeczytać o Lutrze. Zwróciłam uwagę na to;

  • Jeśli to ja faktycznie, to wcale mnie to nie dziwi, też tak bym zrobił – Piotr zaczął się śmiać.
  • To wcale nie jest śmieszne. Przypomina to historię Henryka VIII, który, dla za przeproszeniem „dupy”, rozwalił kościół katolicki w Anglii. Watykan nie chciał się zgodzić na rozwód, więc stworzył nowy Kościół i mamy teraz co mamy – ściągam Piotra na ziemię, bo cieszył się lekko za bardzo.
  • Homiel, czy protestantyzm….
  • To grzech... słyszę… grzech.
  • jest zły? Dlaczego? – dokończyłam zdanie.
  • Przeczytaj ich tezy. Znajdziesz tam pełno przyzwoleń obrobionych przez diabła.
  • Wow… W protestantyzmie kobieta może prowadzić msze… to złe?
  • Gospodarz jest jeden. Kobieta dana jest do pomocy.
  • No to się babom to nie spodoba…  – robię wielkie oczy i już widzę wrzask tych, co będą kiedyś ewentualnie to czytać.
  • A czy małżeństwo księży jest złe?
  • Oddać cesarzowi co cesarskie, Bogu co Boskie.
  • Jeżeli te 10% jest Boga, niech będzie Boskie.
  • Nie można być na 100 % Boga – … i być w małżeństwie. Jak się ma rodzinę, to i inne życie.
  • Czy Chrystus miał dzieci?
  • Nie wierz w to. Będą wszystko mówić, by swoje prawa wprowadzać.
  • Ale miał żonę, ukochaną?
  • Ukochana, a żona to dwie różne sprawy.
  • Na to wszystko Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus przychodzi w chwale.
  • Wow… – wykład stulecia… To zdecydowanie słowa samego Ojca.


Dopisane 08. 06. 2018 r.

  • Ukochana, a żona to dwie różne sprawysiłą rzeczy powinnam na chwilę wrócić do kwestii Marii Magdaleny. Co do tej pory o Magdalenie Homiel mówił; 
-Oglądając film spytałam Homiela oczywiście o Marię Magdalenę. Kim ona faktycznie była dla Chrystusa? Tyle narosło wokół niej sprzecznych informacji… 
-Najbliższa Mu osoba. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/08/15/maria-magdalena/ 
-Czy to prawda, że Maria Magdalena wyemigrowała po śmierci Jezusa? 
-A to się rozpędzasz. Co robisz w wielkim żalu?…….. – zaskoczył mnie, bo zrozumiałam, że w żalu, czyli po śmierci kogoś bliskiego. Musiałam się głębiej zastanowić. Co zrobiłabym na jej miejscu w tamtym czasie i w tamtych warunkach. Albo pozostaję albo odchodzę… To co ona zrobiła?
-Nie wyjechała, nie została.……. !!!???
-Nie wyjechała, nie została… co to znaczy?
-Odeszła. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/05/19/pan-bog-na-ciebie-juz-czeka/
-Czyż tak wielu jest to znaczy, że mają racje? Tak wielu się myli. 
-Homiel, oglądałam film dokumentalny o zmartwychwstaniu i pokazano, że do grobu przyszli dwaj apostołowie. To w końcu jak było, dwaj apostołowie, czy Magdalena? 
-Pomyśl… Kto idzie za swoim ukochanym?
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/06/23/nie-martwcie-sie-ja-tez-zwatpilem-a-ojciec-jest-przepiekny/ 
Pisałam na blogu Marii Magdalenie, zgłębiłam temat, tak jak kazał wcześniej mi Homiel. Miałam jednak ciągle wielkie wątpliwości. 
-Była żoną Jezusa, czy nie? 
-Była tą, z którą żył. 
-Ale czy była żoną? 
-Poślubiona, ale nie w takim sensie jak rozumiesz. 
-Dlaczego? 
-Był synem człowieczym. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/12/jam-jest-ten-ktory-jestem/
-Był człowiekiem, ale przede wszystkim synem Ojca. Chciał być jeszcze bardziej ludzki, nie chciał się niczym wyróżniać od zwykłego człowieka, a z drugiej strony czynił cuda. Chciał być jak wszyscy inni, ale chciał by poszli za Nim. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/08/20/czy-chrystus-byl-celibatariuszem/ 
-A czy uznaje Marię Magdalenę? Ale odpowiedział…. Może Homielowi chodziło o to, że zrobiono z niej nawróconą ladacznicę, którą w istocie nie była? Nie była też apostołem, jak powiedział Homiel, a jednak towarzyszyła Chrystusowi w najważniejszych momentach w życiu. Spytałam dlaczego Jezus miał ją przy sobie; 
-Był synem człowieczym. 
Co sugeruje Homiel? Jako człowiek czyż nie mógł mieć przy sobie kobiety, którą… kochał? Z dalszych rozmów wynikało, że miała Ona duży wpływ na jego decyzję. I wtedy nabrałam pewnych podejrzeń, czy Ona również czasami nie pochodziła z Góry… 
-Była z ogrodu Ojca. 
Oczy mi się otworzyły z wrażenia, bo w pewnym momencie coś zrozumiałam. Bóg Ojciec wysyła Swojego Syna na wielką misję, do zrealizowania wielkiego planu i otacza go wybranymi ludźmi, którzy mają Mu w tym pomóc. Nie zdziwiłabym się, gdyby każdy z apostołów i każdy, kto przyczynił się do chwały Boga (choćby nawet wskrzeszony Łazarz) pochodził z „ogrodu Ojca”. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/08/17/metatron/
-Kim była Maria Magdalena? 
-Jedna ze zbawionych dusz. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/06/20/anioly-nawet-nie-zdajesz-sobie-sprawy-jak-blisko-sa-natury-ludzkiej/ 

Jak widać wielokrotnie pytałam o Maryję Magdalenę. Nigdy nie padło jednoznacznie stwierdzenie, że była żoną Chrystusa w takim sensie, jak rozumiemy to obecnie. Czyli z zawartym małżeństwem przed kapłanem i ewentualnie podpisanym formalnym dokumentem. Była tą, z którą żył. Poślubiona, ale nie w takim sensie jak rozumiesz. Co to więc znaczy? 

Po pierwsze; powiedzmy sobie szczerze, gdyby faktycznie Jezus był żonaty w takim sensie jak to rozumiemy dzisiaj, na pewno apostołowie o tym by wspomnieli. Przecież dla ówczesnego Hebrajczyka nie było to żadne tabu. Zawierano śluby w bardzo młodym wieku i rzadkością byli ci, którzy żonaci nie byli.

Po drugie; za czasów Jezusa i wcześniej zawieranie ślubów było dość skomplikowanie; Zawieranie małżeństwa było rozłożone w czasie i miało dwa etapy: kidduszin oraz nissuin. Kontrakt małżeński, zwany kidduszin, był pierwszym i z pozycji prawa najważniejszym elementem ceremonii małżeńskiej. Obejmował pertraktacje z rodzicami co do moharu (wynagrodzenia czy darów dla rodziny wybranki), oraz piękną ceremonię pod ślubnym baldachimem (tzw. chuppą). Samo wesele trwało nawet do dwóch tygodni. https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/3144/Malzenstwo_i_zaslubiny_w_Biblii_Marcin_Majewski.pdf?sequence=1

Jeśli faktycznie Jezus byłby formalnie żonaty, czy to możliwe, że żaden z apostołów o tym by nie wspomniał? Jezus poznał Magdalenę już jako nauczyciel. Czy naprawdę żaden z apostołów nie wspomniałby o ślubie, weselu, które było sporym wydarzeniem w społeczności hebrajskiej w tamtym rejonie i w tamtym czasie? Jan napisał o weselu w Kanie, a nie wspomniałby o weselu Jezusa? Słowa Ewangelii według świętego Jana; W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów…. Wydaje się to po prostu niemożliwe.

Po trzecie; w relacji z ukrzyżowania Chrystusa padają z ust Jezusa ważne słowa;

Niewiasto, oto twój syn; oto twoja matka; Jezus, zobaczywszy matkę i ucznia, którego miłował, mówi do matki: „Niewiasto, oto twój syn”. Potem mówi uczniowi: „Oto twoja matka”. I od tej chwili uczeń wziął ją do siebie. Jezus powierza swoją matkę w opiekę ucznia, którego miłował (tradycyjnie Jan Ewangelista). Kościół katolicki interpretuje te słowa w znaczeniu, że Jezus był jedynakiem, albowiem gdyby Maria miała dzieci, nie potrzebowałaby opieki od kogoś „z zewnątrz’. Protestanci odrzucają tę interpretację, gdyż uważają, że bracia Jezusa nie wierzyli, że jest on Mesjaszem.

Przy ukrzyżowaniu Jezusa była także i Magdalena. Gdyby faktycznie była Jego formalną żoną dlaczego powierzył opiece tylko Swoją mamę? Tym bardziej, że los wdów w tamtym okresie był godny pożałowania?

Opowiadania ewangelijne dowodzą wrażli­wości Jezusa na ciężki los wdów: przywrócił do życia „jedynego syna” wdowy z Nain (Łk 7,11-17); oznajmił uczniom, że dwa miedziane pieniążki ofiarowane przez ubogą wdowę mają większą wartość niż bogate datki, które bogacze wrzucali do skarbony świątyni; dał w ten sposób do zrozumienia, że część majętności czy bogactwa pochodzi z objadania „do­mów wdów” (Mk 12,38-44). We wczesnym Kościele wdowy były otoczone opieką i podejmowano kroki w celu zapew­nienia równego rozdziału żywności (Dz 6,1-6). Autor 1Tm kładł nacisk na sprawiedliwe i sku­teczne dysponowanie ograniczonymi fundu­szami, tak by można było przyjść z pomocą „tym, które rzeczywiście są wdowami”, czyli znajdującym się w ubóstwie i prawdziwie samotnym (1Tm 5,3-16). Rodziny miały zatem obowiązek troszczenia się o swoich członków, w tym o wdowy (5,3-4.16); określono także zasady wyboru wdów, które mogły być wciągane „do spisu” (5,9-15). Wzmianka o wciąganiu do spisu zakłada, że istniał stan wdów, które poświęcały się modlitwie wstawienniczej i świadczeniu specjalnych posług na rzecz Kościoła. Pisarze z II w., Ignacy Antiocheński (Smyr. 13,1) oraz Polikarp (Phil. 4,3), potwierdzają, że taki stan lub posługa istniały w ich czasach. Ten stan wdów połączył się następnie ze stanem diakonis.(za: EB) https://biblia.wiara.pl/slownik/67ea4.Slownik-biblijny/slowo/WDOWA

Wniosek? Ukochana, a żona to dwie różne sprawy.