Drogę, wyboje, ławeczkę wybiera zawsze Ojciec.

27. 08. 17 r. Warszawa.

Nie mogłam zasnąć. Perspektywa, że może to być 23 września spowodowała, że poczułam powiew lęku. Może jeszcze nie strachu, ale lęku. Odbyłam nocny monolog z Ojcem. Przyznałam, że pouczam innych, a sama się niepokoję, choć przecież wierzę.

Rano wstaliśmy całkiem rześko i jak to niedziela w Warszawie pojechaliśmy do Ikei. Jadąc w porannych wiadomościach usłyszeliśmy, że Polacy zaczynają wracać do Polski. Natychmiast przypominam sobie słowa Homiela, który zapowiadał to już dwa lata temu.

  • Na razie to strumyczek, a będzie rzeka – powiedział teraz.
  • O kurcze, to w takim razie co musi zacząć się dziać w Europie, żeby zaczęli wracać hurtowo? – pytam, bo jeśli taki skutek, to jaka musi być przyczyna?
  • Polski paszport będzie w bardzo dużej cenie.
  • ……..
  • Ale co tam świat, ważne co u was się zacznie.
  • Kiedy?
  • W każdej chwili oczekuj.
  • Ten czas się skończył, kiedy jeździliście tak beztrosko.
  • Ale z NIP powiedział wytrwaj do sądu, a potem płyń – Piotr zwraca się do mnie.
  • Ja tak nie powiedziałem, tak usłyszałeś.

Bingo! Homiel nigdy się nie myli, to Piotr czasami nie dosłyszy. Dlatego tak bardzo proszę, żeby powtarzał mi słowo w słowo.

  • Ale w takim razie mogę robić błędy pisząc na blogu – zreflektowałam się.
  • Nie robisz błędów, intuicja cię prowadzi.
  • …… – Piotr zamilkł na jakiś czas.
  • Widzę Edzia…
  • Pilnuj Matki… – Piotr spojrzał na mnie zaskoczony.
  • Słyszysz… Edzia? – pytam na wszelki wypadek.
  • Zrobiłem piec… – zaczyna się tłumaczyć.
  • Widziałem, no cholera, żeś musiał tyle wydać!
  • ……. – zaczęłam się śmiać, bo tak właśnie Edziu całe ziemskie życie rozmawiał, nic się nie zmieniło.
  • Oj Piotr….
  • Co?
  • Ale masz, co masz…. Tata kręci głową z niedowierzaniem – Piotr pokazuje, jak robi to Edziu.
  • Przepraszam za młodość, nigdy nie miałem czasu rozmawiać, tylko cię lałem…
  • …….. – mnie dosłownie zatkało, a Piotr się rozpłakał. Obawiałam się, czy będzie mógł dalej prowadzić auto w tym stanie.
  • Edziu mnie przeprasza, bo w dzieciństwie strasznie mnie lał, raz nawet myśleli, że nie żyję… Robiono mi obdukcje – Piotr zaczął opowiadać z żalem, a im więcej sobie przypominał, tym bardzie bolała mnie głowa.
  • Nie mów już o tym, bo mi przykro.
  • Nic się nie stało, było, minęło…
  • Jako dzieciak byłeś niezłe ziółko, dlatego cię lał – przypomniałam sobie opowieści mojej teściowej.
  • Czeka cię bardzo trudna droga z tym, co dostaniesz.
  • ???!!!

Piotr tak bardzo poczuł się zmęczony, że ledwo dojechał do Ikei. Oboje czuliśmy się bardzo zmęczeni. Kupiliśmy kawę, jakąś kanapkę i usiedliśmy przy stoliku. Ta rozmowa z Edziem bardzo fizycznie nas wyczerpała i nie bardzo rozumiem dlaczego. Nie miałam siły się ruszać. 

  • Ty też tak się czujesz jak ja? – Piotr siedział z głową opuszczoną blady jak ściana.
  • Czy Edziu żałował za życia? – spytałam.
  • Tak naprawdę teraz żałuje głęboko za ciebie i za mamę twoją.

  • Pamiętasz, jak gacek zaatakował Edzia? Prosiłem wtedy Boga, by go odpuścił i wziął mnie.
  • …….?
  • Homiel mówi, że gacek zrobił to specjalnie, zaatakował go po to, bym ja poprosił.
  • Może dlatego zostały te ślady na ścianie? – zaczęłam się zastanawiać.
  • Miał na oko 110 – 130 cm, ale stopy na ścianie wyglądały nr nogi 34 – 35… Ale w sumie nie można ich mierzyć ludzką miarą.
  • Skąd wiesz, że miał tyle wzrostu?
  • Pokazali mi go. Siadł nad tym obrazkiem jakby chciał… wiesz co… Miał jeszcze ogon…
  • Dobra… wystarczy… – pomyślałam, że mam dosyć.
  • Spytaj Edzia lepiej, tak po starej znajomości, co dostaniesz.
  • Chyba nie może. Widzę jak schylił głowę.
  • ……..
  • Mam wrażenie, że gacki cały czas na mnie polują, czekają tylko w blokach startowych.
  • …….. – Piotr rozejrzał się dookoła zmęczonym wzrokiem.
  • Patrzę na ludzi już inaczej, coś się zmieniło we mnie.
  • Coś się zmienia.
  • Czy ta droga rzeczywiście będzie trudniejsza niż dotychczasowa? – pytam, bo słowa Edzia trochę mnie przestraszyły.
  • Przy Ojcu nic nie jest trudne.
  • Drogę, wyboje, ławeczkę wybiera zawsze Ojciec.
  • Zapamiętaj to raz na zawsze.

Poczułam, że to także odpowiedź na mój nocny monolog.

  • Jak te święta będą wyglądać w tym roku?
  • Zapomnij o świętach. To wszystko już było.
  • No jak mam zapomnieć? – przecież się nie da.
  • … Pokazał mi kwiat. Z pąku rozkwita w piękny kwiat.

  • Wiecznie pąkiem nie możesz być.
  • Ciężko się czuję – nadal nie mogę dojść do siebie.
  • Bo taka wiedza musi być prawdziwa – Piotr w zamyśleniu.
  • A czy kiedyś była nieprawdziwa?

Wracając z Ikei…

Spytaj się Homiela jak to jest, że możesz rozmawiać tak swobodnie z Edziem?

  • Przypominam ci, że tu nazywasz się Piotr, a nie tam.
  • Nie z tego świata jesteś i nie z tego świata słyszenie i widzenie masz.
  • Macie tam auta? – a Piotr dalej uparcie swoje.
  • Przecież już ci mówił, że nie – byłam tym pytaniem już zniecierpliwiona.
  • Twoje nowe audi to u nas skrzydła turbo, jedno piórko więcej.
  • …….. – rozśmieszył mnie tym porównaniem.

Dojechaliśmy do kościoła. Wchodząc do „naszego krzyża” zauważyliśmy w rogu „naszą żebrzącą”. Dałam jej 2 złote, a Piotr zero.

  • Nic jej nie dasz?
  • Bo nie mam. 
  • Akurat!… – pomyślałam.

Skończyła się msza, weszliśmy do głównej nawy kościoła i na chwilę usiedliśmy w ławce. Zauważyłam, że miętoli w ręku 10 zł. A więc miał!

  • Jezus mi nic nie powiedział, ale pokazał ciastko.
  • !!! – faktycznie, mieliśmy za chwilę podjechać do cukierni i tam coś kupić. Czyli chciał przez to powiedzieć; stać nas na zbytki, a jej żałujemy.

No i co? Oczywiście wróciliśmy do „naszej kobiety”, której oczy latały dookoła oceniając ile i od kogo może dostać. Było to tak widoczne, że aż nieprzyjemnie. Ale nie ja jestem sędzią, więc nie oceniam.

  • Patrz, cygankę wyrzucili, a jej pozwolili siedzieć – Piotr już w aucie.
  • Ludzie faktycznie nie są tolerancyjni.
  • Odezwał się mistrz tolerancji.
  • Hmm…. – Piotr się obruszył, ale nic nie powiedział. Może bym się nawet roześmiała, gdybym nie była tak zmęczona.
  • Wczoraj przyznałam się Ojcu, że mam lekkiego stracha.
  • To, co nadejdzie, będzie piękne córko, więc nie bój się ani o siebie, ani o małego.
  • A to, co czujesz, to ciężar, który zdjąłeś z Edzia, a musiałeś zdjąć, żebyś go uwolnił.

Wzruszyłam się bardzo. Cały czas z Ojcem rozmawiamy… Przebaczenie ma swoją wagę.


Wracaliśmy do domu nie mając ochoty na nic.

  • To miasto mnie męczy.
  • Daj sobie chwilę, a nabierzesz powietrza w płuca.
  • A jak nic się zdarzy do października? – Piotr.
  • To znaczy, że coś źle przetłumaczyłam.
  • Ty już źle nie tłumaczysz.

Dostałam maila od Izy;
Wielokrotnie pytałam Boga, dlaczego ja? Prosiłam, żeby mnie zabrał do Siebie i przytulił do Swego Serca, ale zaraz pomyślałam, że to jest egoistyczne myślenie, bo co z S… No i mój kochany Ojciec Pio i jego słowa: ” Aniołowie zazdroszczą nam tylko jednego, cierpienia dla Pana Boga „. Co nam przyjdzie z siedzenia ‚za piecem u Pana Boga’, no i co to jest kilkadziesiąt lat na tej ziemi w porównaniu z wiecznością ( jeden dzień w Niebie, to tysiąc lat na ziemi). Dzisiaj również kilka razy usłyszałam od Boga Ojca, jak bardzo Was Kocha. No i oczywiście nakazał mi o tym pamiętać! To, że Pan Piotr założył się z Ojcem, to powiem szczerze, dla mnie wielka zagadka. Ja jak próbuję coś z Ojcem polemizować, to od razu sprowadza mnie do pionu, mówiąc, żebym nawet nie dyskutowała, bo zaraz dostanę w tyłek. Nie raz jak odwrócę się od Jego Ikony tyłem i się nachylam, by po coś sięgnąć, to Mówi: ” Co mi tu tyłek wystawiasz”… Ale niejednokrotnie Pokazał mi w sposób bolesny, że się z Nim nie wygra.

Przeczytałam Piotrowi maila na głos …

  • Napisałaś, że założyłem się z Ojcem!? Założyłem się z Homielem! – był lekko przerażony, że taka szczera jestem.
  • Eeee…. I tak nikt w to nie uwierzy… – i machnął ręką. 

A wtedy…

  • A ty we Mnie wierzysz?
  • … ???
  • No wierzę… – Piotr zaskoczony pytaniem długo się zastanawiał co odpowiedzieć.
  • To dlaczego nie ufasz Homielowi?
  • No bo to Homiel, to nie Ty Ojcze…
  • Jeśli stworzyłem Homiela, to jak możesz w Niego nie wierzyć?
  • No bo Ojcze z sądem to nie tak prosto. 14 dni na odwołanie, 14 dni na napisanie pisma…
  • Żebyś się nie zaplątał się w tych czternastkach.
  • Powiedz Ojcu, że ufasz Mu bezgranicznie … – szepczę jednocześnie się śmiejąc.
  • Nie podpowiadaj.
  • No więc ufam Ci bezgranicznie.
  • To nie jest odpowiedź.
  • Podtrzymujesz zakład? Tak, czy nie?
  • ……. – Piotr zrobił wielkie oczy i nie wiedział jak wybrnąć.
  • Ojcze, Ty masz zawsze rację, chętnie bym go podtrzymał, ale nie… – i patrzy na mnie błagalnie.
  • …….. – śmieję się na całego, bo widzę, że nie wie jak się z tego wyplątać.
  • No… Ojcze, do 23 września nie da się tego załatwić – ciągnie dalej.
  • Skąd wiesz, że do 23 ma być załatwione?
  • Ola tak stwierdziła – Piotr rozkłada ręce zwalając na mnie winę.
  • Podtrzymujesz do 23 września zakład? Tak czy nie?
  • ……. – Piotr przechodzi burzę mózgu… Nie jestem jasnowidzem, ale po jego twarzy widać to jak na dłoni.
  • Ojcze, boję się, że mi wlejesz. Powiedziałeś, że zrobisz to po Swojemu, więc ja się wycofuję. Niech będzie według Twojej woli.
  • Jestem delikatnie tobą rozczarowany.
  • Taaak? To chętnie bym ten zakład podtrzymał – ucieszył się.
  • W sumie nie wiem o co ci chodzi, to jak jest?
  • To ja się zgadzam z Tobą Ojcze, twoje słowa mylić nie mogą… Ale przyznasz, że ten 23 września to trudna sprawa… No… naprawdę trudna sprawa – znowu rozkłada ręce. 
  • …….. 
  • Słyszę westchnienie Ojca, chyba jest zmęczony mną… – Piotr się przestraszył.
  • Ojcze przepraszam Cię, niech będzie po Twojemu.
  • Pokazał mi obraz… przypomniał mi wizję…
21. 11. 13 r. Szczecin. W nocy byliśmy w trójkę w olbrzymim pokoju, ja, ty i starszy mężczyzna z siwymi włosami i brodą. Siedziałaś na kanapie z 6 metrów dalej i czekałaś. Podchodzę do okna, pod którym w fotelu siedział mężczyzna. Stanąłem przed nim, kciukami trzymałem połacie marynarki i byłem taki pewny siebie. Obserwując to mężczyzna zaczął się serdecznie śmiać. Wtedy powiedziałem do niego; Fajny jesteś i sympatyczny, ale masz za dużo pomysłów w głowie, nie zostawię Oli z tobą – i wyszedłem zabierając cię ze sobą. Po przebudzeniu miałem wyrzuty sumienia, że tak się do Niego odezwałem, a jeśli to był sam Ojciec? http://osaczenie.pl/wp/2016/05/10/szatan/
  • Głupi byłem wtedy.
  • A czy robiąc zakład ze Mną głupi nie jesteś?
  • Jestem. Zdaję się na Ciebie Ojcze.
  • Zdajesz się, ale do końca Mi nie wierzysz.
  • …….
  • Ojciec musi cię naprawdę bardzo kochać, że tak ci pozwala – spoważniałam, bo choć dotychczasowa rozmowa była przezabawna (na pozór), niosła w sobie wielką naukę.
  • To co? Szczerze… Podtrzymujesz zakład?
  • No dobrze, ale zdaję się na Ciebie.
  • Bądź mężczyzną, to jak?
  • No dobrze, to podtrzymuję zakład.
  • A co ty byś mógł dla Mnie zrobić?
  • Modlitwa, post i jałmużna…
  • Jałmużna była dzisiaj wymuszona, postu nie widziałem, a modlitwa przed tobą – dał na siłę 10 zł, kupił wielkie ciasto… a modlitwa przed nim.
  • Potrzebowałem cukru… – zaczął się tłumaczyć z żalem. Zacisnęłam zęby, żeby nie wybuchnąć śmiechem…
  • Wmawiasz sobie.
  • ……..
  • Chyba Ojciec chce, żebym podtrzymał zakład – Piotr już nie wiedział co ma zrobić.
  • No właśnie… Też tak mi się wydaje…
  • … Choć nie jestem już tego taka pewna… – przyznałam po chwili.


Dopisane 22. 04. 2018 r.

  • A to, co czujesz, to ciężar, który zdjąłeś z Edzia, a musiałeś zdjąć, żebyś go uwolniłodejście Edwarda wiele nas nauczyło o życiu po śmierci. Nie od razu Piotr mógł rozmawiać ze swoim tatą. Piotr musiał zdjąć z niego ciężar winy, żeby go uwolnić. Wydaje się, że przebaczenie jest potrzebne nie tylko żyjącym tutaj, ale żyjącym także tam, na Górze. Być może to brak przebaczenia łączy danych ludzi życie na nowo, gdzieś tam w przyszłości.

  • Polski paszport będzie w bardzo dużej cenie – Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie (…) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym.

Ojciec Klimuszko: Polska będzie oazą spokoju [WIZJA]


  • Drogę, wyboje, ławeczkę wybiera zawsze Ojciec – czyli ludzki los, problemy i szczęście… wybiera zawsze Ojciec.