Nie możesz widzieć u kogoś drzazgę, kiedy sam masz belkę.

12. 11. 17 r. Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei, było wyjątkowo sporo ludzi. Piotr zaczął na kogoś narzekać, że gramolił się w kolejce…

  • Nie możesz widzieć u kogoś drzazgę, kiedy sam masz belkę.
  • Nie jesteś doskonały.
  • No dobra… – przyznał rację i się zawstydził.

(42) Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. (Ew. Łukasza 6:42, Biblia Tysiąclecia)


Dzisiaj nad ranem zastanawiałam się, czy Niebo w tym roku zdąży z NIP. Nie przyznałam się Piotrowi, by nie dać mu satysfakcji, że zaczęłam podzielać jego wahania. 

  • Antrakt dobiega końca.
  • Masz zaufanie do Nas, nie troskaj sięodpowiada raptem Piotr jakby na moje poranne rozmyślania.
  • ?! Z Ojcem rozmawiasz?
  • Chorągwie wzniosą do góry, czas rozpocząć fanfary i heroldowie są gotowi.

Skuliłam się niemal w sobie, bo wczoraj czytałam Piotrowi rozmowę o heroldach;

Po południu poszliśmy ostatni raz do kościoła. http://www.chkw.home.pl/index2.html Byliśmy wyłącznie my... no i całe Niebo. Siedliśmy w ławce, ja oglądałam malowidła na ścianach, a Piotr siedział bardziej skupiony niż zwykle. Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego, ale nagle Piotr zaczął mówić. 
-Czekają cię wielkie zmiany. 
-Zrobisz to, co nikt nie zrobił. 
-Oświecisz ziemię i wrócisz. 
-Zobaczysz znaki. 
-Kiedy słońce będzie w największym punkcie masz je wszystkie przyjąć. 
-A dam radę? 
-Za tobą będzie stał Ojciec. Spójrz na tych heroldów... Właśnie to ogłaszają. 
-To wkrótce się stanie. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/14/kiedy-jest-wam-dobrze-kiedy-jest-wam-zle-zawsze-jestem/
  • To, co miało nadejść, nadchodzi.
  • To, co miało się stać, stanie się.
  • Twoja gwiazda rozbłyśnie.
  • Pan Bóg na to czeka.
  • Cykl zostanie zamknięty.
  • …?!  – to było niesamowite i mocne.
  • Masz fory u Ojca… Tak mówi. Co znaczy dokładnie fory? – pyta mnie Piotr.

Wyróżniać, faworyzować kogoś, stosować wobec kogoś taryfę ulgową, zapewnić komuś uprzywilejowaną pozycję, protegować kogoś. http://sciaga.pl/slowniki-tematyczne/13399/dawac-komus-fory/

  • No…. – czułam to już dawniej, ale zabrakło mi słów.
  • Ojcze, a sędzina? Po czyjej jest stronie? – Piotr.
  • Wierz Mi, ma zakryte oczy.

Aż podskoczyłam, rysunek temidy przedstawia kobietę z mieczem, wagą i zasłoniętymi oczami, a co to wszystko razem  znaczy?

Symbolika; zasłonięte oczy – bezstronna sprawiedliwość, obiektywizm. Waga – ważenie argumentów obu stron przechylając się na korzyść jednej z nich. Miecz – ostateczne wymierzenie sprawiedliwości.

  • Ma zakryte oczy, a  to znaczy, że będzie bezstronna w ocenie.
  • Kiedy to zważy w takim razie? – Piotr dociekliwy jak zawsze.
  • Już zważyła.
  • To dlaczego to tak długo trwa?
  • Bo tak Ojciec chce! – walnęłam już zniecierpliwiona.

W Ikei mieliśmy ten sam co ostatnio dylemat, czy kupić kolejny kwiatek, czy też nie. Oczywiście kupiliśmy. Gdy postawiliśmy go pod „naszym krzyżem” …

  • Chrystus nie chce już kwiatów od nas, chce byśmy dali miejsce też innym.
  • Skąd wiesz?
  • Powiedział teraz. Chce, byśmy…
  • … pozwolili innym być dobrym.
  • Hmm…rozumiem… Daliśmy tyle kwiatów, że nie ma już wolnego miejsca. To tak jakbyśmy Go sobie zawłaszczyli.
  • No właśnie…

Jadąc autem rozmawialiśmy o fali, sądzie i życiu.

  • Homiel mówi, że podczas rozprawy sądowej mam być…
  • zimny i obojętny.
  • Pamiętaj, że twoje serce jest na 70%.
  • Nastał czas wyroku?
  • Nie, nastał czas sądu.
  • Niech oni będą dla ciebie przezroczyści.
  • Dlaczego NIP jest takie ważne w naszej historii? – pytam.
  • To jest miejsce startowe do nowego etapu, a przy okazji zrobisz porządek.
  • Dlaczego sąd? Można było przecież co innego wymyślić – palnęłam głupio… 
  • Pytanie bez odpowiedzi …
  • a potem spytasz, że mogłem co innego wymyślić i tak za każdym razem.
  • Przepraszam…. – szepnęłam.

Okropnie się poczułam, bo Ojciec ma rację. Cokolwiek by zaplanował i zrealizował zawsze pojawiłby się ktoś, kto mógłby powiedzieć, a nie można byłoby inaczej? Złapałam się też na tym, że za dużo sobie chyba pozwalam… 


Oglądaliśmy film „W nieznane”, film o kosmosie i człowieku. https://www.filmweb.pl/film/W+nieznane-2016-722253

  • Piękne widoki…
  • Wyobrażasz to sobie, że wszystko stworzył Ojciec? Pokazał mi to.
  • Pokazałem ci to.
  • Pokażę ci więcej, w tej właściwej chwili, która nadejdzie.

Trwaj w Bogu, a chleba ci nie zabraknie, ani twojej rodzinie.

10. 11. 17 r. warszawa.

Rano obudziłam się już z migreną, prawdopodobnie z powodu szalejącego ciśnienia na zewnątrz. Doszłam ledwo na kawę i czekając na Piotra trzymałam głowę w rękach. Kiedy przyszedł, nie pytając  skupił się od razu na mojej głowie. Minęły 3 minuty i ból przeszedł.

  • Pomogłeś mi, prawie natychmiast mi przeszło – byłam zdziwiona, ponieważ nie często tak się zdarza.
  • Dzisiaj było to łatwe, sama musisz się nauczyć.
  • Nie wiem, czy samemu rzeczywiście można się uzdrawiać – mam wątpliwości, bo wielokrotnie próbowałam i nigdy nie wychodziło.
  • Jak mam zimne stopy to myślami je rozgrzewam – przyznał Piotr.
  • Hmm….

Rozmowę przerwał telefon od  córki. Po słowach Homiela, że w pokoju ma poison nie mówiąc nikomu zdarła tapety. Na początku niczego nie widziała, ale im dalej, tym było gorzej. Pod grubymi tapetami czaił się grzyb. Gdyby nie Homiel nie wiedzielibyśmy, że o taką truciznę tu chodzi. Szybko podjęliśmy decyzję, że remontu musi nastąpić ciąg dalszy i należy zrobić kolejny pokój.

  • Uzdrowisz dom, uzdrowisz wszystko, to jest cel twojego życia.
  • Naprawdę?
  • Uzdrowisz tak, jak główkę swojej żony dzisiaj czyli szybko i skutecznie.
  • Ale co znaczy uzdrowisz wszystko? – pytam.
  • ……. – odpowiedzi brak.


Kilka dni temu pracownicy Piotra odwiedzając jednego z naszych klientów natknęli się na jego dawną wspólniczkę. Byli zszokowani nie tyle jej widokiem, co stanowiskiem, jakie reprezentowała. Niegdysiejsza wielka prezesowa pracowała w urzędzie jako… portierka. Oczywiście głośno komentowali to później między sobą mając w tym dziką satysfakcję, ale Piotr zgasił ich szybko twierdząc, że Bóg różnie układa ludzkie drogi. Uspakajał ich, ale w duszy sam nie mógł wyjść ze zdumienia.

  • Musiało ją to zaboleć, że was zobaczyła. Kiedyś szefowa, a teraz… Nawet nie klient, tylko…. – wczułam się w jej skórę i mocno jej współczułam, choć przecież to gacek w ludzkiej skórze był.
  • To, co spaliła, zniszczyła, nagle wyrosło jak bambus po deszczu.
  • Może to ma jakieś znaczenie dla mnie? Że ją spotkali? – Piotr już się zastanawia.
  • Wątpię, nie sądzę, żeby to miało jakiś wpływ na ciebie – uspakajam go.
  • Takie ma znaczenie dla ciebie jak ziewanie mrówki na powstanie styczniowe w 1863 roku.
  • ……. – wyłam ze śmiechu. 

Syn siedzi na statku w okolicach Korei, ale już zadeklarował, że chce koniecznie na jakiś czas przyjechać  do Warszawy. On mało mówi, ale dużo czuje i dało to mi do myślenia.

  • Homiel, dlaczego tak bardzo chce przyjechać?
  • Chce, bo wie, że musi.
  • Hmm… przeczuwa coś? Z Edziem też się nie wychylił, że dostał znak.
  • Twoja rodzina nie jest gotowa na twoją przemianę.
  • Ostatnie trybiki muszą zatrybić, a otworzą się drzwi.
  • A wiesz co znaczy, że otworzą się drzwi? Światło wejdzie.
  • Nigdy nie będzie gotowa. Trudno sobie wyobrazić, że będziesz raptem non stop siedział w piwnicy i się modlił – westchnęłam.
  • Będziesz opisywała co widzisz.
  • ……. – westchnęłam drugi raz.
  • A ty jesteś gotowa?

Jakby zimny wodospad spadł  właśnie na mnie ze stumetrowej wysokości. To pytanie mną wstrząsnęło. Nie wiedziałam co powiedzieć. Rozumiem jak ważne jest, by otworzyły się drzwi, wszyscy na to czekają w Niebie… Mało tego, zostało to gdzieś tam zapisane jeszcze przed wszystkimi wiekami w Ich księgach, ale… czy ja jestem gotowa? Nie wiem. Gdybym chociaż wiedziała z czym się to wiąże… może byłoby łatwiej. Ale z drugiej strony przecież to nieważne z czym się wiąże, bo gdzie w takim razie moje zaufanie i wiara?… Czy jestem więc gotowa?

  • Ojcze… daj mi miesiąc na odpowiedź – pomyślałam i w tym momencie zrozumiałam, że tego egzaminu nie zdałam.

Wtedy Piotr rzekł: – Ale my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. – Zapewniam was – rzekł Jezus – że każdy, kto opuści dom, żonę, braci, rodziców lub dzieci dla sprawy królestwa Bożego, otrzyma w zamian o wiele więcej już teraz, a w świecie przyszłym życie wieczne.


11. 11. 17 r. Warszawa.

Dzisiaj święto narodowe, wszystko więc zamknięte, a mimo to szukaliśmy otwartej kawiarni. Znaleźliśmy ją przy pl. Trzech Krzyży. Nie byliśmy jedyni, którzy musieli szukać otwartej kawiarni, bo w środku było już sporo ludzi.  Siedliśmy w kącie i rozmawialiśmy.

  • Chłopaki dobrze dają sobie radę ostatnio, jestem zaskoczony – Piotr jest zadowolony ze swoich pracowników.
  • Są nie bez powodu.
  • Tak? Ciekawe dlaczego? – już zaczynam analizować.
  • Miałem problemy księgowe w firmie i poprosiłem Homiela o pomoc. Powiedział…
  • Dam ci za 3 dni odpowiedź.
  • I co?
  • Po trzech dniach pokazał mi co mam zrobić z fakturami.
  • Powiedz szczegóły – zaciekawiło mnie to.
  • Nie ma sensu i tak nie zrozumiesz, ale nie wpadłbym na to, co On wymyślił.
  • Hmm……… słyszałeś o tym księdzu, co pozbywa się porsche? – http://www.gs24.pl/polska-i-swiat/a/kasina-wielka-proboszcz-sprzedaje-porsche-i-przeprasza-aktualizacja,12657060/
  • To nie ksiądz – Piotr twardo.
  • A ty co byś zrobił?
  • Ja nie jestem księdzem.
  • …….
  • Pokazał mi 100 księży, znak równości i ja.

  • Nie jesteś?
  • Mniej zrobią niż ty, więc jesteś, czy nie jesteś?
  • Posługa jest twoim głównym celem, jesteś jednym z Nas.
  • Trwaj w Bogu, a chleba ci nie zabraknie, ani twojej rodzinie.
  • Homiel teraz spojrzał na kawę i mi prosto w oczy, dał mi do zrozumienia, że na kawę mam.
  • Powiedz więc, czego ci brakuje?
  • Już niczego – pomyślałam szybko.

Dziękowałam jeszcze raz  Ojcu za to, że możemy sobie tak siedzieć w jakiejś kawiarni. Doszło do mnie, że dawne zwyczaje, kiedy to przy stole, przed posiłkiem dziękowano Bogu za dary, miały swój głęboki sens. Dawniej ludzie byli znacznie mądrzejsi.


Odwracam głowę, a za szybą widzę chłopca idącego zdecydowanym krokiem i niosącego spory krzyż. Za nim kilka osób z polską flagą. Kompletnie niecodzienny widok. Ten chłopiec, ten krzyż i ta pewność, z jaką go trzymał ścisnęło moje serce do tego stopnia, że się rozbeczałam. Przy ty wszystkich ludziach. Baaardzo mnie to wzruszyło. Siła hasła dzisiejszego marszu w stolicy; Chcemy Boga uderzyła mnie z podwójną mocą. Nie wiem, czy komukolwiek bardziej zależy na tym, aby ludzie pokochali Boga, jak nam. Widząc więc tego młodego człowieka uwierzyłam, że może jeszcze nic nie jest stracone. Sama nie zdawałam sobie sprawy jak głęboko tkwi we mnie miłość do Ojca, dopóki nie nastała ta właśnie chwila. Chwila, którą udało mi się zatrzymać w kadrze i która właśnie mi to uświadomiła…

Każdy człowiek to Moja świątynia.

08. 11. 17 r. Warszawa.

Siedzimy na kawie w ciszy, jesteśmy obydwoje zamyśleni i jakoś nam się rozmowa nie klei. Widząc w którymś momencie lekko zaszklone oczy Piotra pytam…

  • O co chodzi?
  • Eeee… nic.
  • Jeśli nic, to dlaczego prawie płaczesz?
  • Edzia widzę…
  • Aaaa…. – a tego się nie spodziewałam.
  • Edziu pilnuje mamy… Ciekawe dlaczego został…? – zaczął myśleć głośno.
  • Bo tak wybrałem, Piotr.
  • A dlaczego?
  • Bo jestem jej to winny. Mogłem pójść dalej, ale zostałem, do końca będę z nią.
  • Pilnuję jej bez przerwy. Piwnice robisz Piotr, bo chcesz.
  • Zgadza się.
  • Dobrze, że piec zrobiłeś.
  • Zrobiłem. 
  • Dobrze, że zrobiłeś – powtórzył.
  • …….. – a mnie z lekka zamurowało, bo i to widzi?
  • Jak ci tam Edziu? – pytam z wahaniem. 
  • ……… – uśmiecha się.
  • Można być w życiu bogaczem, można być nędzarzem, ale pamiętaj… Zawsze w życiu trzeba być przyzwoitym.
  • ……..
  • Rozłączam się, idę tam.
  • ??!!
  • Rozłącza się? – pytam zdezorientowana.
  • Bo go przywołałem.

Bo jestem jej to winny – nie musiałam pytać, aby zrozumieć. Mieszkałam z teściami kilkanaście lat. Krysia często mawiała w przypływie goryczy, że jej małżeństwo to samotność we dwoje. Edziu choć dobry człowiek nie rozumiał, że druga jego połówka potrzebowała także i jego uwagi.

Różne są przyczyny, z powodu których dusza człowieka pozostaje nadal wśród żywych. Pragnienie naprawienia swoich błędów niewątpliwie jest jedną z nich.


09. 11. 17 r. Warszawa.

Piotr czekał na mnie pod fryzjerem dwadzieścia minut. Rozmawiał z Homielem, rozmawiał z firmą i tak na przemian, nie mając żadnych problemów z przeskakiwania z jednego do drugiego świata. Jak on to robi? 

  • Miałem ci coś powiedzieć…. – zaczął szukać w myślach.
  • A! Chodzi o tą kobietę starszą, której dawałaś pieniądze i zakupy. Homiel powiedział…
  • Ten egzamin zdałaś.

Jakiś czasu temu spotkałam na ulicy starszą kobietę, której potem pomagałam finansowo i w zakupach. Nie trwało to w sumie długo, bo ktoś mnie uprzedził, że ona po prostu naciąga ludzi. Przedstawiała siebie jako osobą samotną i bez grosza, a okazało się, że ma i rodzinę i stałe wsparcie. Nie trafił mnie szlag, ale dopadło rozczarowanie. Teraz mówiąc o egzaminie tak mnie zaskoczył tym stwierdzeniem, całkowicie niespodziewanym, że w pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi.

  • Powiedział...
  • Ta łza cię ucieszy.

Gdy Piotr przekazał, że była to próba i ją zdałam to spociły mi się oczy. Minęło kilka miesięcy, a ja biłam się myślami, czy dobrze zrobiłam tak szybko wierząc administratorce budynku, która powiedziała, że staruszka wykorzystuje ludzi. Tydzień później poszłam jeszcze raz, zapukałam do jej drzwi, ale nikt nie otworzył. Powiesiłam zakupy na klamce i wyszłam. Uznałam, że ta historia się zakończyła. Jednak, no właśnie jednak przechodząc niemal codziennie koło jej domu zastanawiałam się, co się z nią stało. I jestem wdzięczna Homielowi dzisiaj, że dał mi odpowiedź.

  • Ta kobieta była zwieńczeniem testu.
  • Rozumiem – i kiwam głową.

Administratorka wyrosła jakby spod ziemi, dosłownie! W ogóle nie słyszałam jej kroków, wyrosła spod ziemi albo raczej spadła z nieba i powiedziała, co powiedziała. Góra uznała, że czas zakończyć ten sprawdzian i podesłali odpowiednią osobę w odpowiedniej chwili. Już wtedy nad tym się zastanawiałam, czy to przypadek. 

  • Ale największy test miałam z datami w październiku, byłam przekonana, że dobrze kombinuję, taka mądra i cwana jestem.
  • Za mało danych miałaś, żeby to ocenić.
  • Te dane dane zostały ci celowo, abyś się uczyła.
  • Rozumiem i dziękuję – … i naprawdę dziękuję.

To mnie nauczyło, aby nie planować, nie czekać, nie mówić, że coś jest na pewno, a zawierzyć wszystko Ojcu. On po prostu wie lepiej. Jezu, Ty się tym zajmij…. ma swój sens.


Piliśmy dalej swoje kawusie i zagłębiliśmy się w swoich myślach.

  • Co za gacek! Wierzyć się nie chce! – przerywa nagle milczenie.
  • O kim tym mówisz teraz?
  • O Underwoodzie! – Piotr przeżywa Francisa Underwooda (film House of Cards), jakby on faktycznie żył.
  • Hmm… Ciekawe… Dużo jest takich Francisów w rzeczywistości? – pytam.
  • Bardzo dużo, ale na mniejszą skalę.
  • W biurach, uczelniach, domu… Robią dzieci, żeby je maltretować…
  • !!! ??? – właśnie podsumował w kilku słowach ostatnie drastyczne informacje, które pojawiły się w internecie…
  • Ty to rozumiesz, bo nie jesteś z tego świata.
  • ………
  • Znowu zobaczyłem scenę, jak Bóg pyta, kto pójdzie do tego świata…
  • Ale… – zająknęłam się.
  • Ale w sumie dlaczego akurat to on musiał zejść? Mógł każdy iść tak naprawdę… – pytam Homiela. 
  • Już to odkryłaś.
  • ?!…. – ramiona mi opadły, zaczęłam szukać szybko w myślach co odkryłam.
  • Ma to zrobić człowiek, natura twojego męża ma być dwoista.
  • …….. – Piotr przekazał słowa i pyta mnie oczami o co chodzi.
  • Homiel pokazał mi teraz szklankę wody. Wsadza ją do zamrażarki i jest lodem, wyciąga i jest woda.

  • Aaaaa rozumiem, materia w dwóch postaciach, woda i lód, człowiek i anioł …. niesamowite… – byłam pod wrażeniem.
  • Wszystkie anioły są wielkie, ale on jest mały.
  • Ale czy mały znaczy słaby?
  • Ponoć jednak tamten anioł jest potężny – mówię ze zdziwieniem.
  • Ale był człowiekiem. 
  • To jest nasz posłaniec, człowiek do specjalnych poruczeń.
  • …….. – Piotr zrobił taką minę, jakby nie zrozumiał.
  • Albo inny film ci przytoczę…. „Na kłopoty Bednarski”.
  • ……. – zaczęliśmy się śmiać, jednak po chwili znowu zapadliśmy w głęboko zadumę. To jest tak wszystko niesamowite….
  • Wiesz co teraz słyszę?
  • Obiecałem ci, że pierwszy odejdziesz.
  • I słowa dotrzymałem.
  • …….. – zmroziło mnie w sekundę.
  • Uważaj, z Ojcem teraz rozmawiasz – ale nie to było teraz istotne. Te słowa ???!!! 
  • Tak naprawdę umarłeś, ale wróciłeś.
  • Słowa dotrzymałem.
  • Umarłeś tam na stole.
  • Nie było cię, a na dowód tego zobacz co się stało z twoją rodziną dwa wypadki o tej samej godzinie.
  • ……. – rozdziawiłam szeroko buzię, bo coś sobie przypomniałam.
-Zanim mnie obudzono po operacji, wcześniej widziałem siebie z góry. Wisiałem pod sufitem i oglądałem siebie będąc lekko z boku. Obserwowałem jak cztery kobiety wzięły mnie pod pachy i pod kolana i przeniosły ze stołu operacyjnego na łóżko, byłem cały umazany na brązowo, jakieś środki dezynfekujące. .. – zaczęłam patrzeć na Piotra z zaciekawieniem zastanawiając się, czy zdaje sobie sprawę z wagi tego wydarzenia. 
-Zacząłem przyglądać się sobie i pytać dlaczego jestem taki brązowy? Ale wiesz co? Patrzyłem na to moje ciało kompletnie bez emocji, jakby to był worek skóry – opowiada Piotr powoli widocznie znowu to przeżywał. 
-Po co masz się emocjonować! Ileż tych ciał już było… sir, her… http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/11/26/u-nas-nie-ma-czarow-u-nas-jest-powazna-praca/
  • Mówiłeś, że widziałeś siebie z góry jak cię nieśli… Twoja dusza uleciała wtedy na chwilę! – właśnie zdałam sobie z tego sprawę.
  • ?! Może faktycznie wtedy umarłem? – Piotr zdziwiony. 
  • Kiedy to się zdarzyło, przed operacją, czy po? – pytam przytomnie, bo dziwne, że lekarze tego nie zauważyli, aparatura powinna to wykazać.
  • Po, przenosili mnie z łóżka operacyjnego na inne.
  • … Czyli byłeś już rozłączony.
  • Umarłeś i wróciłeś.
  • Dlatego umarłeś pierwszy.
  • Piotr… z Panem Bogiem nie wygrasz.
  • I nie chcę.
  • Ojcze…. naprawdę umarł? – ciągle byłam w szoku.
  • To jest już nieważne, to już było.
  • Ważne co teraz. Teraz masz problemy, z którymi sobie poradzisz.
  • A co po problemach?
  • Nauczysz się fruwać.
  • …….
  • Co się miało stać, to się stało.
  • Każdy człowiek to Moja świątynia.
  • Kto chce zniszczyć Moją świątynię, tego Ja zniszczę.

Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg, albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście” (I Kor. 3, 16-17).



Dopisane 26. 07. 2018 r.


  • Już to odkryłaś – no niestety, nie na tym blogu  odkryję to do końca. 

 

Ratujesz choćby jednego człowieka, ratujesz Ojca.

07. 11. 17 r. Warszawa.

Czekałam na Piotra na kawie mniej więcej od 9.00. Gdy przyszedł pół godziny później spytał…

  • Od kiedy czekasz?
  • 9.05 już siedziałam.
  • Homiel mnie ponaglił, powiedział…
  • Ty sobie wyjeżdżasz, a Ola już siedzi.
  • ……. – zaczęłam się śmiać, bo widać dzisiaj mamy „zupy ogórkowej” ciąg dalszy, czyli precyzja na co dzień.
  • Jak jechałem do ciebie to sobie podśpiewywałem pod nosem razem z radiem, a On mówi do mnie…
  • Bądź poważny.
  • Teraz mnie oglądacie?
  • Bez przerwy patrzą.
  • …….. – zaczynam się śmiać znowu.
  • Ale Piotr nie może być ciągle poważny – próbuję go bronić. 
  • Ale bądź mądrze wesoły…
  • Ale to trudne.
  • Lepiej być głupio wesołym?
  • ……. – zamknęłam się w sekundę, bo miał rację ….
  • Homiel… – chciałam o coś spytać, co mnie dręczyło od wczoraj. 
  • Czy sprzeniewierzenie się Bogu dotyczy Lutra?
  • Lutra łotra. Zasiał ziarno niezgody i podział, w imię osobistej polityki i egoizmu.
  • ?! Da się to naprawić?
  • A jak myślisz?
  • Musiałoby być wielkie trzęsienie ziemi, a na razie jest to niemożliwe.
  • Zaraz setek tysięcy będzie pytać dlaczego, kiedy jest nam tak dobrze…
  • A sprawca siedzi i pije kawę.
  • ……. – i kawa utknęła mi w gardle, dosłownie.
  • Ale Ojciec musiał o tym przecież wiedzieć – pytam czując pewną bezradność.
  • Naturalnie.
  • I pozwolił na to?
  • Tak. Jak tobie pozwolił na daty.
  • ……. – zdenerwowałam się. Chciałabym o tej wpadce już zapomnieć.

Zadzwonił telefon idealnie w porę. Klient bezpodstawnie narzekał na coś tam… Szybko zmęczyło to Piotra.

  • Będziesz męczył ten miesiąc i ten rok. 
  • Do samego końca będziesz męczył, nawet nie zauważysz końca roku.
  • Sprawy sądowej też nie zauważę?
  • Na sprawę czekasz?
  • To kiedy ta sprawa?
  • Wiem, ale nie powiem.
  • Homiel wstał chyba dzisiaj lewą nogą – myślę po cichu.
  • Co się martwisz? Masz zakład. Auto czeka.
  • No właśnie, jak przegrasz zakład masz auto – ironizuję, choć pamiętam, że zakład już nie obowiązuje.
  • Bądź spokojny jeśli wiesz, że wygrasz.
  • ……..
  • Ale Pan Bóg da mi do wiwatu za to wszystko – Piotr chyba sobie przypomniał o Lutrze, a może o wszystkim naraz…
  • Głupcze, ratuję cię!
  • …….. – Boże, to znowu Ojciec… A my tak… 
  • Za to, co zrobiłeś winny Mu jesteś codzienną modlitwę, odpychanie diabła.
  • Jesteś Mu winny posłuszeństwo i pomoc w ratowaniu Jego dzieci.
  • Musisz zmienić myślenie i patrz na nich inaczej.
  • Tego od ciebie oczekuję.
  • Ratuj ich.
  • Nie zastanawiaj się, czy jesteś zmęczony, ale mów za nich codziennie.
  • To jest istota twojego życia. Wpierw przemiana, potem pomoc.
  • Przysłuż się Ojcu.
  • Ratujesz choćby jednego człowieka, ratujesz Ojca.
  • Wyobraź sobie jak oddajesz Swojego ukochanego Syna, by Go wychłostali i ukrzyżowali, a On to zrobił ! 
  • ………. – myślałam, że się teraz rozpłaczę. Sama mając syna dogłębnie poczułam energię tych słów. https://www.youtube.com/watch?v=cNUiHudgvGk

  • A ty się zastanawiasz nad sądem?
  • Zastanawiaj się na ludźmi.
  • Nie trać czasu na inne rozważania.
  • Ty, mając taką wiedzę bawisz się w zakłady? O jakiś samochód!?
  • Bądź znowu duchem i bądź znowu prorokiem!

Siedzieliśmy sztywni. Tego było nam trzeba, małego wstrząsu.


08. 11. 17 r. Warszawa.

Wieczorem. Naczytałam się kilku życiorysów osób uznanych później za świętych…

  • Nie mogę zrozumieć, jak człowiek mordujący może być święty.
  • Uchylam się od odpowiedzi.
  • Jakbym ci zawiłości zaczął tłumaczyć, Piotr byłby wyczerpany energetycznie.
  • Poczytaj Biblię.
  • No proszę cie…. – pomyślałam, a któryż to fragment?
  • Które chwile są ważne dla ciebie?
  • …….?
  • Hmm… Te z Wami – miałam na myśli nasze rozmowy, obcowanie.
  • Chciałem usłyszeć to, co wiem.
  • Powiem ci coś Ola.
  • Twoja chęć wiedzy zostanie wkrótce zaspokojona…
  • ……..
  • Widziałaś ten filmik, że facet jedzie rykszą, jest wypadek i anioł go przenosi? – pyta nagle Piotr.
  • Bardzo znany – od razu wiedziałam o co mu chodzi. https://www.youtube.com/watch?v=QPyWoW0TCEo

  • Homiel, to fałszywka? – pytam, bo bardzo bym chciała, żeby nie był to fake.
  • Nie wiem. Musiałbym sprawdzić, który z kolegów to zrobił.
  • …….. – zaczynam się śmiać. Doskonale wie, a to znaczy, że…
  • A ten filmik z aniołem w Jakarcie?
  • To był anioł, który zleciał w Jakarcie. https://www.youtube.com/watch?v=LGSEzCNEOfI


Znajoma ponownie narzeka na kolano. Znowu ją boli, a jeszcze niedawno nie bolało. Poczuła się na tyle pewnie, że szarżowała zamiast siebie oszczędzać. Kiedy tak narzekała Piotr przypomniał jej szybko dlaczego kolano zostało jej wcześniej uzdrowione i komu powinna dziękować. Miał cichą nadzieję, że teraz, jeśli zaczęło boleć przynajmniej się nad tym zastanowi. Może sama zacznie się modlić i prosić. Szybko jednak nas otrzeźwiła mówiąc, że to bzdura, tak bardzo jest przy ziemi.

  • Jak powiedział Ojciec zrobił to dla ciebie, nie dla niej. Dobrze powiedział, że ona tego nie doceni, nie zrozumie.
  • Bo ty w Nas wierzysz i będziesz pamiętać.
  • Tak, wierzę.
  • Wierzysz z wyjątkiem sądu.
  • Bo uważam, że nie macie racji.
  • . Homiel się roześmiał.
  • Cieszysz się Homiel, że wróciliśmy do Warszawy?
  • Co mam się cieszyć skoro jest, co ma być?
  • Ta druga fala to musi być coś niewyobrażalnego, to może wiele zmienić. 
  • Zmienić? Niż już nie będzie takie jak było.
  • Ale nie będę podlewał oliwy do ognia. Sam zobaczysz.
  • ……..
  • Październik minął to o czym teraz będziemy rozmawiać? – pytam.
  • O nieuchronnym.
  • Zwracam uwagę, że jest to bezterminowe, co już uchroni Olę przed wydawaniem dat.
  • Nie odpuszczają – myślę sobie. Dostałam bardzo po uszach i byłam bardzo rozżalona, ale dziękuję Im za tą lekcję.
  • Nieuchronne, czyli to nadejdzie? – upewniam się. 
  • Oglądasz film „Terminator”…?
  • Taaaak… – zaskoczył mnie. Akurat leciał przed moimi oczami w TV.
  • Do tej wojny w końcu dochodzi.
  • ?! … No tak.


Dopisane 24. 07. 2018 r.

  • To był anioł, który zleciał w Jakarcie.

Znając sposób rozmowy Homiela, Jego poczucie humoru, takt, dyplomację i mądrość… wiem, że te filmiki ku uciesze ludzi są zrobione i niewiele z prawdą mają wspólnego. Wielka szkoda!… Miałam cichą nadzieję, że jest inaczej. A może po prostu człowiek tak bardzo tęskni za Niebem, że już nie myśli racjonalnie? Nawet ja ufałam w pewnym momencie, że są prawdziwe. 

Ten film został wydany pod koniec 2010 roku jako część kampanii znanej jako „Fallen Angels” lub „Even Angels will Fall” dla męskiej wody kolońskiej Lynx Excite. Lynx to międzynarodowa marka Axe. Kampania była czasami nazywana „toporami aniołów upadłych”. Kampania obejmowała anioły zstępujące z niebios, przyciągane zapachem wody kolońskiej. Utworzono kilka reklam telewizyjnych wraz z urządzeniem rozszerzonej rzeczywistości umieszczonym w londyńskiej stacji metra Victoria, aby symulować anioły spadające na tych, którzy stali za logo firmy. https://www.youtube.com/watch?v=NjGupLyB8K0

  • Musiałbym sprawdzić, który z kolegów to zrobił.

http://wafflesatnoon.com/teleportation-rescue-video/ Film, który po raz pierwszy ukazał się w 2012 r., Został wyprodukowany jako promocja chińskiej gry wideo Zhu Xian 2. Przekonujące wideo zgromadziło miliony wyświetleń, często udostępnianych przez czytelników, którzy wierzyli, że materiał jest prawdziwy.

W takim razie może dam wskazówkę, jak wyglądałby anioł uchwycony na zdjęciu, czy filmie. Kiedyś namawiałam Homiela na to, by się dał sfotografować. Stwierdził, że nie ma sensu, bo na zdjęciu będzie tylko światło. Jest pewien dość mało znany film, nad którym również debatowano w TV. https://www.youtube.com/watch?v=33QkyJ2gYM4

https://www.youtube.com/watch?time_continue=215&v=eBeZl3kHbHE

  • Homiel, czy jest prawdziwy?
  • …… – Piotr gdzieś się zapatrzył…
  • Pokazał mi fragment z filmy „Miasto Aniołów”. Jak zrobiono aniołowi zdjęcie…

Nic się nie dzieje bez powodu i bez potrzeby.

06. 11. 17 r. Warszawa.

Nie spotkaliśmy się dzisiaj na kawie. Piotra nie było w firmie aż tydzień i teraz musi nadrobić zaległości. Siedzę więc w domu i piszę. Od kilku godzin ślęczę nad Wittenbergą jeszcze raz próbując dociec o jaką tablicę w kościele chodzi. Poruszałam się w internecie po niemiecku i zastanawiałam się jednocześnie co działo się z Piotrem przed Lutrem. Szybko się zorientowałam, że sama niczego nie wymyślę, więc postanowiłam poczekać na Homiela. Gdy wrócił Piotr podałam mu obiad, usiadłam na przeciwko i gdy był zajęty przegryzaniem kolejnego kawałka mięsa spytałam…

  • Kim byłeś przed Lutrem?
  • ……. – patrzy na mnie myśląc, że już zdurniałam do reszty. Po chwili jednak…
  • Mówi, że …
  • To jest szlak.
  • ???!!!
  • Jaki szlak?
  • Teraz zobaczyłem templariusza – i wzruszył ramionami.
  • ? To co z tym szlakiem?
  • To jest szlak twoich wyczynów.
  • ?!
  • Daj spokój – Piotr machnął ręką. 
  • Chcę mówić prawdę, a nie wierzą Mi – Homiel zażartował rozżalony.
  • Po co o tym wiedzieć? – pytam już poważnie.
  • Jak się obudzisz jutro rano, to zastanów się czego chcesz w życiu – przygadał mi Homiel. Jeszcze niedawno chciałam się dowiedzieć, a teraz jestem zmęczona tym, co wiem.
  • Jeśli to nieważne, to po co mówisz?
  • Kiedy chcesz wiedzieć, to nie wierzysz.
  • ……. – … bo to tak kosmicznie niewiarygodne. Ale przyznaję Mu też rację, chcę wiedzieć, boję się wiedzieć, a potem nie wierzę w co wiem.
  • W kontekście tego wszystkiego, to nie ma znaczenia.
  • To tak jakbyś zjadł zupę... – Piotr się zatrzymał na chwilę…
  • ogórkową dwa lata temu… Jakie ma to znaczenie?

Aż podniosłam głowę znad zeszytu…

  • Zupę ogórkową?! Tak powiedział?!
  • Kazał mi powiedzieć ogórkowa, nie inna.
  • …… – zaczęłam się śmiać.
  • Dostałeś na obiad mięso, ale sobie ugotowałam zupę ogórkową – i poszłam do lodówki po garnek i postawiłam mu przed nosem na dowód.
  • No i co ty na to? – pytam ze śmiechem.
  • Homiel mówi, że dla mnie jest niezjadliwa, bo mało jest przypraw, ale dla ciebie jest ok.
  • …… – znowu śmieję się głośno.
  • Dałam tylko sól, nie chciało mi się przypraw.

I to są takie chwile, które obezwładniają. Mam całe pudło różnych przypraw, wzięłam je nawet do ręki, ale odstawiłam.

  • Życzę ci Guten Apetit, bo w Niemczech siedzisz… żeby zakończyć wątek niemiecki to à propos ślęczenia nad Wittenbergą.
  • …… – rozmawiam z Homielem już chyba czwarty rok, a ciągle kręcę z niedowierzaniem głową.
  • Homiel dzisiaj jest bardzo precyzyjny. Kazał zmienić w pokoju naszej córki okno.
  • Poison... mówi.
  • Trucizna? – to ciekawe, bo w jej pokoju niemiłosiernie śmierdzi stęchlizną, do tego stopnia, że zaczyna tam się dusić, więc śpi w salonie.
  • Jak jesteś taki precyzyjny Homiel…
  • Jestem kiedy chcę…
  • To pomożesz mi? – chciałam, żeby mi odpowiedział o jaką tablicę w kościele chodzi.
  • Gdybyś pojechała tam, to byś zrozumiała, a ponieważ nie pojedziesz, to zróbmy sobie przerwę.
  • Ok – westchnęłam właściwie z ulgą, nie będę się przecież kłócić z aniołem.
  • Byłeś tak długo w Niemczech, aż Germanem zapachniało.
  • A to źle być Germanem? – pytam.
  • Człowiekiem jest się zawsze, Germanem się bywa, czy też Frankonem.
  • Frankonem? – Piotr pyta mnie oczami, bo to coś nowego.

Zrobiliśmy sobie przerwę. Po krótkim czasie siedliśmy na kanapie zadowoleni, że siedzimy na naszej ulubionej kanapie… Niewielu zrozumie co znaczy siedzieć zadowolonym na kanapie. Iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa, ciepło domu i święty spokój.

  • Homiel, powiedz, jak jesteś taki precyzyjny, kiedy ta II fala? – pytam.
  • Tak ci spieszno?
  • Pamiętaj, że odwróci się całe twoje życie do góry nogami.
  • Całe serce, nawet najmniejsza jego część nie ma porównania wobec tego, co nadchodzi.
  • Nie zdajecie sobie sprawy…
  • Ola!!! Wszystko się zmieni. On taki już nie będzie. To co zrobi dla tego domu (remont) już nigdy nie z robi. Biznes? Co to takiego?… będzie pytał.
  • Umiesz naprawdę przestraszyć – wzdycham żałując, że spytałam.
  • A co będzie się dla mnie liczyć? – Piotr. 
  • Ten prawdziwy twój świat.
  • To co on będzie robić? – pytam, bo nie mogę sobie tego wyobrazić.
  • Nie co będzie robić, a kim będzie.. Ojcze, przywróć mi imię moje…przypomniał.
  • Spadałeś długo, więc ta fala pozwoli ci wrócić do Domu.
  • Boże! Ta fala skończy się śmiercią?! – panikuję, bo powrót do Domu kojarzy mi się z jednym.
  • Do Domu można wrócić i za życia.
  • No, ale nie będzie przecież siedzieć cały dzień w fotelu i gapić się w Niebo…?! – pytam, bo ciągle trudno mi sobie wyobrazić o co w tym wszystkim chodzi.
  • Pamiętaj o zupie ogórkowej, gdybyś miała wątpliwości.

Homiel mi dzisiaj udowodnił bardzo mocno, że wszystko widzi, słyszy i analizuje. Udowodnił bardzo mocno jeszcze raz, że Niebo istnieje. A więc to, co mówi teraz… to też prawda.

  • Widziałem jak się zastanawiałaś nad przyprawami i myj ręce!
  • Oj Homielku, nie da się z Tobą wygrać. Wszystko widzisz!
  • I całe szczęście.
  • …….. – i już się zastanawiam, czy ma rację. Rzeczywiście… co by to było, gdyby dało się wygrać z aniołem, czy też z samym Bogiem…? 

  • Tylu ludzi odchodzi teraz – Piotr się zamyślił widząc informacje w TV o śmierci kilku znanych ludzi.
  • A ilu się rodzi?!
  • To jest ciągła nauka, natura ludzka ma żal, ale tak zostaliście wszyscy stworzeni.
  • Pamiętaj!… Na wzór i podobieństwo Ojca…
  • Skąd wiesz… Może taki sam jest…?
  • …….. – uuuuu…. zaczynam podejrzewać, że to z Ojcem rozmawiamy.
  • Rozwieję ci dzisiaj jeszcze twoje wątpliwości.
  • Podtrzymuję Swoje zdanie; trwaj do sądu, a potem płyń.
  • Do tego sądu, o którym myślimy.
  • Twoje przypuszczenia z datą są… – … nieważne.
  • O NIP? Nie o KIO? – pytam rozczarowana, bo zakładałam, że będzie to w październiku, najpóźniej w lutym lub Maju 2018 r.
  • Często cię nie poprawiam, bo cieszy mnie twoje badawcze dochodzenie.
  • Badasz, sprawdzasz i niektóre są to rzeczy fantazyjne i to też jest ciekawe, że nie stoisz w próżni.
  • Ciągle szukasz, sprawdzasz.
  • Czyli chodzi o ten sąd, o NIP?
  • Zawsze o niego chodziło.
  • To dlaczego wtedy potwierdziłeś?
  • Czy nie było weselej? Ile emocji miałaś w tym.
  • ……..
  • Musisz być czujna.
  • Ale ja muszę być pewna!
  • Teraz bądź.
  • Kiedy rozprawa w takim razie? – Piotr.
  • A jakbyś ty chciał?
  • Zdaję się na Was.
  • Więc czekaj, masz inne rzeczy do roboty, nie idź drogą Aleksandry…
  • Dociekliwość, ty realizujesz, a Ola docieka… Dusia…
  • …….
  • To nawet nie wiadomo, czy ta II fala się w tym roku zacznie. Na pewno… – i ugryzłam się w język. Już chciałam tworzyć następne daty.
  • ……
  • Pan Bóg tak patrzy na nas z góry i sobie mówi, co robią ta maluchy – Piotr w zadumie…
  • Co robią te Moje maluchy – poprawił Ojciec.
  • A Ja jestem, który Jestem.
  • … ?!
  • Dajecie Mi wiele radości.
  • Noooo, ty Mały mniej – zażartował…
  • Te chwile będę pamiętał tak, jak wy będziecie pamiętać.
  • ……. – siedzieliśmy zesztywniali, ale mnie korciło, żeby o coś jeszcze spytać i zaczęłam szeptać do Piotra…
  • Czym dajemy radość Ojcu?
  • Wszystkim, a życie nie jest łatwe… tutaj.
  • Ale nic się nie dzieje bez powodu i bez potrzeby.


Dopisane 22. 07. 2018 r.

  • Podtrzymuję Swoje zdanie; trwaj do sądu, a potem płyńpo dwuletnim oczekiwaniu mamy wyznaczoną w końcu datę rozprawy z NIP. To październik (!) 2018 r. Dokładnie 2 lata od zawału Piotra. Mam wrażenie, że Ojciec przesunął datę o rok. Dlaczego? Dla naszej nauki. Bawienie się w datowanie bardzo wiele mnie nauczyło. W tej kwestii żaden człowiek nie może być niczego pewny. Obserwuję poczynania znanego jasnowidza Krzysztofa Jackowkiego, który robi to nieustannie. Czasami widząc jak się poci, gdy jego kalkulacje się nie sprawdzają żałuję, że nie czyta tego blogu. Wiele by zrozumiał.

    Byłeś tak długo w Niemczech, aż Germanem zapachniało – z tego wynika, że Piotr nie raz był narodowości niemieckiej, trzeba się cofnąć aż do głębokiego średniowiecza. 

Bóg zapłać za nowy dzień.

03. 11. 17 r. Szczecin.

Wchodząc rano do pokoju Piotra zauważyłam, że był bardzo milczący i zamyślony. Na moje nalegania co się stało odprawiał mnie z kwitkiem, że nic. Dopiero parę godzin później powiedział…

  • Gacek zakopał mnie pod ziemią w trumnie. Wieko trumny zaczęło pękać i zaczął na mnie sypać się piasek. Na nogi, do gardła… Czułem jak się duszę… i co teraz powiesz?
  • ?!
  • Zacząłem się modlić; niech będzie chwała Ojcu i Synowi, było mi łatwiej umierać… i kiedy już umierałem, wizja się skończyła.
  • ?! – po czymś takim to i ja bym milczała, nie godzinę, a cały dzień.
  • Muszę kupić totka, duża wygrana się szykuje – zmieniam temat, żeby już o tym nie myślał.
  • Twoje bezpieczeństwo to nie twoja gestia, to Nasza gestia.
  • I stanął nasz Piotr w jurcie dnia, oczyścił swe myśli i znowu było jak dawniej.
  • ?! 
  • Co jeszcze Homiel powiesz? – spytałam idiotycznie, bo właściwie to nie wiedziałam o co Mu teraz chodzi.
  • Bóg zapłać za nowy dzień.

Dostałam ciekawy mail;

Wczoraj byłem na ciekawym wykładzie, który dał mi do myślenia. Mieliśmy w instytucie wizytę profesora z Arabii Saudyjskiej. Poszedłem z ciekawości na jego wykład. Byłem w szoku. Był z instytutu badawczego w Arabii Saudyjskiej. To mi dało do myślenia. Pokazywał co tam studiują. W Polsce nigdzie tego nie robią. Nie wiem, czy gdziekolwiek w Europie ktokolwiek to robi. Pracują nad elastycznymi tranzystorami. Pokazywał eksperymenty z elastycznymi układami scalonymi. Elektronika w tej chwili to sztywne metale i półprzewodniki. On pokazał układy scalone jak guma. Używają elastycznych materiałów, które pozwalają na rozciąganie, ściskanie, skręcanie itp…To znaczy, że będą mogli implantować elektronikę w oczach, zębach i nie musieć się tym martwić, gdy organizm rośnie, kurczy się, starzeje. Elektronika dostosowuje swój kształt do otoczenia.

Ten profesor powiedział też, że pracował nad urządzeniem typu fit bit z papieru, które jest używane przez muzułmanów przybywających do Mekki każdego roku. Podobno każdy pielgrzym musi mieć takie coś na ciele, gdy wjeżdża do ich kraju.

Czytam tekst na głos Piotrowi…

  • I co Homiel na to.?
  • Nic.
  • Szkoda… – pomyślałam.
  • W jednej myśli jest wiele układów scalonych, do których oni nigdy nie dojdą.
  • Nikt nigdy jej nie ogranicza i nie ograniczało.
  • Tylko zastanów się jak ją zmaterializować, a wszystko jest możliwe.
  • Nooo, ale jak to zrobić?
  • …….. – Homiel się śmieje do rozpuku.
  • Wyobrażasz sobie, żeby człowiek miał taką możliwość?
  • Tej Ziemi dawno by nie było.

Ma rację? Oczywiście!


04. 11. 17 r. Szczecin.

Piotr ciągle chodzi zamyślony.

  • Dzisiaj nad ranem budząc się poczułem dziwną energię. Dopadło mnie takie uczucie, że cały materializm, wszystkie te samochody, domy, ciuchy są mi całkowicie obojętne. Mówię na głos…
  • Nie chcę tego wszystkiego…
  • A co chcesz?
  • spytał mnie wtedy Ojciec.
  • Ciebie Ojcze, z Tobą być chcę, nic więcej.
  • Poczułem, że wyciąga do mnie niewidzialną dłoń, więc też wyciągnąłem, podałem Mu rękę na zgodę.
  • Oooook…. – słucham uważnie.
  • Wstałem i poszedłem do łazienki.
  • Myślisz, że żaden by nie poszedł?
  • I wtedy zrozumiałem, że anioły, które stały przed nim  nie chciały iść celowo. To wyglądało jak jakiś spisek. Mówiłem na nich wcześniej, że to cioty, że nie chcą, a teraz się wstydzę… – Piotr rzeczywiście nawet lekko zrobił się czerwony.
  • Jakoś przeżyją, nauka najważniejsza.
  • Ale Ojciec powiedział, że wstyd tym, którzy nie chcieli – przypominam. 
  • To oficjalna wersja. Prawdziwa wersja to taka, że oni celowo nie chcieli, abym to ja się zgodził.
  • Ooook… A nie wystarczyło po prostu poprosić cię, abyś to zrobił?
  • Nie, chodziło o to, żebym to zrobił sam z siebie.
  • ……… – zamyśliłam się nad tymi słowami analizując, czy to ma sens. Może tak, a może nie. To naprawdę wyższa matematyka.
  • A Homiel ci mówi coś teraz?
  • Ta ceglana podłoga może być, ale nie uważasz, że to zbyt szokujące?
  • …… – zbaraniałam w tej chwili. Wczoraj mówiłam Piotrowi, że chciałabym mieć kuchnię jak z „House of card”, ale z ceglaną podłogą.
  • Mówi, że to byłaby zbyt duża różnica.
  • Homiel pokazał mi teraz, że kuchnia powinna mieć beżową podłogę na całej długości mieszkania.
  • Oczywiście oprócz pokoi – wtrącił się.
  • Jasny gwint… – myślę… Anioł wtrąca mi się do wystroju wnętrza , a myślimy o zrobieniu jeszcze remontu kuchni.
  • To kiedy mam załatwiać? – Piotr pyta Homiela, jeśli już tak meble nam ustawia.
  • Żadna.
  • Co żadna? – pytam, bo to dziwna odpowiedź.
  • Odpowiedź żadna od Niego, nic nie mówi.
  • No to nic nie gadaj po prostu, jak nie słyszysz.
  • Ten najwięcej gada, a najmniej może. Prawdziwy rzecznik.
  • …….. – roześmiałam się na głos. Rzeczywiście Piotr znowu planuje, a tak naprawdę to może sobie tylko pogadać.


Dopisane 20. 07. 2018 r.

  • I stanął nasz Piotr w jurcie dnia, oczyścił swe myśli i znowu było jak dawniej – według Wiki jurta to namiot przenośny używany przez ludy tureckie i mongolskie w środkowej Azji, Turcji. Jaki ma to związek z Biblią? Jedynie jako rodzaj namiotu, który również był używany w czasach biblijnych. Polski internet staje się pomału niewystarczający, więc szukam u źródła, czyli u Hebrajczyków i znalazłam coś naprawdę interesującego.

Fragment z https://www.breakingisraelnews.com/74409/new-revelations-tabernacle-challenge-every-known-idea-holy-desert-structure/

Biblijne Tabernakulum, czyli Namiot Spotkania (Przybytek), mogło nie być skromnym prostopadłościennym namiotem, jak wierzyli uczeni od stuleci, ale ogromną okrągłą konstrukcją mającą sześć pięter wysokości, proponuje inżynier z Wisconsin, który spędził lata badając zawiłości biblijnych tekstów opisujących konstrukcję na pustyni. Andrew Hoy, wyszkolony inżynier mechanik z Milwaukee przebywający obecnie w Izraelu w celu zbadania swojej teorii, opracował koncepcję, która kwestionuje wszelkie znane przekonania na temat przenośnej centralnej struktury, którą Izrael służył Bogu przez 400 lat, aż do zbudowania Pierwszej Świątyni. http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=76

Hoy ma głowę do liczb i pasję do Biblii. Wychowany w Kościele luterańskim (!), jego osobista podróż doprowadziła go do opuszczenia tego kościoła. Studiował w jesziwie (seminarium religijnym) w Jerozolimie przez pewien czas, koncentrując się na nauce hebrajskiego, aby studiować Biblię w jej oryginalnej formie. Kiedy Hoy przeczytał fragmenty z Księgi Wyjścia dotyczące budowy Przybytku, szczegółowo opisując użyte materiały, postawił wiele pytań. Znał pełnowymiarowe modele Tabernakulum w Timna Park i Ariel w Izraelu i zdał sobie sprawę, że istnieje wiele rozbieżności między tymi przekładami, a tekstem biblijnym.

„Kto tworzy namiot z czterech piętr na pustyni, ze ścianami wykonanymi z belek grubości dwóch stóp?” Zapytał retorycznie Hoy. „Prostokątna wersja wykorzystuje wiele materiałów, których po prostu nie mają odzwierciedlenia w Biblii” – wyjaśnił Breaking Israel News. Był także zakłopotany metodami większości prac naukowych opisywanych przy budowie ścian na dziedzińcu, opisujących ściany z litego drewna połączone prętami.

„Jest to niewygodne i zużywa o wiele więcej drewna niż wymienione w Biblii. Największym problemem jest wykorzystanie srebra jako podstawy dla drewna „- zauważył Hoy. „Pozwolono im uzyskać 100 talentów srebra o wadze czterech ton. Wytwarzanie baz ze srebra wymagałoby znacznie więcej ton srebra, których nie uwzględniono w Biblii. Jako inżynier, rozumiałem srebro i mosiądz jako używane do rozpórek, jako część struktury kopuły.

Hoy wyobraził sobie krąg pościeli i wełnianych prześcieradeł nakryty ogromnym skórzanym ogrodzeniem. Wykorzystując swoje umiejętności inżynierskie i przestrzegając dokładnych ilości drewna i srebra określonych w Biblii, zaprojektował namiot podobny do tradycyjnych jurt używanych w Mongolii (!). Wersja Hoya, oparta na technicznych instrukcjach biblijnych, ma zdumiewające sześć pięter.

Hoy stworzył kompletny plan dla okrągłego Tabernakulum na oprogramowaniu projektowym, aż do najmniejszego sprzętu, w nadziei stworzenia modelu skalowego opartego na jego okrągłej koncepcji. Spędził setki godzin sprawdzając swoją teorię z perspektywy inżynierskiej, a także dla przestrzegania tekstu Biblijnego.

Namiot Zgromadzeń towarzyszył Żydom wędrującym po pustyni, ale stał w Szilo przez ponad 300 lat. Jako teoretycznie przenośna konstrukcja zdemontowana została 3000 lat temu.

Dlaczego Homiel (podejrzewam, że to Ojciec jednak) użył słowa Jurta? Dlaczego nie użył po prostu słowa namiot? Wiedząc, że nigdy nie używa słów ot tak sobie postanowiłam się dzisiaj dowiedzieć czegoś więcej. Co ma wspólnego Piotr z Przybytkiem Mojżeszowym? https://pl.wikipedia.org/wiki/Przybytek_Mojżeszowy

Siedzimy na kawie, Piotr się rozkręca, więc wykorzystuję moment, by zadać pytanie. (fragment dzisiejszej rozmowy).

  • Czy Piotr ma jakiś związek z tą jurtą?
  • Coś wynika z czegoś.
  • Zobaczyłem obrazek, jak ręka go przekreśla. 
  • Aha …. – czyli wiedziałam, że namiot w kształcie prostokąta nie jest prawdziwy. Pan Hoy się nie myli. 

Przemówił Ojciec do człowieka, a człowiek zrozumiał.

31. 10. 17 r. Szczecin.

Przyjechaliśmy do Szczecina odpocząć, a jesteśmy zapracowani jak dawno nie byliśmy. Remont dopiero się kończy i przyszedł czas na porządki. Codziennie kilka godzin fizycznej pracy. Cieszy mnie to nawet, bo nie myślę, że kończy się także październik. Oczekuję Bóg-wie-czego, a Homiel mówi nie czekaj na sensację. Kiedy już wieczorem rozsiedliśmy się wymęczeni przed TV poczułam, że jestem rozżalona.

  • Dobrze masz z mężusiem?
  • Jak królowa… kurka wodna…
  • Tylko się nie rozpłacz jakiż to jesteś wspaniały Homiel mu przygadał.

Wyciągam kajet, by to zanotować…

  • Już zaczynasz? – Piotr cierpko. Nie lubi tego, ale wie, że musi tolerować.
  • Tak, bo kocham te nasze rozmowy, a poza tym jest 31.
  • Dzień jak co dzień.

Ostatni dzień października i nic. Ale czy rzeczywiście nic? Hmm… Dwie bardzo ważne wiadomości, Luter, Deisenhofer… cofnięcie się w czasie. Jednostki mogą tego doświadczyć, a ja jestem rozżalona? Głupia jestem! Czasami dochodzi do mnie, że nie zasługuję na to, co się dzieje. Przypominam sobie słowa sprzed miesiąca…

-Te nasze układanki  są nic niewarte. Wszystko sprawdza się co Oni planują, a nie co my planujemy, a potem się dziwimy – mówię po długim namyśle. 
-Twoja wiara będzie poddana weryfikacji. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/06/02/imie-to-nie-nazwa-to-zakres-obowiazkow-i-wiedzy/ 

02. 11. 17 r. Szczecin.

Cały dzień w ogóle nie poruszaliśmy tematu października, ponieważ oboje byliśmy w jakimś sensie zawiedzeni. A może bardziej nienasyceni, jakby zabrakło tej jednej kropki nad i … Wiedziałam, że Niebo się nie myli, to ja się mylę próbując rozwikłać za wszelką cenę „alfabet Nieba”. Nie da się… Gdy poszliśmy na kawę nie wytrzymałam tej ciszy od dwóch dni, za bardzo za Nimi tęsknie.

  • Homiel, chcę to zrozumieć… Ja muszę to zrozumieć, bo jeśli ja zrozumiem, to inni tym bardziej.
  • Jako zegarmistrz pasujesz do zegarków…
  • widzę napis Ruhla, pisze się samo h. 
  • Ruhla? Pierwsze słyszę, to jakaś marka?
  • ……. – Piotr wzruszył ramionami, bo sam nie wie.
  • Nie martw się, niedługo Warszawa.
  • A… Rozumiem. Wtedy porozmawiamy.
  • ……..
  • Dzisiaj w nocy gacek zadał mi pewne pytanie.
  • ?! Jakie?
  • Czy Bóg jest legendarny?
  • ???!!!
  • I co powiedziałeś?
  • Bóg jest wszystkim, był, jest i będzie.
  • Hmm… Myślisz, że to gacek zadał pytanie?
  • A kto?
  • Myślę, że Bóg Ojciec też mógłby zadać takie pytanie – i powiedziałabym, że jest to nawet w Jego stylu, jeśli mogę się tak wyrazić.
  • Chrystus też spytał, co o mnie myślicie…
  • …….. – oboje się zamyśliliśmy.
  • A co do fali… – zaczął Homiel.
  • Nawet nie można powiedzieć co się odwlecze, to nie uciecze.
  • Ten czas po prostu nie nadszedł.
  • A te wszystkie znaki?
  • To jest wiara, to jest próba dla ciebie.
  • Wiedziałam…

Tym październikiem przećwiczyli mnie wzdłuż i wszerz. Wielkie oczekiwania, które zostały faktycznie szybko zweryfikowane. Czy to zachwiało moją w Nich wiarą? Zaufaniem? Nie. Przez te ostatnie lata coś się w nas przełamało, już się tak nie buntujemy. Zobaczyłam wielokrotnie, że to nie my mamy rację, a Oni. Jeśli nawet czegoś nie rozumiemy teraz, zrozumiemy później, to tylko kwestia czasu.


Opowiedziałam Piotrowi, że na blogu właśnie piszę o jego wizji;

-Usłyszałem coś niesamowitego... Zobaczyłem scenę. Widzę Ojca i aniołów, którzy stoją wokół Niego. To cała grupa aniołów, są wysocy, ja stoję za nimi i jestem najmniejszy. Bóg pyta ich... 
-A któż pójdzie do tego świata? 
-Widzę, że każdy udaje, że ogląda swoje buty, mają schylone głowy i udają, że nie słyszą, po prostu nikt nie chciał iść. Wtedy ja się wychyliłem i powiedziałem... 
Oto jestem. 
-Ty...? 
-Ojciec był zaskoczony... 
-Więc idź.
-…. i mnie przytulił. 
  • Nooo, była niesamowita. Wtedy, w tych słowach poczułem dużą dozę odpowiedzialności, misji. Wtedy widziałem, że nikt nie chce iść, bo każdy miał przy Ojcu dobrze. Nikt nie chciał zrezygnować z tego, co ma. Anioły miały po 4 metry wysokości, a ja tylko z metr. Stałem w cieniu za plecami Ojca, za kotarą, gdy się zgłosiłem. On odwrócił lekko głowę i spytał …
  • Ty ???

Narysował na kartce jak wyglądała ta scena, przyjrzałam się jej…

  • Stałeś w cieniu, jak szara eminencja, która ciągle chroni szefa. Nie chciałeś się rzucać w oczy i wolałeś zostać nie widziany, umniejszałeś swoje znaczenie, dlatego byłeś znacznie mniejszy. Komu pozwala się stać za swoimi plecami? Komuś, komu się ufa.
  • …….. – Piotr się wzruszył przypominając sobie to kolejny raz.
  • I jesteś.
  • Wstyd tym, którzy mieli pójść, a nie poszli.
  • Ojciec wiedział jak będzie?
  • Wszystko wie, Ojciec by nie wiedział?

W Biblii jest opisana identyczna niemal sytuacja, te same słowa.

Powołanie Izajasza

1 W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. 2 Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. 3 I wołał jeden do drugiego: «Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały». 4 Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.5 I powiedziałem: «Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!» 6 Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. 7 Dotknął nim ust moich i rzekł: «Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech». 8 I usłyszałem głos Pana mówiącego: «Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?» Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!» 9 I rzekł [mi]:«Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia, patrzcie uważnie, lecz bez rozeznania! 10 Zatwardź serce tego ludu, znieczul jego uszy, zaślep jego oczy, iżby oczami nie widział ani uszami nie słyszał, i serce jego by nie pojęło, żeby się nie nawrócił i nie był uzdrowiony» 11 Wtedy zapytałem: «Jak długo, Panie?» On odrzekł: «Aż runą miasta wyludnione i domy bez ludzi, a pola pozostaną pustkowiem. 12 Pan wyrzuci ludzi daleko, tak że zwiększy się pustynia wewnątrz kraju. 13 A jeśli jeszcze dziesiąta część [ludności] zostanie, to i ona powtórnie ulegnie zniszczeniu jak terebint lub dąb, z których pień tylko zostaje po zwaleniu. Reszta jego [będzie] świętym nasieniem».

Poruszyła mnie nie tylko opisana scena, ale także ostatnie zdania. Runą miasta i dziesiąta cześć ludności zostanie… Przypomniałam sobie  słowa Ojca, że zostanie jeden na dziesięciu, nie wspominając już o samej apokalipsie.

  • Homiel, dlaczego to Piotr widział? Czy ta scena się powtarzała?
  • ……..
  • Czy Piotr to Izajasz? – pytam niepewnie.
  • Homiel siedzi cicho, ale zrobił taką minę… – Piotr pokazał, jak mocno ściska usta.
  • Szukaj dalej, a może znajdziesz...
  • A może się mylę, ostatnio często się mylę jak widzisz…
  • Szukaj…
  • Szukaj, szukaj… Ale gdzie?! – pomyślałam.
  • . Trudne to jest
  • Bardzo… Co jest prawdą, a co nie…
  • Widziałem twoje rozżalenie. Sam wycierałem ci łzy.
  • Ucz się…
  • Jak się uczy człowiek najlepiej?
  • Na błędach.
  • To jest lekcja dla ciebie, nie dla Piotra.
  • Ty jesteś teraz celem, a Piotr narzędziem.
  • To ty masz się uczyć.
  • Pod koniec będziesz jak wyrocznia.
  • Widząc człowieka będziesz wiedziała co przedtem i potem.
  • ???!!! – już zaczynam podejrzewać, że to Ojciec przemawia. Od początku był to Ojciec.
  • Robisz błędy wyznaczając daty.
  • Daty zna tylko Ojciec, więcej tego błędu nie zrobisz.
  • Ooooo, na pewno… – pomyślałam.
  • Przemówił Ojciec do człowieka, a człowiek zrozumiał.
  • Nie koncertuj się na datach, a na zdarzeniach.
  • Sprawdź co znaczy nazwa Ruhla.
  • Pierwsze słyszę…

Sprawdziłam, gdy ledwo dorwałam się do komputera.

Zegarki vintage, prócz ogromnego uroku, ciekawego design’u oraz tradycyjnych werków mechanicznych, często posiadają także bardzo ciekawą historię. W przypadku prezentowanego poniżej zegarka RUHLA historia zadziwia podwójnie, gdyż model Chronograf stał się symbolem tej marki, a równocześnie czasomierz ten wyprodukowano w GDR, czyli kraju, którego nie znajdziecie na mapie, ponieważ nie istnieje już od 25 lat.  Zakłady RUHLA stworzyły dziesiątki różnych modeli i wyprodukowały miliony różnego rodzaju urządzeń do pomiaru czasu. W większości były to urządzenia dość prostej konstrukcji, ich mechanizmy w większości nie posiadały kamieni łożyskujących – były to werki z wychwytem kołkowym – a koperty wykonane były z mosiądzu.

Trzeba przyznać, iż były to równocześnie zegarki dość trwałe, ładnie prezentowały się na ręce oraz odmierzały czas – choć należy zaznaczyć, że kaliber 24 charakteryzował się dobowymi odchyleniami na poziomie +240 sekund / – 120 sekund na dzień http://manufakturaczasu.pl/ruhla-chronograf/

Śmieję się sama z siebie. Jestem jako ten zegarek; prosty, dość ładny, porządny, tyle, że nieprecyzyjny z wymierzaniem czasu. Śmieję się jeszcze radośniej, bo dostrzegam kolejny raz jak niesamowicie, nieprzeciętnie dowcipny jest Ojciec. 

Żeby się podnieść, muszą upaść.

28. 10. 17 r. Szczecin.

Przyjechaliśmy do Szczecina zmęczeni. Wieczorem rozsiadamy się przed TV mając nadzieję na nic-nie-róbstwo, ale nagle słyszymy nad głowami klap, klap, klap naszej pani prokurator… Patrzymy na siebie lekko przerażeni… My zmęczeni, a szykuje się  bezsenna noc. 

  • Jasny gwint! Nie było tego kilka miesięcy!

Siedzimy już nerwowo i tylko czekamy. Po godzinie zaczęła się aria.

  • Zaraz ich popędzę – Piotr stuka nerwowo pacami po poręczy fotela.
  • Oni nie są warci ruchu. Upadną.
  • Żeby się podnieść, muszą upaść.
  • Nie martw się, to wkrótce będzie historią.
  • Naprawdę? – trudno na razie w to uwierzyć, bo aria rozkręca się na dobre.
  • Naprawdę, niedługo to potrwa. Przed nami piękne dni.
  • Włóż zatyczki, Pan Bóg się nimi zajmie – doradzam Piotrowi. Zatyczek mam całą szafę na wszelki wypadek.
  • Bezwstydna baba.
  • Niczego po niej lepszego się nie spodziewaj, lecz czas zapłaty dla niej nadchodzi.
  • Ciekawe w jaki sposób… – myślę sobie…
  • Wyjątkowo dzisiaj czułem Homiela, stał tuż przy mnie, na centymetry…
  • Zawsze stoję.
  • ……..
  • Wiesz dlaczego Edziu się nie materializuje Krysi? Bo chciałaby pójść za nim, a ma tu być.
  • A skąd wiesz?
  • Homiel mi powiedział.
  • ……..
  • Ale tej babie nie można nic zrobić?
  • Wytrzymaj to.
  • Nie przyszedłeś tu, by sądzić i karać.
  • Ale uczyć, naprawiać, rozwijać, przypomnieć… a wiesz dlaczego?
  • Bo nie wiesz.
  • Ale dziwna odpowiedź… – pomyślałam w pierwszej chwili, ale w drugiej już zrozumiałam.

Bo nie wiesz jaki jest cel twojego życia tutaj, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Jaka jest przyszłość i przeszłość, jakie plany ma Ojciec… nic nie wiesz. Ale jednego jestem pewna… to nie Homiel teraz z nami rozmawia.


Znajoma Piotra cierpi od dłuższego czasu na permanentne zapalenie płynu maziowego kolana. Wczoraj o piątej rano Piotr został zbudzony mając przed oczami jej wizerunek. A dokładnie … pokazano mu jej rozpalone do białości kolano. Piotr mimo zaspania zajął się czyszczeniem tego kolana w ten sam sposób, jak leczy i moje migreny. Czyli wizualizował z nieba białe światło i wpuszczał w jej ciało. Zajęło mu to kilkanaście minut, po czym zmęczony zasnął głęboko jakby przebiegł maraton. Dzisiaj zadzwonił do znajomej i okazało się, że ból minął. Na jak długo? To się okaże. 

  • Dziękuję ci Ojcze.
  • Nie zrobiłem tego dla niej, ale dla ciebie.
  • A dlaczego nie miałoby być dla niej? – pytam od razu.
  • Jaka by była z tego korzyść?
  • Czy uwierzyłaby skąd to jest? Czy by się zmieniła?
  • Hmm… Nie… – przyznałam w myślach rację, bo ona nigdy by nie uwierzyła, że to od Boga.

Nie wiem, czy uwierzyłaby nawet wtedy, gdyby sam Ojciec stanął przed nią w pełnej okazałości. Pewni ludzie są bardzo przy ziemi, a nie przy Niebie i to się nigdy nie zmieni.

  • Mały walczy o nią, poprosił i dostał.
  • A ja prosiłam i co?
  • Wszystko przed tobą Moja córko.
  • ……. – zawstydziłam się za swoje pytanie i za swoją bezczelność.
  • Mogę prosić dalej?
  • Na to czekam. Po cichu wszystko dostajesz.
  • ?!

I przypomniałam pewien  moment w moim życiu, w którym po raz pierwszy zwróciłam uwagę na to, że ktoś niewidzialny spełnia moje życzenia. Na długo przed Homielem, z 15 lat temu bardzo chciałam mieć okulary w złotej oprawce, na które nie było mnie stać, a które były wówczas bardzo modne. Któregoś dnia Piotr kupił używany dostawczy samochód. W schowku znalazłam okulary, o których marzyłam od jakiegoś czasu. Wtedy to biorąc je do ręki z niedowierzaniem powiedziałam do Piotra…

  • Wiesz co? Ktoś chyba wysłuchuje moje myśli… – … pamiętam to do dzisiaj.

Dostałam dzisiaj maila, który jeszcze raz potwierdził, że osoby czytające ten blog, nie czytają go przez przypadek. Kiedyś Ojciec powiedział, że ta pierwsza grupa ludzi czytające Jego słowa jest wybrana przez Niego osobiście. Dlaczego? To już Jego tajemnica. Widocznie ma wobec każdego swoje plany.

Cześć; dziś w nocy obudziło mnie wołanie Anioła o Apokalipsie. Nie pamiętam już dokładnie tych słów, ale to były słowa z Apokalipsy, wiem bo czytałem ją i słuchałem parę razy.


30. 10. 17 r. Szczecin.

Nasze rozmowy w Szczecinie są krótkie i konkretne. Piotrowi nie chce się rozmawiać z natłoku spraw rodzinnych i Homiel doskonale o tym wie. Zapisuję więc wszystko co się da, bo szkoda każdego dnia.

  • Nad ranem obudził mnie wzrok wlepiony we mnie. Zobaczyłem okno zrobione w przesłonie, ta przesłona miała z 10 m grubości, a na końcu było kwadratowe okno. Stała w nim dziwna istota, cała przezroczysta, ale miała normalne oczy. Patrzyła się na mnie, a kiedy się zorientowała, że ja widzę ręką zamknęła przesłonę. 

  • Ciekawe… Homiel co to?
  • Coś. Twój mąż budzi zainteresowanie wielu istot.
  • ?!
  • Nie macie świadomości, nie zdajesz sobie sprawy.
  • Operujecie nazwami i nie zdajecie sobie spawy z istoty, która tu mieszka.
  • Piotruś?! – nie przesadzasz?… Chciałam powiedzieć, ale się ugryzłam w język.
  • A Ola?
  • Ola to hol. Holuje cię do miejsca, gdzie zostaniesz naprawiony do końca.
  • W twoim języku będziesz lepszy niż twoje audi A 8.
  • Bez holownika nie dojedzie? – pytam.
  • No jak to bez holownika?
  • Przecież jesteście Wy…?
  • ……..
  • Homiel nic nie mówisz.
  • Miesiąc się kończy, wolę patrzeć, nie mówić.
  • Został jeden dzień.
  • Dwa.
  • No dobra, dzisiaj 30.
  • Przecież mówiłem, że będzie ciekawie.
  • Tak tylko gadasz…
  • Tak gadam.
  • Mówi się mówisz, a nie gadasz.
  • Ale erudytą jesteś!

Jeszcze jedna, typowa przyjaciół rozmowa przy kawie. 

Poświęć się dla tego świata i wróć do Mnie.

26. 10. 17 r. Warszawa.

O Eduardzie myślałam pół nocy.

  • Jeśli po słowach Homiela udało mi się faceta zlokalizować to znaczy, że z tym Lutrem też może być prawda… 
  • ……… – Piotr podniósł oczy do góry jakby chciał mi powiedzieć, że ma to w du…e.

Jego zdrowe podejście sprawiło, że roześmiałam się na głos. Bardzo mi to teraz pomogło, bo w jednej chwili przestałam się tym przejmować. Nie mogłam spać, a on mnie wyleczył w sekundę. 

  • Homiel, brakuje mi tego pomiędzy… Pomiędzy Lutrem, a tym nazistą. Brakuję mi tego, do którego należał krzyż. Daj jakiś trop.
  • Nie zdążysz go znaleźć, będziesz miała inne rzeczy na głowie.
  • Naprawdę?
  • Naprawdę.
  • Teraz jedziemy do Szczecina. Zostajesz tam na tydzień, czy wracasz ze mną? – pyta Piotr.
  • Nie ma głupich! walnął Homiel, co mnie rozśmieszyło jeszcze bardziej, bo wyjął mi to zdanie dosłownie z głowy.
  • ………
  • Dzisiaj rano w kościele Jezus powiedział mi….
  • Duch twój i ciało twoje będzie świecić.
  • Nie wiem co to ma znaczyć…
  • ……… – ja też nie wiedziałam, bo przecież chyba nie będzie świecić  dosłownie.
  • Musiałabyś zobaczyć te oczy, żeby zrozumieć kim ta istota jest. Czysta, powalająca mądrość, obejmuje cały wszechświat…
Gdy przyjąłem Eucharystię zobaczyłem oczy kogoś bardzo mądrego, które powoli się otwierały… Poczułem wielki respekt, były bardzo podobne do oczu Ojca.……… – słuchałam uważnie. Kto to Homiel? Czyje to oczy?Podpisuje się… – Piotr zrobił znak X. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/07/10/jedna-gora-sie-skonczy-bedzie-druga/
  • Daj jej spokój.
  • Ale ja też tak bym chciała zobaczyć.
  • Masz wiedzę światła i dawaj tę wiedzę.
  • Pan Bóg przeznaczył ci to, co najlepsze.
  • ……..
  • Zobaczyłem znowu tą wizję, nie tego oczekuję od ciebie.
-Starszy mężczyzna z siwą brodą w długiej szacie lekko kroczył po ziemi, właściwie lekko się nad ziemią unosił. Ja szedłem przed nim i zamiatałem szybko ścieżkę, po której On szedł. Nie chciałem, by trafił na jakąś przeszkodę, bo szedł boso. W pewnym momencie zobaczyłem wystający z ziemi bolec, dopadłem do niego i próbowałem go wyrwać, ale tkwił bardzo głęboko, a widzę, że On się zbliża. Położyłem się więc na nim, by staruszek mógł przejść bezpiecznie. Kiedy podszedł spojrzał na mnie i powiedział;
-Nie tego od ciebie oczekuję i przeszedł bokiem.
  • Tą wiedzę przekaże ci Ojciec bezpośrednio.
  • Powiem co zrobisz dla Mnie.
  • ……… 
  • Jak to zrobię, to może wrócę do Domu ?
  • Nie powiedziałem może.
  • Wrócisz, ale jak się dobrze sprawisz.

Włączyliśmy film, jednakże Piotr zamiast w telewizor gapi się w jakiś punkt pokoju.

  • Ale Pan Bóg jest niesamowity… Powiedział do mnie teraz…
  • Wkrótce staniesz się celem dla tych, którzy cię nienawidzą i tych, którzy będą szli za tobą.
  • Poświęć się dla tego świata i wróć do Mnie.
  • …….. – zaniemówiłam, bo co to znaczy?
  • Zaczynasz dotykać ściany – … kryształowej.
  • Tą ścianą jestem Ja.
  • Utkano ci już powróz.
  • Zobaczyłem jak słońce obraca się wokół siebie trzy razy.

27. 10. 17 r. Szczecin.

Jedziemy do Szczecina, a Homiel milczy.

  • Gdzie jesteś? – pytam, żeby zacząć rozmowę.
  • Frunę przed wami, złapałem dobry wiatr.
  • Jesteś cudowny! – śmieję się na głos widzą to oczami wyobraźni.
  • Tak te ptacy już mają.

Mija jedna godzina, druga i nic. Zatopiliśmy się we własnych myślach…

  • A gdybym tak umarł podczas operacji?
  • Ale tak się nie stało.
  • Asystowałem przy operacji, narzędzia podawałem.
  • ……….
  • Dostałam wczoraj trochę maili.
  • To twoja robota, że ludzie to czytają – Piotr.
  • To nasza wspólna zasługa, nic bym bez ciebie nie zrobiła.
  • Chcesz już medal?
  • Za co? – pytam. 
  • Za skromność.
  • Stwierdzam tylko fakt.
  • Fajnego masz mężusia – Piotr o sobie.
  • Nie wytrzymam tego, zaraz zwymiotuję.
  • Widzisz? Ty medalu nie dostaniesz – śmieję się, bo to najprawdziwsza prawda.

Mija kolejna godzina w ciszy. Nie mając pomysłu na Homiela zaczęłam Piotrowi czytać, co odkryłam wczoraj o Deisenhoferze. Znając nieco niemiecki zaczęłam szukać informacji w internecie po niemiecku. Natrafiłam na ciekawą rozmowę między zdaje się jego wnukiem, a znawcą historii II wojny światowej. https://forum.axishistory.com/viewtopic.php?t=66868

Z pewnością był najlepiej wykształconym ze wszystkich czołowych postaci Waffen SS, ale był kluczowym przywódcą w rozwoju oddziałów straży KL w latach przedwojennych. Kiedy kilka lat temu korespondowałem z dr. Karolem Sydnorem („Żołnierze zniszczenia”), zidentyfikował Deisenhofera (wraz z Helmutem Beckerem i Maxem Simonem) jako głównego politycznego „fanatyka” SS-Totenkopfverbände. W książce Yergera znajduje się zdjęcie z około 1942 roku Deisenhofera odwiedzającego KL Gross-Rosen i komendanta Arthura Rödla, jego starego znajomego w KL Buchenwald (Deisenhofer był doradcą prawnym SS-TV Sachsen i SS-TV Thuringen w 1937 r. ).

Deisenhofer, według wiedzy kogokolwiek, nie popełnił żadnych udokumentowanych zbrodni wojennych i był wybitnym żołnierzem. Jakiekolwiek zaangażowanie w zbrodnie wojenne mogło być w Polsce we wrześniu 1939 r., gdy SS-TV Oberbayern było zaangażowane w działania „policyjne i bezpieczeństwa”, masowe egzekucje polskich duchownych, Żydów i inteligencji. W tym czasie Deisenhofer był dowódcą batalionu w „Oberbayern”. Działalność SS-TV Brandenberg została udokumentowana, „Oberbayern” i „Thuringen” otrzymały zadania o podobnym charakterze. Uważam Deisenhofera za bardzo interesujący przykład „intelektualnego” SS-mana. Jego poziom wykształcenia był porównywalny do Wernera Besta, Waltera Schellenberga, Otto Ohlendorfa. To, że znalazł wspólny język z takimi ludźmi jak Theodor Eicke, Karl Koch i Arthur Rödl, jest nieco zdumiewające. Założę się, że rozmowy wokół stołu z oficerami Dachau były co najmniej interesujące! W swoim umyśle był patriotą i honorowym żołnierzem.

  • A widzisz? Może nie był taki zły?
  • Taaak? On szkolił innych i to w Berlinie. Jak myślisz… Kogo bierze się na szkoleniowców? – pytam już zgryźliwie. Wiele lat zajmowałam się organizacją szkoleń i coś o tym wiem.
  • Hmm… Bierze się najlepszych – przyznał po chwili milczenia.


Dopisane 14. 07. 2018 r.

  • Byłeś najgorszy z najgorszych w Dachau – kto ma rację? Historia, która nie odnotowała oficjalnie zbrodni wojennych Deisenhofera, czy Niebo? To, że nie odnotowała nie znaczy, że nic się nie wydarzyło. Nawet w tej rozmowie padają słowa, które dają wiele do myślenia.

politycznego „fanatyka” SS-Totenkopfverbände.

…Jakiekolwiek zaangażowanie w zbrodnie wojenne mogło być w Polsce we wrześniu 1939 r., gdy SS-TV Oberbayern było zaangażowane w działania „policyjne i bezpieczeństwa”, masowe egzekucje polskich duchownych, Żydów i inteligencji.

…To, że znalazł wspólny język z takimi ludźmi jak Theodor Eicke , Karl Koch i Arthur Rödl (p.s. zbrodniarze wojenni), jest nieco zdumiewające

Był dowódcą II batalionu III Dywizji Pancernej Totenkompf; uznawanej za najbardziej fanatyczną spośród dywizji Waffen-SS. https://pl.wikipedia.org/wiki/3_Dywizja_Pancerna_SS_

Jaki więc był pan Eduard Deisenhofer? Fanatyczny nazista z dobrym wykształceniem, co czyni go jeszcze bardziej niebezpiecznym. Miał świadomość, miał wiedzę i czynił zło.

Kościół jest dla wszystkich.

25. 10. 17 r. Warszawa.

Piotr nadal myślał o wczorajszej wizji. Nie dawało mu to spokoju.

  • Ja to wyraźnie czułem pod palcami, jakbym się cofnął w czasie i zapinał mundur.
  • …….
  • Hmm… Nie mogę zrozumieć… Jak z taką przeszłością mogę pochodzić Stamtąd? – patrzy na mnie szczerze zdziwiony.
  • My też tego nie rozumiemy, a jednak to prawda. Tak zrył twoją głowę diabeł.
  • Ten gnojek….
  • Nie używaj słów pogardy nawet do swoich nieprzyjaciół.
  • Pogarda to… – i pokazał palcem na „dół”. Domena diabła.
  • Teraz rozumiesz, że to ważne, żeby to było w tym roku? – upieram się, choć nie mam pojęcia tak naprawdę kiedy.
  • Czy to ważne czy 2017 czy 2018? A może to będzie w przyszłym roku? – Piotr sceptyczny jak zawsze.
  • Ano ma. Chodzi o cykliczność i zamykanie kręgów.
  • Kim my jesteśmy? – Piotr.
  • Nie ma jesteśmy, a kim ty jesteś. Daj Oli spokój.
  • Tych imion tak wiele…
  • Czego się boisz? Zaufaj Ojcu.
  • Choć fala jest potężna, to jest odpowiedź.
  • Mogę myć u was kibelki i schody, oby u Was.
  • Schody masz zapewnione…
  • ………
  • Zobaczyłem teraz scenę… Myję schody i widzę, że na dole toczy się bitwa między białymi i czarnymi. Rozglądam się, czy nikt mnie nie widzi, zlatuję na dół, robię porządek i wracam jak gdyby nigdy nic i dalej sprzątam. Myślę, że Ojciec tego nie zauważy. Jestem kompletnie niesubordynowany… – kiwa głową zły na siebie, a mi się śmiać chce. Cały Piotruś! 
  • …….. – podniósł głowę do góry i słuchał. Łokciem go trącam, aby mówił co słyszy.
  • Co zrobisz jak ci dam Ziemię, byś zrobił porządek?
  • Przywrócę harmonię, wybiję czarnych.
  • To jest zła droga, oni muszą sami wybrać.
  • …….. – Piotr patrzy na mnie z wołaniem o pomoc, a ja przewracam oczami, żeby sam sobie radził. 
  • Jak chcesz ich przebudzić?
  • …….
  • Potrzebny jest wstrząs – odzywam się w końcu.

Od wielu miesięcy nauka Ojca spowodowała, że próbuję patrzeć na nasz świat Jego oczami i widzę, że w dzisiejszych czasach nie ma innej drogi jak wstrząs. Człowiek musi sam powalczyć o miłość, pokój, o szczęście. Musi mu na czymś zależeć. Sam powinien zrozumieć co jest dobre, a co złe. W rozmowach z ludźmi szybko się zorientowałam, że nie przekonasz nikogo na słowo, że Bóg istnieje i jest … naprawdę pod każdym względem wspaniały. Doskonały strateg, nauczyciel, myśliciel, mędrzec, cudowny Ojciec. Czy tak trudno pojąć, że nie może dawać swoim dzieciom wyłącznie słodkiej bitej śmietany? Czasami dla zdrowia potrzebna jest też i sól? 

  • Czy wojna może być dobra?
  • Jak spuści się psy z Isengardu to zacznie się dziać, a ty ciągle to trzymasz.
  • Oni chcą wyjść, a ty ich wywalasz.
  • Dlaczego człowiek jest tak słaby Ojcze? – pytam.
  • Gdyby był mocny, nigdy by się nie nauczył.

Gdy wróciłam do domu włączyłam TV, zaczęłam się krzątać po pokoju słuchając kątem ucha filmu dokumentalnego dotyczącego II wojny światowej. W pewnym momencie padło tam zdanie; lista oprawców Oświęcimia. Wyprostowałam się i pomyślałam, że jeśli jest taka lista Oświęcimia, to może jest też podobna lista dot. Dachau.

-Byłeś najgorszy z najgorszych w Dachau.

Zostawiłam sprzątanie i siadłam do komputera. Postanowiłam sprawdzić wizję Piotra. Zaczęłam od tego, czy lista istnieje; https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Personel_Dachau Wow… 268 ludzi związanych z Dachau.

Aby zawęzić to „szacowne grono” potrzebowałam więcej informacji. Cofnęłam się do moich zapisków.

Fragment, w którym pokazano marsz najważniejszych dygnitarzy SS zwróciło naszą uwagę. Zwróciliśmy uwagę na to, że każdy z nich miał bardzo wyczyszczone buty. Spojrzeliśmy na siebie ze zrozumieniem. W pewnej chwili pomyślałam nawet, że jakość tego archiwalnego filmu jest znakomita, jeśli widać tak świecące i wyglancowane buty. 
-Ja też lubię pucować swoje buty... - i wyraźnie zrobiło mu się z tą świadomością dość dziwnie... 
-Pamiętasz czarną koszulę?... - Piotr potrząsnął głową jakby nie chciał tego słuchać. Kilkanaście lat temu nosił czarną koszule, którą lubił wyjątkowo. 
-Tylko brakuje - pokazał znak SS. 
-Wiesz, że jako dzieciak w podstawówce malowałem sobie pod pachą ten znak? - powiedział smutno. 
Siedzieliśmy w milczeniu. Gdy korytarzem przechodził młody chłopak Piotr gwałtownie złapał się za głowę i zrobił się czerwony. Myślałam, że znowu miał zawał.
-Zobaczyłem przed oczami jak do kogoś strzelam i nożem tnę, jako ss-man...
-Bali się ciebie nie tylko normalni, ale i swoi. 
-Uniknąłeś kary? - od razu się tym zainteresowałam.
-Wyśliznąłeś się, byłeś bardzo poszukiwany, „nieszczęśliwie” spaliłeś się żywcem. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/10/09/ 

Przestudiowałam dokładnie listę z Dachau wyłączając automatycznie tych, którzy żyli dłużej niż 1960 r. (rok urodzenia Piotra). Pozostało kilkadziesiąt nazwisk. Im dłużej czytałam ich życiorysy, tym bardziej na wymioty mnie brało. Myślałam nawet, żeby dać sobie z tym spokój, ale wtedy spojrzałam uważniej na to zdanie;

  • Wyśliznąłeś się, byłeś bardzo poszukiwany, „nieszczęśliwie” spaliłeś się żywcem.

Trzy istotne informacje. Wyśliznął się, czyli uniknął kary… Następnym więc krokiem było odrzucenie tych, którzy nie zostali oficjalnie straceni, ani ukarani. Zostało mi ok. 90 nazwisk. Zastanowiło mnie teraz, czy wizja Piotra z palącym się mundurem może być wskazówką. Zaczęłam sprawdzać więc umundurowanie SS.

Kolejna selekcja według stopnia. Zostało mi trzech ludzi, dwóch z nich przeżyło wojnę Fritz Degelow, Alois Obermeier, ale moją uwagę zwrócił ktoś jeszcze; Eduard Deisenhofer.

  • Ja pierdzielę…! – pomyślałam widząc jego kołnierzyk.

Wczytałam się w niego na https://pl.wikipedia.org/wiki/Eduard_Deisenhofer .

W drogę na Pomorze wyruszył samochodem, ale w trakcie podróży jego pojazd został zaatakowany przez sowiecki samolot szturmowy. Zginął Deisenhofer, jego kierowca i adiutant.

  • Faktycznie się wyśliznął… – pomyślałam, ale nie ma tu słowa, że spalił się żywcem.

Zaczęłam drążyć dalej. I znalazłam to; http://www.die-freiwilligen.pl/indeks-osobowosci/ss-oberf-hrer-eduard-deisenhofer

Pod koniec stycznia 1945 roku natomiast wydano mu rozkaz udania się do Arnswalde (Choszczno) na Pomorzu Zachodnim w celu przejęcia dowodzenia nad złożoną z ochotników łotewskich, 15 Dywizją Grenadierów SS (1-wsza łotewska). W drogę na Pomorze wyruszył samochodem, ale w trakcie podróży jego wóz został zaatakowany przez sowiecki samolot szturmowy. W ataku zginęli wszyscy pasażerowie. Oprócz samego Deisenhofera zginął również jego kierowca i adiutant. Ponieważ do dnia dzisiejszego nie ma „namacalnych” dowodów jego śmierci, a jego szczątki nie zostały odnalezione jest on klasyfikowany jako zaginiony w akcji 26 stycznia 1945 roku, a nie poległy w walce.

Nieszczęśliwie” spaliłeś się żywcembomba musiała uderzyć prosto na niego, jeśli się całkowicie spalił i jego szczątków nigdy nie znaleziono. Zrozumiałe są też i te słowa; byłeś bardzo poszukiwany. Klasyfikację „jako zaginiony w akcji” na pewno nie przyznaje się od razu, ale po sprawdzeniu i dochodzeniu co stało się z danym człowiekiem. Na pewno więc był poszukiwany.

Zebrałam wszystkie ustalenia razem; Dachau, 4 wypustki na mundurze i , biała stójka wokoło szyi, nie zostaje mu wymierzona kara, ginie spalony, zginął pod Choszcznem (niedaleko Szczecina). Ten człowiek miał też epizod związany z tłumieniem powstania warszawskiego (sierpień 1944), czyli był w Warszawie, a Piotr przecież spotkał tu kogoś z dawnej przeszłości…

W drugiej połowie lipca, Deisenhofera skierowano z powrotem na wschód, miał tam objąć dowództwo nad 5 Dywizją Pancerną SS „Wiking”, obecnie uwikłanej w ciężkich walkach w okolicy Modlina. Część pododdziałów brała również udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku. Deisenhofer dowodzenie przejął oficjalnie w dniu 6 sierpnia 1944 roku. W połowie sierpnia, Deisenhofer został jednak odwołany z powrotem do Berlina, aby czekać na kolejny przydział. 

-Dzisiaj chyba spotkałem swoją dawną ofiarę – powiedział Piotr wyraźnie poruszony. 
-Dyrektor zadał mi pytanie. Wie pan… ciągle mi się śni… jak mając 16 lat szedłem do komory gazowej, zostałem spalony… ciągle mi się to śni. Dzisiaj miałem też remake… Panie Piotrze… – zaczął z wahaniem 
–Musi istnieć jakaś wyższa inteligencja, która tym zarządza. 
-Kiedy mi o tym opowiadał zobaczyłem jego przeszłość, zobaczyłem… że to ja go prowadziłem do komory i to przeze mnie został zabity.
…… – zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia. 
-I co ja mam teraz zrobić? – spytał bezradnie. 
-Nic… tę podróż musisz odbyć. 
-Zacząłem mówić mu o Bogu, że istnieje, że Go widziałem, słyszę… Czy to przypadek, że go spotkałem? 
-W twoim życiu nie ma przypadków. 
-Wielu takich jeszcze Piotr spotka? – spytałam Homiela, bo sytuacja była wyjątkowa. 
-Nie chodzi o ilość, ale o symbol. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/03/19/najwieksza-wiedza-jest-przez-doswiadczenie/

Piotr jako mały chłopak często płakał, że chce mieć „z powrotem swój krzyż żelazny”, później kupił go na jakimś bazarze. Przez wiele lat kolekcjonował krzyże SS, których pozbył się dopiero kilka lat temu… Miał chyba z 10 lat, gdy pisakiem pod pachą narysował sobie znak SS. Jego umiłowanie do porządku, rygoru, stanowczość… Kiedyś będąc w Berlinie powiedział, że „tu się czuje jak w domu”… No i ten kołnierzyk… Do dzisiaj zapina się pod samą szyję, co mnie okropnie denerwuje. Ja mu odpinam, a on zapina. Piotr na drugie imię ma Edward. Na jego tatę, też Edwarda, mówiono czasami w domu Eduard… Czy to wszystko… przypadek? 

Gdy Piotr wrócił do domu natychmiast powiadomiłam go o moim odkryciu.

  • Nie chcę o tym słyszeć – żachnął się.
  • Ok, rozumiem – przyznałam mu rację i postanowiłam poczekać na odpowiednią chwilę.
  • …….
  • Homiel to ten? – spytałam, gdy nadeszła.
  • A jakie ma to dzisiaj znaczenie?
  • Żadnego… – pomyślałam i postanowiłam poczekać na jeszcze jedną odpowiednią chwilę.

Zaczęliśmy dalej oglądać „House of cards”. Scena, gdzie Francis wchodzi do kościoła….

  • On do kościoła?! – Piotr się wkurzył maksymalnie zapominając, że to tylko film.
  • Kościół jest dla wszystkich.
  • Chrystus dał się ukrzyżować za wszystkich, nie dzielił.
  • Hmm… – to kolejna święta racja. Ludzie ciągle o tym zapominają i ciekawe co na to sam Kościół… 
  • Po dzisiejszym widzeniu na pewno coś się ze mną stanie. Musisz trzymać mnie za rękę.
  • To ci nie pomoże.
  • Boisz się swojego wyzwolenia?
  • Boisz się poznać prawdziwe, swoje Ja?
  • A kto we mnie mieszka?
  • Na pewno nie jesteś tak zabawny.
  • Powiedz mi Homiel tylko jedno zdanie, cz ten Eduard to… – chciałam wykorzystać odpowiedni moment, który właśnie nadszedł. 
  • Trafiłaś – przerwał mi w pół zdania.
  • Powoli karty otwieramy.


    Dopisane 12. 07. 2018 r.

    -Jak spuści się psy z Asgardu to zacznie się dziać, a ty ciągle to trzymasz – jesteśmy miłośnikami Trylogii Tolkiena „Władca pierścieni”, dlatego też Ojciec nawiązał do tej powieści. Jak się później okaże nie po raz ostatni. W takich drobnych niuansach Niebo wykazuje wielką mądrość, ponieważ nawiązuje do symboli, obrazów, które są nam znane i zrozumiałe. Tak samo czynił to Chrystus i Ojciec dwa tysiące lat temu i wcześniej. Przesuńmy się w przyszłość i teraz załóżmy, że ten dziennik będzie czytany za 2 tysiące lat. Czy ludzie z tego okresu będą mieli w ogóle pojęcie co to telefon komórkowy, telewizor, itd? Tego nie wiemy. Zmierzam do tego, że aby zrozumieć Biblię, Ewangelie przede wszystkim trzeba znać daną teraźniejszość i rzeczywistość, w której żyli ludzie. Przykładowo, zanim zaczniemy się oburzać, że bezpłodna Rachela dała Jakubowi za żonę swoją niewolnicę Bilhę warto sprawdzić, czy nie było to ówczesną obyczajową normą.


    -Jak chcesz ich przebudzić? mamy czasy ostateczne? Ciekawy artykuł.

    – Czy jest jakaś szansa, żeby powstała odpowiednia komisja ekumeniczna, która mogłaby wypracować kodeks etyczny dla liderów wspólnot religijnych?

    Na obecnym etapie nie widzę takiej możliwości. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dziesięcioleciach chrześcijanie będą coraz bardziej podzieleni i skłóceni. Nazywam ten proces hybrydową wojną religijną, jakiej chrześcijaństwo jeszcze nie znałohttps://ekai.pl/trudno-powiedziec-w-jakich-krajach-katolicyzm-przetrwa/


    -Powoli karty otwieramynie było to miłe odkrycie, ale dużo dało mi do myślenia. Pan Eduard miał troje dzieci, dwoje przeżyło wojnę. Jego bezpośredni potomkowie żyją do dzisiaj i świadomość tego jest dość dziwnym uczuciem… I znowu zrozumiałam jak wielka jest mądrość Ojca. Dlaczego nie pamiętamy co było wcześniej? To skomplikowało by życie każdego człowieka. Taka wiedza naprawdę jest nam do niczego potrzebna.