Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić.

23. 08. 17 r. Warszawa.

Siedzimy na kawie.

  • Nie wiem co planuje Ojciec, ale mam nadzieję, że będziemy mieli na kawę – Piotr zamyślił się.
  • Dawno mógłbyś kasłać, a jednak pijesz tę kawę.
  • Hmm… – uśmiechnęłam się, bo faktycznie… jakoś tak się zawsze dzieje, że mimo wielu problemów z głodu nie umieramy.
  • Bo nie „mieć”, a „być” jest ważne.
  • Dużo wody przelało się w rzece zanim to powiedziałeś. Teraz mogę usiąść w fotelu… … czyli odpocząć.
  • To takie ważne?
  • Ty nie wiesz ile nacerowałem się skarpet, byś to zrozumiał.
  • …….. – zaczęłam się śmiać.
  • Czyli tyle drogi musiałem przejść, aż dziury zrobiłem w skarpecie… Ten to ma powiedzenia – Piotr kręci głową, a mnie ciary przechodzą po plecach, bo widocznie nie zdaje sobie sprawy, że z Ojcem rozmawia.
  • Ale w tym świecie, tak to już jest, że trzeba coś jeść – mówię.
  • Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz.
  • …….. ?!

Uśmiechnęłam się zaskoczona. Gdy z kuchennych zapasów zostaje mi czerstwy już chleb, nie mam siły wyrzucać go do śmieci, lecz kładę na balkon. Zlatują się tam różne ptaki, a zwłaszcza jedna uparta wrona.  Gawroni po swojemu jakby dziękowała. Pewnego razu przybliżyła nawet głowę do szyby, przez którą ją obserwowałam i tak sobie spojrzeliśmy w oczy… co było dość niezwykłe. Nazwałam ją „moim krukiem”. Kiedy wychodzę z domu, często czeka przy wejściu do budynku, nawet dzisiaj. Mówię do niej…

  • Cześć kruk – … a ona piórami rusza. W takich chwilach mam wrażenie, że wszyscy na tym świecie są w jakiś przedziwny sposób ze sobą połączeni.

„mój kruk”

Piotr zaczął opowiadać o firmie, a  ostatnio ma mnóstwo w pracy i w związku z tym mnóstwo problemów.

  • Ciekawe… Dlaczego tak nagle, jakby się worek rozwiązał…
  • Wiesz dlaczego twoi ludzie mają tak dużo pracy teraz?
  • Żebyś był im niepotrzebny, będą sobie radzić.
  • Ale to nie potrwa wiecznie, to na jakiś czas – mówię przytomnie.
  • …….
  • Miałem dzisiaj dziwną sytuację z R. Kiedy wszedł do pokoju, poczułem zapach skóry i zobaczyłem 3 monety na dole skórzanego worka.
  • Czuję skórę pustej sakwy… mówię do niego.
  • Co to znaczy?… pyta mnie R.
  • Że nie ma pan pieniędzy.
  • No właśnie… W tej sprawie przychodzę.
  • ……. – zaczynam się śmiać.
  • Nie zdziwił się? Twoi ludzie będę się ciebie bali.
  • Eeeetam – Piotr machnął ręką.

Wieczorem.

Oglądamy informacje w TV, że zakończono akcje „Selfie dla Maryi” http://koronamaryi.pl/dolacz/selfie/

  • Szkoda… Nie wiedziałam o tym. Też bym wysłała.
  • Wasze selfie jest u Nas. Cała ściana, obrazy zatrzymane w kadrze.
  • Tak? – nie wiem, czy Homiel żartuje, czy mówi prawdę.
  • Lepiej byś mi pomógł w pisaniu – a przygotowywałam tekst o ewentualnym końcu świata, które nie będzie końcem.
  • Jestem spokojny o ciebie. Kiedy nie wiesz odpowiedź znajdujesz w głowie.

To ciekawe co powiedział. Rzeczywiście, co prawda nie słyszę Jego głosu, ale kiedy się nad czymś głęboko zastanawiam w środku głowy zdania układają mi się same. To przychodzi jak olśnienie. Czasami słyszy się, że ktoś coś powiedział mimowolnie, podświadomie, intuicyjnie. Lub ktoś coś odkrył nagle krzycząc eureka… Wierzę w to, a właściwie jestem pewna, że do tego rękę przyłożyło samo Niebo.

  • Czy zdarza się, że ktoś umiera wbrew Waszej woli? – pytam.
  • Jesteś szutnik – p.s. po rosyjsku żartowniś.
  • Hmm…. – czyli to nie jet tak, że na przykład jakiś samobójca będzie dla Nieba zaskoczeniem. Śmierć samobójcza jest nie tyle zaplanowana, co brana pod uwagę jako ewentualność.
  • …….
  • NIP będzie następnym w roku moim zdaniem – Piotr ciągle o przyziemnych sprawach.
  • Na kolana ich rzucę.
  • !!!!!! – Piotr lekko struchlał. A ja struchlałam, bo z Ojcem cały czas rozmawialiśmy. 
  • To brzmi jak wyrok.
  • To jest wyrok.
  • Co oznacza huk przy twoim nazwisku? Jaka to jest reakcja?
  • Hmm… Gwałtowna? – Piotr niepewnie.
  • A widzisz… Czyli myślisz.
  • … Słyszę, że ktoś się śmieje w tej chwili, aż się trzęsie.
  • … Zobaczyłem scenę z Jokerem, kiedy zobaczył siebie w lustrze i nie mógł się przestać śmiać  – https://www.youtube.com/watch?v=Dj2rQaj25h4
  • Joker śmieje się z siebie – już analizuję.
  • Co to znaczy?
  • Że też będziesz śmiał się sam z siebie, ze swoich wątpliwości jakie ciągle masz.
  • Jak myślisz… Pan Bóg lubi zakłady? Lubi się zakładać? – Piotr pyta niepewnie, bo już zaczyna wątpić, czy dobrze zrobił.
  • Bardzo lubi.
  • Dlaczego?
  • Lubi, gdy widzi jak ludzie się dziwią.

Hmm… To w takim razie lubi, gdy jestem w permanentnym zdziwieniu. Z powodu zdziwienia  ciągle chodzę zamyślona. Do tego stopnia, że niedawno patelnię próbowałam wcisnąć do pralki. Zorientowałam się, że coś jest nie tak dopiero wtedy, gdy nie chciała przejść przez okienko. Pan Bóg nie tylko lubi, ale też musi mieć niezłą z tego rozrywkę i akurat tym wcale zdziwiona nie jestem. Kiedy w TV nasłucham się wiadomości ze świata, też przełączam na kabarety, dla równowagi. 


24. 08. 17 r. Warszawa.

Poszłam do kina obejrzeć film; Fatima; ostatnia tajemnica. Siedziałam w ostatnim rzędzie i obserwowałam kto przyszedł na seans. W kinie było 33 osoby, w tym 5 mężczyzn, 3 siostry zakonne. Podsłuchiwałam ludzi, którzy siedzieli najbliżej mnie i szybko zorientowałam się, że zdecydowanie nie były to osoby, które przyszły na seans przypadkowo. Jakie to szczęście, że są na tym świecie jeszcze tacy, którzy traktują to poważnie. 

  • Dowiedziałaś się czegoś nowego w tym filmie? – Piotr pyta mnie wieczorem.
  • Nic nowego się nie dowiedziała, ale się utwierdziła.
  • … Ma rację… – Homiel uprzedził moją odpowiedź.

Kiedyś Piotr sprowadzał z Singapuru specjalistyczną herbatę drastycznie obniżającą poziom cukru. Zwykła herbata działała jak lekarstwo, ale mi tego nie sprzedawała się zbyt dobrze na naszym rynku. Nie było sensu dalej w to brnąć, więc zaprzestał ją sprowadzać. Dzisiaj spotkał pewnego człowieka…

  • Wchodzę do niego.
  • Kawy się pan napije?… mówi do mnie.
  • Nie mogę jestem po zawale, już piłem dzisiaj jedną.
  • Ja też nie mogę, mam cukrzycę.
  • A ile pan ma tego cukru?
  • 215.
  • Insulina jest potrzebna.
  • Proszę pana, kiedyś była taka herbata, ale jej już nie ma, byłem zdrowy wtedy jak rydz.
  • … i pokazuje mi stare pudełko.
  • Tą herbatę kiedyś ja ściągałem, ale przestałem.
  • Proszę pana, ja poszukuje jej po całej Europie. Czy pani wie, że w 2010 wykupiłem wszystkie zapasy i piłem po terminie ważności dwa lata? Trzymała mnie przy życiu, a teraz nie mogę sobie poradzić ze sobą.
  • Ściągałem ją, więc postaram się panu to załatwić.
  • … Spojrzałem na niego i mówię …
  • Zaczynam mieć wątpliwości, czy celem tej wizyty jest podpisanie umowy, czy załatwienie tej herbaty.
  • Wie pan co? Pan mnie szokuje… Jak pan to widzi? Bóg mi pana zesłał.
  • … Koronka… –  uśmiecham się.
  • Skontaktowałem się z Singapurem i poprosiłem o herbatę, mają przesłać.
  • Zrobiłeś wielką rzecz dzisiaj – … a przecież nie musiał.
  • Byłeś wielki, przełamałeś się. Napisałeś i dostałeś odpowiedź. Tam inny skrzydlaty siedzi, nie bój się.

Byłeś wielki, przełamałeś się… Zamyśliłam się nad tymi słowami. Zerwanie kontaktu z Singapurem było dość gwałtowne i burzliwe. Piotr zarzekał się, że już nigdy tam nie zadzwoni, ani nie napisze, a jednak ten ”inny skrzydlaty” był na tyle skuteczny, że zwykłe, biznesowe spotkanie przerodziło się w akcję ratunkową. Mamy być dobrzy dla innych ludzi. Drobnymi gestami naprawiamy ten świat. Tak właśnie działa Bóg. I tego chce Bóg.

  • Jak Ojciec to robi? – wyrwało mi się, bo byłam pod wielkim wrażeniem.
  • …Słyszę śmiech…
  • A ty Mnie z sądem pouczasz?
  • Ojcze, gdyby głupota mogła latać, to fruwała by pod niebiosa – Piotr zacytował słynne słowa ze znanego czeskiego serialu.
  • Myślę, że wyżej.
  • …….. – śmieję się głośno, uwielbiam takie chwile.
  • Jakie będą te święta? – Piotr już na poważnie. 
  • Inne niż zwykle.
  • Na czym polega ta inność? – Piotr drąży dalej.
  • Zobaczymy.
  • Czy chociaż skład ten sam zostanie? – pytam, bo takiej zmiany obawiam się najbardziej.
  • Limit w tym roku wyczerpany.
  • Czyli w tym roku nikt już nie odejdzie… –  i od razu dochodzi do mnie myśl, że Niebo nigdy nie mówi dokładnych dat.
  • A czy coś się będzie się działo w tym roku jeszcze?
  • Co chwilę coś się dzieje.
  • Przewiduję duże zmiany. Ten huk przy twoim nazwisku to nie taki sobie huk, to coś więcej.
  • Co masz na myśli?
  • Rozwiniesz skrzydła.
  • W jaki to sposób?
  • Martwi Mnie, że o to pytasz, to świadczy o twojej inteligencji.
  • Czy wiele się zdarzy? 
  • Jeszcze wiele.
  • Dlaczego mam kłopoty teraz?
  • Żebyś nie odleciał. Tylko będąc na ziemi trzeźwo, będziesz zrozumiany.
  • Oderwana będzie Iza, która nic nie rozumie, a mówi prawdę. Ona odleciała.
  • …….
  • Przez te problemy bardzo bolało mnie serce. W pewnej chwili myślałem, że umieram.

Spojrzałam na Piotra spokojnie… Ciekawe… Zauważyłam, że wcale mnie to nie zdenerwowało, co powiedział. Tak bardzo ufam Ojcu i wierzę w Jego plany i wiem, że Piotr ma żyć jeszcze, że przyjęłam to bardzo, bardzo spokojnie. 

  • Ojcze, jak on wytrzyma huk, kiedy go serce boli?
  • Są różne huki, może być miły huk.
  • …….
  • Właśnie wchodzimy z placu zabaw do przedpokoju.
  • A co dalej?
  • Pokój.
  • A co w tym pokoju?
  • Spotkanie.
  • Zobaczyłem ławeczkę zieloną z długimi belkami, po lewej stronie widzę drzwi zamknięte, a na dole smugę światła z pokoju.
  • Od niedawna tak siedzisz.
  • Jedna chwila na Górze będzie ważniejsza niż całe twoje życie tutaj.



Dopisane 19. 04. 2018 r.

  • Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz.

Potwierdzeniem prawdziwości troskliwej opieki Boga wobec wszystkich pokładających w Nim nadzieję, nawet podczas klęski suszy, jest wzruszający biblijny przekaz o tym, jak w sytuacji postępującego kataklizmu Eliasz był cudownie karmiony przez kruki: „Wówczas zostało skierowane do niego słowo PANA: Idź stąd na wschód i ukryj się w wąwozie potoku Kerit, na wschód od Jordanu. Będziesz tam pił wodę z potoku, krukom zaś rozkazałem, aby cię żywiły. Wyruszył więc zgodnie z rozkazem PANA i zatrzymał się nad potokiem Kerit, na wschód od Jordanu. Rano i wieczorem kruki przynosiły mu chleb i mięso, wodę zaś pił z potoku. Po pewnym czasie jednak potok wysechł, gdyż w kraju nie było deszczu” (1Krl 17,2-6). W oparciu o przywołany epizod można powiedzieć, że prorok posłuszny Bożemu słowu uczy wszystkich wierzących, że życie w całkowitej zależności od Boga wymaga absolutnego zawierzenia Mu, bez szukania jakichkolwiek zabezpieczeń, gdyż istnienie człowieka jest wyłącznie Bożym darem. http://tarnow.gosc.pl/files/14/10/26/344464_wiek20C5BCyjC485cy20wiarC485.pdf

W dniu moich urodzin „mój kruk” bez powodu podleciał do okna, siadł na parapecie i zajrzał mi do pokoju. De facto przyłożył swoją głowę do szyby, aby zajrzeć do środka. Coś tam po „swojemu” powiedział i zaczął wędrować po parapecie w tą i z powrotem przez kilka długich minut. Trzy osoby przyglądały się temu zjawisku z rozbawieniem, ale tylko Piotr i ja wiedzieliśmy o co chodzi.  Kompletnie się nas nie bał. Czy historia z Eliaszem i krukiem może być prawdziwa? Zdecydowanie tak. 

Iskra to wiele składowych.

21. 08. 17 r. Warszawa.

Piotr się zmienia i to na moich oczach. Chodzi zamyślony, nie ma w nim tego kabaretowego poczucia humoru, który go tak charakteryzował. A może to po prostu jedynie żałoba?

  • Jesteśmy na zakręcie – mówi w zadumie. 
  • Na zakręcie byłeś w ubiegłym roku. Dzisiaj wchodzisz w ścianę – kryształową ścianę.
  • Chyba wchodzimy – poprawia Piotr.
  • Nie mieszaj jej w to. Dotyczy to tylko ciebie.
  • Wiesz co znaczy ściana kryształowa? Oczyszczenie.
  • To samo pokazał mi teraz Homiel. Pokazał jak wchodzę w kryształową ścianę i odpadają ze mnie wszelkie brudy.
  • ……..
  • No to będzie ciężko – Piotr westchnął.
  • Nie, Piotr. Będzie rewolucyjnie.
  • Tak?
  • Rewolucja wszystko zmienia.
  • Ale rewolucja jest burzliwa.
  • Nie wszystkie, była taka aksamitna…
  • …….. – nooo, o tej akurat zapomnieliśmy. https://pl.wikipedia.org/wiki/Aksamitna_rewolucja
  • Kwiatki na polu wyrosną.
  • … Widzę białą postać idącą po polu, gdzie dotyka tam rosną nowe kwiaty.
  • ……..
  • Jak temu, co imię zwrócili mogą kwiaty rosnąć? – pyta Piotr ciągle głęboko zamyślony.
  • Nie tak powiedziałem. Nie bój się tego imienia.
  • ……..
  • Widzę jak czerwona pustynia zamienia się w kwiaty…
Atacama w Chile; nazywana najbardziej suchą pustynią świata, zakwitła.
  • Tak moc będzie w tobie.
  • Jak to możliwe?
  • Wszystko jest możliwe przyjacielu.
  • Kim jest Iza?
  • Jest taka jak Anneliese, ale da coś więcej.
  • To jest ta iskra Boża? – o której wspomniał Jezus Faustynie.
  • Iskra to wiele składowych.
  • …….
  • Mam wrażenie, że to faktycznie czasy ostateczne, coś się wydarzy.
  • I to szybko.

22. 08. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra w kawiarni. Przyszedł zadowolony, ale i nadal ciągle zamyślony.

  • W kościele usłyszałem od Ojca… – i się zaciął, łzy mu poleciały.
  • Zwracam ci wszystko, co ci zabrałem.
  • Hmm… Wszystko? Krzyż już masz, imię już masz… – wyliczam.
  • Pokazał mi postać idącą po pustyni, tam gdzie kładła stopę, tam rosła trawa.
  • Piękne….
  • A teraz Homiel pokazuje mi jak idę drogą i krok po kroku zaczynam się uzbrajać jak ten… no… Iron Mann… po kolei, nawet czuję jakbym miał nakolanniki… Dziwne uczucie ...
…dla tych, co nie wiedzą co Piotr ma na myśli
  • Czuję, że ta moja tułaczka tutaj się skończy. Czuję teraz jak mam te nakolanniki, na łokciach coś… Wszystko mieni się na złoto…

Piotr bardzo się wzruszył i nie mógł przez chwilę dalej mówić. Oglądał swoje nogi, ręce, macał się po łokciach, jakby faktycznie coś tam miał… Musiałam go uspokoić, bo ludzie zaczęli się interesować co robi.

  • Pan Bóg nie lubi, gdy zachowuję jak ta ciota, nie lubi kiedy się mażę…
  • …….. – a jednak się rozkleił. Musiałam poczekać, aż dojdzie do siebie.
  • Czy te święta będą normalne?

Spytał może dlatego, że wczoraj przypomniałam mu słowa z grudnia, kiedy to Homiel powiedział, że święta nie będą w tym samym składzie. Szczerze mówiąc, to dość porażające, że Jego słowa tak mocno się realizują.

  • Już nic nie będzie normalne. Z odejściem Edwarda skończyła się era spokoju i stagnacji.
  • Spodziewaj się huku przy twoim nazwisku.
  • Wypłyniesz na powierzchnię, rozwiniesz swoje ogromne skrzydła. Dmuchniesz te gacki i polecisz.

Huk przy nazwisku? I to jest ta jedna z niewielu rzeczy, których nie chciałabym, aby się sprawdziły. Nie chcemy rozgłosu, chyba, że Ojciec zaplanował inaczej... 

  • Pan Bóg lubi ciszę przecież… – Piotr zaczyna się bronić.
  • Skąd wiesz co Pan Bóg lubi?oho! Już wiedziałam, że na pewno rozmawiamy z Ojcem. Nie uprzedziłam jednak Piotra, bo chciałam, żeby dalej rozmawiał swobodnie.
  • Dawno nie byłeś w Niebie to nie wiesz. Żeby wstrząsnąć potrzebny jest huk.
  • Kiedy ten huk?
  • Nim się obejrzysz.
  • Ja w to wierzę… Z Caviezelem też powiedział, że znajdzie się sam i się znalazł !!! – ciągle nie mogę wyjść z głębokiego zdziwienia.
  • Oni używają takich słów, które trudno w danej chwili zrozumieć, a po fakcie pasują wręcz idealne!
  • Caviezel przyleci jeszcze raz. Z tej okazji nie zrezygnuje, która mu się nadarzy.
  • ???!!!
  • Zaczynam się bać naprawdę – Piotr siedział sztywny.
  • Ty? Przed tobą się wszyscy trzęśli.
  • Widzę, że rzeczywiście Ojciec pozbawił cię wszystkiego.
  • Nawet wśród aniołów, gdzie panuje wszechobecna miłość byłeś nieprzejednany.
  • Odejście Edwarda to początek wielkich zmian.
  • ……. – spojrzeliśmy na siebie zmęczonym wzrokiem.
  • Ciekawe jak Oni to zrobią? – już nie pytam czy zrobią, ale jak! To jest zagadka!
  • Samo się robi…
  • Samo… „Sam się znalazł” – od razu pomyślałam.
  • Nie po to cię wysłałem tutaj, byś był ślepy. Ten błąd już robiłeś.
  • ……. – teraz to im sam Piotr zrozumiał, że z Ojcem rozmawia.
  • Czy trzeba się modlić do aniołów ? – dostałam mailem takie pytanie.
  • Modlitwy tworzyli ludzie nawiedzeni przez Ducha Świętego.
  • Wow… – właśnie nad tym zastanawiałam się ostatnio. Niektóre modlitwy są bardzo trafne, a widzę to dopiero teraz, mając wiedzę. Nie mogły pochodzić tylko od człowieka.

Wieczorem.

  • Pan Bóg zabronił mi mówić o sobie – Piotr zaskoczony.
  • Ty masz milczeć, Ja będę mówił.
  • Cicha niemowa obdarzona łaską widzenia. Widzisz i wiesz. 

Utyskiwałam nad moim nadmiarem normalności i brakiem bogobojności w rozmowach, a dzisiaj czytam w „Świadectwo”.



Dopisane 17. 04. 2018 r.

  • Jest taka jak Anneliese, ale da coś więcej.

Anneliese Michel – niemiecka katoliczka poddana wielu egzorcyzmom przed śmiercią. https://pl.wikipedia.org/wiki/Anneliese_Michel


  • Iskra to wiele składowych – Dzienniczek św. Faustyny. 

Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa:

Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje.

Biedak zawołał, Pan Bóg wysłuchał.

20. 08. 17 r. Warszawa. 

Grzanie załatwione, bezpieczeństwo załatwione, porządki w toku. Spokojnie możemy wracać do Warszawy. Siedzimy w pociągu i jakby z nas powietrze wyparowało.

  • Czy ten rok dobiegnie do końca spokojnie?
  • Nigdy w życiu! – Homiel się obruszył i zrobił taką minę jakby chciał powiedzieć; zgłupiałeś?!
  • Dlaczego Iza miała się modlić za nas? – pytam. 
  • Żebyś nie była wdową, mało tych śladów na ścianie?
  • Dostaję cykorii – Piotr udaje, że zaczyna się bać.
  • Przeżyjemy gestapowców, przeżyjemy i ormowców – Homiel użył jednego z kolejnych, ulubionych powiedzonek Piotra, a ma ich cały zestaw.
  • Ale wiesz, że to może się zacząć w każdej chwili, my już odetchniemy a tu bach! – przypomniałam sobie, że Edziu odszedł w ostatnich minutach lipca.
  • Nie odetchniecie.
  • Mocno będzie? – Piotr dopytuje.
  • Ciągle chcesz to samo robić? Kilka dni pracowałeś, a ile się modliłeś? Nie możesz tyle tracić.
  • Powiedziałem ci; każdy dzień bez modlitwy to dzień stracony.
  • ……..
  • Ciągle zastanawiam się nad Izą…. To niesamowite jak Ojciec to wszytko ułożył
  • Trudno w to wszystko uwierzyć – Piotr przytakuje głową…
  • A ten swojeHomiel znużony.
  • Jaka jest jej przyszłość?
  • Tu jest na chwilę i wraca do Domu.

W rozumienia Nieba, w obliczu wieczności wszyscy tutaj jesteśmy na chwilę, ale to nie znaczy, że na krótko.


Wahałam się przez dłuższą chwilę, czy zadać pytanie, które wierciło mi dziurę w mózgu z chwilą, gdy przeczytałam maila od Izy. Wczoraj na blogu pisałam o Faustynie;

Jezus wyraźnie mówi, że ma być sekretarką, ma spisywać Jego słowa i przekazać je ludziom. Mówiąc o przyszłym życiu (w "Dzienniczku" określenie „w przyszłym życiu” występuje 7 razy) bierze się pod uwagę tylko dwie możliwości; życie po śmierci w Niebie lub kolejne życie na ziemi. Czytając tą odpowiedź natychmiast nasuwa mi się kolejne pytanie; 
Jaki sens miałoby spisywanie słów Jezusa po śmierci w Niebie? Dla kogo? Dla ludzi w Niebie?… Przecież to bezsensu… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/16/teraz-jestes-gotowy-bedziecie-razem-walczyc-przeciwko-wystepnym/ 
Gdy spytałam Homiela, czy Faustyna powróci odpowiedział; 
- Jej droga na ziemi się nie kończy.

I dlatego jedno zdanie Izy głęboko mnie zastanowiło; Też się domyślałam, że Święta Siostra Faustyna Kowalska (która należała do rodziny ze strony mej mamy) nie jest z tego świata (zarówno ta miła mi Święta, jak i drogi mi Ojciec duchowy Święty Ojciec Pio należeli do grona sprawiedliwych w Niebie).

  • Czy Izabela to Faustyna? – walnęłam prosto z mostu.
  • …….
  • Homiel chyba nie ma ci nic do powiedzenia.
  • Ale intuicję masz dobrą.
  • ???!!!
  • Tylko nie pisz jej tego.
  • A dlaczego nie?
  • Sama powinna dojść do tego – i myślę, że Piotr ma rację.
  • …….
  • Co to będzie…? – znowu pyta o przyszłość.
  • Zamiast beczeć to byś się pomodlił, ino wcześniej.

Roześmieliśmy się oboje, bo Homielowi humor dzisiaj dopisuje. Wstawaliśmy o godzinie 3 w nocy i choćby z tego powodu oczywiście Piotr będzie narzekał, że nie ma siły, aby się pomodlić. 

  • Jeśli to wszystko się zrealizuje, co Homiel mówi, to zabiorą nam tę naszą codzienność na amen – analizuję na szybko.
  • Słyszę …
  • Przekwitanie, powitanie.
  • Hmm… – czyli odejdzie stare, nadejdzie nowe.

Piotr się zagłębił w myślach i zapatrzył w sufit. Odezwał się dopiero pół godziny później.

  • Głowackiego widziałem niedawno na ulicy i zobacz… nie ma już faceta – http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/janusz-glowacki-nie-zyje-glowacki-zmarl-19-sierpnia-pogrzeb-na-powazkach-wojskowych/vvey9v0
  • Nie ma tutaj.
  • …….
  • No dobra, ale co z NIP? Ciągle cisza…
  • Wybuchnie gwałtownie i z wielkim impetem. Nawet jak się rozegra 31 grudnia, nie mam zamiaru kupować ci samochodu.
  • … Uważaj, z Ojcem teraz rozmawiasz – szepnęłam do ucha, choć zdaje się, że z Ojcem rozmawiamy od samego początku.
  • Nie jest ci potrzebne do szczęścia. Masz siać pychę i zgorszenie?
  • Masz zadowolić siebie, czy Mnie?
  • Ojcze, musimy opiekować się Izą?
  • Wystarczy kontakt. Opiekę ma w domu, od was energię dobrą.
  • Dlaczego Iza też jest w to wciągnięta? – ciągle nadziwić się nie mogę.
  • Masz wiedzę z dwóch źródeł.

Zamilkłam uświadamiając sobie jak świetny i mądry plan ułożył Ojciec. Jeszcze jedna osoba, obca nam do niedawna potwierdza to, co się u nas dzieje. Niespodziewany i bardzo wiarygodny świadek naszych doświadczeń.

  • Caviezel oficjalnie potwierdził, że znowu zagra Jezusa – przypomniałam sobie… – Ciekawe, czy naprawdę czytał moją kartkę.
  • Nie zapomnij o Duchu Świętym. Będzie oglądał, czytał i myślał.
  • Przyjdzie czas, już wkrótce, że będziesz rozmawiała i to nie z sobowtórem.
  • Przy stoliku, w pokoju, jak dwóch przyjaciół, prawdziwych przyjaciół.

Jak ja się rozbeczałam się… Obok siedzieli ludzie, a ja chlip, chlip, chlip… Bardzo się wzruszyłam.

  • I przyjdzie to tak niespodziewanie jak sobowtór się znalazł.

I zatkało mnie w sekundę. Ojciec przypomniał mi rozmowę;

- Rób swoje, on sam się znajdzie. Pisząc piórem nie myśl, że masz pióro. Masz miecz.
Tajemniczy jak zwykle… W jakiż to sposób ma znaleźć się sam? http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/06/05/kochaj-boga-ponad-wszystko-oddaje-wszystko/

I tak też się stało… Znalazł się sam  http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/16/a-ktoz-powiedzial-ze-kazdy-ma-przejsc-przez-te-uchylone-drzwi/

Do końca podróży siedziałam całkowicie pogrążona w swoich myślach. To nieprawdopodobne, niewyobrażalne dla logicznie myślącego człowieka, że wszystko co słyszymy, co jest nam przekazywane… z czasem się sprawdza. Po raz setny poczułam się tak mała, jak kropka na końcu odnóża najmniejszej z małych mrówki.


Dojechaliśmy do domu zmęczeni i senni. Położyliśmy się na drzemkę, by jakoś dotrwać do wieczora.

  • Wiesz co usłyszałem jak się położyłem?
  • Biedak zawołał, Pan Bóg wysłuchał.
  • Sprawdź w internecie…

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał. Ps 34 (33), 2-3. 6-7. 17-19. 23 (R.: 7a)

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Dusza moja chlubi się Panem, niech słyszą pokorni i niech się weselą.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, oblicza wasze nie zapłoną wstydem. Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym, by pamięć o nich wymazać z ziemi. Pan słyszy wołających o pomoc i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu. Pan odkupi dusze sług swoich, nie zazna kary, kto się doń ucieka.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Dostałam kolejną wiadomość od Izy.

Nadejdą piękne czasy dla Polski, gdzie Sam Wielki Pan będzie Królował, ale za nim, to nastąpi muszą nadejść straszne czasy. To Wy, Panie Piotrze i Pani Aleksandro przygotowujecie nam wszystkim zesłanym na tą ziemię zaplecze, abyśmy to wszystko przetrwali. Gdy już ludzie będą utrudzeni i wykończeni złem, które ich spotkało, wtedy zaczną mnie słuchać, co zrobić, aby powstrzymać gniew Pana. Inni zesłani mi wtedy pomogą wypełnić moją Misję od Pana. Muszą Oni najpierw uwierzyć, o co przez ostatnie 3 lata się modliłam… W między czasie pozwolono mi ich poznać i zasiać ziarno, które miało zakiełkować wiarą w Prawdziwego Boga, a potem wiarą w to kim są…

Czytam tego maila, przypominam sobie także nasze rozmowy i…

  • My jej do pięt nie dorastamy – stwierdzam stanowczo. Jej styl pisania i mówienia jest tak różny od naszego, że zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy nie jesteśmy zbyt… zwykli.
  • Gdyby tak było, nie poprawiłbym jej… Ja, ty i Oni.

Duch Święty mnie oświecił i zaczęłam pisać, a dziś rano pozwolił mi dokończyć. Wczoraj w ciągu dnia, gdy wypowiedziałam słowa: ” Tylko Ty i ja Panie i reszta świata… „, On Odpowiedział: ” ty, Ja i oni”. Chodziło Mu o Panią, Pani Aleksandro i o Pana Piotra. Jak byłam dzisiaj na mszy Świętej, Pan Powiedział: ” pamiętaj, że Ich Bardzo Kocham” i jak wracałam Powtórzył te Słowa. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego wszystkiego co się dzieje….

  • Ona robi swoje, wy robicie swoje.
  • Zaczynam mieć kompleksy – przyznałam otwarcie.
  • ……. Piotr pokiwał głową, że mnie całkowicie rozumie. Izabela jest tak nabożna, a my tak normalni, że zaczynam się zastanawiać, czy nie obrażamy Ojca, że jesteśmy aż nadto normalni. A może chciałby inaczej?

Piotr zgodnie z zaleceniem  poszedł pomodlić się wcześniej niż zwykle, ale zaraz wrócił.

  • Ojciec nakazał mi przerwać modlitwę i ci przekazać…
  • Nie wolno wam się licytować. Ale to ty dostałaś znak. Nikt takich znaków nie dostał i pamiętaj o tym. Ty masz jej pomóc.
  • A tobie pozwoliłem zobaczyć swoje oblicze – zwrócił się do Piotra.
  • Twój język jest życiowy, a jej bogobojny, ale który trafi bardziej?

Rozbeczałam się znowu, bo to słowa od Ojca…. Bo w ogóle odpowiedział na moje pytanie… Bo to wszystko jest tak niesamowicie nieprawdopodobne….

Piotr powrócił do modlitwy, pół godziny później gdy rozłożył się na naszej kanapie przed TV…

  • No dobra…. zobaczymy co dalej.
  • Długo czekać nie będziesz.
  • Siedzisz sobie i tak rozmawiasz… Przypominam ci, że po fali spadłeś na głębokie kolana…
  • Cześć luzak!….
  • I to się skończy.


Dopisane 15. 04. 2018 r.

  • Przyjdzie czas, już wkrótce, że będziesz rozmawiała i to nie z sobowtóremjuż teraz jasne jest dlaczego sam Chrystus wybrał tego człowieka, Jimy Caviezela, do odtworzenia roli Jezusa. 

Ratuj tych, których kocham.

18. 08. 17 r. Szczecin.

Piotr wczoraj był tak wściekły po ujrzeniu śladów, że wczoraj wieczorem odprawiał egzorcyzmy dwa razy dłużej i dwa razy intensywniej niż zwykle, użył do tego „swojego” krzyża.

  • Jeszcze nie rozumiesz znaczenia tego krzyża. Przyjdzie czas, że nie będziesz się z nim rozstawać – usłyszeliśmy, gdy wrócił.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie.
  • Na razie mam remont na głowie.
  • Czy ten, któremu przywrócono imię będzie się zajmował remontem łazienki, czy remontem świata?
  • Tak jak ten ślad zniszczyłeś, to tak czynić będziesz na świecie.
  • Nie po to zostałeś powołany, by zajmować się prozą.
  • Nie zmarnuję Swojego żołnierza, żebyś był kuchtą.
  • Ratuj tych, których kocham.
  • A kim jest Iza Ojcze?
  • Nie widzisz co robi? Niesie na sobie ciężar tych, co nie mają świadomości.

  • Nie chce mi się wracać do pracy – Piotr zmęczony.
  • Czeka cię kraul czyli pływanie, czyli dalsze kombinowanie jak przeżyć.
  • Skąd wiesz? – Piotr pyta bezpośrednio już zapominając, że to z Ojcem rozmawia. Kurczę się nieco w sobie, bo nie wiem, czy gdzieś grom nie walnie.
  • Ja to widzę.
  • Niewielu z Naszych ma życie dostatnie i spokojne.
  • Są tacy w ogóle?
  • Są. Spójrz na swojego syna, ale za niego inni muszą płacić.
  • Hmm…. – czyli tacy jak Izabela. Dla równowagi.
  • Ciekawe co z Edziem… – Piotr się zamyślił…
  • Edziu nie umiał mówić, musiał prawdę wykrzyczeć, walczył o życie za wszelką cenę.
  • Naprawdę był chory?
  • Choroba w środku była straszna.
  • To rak?
  • Najgorsza wersja.
  • ……..
  • Jak to wszystko zorganizować? – pyta Piotr o remont domu.
  • Trzeba czekać na znaki – przypominam sobie słowa Homiela.
  • Nie tylko znaki, ale i pomoc.
  • Tak?
  • Razem wszystko przejdziemy.
  • ……..
  • Co dzieje się z moją mamą? – zauważyłam, że ostatnio dziwnie się czuje. Po śmierci Edzia obserwuję moich rodziców czujnym okiem i widzę, że czas robi swoje…
  • Bardzo powoli schodzi z niej powietrze.
  • Dlaczego? – przestraszyłam się.
  • Nie pytaj.
  • To ona będzie następna? – pomyślałam przestraszona jeszcze bardziej.
  • Choć schodzi, to jeszcze ma czas do odejścia.
  • Ale… Jak mam jej poświęcić więcej czasu? Ciągle jestem w Warszawie…?
  • Stań w rozkroku.
  • ??? – nie zrozumiałam.
  • Kupię im kamerkę do skypa! – wpadłam na pomysł.
  • To jest właśnie rozkrok.

19. 08. 17 r. Szczecin.

Ciągle prowadzimy w domu szybkie porządki i szykujemy się do remontu, choć Homiel wyraźnie zaznacza, że i tak z bliżej nieokreślonych powodów sami nie damy rady.

  • Jak myślisz, ile czasu poświeciłbyś Nam, gdybyś tak ciężko pracował?
  • Niewiele – przyznał Piotr. Pracuje fizycznie od rana do wieczora i zmęczony pada do łózka.
  • Myślisz, że się na to zgodzimy?
  • Nie.
  • Excellent. Poćwiczyłeś, popracowałeś, a teraz wracaj do Nas.
  • Nawet się nie pomodliłeś porządnie wczoraj.
  • Nie byłem w stanie.
  • Sam widzisz.
  • Nic nie zdążysz zrobić ponadto co zrobiłeś.
  • Dlaczego?
  • Jak ten, który odzyska swoje imię, może zajmować się remontami?
  • Zdaje się… 
  • Zdaje się, że będą cię wołać na rozmowę przerwał mu Homiel.
  • Na razie jesteś mały, a będziesz duży.

Sprawa z Izą rozwija się coraz bardziej i coraz bardziej mnie to intryguje. Nie mamy już żadnych wątpliwości, że faktycznie słyszy i rozmawia z Jezusem, Maryją… Ojcem.

Nie na darmo Pan Kazał mi się modlić za Was i za Waszą rodzinę przez ponad dwa lata niemalże codziennie. Byliśmy tak blisko, a jednak tak daleko. On Wie co robi! Jest nas więcej (wysłanników Bożych) i każdy ma inne zadania do spełnienia… Powiedziano mi, że dowiecie się w październiku. Też się domyślałam, że Święta Siostra Faustyna Kowalska (która należała do rodziny ze strony mej mamy) nie jest z tego świata (zarówno ta miła mi Święta, jak i drogi mi Ojciec duchowy Święty Ojciec Pio należeli do grona sprawiedliwych w Niebie). Mi też podsunięto proroczą informację, że nastąpi masowy głód, itp. zanim zatriumfuje Niepokalane Serce Maryji, ale nie mogę tego tekstu znaleźć (muszę bardziej się postarać, bo tam było dokładnie opisane).

  • Homiel.. Co to spotkanie znaczy dla nas? – pytam.
  • Czy nie dobrze kontaktować się z taką osobą, która też ma wiedzę?
  • Zauważyłeś? Homiel nie chce przekazać całej prawdy o Izie.
  • Źle mówisz.
  • Ja nie prawdę chcę przekazać. Ja nie chcę przekazać wiedzy. Prawdę zawsze mówię.
  • Hmm… – i już wiedziałam, że to słowa od Ojca.


Dopisane 13. 04. 018 r.

  • Nie tylko znaki, ale i pomoci rzeczywiście taka pomoc nadeszła. Gdy rozpoczęliśmy remont szybko się zorientowaliśmy, że sami nie damy rady. Zaczęliśmy szukać fachowców, ale każdy znaleziony nagle był zajęty. Przypomniałam sobie wtedy, że rok wcześniej spotkałam na ulicy „przypadkowo” znajomego, który takie remonty w domach przeprowadza. Wymieniliśmy się telefonami na wszelki wypadek. Przypomniałam sobie to spotkanie i zadzwoniłam. Gdy spytałam, czy jest taka możliwość, by zajął się w miarę szybko odnowieniem domu, po drugiej stronie słuchawki usłyszałam ciszę. Myślałam, że się rozłączył.
  • Właśnie dzisiaj skończyłem zlecenie i jestem już wolny – powiedział zaskoczony.

Już wtedy przeszła mi myśl przez głowę, że to nie może być przypadek. Pan Mirek rozpoczął remont z dnia na dzień i zadomowił się u nas na parę miesięcy. Ponieważ znałam go ponad 10 lat, spokojnie mogliśmy mu przekazać klucze do domu i wyjechać do Warszawy. Teraz widzę, że Niebo postawiło na swoim. 

  • Jak myślisz, ile czasu poświeciłbyś Nam, gdybyś tak ciężko pracował?

Mirek przeprowadzał remont, a Piotr powrócił do odprawiania egzorcyzmów, do wizyt w kościele, czyli do swoich powinności.


  • Nie widzisz co robi? Niesie na sobie ciężar tych, co nie mają świadomościczytając o doświadczeniach osób, które zostały wybrane przez Ojca, bardzo charakterystyczne jest to, że tak jak w przypadku Izabeli, niosą na sobie ciężar tych, co nie mają świadomości. Zapisane rozmowy Alicji Lenczewskiej w”Świadectwo” wiele wyjaśniają, dlaczego tak się dzieje.

Smród diabła, zostawił swój znak.

14. 08. 18 r. Szczecin.

Jesteśmy zajęci instalacją nowego kotła gazowego. Bezpieczeństwo, grzanie, porządek… tak powiedział Ojciec. Chcemy zrobić to, co najważniejsze. Mimo wielu zajęć Piotr nadal ma kontakt.

  • Byłem w pokoju. Zobaczyłem małego, drewnianego ptaka.
  • Jaki?
  • Nieokreślony, nie byłem w stanie ocenić co to za ptak. Wziąłem go jak zabawkę do łóżka i z nim zasnąłem. Nagle jego jedno skrzydło zaczęło się ruszać, potem drugie, ale to mnie nie ruszyło. Spałem dalej. Kiedy się obudziłem zobaczyłem, że cały ptak jest żywy i lata po pokoju…
  • Ale to wizja?… Czy co? – zgłupiałam, tak to opowiadał, że już nie byłam pewna, czy to zdarzyło się na naprawdę, czy nie.
  • Wizja oczywiście.

15. 08. 18 r. Szczecin.

Dzisiaj, wieczorem dopiero jesteśmy w stanie chwilę porozmawiać.

  • To co… Szykują się dalsze zmiany? – Piotr mruczy pod nosem. Śmierć Edzia wiele zmieniła w życiu całej rodziny.
  • To mało powiedziane, czeka cię rewolucja.
  • Jak ciebie to i mnie – mówię przytomnie, przecież na jednym wózku jedziemy.
  • Ciebie to nie dotyczy.
  • Stracisz męża, ale zyskasz przyjaciela nowego.
  • Jakim cudem… ? – myślę od razu.
  • Chciałem się wstawić za Edzia…
  • Nie musisz, jego duch jest już w krainie szczęśliwości.
  • A mama?
  • Dałeś jej nadzieję z tym domem. Znajdzie spokój w pieleszy dnia codziennego.
  • A moi rodzice ? – pytam.
  • Po cóż im duch, gdy ciasto jest dobre?
  • ……. – westchnęłam.

Moi rodzice… Nie szukają duchowości, są bardzo przyziemni. Nie rozmawiają o Bogu, o życiu „po”, o Niebie… Nie rozumieją ludzi, którzy nie żyją ziemią. Wystarczy im dobre ciasto, jak powiedział Ojciec.

  • Samym ciastem człowiek nie żyje.
  • Oni żyją.
  • Smutne to.
  • W sumie nie. Niczego od nich nie wymagamy.
  • …….. – zastanowiło mnie to od razu.

Czyżby od tych, którzy czują więcej wymagają więcej? Jeśli to Ojciec wszystko daje, daje nasze talenty, nasz wygląd, rozum, więc daje nam również to, czy czujemy więcej, czy czujemy nic. To dlatego niektórzy przechodzą przez życie jak cienie. Oni po prostu są i nic więcej. Ale czy to znaczy, że się nie uczą?

  • Robimy ten gaz i przypominam sobie słowa Ojca i nadziwić się nie mogę… To co w takim razie będzie dalej? – Piotr pyta zamyślony.
  • Ja na zakon jestem za stara! – żartuję.
  • Nie wiek czyni osobę duchową, a zaangażowanie w Ojca.
  • ……..
  • Izabela mnie dzisiaj zaskoczyła… – Piotr kiwa głową nie dowierzając.

Kiedy ostatnim razem widzieliśmy się na stypie, widząc jej zmagania i poznając doświadczenia wręcz nakazałam jej czytać mój blog. Uznałam, że nie ma sensu wszystkiego tłumaczyć, czego wytłumaczyć się w kilku zdaniach po prostu nie da. Powinna to przeczytać. I tak zrobiła.

p. s. poprosiłam ją, by napisała jak to się stało, że przyjechała na stypę (usunęłam imiona).

Dzisiaj napisała maila. (p.s. ponieważ Izabela czyta na bieżąco moje wpisy, więc napiszę również o naszych odczuciach, kiedy dostawaliśmy jej maile.)

W końcu, gdy położyłam S. spać, Duch Święty mnie oświecił i zaczęłam pisać, a dziś rano pozwolił mi dokończyć. Wczoraj w ciągu dnia, gdy wypowiedziałam słowa: ” Tylko Ty i ja Panie i reszta świata… „, On Odpowiedział: ” ty, Ja i oni”. Chodziło Mu o Panią, Pani Aleksandro i o Pana Piotra. Jak byłam dzisiaj na mszy Świętej, Pan Powiedział: ” pamiętaj, że Ich Bardzo Kocham” i jak wracałam powtórzył te słowa. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego wszystkiego co się dzieje….

Najpierw ja to czytałam kilkukrotnie nie mogąc uwierzyć, potem przyłączył się sam Piotr.

  • Coś niesamowitego… – wydukał tylko.
  • Ona naprawdę rozmawia z Ojcem!
  • Czy naprawdę Ojciec to powiedział? – pytam na wszelki wypadek, bo wydaje się to niewyobrażalnie niewiarygodne, żeby przez osobę trzecią, do niedawna nam obcą, Bóg Ojciec przekazywał o nas takie informacje.
  • Ona nigdy nie kłamie.
  • ……..
  • Idę się pomodlić – i wyszedł.

Wrócił po pięciu minutach oznajmiając…

  • Jezus kazał ci przekazać…
  • Podoba Mi się twoja praca, a obraz jest prawdziwy.
  • …….. – rozdziawiłam buzię ze zdziwienia, to była bardzo niespodziewana odpowiedź na moje niedawne pytanie; czy się podoba?

17. 08. 17 r. Szczecin.

Miałam zanotowane w moim dzienniku z datą grudniową, że w tym roku czekają nas przeprowadzki. Teraz widzę, że jest to bardzo możliwe. Jeśli dom teściowej stoi już niemal pusty, po co więc wynajmować mieszkanie? Nie jest to dla mnie wprawdzie szczęśliwe rozwiązanie, ale rozsądek szepcze co innego.

  • Co z tą przeprowadzką? Mógłbyś coś powiedzieć Homiel? – zaczął Piotr.
  • Jak jesteś ciekawy, to zajrzyj do kawy zażartował. Piotr nie zrozumiał, ale miałam skojarzenie z wróżeniem z kawowych fusów.
  • Ale jesteś … – Piotr z żalem.
  • Cokolwiek będzie, to i tak będzie jak Oni chcą – wzruszam ramionami.
  • Jak zawsze.
  • Ale czasem to boli – Piotr pomyślał o śmierci Edzia.
  • Jednych boli, drugich cieszy bo my się martwimy, a Edziu już szczęśliwy… Taka drobna różnica.
  • Cierpienie to dogmat Chrystusa. Im bardziej cierpisz, tym bliżej Chrystusa.
  • …….
  • Po drugiej fali domy przestaną dla ciebie istnieć.

Pojechaliśmy do teściowej kontynuować instalację gazu. Wielki rumor się zrobił przy tym, ponieważ trzeba było dodatkowo kuć ścianę, więc na koniec wzięliśmy się za ogólne porządki. Widząc nie najlepszy stan psychiczny Krysi, postanowiłam osobiście uporządkować pokój Edzia, do którego nikt poza nim i teściową przez lata nie wchodził. Dziwne to uczucie było widzieć jego kubek, który stał przy łóżku, jego pootwierane lekarstwa, rozrzucone ciuchy, niezaścielone łóżko. Był człowiek, nie ma człowieka… Zaczęłam wszystko zbierać do worka, odwracam się i … wryło mnie dosłownie w podłogę. Na ścianie zauważyłam coś dziwnego… Zawołałam głośno Piotra i musiało  być w moim głosie coś takiego, co spowodowało, że pojawił się w 2 sekundy. Staliśmy naprzeciwko ściany próbując zrozumieć co widzimy. Zrobiłam zdjęcia.

zdjęcia oryginalne

ślady diabła

  • Widzisz to?
  • Ślady… – Piotra zamurowało.
  • Ręce?
  • Nie… wyglądają na stopy – powiedział zdumiony i rzeczywiście wyglądały jak stopy, które odbiły się idealnie wokół obrazka.

Podeszłam bliżej i przyjrzałam się samemu obrazkowi.

  • To Święta Rodzina.

Przy okazji przyjrzałam się też bliżej samym śladom. Patrząc pod światło zauważyłam, że czarny ślad świeci jakby był tłusty. Zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie.

  • To jest chyba osmalone… ? – sama byłam zaskoczona swoim odkryciem.
  • Homiel, co to są te ślady?
  • Smród diabła, zostawił swój znak.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni. Taki dowód na jego istnienie to wielka rzadkość.

Piotr się bardzo wkurzył i zaczął ścierać te ślady najpierw bluzką, którą znalazł na podłodze, a potem dorwał leżący niedaleko nóż i  zaczął je zeskrobywać prawie do samej cegły. Kiedy skończył, pozostała po nich jedynie wielka ceglana dziura. Patrząc na nią…

  • No to co? Remont?
  • Remont – wzruszam ramionami. I tak oto jeszcze jedne słowa Ojca właśnie zaczynają się realizować.

Wieczorem siedliśmy zmęczeni przed TV, ale nie obchodziło nas co leci w TV.

  • Co z tym domem? Teraz to nikt nie chce tam już mieszkać.
  • Dom jest w stanie takim jak zdrowie Edwarda czyli na pozór wszystko ok, a pod spodem ruina.
  • Ale wygląda na to, że będziemy tam mieszkać – Piotr drąży dalej.
  • Wasze plany nie są zbieżne z Naszymi planami.
  • To co mam robić?
  • Oczekuj znaków, przyjdą niebawem.
  • Hmm…
  • A co Edziu na remont? – pytam.
  • Jest już w innym świecie, zostaw go.
  • Ciekawe… Od kiedy jest ten ślad na ścianie?
  • Homiel mi pokazał, że jak się wyprowadzaliśmy.
  • I to ma sens… – pomyślałam.
  • Przywróć mi moje imię… Jak ja mogłem to w ogóle powiedzieć? – Piotr zamyślił się.
  • Na „trzeźwo” tego bym nigdy nie powiedział… Nie wiedziałem co mówię…
  • Nie ma od tego odwrotu. Ani na sekundę, ani na milimetr.
  • Hmm…
  • Kiedy się dzisiaj modliłem zobaczyłem twarz Chrystusa, ale nie tą co zwykle, ale tą z twojego rysunku… Ciągle ma zamknięte oczy.


Dopisane 10. 04. 2018 r.

  • Smród diabła, zostawił swój znakślady pochodzą z pokoju Edwarda, z domu, w którym wszystko się zaczęło. Opisuję całą historię na http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Wrócę wstecz na chwilę. 

20. 11. 10 r. Szczecin. 
Przedwczoraj wracaliśmy autem z Warszawy do Szczecina w wesołej atmosferze, byliśmy szczęśliwi. Wchodząc do domu już wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Nie było nikogo, kto mógłby nas witać, co się nigdy nie zdarzało. Po chwili z góry zbiega teściowa i zaczyna krzyczeć do nas z pretensjami. Chyba zebrały jej się wszystkie pretensje świata, bo staliśmy jak wryci nie wiedząc o co jej chodzi. Piotr stał kompletnie zaskoczony, bo zastał całkowicie niesłusznie zaatakowany. Dostało się i mnie. Do tego dołączył niedługo teść. Musieli w pewnym momencie powiedzieć o jedno słowo za dużo, bo Piotrowi zrobiło się tak przykro, że szepnął mi do ucha; Wyprowadzamy się natychmiast. Nie wierzyłam co się dzieje. Nigdy nie widziałam u nich tyle niechęci i złości do nas. Mam wrażenie, że do końca nie wiedzieli co robią, jakby coś w nich wstąpiło. Parę minut później już siedziałam w internecie i szukałam mieszkania. http://osaczenie.pl/wp/2016/04/08/przeprowadzka/

Bóg Ojciec wrócił do tej sytuacji mówiąc;

  • Diabeł nie próżnuje. Udało im się was poróżnić. Martwiliśmy się tą chwilą. Choć znamy przyszłość, to martwiliśmy się chwilą.

To nie przypadek, że ślady pokazały się wokół tego obrazka. Niedaleko wisiał też krzyż, a jednak to obrazek wzbudził w gacku większe zainteresowanie. Dlaczego?

Rorate Caeli opublikował tłumaczenie znakomitego wywiadu, pierwotnie opublikowanego w 2008 roku, z kardynałem Carlo Caffarrą z Bolonii. W nim odwołuje się do korespondencji, którą posiadał z Siostrą Łucją, głównym wizjonerem Matki Boskiej w Fatimie:

P. Istnieje przepowiednia s. Łucji dos Santos z Fatimy, która dotyczy „ostatecznej bitwy pomiędzy Panem a królestwem szatana”. Pole bitwy to rodzina. Życie i rodzina. Wiemy, że Jan Paweł II przekazał wam zadanie zaplanowanie i ustanowienie Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną.

> Tak, otrzymałem takie zadanie. Na początku tego dzieła powierzonego mi przez Sługę Bożego Jana Pawła II, napisałem do siostry Łucji z Fatimy przez jej biskupa, ponieważ nie mogłem tego zrobić bezpośrednio. Niewytłumaczalnie jednak, ponieważ nie oczekiwałem odpowiedzi, widząc, że prosiłem tylko o modlitwę, otrzymałem bardzo długi list z jej podpisem – teraz w archiwum Instytutu.

Znajdujemy w nim zapis: ostateczna bitwa pomiędzy Panem a rządami szatana dotyczy małżeństwa i rodziny. Nie bój się, dodała, ponieważ każdy, kto działa na rzecz świętości małżeństwa i rodziny, zawsze będzie pod każdym względem zwalczany, ponieważ to jest decydująca kwestia. Całość; https://onepeterfive.com/sister-lucia-final-confrontation-between-the-lord-and-satan-will-be-over-family-and-marriage/

Jeśli nasza rodzina, nawet przy wiedzy, jaką posiadamy została w pewnym momencie poraniona, to cóż można powiedzieć o rodzinie, która takiej wiedzy nie posiada? Z perspektywy czasu widzę dopiero jak łatwo zostaliśmy zmanipulowani i osaczeni. To jest jedna rodzina, a pomnóżmy to przez 10, 100, tysiące… Spójrzmy na cały nasz świat. Rodzina już niewiele znaczy. Czy proroctwo św. Łucji się sprawdza? Absolutnie tak. Diabeł istnieje realnie, to żywa istota, myśląca, inteligentna, zła do szpiku. Nie zna litości. Ukryta, choć niektórzy mieli wątpliwą przyjemność zobaczenia ją na własne oczy… To ona stoi za większością, jeśli nie za wszystkimi aktami, które destrukcyjnie wpływają na jedność rodziny. Diabeł uderza w słaby punkt zbudowanej pieczołowicie struktury. Nałogi, niewiara, zadawnione rany, znudzenie partnerem… to może być cokolwiek.

I mimo, że wiedzieliśmy to wszytko, nie uchroniliśmy się przed popełnieniem klasycznego błędu. Na naszą obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że tak właśnie musiało być, aby tak zostało tu opisane. Jako nauka dla innych. 

Kto powiedział, że łatwo znaczy dobrze?

11. 08. 17 r. Warszawa.

Przez chorobę spotkaliśmy się na kawie po raz pierwszy od kilku dni.

  • Dzisiaj w kościele rozmawiałem z Ojcem.
  • Czy zdajesz sobie sprawę jak doniosła to była chwila?
  • Poprosiłeś o imię swoje przy prochach swojego taty.
  • Poprosiłeś o imię i Ja ci go zwracam. Utracone wraca.
  • Hmm… ale co to zmieni? – myślałam intensywnie…
  • … Ojciec ci teraz odpowiada…
  • To proste. Jesteś Piotrem, a nie będziesz Piotrem, zmieni się twoja głowa.
  • ……… – no to rzeczywiście proste.
  • Ale co będzie z firmą? Zamknie się, upadnie? – pytam dalej.
  • Za dużo czytasz Sofoklesa.
  • Kto to? – pyta Piotr.
  • Filozof, a to znaczy, że za dużo filozofuję…
  • I dramaturg…
  • Muszę to sprawdzić – pierwsze co pomyślałam.

I oczywiście Ojciec miał rację.  Tak się dzieje, gdy się myli Sofoklesa z Sokratesem. Jednak i Sofokles miał odkrywcze myśli, które przeszły do historii; Kto mówi prawdę, w prawdzie ma obronę. http://cytatybaza.pl/autorzy/sofokles.html

  • Nie mogę w to wszystko uwierzyć… Ciągle słyszę Henoch i Henoch, od dwóch dni…
  • Widziałeś to, co było dane widzieć. A to, co ci nie było, to się dowiesz.
  • Co z tego, że ziarno wygląda pięknie, kiedy z niego nic nie ma.
  • Dużo bardziej warte jest ziarno obumarłe, z którego narodzi się nowe.
  • ……..
  • Czy to nie dziwne, że spytałem o imię, kiedy stałem nad prochami?
  • Umiera stare, rodzi się nowe? – przyszło mi do głowy.
  • Tak i ty się na Edwardzie narodziłeś.
  • Na Edwardzie?
  • Teraz tego cyklu nie zrozumiesz.
  • …….. – rzeczywiście, jeszcze nie rozumiemy.
  • To była niesamowita chwila – przyznałam, gdy ją jeszcze raz odtworzyłam w pamięci.
  • Biedak poprosił, a Pan Bóg wysłuchał.
  • Pan Bóg oddał ci wszytko co miałeś, więc oczekuje wielkich zmian.
  • Wielkim nie byłeś, ale wielkie rzeczy robiłeś.
  • Wielkie dla chwały Ojca.
  • Ktoś, kto robi dla Ojca, jest skromny.
  • Mam za dużo spraw na głowie, sąd, firmę, nie wiem jak to chcecie zrobić – Piotr ciągle się broni.
  • Nie martw się, nie niszcz tego serca z trudem naprawione.
  • Poprowadź ich, aż ktoś inny ich przejmie.
  • Już nie będziesz oddychać tym samym powietrzem co inni.
  • Urbi et orbi, totus tuus Maryjo.
  • Pokładaj nadzieję w Ojcu, On jest twoją drogą.
  • Rób, co masz robić. Dopilnuj, co masz dopilnować i wracaj na kawę.
  • Na kawę? – Piotr spytał zdziwiony.
  • Czy ci źle?
  • Nie, ale łatwo nie jest.
  • A kto powiedział, że będzie łatwo?
  • A kto powiedział, że łatwo znaczy dobrze?
  • Nie podskakuj Mały, bo dostaniesz podkręcenie.

 


12. 08. 17 r. Szczecin.

Czekaliśmy na nasz pociąg, który jeszcze się nie pojawił, a już miał spóźnienie. Nie wiedzieliśmy, że w nocy na terenie Wielkopolski i Mazowsza były nawałnice, które spowodowały w ruchu kolejowym wielkie utrudnienia. Kiedy w końcu pociąg wtoczył się na peron był wyjątkowo długi.

  • Ale dłuuuugi – byłam pod wrażeniem.
  • Dwa w jednym.
  • Tak? – i rzeczywiście, okazało się, że połączono dwa pociągi w jeden, połowa do Berlina, połowa do Świnoujścia. Rozjazd w Poznaniu. 
  • Skąd my to znamy?
  • Hmm… – skąd? Rozmawialiśmy o tym, że Henoch i Eliasz to dwa w jednym.

W pociągu było naprawdę sporo ludzi jak na sobotę. Ponieważ byliśmy zmęczeni zbyt porannym wstawaniem, mało się do siebie odzywaliśmy. Nasze milczenie przerwał sam Homiel.

  • To, co się stanie, rozerwie cię od środka. Wyjdzie motyl z poczwarki.
  • ……… – i zapadła cisza na długo.

  • Co tak milczysz Homiel? – pytam po godzinie.
  • Zajęty jestem otoczeniem.
  • Jest bardzo zamyślony i ogląda świat przez okno – Piotr tłumaczy co widzi.
  • Zrozum, że to jedna z ostatnich takich chwil.
  • Co masz na myśli? – zdenerwowałam się.
  • …….
  • Nie odpowiada, milczy i płacze… – Piotr zrobił oczy wielkie ze zdziwienia.
  • Przywołałeś swoje imię, więc włączyłeś zapadnię.
  • ……..???
  • Słyszę gacka z dołu teraz…
  • Ten groteskowy wasz świat wkrótce się skończy, a tobie zdrajco kiedyś odpłacimy.
  • Idź się pomacać!!! – Piotr bez ogródek. 
  • Już to zrobiłem!
  • Skończ to! – warknęłam do Piotra, by zakończył tą „dyskusję”. 

Po takiej rozmowie trudno się odezwać ponownie. Milczeliśmy kolejną godzinę.

  • Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co powiedziałeś i kiedy to powiedziałeś.
  • Czy wiesz jaki to ciężar tych słów?
  • Powiedziałeś nad jego prochami.
  • Odmówić ci nie można i staniesz się tym, którym byłeś pierwotnie za życia twego, więc stanie się jak powiedziałem. 
  • A mogłeś nie powiedzieć? – szepczę bardziej z wrażenia niż z faktu, że dookoła siedzą ludzie.
  • Sam mówiłeś, ze poczułeś te słowa w głowie.
  • Nie zdajecie sobie sprawy co się wykonało, kto nadchodzi i kogo obudziliście.
  • ???!!!
  • Znowu słyszę gacka…
  • Przy tym ewaluowaniu będę miał co jeść!

Po 7 godzinach dojeżdżaliśmy do Szczecina i pierwszy raz zobaczyłem całkowicie zalane pola, które z okna pociągu sprawiały wrażenie jakby utworzyły jezioro.

  • Wyobraź sobie skalę 1000 albo milion razy większą.
  • Tak będzie?
  • Piszesz i nie wiesz?
  • Jak się na to przygotować?
  • Nie zdołają się przygotować.
  • W takim razie to musi być nagłe wydarzenie albo zbyt duże, by móc się przygotować – pomyślałam.
  • Ciekawe życie masz z mężusiem… co? Jakbyś to skwitowała? – Piotr ze śmiechem.
  • Taaaa…
  • Słyszę jak Homiel śpiewa… Dary, dary losu…


Dopisane 09. 04. 2018 r.

  • Nie zdajecie sobie sprawy co się wykonało, kto nadchodzi i kogo obudziliście – próbowałam się tego dowiedzieć wczoraj.

  • Kogo obudziliśmy?
  • Twoja ciekawość nie zostanie zaspokojona.
  • Kiedy się objawi, to zrozumiesz.

 

Za żywota waszego powróci Mesjasz.

09. 08. 17 r. Warszawa.

Śmierć Edzia uderzyła mnie bardziej niż sądziłam. Pochorowałam się nieco, jak i prawie połowa mojej rodziny. Widocznie emocje osłabiły organizm i wystarczyło. Siedzę w domu i czekam na Piotra, który choć wydaje się mocno wyobcowany i ciągle głęboko zamyślony, to znosi żałobę naprawdę wyjątkowo spokojnie. To on tłumaczy wszystkim dookoła, że przecież Edziu ciągle żyje!

  • Skąd ten rak u Edzia? – pytam.
  • Decyzja Pana Boga. Wybuchła, kiedy miała wybuchnąć.
  • Rozmawiałem z mamą, ona zaczęła wszystko analizować i przyznała mi rację. Od niedawna brało go na wymioty dosłownie z niczego. Musiało się już coś dziać. Jakie to szczęście, że odszedł we śnie…
  • Dostąpił łaski.
  • Za swoje dobro… mówię to do Oli.
  • Do mnie? – zdziwiłam się, dlaczego akurat do mnie.
  • Był slaby i wpływowy, szanuj go, bo był tatą twojego męża.
  • Musisz zmienić swoje nastawienie, bo wraca stare.

Dosłownie zamarłam… Mój teść kiedyś wyrył we mnie głęboką rysę, która się nigdy nie zabliźniła. I choć w ostatnich latach próbował to naprawić, nie dawałam mu szans się zbliżyć, czego teraz bardzo żałuję. I choć teraz rozmawiamy o nim, że był to wspaniały człowiek, skromny, dobry, to jednak ta rysa gdzieś mi ciągle uwiera. Homiel ujął to idealnie, a Piotr nie mógł tego wiedzieć, bo schowałam ją głęboko w sobie.

  • Musisz zapamiętać, że straciłaś przyjaciela. Ta rodzina wiele ci zawdzięcza.
  • Zamknij te klapkę i zasiej trawę.
  • Myślałem, że ci przeszło – Piotr się zdziwił.
  • Twoja żonka jest pamiętliwa. Zamknij tę klapkę.
  • …….. – no i rozbeczałam się. Uderzył w czuły punkt, w moje wyrzuty sumienia.
  • Homiel trafił w sedno, nie chciałam mu dać szansy, by się zbliżyć, choć widziałam, że chce. No i jest za późno teraz...
  • Nie zamykaj człowieka w szufladzie, kiedy chce z niej wyjść.
  • Edward był wpływowy, ale był bardzo dobrym człowiekiem, pracuj nad sobą.
  • ……..
  • A ty się nie gniewaj na ptaka.
  • ???…. Że cię … za przeproszeniem… obsrał? – pytam zdziwiona.
  • Nie gniewam.
  • To nie oddalaj się od tego, co ci przeznaczone.
  • O co chodzi? – pytam.
  • …….. – Piotr schylił głowę i po cichu przyznał…
  • Nie chciałem przyjąć imienia dlatego ten ptak…

Nie dlatego, ale już Piotr zdążył zapomnieć.

Wczoraj przyjechała do Warszawy nasza córka. Postanowiliśmy poprowadzić ją utartymi ścieżkami i pokazać nasze miejsca. Po wizycie w katedrze pojechaliśmy do CH Arkadia. Widząc atrakcyjne witryny sklepowe mała wsiąkła gdzieś po drodze, a my zwyczajowo poszliśmy do Grycana. Siedzimy przy stole, rozmawiamy i plum… ptasia kupka spadła na rękaw koszuli Piotra. Podnosimy głowy do góry i szukamy wzrokiem latającego sprawcy… a tam nic. Aaaa to numer! Tutaj?!!! Skąd się to wzięło! 
-Przed przeznaczeniem nie uciekniesz, teraz wiesz? http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/06/07/wielu-puka-i-stuka-wierz-mi-niewielu-sie-dostaje-kto-puka-i-stuka/ 
  • Masz przede wszystkim Nas, a uwierz, że o innych jesteśmy zazdrośni.
  • No przestań już….
  • Pamiętaj…
  • Muszę zrobić porządek w domu – Piotr snuje plany.
  • Zrób co masz zrobić, a nie robisz tego dla siebie, robisz to dla mamy.
  • ……..
  • Nie popełnię tego samego błędu z twoją mamą – mówię twardo, bo słowa Homiela ciągle tkwią mi w głowie.
  • Na niej naprawisz swoje błędy.
  • Muszę poprawić też swoje błędy z moją mamą – do której brakuje mi cierpliwości.
  • Spiesz się, czas szybko płynie…
  • ???…. – spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni. Bo choć powiedział najbardziej oczywistą prawdę, to jednak nigdy o niej nie pamiętamy.

Spiesz się, czas szybko płynie… – ks. J. Twardowski…

Zrobiliśmy chwilę przerwy w rozmowie, musiałam się pozbierać.

  • Naprawdę, chciałeś zrezygnować z imienia? – pytam Piotra, bo zdanie zmienia co drugi dzień.
  • …….. – westchnął głęboko. 
  • A bo ja wiem, czy to prawda? Wyobrażasz sobie mnie w takiej roli?
  • …….. – wiem, że Piotr wie… że to prawda.
  • Imię w tobie już jest, tylko musi się rozpuścić. Dlatego tyle to trwa.
  • No właśnie… Piotr po prostu się broni, trudno mu zaakceptować co się dzieje i co się szykuje.
  • Imię zostało nadane i nic już nie zmienisz. Możesz się buntować, ale i tak wyjdzie na to, co My chcemy.
  • Nie ma więc sensu przed tym uciekać? – pytam.
  • Dokąd? Kula jest okrągła, a wszędzie My. Jak uciekniesz od Nas, to będzie tylko popiół.
  • Ale ja mam przecież rodzinę na utrzymaniu, ludzi… – a Piotr ciągle swoje.
  • Za żywota waszego powróci Mesjasz.
  • …….. ???!!! – wow… 
  • Hmm… Ale narodzi się, czy… ? – … wyłoni się z nieba… chciałam dokończyć.
  • Przybędzie gotowy. Nie będzie musiał dorastać.
  • ……… – czyli nie będzie powtórki sprzed 2050 lat… Nie będzie jeszcze jednej „Maryi, Józefa”… to już było.
  • Zobaczymy Go?
  • Sercem Go widujesz często. Kiedy piszesz o Nim, masz Go na co dzień. I godna jesteś tego.

Zabrakło mi teraz oddechu… Często kończę swoją modlitwę słowami; nie jestem tego godna.

  •  Poza małą wpadką z Edziem.
  • Poprawię się.
  • Oddaj Krystynie to, co nie dałaś Edwardowi.
  • Pamiętaj. My myślimy inaczej. Wybaczamy i kochamy.
  • Gdyby Pan Bóg nie wybaczał człowiekowi, nie byłoby nikogo.
  • Co mam robić? – pyta Piotr.
  • Bądź i czekaj na swoją kolej.

Zamyśliliśmy się nad wszystkim.

  • Homiel powiedział w listopadzie, że wszystko w tym roku zacznie się realizować – akurat przygotowywałam o tym tekst na blog.
  • Powiedział to rok temu? – Piotr zaskoczony.
  • Nie rok temu, ale w ubiegłym roku – poprawił Homiel, co mnie zaskoczyło i dało do myślenia. Precyzja doboru słów jest wyjątkowa.
  • A ja i tak sądzę, że z NIP będzie za rok, nie w tym roku.
  • Z panem Bogiem nikt nie wygrał zakładu.
  • Ale ja się zakładałem z tobą Homiel, nie z Panem Bogiem.
  • Moim zdaniem to nie ptak powinien ci nasrać, ale latająca krowa, tak durny czasami jesteś – walnęłam, bo siły już nie miałam od wiecznych tłumaczeń.
  • Nie krowa, a słoń.
  • Wtedy zmądrzejesz.
  • Ja i tak wiem lepiej – Piotr uparcie swoje.
  • Dobrze, więc Ja zrobię Swoje, a ty trwaj w swoim.

I mimo powagi całej tej rozmowy wszyscy się roześmieliśmy. Nagle coś mnie olśniło… Jasny gwint, my cały czas z Ojcem rozmawiamy! Kto może zrobić swoje? Nie odkryłam tego jednak Piotrowi, by się dodatkowo nie stresował.

  • Jak długo to może potrwać? Przyjście Mesjasza?
  • Niebo jest niecierpliwe.
  • 10 lat?
  • Tyle cierpliwości już w sobie nie ma.
  • 5 lat?
  • Będziesz słyszał Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu teraz i zawsze, zawszepowtórzył Ojciec z naciskiem.
  • I na wieki wieków amen.
  • Wow… 

Piotr poszedł odprawić egzorcyzmy. Po powrocie rozmawialiśmy dalej.

  • Słyszę teraz, że ktoś mówi…
  • Henoch.
  • Czy Eliasz wiedział, że był Henochem? – pytam.
  • Dwa w jednym.
  • Ale czy wiedział wtedy, kiedy żył?
  • Dwa w jednym – powtórzył.
  • Zasłużyłeś sobie na tę prawdę. Oddałeś cześć Chrystusowi.

Z Piotra powietrze zeszło w jednej sekundzie. Schylił głowę i objął rękoma. Musiałam poczekać, bo nie wiedziałam co się dzieje.

  • Gdy się modliłem; Chwała i dziękczynienie. Bądź w każdym momencie Jezusowi w Najświętszym Boskim Sakramencie Zobaczyłem Jego ostatnie tchnienie na krzyżu.

  • Gdy powiedziałem; Ile minut w godzinie, A godzin w wieczności, Tyle kroć bądź pochwalon,Jezu, ma miłości… Zobaczyłem Go w białej długiej szacie, w przepięknej koronie.
  • ……..
  • Ciągle słyszę Henoch i Henoch…
  • Przyzwyczajaj się.
  • Boże… Jak to sobie przeanalizuję wszystko, to powinienem leżeć krzyżem w kościele – mówię do Piotra. 
  • Dzięki Bogu nie leżysz.
  • ……..
  • Boję się tego, co ma nadejść – Piotr w zamyśleniu.
  • Ty się powinieneś najmniej bać przy tym, co wiesz.
  • Jeśli naprawdę chcesz wrócić do Domu, nic nie powinno być dla ciebie problemem. Wszystko przetrzymasz.
  • A czy w Swoim świecie macie auta?
  • . – no nie wierzę własnym uszom! Widząc jednak minę Piotra zdaję sobie sprawę, że żartuje.
  • A czy nogi ci nie wystarczą? Widziałeś Ojca w Rolls-Royce? Chodzi na bosaka i jest cały szczęśliwy.


Dopisane 07. 04. 2018 r.

  • Spiesz się, czas szybko płynie… – mogłabym to przemilczeć i nic nie pisać, ale uznałam, że to jedna z najpiękniejszych lekcji, jaką może dostać człowiek. Siła krzywdy, która zatruwa życie i siła wybaczania, która uzdrawia. Ja chcę stanąć przed obliczem Ojca uzdrowiona.

  • Za żywota waszego powróci Mesjasz – nie wiem jak i kiedy. Nie wiem, czy dosłownie. Może to też tylko, czy aż … symbolika.

Czy odejście do lepszego świata nie jest przyjemne?

07. 08. 17 r. Warszawa.

Wczoraj się nie odzywaliśmy i dzisiaj ledwo, ledwo. Oboje snujemy się i zmęczeni i zamyśleni.

  • Coś się stanie w październiku? – Piotr mruczy pod nosem.
  • Nie w październiku, a może już wkrótce, przecież ci Ojciec powiedział, że nie ma czasu.
  • …….. – Piotr spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
  • No… niech nie przesadza…
  • Tak ostro Ojcze? – i robi przestraszone oczy.
  • …….. – zaczynam się dławić ze śmiechu, dosłownie. Piotr zrobił taką minę cierpiętniczą i powiedział to w taki sposób, że rozbawiłby i nieboszczyka.
  • Jeszcze nikt tak Mi nigdy nie powiedział – Ojciec też się śmiał.
  • Wpierw będziecie płakać ze śmiechu, a potem wpadniecie w zadumę.

Piotr nie mógł zrozumieć z czego się tak śmiejemy. Dopiero jak mu przetoczyłam jego własne słowa, złapał się za głowę. Na jego usprawiedliwienie można tylko powiedzieć, że jest bardzo, bardzo psychicznie zmęczony. A kiedy jest tak zmęczony, to i śmieszny, bo nie wie co mówi.

  • To wkrótce się zacznie?
  • A jakże. Żadne nowum. Było ci powiedziane, że zaczną się zmiany.
  • A muszą się dziać?
  • ……. – to było głupie pytanie.
  • To spytaj się, czy będzie chociaż przyjemniej.
  • A czy odejście Edwarda do lepszego świata nie jest przyjemne?

Bóg Ojciec kompletnie zmienia nasz sposób myślenia.


08. 08. 17 r. Warszawa.

Wracamy do starych zwyczajów i znowu jesteśmy na kawie.

  • Dziwna rzecz mi się wydarzyła dzisiaj rano. Wychodziłem z kościoła bocznym wyjściem, a  z dwa metry przede mną wychodził też ksiądz. Usłyszałem głośno w głowie…
  • Eliasz.
  • … Ten ksiądz stanął jak wryty i się odwrócił do mnie. Zrobił dziwne oczy, popatrzył na mnie z niedowierzaniem, podniósł rękę i nie wiedział co powiedzieć… Ja też stanąłem jak wryty, bo chyba to też usłyszał. Popatrzyliśmy na siebie i rozeszliśmy się.
  • Ciekawe… – i przypomniałam sobie coś.
  • Henoch i Eliasz to jedno??
  • Thats right, alles in ordnung.
  • Dlaczego nie po polsku?
  • Jak powiem „tak jest”, będzie płaskie. Jak powiem w dwóch antagonistycznych językach, będzie śmiech i emocje.
  • To prawda.
  • ……..
  • Trudno to będzie wszystko pogodzić, praca, fala… Jak Oni to chcą pogodzić? – Piotr nie może tego zrozumieć.
  • Tu nic nie będziesz godzić, za ciebie będą godzić.
  • Daj mi spokój. Nie mam ochoty się wygłupiać – Piotr jest bardzo poważny.
  • Nie masz ochoty, bo masz żałobę.
  • Straciłeś kogoś, na kogo mogłeś zawsze liczyć, mimo nerwowej otoki.
  • Był skromny, ale nieustannie atakowany.
  • Hhm… to prawda – dobrym człowiekiem był Edziu, ale niezwykle nerwowym.
  • ……..
  • No to co nas czeka?
  • To, co nadchodzi nie tylko cię zaskoczy, ale zmieni dogłębnie.
  • Ten świat dla ciebie powoli się kończy, taki jakim go postrzegasz.
  • Pieniądze nie istnieją dla ciebie.
  • Akurat! Przecież mam rodzinę na utrzymaniu!
  • To będzie piękna koronka, więc się nie martw o rodzinę.
  • Piotr odłączy się od nas? – pytam.
  • Z tą świadomością będzie ci trudno zrozumieć.
  • Hmm… – czyli jeszcze za mało wiem, żeby zrozumieć.
  • A moja świadomość się zmieni w takim razie?
  • I ty ulegniesz w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
  • W nawiedzeniu dokończysz książkę.
  • Fala i kryształ to jedno.
  • …….. – jeśli kryształ oczyszcza, to i fala oczyszcza… jak rozumiem te słowa.

Zamyśliliśmy się na chwilę. Już przestałam sobie wyobrażać co się będzie działo, bo stwierdziłam, że nie ma to najmniejszego sensu. Po odejściu Edzia nie ma to już sensu. Ta śmierć uświadomiła mi w pełnej okazałości, że Niebo jest nieprzewidywalne. Nie jestem w stanie niczego rozsądnego dopasować do słów Homiela. Po prostu czekam już tylko na rozwój wypadków.

  • Widzę słońce jak się rozpala we mnie… – przerwał moje rozważania Piotr.
  • Zbliża się katastrofa… Widzę wielkie tsunami fal na kilometr… Widzę szaleńczo uciekające ptaki… Meteoryt uderzy w ocean… – patrzył przed siebie, zmarszczył brwi i opisywał co widzi.
  • Tak wygląda przyszłość, a jeszcze mamy teraz.
  • Ten meteoryt zaleje, a małe podpalą ziemię.
  • A Polska?
  • Może być wyspą.
  • Chyba nie chciałabym tego oglądać… – pomyślałam.
  • ……..
  • Ten ksiądz z kościoła usłyszał Piotra? – pytam z ciekawości, bo rzeczywiście sytuacja co najmniej dziwna.
  • Więc wiesz, że usłyszą ci, którzy chcemy, by usłyszeli.
  • Jak Wy to robicie…? – zamyśliłam się.
  • Szedłem dzisiaj do domu i znowu mówiłem do Ojca „przywróć mi imię moje” i w tej samej chwili ptak mnie obsrał tyle, jakby miesiąc trzymał! – Piotr był oburzony, co mnie mimo zmęczenia bardzo rozbawiło.
  • Dlaczego mnie obsrał ptak? – łapię się za głowę, bo Piotr nie przebiera w słowach, tylko wali prosto z mostu. 
  • Jeszcze święty nie jesteś, więc dlaczego nie?
  • ……… – żałoba, czy nie żałoba, nie mogłam przestać się śmiać. 

Wieczorem. Oglądamy wiadomości.

  • Czy dobrze, że Polska staje się taka… rasistowska?
  • Pytasz prywatnie czy służbowo?
  • Jako Piotr.
  • Chyba jako Heinrich Ulrich! Tak się kiedyś nazywałeś.
  • ???!!! 

Jasny gwint! Już wiemy, że Piotr kiedyś był nazistą, a dzisiaj się dowiadujemy jak się nazywał? Oczywiście natychmiast zaczęliśmy szukać tego nazwiska w internecie i jeśli Piotr wyraźnie usłyszał, to wielu jest Heinrich-ów i Ulrich-ów. Pospolitość imienia i nazwiska dało mi do myślenia. Czy czasami Homiel nie użył tej pospolitości celowo, na zasadzie; Janek Kowalski. Szybko stwierdziliśmy, że dalej szukać nie będziemy. Nie miało to sensu.



Dopisane 05. 04. 2018 r.

  • Chyba jako Heinrich Ulrich. Tak się kiedyś nazywałeśHomiel używając niemieckiego nazwiska chciał w ten sposób powiedzieć, do czego doprowadza rasizm. Wszyscy rozumni to wiedzą i nie trzeba niczego tłumaczyć.

Zdradzę, że dowiemy się, jak  naprawdę nazywał się Piotr.


  • Ten meteoryt zaleje, a małe podpalą ziemięrzeczywiście, kiedy spada meteoryt zazwyczaj spadają też pomniejsze jego części. I prawdopodobnie to ma na myśli Homiel mówiąc, że małe podpalą ziemię. Można wnioskować, że wielki spadnie w ocean, reszta na ziemię. Polska może być wyspą, ale nie sądzę, żeby było to dosłowne. Wyspa w tym sensie, że ucierpi najmniej lub stosunkowo niewiele. Słowo klucz to „może”. Wygląda na to, że ostatecznie wiele będzie zależeć od nas samych i naszych modlitw.

  • A czy odejście Edwarda do lepszego świata nie jest przyjemne?wiedząc jak wygląda ten lepszy świat, a co nie co się o tym dowiemy, tego typu katastrofa nie powinna budzić już takiego przerażenia.

Jest jeden Bóg Ojciec, jeden Jezus Chrystus, jedna wiara.

05. 08. 17 r. Warszawa.

Wracaliśmy pociągiem do Warszawy. Wstaliśmy o nieludzkiej 3.00 godzinie, by zdążyć na pociąg na 4,00 rano. Miałam nadzieję, że wagon będzie pusty, a okazał się prawie przepełniony. Nie żałowałam, bo i tak nie liczyłam na rozmowę z Homielem. Oboje ciągle byliśmy bardzo zmęczeni, a ból fizyczny odczuwaliśmy dosłownie w mięśniach. Tak nasze organizmy zareagowały po stresie.

  • Homiel mówił, że Oni mają po wiele imion, a każde imię to jakby osobna funkcja, zadanie… W takim razie „przywróć mi imię” to chyba przywróć mi funkcję? – myślę głośno, ale mówię szeptem.
  • Oględnie to ubrałaś, chodzi o wszystkoa jednak się odezwał.
  • Ale ja nie jestem zbyt poważny na coś takiego – Piotr zaczyna się bronić.
  • Nie o taką powagę chodzi, bo wielu jest poważnych.
  • Twoje imię w drodze.
  • ……..
  • A teraz przyda ci się twój nowy telefonik.
  • ?!
  • Już nie tylko będziesz pisarką, ale i fotoreporterką.
  • ? Really ?!!! – wyrwało mi się głośno.
  • Jeśli tak będzie, że jakieś nowe zdjęcia zdobędę, to… będzie ciekawie!
  • Nie 600, a miliony to będzie czytać.
  • A nie mogliście tak Edzia po prostu uzdrowić? – pytam.
  • Wszystko jest po coś.
  • Piszesz i piszesz i nie wiesz co piszesz. Przecież znasz to… Bóg wie co robi.
  • ……. – uśmiechnęłam się, bo sama tak często mówię.
  • Przyjmij i opisuj, będziesz widziała mądrość Ojca, a nie „dlaczego”.
  • ……. – te słowa szybko mnie otrzeźwiły i postawiły do równowagi.
  • Spytaj się uprzejmie Homielka, czy w sierpniu coś się wydarzy?
  • Mało masz wrażeń?
  • Już nie będzie okresu, kiedy nic się nie będzie działo. Nie ma na to miejsca, czasu mało.
  • Hmm… do Ustronia wyskoczymy jeszcze?
  • Zapomnij o tym.
  • Nie na odpoczynek tu cię powołano, choć maniana obowiązuje.
  • ……. – uśmiechnęłam się będąc jednocześnie pod wielkim wrażeniem Ich strategii działania.
  • Wiesz co teraz słyszę?
  • Wyjedziesz do Ziemi Świętej.
  • Jaaa!!!??? – pytam, bo nie wiem do kogo mówi.
  • Ty jako osoba towarzysząca.
  • Ziemia Święta? – Piotr patrzy na mnie i pyta wzrokiem.
  • Jerozolima przecież.
  • Odwiedzisz tego, któremu wszystko zawdzięczasz.
  • Tak z własnej woli? – miałam na myśli, czy sami zdecydujemy, czy okoliczności tak poprowadzą, że będziemy zmuszeni pojechać.
  • To skomplikowana koronka….
  • ……. – nie było sensu pytać o to dalej, tylko czekać.
  • To na święta nie będzie dwóch osób, Edzia i naszego syna – wzdycham, bo wiem, że syn będzie akurat w morzu.
  • Ale ja będę – Piotr na to, co jest dla mnie akurat oczywiste.
  • A skąd wiesz?
  • …….. – ręce mi opadły.
  • Jak to?
  • Pamiętasz litery Urbi et Orbi?

Mieliśmy kontrahenta w Lublinie, do którego Piotr często wyjeżdżał w sprawach biznesowych. Jakiś czas temu miał wizję, w której zobaczył drogowskaz z nazwą miasta; Lublin. Nazwa była bardzo wyraźna, a w pewnym momencie jej litery się zaczęły rozpływać i pojawił się nowy napis; Urbi et Orbi. Co oznacza; miastu i światu. Wtedy zrozumieliśmy, że nastąpi zmiana kontrahenta (co też się stało), ale teraz myślę, że znaczy to o wiele więcej. 

  • No i ? Nie mów rebusami, nie mam na to siły.
  • Co Ja zrobię, że niewiele różnisz się od małpy, na te 300 zwojów tylko jeden pracuje – Homiel sobie zażartował na temat budowy mózgu.
  • Ale…. Homiel…. To nie będzie tak jak Edziu…. – a mi do śmiechu nie było.
  • To nie zgon.
  • … No to jak?
  • Jak Bóg każe mi coś zrobić, to ja nie będę dyskutować.
  • Człowieku! Ale postęp! Nie będziesz dyskutować?
  • No nie… – to faktycznie wielki postęp w przypadku Piotrusia, który zawsze na wszystko ma swoje własne zdanie.
  • …….
  • Ojciec spełnił swoje słowa, zmiany zaczęły się jeszcze w lipcu, tak jak mówił… 23,45.
  • W ostatnich minutach lipca, ale jednak lipca. Ja tam wolę się nie zakładać – i mówię naprawdę serio, bo widzę, że wszechpotęga Ojca jest absolutnie rzeczywista.
  • Ja też – Piotr lekko przestraszony, ale chyba zapomniał o swoim zakładzie
  • To, że nie chcesz już auta nie znaczy, że zakład nie obowiązuje.
  • …….. – przyszło mi teraz do głowy, czy to czasami z Ojcem nie rozmawiamy. Zamilkłam na wszelki wypadek i wolałam siedzieć cicho, a Piotr gdzieś odpłynął.
  • Widzę Edzia… Bóg Ojciec pozwolił mi go zobaczyć… – Piotr się uśmiechnął.
  • Wiesz co mówi?
  • Piotr, jestem zaskoczony. Nie wiedziałem, kogo w domu hoduję.
  • … Tacie jest strasznie głupio i nie chce patrzeć mi w oczy… Przeprasza, że mnie bił…. mówi…
  • Tu nie jesteś Piotr…
  • ……. – Piotr wzruszył się bardzo i zamilkł na długo.

Po godzinie odezwał się Homiel.

  • Niedługo będziesz widzieć Nas, jakbyś widział Olę.
  • A ja? To niesprawiedliwe – pytam, bo czy to jest sprawiedliwe?
  • Ale jesteś żarta.
  • Parę zdjęć dam ci zrobić, do fryzjera nawet pójdę – … roześmiałam się natychmiast.
  • Pamiętasz tego z włosami? – przypomniał mi wizje anioła, któremu falowały włosy.
  • Po fryzjerze był.
Obserwowałam to wszystko stojąc obok i radowałam się ich szczęściem. Ten mężczyzna śmiejąc się w pewnym momencie lekko odrzucił do tyłu głowę, zwróciłam uwagę na jego falujące półdługie włosy, wyglądało to przepięknie. Nie wiem dlaczego pokazali mi to w zwolnionym tempie, jakby to miało mieć jakieś znaczenie. Włosy falowały i falowały... Pomyślałam nawet, że zawsze chciałam mieć właśnie takie włosy http://osaczenie.pl/wp/2016/04/26/aniol-w-niebieskiej-koszuli/

Mimo, że oboje byliśmy bardzo zmęczeni, śmieliśmy się na głos nie zważając na innych ludzi. Wykorzystując fakt, że Homiel wydaje się dzisiaj bardzo rozmowny postanowiłam zadać Mu pytanie, które od dawna chodziło mi po głowie.

  • A kto po śmierci wita buddystę?
  • ……..
  • Słyszę coś naprawdę głupiego – Piotr się zawstydził i nie chciał przekazać…
  • No mów! Tobie się wydaje głupie, ale Oni nigdy głupio nie mówią.
  • Ale to jest głupie!
  • No mów!
  • Słyszę słowa piosenki; „Wars wita was, Wars wita was” – https://www.youtube.com/watch?v=NG2_6Nvu3fI
  • ……..  – zbaraniałam, bo to rzeczywiście dość… dziwna odpowiedź na moje pytanie.
  • Aaaaa – dopiero po chwili zaczęłam się śmiać.
  • Wars jest w pociągach, my jesteśmy teraz w pociągu, Wars to symbol podróży – tłumaczę Piotrowi się śmiejąc, ale zaraz poważnieję, bo chyba właśnie mamy odpowiedź na jedno z kilku fundamentalnych pytań, które sobie stawia człowiek.
  • To znaczy…
  • A nie Budda wita po drugiej stronie buddystów? – Piotr mi przerwał.
  • A kto to jest Budda?
  • ……. ???
  • Jest Chrystus, Syn Boży, a Ojciec stworzył ten świat.
  • Ale to od was zależy kto, gdzie się urodzi… – drążę dalej.
  • Doświadczenie. Każda droga to nauka. A czy są dobrzy sądzisz, że nie grzeszą?
  • Jest jeden Bóg Ojciec, jeden Jezus Chrystus, jedna wiara.
  • Nie od ludzi, a od Ojca jest Chrystus. Mesjasz.
  • …….
  • A ja myślałem, że Homiel głupoty mówi z tym Warsem.
  • Ty się nie śmiej. Wpadniesz do Tomaszowa.

No i znowu zapadliśmy w zadumę. Jeśli Bóg Ojciec stworzył cały świat, wszechświat, wszystko… to jest Ojcem wszystkich ludzi. Żydów, chrześcijan, buddystów, muzułmanów, Indian z dżungli amazońskiej… Miliony ludzi w ogóle nie wie o Chrystusie, ale czy to czyni ich kandydatami do piekła? Śpiewając „Wars…” Homiel pokazał, że życie jednego człowieka w całości jest jak podróż pociągiem z wieloma różnymi wagonami. Raz jesteśmy w wagonie z buddystami, a kiedy indziej możemy być z chrześcijanami. Ostatecznie i tak lokomotywa jest jedna. Jednakże to tylko jeden wagon jest najbliżej lokomotywy. Nie ma dziesięciu różnych wagonów, których jedna lokomotywa ciągnie jednocześnie. Czy to się komuś podoba, czy nie… najbliżej Boga jesteśmy tylko wtedy, gdy wierzymy w jego Syna. Jest jeden Bóg Ojciec, jeden Jezus Chrystus, jedna wiara. Wszystko inne to… Doświadczenie. Każda droga to nauka. 

Bożenarodzeniowy pociąg w Pakistanie w celu promowania tolerancji.

Wracamy do spraw przyziemnych.

  • Trzeba trawę posadzić w ogrodzie – Piotr już ustala plany na najbliższe dni.
  • To się spiesz, niedługo na to nie spojrzysz.
  • W tym roku musi się spieszyć, a w przyszłym? – chciałam w ten sposób sprawdzić, jak długo będzie trwała ta przemiana.
  • Te macanki nie ze Mną Bruner – zacytował słowa z „Klosa”, ulubione powiedzonko Piotra.
  • Jak się zachowa człowiek, który będzie od ciebie wiedzieć więcej nie 100 razy, a 100 tysięcy razy?
  • Będzie pielił, czy nawracał?
  • …….. – nie wiedziałam co odpowiedzieć.

Dojechaliśmy w końcu do Warszawy. Była tak piękna pogoda, że do domu doszliśmy piechotą.

  • Co znaczy hojte? – Piotr pyta mnie  sapiąc.
  • Po niemiecku „dzisiaj”. Heute… – jeśli słyszy po niemiecku, to znaczy, że to informacja dla mnie.
  • Od dzisiaj będzie tylko szybciej.
  • Homiel cię pyta co byś zrobiła, gdybyś dostała od Nich pieniądze.
  • Wydałabym książkę.
  • … Widzę jego uśmiech.
  • No dobrze, ale jak Oni to chcą zrobić? Budzę się i widzę walizkę z pieniędzmi?
  • No coś ty, jak je „upierzesz”? – racjonalne myślenie Piotra mnie rozśmieszyło. Tylko on tak potrafi połączyć Niebo z ziemią.
  • No to co? Mam grać?
  • Zacznij już jutro.


Dopisane 03. 04. 2018 r.

  • Zacznij już jutrooczywiście gram. A co dalej? 

Będziesz tym, którym jesteś naprawdę. Maska zostanie zdjęta.

04. 08. 17 r. Warszawa.

Piotr miał nad ranem ciekawy sen.

  • Szedłem po schodach i zauważyłem leżący złoty pierścień. Wziąłem go do ręki, a on zaczął się mienić napisem. Pomyślałem „pierścień Saurona” i chciałem go wyrzucić. Już chciałem to zrobić, ale zauważyłem, że się rozszerza i jest pełen brylantów.
  • ……. – z tego snu zrozumiałam tylko tyle, że wchodzenie po schodach w górę to zbliżanie się do Nieba.
  • Dużo było tych brylantów?
  • Mnóstwo.
  • To wyobraź sobie, że każdy to świecący człowiek. Tylu ich nosisz na sobie.
  • Co znaczy, że świecą?
  • Dusze czystych ludzi. Czasami jeden brylant to grupa ludzi.
  • …….. – na to bym nie wpadła.

  • Ja też miałam dzisiaj wizję. Bardzo wyraźną. Widziałam Edzia w kuchni. Był dużo młodszy i miał na sobie niebieską koszulę, w której zwykł chodzić codziennie. Mrugnął do mnie okiem jak łobuziak i powiedział…
  • Dzień dobry Krysia!
  • Do ciebie powiedział Krysia? – zdziwił się Piotr.
  • Myślę, że ona nie jest jeszcze gotowa na takie spotkanie. Bierze leki uspakajające, jest półprzytomna…To jest informacja dla niej, ale poprzez mnie.
  • Chyba tak, ale dlaczego dzień dobry? – ciągle dopytuje.
  • Dzień dobry, czyli jest już gotowy do spotkania. Myślę, że niedługo sam się odezwie  bezpośrednio do niej.

Byłam tego prawie pewna, ponieważ kiedy już zaczęłam się zastanawiać, czy mi się to faktycznie śniło odezwał się przy moim uchu głośny dźwięk przychodzącego SMS, niejako na potwierdzenie, że choć to sen, to dzieje się naprawdę. Mój telefon ładował się kuchni, 15 metrów o mojego pokoju. Nawet gdyby jakimś dziwnym trafem ktoś w środku nocy przesłał SMS, nie usłyszałabym go.


Po „dzień dobry Krysia” nie mogłam już zasnąć. Pewnie i tak bym nie zasnęła, gdyż dzisiaj w południe był pogrzeb. Najpierw msza żałobna, potem wystawienie urny. Weszliśmy do kaplicy, gdzie cała rodzina i znajomi zebrali się, by pożegnać Edzia. Dziwnie było patrzeć na stojącą urnę i uzmysłowić sobie, że tam jest… człowiek. Staliśmy razem z córką w pierwszej ławie i wyjątkowo cieszyłam się, że obok nas i za nami nie było nikogo więcej. Piotr w pewnym momencie zaczął coś szeptać i myślałam, że się modli. Ale zastanawiające było to, że powtarzał w kółko tylko jedno zdanie. Nie wsłuchiwałam się zbytnio co mówi, ale w końcu córka mnie szturchnęła w łokieć…

  • Co się dzieje z tatą?!

Dopiero wtedy nastawiłam ucho bardziej, próbując zrozumieć co mówi.

  • Ojcze niebieski przywróć mi imię moje… Ojcze niebieski przywróć mi imię moje… Ojcze niebieski przywróć mi imię moje…

Powtarzał to jak nakręcony coraz głośniej. Córka zaczęła mnie szturchać mocniej, że coś jest nie tak, ja zaczęłam z kolei szturchać Piotra, by się uspokoił, a on dalej to samo. Wpadłam lekko w panikę, bo zrozumiałam, że coś się dzieje. Uderzyłam go łokciem mocnej, aż się ocknął. Wychodząc z kaplicy Piotr szeptem zaczął mi opowiadać…

  • Ktoś mówił przeze mnie, nie mogłem się powstrzymać. Ojciec powiedział…
  • Nigdy ci go nie zabrałem, tylko zgasło. Imię twoje w drodze.
  • Usłyszałem jeszcze…
  • Poświęcenie.

Nic z tego nie zrozumiałam, ale przypomniałam sobie słowa; To, co się zdarzy w najbliższych dniach zaskoczy cię dogłębnie. Nie będziesz wiedział o co chodzi, poddaj się temu.

Przerwaliśmy rozmowę, bo nadszedł czas właściwego pogrzebu. Było absolutnie pięknie, wszystko dopisało i ksiądz i pogoda. Po pogrzebie 24 osoby pojechały na stypę. Okazało się, że z jakiegoś powodu przygotowano za mało miejsca, więc ja, Piotr i jeszcze jedna osoba musieliśmy usiąść przy osobnym stoliku. Dołączyła do nas Izabela. Widząc ją siedzącą naprzeciwko już wiedziałam, że to absolutnie nie może być przypadek. Izabela!


Piotr ma siostrę. Siostra syna. Syn ma żonę, a ona siostrę… Izabelę. Po raz pierwszy spotkaliśmy ją na weselu i nawet nie pamiętam, czy zostaliśmy sobie przedstawieni. Jednakże to tam po raz pierwszy usłyszałam, że Izabela jest „dziwna”. „Dziwna”… to znaczy, że to coś dla nas!… Tak wtedy sobie pomyślałam. Kolejny raz spotkaliśmy się na świętach. Izabela nie rzucała się w oczy, ale nasze czujne oczy zwróciły na nią uwagę. Kiedy wszyscy w wesołych humorach zagłębiali się w swoich talerzach Izabela się modliła. Przy stole, przy wszystkich, w ciszy. Piotr przyjrzał się jej uważnie i zmarszczył czoło. Wyjaśnił potem, że zobaczył przy niej dwa diabły, które ją męczyły. Wtedy zainteresowaliśmy się nią bardziej i zaczęliśmy dyskretnie o nią dopytywać. Wyjaśniło się, co znaczy „dziwna”. Potrafiła krzyczeć na środku kościoła, rozmawiać z kimś niewidzialnym, słyszeć Boga, Jezusa. Pomyślałam wtedy, że dziewczyna ma „problem”, który nie jest nam obcy. Zdaje się, że ta szczuplutka, wiotka, młoda kobieta jest ciężko doświadczana. Niezrozumiana przez rodzinę, otoczenie musi czuć się samotnie. Kolejne spotkanie rodzinne kilka miesięcy później i Izabela jest znowu. Chciałam do niej podejść i porozmawiać, ale nie wyszło.

A teraz siedzi naprzeciwko nas… na stypie. Moje jedno na nią spojrzenie i wiedziałam, że tak miało być. Wystarczyło pierwsze rzucone zdanie, aby zrozumieć, że przy tym stole spotkały się 3 osoby, które się całkowicie rozumiały. Rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach, których wspólnym mianownikiem był Bóg. Ona też rozmawia z Ojcem…!!! Przegadaliśmy tak ponad godzinę nie zwracając na nikogo uwagi. Kiedy inni rozmawiali o Edziu, my rozmawialiśmy o Bogu. 


Wieczorem zmęczeni fizycznie i psychicznie siedzieliśmy w ciszy przed zgaszonym telewizorem.

  • Wiesz co mi się podobało dzisiaj? Że Bóg uważa nas za narzędzie. Super to zrobił, że z Izą rozmawialiśmy.
  • Eureka.
  • Czyli słucha bez przerwy…
  • Ty dalej zdziwiony?
  • Jesteście narzędziami oboje. Po to została skierowana do was, by odebrała to, co robią narzędzia. Naładowałeś ją energią.
  • ……… – kręcę z niedowierzaniem głową. Nigdy nie wiadomo co i gdzie się wydarzy.
  • Czy wiesz co się stało?
  • Czy zdajesz sobie sprawę?
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie, bo przecież wiadomo… pogrzeb Edzia.
  • Przywołałeś swoje imię prawdziwe. Wiesz co to oznacza?
  • Że będziesz zachowywał się i będziesz tym, który nosił to imię.
  • ……. – spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz, bo nie zdawaliśmy sobie sprawy z wagi tego zdarzenia.
  • Twoje ziemskie imię przestanie istnieć. Przekujesz sam siebie.
  • Jak to możliwe?
  • Nie pytaj. Zrobiłeś to w bardzo doniosłej chwili.
  • Dlaczego?
  • Ten głos był bardzo mocno słyszany.
  • Piotrze, to nie są już przelewki. Będziesz tym, którym jesteś naprawdę. Maska zostanie zdjęta.
  • Będę tu żył?
  • O to chodzi, żebyś tu żył bez maski.

Siedzieliśmy oszołomieni totalnie. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z ważności tego wydarzenia.

  • Wiesz co usłyszałem?
  • Czekałem na ten moment.
  • Elajahi, Elajahi … I tak dotkniesz Mojego Syna.
  • …….. – zastygłam. Kiedy słyszymy słowa po aramejsku wiemy, że to ważna chwila.
  • Tak teraz usłyszałem… elajahi albo elahija… może elihija… – Piotr wzruszył tylko ramionami. Był tak zmęczony, że sprawiał wrażenie, jakby było mu już obojętne co słyszy, co widzi.
  • Chyba trzeba będzie się przeprowadzać z powrotem do twojej mamy – zmieniam temat – Ale nie czuję tej przeprowadzki.
  • Ja też nie.
  • Nie czujesz, bo się nie doczekasz.
  • ……. – zsunęłam się niemal z fotela, bo słabo mi się zrobiło. Jeden pogrzeb wystarczy.
  • Dosyć odejść na razie. Teraz kolej na ciebie.
  • To, co się zacznie zaskoczy was wszystkich.
  • Prosiłeś, żeby przywrócono ci imię, więc zostanie.
  • Co mi to da?
  • Wiele kłopotów, ale przywrócisz wiarę. Nie będą mogli uwierzyć w to, co będziesz robił, będą mówić szarlatan.
  • Ciężki dzień dzisiaj, ale najważniejsze słowo padło.
  • Jakie?
  • Pojednanie. Pojednanie twojego taty z Ojcem, a najważniejsze pojednanie się z Izą. Pojednałeś się z tą słabą sarenką. Silna i słaba.
  • ……. – a więc to nie przypadek!
  • Dałaś jej dzisiaj więcej niż wszystkie nauki. Dbaj o niązwrócił się Ojciec do mnie.
  • To ją wzmocni, a tobie da coraz większe poczucie misji. Nauczysz się dawać.
  • To, co dzisiaj napisałaś wystarczy na przepiękną homilię.

Pojednanie to właściwe słowo na dzisiejszy dzień. Choćby też dlatego, że na pogrzebie pojawili się ludzie, z którymi Edziu nie rozmawiał od wielu lat.

  • Ojcze niebieski przywróć mi imię moje…
  • Dzisiaj padło zaklęcie i pieczęć. Została złamana.
  • …….. – myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a siedzę ciągle oszołomiona.
  • Niewiarygodne to wszystko… Ojcze, czy ja mam pisać o tym otwarcie? – czuję na sobie wielką odpowiedzialność i zrozumiałam, że wielkie zmiany właśnie się rozpoczęły.
  • I tak niedługo będzie jasne.
  • Niewiarygodne… – tym razem Piotr dziwi się na głos.
  • Słyszę śmiech Ojca… Pewnie się śmieje, że ja taki durny jestem, ciągle się dziwię….
  • Imię jest twoje. Zostanie ci zwrócone, co zostało zabrane.


Dopisane 01. 04. 2018 r.

Wiele trzeba byłoby wyjaśniać, żeby cała ta rozmowa była zrozumiała. Wszystko wyjaśni się z czasem. Jednak dzisiaj mogę powiedzieć, że był to jeden z ważniejszych dni naszego życia. Początek końca drogi. Będę też pisać o Izabeli, za jej zgodą.

Po tylu doświadczeniach myślałam już, że naprawdę niewiele może nas zaskoczyć, ale tak jak powiedział Ojciec… zdziwienia nie będzie końca.


Święta Wielkanocne. Poniżej historia powstania filmu „Pasja” i jak wielki wpływ miała na twórców tego filmu. Warto zwrócić uwagę co powiedział Jim Caviezel.