Pamiętaj, prawdziwe światło pochodzi tylko od Ojca.

07. 02. 17 r.                                                                                                                       Warszawa.

Miałam rano do załatwienia sprawę w szpitalnym laboratorium, więc pojechaliśmy tam razem, a po wszystkim razem udaliśmy się na kawę. Być może pod wpływem szpitala Piotr zaczął bardzo uporczywie rozpamiętywać swoje przeżycia związane z przebytym zawałem i koronografią.

  • Kobieta patrzyła na monitor i ciągle nie mogła uwierzyć, że żyję… Pana tu nie powinno być!… Ciągle mówiła… To samo Kowalewski… Ale ma pan szczęście, 15 minut i po wszystkim…
  • 15 minut? – dociera do mnie w końcu ta prawda…
  • Dlaczego usłyszałeś nie zabiegaj o łaskę, skoro już ją dostąpiłeś? – http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/06/27/byl-przewodnikiem-i-mesjaszem-glosil-dobra-nowine-lecz-jak-wielu-go-rozumialo/
  • Dlaczego?
  • To ma drugie dno.
  • No to wyjaśnij…
  • Niech nam komputer wyjaśni – i kiwnął głową na mnie…
  • Ja mam wyjaśnić ?! – zdziwiłam się. 

Do dzisiaj myślałam, że dar widzenia, słyszenia samego Ojca to największa łaska jaka jest możliwa. Tylko, że już o tym rozmawialiśmy, a teraz Homiel sugeruje, że za tym kryje się drugie dno? 

  • Homiel, daj jakiś trop, bo nie wiem czego się złapać – mówię do Niego. Obawiałam się, że jak już mi zadał zagadkę, to będę o niej myśleć pół dnia, dopóki jej nie rozwiążę.
  • ……
  • Wiesz co mi pokazał? Jeszcze raz wizję, jak fala mnie wyrzuciła w przestrzeń i lecę w powietrzu… tak jakby to ten lot był najważniejszy, a nie płynięcie.
  • Hmm…. – zaczęłam myśleć – Kiedy lecisz to nie jesteś ani na lądzie, ani w niebie, jesteś pomiędzy, tak jakbyś zawisł pomiędzy życiem a śmiercią… 
  • Jak leciałem straciłem świadomość, nawet w tej wizji to czułem.
  • To ciekawe… Homiel mówi, że to ma drugie dno…? Ciekawe… – głęboko się nad tym zastanawiałam…

Zbliżała się 10.00, więc musieliśmy naszą kawę szybko zakończyć. Idąc do auta dostałam olśnienia. Napełniło mnie uczucie, że już wiem. 

  • Niedawno powiedziano do ciebie Eliaszu, a ja powiedziałam, że jesteś jak Eliasz. A wiesz, że Bóg Ojciec pozwolił Eliaszowi wrócić do Domu? Na chwilę? Tobie też to mówią… Może to jest to drugie dno? To jest ta łaska, drugiej takiej szansy nie będzie?
  • Co za bzdury… – Piotr się żachnął.
  • Czyżby? – pomyślałam…

Wieczorem.

  • Baaardzo mi nie smakowała dzisiejsza kawa, grzęzła mi dosłownie w gardle i nie mogłam jej przełknąć – przypomniałam sobie.
  • Cywilizacyjny śmieć.
  • Taaak? W takim razie ja już tam nie będę pić, a ty jak chcesz to pij – Piotr do mnie.
  • Dlaczego chcesz truć Olę?
  • …… – i pokazał jak ktoś do kawy dosypuje proszek.

Pewnie to symbolika, ale przestaje mnie dziwić moja niechęć do tej kawy, która mnie dopadła już kilka miesięcy temu. Zdecydowanie musimy znaleźć inną kawiarnię.


Przeczytałam na Facebooku komentarze pod artykułem, który dotyczył opętania demonicznego. Kiedyś zapewne bym zareagowała, ale dzisiaj przyjmuję to ze zrozumieniem, bo nie każdy ma świadomość, a na rozmowę z kimś nie mającym świadomości szkoda już mi i nerwów i czasu.

  • Ludzie się śmieją, że diabeł może mieć kopyta, choć sam wiesz, że niektóre z nich faktycznie je mają – mówię do Piotra.
  • Dlaczego oni przybierają takie dziwaczne formy? – pytam Homiela.
  • Są różni.
  • Hmm… to prawda… różnie ich widziałem – Piotr pokiwał głową ze zrozumieniem.
  • No to opisz…
  • Mam inne sprawy na głowie, muszę zadzwonić do Cisowskiego… Ciekawe co mi powie…
  • To, co musi.
  • A co musi?
  • To, co powie.
  • A jak będzie spóźnienie w operacji, przesunięcie?
  • Dla ciebie spóźnienie, dla innych zaplanowane.

Homiel mnie rozbawił. Nie da się w żaden sposób pociągnąć więcej Go za język, więc przestaliśmy pytać. Długo jednak nie wytrzymałam w tej ciszy.

  • O czym myślisz Homiel?
  • Ja nie myślę, Ja rozważam.
  • Doooobrze, to co rozważasz?
  • Którą gałąź wybierzecie?
  • ……?
  • Gałąź?
  • Drogę, wybór – tłumaczy Piotr.
  • Przecież nie mamy już wyboru – ja na to.
  • Zawsze macie.
  • ……
  • Wiesz co pokazał teraz? Pokazał jak nasza droga rozgałęzia się na dwie strony, my wybieramy lewą, a Oni prawą, potem znowu wybieramy lewą, a Oni prawą i tak kilka razy aż w końcu i tak, co wybraliśmy łączy się z tym, co Oni wybrali.

  • …… – roześmialiśmy się oboje głośno.
  • I tak zawsze wychodzi po Ich myśli. A nam się wydaje, że mamy wolną wolę. Zawsze tak jest? – miałam na myśli, czy dotyczy to każdego człowieka.
  • Nie zawsze. Mówimy o was.
  • No widzisz? I tak w ten sposób podsumował nam nasze życie, cokolwiek robimy i tak wychodzi na Ich modłę. Zataczamy koło i wracamy do tego, co Oni chcą.
  • Znamy wyższą matematykę, by zgadzała się wam wasza podstawowa.

i to jest święta prawda. Oni znają całość, a my jak marna mrówka mały odcinek. Poza tym… jeśli wszystko przed wszystkimi wiekami zostało przez Nich spisane, to nie może się Im nie udać… Narzędzie nie myśli, narzędzie wykonuje. 


08. 02. 17 r.                                                                                                                     Warszawa.

W ostatnich dniach Piotr codziennie o 6.00 rano jest budzony na poranną mszę. Odbywa się to różnie, stukanie w szafę, w podłogę albo dosłowne „wstawaj”. Dzisiaj mniej więcej o 6.30, czyli znacznie później, rozległo się mocne stuknięcie. Piotr zerknął na zegar…

  • Nie zdążę przecież.
  • Zdążysz i dostałem takiego kopa energetycznego, jakbym wypił 3 Red Bulle naraz. Byłem ogolony, ubrany w 10 minut – opowiada mi godzinę później.
  • ……
  • Na mszy, 5 minut przed eucharystią usłyszałem Jezusa…
  • Kto spożywa Moje ciało, ma życie wieczne. Pamiętaj, prawdziwe światło pochodzi tylko od Ojca.
  • ……
  • Coraz więcej będziesz mógł, niedługo będziesz tak dobry, że zaczniesz jeszcze lewitować!
  • To próżny cud. Dotknij chorego to będzie cud.
  • Ale to niemożliwe, że mogę tak Go słyszeć.
  • Tyle miałeś dowodów, a jesteś jak uczniowie Chrystusa, wciąż nie wierzysz.
  • Ale ja wierzę!
  • Wierzysz?
  • Homiel, po prostu ja jestem na to wszystko za głupi.
  • I tak jest postęp. Byłeś cwany, teraz jesteś uczciwy.

Myślę, że każdy czułby się głupcem w tej sytuacji. Nasze doświadczenia wykraczają ponadto to, co jest rozsądne i logiczne.


Obejrzałam na YT film ks. Glasa, był bardzo zmartwiony stanem duchowieństwa…

https://www.youtube.com/watch?v=vnt4w1X2DTU

Opowiadam o tym głośno Piotrowi, a odzywa się Homiel.

  • Nie liczy się ilość, ale jakość.
  • Ale sam widzisz co się dzieje.
  • Nie troskaj się mały.
  • Przecież nie jestem taki mały.
  • Choć jesteś duży to i tak jesteś mały.


Dopisane 29. 09. 2017 r.

To ma drugie dno – na dzień dzisiejszy wiele wskazuje na to, że wtedy się nie myliłam. Tyle w tej chwili mogę ujawnić.


To próżny cud. Dotknij chorego to będzie cud – to nie pierwszy raz Homiel tłumaczy nam, że efektowne manifestacje rodem z Hollywood nie są mile widziane przez Niebo. Czynienie cudów dla zaspokojenia jedynie ludzkiej ciekawości jest próżne i niepotrzebne, to marnotrawstwo energii i czasu. Czynienie cudów powinny służyć czynieniu dobra.


Nie liczy się ilość, ale jakość.

Spożywaj codziennie chleb Mój.

05. 02. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

To, w jakim stylu rozmawia Piotr z Homielem jest wręcz nieprawdopodobne. Nie wiem, czy ktokolwiek na świecie ma tyle czelności, odwagi i naturalności, by rozmawiać z aniołem w ten sposób. Obecność Ojca też nie deprymuje Piotra w ogóle. Zadziwia mnie, że będąc na jego miejscu miałabym mnóstwo pytań, a jemu wystarczy nic.

  • Słuchaj… gdybyś miał jedno pytanie do Ojca…
  •  to nie spytałbym – przerwał mi w pół zdania.
  • Mnie nie interesuje pytać. Jestem szczęśliwy, że Jest. Ty tego nie zrozumiesz.
  • No dobrze, ale gdybyś…
  •  daj sobie spokój, nie będę o nic pytać – znowu mi przerwał.
  • Ja pierdzielę!… – nie wytrzymałam… już mnie wkurzył na całego.
  • To w takim razie spytaj Ojca w moim imieniu! Mam tylko jedno pytanie…. dlaczego stworzył człowieka? – zaczęłam prawie krzyczeć, byle mi nie przerwał znowu.
  • …… – Piotr zamilkł i się zamyślił.
  • Mam odpowiedź…
  • …..
  • Dla Siebie.

Szczęka mi opadła i od razu się rozbeczałam. Po prostu nie spodziewałam się tak… szybko, tak naturalnie i tak prostej odpowiedzi. Ta odpowiedź wzruszyła mnie dodatkowo, bo głęboko w zakamarkach mojej głowy słyszę ciągle słowa Ojca, które mną kiedyś wstrząsnęły.

  • Wiara w człowieka daje Mi wielką siłę.

Zrozumiałam w tej jednej sekundzie całą miłość Ojca do człowieka. Po prostu… Stwórca kocha swoje dzieło…


Gdy się nieco uspokoiłam rozmawialiśmy o możliwościach Piotra do uzdrawiania.

  • Może Ojciec nakaże ci taką posługę? Stajesz się w tym coraz lepszy… – powiedziałam całkowicie obiektywnie biorąc pod uwagę własne doświadczenia.
  • Nie sądzę, żebym tym się zajmował.
  • A może cię do tego szykują?
  • Jeśli nawet, to nie będę brał za to ani grosza.
  • A jeśli ktoś chciałby ci w podzięce coś dać?
  • Bogu mają dziękować, nie mnie.
  • Dziękuję ci za twoją deklarację. Będę spokojny powierzając ci swój posag.
  • … 

Znowu szczęka mi opadła. Zauważyłam jednak mimo zaskoczenia, że Ojciec mówi o przyszłości. Będę spokojny powierzając…


Jechaliśmy do katedry.

  • Maryja mówiła do mnie, że jestem skąpy.
  • To nie jest powód do pychy, ale do odpowiedzialności.
  • ……
  • No i co? Zatkało kakao? – Homiel użył powiedzonka, które często używa sam Piotr.
  • Kakao zatyka, bo nie ma patyka! – Piotr odpalił natychmiast chyba do końca nie myśląc co mówi.
  • ……
  • Zobaczyłem teraz jak Homielowi wydłużyły się ręce i włóczył je po ziemi jak gibon. Tak mu ręce opadły…

  • To jest cudowne jak wy rozmawiacie – śmiałam się na głos. 
  • Nareszcie czymś zaskoczyłeś Homiela. 
  • Nie spodziewałem się, że doczekam się tej chwili, że zabraknie Mi słów.

Wyłam ze śmiechu i myślę, że wraz ze mną także i całe Niebo. Uspokoiło mnie pytanie…

  • Widzisz to?
  • Co?
  • Człowieczy los.

Wielokrotnie jechaliśmy ta trasą i mijaliśmy ten budynek, ale dopiero teraz przyjrzałam się obrazowi uważniej. 

 Warszawa, al. Solidarności. Człowieczy Los
Warszawa, al. Solidarności. Człowieczy Los

Na ścianie budynku namalowano owcę i wilka w garniturze. „Człowieczy los” – część napisu czł-owiec-zy była zaznaczona innym kolorem. Chciałam zrobić zdjęcie, ale Piotr jechał zbyt szybko.

  • Hmm.. Bardzo ciekawy, mądry obraz, ktoś naprawdę myślący zrobił dobrą robotę – przyznałam.
  • Wilk prowadzący na rzeź owce? – Piotr też zamyślony.
  • Naprawdę mądre – im dłużej o tym myślałam, tym bardziej byłam pod wrażeniem.
  • To był klucz programu na to Homiel – Zrób zdjęcie, masz czas.

Zawróciliśmy.

  • Ta owca wygląda tak, jakby była już stracona, nie miała szans – przyglądałam się malunkowi siedząc w aucie.
  • Trzeba chyba jednak zrobić zdjęcie, czujesz to? – pytam Piotra.
  • A ty nie czujesz? Trzeba to rozpropagować.
  • Sam patrzysz na plakat, a nie widzisz. Tak czytają cię, a nie widzą.
  • Wow… – Homiel odniósł się do tych, którzy czytają ten dziennik z ciekawości, a nie wyciągają wniosków.
  • Ta owca nie ma wyjścia, idzie na rzeź?
  • To plakat dla wojowników, dla tych, co rozumieją.
  • Takie jest życie człowieka, ciągle czyha na niego wilk – powiedziałam w zadumie.

Wieczorem.

  • Wiesz co usłyszałem podczas egzorcyzmów?
  • Rzucę ci twoje wrogi do stóp.
  • …… ?


06. 02. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Poszliśmy na kawę, ale nie do Costy Cafe, a do Wedla.

  • Nie jest to ideał, ale lepszy.
  • No to gdzie jest ideał? – już naprawdę nie wiem gdzie chodzić na kawy, wszędzie wg Homiela „trują”. 
  • W Niebie. Tam wszystko jest idealne.
  • A można tam stracić skrzydła?
  • Wszystko można stracić, nic nie jest dane na zawsze.
  • Wielu braci straciło, a teraz płaczą, wyją, skowyczą, chodzą w bólach.
  • .. – o kurcze…  Tematycznie przeszliśmy od kawy do opadłych aniołów. 
  • Anioły bez skrzydeł trafiają do piekła? To jest jedyna alternatywa? – pytam dalej.
  • A po co ci dziecko to pytanie techniczne?
  • …… – no i zbił mnie z tropu.
  • Anioły nie czują, ale odczuwają.
  • ……?
  • Jaka jest różnica między odczuwaniem, a czuciem? – pyta mnie Piotr.
  • Pamiętasz rozmowę o lodach? Kiedy jesz lody, to czujesz ich smak. Homiel może odczuć tylko poprzez ciebie.

Odczuwać; rozumieć, odbierać, doświadczać, poznawać.

  • Na mszy rano miałem ciekawą wizję…
  • To się działo podczas ukrzyżowania… Byłem wściekły, nie mogłem sobie znaleźć miejsca, przeboleć, że ukrzyżowali Jezusa, chciałem złapać tych, którzy to zrobili, chciałem ich rozwalić… Przechodziłem między wymiarami i szukałem. Narastał we mnie wielki gniew i wściekłość, gdy widziałem jak Go krzyżują. Wtedy usłyszałem Jezusa...
  • Uspokój się Mój przyjacielu.
  • Tak zostało zapisane na samym początku przed wszystkim.
  • Spożywaj codziennie chleb Mój.
  • ……
  • Wiedziałem, że nie mogę nic zrobić, usiadłem na trawie i zacząłem płakać. Miałem spuszczoną głowę, twarz zakryłem rękoma i płakałem. Czułem, że podchodzi do mnie diabeł, nawet nie podniosłem głowy, bo byłem tak wściekły… Napiąłem tylko mięśnie i to wystarczyło, że się spalił.

 


Dopisane 27. 09. 2017 r.

Człowieczy los; http://wawalove.pl/Czlowieczy-los-na-Targowku-a4718

„Mimo, że istnieje już od 2010 roku, warto o nim przypomnieć tym warszawiakom, którzy rzadko bywają w jego okolicy. Namalowany na budynku mieszczącym się pod adresem Radzymińska 150, mural CZŁOWIECZY LOS jest dziełem grup TWOŻYWO (Warszawa) i FARBFIEBER (Dusseldorf). Powstał w ramach światowego projektu „go west – go east” z okazji 20-lecia partnerstwa miast Warszawa – Dusseldorf. O pieniądze na projekt zadbały miasta Warszawa i Dusseldorf przy wsparciu Goethe-Institut w Warszawie oraz Urzędu Dzielnicy Targówek. Projekt zrealizowała Fundacja Open Art Projekt.

Sztuka intensywnie i w zagęszczonej formie odzwierciedla rozwój i osiągnięcia danego społeczeństwa oraz przekazuje na wiele sposobów, jego myśli, życzenia i pragnienia, jak również jego postawy religijne i światopoglądowe. Obcowanie ze sztuką danego kraju, pozwala na jego lepsze poznanie i zrozumienie. Proces ten wymaga zmiany własnego myślenia. Właśnie z uwagi na otwarty, publiczny charakter malarstwa ściennego jest ono szczególnie predestynowanym medium, aby inspirować i poruszać. Malarstwo ścienne wchodzi w relacje ze swoim otoczeniem i wpływa na nie, wprowadzając sztukę w codzienność” – czytamy na stronie Urzędu Dzielnicy Targówek.


Tak zostało zapisane na samym początku przed wszystkim – Jezus znał swoją przyszłość i swoją misję i zdawał sobie sprawę z wagi tej misji.


Dla Siebie – to nie będzie jedyne odwieczne ludzkości pytanie, które odważę się zadać Ojcu.

Świadectwo; A. Lenczewska
Świadectwo; A. Lenczewska

Przy Ojcu nic nie jest ciężkie, wszystko smakuje.

03. 02. 17 r.                                                                                                                               Warszawa.

Do choroby dołączyła migrena. Była tak silna, że miałam nieprzespaną całą noc. I może dzięki temu, że nie spałam usłyszałam wyraźnie stuknięcie do drzwi pokoju Piotra. Myślałam, że go to obudzi, ale widocznie musiał być zbyt zmęczony, gdyż nawet się nie poruszył. Rano wyglądałam jak zombi, co lekko przestraszyło Piotra. Pojechał do biura i zadzwonił godzinę później.

  • Gdzieś za 15 minut powinnaś czuć się lepiej.
  • Ok. zobaczymy… – powiedziałam z rezygnacją.

Mija niecałe pół godziny i… wszystko minęło. Po południu wróciwszy do domu jeszcze w progu zaczął mi opowiadać.

  • Wkurzyłem się na twoją głowę. Wziąłem ją sobie między ręce, to znaczy ją zwizualizowałem. Widziałem wszystkie twoje zwoje i coś czarnego na skroni. Od rąk wytworzył się stożek światła, od prawej i lewej ręki. Ostre końce tych dwóch stożków złączyły się w środku głowy, a potem dołączyło jeszcze wielkie światło z góry, też w kształcie stożka. Trzy stożki w twojej głowie tak rozświetliły ci głowę, że było tam tylko biało.

To zadziwiające, nie wiem już który to raz uzdrawia mnie z migreny i zawsze odbywa się to niejako w inny sposób. Nie wiem jak to wytłumaczyć, a i sam Piotr jest tym zaskoczony.


Wieczorem.

Jakiś czas temu zaczęłam korespondować z pewnym księdzem egzorcystą. Napisał mi dzisiaj coś smutnego.

  • Wieczorem dostałem słowo, że za mało się modlę o ochronę, a Zły atakuje szczególnie tych, którzy demaskują jego ciemne sprawki.
  • On potrzebuje pomocy – Piotr przyznał czytając te słowa.
  • Jak każdy. Wszystkie ręce na pokład – i pokazał łódź z wioślarzami trzymającymi wiosła.
  • Wielu jest wioślarzy…
  • A sternik jeden.

Piotr wymownie pokazał palcem ku górze i zrobił przy tym taką minę, jakby odkrył największą tajemnicę świata. Miałam skojarzenie, że Homiel mówi o łodzi z jego 12 apostołami.

Jezus i 12 apostołów

  • Sternik?
  • No wiesz przecież Kto!
  • Pokazałeś to tak taktownie, że nikt nie widział – Homiel zażartował. 
  • Ale Ty widziałeś!
  • Tak jak wszyscy inni – … czyli całe Niebo.
  • ……
  • Miałem dzisiaj rozmowę z Ojcem. Powiedział do mnie…
  • Posłałem cię między wilki, prowadź owce Moje.
  • ……. – zamyśliłam się, bo to wcale nie jest proste.
  • Przypomnę ci słowa Ojca… – mówię. 
  • Dzieci Moje niszczą się nawzajem
  • ……
  • Hmm… To prawda… Ojcze… daj mi zrobić porządek – poprosił Piotr  i zrobił to w taki sposób, że mnie zatkało.
  • Nie po to cię powołałem.
  • Zrobię porządek z gackami, Ojcze – nalegał. 
  • Więc rób, masz modlitwę.
  • …..

Powinnam się przyzwyczaić, że dane nam Go słyszeć, ale… to jest tak niesamowite… Brakuje nam ciągle słów…


04. 02. 17 r.                                                                                                                                     Warszawa.

Dzisiaj sobota i mimo, że ciągle byłam lekko osłabiona chciałam jechać do „naszego krzyża”. Zanim jednak to zrobiliśmy, zahaczyliśmy o bankomat.

  • Zobacz co robisz… zwrócił uwagę Homiel.
  • Do kościoła idziesz.

Oboje natychmiast zaczęliśmy się śmiać. Mówiąc zobacz co robisz powinien raczej powiedzieć uważaj co robisz… Wybierając się do katedry nigdy nie wiemy co nas spotka tym razem i czy „nauka o dawaniu” już się skończyła. Staramy się zawsze mieć przy sobie trochę grosza, ale nie za dużo, bo a nóż trzeba będzie oddać wszystko?  Dlatego Piotr w pierwszym momencie się zawahał, ale machnął ręką i poszedł do bankomatu. Ile wziął… nie wiem. Nieoczekiwane pytanie Homiela wprawiło mnie w doskonały humor i wyostrzoną czujność.

Przed kościołem zobaczyłam znajomą cygankę, która już z daleka zaczęła nam kiwać ręką z uśmiechem na twarzy. Po krótkiej wymianie zdań cyganka okazała się Rumunką i zdziwiłam się, że całkiem dobrze nauczyła się polskiego. Do tej pory myślałam, że to polska cyganka, a to Rumunka i czy coś z tego powodu się zmieniło? … Absolutnie nic. Złapałam swoją myśl w locie, że prawdopodobnie jeszcze dwa lata temu wiedząc, że to nie-Polka wchodziłabym do kościoła od tyłu, byle tylko jej nie spotkać. A teraz? A teraz wszystko jest inaczej i to się nazywa niebiańskie pranie mózgu! Myślę, że to jest wielka nauka i dla mnie.

Daliśmy jej trochę pieniędzy i spokojnie weszliśmy do środka, gdzie nie było już nikogo oprócz organisty, który musiał przygotowywać się do jakieś uroczystości, bo w kościele absolutnie nic się nie działo, a organy grały. Dzięki tej pięknej muzyce, dzięki zgaszonym lampom a świecącym świecom, panowała bardzo magiczna atmosfera. I wtedy właśnie Jezus…

  • Czas nauki się skończył
  • Przywdziejesz zbroję, pobierzesz oręż.
  • Nachodzi nieuchronne.

Czas nauki się skończył… A kiedy czas nauki się kończy zaczyna się czas… ??? – zaczęłam analizować już po wyjściu.

  • Zaczyna się nieuchronne… Kiedy się zacznie? Od jutra? – Piotr pyta Homiela.
  • Bardzo szybko, ale to nie Express Reporterów.
  • … Nie mam siły do Niego – Piotr się śmieje.

Wczoraj wieczorem oglądaliśmy program „Expres reporterów” poświęcony zagładzie Polaków w obozie w Działdowie. Widocznie musiał oglądać go z nami.


Pojechaliśmy na obiad. Oboje pewnie myśleliśmy o jednym, o tym kiedy nadejdzie nieuchronne…

  • Słyszę bicie zegara – Piotr zaczął rozglądać się wokoło szukając zegara.
  • To bije w twojej głowie, bo nic tu nie ma.
  • Chyba tak, bo zobaczyłem zegar i godzinę 12. Zegar rzeźbiony w złocie, biała tarcza i wskazówki równo ustawione na godzinę 12.
  • Dotknij.
  • Czego? – zdziwił się Piotr, ale wyciągnął rękę do przodu.
  • Kryształowej ściany. Trzymasz rękę na ścianie. To już wiesz gdzie jesteś.
  • To miesiąc?
  • ……
  • Spiszę ci wszystko dzisiaj co masz robić, gdyby się coś stało ze mną – Piotr bardzo poważnie już mocno przestraszony.
  • Homiel… a jest to potrzebne, by Piotr spisał? – spytałam, bo choć wiedziałam, że nic się z nim  nie stanie na wszelki wypadek chciałam się upewnić.
  • Piotr znowu ma pełne portki, chciałby świat już przemeblować.
  • …… – o mało nie dostałam czkawki ze śmiechu, bo trafił jak zawsze w samo sedno.
  • Pamiętasz, jak gacek wyciągnął do mnie rękę i chciał, żebym poszedł za nim? – Piotr raptem przypomniał jedno z najbardziej traumatycznych chwil w swoim życiu, czym szybko sprowadził mnie do równowagi.
Miałem sen, właściwie nie sen, to wizja, była tak realistyczna, że kiedy się zbudziłem, byłem zdziwiony, że leżę w łóżku. Jest duże pomieszczenie wyglądające jak muzeum, ma poziome gabloty, za jedną z gablot stoi facet ubrany jak mój tato i wyglądał jak mój tato, ale jego twarz była cała z wypryskami, pomarszczona, z wybroczynami na gębie, miał kręcone ciemne włosy średniej długości. Powiedział stojąc za gablotą;

- Chodź ze mną  i w jednym ułamku sekundy stanął przy mnie.
- Odczep się, czego ty chcesz ode mnie – powiedziałem.
- Jak to nie wiesz?
- Nie wiem.
- Przecież jesteś moim synem, zawsze byłem w tobieodparł.
- To nieprawda – zacząłem krzyczeć, ale ten nie słuchał. Zignorował to. Klęknął przede mną i wyciągnął do mnie dłoń.
- Podaj mi dłoń, będziemy razem rządzić.
-Nie, to niemożliwe, nigdy! krzyknąłem.

http://osaczenie.pl/wp/2016/03/09/poczatek-wojny/
  • Pamiętaj, że diabeł gardzi ludźmi.
  • Nie chcę o tym mówić.
  • Możesz o tym mówić, bo to twoje zwycięstwo.
  • Ale ja anemicznie walczyłem!
  • Ale wygrałeś.

Wygrał… bo niezależnie czy na jawie, czy w wizji ważne jest, jak się kończy.


Podczas obiadu kontrolowałam Piotra, by się nie przejadał. Sporo już schudł i w jego przypadku utrzymanie wagi było kluczowe dla dalszego stanu serca.

  • Przed zawałem zjadałem 20 dkg cukierków i od razu piłem kawę.
  • A mówiłem, że śmierć pakujesz w siebie i co się stało?
  • Ciele oknem wyleciało! – odpalił natychmiast Piotr już wkurzony ciągłymi Jego pouczeniami.
  • …… – czekałam na reakcję Homiela z wstrzymanym oddechem, bo tego chyba się nie spodziewał.
  • Sam byś wyleciał, gdyby nie Nasza siatka, ale powiem ci jedno powiedzenie…
  • Głupi to zawsze ma szczęście… Czym sobie zasłużyłeś na to?
  • ….. – nie wierzyłam własnym uszom, rozmawiają jak starzy kumple!
  • Ale będę miał teraz ciężko – Piotr westchnął.
  • Przy Ojcu nic nie jest ciężkie, wszystko smakuje.


Dopisane 24. 09. 2017 r.

Głupi to zawsze ma szczęście… Czym sobie zasłużyłeś na to? – Normalność, prostota, dowcip i nauka zarazem. Kiedyś myślałam, że słowo „głupi” nie istnieje w słowniku Nieba.

Łk 12,20 Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze! Umrzesz jeszcze tej nocy. Komu więc to wszystko zostawisz?”

Jezus;  Głupi ślepcy! Co jest ważniejsze: złoto czy świątynia, która złoto uświęca?

Kto zaś słucha Mnie, ale nie postępuje według tego, jest jak człowiek głupi, który swój dom zbudował bezpośrednio na piasku.


Jak każdy. Wszystkie ręce na pokład – z ostatnich rozmów wynika, że bardzo martwią się marną kondycją obecnego duchowieństwa. Nie są to obawy nowe, ponieważ Chrystus A. Lenczewskej mówi o tym bardzo wyraźnie.

Nie musi bywać, żeby wiedzieć. Bóg jest.

31. 01. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Piotr przyszedł z pracy przybity. Kobieta, za którą się modlił i która wyszła z białaczki (choć nie musi być to akurat dzięki Piotrowi, ponieważ wielu się za nią modliło + leczenie farmakologiczne)… ma nawrót choroby. Mało tego, białaczka uderzyła ze zdwojoną siłą. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/09/13/dlaczego-mam-ja-zostawic-nawet-jej-nie-znasz/

Do Piotra podeszła księgowa niemal z płaczem.

  • Panie Piotrze, tak utkwiły mi pana słowa Boga…
  • Dlaczego mam ją zostawić?
  •  że nie mogę o tym przestać myśleć. Teraz inaczej spojrzałam na śmierć.

Alicja jest jej bliską przyjaciółką i odkąd stan zdrowia się jej pogorszył nie może sobie znaleźć miejsca. Chodzi od ściany do ściany. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że słowa Ojca mogą tak na nią zadziałać. Teraz znalazła w sobie spokój i zrozumienie.


Odkąd Piotr opuścił sanatorium w Konstancinie wydzwaniają do niego byli współkuracjusze z prośbą o spotkanie. Piotr zbywa ich cierpliwie mówiąc, że a to jest chory, a to ma wyjazd i tak na przemian. Słysząc jednak słowa Maryi…

Nie wiedziałam, że jesteś tak skąpy zrozumieliśmy, że musi dawać z siebie więcej i przestać unikać ludzi.

Dlatego niedawno Piotr w końcu zgodził się na spotkanie z kilkoma osobami i dzisiaj umówili się na kawę. Nie wiedziałam, że przyjechali specjalnie dla niego aż z Radomia! Wydało mi się to bardzo… rozczulające.

  • Kiedy się spotkaliśmy byli mną przerażeni – opowiada Piotr już w domu.
  • Ponoć byłem biały jak kreda… Wiesz co powiedział jeden?
  • Nawet nie wiesz jak się cieszymy, tęsknimy do tych czasów, kiedy mogliśmy się w Konstancie spotkać i pogadać, razem chodzić do kościoła… Zawsze czekałem kiedy zejdziesz na śniadanie.
  • Poważnie? – pytam.
  • Czy to nie dziwne? I tak od słowa do słowa jeden z nich mówi, że ma problem…
  • Mój dobry znajomy ma tartak, w którym na czarno przez 3 lata zatrudniał młodego chłopaka. Chłopak miał wypadek przy pracy, maszyna obcięła mu nogę, a znajomy wyrzucił go z pracy, bo nie chciał płacić kary i mieć problemy z urzędami. Teraz ten chłopak stara się o rentę i prosi mnie, bym zaświadczył, że tam faktycznie pracował… I co ja mam teraz zrobić? Pomóc obcemu chłopakowi, czy świadczyć przeciwko koledze?
  • ……! – już wiedziałam, że to spotkanie nie było przypadkowe.
  • I co zrobiłeś?
  • Coś trzepnęło mnie w głowę lekko i zacząłem mówić jak nie ja…
  • Kiedyś ktoś mi powiedział, że w życiu trzeba być uczciwym i stanowczym. Bądź za prawdą. Wybierz dobrze i nie wahaj się, pomóż słabszemu.
  • ……
  • Wiedziałem, że muszę się z tobą spotkać. Tak zrobię…. odpowiedział.
  • Dla tamtego 100 tys. to tylko nowy samochód, a dla tego młodego to być albo nie być.
  • ……
  • Widzisz teraz, co znaczy być skąpy? Nie możesz być skąpy w ludzi. Widzisz teraz na czym polega prowadź owce moje, które tak często słyszysz? – byłam pod wrażeniem, bo jak na tacy można było to zobaczyć jak słowa Homiela przeobrażają się w rzeczywistość. 
  • Taaak… – Piotr kiwa ze zrozumieniem.
  • Nie chodzi o pieniądze, ale o ciebie Homiel potwierdził.
  • Ktoś nas jeszcze słucha! – Piotr odkrył, że nie tylko Homiel tu jest.
  • Słyszymy waszą naradę.
  • O rany…

Naradę przerwał telefon.

  • Przyjacielu! Chcę ci podziękować, że znalazłeś dla nas czas.

Nie chodzi o pieniądze, ale o ciebie… – naprawdę nie wiem, dla kogo to spotkanie było ważniejsze. Łańcuch zdarzeń; zawał – Konstancin – spotkanie – dokonanie wyboru = koronka. To spotkanie bardzo wiele nauczyło Piotra. Nie może ze swoją wiedzą i darem wiecznie chować się po kątach. 


02. 02. 17 r.                                                                                                                                       Warszawa.

Piotr wyzdrowiał, a ja się rozchorowałam. Miałam w zamrażarce kawałek mielonego mięsa z kurczaka. Myślę… zrobię sobie rosół z klopsikami! Szukam tego mięsa i szukam i nie ma!… A przecież było! Dzwonię do Piotra wkurzona…

  • Spytaj się Homiela gdzie mięso?!

Milczy… Pamiętałam o „efekcie pióra”, więc moje podejrzenia co do Homiela albo tym razem do mojego Grubaska były uzasadnione. Szukam znowu i szukam i nic… Gdy Piotr wrócił do domu pierwsze co powiedziałam…

  • Homiel oddaj mi mięso! – … nie oddał.

Zrezygnowana zrobiłam sobie rosół bez mięsa myśląc, że może mi się przewidziało, może zapomniałam, że już go zużyłam…? 

Wieczorem siedzieliśmy sobie na kanapie i rozmawialiśmy jak zwykle wieczorem. Sprawa mięsa nie dawała mi jednak spokoju.

  • Angel gwizdnął mi mięso? – sama nie wierzyłam co mówię, bo to było tak… absurdalne. 
  • Mówi…
  • Wpierw dziadostwo kupujesz, a potem się nie dziw, że nie ma.
  • ???!!!
  • Aha! Wiedziałam – uradowała mnie Jego odpowiedź, bo już myślałam, że mam omamy.
  • Nie pierwsze i nie ostatnie, nie takie rzeczy tu ginęły.

Dlaczego to zrobił? Musiało być zepsute, że posunęli się do takiej sztuczki.


W TV sporo mówi się o D. Trumpie. Pokazano na przykład jak przygotowuje się do pracy.

Piotr nie mógł uwierzyć co widzi.

  • To robi moja modlitwa? Tak wygląda przywróć ustalony porządek? – jego modlitwa i wielu innych jemu podobnych ludzi. 
  • Abraham mówił, że będzie ciężko ci uwierzyć.
  • Żeeee co?  – oboje wybałuszyliśmy oczy i aż się wyprostowaliśmy z wrażenia.
  • No… tak właśnie usłyszałem – Piotr się zawahał.
  • Homiel powiedział… Abraham mówił, że będzie ciężko ci uwierzyć.
  • Abraham powiedział Homielowi, że będzie ci ciężko uwierzyć?!!!! – powtórzyłam, bo nie byłam pewna, czy dobrze zrozumiałam.
  • …… – Piotr kiwa głową i bezradnie rozkłada ręce.
  • Ale jak to… jak to usłyszałeś?! – ciągle nie rozumiałam co się dzieje.
  • No nie wiem… Usłyszałem ich rozmowę chyba…
  • Przestań się dziwić, ale myśl o konsekwencjach.
  • A co ja mam do Abrahama?
  • Więcej niż myślisz.
  • Abraham siedzi u Was? – Piotr już zaczyna żartować.
  • ……
  • A macie jakieś meble? 
  • Ale nie twoje.
  • Dlaczego nie?
  • Preferujemy lepszą jakość.

Oboje ryknęliśmy śmiechem, bo od początku ta rozmowa była lekko szalona. (p. s. Piotr również na zamówienie dostarcza do firm meble).

  • A o czym rozmawiacie?
  • Nie mogę powiedzieć.
  • Bóg bywa na Waszych naradach?
  • Nie musi bywać, żeby wiedzieć. Bóg jest.
  • Abraham zachowuje swoje ziemskie imię w Niebie? – już myślałam jak komputer.
  • Zgłupiałaś? Oczywiście! – ofuknął mnie Piotr, a ja wcale nie byłam taka tego pewna.
  • To nie jest pytanie głupie. Nie wiedziałbyś o Kim mówię.


Dopisane 22. 09. 2017 r.

Dopiszę historię znikającego mięsa – pojawiało się późnym wieczorem. Rozmroziłam go następnego dnia i musiałam w całości wyrzucić do śmieci. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z sytuacją, że kupione i od razu zamrożone mięso, a potem odmrożone stało się dosłownie śmierdzącą breją. Wielu ludzi ma doświadczenia ze znikającymi przedmiotami i trzeba wtedy zrozumieć, że takie działanie ma swój cel. Lepiej nie pytać jak to się dzieje, ale dlaczego to się dzieje.


Nie wiedziałbyś o Kim mówię – to rzeczywiście była lekko szalona rozmowa, która jednocześnie odkrywa pewną tajemnicę Ich świata. Z naszych rozmów wynika, że Niebo wysyła na ziemię od czasu swoich ludzi, swoich posłańców, którzy mają tutaj spełnić jakąś konkretną rolę, zadanie. Na przykład znamienne są słowa Jezusa do Faustyny;

Wiedz o tym, że dlatego, że nie jesteś z tego świata, świat cię ma w nienawiści.

Także u Alicji Lenczewskiej pada ciekawe zdanie; Powołałem cię, zanim przyszłaś na świat.

Niedawno nakazano mi, bym przestudiowała „Dziennik” Anieli Salawy. Słyszałam jej nazwisko wcześniej, ale nie wiedziałam, że cokolwiek pisała. W jej „Dzienniku” zwróciłam uwagę na te słowa;

Posłańcy będąc tutaj oczywiście przybierają ziemskie imiona. Będąc Tam mają swoje imiona i dlatego Homiel powiedział, że moje pytanie wcale nie jest głupie. Zastanawiam się jednak, dlaczego Homielowi zależało, byśmy wiedzieli o Kim mówi? I jaki związek jest między Abrahamem a Piotrem? Oczywiście pytam…

  • A może to rodzina?
  • …… – zaczynam żałować, że zapytałam, bo tajemnica się zagęszcza, a nie rozjaśnia. 

Nie musi bywać, żeby wiedzieć. Bóg jest – człowiek nie jest w stanie tego zrozumieć.

Tak jak Mnie nosisz, tak Mnie masz.

27. 01. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Piotr się rozchorował i w duszy dziękowałam Bogu, że tak to zorganizował. Siedzi w domu i zrzędzi na całego leżąc na kanapie i wpatrując się w TV. Oglądaliśmy jakiś program, w którym chłopak w wieku 11-12 lat darł się na swojego rodzica, dodatkowo rzucał krzesłami i talerzami. Widzę, że Piotrowi żyły wychodzą na czole…

  • Ja bym dał takiemu w dupę, a komputer zakopał w ziemi – nie wytrzymał.
  • A co Homiel na to? – pytam ze śmiechem.
  • Anielskie wychowaniei też się śmieje.
  • A co Ty tam wiesz! – żachnął się.
  • …… – śmiałam się już na całego.

Piotr dalej trzyma w ręku pilota i na każdym kanale jest średnio 5 minut, co zaczyna doprowadzać mnie do szału. Ponad setka kanałów co 5 minut.  W końcu zatrzymał się na filmie „Iluzjonista” i o dziwo doczekał aż do końcahttps://www.youtube.com/watch?v=ekLY7N_kbfw

  • Widzisz? – mówi do mnie – Zawsze trzeba wierzyć faktom.
  • A ty wierzysz tylko faktom? Gdybyś wierzył tylko faktom, jakbyś wierzył w Nas?

Hmm… To prawda. Jestem ciekawa, czy ktokolwiek czytający ten dziennik uwierzy naprawdę? Nie ma twardych dowodów na istnienie Nieba, nie ma twardych dowodów na istnienie Boga poza relacjami i doświadczeniami wielu ludzi. A jednak… mam zdjęcia, man świadków, mam konkretne doświadczenia… Czy to wystarczy? Nawet Piotrowi zdarza się zwątpić twierdząc, że to zbyt nieprawdopodobne, by działo się naprawdę… a dzieje się! I to niemal codziennie!!! 


Zostawiłam Piotra z jego pilotem, a sama zanurkowałam do internetu. W pewnej chwili Homiel przywołał mnie do porządku, bym nie traciła więcej energii.

  • Rozważaj, szykujecie się na zmiany, one ruszą gwałtownie.
  • Potrafisz przestraszyć! – Piotr.

Już pierwsza fala wprowadziła w nasze życie wiele zmian, a co dopiero będzie po drugiej? Na przykład już nie spotykamy się codziennie na naszej porannej „randce”, nad czym ubolewam szczególnie. To duża dla nas zmiana. 

  • Jakoś nie płaczesz za kawą i niesmaczna jest… a ciągle słyszysz.
  • Homiel, jesteś najlepszym naszym przyjacielem. 
  • Skończcie swoje sprawy i do Domu, prawdziwego Domu. Niemurowanego.
  • ……?
  • A jakiego?
  • Postawionego.
  • ……?
  • Zgra się NIP i serce?
  • Zgra.
  • Ale jak połączyć z tymi falami? – Piotr słusznie pyta, bo i ja tego nie widzę.
  • pokazał mi warkocz, czyli będzie się przeplatać jedne z drugim.

W TV mignął mi film dokumentalny. Mignął, bo przecież zdołałam obejrzeć jedynie 5 pierwszych minut! Pokazano historię seryjnego mordercy skazanego później na śmierć. Ale wykorzystałam te parę minut, by zadać pytanie…

  • Czy kara śmierci jest słuszna?
  • Błąd w sztuce. Niebo to jest miłosierdzie. Nie zabijaj, nie zabijaj… przykazanie boskie.
  • A świnie…?

Wczoraj wracając do Warszawy i mijając jakieś zakłady mięsne zauważyłam ciężarówkę do przewozu zwierząt stojącą pod bramą wjazdową zakładu. Mężczyzna popędzał kilka świń prawdopodobnie do ubojni. Musiał je popychać rękoma, bo nie chciały tam wejść. Krótko obserwowałam tę scenę, ale wystarczająco, by coś chwyciło mnie za gardło.

  • Zwierzęta zostały dane człowiekowi.
  • Ale szły na rzeź!?
  • Czyż ryba wyłowiona nie idzie na rzeź?
  • Buddyzm wyżej ceni życie zwierzęcia.
  • Daj spokój, Piotr ci później wyjaśni.
  • Wyjaśni? Będzie miał taką wiedzę?
  • …… – nie odpowiedział.

Piotr znowu przełączył na inny kanał. Pokazano flesz z pokazów mody we Francji. Piotr parzy i patrzy… i się krzywi.

  • Za darmo bym tego nie chciał.
  • Toteż za darmo nikt ci nie daje.
  • …… – oboje się roześmialiśmy natychmiast. Ceny ubrań kosmiczne…

Na innym kanale pokazano listę morderców z Auschwitz, która została udostępniona w internecie.

  • Ciekawe, czy tam jestem… – Piotr powiedział cicho, co mnie zelektryzowało. Zapomniałam już, że w historii swoich żywotów ma też i taki „epizod”.
  • Tam cię na szczęście nie ma, ale gdzie indziej nie masz takiego szczęścia.
  • Czyli gdzie?
  • Lepiej nie pytaj, już ci wybaczono.

Zbliżała się 15.00. Piotr wyszedł do swojego pokoju się pomodlić. Pół godziny później…

  • Gdy mówiłem przywróć ustalony porządek… zobaczyłem jakby alternatywną przyszłość. Gdyby wygrała Clinton, wzrosłaby znacznie liczba mordowanych, nienarodzonych dzieci na całym świecie.
  • …… – nie wątpię, by tak się stało.
  • O to się modlisz przecież… Przywróć odwiecznie ustalony porządek.
  • ……
  • Ojcze… czy ta jedna modlitwa może narobić tyle szumu?
  • Modlitwa wydaje się mała, a czyni wielką sprawę.
  • Żyj obecną chwilą, nie pytaj więcej co będzie.
  • Uwierz, że obdarzyłem cię wielką siłą.

30. 01. 17 r.                                                                                                                                        Warszawa.

Piotr wstał niewyspany, został zbudzony o 5 rano pukaniem do drzwi pokoju. Ktoś mocno i stanowczo zrobił to 3 razy, a ponieważ przeżyłam to na własnej skórze kiedyś, doskonale wiem jakie to nieprzyjemne uczucie.

  • Miałem wizję rano… Leżałem w szpitalu, nad głową miałem niebieskie światło, ale w środku tego światła było białe, to znaczy światło było białe, ale z niego odchodziły niebieskie promienie. Były tak mocne, ze przechodziły przez ściany w szpitalu, wywołało to popłoch wśród ludzi. Wokół tego niebieskiego utworzył się wianuszek innych kolorowych światełek, wyglądało to jak choinka. I ten wianuszek zszedł na wysokość mojego gardła i wbiło się w moje gardło. Wszystko to trwało około 15 minut. Niebieskie światełko weszło mi potem w czoło.
  • Może ktoś cię uzdrawia w ten sposób? – zamyśliłam się.

Piotr już co prawda nie jest chory, ale dzisiaj wyjątkowo słabo się czuje. Położył się na kanapie i zawinął w koc. Obserwowałam go przez chwilę nie wiedząc co robić. W pewnym momencie przesunął się w bok, jakby chciał ustąpić komuś miejsca.

  • Jezus usiadł koło mnie – chciał mi wyjaśnić.
  • Jak to?
  • Zobaczyłem jego zarys postaci. Usiadł i przyłożył swoją rękę do mojego serca.
  • ……
  • Pomagasz Mi codziennie, jestem odpowiedzialny za ludzi.
  • Kiedy będziesz chciał, zawsze będę przy tobie.
  • Tak jak Mnie nosisz, tak Mnie masz.

Tak jak Mnie nosisz… koszulka! Piotr cały niemal czas ma ją na sobie, nawet będąc w garniturze.

Jezus na koszulce

Dopisane 20. 09. 2017 r.

Skończcie swoje sprawy i do Domu, prawdziwego Domu. Niemurowanego. Postawionego – idealny przykład do interpretacji zawiłości słów Nieba. Pytając dzisiaj co Homiel miał na myśli mówiąc postawionego, pokazał dom z kolumnami, który spada z góry i mocno usadawia się na ziemi.

Murowany jest budowany od podstaw, postawiony to gotowy dany z Nieba. W Niebie się nie buduje, w Niebie są gotowe.

  • Jaka postać, taki dom… nie dziwi nic – Homiel śpiewa pod nosem

Lepiej nie pytaj, już ci wybaczono – wielka tajemnica ludzkiego żywota. Można upaść totalnie i można być wywyższonym. Taka jest miłość i miłosierdzie Ojca.


Gdybyś wierzył tylko faktom, jakbyś wierzył w Nas? – Homiel lub nie Homiel poruszył istotę rzeczy. Czym byłaby nasza wiara, gdybyśmy żądali ciągle dowodów? W ubiegłym roku na rynku pojawiła się arcyciekawa książka; John Thavis, Tajemnice watykańskich proroctw. 

Książka amerykańskiego byłego pracownika administracji watykańskiej jest dla tych, którzy chcą dowiedzieć się co nieco na temat stosunku Kościoła katolickiego do zjawisk nadprzyrodzonych, musi do tej książki zajrzeć. Ta, napisana ze swadą i znawstwem tematu, pozycja stanowi cenny rezerwuar wiedzy, z którego wynika, że Watykan nie jest wcale tak ufny w stosunku do wszelkich cudowności. Wręcz przeciwnie, odnosi się wrażenie, że spora część urzędników rzymskich to twardo stąpający po ziemi racjonaliści, których sprawy nadprzyrodzone wprawiają w zażenowanie. Trudno jednak orzec, co jest tego powodem: niewiara skrywana pod biskupimi insygniami czy połączona z wiarą nieufność. „Tajemnice watykańskich proroctw” starają się więc balansować pomiędzy zdrowym sceptycyzmem a naturalnym dla prostej wiary przeświadczeniem o prawdziwości cudów i wizji. https://wpolityce.pl/kultura/287331-tajemnice-watykanskich-proroctw-cuda-w-cieniu-rozumu-recenzja

Niedawno zrozumiałam, że największym oponentem tego, co opisuję będzie właśnie Kościół. Pocieszono mnie. 

  • Nie piszesz dla Kościoła. Piszesz dla ludzi.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Mówisz Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… to staram się.

25. 01. 17 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Jedziemy dzisiaj do Bielska autem. Rano przed wyjazdem Piotr miał wizję. To czwarta wizja związana z pociągiem, a pociąg to symbol naszej drogi, naszego życia. Słuchałam więc uważnie.

  • Jechałem długim pociągiem, było mnóstwo ludzi, ale ja siedziałem w przedziale sam, przedział był staromodny, to znaczy miał drewniane ławki. Mijając jakąś stację, której nazwy nie zapamiętałem, mój przedział stał się pokojem, zwykłym pokojem w mieszkaniu. Ja ciągle siedziałem, ale tym razem na krześle. Weszła do pokoju kobieta, tak około 28 lat, miała bardzo szlachetną twarz, była w sukni, długiej szaro-białej szacie. Ja siedziałem na tym krześle, a ona obwijała moją głowę białym bandażem. Najpierw maścią mnie nasmarowała, a potem dokładnie zabandażowała. Kilkukrotnie w taki sposób, że została mi wolna część twarzy. Na koniec wyglądałem jakbym miał na głowie hełm.

  • Potem nachyliła się nade mną i spojrzała prosto w moje oczy. Zwróciłem uwagę, że miała niesamowite oczy, niebieskie, lazurowe wręcz, okrągłe i wielkie.
  • Nie wiedziałam, że jesteś tak skąpy.
  • Ja?! Przecież płacę wszystkim!
  • ……
  • Kim ty jesteś? – spytałem, bo byłem pod wrażeniem Jej oczu.
  • Później się dowiesz.
  • ……
  • Ciekawe… – pomyślałam.
  • Ja skąpy!? Skąpy!? Od razu zacząłem myśleć komu kasę zalegam – opowiada mi teraz z przejęciem.

Kiedy Piotr tak to przeżywał zaczęłam się zastanawiać nad lazurowymi oczami tej kobiety. Tylko jedna kobieta ma takie oczy, ale… nie byłam pewna.

  • Ja przecież tyle daję – ciągle był zdziwiony, ale już spokojniejszy.
  • Skąpym można być nie tylko w pieniądzach – zaczynam mu tłumaczyć. Piotr zapomina, że to wizja i to co słyszy może mieć wiele znaczeń i symboli.
  • Można być skąpym w uczucia na przykład – zaczynam analizować.
  • Spytaj się Homiela co znaczy skąpy.
  • Skąpy w ludzi.
  • …… – spojrzeliśmy się na siebie, bo strzelił w dziesiątkę.
  • Unikasz ludzi jak możesz – zaczynam się śmiać.
  • A bandażowanie? – wolę już spytać niż samej analizować.
  • ……
  • Dziwne… pokazał mi teraz pięściarza, który szykuje się do walki, bandażuje ręce.
  • Hmm… A o tym nie pomyślałam – bandażowanie skojarzyło mi się z odniesionymi ranami, a nie szykowaniem do walki.
  • Dlaczego głowę?
  • A gdzie się bije, by zadać cios?
  • Ale dlaczego?
  • Przybywają posiłki nadchodzi atak diabłów.
  • To ma związek z operacją?
  • Piotr jest celem. Twój „przywróć ustalony porządek” zaczyna niszczyć ich plan.
  • Odrzuciłeś wszystko, co ci dawali. Chcesz mieć schody. Co się dzieje z tymi, którzy odrzucają wszystko?
  • Wow… – znowu spojrzeliśmy na siebie z niepokojem tym razem.

Ci, co odrzucają wszystko mają „pod górkę”, czyli schody. Albo? Tym, którzy odrzucili diabła szykują schody do Nieba.

  • Nieważne kim się jest, ale co robisz – Piotr na to.
  • Cóż za skromność.
  • Widzisz jak walczą o twoje życie? Hełm ci dają! – mówię.
  • Eee wątpię…
  • A w co ty nie wątpisz?
  • Jak mają cię zaatakować to ten hełm z bandaży wystarczy?
  • Gdybyś wiedział kto to robił…
  • A kto?
  • Możesz dowiedzieć się i teraz jeśli chcesz… Ta, do której się tak modlisz.
  • Maryja! – odkrywczo krzyknęłam, bo tylko Ona ma takie piękne oczy.
  • Wiesz co usłyszałam?…
  • Nie wahaj się uciąć głowę….
  • i zobaczyłem węża zielono – czarnego, który pełzał po trawie.
  • Skąpy… za mało dajesz ludziom siebie.

Maryja niszczy Szatana


26. 01. 17 r.                                                                                                                                              Bielsko -Biała.

Ulokowaliśmy się w tym samym hotelu co ostatnio. Wczoraj, jeszcze podczas jazdy Piotr zaczął kichać i kaszleć. W nocy dostał nagłej gorączki i całą noc mamy nie przespaną. W takim stanie nie widzę tego zabiegu. Podczas koronografii każde kaszlnięcie to wielkie ryzyko przerwania, uszkodzenia żyły i będzie… po wszystkim. Byliśmy umówieni na 8.00 i nie byłam przekonana, żeby to zrobić, tym bardziej, że sam Cisowski, jak się okazało, jest na urlopie. Byłam wykończona i wszystkim sfrustrowana, jechaliśmy taki kawał drogi, a tu nagła choroba. Pytam się Homiela,

  • Czy tak miało być?
  • Pokazałem precyzyjnie.
  • Gdzie? – zaczęłam szukać w myślach.

Weszliśmy do izby przyjęć równo o 8.00 i powiedzieliśmy o naszych wahaniach związanych ze stanem zdrowia Piotra. Bardzo miła kobieta, która nas obsługiwała wysłuchała nas uważnie i poszła do lekarza po konsultację. Gdy wróciła…

  • Nie powinno być problemów, ale wie pan… nikogo fachowego nie ma, a to młody lekarz…

Czerwona lampka zapaliła nam się w głowach, spojrzeliśmy na siebie i już wiedzieliśmy, że rezygnujemy. Szpital nie podpisał jeszcze finansowania z NFZ i nikogo ze specjalistów nie było. Nie chcąc ryzykować umówiliśmy się na 7 lutego. Wróciliśmy do hotelu, spakowaliśmy się i ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.

  • Widziałeś motylki? – pyta Homiel w aucie.
  • Nie.
  • W szpitalu ich nie było czyli nie było odpowiedniego lekarza dla Piotra.

Homiel wyglądał na zadowolonego, że zrezygnowaliśmy. Szkoda jedynie, że nie powiedział o tym wcześniej, gdy ruszaliśmy do Bielska. Ale rozumiem, że to też nauka i kolejny sprawdzian zaufania do Nieba. Człowiek ciągle się uczy.

  • Homiel, przyjechaliśmy na darmo?
  • Nie podoba ci się wycieczka?
  • Wycieczka droga.
  • Nie żałuj.
  • A mi przechodzi wszystko – Piotr znacznie lepiej się poczuł.
  • Bo choroba niepotrzebna, wszystkim kamień spadł…
  • Słysząc, że jest młody od razu wiedziałam, że nie będziemy robić.
  • A gdybyśmy się zdecydowali? – Piotr przekornie.
  • Przed… igła by mu się złamała.
  • …… – zdumiewające, jak bardzo kontrolują nasze życie.
  • To co? Jedziemy do Częstochowy? – rzuciłam pomysł.
  • Już czekają na was.
  • To niesamowite… – Piotr ciągle dalej myśli o szpitalu.
  • Kowalewski zaczął, Cisowski skończy.
  • Ale jak skończy? Przeżyję?
  • Tak, abyś mógł zakończyć misję.
  • Jaka jest jego misja? – pytam.
  • Dusia – Homiel robi minę jakby się zastanawiał… 
  • Co to za imię… Dusi, Dusia… Co to za misja pyta Dusia? – Homiel ze mnie lekko się naigrawa…
  • No powiedz Homiel – śmieję się.
  • Sam chciałbym to wiedzieć.

Dojechaliśmy do Częstochowy, do klasztoru oczywiście. Piękna pogoda i mało ludzi, było bardzo przyjemnie. Weszliśmy do kościoła, Piotr uklęknął pod głównym ołtarzem, a ja obok niego. Słyszę jego słowa…

  • Ojcze, oddaję Ci serce moje.
  • A Ja je przyjmuję, wygładzę i ci je oddam.

Wyciągnęłam szybko notes i zapisałam każde słowo.

  • Zobaczyłem jak Jezus oddycha. Zaczął oddychać w tym samym rytmie co ja.
  • Oddychamy razem, idziemy razem.

Wracając…

  • Oni naprawdę nie chcą, żebym teraz umierał.
  • Na razie wracamy z wycieczki.
  • Powiedz coś jeszcze?
  • Nie mówię tak sobie, a na pytania Dusi nie odpowiem, bo Dusia chciałaby encyklopedii.
  • A jakich moich pytanie nie lubisz? – pytam ze śmiechem.
  • Wszystkie lubię, ale nie na wszystkie mogę odpowiedzieć.
  • ……
  • Pamiętasz, jak Ojciec powiedział, że wpadniesz do Nich na kawę?- przypomniałam sobie. 
  • Na kawę z ciastem. Tak Stwórca to stworzył i nie ma zamiaru zmieniać.
  • .. – ale co to ma znaczyć? Dosłownie? Przecież to… niemożliwe… 

Piotr znowu zaczął prychać i kichać…

  • To najlepsze co mogło mu się wydarzyć. Pomyślałem o wszystkim.
  • Pomyślałeś? – spytałam, bo nie byłam pewna kto teraz mówi.
  • Pomyślałem, przecież mówisz Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… to staram się.

to staram się … Myślałam, że nie podniosę swojej szczęki z podłogi, tak mi opadła z wrażenia. To było cudownie wzruszające…

I jeszcze coś… Nikt o tym nie wiedział… W modlitwie;

Boże Ojcze Wszechmogący, Wszechmądry i Wszechpotężny, Stwórco Nieba i Ziemi, Ty, Który w cudowny i nieomylny sposób władasz całym Wszechświatem spraw, aby każdy człowiek wypełniał Twoją Najświętszą Wolę i według niej żył…

…dosyć często Wszechmogący zmieniam na Wszechobecny zdając sobie sprawę dzięki naszym rozmowom i doświadczeniom, że Bóg Ojciec jest ciągle przy nas i jednocześnie wszędzie. Wszystko widzi, wszystko słyszy, wszystko czuje. I teraz dał mi odpowiedź mówiąc Wszechobecny, że rzeczywiście… JEST.

Bóg Wszechobecny, Wszechmogący, Wszechpotężny, Wszechmądry
Bóg Wszechobecny, Wszechmogący, Wszechpotężny, Wszechmądry

Dopisane 19. 09. 2107 r.

Nie wiedziałam, że jesteś tak skąpy – słowo skąpy w ustach Maryi wydawały mi się dość dziwne wtedy. Przestały być dziwne, gdy przeczytałam te słowa;

Łk 6,38 Hojnie dawajcie, a dużo otrzymacie. Dar wasz powróci do was nie uszczuplony i obfity. Jak wy odmierzacie, skąpo albo hojnie, tak odmierzą i wam.

2 Kor 9,6 Bo kto skąpo sieje, skąpo zbiera. A kto hojnie sieje, hojnie też będzie zbierał.

A. Lenczewska; Słowo Pouczenia
A. Lenczewska; Słowo Pouczenia

Przeciwieństwem skąpstwa jest hojność. Tacy ludzie jak Piotr muszą być hojni.


Nie wahaj się uciąć głowę…. – Maryja jest równie stanowcza jak całe Niebo.

Innym razem szatan wyznaje: Maryja jest tą, która wprowadza ogromne zamieszanie w moich planach. Jest niszczycielką mojego królestwa. Nie pozwala odnieść mi zwycięstwa i już przygotowuje mi klęskę? Ciągle plącze mi się pod nogami, wciąż przeszkadzając mi, przecinając mi drogę, podpuszczając swoich fanatyków do odbierania mi dusz. Tam, gdzie sięgają moje głośne podboje, Ona w rozprzestrzeniającej się ciszy mnoży swoje zwycięstwa. http://adonai.pl/rozwazania/?id=38


Pomyślałem, przecież mówisz Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… to staram się.

Taki jest Bóg Ojciec. Wszechmogący, Wszechobecny, Wszechpotężny, Wszechmądry… i  kochający, miłosierny i dowcipny. Bóg, który mówi staram się, kiedy może wszystko… ? 

Będziemy szli razem, będziemy razem to robić, co będziemy robić…

22. 01. 17 r.                                                                                                                                   Szczecin.

Byliśmy w Szczecinie tylko weekend. Jestem naprawdę zmęczona ciągłymi wyjazdami, a w tym tygodniu czeka nas jeszcze przejażdżka na koronografię do Bielska – Białej.

  • No i wyjeżdżamy… Zaczyna się – Piotr wzdycha pakując walizkę.
  • Wyjeżdżamy razem.
  • Wy też? – pytam ze śmiechem.
  • Ja i Gruby. Nie opuszczamy cię, bo zabłądzisz.
  • Z tego wynika, że sam sobie nie dam rady? To jestem ciota, a nie facet – Piotr jak zwykle dosadnie.
  • To nie chcę być twoim aniołem, dla ciot są inne anioły!
  • ……  – wybuchłam śmiechem. Przenigdy nie spodziewałam się takich słów w ustach anioła.
  • Jakie? – Piotr ironicznie.
  • Też cioty!
  • ……  – śmieliśmy się głośno jeszcze bardzo długo, ale miałam wrażenie, że Homiel był chyba zdegustowany wiecznym narzekaniem Piotra, bo jakoś milczał, a nie zrywał boki. 

Jadąc pociągiem stale się uśmiechałam pod nosem na samo wspomnienie tej rozmowy, ale Piotr był głęboko zamyślony. Nie przeszkadzałam, tylko czekałam, aż się „obudzi”.

  • Zobaczyłem siebie… z dawna… Chyba byłem kiedyś Żydem?!  – i robi wielkie oczy ze zdziwienia.
  • Miałem długie pejsy, długą brodę, szatę do kostek, szata złoto – żółta i miała kamienie ozdobne… – opowiada ciągle zdziwiony…
  • Hm… To ciekawe… trudno powiedzieć kto chodził tak ubrany – … ale można spróbować to sprawdzić. 
  • ……
  • Pamiętasz?… Homiel niedawno zapowiedział, że dużo lepszy nauczyciel nadchodzi? – pytam Piotra.
  • Już jest.
  • …… ???
  • No to na co czeka?
  • Klasę szykuje.
  • Ilu uczniów będzie?
  • Jeden.
  • Czego mam się uczyć? – pyta Piotr.
  • Niczego, masz sobie przypomnieć.
  • Czy Żyd w pejsach to początek przypominania? – … pomyślałam.
  • Homiel kazał ci przekazać, że…
  • Im bardziej chory jest człowiek, tym mocniejsza jest jego modlitwa. Daje z siebie więcej.
  • …… – dlaczego mi to mówi?

! Akurat pisałam na blogu czy modlenie się na leżąco, czy na klęczkach sprawia różnicę. Nie pytając dodał istotną informację. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/01/21/nie-czyn-nam-krzywdy-slowami-mozna-krzywdzic/


23. 01. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Piotr rano szykował się do pracy, stanął przed lustrem, popatrzył na siebie uważnie…

  • Ale mam mało włosów.
  • Nie przesadzaj, w ogóle ich nie masz.
  • Ale jesteś…
  • Ja też chciałbym mieć turbo skrzydła, a nie mam.
  • ……  – … to będzie dobry dzień.

Wieczorem.

We wtorek jedziemy na koronografię. Wszyscy dookoła nam tego odradzają, bo… ludzie umierają panie Piotrze. On ciągle się waha, ale ja bezgranicznie wierzę… w motylki.  Bardziej wierzę Ojcu niż lekarzowi, który nas ciągle ostrzega. Piotr siedzi na kanapie i myśli i myśli…

  • No i co? Będzie ten zabieg…? Będziesz przy tym Ojcze?
  • ……
  • No właśnie się zastanawiam, czy mam cię operować.
  • ……
  • A masz takie umiejętności?
  • …… – zbaraniałam totalnie. Czekałam tylko kiedy grom z jasnego nieba w nas uderzy.
  • Usłyszałem gromki śmiech.
  • …… – nie mogłam uwierzyć w „bezczelność” i bezpośredniość Piotra. 
  • Zawsze jak pytasz Ojca otrzymujesz odpowiedź?
  • Nie. Najpierw czuję nad głową jakby otwarcie energii, dotknięcie – … ktoś by mógł powiedzieć, że otwiera się kanał.
  • Przestań się obawiać, gdyby chcieli cię zabrać już by to zrobili. Sam Ojciec będzie cię operować… Nie widzisz tego?
  • Za dużo pracy kosztowało szkolenie, by tak szybko cię delegować.

Piotr przyznał mi rację i poszedł się pomodlić.

  • Będziemy szli razem, będziemy razem to robić, co będziemy robić…
  • …. usłyszałem podczas modlitwypowiedział pół godziny później.

  1. 01. 17 r. Warszawa.

Przygotowywałam nowy tekst na blog i pisałam o wizji ze sztucznymi zębami.

Wchodzę do pokoju i widzę stojącego mężczyznę w sile wieku z białą głową, bez brody. Czuję, że z mojej buzi wypadają mi 3 przednie, sztuczne zęby. Wyjąłem je, były pełne błota. Błoto także wylewało mi się z ust. Nagle pojawiło się lustro, a w lustrze zobaczyłem, że na miejscu tych sztucznych zębów mam piękne, białe zęby. Daję temu mężczyźnie moje zęby, a on mi odpowiedział; Za 2 tygodnie dostaniesz nowe.

http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/01/25/niezwykla-wielkanoc/

Chciałam dopytać Homiela, czy moja interpretacja jest właściwa.

  • Pomagam właśnie pokazując – … wizje.
  • Rany… nie możesz mi pomóc?
  • Internet to taka wiedza… Chcesz rybki i wędkę… Masz drugiego Homiela w internecie. Sam przeglądam, jestem nowoczesnym aniołem – i zaczął się śmiać.
  • Po to masz… – i pokazał mój telefon – … byś zdjęcie zrobiła.
  • O kurcze… !!! – pomyślałam.

Należę do tych, którzy nie lubią zmian. Bardzo długo miałam Nokię Sirocco, z którą się nie rozstawałam. Dwa – trzy tygodnie po tym jak Piotr wcisnął mi na siłę Iphona, bo trzeba iść z duchem czasów zrobiłam zdjęcie Zielonego. Kilka miesięcy później zdjęcie Chrystusa… Mając Nokię nie byłoby to możliwe. Nawet gdybym zrobiła, z powodu braku funkcji powiększania ekranu, nie zwróciłabym na nie uwagi. Rzeczywiście… Niebo też idzie z duchem czasów i wykorzystuje współczesną technologię, a wszystko to na chwałę Ojca! 


Dopisane 17. 09. 2017 r.

Niebo też idzie z duchem czasów i wykorzystuje współczesną technologię – trudno sobie to wyobrazić, ale nakazano mi niedawno znowu zmienić telefon i czekać na kolejne zdjęcia. Czy rozwój technologiczny człowieka hamuje wiarę w Boga, czy wprost przeciwnie? 


Nie opuszczamy cię, bo zabłądzisz – najlepiej pozwolić się prowadzić.


Miałem długie pejsy, długą brodę, szatę do kostek, szata złoto – żółta i miała kamienie ozdobne… – to nie jest pierwsze wspomnienie z dawnej przeszłości. 

Hebrajczycy, także biblijni nosili tzw. szatę wierzchnią (hebr. talit, gr. himation), którą nazywano – płaszcz, opończa, szata – była prostokątną płachtą tkaniny. Mierzyła od 2 do 3 metrów. Przeważnie występowała w kolorze żółtym lub brązowym z wzorem w kratkę. Jej ozdobny krój i drogocenny materiał świadczył o zamożności właściciela. Ludzie ubodzy nosili szare płaszcze najczęściej wykonane z koziej sierści. http://www.orygenes.pl/lectorium/tlo-nowego-testamentu/ubior-i-ozdoby/

Szata miała kamienie ozdobne – Hebrajczycy, zarówno kobiety jak i mężczyźni nosili biżuterię ze szlachetnych kamieni, ale tutaj mowa o szacie z kamieniami szlachetnymi. Być może Piotr zobaczył tzw. Choszen – święty napierśnik noszony przez arcykapłanów izraelskich. Na zewnętrznej powierzchni choszenu umieszczonych było dwanaście kamieni szlachetnych, reprezentujących Dwanaście Plemion Izraela https://pl.wikipedia.org/wiki/Choszen

Arcykapłan
Arcykapłan

Nie chcę sugerować, że Piotr kiedyś był kapłanem lub piastował jakieś ważne stanowisko. Zwracam tylko uwagę, że jego widzenie może być prawdopodobne.


No właśnie się zastanawiam, czy mam cię operować – gdy Piotr spytał Ojca, czy zna się na medycynie… myślałam, że zwariował. Później okazało się jak bardzo rozradowało Ojca to pytanie. Nie tyle pytanie, co forma tego pytania. Bezpośredniość, troska, niedowierzanie.

Stwórca, który zdjął koronę i jest z wami.

21. 01. 17 r.                                                                                                                               Szczecin.

Siedzimy zmęczeni przed telewizorem i słuchamy ministra Ziobro, który narzeka na przewlekłość działania polskich sądów i ogłasza, że zamierza to zmienić.

  • To coś dla nas – Piotr kiwa głową z pełnym zrozumieniem.
  • Homiel, wszystko zostało powiedziane na temat NIP?
  • Ty mówisz, Ja pokazuję  … wizje.
  • A może sędzina po prostu nie pamięta naszej sprawy? – czekamy od października na wyznaczenie daty kolejnej rozprawy, a tu głucha cisza.
  • Będzie pamiętać. Na razie walczy z innymi złymi, ale kiedy przyjdzie twoja sprawa gejzer będzie potężny.
  • Nie wulkan? Gejzer? – pytam od razu.
  • Wulkan wszystko zabija, gejzer daje ciepło, a niektórych ugotuje.
  • Ufff… – precyzja Homiela ciągle mnie zadziwia.
  • Niezmienność twojego zdania w tym temacie musi być jednoznaczna.
  • Sędzina jest od Boga?
  • A masz jakieś wątpliwości?
  • …… – niech się zastanowię…
  • Ciekawe, czy będę na rozprawie z NIP…
  • Musisz być, twój prawnik musi mieć wsparcie.
  • Jak myślisz… będzie miało to na naszą sprawę wpływ? – spytał Piotr mając na myśli słowa Ziobro.
  • Taki jak pianie koguta na wirowanie księżyca.
  • ……  – tak nas zaskoczył, że w pierwszym odruchu oboje zaczęliśmy się zastanawiać, czy faktycznie jest jakiś związek. 
  • Jesteś niesamowity Homiel – ryłam ze śmiechu, bo jest dzisiaj wyjątkowo dowcipny.
  • Na komplementy jestem odporny.

Wczoraj oglądając inaugurację Donalda Trumpa na prezydenta poruszyło mnie jak często w przemowach odnoszono się do Boga. Nie oglądałam wcześniejszych inauguracji i nie wiem, czy taki to zwyczaj, czy tak silna wiara samego D. Trumpa. W każdym razie było to niezwykłe, gdy tak otwarcie, odważnie i świadomie wspominano Ojca.

  • Zobacz Ojcze… mówią o Tobie! Teraz to idzie na cały świat! – pomyślałam sobie w duchu i bardzo się wzruszyłam.

W głowie zobaczyłam przez krótką chwilę dużą głowę dojrzałego mężczyzny nad zgromadzeniem na Kapitolu, mężczyzna miał lekko schyloną głowę i uważnie przysłuchiwał się każdemu słowu. Był bardzo poważny.

  • Spytaj się Homiela, czy Ojciec był zadowolony? – poprosiłam teraz Piotra.
  • Intuicja cię nie zawodzi – … widocznie to, co przemknęło mi przez głowę było prawdziwe.
  • Ale czy był zadowolony?
  • Przecież o to się modlisz…

Nie modlę się o D. Trumpa, ale o przywrócenie ustalonego porządku. I kiedy widzę taki obraz, wielkich tego świata pochylających głowę podczas czytania ewangelii zrozumiałam, że to właśnie się dzieje.


Przypomniałam Piotrowi zdanie Homiela;

  • Gdybyś wiedział z Kim w aucie jeździsz, to byś z niego Kościół zrobił.

Piotr się uśmiechnął.

  • A pamiętasz jak powiedział… Czegoś nie rozumiem… Prosisz Mnie o zmianę pogody i nie chcesz, żebym się dowiedział? http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/03/31/kiedy-dajesz-pan-bog-jest-w-tobie/
  • Z tego wynika, że jeśli Bóg Ojciec ci to powiedział, to chciał byśmy się w końcu dowiedzieli, że to z Nim często rozmawiamy.
  • ……
  • Pozwolił.
  • Stwórca, który ma wielkie poczucie humoru i bawią go te sytuacje. Zdjął koronę i jest z wami.
  • Może od zawsze ze mną jest?
  • Od małego jest, wchodzi w ciało duchem i wychodzi.

Zamilkliśmy, bo czasami brakuje po prostu słów. I nie wiem już kogo słyszeliśmy teraz, czy Homiela, czy samego Ojca.


Piotr sobie przypomniał chwile sprzed kilku dni, kiedy to myślał, że odchodzi, bo tak słabo się czuł.

  • Miałem wrażenie, że mego ciała już nie ma, pracował już tylko mózg.
  • Dlaczego mi nie powiedziałeś! – miałam wielkie pretensje.
  • Nie miałem siły.
  • Któraś z naszych sióstr zapomniała odkręcić kroplówkę Homiel z humorem odniósł się żartem do niebiańskiego szpitala.
  • Czyli jestem utrzymywany przez Was sztucznie przy życiu?
  • Od 42 roku życia żyjesz na kredyt, a jak masz kredyt, to coś rób. Nie odejdziesz, dopóki nie spłacisz kredytu.

Piotr mając 42 lata usłyszał głośne; zgoda, przyjęto. To wtedy podjęto decyzję o przedłużeniu jego życia.

  • A jaki to bank udzielił mi kredytu? – Piotr jako biznesmen zaczął drążyć temat.
  • Niebiański, nie rzymski – Homiel się roześmiał.
  • A jaki to kredyt?
  • Zaufania, wiary.
  • A jak stracicie na tym kredycie?
  • My nigdy nie tracimy.
  • Ilu już wzięło u Was ten kredyt?
  • Wielu.
  • A ilu go zwróciło?
  • Niewielu go nie zwróciło.
  • Czy Ojciec wie?
  • Pytasz, czy prezes banku nie wie, co dzieje się w Jego banku? Sam ci go dał.
  • A gdybym nie wziął?
  • Pół roku żebrałeś.
  • …… – tym razem Piotr się roześmiał kiwając z niedowierzaniem głową, bo rozmowa była niezwykła.
  • A nie było to zaplanowane? I tak bym chyba dostał…?
  • Do dzisiaj pamiętasz to żebranie każdą chwilę, to też nauka.
  • To prawda… – pomyślałam.

Piotr tę chwilę wspomina bardzo często do dzisiaj. Rzeczywiście przez kilka miesięcy niemal codziennie na klęczkach z rozłożonymi rękoma błagał o przedłużenie życia. A dlaczego? Dawno temu pewien człowiek z wielkim darem widzenia przyszłości przepowiedział, że zaraz po czterdziestce może umrzeć i to do niego zależy, czy tak się stanie. Wydaje się to nieprawdopodobne, a jednak się stało… Niezwykłe… 

- Będzie miał Pan kłopoty ze zdrowiem zaraz po czterdzieste. Tylko od pana zależy, czy będzie chciał Pan żyć, czy nie. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/07/jasnowidz-ze-szczecinka/
  • Czyli nie mogli ci nie dać – mówię, bo konkluzja dla mnie jest oczywista.
  • Niech się Sherlock Holmes czasami zamieni w Watsona.
  • …… – przez całą tę rozmową śmiałam się serdecznie, a teraz wybuchłam śmiechem.
  • Bardzo wiele błędów zrobiłem.
  • Nie bądź taki samokrytyczny.
  • Nie możesz być zły. Już dawno zstąpił na ciebie Duch Święty.
  • …… – spoważniałam gwałtownie.
  • I to jest wielkie miłosierdzie i miłość Ojca… komuś tak upadłemu pozwolić wrócić… – podsumowałam. 

Historia Piotra nieustannie przypomina mi opowieść o Synu Marnotrawnym. 

 


Dopisane 15. 09. 2017 r.

Stwórca, który ma wielkie poczucie humoru i bawią go te sytuacje – wielokrotnie o tym pisałam, ale ciągle mnie to zadziwia. Niebo jest radosne i radości oczekuje również od nas.


Niezmienność twojego zdania w tym temacie musi być jednoznaczna – po doświadczeniach z ostatnich tygodni utwierdzam się jeszcze bardziej, że zdania rzucone w naszych rozmowach wydawałoby się mimochodem, mają wielowymiarowe znaczenie. Tak jak w Ewangeliach. Może dlatego często Homiel mnie upomina, bym się skupiła na pisaniu i tłumaczyła więcej.

Dlaczego mam ją zostawić? Nawet jej nie znasz…?

19. 01. 17 r.                                                                                                                                 Warszawa.

Piotr przyszedł z pracy przybity. Kobieta, za którą się modlił i która wyszła z białaczki (choć nie musi być to akurat dzięki Piotrowi, ponieważ wielu się za nią modliło + leczenie farmakologiczne)… ma nawrót choroby. Mało tego, białaczka uderzyła ze zdwojoną siłą.

Piotr zaczął mówić o swojej księgowej, której przyjaciółka Alicja jakiś czas temu zachorowała na białaczkę, a wczoraj okazało się, że jest prawie zdrowa. Oczywiście była leczona farmakologicznie, ale dodatkowo czuwała nad nią specjalnie powołana do tego grupa modlitewna. Piotr długo przekonywał księgową, że modlitwa ma ogromną siłę i przyniesie wymierne efekty. Czy w to uwierzyła? Trudno powiedzieć. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/05/16/ojciec-chroni-wszystkich-lecz-nieliczni-sa-narzedziem-do-tej-ochrony/

Usiadł na kanapie i nawet nie zdjął płaszcza. Patrzyłam na niego zaskoczona jego smutkiem.

  • Dlaczego ona znowu choruje? – spytał się Ojca… ot tak… po prostu. 
  • Nie możesz jej zostawić? – … zamurowało mnie. 

Zaskoczyła mnie bezpośredniość tego pytania i to, co wydarzyło się potem. Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy tak otwarcie o śmierci. 

  • Dlaczego prosisz o nią? Skąd wiesz, czy jest dobra?
  • Powiedziano mi.

Uderzyło mnie i to pytanie i ta odpowiedź. Przypomniałam sobie bowiem słowa Jezusa;

33 Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego: «Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?» 34nJezus odpowiedział: «Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?»

Fakt, że ktoś coś powiedział, nic nie znaczy, że jest prawdą. Człowiek sam musi ocenić, co jest prawdą, a co nie jest. Dla mnie osobiście to jedna z najważniejszych lekcji ewangelicznych. Piotr nie znał osobiście Alicji. 

  • Dlaczego mam ją zostawić? Nawet jej nie znasz…?
  • Jeśli jej nie zabiorę, zabiorę kogoś, kogo nie znasz. Rachunek musi się zgadzać.
  • ……
  • Zobaczyłem wagę z dwiema szalami, na jednej jakieś murzyńskie dziecko, a na drugiej Alicję – Piotr opowiada, a ja zapisuję.

waga sprawiedliwości

  • Ani jedno, ani drugie nie znasz.
  • …… – Piotr zamilkł i chyba zrozumiał, że nie ma prawa nawet pytać, kiedy nic nie wie.
  • Ojcze, niech się dzieje Twoja wola – schylił głowę w pokorze.

Niesamowita odpowiedź… Rachunek musi się zgadzać… ale dlaczego? Przypomniało nam to pewną sytuację… atak anafilaktyczny Piotra. Udało się go uratować, ale niedługo potem przeczytałam całkiem „przypadkowo”, że jakiś mężczyzna umarł z powodu trucizny podanej do zęba. Już wtedy przemknęła przez moją głowę myśl, że rachunek musi się zgadzać. Nawet tak to ujęłam w swojej głowie… rachunek musi się zgadzać. To już naprawdę wyższa matematyka, której człowiek nie jest w stanie pojąć. Kurczę się w sobie będąc pod wrażeniem i wszechpotęgi i wszechmądrości Boga Ojca. Nie jestem w stanie wyrazić tego w słowach. 

  • Ojciec pokazał mi jeszcze, że kiedy człowiek umiera jego dusza bardzo szybko przechodzi na drugą stronę. Kiedy ktoś umiera, tutaj go żegnają i jednocześnie witają po drugiej stronie.


20. 01. 17 r.                                                                                                                                 Szczecin.

Gdy przyjeżdżamy do Szczecina mamy pewien zwyczaj. Zbieramy się całą rodziną i zamawiamy 4 duże pizze. Wszyscy się z tego cieszą, ale dzisiaj widząc, rozlewający się tłusty, żółty ser zrozumiałam jak wielki to błąd. Dla Piotra to zabójstwo i Homiel to potwierdził.

  • Walczymy o twoje życie. Nie walczymy o twoją śmierć.

Po tych słowach będąc w sklepie postanowiłam poszukać tzw. zdrowej żywności. 

  • Nie uchronisz go – od razu mnie zmroziło.
  • A operacja?
  • Nie jest dla zdrowia.
  • …… – spojrzeliśmy na siebie.
  • Wydaje mi się, że upieprzą mnie trochę – Piotr ujął to bardzo dosadnie.
  • Nie trochę, a porządnie.
  • Po operacji schudniesz i będziesz taki! – i pokazałam palec mając na myśli, że będzie chudy jak palec.
  • Nie ten palec…
  • ……?

Nie ten palec? Oboje zorientowaliśmy się, że pokazałam środkowy palec! A co znaczy pokazanie środkowego palca? Homiel jest bardzo czujny… 

Przechodząc koło sklepu z walizkami Piotr się zatrzymał, zauważył na przecenie całkiem sensowny kuferek.

  • Nie kupuj walizki, już tak jeździć nie będziesz.
  • Jak to? Co się stanie? – pytam od razu. Niedawno kazał kupić walizkę, a dzisiaj już nie? A może tamta po prostu wystarczy?
  • Ty… Sherlock Holmes… zaczynasz?
  • Mówisz zagadkami, a ja lubię zagadki, dlatego pytam.
  • …… – ale nie odpowiedział.

Nie kupuj walizki, już tak jeździć nie będziesz… ciągle jeździmy, Warszawa-Szczecin i z powrotem. Co się takiego stanie, że to się zmieni? 


Wieczorem.

  • Wczoraj podczas modlitwy rozmawiałem z Ojcem. Poczułem, że skończył się czas przymykania oka na wszystko. Nastał czas wyciągania konsekwencji.
  • A jaki będzie przyszły rok? – spytałam – Będzie spokojniejszy?
  • Przez te góry nic nie widzę – Piotr zaczął naśladować Homiela. Przyłożył rękę do czoła i zrobił gest jakby wypatrywał czegoś w oddali… czym mnie od razu oczywiście rozśmieszył.

Moje obecne życie polega na administrowaniu domem, analizowaniu naszych rozmów i pisaniu. Maniana w pełni  Dzisiaj odkryłam coś ciekawego i dziwne, że dopiero tak późno. Homiel zaznaczał, że ważne wydarzenia w naszym życiu odbywają się lub będą odbywać… w październiku. Śmierć Krysi, rozstanie ze wspólniczką, zawał, sąd… Ale są pewne wydarzenia, które odbywały się w sierpniu, choćby nasz ślub i przeprowadzka Piotra do Warszawy.

  • Przeprowadziłeś się do Warszawy w sierpniu, nie w październiku, a to była wielka zmiana w naszym życiu – analizuję na głos. 
  • Stare rozdanie – i pokazał koło, które się zamyka. Symbol zamkniętego cyklu.
  • Czyli zamknęło się wcześniej jakieś inne koło? Cykl?
  • Nowe koło, nowe rozdanie.
  • Czyli to jest drugie koło, a będzie jeszcze jedno koło, trzecie rozdanie?
  • Oczywiście, ale znacznie mniejsze i grubsze.
  • Co znaczy grubsze? Wielkość i grubość ma znaczenie?
  • Soczyste. Jak z owocem, jest zwykłe i soczyste.
  • W trzecim kole który miesiąc dla nas będzie ważny?
  • ……
  • Pokazał mi teraz scenę z filmu jak Travolta dostał światłem w głowę – Piotr spojrzał na mnie zdziwiony. Oczywiście wiedziałam, że chodzi o film „Phenomen”.

Zaczęłam pojmować tę łamigłówkę. Życie człowieka dzieli się na cykle. Dzieciństwo, młodość, dojrzałość, starość to są jedne cykle. Ale są także inne, które każdy może nazwać po swojemu. Moja znajoma mawia, że żyła do rozwodu, a teraz żyje po rozwodzie. To też cykle. Nasze życie porównałabym do długoletniej nauki, choć Homiel ma swoje porównanie. Widzi je w formie wielkiego przestawienia… wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Zakończenie… trzecie koło ma być soczyste, czyli bogate w doświadczenia, wrażenia, przeżycia. 

  • Kiedy się zacznie trzeci cykl?
  • Wkrótce… Eliaszu.
  • …… ???!!!!   
  • Dlaczego Eliaszu?
  • Eliasz dostał wiele możliwości, dlatego – próbuję odgadnąć pamiętając film „Phenomen”. 
  • ……
  • Homiel pokazał mi… – Piotr wziął do ręki mój notes i narysował…

Pierwsze koło, pierwszy cykl to wiek do 35 lat, wtedy Piotr przeniósł się do Warszawy i to zmieniło w naszym życiu absolutnie wszystko. Drugie koło trwa już 22 lata, to intensywny okres nauki i przemiany. Trzeci cykl zacznie się już wkrótce, tak wynika ze słów Homiela. Ile lat potrwa trzeci cykl? Może z 10 lat, może jeszcze mniej, a może się całkowicie mylę we wszystkim? 


Dopisane 13. 09. 2017 r.

Dlaczego prosisz o nią? Skąd wiesz, czy jest dobra? – niczego nie nauczyłam się tak bardzo podczas naszych rozmów jak tego, że nie wolno nam oceniać innych. I pytanie dlaczego ona, dlaczego on… naprawdę nie ma sensu. 

A. Lenczewska; Świadectwo
A. Lenczewska; Świadectwo

Nowe koło, nowe rozdanie – otrzymałam pytanie;

Chodzi mi po głowie taki temat; czy poruszaliście Państwo kiedykolwiek temat skamieniałości np kości dinozaurów – jakie zdanie ma Homiel, czyżby istniało tu życie stworzone przez Boga (pole doświadczalne) ale przed pojawieniem się człowieka, bo byłoby to niezgodne z Biblią (gdzie tworząc świat w 6 dni stworzył człowieka (chyba, że jeden dzień w rozumieniu boga to tysiące lat w naszym rozumieniu). Tak tylko z ciekawości pytam.

Homiel odpowiedział kiedyś na podobne pytanie stwierdzając krótko, że ludzkość żyje w cyklach. To wtedy po raz pierwszy, o ile dobrze pamiętam, użył tego słowa. Dzisiaj spytałam Go o to ponownie;

  • Człowiek żyje etapowo. Żyjesz w jednym z etapów.
  • Czy kiedyś był bardziej niż teraz rozwinięty etap? – miałam na myśli, czy kiedyś istniała bardziej niż dzisiaj rozwinięta cywilizacja.
  • Niczym się nie różnią. Dochodzi do pewnego momentu i upada.
  • Zwróć uwagę, że pozornie diabeł wygrywa. Pozornie, bo dusza się rozwija i przechodzi do kolejnego etapu.
  • Czy etapy kiedyś się skończą?
  • Nie jestem w stanie ci odpowiedzieć.
  • …… – pokazał jak mała jest Ziemia przy oku Ojca.

  • Nie jesteś w stanie tego zrozumieć.

p.s. Niczym się nie różnią. Dochodzi do pewnego momentu i upada – Homiel zapewne miał na myśli nie rozwój technologiczny, a człowieka jako takiego. Jego emocje, myśli, wybory. Ciągle jesteśmy tacy sami.

Wszystko, co szybko jest nietrwałe. Wszystko co trwa, jest wieczne.

17. 01. 17 r.                                                                                                                                     Warszawa.

Mieliśmy dylemat. Przed operacją Cisowski zażądał wykonania nowej koronografii. Chce sprawdzić jak wygląda sytuacja po kilku miesiącach i po zainstalowaniu stentów. Wczoraj byliśmy u pewnego kardiologa, który namieszał trochę Piotrowi w głowie. Powiedział, że przy jego doskonałych wynikach wysiłkowych zrobionych w Konstancinie nie nadaje się ani na kolejną operację, ani na koronografię. Dodatkowo postraszył nas, że podczas koronografii także dochodzi do częstych zgonów.  Mówiąc szczerze… oboje lekko zwątpiliśmy.  Piotr był już bliski wycofania się, ale w mojej głowie lotem błyskawicy przeleciały wszystkie dotychczasowe rozmowy z Ojcem, znaki, motylki, dyskietka CD… cała droga, jaką do tej pory przeszliśmy.

  • Nie daj się zwieźć. To dla nas kolejny egzamin komu bardziej wierzymy, Ojcu czy kardiologowi? – mówię do Piotra.
  • …… – patrzy na mnie i ciągle się waha.
  • Zauważyłeś co powiedział? To, co prawda strategiczna tętnica, ale da się to witaminami załatwić. Strategiczna tętnica!
  • …… – Piotr spojrzał na mnie uważniej i jakby otrzeźwiał.
  • Masz rację, choćby nie wiem jak dobre były wyniki muszę to zrobić.

Nie żałowałam, że poszliśmy na spotkanie z kardiologiem, wręcz przeciwnie, byłam lekka jak piórko, bo wiem, że cokolwiek będzie się działo wybrałam słusznie. Decyzja podjęta, jedziemy i załatwiamy to do końca tak, jak zostało to przez Niebo zaplanowane.

  • No i co Homiel na temat tego kardiologa powiesz?
  • Prawie zasnąłem.
  • Co robić? – pytam ze śmiechem na wszelki wypadek jeszcze raz. 
  • Leczenie to nie tylko leczenie, to zapobieganie.

Na spotkaniu kardiolog cały czas opowiadał o swoich odkryciach naukowych dotyczących wpływu witamin na serce. Niewątpliwie miał rację, ale Piotr to nie ten przypadek, na którym można byłoby teraz eksperymentować.


18. 01. 17 r.                                                                                                                                         Warszawa.

Wczoraj byłam tak zmęczona, że szybko poszłam spać. W nocy wpadł do mnie Piotr i widziałam jak przez mgłę, że coś mi pokazywał, ale kompletnie byłam „poza zasięgiem”.

Dzisiaj rano poszliśmy na kawę. Trafiliśmy do Złotych Tarasów na długo przed otwarciem sklepów, więc byliśmy prawie sami w całej galerii. Gdzieniegdzie wyłaniali się ludzie, którzy szli do swojej pracy. Weszliśmy na ruchome schody i nie wiadomo skąd pojawił się za nami mężczyzna ubrany na sportowo, który nam się przyglądał. Powiedział nawet dzień dobry i zaczął coś mówić jakby nas znał. Kompletnie go nie kojarzyliśmy, dopiero gdy się przedstawił Aleksander z firmy „K…..” to nas oświeciło. O cholera…!… pomyślałam.

  • Będzie pan nam potrzebny – wyrwało mi się nagle.

Aleksander się uśmiechnął i pożegnał. Rozeszliśmy się w swoje strony. Dopiero siedząc już przy stoliku spojrzeliśmy się na siebie i prawie jednocześnie powiedzieliśmy…

  • Wiesz, że to nie przypadek?!
  • Jakie jest prawdopodobieństwo spotkać go tutaj po 7 latach tak nagle?
  • ……
  • Homiel kazał mi spojrzeć na ten plakat – Piotr kiwnął głową, bym spojrzała za siebie.

  • Zmieniamy się?
  • Niebywałe zmiany nadchodzą.

Spojrzałam na kawę, którą miałam pod nosem i Piotr też. Mieliśmy ją ograniczyć, a tu proszę… nawyki silniejsze.  W tym przypadku zmieniło się o tyle, że pijemy ją znacznie rzadziej. 

  • Czy anioł pije kawę? – ledwo to powiedziałam i sama się zdziwiłam, skąd czasami przychodzą do mnie takie durne pytania…
  • Pije, skoro tu jest.
  • Ach te twoje teorie… Czy prawdziwy anioł pije kawę?
  • Przerwijmy te rozmowę – to naprawdę musiało być durne pytanie. 

Ciągle myślałam o Aleksandrze, wiedziałam z czym to się wiąże. To prawnik zajmujący się spółkami handlowymi i to on nas „rozwiódł” z byłą wspólniczką. Podejrzewam, że to on ma zrobić formalne porządki w naszej firmie w niedalekiej przyszłości.

  •  Dlaczego chcecie, żebym to ja wszystko prowadziła?
  • Trzeba oddzielić materialne od duchowego.
  • Ale nie da się, jestem za trzeźwy – Piotr nie wyobraża sobie, by mógł porzucić firmę.
  • …… – śmiech.
  • Co czułeś po 1 zabiegu?
  • Wisiało mi wszystko – po pierwszej kardiologii wszystko stało mu się obojętne. Firma, biznes, praca… na szczęście nie trwało to zbyt długo. 
  • To będzie bardziej wisieć.
  • Ta druga fala to drugi zabieg?
Ale miałem fajną wizje! Pływałem kraulem po oceanie i szukałem skarbów. Nagle, zupełnie niespodziewanie pojawiła się jedna fala i sztorm, fala była bardzo wysoka i wyniosła mnie wysoko. Fala opadła, popływałem trochę, ale zaraz zauważyłem, że nadchodzi druga sztormowa fala. Była ogrooomna! Porwała mnie i płynąłem na niej tak, jak serwer, wyniosła mnie jeszcze wyżej. Czułem się na niej tak, jak się prowadzi konia. Unosiłem się na jej szczycie, a ona mnie wyrzuciła w powietrze i chyba straciłem wtedy świadomość. Ocknąłem się jak klęczałem na brzegu. Wylądowałem tam na kolanach. Pod kolanami poczułem kamienie i nie było to wygodne. Byłem zdziwiony, że jestem na brzegu, w oddali zobaczyłem dwie kobiety, jedna wyższa, druga niższa, które rozmawiały ze sobą, w ogóle nie zwracały na mnie uwagi. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/04/30/odloz-wszystko-we-mnie-jak-ja-odlozylem-w-tobie/
  • ……
  • Ja ciągle w tej wizji pływałem i szukałem czegoś.
  • A czyż nie pływasz?
  • Ciekawa co to jest ta fala… – Homiel nie daje jasnej odpowiedzi i to mnie zastanawia.
  • Zobaczyłem teraz jak wylądowałem na ziemi na tej wyspie, rozpostarłem ręce i rozproszyłem mgłę, nastała światłość.
  • …..
  • Nie mogę sobie wyobrazić, że mam prowadzić twoją firmę. Mogę się nie zgodzić?
  • Prawo Veta tu nie obowiązuje. Co ty kruszynko możesz zrobić… zbierze cię fala.
  • Co ty będziesz robić kiedy formalnie oddasz wszystko? – z wielkim powątpiewaniem mówię do Piotra, bo nie wyobrażam sobie, by raptem nie robił nic.
  • Będziesz, a jak będziesz… to naprawdę będziesz.
  • Ludzie zaczną wierzyć w Boga. Okryjesz chwałą Ojca i Syna. Przez nieprawości przebije się światłość i rozgoni poranną mgłę i znowu będzie pięknie.
  • …????!!!! 
  • Czy to zobaczę? – Piotr spytał niepewnie.
  • Jeśli będziesz chciał…? Nie sądzę, żebyś chciał.
  • Dlaczego?
  • …. Pokazał krople rtęci, małą i dużą. Mała wtapia się w większą.

Tak Piotr tęskni do Nieba i Niebo do Piotra. Przyciągają się jak krople rtęci.

  • Uwierzą w Boga? Ale to nie zdarzy się tak nagle. To będzie dłuższy proces czasowy… – analizuję jak zwykle. 
  • Wszystko, co szybko jest nietrwałe. Wszystko co trwa, jest wieczne.
  • Ciekawe co takiego zrobisz, że uwierzą ludzie w Boga… – zastanawiam się głośno.
  • …… – Piotr wzruszył tylko ramionami, nie wiem nawet, czy do końca orientował się jak ważną teraz rozmowę prowadzimy.
  • Dalajlama to przyjaciel Góry, też chciał piękny świat stworzyć, ale nie udało mu się.
  • …… – kompletnie mnie zaskoczył mówiąc nagle o Dalajlamie.
  • Dlaczego mu się nie udało?
  • …… – pokazał w jednym ręku miłość (serce), w drugim ręku miecz.
  • Tak powinien wyglądać wojownik.
  • Taaak…. – to prawda.
  • Co chciałeś mi pokazać wczoraj? – przypomniałam sobie.
  • Podczas modlitwy miałem piękną wizję. Klęczałem i zobaczyłem Ojca, Jezusa, Maryję… patrzyli na mnie. Ojciec wziął do ręki księgę z przykazaniami, rozpostarł ją i z niej na ziemię spadł złoty pył.
  • …….
  • Wiesz co miałem na kolanie potem?

Pokazał mi to, co chciał pokazać już wczoraj, ale byłam zbyt nieprzytomna na takie widoki. Na szczęście zrobił 10 zdjęć, więc miałam z czego wybierać.

Miałam wrażeniem, że cofnęłam się w czasie o wiele lat.

  • Twoja modlitwa zrobiła wiele zniszczeń na dole.
  • Może to odcisk od modlenia się na kolanach? – spytałam na wszelki wypadek.
  • Niech nie zwiedzie was to, że to odcisk.
  • ……
  • Czy wiesz co się stało? Bóg rozsyła ziarno wokół ziemi, wiesz co to znaczy?
  • Teraz potrzeba tylko deszczu i znowu zakwitnie prawda.
  • A co znaczy deszcz ?
  • Wizje pokażą.

Dopisane 11. 09. 2017 r.

Wszystko, co szybko jest nietrwałe. Wszystko co trwa, jest wieczne – wszystko co dobre rodzi się w bólach i musi trwać. Chrześcijaństwo też nie narodziło się z dnia na dzień, a ciągle trwa.

A. Lenczewska; Świadectwo
A. Lenczewska; Świadectwo

Czy wiesz co się stało? Bóg rozsyła ziarno wokół ziemi, wiesz co to znaczy? – jedynie się domyślam, a ponieważ to ważne muszę się najpierw upewnić. Jeśli się dowiem, to dopiszę.

Dopisane 12. 09. 2017 r.

  • Interpretować można różnie. Ziarno to przykazania. Deszcz to ludzie. Zjawi się ktoś, kto będzie dekalog rozpowszechniał.

Tak powinien wyglądać wojownik.

Archanioł Michał
Archanioł Michał

Dalajlama w ręku trzyma serce, brakuje mu miecza. Ten świat, wieczne pole bitwy, skazany jest na miecz. Miecz to nie tylko stalowa broń, mieczem może być też słowo, wymierzenie komuś sprawiedliwości, kary, odpowiednia decyzja, stanowcza reakcja… wszystko to, co przeciwdziała złu. Głoszenie prawdy o Bogu Ojcu to potężny miecz. Czy mówienie jedynie o miłości i schowaniu jednocześnie miecza wystarczy, by poprawić ten świat? To jest niewykonalne.

Przy okazji… Wczoraj natrafiłam na artykuł, który porusza pewien dylemat; Czy chrześcijanin ma prawo zabijać na wojnie?

Czy zatem katolikowi wolno bez skrupułów zabijać na wojnie?

Katechizm jednoznacznie poucza, że zabójstwo człowieka jest głęboko sprzeczne z godnością osoby i świętością Stwórcy (por. KKK 2320), ale jednocześnie zakaz zabójstwa nie znosi prawa do unieszkodliwienia napastnika. Uprawniona obrona jest więc poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie własne, drugiego człowieka lub za dobro wspólne (por. KKK 2321). Jeszcze czytelniejszą odpowiedź na to pytanie daje papież Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae. W dokumencie tym czytamy: „Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby, za wspólne dobro rodziny lub państwa. Zdarza się niestety, że konieczność odebrania napastnikowi możliwości szkodzenia prowadzi czasem do pozbawienia go życia. W takim przypadku spowodowanie śmierci należy przypisać samemu napastnikowi, który naraził się na nią swoim działaniem, także w sytuacji, kiedy nie ponosi moralnej odpowiedzialności ze względu na brak posługiwania się rozumem” (55). http://kjb24.pl/chrzescijanin-prawo-zabijac-wojnie/