Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz.

11. 03. 17 r. Ustroń.

Szpital i uzdrowisko w Ustroniu to ogromny kompleks. Ja musiałam dojechać autem samodzielnie, a Piotr został dowieziony szpitalną karetką. Ponieważ byłam osobą towarzyszącą płaciłam komercyjnie, a dla komercyjnych wydzielono IX i X piętro i zaledwie trzy pokoje na piętrze I. Przez klaustrofobię wizja jazdy windą mnie przerażała, więc powalczyłam o pokój na I piętrze. Udało się. Piotr jako pacjent kliniki amerykańskiej został przydzielony na piętro II. Jakimś „dziwnym” trafem wylądował w pojedynczym pokoju niemal tuż nade mną. Pierwsze wrażenie z sanatorium „Równica” było dla mnie szokujące. Jako osoba lubiąca samotność wpadłam w sidła prawdziwego ludzkiego kombinatu. Akurat była pora obiadowa i mogłam obserwować masę ludzkich schorowanych ciał snujących wolno w jednym kierunku, aż się skurczyłam w sobie z wrażenia. Było ich setki. Okazało się, że stołówka mogła gościć około 900 ludzi jednocześnie. Nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Dziękowałam Bogu co minutę, że jestem zdrowa.

Piotr był szczęśliwy, że wyrwał się ze szpitala i na nic nie zwracał uwagę. Padł na łóżko wyczerpany i nie podnosił się do wieczora. 

Zadzwoniliśmy do domu relacjonując miniony dzień i dowiedzieliśmy czegoś dziwnego. W dniu, gdy Piotr miał operację dwie osoby z naszej rodziny, przyszła synowa i żona siostrzeńca miały wypadek. Mało tego, miały wypadek o godzinie, w której Piotrowi podano narkozę. Czyli kiedy przestał „żyć”. Zwróciliśmy na to uwagę, bo są to osoby, nad którymi Piotr codziennie tworzy ochronną tubę. 

  • No to jak to, kiedy odejdziesz naprawdę… to wszyscy pomrą? – myślę, że to nie jest przypadek taki zbieg okoliczności.
  • Zanim odejdzie zrobi swoje.
  • Wszystko zabłyśnie kiedy przyjdzie pora.
  • …… – i znowu się zastanawiam co ma takiego zrobić Piotr.
  • Lekarka tutaj powiedziała, że dawno nie widziała tak dobrego cięcia… – jeśli operację prowadził sam Ojciec nie mogło być inaczej.
  • Cisowski to dobry chłopak – Piotr o docencie.
  • Jeden z naszych.
  • Powiedział, że w Warszawie dostałem najlepsze obecnie na świecie stenty… ale trochę się wycierpiałem.
  • Przypominam ci, że korzystasz z kredytu.
  • Ale nie myślałem, że będzie tak bolało teraz, po tej operacji… No i problemy wyszły, bo boli… – zaczął jęczeć.
  • Problemy to by wyszły – … gdyby tej operacji nie było.
  • Kiedy?
  • Gdyby w samozadowoleniu żyłbyś ze swoją żonką, aż zostałaby sama.
  • Homiel potrafi momentalnie otrzeźwić.
  • Ale cierpię teraz – Piotr westchnął.
  • Co się dzieje, żeby dojść do gwiazd?
  • Cierpi.
  • Więc cierp, źle ci? Leżysz sobie sam.

Rzeczywiście… spojrzałam na Piotra lezącego na łóżku, telewizor włączony, obiad przyniesiony, żoneczka obok, sam w pokoju, choć wokoło tylko pokoje dwuosobowe.

  • Jak się potoczy rozwój sytuacji?
  • Jeśli chodzi o pismo to przypomnij sobie pastę. Jeśli chodzi o inne sprawy bierz wszystko na swoje zdrowe serce – inaczej „bierz na klatę”, bo serce jest w klacie.
  • Jeśli chodzi o pismo to przypomnij sobie pastę…
- Homiel mi wyjaśnił teraz, co znaczy ta pasta…
- Woda myje, ale pasta czyści, działa podwójnie, choć nie widzisz.

Wczoraj zadzwonił prawnik. Otrzymał odpowiedź od rzeczoznawcy kapitana pożarnictwa. Jego opinia de facto potwierdziła wcześniejsze ustalenia, czyli błędy, które popełniła NIP. Sprawiedliwość, choć niewidoczna, to jednak działa.

  • To, co dla was jest umartwieniem (warunki w Ustroniu) dla innych jest wielką radością. To chwila wytchnienia. A czym jest ta chwila przed wyzwaniem, przed falą, która cię pogoni?
  • Spokojem… – pomyślałam.
  • I do tej chwili będziecie tęsknić.
  • Oddaj serce czasowi, dojdziesz do sprawności.
  • A gdybyśmy tak nie zdecydowali się na operację, co byłoby z Waszymi planami? – spytałam.

Ponownie pokazał kółko, które mimo naszych wyborów wraca do punktu wyjścia. Wszystko miało doprowadzić do tego, że teraz patrzę na Piotra leżącego na sanatoryjnym łóżku.

  • Gdybym posłuchał lekarza i zaczął brać jedynie witaminki… to nie wiem…
  • Ale on dał Kowalewskiego, a Kowalewski Cisowskiego – przypominam.
  • Zawiła ta droga – przyznał.
  • Ale skuteczna.
  • Fala, która cię pogoni… co to? – zaczynam.
  • Chcesz nowy zawał? Dowiesz się z czasem.
  • ……
  • Kiedy ta świadomość się wypełni będziecie działać razem, bo to jest jedność.
  • 30 marca wracam do domu.
  • Nie do domu, na placówkę.
  • Nie do domu?
  • W Domu już byłeś.
  • Trudno to wszystko zrozumieć.
  • Trudno połączyć matematykę z tym, co się dzieje.

Rozmowę przerwał telefon. Zadzwoniła córka.

Podczas naszego ostatniego pobytu w Szczecinie mieliśmy problem z panią prokurator. Oglądamy TV wieczorem i słyszymy nad sobą stukanie klapek na szpilkach. Te same szpilki szybko po chwili przeniosły się na schody. Prokurator wyszła. Odetchnęliśmy z ulgą, że mamy ją z głowy. Nasza radość była przedwczesna, bo pół godziny później znowu słyszymy klapki na schodach i jeszcze jedne buty. Machnęłam ręką, żeby się nie przejmować i dalej w spokoju oglądaliśmy TV. Piotr w pewnej chwili podnosi głowę do góry i ścisza telewizor, marszczy czoło…

  • Słyszysz?

Nastawiam uszy… a tu wycie. Nigdy czegoś podobnego nie słyszałam. Jęki, wycie coraz głośniejsze. Pani prokurator uprawiała seks na całego. Spojrzeliśmy na siebie zaskoczeni, bo to nowość w tym budynku.  Mija minuta, mija 5 minut, mija pół godziny, a ona wyje. I tak przez całą noc co 4 godziny. Wszyscy w odległości 50 metrów, a może i więcej musieli ją słyszeć. Byliśmy bardzo zmęczeni rano, bo prawie nie spaliśmy. Piotr zaczął szukać w internecie skutecznego rozwiązania na uciążliwego sąsiada i go w końcu znalazł; głośniki i garnek z wodą przy suficie. Słuchawki nałożyć na garnek, garnek pod sufit i puścić muzykę. U niej będzie dudnić, a u nas będzie cisza.  https://www.youtube.com/watch?v=xXEY6HnEYYM

  • Ja już jej zrobię kongo balango – Piotr wściekły przygotował słuchawki, znalazł muzykę z kombinacją przemówień Hitlera i już szykował garnek. Przyglądając się temu poczułam się fatalnie, nie chciałam na to patrzeć. Piotr nie zwracał na mnie uwagi, ale Homiel…
  • Kiedyś mu służyłeś, znowu chcesz z nim iść?

 To wystarczyło i natychmiast otrzeźwiło Piotra. Ma posłużyć się diabłem, by zwalczyć diabła?

  • To co mam zrobić?
  • Masz taką władzę i nie wiesz?

Nie wiedzieliśmy. Gdy „śpiewaczka”, tak ją nazwał Piotr, zaczęła arię znowu… Piotr zaczął się modlić do Archanioła Michała o pomoc. Nie wiem jak to się stało, ale wszystko po 10 minutach ucichło, jakby mieczem ktoś skosił powietrze.

Zadzwoniła więc córka i opowiedziała o sąsiadce, która znowu zaczęła szaleć. Głośna muzyka o 24.00 w nocy i niekończący się głośny seks, który słyszalny był nawet na ulicy. Córka się wściekła, bo nie mogła zasnąć. Wybrała się do jej mieszkania piętro wyżej, zaczęła walić do drzwi, ale ta nie chciała otworzyć. Piotr też się wściekł i nakazał załatwić dobre słuchawki. Myślałam, że teraz to i Homiel się wścieknie, ale…

  • Dopracuj szczegóły techniczne.
  • Na pewno? Mogę? – Piotr zupełnie zaskoczony, bo tego się nie spodziewał.
  • Ale nie wybieraj muzyki hitlerowskiej – westchnęła, bo i ja chyba doszłam do wniosku, że nie ma innego wyjścia.
  • Pomoże to?
  • I z robala może wykluć się motyl. Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz.

Dopisane 31. 10. 2017 r.

I do tej chwili będziecie tęsknić – sprawdziło się w stu procentach. Wbrew pierwszym szokowym wrażeniom z perspektywy czasu uznajemy ten okres za najlepszy miesiąc w naszym życiu.


I z robala może wykluć się motyl. Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz – przepychanki ze „śpiewaczką” trwają do dzisiaj. Tak jak spotkania pod naszym krzyżem nazywam „nauka o dawaniu”, tak doświadczenia z panią prokurator uczą wszystkiego; cierpliwości, walki ze złem, pokory i wiary. Historia wydaje się pozornie zabawna, ale dostarczy wiele ciekawych lekcji. Czy Homiel tak naprawdę pozwolił na Dopracowanie szczegółów technicznych?… To się okaże. 

Przyjaźń nie polega na dawaniu, tylko na uczeniu.

06. 03. 17 r.  Bielsko-Biała.

Jestem w hotelu, nie śpię od 5 rano, znowu. Nowe miejsce i stare nerwy. Rano odpaliłam komputer i pierwsze co widzę to artykuł „Tajemnice śmierci klinicznej”. Potrząsam głową dla pewności, czy mi się to przewidziało. Zamknęłam komputer, ale po 5 minutach znowu go włączam chcąc przeczytać jednak ten artykuł. Nie znalazłam go. Zdenerwowałam się i postanowiłam warować bezpośrednio w szpitalu.

Operacja zaczęła się o 8 rano, czekałam na Cisowskiego do 12.13. W międzyczasie przysiadł się do mnie człowiek, który czekał na swojego lekarza. Pogadaliśmy ze sobą trochę i w trakcie tego „trochę” nasłuchałam się ciekawych opowieści. Stracił brata na zawał, ledwo sam przeżył, ponieważ miał przepustowość żył tylko na 2%, czyli bardzo podobnie jak Piotr i bardzo podobną operację. W pewnej chwili wyostrzyłam uszy, bo…

  • Leżałem z facetem po operacji, był w dobrej kondycji… Śmialiśmy się, on się położył na łóżku na chwilę i zobaczyłem, że po chwili przestał oddychać. Zawołałem szybko lekarza i w ciągu 2 minut przywrócili mu życie.
  • Hm… A gdyby nie pan?
  • No nie wiem… nie był podłączony do żadnej aparatury.
  • Czyli uratował mu pan życie?
  • No tak mówią
  • Życie za życie… Panu uratowali i pan uratował – uśmiechnęłam się, bo to kolejna Boska „równowaga”, z którą się zetknęłam. Spotykam ludzi, którzy opowiadają swoje historie i są zdziwieni. A ja jestem zdziwiona, że na każdym kroku widzę rękę samego Ojca. Dlaczego ludzie tego nie dostrzegają?

Zauważyłam w końcu Cisowskiego. Szedł wolno po schodach i wyglądał na wykończonego. Szybko się mu przypomniałam i poprosiłam o krótką rozmowę. Mimo zmęczenia poświęcił mi parę minut mówiąc na koniec coś ciekawego. Operacja przebiegła dobrze, ale w trakcie odkryli, że na płucach ma zrosty w wyniku jakiejś przebytej wcześniej choroby. I wtedy jakbym w łeb dostała… Przecież Ojciec powiedział, że w trakcie odkryją coś jeszcze !


07. 03. 17 r. Bielsko-Biała.

Z samego rana odwiedziłam Piotra w szpitalu. Leżał na sali pooperacyjnej wraz z kilkoma innymi osobami. Pomachał mi ręką, że wszystko jest w porządku. Serce się ściska widząc go w tym stanie, podpięty do rurek, przewodów i blady jak prześcieradło, którym był okryty. Szepnął tylko do mnie…

  • Nic nie pamiętam – i zasnął.

08. 03. 17 r.  Bielsko-Biała.

Piotr jest już przytomniejszy i kombinuje co może znaczy ta druga fala z wizji, bo jego dotychczasowa teoria właśnie runęła z hukiem. Przelatuję w głowie nasze rozmowy i trzeba uczciwie powiedzieć, że Homiel nigdy nie potwierdził, że to operacja.

  • Wiesz co?…. Teraz dopiero to widzę w pełni. Pierwsza fala to twoje serce, całość, a więc trzy zabiegi; koronografia pierwsza, druga i operacja. Zauważ, że nie pokazał trzy, a dwie fale. A więc ta druga musi oznaczać zupełnie coś innego.
  • Hm… racja, masz rację.
  • Homiel… mam rację? Czy druga fala też będzie dotyczyć zdrowia? pytam.
  • Niekoniecznie.
  • …… ???!!!
  • To jeszcze raz… – chciałam uporządkować swoje myśli – Pierwsza fala to serce, a druga?
  • Zmiany całkowite.
  • Homiel, naprawdę nie dało się jaśniej? – Piotr już zrezygnowany.
  • Ktoś tu zdał przecież uniwersytet.
  • … – kręcę głową poddając się. Nie mam żadnego pomysłu co może to znaczyć, a wizja była bardzo wyraźna.
  • No i co Homiel? Kto operował?
  • Żebyś ty wiedziała! Docent był asystentem.

https://medtube.pl/kardiochirurgia/filmy-medyczne/14298-endoskopowe-pobranie-tetnicy-piersiowej-wykonanie-pomostu-tetniczego

Materiał zarejestrowany w szpitalu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Bielsko-Białej. Operator: doc. Marek Cisowski
Materiał zarejestrowany w szpitalu Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Bielsko-Białej. Operator: doc. Marek Cisowski

Ciskowskiego nazywają w szpitalu docentem, nie mówią ordynator czy doktor, ale docent. I docent powiedział coś jeszcze ciekawego… W organizmie człowieka jest jedna żyła, która nigdy nie zarasta i nie wiadomo dlaczego.  W sytuacjach kryzysowych służy jako zapasowa i ją właśnie podczas operacji wykorzystano.

Boże Ojcze… Ty naprawdę znasz się na medycynie… Sam ją przecież stworzyłeś. 


09. 03. 17 r. Bielsko-Biała.

Piotr nadal leży w szpitalu, a ponieważ leży sam to i otwarcie rozmawiamy czym będzie ta druga fala.

  • Homiel powiedz, zapłacę ci – Piotr zażartował.
  • Ile? Komu chcesz zapłacić?
  • ……

Patrzę na Piotra i widzę, że w porównaniu do innych pacjentów wyjątkowo szybko wraca do zdrowia.

  • Jakby cię pies lizał.
  • … – Homiel mnie rozśmieszył. 
  • No powiedz, co to ta fala? Jeśli zawał ledwo przeżył, to co będzie ta druga fala, która była dużo większa? – nie odpuszczam.
  • Zajrzyj do Biblii. Sprawdź. Wiele jest akcentów, tam znajdziesz odpowiedź.
  • ……???
  • Zobaczyłem fale, które się rozstępują…
Exodus; Bogowie i królowie.
  • Dlaczego nie powiesz wprost?
  • Przyjaźń nie polega na dawaniu, tylko na uczeniu.
  • Homiel, ty chyba filozofię kończyłeś – Piotr zrezygnowany położył głowę na poduszce.
  • W przeciwieństwie do ciebie mam wszystkie studia ukończone.

Będąc w hotelu sama, mam mnóstwo czasu, by sprawdzać słowa Homiela. Jeśli nakazał szukać w Biblii, to też tak uczyniłam.

Rzeczywiście wiele jest akcentów; Jezus ucisza burzę, przejście Mojżesza przez morze, spacer Jezusa po wodzie i jedno niepozorne zdanie, które zwróciło moją szczególną uwagę.

Ale niech prosi z pełną ufnością, bez powątpiewania. Wątpiący bowiem jest podobny do morskiej fali, gnanej i miotanej wiatrem w różne strony. Jk 1,6

 Jeśli Piotr dobija w końcu do brzegu, targany wcześniej falami – to jak koniec podróży. Jego wątpliwości się skończą.

Nie obawiaj się niczego. Moje rany przykryją twoje rany.

04. 03. 17 r. Warszawa.                                                                                                                   

  • Dzwoniłem do Bielska i już czekają na mnie. Nic nie mogę zrobić – Piotr myślał, że jeszcze jakimś cudem zostanie to odwołane.
  • A co można zrobić z narzędziem?
  • No co? Nic.
  • Nie. Naostrzyć, żeby ciął lepiej.

Kiwam głową z niemocy, bo nie przyszło by mi to do głowy. Nigdy chyba nie nadążę za tokiem myślenia i rozumowania Nieba. Oczywiście, że narzędzie można naostrzyć, udoskonalić, a także zniszczyć. Wszystko można zrobić z narzędziem, zwłaszcza takim, które należy do samego Boga.

  • Cisowski mi mówił przez telefon, krzyczał prawie, że jak nie zrobię operacji to może mi pan umrzeć, więc co ja będę z nim dyskutować, nie znam się.
  • Ty się nie znasz? Sądziłem, że znasz się na wszystkim Homiel sobie trochę podkpiwa, bo Piotr zawsze przecież wie lepiej. 

Pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Przed wejściem do katedry siedziała „nasza” cyganka. Chcieliśmy do niej podejść, ale pojawiła się młoda zakonnica, która nachyliła się do niej energicznie i kazała się wynieść. Po prostu ją wyrzuciła za ogrodzenie kościoła. Tego się nie spodziewaliśmy. Oglądając te scenę przypomniałam sobie pewien cytat z Dzienniczka Faustyny.

Jezus w postaci ubogiego młodzieńca dziś przyszedł do furty. Wynędzniały młodzieniec, w strasznie podartym ubraniu, boso i z odkrytą głową, bardzo był zmarznięty, bo dzień był dżdżysty i chłodny. Prosił coś gorącego zjeść. Jednak [gdy] poszłam do kuchni, nic nie zastałam dla ubogich; jednak po chwili szukania znalazło się trochę zupy, którą zagrzałam i wdrobiłam trochę chleba, i podałam ubogiemu, który zjadł. W chwili, gdy odbierałam od niego kubek, dał mi poznać, że jest Panem nieba i ziemi. Gdym Go ujrzała, jakim jest. znikł mi z oczu. (55) Kiedy weszłam do mieszkania i zastanawiałam się [nad] tym, co zaszło przy furcie, usłyszałam te słowa w duszy: Córko moja, doszły uszu moich błogosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosławią mi, i podobało mi się to miłosierdzie twoje w granicach posłuszeństwa, i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować owocu miłosierdzia twego.

Utkwiły mi w głowie słowa Jezusa; Niech nikt nigdy nas nie rozdziela, tą cyganką mogę być Ja. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/20/jak-bedziesz-widzial-ze-stoja-miedzy-nami-to-nie-boj-sie-isc-do-mnie/

A jeśli to On?
A jeśli to On?

Stanęliśmy pod krzyżem. Pomodliliśmy się.

  • Nie obawiaj się niczego. Moje rany przykryją twoje rany.
  • Spotkamy się, gdzie normalnie nie moglibyśmy się spotkać.

05. 03. 17 r.                                                                                                                       Warszawa – Bielsko–Biała.

O 5 rano Piotr został obudzony trzykrotnym pukaniem do drzwi. Pukaniem jak z horroru, spokojnym, ale mocnym. Harmider w jego pokoju postawił też mnie do razu na nogi. Byliśmy lekko skołowani, ale na adrenalinie. Nie było sensu dosypiać, więc spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Bielska.

Homiel nie odzywał się długo, a ja widząc zdenerwowanie Piotra rozmawiałam o wszystkim, tylko nie o operacji. Kiedy zabrakło mi już weny…

  • Kto pukał do drzwi?

Homiel nie musiał mi nawet odpowiadać, bo jeszcze nie skończyłam pytania, a odwracam głowę i widzę wielką planszę z wizerunkiem diabła z napisem „Inferno”. Reklama, idiotyczna zresztą, jakiegoś zajazdu.

  • Po co on stukał?
  • Zrozumiesz głupiego po co się śmieje?
  • To racja… – uśmiechnęłam się.
  • ……
  • Niebo ciągle mówi o jakimś spotkaniu, może ty podczas narkozy… – i nie dokończyłam, bo wydawało mi się to kosmicznie niedorzeczne.
  • Może Oni chcą żebyś zasnął… ?
  • A dokładnie żebyś odleciał.
  • Odleciał? – Piotr zaskoczony.
  • Zobaczysz.
  • A co zobaczę?
  • Cierpliwości.
  • Czy jak pójdę do Was to wrócę taki, jaki jestem?
  • A chcesz wrócić taki, jaki jesteś?
  • Dużo mam grzechów?
  • Pokazał mi jak rozwija pergamin…

  • Tylko tyle? – zażartował Piotr.
  • …… – rozłożył jeszcze jeden na dodatek.
  • Jak mi rozłożył, to go podpaliłem – Piotr zaczął się śmiać. 
  • Ludzkim ogniem tego nie spalisz.
  • …….
  • Usłyszałem teraz Panie Jezu Chryste, Synu Boży zmiłuj się nade mną grzesznym… Modlitwę Jezusową.

  • To jest prawdziwy ogień do palenia.
  • Hm… działa ta modlitwa? – spytałam, bo zawsze robi na mnie duże wrażenie.
  • Działa.
  • To można mordować i wystarczy się pomodlić i załatwione? – pytam dalej.
  • To nie tak.
  • A jak?
  • I na to przyjdzie pora.

Jeszcze długo myślałam nad zawiłościami Niebiańskiej sprawiedliwości, jednak szybko wróciliśmy do tego, co nas męczyło najbardziej.

  • Co ty na to, bym zjadł sernik na ciepło last time przed operacją?
  • Dlaczego last time? Zamów paschę na święta.
  • Będę na święta w domu?
  • A gdzie chcesz jeździć?
  • Będę miał problemy z wyjściem ze śpiączki? – Piotr tego się boi najbardziej.
  • Jedź.
  • Homiel mądry jesteś, ale też bajerantem…
  • Mógłbym podać ci rękę, uczę się od najlepszych –  zaczęłam się śmiać, bo to święta prawda…

Choć dojechaliśmy do Bielska Piotr zdecydował, żeby sprawdzić jeszcze jak dojeżdża się do Ustronia. Tam po operacji miał zostać skierowany na 3 – tygodniową rehabilitację. Włączyliśmy nawigację, ale „gadaczka”, jak ją nazywam, wyprowadziła nas błędnie pod samą granicę aż do Cieszyna. Piotr tak się zdenerwował, że poczułam to na własnym nosie.

  • Używasz dezodorantu?
  • A co? Czuć?
  • Całe Niebo czuje.
  • …… – oboje byliśmy mocno zestresowani, ale słowa Homiela bardzo nas rozśmieszyły.
  • Zostaw już wszystko, teraz prosto do celu – powiedział stanowczo.
  • ……
  • Ale On się strasznie poważny zrobił! – Piotr był zaskoczony nagłą zmianą nastroju Homiela.
  • Przygotuj się.
  • Dlaczego jesteś tak poważny?
  • Kiedy zaśniesz ludzie zrobią swoje, a My swoje.
  • A zasnę?
  • Innej drogi nie ma.
  • Ale Homiel spoważniał – Piotr ciągle się dziwił i to go zdenerwowało do reszty. Musiałam otworzyć okno.

W szpitalu już na niego czekano. Przyjęto Piotra na oddział, zrobiono pierwsze badania. Byliśmy w pokoju sami, więc mogliśmy zadzwonić do domu oznajmiając, że wszystko jest w porządku. Na koniec rozmowy Piotr zrobił zaskoczoną minę. Spojrzał na mnie…

  • Mama mi teraz powiedziała, że 2 lutego zmarł Zdzichu.
- Zdzichu umarł, bo przyszedł do mnie…
- Jak to przyszedł?
- No usłyszałem jego głos teraz..
- A co powiedział?
- Dziękuję ci za wszystko.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/10/13/to-co-masz-jest-ode-mnie/ 
  • A więc jednak!!! A ty go zobaczyłeś! – ciągle nie mogłam uwierzyć, choć nie powinno mnie to już dziwić.
  • Usłyszałem jego głos i go poczułem… To ciekawe, przyszedł do mnie tak, jak go zapamiętałem, gdy miał 42 lata.
  • Świeć Panie nad jego duszą... teraz słyszę.
  • …… – to niesamowite.
  • Chyba go boli, mnie też będzie – Piotr spojrzał na pacjenta ledwo snującego się po korytarzu.
  • Nie rozmyślaj co będzie cię boleć i przygotuj się do podroży.

 


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Osobiście zabiorę cię z kurhanu.

02. 03. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Operacja coraz bliżej i oboje boimy się coraz bardziej.

  • Boję się, ale jestem zdesperowana, żeby to załatwić – chyba bardziej tego chcę, niż sam Piotr.
  • Tak My jesteśmy zdesperowani. Załatwimy to, co ma nadejść.

Siedzieliśmy na kawie już może ostatni raz w tym miesiącu. Niedługo moje urodziny.

  • Mówicie, że szykujecie coś na urodziny, ale ja chcę tylko jednego, byś załatwił mi zdjęcie w biurze kryminalnym, żeby było go lepiej widać. Daj mi taki prezent, pleeeese…
  • Prezentem będzie jego życie. To zdjęcie jest dla ciebie.
  • …… – uf… nie powinnam prosić o więcej…
  • Ale niech inni też widzą – nie wytrzymałam. 

Wpadłam wczoraj na pomysł, by przekazać Chrystusa oryginalne zdjęcie z mojego telefonu do laboratorium kryminalnego, gdzie posiadają znacznie lepsze urządzenia i możliwości. Chciałam, żeby to zdjęcie był bardziej wyraziste, żeby spróbowali wyciągnąć z niego wszystko, co jest możliwe. Czy im się uda? Nie wiem.


Po wczorajszym telefonie od prawnika oczywiście rozmawialiśmy o NIP. W pewnej chwili Piotr otworzył szerzej oczy…

  • Zobaczyłem coś kapitalnego teraz…. koła zębate w starym zegarze, jak wolno przeskakują ząbek za ząbkiem, aż doszło do momentu, gdy wielkie wahadło zaczęło się kołysać i głośno dzwoni bim, bam, bim, bam… stare mosiężne wahadło…

  • Przyszła pora? – pytam.
  • Poczułem wielką moc i dziejową sprawiedliwość z tego zegara – Piotr ciągle opisywał co widzi.
  • Dzwonił tak w Norymberdze, ogłasza sprawiedliwość.
  • Dużo zębów zostało? – Piotr spytał w ten sposób ile jeszcze czasu może upłynąć do końca sprawy z NIP.
  • Już.
  • ……?
  • Widzę stary zegar, wielki stare drewno, wahadło mosiężne…. słyszę dziejowa sprawiedliwość.
  • ……
  • Dziejowa sprawiedliwość?… A może to nie o NIP chodzi? Przecież trudno mówić, że oni to dziejowa sprawiedliwość, to musi znaczyć coś więcej – zastanawiałam się głośno. 
  • Widzę go ciągle… ale mam ciarki – i podsunął mi rękę pod nos.
  • To zegar sprawiedliwości.
  • ….. – widzę, że Piotr się mocno wzruszył, widocznie coś usłyszał.
  • No mów! – ponagliłam go trzymając w pogotowiu długopis.
  • Musimy panie pokończyć te sprawy. Pan Bóg obdarzył cię przyjaźnią. W ostatnich chwilach swojego życia pokażesz prawdziwe swoje oblicze.
  • …… – przełknęłam ze zdenerwowana ślinę.
  • Ale to spotkanie w trójkę przy stoliku jest aktualne.
  • …… Jakie spotkanie? – spytałam niepewnie, bo nie pamiętałam.
  • Usiądziemy, pomilczymy, wymienimy się spojrzeniami.
  • …… – i wtedy olśnienie, przypomniałam sobie. 
- Spotkamy się w trójkę i będziemy się widzieć.

- Po śmierci?

- Po jakiej śmierci? Przed tobą widzę życie na zawsze. Gdyby takie osoby jak ty umierały, wszechświat nie miałby sensu.
 http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/07/13/wieksza-wiedza-to-wieksza-odpowiedzialnosc/
  • Wiesz z Kim teraz rozmawiasz? – doszło właśnie to do mnie.
  • Wiem.

Ale to spotkanie w trójkę przy stoliku jest aktualne... Czytając dzienniczek Faustyny z całości wzruszyła mnie najbardziej tylko jedna scena. Opowiadałam o niej Piotrowi wielokrotnie za każdym razem się wzruszając.

Dziś, gdy wyszłam do ogrodu, rzekł do mnie Pan: Wróć się do swej separatki, bo tam na ciebie czekać będę. Gdy wróciłam, natychmiast ujrzałam Pana Jezusa, który siedział przy stole i czekał na mnie. Z łaskawym spojrzeniem rzekł do mnie: Córko moja, pragnę, abyś pisała teraz, bo spacer ten nie byłby zgodny z wolą moją. Pozostałam sama i wzięłam się zaraz do pisania.

Zobaczyłam to w swojej wyobraźni… jak siedzi przy stole i czeka… I może wydaje się to śmieszne, ale ten właśnie gest był tak ludzki, tak normalny, że mając na uwadze, iż to sam Chrystus… cała ta sytuacja była dla mnie bardzo wzruszająca. Niebo schyliło się do człowieka.

Wieczerza w Emaus, Rembrandt 1628.
Wieczerza w Emaus, Rembrandt 1628.

03. 03. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Umówiliśmy się na kawę, choć wczoraj miało być to ostatni raz. Ja miałam ochotę i Piotr miał ochotę i może też sam Homiel miał ochotę…? Wyjątkowo dobrze przy kawie nam się rozmawia. Piotr trochę się spóźnił, ale obserwując go z daleka wiedziałam, że się coś stało.

  • Alicja zmarła… wczoraj.
  • A jednak… pomyślałam… – Piotr odprawiał nowennę, choć nieregularnie, to jednak… Nie wiem, czy zrobił to wczoraj, bo był zmęczony…
  • Dlaczego odeszła? Za krótko się modliłeś?
  • Za mali jesteśmy, by to zrozumieć. Możemy tylko prosić… Ojciec wie co robi. Może… byłem zbyt pewny siebie, że mogę… ot tak? – nie dokończył, ale wiedziałam co mu chodzi po głowie. Piotr był wyraźnie poruszony.
  • … – a Homiel się nie odzywał.
  • Czeka mnie ciężki okres – Piotr westchnął, bo operacja tuż, tuż.
  • Dostąpisz olśnienia, na to czekamy. Będziesz mądry chłopak.
  • To ja będę teraz za głupia na ciebie – szybko się połapałam, co chce przekazać Homiel.
  • Ty masz notować.
  • Wróci coś.
  • ……?
  • Będziesz rozumiał i widział wszystko, widzę kolejki do ciebie.
  • A co z Alicją? – dręczyło go to ciągle.
  • Daj jej spokój, ma tak dobrze.
  • Dlaczego nie została uzdrowiona?
  • Za jakiś czas wróci, ma coś zrobić.
  • ……
  • Pan Bóg widział twoje rozrzewnienie.

Nie wiedziałam o co chodzi i Piotr to widząc zaczął mi wyjaśniać…

  • Moja księgowa bardzo płakała i zacząłem jej tłumaczyć, że Alicja już jest w Domu… Powiedziałem jej, że moim marzeniem największym jest powrót do Domu i wtedy mi łzy poleciały…
  • Aaaa… rozumiem… To dlatego powiedział z rozrzewnieniem… – pokiwałam głową.
  • A kiedy zobaczyła, że płaczę to sama przestała płakać.
  • Podniosłeś ją na duchu.
  • Zapomniała o niej na chwilę i zaczęła się cieszyć – Piotr kontynuował.
  • Nie zapomniała, zrozumiała.
  • Hmm… – zamyśliłam się – Widzisz jak prowadzisz ludzi? Zaczynają rozumieć i widzieć ten świat inaczej.
  • Ojciec pokazał, że nie doliczysz się 10 dni, a ona odejdzie – przypomniałam sobie.
  • Homiel mówi teraz, że Bóg często schodzi do ludzi, przybiera ich postać, lubi robić takie kawały…
  • …… – uśmiechnęłam się od ucha do ucha, bo właśnie sobie to wyobraziłam.
  • A wiesz co teraz słyszę…?
  • Osobiście zabiorę cię z kurhanu.
  • …… ????


Dopisane 25. 10. 2017 r.

Nie doliczysz palców, a ona odejdzie… więc będziesz siedział dalej? – Ojciec przekazał, że nie doliczymy się 10 dni, a ona odejdzie. Dzisiaj sprawdziłam dokładnie ile minęło dni od 21. 02. 17 r.

Myślałam, że odeszła 10 dnia, a dzisiaj widzę, że 9 dnia. Zapomniałam, że luty jest krótszy. Bóg Ojciec jest bardzo precyzyjny; nie doliczysz się 10. Ta precyzyjność okaże się znamienna w innym wydarzeniu, które zaskoczyło nas totalnie. Wiem dzisiaj jedno… Ojciec dotrzymuje Swoich obietnic. 


  • Osobiście zabiorę cię z kurhanu.

Kurhan, in. tumulus – rodzaj mogiły, w kształcie kopca, o kształcie stożkowatym lub zbliżonym do półkolistego, z elementami drewnianymi, drewniano-kamiennymi lub kamiennymi, w którym znajduje się komora grobowa z pochówkiem szkieletowym lub ciałopalnym. Pomieszczenia grobowe, nieraz bardzo rozbudowane, mają zwykle konstrukcję kamienną bądź drewnianą, czasem są kute w litej skale. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kurhan

Zdziwiło mnie, że Bóg Ojciec użył słowa „kurhan” jako mogiły, która występuje głównie na obszarach Europy, Azji, i Ameryki w epoce neolitu i żelaza. Rzadziej kurhan spotykany był także w kulturach okresu rzymskiego i wczesnośredniowiecznego. Jak się okazuje w pobliżu zachodnich granic współczesnej Jerozolimy udokumentowano 19 kurhanów. Pierwszy formalnie udokumentowany kurhan to Tumulus # 2 z 1923 roku (przez Williama Foxwell Albright), a najnowszy (Tumulus # 4) został odkryty przez Gabriela Barkay w roku 1983. Kurhany przypisuje się 21 królom, którzy panowali w Jerozolimie w czasie od Dawida do Sedecjasza – ostatniego władcy Judy. Podejrzewa się, że kopce służyły do ceremonii pogrzebowej (lamentowanie, opłakiwanie) zanim królowie trafili do docelowych grobów królewskich. Gabriel Barkay spopularyzował tę teorię po studiowaniu tumulusów pobliżu Salaminy na Cyprze. http://www.newworldencyclopedia.org/entry/Tumulus http://generationword.com/notes/first_kings/Tumuli.pdf

http://generationword.com/notes/first_kings/Tumuli.pdf
http://generationword.com/notes/first_kings/Tumuli.pdf, kurhan w okolicy Jerozolimy



Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Nie możesz nie lubić ludzi, bo w każdym z nich jestem Ja.

28. 01. 17 r.                                                                                                                               Warszawa.

Poszliśmy na kawę „simple better” i pomyślałam, że nastaje właśnie nasza nowa codzienność. Z chwilą gdy to pomyślałam przestraszyłam się.

  • Zabierzesz nam to też Homiel?
  • Każda chwila jest ulotna.
  • A to też będzie ulotne? – upewniam się.
  • Niewątpliwie.
  • …… – raptem zmienił zupełnie temat.
  • Stosując wszędzie prawo zbierasz ofiary.
  • Stosując miłość dajesz ofiarę.
  • …….?

Marszczę czoło i szukam związku… rezygnuję po chwili, zastanowię się nad tym później. 


Wieczorem.

W TV podano informację o profesorze, który przez 30 lat molestował studentki.

  • Wyłazi to plugastwo na wierzch w końcu – Piotr podsumował.
  • Ktoś, kto jest w łapach szatana pójdzie na wszystko.
  • Homiel, dzisiaj czytałam w apokalipsie o znaku 666… co to znaczy? – pytam. 
  • Znamię diabła.

I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawa rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć. [Ap 13,16-13,18]


01. 03. 17 r.                                                                                                                                           Warszawa.

Im bliżej operacji, tym bardziej Piotr jest zdenerwowany, co mnie wcale nie dziwi, bo sama jestem zdenerwowana. 

  • Wszystko minie – mówi Homiel i pokazuje jak z pięknego kwiatu opada jeden płatek na ziemię.

  • To smutne, że wszystko musi minąć.
  • To, co mija to doświadczenie. To, co przyszłość to Ojciec, życie.
  • … – kurcze… jak On pięknie potrafi wszystko wytłumaczyć, od razu cieplej się robi na duszy.

Wieczorem.

Jak co dzień Piotr był na porannej mszy, ale dzisiaj to ważne, gdyż mamy środę popielcową.

  • Zobaczyłem żula, odsunąłem się od niego niestety, a wtedy usłyszałem…
  • Nie możesz nie lubić ludzi, bo w każdym z nich jestem Ja.
  •  tylko to usłyszałem.
  • No dobrze, a jeśli spotyka się na swojej drodze takiego szefa NIP, diabła… to co? Też mam go lubić? 
  • Ich ci wcześniej pokazujemy, nie dasz się nabrać.
  • Hm… to nie takie proste, bo ty masz wizje i ty się nie dasz, ale wielu się daje – powiedziałam. 
  • Dlatego to jest takie trudne.
  • ……
  • Rozmawiałem z Ojcem jak jechałem do ciebie, powiedział…
  • Słucham twoich teorii…
  • bo wiesz, ja ciągle się zastanawiam co znaczy ta ziemia, na której ląduję po fali… Powiedział….
  • To jest zabawne.
  • ……. – Piotr zrobił przerwę i widać było, że się wsłuchuje…
  • A może się mylimy? Może to wszystko oznacza zupełnie co innego?
  • I to jak! Jaki zdolny…! Prawdziwy Andersen!
  • … – nastawiłam uszu.
  • Andersen? To ten od baśni, czyli wymyślam teorie jak on baśnie – Piotr rozczarowany… a ja już powoli zaczynałam się śmiać, bo rzeczywiście tak jest. Tworzy teorie, które powinnam zacząć może spisywać?
  • Wiesz co widzę?…
  • Widzę starszego mężczyznę na szklanej platformie wysoko w górze, siedzi na wielkim fotelu, spogląda przez tę platformę na światy i popija herbatę…

Piotr zrobił przerwę, a oczy mu się „spociły”. Zawsze mu się „pocą”, kiedy mówi o Ojcu… i nie jest w stanie tego powstrzymać.

  • Homiel mówi mi, żebym sobie przypomniał ostatniego lekarza, tego od pleców.
  • Ten co powiedział, że czy przeżyjesz, czy nie zależy od pleców jakie masz? – upewniam się. 
  • Tak.
  • A co z nim?
  • Dziwny był. Mówił, ale jakby to nie on mówił.. Widzę u pana rozległy zawał za dwa lata… a może nie… przecież nie może pan żyć 114 lat… i mówił to w zamyśleniu jakby coś widział…
  • Hm… Homiel co to?
  • Powinnaś wiedzieć.
  • Jaaaa??? – westchnęłam, bo nie wiem.
  • Umówiłem się z nim, że przeczytam mu wyniki koronografii przez telefon. Powiedział… ma pan dobre wyniki, może się pad dać rżnąć.
  • Podoba mi się ten lekarz, przynajmniej jest konkretny. Czyli masz dwie drogi, albo dwa lata, jeśli nie zrobisz albo dłużej, jeśli zrobisz.
  • Masz takie drogi jak ci pokazałem.
  • Ale wystarczy, że Cisowski mnie nie przyjmie – zaczyna Piotr.
  • Przyjmie – powiedziałam zdecydowanie – Wszystkie znaki na to wskazują.
  • To nie Cisowski będzie cię operował. On ma maszynę, a wyobraź sobie, że to nie on będzie operatorem.
  • Taaaak?
  • Skończ już ten wątek, bo się zakochasz w sobie.
  • ……
  • Co to znaczy w tej wizji, że ziemię poczuję? Co to znaczy w moim życiu?
  • Twardy grunt pod nogami poczujesz.
  • Musisz się mylić.
  • Jak za każdym razem – jestem prawie pewna, że Homiel poprzewracał kilka razy oczami już chyba zmęczony.
  • A czy ja to poczuję? – spytałam, bo jeśli Homiel mówi o twardym gruncie jako symbolu ewentualnej stabilizacji, to powinno dotyczyć nas dwojga.
  • Przecież jesteście jedną brzoskwinią.
Bóg,
  • Może odłożą operację? – Piotr znowu to samo.
  • To niemożliwe, prawda Homiel?
  • W głowie Piotra wszystko jest możliwe. Jego głowa to jak wszechświat, wiruje i krąży.
  • Byłbyś wielkim w rządzie i pierwszym w szpitalu dla szalonych.

Piotr poczuł się lekko urażony, a ja śmiałam się głośno. Swoim zdecydowaniem i umiejętnościami przywódczymi świetnie dałby sobie radę wszędzie, ale dzięki jego niezwykłym doświadczeniom byłby też ulubionym obiektem doświadczalnym w każdym zakładzie psychiatrycznym… tego jestem pewna.


Homiel od dłuższego czasu prognozuje u nas zmiany, także związane ze zmianą mieszkania.

  • Czy to prawda?
  • Pokazał mi twój pęknięty świecznik…
  • To nie od Nas.
  • Aaaa wiedziałam! Gacek!
  • Pokazał mi teraz kwokę, która na grzędzie się rozsiada…
  • …. – zaczęłam szybko łączyć co chce przekazać.
  • Chcesz powiedzieć, że zło tam będzie coraz większe? Będzie się rozsiadać?
  • Lecz nie trwóż się, twa droga zapisana.
  • Ale wszędzie będzie to samo, gdziekolwiek pójdziemy… – powiedziałam zrezygnowana.
  • Nie.
  • Nie? Jak to możliwe? Jak można się przed nim uchronić.
  • Nie wszędzie mogą wejść.
  • A tutaj zostaniemy? – warszawskie mieszkanie.
  • Ojciec lepsze miejsce znalazł.

Rozmowę przerwał telefon, zadzwonił nasz prawnik. Dostał powiadomienie z sądu, że podliczono koszty rzeczoznawców i tę kalkulację wysłano także do NIP. NIP wystosowało protest, że koszty według nich są zbyt wysokie i mamy się do tego odnieść. Dało nam to od razu do myślenia. Każdy czując, że przegra walczyłby, by koszty były jak najmniejsze, ponieważ to przegrany pokrywa koszty w całości.

  • Oni chyba czują pismo nosem… chyba już coś wiedzą – mówię do Piotra.
  • Homiel, co oni wiedzą? – pyta Piotr.
  • Więcej niż ty

No to żeśmy się dowiedzieli  … ale to wystarczyło. Czyżby pasta z wizji Piotra działała, choć my tego nie widzimy? 


Dopisane 23. 10. 2017 r.

  • Stosując wszędzie prawo zbierasz ofiary.
  • Stosując miłość dajesz ofiarę.

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy w wyniku prawa do eutanazji, aborcji decydujemy się na wykluczenie kogoś z życia. Zbieramy już ofiarę. Kiedy jednak z miłości poświęcamy swoje życie drugiej osobie, tak naprawdę poświęcamy siebie. 

Czy jesteś gotowy pójść za Mną?

26. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Przez dwa dni pobytu w szpitalu Piotr schudł kolejne dwa kilo, to razem już 13 kilo mniej od zawału. Chcąc więc nadrobić zgubioną wagę, nie wiedzieć czemu w Ikei wziął sobie potężne śniadanie, większe niż do tej pory. 

  • Obżartuch. Przypominam tobie, że za tydzień masz operację, a nie zawody sumo.

Nawet mnie tym nie rozśmieszył, ponieważ wczoraj znaleźliśmy w internecie informację, że operacja dotycząca tętnicy przedniej zstępującej wymaga, by pacjent był co najmniej szczupły.

  • Ale numer… – wypalił Piotr, gdy to przeczytał – To dlatego On ciągle mi mówił i to od wielu lat…
  • Schudnij, będzie łatwiej ciąć.
  • Wtedy tego nie rozumiałem…

To jest nieprawdopodobne… Doszło do mnie kolejny raz, że Oni to wszystko zaplanowali już znacznie wcześniej…

  • To po co ci tyle jedzenia teraz? 
  • .. – spojrzał na talerz i go odsunął.
  • Słyszałem w szpitalu, że wątróbkę powinienem jeść, bo tam jest dużo żelaza. Może kupimy w Carrefourze…?
  • No nie wiem… Ich wątróbka kompletnie nie ma zapachu, spytaj się Homiela…
  • Ja bym tego nie jadł. Powtórzę za Wokulskim… tyle w tym…, ile trucizny w zapałce.

Myślałam, że żartuje, ale sprawdziłam natychmiast w telefonie, bo absolutnie nie pamiętałam tego cytatu. W oryginalne brzmi; W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce.

  • Takie to złe?
  • Nie jest złe, ale wrogie.
  • Ale jesteś dosadny.
  • Bo nie wiem, jak do tego łba przemówić.
  • … – ryknęłam śmiechem na krótko, bo doskonale Go rozumiem. Piotr jest uparty jak wszystkie muły razem wzięte.
  • Jesteśmy kumplami przecież, dlaczego tak mówisz?
  • Właśnie dlatego. To wyrób zakładów chemicznych Police – Homiel zacytował powiedzenie Piotra, które często powtarza, gdy zdarzy mu się zjeść coś niedobrego.
  • Nie jedz tego Synu.
  • Nie jestem Twoim synem – Piotr już zirytowany.
  • … – zastygłam.
  • Skąd wiesz?
  • A Ty skąd wiesz, że to dziadostwo? Przecież nie jadłeś?
  • Z Domu Mi pisali.
  • A co sądzisz o jedzeniu z Ikei? – spytałam.
  • Ogólnonarodowy poziom.

Spisując tę rozmowę z zeszytu do komputera wyłam ze śmiechu. Z Domu Mi pisali super żart na miarę wielkiego anioła, choć nie jestem pewna do końca, czy to akurat z Nim rozmawialiśmy.   Uwielbiam takie rozmowy.


Jadąc do naszego kościoła oczywiście rozmawialiśmy o wyjeździe do Bielska. Ponieważ mamy tam być przed 12.00 musimy wyjechać co najmniej 5 godzin wcześniej. 

  • Szkoda, chciałabym zajrzeć do Częstochowy, ale chyba się nie uda – myślałam o obrazie Chrystusa.
  • Nie trap się tym, zawsze jesteście razem
  • Boję się tej operacji – Piotr przyznał otwarcie.
  • To klucz programu.
  • Homiel, w takim razie zaczynam się bać bardziej.
  • To mnie nie dziwi, zawsze byłeś tchórzem i śmiech.
  • Wszyscy na to czekają? – myślałam o Niebie.
  • Tak.
  • Dlaczego?
  • Po to żyjesz, żeby stało się to, co ma się stać tutaj i teraz.
  • Kiedy wrócisz do swojej postaci, zrozumiesz po co ty jesteś i co masz zrobić.
  • … – spojrzeliśmy na siebie, bo już bardziej zagadkowo się nie dało?

W kościele nic się nie wydarzyło, wychodząc złapałam Piotra za rękę…

  • Chcesz się przylepić do gospodarza? – i mrugnął do mnie okiem.
  • Sam bym się chciał do takiego gospodarza przylepić, przy tobie żadna krowa nie schudnie.

Znowu wyłam ze śmiechu, ale to święta prawda. Piotr ma coś takiego w sobie, że ktokolwiek jest po jego kuratelą musi być najedzony. Zawsze lodówka powinna być pełna, to daje mu jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że spełnia jako mężczyzna należycie swój obowiązek.


Mieliśmy sporo czasu, z którym nie wiedzieliśmy co zrobić, więc pojechaliśmy do Konstancina. Jadąc ulicą Wiertniczą w pewnej chwili położył rękę na wysokości mostka…

  • Czuję policję – i natychmiast mocno zwolnił.

10 sekund dalej skręcając w prawo faktycznie zobaczyliśmy wóz policyjny, który namierzał jadące samochody. Auto, które właśnie nas wyprzedzało zostało zatrzymane.

  • Widzisz?! Widzisz?! A czułem, mówiłem policja, ale mam zmysł!
  • Gdybym cię nie dotknął, nic byś nie wiedział.
  • A moja intuicja?
  • Niech ci będzie intuicja.

27. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Spotkaliśmy się na kawie „simple better”.

  • Miałem wczoraj niesamowitą wizję. Widziałem jak ten „alabastrowy” na platformie otwierał powoli oczy…
  • Budzi się.
  • …?
  • A teraz ktoś krzyczy... Wróć do nas… Na razie to skorupa…
  • Bez ducha… – dokończyłam i nie wiem skąd przyszło mi to do głowy.
  • Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.
  •  – zrobiłam wielkie oczy i ciekawość mnie zżerała co to znaczy.
  • Ten alabastrowy mieni się cały na biało i złoto, jaki to kolos…! – Piotr opisywał co teraz widzi.
  • Stoi na platformie po środku, platforma jest przezroczysta i wisi gdzieś w przestrzeni nad przepaścią, ci czterej… Każdy stoi w kącie platformy, to dziwne… Ona jedzie jakby do góry, z każdym metrem ten pośrodku robi się większy, stał się większy z 10 razy od tych czterech, a oni tylko to obserwują. Platforma idzie do góry jakby na wierzch…

Słuchając miałam skojarzenie ze sceną amfiteatru. Aktor wyłania się spod ziemi na powierzchnię i ma odegrać swoją rolę. Nie byłabym tym zdziwiona, gdyż Homiel często porównuje nasze życie do przedstawienia. Użył do tej pory słowa stage, antrakt, amfiteatr, gremium… a teraz ta wychodząca na wierzch platforma.

  • Po co go budzicie? – pytam.
  • Zaufaj Ojcu. Zrozumiesz później.

Rozmawialiśmy dalej o tej wizji rozkładając ją na części, nasze rozważania przerwał Ojciec…

  • Czy jesteś gotowy pójść za Mną?
  • ……
  • Tak, ale jak to rozpoznam kiedy to będzie, jak…? – Piotr zaczął się jąkać.
  • Kiedy otworzą się wrota, będziesz wiedzieć.

Wrota? Przypomniałam sobie otwierane wrota, które zobaczyłam w mojej wizji, wrota pod ziemią. One były otwierane, ale widocznie nie otworzono ich jeszcze do końca. Czy to o nie chodzi?


Dopisane 21. 10. 2017 r.

Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.

Wiem, że osoby, które czytają ten blog zastanawiają się kim tak naprawdę jest Piotr. Będzie mi coraz trudniej to ukryć pisząc, więc za zgodą samego Boga Ojca zostanie to w końcu odkryte. Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego w jednym człowieku skupiło się tak wiele… wtedy to zrozumie. Ale jeszcze nie dzisiaj i nie jutro.

Kochaj ludzi, kochaj ten świat, walcz o niego.

25. 02. 17 r.                                                                                                                               Warszawa.

Pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Nie było nikogo, kto byłby w potrzebie i nawet z tego powodu czułam lekkie rozczarowanie. Wrzuciliśmy więc pieniądze do metalowego pojemnika, na którym stało kilka palących się świeczek. Z trudem zapaliliśmy i swoje, ale w końcu zaczęły płonąć pełnią swojego blasku. Piotr przechyli lekko głowę i już wiedziałam, że słucha.

  • Jezus mówi…
  • Nigdy nie zgaśnie to, co ma się palić.
  • Idź w tę drogę, którą ci Ojciec wyznaczył.
  • ……
  • Chyba chodzi o operację…? – spojrzał na mnie pytająco, ale ja nie byłam tego taka pewna.
  • Zacząłem się modlić słowami, które sam wymyśliłem… Bądź pochwalony Synu Boga Ojca, niech wielbią cię wszystkie stworzenia… i wiesz co usłyszałem?
  • Dziękuję ci za słowa prawdy.
  • ……

Ponieważ w kościele było bardzo zimno, Piotr nie chcąc się przeziębić przed operacją chciał nałożyć czapkę, szybko jednak z tego zrezygnował.

  • No załóż, Jezus to zrozumie.
  • Nie mogę założyć, nie jestem Żydem! – powiedział z wyrzutem.
  • …… – spojrzałam na niego zaskoczona i śmiać mi się zachciało, bo miał tyle w sobie oburzenia, że starczyłoby dla wszystkich. 
  • ……
  • Ależ jesteś. Historycznie patrząc… to jesteś.
  • …… – no to teraz zdębieliśmy.

Piotr musiał poczuć się dość nieswojo słysząc taką informację, bo jeszcze przed chwilą nie chciał być utożsamiany z Żydem, a tu się okazuje, że nim był… kiedyś. Przypomniała mi się jego wizja i to nie jedna, w której widział siebie jako Hebrajczyka. Czyżby to była prawda…? 

  • Kochaj ludzi, kochaj ten świat, walcz o niego.

Usłyszeliśmy na koniec. Kochaj ludzi… i tu zaczyna się problem… Ma kochać też Żydów? Trochę śmiać mi się znowu zachciało, bo z tego powodu Piotr chyba dzisiaj nie uśnie… Raz nazista, raz Żyd… Naprawdę… Niezbadane są wyroki Boga i historie, które pisze…

Postaliśmy jeszcze chwilę i wyszliśmy. Pojechaliśmy na kawę.

  • Wczoraj, gdy odprawiałem nowennę… zobaczyłem Alicję w łóżku. Położyłem jej rękę na głowie i na płucach… poprosiłem Ojca… Boże daj jej zdrowie i życie.
  • ….
  • Kurcze… może się uda. To byłby cud, ale jeśli się nie uda…? A może Ojciec chce ją już u Siebie widzieć? – mam wielkie wątpliwości, czy się uda.
  • ……
  • Zobaczyłem teraz twój rozbity świecznik.
Podeszłam do zlewu, zaczęłam zmywać naczynia, trwało to może 5 minut. Odwracam się i widzę na kaflowej posadzce pod moimi nogami pół wielkanocnego świecznika, którego przed chwilą przecież schowałam. Zesztywniałam… zaczęłam natychmiast analizować sytuację w głowie; kiedy ja to zbiłam? Skąd się to wzięło? Dlaczego nie słyszałam rozbijającego się szklanego świecznika o podłogę? Dlaczego nie słyszał tego Piotr, którzy siedział 3 metry obok? Otworzyłam szafkę, wyciągnęłam z głębi miskę, a w niej… druga połowa świecznika Piotr podszedł i tak oboje patrzyliśmy na rozbity świecznik nic nie rozumiejąc. Jak Oni to robią ?! – spytałam nie będąc do końca pewna kto za tym stoi – Spytaj jednak Homiela, czy to Oni są za to odpowiedzialni – poprosiłam Piotra mając mętne przeczucie. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/20/jak-bedziesz-widzial-ze-stoja-miedzy-nami-to-nie-boj-sie-isc-do-mnie/ My nie niszczymy, my budujemy.
  • Ale dlaczego zbity, a nie na przykład kwiatek? – pyta mnie Piotr zdumiony.
  • Przecież to był gacek, on dał nam znać wtedy – przypominam mu. 
  • Wiesz co teraz słyszę?
  • Przeprowadzając się nie uwolnicie się od mnie…

Piotr machnął ręką, jakby się chciał uwolnić od natrętnej muchy. Natychmiast zmieniliśmy temat rozmowy, nie mając zamiaru wdawać się z nim w dyskusję. Byłam jednak zaskoczona, że i on przysłuchuje się naszej rozmowie. Ciągle o tym zapominam, że jest tak blisko.

  • Nikt w to nie uwierzyłby…
  • To, że nie wierzą, nie znaczy, że się nie dzieje.
  • W zdjęcie Chrystusa też nie wierzą…
  • Nie zrażaj się, że inni nie widzą. Oni widzą nic poza sobą w lustrze.
  • ……
  • To będzie bardzo ciężka operacja – Piotr zaczyna swoje czarnowidztwo…
  • Homiel ratuj, nie chce ci się już wymiotować słysząc ciągle to samo? – zaczynam się śmiać.
  • Wytrzymajmy to, bądźmy z nim.
  • A ja wam mówię, że to jest ciężka operacja! Muszą mnie cewnikować, a ja się nie zgadzam! Wyobrażasz sobie to?!!! Nie dam się…
  • …… – wybuchłam śmiechem.
  • Aaaa… to o to ci chodzi… Przestań! Chrystusa prawie nago krzyżowali… Wyobrażasz sobie to!!! – powiedziałam już całkiem poważnie.

Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz widząc wielkie rozgoryczenie i poniżenie Piotra zrozumiałam w pełni, co musiał czuć sam Jezus. On, Syn Boga… w taki sposób, nago… totalne poniżenie… Rozbeczałam się, bo po prostu to sobie wyobraziłam.

  • Chrystus ci teraz dziękuje, że Go ciągle wspominasz i wielki prezent ci szykują.
  • To na urodziny? – spytałam pochlipując.
  • To na wszystko.
  • Słyszę… Nie zabierzemy cię.
  • A kiedy?
  • Jestem cienki bolek na to, by mówić.
  • Bolek?
  • Mówię dwugłosem.
  • …… – znowu śmieję się głośno. Homiel użył kolejnego powiedzonka Piotra, dlatego powiedział dwugłosem.

Zapadliśmy po chwili oboje w zadumę. Myślałam o stylu, w jakim prowadzimy rozmowy z Niebem. Są tak swobodne, tak proste i piękne zarazem.

  • A co z NIP? – spytał Piotr przerywając mi. Ja o Niebie, a on o ziemi… 
  • Bądź spokojny, więc co ma się stać, to się stanie. Co widziałeś, to się stanie.
  • Ciekawe… Kiedy się zaczną te zmiany? Za tydzień, dwa…?
  • Ruszą hurtem.
  • Znowu będziemy zaskoczeni?
  • Przynajmniej zawału nie będziesz miał Homiel się uśmiechnął, ale zaraz przyszło mi coś do głowy…
  • My się śmiejemy, a może dopiero teraz to ma znaczenie? Może coś się tak zacznie dziać, że …
  • … Muszę mieć mocne serce, by to udźwignąć? – Piotr dokończył. 
  • Dlaczego tak straszysz od razu? Z tego, co pamiętam zawsze na cztery łapy spadasz, a Ja z tobą.
  • No bo sam wiesz...
  • Przyjaciel jest prowadzony przez przyjaciela. To ci powinno wystarczyć.

Zawsze na cztery łapy spadasz… ?… Przelecieliśmy szybko przez nasze dotychczasowe życie i zdaliśmy sobie sprawę, że rzeczywiście… cokolwiek się działo złego, złe było tylko na początku. Potem wychodziło naszą korzyść.

  • Z taką opieką jak Oni nigdy nie upadniesz… Pamiętasz słowa Jezusa… ?
  • Ja w tobie, ty we Mnie na wszystkie wieki, na zawsze…
  • … – Piotr przytaknął i łezka zakręciła się w jego oku…
  • Jestem płaczliwa ciota…
  • Oj Piotr, zadziwiasz wszystkich swoimi słowami zaśmiał się Homiel.

Wieczorem.

Oglądaliśmy film „Red lights.” http://www.filmweb.pl/film/Red+Lights-2012-601997. Ten film jest dla nas o tyle interesujący, że dotyczy walki między nauką a metafizyką. Nauką, a tym co niewytłumaczalne, wybiegające poza rozum i logikę. Oglądając zastanawiałam się, czy jakikolwiek naukowiec uwierzyłby w to, co piszę. Moje rozmyślania przerwał Homiel.

  • Ostatnie zdanie jest dla ciebie powiedział do Piotra.

Ledwo to powiedział, a padły słowa kończące cały film.

  • Nie da się wiecznie zaprzeczać faktom.
  • Nie można negować kim się jest, nie można bez końca negować kim się jest.

https://www.youtube.com/watch?v=lCbzte60lug

Twoja modlitwa jest dla Mnie ważna.

22. 02. 17 r.                                                                                                                                       Warszawa.

Dzisiaj Piotr ma diagnozę koronograficzną. Musi sprawdzić, czy zamontowane stenty się sprawdziły i w jakim są stanie. Od tego zależy jaką operację zrobią w Bielsku, czy będą ciąć klatkę piersiową, czy zrobią tzw. operację mało-inwazyjną… cokolwiek to znaczy, bo nie wiem co znaczy. Poszliśmy do szpitala, najpierw na izbę przyjęć, później do nowo wybudowanego budynku szpitalnego przeznaczonego na kardiologię. Ponieważ przyszliśmy za wcześnie i nie było jeszcze wolnego łóżka klapnęliśmy oboje na małej i jedynej kanapie na końcu korytarza. Siedliśmy i nawet nie rozmawialiśmy. Homiel spytał Piotra w pewnym momencie…

  • Boisz się?
  • Czego? Przecież jesteś przy mnie – ale oczywiście, że się bał. Zdążył się już nasłuchać ile to ludzi odchodzi podczas koronografii, że po ludzku najzwyczajniej bał się.
  • Bierzesz Mnie pod włos? Homiel zaczął się śmiać.
  • No nieeee…
  • Ja cię mogę, a ty Mnie nie i znowu się śmieje.

Zrobiło nam się luźniej na sercu, bo jeśli ma humor to przecież nie może być źle. W oddali zauważyłam starszą, siwą, lekko przygarbioną kobietę, która z końca korytarza sunęła prosto w naszym kierunku. Nawet nie pytając usiadła tuż przy nas i zaczęła mówić. Nie wiedzieliśmy co zrobić, więc z grzeczności zaczęliśmy jej słuchać.

  • Pan też do szpitala… – pokiwała głową ze zrozumieniem – A ja będę w Lublinie operowana, tutaj nie mogą… Jak Bozia da, to przeżyję…
  • Da, na pewno da – Piotr chciał pocieszyć staruszkę.
  • Proszę pana, w ciągu 2 lat pochowałam męża, córkę, jej męża i synową… Jak Bozia da, to będę jeszcze żyła – i poleciała jej łezka…

Tak nas wzruszyła swoim opowiadaniem, że i nam poleciały łezki.

  • Przyszłam do was, bo widziałam, że wierzycie w Boga… – spojrzeliśmy się na siebie. Zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście tak to po nas to widać?
  • Wierzycie w Boga to wam powiem, że Bozię widziałam.

I tu zaczęła się niezwykła opowieść…

  • Mój mąż był w szpitalu, ale wszystko było już dobrze i pojechaliśmy do domu. Wieczorem dobrze się czuł, a jak widziałam, że dobrze się czuł to i poszłam spać… Ale rano usłyszałam głos Maryi, idź po księdza… Wiedziałam, że to Bozia, bo ciągle się do niej modlę i obrazek całuję… Od razu wstałam i poszłam zobaczyć co z Jasiem, a on jakiś taki siny, ale spał. Dzwonię do córki i mówię jej, że Bozia mi mówiła o księdzu, a ona…
  • Co mama! Na pewno tacie nic nie jest,
  • ale ja czułam, czułam, że muszę… Poszłam do księdza… Ksiądz to porządny człowiek zna Jasia, bo przecież robi różne rzeczy u niego i mówię, że musi przyjść do domu, ale nie mówiłam, że to Bozia tak kazała. Poszedł razem ze mną, namaścił go i zostawiłam ich, żeby sobie porozmawiali. On jak tylko wyszedł za drzwi, no parę metrów… a mój Jasiu oddał ostatnie tchnienie… Wzięłam jego głowę w ręce i mówię Jasiu, Jasiu… ale on nic.

No to ja w ryk, Piotr też… i tak w trójkę na korytarzu płakaliśmy. Ludzie krążyli i gapili się co się dzieje…

  • Potem Bozia przyszła do mnie, niedawno… Obudziła mnie…. Patrzę… Stoi przy drzwiach i trzyma w ręku Jezuska!… O Boże! Drzwi nie zamknęłam!… To sobie pomyślałam… Kiedy zerwałam się na nogi już Jej nie było… Tak… – przerwała na chwilę kiwając głową…
  • Prawdę mówię… Wam mogę to mówić, bo wierzycie… Ale ludzie już nie wierzą… Tak się modliłam, żeby kiedyś przyszła do mnie… Ale dlaczego powiedziała Dzień dobry gdy Ją zobaczyłam, a nie Szczęść Boże?…
  • …… – jej pytanie nas zaskoczyło. Po chwili przyszło mi coś do głowy…
  • Pani się modliła, żeby przyszła, więc mówiąc „dzień dobry” powiedziała w ten sposób; prosiłaś i oto jestem.

Kobieta w głębokim zamyśleniu popatrzyła mi w oczy. Pani Gienia, lat 89.


24. 02. 17 r.                                                                                                                               Warszawa.

Koronografia się udała, nie ujawniła niczego niepokojącego i Piotr wrócił domu. Mogłam więc planować wyjazd do Bielska. Piotr oczywiście pobyt w szpitalu ma refundowany, ale dla siebie musiałam na 5 dni zabukować hotel. Ponieważ płatność była z góry, po powrocie Piotr miał mi zwrócić pieniądze. Kiedy weszliśmy do domu i zaczęłam w swoich myślach sumować wydatki, wyszło mi prawie 2 tysiące złotych.

  • No przecież oddam ci te dwa tysiące!

Stanęłam jak wryta w podłogę, bo odpowiedział mi na moje myśli! Nie przyznałam się jednak do tego, by za bardzo nie urósł w swojej pewności siebie. Pomyślałam po chwili, że napiłabym się kawy…

  • No to zrób kawę! – Piotr na to.

Jasny gwint! Zaczyna się! Ledwo przeczyścili mu trochę żyły, a jego możliwości znowu wzrosły. 


Wieczorem.

  • Kowalewski podczas koronografii powiedział, że mógłby właściwie zrobić mi tę angioplastykę, ale wiesz co?… Spojrzałem na jego fartuch.
  • I ? – zaciekawił mnie.
  • Był cały w czerwone trupie czaszki… Spojrzałem na to i powiedziałem nie.
  • To znak Homiel ?
  • Głupi by się poznał. Jego robota już się skończyła.
  • Jesteś pewny?
  • Wyobraź sobie, że tak.
  • ……. – zaczęłam się śmiać.
  • Na oddziale była cholernie miła pielęgniarka.
  • To się wyklucza. Wszystkim zwracasz uwagę, a i Ja tobie.

Cholernie miła? Bardzo miła, ale nie cholernie… to sprzeczność.

  • … – zamyśliliśmy się, bo za tydzień ważna operacja.
  • Ten tydzień minie szybko – pstryknął palcami Piotr tak, jak zrobiła to kiedyś Maryja.
  • Jeszcze szybciej.

Dochodziła 20.00. Piotr będąc w szpitalu nie odprawiał Nowenny. Mimo, że był zmęczony poszedł do drugiego pokoju, by dotrzymać Ojcu danego słowa. Wrócił szybciej niż być może powinien…

  • Jak tylko zacząłem się modlić, miałem taką zajawkę przed oczami. Zobaczyłem Maryję pod krzyżem Chrystusa, była w czarnej chuście i czarnej sukni. Usłyszałem tylko…
  • Twoja modlitwa jest dla Mnie ważna.


Dopisane 17. 10. 2017r.

Twoja modlitwa jest dla Mnie ważna.

Nigdy nie jest za późno.

21. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Jutro Piotr ma diagnostykę koronograficzną, więc chodzi cały w nerwach. Nie dziwię się, bo sama jestem w nerwach. Widocznie chodzenie w nerwach jest zaraźliwe. 

Poszliśmy na kawę. Niedawno Homiel zaśpiewał o niej simple the best, więc nie mamy wyrzutów sumienia. Piliśmy tę kawę i zachciało mi się kichać. Piotr poszedł po chusteczkę do kelnerki i położył mi ją po chwili na stoliku. 

  • No… nie wierzę…

Widząc ten napis jako hasło przewodnie kawiarni… zaniemówiliśmy.

  • Jak Ty to robisz? – Piotr spytał nie wierząc co widzi.
  • Widzę do przodu.
  • Wszystko?
  • Co chcę i potrzebuję… A wy zwątpiliście we Mnie – zrozumiałam, że to z Bogiem Ojcem teraz rozmawiamy, z czego do końca chyba Piotr nie zdawał sobie sprawy. 
  • Takich będzie dużo – p. s. wczorajszy mail.
  • Jesteście jak oni. Apostołowie ciągle wątpili.
  • …… – smutno mi się zrobiło, bo zrozumiałam, że zasmuciliśmy samego Ojca. Ale o tym nie powiedziałam Piotrowi. Chciałam, żeby dalej rozmawiał swobodnie.
  • Dobudzą mnie w szpitalu?
  • My cię dobudzimy.
  • Dacie radę?
  • Damy.
  • Zginę?
  • Celem Ojca nie jest byś zginął, ale żebyś żył.
  • Masz jeszcze coś do zrobienia – powiedziałam pewnie, bo dzisiaj jestem tego pewna.
  • I to całkiem sporo. Przyglądając się tej sprawie, twoje życie dopiero się zacznie.
  • A cóż takiego będę robił?
  • ……

Wieczorem.

Znajoma księgowej ma gwałtowny nawrót białaczki. Rozmawialiśmy, czy da się ją jeszcze uratować.

  • Czy nie jest za późno?
  • Nigdy nie jest za późno.
  • Daj jej życie, Ojcze.
  • A co dasz od siebie?
  • Będę grzeczny – miał na myśli posłuszny woli Ojca, z czym ciągle ma problemy. 
  • To za mało.

Skuliłam w sobie, bo rozmowa zaczynała być… nieziemska.

  • Możemy zawrzeć pakt. Przestanie dla ciebie istnieć świat, a Ja ci ją przyniosę. Pozbędziesz się twoich nawyków… Ty, który koszule poprawiasz dwa razy.

Piotra zatkało, zatkało i mnie. Pół godziny wcześniej skończyłam drugi raz prasować koszule, które za pierwszym razem dla Piotra nie były dość dobrze wyprasowane. Tak bardzo chciał być doskonały… 

  • O rany! Ojciec wszystko widział! Widział, jak prasujesz – mówi szeptem zawstydzony. Widziałam, że się zawahał, bo nie wiedział co odpowiedzieć. Spojrzał na mnie szukając ratunku.
  • Nie patrz na mnie, ja tu tylko spisuję – rozkładam bezradnie ręce… zadowolona. Po raz pierwszy chyba się cieszę, że to nie ja słyszę, a tylko robię za kronikarza.
  • Usłyszałem Nowenna…
  • Nowenna pompejańska… Już to drugi raz nakazują ci ją odmawiać… – Piotr o tym zapomniał.
  • Czy chcę wiele od ciebie za jej życie?
  • Nie.
  • Ale jest to wiele.
  • To zdaje się godzina modlitwy codziennie przez kilka tygodni – zaczęłam szybko tłumaczyć Piotrowi i obawiałam się, że to go przestraszy.
  • Co to nowenna? – Piotr do mnie.
  • Poczytaj, w ten sposób tryb się rozrośnie.
  • Ale ja idę do szpitala! – powiedział prawie odkrywczo.
  • To ci odpuszczę.
  • Ale już jutro idę do szpitala!
  • To jest jutro.

Piotrowi chodziło o to, że Alicja jest już prawie w agonii, a modlitwa trwa półtora miesiąca. Jeśli odliczymy 3 dni pobytu w szpitalu, to po prostu nie zdąży się jej uleczyć. To byłby istny cud, gdyby udało się ją uratować w tym stanie.

  • Ojcze, gdyby się ją udało uratować to ja to ogłoszę światu, to będzie na twoją chwałę – mówię. 
  • Zawsze w ciebie wierzyłem.
  • Ojcze, to może różaniec? Jest krótszy – Piotr już zaczął kombinować… i nie wierzyłam własnym uszom. 
  • Ty wyznaczyłeś Mi cel, a Ja tobie.
  • Ojcze, no nie wiem, czy dam radę…
  • Tyle dla ciebie ona znaczy?

Piotr spojrzał na mnie ciężko i wiedział, że nie ma wyjścia. Zaczął sprawdzać w internecie, jak odmawia się Nowennę Pompejańską.

  • To można rozłożyć na cały dzień! – był tym odkryciem całkiem uradowany.
  • A toś się ucieszył. Jeśli chcesz ją uratować musisz zacząć od razu, bo ona długo nie pociągnie. Musisz się spieszyć. Spójrz na swoje dłonie… Nie doliczysz palców, a ona odejdzie… więc będziesz siedział dalej?

Piotr machinalnie spojrzał na swoje ręce i zrozumiał, że nie doliczy się 10 dni, a ona umrze. Wstał z kanapy ciężko i z wyraźnym spowolnieniem. Już się wybierał do drugiego pokoju, gdy…

  • Nie zapomnij różańca.

Zawrócił i wziął różaniec leżący na stole. Wychodząc…

  • No to zostawiam cię samą – mówi do mnie i zrobił taką minę jakby szedł do dentysty. Cała ta rozmowa wzbudziła w nim lęk zmieszany z niepewnością. 
  • Nie jest sama. Pamiętaj w jakiej intencji się modlisz. 

Gdy wrócił po godzinie był wykończony. Blady i wykończony. Patrząc na niego miałam nieodparte wrażenie, że życie, które kiedyś odbierał, teraz w ten sposób oddaje. Modli się za życie kogoś, kogo nawet nie zna. Czy to jest ta równowaga, o której Niebo mówi, że we wszechświecie jest najważniejsza?… 



Dopisane 15. 10. 2017 r.

Jesteście jak oni. Apostołowie ciągle wątpili – Dziękuję wszystkim tym wątpiącym, którzy piszą czasami do mnie. Dzięki wam mamy tak ciekawe rozmowy. 

Jezus i apostołowie


Poczytaj, w ten sposób tryb się rozrośnie Nowenna Pompejańska rozkręca się na dobre, coraz więcej ludzi ją odprawia i ma się wrażenie, że ruszyła wielka Boska krucjata z nowenną na czele.


Możemy zawrzeć pakt – i nie będzie to jedyny pakt z Ojcem w naszym życiu

Rzadkie to sformułowanie; pakt z Bogiem. Zazwyczaj mówimy; układ z Panem Bogiem, przymierze z Bogiem. Jest to tak rzadkie, że zaczęłam wertować internet.

W uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 1919 roku, w czasie wieczornych modlitw ku powszechnemu zdumieniu ks. Alberione zaczął wyjaśniać słowa ułożonej przez siebie modlitwy, którą potem wszyscy uroczyście odmówili. Była to wyjątkowa modlitwa, do dziś posługują się nią duchowi synowie i córki ks. Alberionego. Sam twórca nazywał ją Paktem albo Tajemnicą powodzenia. Jej przesłanie w najogólniejszym zarysie jest następujące: jesteśmy zbyt słabi i niewykształceni, aby podołać zadaniom, które Pan Bóg nam powierzył. Prosimy więc Go o to, aby to On sam w nas działał i udoskonalał efekty naszej pracy, tak aby przynosiła ona jak najlepsze i największe owoce. Ze swojej strony zobowiązujemy się do pełnego oddania się Mu i robienia wszystkiego wyłącznie na Jego chwałę i dla pokoju ludzi. Pan Bóg dotrzymuje swoich obietnic, więc potrzeba tylko, abyśmy okazali się wierni przymierzu zawartemu z Nim.

http://www.paulus.org.pl/n1377,niezwykly-pakt-z-panem-bogiem
23 gdyż zawrzesz pakt z kamieniami i przyjaźń z polną zwierzyną. http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=435

To, co masz, jest ode Mnie.

19. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Dostałam w prezencie lunetę.

  • Fajnie, teraz patrząc w niebo będziemy bliżej Boga – zażartowałam.
  • Nie zgodzę się z tym. Bliżej się już nie da.

Ja dostałam lunetę, a Piotr dostał wizję.

Wczoraj miałem trzecią część tego snu. Jestem na stałym lądzie, wchodzę do białej, świetlistej sali, przechodzę przez nią spokojnie i na końcu znajduję wąski pas mgły, tracę widoczność. W tej mgle poruszałem się po omacku. Spojrzałem w dół i zobaczyłem podłogę ze szkła, przez którą mogłem zobaczyć pod nogami cały wszechświat. Z tej mgły wyłania się powoli gigantyczna głowa z alabastru, głowa w hełmie, ta głowa była oparta o coś, miała zamknięte oczy, jakby spała. Zrozumiałem, że to moja dusza, że to ja. Dopóki żyję tutaj na ziemi, „on” tam będzie spał. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/28/zaskakujacy-pazdziernik/
  • Zobaczyłem znowu tego alabastrowego kolosa!
  • …… – zmarszczyłam czoło szukając w pamięci o czym on teraz mówi.
  • No tego śpiącego!
  • Aaaa… – przypomniałam sobie. – To było dawno… 
  • Stał teraz pośrodku kosmosu na jakieś kwadratowej platformie, w każdym rogu tej platformy stał anioł ubrany jak żołnierz, mieli miecze i hełmy. Patrzyli na niego. A z góry spływała na kolosa jakby para, miałem wrażenie, że go czyszczą, choć on ciągle spał, bo miał przymknięte oczy.

  • Budzą go?
  • Nie wiem – Piotr wzruszył ramionami i wstał chcąc iść do kuchni. W połowie drogi cofnął się…
  • Co znaczy…. stejauf…?
  • Co? – spytałam zdziwiona.
  • Stejauf… Homiel mi ciągle mówi… stejauf…
  • Steh auf ! – dopiero po chwili zorientowałam się co do mnie mówi.
  • To po niemiecku powstań, wstawaj… – tłumaczę naprawdę zdziwiona. 
  • Dlaczego po niemiecku…? A wiem już… miałaś ty to rozwiązać – i sobie poszedł.

Mówiąc uczciwie chciałam tę wizję zbagatelizować, ale „steh auf!” oczywiście przykuło moją uwagę. Piotr nie mógł wiedzieć, że to forma rozkazująca czasownika rozdzielnie zbudowanego aufstehen. Tylko znający niemiecki lub uczący się w stopniu zaawansowanym mogą to wiedzieć. I dlatego Homiel użył niemieckiego wiedząc, że teraz tej wizji nie odłożę ad acta.

  • A więc budzą z letargu tego kolosa…? A po co go budzą, niech sobie śpi – pytam Homiela pięć minut później.
  • A tego wytłumaczyć nie mogę. Ale na pewno nie jest tak, jak myślisz.
  • Ten alabastrowy był już w pozycji pionowej. To wszystko działo się w kosmosie, 4 żołnierzy patrzyli na niego, a z góry leciała jakby para, czyścili go albo budzili… sam nie wiem – Piotr powtarza.
  • Jeśli Homiel powiedział steh auf to znaczy, że ma to znaczenie.
  • No co z tym kolosem? – Piotr pyta sam już zaciekawiony.
  • To, że go myją nie znaczy, że go budzą.
  • Ale steh auf usłyszałem, jaka jest więc prawda?
  • W tej materii się nie dowiesz.


20. 02. 17 r.                                                                                                                                       Warszawa.

  • Gdy byłem na porannej mszy, usłyszałem od Ojca… – opowiada Piotr na kawie.
  • To, co masz, jest ode Mnie.
  • Hmm… czyli jak masz problemy… to też od Ojca.
  • Wiem, to takie ćwiczenia na ile ja wierzę. Wszystko mi wyznaczył co mam robić, więc muszę to zrobić.
  • ….
  • W kościele była grupa młodych ministrantów… Wiesz co widziałem? Każdy z nich miał za sobą wielkiego anioła! – i zaczął się cieszyć.
  • …… Twojego Grubasa też widzę, jest przy tobie.
  • No nie mów tak na niego…! – wkurzyłam się.
  • Blisko jesteś? – spytałam Mojego.
  • Jestem bliżej niż przy tobie.
  • ……
  • Ten na starość się rozgadał – Homiel ze śmiechem, ale ja zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak bardzo Mój musi mnie pilnować.
  • Czy moje zadanie nie jest jeszcze skończone? – miałam na myśli Piotra. Dwa razy uratowałam mu życie, więc chyba już wystarczy. 
  • Teraz dajesz później, będziesz brała.
  • O! Twój Grubas to też mądrala – Piotr dalej…
  • Nie mów na Niego Grubas! – znowu mnie wkurzył.
  • Hm…. Jak mogę Cię nazwać, żeby nie mówił Grubas? – musiałam Mu nadać jakieś porządne imię.
  • ……
  • Widzę Och!… i końcówkę –iel…. Ochiel, sprawdź, czy taki jest… – Piotr się śmieje… i ja zaczynam się śmiać, bo rozumiem dlaczego akurat tak.
https://www.biblegateway.com/resources/encyclopedia-of-the-bible/Ochiel
https://www.biblegateway.com/resources/encyclopedia-of-the-bible/Ochiel

To nie jest prawdziwe imię mojego anioła, jak i Homiel nie jest prawdziwe. Widzę, że Ochiel również ma swoiste poczucie humoru, bo wybrał je na potwierdzenie tego, że widzi jak ciągle wzdycham, gdy myślę o Niebie. Wzdycham, bo po prostu brakuje mi słów, by wyrazić co czuję i jak Ich podziwiam. 


  • Homiel mi wyjaśnił teraz, co znaczy ta pasta…
  • Woda myje, ale pasta czyści, działa podwójnie, choć nie widzisz.
  • A widzisz! Czyli dobrze to rozszyfrowaliśmy.

Wieczorem.

Dostałam wiadomość, jak dotąd jedyną tego rodzaju.

Przeczytałam Piotrowi na głos, a odezwał się Homiel…

  • Trudno im sobie wyobrazić, że masz wiedzę od Boga. Wszędzie widzą diabła.
  • Nikt wizji z Bogiem nie odważy się naśladować. Bądź pewna swego.
  • Ale widzisz jak trudno im uwierzyć?
  • Ty masz wierzyć. Dostaniesz jeszcze wiele dowodów.
  • Wielu będzie wątpiących, ale ty rób swoje. Będą podburzać ludzi przeciwko tobie, ale ty rób swoje.
  • No widzisz? Tak to już jest na tym świecie…
  • Tak to jest i tak będzie.
  • …… – zapadliśmy w zadumę.
  • Chyba Zdzichu umarł…
  • Co? – kompletnie mnie zaskoczył.
  • Zdzichu umarł, bo przyszedł do mnie…
  • Jak to przyszedł?
  • No usłyszałem jego głos teraz..
  • A co powiedział?
  • Dziękuję ci za wszystko.
  • …? 
  • Za co ci dziękował?
  • Jak się modliłem odsuwałem od niego czarnych, żeby się nie męczył.
  • …… – to mnie teraz Piotr zaskoczył.  W ogóle o tym nie wspominał.

Zdzichu – tak go wszyscy nazywali, to dawny znajomy rodziny. Pod koniec ubiegłego roku dowiedzieliśmy się przypadkiem od jego sąsiadki, że leży gdzieś w hospicjum po udarze i dodatkowo z Alzheimerem. Nic więcej nie była w stanie powiedzieć, bo nie wiedziała gdzie leży i gdzie obecnie jest jego rodzina. W każdym razie był ciężko chory, więc jego śmierć jest bardzo prawdopodobna. Trudno nam to jednak zweryfikować nie mając konkretnych danych.

  • Homiel, co z Nim?
  • Duchy to stan przejściowy. Nie mówmy o duchach, mówmy o żywych.

Dopisane 12. 10. 2017 r.

W tej materii się nie dowiesz – wtedy, ale później tak. I to będzie bardzo ciekawe rozwiązanie tej zagadki.


Duchy to stan przejściowy. Nie mówmy o duchach, mówmy o żywych.

A. Lenczewska; Słowo pouczenia.
A. Lenczewska; Słowo pouczenia.

To, co masz, jest ode Mnie.


p.s. Ze względu ostatnio na niezliczoną ilość spamów blokuję na pewien czas możliwość komentowania. W przypadku pytań proszę o informacje mailem rozmowyzniebem@wp.pl lub osaczenie.00@wp.pl