Gdzie się nie ruszysz, tam My.

27. 05. 17 r. Ustroń.

Będąc w marcu w Ustroniu wiele słyszeliśmy o Czantorii, wyciągu narciarskim czynnym cały rok. Obiecaliśmy sobie, że przyjedziemy tutaj jeszcze raz i bezwzględnie wykorzystamy tę ponoć super atrakcję całego regionu. Zabukowaliśmy hotel w pobliżu naszego sanatorium i żeby się tam dostać musieliśmy minąć pod drodze znany nam uroczy kościołek, w którym byliśmy dwa miesiące temu. Tym razem jakoś nie przyszło nam do głowy, o dziwo!… by tam wejść. Już go mijaliśmy, kiedy Piotr nagle zrobił w tył zwrot i jak maszyna zaciągnął mnie do kościoła.

  • Usłyszałem.
  • Nie zajrzysz do Mnie?
  • No co ty? – wyrwało mi się.

W środku były trzy zaledwie osoby, ale i one szybko się wykruszyły. Usiedliśmy z tyłu, po chwili Piotr znowu bierze mnie za rękę.

  • Jezus powiedział, byśmy podeszli bliżej. Chce mieć nas w zasięgu swoich rozpostartych rąk.
  • ??? – stanęliśmy więc przed nim w całkowitej ciszy.
  • Pobłogosławił ciebie, potem mnie, a potem pobłogosławił nas, zrobił nad nami krzyż.
  • Przyjmij błogosławieństwo na nową drogę. Ja w tobie, ty we Mnie po wsze czasy.

Ktoś wchodził do środka i oboje odwróciliśmy się w jego stronę.

  • Nie zwracaj uwagi na tego pobożnego, niech cię nie odciąga ode Mnie.

Nowa droga… Niewątpliwie znowu coś się zacznie.


Wieczorem Piotr zaczął podliczać wszystkie wydatki związane z wyjazdem.

  • No! Mało nie wydałem.
  • Czyż nie warto było? Pojechaliście dla tej chwili.


28. 05. 17 r. Ustroń.

Na Czantorię dotarliśmy wyciągiem, ale żeby wrócić postanowiliśmy po prostu zejść na własnych nogach. Zapowiadało się to dość wyczerpujące, więc schyliłam się, aby zawiązywać mocniej buta. Piotr nachyla się nade mną i szepcze…

  • Nie ruszaj się i nie patrz w bok. Koło nas ktoś w białym też się szykuje do drogi….

No to oczywiście się podniosłam się i zaczęłam rozglądać któż to jeszcze szykuje się do drogi. Sęk w tym, że nikogo nie było.

  • Kogo widzisz?
  • Papież! – ciągle szeptem.
  • Jaja sobie robisz?! – już nie wytrzymałam.
  • Cicho bądź. Jest na biało ubrany i ma czapkę leninówkę, też białą i biały plecak… – ciągle szepcze.
  • Ale jak to możliwe?!
  • Mówię ci, że idzie z nami.
  • Ukochał góry.
  • Ale… Jak może sobie tak iść? – byłam niezmiernie zdziwiona…
  • A dlaczego nie?
  • …… – no… niby fakt. 
  • Dołączył do nas. Zobaczyłem, że się szykuje iść z nami…

Wróciliśmy w milczeniu.


Wieczorem.

  • Jezus udzielił ci błogosławieństwa na nową drogę, co to znaczy? – pytam.
  • Pokazał gestem na drogę – Piotr wzrusza ramionami, że przecież powinno to być jasne.
  • To było ważne?
  • Twój największy przyjaciel pobłogosławił cię przed drogą. On ją zna.
  • ……
  • Obserwuj znaki.
  • Ale Piotr może je przeoczyć.
  • Tego nie przeoczy, nie byłby w stanie.


28. 05. 17 r. Warszawa.

Wracamy do „domu”.

  • Znowu to samo – Piotr myślał o firmie, o obowiązkach, o codzienności, która zaczyna się już jutro.
  • Ciesz się, że to samo. Gdyby nie to samo, nie miałbyś to samogdyby nie praca, życie normalne, nie byłoby na chleb.

Weszliśmy do mieszkania, rozpakowaliśmy się, Piotr włączył telewizor, a tam film „Bogowie i królowie”. Spojrzał na to chwilę i przełączył na Teleexpress.

  • Co wybierasz? To, czy My?
  • Czy możemy po takich słowach mieć jakikolwiek wybór? – pomyślałam.

Zaczynała się scena rozmowy Mojżesza z chłopcem, czyli z Bogiem.

  • Myślałem, że jesteś Generał” – przypomniały mi się od razu słowa, które pisałam na blogu, że Mojżesz był narzędziem.

Piotr obejrzał tę scenę, pokiwał głową, że rozumie i przełączył na Teleexpress, a tam mowa o różańcu…

  • Widzisz? Gdzie się nie ruszysz, tam My. 

Znowu przełączył na film. Zaczęły się sceny o plagach egipskich…

  • Widzisz to? Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
  • Dlaczego tak robi?
  • Nie pytaj dlaczego. Bóg Ojciec wie co robi.
  • Dziękuję Ci za ten świetny wyjazd.
  • Nie musisz nic robić tylko trwaj przy Mnie.
  • Kończy się czas twojej sielanki.

 



Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

I przywołał dzieci do porządku, a one stały i płakały…

25. 05. 17 r.

Idąc rano na „randkę” jak zwykle zajrzałam do Chrystusa w kościele św. Barbary. Miałam mały bukiet kwiatów, który chciałam zostawić Mu pod krzyżem. Wchodzę pewnie do przedsionka, gdzie wisi krzyż… i mnie zamurowało. Widzę klęczącą pod nim zakonnicę. Głupio mi się zrobiło, bo moje wejście musiało być dla niej dość nie na rękę, jednak ona jakby mnie nie zauważyła, ani nie usłyszała. Jej głowa była wtulona w stopy wiszącego Jezusa, a ręce obejmowały Jego nogi. Czułam, że wtargnęłam w ich intymną, bardzo prywatną chwilę. Nie wiedziałam co zrobić, czy wycofać się, czy mimo wszystko przeszkodzić jej i położyć te kwiaty… i kiedy tak się wahałam ona podniosła głowę… a to młoda dziewczyna! Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio, gdyż zobaczyłam w jej oczach wielką… miłość. Moja wiara w porównaniu do jej wiary wydała się tylko małą kroplą przy oceanie. Bez słów położyłam szybko bukiet i się wycofałam.

  • Hmm… – Piotr się zadumał.
  • A ja miałem dzisiaj rano w kościele niesamowitą rzecz. Kiedy brałem hostię zauważyłem na niej obraz krzyża z naszej katedry, pod którym klękamy. To niesamowite… Jak ja to widzę…??? – Piotr kręcił głową z niedowierzaniem…
  • Spojrzałem i pomyślałem co to?
  • No… mieszkamy w tobie.
  • Czym sobie zasłużyłem? Ja się do tej zakonnicy nie mogę równać!
  • A ty wiesz najlepiej?
  • Jestem łobuz, chuligan, taki brudny… Musieli mnie z kimś pomylić! Jestem głupim góralem, a Oni są ciągle przy mnie. Jak ktoś mnie wkurza, to bym ich od razu ścinał, a potem tulił… No nie daję sobie rady, tak mnie gacek ciągnie… Czarnych to był zagryzł… Jestem nienormalny – Piotr wzdycha.
  • No, normalny to ty nie jesteś. Ale pomyśl, jakieś zasługi musiały być.
  • A może ktoś taki jak ty jest im potrzebny? – pocieszam go.
  • Spytaj się – i się zająknęłam, bo myślałam o Ojcu – Jakim chcą, żebyś był?
  • Sobą.
  • Nikt cię nie wybrał. Ktoś chce, żebyś do Domu wrócił.

Wieczorem zwyczajowo komentowaliśmy oglądane Wiadomości. Pokazano sprawcę zamachu w Manchesterze. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21852623,manchester-zidentyfikowano-pierwsze-ofiary-zamachu-wsrod-nich.html

  • Zobaczyłem teraz ciekawą rzecz. Jak podali jego nazwisko zobaczyłem jego ducha i wielką rękę ze szponami, która go zgarnia z ziemi, ta ręka go zagarnęła – i zrobił oczy ze zdziwienia.
  • Miał prawo go zabrać.
  • W tym, co zobaczyłem Góra nie interweniowała, a myślałem, że to ofiara – mówi ciągle zdziwiony.
  • Dokonał wyboru.
  • Co z takim będzie? – pytam zaciekawiona. Przyszło do mnie bowiem pewne skojarzenie.

    Fragment z filmu „Uwierz w ducha”, w którym zły po śmierci jest zabierany przez Złego. https://youtu.be/-Y2wqkD2KVM?t=52s

  • Ciąg dalszy nastąpi. Poczuje cierpienie tych, którzy przeżyli czyli cierpienie pozostawionych rodzin, ukochanych, itd.

Czytam Piotrowi informację; Powojenny eksperyment stworzenia społeczeństw wielokulturowych w Europie kończy się wielką porażką. Od Sztokholmu po Paryż, od Londynu po Ateny trwają największe w powojennej historii walki uliczne między rodowitymi Europejczykami i imigrantami. Eksplozja wzajemnego antagonizmu jest gwoździem do trumny polityki multi kulti lansowanej przez europejską lewicę. http://www.uwazamrze.pl/artykul/1015140/kleska-multi-kulti

  • Nie zatrzymasz już tego.
  • Hmm… – ma rację. A może zachodnia Europa na to właśnie sobie zapracowała? Niszczą własne świątynie, więc zaczną szanować cudze?
  • ……
  • O 15.00, gdy zacząłem się modlić zobaczyłem świetną rzecz. Moje biurko było na ziemi, to znaczy na planecie Ziemia. Zobaczyłem jak ktoś wyrwał je z kawałkiem ziemi i wywindował prosto do góry do nieba. Ja się ciągle modliłem i zobaczyłem wtedy wielkie ucho, które słuchało jak się modlę. Wtedy usłyszałem…
  • Światło cię opływa…
  • i zobaczyłem mgłę światła. To było tak realne, że mogłem tego dotknąć.
  • Za uchem zobaczyłem dwa wielkie fotele, a między nimi srebrnego ptaka, który skrzydłami majtał. Za nimi stała Maryja… Wyglądali jak na zdjęciu rodzinnym.



26. 05. 17 r. Warszawa.

Kilkanaście dni temu wpadliśmy na szalony pomysł, by pojechać do Ustronia jeszcze raz, ale tym razem tylko na weekend. W trakcie jazdy Piotr znowu wspominał wizję z falą i swoje operacje. Zaciskam zęby i słucham, bo może tym razem dowiem się czegoś nowego?

  • To, co miało być naprawione, zostało naprawione. Teraz oczekuj tego, na co czekasz.
  • Wtedy po raz pierwszy Homiel kazał mi się ubrać ładnie. Kazał mi nałożyć najlepszą koszulę i marynarkę.
  • No właśnie… czy to miało takie znaczenie? – pytam, ponieważ to było nawet jak na Homiela bardzo niezwykłe. Dla Niego im Piotr skromniej ubrany, tym lepiej.
  • Ta domena ludzka przeważyła.
  • …….
  • Ta druga fala to końcowy etap szkolenia.
  • Będę zaskoczony tym wszystkim?
  • Niebywale.
  • …… – czyli nic nowego, ale cieszę się, że się Homiel w ogóle odezwał.

Na skraju Warszawy mijamy budowane wielkie wieżowce.

  • Kto to będzie kupował?! – Piotr ze zdziwieniem i sarkazmem zarazem.
  • Na pewno nie ty.
  • Zapowiada się super podróż, Homiel ma dzisiaj humor – zaczęłam się śmiać. 
  • Cieszysz się, że jedziesz? – pytam Go bezpośrednio.
  • Cieszę się, że siedzimy razem.
  • Dlaczego?
  • Jesteśmy razem.
  • ……
  • Szkoda, że Wodecki odszedł – Piotr sobie przypomniał.
  • On już tego nie podziela – nie podziela, że szkoda. 
  • Trafił do Nieba?
  • A gdzie miałby trafić?
  • Też będzie śpiewać w Niebie? – pytam.
  • Tam ciągle gra muzyka.
  • Śmierć to jest moment – Piotr pstryknął palcami, a coś o tym wie. Tak wiele razy był tak blisko…
  • Nie dla każdego.
  • To fakt, czasami umiera się długo – nie uwzględniliśmy tych, co umierają w wyniku ciężkiej choroby.
  • A niektórzy całe życie.
  • Jak to?
  • Złoczyńcy, nie czyniąc dobrze już umierają.
  • A jak ja żyję? – Piotr.
  • To teatr komediowy.
  • Ale jestem też poważny! – obruszył się.
  • A i w teatrze są przerwy.
  • …… – Homiel uszczypliwy jak zawsze, ale robi to z wielkim humorem.
  • Ciągle myślę o Fatimie i otwartych wrotach.
  • Wrota zostały otwarte, cóż więcej?
  • Czy będą jakieś inne znaki?
  • Czekaj do następnej kulminacji.
  • ???!!! Fali?
  • Fali, fali odpowiada wręcz zniecierpliwiony.
  • Będę po tym pracował?
  • Na pustyni kruki karmiły Eliasza, więc się nie martw.
  • Dlaczego jestem w połowie Fatimy ? – pytam.
  • Z opracowaniem.
  • Wszyscy oczekują Eliasza, nie powinien się już objawić?
  • I się objawi.
  • Ciekawe czy kościół uzna kogoś takiego…
  • Kościół to zbroja, aczkolwiek toczy go rak pokazał zbroję, którą od spodu zżera rdza.
  • Dlaczego nieodpowiedni ludzie dochodzą do wysokich stanowisk w Kościele?
  • Dlatego ta zbroja jest zjedzona.
  • Czy doczekamy się wielkich zmian, które nadchodzą?
  • Będziecie w nich uczestniczyć.
  • .. – ja miałam na myśli proroctwo fatimskie, a Homiel chyba falę. Powinnam spytać precyzyjniej.
  • To co? Bierzemy się do roboty?  zaciera ręce.
  • A co masz na myśli?
  • Nie widzisz tego pola w chwastach?
  • ……?

Zarówno Homiel, jak i sam Ojciec często porównuje swoje nauki do uprawy pola. Mówienie o Bogu, czynienie na chwałę Boga to jak sypanie ziarna na polu. Czasami łatwo urodzi się z tego coś pięknego, zdrowego, a czasami zbyt dużo jest chwastów, by urosło coś pięknego i zdrowego.

Obraz od Yongsung Kim
  • Zaczynam rozumieć Ojca – Piotr przypomniał sobie słowa dotyczące wstrząsu.
  • Co się dzieje, gdy uczeń nie zdaje?
  • Powtarza.
  • A drugi raz?
  • Powtarza.
  • A ile razy ma powtarzać? Wyrzuca się z klasy.
  • Pierwsza wojna to jedna powtórka, nie wystarczyło. Była druga wojna i co?
  • ?!
  • Będzie trzecia?
  • A co da kolejna? Widać, że takie zwykłe metody nie dają skutku.
  • A nie-zwykła metoda?
  • Jak sama mówi nazwa… niezwykła.
  • Były już takie kiedyś?
  • A nie? Sama o tym pisałaś… I wziął Ojciec swoje niesforne dzieci i na nowo ulepił – p. s. potop biblijny.
  • …….
  • Coś mi się wydaje, że Ojciec ma swoje plany – Piotr
  • Jak to zrobicie? – pytam, ponieważ właśnie zrozumiałam, że Fatima mówi o czymś więcej niż wojna.
  • Patrz. To koronka specjalnego przeznaczenia…
  • I przywołał dzieci do porządku, a one stały i płakały… Więcej tego nie zrobimy.

Niewykluczone, że cały czas rozmawialiśmy z Ojcem, ale to ten krótki końcowy dialog wyjaśnił mi wszystko w bardzo prosty sposób. Żaden człowiek nie jest w stanie wytłumaczyć tego tak klarownie, jak sam Bóg Ojciec. Spojrzałam na nasz świat Jego oczami i zrozumiałam, że znowu ma rację…



Dopisane 17. 01. 2018 r.

Kościół to zbroja, aczkolwiek toczy go rak.

Rozprawa nad tym światem rozpoczęła się, kiedy otworzyły się wrota.

22. 05. 17 r. Warszawa.

Nie zaskoczyła nas dzisiaj informacja, że w skutek komplikacji po operacji wszczepienia bypassów zmarł Zbigniew Wodecki. Piotr to przewidział. Pokazywano w TVP skróty kilku wywiadów udzielonych przez Wodeckiego na przestrzeni lat.

  • Patrzę na niego i widzę, jakie miałem szczęście – Piotr zasmucony, bo wśród wielu polskich artystów Wodeckiego stawiał na czele listy.
  • Miałeś szczęście? Co to znaczy szczęście? To przyjaźń z Bogiem.
  • Każdy może liczyć na taką przyjaźń? – pytam.
  • Zadajesz trudne pytania – Piotr się przestraszył, że znowu zaczynam wiercić dziurę w brzuchu.
  • Piotr jest na placówce. A Ojciec dał ludziom Siebie.

W jednym z wywiadów powiedział naprawdę coś wzruszającego.

Udało mi się parę rzeczy dobrych zrobić, staram się po prostu pomagać ludziom, kiedy tylko mogę. Może też trochę ze względów egoistycznych? Chcę iść do Nieba.

http://www.zaszafie.pl/kategoria-glowna/proza/wywiady-i-reportaze/m/60-pieta-na-glowie-czyli-rozmowa-ze-zbigniewem-wodeckim

  • Chce iść do Nieba… Kto by nie chciał? – Piotr rozbrajająco szczerze.
  • Pójdzie? – pytam.
  • I powiadam ci, że marzenie się jego spełni.

Piotr zamyślił się… Nie muszę pytać, bo widać to na jego twarzy o czym myśli. Jakie plecy trzeba mieć u Ojca, by przeżyć. Wodecki przeszedł operację serca i miał powikłania. Piotr podobnie i żyje.

  • Nie zasłużyłem na takie życie.
  • Nie wiesz na co zasłużyłeś.

Czytam Piotrowi na głos kolejny fragment z książki „Świadectwo”.

  • Jezus tu mówi, bądź hojna, a Maryja spytała ciebie… Dlaczego jesteś taki skąpy?… pamiętasz?
  • …….
  • Kiedy czytam Lenczewską to stwierdzam, że my się nie nadajemy do takiego zadania. Oni są tacy czyści, a my takie… mopsy – przyszło mi to określenie do głowy widząc jak siedzimy rozwaleni na sofie.
  • Po to ci ta fala potrzebna, żeby nie był takim mopsem.
  • Jeśli ta fala była mała, a dotyczyła mojego serca, to druga, taka wielka?… – i zrobił oczy okrągłe – Co to będzie?
  • Co to będzie, co to będzie… Będzie to, co ma być.
  • Czy Ojciec ciągle mnie słucha?
  • Nie znasz ani minuty, ani godziny.
  • ……. – widzę, że nie zdaje sobie sprawy, że właśnie z Nim rozmawia.

23. 05. 17 r. Warszawa.

  • Podczas komunii zacząłem ich przepraszać za to, że taki jestem… i wiesz co usłyszałem? – Piotr opowiada na kawie.
  • Nie rozprawiaj o sobie. Rozprawiaj o Nas, kiedy nas przyjmujesz.
  • ……
  • Wiesz jak się poczułem? Jakbym dostał reprymendę. Poczułem siłę tych słów, to było mocne i dało mi w pięty… A potem pokazali mi fajną rzecz. Jak w kinie niemym puszczono mi film. Taśma się przesuwała i zmieniały się na ścianie obrazy… Zobaczyłem jak Ojciec usypuje na drodze piasek, potem zabiera ten piasek. Usypuje pagórek i zaraz go zabiera i tak kilka razy…
  • Aaa….. czyli przeszkody i brak przeszkód! Wszystko co się dzieje w twoim życiu masz od Ojca! – dokonuję odkrycia. Świetna i prosta wizualizacja.

  • Nie inaczej. Wszystko co ci daję, jest ode Mnie.

Wieczorem wróciliśmy do tej wizji.

  • Jeśli wszystko masz od Ojca, to te twoje zakłady są śmieszne. Myślisz, że wygrasz?
  • To nie znaczy, że nie obowiązują. Nie słyszałeś bene?!
  • …… – Piotr był pod wrażeniem i nie zauważył, że z Ojcem rozmawia. Nie wyprowadzałam go z błędu, ponieważ byłam pewna, że nasza rozmowa skończy się szybciej niż zaczęła.
  • Homiel mówi, że…
  • Rozprawa nad tym światem rozpoczęła się, kiedy otworzyły się wrota. Ona już trwa.
  • Aha….  – tyle mogłam wykrztusić. Nie spodziewałam się tego. 
  • Pierwsza fala trochę mnie zmieniła, ale znowu zacząłem pływać, znowu jestem taki sam. Druga fala zmieni mnie tak, że wyrzuci na ląd, ludzi widziałem jako negatyw… – Piotr myśli głośno…
  • Przywołuję do służby! Odnowię ci pamięć i zaczniesz być tym, kim jesteś naprawdę. Dasz się ponieść fali.
  • …… – słuchamy w milczeniu.
  • Ta fala jest częściowo dla ciebie – zwraca się Ojciec do mnie – Dokończysz książeczkę.
  • ……
  • Zobaczyłem książkę i wychodzącą z niej iskrę, światło… Masz ją doszlifować, wydasz najpierw w dwóch językach, angielskim i włoskim… – Piotr mówił jak natchniony – … Aby trafiła do źródła.

  • Kościół nigdy tego nie uzna – stwierdzam pewnie.
  • Ocenzuruje, a przecież to prawda.
  • …… – to było tak niezwykłe, że zamilkłam, ale rozkaz to rozkaz.
  • Coraz bardziej czuję Wasz świat – Piotr.
  • Wasz? Twój świat!

Zapadła cisza, na długo. Z letargu wybudził nas wywiad z pewnym politykiem.

  • Ciekawe gdzie on trafi – pytam słuchając ile ma pychy w sobie.
  • Nosi w klapie to, czemu zaprzecza. Władza zaślepia. Nie jest moim ulubieńcem. Not my favorite person.
  • Dlaczego po angielsku?
  • Bo lubię.
  • ……
  • Czuję się staro, czas się stąd zwijać – Piotr ni stąd, ni zowąd.
  • Coś ty! Musisz jeszcze wielu przekonać.
  • Nie da się, nie wszyscy zostaną przekonani.
  • I co z pozostałymi? Anihilować? – poczułam ironię.
  • .? – dałam nura do internetu. Anihilować – unicestwić.
  • No dobrze… Jak nie anihilować to co?
  • ……. – nie odpowiedział.

24. 05. 17 r. Warszawa.

Wieczorem rozmawiamy m.in. o NIP…

  • Strasznie długo to trwa…
  • Będzie tak niespodziewane jak dzisiejsza komunia.
  • …… – Piotr musiał mi wytłumaczyć o co chodzi.
  • Było sporo ludzi tym razem, więc do komunii służyli dwaj księża, zaczęli z dwóch stron jednocześnie, z prawej i lewej. Stanąłem tak dziwnie, że okazało się, iż byłem ostatni w kolejce. Jak już zostałem sam obaj podeszli do mnie z opłatkiem. Jednocześnie wyciągnęli hostię, a wygrał ten, który był biskupem.
  • …. – uśmiechnęłam się widząc w wyobraźni tą scenę.

Piotr zaczął opowiadać o Ojcu, o Jego oczach, o brodzie, o wspólnych spacerach po zielonej trawie, mógłby opowiadać tak nieustannie, a ponieważ robi to w uroczy sposób, słucha się cudownie.

  • Bóg ma aksamitną skórę, nie musiałby tutaj używać kremów… nie wiem jak to opisać… To dojrzała twarz, ale nie stara. On wszystko wie.. Nie wiem jak to robi…- opowiada głęboko szczerze.
  • No jakoś to robię.
  • … – wiedząc, że nas słucha bałam się odezwać, ale Piotr ciągnął dalej…
  • Pan Bóg budzi respekt przez to, że wszystko wie. Wszystkie moje zagrania, numery… Ja się boję Boga, bo to poczułem. Jakby mi przyłożył pasem to bym poleciał na drugi koniec wszechświata…
  • To co tobą rządzi? Strach czy miłość?
  • Miłość.
  • Nie powinieneś się bać.
  • Jak ktoś kocha to się nie boi – mówię za Piotra.
  • Mimo to, nie potrafiłbym spojrzeć Mu prosto w Oczy. Jestem zbyt brudny.

Piotr wyszedł na balkon. Zapatrzył się w lecący bardzo wysoko samolot.

  • Ojcze, jesteś tam gdzieś?
  • Po co szukasz Mnie tak daleko? Jestem koło ciebie.


Dopisane 15. 01. 2018 r.

Piotr jest na placówce. A Ojciec dał ludziom Siebie – placówka 1. teren będący miejscem stacjonowania wojsk obronnych, a także: część wojsk przeznaczona do ubezpieczenia innych oddziałów na postoju; 2. zakład, instytucja pełniąca rolę przedstawicielstwa handlowego, dyplomatycznego lub innego ośrodka publicznego.

Ojciec mówiąc, że jest na placówce chciał dać do zrozumienia, że jest Jego wysłannikiem i przedstawicielem.

 

 

Zatruwa się studnie, a ludzie z tego piją.

20. 05. 17 r. Warszawa.

Wracamy do Warszawy i rozmawiamy o spotkaniu z pewnym księdzem, do którego nie doszło. Równolegle do naszego pociągu stanął pociąg z Zakopanego.

  • Szkoda, że nie doszło do spotkania – mruczę pod nosem.
  • Od zakopanego niewiele brakuje do zakłopotanego Homiel dowcipnie nawiązał do pociągu.
  • Zakłopotanego?
  • Od nadmiaru wiedzy.
  • Będzie nam to dane kiedyś?
  • Zważywszy na zdarzenia to oni będą cię szukać.
  • Really?! – trudno mi w to uwierzyć – Kiedy?
  • Chwilka.
  • Co znaczy tak chwilka? Ciekawy jestem… – Piotr się zainteresował.
  • Chwilka to chwilka. Jak powiedziałem jutro, to było jutro.
  • …… – nastawiłam uszy i gorączkowo szukałam odpowiedzi w głowie, kiedy tak powiedział.
- Ten cykl niedługo się skończy.
- A kiedy się zacznie? - a ten znowu swoje. 
- …. Ojciec kazał mi patrzeć na telewizor... - a tam wyświetlił się na cały ekran napis jutro. 
- Jutro to może być długo wg. Nieba – Piotr zaczyna kombinować.
- Jutro to jutro. 
- Dlaczego... mały? - dopytuje Pan Ciekawski.
- Tam jesteś jednym z największych. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/12/22/jesli-wierzysz-to-nie-bedziesz-mowic-niemozliwe/ 
  • Chwilka to trochę dłużej niż jutro.
  • Uważaj, z Ojcem rozmawiasz – cicho zwracam Piotrowi uwagę. Odkryłam to dopiero teraz.
  • … – Piotr się zamyślił…
  • Zobaczyłem coś w kształcie piramidy, dziwną, metalową…
  • Siła w niej narasta, zbliża się, odda ci to, co ci zabrała.
  • Co to jest?
  • Zbiornik energii, wspomnień, możliwości.
  • Odda? – dziwię się, bo jeśli odda, to znaczy, że wcześniej musiała zabrać.
  • Wejdzie w ciebie i cię rozpuści.
  • ???!!!…… – nie mamy pojęcia co to znaczy.
  • A Ola co będzie miała?
  • Przyboczna będzie pisała pełny zeszycik.
  • To dziwne… Ta piramida kręci się wokół własnej osi… Dlaczego tak?
  • Podgrzewa się, łatwiejsza będzie absorpcja. To, czego nie miałeś, to oddadzą.
  • Bez tej piramidy się nie da? – pytam.
  • Nie będzie granic dla ciebie… A wtedy wejdziesz do nich i wyciągniesz tego gacka.

Przed wyjazdem oglądaliśmy teledysk w hołdzie Georga Michaela zrobiony przez środowisko LTGB. Oglądając Piotr zauważył gacka, który przybrał formę ośmiornicy. Ośmiornica, dla mnie symbol macek sięgających wszędzie, gdzie się da. https://www.youtube.com/watch?v=ZoKxOtlurEc

  • Dlaczego piramida? – pytam.
  • Stopniowanie energii.
  • Aaaa… teraz rozumiem…

Gdy poznałam Piotra był całkiem przeciętnym człowiekiem, rzadko mającym małe odchyłki od normalności. Od czasu do czasu kogoś słyszał, coś przeczuwał, ale nie zwracał na to większej uwagi. Kilka lat później ukazał się w pełnym obrazie w naszym życiu sam diabeł. Zaczęły się modlitwy i możliwości Piotra stopniowo narastały. Z perspektywy czasu widzę, że ten rozwój stawał się coraz szybszy, ale apogeum jeszcze nie nastał i z tego co mówi Ojciec… dopiero nastanie. Zbiornik energii, wspomnień, możliwościJeśli wszystko ma się obudzić w Piotrze, to rozumiem dlaczego to wszystko musiało tak trwać, to jak powolne przygotowywanie. Pytanie tylko… przygotowywanie do czego? Patrzę wstecz na nasze życie… Ciekawą Piotrowi drogę przygotował Ojciec.

  • Wczoraj Ojciec powiedział mi, że mnie zabierze do Nich.
  • ???!!! Jak to zabierze?
  • W spokoju będziesz mógł kontemplować.
  • A ile potrwa ta chwilka?
  • Troszkę dłużej niż już.
  • W tym tygodniu?
  • W tym tygodniu jedziesz w góry. O! Przepraszam, jedziemy.
  • …… – uśmiechnęłam się, uwielbiam takie rozmowy.
  • Ale z NIP to ja mam rację, sądy w Polsce są skostniałe.
  • Nie ma skostniałe, jesteśmy My.
  • …… – znowu się uśmiechnęłam, bo czy Piotr nie rozumie, że gdyby chcieli ten sąd już dawno by był? Dlaczego odwołano ostatnią rozprawę, gdy Piotr był w szpitalu? Przypadek, że sędzina się rozchorowała? A może miała się rozchorować!

Oboje zapadliśmy w zadumę, Piotr nawet lekko przysnął. Gdy się ocknął rozmawialiśmy dalej.

  • Ojciec powiedział, że zesłał już Henocha, a więc i Eliasza. Fatima mówi, że nadchodzi rozstrzygnięcie… Pamiętam jak Homiel powiedział, że apokalipsa już trwa… – analizuję wolno…

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/06/09/antychryst-teraz-czyni-dobro-lecz-to-zatruty-owoc/

  • A więc i antychryst już musi być. Moim zdaniem antychryst to filozofia anty–Boga. Filozofia wolności i przyzwolenia na wszystko… To nie jest jeden człowiek, ale cały system myślenia jak nowa religia…
  • Zatruwa się studnie, a ludzie z tego piją.
  • Hmm… czyli mam rację. Ktoś stwierdzi na przykład, że małżeństwo homoseksualistów jest słuszne, a inni w to wchodzą…
  • Nie każ tych, którzy piją. A tych, którzy zatruwają.
  • Mam wiele pytań.
  • Ty tylko pisz. Patrz i obserwuj.
  • ……
  • Łucja powiedziała, że anioł, który przyszedł przed Maryją był młodzieńcem.
  • Jaka Łucja? – pyta mnie Piotr nie rozumiejąc o kim mówię.
  • Ta, od Fatimy… Homiel, ile właściwie ty masz lat na lata ziemskie?
  • Uuuuuu i jeszcze więcej, ma się te geny! – … roześmiałam się serdecznie, bo to geny boskie i wtedy coś mnie tknęło, czy czasami nie z Ojcem nadal rozmawiamy.
  • Na pewno jesteś najdowcipniejszy w całym Niebie! Fajnie być młodym i mieć tysiące lat ? – żartuję mimo wszystko dalej.
  • Chodzi o świadomość. Anioły nie wiedzą wszystkiego, nie znają przyszłości, nie znają stworzenia świata, tylko wąska grupa to wiedziała – wtrącił się Piotr.
  • Mówisz jak prorok. Słyszę słowa Eliasza, Eliasz też tak mówił…
  • …… ?!
  • Muszę Ich tam bardzo rozśmieszać. Widziałem to jak się pokładali ze śmiechu ze mnie – Piotrowi wcale do śmiechu nie było, że robi za kabareciarza.
  • Jak myślisz? Jakiż może być człowiek, który jest taki śmieszny? Co może być na antypodzie? Przywołane prawdziwe oblicze nie jest już takie wesołe.
  • Dlaczego?
  • Bo ten miecz bez użytku nie będzie tkwił w tej pochwie. Nasz śmiech… nie przejmuj się, to też z miłości do ciebie. Nawet nie wiesz ile radości dałeś tym skąpstwem w kościele. Bawisz na ziemi, bawisz na Górze.
  • Śmiejecie się ze mnie?
  • Nieustająco. Warto było wysłać cię na dól, bo niewiele by brakowało, by ze stołka ktoś spadł w Niebie.
  • ……. – Piotrowi wcale do śmiechu nie było.
  • Ciągle trąby słyszę, to jakiś puzon, czy co?
  • Puzon, puzon? Już jeden leży i się śmieje, skrzydła połamie…
  • …. – rozumiem Homiela i sama się zaczynam śmiać.
  • A co zwiastują?
  • Wielką falę.
I widziałem siedmiu aniołów, którzy stoją przed Bogiem, i dano im siedem trąb. Księga objawienia;
  • Co za baba! – Piotr przypomniał sobie wczorajsze wycie.
  • Jej 5 minut wkrótce dobiegnie końca.
  • Dlaczego?
  • Były strony radościstrony, bo na bieżąco opisywałam całą sytuację w zeszycie Strony bezwzględności i strony pokuty.
  • ……
  • To nie jest piramida! To jak dwie piramidy połączone… to obraca się wokół siebie… – Piotr nagle zaczął przyglądać się uważnie czemuś w powietrzu.

  • To coś we mnie uderzy, w klatkę… ale najpierw się zmniejszy bardzo… – Piotr ciągle się przygląda, a jego zdziwienie wzrasta.
  • Nie tyle uderzy, co wejdzie, uwolni wszystko.
  • Koronografia kolejna będzie potrzebna? – przestraszył się.
  • Nie będzie takiej potrzeby, wszystko będziesz wiedzieć.
  • Kiedy to będzie?
  • Powiem ci, kiedy będzie „już”.
  • O Boże… To ciągle z Ojcem rozmawiamy! – odkryłam po czasie.

I to odkrycie sprawiło, że zamknęliśmy się na amen… no prawie, ponieważ w Poznaniu do przedziału open-space wszedł Andrzej Seweryn, czego Piotr w ogóle nie zauważył. Zaczęłam go szturchać, żeby spojrzał…

  • Ale numer!!! W Szczecinie przed odjazdem w głowie zobaczyłem sceny z filmu „Ziemia Obiecana”. Pomyślałem, że kogoś chyba spotkam, albo Olbrychskiego albo Pszoniaka, bo… pomyślałem, że ten trzeci we Francji przecież siedzi…. A tu wchodzi… Ale numer! – Piotr gapił się na niego zadziwiony, aż mi głupio się zrobiło i schyliłam się ku podłodze udając, że czegoś szukam.
  • Teraz widzisz…? Nigdy nie mów, że to niemożliwe, kolejna lekcja.

Wieczorem.

Mimo zmęczenia pracuję nad nowymi tekstami do bloga. Pokazuję Piotrowi jeden cytat z książki „Świadectwo”, który powinien przeczytać. To ciekawe, ale wiele rozmów u Lenczewskiej jest pisanych jakby i dla nas, mam takie wrażenie. Piotr też często czuje się bezsilny.

  • To co ja mam robić?
  • Nie po to dałem ci miecz, żebyś lamentował.
  • Dobrze uczyniłeś wczoraj. Jestem z ciebie dumny, przezwyciężyłeś siebie.
  • Ale trudno było.
  • Liczy się efekt.
  • ……
  • Ojciec jest bardzo dowcipny – przypomniałam sobie o genach. 
  • Jestem bardziej rozumiany, bardziej jestem z wami, nie z boku.


Dopisane 13. 01. 2018 r.

Zatruwa się studnie, a ludzie z tego piją. Nie każ tych, którzy piją. A tych, którzy zatruwają.

Czytając dziennik można szybko nauczyć się, że słowa Nieba należy interpretować symbolicznie i dosłownie, a najczęściej bardziej symbolicznie niż dosłownie. Ludziom się wydaje, że Antychrystem ma być człowiek, a wcale nie musi tak być. Wszystko, co jest przeciwko Bogu i Chrystusowi można nazwać Anty–Chrystem. Przyjrzyjmy się dokładnie, co pisze Jan.

Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna.

Nie ulega wątpliwości, że takim antychrystem jest reżim komunistyczny, ale nowa i nie-nowa ideologia, twierdząca, że Boga nie ma, a liczy się tylko człowiek i jego wolność. Humanizm pełną gębą, ale bez Boga. Wczoraj jedna z posłanek wypowiedziała znamiennie słowa; Zapisałam się do partii Nowoczesna, a nie do partii Średniowieczna.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,22886516,zapisywalam-sie-do-partii-nowoczesna-a-nie-sredniowieczna.html

I jak z tym walczyć, ale w skali całego świata? Czy Ojciec nie ma racji mówiąc, że potrzebny jest wstrząs? 

I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę.

18. 05. 17 r. Wracaliśmy do Szczecina.

Ostatnim razem jadąc pociągiem mieliśmy niesamowitą rozmowę. Dzisiaj liczyłam na powtórkę, dlatego ledwo się rozsiedliśmy, a już zaczęłam zadawać pytania.

  • Czy świat upada?
  • Jest na równi pochyłej, ruch jednostajnie przyśpieszony.
  • Czy będzie kataklizm, czy wojna?
  • … 
  • Ty słyszysz Homiela non stop, ja słyszałam swojego Grubaska tylko kilka razy. Dlaczego? Czy to sprawiedliwe?
  • Kiedy to mówiłaś zobaczyłem na twoim czole coś fajnego. Dwie ręce złączone w kształcie lotosu, a w centralne miejsce wali z góry wielkie światło z odwróconą ósemką…

  • Aha… – zaskoczył mnie.

Znak nieskończoności to znak Boga, więc zamilkłam. Pomyślałam jedynie, że Ojciec musi mieć do mnie końską cierpliwość za te ciągłe wiercenie pytaniami w brzuchu. Czekałam spokojnie na rozwój wydarzeń, tym bardziej, że w przedziale siedzieliśmy sami. Musiało coś się wydarzyć mimo, że Piotr zamiast poważnie rozmawiać to ciągle sobie żartował. Patrząc na jego wygłupy zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie jest to z jego strony jakaś forma obrony. Obrony przed tym, czego się od niego oczekuje.

  • Wiesz co teraz usłyszałem?
  • Kiedy chce jest poważny, a jemu się ciągle nie chce być poważnym, jakby zachłysnął się tym życiem.
  • Uuuu…. mądre słowa – pomyślałam.
  • Jestem ciągle jeszcze chory – Piotr kabaretowo złapał się za serce udając, że go boli.
  • Chory, ale na umyśle, ale i tu wyzdrowiejesz.
  • No to kiedy odejdę?
  • Kiedy się proroctwo wypełni…
  • ……
  • I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę. Twoje prawdziwe ja pokaże twoją twarz już za niewiele czasu. Ci, co nie wierzyli i tak nie uwierzą, ale bardzo wielu pójdzie. Czekaj zdarzeń. Nasze drogi zetkną się znowu.

!!!??? Jakby nas piorun strzelił. Piotrowi przeszły w mgnieniu oka wszelkie wygłupy i tkwił w bezruchu przez długą chwilę… To było niesamowite… Dopiero teraz zorientowaliśmy się, że to Ojciec przemówił.

  • Zobaczyłem ciebie w siwym warkoczyku, masz okrągłe okulary, jakąś białą koszulę i przy lampie naftenowej z lusterkiem piszesz w zeszycie. Nad tobą stoi wielki anioł i czeka jak skończysz. Gdy skończyłaś, wziął cię do Góry…
  • Hmm… To przeszłość… mam nadzieję?
  • Zobaczyłem 12 ksiąg, stalowa szara okładka, a na grzbiecie czerwona jakby naklejka i coś napisane… Dzieje losu… Każda księga to jedno twoje życie.
  • Ostatnia księga, a rozdział jest pisany.
  • …… – zrozumiałam, że 12 ksiąg to 12 żywotów, dwunasty jest w trakcie, bo jest pisany.
  • A pierwsza? Kiedy była?
  • Widzę ją w pajęczynie… Musi być bardzo stara, czyli to było bardzo dawno temu.
  • Nigdzie lepiej ci nie było niż w ogrodzie Ojca.
  • …… – no i jak tu się nie rozbeczeć? Powstrzymałam łzy, bo chciałam wykorzystać okazję… 
  • Która to pieczęć była na wrotach, które widziałam?
  • ……
  • Muszę przeczytać apokalipsę – brak odpowiedzi uzmysłowił mi, że nie mogę pytać nie znając jej treści.

Wieczorem sprawdziłam o jakim okresie Piotr mówił widząc lampę naftową z lusterkiem.

Lata świetności lampy naftowej obejmowały okres jedynie sześciu dekad, wynalazcą lampy naftowej był polski chemik i farmaceuta Ignacy Łukasiewicz. Podczas prowadzonych w lwowskiej aptece badań nad ropą udało mu się wydestylować czystą naftę. Przy pomocy blacharza Adama Bratkowskiego skonstruował urządzenie, które umożliwiało wykorzystanie substancji do oświetlania domów. Pierwsza lampa naftowa została zaprezentowana w 1853 roku. Użyto jej do oświetlenia sali operacyjnej pobliskiego szpitala. Stopniowo lampy naftowe zaczęły wypierać starsze i mniej efektywne formy oświetlenia. Duże, europejskie przedsiębiorstwa produkowały nawet do kilkuset tysięcy lamp rocznie. W pierwszych dekadach XX wieku wraz z rozwojem elektryczności lampy naftowe wyszły z użycia ustępując pola nowoczesnym żarówkom. Rozpoczęła się era oświetlenia naftowego. Niestety, sam Łukasiewicz nie odegrał w niej wielkiej roli. Być może był po prostu słabym marketingowcem i nie potrafił dobrze sprzedać swego urządzenia. Dość powiedzieć, że nie ochronił go patentem. Konkurencja zadziałała szybko i na rynek weszły prężne firmy Ditmar z Wiednia i Stobwasser z Berlina. Najbliższe sześćdziesiąt lat miało być czasem rozwoju i wreszcie nieuchronnego upadku oświetlenia naftowego. Lusterko – odbłyśnik służyło do zwiększenia strumienia światła co powodowało lepsze oświetlenie pomieszczenia. https://www.westwing.pl/lampa-naftowa/

Z tego wynika, musiałam żyć w wieku XIX lub na przełomie wieków i nie koniecznie w Polsce, lampy naftowe z lusterkiem były tanie i powszechne w całej Europie. Już wtedy pisałam, ale zeszyt nie został ukończony, jak mówił Homiel. Myślałam, że nie dokończyłam, bo ktoś mi przerwał, ale teraz widzę, że nie o to chodziło. Niedokończony, bo czekało na mnie jeszcze kolejne życie. Ostatnia księga, a rozdział jest pisanyCzyżby moje obecne życie jest ostatnim?  Spytałabym, ale odwagi już brak…


  • Miałem dzisiaj wizję. Dostałem zupę, białą… Myślałem, że to jakaś kaszka. W tej kaszce były białe ryby, wyciągałem ich kawałki, a resztę wyrzucałem.

  • Hmm… Ryba to symbol Jezusa, chrześcijaństwa, tym bardziej, że są białe. Karmiłeś się, a pamiętasz słowa Jezusa?… Nakarm ją, jak Ja ciebie karmię? Coś mi się wydaje, że niedługo będziesz pobierał nauki od samego Jezusa.
  • …… – tylko tyle mi przyszło do głowy.
  • Zauważyłeś w tej wizji z autem ze śmieciami, że kiedy chciałeś wcisnąć chłopca do naczepy, to bariera się podnosiła? Chciał ci powiedzieć, że nie da się pogodzić miłości do Boga i miłości do materializmu.
- Szliśmy razem z małym chłopcem, blondynkiem, po ubitej drodze, ja trzymałem go za rękę z jednej strony, a ty z drugiej strony. W prawym ręku trzymam wiaderko, a w nim cały swój dobytek i dokumenty. Przed nami widzę stojącą wywrotkę, pełną śmieci, wielka góra śmieci na wozie była po tysiąc więcej warta niż to, co mam w wiaderku. Podeszliśmy do auta, które było włączone, przerzuciłem z wiaderka wszystko na pakę, wrzuciłem też tam ciebie, potem chciałem rzucić też chłopca, ale nie mogłem. Nie mogłem oderwać go od ziemi, a ponieważ do auta wsiadał właśnie kierowca (w niebieskiej koszuli)… to go zostawiłem. Wskoczyłem na pakę i usiadłem koło ciebie, nie chciałem zwracać uwagę na tego chłopca, patrzyłem   wszędzie, byle nie na tego chłopca. On zaczął tak płakać, tak płakać, że go zostawiłem… zdecydowałem się zeskoczyć. Kiedy wyskoczyłem auto ruszyło. Darłem się do ciebie, byś zatrzymała kierowcę, a ty nic, patrzyłaś przed siebie zapatrzona. Byłem wkurzony na ciebie maksymalnie, bo na pace były moje dokumenty i pieniądze, darłem się ciągle, a ty nic… Odjechałaś, zostawiłaś mnie… wziąłem chłopca za rękę i powiedziałem; chodź, idziemy.
- Kim jest ten chłopczyk?
- Całą drogę idzie ten, który cię stworzył. Wybrałeś Ojca.
  • No, to prawda, a ty sobie odjechałaś cała zadowolona! – Piotr na mnie niemal warknął, co mnie rozśmieszyło. Jest wściekły za to, jak zachowałam się w wizji !?
  • Po robocie sjesta jeszcze większa.
  • O! to w nagrodę? – pytam.
  • Nieważne, musimy zadbać o kwiat z ogrodu Ojca, musi wrócić nienaruszony.
  • ???!!!
  • Gdy będziesz miała pieniądze, bo wynika to z tej wizji, to spożytkujesz dobrze – Piotr kiwa głową ze zrozumieniem.
  • Oni wiedzą, że nie kupisz setek kiecek i korali czerwonych – to takie powiedzonko Piotra na babskie zakupy.
  • Chwila! Coś mi nie pasuje… Gdy wybierają człowieka, gdy wybierają narzędzie to ten zazwyczaj cierpi i jest biedny – przypominam sobie nauki Jezusa.
  • Nie jesteś, by się uczyć. Jesteś, by wykonać zadanie.
  • ?! Ale bez Piotrusia ja mam niewiele możliwości! Nic nie znaczę…
  • Słuchając siebie, słuchasz Nas.
  • A nie da się tak dołączyć na tę ciężarówkę? – Piotr już kombinuje.
  • Chcesz mieć wszystko zamiast modlić się o ten upodlony świat?
  • Ale słowa! – pomyślałam… Chyba znowu rozmawiamy z Ojcem! Zauważyłam już wcześniej, że Ojciec jest często w słowach bardzo dosadny i konkretny. 
  • Więc zrobimy tak… Zabezpieczysz swoją rodzinę i do boju. Po to masz ten miecz, a odpoczniesz w domu Ojca. Bóg też walczy o ludzi, dał Swojego Syna.


19. 05. 17 r. Szczecin.

Wieczorem siedzimy w swoich fotelach przed TV, gdy raptem nad naszymi głowami rozchodzi się dobrze nam znany odgłos klapek ze szpilkami. Spojrzeliśmy na siebie gwałtownie w milczeniu wiedząc bez słów, że nadchodzi ciężka noc.

  • No nie…. Ale mamy pecha! – Piotr robi się czerwony.

Szpilki przesunęły się na klatkę schodową i zeszły do garażu. Nasza „śpiewaczka” pojechała po swojego… „dyrygenta”. To już w pewnym sensie jej rytuał. Wychodzi na szpilkach i wracają 40 minut później już razem, a jeszcze godzinę później zaczyna się aria. Pani prokurator o oczach wymalowanych jak wampir zaczęła uprawiać seks tak głośno, że było słychać na całej klatce schodowej, a może i dalej. Jest dosyć ciepło, w mieszkaniach pootwierane okna i niemożliwe jest tego nie słyszeć. Nie wiem jak inni sąsiedzi, ale Piotr nie wiedział gdzie ręce schować tak bardzo chciał babę dorwać, by jej nagadać. Krążył po pokoju wkurzony tak długo, jak długo trwała aria. Usiadł dopiero, gdy zapadła cisza.

Nagle znowu słyszymy szpilki idące po schodach… Piotr dopadł do wizjera i zaczął obserwować, jak para schodzi na dół widocznie udając się gdzieś na kolację. Nie podejrzewaliśmy ich o dyskotekę, bo oboje wyglądali na ludzi mocno dojrzałych.

  • Ja ich załatwię na cacy…. – Piotr wpadł na pomysł – Wykręcę im korki, to im się odechce!

W tym budynku wszystkie korki wszystkich lokatorów są ogólnie dostępne na poziomie garażu. Niedawno ktoś nam wykręcił korki, bo komuś się przepaliły. Pewnie ten ktoś doszedł do wniosku, że po co kupować nowe jak można wykręcić sąsiadowi !?  Gdyby nie ta sytuacja Piotrowi nie przyszło by w ogóle do głowy, by wykorzystać ten pomysł. 

  • Chcesz im wykręcić korki? Mówisz poważnie? – nie wierzyłam własnym uszom.

Piotr machnął ręką, bym zamilkła, zwinął się w sobie jak Don Pedro  z „Krainy Deszczowców„ i szybko zbiegł dwa piętra niżej do garażu. Widząc ten obraz nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Gdy 5 minut później wrócił zziajany, bo przecież biegł do i z garażu, by go nikt nie zauważył, padł zmęczony na fotel zapominając o swoim nieuleczonym do końca sercu. Dyszał ciężko, lecz po chwili nieco się uspokoił, a po jeszcze jednej chwili zaczął palcami stukać nerwowo w poręcz fotela.

  • Wykręciłem te korki, a teraz mam wyrzuty sumienia… Źle się z tym czuję – mówi nieoczekiwanie.
  • Mały… Chcesz ich uczyć przez karę? Ja jestem od kary. Ty jesteś wykonawcą Mojej woli, a nie sędzią.
  • …… 
  • To co? Mam z powrotem wkręcić? Mam iść na dół? – pyta mnie Piotr.
  • A zdążysz?
  • Jaka jest twoja wola Ojcze?
  • Moja wola, żebyś sam wyroków nie podejmował.
  • Jakie są plusy i minusy? – pyta mnie znowu, bo nadal nie wie co robić.
  • Sam zdecyduj – mówię już lekko ubawiona tą sytuacją i widzę jak się poci.
  • Nie rozważaj czego nie rozumiesz.

Piotr wstał ociężale wciąż się wahając, ale jednak zgiął się w Don Pedro jeszcze raz i dał nura do garażu, by zdążyć przed ich powrotem. Pięć minut później padł w fotelu zmęczony i już się nie odzywał.

  • Nie pokonałeś teraz diabła, pokonałeś siebie, a Mi zaufaj.
  • Dobrze zrobiłeś – mówię całkiem poważnie.
  • Jeszcze chwila, a nie będziesz miał z nimi nic wspólnego, a ona niczego by się nie nauczyła. Przewidziałem inne dla ciebie miejsce, a do niej przyjdzie smutna prawda.
  • ……
  • Ojciec powiedział mi, że jest zadowolony.
  • Powiedz jak ci powiedziałem.
  • ?  – zrobiłam oczy, bo nakazał mu powtórzyć słowo w słowo widocznie widząc, że to wszystko zapisuję.
  • Powiedział… Jestem z ciebie dumny.
  • …… – nie odzywałam się, bo mi głupio było i w ogóle… Nie miałam odwagi, by się odzywać. Czułam, że mimo całej tragikomiczności tej sytuacji wydarzyło się przed chwilą coś ważnego.
  • Gdy wykręciłem korki to już idąc po schodach miałem kaca z tego powodu.
  • Ty nie dotkniesz nikogo tak i nikt nie dotknie tak ciebie.
  • Ta lekcja była potrzebna, prawdziwi nieprzyjaciele są gdzie indziej. Ona jest ofiarą.



Dopisane 11. 01. 2018 r.

I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę.

Zanim coś wyjaśnię, muszę jeszcze raz wrócić do pewnej ważnej kwestii. Biblia to Stary i Nowy Testament. W skład Starego Testamentu wchodzi także TORA, święta księga Judaizmu, o czym wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy. Chcąc poznać prawdę o Bogu, jego prorokach, Jezusie jako chrześcijanie nie możemy całkowicie odrzucać bogactwa wiedzy, jaką dostarcza nam Judaizm. Zauważyłam czytając na przykład fora katolickie, że wiele osób odcina się od tego, co pochodzi od Judaizmu. Nie ma nic bardziej błędnego w tym przypadku, ponieważ musimy pamiętać, że pierwszymi ludźmi mającymi dostęp do źródła wiedzy byli właśnie prorocy hebrajscy. Jezus był Hebrajczykiem. Gdyby Bóg Ojciec kilka tysięcy lat temu chciał wybrać proroka wśród mieszkańców północnej Europy to nie wahałby się ani sekundy, a jednak wybrał inaczej. 

Zesłał… czas przeszły dokonany. Chciałabym przypomnieć fragment rozmowy;

- Niewiara w istnienie Boga osiągnęła apogeum, czy to jest właściwy czas na przyjście Eliasza? 
- Najwyższy, wyższego już nie będzie. 
- ???!!!
- Dalej tak być nie może. 
- Dlaczego Eliasz ma przyjść? 
- Dostaną szansę nawrócenia i zrozumienia. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/12/20/iii-tajemnica-fatimska-analiza-wizji-czesc-3/  

I jeszcze fragment rozmowy;

- Czy Enoch, Eliasz, Melchizedek to jedna dusza?
- To jeden prorok. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/12/ludzie-musza-wybrac-a-nie-miec-od-razu/ 

http://www.apokalipsa.info.pl/objawienia/la_salette.htm Lecz oto Henoch i Eliasz, pełni Ducha Bożego! Będą oni przemawiać z mocą Bożą i ludzie dobrej woli uwierzą w Boga i wiele dusz dozna wzmocnienia. Dzięki mocy Ducha Świętego dokonają oni wielkich rzeczy i potępią diaboliczne błędy Antychrysta! Biada mieszkańcom ziemi.

Wygląda na to, że Henoch i Eliasz już są, albo już jest, jeśli jak twierdzi Homiel to jedna dusza, jeden prorok.


Ostatnia księga, a rozdział jest pisanydwanaście ksiąg, dwanaście dróg życia. To słowa Ojca, a z Ojcem nie ma co się kłócić i udowadniać, że wędrówka dusz nie istnieje. Mówi o tym również sam Jezus;

Ewangelia wg św. Marka 9,12;

Schodząc z góry, otrzymali od Jezusa zakaz opowiadania o tym, co widzieli, dopóki nie zmartwychwstanie. Zatrzymali to więc dla siebie, ale często rozmawiali o tym między sobą i zastanawiali się, co Jezus miał na myśli, mówiąc o powstaniu z martwych. Zapytali Go też, dlaczego nauczyciele Prawa twierdzą, że przed nadejściem Mesjasza musi pojawić się Eliasz. Jezus odpowiedział im, że to prawda:

  • Eliasz musi przyjść pierwszy, aby przygotować drogę, ale jak napisano o Synu Człowieczym, że ma wiele wycierpieć i być wzgardzonym? Co ważniejsze, Eliasz już przyszedł, lecz – tak jak to przepowiedzieli prorocy – został haniebnie potraktowany.

Kim był Eliasz, którego nie rozpoznano? Odpowiedź za kilka miesięcy.

Henoch i Eliasz wg współczesnych wyobrażeń.

I ciało zamieniło się w ducha.

16. 05. 17 r. Warszawa.

  • Byłem na porannej mszy, przyjąłem komunię i usłyszałem wtedy…
  • … I ciało zamieniło się w ducha.

Piotr zamilkł. Czekam na ciąg dalszy, ale chyba boi się odzywać, ponieważ ciągle go meczę o Fatimę.

  • Spytaj się Homiela, czy twój zawał był przewidziany na październik?
  • Myślisz, że cię nie słyszy? – fuknął zniecierpliwiony.
  • Był tak przewidziany jak otwarcie tych wrót. Dlatego urodziłeś się w tej rodzinie, żebyś miał dziedziczność.

No mowę mi zabrało. Nawet bycie w danej rodzinie nie jest przypadkowe? Babcia Piotra odeszła właśnie na zawał, nagle i szybko. Siedziała przy stole i bach! Osunęła się na podłogę.

  • Dlaczego ja usłyszałam wrota, a nie Piotr?
  • Już by zapomniał.
  • To prawda! To byłaby kolejna z wielu rzeczy, którą przeżyłeś i szybko byś o tym zapomniał – byłam zaskoczona prostotą tego odkrycia.
  • Na to wygląda, że po mojej śmierci Fatima się zacznie realizować? – Piotr zaczął sam się głębiej nad tym zastanawiać.
  • Nie używaj śmierci. Nie umrzesz, tylko odejdziesz.
  • Ok. To jak odejdę to gacki ruszą?
  • Ziarno już zasialiście.
  • ?!…. – nie wiem o czym myślał Piotr, ale ja zrozumiałam, że chodzi o przyszłą książkę.
  • A ktoś to będzie kontynuował? – pytam.
  • Już się formułują. Tak, czy siak… robotę trzeba wykonać.
  • ……
  • Ta fala zmieni wszystko.
  • Piotr będzie nieobecny? – przestraszyłam się, czy nadal będzie rozmawiał z Homielem, czy nadal będzie taki jak do tej pory…
  • ……
  • Pokazał jak piszesz w zeszycie non stop…
  • On przestanie widzieć kolorowy świat.
  • Pokazał mi teraz planetę w czarno białym kolorze…
  • Co to znaczy? Zmieni się? – próbuję zrozumieć.
  • A ja wątpię w tę falę – Piotr macha ręką z lekceważeniem.
  • We wszystko wątpisz.
  • Hmm… Siedzę od tygodnia w Fatimie…
  • To klucz.
  • No to pomóż mi pisać, proszę…
  • Wszystkie odpowiedzi są w tobie. Jesteś w tym najlepsza.
  • Akurat!!!! Powiedz coś jeszcze…
  • Już tak nie ciągnij za język.
  • ……
  • Pokazał, jak Jego język się wydłużył i został gwoździem przybity do podłogi.

  • To tylko ostatnie pytanie… –  mimo wszystko próbuję dalej śmiejąc się. Homiel ma na szczęście niewyczerpane poczucie humoru.
  • Zawsze masz ostatnie pytanie.
  • Kiedy się zamknie proroctwo?
  • Wszystko jest zapisane w księgach. Matka potrzebą wynalazków. Zanim dotrzesz do celu, wiele rzeczy poznasz.

Wieczorem.

W TV podano informację, że wielu ludzi z emigracji wraca do Polski, wielu też ludzi z Ukrainy kupuje mieszkania.

  • Na pewno ceny wzrosną – zmartwiłam się nie wiadomo dlaczego, przecież i tak nie kupuję. 
  • To nie ma znaczenia. Póki będziesz chciała kupić, to będziesz sobie wybierała.
  • Ciekawe za co? – teraz to i ja już wątpię.
  • A ja? – pyta Piotr.
  • Mówię do Oli.
  • Przecież mieszkamy razem, a ja? – powtarza.
  • A ty co? Czkawka? Homiel ze śmiechem.

17. 05. 17 r. Warszawa.

Wieczorem.

Ktoś na forum FN poprosił mnie o wyjaśnienia dotyczące pisania o gacku. Piotr z daleka spojrzał na niebieski ekranik i się skrzywił…

  • Znowu tam piszesz?
  • Rzadko. Ktoś mnie tylko spytał o gacka.
  • Zawsze jest ciekaw o sobie.
  • Dzisiaj podczas modlitwy gacki podsuwały mi różne obrazy gołych bab. Poprosiłem Ojca, żeby to ode mnie odsunął i wiesz co powiedział?
  • Sam sobie dasz radę.
  • Hmm… I co dałeś?
  • Powiedziałem… w Imieniu Jezusa Chrystusa odejdź stąd!… i zniknęły.
  • ……
  • Dzisiaj rano w kościele Jezus mi powiedział coś dziwnego…
  • Wkrótce będzie dopust do tego domu.
  • ???!!! Dopust? Pewnie chodzi o „dopust boży” – szybko myślę.
  • Powtarzam, co usłyszałem, a ty sprawdzaj.

Pierwszy raz o dopuście bożym usłyszeliśmy dawno temu podczas egzorcyzmów. Ks. Adam Skwarczyński użył takiego sformułowania szukając wytłumaczenia dla zaistniałej sytuacji w naszej rodzinie. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/14/104 Jednak teraz nie miałoby to sensu, bo diabeł jest stałym elementem naszego życia od wielu lat. Nie jest niczym nowym, więc nie może wkrótce być w naszym domu, bo on już jest. To musi znaczyć zupełnie coś innego.

Co znaczy więc dosłownie dopust boży?

Złe zdarzenie, któremu nie można zapobiec, wyrok, wola Boga albo losu:         

http://www.edupedia.pl/words/index/show/474609_slownik_frazeologiczny-dopust_bozy.html

Od kiedy to, co od Boga jest złe? Ten, kto to pisał chyba nie miał pojęcia co pisał. To pisał ktoś, kto zupełnie nie zna Boga Ojca. 

  • Homiel mówi, że ta druga fala będzie wieeeelka!
  • Będziesz widzieć Nasz świat tak, jak widzisz ten świat… Jak będziesz miał tę wiedzę, co zrobisz z tym światem?
  • ?! To niemożliwe Homiel!
  • Jak niemożliwe to przyjrzyj się tej fali. Ona nie tylko jest wielka, ale to nośnik gigantycznej energii.
  • . Zobaczyłem falę z filmu „Interstellar” – Piotr dobiegł do komputera i znalazł odpowiednią scenę… https://youtu.be/4Hf_XkgE1d0?t=2m3s

  • Do czego ta fala jest potrzebna? – pytam oglądając jej nieprawdopodobną wielkość. Muszę przyznać, że dopiero widząc ją w filmie zdałam sobie sprawę, o czym ciągle opowiada Piotr.
  • Jak zmienisz jego mentalność?
  • Hmm… A do czego ta zmiana mentalności jest potrzebna? – drążę dalej, bo coś zrozumiałam. Czasami, by coś zmienić potrzebny jest wstrząs. I może żeby zmienić Piotra potrzebna jest ta fala?
  • Do tego, po co został powołany i się narodził. A poza tym… kto będzie zabawiał Ojca?
  • …… – doszło do mnie teraz, że cały czas z Ojcem rozmawiamy, ale nie mówię tego Piotrowi, by nie zesztywniał ze strachu. 
  • Żadna śmierć kliniczna z tym się nie równa.

Ciarki mi przeszły po plecach, bo przed operacją wiele o tym rozmawialiśmy. Rozważaliśmy, czy może ta druga fala to właśnie śmierć kliniczna.

  • Takich fal normalnie nie ma – Piotr ciągle patrzy w ekran monitora.
  • Bywały.
  • A będą? – teraz ja pytam.
  • Zobaczyłem palec na ustach, jakby ktoś chciał cię uciszyć.
  • Czytałam, że pojawiła się kiedyś planeta, która zrobiła spustoszenie na Ziemi.
  • Gdyby było jak mówisz, nie byłoby co zbierać.
  • Homiel się nie myli nigdy – Piotr ciągle w nieświadomości z Kim rozmawia.
  • To słowo mylić nie może.


Dopisane 09. 01. 2018 r.

Wkrótce będzie dopust do tego domu – gdy zdarzyło to, co się zdarzyło nie pamiętałam o tych słowach. Dzisiaj wpisując ten tekst odkryłam, można tak to ująć, je na nowo. Dzisiaj już dokładnie wiem, co znaczy dopust boży, inaczej Dopust Boga.

Kilka tygodni po tych słowach umiera tata Piotra. Ta śmierć, a raczej odejście było pełnym dla nas zaskoczeniem. Zdarzenie wydawałoby się bolesne, ale z czasem przekonaliśmy się, że to najlepsze wyjście z możliwych, jakie Bóg Ojciec mógł wybrać w danej sytuacji dla tego człowieka i dla naszej rodziny. Nie będę się rozpisywać o tym w tej chwili, bo na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, ale z perspektywy czasu, ze znanej już definicji; Złe zdarzenie, któremu nie można zapobiec, wyrok, wola Boga albo losu… skreśliłabym kilka słów i zostawiłabym w tej formie.

Znaczące zdarzenie, któremu nie można zapobiec, wola Boga.

Co najmniej dwukrotnie doświadczyliśmy dopustu bożego. Myślę, że tak naprawdę taki dopust mamy w mniejszej skali przynajmniej raz w roku. Z czystym sumieniem muszę po wielu doświadczeniach stwierdzić, że wszystko co się działo i dzieje ma swój sens i powód. Bóg Ojciec działa w ten sposób wyłącznie dla naszego dobra i choć czasami trudno w to uwierzyć na początku, bo zdarzenia mogą być emocjonalnie i fizycznie bolesne, to Jego wola wynika wyłącznie z czystej do nas miłości. Nie potrafię tego ująć inaczej, bo brakuje mi słów. Czas, dajcie sobie czas na przeanalizowanie waszych sytuacji, zaufajcie Ojcu, a potem może sami przyznacie Mu rację i podziękujecie. 

Tylko wstrząs może być skuteczny.

14. 05. 17 r. Warszawa.

Piotr usiadł ciężko na kanapie…

  • Ojciec przed chwilą powiedział do mnie…
  • To co ci daję, masz przyjąć.  Pozwolę ci wrócić. Zaprzesz się samego siebie.

Piotr zaprze się samego siebie? Co może to znaczyć? Próbuję zrozumieć i jedyne co mi przychodzi do głowy to odrzucenie swoich nawyków, swoich słabości, tego, co lubi najbardziej, swojego ego. Czy ma zapomnieć jak bardzo jest człowiekiem? Zajrzałam do Biblii, bo często właśnie tam znajduję odpowiedzi.

Ew. Łukasza; Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Ew. Marka; Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Ew. Mateusza; Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

  • Masz chyba wszystko rzucić i iść za Chrystusem? – bezradnie rozkładam ręce, bo jak to rozumieć? 
  • Przecież nie mogę wszystkiego rzucić – i też rozkłada ręce.
  • ……
  • Szkoda, że się zakładałem…
  • Kamień rzucony w wodę po wyjęciu jest mokry.
  • Róbcie jak chcecie, ja nie chcę już audi – Piotr próbuje się wymigać.
  • Kula już została puszczona. Musimy się szanować nawzajem.
  • Gdybyś wszystko, co do tej pory Homiel mówił pamiętał, to byś się nie zakładał – tego jestem pewna. 1000 razy najpierw by pomyślał, zanim by się zakładał. 
  • Ale zabawy by nie było.
  • Fajna ta rozmowa z zakładem… – muszę przyznać.
  • Wolałbym o tym zapomnieć.
  • Nie ujdzie ci to na sucho.
  • . i teraz już rozumiem co miał na myśli mówiąc kamień rzucony w wodę po wyjęciu jest mokry.
  • …….
  • Miałem sen. Rozmawiałem z jakąś kobietą, dotknąłem jej ręki i przekazałem możliwość czynienia znaków, żeby inni ludzie uwierzyli w Boga. Potem rozmawiałem z jakimś facetem, ale o nie był przekonany co mówię o Bogu. Wtedy wyszedłem z ciała i urosłem jak wielki anioł i dałem mu dowód, że to prawda. Dopiero wtedy i on uwierzył.

  • To są sny prorocze.
  • Będziesz uczył? – pytam.
  • Już ich uczycie.
  • Czy to przypadek, że Piotr przechodził zawał przed 13 października?
  • Nie, zobacz ile przechodziłeś tym zawałemrzeczywiście, symptomy były nawet już dwa tygodnie wcześniej.
  • Czy te wrota mogły się otworzyć innego dnia niż 13 października? – drążę dalej.
  • Nie, wszystko zapisane jest w cyfrach.

Pojechaliśmy do „naszego krzyża”. W rogu siedziała ta sama co zawsze żebrząca kobieta. Musiała być tym razem chora, bo ciągle kaszlała. Pomodliliśmy się krótko, a wychodząc Jezus rzekł tylko…

  • Nie zapomnij o niej.

Nie zapomnieliśmy, daliśmy trochę pieniędzy. To wszystko działo się podczas mszy, więc gdy nadeszła pora eucharystii podeszliśmy do ołtarza. Podczas przyjmowania komunii Piotr gapił się w sufit katedry, tak mi się początkowo wydawało.

  • Kazali spojrzeć mi w górę – tłumaczy Piotr po wyjściu z kościoła.
  • Spojrzałem i zobaczyłem na witrażu wielkiego gołębia… nie wiem dlaczego…
  • Nie wiem dlaczego, nie wiem dlaczego… Żeby się twoja dusza ucieszyła! – Homiel nie wytrzymał.

Wieczorem.

Badając Fatimę dużo o niej opowiadam także Piotrowi.

  • Uważasz, że nadchodzi apokalipsa?
  • Na to wychodzi – potwierdzam.
  • Ale zacznie się po mojej śmierci?
  • Nie po śmierci, po odejściu.
  • A to różnica?
  • Ogromna.

Piotr po tych słowach postanowił iść się pomodlić, a ja zajęłam się analizą pierwszej wizji fatimskiej. Ja się głowiłam, a Piotr się modlił. Gdy wrócił zmęczony…

  • Rozmawiałem z Ojcem na ten temat. Spytałem…
  • Dlaczego ma się stać to, co się ma stać? Przecież jest tylu wspaniałych ludzi na świecie, którzy wierzą, modlą się, są dobrzy… O nich warto walczyć…?
  • Czyż nie modlisz się do Mnie codziennie przywróć odwiecznie ustalony porządek? Czyż nie uczysz tego innych ludzi?
  • Uczę.
  • Tylko wstrząs może być skuteczny.
  • ……
  • Poczułem wtedy, że to się stanie…
  • Zrób, co masz zrobić – powiedzial teraz Ojciec. 
  • Ale co on ma zrobić? – pytam.
  • Boga nie spytam, boję się – Piotr raptem stał się strachliwy.
  • A zakładać się miałeś odwagę?
  • Z tobą się zakładałem ! – Piotr ciągle nie zdaje sobie sprawy, że nadal rozmawia z Ojcem, a nie z Homielem. 
  • ……
  • Bóg Ojciec mówi w taki sposób, że odbiera mi mowę.
  • Nie martw się, każdemu.


Dopisane 07. 01. 2018 r.

Nie po śmierci, po odejściu – człowiek nie umiera, człowiek odchodzi (czasami Homiel mawia „przechodzi”). Czy dusza człowieka, który odszedł żyje wiecznie? To zależy, dokąd odchodzi. Dusza człowieka jeśli umiera, to tylko w piekle. Piotr miał kiedyś ciekawą wizję. Do piekła zaprowadził go Homiel. Pokazał miejsce zbudowane jak wielopiętrowy dom bez ścian. Na każdym poziomie było mnóstwo ludzi i diabelskich istot, które wyglądały jak zwierzęce hybrydy. Panował tam chaos, strach, panika. Między piętrami przemieszczała się dziwna, ciemna jak smoła istota bez twarzy. Wydawało się, że poza diabłem nie ma nic straszniejszego w tym miejscu, ale to przed tą istotą każdy próbował się ukryć. Gdy kogoś dopadała, obejmowała ciasno ramionami, a dusza tego człowieka przemieniała się w pył, w nicość. 

Dzisiaj pytam Homiela…

  • Jaka jest różnica między odejść a umrzeć?
  • Umrzeć możesz za życia. Być martwym w środku, być tylko producentem odchodów. Poza pieniędzmi, własnymi potrzebami nic nie widzi. Ale on też jest potrzebny, byś mogła się uczyć. Ten człowiek jest, ale nie żyje. Czym się różni od kłody drewna?

Nie martw się, każdemu – do niedawna włosy stawały mi dęba słysząc w jaki sposób Piotr rozmawia z Ojcem. Przeszło mi, gdy przeczytałam doświadczenia Anieli Salawy i Lenczewską;


Tylko wstrząs może być skuteczny – to nie pierwszy raz, kiedy Niebo używa słowa „wstrząs”. Wielokrotnie padało to słowo jako najbardziej skuteczny sposób na szybką i efektywną naukę. Wstrząs to element życia jednego człowieka, jak i całych narodów.

A. Lenczewska; Świadectwo

Siła modlitwy jest ogromna.

12. 05. 17 r. Warszawa.

Cieszymy się z naszych kawowych randek jak dzieci. Miłe to i życzę każdemu. Ja się spieszę, Piotr się spieszy i prawie zawsze jesteśmy na czas.

  • Jak jechałem do ciebie spytałem czym jest ta druga fala? Wiesz co usłyszałem?
  • Pierwsza fala to zdrowie, druga fala to Bóg.
  • Bóg? Hmm…
  • Spytałem Homiela co będzie z moimi lekarstwami gdyby wybuchła wojna?
  • Że co? Też masz pytania! 
  • Nie doczekasz się tych czasów.
  • …… – nooo świetnie… To dobra, czy zła wiadomość?
  • Usłyszałem teraz głos z dołu – Piotr zdziwiony przekrzywił lekko głowę nasłuchując…
  • Syczy… Myślisz, że wiecznie będziesz tu żył?! Rozlejemy się i zabierzemy ci wszystko. Poczekajmy cierpliwie.
  • …… – zbaraniałam, a włosy stanęły mi dęba, dosłownie.
  • Wczoraj czytałam… – chcę szybko zmienić temat – W Wielkiej Brytanii zburzono wiele kościołów, a stawia się meczety.

Wielka Brytania przestaje już być krajem chrześcijańskim, a zdecydowanie jej stolica – wynika z badań przeprowadzonych przez Gatestone Institute w najnowszym opracowaniu pod wymownym tytułem „Londanistan”. Wynika z nich, że w ciągu ostatnich lat w Londynie powstały 423 meczety, a w tym samym czasie zamkniętych zostało 500 kościołów. Muzułmanie są dziś dominującą grupa praktykującą religię w 9-milionowej stolicy Anglii. Do 2020 r. liczba modlących się wyznawców islamu sięgnie w Londynie blisko 700 tysięcy.Tymczasem liczba chrześcijan uczestniczących w mszach drastycznie spada – zauważają socjolodzy z National Secular Society. Bulwersujące jest to , że kościoły są sprzedawane na aukcjach pod prywatne inwestycje. Słynny kościół w Bournemounth w 2010 r. zamieniono w Tesco! Teraz pod witrażami handluję się alkoholem, papierosami czy sprzedaje się warzywa po promocyjnej cenie. Ciekawe jakby na podobną sytuację zareagowali wyznawcy Allaha? https://reporters.pl/6641/anglia-w-agonii-423-nowe-meczety-w-londynie-500-kosciolow-zamknietych-foto/

  • Pan Bóg wkurzy się za te kościoły, to domy Ojca przecież… Tyle, że na ziemi – Piotr się zmartwił.
  • Pan Bóg nie wkurza się, pan Bóg jest sprawiedliwy.
  • Ojciec też przyłoży mi za to wszystko… Walnie mnie dechą tak, że polecę… – i zrobił gest ręką jakby leciał w kosmos. Wydawało mi się to dość śmieszne, ale wolałam siedzieć cicho.
  • ……
  • Słyszę gruby śmiech…
  • ……
  • Spytaj Ojca, czy Fatima to już klamka zapadła? Szala opadła?
  • ……
  • Wkrótce pewne zdarzenia dadzą ci odpowiedź.
  • Na pewno ta rocznica nie przejdzie z porządkiem dziennym, pokaże w jaką świat drogę wkroczył.

13. 05. 17 r. Warszawa.

Wieczorem.

Od jakiegoś czasu na poważnie zabrałam się za Fatimę. Siedzę teraz w objawieniach i im więcej czytam we włoskich źródłach, tym bardziej włosy stają mi dęba. Jestem tak zamyślona, że nie dostrzegam nawet Piotra. Dopiero Homiel ściągnął mnie na ziemię.

  • Objawienia prawdziwe, nawet sceptyków by przeraziły. Zostaną w czasie objawione.
  • Zaczynam się martwić, bo zaczynam rozumieć to wszystko – próbuję tłumaczyć Piotrowi.
  • Homiel… Czy… czy jest już za późno? – pytam z niepokojem.
  • Jest za późno. Psy zostaną spuszczone. Nie na darmo usłyszałaś wrota.
  • Kto ich pilnuje? – spytał Piotr.
  • Pilnujesz.
  • …… – spojrzeliśmy na siebie, tak trudno to zrozumieć wszystko…
  • Słyszę gacka z dołu…
  • Wiecznie pilnować ich nie będziesz.
  • …..
  • Załatwię tego sku…. nie dokończył Idę się pomodlić egzorcyzmami – i wypadł wzburzony z pokoju.

Piotr nabuzowany może sam roznieść pół batalionu, więc podejrzewam, że podczas modlitwy pójdzie na całość. Siedzę i czekam cierpliwie oglądając TV. Wraca po 40 minutach i siada ciężko koło mnie na sofie. Widzę, że jego biała koszulka cała z tyłu jest mokra. Nie odzywał się długo, a ja nie nalegałam.

  • Gdy się modliłem pokazywał mi gwałconą kobietę. To ja wtedy jeszcze mocniej zacząłem modlić się do Ojca, a wtedy zobaczyłem jak z tej kobiety wychodzą czarne demony. Krzyczę do niego…
  • Nie jesteś w stanie mnie odciągnąć od modlitwy!…
  • … I wtedy zgasił mi światło. Wstałem i zapaliłem za to wszystkie światła w pokoju. Nie ze mną te numery…! – Piotr ciągle był naładowany, ale i bardzo zmęczony.

Takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często, ale zawsze oczywiście przypominają o tym drugim, mrocznym świecie, które jest namacalne i realne wprost na wyciągnięcie ręki. Świadomość jego istnienia to bardzo dziwne, trudne do określenia uczucie. Człowiek wie, że jest, ale jego logika broni się przed tym, że jest. Siedzieliśmy więc w milczeniu chyba godzinę próbując dojść do wewnętrznego ładu.

Piotr już uspokojony zaczął rozmawiać o NIP.

  • Jak tak obliczam, to sąd wychodzi w przyszłym roku. Jestem tego pewny na 100%, a Homiele się nie znają… – i machnął ręką lekceważąco. 
  • …… – zerkam na Piotra spod oka myśląc… co za głupoty zaczyna wygadywać.
  • No dobra… Oni może się znają, ale u Siebie. Tutaj to jest niemożliwe, tak sądy działają w Polsce długo. Ja już trzeci rok czekam na rozstrzygnięcie i nic.
  • …… – widzę, że Piotr wyciąga rękę jakby ją komuś podawał.
  • Co robisz?
  • Homiel wyciągnął do mnie rękę, srebrną i się założył.
  • Jeśli przegram, to spadnie z nieba audi.
  • Jeśli ty przegrasz, będziesz chodzić do kościoła codziennie.
  • Naprawdę założyłeś się? – nie wierzyłam własnym uszom.
  • Tak, bo Oni nie są realistami, sądy polskie długo działają – Piotr znowu to samo.
  • …… – zaczynam się śmiać, bo zaczyna to wyglądać na jakiś kosmiczny absurd.
  • Zakład został przyjęty, jest w aktach sprawy.
  • Czy można z Bogiem wygrać? – pytam.
  • Zakładałem się z Homielem, nie z Bogiem.
  • Jesteś naiwny.
  • Nie tylko naiwny, ale i głupi.
  •  zaczyna być coraz poważniej. Widzę, że Piotr nie jest już taki pewne siebie.
  • Bo Wy nie wiecie jak sądy u nas działają – zaczyna się jąkać, a ja się już zaśmiewam na całego. Gada jak dzieciak z przedszkola. 
  • Daj spokój, nie pogrążaj się – mówię do niego.
  • A co się stanie, kiedy Piotr przegra i nie będzie chodzić codziennie? – pytam Homiela.
  • Umiemy wyegzekwować swoje, nie martw się.
  • Nooo… nie da się z naszymi sądami inaczej… Spociłem się – Piotr chyba zrozumiał, że posunął się za daleko.
  • …….
  • On nie da rady codziennie chodzić do kościoła – zaczynam bronić Piotra.
  • Musi, bo nie wie kto ten zakład przypieczętował.
  • .… Wiesz co zobaczyłem? Faceta w długich lokach, króla chyba, jak laską bije w ziemię i mówi bene!
  • ……
  • Jestem głupi?
  • Nie. Uczysz się.
  • Uważam, że wygram. Będę jeździć nowym audi, zobaczysz…! – Piotr przekonuje chyba sam siebie, bo ja jestem pewna jak ten zakład się skończy. 
  • Będzie Mnie miło ciebie gościć codziennie.
  • …….
  • No to teraz widzisz, że to z Ojcem się założyłeś?
  • …… – Piotr nie odpowiedział, tylko skulił się w sobie.

Pół godziny później.

Ciągle myślę o Fatimie…

  • Dzisiaj wszystko się zaczęło, w październiku skończy.

Faktycznie, dzisiaj 13 maj, stuletnia rocznica objawień fatimskich.



Dopisane 05. 01. 2018 r.

Będzie Mnie miło ciebie gościć codziennie – uprzedzę ewentualne pytania i napiszę już teraz, że nie mamy ani nowego auta, ani jeszcze rozprawy sądowej. Ktoś mnie uświadomił niedawno, że ten dziennik czyta się jak książkę sensacyjną. Mam nadzieję, że więcej w niej jednak nauki, niż sensacji i ten zakład z Panem Bogiem należy potraktować jako wielką naukę. Tak naprawdę to będzie wielka lekcja o zaufaniu. Z perspektywy czasu widzę, że ta rozmowa i ten zakład został sprowokowany przez Niebo. Nie raz będziemy jeszcze o tym rozmawiać, a będą to piękne rozmowy.


Wkrótce pewne zdarzenia dadzą ci odpowiedź. 

Analizując ubiegłoroczne wydarzenia na świecie wydaje się, że tylko jedno z wielu postawiło całą ludzkość na nogi.

1. Lipiec 2017 r.

Korea Północna twierdzi, że dysponuje międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi (ICMB) i właśnie przeprowadziła pierwszy test takiej rakiety. Jeśli te informacje się potwierdzą, to reżim Kim Dzong Una może dysponować już możliwościami technicznymi do rażenia celów w USA. Oznacza to, że ogromne i bez tego napięcie na Półwyspie Koreańskim jeszcze wzrośnie. http://www.newsweek.pl/swiat/polityka/korea-polnocna-przeprowadzila-test-rakiety-miedzykontynentalnej,artykuly,412695,1.html

2. Styczeń 2018 r. 

Premier Japonii Shinzo Abe oświadczył, że z powodu prowokacji ze strony Korei Północnej oraz jej programu nuklearnego i batalistycznego jego kraj stoi przed największym zagrożeniem od czasów drugiej wojny światowej.

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/abe-japonia-przed-najwiekszym-zagrozeniem-od-drugiej-wojny-swiatowej,803559.html

Chciałabym przypomnieć słowa Homiela, które pięknie realizują się na naszych oczach. 

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/26/u-nas-nie-ma-czarow-u-nas-jest-powazna-praca/

Oglądaliśmy niepokojące wiadomości o narastającym konflikcie między D. Trumpem a Koreą Północną. 
- Będzie z tego coś poważnego? – pytam. 
- Przecież chciałaś tego. 
- Ja chciałam !?  … Chciałam jedynie przywrócenia porządku! – zaczynam się tłumaczyć. 
- Oczekuj owoców, robi swoje.
- Raaany, ale wojna może być z tego!
- Uspakaja tych, co mają zapędy.

I najświeższe informacje dot. relacji Trump – Korea. 

Uspakaja tych, co mają zapędy.

1. Noworoczne orędzie Kima; Przycisk nuklearny zawsze na moim biurku.

2. Trump do Kima; Mój przycisk jest znacznie większy i potężniejszy. I działa.


Na pewno ta rocznica nie przejdzie z porządkiem dziennym, pokaże w jaką świat drogę wkroczył.

Rozmowa z listopada 2017 r.

  • Ludzie są rozczarowani, że 100-lecie Fatimy przeszło bez mocnego akcentu.
  • Podziękuj sobie.
  • ???
  • Dlaczego sobie?
  • Że nie miało mocnego akcentu. O to się modlicie.
  • Siła modlitwy jest ogromna.

Niewykluczone, że uniknęliśmy konfliktu zbrojnego. Wielu się ludzi za to modliło. 

Kiedyś Homiel powiedział w luźnej rozmowie… Modlitwa nawet jednego człowieka, może zmienić wszystko.

 

Kto wierzy głęboko w Boga, nie musi wierzyć w okazje.

10. 05. 17 r. Warszawa.

Na kawie.

  • Miałem dziwną wizję. Do mojego biura przyszedł kardynał Dziwisz z tłumaczem i kimś z Hiszpanii. Prosili mnie, bym pomógł im w pogodzie, bo mają ciągle tam 48 stopni i ludzie umierają. Najpierw chciałem pomóc, ale jednak powiedziałem…
  • Przychodzicie prosić narzędzie? Musicie się zwrócić do autora narzędzia.
  • Czyli do kogo?
  • Do Boga, to On decyduje. Poproście, a będzie wam dane. Żebyście uwierzyli przez 3 dni będzie padał deszcz, a potem proście, macie się modlić i odbudować kościoły.
  • ……
  • Dziwna, faktycznie… – zaczęłam się zastanawiać.
  • Ten Hiszpan miał bardzo szpiczasty nos, jak mumia.

Piotr opisywał dalej, a w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Przypomniałam sobie pewne wydarzenie sprzed lat…

O 21.00 zadzwonił roztrzęsiony Piotr; Leżałem na łóżku i oglądałem telewizję, kątem oka zauważyłem jak z drzwi wysuwa się ogromna twarz. Obróciłem w jej stronę głowę i przyjrzałem się. Była wielka, prawie tak wielka jak same drzwi. Wysunęła się z powietrza, paskudny pysk z zakrzywionym jak góral nosem. Miała lekko otwarte ostre zęby, nie poruszał ustami, ale wyraźnie usłyszałem. http://osaczenie.pl/wp/2016/04/13/czas-ustawowy/

  • Mówisz spiczasty nos? To był dla ciebie egzamin, egzamin na twoją pychę… – było to już dla mnie jasne.
  • Mam rację Homiel?
  • Na 4+.
  • 4+ ocena z egzaminu? A dlaczego nie 5? – pyta od razu Piotr.
  • Bo coś sobie myślałeś.
  • …… – widzę, że Piotr robi się czerwony.
  • To prawda… – zawstydził się. 
  • W tej wizji chciałem pobawić się w Boga, a to Ojciec decyduje, a nie narzędzie…
  • Wow… Gacek cwany jest. Prawie mu się udało… Dużo takich testów będzie? – pytam.
  • Codziennie, aż zrobisz coś naprawdę i nie będziesz wiedzieć, że to test.
  • Hmm…
  • Ale jest postęp.
  • Ale kazałem im kościoły budować!
  • Już się tak nie zachwycaj co zrobiłeś, bo następnym razem nie zdasz. Wystarczy raz powiedzieć.
  • ……
  • Martwi mnie, że ludzie z Polski przed ostatecznym Brexitem chcą jeszcze wyjechać do Wielkiej Brytanii – Piotr zmienił temat.
  • Nie martw się.
  • Dlaczego?
  • Im więcej ich spróbuje, tym lepiej zrozumieją inne nauki. Jakież to doświadczenie mają ci, co są trzymani pod kloszem? Mały deszcz, a oni panikują, że zmokną.
  • … Wiesz co mi teraz przypomniał? Wiadomość z dziennika z czasów komuny. Amerykanki narzekały, że w sklepach nie było bananów firmy Chiquita, a są jakieś inne… 
  • Rozumiem… Niektórzy żyją z wydumanymi problemami i nie znają prawdziwego życia – pewnie to miał na myśli Homiel. 
  • To po co chcą tam wyjeżdżać? – pyta Piotr.
  • Chcą wymacać, czy tam mocno pali grunt.
  • Zachwycą się tym gruntem?
  • A i owszem, będzie mocno ich przypalał, ale jest granica nawet dla pieniądzajednym słowem pieniądz to nie wszystko.

Ta rozmowa idealnie pasuje do pewnej osoby, koleżanki mojej córki. Miała wszystko, co niezbędne, a mimo to wyjechała do UK. Wróciła do Polski po 5 latach zostawiając za sobą pracę, znajomych, utarte już ścieżki. Jak mówi dzisiaj… nareszcie jestem szczęśliwa, bo jestem u siebie. I jakoś nie przeszkadza jej to, że zarabia dużo mniej i życie zaczyna od nowa.


11. 05. 17 r. Warszawa.

  • Waga mi skoczyła aż o kilo, może to wina tej codziennej kawy? – pytam Homiela zerkając łapczywie jednocześnie na kubek kawy stojący mi pod nosem.
  • Jak cokolwiek powiem powiesz, że chcę zabrać ci codzienność.
  • Aha! A więc to kawa! Czy wracamy do starych nawyków?
  • Broń boże… To co było, a co jest to wielka różnica.
  • Broń boże? Mówi jak człowiek… – pomyślałam. 
  • …….
  • Słyszałaś o Wodeckim? Ma to, co ja miałem… – Zbigniew Wodecki dostał udaru po wprowadzonych bajpasach.
  • Ale ja miałem szczęście! – Piotr zamyślił się głęboko. 
  • Szczęście to pojęcie ulotne, tu nic nie ma ulotnego.
  • Chcesz powiedzieć, że u mnie wszystko było zaplanowane?
  • Od początku do końca, następne również.
  • A co będzie następne?
  • Nie rozmawiam o przyszłości.
  • ……
  • Niedługo córka przyjeżdża, licz się z wydatkami – zażartowałam. Gdy czasami przyjeżdża do Warszawy Piotr łapie się za serce i zaraz za portfel lub… odwrotnie. 
  • Jeśli przyjedzie, obawiam się, że pusto nie wyjedzie – potwierdził Homiel.
  • Gdy wyjeżdżaliśmy zostawiłem jej pod kubkiem 100 złotych… Teraz będzie każdy kubek sprawdzać – Piotr się śmieje, że taki żarcik jej sprezentował.
  • Uważaj, żebyś ty nie podnosił!
  • Nie żartuje się z potrzebujących. Jeśli dajesz, to siedź cicho!
  • …… – tym razem to ja się roześmiałam widząc minę Piotra. 
  • ……
  • Dobrze, że zabrali się za handlarzy nieruchomościami – Piotr znowu zmienił temat. Jest poruszony skalą nieprawości, którą właściwie widać dopiero teraz. 
  • Co im po tych domach?! Kiedy ich duch opuści, to ciało nie znajdzie miejsca w Domu Ojca.
  • ……
  • Według mnie koniec NIP będzie w przyszłym roku – Piotr.
  • A ja uważam, że w tym. Założymy się?
  • O co?
  • Kupuję ci lody, jakie chcesz z bitą śmietaną – obiecuję coś, co jest mu po zawale zakazane. 
  • Nie będzie okazji.
  • Co to oznacza? – pytam czując, że to ja się jednak mogę mylić.
  • Dokładnie co powiedziałem.
  • ……
  • Kto wierzy głęboko w Boga, nie musi wierzyć w okazje.

Czyli cokolwiek będzie się dziać, mamy ufać Bogu do końca. Cokolwiek ma się dziać, jest już zaplanowane.


Dopisane 03. 01. 2018 r.

Nie będzie okazji – Homiel miał rację. Nie było okazji.


Co im po tych domach?! Kiedy ich duch opuści, to ciało nie znajdzie miejsca w Domu Ojca.

Byłam świadkiem sytuacji, kiedy to jedna z lokatorek dostała pismo, że jej mieszkanie zostało zwrócone byłym właścicielom. Takiego ludzkiego wycia, dosłownie wycie jak wyje wilk, nigdy wcześniej nie słyszałam. Kobieta około sześćdziesięciu lat straciła swoje mieszkanie, w którym żyła ponoć od dziecka. Doznała tak głębokiego wstrząsu, że przyjechało po nią pogotowie. Wróciła dopiero po trzech dniach. Muszę przyznać, że dopiero ta kobieta uzmysłowiła nam ogrom rozpaczy ludzi będących w podobnej sytuacji. Pytaliśmy wtedy Niebo… Co dalej…? 

Jak powiedział wówczas Homiel… zbyt wiele czystych łez zostało przelanych i sprawiedliwość nadejdzie. I trzeba przyznać, że nadeszła. Gdyby nie zmiana polityczna, nie doszłoby do powstania komisji weryfikacyjnej ws. reprywatyzacji w stolicy (p. s. powstanie jeszcze inna dot. VAT). Za każdym razem, gdy będziecie w TV śledzić ustalenia tej komisji musicie zdać sobie sprawę, że to dzieło Ojca. Koronka, choć długotrwała, ale jakże skuteczna.

Choć nie ujmuję tego na blogu wiele rozmawiamy z Homielem o dzisiejszej Polsce, polityce, gospodarce itd. Wyjątkowo tutaj nawiązuję do kwestii nieruchomości, by pokazać na tym przykładzie, że Niebo działa w każdej dziedzinie życia człowieka. Mała ciekawostka… ktoś chyba czuje więcej niż wie…                   https://youtu.be/W7ZeCzn1Rps?t=1m57s

Świat to cyfry.

09. 05. 17 r. Warszawa.

W internecie czytam czasami takie idiotyzmy, które, choć jestem dość tolerancyjna, i mnie zaskakują.

Co znaczy „Amen”?

Amon/Ammon/Amen – starożytny Bóg z mitologii egipskiej, którego siedziba znajdowała się w Tebach. W pewnym momencie jego „ważność” w Egipcie wzrosła to tak dużego poziomu, że jako Amon-Ra lub też Amen-Ra został wyniesiony do rangi najwyższego bóstwa tj. RA. Amon/Amen – Demonologia, a mówiąc konkretniej Goetia, przedstawia go jako siódmego demona na liście 72 wymienianych w tym właśnie grimuarze. Pod swoją kontrolą ma on 40 legionów duchów, a pojawia się pod postacią ziejącego ogniem wilka z ogonem węża lub też pod postacią człowieka z głową kruka. Przedstawiona jakiś czas temu przez Antona Szandora LaVey lista imion szatana, zawiera imię Amon/Amen. Na koniec przytoczę tutaj jeszcze bardzo istotny w tej sprawie fragment pisma świętego: „Przestrzegajcie wszystkiego, co wam powiedziałem, a imienia bogów obcych nie wymieniajcie, by nikt nie słyszał ich z ust waszych.” – Księga Wyjścia 23:13. Jeśli więc słowo „Amen” jest imieniem Boga, to teoretycznie całe środowisko chrześcijańskie łamie nakaz wydany w tym fragmencie przez samego Jahwe. Mamy tu zatem konflikt oraz sprzeczność, która wynika z dwuznaczności słowa „amen”.

Włosy mi się zjeżyły na głowie ze skali tego absurdu.

  • Homiel, co znaczy Amen w Biblii??
  • Prawda.

Ciekawe… Zazwyczaj czytam, że Amen to „niech się tak stanie”, „na pewno”, „wierność”. Homiel nauczył mnie przez te lata, że jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, to szukaj u źródła. Dlatego zajrzałam na;                          

http://www.ancient-hebrew.org http://www.ancient-hebrew.org/vocabulary_picture.html

Amen (אמן amen): Na całym świecie jest to najsłynniejsze ze wszystkich hebrajskich słów. Ale czy wiemy, co to znaczy? Słowo to pochodzi od amana, wymawianego ah-mahn i oznacza „być mocno posadzone w miejscu”, jak można zobaczyć w Izajaszu 22:23, który mówi o „gwoździe przymocowanym do bezpiecznego miejsca”. Forma rzeczownika, amen, wymawiana przez ah-mehn, jest używana w tekście biblijnym przez osoby, które potwierdzają wypowiedź. Innymi słowy, mówią, że zdecydowanie zgadzam się z tym, co zostało powiedziane. Następnym razem mówiąc amen, zastanówmy się nad tym, na co się zgadzamy.

  • Homiel, jesteś niesamowity. Zdecydowanie zgadzam się z tym, co zostało powiedziane... czyli prawda!
  • A jakże.

Rano Piotr był na porannej mszy.

  • Ksiądz powiedział, byśmy wspomnieli tych, którzy odeszli. No i jak tylko to powiedział pomyślałem o moim dziadku. Zobaczyłem go przed sobą w kamizelce, dołączyła do niego babcia, potem Zdzichu, też był w kamizelce, bardzo szczęśliwy i machał mi ręką…
  • To ciekawe… Zdzichu zawsze chodził w kamizelce – przypomniałam sobie.
  • A widziałeś Krysię? – p.s. wynajmowała nam poprzednie mieszkanie w Warszawie, najbardziej nawiedzone mieszkanie w Warszawie jak sądzę.
  • Ano nie. Nie widziałem jej – Piotr się zdziwił.
  • I nie zobaczysz.
  • Nie? A gdzie jest?
  • Ma nowe zadanie.
  •  Już żyje? – spytałam zaskoczona.
  • W drodze.
  • ??? A poprzednim zadaniem co było? – spytał Piotr.
  • Ty.

Aż wyprostowałam się z wrażenia. Krysia wielokrotnie mówiła pewne zdanie, które dotąd bagatelizowaliśmy.

  • Wiem dlaczego ja żyję. Żyję dla ciebie. Miałam dać ci to mieszkanie i się opiekować. Trzy razy próbowałam się zabić i ciągle mnie odratowywano i wiem teraz dlaczego.
  • …….
  • Bóg Ojciec ułożył niesamowitą koronkę… – Piotr się zadumał.
  • A jej nowe zadanie też jest z nim związane? – kończąc to pytanie już wiedziałam, że jest bez sensu.
  • Absolutnie.
  • Absolutnie nie, czy absolutnie tak?
  • Absolutnie nie.
  • ……
  • To dziwne… Widzę teraz Waldka! – Piotr otworzył szeroko oczy jakby faktycznie zobaczył ducha.

Waldek to nasz sąsiad mieszkający w Szczecinie. Był w wieku Piotra. Dwa dni temu zmarł nagle na zawał. Wychodząc z działki osunął się na ziemię i nastał koniec. Ta informacja zaszokowała nas wszystkich, ponieważ nie chorował i odszedł dokładnie tak, jakby odszedł Piotr.

  • On się ciągle rozgląda jakby nie wiedział co się dzieje, jest zdziwiony.
  • …… – Piotr zrobił ruch ręką jakby chciał rozpędzić mgłę, być może chciał w ten sposób pozbyć się tego widzenia.

Poczułam się dość nieswojo, a Piotr ponownie zapadł w zadumę.

  • Dzisiaj na mszy Jezus pokazał mi co znaczy, kiedy przegrywam. Pokazał mi gwoźdź, który tkwi w Jego ręku. Za każdym razem, kiedy przegrywam, ten gwoźdź obraca się w ranie powodując ból… – Piotr się wzruszył. 
  • Ten gwoźdź nie jest taki zwyczajny, on nie jest okrągły, ale ma kanty – chwycił mój zeszyt i szybko narysował.

  • Co znaczy przegrywać? – pytam, bo nie jestem pewna, kiedy to człowiek przegrywa. 
  • No… na przykład w wizjach za późno reaguję na gacka, za późno wyciągam miecz – Piotr zaczyna mi tłumaczyć, ale to tylko potęguje moją niepewność.
  • To nie o to chodzi… Jezus lub Homiel ciągle cię naucza, nie rób tego, nie rób tamtego, a ty swoje…  Uparty jesteś jak muł – co mnie doprowadza czasami do furii.
  • Przegrywasz, gdy na przykład kogoś niesłusznie zaczniesz oceniać – najczęstszy błąd Piotra.
  • Hmm….
  • W kościele miałem jeszcze wizję. Zobaczyłem Jezusa w Ogrójcu jak stoi, unosi ręce do góry, jest w jakiejś brązowej narzucie z płótna, ciężka była, widzę światło padające na niego, ale raptem pojawia się kubeł wody i leje się na niego. Chciałem to powstrzymać, zasłonić ręką, ale nie zdążyłem…
  • A jaka to była woda? – pytam od razu.
  • Czysta, krystaliczna.
  • Czyli nie brudna, to nie był kubeł brudnej wody? – upewniam się.
  • No nie…
  • Woda krystaliczna to symbol oczyszczenia. Dlatego ktoś celowo nie pozwolił ci zasłonić ręką.
  • Ale czy Jezus potrzebował oczyszczenia? – pyta Piotr.
  • No właśnie… – dobre pytanie…

Ew. Jana; i w ogóle wszystko, czego ogień nie zniszczy, przeprowadźcie przez ogień, aby stało się czyste; ale tylko woda oczyszczenia usunie nieczystość. Czego zaś nie można kłaść do ognia, przeprowadźcie przez wodę.


Wieczorem sprawdziłam jak wyglądał gwoźdź z okresu życia Chrystusa. Widząc, że faktycznie ma ostre kanty zrozumiałam jak wielki musiał być ból, kiedy był w ranie obracany. Ból wręcz niewyobrażalny. To właśnie takie drobne szczegóły, jak budowa gwoździa dopiero uzmysławiają człowiekowi ogrom cierpienia Chrystusa.

Więcej;

http://www.ancientresource.com/lots/roman/crucifixion-nails-spikes.html

http://www.biblicalreproductions.com/product/crucified-man/

http://www.indyprops.com/pp-nails.htm


Dopisane 01. 01. 2018 r.

Wczoraj dowiedziałam się, że gdyby nie operacja Piotr odszedłby już w maju 2017 r. Pisząc o Waldku, który odszedł właśnie w maju, zwróciłam na tą zbieżność oczywiście uwagę. Czy to nie czasami „równowaga”, o której dość często wspomina Homiel. Z taką równowagą mieliśmy już do czynienia wcześniej, gdy Piotr miał atak anafilaktyczny. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/08/niektore-zdarzenia-musza-nadejsc/

  • Czy to przypadek, że Waldek odszedł w maju? – pytam ostrożnie.
  • Świat to cyfry.
  • ???!!!
  • Czy to znaczy… – bałam się dokończyć… – By mógł żyć Piotr, Waldek musiał odejść?
  • Nie zajmuj się tym.
  • Mówiłem ci, że żyję na kredyt – wtrącił się Piotr lekko zdenerwowany.
  • Teraz ten kredyt musisz spłacić. Wiesz czym?… Czynem.