Chrystus następnym razem nie przyjdzie, żeby uczyć, ale by sądzić.

09. 09. 16 r.                                                                                                                              Warszawa.

Przyjechałam do Warszawy pełna rozczarowania. Skontaktowałam się z redakcją jednego z miesięczników religijnych przesyłając im zdjęcie Zielonego i dostałam odpowiedź w ilości równej zero. Nie rozumiem kompletnie dlaczego? Mogą nie wierzyć moim słowom, ale są jeszcze zdjęcia, które nie kłamią.

  • Nie strasz ich – powiedział Homiel przy kawie.
  • …… – Piotr zobaczył obraz; cała populacja ludzka na planecie, która zaczęła znikać, jeden po drugim… na kontynentach pozostało po kilka osób.
  • Tylu cię zrozumie.

Pięknie to pokazał i znowu musiałam Mu przyznać mu rację. Naprawdę nieliczni to zrozumieją w pełni, tylko ci, którzy również podobne przeżyli. Choćbym nie wiem jak gładko i logicznie pisała, dla większości to tylko słowa.

  • Dlaczego mi nic nie wychodzi ostatnio?
  • Homiel mówi…
  • Powiedz jej, że dam odpowiedź jutro.
  • Naprawdę Homiel? Bo ja nie zapomnę.
  • Ani ja.
  • ……
  • Nie rozumiem dlaczego chrześcijanie tak się między sobą kłócą…to pod wpływem czytania historii chrześcijaństwa.
  • Sama mówiłaś, że ledwo Chrystus odwrócił się Oni (p.s. apostołowie) pokłócili się. Taka jest natura ludzka.
  • Rany…. – Homiel mnie faktycznie słucha, złapałam się za głowę, bo opowiadałam o tym Piotrowi jakiś czas temu w swobodnej rozmowie.

Do biura Piotra przyszedł jeden z naszych współpracowników, który od czasu do czasu wykonuje dla nas zlecenia.

  • Kiedy przychodzę do pana to zawsze wysłuchuję tutaj ewangelii. A skąd pan to wszystko wie?
  • Bo widziałem Ojca.
  • Jeśli pan widział, to kim pan jest?

Relacjonuje mi Piotr o tym wieczorem.

  • No właśnie… Po co mu to mówisz? – pytam z pretensją.
  • Mów o Bogu, a nie kim jesteś. Bo mówisz o sobie, czy o Bogu?
  • No widzisz?… Ale ciebie przynajmniej słuchają, a jak ja rozmawiam z ludźmi, to jak grochem o ścianę.
  • Nie trać wiary, ufaj swojej intuicji, My nigdy cię nie opuszczamy.
  • To, co dzisiaj cię martwi, jutro będzie cię cieszyć.
  • Chrystus pokazał się niewielu, a sfotografował nikomu. Pan Bóg jest ciebie blisko, dał ci swój znak na ciele.

No i mnie zamurowało totalnie.  Od urodzenia mam na skórze białe, duże znamię, o którym nigdy nie myślę.


10. 09. 16 r.                                                                                                                               Warszawa.

Rzadko mi się zdarzają sny, a wizje to już uznaję za wydarzenie.

Byłam w mieście, nie wiem jakim. Panował wielki ruch, bo w pobliżu się odbywał się jarmark. Byłam dziwnie ubrana, jak żydówka za dawnych czasów. Chusta na głowie, ciemna długa spódnica. Na ręku miałam maleńkie dziecko, niemowlaka, chłopca o jasnych włosach. Towarzyszyło mi kilka osób, ale przedstawionych w dziwny sposób. Wyglądali jak cienie. Niby ich znałam, ale w sumie to nie wiem kim byli. Mieli mnie dla bezpieczeństwa odprowadzić do domu, jednak jeden po drugim odchodził, bo uznał, że jarmark ciekawszy. Został jeden. Trochę postał, wahał się i też z końcu odszedł. Bardziej interesowało ich to, co się dzieje w mieście, niż dziecko, które tuliłam na ręku. Nie obchodziło ich to, że było mi ciężko. Pozostaliśmy sami na pustej ulicy, a zaczęła zacinać śnieżyca. Spojrzałam na bose nogi i zauważyłam, że małe czerwone smoki, jak gryfity zaczęły kąsać moje stopy. Spojrzałam na dziecko, było bardzo spokojne, uśmiechnięta twarz, ufne oczy. Powiedziałam… trudno, wracamy do domu sami, damy radę.

wizja

To odpowiedź Homiela, którą obiecał dać dzisiaj.

Trzymam w ręku prawdziwy skarb, ale nikt nie chce tego przyjąć, bo ciekawszy jest świat doczesny niż chłopiec o jasnych włosach. Smok to symbol diabła, dlaczego były małe i gryzły nogi? Bym nie mogła dalej iść drogą, którą wyznaczył Bóg; trudno, wracamy do domu sami, damy radę – ale Bóg nie daje więcej, niż człowiek jest w stanie unieść.


Pojechaliśmy do katedry. Stojąc pod krzyżem Piotr doznał ciekawej wizji.

  • Szliśmy drogą przez czarne chaszcze z kolcami, w pewnym momencie chaszcze się skończyły, polanka się pojawiła, na środku była piękna złota kula, uniosła się i nas zabrała. Chaszcze wycinaliśmy razem, ty tłukłaś mieczem z prawej, ja z lewej strony. Polanka piękna, tak zielona, że chciałoby się polizać i pewnym momencie widzę na środku polany jest kula, złoto świecącą jak ze złota. Szliśmy w dwójkę. Do polanki doszliśmy, weszliśmy do światła i zniknęliśmy. Koniec wizji. Chrystus powiedział…
  • Już niewiele tej drogi zostało, idę z wami. Bądź przy Mnie, jak Ja jestem przy tobie. Trzymajcie się razem.

Zwyczajowo po katedrze pojechaliśmy na kawę. Oboje byliśmy wyjątkowo zmęczeni. Piotr przedwczoraj miał kolejną z rzędu ciężką noc. Gacki tak waliły w drewniany bok łóżka, że chyba nawet sąsiedzi dwa pietra niżej musieli to słyszeć. W każdym razie jeszcze jedna stracona nocka za nami. Wczoraj z tego powodu nie miał siły się modlić, bo ze zmęczenia dosłownie padał na nos.

  • i wtedy usłyszałem od Jezusa…
  • Wytrwaj.
  • To musiałem wytrwać.
  • Nie musiałeś, ale wytrwałeś. Nie tylko Ja ci dziękuję. W tych słowach jest wielka siła, bo modlisz się za wszystkich, za swoich wrogów również.
  • ……
  • Też jestem skonana, usłyszałam wielką muchę o 3 w nocy i wtedy zrobiłam egzorcyzmy, to znaczy tę modlitwę egzorcyzmującą.
  • Zrobiłaś więcej niż mówisz.
  • Tak??? – ciągle mnie to dziwi, że taka modlitwa może być skuteczna.
  • Kiedy to robicie wiele dusz się zbawia.
  • My tego nie wiemy.
  • Ale My wiemy.

Kelnerka postawiła pod naszymi nosami wielkie kielichy lodów z bitą śmietaną. A ponieważ kielich Piotra wydawał mi się większy doszło do mnie, że…

  • …Nigdy nie schudniesz – wyraziłam swoją wątpliwość widząc te setki kalorii.
  • Mono monachia… tam bym cię umiejscowił – powiedział Homiel.
  • Że co?
  • Słyszę mona monachia… – Piotr nie był pewny.
  • Pierwsze słyszę – i wyjęłam telefon, by w internecie natychmiast to sprawdzić, ale pojawiła się monarchia, więc przestałam dalej szukać myśląc, że Piotr źle usłyszał.
  • Tego tutaj nie znajdziesz – Homiel na to.
  • Ok, w takim razie sprawdzę w domu.
  • …..
  • Zacząłem odkładać euro po cichu – i mówiąc to zaczął szeptać…
  • Nagi przyszedłeś, nagi wrócisz…
  • Rany… czyli co? Nie ma sensu?
  • Nie trwóż się, zaufaj bezgranicznie. Ci, co poszli w miasto odkładają... – Homiel nawiązał nagle do mojej dzisiejszej wizji…  Ci, co poszli w miasto wybrali materializm. 
  • Cholera, myślałem, że po cichu odłożę trochę – i znowu zaczyna szeptać.
  • Kiedy chcesz powiedzieć Oli na ucho, mówisz przez Moje ucho i pokazał jak przystawia ucho do ucha.

Lody mi się roztopiły, bo ciągle się śmiałam. Niedługo potem przypomniały mi się słowa ks. Glasa;

  • Zostało im mało czasu, a mówił o diabłach.
  • Co to znaczy Homiel? – Piotr zaciekawiony.
  • Czy przypadkiem jesteście razem? – miałam wrażenie, że mówi o tym dzienniku, który będzie stanowić w przyszłości dowód na istnienie Nieba.
  • Czyli coś się szykuje?
  • Szykuje się od dłuższego czasu.
  • Pliennych nie będzie – oboje zrobiliśmy wielkie oczy nie rozumiejąc.
  • Co to znaczy?
  • Jeńców nie będzie – przetłumaczył Piotr, zna trochę rosyjski.
  • Dlaczego powiedział to po rosyjsku? To musi mieć jakieś znaczenie, chyba, że mu się wymsknęło.
  • Wszystko ma znaczenie Homiel nawiązał do jeńców wojennych, których Rosjanie więzili podczas (i po) II wojny światowej.
  • Konwencja żadna w grę nie wchodzi, po to jest czas nauki.
  • Chrystus następnym razem nie przyjdzie, żeby uczyć, ale by sądzić.

A wtedy jeńców (пленных) nie będzie, będą albo zwycięzcy, albo przegrani.


Po Grycanie poszliśmy w miasto i po drodze wstąpiliśmy na chwilę do Kościoła św. Krzyża. To  tam Piotr często rozmawia z Ojcem. Tak było i tym razem. 

  • Twój syn ma tubę, lecz twoja jest dziesięciokrotnie większą. Rozszarpali by cię.
  • …. Ojciec założył tubę na mnie – opisuje Piotr co widzi. 
  • I twojej żonie. Siła w waszej jedności.

Już w domu sprawdziłam co znaczy monochomachia. Monachomachia; „Wojna mnichów” Monachomachia wywołała skandal – występowała przeciw zakonom, zasobnemu życiu duchownych, próżniactwu i zacofaniu. Stanowi utrzymaną w duchu oświecenia krytykę wad społecznych, obecnych również w Kościele, czego Krasicki nigdy nie ukrywał. https://pl.wikipedia.org/wiki/Monachomachia,_czyli_Wojna_mnichów

Nigdy o tym nie słyszałam. Za każdym razem potwierdzanie słów anioła robi na mnie piorunujące wrażenie.  Homiel na każdym kroku porównuje Piotra do kapłana. Zwrócił nam uwagę, że…

  • Chrystus też nie był księdzem, a uczył.

Wieczorem oglądaliśmy film o zdradzie, polowaniu, nieuczciwości „Łowca” http://www.filmweb.pl/film/Łowca-2011-595571 ), a wczoraj o „Lucy” i możliwościach ludzkiego mózgu. http://www.filmweb.pl/film/Lucy-2014-687712 Homiel podsumował dwa filmy jednocześnie.

  • To jest słabość tego gatunku.
  • Dlaczego gatunku? – pytam. 
  • Bo wiele jest nacji we wszechświecie.
  • Lekko to mnie zmroziło, zabrzmiało tak bardzo… obco – Piotr na to. 
  • Niepotrzebnie mój przyjacielu.
  • Widziałeś Ojca?
  • Widziałem.
  • Czy jest starcem z brodą? Nie. Tak ludziom się pokazuje.
  • ……
  • Wiesz… wolę się skupić na tym świecie, jestem na to za głupia – ta świadomość przerasta moje pojmowanie. 
  • Nie za głupia, lecz co może zrobić te 3 procent – zażartował
  • Tak nisko mnie oceniasz?
  • To będę wylewny, 5,5 procent.
  • No to daj 10, a będę mądrzejsza.
  • Wtedy wszystkie światy będą otwarte przed tobą.

Dopisane 30. 05. 2017 r.

Nie za głupia, lecz co może zrobić te 3 procent – Homiel sobie zażartował z ludzkich teorii, ale nie zmienia to faktu, że możliwości  ludzkiego mózgu nie są do końca odkryte.


Konwencja żadna w grę nie wchodzi, po to jest czas nauki – Homiel odwołuje się do konwencji genewskiej https://pl.wikipedia.org/wiki/Konwencje_genewskie


Pliennych nie będzie – пленных не брать – to często używany cytat. Lew Tołstoj użył tych słów w słynnej książce „Wojna i pokój” i to zapewne miał na myśli Homiel. W wojnie z piekłem nie ma miejsca na jeńców. Tutaj są jednoznaczne wybory.


Nie strasz ich –  W książce Johna Thavisa „Tajemnice watykańskich proroctw. Jak Kościół bada zjawiska nadprzyrodzone” ze zdumieniem przeczytałam fragment odnoszący się do kwestii diabła. 

Zrozumieć człowieka to sztuka, a zrozumieć naród to wielka sztuka.

01. 09. 16 r.                                                                                                                   Szczecin.

Zrobiliśmy krótką wycieczkę do Międzyzdrojów. Pół drogi Piotr wychwalał swoje auto dziękując niebiosom, że jest jak dotąd niezawodne.

  • Czy samochód ma duszę? – spytałam żartem.

Niby pytanie głupie, ale w swoim życiu nie raz słyszałam od obcych ludzi, że auta Piotra są wyjątkowe, gdyż mają osobowość i duszę. Na pytanie co przez to rozumieją nie byli wstanie tego wytłumaczyć. Myślałam, że Homiel powie krótko, że głupoty mam w głowie, ale odpowiedział całkiem poważnie…

  • To zależy, czy mu dasz odrobinę siebie.

To ciekawe.  Czy energia człowieka może być tak silna, że przenika materię? W opowieściach egzorcystów zdarzają się historie opisujące przypadki, kiedy to przedmiot zachował w sobie negatywną energię jego poprzedniego właściciela. Wydawało mi się to wówczas lekką przesadą, a dzisiaj? Nie mówię już… to niemożliwe...


Drugą połowę drogi nie rozmawialiśmy już o samochodach.

  • Nabierz przyjacielu powietrza w płuca tutaj.
  • Dlaczego?
  • Nabierz w płuca powietrza wolności.
  • Wolności?
  • Przed uderzeniem gacki będą chcieli cię zniszczyć za wszelką cenę.
  • Nie nadążę zmieniać mieszkania – zażartował Piotr.
  • Musisz stawić czoła… nie możesz wiecznie uciekać.
  • Twoje nowe zadanie to zrozumienie drugiego człowieka.
  • Ooooo będzie trudno pomyślałam.
  • Zrozumieć człowieka to sztuka, a zrozumieć naród to wielka sztuka.

Kilka godzin później, po wędrowce po plaży…

  • Nie chce mi się wracać do miasta.
  • Zaprawdę powiadam ci, że nie masz wyjścia. Zrób co masz zrobić, idź gdzie masz iść. To są chwile, byś sobie naładował płuca powietrzem przed kolejną turą. Zgub wagę, będziesz bardziej rześki. Łatwiej przejdziesz. Wodę pij, to przyjaciel, płucze. A nie każda woda jest twoim przyjacielem.
  • Na pewno nie woda ognista – zażartowałam, choć słowa Homiela nieco mnie zatrwożyły.

Nad morzem byłoby cudownie, gdyby nie plaga komarów, która dosłownie opanowała całe miasto. http://www.gs24.pl/wiadomosci/swinoujscie/a/nagla-plaga-komarow-nad-morzem-co-na-to-wladze,10584894/

  • Wiedziałeś o komarach? – pytam.
  • A kto ma wiedzieć? – był zdziwiony moim pytaniem. 
  • A jest coś, czego nie wiesz?
  • Wszystko, czego ty nie wiesz.
  • A jest coś, co my wiemy, a Ty nie wiesz?
  • Znam wszystkie twoje słodkie tajemnice.

Pojechaliśmy na sam cypel w Świnoujściu. Mijając Fort Gerharda http://www.fort-gerharda.pl , w którym odbywały się akurat uroczystości rocznicowe związane z wybuchem II wojny światowej. Piotr wspomniał swojego pracownika. R. będąc tutaj także jakiś czas temu stwierdził, że mógłby w tym miejscu nawet zamieszkać, ponieważ czuje się jak u siebie.

  • Mieszkał tu kiedyś? Pracował? To przypadek? od razu to mnie zainteresowało.
  • To nie przypadek. Wszyscy ginęli z twojej ręki.

Z wrażenia stanęliśmy jak wryci.  W ten nieoczekiwany sposób dowiedzieliśmy się, że ci, których obecnie Piotr prowadzi kiedyś zostali przez niego skrzywdzeni. A więc cykl w taki sposób musi się zamknąć. Nic nie dzieje się przypadkowo… Odechciało mi się pytać dalej.

  • A twoi wrodzy ci pomagają.
  • W czym?
  • Abyś sobie zapisał dobre uczynki.

Wracając autem rozmawialiśmy o naszym życiu.

  • Czy Homiel woli teraz, czy wcześniejsze czasy.
  • Teraz jest kształcenie, świadomość, edukacja.
  • Czy kiedyś było trudniej nas prowadzić? Czy teraz, kiedy wiemy, że jesteś naprawdę?
  • Nigdy nie ma trudniej, są wybory, jest droga.
  • ……
  • Co znaczy trudniej? Miałeś drogę do przejścia i przechodzisz ją.
  • Nikt nie mógł ci stanąć na drodze, Ojczyzna wzywa.
  • Nikt nie mógł ci stanąć na drodze… ??? – Piotr prawie złapał się za głowę przypominając sobie pewne wydarzenie.
  • Podczas studiów natrafiłem na profesora z wytrzymałości materiałów, który chciał mi wlepić dwóję. Gdyby to zrobił musiałbym powtarzać rok. Wziął do ręki mój indeks i się nad nim dosłownie „zawiesił”… Chciał wpisać i nie mógł, jakby ktoś trzymał jego rękę. I tak trzykrotnie. Odłożył pióro i powiedział …
  • Nie mogę panu dwói wpisać, coś dziwnego… Nie mogę wpisać… Niech Pan idzie do Kościoła i podziękuje, Bóg pana chroni…
  • Pomyślałem wtedy, że jest durniem…
  • ……
  • Nie dało ci do myślenia, że faktycznie masz opiekę? – spytałam.
  • Młodość, nie myślałem o tym. Nie chciałem tego przyjmować, chciałem biegać, odbierać i wkładać do buzi życie, nie myślałem nad tym.
  • Ale Ja myślałem.
  • Ja wiem…  Homiel jesteś kochana istota…
  • Zwiewna.
  • Co to znaczy? – pyta mnie, a je nie mogę przestać się już śmiać.
  • ……
  • Mój Grubasek coś powie?
  • Ta chwila nie wymaga tego.
  • Dlaczego macie rydwany w Niebie, a nie auta?
  • Nie chcę w tą alchemię wchodzić, bo jej nie poznasz.

Wieczorem rozmawialiśmy o NIP.

  • Zobaczyłem obraz dyrektora, pokazał mi jak wchodzi do sali napompowany jak balon.
  • Zanim wejdzie do pokoju jego ego wchodzi pierwsze i ma protoplastów. Lecz to, co było dla nich wielkie, przestanie istnieć.

  • Coś się z nim stanie?
  • Nie zatrzymamy dnia, które mam się skończyć. Jego północ już wybiła.
  • Niemożliwe, bo nic się nie dzieje.
  • Powtarzam, nie wiesz co się dzieje.
  • To nie my robimy mu krzywdę, to jego ego robi mu krzywdę.
  • Czy to dobre?
  • Sprawiedliwe. Naucz się być stanowczym.

Dopisane 28. 05. 2017 r. 

Zgub wagę, będziesz bardziej rześki. Łatwiej przejdziesz – słowa Homiela, które sprawdzają się w czasie robią na mnie piorunujcie wrażenie. Zaledwie miesiąc później Piotr przechodzi zawał serca. Zgubienie wagi okazuje się kluczowe.


A twoi wrodzy ci pomagają. Abyś sobie zapisał dobre uczynki – Walcz z egoizmem twoim, grzechem i brudem twej duszy, a nie z ludźmi, którymi się posłużyłem, by cię przywołać. Oni nie są twoimi wrogami. Twój wróg czai się u progu twej duszy i z nim walczę Ja: Miłość Nieskalana, poprzez to wszystko, co spotyka cię w życiu. Alicja Lenczewska „Słowo pouczenia”.

Będziemy ważyć wszystko, nie tylko złe, ale i dobre. Nie ty jesteś sędzią.

29. 08. 16 r.                                                                                                        Warszawa.

Rano Piotr obudził mnie opowiadając od razu o swojej wizji, był przy tym mocno zasmucony, a wręcz zrezygnowany.

  • Wczoraj podczas nocnej modlitwy znalazłem się w Niebie. Widziałem Jezusa i Maryję. Maryja siedziała na trawie z małymi dziećmi, a Jezus stał zamyślony i rozmawiał z Ojcem, to znaczy chyba z Ojcem, bo Go nie widziałem. Wiedziałem, że rozmawiali o mnie. Na koniec rozmowy Jezus odwrócił się ode mnie. Zrozumiałem, że odwrócił się, bo Go zawiodłem… Zrobił przy tym minę… pełną rozczarowania i zdegustowania. Maryja tylko się przysłuchiwała. Jezus odszedł i usiadł na ławeczce i już się nie odzywał.

Słuchałam Piotra z uwagą widząc, jak bardzo ten obraz go poruszył. I to zastanowiło mnie znowu. Niby wszystko w porządku w tej wizji, Maryja, Chrystus w białej szacie, a jednak coś mi nie pasowało. Myślę, że na tyle poznałam Chrystusa, Jego osobowość, Jego mądrość, iż wydaje mi się to po prostu niemożliwe, by się… odwrócił. To mi do Niego po prostu nie pasowało.

Tłumaczę mu to na spokojnie, a Piotr dalej podłamany…

  • To już koniec, jestem do niczego…

. i tak niemal cały dzień chodził jak struty, a Homiel nie spieszył się z wyjaśnieniami, mając chyba nadzieję, że Piotr sam się połapie w jakim błędzie żyje. Wieczorem Homiel widocznie miał już dosyć, bo zniecierpliwiony nieco powiedział prawie z wyrzutami…

  • On się nigdy nie odwróci. Sam upadnie, a nie odwróci. Zawsze ci rękę pomocną da.

Diabeł, inteligentny, cwany lis już po raz kolejny podpuszcza mylnymi wizjami, by zasiać zwątpienie w głowie Piotra. To jest bardzo niebezpieczne. Po tej kolejnej lekcji zastanawiałam się jak rozróżnić Jezusa prawdziwego od kopii. Jedną z wersji jest zwrócenie uwagi na stopy Chrystusa, które powinny być odsłonięte ( w sandałach lub gołe). Ale diabeł też się uczy, jest zbyt inteligentny,  by o tym nie wiedzieć.

  • Jak rozróżnić?
  • Oczy nie pomogą, tylko serce. Patrz sercem, a nie oczami.

Od początku wiedziałam, że z zachowaniem Jezusa jest coś nie tak. To nie mógł być ON…. a skąd ta moja pewność? Chrystus to chodząca miłość, a kto kocha, to się nie odwraca.


Piotr udobruchany całkowicie przeszedł na normalne tory myślenia i zaczął rozmawiać o NIP.

  • Widzę, że nie mam zbyt wiele do powiedzenia, bo wszystko odbywa się poza nami.
  • Od kiedy to dłuto ma coś do powiedzenia? To rzemieślnik decyduje co wyciosać.
  • To ja jestem tym narzędziem? Jestem nikim, pracuję tylko dla Was.
  • Jeśli pracujesz dla Nas, nie możesz być nikim.
  • ……
  • Będziemy ważyć wszystko, nie tylko złe, ale i dobre. Nie ty jesteś sędzią.
  • Ale pomagam sędziom.
  • Ale nie jesteś sędzią.
  • Mam sporo na sumieniu.
  • Nie tacy grzesznicy wchodzili do Nieba.
  • Mam tyle farby na sobie.
  • A ja ci powiadam, że nie jest tak źle. Jedyne co przemawia na twoją niekorzyść, że wiesz i czynisz złe.
  • ……
  • Teraz rozumiesz? Robimy to dla Nich. To nie chodziło o pomstę, ale sprawiedliwość – tłumaczę.
  • …… – Piotr zobaczył znowu kolejkę ludzi stojących do królowej.
  • To wszyscy, których skrzywdzili.


30. 09. 16 r.                                                                                                                                         Szczecin.

Poszliśmy do kościoła mając nadzieję na spokojną rozmowę z Jezusem. Nie wiem, czy nie jest to też naszym błędem oczekiwać za każdym razem czegoś.

  • Prowadzisz mnie?
  • Jesteś w drodze.

Tylko tyle i aż tyle.


Na ulicach widzimy mnóstwo ludzi z tatuażami. Mijając wyliczam tu diabeł, tam diabeł i jeszcze tam jeden. Jestem dość tolerancyjna i rozumiem nieświadomość ludzi, ale i mnie czasami wykrzywia na ich widok.

  • Wytatuować Olę? – Piotr zażartował.
  • To twoja towarzyszka życia, a ty należysz do Boga.

Moim zdaniem tatuowanie to pewien sposób deklaracji, kogo się lubi lub do kogo się należy, to deklaracja poglądów i osobowości. Tatuując mnie Piotr podkreśliłby, że należy do mnie lub też odwrotnie ja do niego. Przynajmniej tak wynika ze słów Homiela. Piotr nie należy ani do mnie, ani ja do niego, należy do Boga.


Kupiłam gazetę, o której nie miałam wcześniej pojęcia. „Któż jak Bóg” dwumiesięcznik o aniołach wydawany przez dominikanów. Szukałam czegoś pożytecznego do swoich badań i byłam całkiem zdziwiona widząc informacje o Metatronie.

W pozabiblijnym piśmiennictwie nowej ery mówi się o niebiańskich tabliczkach albo zwojach, na których zapisano złe uczynki (Jub 30, 23). Według żydowskich legend to Metatron codziennie zapisuje ludzkie czyny oraz myśli. Może anulować zapisane przewinienia, jeśli człowiek zawróci ze złej drogi i poprosi go o pomoc. Jeżeli człowiek okaże skruchę, zawsze wskaże mu dobrą drogę i sposób wyjścia z impasu, wprowadzi w życie harmonię i pomoże naprawić zło. Postać anioła-skryby jest szczególnie ważna w Księdze Henocha (por. HenEt 89, 61-62. 76-77; 90, 14). http://kjb24.pl/ktoz-jak-bog/z-pisma/niebianscy-skrybowie/

W apokryficznej Księdze Henocha Hebrajskiej aniołowie, czyli synowie wysokości są tymi, którzy dokonują pomiarów – posiadają miary i są mierniczymi. Wielka wagę utwór ten przypisuje się Metatronowi. 4/2016.


Wieczorem Piotr zaczął narzekać na sprawy biznesowe.

  • Zobacz… nie mam zleceń, nic się nie dzieje…
  • Ale masz Mnie.

Dopisane 26. 05. 2017 r. 

Watykan zakazał czci aniołów, którzy nie pojawiają się w Biblii, próbując odeprzeć wpływ ruchów religijnych New Age i innych kultów opartych na aniołach.

Modlitwy do spornych istot niebiańskich, takich jak Uriel i Jophiel – postrzegane przez niektórych jako aniołowie pokoju i oświeconego rozumienia, zostały wykluczone w 300-stronicowym Dyrektorium Pobożności Ludowej, opublikowanym przez Kongregację ds. Kultu Bożego w Watykanie. Dokument wyjaśnia, że modlitwy powinny być kierowane wyłącznie do Michała, Gabriela i Rafała. Celem katalogu, jak mówią jego autorzy, jest rozróżnienie pomiędzy czynami pobożności należącymi do „prawdziwych wierzeń” a tymi, które są jedynie „doświadczeniami pseudo-duchowymi”.

Rozdział szósty dotyczy aniołów; Uriel, Jophiela, Chamuela i Zadkiela, którzy cieszą się rosnącą renomą w religiach New Age, ale nie pojawiają się w Nowym lub Starym Testamencie. Spośród siedmiu aniołów wymienianych w tradycji chrześcijańskiej – Michael, Gabriel, Raphael, Uriel, Chamuel, Jophiel i Zadkiel tylko trzej pierwsi odgrywają rolę w oficjalnej narracji biblijnej, chociaż wszystkich siedmiu cytuje się w księdze Enocha, która ostatecznie została wykluczona z Biblii ze względu na jej kontrowersyjne twierdzenia dotyczące natury i czynów upadłych aniołów.

Watykan określa jednoznacznie, że „praktyka podawania konkretnych imion aniołom, za wyjątkiem Michała, Gabriela i Rafhaela, powinna zostać odrzucona.”

Kardynał Medina Estevez, który ogłosił opublikowanie katalogu, powiedział, że posłuży on jako pomost do bezpodstawnych wierzeń. „Niebezpieczeństwo przesądów występuje wszędzie w zjawisku religijnym. Musimy oczyścić to, co nie jest zgodne z wiarą i objawieniem”.

Watykan ma też złe wieści dla tych, którzy wierzą, że anioł stróż podąża za każdym, pomagając w miarę możliwości.  Protestanci tradycyjnie odrzucili ideę anielskiej interwencji w ludzkim życiu, ale popularna pobożność katolicka od dawna utrzymuje, że aniołowie stróżowie są gotowi, aby zapewnić pomoc nadprzyrodzoną, gdy jest taka potrzeba.

http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/italy/1390845/Vatican-bans-rogue-angels.html

Pozostawiam to bez komentarza. 

Ja nie jestem twoim celem, Jestem twoją drogą.

28. 09. 16 r.                                                                                                                                      Warszawa.

Dzisiaj niedziela, a więc obowiązkowo jedziemy do katedry. Z daleka widzę żebrzącą kobietę i już bez wahania idę prosto w jej kierunku. A Piotr?  A Piotr wchodzi bocznym wejściem, by ją ominąć.

Stojąc pod krzyżem odzywa się Jezus…

  • Nie rób selekcji na tych, którzy potrzebują i nie potrzebują, bo nie wiesz, kto potrzebuje.

Piotr wzdycha głęboko zrezygnowany i daje kobiecie trochę pieniędzy.

  • Ja nie jestem twoim celem, Jestem twoją drogą.

Nie mam siły do Piotra, ręce opadają. Już w samochodzie puszczają mi nerwy…

  • Człowieku! – mówię do niego – Dawaj i nie myśl za dużo, bo w tym przypadku myślenie szkodzi. Nigdy nie możesz być pewny kto tu siedzi i prosi o pieniądze..

Powiedziałam to, ponieważ przypomniałam sobie niedawno sytuację opisaną przez Faustynę.

Jezus w postaci ubogiego młodzieńca dziś przyszedł do furty. Wynędzniały młodzieniec, w strasznie podartym ubraniu, boso i z odkrytą głową, bardzo był zmarznięty, bo dzień był dżdżysty i chłodny. Prosił coś gorącego zjeść. Jednak [gdy] poszłam do kuchni, nic nie zastałam dla ubogich; jednak po chwili szukania znalazło się trochę zupy, którą zagrzałam i wdrobiłam trochę chleba, i podałam ubogiemu, który zjadł. W chwili, gdy odbierałam od niego kubek, dał mi poznać, że jest Panem nieba i ziemi. Gdym Go ujrzała, jakim jest. znikł mi z oczu. (55) Kiedy weszłam do mieszkania i zastanawiałam się [nad] tym, co zaszło przy furcie, usłyszałam te słowa w duszy: Córko moja, doszły uszu moich błogosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosławią mi, i podobało mi się to miłosierdzie twoje w granicach posłuszeństwa, i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować owocu miłosierdzia twego.


Wieczorem.

Oglądaliśmy ponownie tę samą reklamę audi, przy której doszło do zakładu.

  • I co powiesz teraz Homiel? To samo? – Piotr zażartował. 
  • Ach Piotr, już ci nic nie powiem, widzę kryształ na twojej drodze – i był całkowicie poważny.

Piotr spojrzał na mnie z pytaniem w oczach… Homiel znowu nas zaskoczył. Jaki kryształ? Oczywiście przeszukaliśmy internet. Kryształ to kamień oczyszczający, oczyszcza ciało i umysł. Symbol ducha. Symbol niepokalanego poczęcia i symbol maryjny. Wpatrywać się w kryształ; odnaleźć swoje powołanie.

  • To, co przed tobą, jest nieuniknione.
  • Co to się będzie działo? – Piotr przestraszony. 
  • Co to się będzie działo z tobą…!
  • …… – spojrzeliśmy na siebie z lękiem niczego nie rozumiejąc.
  • Długo czekałeś Homiel na to? – spytałam czując w jego słowach nutkę smutku.
  • To jest sens Mego bycia tutaj. Wreszcie wrócę do Domu.

Wreszcie wrócę do Domu… ???   – anioł, który tęskni za Domem…? Anioł, który chciałby wrócić już do Domu… ? Szczery aż do bólu. Teraz sobie uzmysłowiłam jak bardzo podobny jest do człowieka, te same emocje, te same tęsknoty. Jestem w stanie Go zrozumieć…

  • Wrócisz do Domu? – Pyta Piotr.
  • Ale nie sam.
  • A z kim?
  • Z tobą… 
  • …… 
  • Zobaczyłem drogę polną, a na niej ścianę z kryształów poukładanych jak mozaika… – opisuje Piotr w zamyśleniu – Wyszedłem zza zakrętu i zobaczyłem ścianę z kryształów… Świeci na biało, ale poświatę ma niebieską.
kryształowa ściana

  • Przejdę przez tą ścianę i ona mi wypali ostatnie brudy jakie mam w sobie… – opowiada dalej.
  • Czy ktokolwiek na świecie przechodził przez tą ścianę? – pytam.
  • Ściana dla wybranych.

Dwie godziny później Piotr miał wizję;

Przeszedłem przez kryształową ścianę, odpadły ode mnie ubrania, jakieś czarne plamy, zrobiłem się biały i zostałem otoczony białym kokonem. Zacząłem się unosić do góry. Stanąłem przed tronem Ojca ze spuszczoną głową.

  • Czas nauki się skończył. Stój godny przede Mną.

Przypomniałam sobie w tej chwili słowa Jezusa z sanktuarium w Kazimierzu Dolnym, który powiedział…

  • Jesteś na ostatnim zakręcie.

Podsumowując to razem uzmysłowiłam sobie, że właśnie Piotr wchodzi w najważniejszy etap swojego życia. Nie tylko wychodzi z zakrętu, ale widzi już metę. Tłumaczę to Piotrowi przypominając mu słowa Jezusa. Jest zaskoczony, że ja wszystko pamiętam, a on nie. A pamiętam z wielu względów, wszystko zapisuję, ciągle łączę i analizuję fakty. Piotr usłyszy, przekaże i zapomni, po prostu idzie dalej. Może dlatego nieustannie robi tak wiele błędów?

  • Dlaczego Piotr nie pamięta?
  • Gdyby pamiętał nie byłby taki, jaki jest. Inny leżałby krzyżem.
  • To prawda… – przyznałam
  • ……
  • Dałam zdjęcie Zielonego na blogu… dobrze zrobiłam?
  • Nigdy się nie wahaj. Trąb wszem i wobec, że diabeł działa i zastawia sidła i chce zniszczenia każdego człowieka.
  • ……
  • Całkowicie z zakrętu wyjdziesz w październiku.
  • Na pewno? Na pewno to Kopernik nie żyje – Piotr jak zwykle zawsze wątpiący.
  • Nie zgadzam się z tobą. Wiesz ile Koperników żyje? Bądź precyzyjny – Homiel oczywiście miał rację, wielu ludzi żyje o tym nazwisku, a Piotr nie powiedział o którego to chodzi. Rozbawiła mnie ta dyskusja, choć Homiel ciągle był bardzo poważny.
  • To, co było małe zaczyna być wielkie, to co było głuche jest głośne, fotele i trony zaczynają się chwiać – Piotr zobaczył trzęsące się drzewo osika.

Uwielbiam takie rozmowy, bo nie tylko są czasami zabawne, ale i mądre.

  • Przypomniałam sobie rozmowę… spytałeś Homiela czy będzie z tobą do końca, a On cię spytał do którego końca… – mówię do Piotra ze śmiechem dając mu jeszcze jeden dowód, jak precyzyjnym trzeba być w rozmowach z aniołem.
  • Rozdwoję się, a będę – dodał teraz Homiel z uśmiechem.

Piotr odczuwa energetycznie, że w NIP musi się coś dziać, jakiś harmider, bo jak twierdzi… głowa go boli od ich negatywnej energii. Nie wiem na czym to polega.

  • To, co słyszysz przyszło z raportem.

Homielowi chodzi pewnie o raport od rzeczoznawcy, który miał zostać sporządzony do końca sierpnia. To tylko nasze przypuszczenia, bo nic tak naprawdę nie wiemy co się tam dzieje.


Dopisane 24. 05. 2017 r.

To, co słyszysz przyszło z raportem – rzeczywiście, opinie rzeczoznawców sądowych były dla NIP niekorzystne.


Ja nie jestem twoim celem, Jestem twoją drogą – Znacie drogę, dokąd Ja idę”. Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,4–6).


Zobaczyłem drogę polną, a na niej ścianę z kryształów poukładanych jak mozaika nauczona doświadczeniem w wizjach zwracam uwagę na szczegóły. Dlaczego droga jest polna, a nie zwykła, asfaltowa, czy brukowa? W wizjach Piotra, a także w Biblii Bóg Ojciec i Jezus symbolicznie pracują na polu, uprawiają pole. Droga polna to znak, że droga życia Piotra tutaj jest ustalona przez samego Boga Ojca. Homiel wspomniał o październiku… i tak się stało. 

Nie możesz być wśród Nas, nie będąc nieskazitelnie czystym.

„ZIARNEM JEST SŁOWO BOŻE” – Przypowieścią o siewcy ilustruje Chrystus królestwo niebieskie i dzieło wielkiego Rolnika dla dobra swego ludu. Jak siewca wychodzi na pole siać, tak przyszedł i On, aby siać nasienie niebieskiej prawdy, Jego zaś nauki w przypowieściach były same w sobie ziarnem najkosztowniejszym. Pełna prostoty przypowieść o siewcy nie od razu znalazła należytą ocenę. Chrystus prowadzi nasz umysł od naturalnego nasienia, które siane bywa na całej kuli ziemskiej, do ziarna ewangelii, którego rozsiewanie ma taki skutek, że sprowadza człowieka znowu na drogę wierności Bogu. Ten, który opowiedział przypowieść o maleńkim ziarnie żyta, jest Władcą nieba i te same prawa, które rządzą siewem ziemskiego nasienia rządzą też siewem nasienia prawdy. http://www.ustron.maranatha.pl/pch.html#1. Wyszedł siewca, aby siać

Idź pośród ludzi i bądź Mną.

26. 08. 16 r.                                                                                                             Warszawa.

Piotr przyszedł do domu późnym południem bardzo zmęczony. Ostatnio dość często narzeka na brak kondycji, a do tego dochodzą problemy w firmie.

  • Mój schizofrenik wszedł mi do biura cały obsikany, a miałem wtedy gości. Myślałem, że pod ziemię się zapadnę. Kazałem mu natychmiast iść do domu i chyba go zwolnię.
  • Chciałbyś mieć tylko łatwych? Pozbywać się problemów?
  • Nie… ale moja cierpliwość się kończy.
  • ……
  • ….. Homiel mi pokazał teraz 3 zeszyty; 1 – do prowadzenia jego wyjść do toalety, 2 – ocena wyglądu, 3 ile – spędza czasu przy pracy.
  • Mam tak zrobić?
  • Tak.
  • Dlaczego tak często idzie do toalety? – a robi to mniej więcej co pół godziny.
  • Bo się ciebie boi.
  • Nie pozwalacie mi go zwolnić?
  • Poszedłby w złe.
  • Czyli?
  • Poszedłby w obłęd. Praca trzyma jego umysł.

Tego nie braliśmy pod uwagę. Jak tutaj z nim rozmawiać w takim razie? Pracuje w firmie od 8 lat i stara się jak może, ale wszystkim zaczyna brakować cierpliwości. Mam nadzieję, że Niebo znajdzie jakieś wyjście.


Piotr zaczął opowiadać o innym pracowniku.

Żona jednego z pracowników poprosiła Piotra o modlitwę za swoją kuzynkę, która nie może zajść w ciążę… Skąd przyszło jej to do głowy? W każdym razie pracownik podszedł do Piotra i przekazał jej prośbę. 
-Panie, a co ja mam z tym wspólnego, ja mam je zrobić ?! – spytał Piotr zupełnie zaskoczony. 
-No nie… ale szefie, pan to może… może się pan wstawić za nią na Górze? Kiedy to mówił Piotr zobaczył tę dziewczynę, nawet ją pracownikowi opisał. 
-Mała, szczupła, ma pryszcze na twarzy? – pracownik tylko przytaknął z rozdziawioną miną. -Zobaczyłem jej łono, które było bardzo ściśnięte – powiedział mi później. Doradził pracownikowi, by pojechała z mężem gdzieś poza miasto i na luzie zaczęli się starać o dziecko, bo według niego problem był stresowy, a nie … techniczny. Bardzo jestem ciekawa, czy coś z tego wyjdzie.

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/09/04/oto-syn-moj-milujac-mego-syna-milujesz-mnie/ 
  • R. przyszedł do mnie i zaczął wypytywać… – kontynuuje opowieści z firmy – Spytał mnie…
  • Jak to możliwe, że widział pan moją szwagierkę tak wyraźnie, jakby siedziała obok? Widział pan jej pryszcze, jej wzrost, że będzie w ciąży…
  • Pana żona też jest w ciąży, a w przyszłym roku mieszkanie pan zmieni… przerwałem mu, bo właśnie to zobaczyłem. Widziałem, że był zszokowany…
  • Nikt o tym nie wie, jest w 8 tygodniu… powiedział R. 
  • ……
  • Jak tak dalej będzie, to ludzie będą się bać ciebie jeszcze bardziej – przyznałam. 
  • Nie wiem… to przychodzi tak samo, nie panuję nad tym.

Wieczorem siedzieliśmy na naszej wielkiej, wygodnej kanapie. Chciałam Piotra zmusić do rozmowy z Homielem, ale on nie miał na to żadnej ochoty.

  • Ojcze daj mi kogoś, z kim mogę porozmawiać – powiedziałam z rezygnacją i żartem jednocześnie nie oczekując żadnej odpowiedzi.
  • Dostałaś najlepszy prezent, innego nie ma.
  • ……. 

Znowu rozmyślaliśmy w jakiż to sposób ma Piotr się zmienić. Zaczęłam wymieniać liczne wady Piotra, które mogą mu w tym przeszkodzić. Nie ufa, musi kontrolować, zawsze ma swoje zdanie, nieposłuszny, niepokorny i tak dalej i tak dalej…

  • Mówimy o wadach, ale myślmy jak już wiele osiągnął. Zawsze wskazuje na Ojca – Piotr zawsze kończy rozmowę, że wszystko zawdzięcza Bogu, na każdym kroku to podkreśla.
  • Już nie zabijasz, lecz zastanawiasz się. Wypalasz to – o walce z gackami.
  • ……
  • Dali ci... pokazał ciemną zbroję, która pęka i powoli wydobywa się z niej światło.
  • I ty zapomniałeś, że ze złem się nie dyskutuje… Ciekawość, a ty to przyjąłeś. Myślałeś, że to miód, a to czara goryczy. I co dalej?
  • Walczę.
  • Walcz. Przyglądam ci się bez przerwy.
  • Trudna to walka.
  • Nie możesz być wśród Nas, nie będąc nieskazitelnie czystym.
  • Na czym polega oczyszczanie tutaj?
  • Musisz się zaprzeć samego siebie.
  • … zobaczyłem okrąg świetlisty, którego światło szło do góry jak tuba, znajdowałem się w środku tuby, a wysoko nad nią na tronie siedział Bóg Ojciec.
  • Mały będzie więcej widzieć. A ty córko będziesz się rozpisywać.

    27. 08. 16 r.                                                                                                            Warszawa.

    Byliśmy u „naszego krzyża”. Chrystus przemówił krótko i bardzo konkretnie.

    -Idź pośród ludzi i bądź Mną.

    To mocne słowa, ale czy nie przekraczają naszych możliwości? Jak to rozumieć? Czy Piotr ma iść jak apostoł i nauczać o Bogu? Jak znam Piotra to jest… niemożliwe, to ciągle jest niemożliwe. Kilka godzin później rozmawialiśmy o tym z Homielem.

  • Nie dam rady, nie widzę takiej możliwości.
  • Nie takie orzechy się rozłupywało.
  • Nie wiem, czy warto rozłupywać.
  • Trzeba, w środku wielkie skarby są.

Jeśli Piotr jest twardym orzechem do rozłupania, to ja się absolutnie zgadzam. Jest nie tylko twardym orzechem do rozgryzienia, ale też niesamowicie upartym, co na jedno w sumie wychodzi.


Piotr jest przemęczony i zmartwiony jednocześnie, że nie może sobie pozwolić na dłuższy urlop. Obawia się, że brak kontroli doprowadzi firmę do problemów nie do nadrobienia.

  • Mam tyle rodzin na głowie, a one pęcznieją – miał na myśli kolejną ciążę żony pracownika.
  • Na tym jadle można tyć – Homiel miał na myśli oczywiście firmę. Kiedy mąż pracuje to i zarabia, a wtedy cała rodzina szczęśliwa i syta.
  • A to się skończy przecież kiedyś…
  • Skończy się dla ciebie, nie dla nich.

O masz ci los… Homiel zawsze ma swoją odpowiedź, też tak chcę. 


Wolnymi krokami zbliża się kolejna rozprawa z NIP. Nasze myśli i rozmowy także zaczynają coraz częściej krążyć wokół NIP.

  • Nienawidzą cię i szanują. Szanują cię mali, a nienawidzą wielcy i zaczynają się przyglądaćto prawda.
  • Ta kara będzie miała straszne konsekwencje. Za dużo krwi zostało przelanej.
  • Straszne konsekwencje?
  • Chciałbyś im dać przeżyć? Nigdy. Co czynili innym ludziom, zostanie im uczynione.
  • A miłosierdzie?
  • Jest ono dane do człowieka, a nie do zła. Ten, co wybiera zło, staje się złem.
  • Dużo się teraz nauczysz, dla kogo litość, dla kogo miecz nieugięty.
  • Nowa władza nie będzie się cackać ze starym układem.

Dopisane 22. 05. 2017 r.

NIP – chciałoby się napisać coś więcej, ale nadal sprawa jest w toku. Też ciągle czekamy.


Co czynili innym ludziom, zostanie im uczynione – Jak ty uczyniłeś, tak zostanie uczynione tobie. Twój sposób traktowania wróci na twoją głowę – księga Abdiasza.


I ty zapomniałeś, że ze złem się nie dyskutuje… Ciekawość, a ty to przyjąłeś. Myślałeś, że to miód, a to czara goryczy. I co dalej? – nie będzie to zrozumiale, jeśli nie wyjaśnię, że dotyczy to przeszłego życia.


Zawsze wskazuje na Ojca.

Wszystko jest od Boga; Alicja Lenczewska; Świadectwo.
Wszystko jest od Boga; Alicja Lenczewska; Świadectwo.

Zaufaj Mi do końca, bo innej drogi dla ciebie nie ma.

23. 08. 16 r. Warszawa.

Wczoraj w nocy leżałam już w łóżku i próbowałam zasnąć, gdy wpadł do pokoju Piotr. To znaczy nie wpadł, ale wkroczył powoli jak… mumia. Miał w ręku małą poduszkę, którą kupiłam 2 miesiące temu.

  • Modliłem się… Boli mnie kolano, więc podłożyłem sobie pod kolana tę  poduszkę. Usłyszałem  głos Jezusa…
  • Uczysz i chronisz ludzi Moich, a Ja uczę i chronię ciebie. Dochodzisz do kresu   tej   drogi i przyjmij to, co nadejdzie. Zaufaj Mi do końca, bo innej drogi dla ciebie nie ma. Spójrz  na dół.
  • Schyliłem głowę i pierwsze co widzę, to oczywiście poduszka. Nie wiedziałem czego mam szukać, po chwili zobaczyłem na niej dwa motyle, czerwonego i niebieskiego.
  • A teraz dokończ modlitwę.

Opowiadał mi o tym kurczowo trzymając poduszkę.

Musiałam mu ją prawie wyrwać, bo sama chciałam sprawdzić. Niezwykłe… rzeczywiście, nie zauważałam tych motyli wcześniej, a wybrałam poduszkę z kilkunastu leżących w sklepowym koszu, ponieważ była kolorowa i przeceniona.

  • Teraz wiesz, że rozmawiałeś.

Dzisiaj rano oczywiście do tego wróciliśmy.

  • Teraz wiesz, że rozmawiałeś... dopiero jak je zobaczyłem, to zrozumiałem, że to dzieje się naprawdę.
  • ……
  • Szykują cię na większe działanie – analizując dotychczasowe wydarzenia i rozmowy jestem tego na 100 procent pewna.
  • Zrobiłem gały jak te motyle zobaczyłem… i to czerwony i niebieski! Jeszcze rozumiem czerwony i zielony, ale niebieski?
  • A ja ją wybrałam, bo była kolorowa, nie myślałam nad tym zbyt długo.
  • Ktoś inny pomyślał.
  • Nie wiem o co chodzi… Może książkę będziemy wydawać? – pytam.
  • Nie mam pojęcia… Powiedział teraz Homiel…
  • Książki nie ma co wydawać, bo książka jest żywa, po śmierci ją wydasz.
  • Czyli książka to ty – zaczęłam się śmiać – Ciągle coś się dzieje i końca nie ma.
  • Homiel… mam się bać? Jestem z natury cykorem.
  • Ten, który mówi, że jest cykorem, jest z natury odważny.
  • Długo to trwało?
  • Rozmowa? No chwilę dłuższą… najpierw Jego oczy na obrazku ożyły… Zobaczyłem, że patrzą na mnie i od razu nabrałem energii do modlitwy. To bardzo dobra energia… Chrystus ma w sobie niesamowitą energię – Piotr nie potrafił wyrazić tego słowami. 
  • ……
  • Ponoć to, co robisz… Jesteś sterowana… pokazał mi ktoś teraz, że wszystko co robisz, nie dzieje się bez powodu.
  • Sterowana? No właśnie ta poduszka to przykład.
  • Powiedział spójrz na dół... to spojrzałem i zamurowało mnie.
  • …… – kiwam głową zazdroszcząc.
  • Ale ty masz dobrze…
  • Mamy! Przecież razem to mamy wszystko.
  • To musi być cudowne Go słyszeć.
  • Ma bardzo łagodny, miękki głos, ciepły.
  • Przyjmij to...

Spisywałam każde słowo z tej rozmowy i próbowałam jednocześnie rozwiązać zagadkę. Dlaczego dwa kolory, czerwony i niebieski?


Wieczorem znowu oczywiście rozmawialiśmy o wczorajszym zdarzeniu.

  • Ciągle główkuję co takiego ma się zdarzyć? Szykują cię do czegoś i masz to przyjąć.
  • To zależy, co będzie.
  • …… – złapałam się prawie za głowę nie wierząc, co słyszę. Piotr chce im stawiać warunki?!!!
  • Przecież sam Jezus ci to mówi, że masz przyjąć!
  • no fakt – Piotr się zreflektował.
  • A ty znowu po swojemu… przyjmę, jak mi się spodoba – zaczęłam go przedrzeźniać.
  • Z tego, co pamiętam rodzina się odwróci, nie zrozumie… To tak, jak u Jezusa, też nie rozumieli.
  • Stracą cię.
  • Nooo… jeszcze lepiej. A teraz mnie mają?
  • Całą gębą. Wszyscy cię mają. Dajesz wszystkim.
  • Faktycznie, dajesz wszystkim pieniądze, wspomagasz, jest ciebie wszędzie pełno, modlisz się za wszystkich – analizuję szybko.
  • Przestanę dawać?
  • Przestaniesz być.
  • Jak to możliwe, ja tego nie widzę.
  • Teraz nie widzisz, później zobaczysz.
  • A co ze mną będzie? – już ze strachem spytałam.
  • Nauczysz się być roztropną. Dawać nie tym co płaczą, a co potrzebują.
  • …… – dobrze, że nie widzę Homiela, bo bym potrząsnęła Go za ramiona, by mówił jaśniej.
  • Modlisz się za marynarza?
  • Tak, za syna. Ja wiem, że Bóg Ojciec ma nad nim swoją tubę… Ale dwie też mu się przydadzą.
  • Uważaj! Ojciec umiłował ciebie, dał ci się pokazać, ale uważaj! To, co na początku było żartem, teraz już nie jest. Ciągle nie rozumiesz swojego szczęścia!
  • Wow … – pomyślałam. To zabrzmiało jak ostrzeżenie…

Piotr nad każdym z rodziny tworzy mentalnie tubę ochronną, szklany klosz. Mówiąc przydadzą się dwie zrównuje swoją ochronę do ochrony samego Ojca! Czy to jest już bluźnierstwo, czy totalna głupota? Zapomina kim jest i gdzie jest jego miejsce.

  • Czekają cię zmiany.
  • Duże?
  • Nie rozpoznasz, gdzie jesteś.
  • Tak się skończyła ta druga fala z wizji, nie wiedziałem gdzie jestem. Ojciec każe, to zrobię.
  • Nie, Bóg Ojciec każe, a ty chcesz to zrobić.

Musieliśmy nieco ochłonąć, więc dla relaksu obejrzeliśmy wiadomości w TVP. Ostatnio sporo mówi się o pewnym mecenasie, który w nieprawy sposób przejmuje lub pomaga przejmować nieruchomości w Warszawie. Piotr sobie przypomniał, że ostatnie mieszkanie, które opuściliśmy zostało przejęte właśnie w ten sposób.

  • To przez niego straciliśmy to mieszkanie.
  • O jakiej stracie mówisz? To mieszkanie to nie strata, skąd wiesz dlaczego został zatrudniony?
  • …… – kręcę głową z niedowierzaniem. Zrobił nam przysługę pomagając sie wyprowadzić z być może najbardziej nawiedzonego mieszkania w Warszawie.

Oglądaliśmy film „Wojnę światów”. http://www.filmweb.pl/Wojna.Swiatow

  • Czy taka wojna światów jest możliwa? – pytam Homiela.
  • Wszystko jest możliwe – wtrąca się Piotr.
  • Nie po to Syna poświęcił, by pozwolił innej cywilizacji na zagładę ludzi.
  • ……

Oglądaliśmy dalej w ciszy, ale myśli krążyły mi w głowie.

  • Mam nadzieję, że pisząc blog nie mylę się w interpretacjach?
  • Jesteś siewcą światła, nie możesz się mylić. Ufaj mężusiowi.
  • …… uśmiechnęłam się, bo słowo „mężuś” to ulubione słowo Piotra. Ciągle mi powtarza żartem, jaka to jestem szczęśliwa dzięki mężusiowi. 
  • Bez ciebie zwrócił się do PiotraOna tego nie napisze, ale bez niej, nikt tego nie napisze.
  • To prawda…


Dopisane 20. 05. 2017 r.

Kolor czerwony i niebieski, co znaczą te kolory?Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie — odpowiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana. W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: Te dwa promienie oznaczają krew i wodę — blady promień oznacza wodę (przedstawiany także jako jasnoniebieski) , która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz… Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. (św. Faustyna)

Zestawienie kolorów czerwonego i niebieskiego w przypadku szat Jezusa wskazuje na Jego dwie natury: ludzką (czerwony) i boską (niebieski). http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/forum/47/n/1612

W starożytnej Palestynie najbardziej ceniono kolor czerwony i niebieski. Kolor niebieski w Biblii miał szczególne znaczenie. Żydzi nazywają go kolorem wybranym przez Boga, ponieważ – zgodnie z nakazem Tory każdego Izraelitę miał wyróżniać niebieski sznur u skraju szaty (Liczb 15:38, 39). Również płaszcz arcykapłana i tkanina przykrywająca Arkę Przymierza były koloru niebieskiego. https://archeologiabiblijna.wordpress.com/2014/01/10/zagadka-biblijnego-blekitu-rozwiazana/


Nie po to Syna poświęcił, by pozwolił innej cywilizacji na zagładę ludzi – ciekawe zdanie. Homiel nie zaprzeczył, że istnieją inne cywilizacje. 


Dawać nie tym co płaczą, a co potrzebują – oczom nie wierzyłam czytając dzisiaj te słowa, bo pasują idealnie do historii, która się wydarzyła kilka dni temu. W listopadzie idąc ulicą zauważyłam starszą kobietę opierającą się o laskę, stała bezradnie na chodniku rozglądając się dookoła  ewidentnie poszukując pomocy. Wszyscy przechodzili koło niej obojętnie, bo padał deszcz. Zatrzymałam się i spytałam, czy jej nie pomóc. Ucieszyła się i poprosiła o doprowadzenie do bloku, gdzie mieszkała. Po drodze opowiedziała, że jest sama, bez rodziny, bez pieniędzy, chora, biedna i cała w rozpaczy. Tak mi się jej szkoda zrobiło, że żegnając ją pod blokiem oddałam jej i swoją parasolkę i pieniądze.

Po licznych naukach u „naszego krzyża” zaczęłam się zastanawiać, czy celowo mi jej nie postawiono na drodze, bym się nią w jakiś sposób zaopiekowała. Po jakimś czasie sprawdziłam pod jakim numerem mieszkała i ją odwiedziłam. Ucieszyła się, chociaż mnie nie rozpoznała. Dałam jej trochę pieniędzy. Przychodziłam do niej co jakiś czas i wspierałam finansowo. Im częściej ją spotykałam, tym bardziej rozumiałam, że jest ona całkiem bystra, inteligentna, rezolutna, ale nadal mocno schorowana. Ciągle opierała się o lasce i schylała niemal do ziemi. Coś mi w niej nie pasowało i nawet przyszło mi pewnego razu do głowy, czy czasami nie jestem wykorzystywana. W poniedziałek odwiedziłam ją znowu i rozmawiając staruszka się w pewnym momencie wyprostowała jak struna, a po chwili znowu schyliła. To dało mi do myślenia, czy ona nie udaje. Poprosiła mnie o zakupy, zrobiłam i wróciłam do niej. Zaczęła tym razem narzekać, że nie ma prądu, a wtedy jak spod ziemi pojawiła się kobieta z administracji. Spytała kim jestem, więc wyjaśniłam jej szybko co robię, a ona spojrzała na mnie z politowaniem.

  • Ta pani ma rodzinę, ma synów i nie jest pani pierwsza, którą naciąga.

Jakbym dostała obuchem w głowę. To była bardzo dobra lekcja.

Rozegramy to po Mojemu, nie po twojemu.

21. 08. 16 r.                                                                                                                                     Warszawa.    

Piotr miał wizję. Prowadzi małą armatę    strzelniczą z    czterema  działami i     całość jedzie na drewnianych kołach. Prowadzi ją w stronę budynku, gdzie dużymi literami   jest  napisane NIP. Po lewej jego stronie stoi inny budynek z nazwą „zamówienia publiczne”. Najpierw zaczyna strzelać z działa w stronę głównego budynku wiedząc, że w środku są dwaj dyrektorzy. Gdy budynek niemal cały się rozpadł, zaczyna strzelać w stronę zamówień publicznych.                                          

Opowiadając Piotr rozsiadł się w fotelu i wydawał się bardzo zadowolony… a mnie coś zastanowiło. Po pierwsze Piotr nie powinien sam strzelać, tę sprawiedliwość wymierza tylko Niebo. Po drugie uderzyło mnie, że koło tej armaty, które prowadzi do zagłady wyglądało jak drewniane drzwiczki do piekła, które kiedyś Piotr widział w naszym pokoju. Nie byłam pewna od kogo ta wizja pochodzi. 

  • Mam wątpliwości.
  • Homiel, wyjaśnij w takim razie – Piotr pyta, bo i sam zwątpił.
  • Jak ci wręczą broń, to ją wyrzuć, bo miecz już dostałeś.
  • … Wow, a jednak miałam rację.

Analizowanie wizji to jedna z najtrudniejszych rzeczy z jaką mam w swoim życiu do czynienia. Po tych kilku latach stałego ćwiczenia wiem, że nawet najdrobniejszy szczegół może naprowadzić interpretację na właściwy kierunek i wtedy okazuje się, że nasze pierwsze wrażenie może być całkowicie mylne. Analizowanie wizji wymaga przede wszystkim bezgranicznego zaufania, zrozumienia i wiary w Boga. Myślę, że to jest podstawa. Armata jako symbol niszczenia nie jest wiadomością z Nieba. Analizując wizje zawsze stawiam sobie najpierw pytanie, czy Oni, ci najmądrzejsi, ci przepełnieni miłością, miłosierdziem i wszechwiedzą posłużyliby się takim, a nie innym symbolem.


Byliśmy w kościele u „naszego krzyża”. Na posadzce siedziała ta sama, co zwykle kobieta. Weszliśmy i pomodliliśmy się. To nie jest już nawet śmieszne, ale Piotr chciał wyjść inną drogą, aby ją ominąć. Zauważył jednak, że podeszła do niej  starsza kobiecina. Pochyliła się  i spytała.

  • Ciężko masz?

Dała jej parę groszy, choć pewnie sama niewiele miała. Piotrowi się głupio zrobiło i również wcisnął 5 zł, które miał schowane na wszelki wypadek w kieszeni. Nie był poruszony tym, że dała jej być może swój ostatni grosz, ale jej słowami. Jezus do tej pory cały czas milczał, a teraz powiedział;

  • I co? Dodała ci śmiałości? A to ty powinieneś dawać śmiałość.

Cierpliwie czekam, kiedy z Nieba na Piotra spadnie jakiś grom, bo nauki, jakie dostaje starczają mu ledwie na pięć minut. Jeśli uda Im się zmienić Piotra, to w Niebie zorganizują wielkie święto… tego jestem pewna. 


W Ikei przy śniadaniu rozmawialiśmy o przyszłości i o tym, co nam szykują.

  • Nauczymy cię latać.
  • Dosłownie? – zażartowałam, a Piotr popukał się w czoło, że głupoty mówię.
  • Mam nadzieję, że nie będę przerażony.
  • Staniesz się tym, którego nie znasz. Wbrew pozorom odnajdziesz spokój.
  • Hmm… – chcą chyba powiedzieć, że Piotr nie zna siebie do końca.

Poszliśmy do kina na nową wersję „Ben Hur” http://www.filmweb.pl/film/Ben-Hur-2016-679424 Czekając na seans, a byliśmy sami, nasza rozmowa zeszła na kwestię Żydów.

  • Żydzi nie wierzą w Chrystusa, lecz wielu z nich przechodzi na wiarę Chrystusa.

W filmie jedną z piękniejszych scen jest chwila, w której Ben Hur żegna się ze swoim zwycięskim koniem.

Ten biały koń skojarzył mi się z samym Niebem. W tej samej chwili Piotr miał ciekawą rozmowę.

  • Ojcze, ja jestem cały dla Ciebie…
  • Wiem mały. Ale rozegramy to po Mojemu, nie po twojemu.
  • Niech tak będzie.

Słowo rozegramy ma swoje tutaj szczególne znaczenie. Pożegnanie z koniem to końcowa scena pościgu rydwanów, który został rozegrany według założonej wcześniej strategii (Ben Hur uczy się ścigania rydwanami i jego mentorem jest doświadczony Ilderim). Zwycięża zakład, bo działał zgodnie z przyjętym planem.


22. 08. 16 r.                                                                                                                                Warszawa.                                                                                                                Piotr chodzi ostatnio mocno zamyślony. Nawet na kawie prawie się nie odzywał.

  • Homiel mi mówi… wytrwaj, to już długo nie potrwa według czasu ziemskiego.
  • Co dalej?
  • W drogę.
  • Co to znaczy?
  • ……
  • Ważyłem się na tej nowej wadze… – kupiliśmy nową wagę, bo dotychczasowa zaczęła szaleć.
  • Od nowej wagi, wagi ci nie ubędzie.
  • Widzę, że Homiel ma humor dzisiaj – zaczynam się śmiać.
  • Gdybym pił też byłbym ciągle wesoły – Piotr lekko zgryźliwie.
  • Czyści duchem nie skalają się alkoholem.
  • Ciekawe… – pomyślałam, bo oboje jesteśmy abstynentami.
  • Za Chrystusa często pito alkohol, musieli chyba chodzić ciągle podpici? – znowu pytam. 
  • Wtedy zamożni pili wino, biedni pili wodę.
  • Czytałam w jakimś opracowaniu napisanym przez księdza, że jako cieśla Jezus dobrze zarabiał.
  • Na których komiksach ten ksiądz szkolony?
  • To biedaczek… Sam mówił, że nie ma gdzie głowy przyłożyć, czy tak mówi zamożny człowiek?
  • …… – i w tej chwili szczęka mi opadła. Homiel opowiadał o Jezusie tak, jak to było wczoraj. 

Piotr zaczął narzekać na swoich ludzi, że są bezwolni i nie potrafią samodzielnie podejmować decyzji.

  • Znając ciebie też na ich miejscu bałabym się podejmować decyzje. Ty wszystko musisz kontrolować… Ale nie mów ludziom, że wyjeżdżasz – za parę dni wracamy do Szczecina – Daj im odczuć, że bezpieczeństwo nie jest dane raz na zawsze – przypomniałam sobie słowa Homiela.
  • Hmm…
  • Czy kobieta powinna pracować? – pytam.
  • Powinna coś robić, dzieci pozostawiać… – pokazał obraz chłopca narkomana. Chciał w ten sposób powiedzieć, że dzieci nie pilnowane mogą zejść na złą drogę.
  • To jest nierealne w dzisiejszych czasach, kiedy trzeba opłacać wszystkie rachunki – Piotr odpowiada rzeczowo i ma rację.
  • Przywróć ustalony porządek – Homiel powtórzył słowa, które codziennie powtarzamy w modlitwie.
  • O to się modlisz codziennie.
  • Mąż pracuje, żona pracuje w domu. Nie wiesz, powiadam ci, kto ciężej pracuje.
  • Święta racja! –  i już oczami wyobraźni widzę miny tych wszystkich feministek, które by to słyszały.

Na koniec naszej kawy opowiadam Piotrowi o rozmowie przeprowadzanej z kwiaciarką. Nie sama rozmowa była istotna, lecz wyjątkowa życzliwość tej kobiety, co w tym mieście jest dość unikalne.

  • W każdym mieście są życzliwi ludzie – mówi Piotr wzruszając ramionami.
  • Nie miasto, a świat jest twoim domem.

Wieczorem. Piotr po ciężkim dniu w pracy rozłożył się wygodnie na kanapie i otępiałym wzrokiem oglądał TV. W pewnym momencie się ożywił.

  • W pracy o 15.00 poczułem obecność gacków. W głowie zbudowałem zbroję, którą się opasałem od stóp do głów. Poczułem wielką siłę piekła, a wtedy wypuściłem z siebie gigantyczną energię, bo chciałem rozwalić to towarzystwo. Ale najpierw spytałem Ojca…
  • Ojcze mogę?
  • Na nic wszystkie nauki, dlatego Mój Syn powiedział ci, byś się uczył, nie walczył.
  • No widzisz? Nie uczysz się – przypomniałam sobie czego dotyczą te słowa. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/06/26/okaleczasz-siebie-okaleczasz-mnie/     
Ciągle załatwiam gacki, macham tym mieczem w tą i wewte, a On w kremowej szacie ciągle idzie spokojnie dalej! Kiedy demony w końcu dopadły do Niego, trzymając ciągle swoją księgę w prawej ręce, spokojnie uniósł lewą rękę do góry i ich zatrzymał, nawet na nich nie spojrzał, bo cały czas czytał tę księgę! Wszystkie demony odskoczyły na tysiące kilometrów, nie zabijał ich, ale odsunął od siebie. Miał przy tym w sobie tyle spokoju, tyle spokoju…. 
- Po co ja ci jestem potrzeby, wszystko zrobisz sam ? – spytałem ciągle zdenerwowany. 
- Nie jesteś tylko po to, żeby walczyć, ale żeby się uczyć.

Piotr relacjonował dzisiejsze wydarzenie i jednocześnie pogłośnił ekran telewizora. Spojrzałam na niego zdziwiona.

  • Oglądasz TV i jednocześnie mówisz o Ojcu? – wierzyć mi się nie chciało.
  • . Wiesz co teraz usłyszałem? – Piotr się natychmiast wyprostował, a ja zrozumiałam, że to coś ważnego.
  • Mały… Ja nie mogę konkurować z telewizją, a ty nie jesteś aż taka gwiazda.
  • Ojcze wybacz mi.
  • Nie robię nic innego, jak tylko ci wybaczam. Tęsknota większa niż grzechy.

Oboje się wzruszyliśmy. Baliśmy się odezwać i nastała cisza. Bojąc się odezwać, oglądaliśmy TV dalej. Pokazano wielką nowojorską bibliotekę.

  • Nie mógłbym pracować w bibliotece.
  • Tak mówi człowiek czynu, nie myślunku.
  • Myślunku? Chyba pomyślunku! – Piotr poprawia.
  • Pomyśleć, a myśleć to wielka różnica.
  • …… –  mistrzowska odpowiedź. Ja się nie odzywam na wszelki wypadek, bo nie jestem pewna z Kim rozmawia Piotr.
  • Płacicie sobie tam na Górze za różne uczynki?
  • Każdy ma swoje zadania. U Nas się nie płaci, u Nas się jest.

Siedzieliśmy tak sobie dyskutując już o bieżących sprawach biznesowych, kiedy Piotr się wyprostował znowu.

  • Ktoś przeszedł w długiej białej szacie, miał długie włosy… Usłyszałem…
  • Czas zdjąć przesłonę.

Dopisane 18. 05. 2017 r. 

Sam mówił, że nie ma gdzie głowy przyłożyć – Gdy Jezus zobaczył tłum dokoła siebie, kazał odpłynąć na drugą stronę [jeziora]. A przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: „Nauczycielu, pójdę za tobą, dokądkolwiek się udasz”. Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory, a ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć” (Mt 8,18–20).


Czas zdjąć przesłonę – kojarzy mi się głównie z jednym. Robiąc zdjęcie Zielonego byłam 3 lata temu pewna, że dał się złapać. Kilka miesięcy później Homiel wytłumaczył, że nie dał się złapać, ale, że przesłona została zdjęta. Czyli aparat fotograficzny telefonu uchwycił to, co zostało nam na chwile odsłonięte. Piotr myśli, że kupując mi nowocześniejszy telefon czy aparat fotograficzny zacznę robić zdjęcia wszystkiego, co ludzkie oko nie łapie. Otóż nie. Aparat fotograficzny uchwyci Ich świat wtedy, gdy Oni na to pozwolą.

Przesłona według Homiela to nie tylko granica między naszymi światami, ale także „granica” powstrzymująca jakieś wydarzenia. Kojarzy mi się to z otwieraną bramką w boksach startowych.

Ojciec chroni wszystkich, lecz nieliczni są narzędziem do tej ochrony.

20. 08. 16 r.                                                                                                                                     Warszawa.                                                                                                               Dzisiaj sobota, wybieraliśmy się i do katedry i do  Grycana.   Miałam   przygotowany     zeszyt   i spisywałam wszystko, co Homiel szeptał Piotrowi do ucha.

Pojechaliśmy do kościoła. Podeszliśmy do naszego krzyża i tam jak zwykle uklękliśmy w ciszy. Piotr nauczony przeze mnie, by mówić natychmiast co słyszy, po chwili zaczął cytować. Choć musiało wyglądać to idiotycznie wyjęłam swój zeszyt i na klęczkach zaczęłam notować. Na szczęście byliśmy sami, więc się zbytnio nie przejmowałam. Za to bardzo zdziwiły mnie słowa Jezusa.

  • Oczekuję cię z Ojcem w świątyni, będziesz mistrzem ceremonii.
  • Nie dam rady przecież – odpowiedział Piotr nawet nie wiedząc co znaczy w tym przypadku mistrz ceremonii.
  • Zmienisz się.
  • Będziesz najtwardszym z twardych, nie martw się, oczekuj znaków.

Już po wyjściu w samochodzie Homiel dodał…

  • To wszystko to akcja „konfesjonał”.
  • Ja się nie nadaję, jestem łobuzem.
  • Nie obrażaj Ojca Pio.
  • Do tego są ludzie uświęceni, a ja jestem łobuz, ludziom jako dzieciak do ciastek gwoździe wrzucałem, przecież komendant ostrzegał matkę, że do więzienia trafię… – Piotr szczerze jak na spowiedzi… 
  • ……
  • Słyszę, że ktoś pęka ze śmiechu…
  • Jak na ciebie patrzę to też nie wierzę… – przyznaję. Znając Piotra nie wyobrażam sobie go w „konfesjonale”, cokolwiek miałoby to oznaczać. A może… ja nie znam do końca Piotra?
  • To, co mówisz to prawda, ale jest wiele prawd.

Resztę drogi do Grycana spędziliśmy w milczeniu. Piotr zaczął mówić o NIP.

  • Jak myślisz, czy w październiku skończy się wreszcie sprawa sądowa z NIP?
  • Po co pytasz Oli, przecież to jest październik!!! Październik to początek końca.
  • To takie ważne żeby się cykl zamknął?
  • Bardzo, bo tak jest świat zbudowany. Nie zjesz nowego ciastka, kiedy jesteś najedzony poprzednim. Stwórca jest nieomylny.
  • Ludzie tego nie zauważają, tych cykli.
  • Cykle nie są dla ludzi, tylko dla was.
  • A co to będzie ta fala w wizji? – Pyta Piotr przypominając ją sobie.
  • A to jest początek końca kolejnego wieku, zaczniesz płynąć.
  • raaaany – myślę sobie… jaśniej nie można było?
  • Nie zabiorę wam tego co lubicie, ale zabiorę wam to, co codzienne.
  • …… – spojrzeliśmy na siebie z niepokojem. 

Potem spojrzałam na kawę, która stała mi pod nosem. To, co lubimy i to, co codzienne. Hmm… nasze dotychczasowe życie się zmieni… przyszło mi do głowy.


Piotr zaczął mówić o swojej księgowej, której przyjaciółka Alicja jakiś czas temu zachorowała na białaczkę, a wczoraj okazało się, że jest prawie zdrowa. Oczywiście była leczona farmakologicznie, ale dodatkowo czuwała nad nią specjalnie powołana do tego grupa modlitewna. Piotr długo przekonywał księgową, że modlitwa ma ogromną siłę i przyniesie wymierne efekty. Czy w to uwierzyła? Trudno powiedzieć.

  • Ty to rozumiesz, że jesteśmy.
  • Wiem.
  • Ty to wiesz.
  • Ale jest wielu, którzy też wiedzą.
  • Powiadam ci, że w tym gronie jest też niewielu.
  • …… – uśmiechnęłam się, bo przypomniały mi się słowa ks. Glasa, który powiedział, że na 100 będących w kościele na mszy może kilku wierzy naprawdę.
  • Nie wiem jak cię zmienią… jesteś taki hardy! – wracam do słów Jezusa.
  • Nam mimoza niepotrzebna. Czy boisz się diabła?
  • Wierzę w Boga, więc się nie boję – Piotr twardo.
  • Wielu wierzy, a boi się.
  • …… – i znowu przyznałam Mu rację.

Jadąc samochodem mijaliśmy nowego mercedesa.

  • Fajne to auto.
  • A ja ci powiadam… królestwo za miecz.
  • Homiel powiedział wczoraj, że Nie auto jest bezpieczne, lecz ten, kogo Bóg ochrania… To wygadał tak, jakby Bóg chronił nielicznych, jak to jest? – pytam, bo od wczoraj nie daje mi to spokoju.
  • Ojciec chroni wszystkich, lecz nieliczni są narzędziem do tej ochrony.

Bóg Ojciec chroni wszystkich ludzi, ale spośród ludzi wybiera swoje narzędzie, kogoś konkretnego, kto chroni bezpośrednio wybraną grupę ludzi. Niewątpliwie takim biblijny narzędziem był Mojżesz.

Bóg objawia się Mojżeszowi w gorejącym krzewie. Malowidło z katedry św. Izaaka w Sankt Petersburgu.
Bóg objawia się Mojżeszowi w gorejącym krzewie. Malowidło z katedry św. Izaaka w Sankt Petersburgu.

Po Grycanie wybraliśmy się na spacer po starówce. Wpadliśmy na chwilę do kościoła Św. Krzyża , a tam odbywał się koncert      http://www.swkrzyz.pl/index.php/item/549-chopin-w-bazylice-swietego-krzyza-20-08 https://pl.wikipedia.org/wiki/Paweł_Wakarecy

  • Czy Bóg się nie gniewa, kiedy Mu grają tak w kościele?
  • Sam go tu zaprosił – powiedział Homiel mając na myśli grającego Pawła Wakarecego.

Uśmiechnęłam się… Ciekawe kto wpadł na pomysł, by taki koncert tutaj zorganizować. Muzyka w takim wykonaniu rozbrzmiewała tutaj przepięknie. Nawet Japończycy zazwyczaj biegający w tym kościele z obłędem w oczach przytupnęli na chwilę w spokoju. Słuchaliśmy w ciszy, ale odezwał się Piotr…

  • Ten, u którego byliście przy posągu ( p. s. w Szczecinie) też tutaj jest.
  • Zapłakałem przy tym posągu – powiedział Piotr przypominając sobie te chwile.
  • Nie płacz, bo razem będziemy płakać.
  • ……
  • Jesteś tu? To gdzie jesteś?… – spytałam w myślach. A wtedy moja głowa sama uniosła się do góry i zobaczyłam nad sobą wielki krzyż z wiszącym Chrystusem. Tu jestem… chciał mi powiedzieć. Kurcze… tyle razy byłam w tym kościele, a dopiero teraz Go tu zauważyłam.

Skończył się koncert i poszliśmy dalej. Na ulicy mijaliśmy wielu radosnych i szczęśliwych ludzi.

  • Daleką drogę przeszliśmy, byśmy mogli tak iść w spokoju – powiedziałam.
  • To była dobra droga, przynosi owoce.
  • Jesteśmy tu na chwilę?
  • Wrócicie do Domu.
  • Słyszę słowo…. gloria – w chwale.
  • Jak jesteś życzliwy to i ludzie są dla ciebie życzliwi – mijaliśmy akurat bardzo uśmiechniętą parę.
  • Dajesz ciepło, otrzymujesz żar.

Dajesz ciepło, otrzymujesz żar – kiedy dajesz dobro drugiemu człowiekowi, to powraca ono do ciebie ze zdwojoną siłą. Żar jest mocniejsze niż ciepło.


Wieczorem oglądałam na kanale Discovery jeden z odcinków cyklu; Kod Jezusa; Judasz. Według tego film odkryta „Ewangelia według Judasza” okazała się źle przetłumaczona. Po poprawkach Judasz ukazuje się jako upadły 13 anioł. 

https://www.youtube.com/watch?v=QyOJmqsBqCc  

  • Dlaczego Judasz zdradził? – spytałam.
  • Człowiek jest istotą wszechrzeczy, musisz sama dojść do tego.
  • Przecież Jezus mógł się sam zgłosić?
  • A gdzie działanie zła? Żeby było dobrze, musi być źle.

Dopisane 16. 05. 2017 r

Oczekuję cię z Ojcem w świątyni, będziesz mistrzem ceremonii – mistrz ceremonii; osoba kierująca przebiegiem uroczystości, urzędnik dbający o przestrzegania ceremoniału podczas uroczystości dworskich. Odpowiednikiem mistrza ceremonii w Biblii jest herold. Ale w ewangelii Jana mistrz ceremonii występuje podczas wesela;

7 Mówi im Jezus: Napełnijcie stągwie wodą. Więc napełnili je aż do góry.8 Mówi im także: Teraz zaczerpnijcie oraz nieście mistrzowi ceremonii. Zatem zanieśli.9 Zaś gdy mistrz ceremonii skosztował wody, która stała się winem, a nie wiedział skąd ono jest (ale wiedzieli słudzy, co zaczerpnęli wodę), mistrz ceremonii woła oblubieńca,10 i mu mówi: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a kiedy staną się pijani, wtedy gorsze; a ty dobre wino zachowałeś aż do teraz.


A ja ci powiadam… królestwo za miecz – Jezus przyszedł przynieść miecz… By oddzielić rzeczywistość „tego świata” od rzeczywistości „królestwa Bożego”…

http://verbumdei-pl.blogspot.com/2013/07/nie-przyszedem-przyniesc-pokoju-ale.html


Bardzo, bo tak jest świat zbudowany. Nie zjesz nowego ciastka, kiedy jesteś najedzony poprzednim. Stwórca jest nieomylny – Słysząc znowu o cyklach pomyślałam o Metatronie. Niedawno Homiel powiedział coś, co zbagatelizowałam i nie zapisałam w swoim dzienniku myśląc, że jest to zbyt „kosmiczne” jak na nasze rozumowanie. Powiedział, że to Metatron, a nie Archanioł Michał poprowadzi wojska w walce z Szatanem . Według Homiela Niebo szykuje się do III wojny niebiańskiej. O niej również wspomina Colton, bohater książki „Niebo jest prawdziwe”.

Przyczyną pierwszej wojny było stworzenie człowieka. Przyczyną drugiej było poświecenie się Jezusa za człowieka. Homiel powiedział rok temu;

  • Bóg może wszystko. Wziął Enocha i zrobił Metatronem.

Wojny zaczęły się od człowieka i zakończy ją człowiek wywyższony przez Boga jako Metatron. Tak zamknie się cykl. Nie jest to zrozumiale dla chrześcijanina, bo i nasza wiedza jest bardzo ograniczona. Myślę, że „uczony w piśmie”, czyli rabin posiadający dostęp do starych ksiąg hebrajskich z łatwością by to zaakceptował. 


Człowiek jest istotą wszechrzeczy. 

Człowiek jest istotą wszechrzeczy, Alicja Lenczewska; Świadectwo
Człowiek jest istotą wszechrzeczy, Alicja Lenczewska; Świadectwo

Pójdziesz drogą, jaką nikt nigdy nie szedł prze tobą.

17. 08. 16 r.                                                                                                                                Szczecin.                                                                                                                      Zadzwonił Piotr i opowiedział o zabawnej scenie w Kościele św. Krzyża.

  • Usiadłem trochę z boku za filarem i zauważyłem, że nie widzę Boga Ojca, to znaczy figury Ojca nad głównym ołtarzem.

  • Gdy zacząłem się modlić wychyliłem się, żeby spojrzeć na Niego i wtedy usłyszałem…
  • Przecież cię widzę.

I jak tu się nie uśmiechnąć?  Jesteśmy widziani choćbyśmy zapadli się najgłębszych głębinach oceanów.


19. 08. 16 r.                                                                                                                                   Warszawa.                                                                                                               Ledwo wysiadam z pociągu, kierujemy się prosto na kawę. Delektując się cappuccino doceniam wolność jaką się otaczam.

  • Czy moja maniana się skończy?
  • A broń cię Panie Boże… – zażartował, a może i nie zażartował.
  • A i źródełko nie wyschnie – i tym natychmiast poprawił mi humor. Moje „źródełko” siedzi obok i ciągle narzeka, że mało ma zleceń.
  • Gdybym miał forsę to kupiłbym ci nowe audi, bo jest bezpieczne – a Piotr znowu o samochodach.
  • Nie auto jest bezpieczne, lecz ten, kogo Bóg ochrania – Homiel szybko.

W swoim życiu Piotr spotkał wielu ludzi, którzy bardzo źle mu życzyli. Nauczyliśmy się ich ignorować, a niektórych samo Niebo usunęło nam sprzed oczu. Rozmawialiśmy o znajomym, który wiele szkody narobił Piotrowi przez plotki i pomówienia i któremu niedawno urodziło się dziecko.

  • Jak ma dziecko to i głowę będzie miał zajętą, da mi w końcu spokój.
  • Dziecko to też dla niego szansa, może się zmieni? – przyszło mi do głowy.
  • A skąd wiesz jakie będzie dziecko? Czasami trzeba spojrzeć na dziecko, żeby zrozumieć siebie. Gdybyś się topił, to oparłby się o ciebie. Moje słowa są niezmienne.
  • Wow… Gdybyś się topił, to oparłby się o ciebie? – pytam, bo aż trudno mi uwierzyć, że jest aż tak zły.
  • Homiel pojechał po nim bez litości…. – Piotr z uznaniem kręci głową.

A skąd wiesz jakie będzie dziecko? Czasami trzeba spojrzeć na dziecko, żeby zrozumieć siebieczasami się mówi, że w oczach dziecka widzisz swój obraz.


Po powrocie Piotra do domu jedząc obiad spytałam Homiela, czy Chrystus żył w celibacie, czy nie, bo akurat o tym pisałam na blogu.

Jak masz pociągnąć ciężar samochodem to jaki wybierasz? Ciężki, czy osobowy?

Zbaraniałam. Szybka kalkulacja, oczywiście wybieram osobowy, ciężarówką byłoby jeszcze ciężej. 
-Ale z twoich słów wynika, że Chrystus nie był sam.
-Był człowiekiem, ale przede wszystkim Synem Ojca. Chciał być jeszcze bardziej ludzki, nie chciał się niczym wyróżniać od zwykłego człowieka, a z drugiej strony czynił cuda. Chciał być jak wszyscy inni, ale chciał, by poszli za Nim. 

To jedne z najpiękniejszych słów Homiela opisujących Jezusa żyjącego 2 tys. lat temu. Bardzo mnie wzruszyły.     Słysząc je cofnęłam się w czasie. Wyobraziłam sobie Jezusa jako zwykłego człowieka i jako Syna   Boga. Pamiętam moment, kiedy mój syn wrócił z rejsu. Przez 3 miesiące nie obcinał brody i urosła mu niemal do ramion. Patrząc na jej długość nie wiem dlaczego wtedy pomyślałam o Jezusie. Pomyślałam, że przecież On także musiał podcinać swoją brodę, w przeciwnym razie sięgałaby Mu chyba do pasa. To proste odkrycie sprawiło, że Jezus stał się dla mnie wyjątkowo bliski. Ludzkie gesty i ludzkie zachowania. 

Z drugiej strony czynił cuda, by przekonać do swojej boskości innych ludzi. O ironio… nawet uzdrawiając, chodząc po wodzie, powołując z martwych do życia… nadal w Niego nie uwierzono. Chciał być jak wszyscy inni, ale chciał, by poszli za Nim… zrozumiałam, jak w sumie bardzo samotnym był człowiekiem. Chciał coś udowodnić i chciał być z ludźmi. Rozmyślałam o tym…

  • Jeszcze nastanie chwila, kiedy będziemy się widzieć.
  • Widzisz? Znowu jesteś przy mężusiu i możesz pisać.
  • Dlaczego znowu? Nieprzerwanie jest. Jesteśmy wszyscy razem.
  • ……
  • Miałem teraz wizję. Jechałem białym autem i usłyszałem głos z dołu…
  • I co?! Załatwisz swojego kumpla Belzebuba?
  • …. – Piotr spojrzał na mnie zdziwiony… Im dłużej o tym myśleliśmy, tym bardziej byliśmy zszokowani. Gacek wtrącił się w naszą rozmowę, a dawno już tego nie doświadczyliśmy.
  • Żyj w Bogu, a żadne głosy ci nie grożą. On żyje w tobie. Uwierz Ojcu całkowicie.
  • Wierzę.
  • Ty zdajesz test, nie Ola. A Ja jestem jak... – pokazał siebie  jako suflera.


Wieczorem oglądaliśmy w wiadomościach informacje o Grabarce. Dziesiątki ludzi snujących się na kolanach… Podziwiam, bo sama nie dałabym rady i tego nie czuję. Nie wiem o czym myślał w tej chwili Piotr, bo dość dziwnie się zachowywał. Rozpostarł ręce i zamknął oczy.

  • Rozłożyłem ręce, bo poczułem wielką energię – zaczął po chwili tłumaczyć – A wtedy usłyszałem Ojca…
  • Pójdziesz drogą, jaką nikt nigdy nie szedł prze tobą.

 


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Jam jest Ten, który Jestem.

14. 08. 16 r.                                                                                                                                   Szczecin.                                                                                                                

Jechaliśmy samochodem do domu. Od rana nie rozmawialiśmy z Homielem, ale kiedy Piotr przyznał, że modlitwa zawierająca słowa; przywróć odwiecznie ustalony porządek ma swoją wymierną moc, odezwał się natychmiast.

  • Dlaczego kiedy ty mówisz, to modlitwa ma większą siłę, niż kiedy ja mówię? – pytam.
  • Ty walczysz – mówi do Piotra – A ty dajesz świadectwo tej walki. Każda modlitwa oddala zło.
  • Widzisz? Ledwo przyjechałeś, a zaczęłam pisać dziennik. Nie możemy się rozstawać.
  • My się nigdy nie rozstaniemy.
  • Tego bym nie powiedział.
  • Jak to? – zatrwożyły mnie te słowa.
  • Rozdzielicie się, ale na sam koniec.
  • A czy to nasza będzie decyzja?
  • Gdyby taka miała być wasza decyzja, to bylibyście razem.
  • …… – pomyślałam o śmierci…. człowiek nie ma na nią żadnego wpływu.
  • Pamiętasz jak mówił, że dzień bez modlitwy to dzień stracony?
  • Dzień bez modlitwy to dzień stracony… a każdy dzień na wagę złota.

Zamilkliśmy zamyślając się głęboko… Spojrzałam na zegarek, była 15.00. Jechaliśmy akurat al. Wojska Polskiego na wysokości szczecińskiego pogotowia, gdy Piotr gwałtownie skręcił  w prawo i wjechał w ul. Królowej Korony Polskiej. Myślałam, że zmienił zdanie i zachciało mu się iść na spacer do pobliskiego parku.

  • Usłyszałem…
  • Wstąp do Mnie.
  • Homiel chce, byśmy poszli do kościoła?
  • Żartujesz sobie… nie Homiel, a Chrystus ci to powiedział – tego byłam pewna na 100%. Na ulicy Królowej Korony Polskiej znajduje się bowiem kościół, w którym braliśmy ślub!… i przypomniałam sobie o nim słysząc Wstąp do Mnie.  https://pl.wikipedia.org/wiki/Kościół_św._Rodziny_w_Szczecinie

Podjechaliśmy, weszliśmy i byliśmy absolutnie sami. I to było… magiczne. Wchodząc po prawej stronie stoi piękna statua Jezusa. Kiedy spojrzeliśmy na Jego twarz oboje mieliśmy wrażenie, że Jego oczy żyły. To było zdumiewające. One przez chwilę naprawdę były prawdziwe! Staliśmy i patrzyliśmy jak urzeczeni. Piotr powtórzył co usłyszał… 

  • Nie zapomnij o Mnie nigdy, kiedy przyjdzie to, co przyjdzie.

Nie zapomnij o Mnie nigdy kiedy przyjdzie to, co przyjdzie… zasmuciły mnie te słowa. Jak moglibyśmy o Nim zapomnieć?! To jak zapomnieć o swojej duszy… Cokolwiek miałoby się zdarzyć, a zdarzy się… i to też mnie zmartwiło… nie jesteśmy w stanie zapomnieć. Piotr położył rękę na stopie Chrystusa.

  • Czy czujesz Moje nogi? Bo Ja czuję twoje ręce. Pamiętaj o tej chwili długo, bo Ten, u którego byłeś nigdy nie zapomni.

Choć słowa były niezwykle wzruszające nie mogłam wyłączyć swojego analitycznego myślenia. Zwróciłam uwagę już po raz któryś, że Jezus nie wymienia swojego imienia… powiedział; Ten, u którego byłeś. Mówiąc o Chrystusie podobnie przemawia także Homiel. Dlaczego? 


Wieczorem siedząc wygodnie przed TV rozmawialiśmy o naszych sprawach, a Homiel non stop dopowiadał swoje komentarze. Opowiedziałam Piotrowi też o pewnym jasnowidzu, który uratował życie jakiemuś gangsterowi trafnie przepowiadając mu przyszłość. Takie opowieści zawsze robią na mnie spore wrażenie, ale zupełnie nie robią wrażenia na Homielu.

  • Śmieszą mnie te przyjaźnie. Tego, co czyni zło i tego, któremu się wydaje, że widzi.
  • Czy dobrze mówisz? – spytałam niepewnie, bo jasnowidz w rozwiązywaniu bieżących zagadek ma wiele sukcesów na koncie, ale w czytaniu przyszłości faktycznie często się myli. Widocznie według Homiela sprawdzalność jego prognozowania oszacowanego na 50:50 to zdecydowanie za mało.
  • Ja nazywam rzeczy po imieniu.
  • …… – no taaaak, standardy niebiańskie są mocno wyśrubowane, nikt im nie dorówna. 

Nasz syn zastanawia się, czy wrócić z rejsu wcześniej, czy może przedłużyć kontrakt. Piotr namawia go na przyjazd.

  • Nie wtrącają się. Jego tuba jest mocna – Piotr zobaczył syna i wielką ochronną przezroczystą tubę.


  • Szwankuje mi auto, ma już 8 lat. Obawiam się, że trzeba będzie kupić nowy, a tu nie ma pieniędzy. Ale ja nie chcę BMW… – Piotr.
  • A kto ci daje !? – odparował natychmiast Homiel. Jego słowa i zaskoczona mina Piotra tak mnie rozśmieszyła, że o mało nie udławiłam się własną śliną. Tym samym od razu sobie uprzytomniłam jak kruche jest człowieka życie.
  • Czy anioły chorują? – pytam.
  • Tu czy tam? – ciągle zapominam, że pytania mają być precyzyjne.
  • Obojętnie.
  • Tam nie, tu tak.
  • Jak to możliwe?
  • Wystarczy, że założą ludzką skórę.

Zdębiałam!  Prostota tej odpowiedzi kompletnie mnie zaskoczyła. Faktycznie… będąc człowiekiem przeżywa wszystko, co każdy człowiek.


Pisałam na blogu Marii Magdalenie, zgłębiłam temat, tak jak kazał wcześniej mi Homiel. Miałam jednak ciągle wielkie wątpliwości.

  • Była żoną Jezusa, czy nie?
  • Była tą, z którą żył.
  • Ale czy była żoną?
  • Poślubiona, ale nie w takim sensie jak rozumiesz.
  • Dlaczego?
  • Był synem człowieczym.

Rozmawiało nam się tak świetnie, tak swobodnie…

  • Dlaczego chwile miłe mijają tak szybko?
  • Żeby mogły znowu nadejść.

W TV oglądaliśmy informacje dotyczące rocznicy śmierci Maksymiliana Kolbe http://wiadomosci.wp.pl/uroczystosci-75-rocznicy-smierci-sw-maksymiliana-kolbego-6027384474076289a Myśląc o nim zastanawialiśmy się, jak my postąpilibyśmy w jego sytuacji.

  • Tacy ludzie na pewno idą prosto przez Wasze wąskie drzwi – mówi Piotr.
  • Nie wchodź w Nasz świat, kiedy w twoim jest tyle pracy. Jest przy Ojcu.
  • Mogę coś więcej wiedzieć?
  • Nie przekraczaj rubikonu.

Coś mnie w tym momencie tknęło. Zaczęłam się zastanawiać, czy to Homiel jeszcze mówi, czy to już nie On…

  • Kim jesteś naprawdę? – pyta Piotr.
  • Jam jest Ten, który Jestem… przy tobie i przy Oli.
  • Jak to jest możliwe?
  • Homiel to moje ulubione imię. Zawsze byliśmy z tobą, choć ty nie byłeś z Nami, bo skąd mogłeś wiedzieć, że jesteśmy z tobą, a ty z Nami?
  • …… – tę łamigłówkę słowną musieliśmy w ciszy przez chwilę przeanalizować.
  • Jeżeli kosmita powiedzmy żyje w innym świecie… to jesteś kosmitą? – Piotr nie odpuszczał, choć zaczynałam mieć już podejrzenia z Kim teraz rozmawiamy.
  • Ale kosmita nie zbuduje wszechświata.

Mrugam do Piotra porozumiewawczo oczami, żeby uważał na słowa… mając nadzieję, że Bóg Ojciec tego nie zauważy. Prawdopodobnie w tym momencie musiałam Go bardzo rozbawić. 


Dopisane 12. 05. 2017 r.

Śmieszą mnie te przyjaźnie. Tego, co czyni zło i tego, któremu się wydaje, że widzi – pewnie wielu to czytających będzie wiedziało o kogo chodzi. Ostrość wypowiedzi Homiela w tym przypadku trochę mnie zaskoczyła, ale dzisiaj rozumiem dlaczego tak się stało. Po pierwsze; żeby zrozumieć Niebo, trzeba patrzeć na ten świat z Ich perspektywy. Po drugie; kiedy jasnowidz ogłasza otwarcie, że „jutro” wybuchnie wojna, a to się w rzeczywistości nie realizuje, bierze na siebie wielką odpowiedzialność. Najlepszym przykładem jest syndrom roku 2012 r., kiedy to wybuchła ogólnoświatowa psychoza strachu doprowadzająca niektórych do podejmowania kuriozalnych decyzji, łącznie z targaniem się na własne życie. Niebo nigdy nie mówi konkretnych dat! Do tego tematu wrócę wkrótce w związku z III Tajemnicą Fatimską, która rzeczywiście, tak jak powiedział Homiel rok temu, nie została odkryta do końca. To będzie wiedza… ciężkiej wagi, jeśli mogę to tak określić. 


Poślubiona, ale nie w takim sensie jak rozumiesz – z uwagą śledzę wszystkie doniesienia dotyczące Marii Magdaleny i zauważam, że stosunek Kościoła zmienia się do niej diametralnie. Coraz śmielej badacze biblijni przyznają, że mogła być naprawdę bardzo blisko Jezusa. 


Jam jest ten, który jestem…- Mojżesz powiedział: „Przypuśćmy, że pójdę do Izraelitów i oznajmię im: Bóg waszych ojców posyła mnie do was. Jeśli jednak spytają mnie: «Jak On się nazywa?», co im odpowiem?”. 14 Bóg odrzekł: „Jestem tym, kim jestem. Tak masz powiedzieć Izraelitom: «Jestem» posyła mnie do was”. 15 Następnie Bóg powiedział: „To właśnie oświadczysz Izraelitom: PAN, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba posyła mnie do was. To jest moje imię i takim ma pozostać w pamięci wszystkich pokoleń.

Bóg objawił swe Imię Mojżeszowi na górze Synaj, a więc w najświętszym dla Biblii miejscu (którego rolę przejmie później Świątynia jerozolimska). Imię to było dla Hebrajczyków tak święte i wyjątkowe, że szybko tradycja biblijna wprowadziła ograniczenie, a potem zakaz jego wymawiania. Dlaczego? Bo samo jego wypowiedzenie było stanięciem w obecności Tego, który je nosił. Wymówienie świętego Imienia było przywołaniem Boga, wejściem z Nim w dialog. Kiedy wymawiasz, to stajesz w obecności, rozmawiasz, doświadczasz…

Cztery święte litery Imienia Bożego – zapisywane w tradycji hebrajskiej יהוה – określono z języka greckiego jako tetragram (gr. tetragrammaton – cztery litery) i z czasem zaczęto przypisywać im przeróżne mistyczne właściwości.

Ponieważ zapis biblijny nie stosował samogłosek, a Imię nie było używane, po jakimś czasie zanikła znajomość wymowy tetragramu. Żydzi odczytywali je na kilka różnych sposobów, stosując określenia zamienne, tak, by uniknąć kontaktu z tą mistyczną rzeczywistością i nie narazić się na gniew Boży: Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy (Wj 20,7). Najpopularniejszym „zamiennikiem” dla JHWH było słowo Adonaj (hebr. Pan), ale w historii pojawiały się różne inne substytuty: Elohim (Bóg); szamajim (niebo); Elijon (najwyższy), Szaddaj (wszechmocny) itd. Dzisiejsi Żydzi, pielęgnując tradycję biblijną szczególnego szacunku wobec Imienia Bożego, zastępują je zwrotem HaSzem (dosł. To Imię…).

Imię יהוה JHWH jest hebrajskim neologizmem (nowo utworzonym wyrazem), w związku z czym nawet Hebrajczycy nie rozumieli jego znaczenia. Etymologia biblijna (Wj 3,14) oraz naukowa łączą je z rdzeniem czasownika היה „być”, ale nie jest to żadna ze znanych form tego słowa. Wydaje się, że יהוה jest jakąś przedziwną zbitką jego trzech podstawowych postaci:

היה– był
הוה– jest
יהיה– będzie

Pięknie wyrażałoby to prawdę o Bogu, który Jest, i który Był i który Przychodzi (Ap 1,4). Rzeczywiście tetragram JHWH mieści w sobie rdzeń czasownika „być” i tworzy z nim grę słów, lecz nie przypomina jakiejkolwiek regularnej formy tworzenia odmian hebrajskich, nie jest więc możliwe jego przetłumaczenie. Czy nie jest to czasem świadomy zamysł Boży, aby odsłaniając, jednocześnie zakryć swe imię – podkreślając, że ostatecznie Bóg jest tajemnicą?

Jestem, który jestem

Pewną podpowiedź przynosi Księga Wyjścia w rozwinięciu tego imienia – Jestem, który jestem (hebr. ehje aszer ehje) – ale jest to wskazówka bardzo enigmatyczna. Znów niewiele wyjaśnia. Dlaczego? Otóż konstrukcja „Jestem, który jestem” zwana jest przez gramatyków idem per idem („to samo przez to samo”) i oznacza błędne koło definiowania, figurę polegającą na określaniu jakiegoś wyrażenia za pomocą tego samego wyrażenia, przysłowiowe „masło maślane”. Ehje aszer ehje można równie poprawnie przetłumaczyć: jestem, jaki jestem, jestem tym, kim jestem czy jestem, bo jestem.

I rzeczywiście, czytając stwierdzenie ehje aszer ehje w oryginale, bez obciążenia olbrzymią tradycją jego teologicznego objaśniania, wydaje się, że Bóg mówi: „Ja po prostu jestem, nie pytaj mnie o imię” lub „Jestem, kim jestem, co ci do tego” – tak, jak odpowiedział na to samo pytanie Jakubowi: Czemu pytasz mnie o imię? (Rdz 32,30) czy Manoachowi: Dlaczego pytasz się o moje imię: ono jest tajemnicze (Sdz 13,18).

Możliwe jest, że Bóg wcale nie objawia swego imienia. Albo mówiąc ściślej, nie objawia takiego imienia, jakiego spodziewał się Mojżesz – czyli imienia własnego typu Ra, Aszur, Baal, Asztarte, jakich dziesiątki w tamtej kulturze znano i przypisywano czczonym bóstwom. Owo „Jestem, który jestem” to odpowiedź wymijająca, konstrukcja stosowana na określenie czegoś, co z zasady jest nieokreślone i nie istnieje możliwość jego wyraźniejszego opisania. Przecież znać imię to w Biblii wniknąć w istotę rzeczy nazwanej, a nawet mieć nad nią jakąś władzę (Adam w raju nazywając zwierzęta, staje w pozycji króla stworzenia). Czy zatem można poznać imię Boga, przeniknąć Jego istotę? http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TB/wydawnictwom_imiona.html

"Jestem który jestem" w zwojach znad Morza Martwego.
„Jestem który jestem” w zwojach znad Morza Martwego.

Próbowałam się dowiedzieć bezpośrednio z Góry co znaczy „Jestem, który jestem”… Imię jest nieistotne, ważne że…

… Jestem.