III Tajemnica Fatimska – analiza wizji (część 1).

Siedzę od tygodnia w Fatimie…

  • To klucz
  • Homiel, pomożesz pisać?
  • Wsłuchując się w siebie, wsłuchasz się w Nas.
  • Fatima to już wszystko? – spytałam, bo zebrałam mnóstwo materiału.
  • ……
  • Pokazał mi drogę z „A” na początku i „Z” na końcu. Pokazali, że jesteś w połowie.
  • Połowa pracy.
  • Dlaczego jestem w połowie Fatimy? – pytam zdziwiona.
  • Z opracowaniem.
  • A! to jest możliwe – przyznałam.

Zaczęłam się zastanawiać zaczynając od podstaw… Dlaczego akurat w Fatimie? Przecież to imię arabskie? Imię arabskie w katolickim kraju?

Gdy Maryja przychodzi na świat, jej matka mówi: Oddaję ją z całym jej potomstwem pod Twoją opiekę, o Panie, przeciw szatanowi! Koran zawiera również wersety poświęcone Zwiastowaniu, Nawiedzeniu i Narodzeniu. Aniołowie przedstawieni są jako towarzysze Matki Najświętszej, którzy mówią do Niej: O, Maryjo, Bóg Cię wybrał i oczyścił i wywyższył Cię ponad wszystkie niewiasty na ziemi. W dziewiętnastej surze Koranu znaleźć można czterdzieści jeden wersetów poświęconych Jezusowi i Maryi. Obrona dziewictwa Maryi zawarta w Koranie jest tak silna, że w czwartej księdze potępia on żydów za ich potworne oszczerstwa przeciwko Dziewicy Maryi.

Maryja jest zatem dla muzułmanów prawdziwą Sayyidą, czyli Panią. Jej jedyną ewentualną poważną rywalką w ich wyznaniu wiary mogłaby być Fatima, córka samego Mahometa. Lecz po śmierci Fatimy Mahomet napisał: Będziesz w raju najbardziej błogosławioną spośród niewiast, zaraz po Maryi. W innej wersji tego tekstu w usta Fatimy włożone są słowa: Przewyższam wszystkie kobiety, z wyjątkiem Maryi.

W ten sposób dochodzimy do drugiej kwestii, a mianowicie pytania, dlaczego Najświętsza Maryja Panna objawiła się w niepozornej wiosce Fatima, aby przyszłe pokolenia znały Ją jako Matkę Boską z Fatimy. Ponieważ wszystko, co przychodzi z Nieba, cechuje się niesłychanym dopracowaniem szczegółów, wierzę, że Maryja wybrała imię Matki Boskiej z Fatimy, jako dowód i znak nadziei dla muzułmanów i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują Jej tak wiele szacunku, pewnego dnia uznają również Jej Boskiego Syna. http://malydziennik.pl/dzieje-sie-muzulmanie-nawroca-sie-w-sposob-ktorego-nikt-sie-nie-spodziewa-zobacz,2884.html


Wizje to zaszyfrowane wiadomości dotyczące zdarzeń obecnych lub przyszłych. Na ile uda się odszyfrować taką wiadomość, na tyle można poznać przyszłość.

W 2015 roku Piotr miał wizję, która wiele mnie nauczyła.

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/11/13/dni-niepokoju-panuja-ale-nadchodzi-burza-wspierajcie-sie-nawzajem/

Zobaczył palący się duży kościół, był biały, otynkowany, ze szpiczastymi wieżyczkami. Wtedy nie byliśmy pewni, czy chodzi o konkretny kościół, czy raczej traktować tę wizję jako symbol. Dzisiaj już wiem, że chodzi oczywiście o symbol chrześcijańskiego Kościoła. Piotr wielokrotnie wspominał o tej wizji za każdym razem podkreślając, że kościół był otynkowany. Robił to tak często, że zaczęłam się w końcu zastanawiać, czy ma to jakieś szczególne znaczenie? Nie wiedząc jak mam to zinterpretować spytałam po prostu Homiela;

  • Co znaczy otynkowany kościół?
  • Skończony.
  • W sensie wykończony i odnowiony czy skończony, że z nim koniec?
  • Gotowy… ale spytaj do czego?
  • Do czego?
  • Jak ma siać nieprawdę niech spłonie i do tego został powołany.
  • …… 

Nigdy nie sądziłam, że otynkowany może znaczyć gotowy / skończony. Mówiąc szczerze, to prawie szczęka wtedy mi opadła, bo tego się nie spodziewałam. Ta rozmowa nauczyła mnie jak analizować inne wizje. Zawsze należy zwracać uwagę na szczegóły, na „słowa klucze”, które ukierunkowują na prawidłową interpretację.

By zrozumieć Fatimę, trzeba połączyć wszystkie 4 wizje.


                                                                    I TAJEMNICA .                                                                        Ukazuje wizje piekła. Relacja siostry Łucji przedstawiona w „Trzecim wspomnieniu” z dnia 31 sierpnia 1941 roku. 

Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi; widzieliśmy zanurzone w tym morzu demony i dusze niczym przezroczyste, płonące węgle, czarne lub brunatne, mające ludzką postać, pływające w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu, padając na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród bolesnego wycia i jęków rozpaczy, tak że byliśmy przerażeni i drżeliśmy ze strachu. Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą naszej dobrej Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.

Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarneten obraz jest bardzo podobny do tego, co często widzi Piotr. Maryja pokazała rzeczywiste istnienie piekła, a gdyby było to za mało, oto jeszcze raz… jeden z jego przedstawicieli.

Oryginalne zdjęcie i poniżej nieco wyraźniejsze dzięki specjalnemu programowi do obróbki zdjęć smartdeblur. 


Oglądając niedawno znany film „Constantinie” zadałam w pewnym momencie pytanie;

https://www.youtube.com/watch?v=CjiUD2nH_7k

  • Czy tak wygląda piekło?
  • Ciekawa wizja. Dla duszy gorzej.

Podkreślam to nieustannie. Nasz świat jest w formie hologramu lub jak kto woli… matrixa. Nawet nauka coraz częściej skłania się ku tej teorii. Bóg nie mieszka na Marsie, Saturnie, czy gdzieś w innej galaktyce. Bóg, Niebo istnieje za przesłoną, niewidoczną dla ludzkiego oka granicą, która oddziela nasze dwa światy. To dlatego Jezus powtarzał Faustynie; nie jesteś z tego świata. Człowiek powinien sobie zdać z tego sprawę, że choć nie musi wyglądać to jak w tym filmie, to takie miejsce jak „piekło” istnieje. Ono też istnieje za przesłoną. Miejsce bez Boga, bez światła, bez nadziei, miejsce tak straszne, że nawet niejeden diabeł chciałby się z niego wyrwać.


                                                              II TAJEMNICA.                                                                       Relacja siostry Łucji przedstawiona w „Trzecim wspomnieniu” z dnia 31 sierpnia 1941 roku.

Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.

Pierwsza przepowiednia zapowiada, że „wojna się skończy”, szesnaście miesięcy przed zawieszeniem broni 11 listopada 1918 r., Która zakończyła pierwszą wojnę światową. Drugie przewidywanie ogłasza dwadzieścia lat wcześniej, początek Drugiego „gorszego”, który rozpoczął się Anschluss 13 marca 1938 r., „Za panowania Piusa XI”. Wczesny znak ostrzegawczy «nocy oświetlonej przez nieznane światło», wskazanej proroczo w Tajemnicy, rozjarzył się potężnie dwa miesiące wcześniej, w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 r. Trzecia prognoza Matki Bożej zapowiada «wojny i prześladowania »Spowodowane przez” błędy Rosji „, trzy miesiące przed wybuchem październikowej rewolucji w Sankt Petersburgu.

Te proroctwa w drugiej części Tajemnicy są ilustrowane scenami w trzeciej części, których wizje przedstawiają je w alegorycznych formach i postaciach biblijnych, pozwalając nam dostrzec naprawdę istotne fakty stojące za bieżącymi sprawami. Są przypowieściami o wydarzeniach, przez które obecnie przechodzi świat, w szczególności o karach, które są w nim wydawane, które zostały ustanowione przez Boga, z powodu, jak to skromnie stwierdziła Lucy, «naszej roztropności i zaniedbania w wypełnianiu Jego próśb»

https://web.archive.org/web/20130408014424/http://www.catholicvoice.co.uk:80/fatima4/

Między badaczami Fatimy toczy się ostra dyskusja, czy Rosja się nawróciła, czy też nie. Nie mnie to oceniać, ale przychylam się do jednej z teorii, że „Rosja” to bardziej synonim i symbol ateizmu, który rozlewa się na cały świat niż państwa jako takiego.


Niedawno oglądaliśmy film; „Teraz i w godzinę śmierci”. Film opisujący wpływ działania różańca na życie narodów i pojedynczego człowieka. Poniższy zwiastun zaczyna się od zdjęć z Kazachstanu, choć akurat ten wątek, jak wisienka na torcie, występuje na samym końcu filmu.

https://www.youtube.com/watch?v=7T-5kT1EZDE

  • Mam na coś zwrócić uwagę pisząc o Fatimie?
  • Bardzo się skupiłaś na tym miejscu.
  • Nasz papież nie był biały dlatego, że przeczytał o zamachu, ale co przeczytał dalej?
  • Do czego może doprowadzić świat.
  • A do czego?
  • Do apokalipsy.
  • Zbliża się niej?
  • Nie rozumiem twojego pytania zważywszy co oglądałaś wczoraj.
  • Czyli Fatima jest związana z biblijną apokalipsą św. Jana?
  • Bezwzględnie tak.

Nie rozumiem twojego pytania zważywszy co oglądałaś wczoraj…  I tak Kazachstan doczekał się sanktuarium, w którym płonie „ogień Miłosierdzia”, gdzie w sposób szczególny odbiera cześć Bóg w tajemnicy swego niezgłębionego miłosierdzia, skąd płynie wezwanie do zaufania Mu i świadczenia dobra ludziom. http://www.faustyna.pl/images/stories/pdf/oredzie-milosierdzia-83-2012-artykuly-reportaze-wywiady.pdf

Trzy siostry zakonne na końcu świata i ich codzienny różaniec. Może dzięki takim jak one, nic nie jest jeszcze przesądzone.

Analiza wizji z Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej w CDN…

III Tajemnica Fatimska – dochodzenie do prawdy.

W sierpniu tego roku, w stuletnią rocznicę objawień maryjnych w Fatimie pojawił się w kinach bardzo interesujący film; Fatima- Ostatnia Tajemnica. https://www.youtube.com/watch?v=zkkR2uIAMK0

Zacznę od podstaw.

Bóg… jest. Niebo… jest. Piekło… jest. Niezależnie od tego w co wierzymy, wszystko co wydawało nam się kiedyś jedynie legendą, to wszystko… JEST. Nie można zrozumieć Fatimy odrzucając oczywistą oczywistość, że NIEBO JEST.

Opisując i publikując nasze doświadczenia, pokazuję jak działa i myśli Niebo, a Niebo myśli i działa w sposób szczególny. Ten film to „lektura” obowiązkowa dla tych wszystkich, którzy to dostrzegają i rozumieją. Jego autor w prosty i inteligentny sposób przełożył przesłanie fatimskie na historię ludzkości, połączył wszystkie elementy i stworzył logiczny obraz. Po obejrzeniu filmu nasuwa się jeden smutny niestety wniosek; gdyby ludzie, a zwłaszcza Watykan uwierzył w Fatimę 100 lat temu, dzisiaj nasz świat mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Sam reżyser w wywiadzie http://fatimafilm.pl skomentował podobnie; według ekspertów nasza przyszłość i pokój zależą od odpowiedzi ludzkości na wezwanie nieba… Pytam się Homiela, czy mamy rację.

  • Nic się nie zmieniło do dzisiaj. Dlatego nasi bogacze nie akceptują Franciszkamiał na myśli zamożnych biskupów i księży.

W grudniu (27.12.16 r.) spytałam … 

  • Czy coś się wydarzy na stulecie Fatimy?
  • A kto to wie?… Skoro jest to setna rocznica Fatimy poszukaj, może coś jeszcze znajdziesz. Papież nie wszystko powiedział.

Jeśli nie powiedział to sprawdźmy, czego nie powiedział.

By zrozumieć jak skomplikowana jest sprawa fatimska wystarczy zapoznać się z historią wieloletniego dziennikarskiego dochodzenia kilku bardzo dociekliwych ludzi. Przetaczam tutaj fragment znanego już tekstu, który jest niezbędny do zrozumienia historii związanej z Trzecią Tajemnicą Fatimską (III FT) z; http://www.bibula.com/?p=903 


Włoski dziennikarz twierdzi, że Trzecia Tajemnica Fatimska nie została do końca ujawniona. Sekretarz papieża Jana XXIII potwierdza istnienie dwóch tekstów Trzeciej Tajemnicy; John Vennari, redaktor naczelny pisma The Catholic Family News. (p.s. Vennari zmarł na raka w tym roku).

Pod koniec ubiegłego roku we włoskich księgarniach ukazała się książka pt “Czwarta Tajemnica Fatimska” (Il Quarto Segreto di Fatima), pióra Antonio Socci. Autor, po intensywnym zbieraniu materiałów dochodzi do wniosku, że Watykan nie ujawnił formalnie całej treści Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Znaczenie tej książki jest tym większe, że Antonio Socci jako słynny włoski dziennikarz, autor i prezenter wiadomości telewizyjnych, nie jest związany z jakąkolwiek grupą „tradycyjnych” katolików. Wręcz przeciwnie, Socci zaczął zbierać materiały do książki wierząc głęboko w to, że 26 czerwca 2000 roku Watykan ujawnił całą Trzecią Tajemnicę. Jednak w miarę zdobywania informacji, przekonywał się on coraz bardziej do tego, że Trzecia Tajemnica nie została jednak w pełni ujawniona.

Socci we wprowadzeniu do swojej książki pisze, że tym co najbardziej go zaintrygowało był artykuł napisany przez włoskiego dziennikarza Vittorio Messori.                  https://pl.wikipedia.org/wiki/Vittorio_Messori.

Artykuł pt.Tajemnica Fatimska i cela siostry Łucji zostały zapieczętowane, opublikowany w dniu śmierci siostry Łucji, wspomina o wielu listach „pisanych do Papieża”, które siostra Łucja zostawiła w swojej celi klasztornej. Messori pisze o tym, że watykańskie ujawnienie Tajemnicy z czerwca 2000 roku “zamiast rozwiązać zagadkę, stworzyło inną, dotyczącą interpretacji, zawartości i kompletności ujawnionego tekstu”. Słowa te wywołały lawinę pytań w głowie Antonio Socci. Dlaczego Messori, „wielki dziennikarz, bardzo precyzyjny w formułowniu opinii, najczęściej tłumaczony katolicki dziennikarz na świecie” rzucałyby cień podejrzenia na Watykan? Jak ktoś taki jak Messori, osoba tak blisko związana z watykańskim światem, skłaniałby się do stwierdzania, że oficjalna wersja Trzeciej Tajemnicy nie jest przekonywająca?

Kardynał Ratzinger w 1984 roku, w swoim słynnym wywiadzie z Vittorio Messori powiedział, że; Trzecia Tajemnica dotyczy „niebezpieczeństw zagrażających wierze i życiu Chrześcijan, i przez to światu. Jak również znaczenia czasów ostatecznych (novissimi)”. „Treści zawarte w Trzeciej Tajemnicy korespondują z tym co jest przepowiedziane w Piśmie Świętym i tym co zostało podtrzymane przez wiele innych objawień Maryjnych.” !!!

Dla Socci było to szczególnie zagadkowe, gdyż przecież pięć lat wcześniej, wtedy gdy Watykan opublikował Tajemnicę, Messori nie wyrażał żadnych zastrzeżeń co do publikacji. Teraz jednak wydawało się, że ma duże wątpliwości i wiele pytań. Socci zaczął od uprzejmej wymiany zdań z Messorim, w której zajął stanowisko broniące pozycji Watykanu. Jednak wtedy, pisze Socci: “Uderzył mnie artykuł napisany przez młodego katolickiego pisarza, Solideo Paoloni”, wchodzący w dyskusję pomiędzy Socci a Messori.
W artykule tym, opublikowanym w piśmie tradycyjnych katolików, Paolini „podał listę argumentów przemawiających przeciwko oficjalnej wersji opublikowanej przez Watykan (wersji, która była wtedy i moją wersją).” – pisze Socci. Paolini twierdził, że Watykan cały czas nie ujawnia najważniejszej części Trzeciej Tajemnicy z uwagi, jak się wyraził „na jej wybuchową zawartość”. A wygląda na to, że Paolini nie rzuca słów na wiatr i wie co mówi: prowadził bowiem intensywne badania i jest autorem wydanej we Włoszech książki pt.
Nie pogardzajcie Przepowiedniami. Socci, ku swemu własnemu zdumieniu, uznał argumenty Paoliniego za godne uwagi.

Socci wyraża opinię, że kuria watykańska i media katolickie popełniły błąd ignorując wyzwanie rzucone przez tradycyjnych katolików twierdzących, że Trzecia Tajemnica nie została w pełni ujawniona. „Dla przykładu” – pisze Socci – „w książce przygotowanej przez księdza Paula Kramera [The Devil’s Final Battle], będącej zbiorem prac różnych autorów, zarzuca się, że Watykan nie wysłuchał żądań Matki Boskiej Fatimskiej i stwierdza się, że ‘cena za nie podjęcie tej decyzji przez Watykan może być niezwykle wielka i będzie płacona przez całą ludzkość’”. Mówiąc w skrócie: Socci zdał sobie sprawę, że wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi i wiele spraw dotyczących Trzeciej Tajemnicy pozostaje nadal zagadką.

Obawy Socciego powiększyły się, gdy zapragnął on uzyskać odpowiedź od niektórych hierarchów watykańskich, szczególnie od kardynała Bertone, który był przecież współautorem, wraz z kardynałem Ratzingerem, wydanego 26 czerwca 2000 dokumentu „Przesłanie Fatimskie”, dotyczącego Trzeciej Tajemnicy. Socci pisze: „Próbowałem dojść do wielu znaczących osobistości w Kurii, takich jak kardynał Bertone, dzisiaj Sekretarz Stanu w Watykanie, centralna postać publikacji o Tajemnicy z 2000 roku. […] Kardynał, który przecież darzył mnie szczególnymi względami, prosząc mnie swego czasu o przeprowadzenie konferencji w swojej poprzedniej diecezji w Genua, teraz nie uważał nawet za istotne by odpowiedzieć na moją prośbę o przeprowadzenie wywiadu. Oczywiście miał do takiego potraktowania mojej prośby pełne prawo, ale taki obrót sprawy tylko powiększył moją obawę o istnienie jakichś kłopotliwych pytań, a ponad wszystko, że jest coś, coś niezwykle wielkiej wagi, co musi być utrzymywane w tajemnicy.”

Socci kończy wprowadzenie do książki słowami, że nie spodziewał się znaleźć żadnej „Enigmy kolosalnych rozmiarów” w odniesieniu do Trzeciej Tajemnicy. I nawet jeśli nie przyjął wszystkich teorii w sprawie Trzeciej Tajemnicy funkcjonujących w literaturze tradycyjnych katolików, to przyznaje, że „w końcu musiałem się poddać” konkluzji twierdzącej, iż rzeczywiście istnieją dwa teksty Trzeciej Tajemnicy, z których jeden jeszcze nie został światu ujawniony.

Antonio Socci skontaktował się zatem z młodym dziennikarzem Salideo Paolini, tym samym którego publikacja sprowokowała Socciego do głębszego badania zagadnienia. Paolini przekazał Socciemu wyniki swoich wcześniejszych badań nad Trzecią Tajemnicą, w tym te, które powstały z udziałem byłego sekretarza papieża Jana XXIII, arcybiskupa Loris Francesco Capovilla. W tym momencie pozwolę sobie aby bardzo dokładnie przekazać wypadki zanotowane chronologicznie w książce Socciego.

Solideo Paolini odwiedził arcybiskupa Capovilla 5 czerwca 2006 roku w rezydencji arcybiskupiej w Sotto il Monta. Po wstępnej rozmowie, Paolini przedstawił abp. Capovilla powód swojej wizyty. “Ponieważ jest Arcybiskup pierwszym źródłem informacji” – powiedział Paolini – “pozwolę sobie zadać kilka pytań”, szczególnie dotyczących Trzeciej Tajemnicy. Arcybiskup początkowo odpowiedział: “Nie, aby uniknąć nieporozumień wynikających z tego, że [Tajemnica] została już ujawniona oficjalnie, zastosowuję się do tego co zostało powiedziane.” Dodał jednak, że: „Nawet gdybym wiedział o tym coś więcej, musimy przyjąć to co zostało powiedziane w oficjalnych dokumentach.”

To niesamowite przyznanie arcybiskupa daje pewien dziwny posmak i ukazuje sposób działania machiny watykańskiej. Oto Watykan przedstawił ostateczne i “oficjalne stanowisko” na temat Trzeciej Tajemnicy, a emerytowany watykański hieracha utrzymuje, że musi zastosować się do oficjalnych dokumentów “nawet gdyby wiedział coś więcej na ten temat”. Tak sformułowana odpowiedź ukazała Paoliniemu pewną metodę działania i uchyliła zasłonę: była znakiem danym przez Arcybiskupa, który chciał powiedzieć: “Tak, wiem nieco więcej”.

Po tym stwierdzeniu, Arcybiskup uśmiechnął się i powiedział: “Proszę napisać do mnie pytania, a ja na nie odpowiem.” Powiedział też, że przeszuka pozostałą część swoich prywatnych dokumentów, gdyż już praktycznie wszystko co miał przekazał do muzeum. Po czym dodał: “Wyślę coś Panu, może jakieś zdanie. Proszę tylko napisać do mnie i czekać.”
“Zdanie?” – pomyślał sobie Paolini. Co miał arcybiskup na myśli mówiąc “Wyślę Panu zdanie”?
Trzy dni później Paolini wysłał arcybiskupowi Capovilla list z pytaniami, a 18 czerwca otrzymał paczuszkę od arcybiskupa, zawierającą odpowiedzi na zadane pytania oraz dokumenty z jego prywatnych zbiorów.

Paolini pisze w książce: “Razem z moimi pytaniami dotyczącymi istnienia nieopublikowanego tekstu Trzeciej Tajemnicy, którego istnienie jest wysoce prawdopodobne z uwagi na masę poszlak, Monsignior Capovilla (który, jak wiadomo czytał Trzecią Tajemnicę) napisał dosłownie: ‘Nic nie wiem.’ Paolini był całkowicie zaskoczony uzyskaną odpowiedzią. Przecież arcybiskup Capovilla czytał Trzecią Tajemnicę, znał jej treść i mógł napisać jednoznacznie, że cała Trzecia Tajemnica została ujawniona w 2000 roku i nie ma nic więcej do ujawnienia, a jednak wybrał on inny sposób odpowiedzi, mówiąc: “Nic nie wiem.” Paolini twierdzi, że ten sposób odpowiedzi “ironicznie dawał do zrozumienia o swego rodzaju mafijnym prawie milczenia, o ‘omertà siciliani’. Jednak nie kończyło to serii zaskoczeń. Przesyłka nadesłana przez arcybiskupa Capovilla zawierała oficjalne dokumenty oraz małą kartkę z autografem, o następującej treści:

14 czerwca 2006. Drogi Solideo Paolini, Przesyłam Panu kilka dokumentów z mojego archiwum. Sugeruję Panu, aby nabył Pan broszurę pt “Przesłanie Fatimskie”, wydaną przez Kongregację Nauki Wiary w roku 2000. Wiele Błogosławieństw, Loris Capovilla.

Porównując broszurę opublikowaną przez Watykan z archiwalnymi dokumentami, które sekretarz papieża Jana XXIII przesłał mi” – pisze Paolini – “bardzo znacząca sprzeczność rzuciła się w natychmiast oczy. Otóż wynika z nich, że papież Paweł VI przeczytał Tajemnicę po południu dnia 27 czerwca 1963 roku, co jest potwierdzone oficjalną pieczęcią, a dokument watykański wydany 26 czerwca 2000 roku mówi, że: “Papież Paweł VI przeczytał treść dnia 27 marca 1965 roku i przesłał kopertę do archiwum Sant’Uffizio, z decyzją aby nie publikować tekstu.” Mamy zatem znaczącą różnicę dat: oficjalny dokument watykański, przesłany przez arcybiskupa Capovilla mówi, że papież Paweł VI czytał Tajemnicę 27 czerwca 1963 roku, a oficjalny dokument watykański z 26 czerwca 2000 roku twierdzi, że ten sam papież czytał Tajemnicę 27 marca 1965 roku.

Paolini natychmiast zadzwonił do arcybiskupa Capovilla szukając wyjaśnienia takiej rozbieżności dat. Capovilla odpowiadał nieco wymijająco, w rodzaju: “Nie mówimy przecież o Ewangelii”. Paolini natychmiast podchwycił i odpowiedział: “Tak Ekscelencjo, ale ja odnoszę się do oficjalnie napisanego tekstu watykańskiego, który jasno stwierdza, że opiera się na innych archiwalnych dokumentach”, na co Monsignior Capovilla odpowiedział: “No to w takim razie może zestaw Bertoniego [czyli document z dnia 26 czerwca 2000 roku] nie jest tym samym zestawem co Capovilla’ego.”W tym momencie w głowie Paoliniego zapaliło się światełko i zadał zasadnicze, decydujące pytanie: “Zatem obie daty są prawdziwe, ponieważ istnieją dwa teksty Trzeciej Tajemnicy?” Po krótkiej przerwie, arcybiskup Capovilla odpowiedział: “dokładnie tak!”.

Ten czarno-na-białym dowód, opublikowany po raz pierwszy w książce Socciego, jest pierwszym przyznaniem się przedstawiciela Watykanu (aczkolwiek emerytowanego), że istnieje, mówiąc słowami Socciego: “Czwarta Tajemnica Fatimska, albo lepiej to ujmując: druga część Trzeciej Tajemnicy, najwyraźniej będąca kontynuacją słów Najświętszej Panny po słynnym ‘etc’, część która nie została jeszcze ujawniona.” Ci katolicy, którzy w ciągu ostatnich sześciu lat byli ośmieszani i pogardzani, gdyż utrzymywali że Watykan nie ujawnił całej treści Trzeciej Tajemnicy i twierdzili, że istnieją dwa teksty Tajemnicy, w świetle publikacji książki Socciego Czwarta Tajemnica Fatimska doczekali się rehabilitacji.

13 maja 2000 roku w Fatimie, podczas beatyfikacji przez Papieża Jana Pawła II fatimskich pastuszków Hiacynty i Franciszka, kardynał Angelo Sodano, wówczas Sekretarz Stanu, oświadczył, że Trzecia Tajemnica będzie wkrótce ujawniona i odsłonił podczas tej uroczystości – jak twierdził – jej część. Kardynał Sodano oświadczył, że Trzecia Tajemnica mówi o „biskupie ubranym na biało”, który krocząc pośród zwłok męczenników „upada na ziemię jak martwy pod kulą karabinu”. Kardynał Sodano kontynuował, że opis ten był przepowiednią próby zamachu na papieża Jana Pawła II w 1981 roku.

Analizując wizję można zauważyć kilka punktów spornych;
1. W
Tajemnicy nie ma mowy o tym, iż Papież upada „jak martwy”, ale że jest zabity. Sodano wyjaśniał, że manuskrypt […] mówi o ‘biskupie ubranym na biało’, który krocząc pośród zwłok męczenników ‘upada na ziemię jak martwy pod serią kul z karabinu’. Jednak odtajniony w poniedziałek, 26. 06 tekst nie pozostawia wątpliwości co do losu biskupa, mówiąc, że jest on ‘zabity przez grupę żołnierzy, którzy strzelali w niego kulami i strzałami’.

2. Wszyscy przebywający z Papieżem również padają zabici: biskupi, księża, bracia zakonni, zakonnice oraz osoby świeckie. A przecież Jan Paweł II przeżył zamach z rąk pojedynczego zamachowca, Mehmet Ali Agca, i nikt z tłumu nie ucierpiał.”

Konkluzja jest dość oczywista; wizja papieża zabitego przez żołnierzy, niekoniecznie odzwierciedla fakt “niebezpieczeństw zagrażających wierze”, jak równie nie koresponduje z “czasami ostatecznymi”. Ponadto, można wgłębiać się w treści innych Maryjnych objawień i nie znajdziemy żadnych odpowiedników dotyczących przepowiedni o zabitym przez grupę żołnierzy Papieżu. Tym bardziej nie ma żadnej wzmianki takiego zdarzenia w Piśmie Świętym.



W odpowiedzi na książkę A. Socciego kardynał Tarcisio Bertone opublikował swoją książkę; „Ostatni widzący z Fatimy”. Kardynał nie tylko nie odpowiada na pytania Socciego, ale zarzuca mu jawne kłamstwo twierdząc, że tezy są „czystymi fabrykacjami”, a dociekanie pomogłoby „starożytnym działkom murarstwa zdyskredytować Kościół”. W oficjalnym liście opublikowanym na http://www.fatima.org/news/newsviews/052907socci.asp wyraźnie zdegustowany Socci zadaje ostateczne pytanie;

Drogi Kardynale Bertone. Kto – tak między nami – celowo kłamie? Drogi Kardynale Bertone, kto spośród nas dwóch – umyślnie kłamie?

W Polsce tego roku pojawiła się książka A. Socci; Ostatnie proroctwo. Najnowsza książka doskonałego dziennikarza i autora bestsellerów to wstrząsające zestawienie proroctw i wizji wielkich świętych, papieży i mistyków oraz przesłań tajemnic maryjnych objawień. Czy nastają czasy wielkiego odstępstwa, czy musimy uzbroić się do walki ze złem, które zwiedzie wielką część ludzkości? Nigdy w historii nie było tak wielkiego nagromadzenia porażających proroctw przepowiadających wielką katastrofę dla chrześcijaństwa i świata. Wskazują one na niebezpieczeństwo powszechnej apostazji, wielkiej dezorientacji i zamętu, które mogą narodzić się w łonie samego Kościoła. To błyskotliwy, rzetelny i pasjonujący apel skierowany do serca każdego człowieka, uświadamiający każdemu, że nie można już dłużej ignorować ostrzeżeń przekazywanych nam od tak dawna. Druga część książki to list otwarty do papieża Franciszka, wskazujący na powagę dramatycznych czasów, w jakich przyszło nam żyć, wysuwający postulaty i prośby, które autor kieruje do najwyższego pasterza Kościoła, zatroskany o jego los i kondycję.

CDN… 

Ten cykl niedługo się skończy. Nie zdajecie sobie sprawy z wiedzy jaką macie, z powagi sytuacji.

27. 04. 17 r. Warszawa.

Wieczorem.

  • Powtarzam lekarz zrobił swoje, lekarz może odejśćHomiel odpowiedział na pytanie, czy Piotr ma iść na kontrolę.
  • Kazał ci trzymać dietę, co jest oczywiste – przypominam, bo ciągle muszę mu przypominać.
  • Ola ci bardziej pomożepoprzez odpowiednie gotowanie.
  • Mały jeszcze pożyje.
  • O! Z Ojcem rozmawiasz od razu wyczulam Piotra i podświadomie prostuję się na krześle.
  • A długo? – pyta nie zważając na moje szturchnięcie.
  • O! Ciekawski!?
  • Na ten czas, kiedy będziesz tu potrzebny, widzę cię w zdrowiu. Co miało być zrobione, zostało zrobione. A co masz zrobić, to zrobisz, bo duch żyje ponad czas.
  • Kiedy zacznie się coś dziać?
  • A kiedy byś chciał, żeby się zaczęło dziać? Pozwalam ci wypowiedzieć swoje.
  • Zdaję się Ojcze na ciebie. Im bliżej Ciebie tym lepiej.
  • Ten cykl niedługo się skończy.
  • A kiedy się zacznie? – a ten znowu swoje.
  • . Ojciec kazał mi patrzeć na telewizor… – a tam wyświetlił się na cały ekran napis jutro.
  • Jutro to może być długo wg. Nieba – Piotr zaczyna kombinować.
  • Jutro to jutro.
  • Dlaczego… mały? – dopytuje Pan Ciekawski.
  • Tam jesteś jednym z największych.
  • To pycha.
  • Między pychą a wiedzą jest wielka różnica.
  • Zauważyłeś? – pytam Piotra po dłuższej chwili.
  • Co?
  • W tej rozmowie… wielką miłość Ojca? Pyta cię i daje możliwość wyboru, a przecież nie musi.


Jutro to jutro.

Bardzo proszę z uwagą przeczytać poniższą rozmowę.



28. 04. 17 r. Warszawa-Szczecin.

W pociągu mieliśmy wiele czasu i dookoła wielu ludzi, więc rozmawialiśmy szeptem. Zaczęliśmy wspominać o wszystkich przeżyciach związanych z zawałem.

  • Patrz, ile o tym mówicie i przeżywanie, a to była zaledwie mała fala.
  • Umiesz dawkować napięcie – Piotr z lekkim przekąsem.
  • Jestem prawdziwy Alfred Hitchcock.
  • ……
  • Ta fala w żaden sposób nie może się z tamtą równać.
  • Ona nadchodzi?
  • No pewnie.
  • Podczas pierwszej fali baliśmy się o twoje życie – mówię – A podczas drugiej fali?
  • To całkiem inna historia. Po cóż przyszedłeś? Nie po to, by jeździć pociągami. Ten etap zaczyna się kończyć.
  • Zacznie się posługa? – pytam.
  • A co to znaczy? Piotr.
  • Dotyczy kapłanów.
  • Przecież nie będę kapłanem – oburzył się i nie rozumiem dlaczego. To źle być kapłanem?
  • Już nim jesteś.
  • …… ?
  • Czy z sercem nie mogliście zrobić czary mary? Po co ten zawał?
  • Żyjesz w świecie ludzi, czuj tak jako oni.

Pomyślałam o cierpieniu Jezusa. Od niedawna zaczęłam się nad tym zastanawiać głębiej. Mógł uciszać burze, mógł uzdrawiać, mógł wskrzeszać, mógł wszystko, a więc i mógł uniknąć ukrzyżowania, gdyby tylko chciał… A jednak dał się ukrzyżować jak zwykły człowiek.

  • Wiesz co mi kadrowa powiedziała? Ten pracownik do firmy przyszedł 25 kwietnia 8 lat temu i 25 kwietnia odszedł – przerwał moje myśli Piotr.
  • To ciekawe – zainteresowałam się.
  • Czy to nie dziwne?
  • Jakby się tak zastanowić, to nic nie jest dziwnego.
  • Piszesz jakimś pismem, a przecież pismo to symbole.
  • Ale Oni są mądrzejsi od nas ! – Piotr z podziwem.
  • Toś dopiero zauważył?

Za Poznaniem przesiedliśmy się do pustego przedziału, byliśmy sami. I tam odbyła się niezwykła rozmowa, której każde słowo zanotowałam w swoim zeszycie.

  • Co mały?
  • No żyję.
  • Tęsknisz do Domu?
  • No tęskno.
  • Tyleż dróg wybierałeś już w przeszłości.
  • A ta jest właściwa?
  • Nasze drogi są zawsze właściwe.
  • A ta poprzednia? – kiedy Piotr był nazistą.
  • Nabroiłeś, połowicznie nasza.
  • Nabroiłem – Piotr westchnął głęboko.
  • ……
  • Pan Bóg mówi, że dopuścił wiedzę do mnie.
  • Czynisz według Niego.
  • ……
  • Widzę wielkie wrota, czuję od nich gigantyczny ziąb, energię, są głęboko w ziemi pod kątem 45 stopni…
  • ….. – zamurowało mnie, bo zobaczył „moje” wrota.
  • To są te, które ja widziałam i słyszałam!
Najpierw zobaczyłam ogromne, ciemne drzwi, a właściwie wrota, które się z trudem otwierały gdzieś głęboko pod ziemią. Wydawały przy tym straszliwy, bardzo głośny dźwięk. To był dźwięk metalowych, grubych, dawno nie otwieranych wrót. Otwierały się wolno, jakby z wysiłkiem. Zgrzyt metalu przypominał mi dźwięk ocierającego się metalu o metal podczas zwalniania pociągu. Słysząc ten dźwięk pomyślałam, że to musiał być bardzo stary metal, nieużywany przez długi czas, bowiem zobaczyłam wyraźne ślady rdzy pozostawione na ziemi. Być może ten zgrzyt metalu nawet by mnie nie obudził, bo byłam bardzo zmęczona ostatnimi wydarzeniami, ale wraz z otwieranymi drzwiami trzęsła się dosłownie cała ziemia pod moim łóżkiem. To było niewiarygodne. Po prostu zatrzęsła się ziemia i to ostatecznie poderwało mnie na równe nogi. Po raz pierwszy zrozumiałam co znaczy trzęsienie ziemi. Tak, jak nagle się zatrzęsło, tak nagle ucichło. Panował całkowity spokój. Prawdopodobnie nikt tego nie słyszał, ani nie czuł, to było tylko dla mnie. Już mi się podobna rzecz zdarzyła wcześniej, więc wiedziałam, że to ważne. Byłam pewna, że to trzęsienie zostało wywołane przez otwierające się wrota. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/01/dziwne-rzeczy-beda-sie-dziac-kiedy-wszyscy-beda-spali/
  • …… – Piotr wziął ode mnie zeszyt i je narysował. Nigdy nie opowiadałam mu jak dokładnie wyglądały te wrota uznając, że nie ma to większego chyba znaczenia. Obserwując co rysuje rozdziawiałam buzię coraz szerzej…
  • One są identyczne z tym, co zobaczyłam – byłam w lekkim szoku.

  • One są otwarte – dalej opisywał Piotr.
  • Raz się otworzyły i już ich nie zamkniesz. Zamknie cykl.
  • Te wrota mają złamaną pieczęć… – Piotr dalej jak natchniony.
  • Lecz jeździec jeszcze nie wyjechał, względny pokój jest jeszcze na świecie.
  • Jaki to jeździec? – pytam.
  • Na siwym koniu… Widzę go, jest biało–siwy… Pieczęć jest złamana.
  • Cykl je zamknie.
  • Kiedy się zamknie?
  • Jeszcze się nie zaczął.
  • A kiedy się zacznie?
  • Przecież wiesz, jeszcze jesteś.
  • Czyli kiedy odejdziesz… – przypomniałam sobie słowa Ojca.
  • Pogrom, przeczytaj apokalipsę.
  • Nie wierzę… Kto ja? Taki głupi?
  • Jesteś głupi, że w to nie wierzysz.
  • ……
  • Widzę i czuję jak się tam za wrotami kotłują, zimno stamtąd wieje…
  • Dlaczego się otworzyły? – dopytuję.
  • Nie odpowiem ze względu na dobro Piotra.
  • ……? – nie rozumiem, ale nie pytam, czuję tylko, że ciarki chodzą mi po plecach.
  • Te wrota otwierały się same, nikt ich nie otwierał…
  • Zgadza się, nikt – przypominam sobie tą wizję. One rzeczywiście otworzyły się same.
  • Wrota piekieł… słyszę…
  • One były metalowe pod spodem, zostawiały rdzę na ziemi… Stamtąd idzie zapach siarki, wilgotny… Ale oni się gotują, by wyjść! Tylko czekają! – Piotr opisuje co widzi.
  • A jakie są?
  • Czerwone, brunatne, taka kotłująca się masa, setki tysięcy ich tam jest.
  • Ja wiem, że one otwierały się nie pierwszy raz… Ciekawe jak często to już było – myślę głośno…
  • Nie często, bo dawno się nie otwierały.
  • Zgadza się, otwierały się z wielkim trudem, jakby były zardzewiałe – przypominam sobie.
  • Nie zdajecie sobie sprawy z wiedzy jaką macie, z powagi sytuacji.
  • …… – powoli dochodzi do nas ta prawda, ale dlaczego akurat do nas?
  • Jan pisał o pieczęciach. Pisał o nich w apokalipsie 2 tys. lat temu, a do dzisiaj nic się nie stało apokaliptycznego…. – zaczynam analizować.
  • Ale mogę się mylić… Ciekawe kiedy ta pieczęć była zerwana ostatnio, może jak był biblijny potop?
  • Twe słowa mylić nie mogą.
  • Z Bogiem nie ma żartów. On kocha swoje dzieci, ale nie pozwoli, by klepać Go po głowie. Obdarzył ludzi wielką miłością, dał Siebie, dał Syna, a to jest więcej niż Siebie.

Zapadła cisza. Doskonale rozumiem Ojca. Ileż można Go bezkarnie „klepać po głowie”… ?

  • …… – oglądaliśmy mijane zielone lasy.
  • Szkoda tych lasów.
  • Odrosną.
  • Szkoda tych uczciwych ludzi.
  • ……
  • Pokazał mi scenę z filmu „Powrót króla”, kiedy gacki opadają na dól, a ci prawi zostają na wyspie.   https://www.youtube.com/watch?v=ZQm437WtdjA 

  • Potop to dobre miejsce na otwarcie.
  • Czyli to dobry trop? Czyli te oceany to prawda?
  • Alleluja.
  • A co z pozostałymi? Do piekła?
  • Nie rozważaj, to domena Ojca.
  • Watykan powinien to wiedzieć.
  • Mówisz o lobby służący gackom? Franciszek jest osamotnionym, niewielu jest Franciszków.
  • Ochronę, którą dajesz wielu ludziom – w modlitwie – Służy najbardziej jemu. On to poczuł.
  • Mam to opublikować?
  • Rób co czujesz. Przyjdzie czas, że nie będziesz słyszała co słyszysz, a musisz wiedzieć co robić.
  • ……
  • Uratowali mnie dla tej drugiej fali, coś będę musiał zrobić – Piotr ciągle głęboko zamyślony.
  • Po prostu musisz być.
  • Jak wyglądała ta pieczęć? – dopytuję.
  • Wielka, brązowa, pęknięta nierówno, strzeliła sama.
  • Od niegodziwości pękła.
  • Miała symbol, był na pieczęci.
  • Jaki?
  • Daj mi spokój, jestem zmęczony… – Piotr tak jak do tej pory siedział, tak teraz już prawie leżał.
  • Tu się losy świata ważą, a ty jesteś zmęczony?
  • Już dawno są zważone.
  • Szala kary została zważona. Nie ma odważników, które utrzymałyby ją na wadze.
  • Widzę jak ciężar opada i otworzyły się wrota.
  • Eutanazja, aborcja, aborcja, aborcja.. padło trzy razyMorderstwa, nienawiść, zachłanność, kazirodztwo, podjudzanie, sodomia, homoseksualizm, a na drugiej Jezusnie zdążyłam zapisać wszystkich wymienionych grzechów.
  • Pokazywał je na jednej szali, a na drugiej Jezusa, szala opadła i uderzyła w ziemię i wrota się otworzyły…

  • Jedna siła trzyma ich w ryzach, bo Góra już puściła. Jak kochasz tych ludzi, to będziesz walczyć o nich. To jest twoja nauka.
  • A kochasz ludzi? – pytam
  • Tak. Jak mogę być przeciwko ludziom, skoro w każdym z nich jest odrobina Ojca?
  • To, co się stanie to ostatnia twoja droga.
  • Oczekuj znaków, zrób swoje.
  • Kiedyś Ojciec mnie uczył, chodziliśmy po łąkach… – Piotr się rozpłakał.


Dopisane 06. 12. 2017 r.

Oczekuj znaków, zrób swoje.


Raz się otworzyły i już ich nie zamkniesz. Zamknie cykl – losy tego świata toczą się w cyklach. Od narodzin, do upadku. Potem wszystko zaczyna się od początku. Musi się wydarzyć to, co ma się wydarzyć, a nastąpi nowe, na nowych zasadach. O tym mówi sam Chrystus.

Potrzeba apokalipsy.

A.Lenczewska; Świadectwo;

Cel;

A.Lenczewska; Świadectwo

Nastaną lepsze czasy, gdy ludzie uważać będą Boga więcej za Ojca niż za Władcę tylko i Monarchę. Jest On Panem wieków i Monarchą istotnie, ale względem ludzkości jest Ojcem i jako taki pragnie być Kochany. Nastaną lepsze czasy, gdy ludzie będą myśleć o Bogu jako Obecnym tuż przy nich, a nie Mieszkającym tylko gdzieś wśród gwiazd. Mniej będzie łez na ziemi, gdy ludzie dziękować [104] będą Ojcu za krzyżyki i doświadczenia, a przestaną narzekać na karanie. Nastaną lepsze czasy, gdy ludzie zechcą się dzielić z Ojcem każdym objawem radości, jak to czynią dobre dzieci w rodzinie, bo Bóg istotnie jest Ojcem, i to więcej niż ojciec ziemski dla swoich dzieci. Źródło: Uwierzyłam Miłości, Dziennik duchowy i wybór listów – s. Leonia Nastał.


Nie zdajecie sobie sprawy z wiedzy jaką macie, z powagi sytuacjido pieczęci opisanych w apokalipsie powrócę w innej rozmowie. Pieczęć na wrotach była jedną z siedmiu opisanych przez św. Jana.


Lecz jeździec jeszcze nie wyjechał, względny pokój jest jeszcze na świecie jeden z jeźdźców apokalipsy wspomniany w Księdze Objawienia 6.8, „I widziałem, a oto siwy koń, a temu, który na nim siedział, było na imię Śmierć, a piekło szło za nim; i dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta ziemi.” Czwarty jeździec apokalipsy symbolizuje śmierć i zniszczenie. Wydaje się, że jest połączeniem wszystkich poprzednich jeźdźców. Czwarty jeździec apokalipsy przyniesie kolejne wojny i straszliwe spustoszenie głodem, wraz z okropnymi plagami i chorobami. Zdumiewające, albo raczej przerażające, jest to że czterech jeźdźców apokalipsy staje się „prekursorami” straszliwszych sądów, które nastąpią w czasie wielkiego prześladowania (Księga Objawienia rozdziały 8-9 oraz 16). https://www.gotquestions.org/Polski/Czterech-jezdzcow-apokalipsy.html


  • Potop to dobre miejsce na otwarcie.
  • Czyli to dobry trop? Czyli te oceany to prawda?
  • Alleluja.

Przerwę na chwilę publikowanie dziennika i kilka następnych wpisów poświęcę wyłącznie III Tajemnicy Fatimskiej. Powrócę do niej ponownie, by razem z Homielem rozszyfrować jej znaczenie i przesłanie. Wówczas ten fragment rozmowy będzie bardziej zrozumiały. To będzie bardzo ciekawa „podróż”. 

Idź i nie grzesz więcej.

24. 04. 17 r. Warszawa.

Po wczorajszym siedziałam cicho, sączyłam kawę bojąc się odezwać. Zaczął Piotr.

  • Znany się robisz Homiel.
  • Przez ciebie, ale nie narzekam. Ważny jest cel.
  • Z 500 osób czyta – Piotr był pod wrażeniem, a dla mnie to za mało.
  • Lepiej, żeby miliony czytało… Będą czytać Homiel? – nie wytrzymałam siedzieć dłużej cicho.
  • Będą czytać miliony na trwogę.
  • Na trwogę?! No i widzisz… Zadałabym Ci parę pytań, ale się boję.
  • Popadasz w skrajności.

Piotr rozgadał się na dobre. Wspominał spotkania z Ojcem, opisywał widoki z Nieba…

  • Jestem taki dureń, błazen… Ojciec ma takie wojsko koło siebie, a ja się tam pcham. To jest wojsko nad wojsko, najlepsi żołnierze z najlepszych, zdecydowani, mężni, potężni, wielcy aniołowie…
  • Ale tylko ty poszedłeś.
  • Hmm…
- Usłyszałem coś niesamowitego… Zobaczyłem scenę. Widzę Ojca i aniołów, którzy stoją wokół Niego. To cała grupa aniołów, są wysocy i mają po 4 metry, ja stoję za Ojcem, jakby w cieniu i jestem najmniejszy. Bóg pyta ich… 
- A któż pójdzie do tego świata? 
- Widzę, że każdy udaje, że ogląda swoje buty, mają schylone głowy i udają, że nie słyszą, po prostu nikt nie chciał iść. Wtedy ja się wychyliłem i powiedziałem… 
- Oto jestem. 
- Ty…? 
- Ojciec był zaskoczony i zdziwiony, że taka miernota się zgłosiła, tak mi się wydawało…     
- Więc idź.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/02/kiedy-pozadliwosc-oczu-jest-wielka-wtedy-twoja-wiara-jest-zadna/ 

Nadal nie odważyłam się zadawać pytań, więc Homiel sam zaczął.

  • W tym roku październik łatwo ci nie przejdzieno i mnie zmroziło na dzień dobry. W październiku 2016 r Piotr miał zawał, a teraz znowu szykuje się coś nowego?
  • Będą emocje.
  • Wielkie?
  • Bardzo wielkie.
  • Zdołam się przygotować?
  • Nikt się nie zdoła przygotować.

Wieczorem.

  • Miałem dziwne wydarzenie w pracy. Stałem przy biurku księgowej i poczułem, że mi w nosie kręci się jakaś anergia. Chciałem ją wyrzucić i zrobiłem gwałtowny ruch ręką… i w tym momencie rozpadło się biurko, po prostu jakby było z klocków. Rozpadło się na części! – opowiadał zadziwiony.
  • Księgowa na mnie spojrzała z wyrzutem, że to moja wina, ale przecież nie moja! Teraz chłopaki skręcają biurko z powrotem.
  • …… – zaczęłam się śmiać, bo Piotr już nie panuje nad tym co ma i może. 

Oglądaliśmy TV. Wczoraj Tomasz Gollob uległ wypadkowi. Dzisiaj podano nieco więcej informacji na ten temat, ale najciekawiej skomentował sam Homiel;

  • Żadnych ostrzeżeń nie widział.

I to mnie zaintrygowało. Nie cierpię żużla, nie śledzę wydarzeń z tym związanych, więc zaczęłam sprawdzać. Czyżby Gollop miał więcej wypadków?

Tomasz Gollob w trakcie swojej żużlowej kariery wygrywał liczne tytuły, ale kosztowało go to wiele zdrowia. Zawsze walczył z całych sił, nie odpuszczał rywalom. Przy tak zaciętej rywalizacji nie sposób uniknąć kontuzji i groźnych wypadków, o czym niestety Gollob przekonywał się na własnej skórze. (…) Tomasz Gollob ma takiego pecha, że miał nawet wypadek poza torem żużlowym. Awionetka, którą podróżował na mecz 10 czerwca 2007 roku, rozbiła się po nieudanym lądowaniu.       http://sport.se.pl/inne-sporty/sporty-motorowe/tomasz-gollob-najgrozniejsze-wypadki-mistrza-wideo_985090.html

Miał pecha? Homiel nazwał to ostrzeżeniem z Nieba, ale p. Tomasz najwidoczniej tego nie widział, ani nie rozumiał. Iluż to takich Tomków jest na tym świecie… Ileż takich historii już widziałam…


Piotr zauważył moją zakupioną niedawno książkę A. Lenczewskiej „Świadectwo”.

  • Powinieneś sam przeczytać chociaż kilka stron z tej książki, ona rozmawiała z samym Ojcem.
  • Też? – spytał zdziwiony i poczułam w tym nutkę zazdrości.
  • Czyli dobrze słyszę, jeśli ktoś jeszcze słyszał.
  • Wiesz co powiedział jej Bóg? Że żyjemy w świecie, który poddany jest szatanowi.

  • To… – Piotr chciał coś powiedzieć, ale się zaciął.
  • Co? Zreflektowałeś się, że jesteś słuchany?
  • A co chciałeś powiedzieć? – pytam se śmiechem.
  • że to nie w porządku…
  • Żyjemy w świecie, który poddany jest szatanowi… – cytuję mu jeszcze raz, bo najwyraźniej nie zrozumiał sensu tych słów.
  • Bóg chciał powiedzieć, że ludzie poddają się złu, wybierają zło, a nie, że są poddani, czy należą do Złego.
  • … I próbie dokończył Ojciec. Poddawani są próbie.


26. 04. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra w kawiarni i widząc go w oddali zauważyłam, że wygląda na zdołowanego.

  • Ale w kościele dostałem ochrzan… – i opadł ciężko na krześle.
  • Za jednego pracownika, który odszedł z firmy.
  • Tak??? – spytałam zdziwiona nie rozumiejąc dlaczego.
  • To, że ci go zabraliśmy to nie powód, żebyś o nim mówił… usłyszałem.
  • ?… – nadal nie rozumiałam.
  • Gdy położył wypowiedzenie powiedziałem kadrowej, że to całe szczęście, że się sam zwolnił i tak trzymałem go z litości, biedny był, utrzymywał rodzinę, dopóki jest przy mnie to nic jemu się nie stanie… mówiłem. 
  • Nie wiesz po co ci go daliśmy?Homiel teraz przypomniał kilka scen z życia firmy, kiedy to ten pracownik dźwiga ciężkie rzeczy, naprawia komputer, pomaga innym.
  • ……
  • Pokazał mi teraz jego dobre strony.
  • Więcej milcz.
  • … – zaczynałam rozumieć.

Piotr mówiąc to nieświadomie, a może świadomie wychwalał sam siebie. Zobaczcie jaki jestem świetny, jaki miłosierny, podziwiajcie mnie! Pokazał swoją wyższość jednocześnie obniżając wartość tego człowieka. Im ktoś jest wyżej, tym ten drugi niżej. 

  • Ty masz ich bronić, bo nie wiesz jak są atakowani.
  • Po co psujesz to, co Ojciec ci dał? Jeżeli widzisz występnych, odejdź od nich.
  • ……

Jeżeli widzisz występnych… Piotr miał powód, by zwolnić tego człowieka. Każdy na jego miejscu zrobił by to już dawno, a jednak trzymał go przy sobie ze względów humanitarnych. Wszystko byłoby dobrze, gdyby na koniec zachował to tylko dla siebie i nie musiał się przechwalać. Czynić dobrze po cichu, to jest istota Nieba.

  • Siedzisz z niegodnym człowiekiem – mówi do mnie Piotr zdołowany jak nigdy. 
  • Niegodny byłbyś gdybyś… – pokazał jak leje się po nim woda, czyli jakby reprymenda spłynęła po nim bez żadnego wrażenia.

  • Jeżeli jesteś, nie mów kim jesteś. Jeżeli potrafisz, nie mów co potrafisz – i teraz ja zaczęłam mieć wątpliwości, czy powinnam tak otwarcie pisać o Piotrze…
  • ……
  • Zawsze trzeba w ludziach szukać dobrego, a nie złego – prawie szepcze.
  • A kto ci to mówił w kościele? – byłam ciekawa.
  • No nie wiem, na pewno ktoś wkurzony.
  • Bóg Ojciec?
  • Mam nadzieję, że nie.
  • ……
  • Nie będę już ludzi prostować i uczyć.
  • Nie przesadzaj, pamiętaj o grzechu zaniechania.
  • Wiesz co znaczy mieć kaca? – pyta mnie Piotr. 
  • Wiem, miałam to dwa dni temu, spać nie mogłam.
  • To cię przepraszam, ale nie traktuj Piotrusia jak tuby.
  • A jak mam się dowiedzieć, jak nie przez niego?
  • Dziel.
  • … Ale się spociłem – Piotr wyraźnie przybity nie może dojść do siebie.
  • ……
  • Pokazał mi wizję jak Jezus uzdrawia kogoś i mówi…
  • Idź i nie grzesz więcej.
Jezus w Betesda; Ew. według świętego Jana.

Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił.

  • Wielką pychą były twoje słowa, dopóki jestem nic jemu się nie stanie.
  • Uważaj, bo zaczynasz by podobny do tych z dołu! A skąd wiesz, jeśli spadnie to może prosto na ciebie uderzy?!  i pokazał osła, na którego leci głaz. Czyli nie bądź osłem i nie gadaj bzdur, bo nigdy niczego nie możesz być pewnym.

Siedzieliśmy czując mrowienie po plechach, bo takiej lekcji i reprymendy dawno już nie było. Miałam jedynie nadzieję, że w Niebie wciąż jest to aktualne; Łk 15,7 Zapewniam was, że w niebie jest większa radość z jednego zagubionego grzesznika, który się opamięta i wróci do Boga, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie zbłądzili!

  • Jaki dureń jestem, powinienem milczeć, a nie gadać na niego. Jakie mam prawo tak mówić?! Chłopak sam odszedł, a ja go jeszcze dobijam.
  • Już przestań, już się nabiczowałeś.


Dopisane 04. 12. 2017 r.

W tym roku październik łatwo ci nie przejdzie – jesteśmy po październiku. Łatwo nie przeszedł, choć nie zdarzyło się nic na miarę zawału. Był na pewno emocjonalny ze względu na wagę informacji, które do nas dotarły.


… I próbie poniższe słowa kieruję szczególnie do jednej osoby czytającej ten dziennik. Ona będzie wiedzieć.

 

Nie zrozumiesz do końca praw Bożych.

19. 04. 17 r. Warszawa.

Poszliśmy na kawę.

  • Zauważyłeś, że z NIP miałeś kilka konkretnych wizji pokazujących cały przebieg sprawy, a z sercem właściwie nie miałeś nic? Poza pokazaniem fali?
  • Nic, rzeczywiście – Piotr sam zaskoczony.
  • Dziwne…
  • Gdyby się tak zastanowić, to nic nie jest dziwne.
  • .. – tylko jedno mi przychodzi na myśl, dlaczego nie dziwne. Gdyby go uprzedzono, że będzie miał operację, na samą myśl dostałby zawału.
  • Drugą falę też ci pokazują zagadkowo… – dalej głośno myślę. 
  • Ta druga fala to kolos! – Piotr znowu swoje.
  • Miło nam, że Nas doceniasz.
  • ……
  • Rozmawiałem wczoraj ze znajomą, była na Maderze i mówiła, że pełno tam Niemców. Mają teraz taki zwyczaj, że sprzedają swoje mieszkania i mieszkają w różnych miejscach na świecie po kilka miesięcy.
  • Ciekawe… A to sobie pożyją.
  • Oni konsumują. Wy żyjecie, bo rozumiecie słowo Ojca, a oni wyciskają co się da, a życie przeminie szybko.
  • Co jest lepsze, być czy mieć?…
  • Być i rozumieć. Kiedy „być i rozumieć”, wtedy nic nie chcesz mieć.

Wieczorem oglądaliśmy wiadomości w TV. Wszędzie trąbiono o gwałtownej zmianie pogody; http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/atak-zimy-w-polowie-kwietnia-tysiace-domow-bez-pradu-zasypane-drogi,229760,1,0.html

  • Wiesz, że Eliasz mógł zmieniać pogodę? – czytałam o tym dzisiaj przypadkowo.
  • Miał to wpisane w arkusz osobowościowy.
  • ???!!!

Dlaczego Homiel użył słowa arkusz osobowościowy? Może dlatego, że przez lata zajmowałam się m.in. rekrutacją i w arkuszu osobowościowym kandydaci piszą o swoich umiejętnościach, cechach, kwalifikacjach. Z tego co mówi teraz Homiel, Eliasz miał taką umiejętność, dar, jednym słowem miał kwalifikacje.

  • Eliasz kierował pogodą? Robił burze? – dopytuję.
  • I to jakie. Używał jako argumentów, by przekonać innych. Na pewno nie używał dla swojej wygody.
  • To musieli się go bać?!
  • Nie o banie, a słuchanie chodziło.
  • Co jeszcze Eliasz potrafił?
  • Nie wiem co potrafił, ale wiem, że…
  • ……
  • On nie miał włosów! Pokazał mi teraz starszego człowieka z łysą głową, tylko miał włosy dookoła… Wyglądał jak trzepnięty Einstein… Siedział koło ogniska, sam w ciemności… – Piotr zaczął opisywać co widzi.

Oczywiście nie zachowały się oryginalne wizerunki Eliasza, ale w internecie występuje głównie jako człowiek o bujnej czuprynie. Dopiero w hebrajskiej edycji Wikipedii https://he.wikipedia.org/wiki/אליהו znalazłam ciekawe zdjęcie.

Posąg proroka Eliasza w Keren Hacarmel, w miejscu, gdzie zgodnie z tradycją miała miejsce konfrontacja między Eliaszem i prorokami Baala.
  • Ale jak to jest, że człowiek może zmieniać pogodę? – próbuję logicznie zrozumieć.
  • Odległość nie istnieje. Jesteś tam, gdzie chcesz być. Robisz, co chcesz robić, ale odpowiedzialnie.
  • …… – nadal nie rozumiem.

Piotr spojrzał na moją bransoletę z różańcem, którą kupiłam na targach podczas spotkania z Caviezelem. Potem spojrzał na mnie, ale widziałam, że jest gdzieś…. No gdzieś…

  • Byłem w mieszkaniu Caviezela… Nie wiem jak to robię… czytał tą kartkę.
  • Jestem pewna, że to spotkanie to prezent od Nieba – i od razu się wzruszyłam.
  • Chrystus to przygotował. Słyszę…
  • Tak dał Siebie… tobie na prezent. 
  • Dziękuję – wzruszyłam się jeszcze bardziej. 


20. 04. 17 r. Warszawa.

Otrzymaliśmy informację, że do Szczecina przyjeżdża ks. Piotr Glas. Zaczynam się zastanawiać, czy to przypadek.

  • Nic nie dzieje się bez powodu.
  • Ale Piotr nie chce iść!
  • Ach Piotr… Jest jak drzewo, które daje cień, ale nie daje owoców.
  • Ola daje owoce pokazał, że wielkie jak dynie…
  • …… – rozśmieszył mnie, ale i pocieszył. Widocznie moje pisanie daje wymierne owoce.

Raptem Piotr wyciąga rękę tuż pod mój nos w geście „stop” i cicho krzyczy…

  • Ałłaaa!!!
  • Zabolało cię coś? – zdziwiłam się jego nagłą reakcją.
  • Jak mi mówiłaś o Glasie zobaczyłem gacka, który chciał cię złapać za gardło, więc szybko wyciągnąłem rękę i wtedy mnie dziabnął – podsunął mi rękę pod nos jeszcze raz pokazując mocne zaczerwienienie.
  • Coś ty?! Czyli gacki nie chcą, żebyś szedł! I co zrobisz?
  • Smakuje ci ta kawa?
  • Tak.
  • Chciałbyś, żeby wszyscy pili taką kawę?
  • No tak.
  • To wybuchnij.

Zaczęłam rozumieć o co Homielowi chodzi. Nasze spotkania na kawie są symbolem naszej radości, spokoju i pokoju. Gdyby spojrzeć na to, co dzieje się choćby w Syrii, Korei… można powiedzieć, że podobne chwile dane są nielicznym. Nie każdy może tak spędzać czas i cieszyć się spokojem. Jeśli Piotr wybuchnie, odda się modlitwie, inni też będą żyć w radości i szczęściu.


Siedzimy i rozmawiamy dalej. 

  • Patrzę na ciebie i widzę kamień, który się mieni jak kryształ. Niebieski kamień, który wypuszcza od siebie jakby bladoróżowe listki, a z nich bije wielkie światło… Dziwne… Bo widzę nazwy Szczecin – Warszawa, on się przemieszcza jak my...
  • Kamień to myśliwy, łowi ludzi, rozpala w innych światło i nic nie jest w stanie go zatrzymać.

Zaczęłam się zastanawiać, które z nas jest tym kamieniem, ale myślę, że kamieniem jest nasza jedność i ten dziennik, który dzięki temu powstaje i łowi ludzi.


  • W kościele miałem przepiękną wizję. Zmniejszyłem się do wielkości małego chłopca. Spodem dłoni ścierałem łzy z oczu Ojca, z Jego policzka, zacząłem Go całować po oczach, trzymałem Go za szyję…

Piotr prawie się rozpłakał w tej kawiarni, a ja to zrozumiałam. Więź między nim, a Ojcem jest ogromna.

  • Boisz się przyszłości? – pyta mnie Piotr.
  • Ty się boisz? Ty pupilek?
  • Czyim jestem pupilkiem? – Piotr.
  • A czyim masz nie być?
  • ……
  • Ja się nie boję – odpowiadam przerywając im.
  • Przy Nas bałabyś się?
  • …… – nie byłam w stanie odpowiedzieć, bo najtrudniej jest zaufać na przepadłe. 

Wieczorem.

  • Modliłem się o 15,00 i na rękach, a dawno tego nie miałem, utworzyły się dwie kule, skojarzyły mi się z bańkami mydlanymi. One zmieniły kształt, z kul zmieniły się w kształt znaku nieskończoności.
  • Fajnie musiało to wyglądać, jaki kolor?
  • Przezroczyste.

  • ……- Piotr się zamyślił.
  • Spodem dłoni wycierałem Ojcu łzy z oczu, mówiłem do Niego nie martw się, załatwię wszystko, zrobię porządek… – Piotr przypomniał sobie poranną wizję.
  • Mówiłeś Ojcu, że zrobisz porządek?! – i zabrzmiało to z mojej strony dość ironicznie.
  • A jak chcesz to zrobić?
  • ……
  • Modlitwą.
  • Musiałbyś się modlić cały dzień.
  • Uważaj,  z Ojcem teraz rozmawiasz! – szturcham Piotra, a on spojrzał na mnie ostro…
  • Pytam się właśnie Ojca, czy ty jesteś inteligentna? – dając mi do zrozumienia, że przecież wie.
  • Przez nią często przemawia Duch Święty.

Piotr oczy wytrzeszczył, a mnie zamurowało, gdyż takiej odpowiedzi nie spodziewaliśmy się. Jeśli Duch Święty przemawia to nawet wiem, kiedy tak się dzieje. Pisząc czuję często, że moje „pióro” dosłownie prowadzi Ktoś Inny, a ciało przechodzi dreszcz. 


Po tej krótkiej rozmowie Piotr nie miał wyjścia i poszedł odmówić egzorcyzmy. Wrócił 40 minut później i zaczął opowiadać.

  • Powtarzam przywróć odwiecznie ustalony porządek zawsze trzy razy i do tej pory widziałem nad ziemią tablice z przykazaniami, ale dzisiaj było inaczej.
  • Zobaczyłem rozstępujące się niebo i tablice kamienne, z których na ziemię leciał jakiś pył, proszek. Ten proszek nie spada bezpośrednio na ziemię, ale tworzy wokół niej jakby bańkę ochronną, która okala całą planetę. Na tej bańce zaczęły rysować się zdania z tych tablic, wszystko dookoła ziemi, nie było ani wolnego miejsca, dotknęło to każdego.

10 przykazań

  • Potem modliłem się Panie Jezu Chryste, Synu Boży zmiłuj się nade mną i zobaczyłem rękę Chrystusa. Wziął moje wszystkie grzechy i je w ręku spopielił.


Dopisane 30. 11. 2017 r.

Nic nie dzieje się bez powodu – jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie doszło do naszego spotkania z ks. Piotrem Glasem. Teraz dopiero widzę, że „komuś” na tym bardzo zależało, by się tak stało.


Miał to wpisane w arkusz osobowościowy.

Fragment książki; „Wielkie katastrofy i anomalia klimatyczne w dziejach”

I to jakie. Używał jako argumentów, by przekonać innych, na pewno nie używał dla swojej wygody.

Powoli zbliżamy się do najsłynniejszego dzieła Eliasza. Po trzech latach katastrofalnej suszy, postanawia (z natchnienia Boga) wyzwać Achaba i jego kapłanów na jedyny w swoim rodzaju pojedynek. Na górze Karmel każe ustawić dwa ołtarze. Przy jednym z nich czciciele Baala będą składać ofiarę z bydła swemu bóstwu, przy drugim, samotny Eliasz złoży takąż ofiarę Bogu Jedynemu. Jedni i drudzy wezwą swoich bogów. Ten, który próśb wysłucha, okaże się prawdziwym Bogiem. Ciekawe, że już nikt nigdy po Eliaszu nie próbował w ten prosty sposób udowodnić istnienia i mocy swego boga. A wyniki takich eksperymentów mogłyby być nader interesujące…

Baal nie wysłuchał modłów swych kapłanów, chociaż wołali wielkim głosem, tańczyli wokół ołtarza i rytualnie kaleczyli swoje ciała ostrzami. Eliasz zaś prawił im różne złośliwości. I tak minął prawie cały dzień, kiedy Eliasz ułożył wreszcie drwa na stosie, poćwiartował młodego byczka i kazał dla utrudnienia sobie zadania całą ofiarę, ołtarz i rów wokoło obficie polać wodą. Po czym wypowiedział trzy proste zdania prośby, po których spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną, i drwa, i kamienie, i ziemię, a wodę, która była w rowie, wysuszył.

Próba wypadła jednoznacznie. Jahwe objawił się jako Bóg prawdziwy, Baal skompromitował się. Eliaszowi nie wystarczyło moralne pokonanie przeciwników: kazał ludowi zabić wszystkich kapłanów Baala nad pobliskim potokiem Kiszon.

Kiedy zwycięstwo się dokonało, Eliasz uroczyście zapowiedział Achabowi, że zaraz spadnie deszcz. A niebo było czyste, ani chmury. I oto po słowach Eliasza znad morza (z wyżyny Karmelu widać Morze Śródziemne) podniosła się maleńka chmurka, za nią następne, i w końcu lunął upragniony deszcz. Achab rydwanem ruszył do swej niedalekiej stolicy, Eliasz zaś, owładnięty mocą Pana, nagi, tylko z przepaską na biodrach, biegł przed jego zaprzęgiem aż do bram miasta.

Fragment; Wojciech Jóźwiak; Eliasz, władca burzy; http://m.taraka.pl/biblia_szamanow_10_eliasz


Ten tekst przygotowywałam wczoraj. Wieczorem zaczęłam opowiadać Piotrowi o Eliaszu, a zwłaszcza o wydarzeniu, które przykuło moją uwagę.

Eliaszowi nie wystarczyło moralne pokonanie przeciwników: kazał ludowi zabić wszystkich kapłanów Baala nad pobliskim potokiem Kiszon.

  • Eliasz, prorok… do końca taki święty to chyba nie był. Kazał zabić ludzi. I co ty na to Homiel?
  • Nie zrozumiesz do końca praw Bożych – odpowiedział sam Bóg Ojciec.

Tak czekałem na brzask… Brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.

18. 04. 17r. Warszawa.

Nie tylko my wracaliśmy do Warszawy ze świąt. Cały pociąg był pełen nieprzytomnych i śpiących ludzi, którzy musieli zdążyć na 5 rano. Piotr nie miał siły rozmawiać, ja nie miałam siły, a i sam Homiel milczał. Dopiero 15 minut przed dojazdem raptem się obudził.

  • Wasz syn będzie miał syna…
  • ?!!!
  • Słyszę indago… co to jest? – pyta mnie Piotr.
  • Indygo!… Indygo… Dobrze to słyszysz? – zaskoczył mnie kompletnie. Niewielu zna to słowo.
  • No tak, będzie miał syna, to będzie ktoś!
  • . Homiel pokazał mi biegacza ze sztafetą…

  • Aaaa…. przejmie pałeczkę po tobie! – odkrywam znaczenie tego obrazu.
  • Chyba tak, przejmie po mnie parę rzeczy.
  • Nie parę, a dużo.
  • A dlaczego indygo? – dopytuję.
  • Czy Pan Bóg ma się przed tobą wytłumaczyć?
  • No nie… – i strasznie głupio mi się zrobiło. 
  • Skąd ta nazwa?… O to tylko mi chodziło… – próbuję się tłumaczyć.
  • To wasza nazwa, nie Nasza.
  • ….. – wiem co znaczy indygo, ale nie Piotr. Patrzy się na mnie wymownie i czeka na wyjaśnienia, ale na razie to bagatelizuję.
  • Indygo, czyli będzie miał jakiś cel? – myślę głośno.
  • Zadajesz pytania infantylne.
  • …… – no to już nie wiedziałam o co mam spytać. 
  • Na twojej glebie to wyrośnie – zwraca się do Piotra.
  • Żeby ta ziemia była żyzna, do wzrostu musi się stać to, co się stanie.

Piotr nie zna pojęcia „indygo”, ale jeśli Homiel wykorzystał je w rozmowie to znaczy, że ta informacja była skierowana głównie do mnie. Szkoda, że musieliśmy przerwać naszą rozmowę, ale dojechaliśmy już do celu. Mimo zmęczenia poszliśmy jeszcze na kawę. Próbowałam kontynuować wątek „indygo”, ale Homiel najwyraźniej uznał, że dowiedziałam się wystarczająco dużo, bo nie podjął już tego tematu. Siedzieliśmy więc kilka minut w milczeniu…

  • Widzę tego alabastrowego, który leży na sofie, czy kanapie… w pokoju Ojca…
  • On nie może długo tak leżeć…
  • pokazał jak ugina się materac i całe łóżko, tyle waży, bo jest wielki.

Piotr zatrzymał się w opisie i zapatrzył gdzieś przed siebie. Nachyla się do mnie…

  • Widzę jak Homiel się przeciąga, jakby wstał dopiero co z łóżka i … się cieszy…
  • Z czego się cieszysz?
  • Brzask nadchodzący widzę i dalej się cieszy.
  • Pokazał jak palcem łapie promień słońca… – Piotr naśladuje Homiela.
  • Dlaczego się nie odzywałeś przez parę godzin jazdy? – pytam. 
  • … – przypomniał scenę z filmu „Miasto aniołów”.

  • Tak czekałem na brzask… Brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.
  • Co znaczy ten brzask? – pytam.
  • Zmiany, zmiany! Wielkie jak katedra!
  • …… – Piotr się znowu nachyla do mnie.
  • Nigdy Go takiego nie widziałem. Cały czas się cieszy, śmieje i tańczy…
  • Hmm… – zaczęłam się zastanawiać. Przypomniały się Jego słowa, że nie może doczekać się kiedy wróci.
  • On się cieszy, że wraca – mówię prawie pewna tego, co mówię.
  • Wracam niedługoprzyznał.
  • Jeśli wracasz niedługo… to nie będziesz z Piotrem do końca? Wracacie razem? – spytałam z duszą na ramieniu.
  • To już nieuchronne.
  • To nie jest odpowiedź.
  • … Ciągle tańczy – mówi Piotr.
  • Czegoś takiego jeszcze nie widziałem… – przygląda się temu ze zdziwieniem.
  • Zmiany, Z M I A N Y!!! – prawie już krzyczy.
  • …… – On się cieszy, a mnie skóra cierpnie ze strachu.
  • Twój grubas się odezwał…
  • Będzie mi ciebie brakowało…

Bardzo się wzruszyłam. Całą tą rozmową i tym, że mój Ochiel się odezwał, bo czyni to niezmiernie rzadko.

  • Ale ta chwila będzie jeszcze trwała. Po długiej nocy będzie brzask, już tutaj nic nie zmienisz –  Piotr ma już takie możliwości, że mógłby wtrącić się i  co nie co namieszać.
  • Ty byś dla żartu zamienił Venus z Ziemią… gdybyś mógł i patrzył co się dzieje, a potem powiedział… przepraszam.
  • …… – uśmiechnęłam się, bo to prawda. Dać władzę Piotrusiowi, a urządzi ten świat po swojemu.
  • A musisz odejść Homiel? – pytam. 
  • Przyjdzie lepszy.
  • A ten lepszy będzie rozmawiać?
  • To gaduła, nie nadążysz pisać, oby Piotr chciał gadać.
  • Ktoś może być lepszy od Ciebie?
  • Wszyscy… Skromność przeze mnie przemawia.
  • Czy ta zmiana jest konieczna? – dopytuję dalej.
  • Niezbędna.
  • A mój Grubasek też się gdzieś wybiera?
  • Ani myśli bez ciebie. Chodzi jak przyklejony.
  • Jak nazywać tego Nowego?
  • Homiel to imię obiegowe, powszechne.

Każdy następny to też Homiel – Domownik.


Wieczorem wróciliśmy do tego, co zdarzyło się zaledwie parę godzin temu.

  • Nigdy nie widziałem Homiela tak radosnego – Piotr nadal był pod wrażeniem.
  • Ciągle się cieszę.

Chciałam Go o coś spytać, ale zignorował moje pytanie.

  • Teraz mam ćwiczenia… Latam, a dodatkowo cieszę się brzaskiem.
  • …… – próbowałam to sobie wyobrazić.
  • Słyszę szum Jego skrzydeł… Cieszy się, że odchodzi.
  • Nie rozumiem… Jak anioł stróż może odejść!? – pytam bezradnie. 
  • Homiel to obiegowe imiępowtórzył.
  • Ale to Ty jesteś z nim od urodzenia.
  • A skąd wiesz?
  • Hmm… To ile Homiel-ów miał Piotr?
  • Hohoho…!

Zapadła cisza. Homiel jest dla nas za mądry, za bystry, by dać się złapać za słówka. Nigdy nie powiedział jak brzmi Jego prawdziwe imię. Zrozumiałam, że być może każdy Skrzydlaty w Niebie jest dla kogoś Homielem. Być może każdy człowiek i zawsze ma swojego Homiela.


Siedzieliśmy w ciszy oglądając TV. Piotr podniósł nagle wysoko głowę i oczy mu się zamydliły.

  • Słyszę Ojca… Mówi do mnie…
  • Taka jest kolej rzeczy. To jest czas, który nastanie przed twoim wybawieniem.
  • Czy wrócę do Ciebie?
  • Nie wrócisz do Mnie dlatego, że prosisz, ale dlatego, że Ja tego chcę.
  • Niewielu to pojmie. Jesteś gotowy do tego, co ma się stać. Ujrzysz prawdziwe światło i światy. Pozwolę ci zobaczyć.
  • …..
  • Dostaniesz wielkie bezpieczeństwo, choć już tego aż tak nie pragniesz – powiedział bezpośrednio do mnie.
  • …..
  • Zobaczyłem Ojca jak siada przy łóżku tego alabastrowego, siada na krześle bez oparcia, gładzi go po policzku, po głowie…
  • Masz ciężkie zadanie, ale nie jesteś ciężki, nie odciśniesz łóżka.

Piotr mówił tak szybko, że nie nadążyłam pisać słów.

  • Dam ci możliwości, które przekroczą ludzkie wyobrażenie.


Dopisane 28. 11. 2017 r.

Indygo… To wasza nazwa, nie nasza – słowo „indygo” jest dobrze znane w ezoteryce, a jak wiadomo stosunek Kościoła do ezoteryki jest absolutnie negatywny. Homiel mówiąc, że to wasza nazwa, nie Nasza chce jednak zwrócić uwagę na zjawisko, które według Niego nie jest jeszcze jednym mitem. Sami naukowcy przyznają, że na świecie rodzi się coraz więcej wrażliwych i uzdolnionych dzieci, ale przypisują to skutkom rozwoju cywilizacji. I tak to już jest… Jedni uważają to za normalność, drudzy szukają głębszego sensu.

Koncepcja „dzieci indygo” narodziła się w latach 70. w kręgach ezoteryków i zwolenników filozofii New Age. Opiera się ona na przeświadczeniu, że nasza planeta szykuje się do wejścia w Erę Wodnika: okres wielkich zmian i duchowej rewolucji. Jej zwiastunem ma być pokolenie dzieci o niezwykłych zdolnościach, które przychodzą na świat, by zmieniać go na lepsze.

Charakterystyczne dla dzieci indygo są szczególne cechy osobowościowe oraz niezwykły kolor ich aury – pola energetycznego, które zdaniem ezoteryków ma otaczać ludzki organizm i jest widoczne dla osób o szczególnych predyspozycjach.

Postacią, która spopularyzowała ten temat, była Nancy Ann Tappe (1931–2012) – synestetyczka dysponująca darem widzenia aury, która pisała, że pod koniec lat 60. zaczęła dostrzegać bijącą od niektórych dzieci energię w niespotykanym dotąd (niebieskofioletowym) kolorze indygo. W tamtych czasach dzieci indygo stanowiły rzadkość – dodawała Tappe, ale od połowy lat 80. zaczęło się ich rodzić coraz więcej, co – według niej – stanowiło realizację wielkiego kosmicznego planu, którego tajniki zgłębiała przez następnych 40 lat.

http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/pokolenie-indygo-czy-jestes-rodzicem-dziecka-nowej-ery/mwfv42


Tak czekałem na brzask… brzask przejdzie w świt, a świt przejdzie w dzień.

34. Moje powtórne przyjście można porównać do powrotu pewnego człowieka, który wyjechał w podróż do innego kraju. Powyznaczał pracownikom ich zadania, stróżowi zaś przykazał czuwać aż do swego powrotu. 35. Bądźcie więc czujni! Nie wiecie przecież, kiedy przyjdę: wieczorem, o północy, o brzasku czy po wschodzie słońca. 36 Nie dopuśćcie, bym was zastał śpiących. 37. Czekajcie i bądźcie przygotowani – oto moje przykazanie dla wszystkich, którzy we Mnie wierzą.

 

 

U Nas nie ma czarów, u Nas jest poważna praca.

15. 04. 17 r. Szczecin.

Święta z rodziną, więc niewiele czasu pozostaje dla Homiela. Dopiero wieczorem rozsiedliśmy się przed TV w głębokich fotelach i zaczęliśmy rozmawiać.

  • Ta fala była ogromna – Piotr ciągle myśli o wizji.
  • To będzie dobra fala, fala wielkich zmian. Będziesz w końcu chodził jak człowiek, a nie pływał jak ryba.
  • A jak Ola na to?
  • Te zmiany będą tak głębokie, że nie wiem, czy zdołasz to zrozumieć. Ta fala dotyczy ciebie.
  • ….. – wzruszyłam ramionami zniechęcona, i tak nie rozwikłamy czym fala ta jest.
  • Czy zawał był dla ciebie szokiem? – pyta Piotra. 
  • No taaak.
  • Teraz nie będziesz w szoku. Nie będziesz wiedzieć co powiedzieć.
  • Umieją podbudować człowieka, nie ma co… – Piotr do mnie i wyczułam w tym szczyptę sarkazmu.
  • Boję się już pytać co będzie, niech się to w końcu zacznie… Czasami najgorsze jest samo czekanie – powiedziałam szczerze.

Usłyszeliśmy w TV, że nadal wielu ludzi wyjeżdża do Niemiec w poszukiwaniu pracy.

  • Widzisz? Jakoś islamiści im nie przeszkadzają.
  • W hotelu mieszkają to im obojętnie – Piotr na to.
  • Czy ty rozróżniasz hotel od domu?
  • Nie – Piotrowi przyzwyczajonemu do ciągłego wynajmowania nie stanowi to problemu.
  • Więc skąd wiesz?

Piotr podszedł do komputera, otworzył go i zaraz zamknął…

  • A ty co?
  • Homiel spytał mnie…
  • Czego tam szukasz? Niczego nie znajdziesz.
  • a chciałem zajrzeć na konta.
  • U mnie też nie ma czego szukać – zaczęłam się śmiać.
  • Jeszcze! A później oczekuję od ciebie dużej roztropności, nie emocji.
  • Oooo, coś wygram? – zaczęłam się cieszyć, gdyż zarobić nie mam raczej  szans.
  • Jestem taki fajny gość… złożyłem ludziom życzenia.
  • Ktoś się zapluł ze śmiechu Homiel szybko zripostował.
  • Ale przecież jestem miły – Piotr zaczyna się droczyć.
  • A sztylety masz z tyłu.
  • Dawno wyrzuciłem.
  • Schowałeś.

Znowu się śmieję, tym razem pełną piersią, bo poza Homielem i samym Ojcem nikt nie zna tak dobrze natury Piotra.


Oglądaliśmy niepokojące wiadomości o narastającym konflikcie między D. Trumpem a Koreą Północną. http://www.tvp.info/29970053/trump-pozytywnie-o-chinach-wspolpracuja-w-sprawie-korei-pln   

  • Będzie z tego coś poważnego? – pytam.
  • Przecież chciałaś tego.
  • Ja chciałam … Chciałam jedynie przywrócenia porządku! – zaczynam się tłumaczyć.
  • Oczekuj owoców, robi swoje.
  • Raaany, ale wojna może być z tego!
  • Uspakaja tych, co mają zapędy.
  • ……
  • Do kogo się modlił, kiedy się modlił?
  • Do Boga… mam nadzieję – przypomniałam sobie pewne zdjęcie.

Hmm… zamyśliłam się nad Jego słowami. Może rzeczywiście dla tych, co mają zapędy potrzebny jest ktoś, kto w końcu uderzy pięścią w stół i powie dosyć!!! Może już rzeczywiście dosyć układnych polityków, którzy są mistrzami pięknego słowa, a niezdarni w podejmowaniu trudnych decyzji? 

  • Robi to, co robi każde narzędzie. Jak ci powiedzą, że zabije ludzi, to niech każdy wie, że nie każdy jest człowiekiem.
  • Nie każdy jest człowiekiem? Gacek w skórze człowieka?… Ostro będzie…

Z powodu jutrzejszej świątecznej imprezy Piotr postanowił wyczyścić buty. Robił to tak zapalczywie, że Homiel w końcu nie wytrzymał.

  • Ja takich butów wyczyszczonych nie mam.
  • A w ogóle masz buty? – od razu to podchwyciłam.
  • Oczywiście.
  • A kto je robi?
  • Są tacy co robią. Miecze ktoś przecież wykuć musi.
  • Czyli ktoś to wytwarza?
  • U Nas nie ma czarów, u Nas jest poważna praca.


16. 04. 17 r. Szczecin.

Dzisiaj święta i jednocześnie chrzest nowego członka naszej skromnej w liczbie rodziny. Z tego powodu w ciągu dnia prawie w ogóle nie rozmawialiśmy z Homielem. Wieczorem Piotr przypomniał sobie ciekawą rzecz.

  • Zanim mnie obudzono po operacji, wcześniej widziałem siebie z góry. Wisiałem pod sufitem i oglądałem siebie będąc lekko z boku. Obserwowałem jak cztery kobiety wzięły mnie pod pachy i pod kolana i przeniosły ze stołu operacyjnego na łóżko, byłem cały umazany na brązowo, jakieś środki dezynfekujące.
  • ….. – zaczęłam patrzeć na Piotra z zaciekawieniem zastanawiając się, czy zdaje sobie sprawę z wagi tego wydarzenia.
  • Zacząłem przyglądać się sobie i pytać dlaczego jestem taki brązowy? Ale wiesz co? Patrzyłem na to moje ciało kompletnie bez emocji, jakby to był worek skóry – opowiada Piotr powoli widocznie znowu to przeżywał.
  • Po co masz się emocjonować! Ileż tych ciał już było… sir, her…
  • ……  
  • Sir, Her? To po angielsku i niemiecku „pan” – powiedziałam zdziwiona. Homiel najwyraźniej nawiązywał do dawnych „żywotów” Piotra. Zaintrygowało mnie to.
  • Piotr był kiedyś Brytyjczykiem i Niemcem?
  • Sir, Her…
  • Zawsze byłeś z Piotrem? – pytam się.
  • Zdecydowanie, ale po raz pierwszy Homielem –  po raz pierwszy przybrał takie imię? 
  • Czyli pierwszy raz z Tobą rozmawia?
  • Nie powiedziałbym tego.
  • ……
  • Hmm… Jeśli byłeś poza ciałem, wiesz że chyba… nie żyłeś przez moment? 

Zaczęliśmy oglądać film „Arrival”. Jest tam scena przedstawiająca próbę wysadzenia statku kosmicznego. https://www.youtube.com/watch?v=AMgyWT075KY

  • Ludzie nie są gotowi na taki kontakt.
  • Nigdy nie będą.
  • Homiel, czy ja jestem UFO?
  • Za duże masz skrzydła jak na UFO.


Dopisane 26. 11. 2017 r.

Robi to, co robi każde narzędzie. Jak ci powiedzą, że zabije ludzi, to niech każdy wie, że nie każdy jest człowiekiem.

Większość  obserwuje uważnie sytuację dot. Korei Północnej. Powiem krótko… zaufajcie Ojcu.

Im większy krzyż, tym bliżej Boga. To trudne, ale to prawda.

08. 04. 17 r. Szczecin.

Dzisiaj to ostatnia nasza wspólna kawa przed wyjazdem Piotra do Warszawy.

  • A z NIP cisza – zamyślam się…
  • przed burzą
  • Hmm…. Homiel, co znaczy Ola jest kluczem? pisałam o tym na blogu.
  • Czy to ma związek z tymi wrotami, które słyszałam i widziałam?
  • Rebus trwa…
  • Zostaw Go, niczego się nie dowiesz – Piotr machnął ręką.
  • Homiel, no powiedz co ten klucz znaczy? – nie wytrzymałam.
  • Trzymasz wiele nici pokazał ręce trzymające nici, które gdzieś prowadzą.
  • Gdyby nie one, tegowskazał na Piotra –by nie było.
  • Puścisz mnie samego w takim razie? – pyta żartem Piotr.

Piotr wraca do Warszawy, a ja zostaję w Szczecinie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu będziemy funkcjonować osobno. Zostawię go bez nadzoru i zaczynam się zastanawiać, czy słusznie.

  • Pokładam wielkie nadzieje, że jesteś mocno chroniony.
  • Jak zawsze.

Wieczorem.

  • Czuję, że wszyscy czekają na mnie w domu.
  • Nie tylko oni czekają. Pomyśl w głowie, a znajdziesz…… kto czeka
  • Ma rację Homiel, wielu czeka – zawał i nieobecność Piotra narobiły trochę zamieszania wśród jego znajomych. Wydawało im się, że jest nietykalny, a tu proszę… niespodzianka.
  • Bardzo wielu.
  • To co mam zrobić?
  • Podziel się.
  • Czym?
  • Sobą.
  • Jestem nikim – zaczyna biadolić. 
  • Masz szczęście, że dzieli nas przesłona, pasem byś dostał.
  • Za co?
  • Za jajco! – Homiel nie wytrzymał i użył jeszcze jednego powiedzonka Piotra. 
  • ….
  • Nie opiszę tego na blogu – ale zapisuję w zeszycie i wyję ze śmiechu.
  • Lepiej nie, bo zwątpią, a Niebo to też jajcarze.
  • Wszyscy?
  • Niektórzy.
  • A św. Piotr?
  • Chodzi z kijem – … czyli jest sztywny i nieprzystępny.
  • …… – jeszcze długo nie mogłam przestać się śmiać. 

Przeskakując po kanałach TV natrafiłam na film „Cuda w niebie”. Bohaterka opowiada jak rozmawiała z Bogiem, a rozmawiała telepatycznie. https://www.youtube.com/watch?v=ugrKgdOF-Bs

  • Ona z Ojcem rozmawiała bez słów – mówię do Piotra siedzącego przy komputerze.
  • No co ty? – Piotr się odwraca i zaczyna oglądać film.
  • Myślisz, że tylko ty rozmawiasz z Bogiem?
  • Ja też telepatycznie rozmawiam… – Piotr zdziwiony.
  • To coś was łączy.

10. 04. 17 r. Szczecin.

Zadzwonił Piotr.

  • Myłem talerze i widzę matkę Zdzicha! – zmarła już dawno temu.
  • Miała tyle lat, ile ostatnio ją widziałem i zapamiętałem… Mówi do mnie…
  • Jesteśmy szczęśliwi. I Zdzisiek jest też szczęśliwy bardzo.
  • Po co mi to mówisz?… spytałem.
  • ……
  • Zrobiła minę jakby się zdziwiła, że w ogóle pytam.
  • Tylko tobie mogę to mówić.
  • Widziałaś Boga?
  • Nie, ale czuję się wspaniale.
  • Mówiła z akcentem wschodnim… jak zawsze –  nie widziałam Piotra, ale czułam, że oczy ma otwarte szeroko ze zdziwienia.
  • Wszyscy teraz zaczną do mnie przychodzić ???!!! Jeszcze tego brakowało… – Piotr wcale się nie cieszył.

Nadal czytam książkę; Tajemnice watykańskich proroctw” i nadziwić się nie mogę.


14. 04. 17 r. Szczecin.

Piotr przyjechał na święta. Był zmęczony, ale wieczorem przeczytałam mu kilka maili od osób, które piszą do nas w związku z tym dziennikiem. Wszystkie listy są ciekawe, a każdy z osobna to jakaś odrębna historia. Czytam Piotrowi po kolei je na głos, choć na początku bardzo się przed tym wzbraniał. Po ostatnim przyznał mi w końcu, że pisanie na blogu ma jednak swój sens.

  • Faktycznie, Homiel miał rację, że z tego światło bije.
  • Noooo, dzieje się… – pokiwałam w zamyśleniu głową.
  • Jakie to szczęście, że mamy… zdrowe dzieci – Piotr powiedział to będąc pod wrażeniem jednego z listów, ale zawahał się na końcu zdania.
  • Zawahałeś się
  • Zawahałem – przyznał.
  • Im większy krzyż, tym bliżej Boga. To trudne, ale to prawda.
  • Chyba coraz więcej ludzi to czyta – mówię.
  • Nawet ci majętni… – Piotr przytaknął, choć nie mam pojęcia skąd to wie. Może coś zobaczył…?
  • I będzie rosło, bo coraz więcej ludzi jest potrzebujących, a w tym świecie nic nie jest za darmo.
  • … – Piotr chwycił się za serce. Musiało go zakłuć, jeszcze często łapie się za serce.
  • Czuję twoje serce, nie udajesz.
  • Piecze.
  • Wiem.
  • Z kim teraz mówię? – Piotr nie był pewny.
  • Z przyjacielem.
  • ……
  • Prawnik miał się zgłosić przed świętami i nie zrobił tego. Ja nie wiem jak z tym człowiekiem mam rozmawiać – Piotr zmienił temat i wrócił do rzeczywistości.
  • Nie mniej do niego pretensji. Stanie na wysokości zadania, kiedy przyjdzie czas.
  • Oby… – westchnął.
  • ……
  • Kiepsko wyszedł mi dzisiaj post – a dzisiaj piątek, ścisły post.
  • Jest ci wybaczone.
  • Nie pamiętałem – Piotr się tlumaczy… 
  • Pamiętasz o innych rzeczach. Wiem, że jesteś atakowany.

Piotr nie tylko ciągle jest słaby, ale znowu ma nieprzespane noce i niekończące się problemy. Bywa, że przychodzi z firmy i kładzie się w garniturze do łóżka, by chwilę przespać, a ta chwila trwa do rana.

  • Czy te zmiany, które nadejdą będą wielkie?
  • Ogromne.
  • Co mogę powiedzieć ludziom, którzy piszą? – wtrąciłam się.
  • Nauczaj, rozwijaj słowa z Biblii i przekładaj na życie, ale tylko wtedy, gdy twój mąż będzie ułomny.

Czyli wtedy, kiedy sam nie będzie mógł przekazać tego, co od Nich usłyszy. Nie ośmieliłabym się nauczać ludzi nie będąc przy tym pewna tego, co mam do powiedzenia.

  • Pokładanej nadziei nie zmarnowałaś … zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno Homiel ?
  • A o tobie nie wiem, co mam powiedzieć. W którą stronę ten wulkan wybuchnie powiedział do Piotra.

Ostatnio Piotr jest bardzo drażliwy, wystarczy mała iskra do wielkiej awantury i trudno z nim wytrzymać w jednym pokoju. Zaciskam zęby mając na względzie jego serce, dla świętego spokoju wolę się wycofać.

  • Nadchodzi dzień poprawy.

Dopisane 23. 11. 2017 r.

  • Myślisz, że tylko ty rozmawiasz z Bogiem?

W dziejach Kościoła istnieje tylko jedno (?!) objawienie Boga Ojca. Polegało ono na rozmowach wizjonerki, s. Eugenii Elisabetty Ravasio ze Stwórcą. Czyżby współczesne czasy były na tyle wyjątkowe, że Bóg zdecydował się na tak niezwykłą interwencję? http://misyjne.pl/jako-jedyna-widziala-boga-ojca/ 

Objawienia, o których mowa zostały uznane przez Kościół jako zgodne z Ewangelią i Tradycją. To nie oznacza jednak, że nie budzą one kontrowersji. Stanowią przecież coś niepowtarzalnego. Nigdy wcześniej, ani później do takich objawień nie dochodziło. Bóg Ojciec nigdy w ten sposób nie ujawniał swej obecności. Czyżby współczesne czasy były tak szczególne, że Bóg zdecydował się na tak niezwykłą interwencję? Oto treść objawień spisanych przez misjonarkę.

Nie mogę już drugi raz ofiarować Mojego umiłowanego Syna, aby udowodnić Moją miłość do ludzi! Jednak przychodzę między nich, przyjmując podobieństwo do nich i ich ograniczoność, aby ich kochać i aby poznali tę Miłość. Popatrz, odkładam Moją koronę i całą Moją chwałę, aby przybrać postawę zwyczajnego człowieka!

Przypomnę słowa; http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/09/15/stworca-ktory-zdjal-korone-i-jest-z-wami/

- Stwórca, który ma wielkie poczucie humoru i bawią go te sytuacje. Zdjął koronę i jest z wami.
- Może od zawsze ze mną jest? 
- Od małego jest, wchodzi w ciało duchem i wychodzi. 

Nauka nie ma końca.

07. 04. 17 r. Szczecin.

Mam za sobą fatalną noc. Mimo woskowych zatyczek w uszach usłyszałam w pokoju, gdzieś w powietrzu, zaledwie metr ode mnie… dziwny dźwięk. Jakby ktoś potrząsał metalową sprzączką od paska albo czymś podobnym. Metaliczny, wyraźny, dość głośny brzęk. Był tak nietypowy, że od razu wiedziałam, iż nie jest to dźwięk naturalny. Obudził mnie gwałtownie, ale mój racjonalizm wziął górę i mimo wszystko pomyślałam, że mi się przewidziało. Ledwo to pomyślałam, a metaliczny dźwięk zabrzmiał na środku pokoju jeszcze donośniej i dłużej… i wtedy się przestraszyłam.

Wstaliśmy o 5 rano, bo żadne z nas nie mogło już spać. Jechaliśmy do Szczecina i przygotowałam sobie zeszyt do notowania mając nadzieję, że 6 godzin jazdy nie będzie w milczeniu.

  • Usłyszałem rano…
  • Imion w tobie wiele.
  • ……?
  • Po co tyle mi imion? – Piotr zdziwiony. 
  • To jest alchemia futbolu.

Dlaczego futbolu? Zdziwiłam się, a kiedy się czemuś dziwię, to sprawdzam. Wystarczyło poszperać w internecie; Czy piłka nożna jest grą wojenną? Jak rozwijały się systemy gry? Jakie są tajemnice techniki? Na czym polega taktyka? Jak budować nastawienie psychiczne? Co to jest bank informacji? Na czym polega rola lidera? Na czym polega obrona bramki? Jak strzela się bramki?… http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99459/alchemia-futbolu

Alchemia futbolu jako gra wojenna… ciekawe… 


Piotrowi zebrało się na wspominki.

  • Ciekawe co z tym mieszkaniem na Ujazdowskich, tam widziałem dwa duchy i gacki…
  • Jakie duchy? – pytam, bo już zapomniałam.
  • Stasia i jakiegoś faceta, który się tam rzucił z balkonu.
  • Ciekawe… Homiel, dalej są tam gacki? – pytam. 
  • Są tam, gdzie jest ich cel.
  • ……?
  • Pokazał mi teraz jakiś dom, gdzie odprawiane są dziwne rytuały… Widzę zwierzaka składanego w ofierze, zabijali go… ohyda… – Piotr opisuje co widzi jednocześnie prowadząc auto.
  • Zawsze w takich miejscach są gacki? – dopytuję.
  • Gdzie się ryba najlepiej czuje?
  • W wodzie, w swoim żywiole – i kiwam ze zrozumieniem głową.

Zadziwiające… w jak prosty sposób wyjaśnił to, nad czym wielu egzorcystów się zastanawia, a to jest naprawdę dość proste. Jeśli jesteśmy słuchani i obserwowani, zarówno przez Niebo, jak i piekło, jeśli chcemy kogoś zaprosić to… przychodzi. Wyższą matematykąjak to mawia Homiel jest sytuacja, gdy celem staje się osoba, która nie zaprasza. Z nią wiąże się jakiś plan, ponieważ nic nie dzieje się bez powodu. Egzorcyści nazywają takie przypadki dopustem bożym.  


Rozmawiając o diable Piotr przypomniał sobie najbardziej dla niego traumatyczne doświadczenie.

Miałem sen, właściwie nie sen, to wizja, była tak realistyczna, że kiedy się zbudziłem, byłem zdziwiony, że leżę w łóżku. Jest duże pomieszczenie wyglądające jak muzeum, ma poziome gabloty, za jedną z gablot stoi facet ubrany jak mój tato i wyglądał jak mój tato, ale jego twarz była cała z wypryskami, pomarszczona, z wybroczynami na gębie, miał kręcone ciemne włosy średniej długości. Powiedział stojąc za gablotą; 
-Chodź ze mną – i w jednym ułamku sekundy stanął przy mnie. 
-Odczep się, czego ty chcesz ode mnie – powiedziałem. 
-Jak to nie wiesz?
-Nie wiem. 
-Przecież jesteś moim synem, zawsze byłem w tobie odparł. 
-To nieprawda – zacząłem krzyczeć, ale ten nie słuchał. Zignorował to. Klęknął przede mną i wyciągnął do mnie dłoń. 
-Podaj mi dłoń, będziemy razem rządzić. 
-Nie, to niemożliwe, nigdy! krzyknąłem. 
-Zwiałem od niego. Czułem w nim ogromne zło. Chciałem jak najdalej od niego uciec i zbiegłem piętro niżej. Wszedłem do jakiegoś mieszkania, gdzie było kilka kolejnych pomieszczeń. Usłyszałem wtedy głos jakby spoza tego budynku, kogoś, kto obserwował całą sytuację z góry. 
-Nie możesz wiecznie uciekać, musisz walczyć.
http://osaczenie.pl/wp/2016/03/09/poczatek-wojny/ 
  • Ten główny gacek był ubrany jak mój tato, dżinsy, koszula, ale jego twarz była pełna krost, brązowych wypustek – Piotr zdenerwował się ponownie, aż żyły wyszły mu na czole.
  • ……
  • To była straszna wizja…
  • Nieprawda, to była wizja nadziei.
  • Dlaczego nadziei? – pytam zdziwiona.
  • Nie wybrałeś władzy będziemy razem rządzić.
  • Hmm… Z tego wynika, że nie liczy się jak zaczynasz, ale jak kończysz… Wybrałeś dobro.

Piotr zamilkł na długo. Nie wiem o czym myślał, ale jego kolejne pytanie prawie mnie rozśmieszyło.

  • Macie taką technologię… to po co wam miecze?
  • Miecze są ponad technologie, a te uświęcone…
  • ..? – nie dokończył.

Piotr opowiadał jak wygląda Niebo, a ja się zastanawiałam po co Im tyle światów? Musi być jakiś główny, nadrzędny cel.  Pomyślałam to, co podejrzewałam już wcześniej… Niebo także się uczy. Może każdy następny świat jest coraz doskonalszy, ulepszony, poprawiony? Bałam się jednak o to spytać… bo pytać, a myśleć to jednak różnica. 

  • My też się uczymyHomiel rzucił słowa, a ja zbaraniałam i spojrzałam lekko przestraszona na Piotra.
  • Homiel, odpowiedziałeś na moje pytanie?
  • Pstryknął ci palcami na potwierdzenie, jakby mówił… a tak!
  • A czego się uczycie?
  • Ludzkich reakcji, emocji, zachowań.
  • A czy uczyliście się na moim sercu? – wtrącił się Piotr.
  • Nie Ja operowałem.
  • …… – teraz przynajmniej jestem pewna, że to z Homielem rozmawiamy, a nie z samym Ojcem.
  • Homiel co to za druga fala jest?
  • Zdarzenia, które cie zaskoczą. Uchronią cię przed wieloma innymi rzeczami, ale zrozumiesz to po fakcie. Człowiek nie może wiecznie pływać, bo w końcu utonie.
  • Toś mnie zaskoczył. 
  • Znałeś tę odpowiedź, ale nie zdawałeś sobie sprawy. Twoi pracownicy żyją w nieświadomości.

Zaczęłam szybko to analizować. Czy Homiel wieszczy koniec firmy?

  • Czy ta fala jest daleko?
  • Przyjmij ją z pokorą i niczego się nie obawiaj.
  • … – łatwo powiedzieć, wzdycham.
  • Bardziej obawiaj się pływania na oceanie. Fala się zbliża.
  • A nie będzie ludożerców na ziemi? – Piotr zażartował, ale bardzo sensownie. Lądując na ziemi, mimo że bezpieczniej niż na wodzie, to też może gdzieś czaić się niebezpieczeństwo.
  • Takich rozważań nie przewidziałem i dlatego się ciągle uczymy.
  • Homiel ma rację. Wszystko co robisz, musi się kiedyś skończyć, nie dasz rady tak ciągle pływać.
  • Przed tym, zanim opadniesz zabierzemy cię stąd.

Znowu jakaś tajemnica. Znowu zaczynamy analizować jego wizję kadr po kadrze…

  • Zobaczyłem wielką falę, zdziwiłem się, że taka wielka i nagle byłem na jej szczycie. Nie wiadomo skąd się tam wziąłem. Zacząłem płynąć po jej tafli i czułem się tak, jakbym serfował… Fajnie mi było… Potem fala wyrzuciła mnie w powietrze wysoko i straciłem świadomość, jakby mnie nie było… Doszedłem do siebie na brzegu lądu, klęczałem na kolanach na kamieniach, w oddali zobaczyłem dwie kobiety, ale one nie zwracały na mnie uwagi, były jakby w negatywie zdjęcia…

  • Hmm… – znam to na pamięć, a mimo tego ponownie ją analizuję.
  • Tu jest kilka etapów. Zauważenie fali, na fali, wyrzucenie z fali i opadnięcie z fali…
  • zanim opadniesz zabierzemy cię stąd… to trzeci etap… – myślę głośno.
  • ……
  • Nie jesteśmy w stanie tego teraz odgadnąć, ale cokolwiek będzie się działo przyjmij to spokojnie – zaczęłam przekonywać Piotra.
  • Fala już się tworzy.
  • Tak? Ciekawe co będzie zwiastunem, że nadchodzi… Faktycznie nie da się wiecznie pływać po oceanie, woda osłabia i idziesz na dno. Prędzej, czy później toniesz.
  • Damy radę.
  • Nie widzę swojej roli tutaj, przy tej fali. To będzie tylko ciebie dotyczyć Piotr – mówię z przekonaniem.
  • Tylko i wyłącznie, lecz nie myśl, że będziesz sam.
  • Ale będę mogła jakoś pomóc?
  • A mało robisz? To droga dla niego, musi ją przejść.
  • Pierwsza fala uchroniła cię przed śmiercią – mówię.
  • Druga zmieni twoje życie.
  • Czyli na to musisz spojrzeć jak na wybawienie, a nie jak na problemy.

Biorę do ręki telefon, sprawdzam pocztę firmową i widzę, że nasz prawnik przesłał nam kolejne pismo z sądu. NIP wzywa rzeczoznawcę na rozprawę jako świadka. Dwukrotnie rzeczoznawca przyznał nam rację, ale tamci najwyraźniej nie dają za wygraną.

  • Rany… to będzie wieczność trwało jak oni tak wszystko będą podważać – Piotr już zmęczony.
  • Co ty na to, że z wokandy zdjęto dwa dni przed…?

Homiel przypomniał nam sytuację, kiedy to Piotr leżał po zawale w szpitalu, zbliżała się data rozprawy i dwa dni przed otrzymaliśmy informację o jej przesunięciu ze względu na chorobę sędziny. Cud! Zrozumieliśmy, że to co nam się wydaje niemożliwe, tam takiego słowa po prostu nie ma.

  • To się już dzieje, tak działa pasta i pokazał ponownie miskę wody z rozpuszczoną w niej pastą do zębów.
  • Naprawdę coś tam się dzieje? – Piotr pyta z niedowierzaniem.
  • Ryczy.
  • A możesz inaczej?
  • Głośno jest.
  • ……
  • Nienawidzą cię.
  • Nie pójdę na żadne układy z NIP!
  • My wieeeemy Homiel zaczął Piotra głaskać po głowie.
  • … – zaczynam się śmiać.
  • Ciekawe jak to się potoczy…
  • A jak serce się potoczyło?
  • Nooo… szybko.
  • Piotr… nadchodzi payback time. Odpłacisz NIP i odpłacisz gackom za to, co ci zrobili.

Musieliśmy zatankować na autostradzie. Cena paliwa horrendalna, więc Piotr zatankował tylko tyle, byle dojechać.

  • Ale tu drogo! Wołałbym konia macać niż tu tankować.
  • Wątpię.
  • … – zaczęłam się śmiać głośno, ponieważ ja już nie zwracam uwagi na powiedzonka Piotra, ale Homiel jest ciągle czujny.
  • Uwielbiam twoją poetykę, na niej się uczę.
  • Po co się ciągle uczycie?
  • Nauka nie ma końca.
  • Czy Ty też jesteś czasami zmęczony?
  • Oczywiście, myślami człowieka.
  • To musisz przy Piotrze być bardzo zmęczony.
  • Często.


Dopisane 22. 11. 2017 r.

Imion w tobie wiele – przypomnę słowami o. Jamesa Martina co znaczy imię.

fragment książki; Jezus – J. Marti

Imię to znak nowej tożsamości. Chcę to dzisiaj podkreślić, ponieważ kilka miesięcy później okaże się to w naszym życiu kluczowe. Najlepiej zrozumieć co znaczy „mieć imię” rozpatrując prosty przykład. Francesco Forgione to zwykły człowiek, jeden z wielu mieszkańców Włoch. Jednak imię „Ojciec Pio” zmienia wszystko, nadaje mu nową tożsamość, z którą wiążą się konkretne zadania i cele. Imię to pełniona funkcja.

 

Jeśli chcesz rozpędzić owce, trzeba uderzyć w pasterza.

27. 03. 17 r. Ustroń.

Piotr nie może prowadzić dalekich pieszych wycieczek, więc zwiedzamy wszystko, co jest w pobliżu sanatorium. Sam budynek znajduje się na sporym wzgórzu, a nad nim jest jeszcze jedno wzgórze. Tam się dzisiaj wybraliśmy. Usiedliśmy na ławce mając pod nogami przepiękny widok, także pogoda służyła nam dzisiaj wyjątkowo. Siedzieliśmy w milczeniu zdając sobie sprawę, że to wyjątkowe chwile w naszym życiu.

  • Homiel powiedział mi teraz, że jeśli chcesz rozpędzić owce, trzeba uderzyć w pasterzaprzerwał milczenie Piotr.
  • …… ? – takie słowa w takiej chwili? Muszę czegoś dotyczyć…
  • Chodzi o Medjugorie? – przyszło mi na myśl.
  • Chyba tak… – wzruszył ramionami Piotr.
  • Hmm… – to miałoby sens.
  • Homiel pokazał mi teraz, że ledwo z fali zszedłem i zacznę pływać.

Nawiązał do wizji z falami. Nasz pobyt w Ustroniu powoli się kończy, za kilka dni wracamy do Warszawy, a Piotr do pracy i znowu zacznie „pływać”.

  • Drugą wkrótce zobaczysz. Nie będziesz przerażony, będziesz zaskoczony.
  • A kiedy sąd?
  • Niewątpliwie wkrótce.
  • A sędzina ?
  • Czyści już buty.
  • Czyli szykuje dokumenty?
  • Nie. Ona już wie co ma robić – wtrąciłam się – Jak masz sprawę do załatwienia to się ubierasz, czyścisz buty i wychodzisz. Mam rację Homiel?
  • Pasta swoje robi.

Nawiązał z kolej do wizji z miską wody i rozpuszczonej w niej pasty. Chyba łatwiej pokazywać Mu wizje, niż tłumaczyć wszystko od nowa.

  • Na końcu swojej drogi pójdziesz tam, gdzie inni pójść nie mogą.
  • ……?
  • To samo chyba powiedział Jezus? – Piotr do mnie niepewnie.

Najdrożsi! Będę z wami jeszcze tylko chwilę. Będziecie Mnie szukać, ale jak powiedziałem przywódcom religijnym, tak i wam powtarzam: Tam, gdzie idę, nie możecie pójść. Jan 13,36

  • Co miał na myśli? – pyta mnie znowu szeptem.
  • …… – nie odzywam się, bo skąd mam wiedzieć?
  • Pokazał mój dom na Górze…. Ma dwie kolumny i jest przybudówką do większego domu.
  • To nie przybudówka. To piękny dom.
  • Kolumny są faktycznie, czy to symbol? – pytam od razu, ponieważ dość często w relacjach innych ludzi o Niebie pojawiają się motywy kolumn, co zawsze mnie zastanawiało.
  • Faktycznie są… Złoto – żółte… – dalej szepcze Piotr jakby był agentem Mosadu.
  • Coś mi nie pasuje, przecież Niebo nie przywiązuje wagi do złota, materializmu, to dlaczego złote? – myślę przyziemnie.
  • One nie są ze złota, to jest światło od Ojca tak silne, że wszystko wydaje się złote…
  • Aaaaa…. – tego nie brałam pod uwagę.

Wspominaliśmy całą drogę, którą przeszliśmy, by dotrzeć aż na to wzgórze i na tą ławkę. Piotr sobie coś przypomniał.

  • Czy To nie dziwne, że ledwo zamknąłem oczy podczas operacji i były dwa wypadki w rodzinie? – a w naszej rodzinie jest zaledwie 15 osób.
  • Chcesz powiedzieć, że jesteś taki ważny? zakpił sobie lekko Homiel.
  • No tak – i zaczął się śmiać.
  • Ciągle ci tłumaczymy jak ważne są twoje modlitwy.
  • Hm… To wygląda tak, jakby diabły tylko czekały w blokach startowych. Tylko czekają na słabszy punkt i słabsze chwile.

28. 03. 17 r. Ustroń.

Piotr mało, że jest po operacji, to jeszcze się przeziębił. Nie wychodzi. Dodatkowo jest zmęczony alergią i pobudkami w nocy.

  • Gacki musiały też u siebie zmienić godzinę, bo mnie obudzili o 3 w nocy.

Piotr ironicznie nawiązał do wiosennej zmiany godzin. On ironicznie, a się zastanawiałam nad tym już wcześniej, bo to nie pierwsza taka sytuacja. Mimo że przesuwaliśmy zegary do przodu, czy do tylu one zawsze były punktualne o 3,00.

  • Nad ranem zobaczyłem dwóch Białych, wielkich po 3 metry, wyglądali jak niebiańscy lekarze, nachylili się nade mną jakby skanowali cały organizm. Usłyszałem, że…
  • Gwałtownie narastają… i nie wiem co, nie dosłyszałem, ale wiedziałem, że chodzi o moje zdrowienie. Wyglądali inaczej niż reszta – był zdziwiony tym odkryciem. 
  • ….. – ciekawe… Piotr Zdrowieje gwałtownie i jak powiedziała lekarka; takiego jeszcze nie mieli. Szkoda, że nie pamięta co! gwałtownie narasta.

Zostawiłam Piotra w pokoju, a sama poszłam na spacer. Idąc wzdłuż drogi po prawej stronie miałam las, po lewej rzeczkę. Usłyszałam w pewnej chwili szelest liści, co mnie przestraszyło. Kątem oka zobaczyłam też ruch, więc się zatrzymałam. Między drzewami, w odległości zaledwie 5 metrów ode mnie stały dwie sarny, a dokładnie sarna i młody jelonek. Gapiliśmy się przez chwilę na siebie i to był piękny widok, bo nigdy nie widziałam tych zwierząt tak blisko. Po godzinie znowu byłam u Piotra.

  • Ola wie kim jesteś, ale nie zdaje sobie sprawy, kim jesteś... tak teraz powiedział, o co Mu chodzi? – pyta mnie Piotr.
  • Hmm… że wiem kim jesteś, ale nie zdaję sobie sprawy co możesz zrobić.
  • Ma rację?… Oni widzą nas bez przerwy – Piotr na to 
  • I słyszą!
  • ……
  • Co myślisz o dwóch sarnach? – spytał. 
  • … – zaskoczył mnie, bo o dwóch sarnach jeszcze nie zdążyłam  opowiedzieć Piotrowi.
  • To twoje klimaty.
  • A moje nie? Piotr od razu.
  • Ty nie zagłębiasz się, Ola wchodzi w szczegóły.
  • …… – uznałam to za komplement.

Po obiedzie znowu chciałam iść na spacer, gdyż okolica cudowna i pogoda cudowna.

  • Chodź na spacer ze mną Homiel – zażartowałam.
  • Ja nie, ale Grubas idzie ryknęłam śmiechem.
  • Ja pójdę, ale po sanatorium – Piotr się zapalił.
  • Eeee, co to za spacer…
  • Spacer typu domestic i znowu ryknęłam śmiechem.

Problem w tym, że owszem Piotr wyszedł na spacer, ale po przepastnych korytarzach budynku, które ciągną się w nieskończoność. Myślę, że można by w ten sposób przejść nawet dwa kilometry.


Po południu siedliśmy przy kawie…

  • Naprawdę usłyszałem A któż z was pójdzie… – przypomniał sobie…
  • Hmm… Jeśli Bóg spytał, to znaczy, że tam też jest wolna wola, mogli wybrać…
  • Ale żaden się nie wychylił, tylko ja.
  • Ciekawe dlaczego żaden…
  • Czy wolisz spać w pierzynie, czy na deskach? Czy żałujesz?
  • Nie żałuję. Ważne, żeby się stało, co ma się stać – Piotr pewnie. 
  • ……
  • A ja myślę, że Ojciec doskonale wiedział, kto się zgłosi – nie wierzę, żeby nie wiedział, przecież wie wszystko.
  • Powiedz mi co sądzisz o człowieku, który siedzi w domu, a tym, który pojedzie w daleką podróż i wróci?
  • Ma doświadczenie… – Piotr.
  • Jest mądrzejszy… – przyszło mi do głowy.
  • Widzę tego alabastrowego, on leży na kozetce w pokoju gdzie jest też stół, przychodzi mi na myśl, że jest w domu Boga… Dlaczego?

  • Może chce mieć go blisko siebie? – nie przychodzi mi inne wyjaśnienie.
  • Jak się przebudzisz pierwszego Mnie zobaczysz.
  • ……
  • Prawdziwe zadanie zacznie się za chwilę?
  • Trwa bez przerwy.

Gdy słyszę słowa Ojca ciarki mnie przechodzą. Jego pytania… są tak proste, mocne i rzeczowe zarazem… Kiedy pyta, nagle wszystko staje się jasne. Teraz rozumiem w pełni słowa; najwięksi z nas będą służyć człowiekowi i to wielki zaszczyt być człowiekiem. A jednak… To jest tak nieprawdopodobne, że dopadają mnie wątpliwości.

  • Gdyby nie ta dziura, okno do Ich świata w ścianie… nie uwierzyłabym w to wszystko – zamyślam się głęboko.
  • Nie uwierzyłabyś nawet, że widziałem Ojca…
  • Mówisz, że widziałeś Ojca… jak On wygląda?
  • . Wspaniały… – Piotr nie mógł długo znaleźć odpowiedniego słowa.
  • To nie jest odpowiedź.
  • … Przepiękny… oczy lekko przymknięte, wysoki, postawny mężczyzna, według naszego słownika bardzo przystojny… Kurdupel jestem przy Nim. Cały wszechświat jest kropką przy Jego oku… Opisać Ojca?… Nie da się. Na pewno człowieka kocha mocno… A od Jezusa bije bezgraniczna miłość i dobro do człowieka… – i zaczął szlochać.


Dopisane 12. 11. 2017 r.

Jeśli chcesz rozpędzić owce, trzeba uderzyć w pasterza

Wówczas Jezus rzekł do nich: Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei.


Nawiązał z kolej do wizji z miską wody i rozpuszczonej w niej pasty. Łatwiej Mu pokazywać wizje, niż tłumaczyć wszystko od nowa nie jesteśmy pierwszymi, którym Niebo przekazuje prawdę poprzez wizje. Podobnie miała m. in Alicja Lenczewska. Chrystus odpowiedział jej dlaczego jest to prostsza forma rozmowy; 


I słyszą! chciałabym obalić pewien mit. Nie spotkałam egzorcysty, który by twierdził, że diabeł słyszy nasze myśli. Otóż słyszy i to całkiem wyraźnie! Zawsze twierdziłam, że walka o nasze dusze zaczynają się już w naszej głowie. 

A. Lenczewska; Świadectwo
A. Lenczewska; Świadectwo

A od Jezusa bije bezgraniczna miłość i dobro do człowieka…

A. Lenczewska; Świadectwo
A. Lenczewska; Świadectwo