Prawdziwy krzyż.

31. 08. 2018 r. Szczecin Część I.

Otrzymałam z SGGW w końcu analizę badania drewna z naszego małego krzyża.

Lipa! – dosłownie i w przenośni. Wzięłam do ręki krzyż. Nie wiem dlaczego dopiero teraz to zauważyłam, ale powinnam już na początku zorientować się, że jak na „prawdziwy krzyż” ma on w sobie za dużo drewna.

  • To drzewo jest normalne.
  • Ale nie umniejsza to jego znaczenia.
  • Szkoooda, miałam nadzieję, że to coś więcej.
  • Szybko popadasz w skrajności.
  • No widzisz? Teraz ci dogadał… 

Próbowałam się dowiedzieć, czy krzyż „prawdziwy” w ogóle istnieje, ale Piotr kompletnie był w nie w sosie, wkurzył się na mnie, że go pytam o bzdury. 

  • Bzdury? Homiel, proszę cię, no powiedz coś…
  • … Pokazał mi przypowieść o faryzeuszach i myciu rąk…

Spór o tradycję; 1 Wtedy przyszli do Jezusa faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy z zapytaniem: 2 «Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem». 3 On im odpowiedział: «Dlaczego i wy przestępujecie przykazanie Boże dla waszej tradycji? 4 Bóg przecież powiedział: Czcij ojca i matkę oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie. 5 Wy zaś mówicie: „Kto by oświadczył ojcu lub matce: Darem [złożonym w ofierze] jest to, co dla ciebie miało być wsparciem ode mnie. ten nie potrzebuje czcić swego ojca ni matki”. I tak ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazanie Boże. Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. 9 Ale czci mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi».

Prawdziwa nieczystość; 10 Potem przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: «Słuchajcie i chciejcie zrozumieć. 11Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym»12 wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie?»13 On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana.14 Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».15 Wtedy Piotr zabrał głos i rzekł do Niego: «Wytłumacz nam tę przypowieść!».16 On rzekł: «To i wy jeszcze niepojętni jesteście? 17 Nie rozumiecie, że wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz. 18 Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym.19 Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. 20 To właśnie czyni człowieka nieczystym. To zaś, że się je nie umytymi rękami, nie czyni człowieka nieczystym».

Tak w skrócie… To zwrócenie uwagi, aby nie tracić czasu na … bzdury, ale skupić się nad istotą rzeczy.

  • Ale czy chociaż Titulus Crucis jest prawdziwy?
  • Jeśli wierzysz, to po co pytasz?właśnie… Jeśli wierzę to nie powinno mieć żadnego znaczenia.

Zacznę od początku.

Biblia nie mówi nam z jakiego rodzaju drewna został przygotowany krzyż, na którym ukrzyżowano Jezusa. Bł. Anna Katarina Emmerich o Krzyżu: „Oprócz tablicy z napisem składał się krzyż z pięciu różnych gatunków drzewa. Miałam objawione różne jeszcze właściwości i znaczenia, związane z krzyżem, ale obecnie pamiętam tylko tyle, co opowiedziałam.” http://pasja.wg.emmerich.fm.interia.pl/zycie_jezusa109.htm

Historia zaczyna się od cesarza Konstantyna, pierwszego rzymskiego cesarza, który nawrócił się na chrześcijaństwo. Wysłał swoją matkę, Świętą Helenę, aby znalazła w Ziemi Świętej przedmioty związane z Jezusem. Gdy Helena udała się do Jerozolimy w 326 ne, miasto nadal cierpiało z powodu zniszczenia spowodowanego ostatnią wojną żydowską w latach 132-35 ne. Po pokonaniu Izraela rzymski cesarz Hadrian zbudował pogańską świątynię nad grobowcem Jezusa w pobliżu Kalwarii – poważną zniewagę dla nowej religii. Helena nakazała zburzyć tę pogańską świątynię i zaczęła kopać pod nią, aby odnaleźć relikwie związane z Jezusem. Jej robotnicy znaleźli trzy różne krzyże – odkrycie bezpośrednio odnoszące się do Ewangelii, które mówi nam, że Jezus został ukrzyżowany wraz z dwoma przestępcami.
Historyk Rufinus (ok. 340-410) ujawnia, że aby rozróżnić, który krzyż był Jezusowy, Helena miała na miejscu umierającą miejscową kobietę. Chora kobieta dotknęła dwóch krzyży, ale nic się nie stało. Potem dotknęła trzeciego – i powróciła do zdrowia. (!?)

Innym dowodem na prawdziwość krzyża była znaleziona tabliczka Titulus Crucis. Wspomniany wcześniej Rufinus pisał o niej następująco: „Była tam i tablica, na której Piłat umieścił napis grecki, łaciński i hebrajski.”

Helena podzieliła ją na dwie części. Lewa część została w Jerozolimie i z czasem zaginęła, a drugą z napisem „Jezus Nazarejczyk” zabrała do Rzymu. Gdy Helena odkryła Titulus był wciąż przymocowany do jednego z trzech krzyży i ten Helena uznała za właściwy. Prawdziwy krzyż Jezusa został objawiony. Helena rozdzieliła go, pozostawiając część w Jerozolimie i drugą część transportując do Europy, gdzie został dalej podzielony i przekazany do wielu kościołów na całym świecie.

Jan Kalwin powiedział nawet ironicznie, że fragmentów krzyża było tak wiele, że „można byłoby nimi załadować cały statek”. W 1870 r. Francuski architekt Charles Rohault de Fleury skatalogował wszystkie znane fragmenty prawdziwego krzyża. Zdecydował, że krzyż Jezusa ważył 165 funtów, miał trzy lub cztery metry wysokości, z belką poprzeczną o szerokości dwóch metrów. Gdyby wszystkie te kawałki krzyża zostały sklecone razem, uznałby, że nie będą one stanowić jednej trzeciej krzyża, na którym umarł Jezus. A na podstawie fragmentów, które pozwolono mu zbadać pod mikroskopem de Fleury stwierdził, że „prawdziwy krzyż” został wykonany z drewna sosnowego (czarna sosna).
Później zbadano również mikroskopowo cztery cząstki krzyżowe – część dziesięciu kawałków „prawdziwego krzyża”, wraz z dokumentalnymi dowodami od cesarzy bizantyńskich. Fragmenty te pochodziły z wielkich europejskich kościołów: Santa Croce w Rzymie, Notre Dame w Paryżu i Katedry w Pizie i Florencji. Naukowcy odkryli, że wszystkie zostały wykonane z drewna oliwnego.
Tabliczka Titulus Crucis została przebadana w 1997 roku przez niemieckiego badacza Michaela Hesemanna. Dziś wiemy, że tabliczka miała ok. 50 cm długości, bo rzymska część ma długość 25 cm i pochodzi z drzewa orzechowego rosnącego na Bliskim Wschodzie, a napis według badaczy na tablicy powstał w I wieku po Chrystusie. Bardzo ciekawy artykuł dotyczący badaniu tabliczki; https://wolnemedia.net/vera-crux-prawdziwy-krzyz/

Choć badania pisma umieszczonego na tabliczce wykazują na jej prawdziwość, to jednak badanie próbek kontrolnych metodą radiowęglową wskazało, że pochodzi on z okresu od 980 do 1146 roku.

Jak by tego było mało w 2015 roku zbadano drewno z „prawdziwego krzyża” znajdującego się w Waterford. Badanie nie tylko wykazało, że pochodziło z 1115 roku, ale też dotyczyło drzewa cedrowego. https://irisharchaeology.ie/2015/04/relic-of-the-true-cross-waterford-city/

Niedawno pisałam o gwoździach z krzyża Chrystusa.                                      http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/03/02/ja-wiem-co-sprawiedliwe/

Israel Hershkovitz, który badał odnalezioną w okolicach dawnej Golgoty kość z gwoździem i pozostałą przy kości część drewna odkrył, że było to drzewo oliwne i drewno akacjowe. Krzyż z drzewa oliwnego, a mała drewniana deseczka podtrzymująca stopy, by się nie oderwały od krzyża była z  drzewa akacjowego. W 1990 roku izraelscy archeologowie podczas wykopalisk w 2000-letniej jaskini grobowej znaleźli jeszcze dwa inne gwoździe wykonane przez Rzymian, które odkryto w kryptach należących najprawdopodobniej do Kajfasza i jego syna. Było to jedno z największych odkryć w archeologii biblijnej. Dokładne badanie gwoździ przyniosło ciekawe odkrycie, znaleziono małe szczątki drewna cedrowego.

Wszystkie wymienione rodzaje drzew występują na terenie Jerozolimy, tylko nie lipa. Pytanie: czy krzyż Jezusa wykonany był z drewna oliwnego, sosny, cedru, akacji a może drzewa orzechowego?  Czy w ogóle przetrwał…? W części II. 


http://archive.constantcontact.com/fs084/1107177002582/archive/1109861128334.html

https://www.timesofisrael.com/in-a-stone-box-a-rare-trace-of-crucifixion/

https://www.forbes.com/sites/kristinakillgrove/2015/12/08/this-bone-provides-the-only-skeletal-evidence-for-crucifixion-in-the-ancient-world/#54efeb7b476d

https://journals.uair.arizona.edu/index.php/radiocarbon/article/view/4067

http://viatech.biz/napis.html

http://michaelhesemann.info/12_8.html

http://www.bibleinterp.com/articles/2014/02/lom388011.shtml

http://edition.cnn.com/2015/03/23/living/jesus-true-cross/index.html

https://en.wikipedia.org/wiki/True_Cross

 

To co przyjdzie, przyniesie wstępne oczyszczenie, ale to będzie za mało.

30. 08.17 r. Warszawa.

Na kawie…

  • Ciągle słyszę „Biedak zawołał, Pan Bóg wysłuchał…” – Piotr wzrusza ramionami…
  • Nie wiem co z tym zrobić…
  • Wołałeś o przywrócenie imienia to dostaniesz… – przypomniałam sobie…
  • Może… Pokazali mi wczoraj nową metodę walki z gackami. Mam się skupić na swojej wewnętrznej energii. Wtedy tworzy się niebieska otoczka i to gacki odstrasza…

Przypomniałam sobie zdjęcie Piotra, które zrobiłam gdy rozmawiał z aniołem. Wytworzyła się wokół niego wtedy aura. Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, to faktycznie wydaje się jasno niebieska. Im bliżej tułowia tym jest bardziej niebieska. Ciekawe też, że zrobiłam wtedy zdjęcie poklatkowe, w sumie było ich około 10, ale tylko na jednym uchwycona została ta aura.

  • Jadąc teraz na kawę miałem dziwną wizję. Byłem uwięziony w kokonie zbudowanym z białych piór. Tak mocno, że nie mogłem się ruszyć. Wiedziałem, że to moje więzienie. Obok stali dwaj faceci, mieli kaptury z ostrymi czubami, pilnowali mnie. Mówili do mnie, że nigdy z tego więzienia nie wyjdę i najlepiej jak skończę ze sobą. Wtedy w moich rękach zmaterializował się nóż, ale tępy. Powiedzieli, że z takim tępym to nic nie zrobię. Wtedy nóż stał się ostry. Zasugerowali, że i tak nigdy się nie wydostanę i najlepiej jak skończę ze sobą. To wziąłem nóż i chciałem sobie wbić w pierś. Kiedy już to robiłem nóż się rozpłynął. Ktoś nie pozwolił mi na to.

Opowiadał, a ja powoli sączyłam swoją kawę.

  • Hmm… To gacek oczywiście, te ostre czuby powinny cię ostrzec.
  • ……. – Piotr nie odpowiedział, bo właśnie oglądał wizji ciąg dalszy.
  • … A teraz widzę, jak ten kokon się otwiera… To wielkie, białe skrzydła i ten nóż leci prosto w czoło gacka – … i lekko krzyknął zachwycony. 
  • Oni nie są w stanie nic tobie zrobić. Próbują wpłynąć, byś sam popełniał błędy.
  • No widzisz? Od razu wiedziałam… A więc mówisz, że rozczarowałeś Ojca?
  • ……. – nie odpowiedział.
  • Nie jesteś w stanie Mnie rozczarować. Znam nie tylko twoje myśli, ale znam cię na przestrzał.
  • Wiem kim jesteś.
  • To dlaczego powiedział…
  • Żebyś się uczył.
  • Kiedy ty masz łzę w oku, to Ja też mam.
  • To, co miałaś przez chwilę, on ma na co dzień.

Piotr pokazuje jak zsuwa się na mnie zasłona. Przypomniał mi tym samym pewne zdarzenie i niezwykłe uczucie, które temu towarzyszyło. To było tak realne, że pamiętam dokładnie każdy szczegół do dzisiaj. Już wtedy pomyślałam, że Niebo może zrobić z człowiekiem de facto wszystko i nie jesteśmy w stanie przed tym się obronić.

Kończąc swoje myśli poczułam dziwną rzecz. Kątem oka zauważyłam przezroczystą powłokę, która powoli się na mnie zsuwała, aż w końcu znalazłam się w jej całkowitym wnętrzu. Obserwowałam Piotra jak na kogoś zupełnie obcego będąc za tą przezroczystą przesłoną, jak w kloszu. Zadziwiające odczucie… Poczułam się tak, jak musi się czuć Homiel, kiedy nas obserwuje… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/06/03/zakazany-owoc/
  • Dlaczego miałam ten klosz?
  • Czy zrozumie głodny najedzonego? A najedzony głodnego?
  • Hmm… – teraz rozumiem. Musiałam przeżyć na własnej skórze, niemal dotknąć, aby zrozumieć jak to jest być po drugiej stronie „lustra weneckiego”, po drugiej stronie przesłony. 
  • …….
  • Mięśnie ud mnie dziwnie ostatnio bolą, nie daję rady z tym już. Co widzisz? – pytam Piotra. Jeśli widzi moje migreny i potrafi je czasami uleczyć, to może i teraz pomoże?
  • Dusza twoja błyszczy. On jest od duszy, nie od ciała. W skrajnych przypadkach interweniuje.
  • Hmm… Czyli nie pomoże… – pomyślałam.
  • Coś sobie przypomniałem… Mówię rano… Idę do kościoła!… i usłyszałem…
  • Nie. Idziesz do Przyjaciela.
  • Pamiętaj, nigdy nie idziesz do kościoła, idziesz do Przyjaciela.
  • Nigdy nie chodziłeś do kościoła. Zawsze chodziłeś do Przyjaciela.
  • ……. – mało się nie pobeczałam, nigdy nie myślałam w ten sposób, a przecież to czysta prawda.
  • Ten obraz, który powiesiłam nad łóżkiem… Mam wrażenie, że mnie obserwuje…

  • To prezent od Nas dla ciebie. Piotr usłyszał, a ty zrobiłaś.
Po kawie pojechaliśmy na drugą stronę Wisły do „naszego” kościoła, o dziwo nie paliło się światło nad krzyżem Jezusa. Kątem oka zobaczyłam uśmiechającego się Piotra, szepnął mi do ucha, że widzi białego gołębia siedzącego na ramionach Chrystusa, a właściwie gołębicę, bo jest gruba. Macha skrzydłami i wydaje swoje dźwięki, czyli chyba… grucha. Spojrzałam na niego z politowaniem, bo oczywiście absolutnie niczego nie widziałam, ale nieoczekiwanie usłyszałam w swojej głowie; zrób zdjęcie. Zdarzyło mi się to pod tym krzyżem po raz pierwszy, więc szybko wyjęłam swojego Iphona i zrobiłam dwa zdjęcia. http://rozmowyzniebem.pl/wp/wp-admin/post.php?post=439&action=edit 
  • Kiedy będzie ci ciężko, będą cię atakować, spójrz na ten obraz.
  • … Zobaczyłem laskę, na której się podpierasz.
  • ……..
  • Jak wysoka będzie fala?
  • Nie wiem, bardzo wysoka. Była ogromna… – Piotr zaskoczony pytaniem.
  • Jest tak wysoka, że sięga do Nieba. Nawet przekracza jego barierę.

Wieczorem.

Oglądaliśmy w TV o reprywatyzacji kamienic w Warszawie. Wsłuchaliśmy się w relacje ludzi, którzy zostali przy tym skrzywdzeni. Im dłużej słuchaliśmy, tym bardziej byliśmy wkurzeni. 

  • Noż… kur…. ma…? – zaklął – Nie można być tak bezwzględnym!
  • Teraz wiesz dlaczego ten świat musi upaść? Bo nie ma tam miejsca dla Boga.
  • Tylko dwa przykazania są najważniejsze.
  • Nie będziesz miał innych Bogów przede Mnie i Miłuj bliźniego jak siebie samego.
  • Z nich wynikają wszystkie inne.
  • ……. – Ojciec ma rację, ale nie widzę też szansy, aby było lepiej.
  • Słyszę i widzę jak ubierane są konie. Jeden jest siwy… w stodole są, chrapy im pracują, a jeźdźcy się ubierają.
  • Czterej jeźdźcy! – uzmysłowiłam sobie.
  • Jak wyglądają?
  • Jeden ma trupią czaszkę… Strasznie to wygląda, są z dala od koni – Piotr znalazł się jakby w transie…
  • A inni?
  • Nie widzę, bokiem stoją, ubierają się… To za pięć minut dwunasta jest… Prawie wszystko gotowe!

Czwarty jeździec; A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: Chodź, a patrzaj! I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było śmierć, a piekło szło za nim; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie.

  • Jak tak patrzysz to szybciej.
  • To nie wojna, to kataklizm! To uruchomi biedę i nędzę… Ubierali szaty czarne, brązowe, długie…
  • Zasłonię ci oczy na to, co będzie się działo.
  • Dlaczego?
  • Bo twoje serce nie jest aż tak silne.
  • Nawet nie wiedzą jak wiele ci zawdzięczają, tyle dla nich robisz – … dla ludzi.
  • Widzę fale tsunami zalewającą miasta…
  • To co przyjdzie, przyniesie wstępne oczyszczenie, ale to będzie za mało.


Dopisane 27. 04. 2018 r.

  • Teraz wiesz dlaczego ten świat musi upaść? Bo nie ma tam miejsca dla Boga ostatnio kazano Piotrowi studiować Księgę Izajasza;

Oto Pan pustoszy ziemię, niszczy ją i przewraca jej powierzchnię, a mieszkańców jej rozprasza. I będzie [dotknięty] jak lud, tak kapłan, jak sługa, tak jego pan, jak służąca, tak jej pani, jak nabywca, tak sprzedawca, jak pożyczkę dający, tak biorący ją, jak wierzyciel, tak jego dłużnik. Okropnie spustoszona będzie ziemia i bezgranicznie rozdrapana,bo Pan wydał taki wyrok. Żałośnie wygląda ziemia, zmarniała; świat opadł z sił, niszczeje, niebo wraz z ziemią się wyczerpały. Ziemia została splugawiona przez swoich mieszkańców, bo pogwałcili prawa, przestąpili przykazania, złamali wieczyste przymierze. Dlatego ziemię pochłania przekleństwo, a jej mieszkańcy odpokutowują; dlatego się przerzedzają mieszkańcy ziemi i mało ludzi zostało. Księga Izajasza; apokalipsa Izajasza.


  • To co przyjdzie, przyniesie wstępne oczyszczenie, ale to będzie za mało.
Alicja Lenczewska; Świadectwo.

Jeśli miałabym przewidzieć rozwój wypadków, to stawiam raczej na globalny kataklizm i wynikającego z tego konsekwencje związane z ogólnoświatową gospodarką, polityką, religią… a i ewentualne wojny, które miałyby na celu przeorganizowanie dotychczasowej równowagi społeczno – ekonomicznej. Spójrzmy jednak ponownie na nasz świat z perspektywy Nieba. Bogu Ojcu nie zależy na tym, by dzisiejsi wielcy (USA, Rosja, Chiny itd) stali się małymi, a mniejsi jeszcze mniejszymi.

Ojciec chce przywrócić odwiecznie ustalony porządek. Dekalog! A w gruncie rzeczy dwa przykazania;

  • Nie będziesz miał innych Bogów przede mnie i Miłuj bliźniego jak siebie samego.

Chce przywrócić świat, gdzie będzie miejsce dla Boga. Największe zmiany jakie dotkną człowieka będą na polu wiary, polu ducha i to w skali globalnej. To wpłynie na pozostałe dziedziny życia każdego człowieka. Na gospodarkę, kulturę, politykę… itd. Spójrzmy przez moment na obecną sytuację. Gdybyśmy wierzyli, że Bóg jest i wszystko widzi i wszystko ocenia, czy ktokolwiek odważyłby się przejmować te kamienice, wyrzucać ludzi na bruk, aby zarobić parę groszy więcej? Tym bardziej, że to co materialne na ziemi, kompletnie nie liczy się w Niebie? Śmieją się co niektórzy z wiary w istnienie Boga, a nie wiedzą, że to dzięki niej ten świat jeszcze jako tako funkcjonuje. Zmniejsza się jednak liczby tych, którzy wierzą. Co w takim razie zrobić? Jakie jest wyjście? Czy jesteście w stanie zrozumieć teraz Ojca i przyznać Mu rację? 


  • To prezent od Nas dla ciebie. Piotr usłyszał, a ty zrobiłaśmam pewne nagranie zrobione zaraz po ujrzeniu gołębia w kościele. Nagrałam to telefonem, gdy wracaliśmy autem (zmieniłam barwę głosu, aby zachować anonimowość). Piotr relacjonuje na gorąco co zobaczył i jeszcze nie wie, że dzięki niemu zostało zrobione zdjęcie Chrystusa. Tak wyglądają zazwyczaj nasze rozmowy, w trakcie których często się śmieję. Dzieje się tak, ponieważ opowiadając Piotr bardzo żywo i dość kabaretowo gestykuluje. A poza tym… to objawa wielkiej wewnętrznej radości i szczęścia, gdy Bóg jest tak blisko… 

 

Bądź sobą, bądź jak skała, jeśli jesteś czegoś pewny.

28. 08. 17 r. Warszawa.

Jechaliśmy do Kazimierza Dolnego…

  • Dzisiaj, gdy się modliłem; Ty, który rządzisz w nieomylny sposób całym wszechświatem… usłyszałem…
  • Nieomylny? A mówiłeś, że zakład wygrasz.
  • ……. – zaczęłam się śmiać przypominając sobie wczorajszą rozmowę. Była… cudowna pod każdym względem.
  • Widzę teraz Edzia, ma kilka psów koło siebie
  • A ja się tak śmierci bałem… mówi…
  • Dziwne… Przebierają go w białe ciuchy… – Piotr zapatrzył się przed siebie jednocześnie prowadząc samochód.
  • ? Ledwo umarł i już go przebierają? – spytałam.
  • Nie tak ledwo, minął prawie miesiąc.
  • Rany! Jak czas szybko leci… – pomyślałam.
  • W białe rzeczy? A to ciekawe… To może dlatego, gdy niektórzy widzą swoich bliskich w białych szatach to mówią, że są aniołami… Homiel, Edziu będzie aniołem? 
  • Dobrym duchem.
  • Czyli… aniołem? – pytam jeszcze raz, żeby zrozumieć lepiej.
  • Nie, opiekunem. To będzie rewelacyjny opiekun, bardzo dbały.
  • To ludzie stają się aniołami, czy nie?
  • Jak chcesz zobaczyć anioła spójrzcie na siebie.
  • …….. – i spojrzeliśmy.
  • Ty, Homiel! Jesteś super anioł – Piotr zaczął się podlizywać.
  • Willkomen.

Wlekliśmy się przez jakiś czas za wolno jadącym autem, który prowadził starszy na pierwszy rzut oka mężczyzna. 

  • Ale ten dziadek jedzie! – Piotr się zniecierpliwił.
  • Ten dziadek jest niewiele starszy do ciebie. Tylko siwej bródki nie masz.
  • Mam po bokach, ale krótkie, dlatego nie widać.
  • Te nędzne resztki? zaśmiał się Homiel za karę.
  • Ale jesteś!
  • A ty?!
  • …….. – śmieję się na głos… Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie…
  • Co to będzie Homiel? – Piotr chciał zmienić temat orientując się w porę, że z Nim nie wygra. Homiel punktuje każdy błąd.
  • …….
  • W wizji, gdy zobaczyłem falę, to bardzo szybko znalazłem się na jej szczycie… – przypomniał sobie.
- Zobaczyłem wielką falę, zdziwiłem się, że taka wielka i nagle byłem na jej szczycie. Nie wiadomo skąd się tam wziąłem. Zacząłem płynąć po jej tafli i czułem się tak, jakbym serfował... Fajnie mi było... Potem fala wyrzuciła mnie w powietrze wysoko i straciłem świadomość, jakby mnie nie było... Doszedłem do siebie na brzegu lądu, klęczałem na kolanach na kamieniach, w oddali zobaczyłem dwie kobiety, ale one nie zwracały na mnie uwagi, były jakby w negatywie zdjęcia... http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/22/nauka-nie-ma-konca/

  • To znaczy, że od zobaczenia do skoku będzie krótko… Jakie wydarzenie powiążesz z zobaczeniem fali? – pytam.
  • Na prochach Edwarda wypowiedziałeś słowa. Tak zobaczyłeś falę.
  • …….. ?! – czyli to był początek.
  • No to już niedługo… – westchnął Piotr. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że nie wiadomo czego mamy się spodziewać.
  • Czy boisz się poznać siebie samego?
  • Bez przerwy miałeś kontakt z Nami, abyś nie przeżył szoku.
  • Prawdziwe imię nie z tego świata jest.
  • …….. – Piotr spojrzał na mnie ciężkim wzrokiem. Zna swoje imię, ale trudno mu zaakceptować to, co się z tym imieniem wiąże.
  • Mały, szykuj się do drogi.
  • Już? – spytałam i zrozumiałam, że cały czas z Ojcem rozmawiamy.
  • Dopiero.
  • Czy daleko będę leciał?
  • Na drugą stronęczy Ojciec mówi o… Niebie?
  • ? To daleko?
  • Z jednej strony daleko, z drugiej strony na wyciągnięcie rękito prawda, dla niektórych Niebo jest na wyciągnięcie ręki, ale dla niektórych jest nieosiągalne.
  • A kiedy?
  • Jedni do szkoły, a ty wiesz dokąd.
  • Jedni uczyć się dalej, a Piotr do Domu… – pomyślałam. Ale co to znaczy? … że umrze ?!

    W klasztorze zwyczajowo odwiedziliśmy naszą kaplicę, a potem odszukaliśmy krzyż z figurą drewnianego Chrystusa, którego twarz wydaje się wyjątkowo męczeńska. Idąc śladami Piotra i ja pogładziłam Jezusa po twarzy nieoczekiwanie wyczuwając pod palcami Jego usta. Tak mnie to zaskoczyło, że ze wzruszenia ścisnęło mnie za gardło.

    Wychodząc z klasztoru Piotr zaczął mi szeptać…

  • Widzisz tę figurę?

  • Aha…
  • Ojciec powiedział…
  • Zobacz, na tej rzeźbie mam tyle włosów co ty. Coś nas łączy … i się śmieje.
  • ……. – ja też się śmieję. Ojciec ma niesamowite poczucie humoru.

Wracając do Warszawy wróciliśmy także do rozmowy…

  • Ojcze, to co się stanie ze mną?
  • Mały, kawy się napijesz, przecież lubisz kawę. Zobaczysz, co znaczy dobrze zaparzona kawa.

Kawa” to symbol spotkania, rozmowy. 


Dojechaliśmy do domu zmęczeni. Padliśmy oboje na kanapę.

  • Po co masz iść na kawę? Po co to wasze spotkanie? To jest zagadka! – pytam.
  • Hmm… Może chodzi o iskrę, o której mówiła Faustyna?
  • Tego nie wiesz! – reaguję natychmiast.
  • Nie lekceważ Piotra. Uważasz, że on jest nikim, a My wszystko. Nawet nie wiesz jak się mylisz.
  • …….. – przyznam, że mnie zamurowało.
  • Naprawdę? – Piotr zdziwiony.
  • Reperuję twoją reputację i roześmiał się, a mi zrobiło się naprawdę głupio. Rzeczywiście, ostatnio dla mnie było ważniejsze nie, co mówi Piotr, ale co mówi Niebo.
  • Po prostu… Piotr czasami się myli – zaczynam się plątać – A ja muszę być pewna, co piszę.
  • Gdybyś wiedziała, to byś inaczej mówiła.
  • Zabierają ci co twoje, ale nie martw się, wszystko odzyskasz Ojciec zwraca się do Piotra.
  • …….
  • Iza mówi językiem tak… rozmodlonym, może ja też tak powinnam? – przypomniałam sobie o mailach Izabeli.
  • Ona pisze językiem bogobojnym i ja rozumieją ci, których nie trzeba już prowadzić.
  • Jej słownictwo przychodzi samo, czy tego się trzeba nauczyć? Pytam, bo ja musiałabym to wklepać na pamięć – przyznaję szczerze.
  • Samo.
  • Hmm… – jak to możliwe, że przychodzi jej to tak zaskakująco normalnie, jakby jedną nogą była ciągle w Niebie? 
  • Jak Piotr „odleci” to mam wołać pogotowie? Co mam robić?
  • Och te wasze teorie. Jedna sekunda tu, to tam 100 lat. I odwrotnie.
  • ……. – zapadliśmy w zadumę nad tym wszystkim.
  • Co poczułaś jak dotknęłaś ust Mego Syna?
  • ?…… – ramiona mi opadły z wrażenia.
  • Żałość, wzruszenie… – zabrakło mi odwagi, by powiedzieć głośno… miłość.

29. 08. 17 r. Warszawa.

Piotr wrócił z pracy w wojowniczym nastroju. Zerkał tylko na mnie spode łba, a ja czekałam cierpliwie na rozwój sytuacji.

  • Bóg Ojciec powiedział, że jest mną rozczarowany.
  • Za co?
  • Za zakład. Powiedział…
  • Bądź sobą, bądź jak skała, jeśli jesteś czegoś pewny.
  • Aaa … Czyli powinieneś do końca optować za swoim?
  • Wahałem się ze strachu.
  • Dlatego przegrałeś powiedział teraz.
  • Głupi jestem Ojcze.
  • Nie chcę, byś uważał siebie za głupiego, tylko za niepewnego.
  • Uważam, że nie daję rady z tymi… zawiłościami – Piotr szczerze rozkłada bezradnie ręce. 
  • Celna uwaga, ale to My tworzymy te zawiłości. A więc zakład podtrzymujesz?
  • Tak.


Dopisane 25. 04. 2018 r.

Och te wasze teorie. Jedna sekunda tu, to tam 100 lat. I odwrotnie – im więcej wiemy, tym bardziej zapadamy w zadumę. Gdy zaczynamy dostrzegać jak nieprawdopodobnie mądry jest Bóg Ojciec, tym trudniej znaleźć nam odpowiednie słowo, by wyrazić nasz podziw. Bardzo trafnie opisała to również Aniela Salawa.

Drogę, wyboje, ławeczkę wybiera zawsze Ojciec.

27. 08. 17 r. Warszawa.

Nie mogłam zasnąć. Perspektywa, że może to być 23 września spowodowała, że poczułam powiew lęku. Może jeszcze nie strachu, ale lęku. Odbyłam nocny monolog z Ojcem. Przyznałam, że pouczam innych, a sama się niepokoję, choć przecież wierzę.

Rano wstaliśmy całkiem rześko i jak to niedziela w Warszawie pojechaliśmy do Ikei. Jadąc w porannych wiadomościach usłyszeliśmy, że Polacy zaczynają wracać do Polski. Natychmiast przypominam sobie słowa Homiela, który zapowiadał to już dwa lata temu.

  • Na razie to strumyczek, a będzie rzeka – powiedział teraz.
  • O kurcze, to w takim razie co musi zacząć się dziać w Europie, żeby zaczęli wracać hurtowo? – pytam, bo jeśli taki skutek, to jaka musi być przyczyna?
  • Polski paszport będzie w bardzo dużej cenie.
  • ……..
  • Ale co tam świat, ważne co u was się zacznie.
  • Kiedy?
  • W każdej chwili oczekuj.
  • Ten czas się skończył, kiedy jeździliście tak beztrosko.
  • Ale z NIP powiedział wytrwaj do sądu, a potem płyń – Piotr zwraca się do mnie.
  • Ja tak nie powiedziałem, tak usłyszałeś.

Bingo! Homiel nigdy się nie myli, to Piotr czasami nie dosłyszy. Dlatego tak bardzo proszę, żeby powtarzał mi słowo w słowo.

  • Ale w takim razie mogę robić błędy pisząc na blogu – zreflektowałam się.
  • Nie robisz błędów, intuicja cię prowadzi.
  • …… – Piotr zamilkł na jakiś czas.
  • Widzę Edzia…
  • Pilnuj Matki… – Piotr spojrzał na mnie zaskoczony.
  • Słyszysz… Edzia? – pytam na wszelki wypadek.
  • Zrobiłem piec… – zaczyna się tłumaczyć.
  • Widziałem, no cholera, żeś musiał tyle wydać!
  • ……. – zaczęłam się śmiać, bo tak właśnie Edziu całe ziemskie życie rozmawiał, nic się nie zmieniło.
  • Oj Piotr….
  • Co?
  • Ale masz, co masz…. Tata kręci głową z niedowierzaniem – Piotr pokazuje, jak robi to Edziu.
  • Przepraszam za młodość, nigdy nie miałem czasu rozmawiać, tylko cię lałem…
  • …….. – mnie dosłownie zatkało, a Piotr się rozpłakał. Obawiałam się, czy będzie mógł dalej prowadzić auto w tym stanie.
  • Edziu mnie przeprasza, bo w dzieciństwie strasznie mnie lał, raz nawet myśleli, że nie żyję… Robiono mi obdukcje – Piotr zaczął opowiadać z żalem, a im więcej sobie przypominał, tym bardzie bolała mnie głowa.
  • Nie mów już o tym, bo mi przykro.
  • Nic się nie stało, było, minęło…
  • Jako dzieciak byłeś niezłe ziółko, dlatego cię lał – przypomniałam sobie opowieści mojej teściowej.
  • Czeka cię bardzo trudna droga z tym, co dostaniesz.
  • ???!!!

Piotr tak bardzo poczuł się zmęczony, że ledwo dojechał do Ikei. Oboje czuliśmy się bardzo zmęczeni. Kupiliśmy kawę, jakąś kanapkę i usiedliśmy przy stoliku. Ta rozmowa z Edziem bardzo fizycznie nas wyczerpała i nie bardzo rozumiem dlaczego. Nie miałam siły się ruszać. 

  • Ty też tak się czujesz jak ja? – Piotr siedział z głową opuszczoną blady jak ściana.
  • Czy Edziu żałował za życia? – spytałam.
  • Tak naprawdę teraz żałuje głęboko za ciebie i za mamę twoją.

  • Pamiętasz, jak gacek zaatakował Edzia? Prosiłem wtedy Boga, by go odpuścił i wziął mnie.
  • …….?
  • Homiel mówi, że gacek zrobił to specjalnie, zaatakował go po to, bym ja poprosił.
  • Może dlatego zostały te ślady na ścianie? – zaczęłam się zastanawiać.
  • Miał na oko 110 – 130 cm, ale stopy na ścianie wyglądały nr nogi 34 – 35… Ale w sumie nie można ich mierzyć ludzką miarą.
  • Skąd wiesz, że miał tyle wzrostu?
  • Pokazali mi go. Siadł nad tym obrazkiem jakby chciał… wiesz co… Miał jeszcze ogon…
  • Dobra… wystarczy… – pomyślałam, że mam dosyć.
  • Spytaj Edzia lepiej, tak po starej znajomości, co dostaniesz.
  • Chyba nie może. Widzę jak schylił głowę.
  • ……..
  • Mam wrażenie, że gacki cały czas na mnie polują, czekają tylko w blokach startowych.
  • …….. – Piotr rozejrzał się dookoła zmęczonym wzrokiem.
  • Patrzę na ludzi już inaczej, coś się zmieniło we mnie.
  • Coś się zmienia.
  • Czy ta droga rzeczywiście będzie trudniejsza niż dotychczasowa? – pytam, bo słowa Edzia trochę mnie przestraszyły.
  • Przy Ojcu nic nie jest trudne.
  • Drogę, wyboje, ławeczkę wybiera zawsze Ojciec.
  • Zapamiętaj to raz na zawsze.

Poczułam, że to także odpowiedź na mój nocny monolog.

  • Jak te święta będą wyglądać w tym roku?
  • Zapomnij o świętach. To wszystko już było.
  • No jak mam zapomnieć? – przecież się nie da.
  • … Pokazał mi kwiat. Z pąku rozkwita w piękny kwiat.

  • Wiecznie pąkiem nie możesz być.
  • Ciężko się czuję – nadal nie mogę dojść do siebie.
  • Bo taka wiedza musi być prawdziwa – Piotr w zamyśleniu.
  • A czy kiedyś była nieprawdziwa?

Wracając z Ikei…

Spytaj się Homiela jak to jest, że możesz rozmawiać tak swobodnie z Edziem?

  • Przypominam ci, że tu nazywasz się Piotr, a nie tam.
  • Nie z tego świata jesteś i nie z tego świata słyszenie i widzenie masz.
  • Macie tam auta? – a Piotr dalej uparcie swoje.
  • Przecież już ci mówił, że nie – byłam tym pytaniem już zniecierpliwiona.
  • Twoje nowe audi to u nas skrzydła turbo, jedno piórko więcej.
  • …….. – rozśmieszył mnie tym porównaniem.

Dojechaliśmy do kościoła. Wchodząc do „naszego krzyża” zauważyliśmy w rogu „naszą żebrzącą”. Dałam jej 2 złote, a Piotr zero.

  • Nic jej nie dasz?
  • Bo nie mam. 
  • Akurat!… – pomyślałam.

Skończyła się msza, weszliśmy do głównej nawy kościoła i na chwilę usiedliśmy w ławce. Zauważyłam, że miętoli w ręku 10 zł. A więc miał!

  • Jezus mi nic nie powiedział, ale pokazał ciastko.
  • !!! – faktycznie, mieliśmy za chwilę podjechać do cukierni i tam coś kupić. Czyli chciał przez to powiedzieć; stać nas na zbytki, a jej żałujemy.

No i co? Oczywiście wróciliśmy do „naszej kobiety”, której oczy latały dookoła oceniając ile i od kogo może dostać. Było to tak widoczne, że aż nieprzyjemnie. Ale nie ja jestem sędzią, więc nie oceniam.

  • Patrz, cygankę wyrzucili, a jej pozwolili siedzieć – Piotr już w aucie.
  • Ludzie faktycznie nie są tolerancyjni.
  • Odezwał się mistrz tolerancji.
  • Hmm…. – Piotr się obruszył, ale nic nie powiedział. Może bym się nawet roześmiała, gdybym nie była tak zmęczona.
  • Wczoraj przyznałam się Ojcu, że mam lekkiego stracha.
  • To, co nadejdzie, będzie piękne córko, więc nie bój się ani o siebie, ani o małego.
  • A to, co czujesz, to ciężar, który zdjąłeś z Edzia, a musiałeś zdjąć, żebyś go uwolnił.

Wzruszyłam się bardzo. Cały czas z Ojcem rozmawiamy… Przebaczenie ma swoją wagę.


Wracaliśmy do domu nie mając ochoty na nic.

  • To miasto mnie męczy.
  • Daj sobie chwilę, a nabierzesz powietrza w płuca.
  • A jak nic się zdarzy do października? – Piotr.
  • To znaczy, że coś źle przetłumaczyłam.
  • Ty już źle nie tłumaczysz.

Dostałam maila od Izy;
Wielokrotnie pytałam Boga, dlaczego ja? Prosiłam, żeby mnie zabrał do Siebie i przytulił do Swego Serca, ale zaraz pomyślałam, że to jest egoistyczne myślenie, bo co z S… No i mój kochany Ojciec Pio i jego słowa: ” Aniołowie zazdroszczą nam tylko jednego, cierpienia dla Pana Boga „. Co nam przyjdzie z siedzenia ‚za piecem u Pana Boga’, no i co to jest kilkadziesiąt lat na tej ziemi w porównaniu z wiecznością ( jeden dzień w Niebie, to tysiąc lat na ziemi). Dzisiaj również kilka razy usłyszałam od Boga Ojca, jak bardzo Was Kocha. No i oczywiście nakazał mi o tym pamiętać! To, że Pan Piotr założył się z Ojcem, to powiem szczerze, dla mnie wielka zagadka. Ja jak próbuję coś z Ojcem polemizować, to od razu sprowadza mnie do pionu, mówiąc, żebym nawet nie dyskutowała, bo zaraz dostanę w tyłek. Nie raz jak odwrócę się od Jego Ikony tyłem i się nachylam, by po coś sięgnąć, to Mówi: ” Co mi tu tyłek wystawiasz”… Ale niejednokrotnie Pokazał mi w sposób bolesny, że się z Nim nie wygra.

Przeczytałam Piotrowi maila na głos …

  • Napisałaś, że założyłem się z Ojcem!? Założyłem się z Homielem! – był lekko przerażony, że taka szczera jestem.
  • Eeee…. I tak nikt w to nie uwierzy… – i machnął ręką. 

A wtedy…

  • A ty we Mnie wierzysz?
  • … ???
  • No wierzę… – Piotr zaskoczony pytaniem długo się zastanawiał co odpowiedzieć.
  • To dlaczego nie ufasz Homielowi?
  • No bo to Homiel, to nie Ty Ojcze…
  • Jeśli stworzyłem Homiela, to jak możesz w Niego nie wierzyć?
  • No bo Ojcze z sądem to nie tak prosto. 14 dni na odwołanie, 14 dni na napisanie pisma…
  • Żebyś się nie zaplątał się w tych czternastkach.
  • Powiedz Ojcu, że ufasz Mu bezgranicznie … – szepczę jednocześnie się śmiejąc.
  • Nie podpowiadaj.
  • No więc ufam Ci bezgranicznie.
  • To nie jest odpowiedź.
  • Podtrzymujesz zakład? Tak, czy nie?
  • ……. – Piotr zrobił wielkie oczy i nie wiedział jak wybrnąć.
  • Ojcze, Ty masz zawsze rację, chętnie bym go podtrzymał, ale nie… – i patrzy na mnie błagalnie.
  • …….. – śmieję się na całego, bo widzę, że nie wie jak się z tego wyplątać.
  • No… Ojcze, do 23 września nie da się tego załatwić – ciągnie dalej.
  • Skąd wiesz, że do 23 ma być załatwione?
  • Ola tak stwierdziła – Piotr rozkłada ręce zwalając na mnie winę.
  • Podtrzymujesz do 23 września zakład? Tak czy nie?
  • ……. – Piotr przechodzi burzę mózgu… Nie jestem jasnowidzem, ale po jego twarzy widać to jak na dłoni.
  • Ojcze, boję się, że mi wlejesz. Powiedziałeś, że zrobisz to po Swojemu, więc ja się wycofuję. Niech będzie według Twojej woli.
  • Jestem delikatnie tobą rozczarowany.
  • Taaak? To chętnie bym ten zakład podtrzymał – ucieszył się.
  • W sumie nie wiem o co ci chodzi, to jak jest?
  • To ja się zgadzam z Tobą Ojcze, twoje słowa mylić nie mogą… Ale przyznasz, że ten 23 września to trudna sprawa… No… naprawdę trudna sprawa – znowu rozkłada ręce. 
  • …….. 
  • Słyszę westchnienie Ojca, chyba jest zmęczony mną… – Piotr się przestraszył.
  • Ojcze przepraszam Cię, niech będzie po Twojemu.
  • Pokazał mi obraz… przypomniał mi wizję…
21. 11. 13 r. Szczecin. W nocy byliśmy w trójkę w olbrzymim pokoju, ja, ty i starszy mężczyzna z siwymi włosami i brodą. Siedziałaś na kanapie z 6 metrów dalej i czekałaś. Podchodzę do okna, pod którym w fotelu siedział mężczyzna. Stanąłem przed nim, kciukami trzymałem połacie marynarki i byłem taki pewny siebie. Obserwując to mężczyzna zaczął się serdecznie śmiać. Wtedy powiedziałem do niego; Fajny jesteś i sympatyczny, ale masz za dużo pomysłów w głowie, nie zostawię Oli z tobą – i wyszedłem zabierając cię ze sobą. Po przebudzeniu miałem wyrzuty sumienia, że tak się do Niego odezwałem, a jeśli to był sam Ojciec? http://osaczenie.pl/wp/2016/05/10/szatan/
  • Głupi byłem wtedy.
  • A czy robiąc zakład ze Mną głupi nie jesteś?
  • Jestem. Zdaję się na Ciebie Ojcze.
  • Zdajesz się, ale do końca Mi nie wierzysz.
  • …….
  • Ojciec musi cię naprawdę bardzo kochać, że tak ci pozwala – spoważniałam, bo choć dotychczasowa rozmowa była przezabawna (na pozór), niosła w sobie wielką naukę.
  • To co? Szczerze… Podtrzymujesz zakład?
  • No dobrze, ale zdaję się na Ciebie.
  • Bądź mężczyzną, to jak?
  • No dobrze, to podtrzymuję zakład.
  • A co ty byś mógł dla Mnie zrobić?
  • Modlitwa, post i jałmużna…
  • Jałmużna była dzisiaj wymuszona, postu nie widziałem, a modlitwa przed tobą – dał na siłę 10 zł, kupił wielkie ciasto… a modlitwa przed nim.
  • Potrzebowałem cukru… – zaczął się tłumaczyć z żalem. Zacisnęłam zęby, żeby nie wybuchnąć śmiechem…
  • Wmawiasz sobie.
  • ……..
  • Chyba Ojciec chce, żebym podtrzymał zakład – Piotr już nie wiedział co ma zrobić.
  • No właśnie… Też tak mi się wydaje…
  • … Choć nie jestem już tego taka pewna… – przyznałam po chwili.


Dopisane 22. 04. 2018 r.

  • A to, co czujesz, to ciężar, który zdjąłeś z Edzia, a musiałeś zdjąć, żebyś go uwolniłodejście Edwarda wiele nas nauczyło o życiu po śmierci. Nie od razu Piotr mógł rozmawiać ze swoim tatą. Piotr musiał zdjąć z niego ciężar winy, żeby go uwolnić. Wydaje się, że przebaczenie jest potrzebne nie tylko żyjącym tutaj, ale żyjącym także tam, na Górze. Być może to brak przebaczenia łączy danych ludzi życie na nowo, gdzieś tam w przyszłości.

  • Polski paszport będzie w bardzo dużej cenie – Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie (…) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym.

Ojciec Klimuszko: Polska będzie oazą spokoju [WIZJA]


  • Drogę, wyboje, ławeczkę wybiera zawsze Ojciec – czyli ludzki los, problemy i szczęście… wybiera zawsze Ojciec. 

Dasz świadectwo Mojej wielkiej chwały.

26. 08. 17r. Warszawa.

Miałam bardzo rzeczywisty sen, z którego wyrwałam się dopiero nad ranem. Byłam w Szczecinie, stałam na dużym skrzyżowaniu nieopodal mojego zamieszkania. Nadchodził wieczór. Zauważyłam, że ludzie biegali gdzieś w różne strony świata. Ich strach w oczach też mi się udzielił, choć nie wiedziałam dlaczego wokoło tyle zamieszania. Jakiś mężczyzna podchodzi do mnie prowadząc za rękę małego 4 – 5 letniego chłopca o jasnych włosach. Nakazuje, żebym to ja teraz nim się zajęła. Nie protestuję, tylko biorę jasnowłosego za rączkę. Chcę chłopca wziąć do tramwaju, ale nie mam biletu. Widzę, że ludzie dookoła są zdenerwowani, nie zwracają na nas uwagi i miałam wrażenie, że każdy chce szybko wrócić do domu. Ja też chciałam, ale w tym śnie nie wiedziałam dokąd mam iść, jakbym domu nie miała. Wzięłam chłopca za rękę i szliśmy piechotą, a była wczesna zima. Weszliśmy do jakiegoś małego sklepu, chwyciłam chłopca w pół i posadziłam na ławce. Robiąc to znalazłam się na kolanach.

Klęcząc przed nim zauważyłam, że nie ma na sobie butów, a zaczął padać śnieg. Zdenerwowało mnie to, że zgubił buty i zaczęłam potrząsać jego ramionami. Dlaczego jesteś na bosaka! Miałam do niego pretensje, a on cały czas milczał. Tak klęcząc miałam jego twarz tuż przed sobą. Zauważyłam, że chłopiec patrzy na mnie uważnie, ale radosnymi oczami, był cały uśmiechnięty i szczęśliwy, jakby go to w ogóle nie obchodziło, że zgubił buty. Nie musiał mówić, ale wiedziałam, że był przyzwyczajony chodzić na bosaka, nawet zimą. Jego wzrok był tak głęboki, tak mądry, tak przenikliwy, że zamilkłam. Patrząc w jego oczy doszło do mnie, że bardzo go kocham, poczułam głęboką miłość… i to mnie obudziło.

Nie opowiedziałam tego Piotrowi od razu. Jeszcze kilka godzin po obudzeniu miałam w pamięci uśmiechniętą twarz i… pewność, że był to Ojciec.


Rano pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Na schodach katedry siedziała młoda cyganka z dzieckiem. Podszedł do niej jakiś mężczyzna, który ledwo wyszedł z kościoła. Myśleliśmy, że zainteresował się dziewczyną, jej losem, więc nie podeszliśmy do nich, by nie przeszkadzać.

Uklękliśmy pod krzyżem i kątem oka zauważyłam na końcu długiego klęcznika obrazek Jezusa, a właściwie … wyczułam Jego wzrok. Nie wiem co się ze mną porobiło przez te lata, ale od razu ścisnęło mnie za gardło, to już jest silniejsze od mnie.

  • Mówi, że to dla ciebie Piotr się nachyla do mnie.
  • Naprawdę? – no i od razu łzy w oczach. 

  • A ten dla ciebie… – pokazał, że w drugim końcu klęcznika leży drugi taki sam obrazek.
  • Z okazji dzisiejszego waszego święta.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie zastanawiając się o jakie święto chodzi.
  • Który dzisiaj? – pytam. 
  • 26…
  • Rocznica ślubu! – nigdy o tym nie pamiętamy. Inni muszą nam przypominać.

Byliśmy sami, więc Piotr nie krył się ze swoimi reakcjami, w pewnej chwili dosłownie się rozpłakał.

  • Powiedziałem, że chciałbym dotknąć Jego stóp… i wiesz co powiedział?
  • Czułem twoją dłoń, gdy gładziłeś Mnie po twarzy.

Aaaa… to oczywiście zdarzyło się niedawno w Kazimierzu Dolnym. To tam, w klasztorze Piotr nie mógł się powstrzymać, aby nie pogładzić twarzy Chrystusa…

Wychodząc zauważyliśmy, że cyganka siadła poza ogrodzonym terenem kościoła. Dając jej pieniądze dowiedzieliśmy, że mężczyzna, ten który „ledwo wyszedł” z kościoła przepędził ją o kilka metrów dalej. Bardzo zaczęła się żalić, że ludzie przychodzą się modlić, a zaraz potem przepędzają ją brutalnie szarpiąc za ramię. Trudno mi było w to uwierzyć. Gdyby oni wszyscy wiedzieli, że ta cyganką może być On…

Byliśmy dzisiaj przy „naszym” krzyżu i z daleka zobaczyliśmy cygankę, która od tygodni tam „zawodowo urzęduje” i zarabia żebrząc. Piotr na jej widok zatrzymał się i nie chciał wejść. Powiedział, że przeszkadza mu jej obecność. Trochę go rozumiałam, ponieważ siedziała na posadzce 2 metry od krzyża, ale też nie wyobrażałam sobie, by tam nie wejść. Właściwie zmusiłam go do wejścia. Piotr pomodlił się szybko, wydawałoby się, że zrobił to machinalnie. Poklęczał trochę i wyszedł. Już po wyjściu… 
-Ale usłyszałem… ?! 
-Niech nikt nigdy nas nie rozdziela, tą cyganką mogę być Ja. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/20/jak-bedziesz-widzial-ze-stoja-miedzy-nami-to-nie-boj-sie-isc-do-mnie/

Pojechaliśmy na kawę. Dostałam od Izy nową wiadomość i zaczęłam ją czytać Piotrowi na głos. Wzruszają mnie jej maile, ponieważ widzę, z czym się zmaga i jak ciężką ma drogę.

  • Może Iza musi znaleźć spokój w konfesjonale? – Piotr.
  • W konfesjonale znajdzie to, co ta cyganka przed kościołem.
  • Hmm… Niezrozumienie?
  • To prawda. Nawet księża jej nie zrozumieją, może tylko jakiś zakonnik myślący głęboko… – zamyśliłam się.
  • Mam nadzieję, że u nas znajduje to zrozumienie.
  • …….
  • Homiel pokazał jak ja ładuję baterię i ona zaczyna świecić. Dostaje od nas światło.
  • albo raczej energię – bo i tak można tę wizję zinterpretować.
  • ……..
  • Rano usłyszałem słowa…
  • Dasz świadectwo Mojej wielkiej chwały.
  • …….. – wzdycham głęboko, bo to chyba ponad nasze siły.
  • Widziałem Ojca oblicze… Prawdziwe… Wszystkie włosy stają na baczność… – kiedy tylko to wspomina, zawsze przeżywa na nowo.
  • To niewiele ich stoi.
  •  … Zawsze ma humor – śmieję się głośno.
  • Ojcze, czy Ty na pewno wiesz co robisz? – Piotrowi się wyrwało, co znowu wywołało u mnie lawinę śmiechu.
  • Sam widzisz jaka jestem ofiara losu…
  • Dzisiaj ofiara, jutro supersonic.
  • ……. – mina mi zrzedła, bo zrozumiałam, że to nie Homiel.

Zajrzałam do internetu co znaczy supersonic; https://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/supersonic

  • Ty się śmiejesz, a ja jestem ciekawy jak Oni to wszystko zorganizują. Przecież mam firmę!
  • Ja na pewno nie przejmę twojej firmy, nie nadaję się.
  • Ale widziałem to w wizji, jak odjechałaś wozem.
  • Źle to interpretujesz, to nie Ola przejmie, to My przejmiemy wszystko. Przejmiemy Olę i twój majtek.
  • Ty zostaniesz z tym chłopcem, biedny i goły.
  • Zostaniesz z chłopcem, bo tak wybrałeś. Zatwardziały materialista wybrał ducha.
Szliśmy razem z małym chłopcem, blondynkiem, po ubitej drodze, ja trzymałem go za rękę z jednej strony, a ty z drugiej strony. W prawym ręku trzymam wiaderko, a w nim cały swój dobytek i dokumenty. Przed nami widzę stojącą wywrotkę, pełną śmieci, wielka góra śmieci na wozie była po tysiąc więcej warta niż to, co mam w wiaderku. Podeszliśmy do auta, które było włączone, przerzuciłem z wiaderka wszystko na pakę, wrzuciłem też tam ciebie, potem chciałem rzucić też chłopca, ale nie mogłem. Nie mogłem oderwać go od ziemi, a ponieważ do auta wsiadał właśnie kierowca (w niebieskiej koszuli)… to go zostawiłem. Wskoczyłem na pakę i usiadłem koło ciebie, nie chciałem zwracać uwagę na tego chłopca, patrzyłem wszędzie, byle nie na tego chłopca. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/05/29/bardzo-konkretna-boza-odpowiedz/
  • Jasny gwint! Ojciec ma rację! Cały czas mieliśmy to przed oczami, przecież auto prowadził mężczyzna w niebieskiej koszuli!
  • Przejmiecie wszystko? – Piotr się przeraził, że ktoś mu zabierze, co jego.
  • Bez skrupułów.
  • Kiedy?
  • To słońce, które poszukujesz jest wyznacznikiem.

Rozdziawiłam ze zdziwienia buzię. Dzisiaj wpisywałam na blog nowy tekst http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/26/i-chrystusa-nauka-trwala-do-pewnego-czasu-sila-nie-w-ilosci-a-jakosci/ i miałam zdanie, które próbuję rozwikłać od dłuższego czasu; przed trzecim podniesieniem słonecznym staniesz przed obliczem Ojca. Do tej pory nie wiem jak to rozumieć. Zrozumiem po fakcie.

  • To jest czas bardzo nieodległy.
  • To przesilenie czy podniesienie?
  • To nie ma znaczenia, którego słowa używasz.
  • Ale to na pewno przesilenie?
  • Nie ma odwrotu, to nieuchronność zdarzeń, na pewno to nie jest grudzień.
  • Zacznie się w tym roku?
  • Już się zaczęło.
  • Jak długo będzie trwało?
  • Do końca.
  • Koniec jest odległy?
  • Blisko.

Czuje lęk, choć bezgranicznie ufam Ojcu. Mam nadzieję, że mi to wybaczy.


Poszliśmy do kina na „Valerian”.                                http://www.filmweb.pl/film/Valerian+i+Miasto+Tysiąca+Planet-2017-659080

  • Chciałabym o nim zapomnieć raz, a dobrze – mówię do Piotra dwie godziny później.
  • Nie ma już dobrych filmów – potwierdza.
  • Jest… „Pasja”… To film absolutny…
  • Tak, ale stary…
  • Jaki stary! – obruszyłam się.
  • …….
  • Zapisz coś…. Usłyszałem coś chyba po aramejsku…
  • Ehuenaa
  • naa?
  • Tak, jakby dwa razy „a” na końcu…
  • …….. – zapisałam i już zaczęłam główkować jak mam to sprawdzić.
  • Homiel mówi, że znajdziesz w „Pasji” … Pokazał scenę z Kajfaszem.

To już drugi raz musiałam włączyć „Pasję” i przesłuchać scenę po scenie z Kajfaszem w słuchawkach.

  • Jezusie z Nazaretu, powiedz nam, czy jesteś Mesjaszem, Synem Boga Żywego? – Kajfasz. 
  • Ja jestem Ehue ana – Piotr lekko nie dosłyszał.

To jest ten sam fragment, w którym sprawdzaliśmy słowo „szedaja”. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/01/16/czy-wierzysz-ze-jeden-czlowiek-moze-uniesc-brzemie-grzechu-calego-swiata/ Zagłębiłam się w te słowa i miałam nieodparte wrażenie, że nie p „Ehue ana” chodzi. To tylko wskazówka, by zwrócić uwagę następne zdanie Jezusa; I ujrzycie Syna Człowieczego po prawicy Bożej i przychodzącego na obłokach niebieskich.

  • Dlaczego to usłyszałem?
  • Dlatego, że zasłużyłeś na te słowa.
  • Chociaż dałeś tej cygance 5 złotych, to dałeś jej pokrzepienie. To bardziej warte niż 50 zł – … które miał schowane w kieszeni, a nie dał… i Ojciec to widział… 

Siedziałam oglądając TV i rozmyślałam co znaczy przesilenie.

  • Przesilenie to przejście z wiosny na lato, lato na jesień i tak dalej… – wzruszam ramionami, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
  • Widzisz, sama sobie poradzisz.
  • Najbliżej 23 wrzesień… To 23 wrzesień? – pytam.
  • ……… – ale nie dostałam odpowiedzi.
  • Ojciec powiedział przed trzecim podniesieniem słonecznym staniesz przed obliczem Ojca „Przed” … czyli tak naprawdę w każdej chwili to może się stać – myślę trzeźwo, bo z czasem nauczyłam się, że słowa Ojca są bardzo precyzyjne.
  • A dlaczego nie październik w takim razie? Ciągle słyszymy, że to październik jest ważny?
  • Kiedyś zrozumiesz.
  • Dlaczego to ja słyszałem „ehue ana” ? Nic takiego nie zrobiłem…
  • Sędzią twojej osoby jest ten, kto ci to podał.
  • …….. – czyli sam Ojciec.


Dopisane 20. 04. 2018 r.

  • Źle to interpretujesz, to nie Ola przejmie, to my przejmiemy wszystkomoże zbyt często powracam do tej wizji, ale tym samym chcę pokazać jak ważne jest zwracanie uwagi na szczegóły. Do tej pory w ogóle nie skupialiśmy się na tym „drobnym” elemencie wizji, jakim wydawało się bycie kierowcą. A przecież gdyby nie kierowca, samochód by nie ruszył. Zbagatelizowaliśmy ten fakt, co było wielkim błędem. Ten błąd zmienia kierunek interpretacji wizji. Wiele osób otrzymuje wizje, ale czy potrafi je interpretować? To jest trudne i wymaga wprawy.

  • Przed trzecim podniesieniem słonecznym staniesz przed obliczem Ojcato również opisuję dokładnie, ponieważ „bawienie się w datowanie”, jak powiedział raz Ojciec było kolejnym poważnym błędem, moim błędem. To niekończącą się lekcja o zaufaniu.

Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić.

23. 08. 17 r. Warszawa.

Siedzimy na kawie.

  • Nie wiem co planuje Ojciec, ale mam nadzieję, że będziemy mieli na kawę – Piotr zamyślił się.
  • Dawno mógłbyś kasłać, a jednak pijesz tę kawę.
  • Hmm… – uśmiechnęłam się, bo faktycznie… jakoś tak się zawsze dzieje, że mimo wielu problemów z głodu nie umieramy.
  • Bo nie „mieć”, a „być” jest ważne.
  • Dużo wody przelało się w rzece zanim to powiedziałeś. Teraz mogę usiąść w fotelu… … czyli odpocząć.
  • To takie ważne?
  • Ty nie wiesz ile nacerowałem się skarpet, byś to zrozumiał.
  • …….. – zaczęłam się śmiać.
  • Czyli tyle drogi musiałem przejść, aż dziury zrobiłem w skarpecie… Ten to ma powiedzenia – Piotr kręci głową, a mnie ciary przechodzą po plecach, bo widocznie nie zdaje sobie sprawy, że z Ojcem rozmawia.
  • Ale w tym świecie, tak to już jest, że trzeba coś jeść – mówię.
  • Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz.
  • …….. ?!

Uśmiechnęłam się zaskoczona. Gdy z kuchennych zapasów zostaje mi czerstwy już chleb, nie mam siły wyrzucać go do śmieci, lecz kładę na balkon. Zlatują się tam różne ptaki, a zwłaszcza jedna uparta wrona.  Gawroni po swojemu jakby dziękowała. Pewnego razu przybliżyła nawet głowę do szyby, przez którą ją obserwowałam i tak sobie spojrzeliśmy w oczy… co było dość niezwykłe. Nazwałam ją „moim krukiem”. Kiedy wychodzę z domu, często czeka przy wejściu do budynku, nawet dzisiaj. Mówię do niej…

  • Cześć kruk – … a ona piórami rusza. W takich chwilach mam wrażenie, że wszyscy na tym świecie są w jakiś przedziwny sposób ze sobą połączeni.

„mój kruk”

Piotr zaczął opowiadać o firmie, a  ostatnio ma mnóstwo w pracy i w związku z tym mnóstwo problemów.

  • Ciekawe… Dlaczego tak nagle, jakby się worek rozwiązał…
  • Wiesz dlaczego twoi ludzie mają tak dużo pracy teraz?
  • Żebyś był im niepotrzebny, będą sobie radzić.
  • Ale to nie potrwa wiecznie, to na jakiś czas – mówię przytomnie.
  • …….
  • Miałem dzisiaj dziwną sytuację z R. Kiedy wszedł do pokoju, poczułem zapach skóry i zobaczyłem 3 monety na dole skórzanego worka.
  • Czuję skórę pustej sakwy… mówię do niego.
  • Co to znaczy?… pyta mnie R.
  • Że nie ma pan pieniędzy.
  • No właśnie… W tej sprawie przychodzę.
  • ……. – zaczynam się śmiać.
  • Nie zdziwił się? Twoi ludzie będę się ciebie bali.
  • Eeeetam – Piotr machnął ręką.

Wieczorem.

Oglądamy informacje w TV, że zakończono akcje „Selfie dla Maryi” http://koronamaryi.pl/dolacz/selfie/

  • Szkoda… Nie wiedziałam o tym. Też bym wysłała.
  • Wasze selfie jest u Nas. Cała ściana, obrazy zatrzymane w kadrze.
  • Tak? – nie wiem, czy Homiel żartuje, czy mówi prawdę.
  • Lepiej byś mi pomógł w pisaniu – a przygotowywałam tekst o ewentualnym końcu świata, które nie będzie końcem.
  • Jestem spokojny o ciebie. Kiedy nie wiesz odpowiedź znajdujesz w głowie.

To ciekawe co powiedział. Rzeczywiście, co prawda nie słyszę Jego głosu, ale kiedy się nad czymś głęboko zastanawiam w środku głowy zdania układają mi się same. To przychodzi jak olśnienie. Czasami słyszy się, że ktoś coś powiedział mimowolnie, podświadomie, intuicyjnie. Lub ktoś coś odkrył nagle krzycząc eureka… Wierzę w to, a właściwie jestem pewna, że do tego rękę przyłożyło samo Niebo.

  • Czy zdarza się, że ktoś umiera wbrew Waszej woli? – pytam.
  • Jesteś szutnik – p.s. po rosyjsku żartowniś.
  • Hmm…. – czyli to nie jet tak, że na przykład jakiś samobójca będzie dla Nieba zaskoczeniem. Śmierć samobójcza jest nie tyle zaplanowana, co brana pod uwagę jako ewentualność.
  • …….
  • NIP będzie następnym w roku moim zdaniem – Piotr ciągle o przyziemnych sprawach.
  • Na kolana ich rzucę.
  • !!!!!! – Piotr lekko struchlał. A ja struchlałam, bo z Ojcem cały czas rozmawialiśmy. 
  • To brzmi jak wyrok.
  • To jest wyrok.
  • Co oznacza huk przy twoim nazwisku? Jaka to jest reakcja?
  • Hmm… Gwałtowna? – Piotr niepewnie.
  • A widzisz… Czyli myślisz.
  • … Słyszę, że ktoś się śmieje w tej chwili, aż się trzęsie.
  • … Zobaczyłem scenę z Jokerem, kiedy zobaczył siebie w lustrze i nie mógł się przestać śmiać  – https://www.youtube.com/watch?v=Dj2rQaj25h4
  • Joker śmieje się z siebie – już analizuję.
  • Co to znaczy?
  • Że też będziesz śmiał się sam z siebie, ze swoich wątpliwości jakie ciągle masz.
  • Jak myślisz… Pan Bóg lubi zakłady? Lubi się zakładać? – Piotr pyta niepewnie, bo już zaczyna wątpić, czy dobrze zrobił.
  • Bardzo lubi.
  • Dlaczego?
  • Lubi, gdy widzi jak ludzie się dziwią.

Hmm… To w takim razie lubi, gdy jestem w permanentnym zdziwieniu. Z powodu zdziwienia  ciągle chodzę zamyślona. Do tego stopnia, że niedawno patelnię próbowałam wcisnąć do pralki. Zorientowałam się, że coś jest nie tak dopiero wtedy, gdy nie chciała przejść przez okienko. Pan Bóg nie tylko lubi, ale też musi mieć niezłą z tego rozrywkę i akurat tym wcale zdziwiona nie jestem. Kiedy w TV nasłucham się wiadomości ze świata, też przełączam na kabarety, dla równowagi. 


24. 08. 17 r. Warszawa.

Poszłam do kina obejrzeć film; Fatima; ostatnia tajemnica. Siedziałam w ostatnim rzędzie i obserwowałam kto przyszedł na seans. W kinie było 33 osoby, w tym 5 mężczyzn, 3 siostry zakonne. Podsłuchiwałam ludzi, którzy siedzieli najbliżej mnie i szybko zorientowałam się, że zdecydowanie nie były to osoby, które przyszły na seans przypadkowo. Jakie to szczęście, że są na tym świecie jeszcze tacy, którzy traktują to poważnie. 

  • Dowiedziałaś się czegoś nowego w tym filmie? – Piotr pyta mnie wieczorem.
  • Nic nowego się nie dowiedziała, ale się utwierdziła.
  • … Ma rację… – Homiel uprzedził moją odpowiedź.

Kiedyś Piotr sprowadzał z Singapuru specjalistyczną herbatę drastycznie obniżającą poziom cukru. Zwykła herbata działała jak lekarstwo, ale mi tego nie sprzedawała się zbyt dobrze na naszym rynku. Nie było sensu dalej w to brnąć, więc zaprzestał ją sprowadzać. Dzisiaj spotkał pewnego człowieka…

  • Wchodzę do niego.
  • Kawy się pan napije?… mówi do mnie.
  • Nie mogę jestem po zawale, już piłem dzisiaj jedną.
  • Ja też nie mogę, mam cukrzycę.
  • A ile pan ma tego cukru?
  • 215.
  • Insulina jest potrzebna.
  • Proszę pana, kiedyś była taka herbata, ale jej już nie ma, byłem zdrowy wtedy jak rydz.
  • … i pokazuje mi stare pudełko.
  • Tą herbatę kiedyś ja ściągałem, ale przestałem.
  • Proszę pana, ja poszukuje jej po całej Europie. Czy pani wie, że w 2010 wykupiłem wszystkie zapasy i piłem po terminie ważności dwa lata? Trzymała mnie przy życiu, a teraz nie mogę sobie poradzić ze sobą.
  • Ściągałem ją, więc postaram się panu to załatwić.
  • … Spojrzałem na niego i mówię …
  • Zaczynam mieć wątpliwości, czy celem tej wizyty jest podpisanie umowy, czy załatwienie tej herbaty.
  • Wie pan co? Pan mnie szokuje… Jak pan to widzi? Bóg mi pana zesłał.
  • … Koronka… –  uśmiecham się.
  • Skontaktowałem się z Singapurem i poprosiłem o herbatę, mają przesłać.
  • Zrobiłeś wielką rzecz dzisiaj – … a przecież nie musiał.
  • Byłeś wielki, przełamałeś się. Napisałeś i dostałeś odpowiedź. Tam inny skrzydlaty siedzi, nie bój się.

Byłeś wielki, przełamałeś się… Zamyśliłam się nad tymi słowami. Zerwanie kontaktu z Singapurem było dość gwałtowne i burzliwe. Piotr zarzekał się, że już nigdy tam nie zadzwoni, ani nie napisze, a jednak ten ”inny skrzydlaty” był na tyle skuteczny, że zwykłe, biznesowe spotkanie przerodziło się w akcję ratunkową. Mamy być dobrzy dla innych ludzi. Drobnymi gestami naprawiamy ten świat. Tak właśnie działa Bóg. I tego chce Bóg.

  • Jak Ojciec to robi? – wyrwało mi się, bo byłam pod wielkim wrażeniem.
  • …Słyszę śmiech…
  • A ty Mnie z sądem pouczasz?
  • Ojcze, gdyby głupota mogła latać, to fruwała by pod niebiosa – Piotr zacytował słynne słowa ze znanego czeskiego serialu.
  • Myślę, że wyżej.
  • …….. – śmieję się głośno, uwielbiam takie chwile.
  • Jakie będą te święta? – Piotr już na poważnie. 
  • Inne niż zwykle.
  • Na czym polega ta inność? – Piotr drąży dalej.
  • Zobaczymy.
  • Czy chociaż skład ten sam zostanie? – pytam, bo takiej zmiany obawiam się najbardziej.
  • Limit w tym roku wyczerpany.
  • Czyli w tym roku nikt już nie odejdzie… –  i od razu dochodzi do mnie myśl, że Niebo nigdy nie mówi dokładnych dat.
  • A czy coś się będzie się działo w tym roku jeszcze?
  • Co chwilę coś się dzieje.
  • Przewiduję duże zmiany. Ten huk przy twoim nazwisku to nie taki sobie huk, to coś więcej.
  • Co masz na myśli?
  • Rozwiniesz skrzydła.
  • W jaki to sposób?
  • Martwi Mnie, że o to pytasz, to świadczy o twojej inteligencji.
  • Czy wiele się zdarzy? 
  • Jeszcze wiele.
  • Dlaczego mam kłopoty teraz?
  • Żebyś nie odleciał. Tylko będąc na ziemi trzeźwo, będziesz zrozumiany.
  • Oderwana będzie Iza, która nic nie rozumie, a mówi prawdę. Ona odleciała.
  • …….
  • Przez te problemy bardzo bolało mnie serce. W pewnej chwili myślałem, że umieram.

Spojrzałam na Piotra spokojnie… Ciekawe… Zauważyłam, że wcale mnie to nie zdenerwowało, co powiedział. Tak bardzo ufam Ojcu i wierzę w Jego plany i wiem, że Piotr ma żyć jeszcze, że przyjęłam to bardzo, bardzo spokojnie. 

  • Ojcze, jak on wytrzyma huk, kiedy go serce boli?
  • Są różne huki, może być miły huk.
  • …….
  • Właśnie wchodzimy z placu zabaw do przedpokoju.
  • A co dalej?
  • Pokój.
  • A co w tym pokoju?
  • Spotkanie.
  • Zobaczyłem ławeczkę zieloną z długimi belkami, po lewej stronie widzę drzwi zamknięte, a na dole smugę światła z pokoju.
  • Od niedawna tak siedzisz.
  • Jedna chwila na Górze będzie ważniejsza niż całe twoje życie tutaj.



Dopisane 19. 04. 2018 r.

  • Jak zaufasz to nawet kruki będą cię karmić, tak jak ich karmisz.

Potwierdzeniem prawdziwości troskliwej opieki Boga wobec wszystkich pokładających w Nim nadzieję, nawet podczas klęski suszy, jest wzruszający biblijny przekaz o tym, jak w sytuacji postępującego kataklizmu Eliasz był cudownie karmiony przez kruki: „Wówczas zostało skierowane do niego słowo PANA: Idź stąd na wschód i ukryj się w wąwozie potoku Kerit, na wschód od Jordanu. Będziesz tam pił wodę z potoku, krukom zaś rozkazałem, aby cię żywiły. Wyruszył więc zgodnie z rozkazem PANA i zatrzymał się nad potokiem Kerit, na wschód od Jordanu. Rano i wieczorem kruki przynosiły mu chleb i mięso, wodę zaś pił z potoku. Po pewnym czasie jednak potok wysechł, gdyż w kraju nie było deszczu” (1Krl 17,2-6). W oparciu o przywołany epizod można powiedzieć, że prorok posłuszny Bożemu słowu uczy wszystkich wierzących, że życie w całkowitej zależności od Boga wymaga absolutnego zawierzenia Mu, bez szukania jakichkolwiek zabezpieczeń, gdyż istnienie człowieka jest wyłącznie Bożym darem. http://tarnow.gosc.pl/files/14/10/26/344464_wiek20C5BCyjC485cy20wiarC485.pdf

Niedawno „mój kruk” zrobił mi niespodziankę. Bez powodu podleciał do okna, siadł na parapecie i zajrzał mi do pokoju. De facto przyłożył swoją głowę do szyby, aby zajrzeć do środka. Coś tam po „swojemu” powiedział i zaczął wędrować po parapecie w tą i z powrotem przez kilka długich minut. Trzy osoby przyglądały się temu zjawisku z rozbawieniem, ale tylko Piotr i ja wiedzieliśmy o co chodzi.  Kompletnie się nas nie bał. Czy historia z Eliaszem i krukiem może być prawdziwa? Zdecydowanie tak. 

Iskra to wiele składowych.

21. 08. 17 r. Warszawa.

Piotr się zmienia i to na moich oczach. Chodzi zamyślony, nie ma w nim tego kabaretowego poczucia humoru, który go tak charakteryzował. A może to po prostu jedynie żałoba?

  • Jesteśmy na zakręcie – mówi w zadumie. 
  • Na zakręcie byłeś w ubiegłym roku. Dzisiaj wchodzisz w ścianę – kryształową ścianę.
  • Chyba wchodzimy – poprawia Piotr.
  • Nie mieszaj jej w to. Dotyczy to tylko ciebie.
  • Wiesz co znaczy ściana kryształowa? Oczyszczenie.
  • To samo pokazał mi teraz Homiel. Pokazał jak wchodzę w kryształową ścianę i odpadają ze mnie wszelkie brudy.
  • ……..
  • No to będzie ciężko – Piotr westchnął.
  • Nie, Piotr. Będzie rewolucyjnie.
  • Tak?
  • Rewolucja wszystko zmienia.
  • Ale rewolucja jest burzliwa.
  • Nie wszystkie, była taka aksamitna…
  • …….. – nooo, o tej akurat zapomnieliśmy. https://pl.wikipedia.org/wiki/Aksamitna_rewolucja
  • Kwiatki na polu wyrosną.
  • … Widzę białą postać idącą po polu, gdzie dotyka tam rosną nowe kwiaty.
  • ……..
  • Jak temu, co imię zwrócili mogą kwiaty rosnąć? – pyta Piotr ciągle głęboko zamyślony.
  • Nie tak powiedziałem. Nie bój się tego imienia.
  • ……..
  • Widzę jak czerwona pustynia zamienia się w kwiaty…
Atacama w Chile; nazywana najbardziej suchą pustynią świata, zakwitła.
  • Tak moc będzie w tobie.
  • Jak to możliwe?
  • Wszystko jest możliwe przyjacielu.
  • Kim jest Iza?
  • Jest taka jak Anneliese, ale da coś więcej.
  • To jest ta iskra Boża? – o której wspomniał Jezus Faustynie.
  • Iskra to wiele składowych.
  • …….
  • Mam wrażenie, że to faktycznie czasy ostateczne, coś się wydarzy.
  • I to szybko.

22. 08. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra w kawiarni. Przyszedł zadowolony, ale i nadal ciągle zamyślony.

  • W kościele usłyszałem od Ojca… – i się zaciął, łzy mu poleciały.
  • Zwracam ci wszystko, co ci zabrałem.
  • Hmm… Wszystko? Krzyż już masz, imię już masz… – wyliczam.
  • Pokazał mi postać idącą po pustyni, tam gdzie kładła stopę, tam rosła trawa.
  • Piękne….
  • A teraz Homiel pokazuje mi jak idę drogą i krok po kroku zaczynam się uzbrajać jak ten… no… Iron Mann… po kolei, nawet czuję jakbym miał nakolanniki… Dziwne uczucie ...
…dla tych, co nie wiedzą co Piotr ma na myśli
  • Czuję, że ta moja tułaczka tutaj się skończy. Czuję teraz jak mam te nakolanniki, na łokciach coś… Wszystko mieni się na złoto…

Piotr bardzo się wzruszył i nie mógł przez chwilę dalej mówić. Oglądał swoje nogi, ręce, macał się po łokciach, jakby faktycznie coś tam miał… Musiałam go uspokoić, bo ludzie zaczęli się interesować co robi.

  • Pan Bóg nie lubi, gdy zachowuję jak ta ciota, nie lubi kiedy się mażę…
  • …….. – a jednak się rozkleił. Musiałam poczekać, aż dojdzie do siebie.
  • Czy te święta będą normalne?

Spytał może dlatego, że wczoraj przypomniałam mu słowa z grudnia, kiedy to Homiel powiedział, że święta nie będą w tym samym składzie. Szczerze mówiąc, to dość porażające, że Jego słowa tak mocno się realizują.

  • Już nic nie będzie normalne. Z odejściem Edwarda skończyła się era spokoju i stagnacji.
  • Spodziewaj się huku przy twoim nazwisku.
  • Wypłyniesz na powierzchnię, rozwiniesz swoje ogromne skrzydła. Dmuchniesz te gacki i polecisz.

Huk przy nazwisku? I to jest ta jedna z niewielu rzeczy, których nie chciałabym, aby się sprawdziły. Nie chcemy rozgłosu, chyba, że Ojciec zaplanował inaczej... 

  • Pan Bóg lubi ciszę przecież… – Piotr zaczyna się bronić.
  • Skąd wiesz co Pan Bóg lubi?oho! Już wiedziałam, że na pewno rozmawiamy z Ojcem. Nie uprzedziłam jednak Piotra, bo chciałam, żeby dalej rozmawiał swobodnie.
  • Dawno nie byłeś w Niebie to nie wiesz. Żeby wstrząsnąć potrzebny jest huk.
  • Kiedy ten huk?
  • Nim się obejrzysz.
  • Ja w to wierzę… Z Caviezelem też powiedział, że znajdzie się sam i się znalazł !!! – ciągle nie mogę wyjść z głębokiego zdziwienia.
  • Oni używają takich słów, które trudno w danej chwili zrozumieć, a po fakcie pasują wręcz idealne!
  • Caviezel przyleci jeszcze raz. Z tej okazji nie zrezygnuje, która mu się nadarzy.
  • ???!!!
  • Zaczynam się bać naprawdę – Piotr siedział sztywny.
  • Ty? Przed tobą się wszyscy trzęśli.
  • Widzę, że rzeczywiście Ojciec pozbawił cię wszystkiego.
  • Nawet wśród aniołów, gdzie panuje wszechobecna miłość byłeś nieprzejednany.
  • Odejście Edwarda to początek wielkich zmian.
  • ……. – spojrzeliśmy na siebie zmęczonym wzrokiem.
  • Ciekawe jak Oni to zrobią? – już nie pytam czy zrobią, ale jak! To jest zagadka!
  • Samo się robi…
  • Samo… „Sam się znalazł” – od razu pomyślałam.
  • Nie po to cię wysłałem tutaj, byś był ślepy. Ten błąd już robiłeś.
  • ……. – teraz to im sam Piotr zrozumiał, że z Ojcem rozmawia.
  • Czy trzeba się modlić do aniołów ? – dostałam mailem takie pytanie.
  • Modlitwy tworzyli ludzie nawiedzeni przez Ducha Świętego.
  • Wow… – właśnie nad tym zastanawiałam się ostatnio. Niektóre modlitwy są bardzo trafne, a widzę to dopiero teraz, mając wiedzę. Nie mogły pochodzić tylko od człowieka.

Wieczorem.

  • Pan Bóg zabronił mi mówić o sobie – Piotr zaskoczony.
  • Ty masz milczeć, Ja będę mówił.
  • Cicha niemowa obdarzona łaską widzenia. Widzisz i wiesz. 

Utyskiwałam nad moim nadmiarem normalności i brakiem bogobojności w rozmowach, a dzisiaj czytam w „Świadectwo”.



Dopisane 17. 04. 2018 r.

  • Jest taka jak Anneliese, ale da coś więcej.

Anneliese Michel – niemiecka katoliczka poddana wielu egzorcyzmom przed śmiercią. https://pl.wikipedia.org/wiki/Anneliese_Michel


  • Iskra to wiele składowych – Dzienniczek św. Faustyny. 

Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa:

Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje.

Biedak zawołał, Pan Bóg wysłuchał.

20. 08. 17 r. Warszawa. 

Grzanie załatwione, bezpieczeństwo załatwione, porządki w toku. Spokojnie możemy wracać do Warszawy. Siedzimy w pociągu i jakby z nas powietrze wyparowało.

  • Czy ten rok dobiegnie do końca spokojnie?
  • Nigdy w życiu! – Homiel się obruszył i zrobił taką minę jakby chciał powiedzieć; zgłupiałeś?!
  • Dlaczego Iza miała się modlić za nas? – pytam. 
  • Żebyś nie była wdową, mało tych śladów na ścianie?
  • Dostaję cykorii – Piotr udaje, że zaczyna się bać.
  • Przeżyjemy gestapowców, przeżyjemy i ormowców – Homiel użył jednego z kolejnych, ulubionych powiedzonek Piotra, a ma ich cały zestaw.
  • Ale wiesz, że to może się zacząć w każdej chwili, my już odetchniemy a tu bach! – przypomniałam sobie, że Edziu odszedł w ostatnich minutach lipca.
  • Nie odetchniecie.
  • Mocno będzie? – Piotr dopytuje.
  • Ciągle chcesz to samo robić? Kilka dni pracowałeś, a ile się modliłeś? Nie możesz tyle tracić.
  • Powiedziałem ci; każdy dzień bez modlitwy to dzień stracony.
  • ……..
  • Ciągle zastanawiam się nad Izą…. To niesamowite jak Ojciec to wszytko ułożył
  • Trudno w to wszystko uwierzyć – Piotr przytakuje głową…
  • A ten swojeHomiel znużony.
  • Jaka jest jej przyszłość?
  • Tu jest na chwilę i wraca do Domu.

W rozumienia Nieba, w obliczu wieczności wszyscy tutaj jesteśmy na chwilę, ale to nie znaczy, że na krótko.


Wahałam się przez dłuższą chwilę, czy zadać pytanie, które wierciło mi dziurę w mózgu z chwilą, gdy przeczytałam maila od Izy. Wczoraj na blogu pisałam o Faustynie;

Jezus wyraźnie mówi, że ma być sekretarką, ma spisywać Jego słowa i przekazać je ludziom. Mówiąc o przyszłym życiu (w "Dzienniczku" określenie „w przyszłym życiu” występuje 7 razy) bierze się pod uwagę tylko dwie możliwości; życie po śmierci w Niebie lub kolejne życie na ziemi. Czytając tą odpowiedź natychmiast nasuwa mi się kolejne pytanie; 
Jaki sens miałoby spisywanie słów Jezusa po śmierci w Niebie? Dla kogo? Dla ludzi w Niebie?… Przecież to bezsensu… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/16/teraz-jestes-gotowy-bedziecie-razem-walczyc-przeciwko-wystepnym/ 
Gdy spytałam Homiela, czy Faustyna powróci odpowiedział; 
- Jej droga na ziemi się nie kończy.

I dlatego jedno zdanie Izy głęboko mnie zastanowiło; Też się domyślałam, że Święta Siostra Faustyna Kowalska (która należała do rodziny ze strony mej mamy) nie jest z tego świata (zarówno ta miła mi Święta, jak i drogi mi Ojciec duchowy Święty Ojciec Pio należeli do grona sprawiedliwych w Niebie).

  • Czy Izabela to Faustyna? – walnęłam prosto z mostu.
  • …….
  • Homiel chyba nie ma ci nic do powiedzenia.
  • Ale intuicję masz dobrą.
  • ???!!!
  • Tylko nie pisz jej tego.
  • A dlaczego nie?
  • Sama powinna dojść do tego – i myślę, że Piotr ma rację.
  • …….
  • Co to będzie…? – znowu pyta o przyszłość.
  • Zamiast beczeć to byś się pomodlił, ino wcześniej.

Roześmieliśmy się oboje, bo Homielowi humor dzisiaj dopisuje. Wstawaliśmy o godzinie 3 w nocy i choćby z tego powodu oczywiście Piotr będzie narzekał, że nie ma siły, aby się pomodlić. 

  • Jeśli to wszystko się zrealizuje, co Homiel mówi, to zabiorą nam tę naszą codzienność na amen – analizuję na szybko.
  • Słyszę …
  • Przekwitanie, powitanie.
  • Hmm… – czyli odejdzie stare, nadejdzie nowe.

Piotr się zagłębił w myślach i zapatrzył w sufit. Odezwał się dopiero pół godziny później.

  • Głowackiego widziałem niedawno na ulicy i zobacz… nie ma już faceta – http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/janusz-glowacki-nie-zyje-glowacki-zmarl-19-sierpnia-pogrzeb-na-powazkach-wojskowych/vvey9v0
  • Nie ma tutaj.
  • …….
  • No dobra, ale co z NIP? Ciągle cisza…
  • Wybuchnie gwałtownie i z wielkim impetem. Nawet jak się rozegra 31 grudnia, nie mam zamiaru kupować ci samochodu.
  • … Uważaj, z Ojcem teraz rozmawiasz – szepnęłam do ucha, choć zdaje się, że z Ojcem rozmawiamy od samego początku.
  • Nie jest ci potrzebne do szczęścia. Masz siać pychę i zgorszenie?
  • Masz zadowolić siebie, czy Mnie?
  • Ojcze, musimy opiekować się Izą?
  • Wystarczy kontakt. Opiekę ma w domu, od was energię dobrą.
  • Dlaczego Iza też jest w to wciągnięta? – ciągle nadziwić się nie mogę.
  • Masz wiedzę z dwóch źródeł.

Zamilkłam uświadamiając sobie jak świetny i mądry plan ułożył Ojciec. Jeszcze jedna osoba, obca nam do niedawna potwierdza to, co się u nas dzieje. Niespodziewany i bardzo wiarygodny świadek naszych doświadczeń.

  • Caviezel oficjalnie potwierdził, że znowu zagra Jezusa – przypomniałam sobie… – Ciekawe, czy naprawdę czytał moją kartkę.
  • Nie zapomnij o Duchu Świętym. Będzie oglądał, czytał i myślał.
  • Przyjdzie czas, już wkrótce, że będziesz rozmawiała i to nie z sobowtórem.
  • Przy stoliku, w pokoju, jak dwóch przyjaciół, prawdziwych przyjaciół.

Jak ja się rozbeczałam się… Obok siedzieli ludzie, a ja chlip, chlip, chlip… Bardzo się wzruszyłam.

  • I przyjdzie to tak niespodziewanie jak sobowtór się znalazł.

I zatkało mnie w sekundę. Ojciec przypomniał mi rozmowę;

- Rób swoje, on sam się znajdzie. Pisząc piórem nie myśl, że masz pióro. Masz miecz.
Tajemniczy jak zwykle… W jakiż to sposób ma znaleźć się sam? http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/06/05/kochaj-boga-ponad-wszystko-oddaje-wszystko/

I tak też się stało… Znalazł się sam  http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/16/a-ktoz-powiedzial-ze-kazdy-ma-przejsc-przez-te-uchylone-drzwi/

Do końca podróży siedziałam całkowicie pogrążona w swoich myślach. To nieprawdopodobne, niewyobrażalne dla logicznie myślącego człowieka, że wszystko co słyszymy, co jest nam przekazywane… z czasem się sprawdza. Po raz setny poczułam się tak mała, jak kropka na końcu odnóża najmniejszej z małych mrówki.


Dojechaliśmy do domu zmęczeni i senni. Położyliśmy się na drzemkę, by jakoś dotrwać do wieczora.

  • Wiesz co usłyszałem jak się położyłem?
  • Biedak zawołał, Pan Bóg wysłuchał.
  • Sprawdź w internecie…

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał. Ps 34 (33), 2-3. 6-7. 17-19. 23 (R.: 7a)

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Dusza moja chlubi się Panem, niech słyszą pokorni i niech się weselą.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, oblicza wasze nie zapłoną wstydem. Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym, by pamięć o nich wymazać z ziemi. Pan słyszy wołających o pomoc i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu. Pan odkupi dusze sług swoich, nie zazna kary, kto się doń ucieka.

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał.

Dostałam kolejną wiadomość od Izy.

Nadejdą piękne czasy dla Polski, gdzie Sam Wielki Pan będzie Królował, ale za nim, to nastąpi muszą nadejść straszne czasy. To Wy, Panie Piotrze i Pani Aleksandro przygotowujecie nam wszystkim zesłanym na tą ziemię zaplecze, abyśmy to wszystko przetrwali. Gdy już ludzie będą utrudzeni i wykończeni złem, które ich spotkało, wtedy zaczną mnie słuchać, co zrobić, aby powstrzymać gniew Pana. Inni zesłani mi wtedy pomogą wypełnić moją Misję od Pana. Muszą Oni najpierw uwierzyć, o co przez ostatnie 3 lata się modliłam… W między czasie pozwolono mi ich poznać i zasiać ziarno, które miało zakiełkować wiarą w Prawdziwego Boga, a potem wiarą w to kim są…

Czytam tego maila, przypominam sobie także nasze rozmowy i…

  • My jej do pięt nie dorastamy – stwierdzam stanowczo. Jej styl pisania i mówienia jest tak różny od naszego, że zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy nie jesteśmy zbyt… zwykli.
  • Gdyby tak było, nie poprawiłbym jej… Ja, ty i Oni.

Duch Święty mnie oświecił i zaczęłam pisać, a dziś rano pozwolił mi dokończyć. Wczoraj w ciągu dnia, gdy wypowiedziałam słowa: ” Tylko Ty i ja Panie i reszta świata… „, On Odpowiedział: ” ty, Ja i oni”. Chodziło Mu o Panią, Pani Aleksandro i o Pana Piotra. Jak byłam dzisiaj na mszy Świętej, Pan Powiedział: ” pamiętaj, że Ich Bardzo Kocham” i jak wracałam Powtórzył te Słowa. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego wszystkiego co się dzieje….

  • Ona robi swoje, wy robicie swoje.
  • Zaczynam mieć kompleksy – przyznałam otwarcie.
  • ……. Piotr pokiwał głową, że mnie całkowicie rozumie. Izabela jest tak nabożna, a my tak normalni, że zaczynam się zastanawiać, czy nie obrażamy Ojca, że jesteśmy aż nadto normalni. A może chciałby inaczej?

Piotr zgodnie z zaleceniem  poszedł pomodlić się wcześniej niż zwykle, ale zaraz wrócił.

  • Ojciec nakazał mi przerwać modlitwę i ci przekazać…
  • Nie wolno wam się licytować. Ale to ty dostałaś znak. Nikt takich znaków nie dostał i pamiętaj o tym. Ty masz jej pomóc.
  • A tobie pozwoliłem zobaczyć swoje oblicze – zwrócił się do Piotra.
  • Twój język jest życiowy, a jej bogobojny, ale który trafi bardziej?

Rozbeczałam się znowu, bo to słowa od Ojca…. Bo w ogóle odpowiedział na moje pytanie… Bo to wszystko jest tak niesamowicie nieprawdopodobne….

Piotr powrócił do modlitwy, pół godziny później gdy rozłożył się na naszej kanapie przed TV…

  • No dobra…. zobaczymy co dalej.
  • Długo czekać nie będziesz.
  • Siedzisz sobie i tak rozmawiasz… Przypominam ci, że po fali spadłeś na głębokie kolana…
  • Cześć luzak!….
  • I to się skończy.


Dopisane 15. 04. 2018 r.

  • Przyjdzie czas, już wkrótce, że będziesz rozmawiała i to nie z sobowtóremjuż teraz jasne jest dlaczego sam Chrystus wybrał tego człowieka, Jimy Caviezela, do odtworzenia roli Jezusa. 

Ratuj tych, których kocham.

18. 08. 17 r. Szczecin.

Piotr wczoraj był tak wściekły po ujrzeniu śladów, że wczoraj wieczorem odprawiał egzorcyzmy dwa razy dłużej i dwa razy intensywniej niż zwykle, użył do tego „swojego” krzyża.

  • Jeszcze nie rozumiesz znaczenia tego krzyża. Przyjdzie czas, że nie będziesz się z nim rozstawać – usłyszeliśmy, gdy wrócił.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie.
  • Na razie mam remont na głowie.
  • Czy ten, któremu przywrócono imię będzie się zajmował remontem łazienki, czy remontem świata?
  • Tak jak ten ślad zniszczyłeś, to tak czynić będziesz na świecie.
  • Nie po to zostałeś powołany, by zajmować się prozą.
  • Nie zmarnuję Swojego żołnierza, żebyś był kuchtą.
  • Ratuj tych, których kocham.
  • A kim jest Iza Ojcze?
  • Nie widzisz co robi? Niesie na sobie ciężar tych, co nie mają świadomości.

  • Nie chce mi się wracać do pracy – Piotr zmęczony.
  • Czeka cię kraul czyli pływanie, czyli dalsze kombinowanie jak przeżyć.
  • Skąd wiesz? – Piotr pyta bezpośrednio już zapominając, że to z Ojcem rozmawia. Kurczę się nieco w sobie, bo nie wiem, czy gdzieś grom nie walnie.
  • Ja to widzę.
  • Niewielu z Naszych ma życie dostatnie i spokojne.
  • Są tacy w ogóle?
  • Są. Spójrz na swojego syna, ale za niego inni muszą płacić.
  • Hmm…. – czyli tacy jak Izabela. Dla równowagi.
  • Ciekawe co z Edziem… – Piotr się zamyślił…
  • Edziu nie umiał mówić, musiał prawdę wykrzyczeć, walczył o życie za wszelką cenę.
  • Naprawdę był chory?
  • Choroba w środku była straszna.
  • To rak?
  • Najgorsza wersja.
  • ……..
  • Jak to wszystko zorganizować? – pyta Piotr o remont domu.
  • Trzeba czekać na znaki – przypominam sobie słowa Homiela.
  • Nie tylko znaki, ale i pomoc.
  • Tak?
  • Razem wszystko przejdziemy.
  • ……..
  • Co dzieje się z moją mamą? – zauważyłam, że ostatnio dziwnie się czuje. Po śmierci Edzia obserwuję moich rodziców czujnym okiem i widzę, że czas robi swoje…
  • Bardzo powoli schodzi z niej powietrze.
  • Dlaczego? – przestraszyłam się.
  • Nie pytaj.
  • To ona będzie następna? – pomyślałam przestraszona jeszcze bardziej.
  • Choć schodzi, to jeszcze ma czas do odejścia.
  • Ale… Jak mam jej poświęcić więcej czasu? Ciągle jestem w Warszawie…?
  • Stań w rozkroku.
  • ??? – nie zrozumiałam.
  • Kupię im kamerkę do skypa! – wpadłam na pomysł.
  • To jest właśnie rozkrok.

19. 08. 17 r. Szczecin.

Ciągle prowadzimy w domu szybkie porządki i szykujemy się do remontu, choć Homiel wyraźnie zaznacza, że i tak z bliżej nieokreślonych powodów sami nie damy rady.

  • Jak myślisz, ile czasu poświeciłbyś Nam, gdybyś tak ciężko pracował?
  • Niewiele – przyznał Piotr. Pracuje fizycznie od rana do wieczora i zmęczony pada do łózka.
  • Myślisz, że się na to zgodzimy?
  • Nie.
  • Excellent. Poćwiczyłeś, popracowałeś, a teraz wracaj do Nas.
  • Nawet się nie pomodliłeś porządnie wczoraj.
  • Nie byłem w stanie.
  • Sam widzisz.
  • Nic nie zdążysz zrobić ponadto co zrobiłeś.
  • Dlaczego?
  • Jak ten, który odzyska swoje imię, może zajmować się remontami?
  • Zdaje się… 
  • Zdaje się, że będą cię wołać na rozmowę przerwał mu Homiel.
  • Na razie jesteś mały, a będziesz duży.

Sprawa z Izą rozwija się coraz bardziej i coraz bardziej mnie to intryguje. Nie mamy już żadnych wątpliwości, że faktycznie słyszy i rozmawia z Jezusem, Maryją… Ojcem.

Nie na darmo Pan Kazał mi się modlić za Was i za Waszą rodzinę przez ponad dwa lata niemalże codziennie. Byliśmy tak blisko, a jednak tak daleko. On Wie co robi! Jest nas więcej (wysłanników Bożych) i każdy ma inne zadania do spełnienia… Powiedziano mi, że dowiecie się w październiku. Też się domyślałam, że Święta Siostra Faustyna Kowalska (która należała do rodziny ze strony mej mamy) nie jest z tego świata (zarówno ta miła mi Święta, jak i drogi mi Ojciec duchowy Święty Ojciec Pio należeli do grona sprawiedliwych w Niebie). Mi też podsunięto proroczą informację, że nastąpi masowy głód, itp. zanim zatriumfuje Niepokalane Serce Maryji, ale nie mogę tego tekstu znaleźć (muszę bardziej się postarać, bo tam było dokładnie opisane).

  • Homiel.. Co to spotkanie znaczy dla nas? – pytam.
  • Czy nie dobrze kontaktować się z taką osobą, która też ma wiedzę?
  • Zauważyłeś? Homiel nie chce przekazać całej prawdy o Izie.
  • Źle mówisz.
  • Ja nie prawdę chcę przekazać. Ja nie chcę przekazać wiedzy. Prawdę zawsze mówię.
  • Hmm… – i już wiedziałam, że to słowa od Ojca.


Dopisane 13. 04. 018 r.

  • Nie tylko znaki, ale i pomoci rzeczywiście taka pomoc nadeszła. Gdy rozpoczęliśmy remont szybko się zorientowaliśmy, że sami nie damy rady. Zaczęliśmy szukać fachowców, ale każdy znaleziony nagle był zajęty. Przypomniałam sobie wtedy, że rok wcześniej spotkałam na ulicy „przypadkowo” znajomego, który takie remonty w domach przeprowadza. Wymieniliśmy się telefonami na wszelki wypadek. Przypomniałam sobie to spotkanie i zadzwoniłam. Gdy spytałam, czy jest taka możliwość, by zajął się w miarę szybko odnowieniem domu, po drugiej stronie słuchawki usłyszałam ciszę. Myślałam, że się rozłączył.
  • Właśnie dzisiaj skończyłem zlecenie i jestem już wolny – powiedział zaskoczony.

Już wtedy przeszła mi myśl przez głowę, że to nie może być przypadek. Pan Mirek rozpoczął remont z dnia na dzień i zadomowił się u nas na parę miesięcy. Ponieważ znałam go ponad 10 lat, spokojnie mogliśmy mu przekazać klucze do domu i wyjechać do Warszawy. Teraz widzę, że Niebo postawiło na swoim. 

  • Jak myślisz, ile czasu poświeciłbyś Nam, gdybyś tak ciężko pracował?

Mirek przeprowadzał remont, a Piotr powrócił do odprawiania egzorcyzmów, do wizyt w kościele, czyli do swoich powinności.


  • Nie widzisz co robi? Niesie na sobie ciężar tych, co nie mają świadomościczytając o doświadczeniach osób, które zostały wybrane przez Ojca, bardzo charakterystyczne jest to, że tak jak w przypadku Izabeli, niosą na sobie ciężar tych, co nie mają świadomości. Zapisane rozmowy Alicji Lenczewskiej w”Świadectwo” wiele wyjaśniają, dlaczego tak się dzieje.

Smród diabła, zostawił swój znak.

14. 08. 18 r. Szczecin.

Jesteśmy zajęci instalacją nowego kotła gazowego. Bezpieczeństwo, grzanie, porządek… tak powiedział Ojciec. Chcemy zrobić to, co najważniejsze. Mimo wielu zajęć Piotr nadal ma kontakt.

  • Byłem w pokoju. Zobaczyłem małego, drewnianego ptaka.
  • Jaki?
  • Nieokreślony, nie byłem w stanie ocenić co to za ptak. Wziąłem go jak zabawkę do łóżka i z nim zasnąłem. Nagle jego jedno skrzydło zaczęło się ruszać, potem drugie, ale to mnie nie ruszyło. Spałem dalej. Kiedy się obudziłem zobaczyłem, że cały ptak jest żywy i lata po pokoju…
  • Ale to wizja?… Czy co? – zgłupiałam, tak to opowiadał, że już nie byłam pewna, czy to zdarzyło się na naprawdę, czy nie.
  • Wizja oczywiście.

15. 08. 18 r. Szczecin.

Dzisiaj, wieczorem dopiero jesteśmy w stanie chwilę porozmawiać.

  • To co… Szykują się dalsze zmiany? – Piotr mruczy pod nosem. Śmierć Edzia wiele zmieniła w życiu całej rodziny.
  • To mało powiedziane, czeka cię rewolucja.
  • Jak ciebie to i mnie – mówię przytomnie, przecież na jednym wózku jedziemy.
  • Ciebie to nie dotyczy.
  • Stracisz męża, ale zyskasz przyjaciela nowego.
  • Jakim cudem… ? – myślę od razu.
  • Chciałem się wstawić za Edzia…
  • Nie musisz, jego duch jest już w krainie szczęśliwości.
  • A mama?
  • Dałeś jej nadzieję z tym domem. Znajdzie spokój w pieleszy dnia codziennego.
  • A moi rodzice ? – pytam.
  • Po cóż im duch, gdy ciasto jest dobre?
  • ……. – westchnęłam.

Moi rodzice… Nie szukają duchowości, są bardzo przyziemni. Nie rozmawiają o Bogu, o życiu „po”, o Niebie… Nie rozumieją ludzi, którzy nie żyją ziemią. Wystarczy im dobre ciasto, jak powiedział Ojciec.

  • Samym ciastem człowiek nie żyje.
  • Oni żyją.
  • Smutne to.
  • W sumie nie. Niczego od nich nie wymagamy.
  • …….. – zastanowiło mnie to od razu.

Czyżby od tych, którzy czują więcej wymagają więcej? Jeśli to Ojciec wszystko daje, daje nasze talenty, nasz wygląd, rozum, więc daje nam również to, czy czujemy więcej, czy czujemy nic. To dlatego niektórzy przechodzą przez życie jak cienie. Oni po prostu są i nic więcej. Ale czy to znaczy, że się nie uczą?

  • Robimy ten gaz i przypominam sobie słowa Ojca i nadziwić się nie mogę… To co w takim razie będzie dalej? – Piotr pyta zamyślony.
  • Ja na zakon jestem za stara! – żartuję.
  • Nie wiek czyni osobę duchową, a zaangażowanie w Ojca.
  • ……..
  • Izabela mnie dzisiaj zaskoczyła… – Piotr kiwa głową nie dowierzając.

Kiedy ostatnim razem widzieliśmy się na stypie, widząc jej zmagania i poznając doświadczenia wręcz nakazałam jej czytać mój blog. Uznałam, że nie ma sensu wszystkiego tłumaczyć, czego wytłumaczyć się w kilku zdaniach po prostu nie da. Powinna to przeczytać. I tak zrobiła.

p. s. poprosiłam ją, by napisała jak to się stało, że przyjechała na stypę (usunęłam imiona).

Dzisiaj napisała maila. (p.s. ponieważ Izabela czyta na bieżąco moje wpisy, więc napiszę również o naszych odczuciach, kiedy dostawaliśmy jej maile.)

W końcu, gdy położyłam S. spać, Duch Święty mnie oświecił i zaczęłam pisać, a dziś rano pozwolił mi dokończyć. Wczoraj w ciągu dnia, gdy wypowiedziałam słowa: ” Tylko Ty i ja Panie i reszta świata… „, On Odpowiedział: ” ty, Ja i oni”. Chodziło Mu o Panią, Pani Aleksandro i o Pana Piotra. Jak byłam dzisiaj na mszy Świętej, Pan Powiedział: ” pamiętaj, że Ich Bardzo Kocham” i jak wracałam powtórzył te słowa. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego wszystkiego co się dzieje….

Najpierw ja to czytałam kilkukrotnie nie mogąc uwierzyć, potem przyłączył się sam Piotr.

  • Coś niesamowitego… – wydukał tylko.
  • Ona naprawdę rozmawia z Ojcem!
  • Czy naprawdę Ojciec to powiedział? – pytam na wszelki wypadek, bo wydaje się to niewyobrażalnie niewiarygodne, żeby przez osobę trzecią, do niedawna nam obcą, Bóg Ojciec przekazywał o nas takie informacje.
  • Ona nigdy nie kłamie.
  • ……..
  • Idę się pomodlić – i wyszedł.

Wrócił po pięciu minutach oznajmiając…

  • Jezus kazał ci przekazać…
  • Podoba Mi się twoja praca, a obraz jest prawdziwy.
  • …….. – rozdziawiłam buzię ze zdziwienia, to była bardzo niespodziewana odpowiedź na moje niedawne pytanie; czy się podoba?

17. 08. 17 r. Szczecin.

Miałam zanotowane w moim dzienniku z datą grudniową, że w tym roku czekają nas przeprowadzki. Teraz widzę, że jest to bardzo możliwe. Jeśli dom teściowej stoi już niemal pusty, po co więc wynajmować mieszkanie? Nie jest to dla mnie wprawdzie szczęśliwe rozwiązanie, ale rozsądek szepcze co innego.

  • Co z tą przeprowadzką? Mógłbyś coś powiedzieć Homiel? – zaczął Piotr.
  • Jak jesteś ciekawy, to zajrzyj do kawy zażartował. Piotr nie zrozumiał, ale miałam skojarzenie z wróżeniem z kawowych fusów.
  • Ale jesteś … – Piotr z żalem.
  • Cokolwiek będzie, to i tak będzie jak Oni chcą – wzruszam ramionami.
  • Jak zawsze.
  • Ale czasem to boli – Piotr pomyślał o śmierci Edzia.
  • Jednych boli, drugich cieszy bo my się martwimy, a Edziu już szczęśliwy… Taka drobna różnica.
  • Cierpienie to dogmat Chrystusa. Im bardziej cierpisz, tym bliżej Chrystusa.
  • …….
  • Po drugiej fali domy przestaną dla ciebie istnieć.

Pojechaliśmy do teściowej kontynuować instalację gazu. Wielki rumor się zrobił przy tym, ponieważ trzeba było dodatkowo kuć ścianę, więc na koniec wzięliśmy się za ogólne porządki. Widząc nie najlepszy stan psychiczny Krysi, postanowiłam osobiście uporządkować pokój Edzia, do którego nikt poza nim i teściową przez lata nie wchodził. Dziwne to uczucie było widzieć jego kubek, który stał przy łóżku, jego pootwierane lekarstwa, rozrzucone ciuchy, niezaścielone łóżko. Był człowiek, nie ma człowieka… Zaczęłam wszystko zbierać do worka, odwracam się i … wryło mnie dosłownie w podłogę. Na ścianie zauważyłam coś dziwnego… Zawołałam głośno Piotra i musiało  być w moim głosie coś takiego, co spowodowało, że pojawił się w 2 sekundy. Staliśmy naprzeciwko ściany próbując zrozumieć co widzimy. Zrobiłam zdjęcia.

zdjęcia oryginalne

ślady diabła

  • Widzisz to?
  • Ślady… – Piotra zamurowało.
  • Ręce?
  • Nie… wyglądają na stopy – powiedział zdumiony i rzeczywiście wyglądały jak stopy, które odbiły się idealnie wokół obrazka.

Podeszłam bliżej i przyjrzałam się samemu obrazkowi.

  • To Święta Rodzina.

Przy okazji przyjrzałam się też bliżej samym śladom. Patrząc pod światło zauważyłam, że czarny ślad świeci jakby był tłusty. Zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie.

  • To jest chyba osmalone… ? – sama byłam zaskoczona swoim odkryciem.
  • Homiel, co to są te ślady?
  • Smród diabła, zostawił swój znak.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni. Taki dowód na jego istnienie to wielka rzadkość.

Piotr się bardzo wkurzył i zaczął ścierać te ślady najpierw bluzką, którą znalazł na podłodze, a potem dorwał leżący niedaleko nóż i  zaczął je zeskrobywać prawie do samej cegły. Kiedy skończył, pozostała po nich jedynie wielka ceglana dziura. Patrząc na nią…

  • No to co? Remont?
  • Remont – wzruszam ramionami. I tak oto jeszcze jedne słowa Ojca właśnie zaczynają się realizować.

Wieczorem siedliśmy zmęczeni przed TV, ale nie obchodziło nas co leci w TV.

  • Co z tym domem? Teraz to nikt nie chce tam już mieszkać.
  • Dom jest w stanie takim jak zdrowie Edwarda czyli na pozór wszystko ok, a pod spodem ruina.
  • Ale wygląda na to, że będziemy tam mieszkać – Piotr drąży dalej.
  • Wasze plany nie są zbieżne z Naszymi planami.
  • To co mam robić?
  • Oczekuj znaków, przyjdą niebawem.
  • Hmm…
  • A co Edziu na remont? – pytam.
  • Jest już w innym świecie, zostaw go.
  • Ciekawe… Od kiedy jest ten ślad na ścianie?
  • Homiel mi pokazał, że jak się wyprowadzaliśmy.
  • I to ma sens… – pomyślałam.
  • Przywróć mi moje imię… Jak ja mogłem to w ogóle powiedzieć? – Piotr zamyślił się.
  • Na „trzeźwo” tego bym nigdy nie powiedział… Nie wiedziałem co mówię…
  • Nie ma od tego odwrotu. Ani na sekundę, ani na milimetr.
  • Hmm…
  • Kiedy się dzisiaj modliłem zobaczyłem twarz Chrystusa, ale nie tą co zwykle, ale tą z twojego rysunku… Ciągle ma zamknięte oczy.


Dopisane 10. 04. 2018 r.

  • Smród diabła, zostawił swój znakślady pochodzą z pokoju Edwarda, z domu, w którym wszystko się zaczęło. Opisuję całą historię na http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Wrócę wstecz na chwilę. 

20. 11. 10 r. Szczecin. 
Przedwczoraj wracaliśmy autem z Warszawy do Szczecina w wesołej atmosferze, byliśmy szczęśliwi. Wchodząc do domu już wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Nie było nikogo, kto mógłby nas witać, co się nigdy nie zdarzało. Po chwili z góry zbiega teściowa i zaczyna krzyczeć do nas z pretensjami. Chyba zebrały jej się wszystkie pretensje świata, bo staliśmy jak wryci nie wiedząc o co jej chodzi. Piotr stał kompletnie zaskoczony, bo zastał całkowicie niesłusznie zaatakowany. Dostało się i mnie. Do tego dołączył niedługo teść. Musieli w pewnym momencie powiedzieć o jedno słowo za dużo, bo Piotrowi zrobiło się tak przykro, że szepnął mi do ucha; Wyprowadzamy się natychmiast. Nie wierzyłam co się dzieje. Nigdy nie widziałam u nich tyle niechęci i złości do nas. Mam wrażenie, że do końca nie wiedzieli co robią, jakby coś w nich wstąpiło. Parę minut później już siedziałam w internecie i szukałam mieszkania. http://osaczenie.pl/wp/2016/04/08/przeprowadzka/

Bóg Ojciec wrócił do tej sytuacji mówiąc;

  • Diabeł nie próżnuje. Udało im się was poróżnić. Martwiliśmy się tą chwilą. Choć znamy przyszłość, to martwiliśmy się chwilą.

To nie przypadek, że ślady pokazały się wokół tego obrazka. Niedaleko wisiał też krzyż, a jednak to obrazek wzbudził w gacku większe zainteresowanie. Dlaczego?

Rorate Caeli opublikował tłumaczenie znakomitego wywiadu, pierwotnie opublikowanego w 2008 roku, z kardynałem Carlo Caffarrą z Bolonii. W nim odwołuje się do korespondencji, którą posiadał z Siostrą Łucją, głównym wizjonerem Matki Boskiej w Fatimie:

P. Istnieje przepowiednia s. Łucji dos Santos z Fatimy, która dotyczy „ostatecznej bitwy pomiędzy Panem a królestwem szatana”. Pole bitwy to rodzina. Życie i rodzina. Wiemy, że Jan Paweł II przekazał wam zadanie zaplanowanie i ustanowienie Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną.

> Tak, otrzymałem takie zadanie. Na początku tego dzieła powierzonego mi przez Sługę Bożego Jana Pawła II, napisałem do siostry Łucji z Fatimy przez jej biskupa, ponieważ nie mogłem tego zrobić bezpośrednio. Niewytłumaczalnie jednak, ponieważ nie oczekiwałem odpowiedzi, widząc, że prosiłem tylko o modlitwę, otrzymałem bardzo długi list z jej podpisem – teraz w archiwum Instytutu.

Znajdujemy w nim zapis: ostateczna bitwa pomiędzy Panem a rządami szatana dotyczy małżeństwa i rodziny. Nie bój się, dodała, ponieważ każdy, kto działa na rzecz świętości małżeństwa i rodziny, zawsze będzie pod każdym względem zwalczany, ponieważ to jest decydująca kwestia. Całość; https://onepeterfive.com/sister-lucia-final-confrontation-between-the-lord-and-satan-will-be-over-family-and-marriage/

Jeśli nasza rodzina, nawet przy wiedzy, jaką posiadamy została w pewnym momencie poraniona, to cóż można powiedzieć o rodzinie, która takiej wiedzy nie posiada? Z perspektywy czasu widzę dopiero jak łatwo zostaliśmy zmanipulowani i osaczeni. To jest jedna rodzina, a pomnóżmy to przez 10, 100, tysiące… Spójrzmy na cały nasz świat. Rodzina już niewiele znaczy. Czy proroctwo św. Łucji się sprawdza? Absolutnie tak. Diabeł istnieje realnie, to żywa istota, myśląca, inteligentna, zła do szpiku. Nie zna litości. Ukryta, choć niektórzy mieli wątpliwą przyjemność zobaczenia ją na własne oczy… To ona stoi za większością, jeśli nie za wszystkimi aktami, które destrukcyjnie wpływają na jedność rodziny. Diabeł uderza w słaby punkt zbudowanej pieczołowicie struktury. Nałogi, niewiara, zadawnione rany, znudzenie partnerem… to może być cokolwiek.

I mimo, że wiedzieliśmy to wszytko, nie uchroniliśmy się przed popełnieniem klasycznego błędu. Na naszą obronę mogę powiedzieć tylko tyle, że tak właśnie musiało być, aby tak zostało tu opisane. Jako nauka dla innych.