Czy jesteś gotowy pójść za Mną?

26. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Przez dwa dni pobytu w szpitalu Piotr schudł kolejne dwa kilo, to razem już 13 kilo mniej od zawału. Chcąc więc nadrobić zgubioną wagę, nie wiedzieć czemu w Ikei wziął sobie potężne śniadanie, większe niż do tej pory. 

  • Obżartuch. Przypominam tobie, że za tydzień masz operację, a nie zawody sumo.

Nawet mnie tym nie rozśmieszył, ponieważ wczoraj znaleźliśmy w internecie informację, że operacja dotycząca tętnicy przedniej zstępującej wymaga, by pacjent był co najmniej szczupły.

  • Ale numer… – wypalił Piotr, gdy to przeczytał – To dlatego On ciągle mi mówił i to od wielu lat…
  • Schudnij, będzie łatwiej ciąć.
  • Wtedy tego nie rozumiałem…

To jest nieprawdopodobne… Doszło do mnie kolejny raz, że Oni to wszystko zaplanowali już znacznie wcześniej…

  • To po co ci tyle jedzenia teraz? 
  • .. – spojrzał na talerz i go odsunął.
  • Słyszałem w szpitalu, że wątróbkę powinienem jeść, bo tam jest dużo żelaza. Może kupimy w Carrefourze…?
  • No nie wiem… Ich wątróbka kompletnie nie ma zapachu, spytaj się Homiela…
  • Ja bym tego nie jadł. Powtórzę za Wokulskim… tyle w tym…, ile trucizny w zapałce.

Myślałam, że żartuje, ale sprawdziłam natychmiast w telefonie, bo absolutnie nie pamiętałam tego cytatu. W oryginalne brzmi; W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce.

  • Takie to złe?
  • Nie jest złe, ale wrogie.
  • Ale jesteś dosadny.
  • Bo nie wiem, jak do tego łba przemówić.
  • … – ryknęłam śmiechem na krótko, bo doskonale Go rozumiem. Piotr jest uparty jak wszystkie muły razem wzięte.
  • Jesteśmy kumplami przecież, dlaczego tak mówisz?
  • Właśnie dlatego. To wyrób zakładów chemicznych Police – Homiel zacytował powiedzenie Piotra, które często powtarza, gdy zdarzy mu się zjeść coś niedobrego.
  • Nie jedz tego Synu.
  • Nie jestem Twoim synem – Piotr już zirytowany.
  • … – zastygłam.
  • Skąd wiesz?
  • A Ty skąd wiesz, że to dziadostwo? Przecież nie jadłeś?
  • Z Domu Mi pisali.
  • A co sądzisz o jedzeniu z Ikei? – spytałam.
  • Ogólnonarodowy poziom.

Spisując tę rozmowę z zeszytu do komputera wyłam ze śmiechu. Z Domu Mi pisali super żart na miarę wielkiego anioła, choć nie jestem pewna do końca, czy to akurat z Nim rozmawialiśmy.   Uwielbiam takie rozmowy.


Jadąc do naszego kościoła oczywiście rozmawialiśmy o wyjeździe do Bielska. Ponieważ mamy tam być przed 12.00 musimy wyjechać co najmniej 5 godzin wcześniej. 

  • Szkoda, chciałabym zajrzeć do Częstochowy, ale chyba się nie uda – myślałam o obrazie Chrystusa.
  • Nie trap się tym, zawsze jesteście razem
  • Boję się tej operacji – Piotr przyznał otwarcie.
  • To klucz programu.
  • Homiel, w takim razie zaczynam się bać bardziej.
  • To mnie nie dziwi, zawsze byłeś tchórzem i śmiech.
  • Wszyscy na to czekają? – myślałam o Niebie.
  • Tak.
  • Dlaczego?
  • Po to żyjesz, żeby stało się to, co ma się stać tutaj i teraz.
  • Kiedy wrócisz do swojej postaci, zrozumiesz po co ty jesteś i co masz zrobić.
  • … – spojrzeliśmy na siebie, bo już bardziej zagadkowo się nie dało?

W kościele nic się nie wydarzyło, wychodząc złapałam Piotra za rękę…

  • Chcesz się przylepić do gospodarza? – i mrugnął do mnie okiem.
  • Sam bym się chciał do takiego gospodarza przylepić, przy tobie żadna krowa nie schudnie.

Znowu wyłam ze śmiechu, ale to święta prawda. Piotr ma coś takiego w sobie, że ktokolwiek jest po jego kuratelą musi być najedzony. Zawsze lodówka powinna być pełna, to daje mu jakieś dziwne poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że spełnia jako mężczyzna należycie swój obowiązek.


Mieliśmy sporo czasu, z którym nie wiedzieliśmy co zrobić, więc pojechaliśmy do Konstancina. Jadąc ulicą Wiertniczą w pewnej chwili położył rękę na wysokości mostka…

  • Czuję policję – i natychmiast mocno zwolnił.

10 sekund dalej skręcając w prawo faktycznie zobaczyliśmy wóz policyjny, który namierzał jadące samochody. Auto, które właśnie nas wyprzedzało zostało zatrzymane.

  • Widzisz?! Widzisz?! A czułem, mówiłem policja, ale mam zmysł!
  • Gdybym cię nie dotknął, nic byś nie wiedział.
  • A moja intuicja?
  • Niech ci będzie intuicja.

27. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Spotkaliśmy się na kawie „simple better”.

  • Miałem wczoraj niesamowitą wizję. Widziałem jak ten „alabastrowy” na platformie otwierał powoli oczy…
  • Budzi się.
  • …?
  • A teraz ktoś krzyczy... Wróć do nas… Na razie to skorupa…
  • Bez ducha… – dokończyłam i nie wiem skąd przyszło mi to do głowy.
  • Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.
  •  – zrobiłam wielkie oczy i ciekawość mnie zżerała co to znaczy.
  • Ten alabastrowy mieni się cały na biało i złoto, jaki to kolos…! – Piotr opisywał co teraz widzi.
  • Stoi na platformie po środku, platforma jest przezroczysta i wisi gdzieś w przestrzeni nad przepaścią, ci czterej… Każdy stoi w kącie platformy, to dziwne… Ona jedzie jakby do góry, z każdym metrem ten pośrodku robi się większy, stał się większy z 10 razy od tych czterech, a oni tylko to obserwują. Platforma idzie do góry jakby na wierzch…

Słuchając miałam skojarzenie ze sceną amfiteatru. Aktor wyłania się spod ziemi na powierzchnię i ma odegrać swoją rolę. Nie byłabym tym zdziwiona, gdyż Homiel często porównuje nasze życie do przedstawienia. Użył do tej pory słowa stage, antrakt, amfiteatr, gremium… a teraz ta wychodząca na wierzch platforma.

  • Po co go budzicie? – pytam.
  • Zaufaj Ojcu. Zrozumiesz później.

Rozmawialiśmy dalej o tej wizji rozkładając ją na części, nasze rozważania przerwał Ojciec…

  • Czy jesteś gotowy pójść za Mną?
  • ……
  • Tak, ale jak to rozpoznam kiedy to będzie, jak…? – Piotr zaczął się jąkać.
  • Kiedy otworzą się wrota, będziesz wiedzieć.

Wrota? Przypomniałam sobie otwierane wrota, które zobaczyłam w mojej wizji, wrota pod ziemią. One były otwierane, ale widocznie nie otworzono ich jeszcze do końca. Czy to o nie chodzi?


Dopisane 21. 10. 2017 r.

Duch używa sobie na ziemi, kawę pijesz i to z kim! Z jednym z kwiatów z ogrodu Ojca.

Wiem, że osoby, które czytają ten blog zastanawiają się kim tak naprawdę jest Piotr. Będzie mi coraz trudniej to ukryć pisząc, więc za zgodą samego Boga Ojca zostanie to w końcu odkryte. Jeśli ktoś się zastanawia dlaczego w jednym człowieku skupiło się tak wiele… wtedy to zrozumie. Ale jeszcze nie dzisiaj i nie jutro.