30. 12. 25 r. Szczecin.
Kilka dni bez jakichkolwiek rozmów, nawet w święta, do tego Piotr właśnie wyjechał do Warszawy na dwa dni. Kończy się rok, naprawdę na nic już nie liczę, ale nad ranem …
Nieokreślone pomieszczenie, przypomina salkę wykładową, ponieważ widzę dużo stolików z podwójnymi krzesłami.

Panuje zamieszanie, sporo ludzi, głównie kobiet nerwowo kręci się w sali, jakby się do czegoś szykowały. Stoję pośrodku nieco zagubiona i obserwuję jak szepczą między sobą podekscytowane. Rozglądając się wokoło dostrzegam pod ścianą przy tablicy Caviezela ! Oczy otwieram szeroko ze zdziwienia; co on tu robi ?! Z nikim nie rozmawia, na nikogo nie patrzy, jest zamyślony i widać, że się do czegoś mentalnie przygotowuje. Przychodzi do mnie myśl, że to chyba on ma mieć wykład w tej sali i to z jego powodu jest to całe wokół zamieszanie.
W pewnej chwili wszyscy jak na komendę siadają na swoich krzesłach. Widząc co się dzieje, ja również siadam na pierwszym z brzegu krześle przy pierwszym z brzegu stoliku. Ledwo siadłam, gdy z lewej mojej strony z boku jakaś babka zdecydowanym ruchem przesuwa się swoim krzesłem na moje miejsce.
- To (lub tu) nie twoje miejsce ! … mówi stanowczo.
Zrobiła to na tyle gwałtownie, że bojąc się przewrócić wstałam z krzesła i odsunęłam sie od stolika. Spojrzałam na nich wszystkich siedzących, żadnego wolnego miejsca …
- Nie, to nie … pomyślałam.
I wychodzę z salki na korytarz, można powiedzieć, że urażona. Stojąc na korytarzu wtedy dopiero zdaję sobie sprawę, że musi być to jakaś uczelnia. Widzę drzwi uchylone do sąsiedniego pokoju i widzę Caviezela, znowu ! Jeszcze raz jestem zdziwiona, bo nie zauważyłam, kiedy wyszedł z salki. Caviezel tym razem siedzi w fotelu, a jakaś kobieta, zdaje się profesjonalna makijażystka w zupełnej ciszy szykuje jego twarz na „występ”. Ciekawe … Gdy zobaczyłam go w wykładowej salce, był w wieku obecnym, czyli 57 lat. Makijażystka zaś przygotowywała go do wieku Jezusa z filmu „Pasja”. Zapatrzyłam się … Ta chwila wydawała mi się tak intymna, że poczułam się w pewnym momencie jak intruz. Czy widział, że podglądam ? Nie wiem. Kompletnie nie zwracał na mnie uwagi, więc odchodzę.

Idę korytarzem do wyjścia z tej niby uczelni. Nie słyszę dzwonka, a mimo to wyciągam z torby swój telefon i przykładam do ucha. Zrobiłam to kompletnie bezwiednie, jakby przez kogoś kierowana. Słyszę męski głos, dość niewyraźny, jakby z daleka. Głos niby Caviezela, ale nie tego obecnego, dojrzałego mężczyzny, a głos Jezusa z „Pasji”. Zastygam. Stanęłam na środku korytarza kompletnie zaskoczona. Przyciskam telefon do ucha mocnej, bo nie rozumiem, co mówi. Dopiero po chwili rozpoznaję, że mówi po angielsku ! Jestem zaskoczona, że po angielsku, ale po sekundzie już nie, przecież to Amerykanin, więc jak ma mówić … Po polsku ?
Wsłuchuję się dalej próbując wyłapać pojedyncze słowa i mam wrażenie, że mówi do kogoś, kto się jeszcze nie odzywa. Mam wrażenie, że jakimś cudem właśnie podsłuchuję jego z kimś rozmowę. Trudno nawet nazwać to konwersacją, ponieważ ta druga strona nadal w nie reaguje. Powinnam z przyzwoitości się rozłączyć, ale jego głos jest tak kojący, że oczy przymykam zasłuchana. Wyostrzam słuch, jednak nadal nie wiem, co mówi, bo „rozmowa” jest przerywana, na raty, jakby za mgłą, jakby zasięg telefoniczny był za slaby … On mówi i mówi, nie wiem co, a od strony jego rozmówcy nadal nie ma żadnej reakcji … W pewnym momencie doszło coś do mnie, mam pewne podejrzenia …
-
Are you talking to meeee ?! – spytałam wolno kosmicznie zdziwiona.
-
Yeeees ….
Odpowiedział miękko, ciepło, niebiańsko i z wielką ulgą w głosie, że się w końcu połapałam. Zauważyłam, że z Yeeeees barwa głosu się lekko zmieniła. Wiedziałam, że to już nie Caviezel, który stał się synonimem Jezusa dla wielu ludzi na świecie. Zrozumiałam, że to sam Jezus.
-
… Oh …. my … god !!! – pomyślałam.
-
I have to say you something !… – odpowiedziałam szybko akcentując w super angielszczyźnie ostatnie słowo.
Uśmiechnął się szczęśliwy albo, że się zorientowałam albo, że mówię do Niego po angielsku, nie wiem. Dziwne, nie widziałam Jego twarzy, a jednak „widziałam” Jego uśmiech.
-
Waiting for You is so hard …. – … i poleciały mi łzy, ale w realu. To już była rozmowa w realu.
Uśmiechnął się szerzej, westchnął z wielką ulgą w głosie, że go rozumiem, że możemy się porozumieć, był szczęśliwy …
I wtedy moja córka trzasnęła drzwiami wychodząc z domu i „połączenie” zostało przerwane. Była 5.55 godzina. Nigdy przedtem nie żałowałam tak bardzo, że wizja się skończyła. Właściwie, czy była to w całości wizja, wątpię. Płynnie przechodząc z jednego wymiaru do drugiego, połowę tej rozmowy ewidentnie przeprowadziłam w realu.
Usiadłam na łóżku, przymknęłam oczy i wspominałam głos Jezusa. Był naprawdę … szczęśliwy, co mnie nawet zdziwiło, ponieważ …
-Widziałaś Moją radość ? -Taaaak – uśmiecham się. -Szkoda, że Jezus nie jest tak radosny. -Trochę przeszedł – … Ojciec powiedział ze smutkiem. -Ciągle czuje. Co by Go uszczęśliwiło ? -Jest szczęśliwy. Na swój sposób. Wiesz, co by Go uszczęśliwiło ? Żeby świat cały był za Nim. https://rozmowyzniebem.pl/wp/2020/07/01/objawi-sie-nagle/
Godzinę później zadzwonił Piotr.
-
Ale miałem wczoraj wizję ! … Ledwo zasnąłem, miałem wizję. Tankowałem do Skody i wtedy doszło do wybuchu wielkiego. To znaczy dystrybutor wybuchł, ale tak wybuchł, że mnie odrzuciło. Nic mi się nie stało, ani Skodzie …. Ogromny wybuch, nagły, niespodziewany.
No proszę …. Hmm … Tankowanie do Skody … Dawanie paliwa do Skody, kiedy Skoda oznacza życie Piotra ? Gwałtownie zostanie przerwane. Moja wizja i Piotra się uzupełniają. Moja edukacja w „niebiańskiej uczelni” się kończy i czas na lekcje indywidualne, nadchodzi Nauczyciel.
-Zrozum, że fala to wielka koronka. Fala obejmuje całą rodzinę i nigdy bym cię nie zostawił na pastwę losu, na ten brutalny świat. -Kto inny cię przejmie, opiekę nad tobą. -Kto ? -Józek, pseudonim „Arab”. -Tak jak zmienił się „prawdziwy nauczyciel nadchodzi”. - Ktoś inny cię przejmuje. - Prawdziwy nauczyciel – pokazał obrazek stojący na parapecie. https://rozmowyzniebem.pl/wp/2020/07/09/wszystko-sie-spelni/
Końcówka roku 2025 … A myślałam, że już nic nie będzie.
Rozmowa z Jezusem.
Nie planowałam umieszczać tego wpisu akurat na czas Wielkanocy, wyszło jak zwykle, czyli „przez przypadek”. Piękny ma głos Jezus, muszę przyznać. Bardzo kojący.
Spokojnych Świąt – … i jeszcze jedno niezwykłe spotkanie …