Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz.

11. 03. 17 r. Ustroń.

Szpital i uzdrowisko w Ustroniu to ogromny kompleks. Ja musiałam dojechać autem samodzielnie, a Piotr został dowieziony szpitalną karetką. Ponieważ byłam osobą towarzyszącą płaciłam komercyjnie, a dla komercyjnych wydzielono IX i X piętro i zaledwie trzy pokoje na piętrze I. Przez klaustrofobię wizja jazdy windą mnie przerażała, więc powalczyłam o pokój na I piętrze. Udało się. Piotr jako pacjent kliniki amerykańskiej został przydzielony na piętro II. Jakimś „dziwnym” trafem wylądował w pojedynczym pokoju niemal tuż nade mną. Pierwsze wrażenie z sanatorium „Równica” było dla mnie szokujące. Jako osoba lubiąca samotność wpadłam w sidła prawdziwego ludzkiego kombinatu. Akurat była pora obiadowa i mogłam obserwować masę ludzkich schorowanych ciał snujących wolno w jednym kierunku, aż się skurczyłam w sobie z wrażenia. Było ich setki. Okazało się, że stołówka mogła gościć około 900 ludzi jednocześnie. Nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Dziękowałam Bogu co minutę, że jestem zdrowa.

Piotr był szczęśliwy, że wyrwał się ze szpitala i na nic nie zwracał uwagę. Padł na łóżko wyczerpany i nie podnosił się do wieczora. 

Zadzwoniliśmy do domu relacjonując miniony dzień i dowiedzieliśmy czegoś dziwnego. W dniu, gdy Piotr miał operację dwie osoby z naszej rodziny, przyszła synowa i żona siostrzeńca miały wypadek. Mało tego, miały wypadek o godzinie, w której Piotrowi podano narkozę. Czyli kiedy przestał „żyć”. Zwróciliśmy na to uwagę, bo są to osoby, nad którymi Piotr codziennie tworzy ochronną tubę. 

  • No to jak to, kiedy odejdziesz naprawdę… to wszyscy pomrą? – myślę, że to nie jest przypadek taki zbieg okoliczności.
  • Zanim odejdzie zrobi swoje.
  • Wszystko zabłyśnie kiedy przyjdzie pora.
  • …… – i znowu się zastanawiam co ma takiego zrobić Piotr.
  • Lekarka tutaj powiedziała, że dawno nie widziała tak dobrego cięcia… – jeśli operację prowadził sam Ojciec nie mogło być inaczej.
  • Cisowski to dobry chłopak – Piotr o docencie.
  • Jeden z naszych.
  • Powiedział, że w Warszawie dostałem najlepsze obecnie na świecie stenty… ale trochę się wycierpiałem.
  • Przypominam ci, że korzystasz z kredytu.
  • Ale nie myślałem, że będzie tak bolało teraz, po tej operacji… No i problemy wyszły, bo boli… – zaczął jęczeć.
  • Problemy to by wyszły – … gdyby tej operacji nie było.
  • Kiedy?
  • Gdyby w samozadowoleniu żyłbyś ze swoją żonką, aż zostałaby sama.
  • Homiel potrafi momentalnie otrzeźwić.
  • Ale cierpię teraz – Piotr westchnął.
  • Co się dzieje, żeby dojść do gwiazd?
  • Cierpi.
  • Więc cierp, źle ci? Leżysz sobie sam.

Rzeczywiście… spojrzałam na Piotra lezącego na łóżku, telewizor włączony, obiad przyniesiony, żoneczka obok, sam w pokoju, choć wokoło tylko pokoje dwuosobowe.

  • Jak się potoczy rozwój sytuacji?
  • Jeśli chodzi o pismo to przypomnij sobie pastę. Jeśli chodzi o inne sprawy bierz wszystko na swoje zdrowe serce – inaczej „bierz na klatę”, bo serce jest w klacie.
  • Jeśli chodzi o pismo to przypomnij sobie pastę…
- Homiel mi wyjaśnił teraz, co znaczy ta pasta…
- Woda myje, ale pasta czyści, działa podwójnie, choć nie widzisz.

Wczoraj zadzwonił prawnik. Otrzymał odpowiedź od rzeczoznawcy kapitana pożarnictwa. Jego opinia de facto potwierdziła wcześniejsze ustalenia, czyli błędy, które popełniła NIP. Sprawiedliwość, choć niewidoczna, to jednak działa.

  • To, co dla was jest umartwieniem (warunki w Ustroniu) dla innych jest wielką radością. To chwila wytchnienia. A czym jest ta chwila przed wyzwaniem, przed falą, która cię pogoni?
  • Spokojem… – pomyślałam.
  • I do tej chwili będziecie tęsknić.
  • Oddaj serce czasowi, dojdziesz do sprawności.
  • A gdybyśmy tak nie zdecydowali się na operację, co byłoby z Waszymi planami? – spytałam.

Ponownie pokazał kółko, które mimo naszych wyborów wraca do punktu wyjścia. Wszystko miało doprowadzić do tego, że teraz patrzę na Piotra leżącego na sanatoryjnym łóżku.

  • Gdybym posłuchał lekarza i zaczął brać jedynie witaminki… to nie wiem…
  • Ale on dał Kowalewskiego, a Kowalewski Cisowskiego – przypominam.
  • Zawiła ta droga – przyznał.
  • Ale skuteczna.
  • Fala, która cię pogoni… co to? – zaczynam.
  • Chcesz nowy zawał? Dowiesz się z czasem.
  • ……
  • Kiedy ta świadomość się wypełni będziecie działać razem, bo to jest jedność.
  • 30 marca wracam do domu.
  • Nie do domu, na placówkę.
  • Nie do domu?
  • W Domu już byłeś.
  • Trudno to wszystko zrozumieć.
  • Trudno połączyć matematykę z tym, co się dzieje.

Rozmowę przerwał telefon. Zadzwoniła córka.

Podczas naszego ostatniego pobytu w Szczecinie mieliśmy problem z panią prokurator. Oglądamy TV wieczorem i słyszymy nad sobą stukanie klapek na szpilkach. Te same szpilki szybko po chwili przeniosły się na schody. Prokurator wyszła. Odetchnęliśmy z ulgą, że mamy ją z głowy. Nasza radość była przedwczesna, bo pół godziny później znowu słyszymy klapki na schodach i jeszcze jedne buty. Machnęłam ręką, żeby się nie przejmować i dalej w spokoju oglądaliśmy TV. Piotr w pewnej chwili podnosi głowę do góry i ścisza telewizor, marszczy czoło…

  • Słyszysz?

Nastawiam uszy… a tu wycie. Nigdy czegoś podobnego nie słyszałam. Jęki, wycie coraz głośniejsze. Pani prokurator uprawiała seks na całego. Spojrzeliśmy na siebie zaskoczeni, bo to nowość w tym budynku.  Mija minuta, mija 5 minut, mija pół godziny, a ona wyje. I tak przez całą noc co 4 godziny. Wszyscy w odległości 50 metrów, a może i więcej musieli ją słyszeć. Byliśmy bardzo zmęczeni rano, bo prawie nie spaliśmy. Piotr zaczął szukać w internecie skutecznego rozwiązania na uciążliwego sąsiada i go w końcu znalazł; głośniki i garnek z wodą przy suficie. Słuchawki nałożyć na garnek, garnek pod sufit i puścić muzykę. U niej będzie dudnić, a u nas będzie cisza.  https://www.youtube.com/watch?v=xXEY6HnEYYM

  • Ja już jej zrobię kongo balango – Piotr wściekły przygotował słuchawki, znalazł muzykę z kombinacją przemówień Hitlera i już szykował garnek. Przyglądając się temu poczułam się fatalnie, nie chciałam na to patrzeć. Piotr nie zwracał na mnie uwagi, ale Homiel…
  • Kiedyś mu służyłeś, znowu chcesz z nim iść?

 To wystarczyło i natychmiast otrzeźwiło Piotra. Ma posłużyć się diabłem, by zwalczyć diabła?

  • To co mam zrobić?
  • Masz taką władzę i nie wiesz?

Nie wiedzieliśmy. Gdy „śpiewaczka”, tak ją nazwał Piotr, zaczęła arię znowu… Piotr zaczął się modlić do Archanioła Michała o pomoc. Nie wiem jak to się stało, ale wszystko po 10 minutach ucichło, jakby mieczem ktoś skosił powietrze.

Zadzwoniła więc córka i opowiedziała o sąsiadce, która znowu zaczęła szaleć. Głośna muzyka o 24.00 w nocy i niekończący się głośny seks, który słyszalny był nawet na ulicy. Córka się wściekła, bo nie mogła zasnąć. Wybrała się do jej mieszkania piętro wyżej, zaczęła walić do drzwi, ale ta nie chciała otworzyć. Piotr też się wściekł i nakazał załatwić dobre słuchawki. Myślałam, że teraz to i Homiel się wścieknie, ale…

  • Dopracuj szczegóły techniczne.
  • Na pewno? Mogę? – Piotr zupełnie zaskoczony, bo tego się nie spodziewał.
  • Ale nie wybieraj muzyki hitlerowskiej – westchnęła, bo i ja chyba doszłam do wniosku, że nie ma innego wyjścia.
  • Pomoże to?
  • I z robala może wykluć się motyl. Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz.

Dopisane 31. 10. 2017 r.

I do tej chwili będziecie tęsknić – sprawdziło się w stu procentach. Wbrew pierwszym szokowym wrażeniom z perspektywy czasu uznajemy ten okres za najlepszy miesiąc w naszym życiu.


I z robala może wykluć się motyl. Jeśli nie reagujesz na zło, to go akceptujesz – przepychanki ze „śpiewaczką” trwają do dzisiaj. Tak jak spotkania pod naszym krzyżem nazywam „nauka o dawaniu”, tak doświadczenia z panią prokurator uczą wszystkiego; cierpliwości, walki ze złem, pokory i wiary. Historia wydaje się pozornie zabawna, ale dostarczy wiele ciekawych lekcji. Czy Homiel tak naprawdę pozwolił na Dopracowanie szczegółów technicznych?… To się okaże.