Każde zdjęcie, które przypomina Mojego Syna lub nim jest, zawsze jest.

02. 08. 17 r. Szczecin.

Gdy wróciliśmy wczoraj do Szczecina na naszych drzwiach wejściowych do mieszkania zauważyłam wielkiego ciemnego motyla. Zdziwiliśmy się, ponieważ nigdy dotąd nie było tutaj tego typu owadów. Motyl w takiej sytuacji? Na nasz widok poderwał się do lotu i zaczął fruwać na klatce schodowej. Otworzyliśmy drzwi do mieszkania, weszliśmy, a motyl za nami. Piotrowi udało się go złapać i trzymał go na dłoni przez długi czas, aż w końcu nie wiedząc co dalej ma z nim zrobić wyszedł na balkon, aby go wypuścić. Ale ten miał inne plany. Siedział wciąż na dłoni drżąc cały i w ogóle nie chciał odlecieć. Piotr postał jeszcze chwilę i cofnął się do mieszkania oczywiście z motylem w ręku. Dopiero po pół godzinie poderwał on swoje skrzydła i schował się gdzieś na szafie. Byliśmy zbyt zmęczeni, aby go szukać, więc sprawę odłożyliśmy do rana. A rano już go nie znaleźliśmy.


Cały dzisiejszy dzień był dniem załatwiania dalszych spraw urzędowych. Dopiero wieczorem mogliśmy usiąść i porozmawiać spokojnie.

  • Homiel, ten motyl…. To tak… Po prostu tylko motyl? – spytałam.
  • A co u was jest tak po prostu?
  • ……. – myślę, że to znak od Edzia. Zachowanie motyla było bardzo nietypowe. 
  • Rano poczułem jakby mi ktoś przebijał dłoń gwoździem, straszny ból… Jezus mi powiedział…
  • Odejście Edwarda to taki ból.
  • Hmm…. mogę to sobie wyobrazić – i zamyśliłam się.
  • Homiel mi mówi teraz, że…
  • Edziu sobie nie życzy byśmy płakali.
  • Macie się cieszyć, że jestem wolny.
  • ……. ??!!
  • A dlaczego sam nie może mówić tylko przez Homiela? – zdziwiłam się.
  • Jeszcze nie może mówić, ale Ja ci mówię, bo wszystko widzi.
  • …….. ??!!
  • Teraz widzę, że Edziu jest jakby w przedpokoju, przed wejściem do dużego pokoju, gdzie wszyscy są szczęśliwi…
  • Czyli jest jakby w poczekalni? To może zbyt szybko, by mógł się odezwać osobiście – analizuję, bo faktycznie minęło zaledwie 24 godziny od jego przejścia.
  • Tak, widzę go, rozgląda się dookoła i jest zszokowany nami.
  • Nami?- spytałam zdziwiona. 
  • Tak. On mówi, że nie zdawał sobie sprawy. Przeprasza cię za UFO.
  • Ale numer !!! – wyrwało mi się.

Pewnego dnia, kilka miesięcy temu, przy wszystkich, podczas rodzinnego obiadu Piotrowi zebrało się na zwierzenia. Zaczął opowiadać o Bogu, o Niebie, o innych światach i innych cywilizacjach. Chciał szczerze podzielić się wiedzą, która posiada.

  • Pamiętajcie, Bóg jest. Stworzył nasz świat, ale i wiele światów. Nie jesteśmy sami we wszechświecie.
  • Chcesz powiedzieć, że istnieje UFO? – spytał Edziu z ironią.
  • Oczywiście, ich też stworzył Bóg.

I w tym momencie Edziu zrobił wymowny gest ręką chcąc mu pokazać, że zwariował. To bardzo zabolało Piotra, w tym momencie zaciął się w sobie i nigdy więcej nie wracał do tego typu rozmów. A teraz Edziu za to przeprasza… I nie chodzi wcale o UFO, chodzi o Boga.

Ta sytuacja czegoś mnie nauczyła. W tym jednym momencie zrozumiałam w pełni dlaczego Jezus głosząc to, co głosił nie był rozumiany przez swoich najbliższych i ludzi, którzy znali Go od dziecka. Bo tak to już jest czasami, że najtrudniej uwierzyć w tego, kogo zna się niby najlepiej.

(Mk 6,1-6) Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

  • Jak mówiłeś o Bogu to pokazywali ci na czole, że zwariowałeś. Czyli teraz ci uwierzył… – co jest dość smutne. Czy naprawdę trzeba aż umrzeć, żeby uwierzyć?
  • Dlaczego jest zszokowany? – pytam dalej.
  • Widzi słup światła.
  • Gdzie?
  • Ty jesteś tym słupem światłapowiedział do Piotra.
  • Homiel mówi, żeby przekazać coś mamie…
  • Jak przyjdzie pora będę czekać i przepraszam, że jej tak mało czasu poświęcałem. Przeproś moją kochaną Krysię.
  • …….. – słysząc to nerwy mi puściły i się rozbeczałam.

03. 08. 18 r. Szczecin.

Dzisiaj kolejny dzień załatwiania różnych spraw związanych z pogrzebem. W wolnej chwili, kiedy siedzieliśmy z rodziną przy stole Piotr przekazał słowa od Edzia. Krystyna płacząc podeszła do szafy i wyjęła stare jego zdjęcie, na odwrocie którego było napisane; mojej kochanej Krysi. Być może teraz wszyscy uwierzyli na chwilę, a może chcieli uwierzyć, że wciąż żyje, ale inaczej… W każdym razie ich smutek zelżał, a łzy ustały. 


O 12.00 była zaplanowana kremacja. Zakazałam Piotrowi w tym uczestniczyć ze względu na serce. Homiel mnie poparł…

  • Widziałeś Edzia? To tam jest. Tutaj to tylko skorupa.
  • Czy to różnica spalenie, a pogrzebanie? – pytam od razu.
  • Mnie będzie trzeba najpierw przebić – Piotr ma dziwną obsesję. Twierdzi, że kiedyś został pogrzebany żywcem i nie chce tego znowu przeżywać.
  • Nie trzeba będzie.
  • Dlaczego?
  • Zobaczysz.

Odejście jednego człowieka może narobić sporo zamieszania. Edziu zajmował się całym domem, a przede wszystkim utrzymaniem węglowego ogrzewania. Tylko on się na tym znał i tylko on się tym zajmował. Podjęliśmy szybką decyzję, aby zamontować ogrzewanie gazowe, które nawet dziecko mogłoby obsługiwać. Wieczorem o tym rozmawialiśmy, że czekają nas teraz konkretne i szybkie działania.

  • Zrób co musisz do funkcjonowania i nie zagłębiaj się.
  • Nie zagłębiaj się, czyli co?
  • Bezpieczeństwo, grzanie, porządek.
  • Co to za odpowiedź?! – Piotr wypalił zmęczony. 
  • Mądra i racjonalna, wymagam od ciebie trochę inteligencjidopiero teraz się zorientowałam, że rozmawiamy z Ojcem.
  • Bezpieczeństwo, grzanie, porządek… Czyli zrób dodatkowy zamek, piec, uporządkuj piwnice na przykład…
  • …….
  • Płaczesz za tatą?
  • Powiadam ci, że za tobą nie mieliby siły płakać.
  • Co to znaczy?
  • Nie byli w stanie nawet powietrza złapać.
  • ……. – zaparło mi dech, bo to prawda.
  • Ojciec mówi…
  • Nie ma znaczenia, czy pochowany, czy spalony. To dla ludzi jest istotne.
  • ……. – zaskoczyła mnie ta niespodziewana odpowiedź na moje pytanie, które już zdążyłam zapomnieć.
  • Edziu jest jeszcze w przedpokoju?
  • Tak, ale mentalnie jest wśród swoich.

Piotr zaczął płakać.

  • Nie szlochaj. Te łzy są niczym przy tym, co byś widział, gdyby żył. Na taki ból nie zasłużył.
  • Kupując ten gaz chociaż w jednej dziesiątej mu się odpłacisz. Choć krzyczał serce miał wspaniale jak Mój Syn. Był tak dobrym człowiekiem i w nagrodę jego poczekalnią jest ogród, w którym się przechadza z jego psem.
  • Więc jutro za nim będziesz płakać, przypomnij sobie co ci mówiłem.
  • Ojciec mówi do ciebie teraz….
  • Teraz nie możesz się przekonać. Edziu powinien być ci bardzo bliski duchowo i mentalnie. W trudnych chwilach był największym przyjacielem.

Zawstydziłam się. Miałam do Edzia pewne historyczne uprzedzenia i z tego powodu nigdy nie byłam z nim zbyt blisko. 

  • Kochał cię jak córkę albo bardziej, bo wiedział co masz.
  • Podoba mi się twoje postępowanie, ale nie podoba mi się twoje uprzedzenie.
  • Jak bardzo chcesz, pokażę ci za jakiś czas gdzie jest Edziu. Pozwolę ci zajrzeć.

Siedzieliśmy nieruchomo w swoich fotelach i słuchaliśmy słów Ojca. Kiedy mówił wszystko stało się jasne i lżejsze na sercu.

  • Przed tobą droga trudna.
  • A może być coś trudniejszego niż to?
  • Co to jest łatwo? Dla ciebie łatwo to obraza.
  • Będziemy płakać jeszcze?
  • Mając te wiedzę nie powinniście, ale będziecie. Choć nie jesteście stąd, to macie naturę ludzką.
  • Moje serce to wytrzyma?
  • Nie naprawiłem go na rok.
  • Ale szybko się męczę.
  • Inni nie mieli operacji, a są w gorszej kondycji od ciebie.
  • Ale jak syczał za Olą?
  • Diabeł nie próżnuje. Udało im się was poróżnić. Martwiliśmy się tą chwilą. Choć znamy przyszłość, to martwiliśmy się chwilą.

Kiedy wyprowadzaliśmy się nagle kilka lat temu z tego domu, Edziu stawał za moimi plecami i syczał jak wąż. Nie wiem co się z nim wtedy działo, ale było to bardzo nieprzyjemne. Minęły lata, sytuacja się diametralnie zmieniła, on o tym już nie pamiętał, ja niestety zapomnieć nie potrafiłam. To jest to jedno z uprzedzeń, o których wspomniał Ojciec. 

  • Czy Edziu by cierpiał? I to niedługo już?
  • Z dnia na dzień. Ta przepuklina wyszła mu na ratunek.
  • A musiał chorować na jelita, nie mogliście to naprawić?
  • Co to za życie, kiedy wszystko się daje i wszystko naprawia co złe?
  • No to Edziu miał wielkie szczęście, że odszedł we śnie, obyśmy wszyscy tak odeszli.
  • Na to trzeba sobie zasłużyć.
  • No to dziękuje Wam bardzo.
  • Nareszcie zrozumiałeś, tylko już nie becz.
  • Chwilę dam ci teraz odsapnąć.
  • ……..
  • Ojcze, czy ten obraz Jezusa podoba Ci się?
  • Każde zdjęcie, które przypomina Mojego Syna lub nim jest, zawsze jest.

W 2015 roku pojawiła się na rynku książka; Autopsja człowieka z Całunu;

http://www.elledici.org/ecom/article/05805-autopsia-dell-uomo-della-sindone#.Wr0sTy4pLIU

Dzięki oprogramowaniu do zarządzania obrazem, najbardziej obecnie innowacyjnemu, odwróciliśmy światło i ciemność, a także orientację prawą i lewą. Następnie, stosując metody wykorzystywane do renderowania tomografii komputerowej, komputerowego stożkowania wiązki tomografii i rezonansu magnetycznego i innych badań trójwymiarowych uzyskano kompletne ortogenetyczną diagnozę.

Uzyskano nowy wizerunek Jezusa. 

Ślepy i głuchy jestem na ciebie.

01. 08. 17 r. Warszawa.

Wczoraj wieczorem Piotr poszedł się pomodlić, ale wrócił po 5 minutach.

  • Gdy się modliłem Homiel pokazał mi w głowie świstek ze szpitala, nie mogłem się kompletnie skupić, muszę sprawdzić o co chodzi.

Zaczął przeszukiwać całą szafę szukając tego świstka papieru. A kiedy w końcu znalazł…

  • Niemożliwe… Na jutro na 8 rano mam wizytę u kardiologa…. Zapomniałem zupełnie – patrzył na kartkę i nie dowierzał.
  • Jeśli ci kazali to sprawdzić, to znaczy, że musisz iść. Ale dlaczego? – od razu zacząłem myśleć głośno.
  • Masz dwie możliwości. Jeśli kazali ci iść to znaczy, że albo jest z tobą dobrze albo jest źle.
  • Jest trzecia możliwość. Recepta. Jego lekarz na urlopie.
  • Aaaa, tego nie brałam pod uwagę.

Z tą myślą poszliśmy szybciej spać. Zasnęłam natychmiast. Mniej więcej o 3 w nocy zbudził mnie Piotr. Wszedł do pokoju i stanął w drzwiach. Nic nie powiedział, ale po jego twarzy, po całym nim widziałam, że coś się stało. Dopiero po chwili się odezwał jak echo…

  • Edziu zmarł.
  • …….. –  nie byłam pewna, czy żartuje, czy mówi prawdę.
  • Jak to?! Przecież… – przecież wszystko było w porządku!!! pomyślałam.
  • Zadzwonili ze szpitala.

Piotr usiadł koło mnie na łóżku i się nie odzywał. Nie płakał, nie łkał, nie mówił… był w szoku.

  • Lekarz powiedział, że odszedł we śnie. Nie wiadomo dlaczego. Pytał, czy chcemy zrobić sekcję zwłok… – mówił jak maszyna.
  • Może to jakaś pomyłka? – zasugerowałam, bo przecież jeszcze wczoraj z Ojcem na temat Edzia rozmawialiśmy.

Piotr uczepił się tej myśli i zadzwonił do szpitala. Rozmawiał z lekarzem spokojnie jeszcze raz  tym razem pytając o szczegóły. Edziu po kolacji się położył i zasnął. Przechodzący pielęgniarz zwrócił uwagę, że śpi za mocno. O 23.45 zorientowano się, że zatrzymało się serce. Robiono mu czterokrotnie resuscytację. Okazuje się, że cały oddział jest w szoku, bo wszystko, absolutnie wszystko było w porządku.

  • Wie pan, zazwyczaj tak długo nie walczymy o człowieka, cztery razy robiliśmy mu reanimację i trzy razy nam się udawało wrócić serce, ale za czwartym nie dało rady. To wyglądało tak, jakby on już nie chciał.

Analizowałam każde słowo tego lekarza i zrozumiałam, że taki był plan, ale tego jeszcze Piotr nie widział. Rozpłakał się rzewnymi łzami. Nawet nie próbowałam go pocieszać, bo w takiej chwili łzy są najlepszym ujściem emocji. Zrozumiałam też, dlaczego 3 miesiące wcześniej Piotr miał operację serca. Patrząc na jego łzy i trzęsące się ciało wiedziałam, że takiego stresu mógłby najzwyczajniej nie przeżyć.

Piotr podniósł głowę ku górze…

  • Dlaczego Ojcze? Mieliście dać mi znak. Dlaczego Ojcze?
  • Żebyś miał wolną głowę.
  • Dlaczego?
  • Szykuję cię do wielkich rzeczy.

Ojciec powtórzył słowa, które powiedział niedawno. Nic z tego dzisiaj nie zrozumieliśmy, ale Piotr się nieco uspokoił. Postanowiliśmy jechać do Szczecina już rano, ale przypomniałam sobie o wizycie u kardiologa.

  • Słuchaj, jeśli Homiel przypomniał ci tą wizytę, to znaczy, że masz iść.

Wizyta o 8 rano, więc wiele czasu nie traciliśmy. Piotr nie powiedział kardiologowi co się właśnie wydarzyło, ale kardiolog powiedział coś istotnego.

  • Czy pan wie jak ważną miał pan operację? Tętnica przednia zstępująca jest tak ważna, a miał pan tylko 3 procent przepustowości. Najmniejszy stres, przeżycie mogło by pana zabić. Dziwię się, że od razu pana nie wzięli na stół.
  • Teraz rozumiesz? – pytam Piotra.

Nie przeżyłby tego, co właśnie się zaczyna.

Po południu dojechaliśmy do Szczecina. Oczywiście cała rodzina była w szoku i postawiona na baczność. Zaczęliśmy rozmawiać w swoim gronie i analizować co się stało. Okazało się, że dwie osoby miały dziwne wizje, które zwiastowały nadchodzące wydarzenie. Najciekawszą, najbardziej trafną miał mój syn. Zobaczył śpiącego Edzia, którego próbował obudzić, ale ten już nie żył. Drugą wizję miała Krysia, żona Edzia.

  • Chciałam pójść na cmentarz ubrana na czarno, ale moja mama mnie powstrzymała i kazała wracać. Moja mama zawsze mi się śniła, gdy miało się coś wydarzyć. Powiedziała, że to jeszcze nie pora na mnie.
  • Ciekawe… – pomyślałam.

Wieczorem.

Piotrowi puściły nerwy i płakał. Siedział w fotelu i płakał. Po chwili przestał i zaczął słuchać.

  • Ojciec powiedział mi…
  • Jeśli chcesz, pokażę ci gdzie jest.

Dwie godziny później podczas modlitwy…

  • Zobaczyłem swojego tatę na polu zasianym złotymi łanami zboża, które falowały. Biegł do niego Napar (p.s.jego ukochany pies rottweiler).
  • Napar? Przecież był czarny jak sadza. Czarny pies w Niebie? – nie mogłam wyłączyć swojego analitycznego myślenia nawet w takiej chwili.
  • Nie był czarny, ale płowy. Na polu w oddali stało jedno zielone drzewo, a pod nim dwoje starszych ludzi. Kobieta uczesana w krótkie warkoczyki i nieco wyższy od niej mężczyzna. Pies zaprowadził Edzia do tych ludzi…
  • Hm… – obecność psa wcale mnie nie dziwi. Często miałam wrażenie, że Edziu kocha bardziej psa niż człowieka.
  • To jego rodzice. Wiesz, że tata Edzia nie był wysoki? – opowiadał mi z ciekawością dziecka.
  • Nie martw się swoim tatą, ty się martw żywymi.
  • Jak sobie poradzi teraz Krysia?
  • Rozwiązanie będzie bardziej proste niż myślisz.

  • Mogłem dać tacie moje leki na rozrzedzenie krwi, to może nie miałby zatoru.

Myślimy, że to zator był przyczyną zgonu, jednak pewności żadnej nie mamy, a na sekcje zwłok się nie zgodziliśmy. To już nie miało sensu.

  • Czy masz do siebie pretensje? A Ja ci mówię, że nic byś nie zrobił.
  • Dlaczego Piotr nie dostał znaku, a inni dostali?
  • Chcesz drugi zawał?
  • Rozumiem… – mądrość Ojca mnie powala.

Oczywiście ma rację. Piotr nie należy do tych, których można uprzedzać. On nie dostał znaku, ale dostał nasz syn. Ojciec wywiązał się ze swojej obietnicy.

  • Dlaczego Edziu musiał odejść? – pyta Piotr i znowu się rozpłakał.
  • Zwątpiłeś we wszystko?
  • …….. – Piotr nie odpowiedział, że tak, w tej chwili zwątpiłem. Nie miał odwagi powiedzieć tego głośno.
  • Zobaczyłem egipską łódź, którą wczoraj oglądałem na discovery.
  • Jaką?
  • Tę, która po śmierci na drugą stronę przepływa.
  • Jeszcze trochę, a twoja łódź też dobije do brzegu. Została jedna przeszkoda.
  • Została jedna?
  • Dosłownie wodospad, ale nie duży, jakbyś nogą wpadł w kałużę.
  • ……..
  • Ta śmierć jest bezsensowna – Piotr z żalem.
  • Nie obrażaj Ojca – żachnęłam się, bo byłam pewna, że teraz tego nie rozumie, ale zrozumie później.
  • Miał dziurawe skarpety i nie potrzebował innych, a ja mam ich całą szafę!
  • Czy wreszcie to zrozumiałeś? Co sądzisz teraz o Audi A8?
  • Nawet na to nie spojrzę.
  • Więc co jest twoim celem?
  • Bóg Ojciec.
  • Więc idź do Niego. On na ciebie czeka.
  • Jak mam pójść?!
  • Zobaczysz.
  • …….
  • Zobaczyłem teraz jelita Edzia…. Zobaczyłem tam czarną masę…. Wow… Gdyby nie odszedł teraz miałby raka jelit! Zobaczyłem 3 palce… To trzy miesiące… Tyle trwałaby agonia… Zobaczyłem ból i jego płacz – Piotr opowiadał jak w transie…
  • …….
  • Więc podziękuj Ojcu, że odszedł tak szybko i to we śnie. Najlepsza śmierć! Chciałabym tak umrzeć… To wielka łaska tak umrzeć.

Teraz zrozumiałam wszystko i byłam Ojcu po prostu bardzo wdzięczna. Teraz zrozumiałam co znaczy czyścić przedpole. Gdyby Edziu miał wielomiesięczną chorobę w mękach zmieniłoby to życie całej rodziny nie mówiąc o bólu, jaki przeżywałby sam Edziu. Zaczęliśmy łączyć pewne fakty. Przed operacją go zważono i dowiedzieliśmy się w ten sposób, że w ciągu miesiąca schudł 8 kilo. Od miesiąca jadł suche bułki, bo nawet po wodzie czuł się fatalnie, a za nic nie chciał iść do lekarza. On się po prostu bał diagnozy, a wiedział, że jest źle. Przebąkiwał to nawet mojej teściowej, że może ma raka, ale zaraz obracał to w żart, więc nikt nie traktował jego słów poważnie. Do teraz…

  • Gdzie jest tato teraz? – Piotr już całkiem uspokajany.
  • To, co widziałeś nie było urojenie.
  • …….
  • To, co się zdarzy w najbliższych dniach zaskoczy cię dogłębnie.
  • Nie będziesz wiedział o co chodzi, poddaj się temu.
  • ……..
  • Przepraszam Ojcze, że zwątpiłem.
  • Nawet tego nie zauważyłem, tak cię kocham.
  • …….
  • Dzisiaj w aucie bardzo piekło mnie serce, ale szybko przestało. Zobaczyłem teraz, że wtedy Maryja przyłożyła do serca swoją dłoń… Maryja ma piękną dłoń, jak nimfa, jest bardzo biała, delikatna dłoń. Maryja to przepiękna kobieta… Taka dama!
  • …….
  • Słyszę, że ktoś się śmieje.
  • Już dobrze, nasłuchałam się od ciebie komplementów, wystarczy. Nabierz większego zaufania, bo nie będę wiecznie cię ratować.
  • ……. – robię oczy jak spodki, bo to rzadkość usłyszeć Maryję.
  • Tato jest naprawdę szczęśliwy…. – Piotr już całkowicie uspokojony.
  • Niestety będzie musiał wrócić. Choć był człowiekiem bardzo dobrym, pewnych cech się nie wyzbył.
  • Wrócić? Jak to wrócić? Jakich cech? – zgłupiałam.
  • …….
  • Ojcze, kiedy się spotkamy?
  • Spotkamy się tak, jak pokazała Maryja.
Leżałem na boku. Godzina 22.50. Byłem zmęczony. Spojrzałem gwałtownie w bok, bo kątem oka zauważyłem, że coś się dzieje. Zobaczyłem przesłonę, która dzieli nasze światy, była tak cienka i przezroczysta jak folia. Zza tej folii wysunęła się dłoń, długie, wąskie palce, całkowicie świetliste. Ta dłoń była królewska, biała, szlachetna… 
- Wszystko o czym myślisz minie…. i pstryknął palcami, a myślałem wtedy o śmierci, jak to będzie. Usłyszałem to pstryknięcie przy uchu. Poczułem wielką lekkość w głowie… Poczułem, żebym się nie martwił, bo to wszystko przejdzie jak… pstryknięcie palcami. Raz, ciach i po wszystkim. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/07/wypelnia-sie-proroctwo-to-co-zostalo-zapisane-sie-wypelni/
  • Czy nie za dużo sobie pozwalam wobec Ciebie Ojcze?
  • Ślepy i głuchy jestem na ciebie.

U was szczęście, u Nas wszystko zaplanowane.

30. 07. 17 r. Warszawa.

Wysłałam do znajomego księdza rysunek Jezusa i dostałam taką oto odpowiedź. 

Jeżeli to rzeczywiście Bóg coś daje swoim dzieciom, nie jest to ani mgliste, ani bezcelowe. I tu pytanie: co z tego wynika? Po co to? Co to “mówi”? Natomiast zły chętnie bawi się w podobne rzeczy. Dla niego to bajka stworzyć jakiś kształt lub fizyczny przedmiot albo unicestwić. W jakim celu? To wiem, ale nie chcę tu o tym pisać. Lepiej od takich rzeczy uciekać jakby ich nie było, a wtedy unikniemy podstępu i będziemy bezpieczni. To ostanie przekazałem już różnym “wizjonerom”, i chyba ze skutkiem pozytywnym, jeśli mnie posłuchali. Dołączam PRAWDZIWE zdjęcie Pana Jezusa. Brat Elia wziął pod białą ścianę chyba 30 fotografów, by ją pstryknęli. Wszędzie było zero, a tylko w jednym aparacie ten obraz. Z Bogiem.

?! Zrozumiałam, że w przyszłości, kiedy będzie realizował się plan Ojca, największym oponentem tego co piszę, będzie sam Kościół.


Po wczorajszej szpitalnej akcji byliśmy wykończeni, ponieważ w sumie spaliśmy może 3 godziny, a musieliśmy wrócić do Warszawy. Wracając rozmawialiśmy o różnych sprawach.

  • Martwi mnie, że moi pracownicy są tak ode mnie uzależnieni.
  • Ty dajesz światło, a oni podpalają ognisko.
  • Pokazałeś, że uczciwością można do czegoś dojść i oni w to uwierzyli.
  • Hmm… To prawda – i ucieszyłam się, że się odezwał. 
  • Znowu w trasie… Homiel
  • Ustaną niedługo.
  • ? Dlaczego ?!
  • Wiecznie jeździć nie będziesz.
  • To gdzie będę mieszkać?
  • Ty wszędzie, w każdej części świata.
  • Rany… Bez metafory proszę, zmęczony dzisiaj jestem – Piotr westchnął znużony. 
  • To ja spytam, gdzie ja będę mieszkać? – myślałam, że tak będzie sprytniej i się dowiemy, czy w Szczecinie, czy w Warszawie, a może jeszcze gdzie indziej?
  • W puchu, w gaju.
  • Rany…. Ja też zmęczona jestem. Spytam inaczej… Czy Piotr będzie dziadkiem?
  • …….
  • Zobaczyłem na Jego twarzy uśmiech.
  • ……. – spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni, bo co może oznaczać ten uśmiech?
  • Ty będziesz świetną babcią wzdrygnęłam się na słowo babcia, mentalnie kompletnie nie jestem na to przygotowana.
  • Będziesz się zajmować.
  • Żeby się zajmować trzeba być w Szczecinie, bo oni do Warszawy się nie przeprowadzą, a więc będę bardziej w Szczecinie – przeanalizowałam to krótko.
  • Będziesz się zajmować, pisać, chodzić po trawie…
  • …….. – znowu spojrzeliśmy na siebie, bo dlaczego nie powiedział będziecie?
  • Będę sama do końca życia? W tej wizji ciągle pokazujesz mnie samą.
  • A czy teraz jesteś sama?
  • Fizycznie Piotr nie odejdzie, ale przeobrazi się.
  • Duchem zostanie? A co z firmą?
  • Koronka! – krzyknął, chyba lekko znudzony naszymi pytaniami
  • Homiel… słuchaj…. – Piotr chciał o coś zapytać.
  • Chcesz Audi A8, dom i psa – przerwał mu.
  • No…..
  • Nawet jak ci położę, to nie będziesz chciał.

Słuchaliśmy wiadomości radiowych dot. komisji europejskiej.

  • Cała ta komisja, Unia to wypalone ziarno…. tak mi pokazał Homiel. Cała ta struktura to totalne zepsucie, a szef to taka paskudna żaba…
  • Ale z rogami dokończył Homiel.
  • A ci, co go wzywają są z tego samego ogródka.
  • Taaa…pewnie jak zwykle ma rację, my takiej wiedzy nie posiadamy.
  • Dlaczego dajecie synowi wizje? – pytam, ponieważ wczorajsza sytuacja mnie zaskoczyła.
  • Egoistka – zażartował.
  • Ale nie za wcześnie?
  • Daj mi definicję „za wcześnie”.
  • Wczoraj gdy szykowali Edzia do operacji zauważyłem, że ma dziurawe skarpetki. Szybko je zdjąłem i wyrzuciłem, a dałem swoje, zdjąłem je z nóg.
  • Zrobiłeś jak prawdziwy syn, niewielu by tak zrobiło.
  • Ale Edziu miał szczęście!
  • U was szczęście, u Nas wszystko zaplanowane.
  • Czy planujecie na bieżąco?
  • Zaplanowane bardzo dawno.
  • ……. – to jest niesamowite, jak można zaplanować ze szczegółami coś, co się zdarzy za tysiące lat? Nie ma takiego komputera, który by to ogarnął, a jednak Ojciec to potrafi…
  • I co dalej? Uzdrowiliście Edzia, abym miał spokój…
  • Na razie czyścimy przedpole.
  • To co jeszcze?
  • Sprawa sądowa.
  • Tylko?
  • Jeszcze trochę zanim Mały pofrunie – w wizji o fali został wyrzucony w powietrze jakby frunął.
  • Zapomniałem już o NIP….
  • Ale dyrektor ani na chwilę o tobie nie zapomniał. Chodzi o prestiż, chodzi o ten garnitur, który nosi.
  • Bryluje, a na nim rysa, a rysa ta jest głęboka, przetnie go na pół.
  • On dla blichtru zrobi wszystko. To on się zaczyna martwić.
  • Gdyby mógł cofnąć czas wróciłby do początku. Pamiętasz sieci? Siedzi w nich.
Miałem ciekawą wizję związaną z NIP. Działo się to w nocy, siatkę metalową rzucił na mnie dyrektor, chciał mnie złapać, przedstawiono mi go jako obrzydliwego dziada, demona... i idąc do mnie sam się nogami zaplątał, chciał mnie złapać za gardło, a ja się uwolniłem. On tak się zaplątał, że nie mógł z tego wyjść. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/27/ufaj-ojcu/
  • Nie widzisz, że cokolwiek się wokół ciebie dzieje, to tak naprawdę dotyczy ciebie? Tak jak „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, tak wszystko prowadzi do ciebie – zamyśliłam się znowu nad naszym życiem.
  • Ty jesteś głównym bohaterem akcji.
  • …….
  • Miało coś w lipcu się stać z NIP, a dzisiaj ostatni dzień lipca i nic… – Piotr przypomniał sobie słowa.
  • Miało i jest.
  • Czarujesz… Ty wiesz, a my nie – Piotr był rozczarowany, że niczego nie może się dowiedzieć.
  • Jestem zmęczony rozmową o niczym.
  • Jesteś ciekawski i niecierpliwy.
  • To prawda.
  • Nie wiesz, ale dzieje się – p.s. dowiedzieliśmy się kilka miesięcy później. 
  • To kiedy będę wiedzieć?
  • Kiedy uspokoisz się w swojej ciekawości
  • ……..
  • Jak ci się podoba rysunek Jezusa? Jak się podoba Jezusowi rysunek? – poprawiłam się. 
  • …….
  • Uśmiechnął się….
  • Dlaczego Jezus na zdjęciu ma oczy zamknięte?
  • Pokazał mi, że kiedy umierają ludzie, to zamyka im się oczy, a potem zobaczyłem księgę, którą zamknęła się podczas pogrzebu Jan Pawła II… Zamknięcie oczu to jak zamknięcie pewnej drogi…

  • …….
  • Udało mi się kiedyś ciebie Homiel zbajerować?
  • No pewnie.
  • Kiedy?
  • Kiedy chciałem, żebyś mnie zbajerował.
  • …….. – wybuchłam śmiechem mimo zmęczenia.
  • Homiel chce ci dać ułudę, że masz na cokolwiek wpływ, dlatego daje ci się zbajerować. A tak naprawdę chyba nie nie jesteś w stanie Go zaskoczyć. Wszystko wie, wszytko widzi, słyszy twoje myśli… masakra… – spoważniałam.

Jechaliśmy w ciszy przez dłuższą chwilę…

  • Opisz Ojca.
  • Nie jestem w stanie, jestem za prymitywny.
  • Postaraj się.
  • Oh…. – westchnął…
  • Wszechświat to pyłek przy tej postaci. Wszechwiedza, wszechmądrość, ma niesamowite oczy, pełne spokoju, przenikliwe, widzi wszystko, całą twoją duszę na wskroś… Czuję się niesamowicie wyróżniony i zrozumiałem naszą małość i pokorę…
  • A jednak potrafisz być rozwalony na kanapie rozmawiając z Ojcem – co mnie za każdym razem niebotycznie zdumiewa.
  • Bo czuję się bezpiecznie, jak za ciepłym piecem, jak u kogoś, kto kocha bezgranicznie.
  • ……..
  • Wszystko ma swój początek – myślę głośno, ale boję się spytać wprost…
  • Jaki początek był Ojca?… Kto stworzył Boga? – wydusiłam to z siebie wreszcie.
  • Niewielu zostało to objawione i do nich córko nie należysz.
  • ……. – zaczęłam się śmiać z pełnym zrozumieniem i byłam szczęśliwa, że dostałam odpowiedź.
  • A Piotruś należy?
  • A to inna sprawa.

Jeśli nie zatrzymasz tej burzy, to zamiecie wszystko.

27. 07. 17 r. Szczecin.

Jechaliśmy autem do Szczecina. Piotr włączył radio, leciała jakaś stara piosenka…

  • Lubię to…
  • A Ja lubię „do Tomaszowa”.
  • …… – i w ten sposób przypomnieliśmy sobie wczorajszą rozmowę i piosenkę, którą Piotr ciągle słyszał w głowie .
  • Fajnie było w Ustroniu.
  • Jak to wspominasz?
  • Fajnie.
  • To wpadniesz do Tomaszowa.
  • ……. – kręcę z niedowierzaniem głową. „Tomaszów” symbolizuje spotkanie, ale jak, gdzie, kiedy?!
  • Pan Bóg jest niesamowity. Przekonałem się po tym „Tomaszowie” – Piotr się zamyślił.
  • Dopiero!?
  • ……. – śmiać mi się chciało, ile jeszcze trzeba dowodów Piotrowi, by w końcu zaakceptował to, co się dzieje.
  • Jak Bóg mógł mnie takiego stworzyć? Jestem taki ułomny…
  • Kocham te twą ułomność.
  • …….
  • Fajnie masz z mężusiem? – Piotr pyta mnie śmiejąc się.
  • A mężuś fajnie ma z Nami.
  • Ustroń załatwiliście rewelacyjnie.
  • Podziękuj Ojcu.
  • Czy długo będę u Was „na kawie„?
  • Zastanów się. Kawa to nie obiad.
  • ……. – już zaczynam się śmiać, bo logika Homiela jest nieziemsko prosta.
  • A w czasie ziemskim?
  • Nie pytaj o technikę, to nie ma znaczenia.

Zaczęło mocno padać.

  • Muszę bezpiecznie jechać – Piotr sam do siebie.
  • A Ja się tak bezpiecznie czuję przy tobie – powiedział z wyraźnym sarkazmem, co mnie rozbawiło na dobre. Najważniejsze, że Piotr jedzie bezpiecznie, a nie to, że za nim siedzi anioł. Anioł się nie liczy. 
  • Mam wieczną manianę – radośnie podsumowałam swoje obecne życie.
  • Nawet wielcy prorocy nie wiedzieli i nie słyszeli tego, co piszesz.
  • ……. ?! – od razu spoważnieliśmy.
  • Naprawdę? – trudno mi było w to uwierzyć.

Piotr wczoraj najadł się borówek, po których dostał alergii. Jeszcze dzisiaj zalewał się katarem i ciężko oddychał.

  • To jest makabra! Wszystko jest sypane, nie wiadomo co jeść. Gdzie kupować dobre owoce? – pytam Homiela.
  • Albo działka, albo wracaj do Domu.
  • Ale bajerujesz! – Piotr zmęczony.
  • Przy każdej rozmowie trochę bajeru się przyda. Jest to jedna z niewielu chwil, kiedy to ty jesteś nauczycielem. Nie na darmo ma się klasę mistrzowską.

Zakpił sobie i miał rację. Kiedy sobie przypomnę jak Piotr mnie „bajerował” przed ślubem mówiąc, że zbuduje mi dom i ogrodzi całość pod prądem to… płakać mi się ze śmiechu chce. Ani domu, ani prądu, a to tym prądem mnie przekonał. Klasa mistrzowska ! 


Wieczorem. Siedzieliśmy zmęczeni przed TV. Zatopiłam się w swoich myślach. Myślałam o naszym życiu, o drodze, którą pokonaliśmy razem, o naszych rozmowach, o świecie…

  • Bóg Ojciec ma ze wszystkim rację.
  • A Mogę nie mieć racji?

29. 07. 17 r. Szczecin.

Będąc z rodziną zdecydowanie mniej czasu poświęcamy Homielowi, ale i tak przez chwilę zdarzają nam się cudowne rozmowy.

  • Coraz bardziej czuję Niebo. Jak mam prowadzić dalej firmę, kiedy mi głowa ucieka? – Piotr głęboko zamyślony powiedział wieczorem.
  • Sam zobaczysz co będzie ważniejsze trzymając na ręku całą ziemię.
  • ……. – spojrzałam na niego, aby mi to wyjaśnił.
  • Gdy odprawiam egzorcyzmy coraz częściej widzę ziemię jako całą planetę. Trzymam ją w ręku i obserwuję z góry. Zdarza mi się to coraz częściej… Nie wiem jak to się dzieje.

  • Pisząc na blogu otrzymuję czasami ciekawe spamy. Wiesz, że mając odpowiednie pieniądze możesz kupić sobie różne obywatelstwa? Gdybyś miał, kupiłbyś? – pytam.
  • Po co? Ufam Ojcu.
  • Coraz bardziej.
  • Jak mnie pośle na pustynię, to pójdę.
  • Już jesteś na pustyni.
  • ……. – jak to dobrze, że jeszcze mam dobrą pamięć. Pamiętając rozumiem. Pustynia według Homiela to symbol siedziby diabła. W to wierzyli także dawni Hebrajczycy.
  • Ubieraliśmy cię, by diabły nie zrobiły ci krzywdy. A teraz cię uzbrajamy, żebyś ty ich krzywdził.
  • …….
  • Przejadłem się dzisiaj, źle się czuję – zaczął się macać po brzuchu.
  • Nie mam do ciebie siły, zapominasz o zawale?! – wkurzył mnie teraz straszliwie.
  • Nie martw się, niedługo nie będziesz mogła uwierzyć kim jest.
  • Really!! – Homiel też mnie wkurzył, że nie wkurzył się na Piotra. A mógłby mu teraz powiedzieć coś dosadnego i pouczającego po Homielowemu! Przecież potrafi!
  • …….
  • Miałem ciekawą wizję wczoraj podczas egzorcyzmów. Miałem na ręku planetę. Kiedy się modliłem wychodziły z niej gacki jak ziarna czarnego piasku. Było ich setki, tysiące… Skumulowały się w wir, a na końcu wir przybrał konkretną czarną postać, prawie ludzką postać.
  • Hmm….
  • Usłyszałem, że tak łatwiej będzie mi z diabłem walczyć, kiedy zbiorę ich w całość.
  • Jeśli nie zatrzymasz tej burzy, to zamiecie wszystko.
  • Ale przecież chcecie tego sądu?! – pytam, bo zdziwiła mnie ta odpowiedź.
  • Nie takiego.
  • A jakiego w takim razie…? – i zdałam sobie sprawę, że Niebo nie chce sądu, który wymierzy diabeł. Od sądu jest Niebo.
  • Pokazali mi księży, jak pracują na płytkiej wodzie, a w głębi czai się prawdziwe zło.
  • Rozumiem… Najcięższe wojska diabła są schowane?
  • Nie wyszły.
  • Nie mają pojęcia jakie czai się zło. Wierzą i nie wierzą, w tym problem.

Naszą rozmowę przerwał telefon. Edziu, tata Piotra, a mój teść znalazł się w szpitalu. 10 lat walczył z przepukliną i za nic w święcie nie chciał iść do szpitala, by ją naprawić. Ratował się swoimi sposobami, ale tym razem nie dał rady i zdecydował się pojechać na pogotowie. Pojechał razem z teściową, moim synem i córką, my dojechaliśmy pół godziny później i gdy dojechaliśmy Edziu był już na sali przyjęć. Przygotowywano go do zabiegu, przed którym tak bardzo się bronił przez wiele lat. On panicznie boi się szpitali.

Na SORZE nie było nikogo, być może dlatego, że to sobota i późna pora. Jakimś cudem pojawił się odpowiedni lekarz i jakimś cudem dyżur miał sam profesor, który zrobił mu zabieg w ciągu 3 godzin. Operacja się udała i wszyscy łącznie z Edziem byli przeszczęśliwi, tylko mój syn snuł się po korytarzu smętny i z nikim nie rozmawiał.

  • O co chodzi! – zagadnęłam go po cichu.
  • Wiedziałem, że on trafi do szpitala.
  • Skąd?
  • Miałem wizję kilka dni temu.
  • ??!! Jaką? – bardzo mnie to zaciekawiło, ponieważ rzadko się przyznaje, że też miewa wizje.
  • Zobaczyłem dziadka w łóżku szpitalnym, leżał nieruchomo. Podniosłem jego rękę, a ona opadła ciężko… On umrze.
  • Bzdury… wszystko idzie dobrze – zdenerwowałam się.

Nie powtórzyłam tego Piotrowi, bo bałam się o jego serce. Przypomniałam sobie jednak słowa Homiela, który powiedział rok temu; To będą ostatnie święta w tym składzie. Gdyby teraz coś się stało, faktycznie zmieniłby się skład. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/22/jestes-wrazliwy-na-lzy-badz-wrazliwy-na-czlowieka-diabel-tez-potrafi-plakac/


Gdy wróciliśmy do domu Piotr spytał…

  • Dlaczego go naprawiłeś Ojcze?
  • Żebyś miał wolną głowę.
  • Dlaczego?
  • Szykuję cię do wielkich rzeczy.

Edziu został w szpitalu ulokowany w pokoju tuż koło pielęgniarek. Zaczął chodzić, zaczął jeść, zaczął żartować, zaczął żyć pełną piersią. Dlatego też uspokojeni zdecydowaliśmy się następnego dnia jednak wrócić do Warszawy.

Ilu pamięta o Mnie?

26. 07. 17 r. Warszawa.

Jestem ciekawa, czy gdziekolwiek na świecie zdarzyło się, aby anioł wtrącał się w zakupy nowoczesnej technologii. Od kilku miesięcy mój Iphone mocno szwankował, wymagał doładowywania co kilka godzin i ciągle się zawieszał.

  • Homiel kazał ci kupić nowy telefon – powiedział dwa tygodnie temu.
  • ……. – zbaraniałam.
  • Ten to potrafi zaskakiwać.
  • Potraktuj to jak narzędzie pracy.

Dzisiaj mam już nowy Apple 7 i siedzę od paru godzin, by wszystko skonfigurować jak trzeba. Piotr widząc moje męki…

  • Czy dobrze zrobiłem?
  • Zrobiłeś co musiałeś zrobić. Na długo sprzęt ten jej wystarczy, to narzędzie pracy.

I wtedy naprawdę zaczęłam coś podejrzewać. Kiedy ostatnio zmieniałam telefon ze zwykłej Nokii Sirocco na Iphona, 3 tygodnie później zrobiłam zdjęcie Zielonego, a potem Chrystusa. Gdyby nie opcja powiększania, która była w nowym telefonie nigdy nie zwróciłabym uwagi na niezwykłość tych obrazów, bo dobra, zasłużona Nokia takich technicznych możliwości po prostu nie miała. Dochodzi do mnie właśnie, że Niebo musiało o tym wiedzieć!!!

  • Znasz się na Iphonie? – spytałam żartem.
  • Na cudach.
  • Gdyby nie internet przypominałabyś Edzia.

Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. W skonfigurowaniu nowego telefonu pomagają mi bardzo porady z Youtube. Gdyby nie one klęłabym dosłownie jak mój teść, który „rzuca mięsem” co sekundę, gdy mu coś nie wychodzi.

  • Dostajesz sprzęt, oprzyrządowanie przed falą.
  • ???!!!
  • Będą nowe zdjęcia?
  • Wszystko razem.
  • Fala? – machnął Piotr ręką z lekceważeniem – To za dwa lata, do tej pory ten telefon padnie.

Wieczorem wróciliśmy do tej rozmowy.

  • Homiel nalegał, aby kupić nowy telefon – Piotr zdziwiony.
  • Ciekawe dlaczego? – też się dziwię.
  • Nigdy nie mogłaś skończyć, a teraz wrócisz do swojej biblioteki.
  • Rozumiem… Dokończę notesik, czyli książkę.
  • Dokończysz już sama. Piotr nie będzie już pośród was.
  • ……. – i w tej chwili odechciało mi się wszystkiego.
  • Jak mam dokończyć, kiedy nie będę słyszeć? – wzięłam głęboki oddech.
  • Wszystko zrozumiesz, wszystko wytłumaczysz innym, a my ci pomożemy.
  • Kiedy zabraknie Piotra to kto będzie przekazywał wiedzę?
  • Będzie pełna.
  • Czyli zrobię jakieś nowe zdjęcia nowym telefonem?
  • Przeniesiesz tutaj to, co zobaczysz, a zobaczysz wiele.
  • A potem wydasz książkę za pieniądze, bo to będą Nasze pieniądze i będą się nawracać i na tym nawozie będą rośli. Będą rośli na nawozie Piotra i zapachu kwiatuszka.

Bóg Ojciec ma wielki plan. Na bazie naszego życia ma powstać książka, która ma przynieść ludziom nadzieję, jak to powiedział Homiel. W jaki sposób zostanie wydana, pokazana światu?… Jeszcze nie wiem.

  • A będziemy o sobie pamiętać po wszystkim? – Piotr.
  • Nie, abyście nie mogli nagrzeszyći zaczął się śmiać.
  • ……..
  • Często się słabo czuję – przyznał Piotr po chwili.
  • Jak każde narzędzie musisz być ładowane, a potem odkładane.
  • NIP będzie za rok, tak przewiduję…
  • I co jeszcze przewidujesz?
  • …….. – rozśmieszył mnie, bo wiele było w tym ironii.

Zadzwoniła córka z jękiem, że w firmie robią czystki, tną koszty i obawia się o swoje stanowisko. Pyta Homiela przez telefon co dalej…

  • Nie przejmuj się pracą, rozwiązanie przyjdzie szybciej niż myślisz.
  • Do zimy zapomnisz o tym problemie.

Natychmiast się uspokoiła. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że już nie słucha naszych rad, słucha się tylko Homiela. Kiedyś podchodziła do Niego z niedowierzaniem, a dzisiaj po każdej jego odpowiedzi płacze. Wcale mnie to nie dziwi, ponieważ jest coś w tym niesamowitego. Nawet przy zwykłych słowach tworzy się jakaś bardzo pozytywna energia, która roztkliwia co wrażliwsze dusze. Oddałabym wszystkie bogactwa tego świata, oby to nigdy się nie skończyło.


Piotr poszedł się pomodlić.

  • Gdy zacząłem Homiel mówi…
  • Wreszcie znalazłeś czas dla Nas.
  • Słuchacie mnie?
  • Wszyscy.
  • …….. – uśmiecham się, bo przecież to nie Homiel.

Gdy wrócił oglądałam akurat film „Exodus; Bogowie”, nie wiem któryż to raz, ale lubię ten film ze względu na dialogi między Mojżeszem a Bogiem. Piotr przyłączył się do oglądania. Pojawia się scena, gdy Mojżesz mówi do Boga…

  • Nie wiem, gdzie jestem, pomóż.
  • …….
  • Wiesz co powiedział teraz Ojciec?
  • Którąkolwiek drogę wybierzesz dojdziesz do celu.
  • Teraz? – upewniam się.
  • ……. – spojrzeliśmy na siebie
  • Bóg Ojciec jest niesamowity. Też to ogląda …
  • Doceniasz Mnie?
  • Zawsze.
  • Nie zawsze.
  • Zawsze… Od kiedy zmądrzałem – poprawił się Piotr.
  • To już coś.
  • …….
  • Czemu oglądasz ten film?
  • Znajduję tam cząstkę siebie.
  • Jest tam ciebie więcej niż zdajesz sobie sprawę. Nie personalnie, ale poprzez zbieżność zdarzeń.
  • ……. – spojrzałam na Piotra, a on niemal rozwalony na kanapie i rozmawia jak gdyby nic.
  • Siedzisz zadowolony, że się pomodliłeś?
  • To ci powiem, że to, co teraz zrobiłeś to namiastka tego, co będziesz robił.
  • Dam radę? – Piotr się w końcu wyprostował.
  • Spróbowałbyś nie.
  • A będziesz miał czas? – pytam.
  • Źle zadajesz pytanie. Ja zorganizuję ten czas.
  • Mnichem będę?
  • Nie tego od ciebie oczekuję, byś był mnichem. Spójrz na Mojżesza. Jest ze Mną, a jest wśród ludzi.
  • ……. – oglądaliśmy dalej. Teraz nie odważyłabym się przełączyć na inny kanał. 
  • Czy tak było jak w tym filmie? – oczywiście to ja pytam.
  • Ostatnie zdanie się zgadza. Bóg jest zawsze z nami.
  • …….
  • Wołałeś mnie dzisiaj.
  • ……. – patrzę na Piotra pytająco, bo nie wiem o co chodzi.
  • Gdy jechałem do firmy prosiłem Ojca, by przyszedł.
  • I oto jestem.
  • Mały, to nie będzie twoja droga. To będzie Nasza droga.
  • Ulżę ci w twojej tęsknocie za Domem.
  • …… – o mało się nie rozbeczałam.
  • Kiedyś ci Ojciec powiedział, że wpadniesz do Niego na kawę – przypominam sobie te słowa.
  • Jeśli tak będzie, to będę leżał tam pod dywanem.
  • A Ja ci mówię, że nie będziesz leżał.
  • ……
  • Wiesz co teraz słyszę? Piosenkę… Tomaszów… Demarczyk…

Natychmiast włączyliśmy internet i puściliśmy piosenkę.

A może byśmy tak, najmilszy, wpadli na dzień do Tomaszowa? Może tam jeszcze zmierzchem złotym ta sama cisza trwa wrześniowa… W tym białym domu, w tym pokoju, gdzie cudze meble postawiono, Musimy skończyć naszą dawną rozmowę, smutnie nie skończoną.

Biały domek, biały pokój…. przecież my to wszystko znany.

Nad ranem miałem bardzo głęboką wizję; Starszy człowiek z długą białą brodą, ubrany na biało (biała długa szata) prowadził mnie za rękę. Szliśmy długą białą aleją do białego domu. Kiedy weszliśmy do środka, pokoje, które powinny być małe zrobiły się ogromne, z kolumnami, wszystko białe. Boże, jesteś taki czysty, a ja Was ubrudzę. Poczułem się zawstydzony całą sytuacją. Było mi tak tak wstyd, tak bardzo wstyd… czułem się tak brudny i niegodny tego, by wejść do tego pomieszczenia. Zakryłem rękoma oczy… Nie miałem siły podnieść głowy i spojrzeć w oczy staremu człowiekowi…. http://osaczenie.pl/wp/2016/04/16/nautilus/ 

  • W tej wizji z domem i pokojem, wy faktycznie rozmowy nie skończyliście – czytam te wizję jeszcze raz.
  • Myśmy jej nawet nie zaczęli, byłem wtedy nie gotowy.
  • To piosenka z tęsknotą.
  • ……
  • Jak ja mogłem to usłyszeć !– Piotr maksymalnie zdziwiony.
  • Tak jak wszystko inne.
  • Wielu za tobą tęskni.
  • Mam wiele spraw tutaj do ukończenia, sąd…
  • Sąd już się zaczął.
  • …… – kiedy padły te słowa przeszły mnie dreszcze.
  • Sąd ostateczny? – spytałam.
  • No co ty! Chodzi o nasz sąd.
  • Myślę, że nie… – Piotr ciągle nie rozumie, że w słowach Ojca i Homiela wiele jest symboliki i wieloznaczności.
  • Masz jeszcze parę spraw do załatwienia.

W filmie pojawiła się scena przedstawiająca rozstąpienie wód, wielkie tornado i w finale fala zalewająca Egipcjan. 

  • Takie tornado widziałem nad NIP, wszystko wirowało wokół niego.
  • Bo to Mój będzie wyrok na tych, którzy siebie nazywają ludźmi.
  • Temida zrobi dokładnie to, co chcę.
  • Tą falą jestem Ja.
  • ……. – I znowu miałam dziwne wrażenie, że Ojciec mówiąc o fali, ma na myśli naszą falę, a nie tę z filmu.
  • Ojcze, ta fala to jesteś Ty?
  • Nie inaczej.
  • Nie masz racji – Piotr do mnie.
  • To się spytaj.
  • Obydwoje nie mylicie się.
  • Nie martw się, przejdziemy tę drogę razem.
  • Ale masz tyle spraw… – Piotr znowu zaczyna…
  • Teraz ważniejszej nie mam.
  • Ale może masz tyle na głowie…
  • Pozwól, że Ja osądzę i zdecyduję, która jest najważniejsza.
  • Dobrze Ojcze.
  • Skoro mamy to wyjaśnione, to do tego nie wracajmy.
  • …….
  • Niedługo wszystkie siły w Polsce się zjednoczą.
  • Ktoś nas zaatakuje? – spytaliśmy przestraszeni.
  • To nie ludzie, a natura zaatakuje.
  • Wyjdzie z nich dobro i zło, oddzieli się jedno od drugiego. Wszystkie kolorowe flagi upadną, przestaną się liczyć.
  • Kiedyś miałeś wizję o zalanym Szczecinie – przypominam sobie to nagle.
  • Chodzi ci o to, czy to będzie mokra lekcja?
  • Wielu uczniów zawodzi mimo, że się uczy.
  • W tym momencie kiedy żąda piątki, a się nie uczy, nie jest już uczniem, to terrorysta.
  • Cierpliwość Ojca już się skończyła – mówię do Piotra naprawdę przestraszona.
  • Skończyła się z chwilą otwarcia wrót.
  • Zapytaj ilu szanuje Mojego Syna?
  • Ilu pamięta o Nim?
  • Ilu pamięta o Mnie?
  • Mam konkurować z dobrami materialnymi?
  • Wkrótce nie będą mieli czasu o tym pomyśleć, a tym bardziej czynić. Ta chwila właśnie nadeszła. Sprawiedliwość zatryumfuje.
  • Dlatego Ojciec powiedział sąd już się zaczął.
  • …… – Piotr pokiwał głową ze zrozumieniem.
  • Wielka Brytania może być zalana – myślę, że w przypadku kataklizmu typu potop, jest to bardzo możliwe.
  • Słyszę…
  • Atlantyda.


Dopisane 20. 03. 2018 r.

  • Wszystkie kolorowe flagi upadną, przestaną się liczyć – wiem dlaczego padły te słowa. Dzień wcześniej czytałam notkę informacyjną o paradzie gejowskiej w Wielkiej Brytanii, w której pojawiła się kukła Jezusa z napisem „Jezus jest gejem”. To musiało zaboleć, a Bóg Ojciec widzi wszystko.

  • Niedługo wszystkie siły w Polsce się zjednocząPolacy łączą się w wyniku zagrożenia zewnętrznego lub wewnętrznego. Faktycznie wszystkich mogłaby połączyć natura, która sprawiedliwie rozdziela po równo. 

  • Atlantydamityczna kraina, która miała być miejscem istnienia rozwiniętej cywilizacji zniszczonej przez serię trzęsień ziemi i zatopionej przez wody morskie. (Wiki). Symbol krainy, która istniała, ale zniknęła.

Jezus umarł za wszystkich i ma lekko uchylone drzwi.

24. 07. 17 r. Warszawa.

Siedziałam w kawiarni czekając na Piotra. Zauważyłam go z daleka i obserwowałam przez chwilę jak idzie dziarsko jakby nigdy zawału nie miał. Poczułam w głębi swojej duszy, że uwielbiam te chwile, te nasze poranne spotkania i nasze rozmowy przy kawie. Wzniosłam do góry oczy i poprosiłam…

  • Nie zabieraj mi go Ojcze.

Gdy Piotr usiadł przy stoliku zauważył moje zaszklone oczy. Nie pytając powiedział…

  • Nie po to go ratowałem, żeby go teraz zabierać.
  • Będzie narzekał, będzie skomlał, że mu ciężko i źle, ale ma nowe zadania.
  • …….. – powtórzył za Ojcem.
  • O co pytałaś?
  • Żeby cię Ojciec jeszcze nie zabierał.

Piotr kręci głową nie dowierzając. Ledwo przyszedł z biura, gdzie robił przelewy, gdzie robił szarą codzienność, a chwilę później rozmawia z Bogiem. A może Ojciec też czeka na nasze kawy?

  • Te wczorajsze słowa…. Boję się o tym nawet myśleć, to ogromna pycha.
  • Nie bój się tego, co Ja mówię.
  • On się boi, że źle słyszy. Może to pomyłka?… Tak sobie to tłumaczy – zebrałam się na odwagę, aby wytłumaczyć Piotra.
  • ……..
  • Kowalewski kazał mi zrobić jeszcze 2 żyły, muszę do niego zadzwonić.
  • Nie będzie takiej potrzeby.
  • Czyli będziesz zdrowy – pocieszam Piotra, który siedział głęboko wzruszony.
  • …….
  • Wiesz jaka jest największa radość dla człowieka? – pyta mnie Piotr i się zatkał swoimi łzami.
  • No wykrztuś to z siebie.
  • Móc podobać się Ojcu.
  • …….. – kiwam ze zrozumieniem głową.
  • Pamiętasz jak Homiel mówił, że nadchodzi lepszy nauczyciel? – przypomniałam sobie.
  • Wyjaśnijmy jedno słowo, słowo Homiel.
  • Ale ja widziałem anioła!
  • On cię chroni, ale rozmawiasz z Kim innym.
  • Cholera, człowiek musi być ciągle na baczność! – Piotrowi się wyrwało, co sprawiło, że postawiłam oczy w słup.
  • Człowieku, bądź sobą!
  • ……. – nie wiedziałam gdzie głowę schować.
  • Dlaczego Homiel powiedział „nadchodzi nowy nauczyciel”?
  • Ujawnił się.
  • Przecież to Ojciec – tłumaczę Piotrowi.
  • Świadomość obecności Ojca czasami mnie paraliżuje – przyznaję szczerze.
  • Dobro nie paraliżuje.
  • Taaak, ale będzie mi łatwiej mówić jednak Homiel… Ojcze.
  • Niech tak będzie.

Wiem, że Ojciec jest wszech-wszsytko. Ale! Największe wrażenie robi na mnie Ojca wszech-mądrość. Może teraz kiwa głową z dezaprobatą, że tak sobie pozwalam, ale ponieważ i tak zna moje myśli, to po co się z tym ukrywać? Mądrość. Nie można dziecka posyłać od razu na studia. Nauka musi trwać małymi kroczkami i na każdym etapie są odpowiedni nauczyciele. Dostrzegam to w pełnej okazałości jak zaplanowane i przemyślane jest nasze życie. Od początku do końca.


25. 07. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj jakiś taki dzień zadumy i prawie w ogóle się nie odzywamy. Siedzimy na swojej kanapie i gapimy w TV. W pewnym momencie widzę, że Piotr się śmieje pod nosem…

  • Z czego się śmiejesz?
  • Aaa… Spytałem Homiela o pieniądze.
  • Znowu? I co ci powiedział?
  • Będziesz zaskoczony. W najmniejszym stopniu nie jesteś w stanie przewidzieć co się wydarzy.
  • To przestań ciągle Go pytać, to nie ma sensu. Nasza wyobraźnia, a Ich pomysły to jak ziarnko piasku na pustyni.

Widząc jednak, że się odezwał i pamiętając o wczorajszych słowach próbuję przełamać swoje obawy co do rozmowy z Homielem, który czasami „staje się” Ojcem. Ta świadomość dzwoni mi gdzieś z tyłu głowy… ale się przełamuję…

  • Dlaczego Jezus nie jest taki jak Ty Ojcze? Taki… no wiesz… – i zabrakło mi słów.

A chciałam powiedzieć, że Ojciec jest niesamowity w rozmowach z nami. Rzeczowy, prostolinijny, bezpośredni, stanowczy, szczery do bólu, mądry, inteligentny… I co mnie zawsze uderza… radosny i dowcipny.

  • Umarł za wszystkich.
  • A nie może na chwilę o tym zapomnieć i być wesoły?
  • Każdy, ale nie On. Umarł za wszystkich i ma lekko uchylone drzwi.
  • Ale Ty na to patrzyłeś Ojcze, na Jego śmierć, a mimo to jesteś radosny.
  • …….. – nie odpowiedział. Może wcale nie jest tak radosny jak mi się wydaje? 

Zapadła cisza, więc zajrzałam do komputera. Na forum FN zdarzyła się ciekawa rzecz. Kilka miesięcy temu po wielkiej awanturze wypisałam się z tego miejsca….

Zobaczyłem czterech, może pięć osób, w tym jedną małą kobietę. Stałaś prawie w kręgu w kształcie U, a oni cię otaczali. Szydzili z ciebie i śmiali się, ale to kobieta ich do tego namawiała. Oni się jej słuchali. Zerwali z ciebie niebieską marynarkę, a ten najgorszy, który cię atakował nałożył ją na siebie i lał na nią brudną wodę. Wielu stało w kręgu i ze śmiechem to obserwowało – Piotr był naprawdę wkurzony. 
- Co robiłam w tym kręgu? – chciałam dowiedzieć się więcej. 
- Pokazywałaś swoje dłonie rozłożone jak do modlitwy, jakbyś coś tłumaczyła. Hmm…. Rozłożone dłonie to w mowie ciała znaczy „nie mam nic do ukrycia” – co było zgodnie z prawdą. Niebieska marynarka; niebieski to symbol Nieba, marynarka – to jak ubiór urzędowy. Homiel czasami nazywa mnie adwokatem Nieba, bo ciągle Ich bronię. Lanie brudnej wody – szydzenie, brukanie, wyśmiewanie, czasami mówi się „wylać wiadro pomyj komuś na głowę”. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/03/23/nigdy-nie-jest-tak-ze-jest-idealnie-dla-ludzkosci/

a teraz sama nie wierzę własnym oczom. Jedna z osób, przez którą doszło do tej sytuacji… można rzec, że zrzuciła z siebie skórę wilka. Nie wierzyłam własnym oczom nie dlatego, że się zmienił diametralnie, ale że kolejne słowa Homiela sprawdziły się w 100%. Gdy rozstawałam się z FN powiedział ciekawe zdanie, którego nawet nie zanotowałam myśląc, że niewiele znaczą. Powiedział, że Oni się…

  • nim zajmą. I na niego przyjdzie pora.

Trudno było mi zgadnąć co miało to oznaczać, więc zostawiłam to czasowi i zajęłam się swoimi sprawami.

Ulubionym zdaniem tej osoby w rozmowach o wierze, religii, chrześcijaństwie było stwierdzenie, że Bóg jest sadystą albo, że Boga nie ma. Nie będę ukrywać, że przy tej wiedzy, jaką ja posiadam czytając to bolała mnie dusza i to dosłownie. Nie umiem tego wytłumaczyć. To tak jakby opluwano ci matkę, ojca, babcię, dziadka, córkę, syna i wszystkich krewnych do 100 lat wstecz. A teraz czytam jego wypowiedź, która mnie zadziwia; Bóg jest wszechmogący, wszechmocny, miłosierny, sprawiedliwy.

  • To wasze dzieło? – pytam Homiela ciągle nie wierząc co czytam.
  • Pytasz o skromność czy pychę?
  • O skromność.
  • To nie udzielę ci odpowiedzi.
  • A o pychę ?- spytał Piotr.
  • Kieruj tę odpowiedź na dół.

Uśmiechnęłam się… Homiel nigdy nie chwali się „jam ci to uczynił”, ale z tej rozmowy wynika jasno, że tak właśnie zrobiono. Co dokładnie zrobiono? Nie mam pojęcia. „Nawrócony” sam próbował to wyjaśnić.

Spojrzałam na ten tekst i coś mnie tknęło. Od kilku tygodni szukam grafika komputerowego, malarza, który przygotowałby na podstawie zdjęcia odpowiedni, wyraźny rysunek Jezusa. Wszyscy mi odmówili, ale autor powyższego tekstu jest też rysownikiem, grafikiem komputerowym. Niedawno Ojciec powiedział…

  • Walcz do końca, w końcu trafisz na właściwą ścieżkę.

Może właśnie to ta ścieżka?

  • To wasza kolejna koronka? – pytam, bo nie jestem pewna.
  • Jesteś narzędziem w ręku mistrza, a mistrz robi arcydzieła.

Poprosiłam o wykonanie rysunku na podstawie zdjęcia.



Dopisane 18. 03. 2018 r.

Nie opisywałabym tej historii, gdyby nie piękna puenta, która z tego wyniknęła. Kolejny dowód na działanie Ojca. Czy zlecenie przygotowania rysunku tej akurat osobie było przypadkowe?

A oto piękny efekt.

Jeżeli nie wierzysz w Chrystusa jak możesz z grzechem wejść o Nieba?

23. 07. 17 r. Warszawa.

W niedzielę lało.

  • Ale pogoda… – mówię.
  • Jazzowa.
  • Faktycznie, na to bym nie wpadła.
  • Tylko siedzieć i rozmawiać.
  • No to rozmawiajmy! – radośnie zacieram ręce.
  • …….
  • Ja tych ludzi nie rozumiem. Nie widzą ile dobrego robi PIS? – Piotr przez okno obserwuje gromadzących się na nowy protest ludzi.
  • Homiel jakiś czas temu powiedział, że ten naród już się nawycierpial – przypomniałam sobie Jego słowa.
  • Póki co ma lepszą pogodę.
  • Póki co? To skończy się ta lepsza pogoda? – chwytam Homiela za słówko.
  • Czy ci nie wstyd?
  • Nieee… – odpowiedziałam ze zdziwieniem, że mnie o to pyta.
  • Skończyłaś zeszyt i zaczynasz nowy, tak męczysz naszego biedaka.
  • Aaaa, czyli chodzi o to, że ciągle pytam? No to nie wstyd mi.
  • …….
  • Zdzichu jest w niebie? – Piotr przypomniał sobie nagle o zmarłym niedawno znajomym.
  • Należy mu się to – stwierdziłam pewnie.
  • Nic nikomu się nie należy!
  • ……. – i szczęka mi opadła, bo tego się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się takiej stanowczości.
  • Należy się Chrystusowi cześć i chwała.
  • Ilu Mu ją oddaje poza tym krajem? Kościoły zamykają, sklepy sobie robią, a przecież każdy ma grzech, więc umrą w grzechu.
Konfesjonały zostały zastąpione przez kasy, fot. dailymail.co.uk, Bournemouth w hrabstwie Dorset, dawny budynek kościoła metodystów.
  • A jak mają grzech to gdzie idą? W dalszą drogę.
  • Jeżeli nie wierzysz w Chrystusa jak możesz z grzechem wejść do Nieba? To dlatego tak niewielu wejdzie w te uchylone drzwi.
  • Jest dobry człowiek, ale czy zawsze jest dobry?
  • Myślą, uczynkiem, zaniedbaniem… Zobacz jak łatwo grzeszy, a wystarczy pójść pod Jego krzyż i poprosić.
  • Po co uchylać tamte drzwi, lepiej otworzyć te z Dołu.
  • …… – Piotr stał jak wryty, dawno takiej nauki nie mieliśmy.
  • To będzie przyspieszona lekcja… ? – wydukał.
  • Nie. To będzie przyspieszona korepetycja.
  • Spójrz na nich. Oni chcą wolności. Chcą tego co wolno i tego, co nie wolno. Dla nich dekalog nic nie znaczy.
  • Więc zabierając kościoły i krzyż zamykają sobie drogę. Ich panem nie jest Jezus, jest gacek.
  • Gdyby w ostatnich 5 minutach zwrócili się do Chrystusa o przebaczenie…
  • W imię miłości Chrystusa do człowieka to wystarczy do zbawienna. Taki jest Chrystus.
  • To jest początek twojego zeszytu i odpowiedź na wszystkie twoje pytania.
  • ……. – faktycznie, właśnie skończyłam zapisywać jeden zeszyt i zaczęłam zapisywać następny.
  • Mówię ci to wszystko, bo jest bardzo blisko, gdy wszystko ulegnie zmianie.
  • Za mojego życia?
  • Za chwilę, więc za twojego życia.
  • A co z tymi, co chodzą do kościoła i bluźnią?
  • Gdyby naprawdę wierzyli, tego by nie zrobili.
  • Polska będzie wyspą?
  • O to jeszcze trzeba powalczyć. W tym kraju wielu będzie jeszcze szukało azylu i spokoju, a ciężko będzie się do niego dostać.
  • Nie pomożesz im?
  • Pomogę.
  • ……. – zdumiała mnie ta rozmowa, bo Homiel jest bardzo stanowczy wtedy, kiedy tego się najmniej spodziewam.
  • Może po to dostajesz te zęby tytanowe? – zaczynam się nad tym wszystkim zastanawiać głębiej.
  • Bo nie wytrzymasz tego naporu. Ale to jeszcze nic w porównaniu do tego co, ci Ojciec da, żebyś czynił porządek.
  • ……..
  • Dobrze by było, żeby to, co piszę poszło w świat.
  • Do tych głupoli?
  • !!!!  On chyba wstał dzisiaj lewą nogą! – pomyślałam.
  • To nie ich czcionka, ale może cud się zdarzy? Poczekajmy… A Chrystus czeka.
  • Hmm… Nie dziwię się, że się nie śmieje – Piotr ciągle to podkreśla, że Jezus nigdy się nie śmieje pełną piersią, ledwo się uśmiecha.
  • …….
  • Tak ratujesz tych ludzi, ale skąd będą wiedzieć kiedy są dobrzy? Jeśli nie poznają czym jest zło, nie będą wiedzieć czy są dobrzy.
  • Więc co mam robić? – Piotr rozkłada ręce.
  • Czekaj, rozwiązania przyjdą same.
  • Czy można kochać Boga i nienawidzić Kościoła?
  • Prawdziwy człowiek umie oddzielić prawdziwy kościół od kościoła zakłamanego. A jeśli tego nie rozumie musi się narodzić jeszcze raz, by to zrozumieć.
  • Ludzie nie wiedzą, że ten świat jest na chwilę.
  • Dlatego chcesz Audi S8?
  • Rób co możesz dla ludzi, ale nie zabieraj im gacka, bo w ogóle się nie nauczą.

Piotr przez okno zauważył w oddali najnowszego mercedesa.

  • Zobacz, fajne auto.
  • Bądź szczęśliwy za to co masz. Wszystko by oddał za procent tego, co ty masz, a ma wiele.
  • Ale ja mam też urodę! – zażartował Piotr.
  • Tak naprawdę to nie widziałeś jeszcze siebie.

Późnym wieczorem… Piotr leżał rozwalony na kanapie jak zwykle, ale nagle usiadł wyprostowany składając ręce na kolanach jak karny uczeń. Nie musiałam pytać co się dzieje, bo już wiedziałam co się dzieje. Piotr przymknął lekko oczy i słuchał uważnie. Nie przerywałam, by nie psuć tej chwili.

  • Wiesz co mi Ojciec teraz powiedział?
  • Objawię ci tajemnice stworzenia, życia, świata, czasu, istnienia.
  • Na powrót zostaniesz Moim uczniem. Masz mieć pełną świadomość wszystkiego.
  • Z tą świadomością musisz wrócić.


Dopisane 16. 03. 2018 r

Przeanalizuję słowa Homiela na tle aktualnych wydarzeń.

  • Kościoły zamykają, sklepy sobie robią, a przecież każdy ma grzech, więc umrą w grzechu 

Wśród ofert sprzedaży obiektów zabytkowych zdarzają się kościoły. W Europie Zachodniej dawne świątynie dostosowane do nowych celów nikogo nie dziwią. U nas obiekty sakralne wystawione na sprzedaż trafiają się co prawda o wiele rzadziej, ale się trafiają. Za ile można kupić kościół? W Europie Zachodniej duża liczba kościołów na sprzedaż wynika z laicyzacji tamtych społeczeństw i odejścia od wiary. Zbywaniem nieruchomości często zajmuje się zresztą sama organizacja kościelna.

W Polsce rzecz ma się odmiennie. Nie spotyka się w ofercie kościołów, które do niedawna działały jeszcze jako czynne świątynie w ramach parafii i zostały opuszczone z powodu odejścia wiernych. Te, które trafiają na sprzedaż, to najczęściej nieruchomości należące do samorządów, często innych niż katolicka, wspólnot wyznaniowych lub nieczynne od wielu lat. Często są to obiekty zabytkowe, ale mocno zdewastowane.http://biznes.onet.pl/wiadomosci/analizy/analizy-rynku-nieruchomosci/restauracja-lub-sklep-w-kosciele-na-zachodzie-to-nic-dziwnego/dp25k


  • Spójrz na nich. Oni chcą wolności. Chcą tego co wolno i tego, co nie wolno. Dla nich dekalog nic nie znaczyciekawe, czy ktoś to czytający rozumie już dlaczego partia PO przegrała, kiedy wszystkie sondaże wskazywały na jej zwycięstwo.

Lewicowo-liberalne środowiska pracują nad polskim społeczeństwem od lat, próbując „wyzwolić” je z chrześcijańskich wartości. Wszelkie podejmowane dotąd próby nie przyniosły rezultatu, choć świetnie sprawdzały się na Zachodzie. Większość Polaków wciąż jednak chce chronić życie poczęte. Lewica postanowiła więc podjąć ostateczne kroki i przedstawić zabijanie dzieci nienarodzonych jako naturalny element szczęśliwego życia. Okładka „Wysokich Obcasów”, weekendowego dodatku do „GW, z roześmianymi dziewczynami przekonującymi, że „aborcja jest OK, okazała się jednak tak infantylną makabrą, że nie kupiła jej nawet część środowisk lewicowych. Feministki ujawniły w niej swoje prawdziwe oblicze. https://wpolityce.pl/polityka/383388-nykiel-w-najnowszym-sieci-oswajanie-zabijania-gw-przekonuje-ze-aborcja-jest-ok-landrynkowa-promocja-aborcji-to-wstep-do-spolecznej-demolki

 

Bierz wszystko, bo wszystko jest ode Mnie.

22. 07. 17 r. Warszawa.

Postanowiliśmy pojechać do Kazimierza mimo, że całe niebo było zasłonięte chmurami. Jadąc ciągle zerkałam w górę doszukując się światła.

  • Chyba wracamy… – mówię, a w myślach proszę Homiela o słońce.
  • Miej więcej wiary.

Zaczęliśmy rozmawiać i jednocześnie notowałam każde niemal słowo.

  • Za rok chcę zmienić jedno auto w firmie, bo się ciągle psuje.
  • Tak planujesz?
  • Tak planuję.
  • Lubię te twoje plany.
  • ……. – i już wiedziałam, że szykuje się ciekawa rozmowa.

Jadąc dostałam SMS od córki.

Ale miałam sen! Dawno nie widziałam czegoś tak realnego. Śnił mi się tata. Siedział na ławce i czekał przed jakąś fabryką, laboratorium. Ja nie wiem co to było, ale jak z filmu sciencie fiction. Obserwowałam go z boku i widziałam, że miał zęby spiłowane na takie kikuty jak się szykuje pod implanty. Dopiero po czasie pokazali, że zrobili dla niego nakładki na zęby, takie tytanowe. Świeciły się jak diamenty i te postacie powiedziały ( nie widziałam ich!), powiedziały tacie, że te nakładki są robione dla niego i teraz będzie już on nie do zniszczenia. Tata w szoku spojrzał, wielkie oczy zrobił i tylko powiedział „o ja pierdzielę!”… hahaha, a ja się obudziłam. Zęby przygotowywał mu mężczyzna w białej szacie do ziemi, miał białą maskę na twarzy i siwe włosy.

Może nie zwróciłabym uwagi na ten sen, gdyby nie ostatnie zdanie. Mężczyzna o siwych włosach to na pewno Ojciec, ale co znaczy ten sen?

  • Ciekawe, dlaczego ten sen dali akurat jej?
  • A dlaczego Oli pokazali podziękowania anioła?
Gdzieś w górach, w jakimś dużym pustym pomieszczeniu, przypominającym góralską gospodę, stała pośrodku góralska ława. Siedział przy niej mężczyzna z czarnymi lekko kręconymi i lekko długimi włosami, miał niebieską koszulę. Czekał na nas. Kiedy weszliśmy do tego pomieszczenia ten mężczyzna się podniósł i wyraźnie uradowany podszedł do Piotra. Przywitał go jak dawno niewidzianego przyjaciela. Objął Piotra ramionami i przytulił się do niego. Mężczyzna był tak radosny i szczęśliwy, że ciągle nie przestawał się uśmiechać, wciąż szczerzył swoje piękne białe zęby. Miałam wrażenie, że chciał Piotrowi za coś podziękować i jest mu po prostu wdzięczny. Piotr był jednak mniej wylewny, bo stał nieruchomo chyba zaskoczony tą sytuacją, albo nie wiedział do końca kto to jest. Choć wszystko odbywało się bez słów wiedziałam, że On chce powiedzieć udało się. Tylko tyle i aż tyle.  http://osaczenie.pl/wp/2016/04/26/aniol-w-niebieskiej-koszuli/ 
  • No właśnie, dlaczego? – przypomniałam sobie te wizję.
  • Bo byś to zlekceważył.
  • Może i tak. On miał piękne włosy, a ja nie lubię takich – Piotr zaczął się śmiać.
  • Hmm… czyli ten sen z zębami ma znaczenie? – a ja potraktowałam to poważnie. 
  • A nie?
  • Ciekawe, dlaczego laboratorium? – Piotr dopiero teraz zaczął się zastanawiać.
  • W laboratorium przeprowadza się udoskonalenia, ulepszenia, bada się… – analizuję głośno…
  • To laboratorium to Niebo?
  • Każdy ba tak chciał.
  • Maryja dała ci hełm, teraz te zęby wzmocnione… Szykują cię chyba na wojnę…
  • Poetą nigdy nie byłeś.
  • Czy gacki wiedzą kim jest Piotr?
  • Wiedzą tyle, ile powinni wiedzieć.
  • Gdy otrzymasz ornat to będziesz jeszcze bardziej skuteczny.
  • Będziesz nie do zatrzymania. Ty ich nie odrzucasz, lecz palisz.
  • Dlatego laboratorium – teraz dopiero rozumiem tę symbolikę – Wzmacniają cię.
  • …….
  • Ciekawe ilu jest takich jak ja ? – Piotr się zamyślił.
  • Nie pytaj, bo to już pytanie o pychę.
  • Kiedy ciebie proszą o wcześniejszą zapłatę płacisz?
  • Płacę.
  • Kiedy ty prosisz o wcześniejszą zapłatę płacą?
  • Nie.
  • To wiesz ilu was jest.

Piotr ma kontrahentów, którzy ciągle proszą o przedpłaty lub wcześniejsze zapłaty. Przeważnie się na to zgadza, ponieważ chce pomóc. Kiedy jednak Piotr prosi o wcześniejsze uregulowanie należności, zawsze mu odmawiają. Bywa więc tak, że wszyscy dookoła są syci, a Piotruś biduje.

  • Czy Ojciec wybiera kobiety do takich zadań, jakie ma Piotr?
  • A ty nie jesteś taka? – zdziwił się Piotr.
  • Ola nie jest kobietą.
  • No co ty Homiel?!!! – zgłupieliśmy oboje.
  • Kwiatem.
  • ……. – wielokrotnie Niebo używało sformułowania; kwiat z ogrodu Ojca.
  • Jak sobie zasłużyć by być kwiatem w ogrodzie Ojca? Modlitwami, czy tak jest od początku? – pytam.
  • To nie są pytania do Mnie.

Zamilkliśmy na dłuższą chwilę. Przypomniałam sobie wczorajsze protesty pod sejmem przeciwko PIS, które nas wykańczają dosłownie fizycznie.

  • Jest jakieś rozwiązanie?
  • Czekanie. To się wypali.
  • Mam nadzieję… Kolejna noc nieprzespana.
  • …….
  • Homiel, kiedy słońce wzejdzie 2 razy…  to tak dosłownie?
  • Przenośnia, tylko nie pytaj mnie co znaczy ta przenośnia.
  • ……. – no i w ten sposób zablokował moje kolejne pytanie.
  • Ciekawe… Co Oni planują? – Piotr znowu o przyszłości.
  • Kuloodporny.
  • Co mam potem zrobić?
  • Alleluja i do przodu.
  • Ale co?
  • Pamiętaj po wszystkim, że to Ja byłem najbliższym twoim kolegą.
  • …….. – zaczęliśmy się śmiać.
  • Homiel…. jak ja mogłem cię tak ochrzcić? – p.s. Homiel to imię, które anioł wybrał na potrzeby pisania tego blogu. W rzeczywistości Piotr jako mały dzieciak nazwał swojego Przyjaciela dość nietypowo, ale i swojsko.
  • Widocznie mogłeś.
  • Miałem 3 lata.
  • Miałeś 4 lata.
  • Zawsze jesteś koło mnie?
  • Zawsze.
  • Nigdy mnie nie zostawiłeś?
  • Ani na krok.
  • To ci dziękuję.
  • Cała przyjemność po Mojej stronie. Cichutko, ale forever. Ty Mi dziękujesz i Ja ci dziękuję.
  • Za co?
  • Za egzorcyzmy, za pamięć, za modlitwę.
  • Wczoraj nie dałem rady.
  • Nauczysz się.
  • Kto pilnuje Nieba, kiedy tu jesteś? – pytam
  • Zastępy, całe zastępy. Mysz się nie prześliźnie. Oczywiście ta zła mysz.
  • Homiel, zawsze Piotr był taki fajny?
  • Wolę nie mówić, raczej nie.

Dojechaliśmy do Kazimierza. Piotr nie mając saszetki, ani kieszeni jak zwykle wszystkie dokumenty i pieniądze zaciekle trzymał w ręku. Spojrzałam na to z dezaprobatą…

  • A jak kiedyś to zgubisz, bo na przykład stracisz świadomość?
  • Widzę, że Oli przyda się otrzeźwienie.
  • Aaaa rozumiem…
  • Świadomość to My. Kiedy straci świadomość, straci wszystko.
  • Rozumiem. Przy Was niczego nie zgubi – i już byłam spokojna.

Zadzwonił syn i poprosił mnie, bym się zapisała do jakiegoś ubezpieczyciela, a on będzie płacić składki. W ten sposób chciał mi zapewnić w przyszłości większą emeryturę. Do emerytury tak daleko, że w ogóle o tym nie myślę, ale może faktycznie, czas o tym pomyśleć? 

  • Homiel co ty na to? 
  • Serce u niego wielkie, ale Bóg Ojciec przygotował dla ciebie drogę, inną Hestię.
  • …….. – wybuchnęliśmy śmiechem kiedy wymienił nazwę ubezpieczyciela. Musiał o nim słyszeć. 
  • Maniana do końca.
  • A ja? – Piotr
  • Do boju rodacy.

Siedząc i czekając na zamówiony obiad w restauracyjnym ogrodzie spojrzałam na niebo, a tu słońce.

  • Dobrze, że jednak przyjechaliśmy.
  • Nie wracaj już z obranej drogi. Jak już idziesz, to idź jak jesteś pewny. Jeśli nie jesteś pewny zdaj się na Nas.
  • Lekcja na życie…. – pomyślałam.
  • Moja wyliczona emerytura według ZUS to 700 zł – schodzę brutalnie na ziemię.
  • Nic się nie bój. Obyś ogarnęła wzrokiem, co będziesz miała.
  • Ale jakim cudem?! – pytam, bo oczywiście nie wierzę.
  • Właśnie cudem. Tak, czy siak, jest do przodu.
  • Zielona trawka obowiązuje jeszcze?
  • A jakże! I te gołe stopy. I ten pies szczęśliwyw wizji Piotra chodziłam boso po zielonej trawie, a obok dreptał biały pies.
  • A może to w niebie? – pytam.
  • W tym świecie.
  • Akurat… – pomyślałam, bo ciągle nie wierzę.

Po obiedzie poszliśmy oczywiście do klasztoru Franciszkanów i skierowaliśmy się do kaplicy, w której ostatnio od Maryi „otrzymaliśmy” krzyż. Weszliśmy do kościoła wyjątkowo innym wejściem i zabłądziliśmy. Ale tym samym w jednym z korytarzy, gdzieś na szarym końcu, natrafiliśmy na figurę Jezusa, która nas „powaliła” swoim widokiem. Wiszący Chrystus był wielkości człowieka, a może nawet nieco większy. Jednak nie to było zadziwiające. Twarz Chrystusa była tak dokładna, tak prawdziwa, wyrażała tak autentyczny ból, że patrząc na nią staliśmy jak zahipnotyzowani. Wydawało się, że była to twarz cierpiącego człowieka tuż przed śmiercią.  W pewnym momencie Piotr podszedł do Jezusa i chciał mu unieść głowę, jakby to był żywy człowiek. Nie widział drewnianej figury, ale widział człowieka. Wzruszające.

Po krótkim czasie odnaleźliśmy naszą kaplicę. Nie było tym razem ani kwiatów, ani niczego na parapecie, co mogłoby należeć do nas. Pomodliliśmy się i wyszliśmy. Wychodząc Piotr podniósł gwałtownie głowę do góry i zobaczył pod sufitem figurę utożsamiającą Boga. Piotr zachował się jak dziecko i pomachał do Niego ręką na pożegnanie.

  • A teraz wracaj spokojnie – natychmiast dostał odpowiedź.

Spokojnie? Wracając Piotr jechał przez pewien odcinek drogi jak pirat drogowy. 

  • Miałeś zawał i chcesz, żebym Ja miał zawał?
  • Dzięki Bogu, że to auto ma dobre hamulce.
  • Audi S8 ma lepsze.
  • Ale jesteś… – Piotr do Homiela, choć zaczęłam się domyślać, że to już nie Homiel.
  • Chcesz powiedzieć, że dajesz mi loda przez szybę?
  • Tak chcę powiedzieć.
  • Co ty na to, że Ja ci dam to auto, a ty go nie weźmiesz sam z siebie? Co ty na to?
  • Uważaj… Z Ojcem teraz rozmawiasz – szepczę do Piotra, bo tylko Ojciec może coś dać i zabrać na dobre.
  • Noooo, nie wezmę.
  • To do miłego zobaczenia.
  • …….
  • To zaczyna być horror – Piotr ma już dosyć ciągłych sprawdzianów, egzaminów i prób…
  • Ty nie znasz definicji horroru.
  • …….
  • Co ty na to… Dam ci wszystko co najlepsze, a ty nie weźmiesz?

Piotr zamilkł i stanął, by przepuścić inny samochód, za kółkiem którego siedział starszy mężczyzna.

  • Dlaczego stanąłeś? – pytam, bo właściwie nie musiał.
  • Usłyszałem…
  • Puść tego, to Mój znajomy.
  • …….
  • Twoje nerwy będą wystawione na próbę – Piotr zobaczył naciągnięte struny, co ma pewnie odzwierciadlać powiedzenie; nerwy naciągnięte jak struny.
  • A ty powiesz „nie”, bo powiesz, że Pan Bóg na bosaka chodzi.
  • Bo to prawda!
  • A ty jako Jego uczeń też będziesz na bosaka chodzić. Więc co powiesz? Jesteś Jego uczniem?
  • Jestem.
  • Do egzaminu przystąp.
  • …….. – spojrzeliśmy na siebie. Zdawanie ciągłych egzaminów jest dość wyczerpujące, a tu końca nie ma.
  • Możesz przyjąć wszystko albo szatę zgrzebną. Ja ci to dam i zobaczę co z tym zrobisz.
  • Bóg jest drogą i celem – Piotr wydukał.
  • Słuchaj, ja ci pomogę – powiedziałam, ponieważ zaczęłam się bać, że Piotr nie da rady i przegra. Moja pomoc polega na stałym przypominaniu i uświadamianiu jakie wybory musi dokonywać Piotr.
  • Ty nie możesz mu pomagać, to jego walka. Ty jesteś kronikarzem.

Byłam pod wielkim wrażeniem siły rażenia słów Ojca. Rzeczowe, stanowcze, logiczne, klarowne słowa… Bóg Ojciec jest niesamowity…

Długo jechaliśmy w ciszy.

  • Chcesz zostać teraz w Szczecinie? – pyta mnie Piotr.
  • Nie chcę, szkoda mi każdej chwili bez ciebie – mówiąc „bez ciebie” tak naprawdę miałam na myśli „bez Nich”.
  • Mam wrażenie, że…
  • Myślisz o rozdzieleniu?
  • Tak – przyznałam.
  • Czas skończyć tę zabawę, mój Synu.
  • …….. – Piotr przełknął ślinę albo łzy… nie byłam pewna.
  • Ojciec mi podziękował…
  • Za co?
  • Że dotknąłem tam Chrystusa.
  • Wrażliwie współczujesz.
  • ……..
  • A teraz do rzeczy… Najbliższy czas bardzo cię zaskoczy, ale nic nie rób.
  • Bierz wszystko, bo wszystko jest ode Mnie. Ta chwila musi nadejść i właśnie nadchodzi.
  • Ale jest jeszcze NIP…?
  • To też przejdzie.
  • No nie wiem…
  • …….. – mimo całej powagi sytuacji wybuchłam śmiechem. Piotr gorszy niż Tomasz, ciągle wątpiący.
  • Ciekawy ten sen z zębami… Tytanowe to zdrowe – przypomniał sobie sen córki.
  • Chcesz powiedzieć, że tytanowe zęby to oznaka zdrowia?
  • To zbroja! Będą cię atakować, a będziesz się śmiał, nic ci nie zrobią.
  • Wszystkich doprowadziłbym do porządku.
  • Jak zaglądam w twoją duszę, to widzę w niej życzliwość.


Dopisane 14. 03. 2018 r.

  • Najbliższy czas bardzo cię zaskoczy, ale nic nie rób. Bierz wszystko, bo wszystko jest ode Mnie. Ta chwila musi nadejść i właśnie nadchodzi – i  się sprawdziło. Minął tydzień i się sprawdziło.

  • Wiedzą tyle, ile powinni wiedzieć – jest pewna scena w filmie „Pasja”, która zawsze mnie zastanawiała. Kiedy Jezus rozmawia z Ojcem diabeł pyta Go w pewnym momencie ” Kim jest twój Ojciec, kim ty jesteś?”. Zawsze mnie to dziwiło, że diabeł tego nie wie. Wygląda na to, że rzeczywiście wie tyle, ile powinien wiedzieć. 

Zdaj sobie sprawę, że to co widzisz, to widzisz.

20. 07. 17 r. Warszawa.

W naszych rozmowach padają słowa, przez które często nie mogę zasnąć. Czekałam dzisiaj niecierpliwie na okazję, by zadać pytanie…

  • To, co ty usłyszałaś zobaczą wszyscy… wytłumacz co to?
  • Na chwałę Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen.
  • No to się dowiedziałam… – pomyślałam.
  • Po fali będzie innym człowiekiem.
  • Nie da się go później namówić na wyjazd do Ustronia? – pytam, bo ciągle nie wierzę.
  • Ty myślisz ciągle po ludzku.
  • Bo jestem człowiekiem – wzruszam ramionami.

Odkąd Piotr modli się krzyżem od Maryi, ma bardzie intensywne nocne spotkania. Wczoraj o 3.00 w nocy wręcz dusił się albo raczej był duszony.

  • Gacki mnie nienawidzą.
  • Ty z nimi nie walczysz, ty ich zabijasz.
  • Czyń, co czynisz.
  • A może to przypadek? – pytam na wszelki wypadek, choć znam już odpowiedź.
  • W twoim życiu nie ma przypadków.
  • Poruszasz się z Duchem Świętym.
  • …….
  • Gdyby mogli, to by cię zadusili. Gdyby mogli, to by cię zatłukli.
  • Zdaj sobie sprawę, że to co widzisz, to widzisz.
  • Rzucają ci wszystko pod nogi, żebyś nie robił to, co robisz.
  • Tak aż działają?
  • Kiedyś mówili; nie przejdziemy dopóki on jest. Teraz powinni mówić; nie ma kto przejść.
Piotr w tym momencie przypomniał sobie wizję sprzed kilku tygodni, którą szczerze mówiąc zignorowałam. Widział gacki wychodzące z podziemi galerii handlowej „Arkadia”. Wychodzili na powierzchnię jak żołnierze, jeden za drugim. W pewnym momencie dowódca się zatrzymał i wstrzymał ręką pozostałych. Powiedział coś dziwnego; Dopóki on jest, nie przejdziemy. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/02/15/nie-tylko-modlitwa-jest-wazna-ale-przyjmowanie-chrystusa-jest-wazne/

  • Czyli ten krzyż ma tak wielką moc?
  • W twoich rękach. Więc rób to, co robisz.

Wieczorem oglądamy TV.

  • Oglądanie Wiadomości z TVP1 to jak miód na moje serce – śmieję się, ponieważ tylu dobrych wiadomości o Polsce dawno nie słyszałam.
  • Widzisz jak Polska rośnie w siłę? – Piotr zadowolony, że jego modlitwy się spełniają.
  • Piotrze, jak nie będzie hamulców tak rodzi się nazizm.
  • Ale PIS-wcy są wierzący?
  • Wierzący też palili czarownice.
  • A widzisz! Czyli opozycja musi być dla równowagi! – tłumaczę Piotrusiowi, bo konkluzja jest jasna.
  • Nie angażuj się w to emocjonalnie.
  • Dlaczego?
  • Zrobisz co masz zrobić i wrócisz do siebie.

Podano informację o kolejnej fali uchodźców podążających do Włoch.

  • Homiel? Jakie jest rozwiązanie?
  • Nie ma żadnego rozwiązania. Wszystko idzie zgodnie z planem, zgodnie z przepowiednią.

I jeszcze jedna informacja, którą Homiel skomentował. Ktoś znany zostawił swoją żonę i dzieci, aby ułożyć sobie życie z nową kobietą.

  • Jak można zostawić żonę i 4 dzieci? – Piotr zdziwiony.
  • Nie martw się. Nieszczęście zawsze wraca.

To ciekawe…  Homiel powiedział to, co się powszechnie uważa. Nieszczęście wraca tam, skąd wyszło. A czasami wraca siłą z podwójną.


21. 07. 17 r. Warszawa.

Mam kolejną nieprzespaną noc. Protesty uliczne przeniosły się niemal pod moje okna. Niemożliwy hałas spowodował, że nie dało się spać. Rano na kawę dotarłam półprzytomna…

  • Nie przejmuj się. Ten świat dla ciebie przemija.

Słowa Homiela natychmiast mnie otrzeźwiły, bo zdałam sobie sprawę, że przemija to forma czasu teraźniejszego. To znaczy, że to już się dzieje.

  • Naprawdę? – pytam przestraszona.
  • Ola, ale na razie w jego głowie.
  • Aaaa – ulżyło mi.
  • Potrzymasz go jeszcze za gardło.
  • Za gardło? – Piotr nie zrozumiał.
  • A nie jest tak? Kto cię tak pilnuje i wydziela co masz jeść?
  • ……. – rozśmieszyło nas to oczywiście, bo to czysta prawda.
  • A nie wiesz co z NIP się dzieje?
  • Co cię to obchodzi? To Ojca gra. Nie myśl o tym.
  • Czy dobrze zrobiłam pisząc o wydarzeniu, które ma nastąpić w październiku? – wysłałam taką informacje do księdza, z którym czasami wymieniam się uwagami.
  • ………
  • Nie baw się więcej w proroka, bo nim nie jesteś. Jesteś kronikarzem.
  • ……. – coś mi się wydaje, że rozmawiamy właśnie z Ojcem, a może cały czas rozmawialiśmy z Ojcem? 
  • Wiesz… coś dziwnego usłyszałem…
  • Kiedy słońce wzejdzie 2 razy, na 3 dzień po tym zdarzeniu Nas odwiedzisz.
  • …….

A to dopiero zagadka! Zagadka tym większa, że dzisiaj na blogu wpisując nowy tekst zapisałam tam bardzo podobne zdanie.

Nadchodzą dni kiedy dzień stanie się nocą, a noc stanie się dniem. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/21/i-ja-do-was-przychodze-tak-jak-wy-do-mnie-przychodzicie/ 
  • Co znaczy, że dzień stanie się nocą? Niektórzy sądzą, że chodzi o zaćmienie?
  • Albo słońce nie dochodzi, bo jest czymś (ziemia) otoczona.

Tego  pod uwagę nie brałam. Jeśli nie zaćmienie, jakie to wydarzenie może spowodować noc podczas dnia? Biblia opisuje, że gdy Jezus oddał ostatnie tchnienie;Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.” Mt 27,45



Dopisane 12. 03. 2018 r.

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.” Mt 27,45

Mateusz nam opowiada, że nagle zgasły wszystkie światła na scenie, pozostawiając „teatr” Kalwarii w strasznej ciemności. Zwykle uważa się, że ta zbrodnia przeciwko niewinnej Osobie była tak niesprawiedliwa, że spowodowała to, iż wszechświat zbuntował się i przywdział żałobę. Egzekucja tego Człowieka, który przeszedł przez ziemię, dobrze czyniąc, była tak silnym ciosem, że odczuło go całe stworzenie: słońce gaśnie a ziemia pozostaje pogrążona w ciemnościach przez trzy godziny.

Na początku, należy wyjaśnić, że nie ma informacji potwierdzających prawdopodobieństwo zaćmienia słońca czy burzy piaskowej, które mogłyby uzasadnić jakąś mgłę lub zaciemnienie. Oprócz tego, gdyby fakt ciemności rzeczywiście miał miejsce, nikt nie mógłby zaświadczyć o zdarzeniach opowiedzianych przez czterech ewangelistów. Dlatego, bardziej niż o fakt historyczny, chodzi tu o rzeczywistość teologiczną, która pragnie nam przekazać bogatsze i mocniejsze orędzie. Ewangelista wskazuje nam dwa ślady, poprzez które możemy odkryć transcendencję tej chwili:

  • Od godziny szóstej aż do godziny dziewiątej, odpowiada okresowi między południem a trzecią popołudniu. Niemal zawsze sądziliśmy, że ciemność rozciąga swój czarny płaszcz od momentu, w którym Jezus oddał ducha, ale tekst biblijny przynosi przeciwny wniosek: chaos panował w otoczeniu już wcześniej, zanim umarł Jezus. Dlatego tym, co Ewangelia chce nam ukazać jest fakt, że gdy Jezus umiera, ustępuje ciemność, która od długiego przeciągu czasu, okrywała ostygły świat.

  • Na całej ziemi: Ciemności ogarniają nie tylko Jerozolimę czy też samą Kalwarię. Dlatego, gdy ewangelista mówi o „całej ziemi”, ma na myśli bardziej rzeczywistość teologiczną niż geograficzną. Fenomen ogarnia nie planetę, lecz ludzkość, która żyła w mrokach nocy i dopiero śmierć Jezusa dała początek dla nowego dnia nadziei.

Używając tego podwójnego klucza, możemy z łatwością odkryć ewangeliczne orędzie: Śmierć Jezusa nie powoduje ciemności. Przeciwnie, to ona jest źródłem światła, które rozprasza ciemności grzechu, te ciemności, które nas czyniły niewolnikami. Oprócz tego, czas w którym ziemia była zanurzona w ciemnościach jest bardzo krótki (tylko trzy godziny) w porównaniu z trwałością światła, które będzie trwało wiecznie. https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/urzekajaca_jhflores.html

3 dni – od ukrzyżowania do zmartwychwstania.

3 godziny ciemności – ustały gdy Jezus oddał ostatnie tchnienie.

3 dni ciemności egipskiej – 22 Wyciągnął Mojżesz rękę do nieba i nastała ciemność gęsta w całej ziemi egipskiej przez trzy dni.

  • Na 3 dzień po tym zdarzeniu Nas odwiedzisz Wydaje się, że cyfra 3 ma tu ogromne znaczenie. Jakie? Jeszcze tego nie wiem.

Dzień chwały Naszego Ojca jest bliski !!!

18. 07. 17 r. Warszawa.

  • Wygrałem przetarg na wyposażenie ambasady w Singapurze… Może się tam przeprowa…….?
  • ……. – i nie dokończył zdania. 
  • Aha… – Piotr kiwnął głową.
  • ……..
  • Co powiedział? Coś ci powiedział, że przerwałeś – nalegam na Piotra.
  • Powiedział…
  • To pomysł godny idioty.
  • ……  – kawa mi się rozlała ze śmiechu po brodzie. Nie mogłam się opanować przed dłuższą chwilę.
  • Nie wiem, czym sobie zasłużyłem, że to mnie dotyka.
  • Zastanawiam się ile razy jeszcze będziesz to powtarzał.
  • Ale jesteś punktujący! – Piotr z wyrzutem.
  • Nie punktujący, ale uczący.
  • Zawierz Nam bezgranicznie, a twe serce uwolni się od trosk.
  • Mówię ci bracie… Dzień chwały Naszego Ojca jest bliski !!!
  • I Syna chyba też…? – Piotr dokończył.
  • Myślałem o 3 osobach Piotr.
  • Pamiętaj! Nie chwal dnia przed zachodem słońca i nie płacz, gdy nie widzisz końca drogi.

Wieczorem.

Dzisiaj odwiedziłam SGGW i dałam krzyż do badania. Doktorantka odcięła kawałek drewna i zrobiła to w tak delikatny sposób, że właściwie nie pozostawiła żadnego śladu. Teraz muszę poczekać kilka dni na wyniki. Już po wszystkim miałam poważnego kaca moralnego, że nie wierzę Im „na słowo”.

  • Ten krzyż jest dla Piotra, nie uwierzyłaś Nam.
  • Zrobiłam błąd? – para ze mnie zeszła.
  • Nie martw się, Tomasz też nie wierzył.
  • ……. – nazwanie mnie „ niewiernym Tomaszem” dobiło mnie jeszcze bardziej. Trudno…
  • Ale ja zrobiłam bardziej to dla ludzi… – oszukiwałam sama siebie w tej chwili.
  • A jak się okaże, że drewno ma 100 lat to przestaną wierzyć?
  • Hmm…. – kurcze… znowu ma rację.
  • Co ludzie myślą o Tobie czytając o Tobie? – pytam, bo przecież musi wiedzieć.
  • Chcieliby tak jak wy. Szkoda, że nie wiedzą, że mogą tak jak wy.
  • Ale nie usłyszą!
  • Gdyby się starali… To ciągła wiara i praca, nie rozmawiają...
  • …….
  • Ciekawe, co Ojciec jeszcze nam wymyślił? – Piotr zagadał.
  • Nie wymyślił, a przeznaczył! – huknął Homiel, aż Piotr podskoczył.
  • I zostaw Olę. To dotyczy ciebie, ona zostaje na brzegu, a ty płyniesz.
  • Dlaczego tak? – pytam
  • To jego droga.
  • Ta fala będzie trwała długo? – pytam. Pierwsza fala, czyli wydarzenia związane z zawałem, naprawą serca, rehabilitacją itd. trwała wiele miesięcy.
  • W tydzień nie minie.
  • To, co będzie się działo tutaj przez minutę, tam będzie trwało pół roku, a może być też zupełnie odwrotnie.
  • Ile tych fal w sumie będzie?
  • O trzeciej nie słyszałem.
  • …….
  • Dzisiaj miałem wizję. Jestem w kościele, stoję na mównicy, kościół pełen jest ludzi i oni mnie słuchają. Mówię o Bogu, o spotkaniach z Ojcem. Opowiadam, że Go widziałem, jak fajnie było, ale w pewnym momencie złapałem się na tym, mówię ciągle o sobie, że to ja, ja, ja… Zapomniałem mówić o potędze, miłosierdziu i mądrości Ojca, że to dzięki Niemu Go widziałem, bo mi na to pozwolił. Poczułem, że przegrałem… A to wszystko dzięki Niemu mam to, co mam – Piotr się wzruszył.

Czytam Lenczewską i zaznaczyłam pewien fragment, który Piotr powinien poznać.

  • Pięknie mówi Jezus.
  • A czy ty w ogóle to rozumiesz?
  • ……. – śmieję głośno, bo ledwo dwie godziny temu Piotr nazwał kogoś wielkim grubasem.

Czytam jeszcze jeden fragment.

  • Widzisz? Żeby uzdrawiać trzeba być czystym. Piotr przeszedł już tą kryształową ścianę?
  • Jeśli przeszedł, to nikt o niej jeszcze nie słyszał.
  • Piotr jest tak brudny, że jego kryształowa ściana musi mieć z 10 metrów, by go oczyściła – żartuję sobie.
  • Nie martw się, damy radę. Złamiemy jego wszystkiego upory.

19. 07. 17 r. Warszawa.

Mamy ciężką noc za sobą nie z powodu gacka, a z powodu policji, która zjeżdżała pod sejm przez kilka godzin. Mieszkamy obok sejmu więc ostatnio nie da się normalnie żyć. Awantura za awanturą, protesty za protestami. Walenie w bębny, krzyki, chaos, koszmar.

  • Czy PIS nie przesadza? – Piotr pyta patrząc na to wszystko z okna.
  • Diabeł usadawia się tam, gdzie stanowi się prawo.
  • ???!!!
  • Wow… – i to ma sens patrząc na niektórych przedstawicieli prawa, którzy przedstawicielami prawa być nie powinni.

Wieczorem.

  • We mnie jest tyle grzechu – Piotrowi zebrało się na samokajanie.
  • Czysty nie jesteś, ale jaki wesoły jesteś!
  • Jesteś jak kameleon i ośmiornica w jednym.
  • Niemożliwe, żeby taki dureń jak ja doznał takich rzeczy!
  • Ale gacków trochę wczoraj zajadle spaliłeś.
  • Hmm…

Po tych słowach spojrzałam na Piotra innymi oczami. To jest niewątpliwie ostatni kandydat na świętego, ale pierwszy na zacietrzewionego wojownika. I myślę, że Ojciec na te czasy wybrał doskonałe narzędzie dla realizacji swoich planów.

  • Podczas modlitwy o 15.00 czułem na sobie wzrok Ojca. Spuściłem od razu głowę i zamknąłem oczy. Ojciec ręką dotknął mojego podbródka i podniósł moją głowę, chciał żebym patrzył.
  • Ale jak to? Ponoć to zakazane?
  • A nie może tak chcieć?
  • ……. – już chciałam o coś spytać, ale zawahałam się podejrzewając, że ta sam Ojciec spytał.
  • To lepiej idź i pomódl się teraz.

Pół godziny później.

  • Podczas egzorcyzmów usłyszałem…
  • Daję ci instrumenty, byś przemówił Moim głosem.
  • Dla wielu stanie się dzień, dla pozostałych noc.
  • Niewielu wybierze dzień. Kiedy się obudzą, będzie za późno.
  • …….
  • Jak to się odbędzie? W jaki sposób?
  • Wydobędę z ciebie na Swoją chwałę.

Piotr przerwał, więc ponaglałam go, by kontynuował i to go zdenerwowało. Nie chciałam się kłócić w takiej chwili i tylko pomyślałam w duchu…

  • Ojcze, nie daję rady.
  • Po co chcesz pisać skoro cię to męczy?
  • …… – Piotr powtórzył za Ojcem.

Zawstydziłam się, bo zawsze zawstydzają mnie tak konkretne odpowiedzi, a tym bardziej odpowiedzi na moje myśli. Bóg Ojciec nazywa rzeczy po imieniu.

  • Przepraszam Cię Ojcze, że takie błędy robię – Piotr.
  • Nie martw się, nauczysz się. Jedna chwila… będziesz wiedział. Druga chwila… będziesz czynił.
  • …….
  • Chciałem spytać o trzecią chwilę, ale się przestraszyłem – Piotr do mnie szeptem.
  • To powiem ci teraz. Trzecia chwila… światło zobaczysz.
  • ……
  • Co się stanie w październiku?
  • Mamy 100-lecie Fatimy, musimy to zaznaczyć.
  • A co się stanie? – pytam.
  • Coś pięknego.
  • To wszyscy zobaczą?
  • Ludzkość. Dzień pokuty.
  • …….
  • To, co ty usłyszałaś, zobaczą wszyscy.
  • Twoje wyzwolenie jest blisko – do Piotra.
  • Prawda jest nie do uwierzenia, nawet dla ciebieteraz do mnie.
  • Piotr jest ciężki do zmiany.
  • Piotr to nie kamień do oszlifowania, to kołek do strugania.
  • Bardzo trudno sprostać Waszym wymaganiom.
  • Jak się tak przyjrzeć, to nie tak trudno.
  • Czy będziecie żądać od Piotra, by został świętym?
  • Nie, będziemy żądać, by był skuteczny.
  • Widać Homiel koniec mojej podróży? – nie wiem dlaczego Piotr się upiera, że to z Homielem rozmawia, może mu tak łatwiej?
  • Oj widać, widać.
  • …….
  • Gdybym miał takie możliwości jak Oni w Niebie, to schodziłbym na ziemię na lody… Kupiłbym ciepłe drożdżowe ciasto i zjadł z masłem… Pycha!
  • Co ty na to Ojcze?
  • …….
  • A skąd wiesz, że tak nie robię? Skąd wiesz, kto siedział obok waszego stolika? Skąd wiesz, kto jeździ z tobą w przedziale?
  • …….???!!!

Piotr leżał na sofie, ja siedziałam obok i rozmawialiśmy w zupełnej ciszy. Patrzy się na mnie podejrzliwie w pewnym momencie…

  • Nie wiem co ty tam pisałaś, ale Maryja dzisiaj położyła ci na głowie wianek z polnych kwiatów.

Wzruszyłam się. Nie pisałam o Maryi, ale długo o Niej myślałam. Zobaczyłam dzisiaj ten obraz.

by artist Dale Meitl

Ten obraz poruszył mnie dogłębnie. Kiedy Maryja straciła Swojego Syna musiała być mniej więcej w tym samym wieku, co ja teraz. Ja też mam syna i całkowicie mogę zrozumieć Jej ból. Myślałam o Niej jak kobieta o kobiecie. Matka o Matce, ale dla Niej musiało być to szczególnie bolesne. Masz świadomość, że nosisz pod sercem przyszłego mesjasza. Rodzisz, wychowujesz i bez słowa oddajesz Go ludziom na rzeź… Teraz dopiero to rozumiem w pełni. Co za siła, miłość, mądrość…



Dopisane 10. 03. 2018 r.

Coś o Maryi oczami Jezusa; „Słowo pouczenia” Lenczewska.


  • To, co ty usłyszałaś, zobaczą wszyscy – otwierane wrota, ale to przyszłość


  • Mamy 100-lecie Fatimy, musimy to zaznaczyć.
  • A co się stanie? – pytam.
  • Coś pięknego.
  • To wszyscy zobaczą?
  • Ludzkość. Dzień pokuty.

Czekałam niecierpliwie do października wyszukując czegoś na miarę 100-lecia Fatimy. 7 października doszło do wielkiego wydarzenia. Wypowiedź organizatora tego wydarzenia. https://www.youtube.com/watch?time_continue=43&v=63anHw5eebI

Wielki sukces „Różańca do granic”. Amerykanie skopiują pomysł Polaków; Akcja modlenia się na granicach Polski przyciągnęła w październiku ponad milion osób. Gigantyczna frekwencja była sporym zaskoczeniem, ale jeszcze ciekawszy jest fakt, że teraz śladami Polaków idą inni. Swój „Różaniec do granic” organizowali już Włosi i Irlandczycy. Za kilka dni na obrzeżach swojego kraju pojawią się Amerykanie. https://wiadomosci.wp.pl/wielki-sukces-rozanca-do-granic-amerykanie-skopiuja-pomysl-polakow-6195115981645441a

Różaniec bez granic