Nie obawiaj się niczego. Moje rany przykryją twoje rany.

04. 03. 17 r. Warszawa.                                                                                                                   

  • Dzwoniłem do Bielska i już czekają na mnie. Nic nie mogę zrobić – Piotr myślał, że jeszcze jakimś cudem zostanie to odwołane.
  • A co można zrobić z narzędziem?
  • No co? Nic.
  • Nie. Naostrzyć, żeby ciął lepiej.

Kiwam głową z niemocy, bo nie przyszło by mi to do głowy. Nigdy chyba nie nadążę za tokiem myślenia i rozumowania Nieba. Oczywiście, że narzędzie można naostrzyć, udoskonalić, a także zniszczyć. Wszystko można zrobić z narzędziem, zwłaszcza takim, które należy do samego Boga.

  • Cisowski mi mówił przez telefon, krzyczał prawie, że jak nie zrobię operacji to może mi pan umrzeć, więc co ja będę z nim dyskutować, nie znam się.
  • Ty się nie znasz? Sądziłem, że znasz się na wszystkim Homiel sobie trochę podkpiwa, bo Piotr zawsze przecież wie lepiej. 

Pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Przed wejściem do katedry siedziała „nasza” cyganka. Chcieliśmy do niej podejść, ale pojawiła się młoda zakonnica, która nachyliła się do niej energicznie i kazała się wynieść. Po prostu ją wyrzuciła za ogrodzenie kościoła. Tego się nie spodziewaliśmy. Oglądając te scenę przypomniałam sobie pewien cytat z Dzienniczka Faustyny.

Jezus w postaci ubogiego młodzieńca dziś przyszedł do furty. Wynędzniały młodzieniec, w strasznie podartym ubraniu, boso i z odkrytą głową, bardzo był zmarznięty, bo dzień był dżdżysty i chłodny. Prosił coś gorącego zjeść. Jednak [gdy] poszłam do kuchni, nic nie zastałam dla ubogich; jednak po chwili szukania znalazło się trochę zupy, którą zagrzałam i wdrobiłam trochę chleba, i podałam ubogiemu, który zjadł. W chwili, gdy odbierałam od niego kubek, dał mi poznać, że jest Panem nieba i ziemi. Gdym Go ujrzała, jakim jest. znikł mi z oczu. (55) Kiedy weszłam do mieszkania i zastanawiałam się [nad] tym, co zaszło przy furcie, usłyszałam te słowa w duszy: Córko moja, doszły uszu moich błogosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosławią mi, i podobało mi się to miłosierdzie twoje w granicach posłuszeństwa, i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować owocu miłosierdzia twego.

Utkwiły mi w głowie słowa Jezusa; Niech nikt nigdy nas nie rozdziela, tą cyganką mogę być Ja. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/07/20/jak-bedziesz-widzial-ze-stoja-miedzy-nami-to-nie-boj-sie-isc-do-mnie/

A jeśli to On?
A jeśli to On?

Stanęliśmy pod krzyżem. Pomodliliśmy się.

  • Nie obawiaj się niczego. Moje rany przykryją twoje rany.
  • Spotkamy się, gdzie normalnie nie moglibyśmy się spotkać.

05. 03. 17 r.                                                                                                                       Warszawa – Bielsko–Biała.

O 5 rano Piotr został obudzony trzykrotnym pukaniem do drzwi. Pukaniem jak z horroru, spokojnym, ale mocnym. Harmider w jego pokoju postawił też mnie do razu na nogi. Byliśmy lekko skołowani, ale na adrenalinie. Nie było sensu dosypiać, więc spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Bielska.

Homiel nie odzywał się długo, a ja widząc zdenerwowanie Piotra rozmawiałam o wszystkim, tylko nie o operacji. Kiedy zabrakło mi już weny…

  • Kto pukał do drzwi?

Homiel nie musiał mi nawet odpowiadać, bo jeszcze nie skończyłam pytania, a odwracam głowę i widzę wielką planszę z wizerunkiem diabła z napisem „Inferno”. Reklama, idiotyczna zresztą, jakiegoś zajazdu.

  • Po co on stukał?
  • Zrozumiesz głupiego po co się śmieje?
  • To racja… – uśmiechnęłam się.
  • ……
  • Niebo ciągle mówi o jakimś spotkaniu, może ty podczas narkozy… – i nie dokończyłam, bo wydawało mi się to kosmicznie niedorzeczne.
  • Może Oni chcą żebyś zasnął… ?
  • A dokładnie żebyś odleciał.
  • Odleciał? – Piotr zaskoczony.
  • Zobaczysz.
  • A co zobaczę?
  • Cierpliwości.
  • Czy jak pójdę do Was to wrócę taki, jaki jestem?
  • A chcesz wrócić taki, jaki jesteś?
  • Dużo mam grzechów?
  • Pokazał mi jak rozwija pergamin…

  • Tylko tyle? – zażartował Piotr.
  • …… – rozłożył jeszcze jeden na dodatek.
  • Jak mi rozłożył, to go podpaliłem – Piotr zaczął się śmiać. 
  • Ludzkim ogniem tego nie spalisz.
  • …….
  • Usłyszałem teraz Panie Jezu Chryste, Synu Boży zmiłuj się nade mną grzesznym… Modlitwę Jezusową.

  • To jest prawdziwy ogień do palenia.
  • Hm… działa ta modlitwa? – spytałam, bo zawsze robi na mnie duże wrażenie.
  • Działa.
  • To można mordować i wystarczy się pomodlić i załatwione? – pytam dalej.
  • To nie tak.
  • A jak?
  • I na to przyjdzie pora.

Jeszcze długo myślałam nad zawiłościami Niebiańskiej sprawiedliwości, jednak szybko wróciliśmy do tego, co nas męczyło najbardziej.

  • Co ty na to, bym zjadł sernik na ciepło last time przed operacją?
  • Dlaczego last time? Zamów paschę na święta.
  • Będę na święta w domu?
  • A gdzie chcesz jeździć?
  • Będę miał problemy z wyjściem ze śpiączki? – Piotr tego się boi najbardziej.
  • Jedź.
  • Homiel mądry jesteś, ale też bajerantem…
  • Mógłbym podać ci rękę, uczę się od najlepszych –  zaczęłam się śmiać, bo to święta prawda…

Choć dojechaliśmy do Bielska Piotr zdecydował, żeby sprawdzić jeszcze jak dojeżdża się do Ustronia. Tam po operacji miał zostać skierowany na 3 – tygodniową rehabilitację. Włączyliśmy nawigację, ale „gadaczka”, jak ją nazywam, wyprowadziła nas błędnie pod samą granicę aż do Cieszyna. Piotr tak się zdenerwował, że poczułam to na własnym nosie.

  • Używasz dezodorantu?
  • A co? Czuć?
  • Całe Niebo czuje.
  • …… – oboje byliśmy mocno zestresowani, ale słowa Homiela bardzo nas rozśmieszyły.
  • Zostaw już wszystko, teraz prosto do celu – powiedział stanowczo.
  • ……
  • Ale On się strasznie poważny zrobił! – Piotr był zaskoczony nagłą zmianą nastroju Homiela.
  • Przygotuj się.
  • Dlaczego jesteś tak poważny?
  • Kiedy zaśniesz ludzie zrobią swoje, a My swoje.
  • A zasnę?
  • Innej drogi nie ma.
  • Ale Homiel spoważniał – Piotr ciągle się dziwił i to go zdenerwowało do reszty. Musiałam otworzyć okno.

W szpitalu już na niego czekano. Przyjęto Piotra na oddział, zrobiono pierwsze badania. Byliśmy w pokoju sami, więc mogliśmy zadzwonić do domu oznajmiając, że wszystko jest w porządku. Na koniec rozmowy Piotr zrobił zaskoczoną minę. Spojrzał na mnie…

  • Mama mi teraz powiedziała, że 2 lutego zmarł Zdzichu.
- Zdzichu umarł, bo przyszedł do mnie…
- Jak to przyszedł?
- No usłyszałem jego głos teraz..
- A co powiedział?
- Dziękuję ci za wszystko.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/10/13/to-co-masz-jest-ode-mnie/ 
  • A więc jednak!!! A ty go zobaczyłeś! – ciągle nie mogłam uwierzyć, choć nie powinno mnie to już dziwić.
  • Usłyszałem jego głos i go poczułem… To ciekawe, przyszedł do mnie tak, jak go zapamiętałem, gdy miał 42 lata.
  • Świeć Panie nad jego duszą... teraz słyszę.
  • …… – to niesamowite.
  • Chyba go boli, mnie też będzie – Piotr spojrzał na pacjenta ledwo snującego się po korytarzu.
  • Nie rozmyślaj co będzie cię boleć i przygotuj się do podroży.

 


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/