Każde twoje tchnienie, każdy ruch, gest, myśl jest obserwowana.

11. 11. 16 r.                                                                                                                                           Szczecin.

Poszliśmy do kościoła św. Rodziny w Szczecinie. http://www.swrodzina.eparafia.pl Więcej ruchu!… tak grzmiał lekarz, więc kiedy jest okazja, to idziemy, a nie jedziemy. Stanęliśmy pod figurą Jezusa. Prawie się nic nie wydarzyło, ale to „prawie” jest też wszystkim.

  • Znowu razem – powiedział do Jezusa Piotr dotykając Jego stopy.
  • Zawsze razem.

Wracaliśmy wolno i nasz spacer po zawale trwał nieco dłużej niż zwykle.

  • Jak leżałem w szpitalu nikt mi nie dawał moich lat, dawali mi 45.
  • To dobry wynik – kiwam z uznaniem.

Po chwili słyszę sapanie.

  • Nie mam już siły, zmachałem się – Piotr się zatrzymał i oparł o płot.
  • To jesteś młody, czy nie? Podnieś się! – tak wygląda doping anioła… 

Po spacerze poszedł do łazienki. Gdy wrócił…

  • Spojrzałem w lustro i spytałem… No to kiedy mnie weźmiecie? Teraz, za miesiąc, za rok?
  • Umrzesz, „ale jeszcze nie teraz” – zacytował słowa z filmu „Gladiator”.
  • Piotr jest ciągle zamyślony – mówię do Homiela.
  • Czyż nie o to chodziło, by mniej mówił, a więcej myślał? Głupotami nie pociągniesz ludzi.

13. 11. 16 r.                                                                                                                                  Warszawa.

Wracaliśmy do Warszawy PKP. Najpierw ktoś pod Szczecinem rzucił się pod pociąg i przejazd był częściowo zablokowany. Kilka godzin później za Poznaniem historia się powtórzyła. Spowodowało to utrudnienia i opóźnienia niemal na całej linii Szczecin – Warszawa. Jeździmy pociągami kilkanaście lat, ale takiej plagi samobójstw nigdy wcześniej nie było. Byliśmy w fatalnym nastroju i niewiele się odzywaliśmy.

  • Homiel powiedział, żebym uważał, bo…
  • Gacki nie słuchają, ale wsłuchują się.
  • Czyli słuchają ludzi dokładnie?
  • Tak.
  • Jak rozpoznać kiedy to oni się odzywają? – pytam. 
  • Czuj sercem. W końcu po coś masz te migreny.
  • A nie może być tak bez migren? 
  • Wszystko musi być okupione. To co stracili Adam i Ewa.

Dzisiaj przed wyjazdem i przez sekundy słuchaliśmy przemowy papieża Franciszka. Powiedział, że czasy są ostateczne. Powróciłam teraz do jego słów.

  • To by się zgadzało – powiedziałam mając na uwadze wszystko, co się na świecie ostatnio dzieje.
  • Franciszek jest sygnatariuszem tego upadku.
  • …..???

A ponieważ nie wiedziałam co znaczy dokładnie sygnatariusz, nie pociągnęłam tego wątku dalej.


  • NIP odwoła się jeśli przegra?
  • Zapłoną wstydem otoczenia.
  • Ale oni dojdą do siebie z czasem.
  • Popiół nie ma do czego wracać.

Wróciliśmy do Warszawy z prawie dwugodzinnym opóźnieniem. Wchodząc do mieszkania około 22.30 z walizami, jeszcze w płaszczach raptem Piotr łapie się za bok. Myślę, że znowu ma zawał i w sekundę zamieram w bezruchu. Piotr zaczyna jęczeć….

  • Coś mnie uchlastało w bok.

Piotr rozebrał się, podciągnął koszulę i rzeczywiście… długa, mocno czerwona pręga.  Zrobiłam zdjęcie. 


14. 11. 16 r.                                                                                                                                             Bielsko – Biała

Dzisiaj jedziemy do Bielska-Białej, do kliniki, w której pracuje Marek Cisowski. Piotr ciągle się łudzi, że uniknie operacji, ale ja już jestem pewna, że będzie dokładnie odwrotnie. Homiele nie chowaliby płytki CD tylko po to, byśmy się tam jedynie przejechali.

Gdy Piotr rano wstał, pierwsze co zauważyłam, to ciemny ślad po wczorajszym ataku. Zrobił się siniak. Ponieważ Piotr musi zażywać specjalne leki na rozrzedzenie krwi każda rana, każde zadrapanie, uderzenie pozostawiają po sobie trwalszy, niż zwykle ślad.

  • Ale mnie dorwał…
  • Każde twoje tchnienie, każdy ruch, gest, myśl jest obserwowana. Wyobraź sobie miliony oczu na świecie. Wyobraź sobie, że one wszystkie cię obserwują.
  • Aż tak? – nie wiem jak Piotr, ale mnie ciarki po plecach przeszły.
  • Wyobraź sobie, że aż tak.
  • Bez przerwy?
  • Bez przerwy.
  • Te oczu są z dołu czy Góry?
  • Zewsząd.
  • To bez sensu Homiel… – Piotr miał na myśli, że jest nikim, by się nim tak zajmowano.
  • Bez sensu jest to, co powiedziałeś teraz. Nie masz wiedzy.


Jechaliśmy do Bielska tym razem autem. Po drodze mijamy Częstochowę i w naszej sytuacji byłoby swoistą „zdradą”, gdybyśmy do Klasztoru nie zajrzeli. Jednak z braku czasu postanowiliśmy zrobić to wracając do Warszawy.

  • Widzisz? Jedziesz, a twoi pracownicy jednak jakoś dają sobie radę bez ciebie, mogą pracować sami.
  • Gdzie tam! Gubią się, ciągle czegoś chcą.
  • Jakoś telefonów od nich nie widzę.
  • To nie ma nic wspólnego z tym, co może być. Ci chłopcy są od Boga.
  • Aaa, czyli dlatego ciągle ci Ojciec mówi… prowadź ludzi Moich… – przypomniałam sobie.

Homiel co chwilę coś komentował, był w doskonałym humorze.

  • Czy Chrystus bywa tak bezpośredni jak Ojciec? – pytam.
  • Brak słów, by Go skomplementować.

Rozmawialiśmy o tuszy Piotra. Co prawda sporo schudł, ale przydało by się jeszcze więcej.

  • Dlaczego post jest taki ważny?
  • Żyjesz duchem, a nie materią.
  • Czy da się żyć bez jedzenia?
  • Nie jesteś gotowy na taką przemianę, światło prowadzi i karmi. Wyobrażasz sobie, że mógłbyś lewitować?
  • Co trzeba zrobić żeby lewitować?
  • Musisz zapomnieć, że masz ciało.
  • A nie może by tak Piotruś polewitować trochę? To byłaby zabawa – zażartowałam.
  • Po co? Najgorsze jest robić sztukę dla sztuki. Jaki jest tego cel? A cel jest ważny.

I w ten sposób Homiel szybko sprowadził mnie na ziemię.


Wjeżdżając do Bielska-Białej byłam zaskoczona urodą tego miasta. Urokliwe kamienice i góry posypane siwizną, pierwszym śniegiem, robiły bardzo pozytywne wrażenie. Spojrzałam dookoła…

  • Tu jest dobra kardiologia, można żyć.
  • Wolę długopalcą się świecę.

I znowu od razu przywrócił mnie do porządku. Na co komu świetna kardiologia, gdy świeczka i tak ma zgasnąć? Można żyć w najlepszym miejscu na świecie, ale kiedy twoja świeca ma zgasnąć, to zgaśnie. Taka jest Boska wszechmoc.


Po obiedzie w hotelowej restauracji poszliśmy do pokoju, położyliśmy się na łóżkach i oglądaliśmy TV. Byliśmy zmęczeni. W pewnej chwili słyszę bardzo głośny dźwięk, dźwięk przypominający trzeszczenie suchego drewna. Jakby bardzo suche drzewo ktoś na siłę rozciągał, albo odwrotnie… mocno ściskał. Mało brakowało, a posypałyby się iskry. To było tak głośne, że ktoś za drzwiami, idący hotelowym korytarzem z powodzeniem mógł to usłyszeć. Zaczęłam się rozglądać, bo co prawda było dookoła trochę drewnianych mebli, ale ten zdumiewający dźwięk, był jakby w powietrzu i dokładnie pośrodku pokoju. Dziwne… pomyślałam. Kiedy ja się rozglądałam szukając źródła tego dźwięku, Piotr zrobił się prawie biały.

  • Wiesz co się teraz stało? Zza przesłony przede mną wyłoniła się gęba gacka. Był czarno-zielony, miał czarne oczy, trochę trójkątna gęba, czarne plamy na gębie. Powiedział do mnie…
  • Nienawidzę cię ty skurwysynu!
  • …..

Oboje nas zmroziło. Piotr przez dłuższą chwilę nie był w stanie się poruszyć.

  • Nawet tutaj nas dorwali…

I to zaskoczyło mnie najbardziej.


Dopisane 31. 07. 2017 r.

Wolę długopalcą się świecę – przypadek Jana Kulczyka jest doskonałym przykładem na prawdziwość tych słów.


Franciszek jest sygnatariuszem tego upadku.

Sygnatariusz. 1. państwo zawierające międzynarodowe porozumienie lub traktat; 2. osoba upoważniona do podpisania umowy międzynarodowej lub osoba podpisująca umowę, oświadczenie lub memoriał

Internet aż tonie w informacjach, iż Franciszek to ostatni papież i antychryst.

On nie jest ani ostatnim, ani antychrystem, ale kolejnym znakiem, sygnatariuszem (od łac. signator – ‚podpisujący’ od signum‚ znak’) czasów apokaliptycznych, których jesteśmy właśnie świadkami.


Wszystko musi być okupione. To co stracili Adam i Ewa.

Z opisów biblijnych wynika, że pierwsi ludzie po stworzeniu byli święci. Ich ciała miały nie podlegać cierpieniom ani śmierci. Ich rozum był światły, a wola skłonna do dobrego. Byli szczęśliwi. Ich stan, jak też miejsce przebywania, Biblia nazywa „ogrodem”. Aby jednak te wszystkie dary nie były bez żadnej zasługi ze strony człowieka, Pan Bóg wystawił go na bliżej nam nieznaną próbę, którą Biblia w sposób obrazowy przedstawia jako zakaz spożywania owocu z drzewa zakazanego. Pierwsi rodzice, za namową szatana, nie wypełnili polecenia Bożego, dlatego utracili wszystkie przywileje otrzymane w raju. Pan Bóg w swoim miłosierdziu zapowiedział jednak Zbawiciela świata, który wyjdzie z rodzaju ludzkiego i pokona szatana: przywróci zakłócony przez grzech pierworodny ład – ludziom da zbawienie, a Panu Bogu pełne wynagrodzenie.

http://www.fronda.pl/a/swieci-adam-i-ewa-pierwsi-rodzice,45480.html


Wyobraź sobie, że one wszystkie cię obserwują.

Mój Syn to Ja, Ja to On. Rozmawiając z Nim to tak, jak byś rozmawiał ze Mną.

10. 11. 16 r. Część II.                                                                                                     

Kiedy Piotr „dogorywał” zwróciłam uwagę na jego buty, które z tyłu były wykończone kawałkiem skóry imitującego czarnego węża.

  • Ale masz buty!
  • A ja ci powiadam, że tak noszą się zwycięzcy – zażartował Homiel.
  • …… – pokiwałam głową, bo na wszystko ma ripostę. Wąż to symbol diabła.
  • Homiel to niesamowity wojownik – mówię do Piotra.
  • Czy to sprawia Ci przyjemność? Ta walka? – pytam.
  • To nie ma znaczenia, do tego jestem stworzony. Przyjemność znajduję gdzie indziej, ta rozmowa to poezja, która czasami się przeradza w dramat.

Uśmiechnęłam się, ponieważ nawiązuje do naszych kłótni, które od czasu do czasu nam się zdarzają. Potrafimy się pokłócić nawet wtedy, gdy rozmawiamy z Homielem.  Zazwyczaj zawsze o to samo, że Piotr nie ma siły rozmawiać…  i w ten sposób poezja zamienia się w dramat.

  • Co robisz w wolnych chwilach?
  • Gram na waltorni.

  • Co z naszym synem?
  • Tuż, tuż przed progiem domu.
  • ……
  • Już wiem co oznacza w wizji, że temida urosła tak wysoko, że widziałem ją na poziomie jej kolan – Piotr zupełnie zmienił temat i powrócił do jednej z wizji, jaką otrzymał w związku ze sprawą sądową z NIP.
Zobaczyłem tę kobietę ze starą ręką, siedzącą z boku przy innym stole. Nie wiem jak to się stało, ale ja i królowa siedzieliśmy przed nią na krzesłach. Kobieta wstała i stała się niebotycznie wielka, sięgałem jej do kolan i powiedziała; jestem taka stara. Ja dalej siedzę, ona podchodzi do mnie i patrzy się na mnie, odwraca się tyłem i zasłania mnie przed królową. Wyciąga broń, strzela do niej i ją zabija. Ja aż podskoczyłem i krzyczę; coś ty zrobiła, ja tak nie chciałem! Odwróciła się do mnie ponownie i położyła mi na stole kanapkę z serem, a po przekątnej drugą. I odeszła. Byłem w szoku w jaki sposób to zrobiła.
  • Będzie wielka władzą jaką ma.
  • Tak? Bardzo jestem ciekawy jak się to wszystko potoczy.
  • Tak jak zobaczyłeś.
  • Kiedy?
  • W wizji, ni mniej, ni więcej.
  • Ciekawe jak oni to zniosą? – zaczynam się zastanawiać.
  • Dziadygi tego nie przeżyją. Niedosłownie, ambicjonalnie.
  • Odchorują?
  • Odchorować to wrócić do zdrowia. Nie, nie przeżyją tego.
  • No nie wiem… co Wy kombinujecie?
  • Więc bądź zdumiony. Choć znasz jej finał, to przebieg cię jeszcze zaskoczy.
  • Ale oni mnie nienawidzą…Piotr w zadumie…
  • Zostaw ich.
  •  Zobaczyłem jak szatkują, kroją i solą… to chcieliby ze mną zrobić.
  • ……
  • Zabraliście mi kawę… – Piotr z żalem, bo już się nie spotykamy tak często jak kiedyś.
  • Dobra trucizna.
  • Ja też nie powinnam pić? – spytałam.
  • Powoli odchodzi.

To prawda. Costa Coffee do zawału była naszym stałym punktem spotkań, ale od kilku miesięcy dzieje się coś dziwnego. Coraz trudniej mi pić kawę z Costy, dosłownie ledwo ją przełykam i mam odruch wymiotny. Może organizm sam ją odrzuca?  Jeszcze tej zagadki nie rozwiązałam.

  • Homiel, nie wiem co zrobić z moją firmą – właściwie nie pytam, a stwierdzam fakt. 
  • I ona zaliczyła złote dni.
  • A Ola? Co ma robić.
  • Ola to przyszłość i złotymi głoskami będzie świecić.
  • ???… Będę prowadzić biznes? – byłam zaskoczona, ponieważ już mi się nie chce, swoje zrobiłam.
  • Twoje szczęście w czymś innym upatruję, ciesz się papciami – czyli kapciami. Maniana na całego. 

Pociąg w pewnej chwili zaczął się bardzo trząść. Czuliśmy silne drgania, nasze ciała też drgały.

  • Czujesz to?! Tak się trzęsło moje ciało jak otwierały się wrota – natychmiast sobie to przypomniałam.
  • Wrota się już otworzyły.
  • ….???!!!
  • Znowu słyszę gacki….
  • Zaczyna rosnąć!!!!…. krzyczą… 
  • .???
  • Czy nie masz wrażenia, że jedni i drudzy obserwują cię jak się rozwijasz? – szybko analizuję.
  • Co Homiel na to?
  • A co Ja mogę na to, kiedy Mały nie robi się mały? Więc nie bądź przeciwko niemu.
  •  – zaczęłam się śmiać, bo ciągle Homiel nawiązuje do naszych kłótni.
  • Już cię nic nie powstrzyma.
  • Przed czym? – Piotr.
  • Ty już wiesz…
  • Niby co?
  • Jak masz iść.
  • ……  – a ma iść drogą prostą.

  • Mam do ciebie pytanie techniczne. Jak ty rozpoznajesz, że mówią akurat gacki? – pytam Piotra.
  • Nie wiem, czuję to, słyszę… z dołu.
  • Długo ten stan nie potrwa.

Piotr wrócił do wczorajszej rozmowy z Chrystusem. Znowu mi zaczął o tym opowiadać ze wzruszeniem…

  • Patrz Mi w oczy… tak powiedział…
  • Chciałbym, żebyś nazywał Mnie tak, jak Ja cię nazwałem.
  • …… – i Piotr się znowu wzruszył.
  • To plan samego Ojca… poczułem, że chciał… byśmy się zbliżyli do siebie.
  • Pamiętaj… Mój Syn to Ja, Ja to On. Rozmawiając z Nim to tak, jak byś rozmawiał ze Mną.

Zrozumiałam w tej chwili dlaczego Piotr słyszy często jednocześnie i Ojca i Syna, a od dłuższego czasu nurtowało mnie to pytanie. Zamilkliśmy do końca podróży…


Wieczorem.

  • Ojcze, jestem taki grzeszny.
  • Jesteś grzeszny. Jeśli to mówisz, to jestem zbudowany.

 


Dopisane 29. 07. 2017 r.

  • A co Ja mogę na to, kiedy Mały nie robi się mały? Więc nie bądź przeciwko niemu.
  • . – zaczęłam się śmiać, bo ciągle nawiązuje do naszych kłótni.

Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że rozmawiamy z Ojcem i dlatego pozwalaliśmy sobie na większy luz.

Patrz Mi w oczy, bo jesteś Moim przyjacielem, a przyjaciele patrzą sobie w oczy i się cieszą.

10. 11. 16 r.  Część I.                                                                                                     Warszawa. 

Dzisiaj wracamy do Szczecina, więc pobudka z budzikiem o 5.30. Ja się ledwo zwlekłam z łóżka, a Piotr wstał jak rześki poranek i od razu zaczął opowiadać…

  • Modliłem się wczoraj i miałem przepiękną rozmowę z Chrystusem. Patrzyłem na obraz Chrystusa i spuściłem oczy. Od razu usłyszałem…

  • Piotr, patrz Mi w oczy. Dlaczego nie patrzysz Mi w oczy?
  • Nie mogę, jesteś Synem Boga, a czuję się taki brudny…
  • Patrz Mi w oczy, bo jesteś Moim przyjacielem, a przyjaciele patrzą sobie w oczy i się cieszą.
  • ……
  • Bardzo się wzruszyłem i podniosłem głowę.
  • ……
  • Jesteś bardzo dobrym człowiekiem…. i pokazał mi jak dałem pieniądze tej kobiecie w kościele…
  • Wkrótce wyboje się skończą…

Opowiada mi to w łazience, myłam zęby akurat i tak myjąc poczułam jak kap, kap… łzy lecą. To było głęboko wzruszające.

  • Ten obraz żyje! Rozumiesz?
  • Jak każdy inny – podsumował Homiel.

Wkrótce wyboje się skończą czyli, jak się domyślam, przed nami prosta już droga?


W pociągu, mimo wielu ludzi, którzy tak jak i my wracali na święta do domu, rozmawialiśmy dalej. Nie było sensu przejmować się nimi, kiedy i Homiel się nie przejmował.

  • Wczoraj Ojciec pokazał mi kulę ziemską i wiszące nad nią tablice z przykazaniami, było ich z 30. Wirowały w powietrzu, były po dwie w połowie otwarte, a ja palcem kierowałem tablice do każdego państwa, do każdego zakątku ziemi.

  • Tam gdzie jest buddyzm też? – pytam.
  • Nie chodzi o religie, tam kieruje się energia z prawdą.
  • To czyni twoja modlitwa.
  • Były ogromne… biła z nich energia prawości…
  • ……
  • Mówię teraz do Ojca… Ojcze przywróć ustalony porządek…
  • Więc go przywróć. Masz wszelką władzę, załatw sprawę na ziemi i wracaj.
  • …? Przecież nie da się tego zrobić…
  • Zrobisz to bez problemu.
  • Walczyliśmy o ciebie, abyś ty walczył o ludzi. Cieszę się, że odzyskujesz świadomość.
  • …? Czy sobie poradzę?
  • Ty sobie nie poradzisz? Rób co do ciebie należy.

Piotr się zaciął, więc łokciem ponaglam go, by rozmawiał dalej, gdyż cały czas wszystko zapisywałam.

  • Współczuję ci Mały.
  • No właśnie… Jestem taki mały, co ja mogę?
  • Najlepsi niczym się nie wyróżniają.
  • A co z moim sercem?
  • Bije dla Mnie.
  • Czy moi rodzice będą żyć dłużej niż ja?
  • Gdzie?
  • …? – Piotr zapomniał sprecyzować czy na ziemi, czy w Niebie, a może jeszcze gdzie indziej…?
  • Nikt nie będzie żyć dłużej od ciebie, bo życie czeka cię wieczne.
  • A zasługuję na to?
  • Nie zadawaj Mi nudnych pytań.
  • ……
  • Ojciec pokazał mi scenę. Jestem w rzeczach, moje ciało się zdematerializowało i te rzeczy opadły na ziemię jak szmaty…

Zapatrzył się w dal…

  • Widzę, że Ich skrzydła chowają się automatycznie… Kiedy chcą, to są. Kiedy nie, to się chowają… Wiesz, że tak naprawdę to Ojciec nie ma brody? To ludziom pokazuje się z brodą…

Słuchałam zahipnotyzowana…

  • Czuję teraz diabła… słyszę Lucyfer… stoi w ciemności… To jeden z moich przeciwników… On czuje pogardę do Metatrona, bo był człowiekiem. Słyszę jak krzyczy…
  • Ten pomiot chce coś nam dać? A jest nikim!

Piotr był jak w transie… mówił bardzo szybko i ledwo nadążałam spisywać.

Ten pomiot chce coś nam dać? Zdziwiłam się w pierwszym odruchu, bo co może Metatron im dać? Przypomniałam sobie zdanie, które niedawno gdzieś mignęło mi w internecie. Ponoć Metatron schodził do piekła, by obiecać im, że jak się nawrócą, to wrócą do Nieba. Czyste sience fiction… a może i nie? 

  • Diabły gardzą ludźmi.
  • Wiesz co jest w nich najgorsze ? – przypomniałam sobie mojego „kudłatego” siedzącej na łóżku.
Dzisiaj miałam niesamowitą nocną wizytę. Obudziłam się w środku nocy wydawałoby się bez powodu. Podnosząc lekko głowę zobaczyłam wlepione w siebie całkowicie czarne gałki oczu. Twarz człowieka (?) była porośnięta czarnymi włosami jak u małpy, szybkim rzutek oka cały wydawał się we włosach. Człowiek z zezwierzęconą twarzą siedział w nogach mojego łóżka i się… gapił. Co mnie uderzyło... to jego twarz, która nie wyrażała absolutnie żadnych emocji, a oczy były absolutnie zimne. Nie wiem, czy to coś cokolwiek czuło.

http://rozmowyzniebem.pl/wp/wp-admin/post.php?post=1768&action=edit
  • Oni patrzą na człowieka całkowicie z zimną obojętnością… Nie wiadomo co myślą, czego się można spodziewać… Lepsza już ta nienawiść niż to „nic”… Bo nienawiść to już coś… 

Piotr padł jak kawka, prawie zasnął, tyle kosztowało go to energii. Musiałam poczekać.


Dopisane 27. 07. 2017 r.

Nie zadawaj mi nudnych pytań – Rozmowy z Ojcem rozwinęły się znacznie i muszę powiedzieć, że właśnie z pytaniami mam największy problem. Każde wydaje się banalne, a tych niebanalnych boję się zadać.


Patrz Mi w oczy, bo jesteś Moim przyjacielem, a przyjaciele patrzą sobie w oczy i się cieszą.

Te słowa tak głęboko zapadły mi w sercu i głowie, że nigdy o nich nie zapominam modląc się przed obrazem Jezusa.

Dzienniczek św. Faustyny; Mów do mnie po prostu, jak przyjaciel z przyjacielem.

Trump jak Nabuchodonozor?

07. 11. 16 r.                                                                                                                                       Warszawa.

Na porannej kawie Piotr dał kelnerce duży napiwek.

  • Rozrzutny jesteś.
  • Też mi to zabierasz?
  • Raczej ci dodam, przecież muszę ci wyrównać.

Przypomniałam sobie 50 zł dane żebrzącej kobiecie i pół godziny później 50 zł znalezione pod nogami na parkingu. A więc nie był to przypadek i to co wydał, tyle w jakiś sposób zostanie mu zwrócone.

Podjechałem do kościoła, ale podbiegł do mnie człowiek z prośbą, bym zaparkował gdzie indziej, bo zaraz przyjedzie ciężarówka z ekwipunkiem do budowy stajenki. Powiedziałem, że staję tylko na chwilę i zaraz wracam. Wpadłem więc do kościoła i zobaczyłem staruszkę klęczącą i żebrzącą. Tak była zatopiona w swojej modlitwie, że mnie nie zauważyła. Ukląkłem pod krzyżem i od razu usłyszałem Jezusa. 
- Nakarm ją tak, jak Ja ciebie karmię… idź już.
Wstałem więc i dałem jej 50 zł, ona krzyknęła na cały głos;
- O mój Boże!
Kiedy zacząłem odpalać swoje auto nadjechała ciężarówka, wymieniliśmy się miejscami, było jak w zegarku. Ja wyjeżdżam, ona wjeżdża, dlatego powiedział mi idź już. Skąd wiedział? Podjechałem do Ikei, zaparkowałem z daleka, było pusto dookoła, otwieram drzwi, wysiadam… a pod moimi stopami zobaczyłem 50 zł !!! Zwrócili mi je… Zrobiło mi się strasznie głupio, bo wahałem się, czy jej tyle dać. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/11/29/nakarm-ja-tak-jak-ja-ciebie-karmie/ 
  • Nie trzeba… Homielku kochany.
  • Kochany? Okłamujesz sam siebie – Piotr myślał, że Homiel się nie połapie, że w tej chwili próbuje się właśnie cwanie podlizać.
  • Warto cię było ratować dla tej miny w kościele.
  • …… – zdecydowanie warto, znowu zaczęłam się śmiać przypominając to sobie. 
  • Słodycze przeminęły z wiatrem… – westchnął Piotr zrozumiawszy, że żeby przeżyć, musi przestać objadać się cukrem.
  • Przeminęły z zawałem.

Do naszego pracownika zwrócił się z propozycją współpracy przedstawiciel pewnej państwowej firmy. Uzgadniając szczegóły dostawy powiedział coś takiego, co nas natychmiast zelektryzowało.

  • Chcemy współpracować, ale nie podacie nas do sądu? 
  • O kurcze! Skąd oni wiedzą? – Piotr nawet się z tego ucieszył, że  „się gada o tym na mieście”.
  • Taaa… przynajmniej nas szanują – skwitowałam. 

Mając takie sygnały Piotr coraz bardziej jest pewny, że zrobił słusznie podając NIP do sądu.

  • Szacunek to jedna z odnóg koronki – Homiel dodał.

W niedzielę Piotr otrzymał wiadomość od naszego prawnika.

NIP odniósł się oficjalnym pismem do opinii rzeczoznawcy. Rzeczoznawca sądowy to wieloletni kapitan pożarnictwa, który napisał opinię na 27 stron. Była ona nie tylko bardzo fachowa, ale i bardzo dla nas korzystna. NIP musiał dostać białej gorączki ją analizując. Nie wiem, czy to jest normalne, ale wystosował do sądu oficjalne pismo podważając wiedzę i kompetencje sądowego rzeczoznawcy!!! Noooo… tego się nie spodziewaliśmy.

  • Oni nie walczą o pieniądze, oni walczą o swoje imię. Wątrobę im przewróciło. Gdyby mogli zapłaciliby cztery razy i przepędzili cię na cztery wiatry.
  • Spać przez to nie mogą. Nie bój się.
  • Czy to coś zmieni? To pismo?
  • Nic się nie zmieni.

08. 21. 16 r.                                                                                                                                    Warszawa.

Gorączka przedwyborcza w USA udzieliła mi się również. Próbuję się dowiedzieć kto wygra, ale Homiel milczy jak zaklęty. Wieczorem….

  • Cały czas słyszę Nabuchodonozor…
  • Znowu? – pytam zdziwiona.
  • Homiel mówi, że to dla ciebie.
  • Rany… znowu? – już to przecież przerabiałam. 

Sen Nabuchodonozora o posągu – Daniel opowiada Nabuchodonozorowi jego sen, w którym posąg zbudowany z różnych materiałów zostaje roztrzaskany przez kamień oderwany od góry. Podaje też wytłumaczenie: różne, coraz gorsze, materiały, z których zbudowany jest posąg, oznaczają kolejne królestwa. Kamień, roztrzaskujący na końcu posąg, to wieczne królestwo Boga, które nadejdzie na końcu czasów. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/30/tajemnica-tory/

Sen Nabuchodonozora
Sen Nabuchodonozora

09. 11. 16 r.                                                                                                                                       Warszawa.

Wygrał Donald Trump. Przypomniały mi się słowa Homiela sprzed wielu tygodni;

  • Wbrew pozorom to społeczeństwo nie jest tak zepsute.

Oglądam powyborcze relacje i komentarze w TV i słyszę z ust dziennikarki TVN …

  • Trump jak Nabuchodonozor!

Zelektryzowało mnie to natychmiast, ponieważ przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę. Komentatorka nie rozszerzyła myśli, w takim razie zaczęłam szukać w internecie.

Nabuchodonozor II był królem i twórca potęgi Babilonii. Biblia przybliża tę postać, prezentując jego sen o kolosie na glinianych nogach. Król we śnie ujrzał posąg. Tajemniczy kamień, który stoczył się z góry, uderzył w podstawę i rozbił monumentalna figurę. Ten dramatyczny obrazek symbolizować miał upadek wielkich mocarstw. Dziś ten koszmar śni się także amerykańskim panom świata.

Twórca WikiLeaks Julian Assange udowodnił, że polityka globalna Stanów Zjednoczonych znajduje swoich kontestatorów nie tylko w krajach trzeciego świata, w Rosji, Korei Północnej czy Iranie – wrogowie czają się także wśród najbliższych towarzyszy. Do tej pory byli to niezbyt poważni alterglobaliści apelujący, by „ratować wieloryby przed dominacją konfederatów” albo skandujący „nie karmcie nas swoimi hamburgerami”. Dziś okazało się, że Ameryka ma swojego poważnego wewnętrznego kontestatora. Po raz kolejny okazało się, że nie tylko masy, ale także (a może przede wszystkim) jednostki tworzą ład polityczny. Król Babilonii śnił o rozpadającym się posągu. Jego rozpad symbolizować miał upadek wielkich mocarstw: Babilonu, Persji, Grecji, Rzymu. Czy politycy amerykańscy zaczęli już śnić ten sam sen? https://www.wprost.pl/220542/Amerykanski-sen-Nabuchodonozora 


Dopisane 25. 07. 2017 r.

Wtedy nie rozumiałam jak ten kraj mógł się dorobić takich kandydatów, naprawdę nie było lepszych?… tak sobie wtedy myślałam… Muszę jednak pochylić głowę w pokorze, bo w swojej naiwności i przede wszystkim niewiedzy osądzam, a nie powinnam. Jeśli to on wygrał, to tak miało być. Bóg Ojciec wie co robi!

Jest jeszcze jedna osoba, która powiązała D. Trumpa z Nabuchodonozorem. https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/ks-adam-skwarczynski/ks-adam-skwarczynski-nabuchodonozor/ Ile w tym tekście (tutaj fragment) jest prawdy, czas pokaże. Jednakże, jeśli Homiel również łączy Nabuchodonozora z Trumpem warto to zapamiętać.

Fryderyk z Meksyku; to młody człowiek, od lat obdarzony nocnymi wizjami – na wzór opisywanych przez św. Jana Bosko. W liście do ks. Adama Skwarczyńskiego pisze:

Czuję w ustach słodycz połączoną z goryczą. Zwycięstwo Trumpa wiąże się dla mnie z częściowym wypełnieniem się wizji otrzymanej we śnie, dotyczącej „upadku” Stanów Zjednoczonych. Gorycz dlatego, że stoimy u wrót Końca Czasów, słodycz – gdyż jak Jonasz kontempluję karę ognia, spadającą na „Niniwę”.

  1. Trump nie będzie mógł niczego dokonać. Dobrze to określiłeś: zabraknie mu czasu. Trump nie jest masonem. To idealista. Jest „artystą”, komediantem raczej niż człowiekiem podstępnym lub dwulicowym. Można go uznać za nieobliczalnego szaleńca. Ma w sobie coś z biblijnego króla Nabuchodonozora, jednak zabraknie mu czasu, żeby odegrać swoją sztukę, tragedię. Stanie się dla naszego pokolenia drugim Franciszkiem Ferdynandem – zarzewiem wojny. Padnie zabity, a gdyby nie padł, sam zacząłby wojnę.

Oto dlaczego – w oparciu o wizję symboliczną – osobę Trumpa kojarzę sobie z Nabuchodonozorem:
– tamten był „niszczycielem narodów”, ten stanie się przyczyną i zarzewiem wojny światowej;
– pod rządami Nabuchodonozora zniszczona została świątynia jerozolimska, zaś pod rządami Trumpa posypie się syjonizm masoński;
– sen Nabuchodonozora zawierał wizję posągu ze złota i innych metali i stopami z gliny, a w chwilę później jego kompletną ruinę, zaś Trump jest „królem końca czasów”, kiedy to nastąpi upadek wszystkich ziemskich imperiów;
– tamten kazał wrzucić trzech młodzieńców do rozpalonego pieca, a pod rządami Trumpa dojdzie (pośrednio lub bezpośrednio) do prześladowania Kościoła. Trump, jak król z Księgi Daniela, stanie się obrońcą Kościoła, a tym samym wielkim nieprzyjacielem satanistów;
– Nabuchodonozor był identyfikowany z „Gwiadą Zaranną” (imię własne Lucyfera!), zaś rządy Trumpa będą się wiązały z ostatecznym upadkiem demona-„zwodziciela narodów”;
– wreszcie siedmioletnie pomieszanie zmysłów u króla implikuje straszny los Stanów Zjednoczonych: władca wielu narodów upodobnił się do zwierzęcia jedzącego trawę…

 

 

Wygrałeś ze sobą bitwę, ale nie wygrałeś ze sobą wojny.

06. 11. 16 r.                                                                                                                                           Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei po parę drobiazgów do domu, a przy okazji zjedliśmy skromne śniadanie.

  • Dobrze trafiłaś mówiąc, że od wiosny przyszłego roku się zacznie – Homiel do mnie.
  • Nie bardzo rozumiem… Tak mówiłam? – może rzeczywiście w ubiegłym roku tak mówiłam, ale zdążyłam już zapomnieć.
  • Według Homiela przeanalizowałaś sprawę i powiedziałaś, że nasze zmiany zaczną się na wiosnę, a dzisiaj miałem wizję. Zobaczyłem oś czasu, na niej zaznaczony luty i maj. Chyba sprawa sądowa się skończy w lutym i maju.

  • Za dużo mówię – Homiel na to.
  • Akurat! – już „wierzę”, że powiedział coś przez przypadek. 
  • Ok. Pierwsza zmiana to na pewno twój zawał – zaczynam analizować.
  • Powiedziałem, że zabiorę wam tę codzienność.
  • No i Ci się udało. To co nam jeszcze zabierzesz?
  • Co wam dam!
  • ? To co nam dasz?
  • Radość, ty to pierwsza odczujesz.
  • Jaaa?… Córka pozna w końcu kogoś? – dużą radość by mi to sprawiło.
  • I ta latorośl znajdzie ziemię, na której będzie się rozwijać.
  • A syn?
  • Czy nie widzisz, że jego autostrada prosta? Pruje, a nie jedzie.
  • To fakt. A Piotruś?
  • Dom się o niego upomni.
  • ????!!!!
  • Chcecie go zabrać? – niemal wycedziłam te słowa.
  • To jest nieuchronne. Czy ty wiesz ilu płacze za nim?
  • Ale to bez sensu! Jeśli chcecie go zabrać w przyszłym roku, to po co go ratowaliście?
  • A kto mówi o przyszłym roku?
  • …… – wzięłam głęboki oddech, bo zapomniałam, że trzeba z Homielem rozmawiać precyzyjnie.
  • Czy w przyszłym roku będzie z nami na święta? – spytałam z innej strony.
  • Chcesz go zawłaszczyć tylko dla siebie? – … noż kurde…! Odechciało mi się pytać.
  • ……
  • Ciekawe do którego Domu trafię – Piotr.
  • Wiadomo przecież.
  • Dla mnie to oczywiste, na pewno nie na dół – wyjaśniłam szybko Piotrowi.
  • Masz wiele wspólnego z Tomaszem. Dobry człowiek, ale zawsze musiał pomacać.
  • …….?
  • Długo będę w Warszawie?
  • I ten wątek będzie przeorganizowany.

W Ikei kupiłam mały, sztuczny kwiatek, który chciałam postawić pod krzyżem. Trzymając go w ręku stwierdziłam, że generalnie nie lubię sztucznych kwiatów, ale cóż, jeśli nie zniknie to przynajmniej będzie stał co najmniej długo. Piotr szepnął mi do ucha…

  • Jezus teraz do ciebie mówi…
  • Zaprawdę powiadam ci, że wszystko zostanie uświęcone, nikt tego nie ruszy.
  • …… – wybałuszyłam oczy ze zdziwienia, bo nie spodziewałam się, że odezwie się akurat teraz.

Domyślam się jednak dlaczego Jezus zrobił to właśnie w tej chwili. Nikt tego nie ruszy... Kupiliśmy taki sam kwiatek pod krzyż, który znajduje się w Szczecinie, zniknął niestety na drugi dzień. Wszystko zostanie uświęcone… Nie ma większego znaczenia, czy prawdziwy, czy sztuczny, liczy się intencja. Choć, jeśli mamy wybór, lepiej ofiarować prawdziwy. 


Pojechaliśmy do katedry, do „naszego krzyża”. Ponieważ dzisiaj niedziela oczywiście przywitała nas żebrząca, ta sama co zwykle, kobieta. Już nie zwracając na nią uwagi uklękliśmy pod krzyżem. Słyszę po chwili, że Piotr zaczyna się cicho śmiać. Miał przy tym tak komiczną minę, że i mi się udzieliło. Mrugam do niego pytając o co chodzi? Nie chciał powiedzieć. Wstaliśmy i mijając kobietę poszliśmy do głównej bramy. Piotr się zatrzymał i zaczął się wiercić nerwowo w miejscu. Wyjął z portfela 100 zł i obracał banknotem w palcach wyraźnie nie chcąc się z nim rozstawać. Przypomniał mi w tym momencie pewną scenę z filmu „Uwierz w ducha”.

To skojarzenie spowodowało, że strasznie mi się śmiać zachciało, więc wolałam wyjść po prostu z kościoła. Piotr podszedł w końcu do żebrzącej kobiety i wcisnął jej banknot do ręki. Dopiero w aucie opowiedział…

  • Kiedy się modliłem usłyszałem…
  • Piotr, ty to ty. Ona to Ja, więc co uczynisz?
  • ……
  • Dałem jej 100 zł, najwięcej ile miałem.
  • A ile jeszcze miałeś?
  • 50 zł.
  • To nie dałeś jej wszystkiego – już zaczęłam się śmiać.
  • Ale dałem więcej!
  • Dzisiaj wygrałeś sam ze sobą, pokonałeś siebie. Ty tego nie odczujesz, a na nią niebo zstąpiło, ale walka była piękna.
  •  – walka? To kabaret raczej… pomyślałam.
  • I Ja za kwiatek ci dziękuję.
  •  – i głupio mi się zrobiło natychmiast za moje myśli, bo nie sądziłam, że to sam Jezus teraz mówi.
  • A ja ci dziękuję za życie – Piotr.

Nieco później…

  • Dałeś 100…
  • Nie jest źle
  • A nie możesz powiedzieć, że jest dobrze? – spytałam, bo jak na Piotra sto to jak milion.
  • A czy oddał siebie całego?
  • ……
  • Uczyniłeś dobrze, ale nie najlepiej. Wygrałeś ze sobą bitwę, ale nie wygrałeś ze sobą wojny.
  • Znaczy… przegrałem?
  • Nie przegrałeś, ale fanfarów nie słyszę.
  • ……
  • Nikt w to wszystko nie uwierzy, jeśli komuś o tym powiem.

  • Bo tylko ty słyszysz. Niewiele istot ogląda oblicze Ojca, więc nie rozważaj, czy wierzy czy nie. Masz swoje zdanie, znasz ostateczną prawdę… ty znasz.
  • Nikt nie uwierzy.
  • Bo mają wybór, dlatego tak niewielu przejdzie.
  • Co się dzieje z tym, co nie przejdą? – pytam natychmiast.
  • ……
  • Myślisz, że dałeś jej pieniądze? Dałeś jej szczęście.

 

Dopisane 23. 07. 2017 r.

Zobaczyłem oś czasu, na niej zaznaczony luty i maj – wizja okazała się trafna, tylko interpretacja mylna.


Masz wiele wspólnego z Tomaszem. Dobry człowiek, ale zawsze musiał pomacać.

zawsze musiał pomacać… – Pamiętam, że bardzo rozbawiło mnie to stwierdzenie. Jest nie tylko zabawne, ale i konkretne. Co my właściwie wiemy o Tomaszu poza tym, co możemy przeczytać w Wikipedii?

O świętym Tomaszu Apostole mówi się czasem „niewierny Tomasz”. Oczywiście nie oznacza to, jakoby był niewierny Jezusowi. Był jednym z dwunastu Jego najważniejszych uczniów, zawsze przykładnie dochowującym Mu wierności. W naszej pamięci pozostał jednak jako ten, który nie uwierzył w Zmartwychwstanie. Miał pecha.
Kiedy zmartwychwstały Jezus ukazał się po raz pierwszy apostołom, Tomasza przy tym nie było. Trudno się dziwić, że kiedy mu o tym opowiadali, miał zwykłe ludzkie wątpliwości. Dopiero kiedy ujrzał rany Zbawiciela, wypowiedział z pokorą znamienne zdanie, przytoczone w Ewangelii według św. Jana: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28).

Rubens przedstawił Tomasza jako człowieka sędziwego, mającego za sobą doświadczenia całego życia. W jego ręce włożył księgę, którą święty wnikliwie studiuje. W ten sposób pokazał Tomasza nie jako patrona wątpiących, lecz jako patrona dociekliwych, tych, którzy chcą wszystko poznać i zrozumieć. Artysta sugeruje, że ciekawość świata nie opuściła Tomasza przez całe życie i nie stała się żadną przeszkodą w jego drodze do świętości. http://kosciol.wiara.pl/doc/489401.Wierny-i-dociekliwy


Bo mają wybór, dlatego tak niewielu przejdzie – jeśli ktoś czyta uważnie opisane tutaj nasze rozmowy zauważy, że nawet z najzabawniejszych scen naszego życia wychodzą piękne lekcje i nauki. W tym przypadku pojawiła się też konkretna informacja, którą uzupełnię o słowa z książki „Słowo Pouczenia”.

I Ja do was przychodzę tak, jak wy do Mnie przychodzicie.

05. 11. 16 r.                                                                                                                                    Warszawa.

Sobota, więc pojechaliśmy do katedry. Zwróciłam uwagę, że krzyż Chrystusa wręcz świecił. Być może to efekt wiszących wyżej świateł, w każdym razie wyglądał dzisiaj wyjątkowo pięknie. Klęcząc słyszeliśmy z oddali grupę kobiet odprawiających głośno różaniec. To wszystko razem sprawiło, że było wręcz magicznie. W takich chwilach nauczyłam się cierpliwie czekać i milczeć. Kilka zaledwie minut później…

  • I Ja do was przychodzę tak, jak wy do Mnie przychodzicie.

Szepnął do mnie Piotr cytując słowa Jezusa. Od razu się wzruszyłam. Piotr wstał z kolan, więc i ja wstałam.

  • Idziesz już? – spytałam zdziwiona.
  •  Nie – powiedział, ale dopiero po chwili.

Postaliśmy się jeszcze z 5 minut. Wychodząc…

  • Faktycznie chciałem wyjść, ale powstrzymał mnie Jezus. Powiedział… 
  • Piotrze, nie odchodź jeszcze… i wtedy…

I wtedy Piotr się rozpłakał. Musiałam poczekać chwilę, aż się uspokoi.

  • Podszedł do mnie. Zobaczyłem świetlistą postać, która schodzi z krzyża. Poczułem, jak przykłada swoją dłoń do mojego serca, jakby chciał go naprawić.
  • ….


Jechaliśmy na kawę w całkowitej ciszy. W kawiarni wyjęłam notes, długopis i wprost spytałam…

  • No i co Homiel mogę dzisiaj zapisać w dzienniku?
  • Nadchodzą zmiany.
  • Jakie?
  • Globalne.
  • Dla nas, czy dla świata?
  • Mówimy o was, prawda o świecie została wam dawno ujawniona – miał na myśli wizję z wypalonym ziarnem.
  • O nas?
  • Wielkie zdziwienie was czeka, niedowierzanie.
  • Wszystko się skończy?
  • Raczej zacznie, koniec jest początkiem nowego.
  • Powiedz coś jeszcze…
  • Zaufaj losowi. Nadchodzą dni, kiedy dzień stanie się nocą, a noc stanie się dniem.
  • Nadchodzi apokalipsa?
  • Ona już trwa, to już się dzieje.
  • Urzeknij mnie swoją wiedzą – Piotr spytał nieco uszczypliwie zniecierpliwiony brakiem konkretów.
  • Globalność zmian polega na ich nieodwracalności. Będziecie zaskoczeni, poczujesz zapach świeżego powietrza, wiele problemów ci zabierzemy.
  • ???
  • Dobra zmiana nadeszłana razie jedyna zmiana to inna dieta.
  • Tak źle jadłem?
  • Sama trucizna.
  • A teraz?
  • Teraz mniej.

Siedzieliśmy i czekaliśmy na kelnerkę, by zamówić to, co zwykle. Pomyślałam nagle, nie wiedzieć czemu, że bez zamówienia przyniesie nam gorącą kawę i desery… Ledwo skończyłam swoje myśli pojawia się kelnerka niosąca dwie kawy i lody, postawiła nam je pod nosem.

Nie mogłam się wyjść ze zdumienia. Chodzimy do tej cukierni od kilku lat w miarę regularnie i zamawiamy to samo, ale po raz pierwszy kelnerka zrobiła taki nam numer, że nie pytając co chcemy sama nam to przyniosła. Byłam naprawdę pod wrażeniem.

  • Za tą intuicję płacisz migrenami. Dar okupiony bólem. 

To prawda, wczoraj cały dzień leżałam w łóżku, nawet tabletki do tej pory niezawodne, tym razem zawiodły.

  • A nie może być inaczej? Nie mogę mieć intuicji bez migreny?
  • Nie. Śmiało czuj, a będziesz wiedzieć. Otwórz wreszcie tę książkę, zacznij czytać…

Pięknie powiedziane… otworzyć książkę to w tym przypadku zaufać totalnie swojej intuicji.

  • Ale jak to zrobić? Jak uczyć się czytać z książki, jak wyćwiczyć intuicję, by czytać z książki?
  • Zapłacone – sprzedane, nie bój się widzieć…

Zapłacone – sprzedane, to znaczy jeśli cierpię migreny, żeby mieć intuicję to powinnam z tego daru czerpać garściami.

  • Ale jak to zrobić? Mam zadawać sobie pytania i sobie odpowiadać? To jest szalenie trudne…
  • Nigdy nie jest łatwo iść przez ciernie. Możliwości twoje wielkie, ale płacisz za to. Ćwicz.
  • Ćwicz, ćwicz… – mruknęłam pod nosem zastanawiając się jak.
  • Co będzie na obiedzie? – spytał.
  • ???

Gdy zadał mi to pytanie wiedziałam od razu, że nie chodzi Mu o potrawę, ale o jakieś wydarzenie. Mignęła mi w głowie krótka scenka; zobaczyłam wysoki kielich i sytuację, że ktoś coś wylewa. Zamyśliłam się głęboko…

  • Kto wygra wybory w USA Homiel?
  • Ten, kto ma wygrać.
  • No powiedz, nie powiem nikomu.
  • ……
  • … Wiesz co zobaczyłem? Ktoś odgarnia chmury i mówi z góry…
  • Przestań męczyć Mojego pracownika!
  •  – zrobiłam wielkie oczy i zaczęłam się śmiać. Faktycznie, zachowuję się jak na przesłuchaniu. 
  • Ojciec nam się przysłuchuje… – Piotr się ucieszył, a ja już mniej. Świadomość Jego tak bliskiej obecności  paraliżuje mnie… ze wstydu.

Godzinę wcześniej Homiel rzucił, że nie każdy człowiek ma aktywnego anioła i to mnie zdziwiło, bo jest to wbrew ogólnie przyjętej opinii. Pociągnęłam ten temat dalej…

  • Są ci, co mają z Góry. Są ci, co muszą prosić, by mieć i są ci, co nie mają i nie będą mieli. Marginesy. To są ci, na których inni się uczą. To był ich wybór, by być narzędziem dla nauk innych. To duża sztuka.
  • Na przykład taki degenerat, który ciągle pije?
  • To był jego wybór, na nim uczy się 300, to są wybory duszy.

Jedliśmy lody w zadumie, ktoś z boku patrząc na nas mógłby pomyśleć, że jesteśmy myślami bardzo daleko.

  • Lubię morza, oceany… – Piotr.
  • Homiel, macie tam u Siebie morza? – od razu pytam.
  • Wystarczy te tutaj.
  • A macie wodę? – pyta Piotr.
  • Przecież widziałeś.

Piotr niemalże zadławił się swoją kawą z wrażenia. Przyciśnięty do muru opowiedział mi o wizji, którą miał niedawno.

  • Szedłem z Ojcem. Sięgałem mu do ramion, a był sporo wyższy. Szliśmy w milczeniu, ale bardzo dobrze się ze sobą czuliśmy. Usiedliśmy nad brzegiem strumyka. Zauważyłem, że moje nogi nie sięgały strumyka, a Ojciec miał stopy zanurzone w wodzie. Zobaczyłem małe rybki, które podpłynęły do Jego stop, zaczęły po prostu szaleć z radości, że są tak blisko Niego. Ciągle krążyły szczęśliwe wokół Jego stóp. Zachwycił mnie ten widok i chciałem sięgnąć też nogami do wody, ale nie dałem rady.
  •  Że ja tak mogę…? Że ja to widzę…? – spytał zdziwiony.

Pokręciliśmy się po galerii parę godzin i poszliśmy na obiad. Widzę, że kelnerka przyniosła komuś siedzącemu obok deser w wielkim kielichu. Nie od razu przypomniałam sobie, że to oczami wyobraźni właśnie widziałam kilka godzin wcześniej. Skojarzyłam dopiero, gdy Piotr wylał na stół herbatę. Czyli tak to ma wyglądać? Tak mam ćwiczyć intuicję? 


Piotr był zmęczony, więc pojechaliśmy do domu. O 15.00 poszliśmy się pomodlić, osobno. Kilkanaście minut później…

  • Wiesz co usłyszałem?
  • Czy wiesz, że dzisiaj Mój Syn cię dotknął ?

dotknął w kościele.


Dopisane 21. 07. 17 r.

Są ci, co mają z Góry. Są ci, co muszą prosić, by mieć i są ci, co nie mają i nie będą mieli. Marginesy. To są ci, na których inni się uczą. To był ich wybór, by być narzędziem dla nauk innych. To duża sztuka.

To zdanie zmieniło mój stosunek do ludzi biednych, kalekich, upośledzonych i z tzw. marginesu społecznego. Jeśli wybrali taki los jeszcze na etapie bycia duszą, to chwała im za to, bo faktycznie, trzeba mieć wielką odwagę i pokorę zarazem, by być jedynie narzędziem dla nauk innych. Może dlatego też Jezus szczególnie umiłował tych odtrąconych i sponiewieranych?

A. Lenczewska - Świadectwo
A. Lenczewska – Świadectwo

Apokalipsa już trwa, to już się dzieje – do kwestii apokalipsy wrócę w późniejszych wpisach, ale tutaj chciałabym tylko zdradzić, że błędem jest przeświadczenie, że apokalipsa to jedno, mocne zdarzenie. Tak, jak w przypadku Fatimy, która jak zjawisko tak naprawdę trwała około 2 lat (do tego powrócę), tak i apokalipsa to dłuższy proces, ciąg wydarzeń zmierzających do konkretnego celu.

Poddaj się temu, co będzie się działo.

02. 11. 16 r.

Katowice.

Odkąd wróciliśmy ze szpitala myślałam o Marku Cisowskim, kardiologu z Katowic, o którym wspomniał Kowalewski ubrany w motylki. Mimo, że Piotr był ciągle słaby wierciłam mu dziurę w brzuchu, by do niego pojechać. Jak się okazuje nie jest to takie proste. Owszem przyjmuje w Katowicach, ale tylko w środy i to co drugi tydzień. Z tego względu trudno było się do niego dostać. Udało mi się umówić wizytę dopiero na dzisiaj.

Kowalewski wskazując na Cisowskiego powiedział wyraźnie, że bez CD z nagranym podczas koronografii badaniem żył, ich przepustowością i układem… jechać do niego nie ma sensu. On to musi zobaczyć. Wychodząc ze szpitala Piotr został więc wyposażony w pełną dokumentację i oczywiście CD. Wszystko trzymał w specjalnych kopertach w specjalnej teczce, by się nie zgubiło.

Obawiałam się tego wyjazdu podwójnie. Nie byłam pewna, czy nie za wcześnie dla Piotra na takie wojaże, a po drugie oboje byliśmy zdenerwowani, bo też nie wiedzieliśmy co powie nam o stanie zdrowia Piotra sam Cisowski ”czytając” CD.  Przed wyjazdem usiedliśmy, by się uspokoić.

  • Masz wszystko? – pytam.

Piotr sprawdza teczkę.

  • Wszystko jest.
  • Masz CD? – pytam dla pewności.
  • . Nie ma!
  • Jak to nie ma!

Godzina do odjazdu, a my nie możemy tej płytki znaleźć! Nie mogłam w to uwierzyć, ale na „spokojnie”, metodycznie, szafka po szafce szukaliśmy jej jak szaleni. Piotr się bardzo zdenerwował i od razu dostał kłucie w sercu, co mnie natychmiast otrzeźwiło. Już chciałam go opieprzyć, że gdzieś CD podział, ale się powstrzymałam w ostatniej chwili.

  • Trudno, jedziemy bez płytki – zdecydowałam.
  • Najwyżej się przejedziemy – a w środku mną telepało z nerwów, choć starałam się tego po sobie nie pokazywać.

W pociągu do Katowic było pełno ludzi. Nie odzywaliśmy się do siebie i nie wiem o czym myślał Piotr, ale ja cały czas głowiłam się nad tym, gdzie ta cholerna płytka CD mogła się podziać. Naprawdę z wisielczym nastawieniem poszliśmy do przychodni, a ponieważ byliśmy 2 godziny za wcześnie, poszliśmy do restauracji. Mieliśmy wizytę o 16, ale lekarz spóźnił się kolejną godzinę, więc w sumie czekaliśmy trzy godziny. Cisowski wysłuchał Piotra, ale szybko stwierdził, że bez płytki nie jest w stanie niczego zdiagnozować, więc nasz przyjazd jest bezcelowy. Myślałam, że na miejscu szlag mnie trafi. Wzięłam głęboki oddech… I wtedy powiedział zdanie, które mnie zastanowiło…

  • Proszę przyjechać do mnie bezpośrednio do kliniki w Bielsku – Białej. To jest mój numer telefonu.

I to mnie „tknęło”. Być może właśnie tak miało być…? 

Pociągiem mieliśmy wracać ok. 18, ale spóźnił się prawie godzinę. Byłam już naprawdę zmęczona, a tym bardziej Piotr, przecież jest po zawale. W przedziale byliśmy na szczęście sami i wtedy nerwy mi puściły. Posprzeczaliśmy się całkowicie bez sensu. Tę mroźną atmosferę przerwał telefon od naszego pracownika, który zrelacjonował krótko, że w firmie wszystko w porządku.

  • Chłopcy sobie radzą jakoś w pracy – Piotr już na spokojnie.
  • Bez ducha twego nie istnieją – odezwał się w końcu „Homiel”, a cały dzień siedział cicho.
  • Naprawdę?
  • Me słowo mylić nie może.
  • Ola dałaby sobie radę?
  • Ola to My.
  • A ja?
  • Ty to ty.
  • Co z tą płytką? – pytam ostro, za ostro.
  • Akcja pióro.
  •  No nieee….  – nie wierzę własnych uszom!
  • Ale dlaczego???!!! – nie rozumiem dlaczego ją zabrali…
  • Może tam zrobią głębsze badania? Ubierz się dobrze.
  • ……
  • Pokazał mi garnitur… Pierwszy raz coś takiego mi pokazał, kazał mi się dobrze ubrać… – Piotr był totalnie zdziwiony. 
  • Kazał ci się ubrać w garnitur? – spytałam dla pewności jeszcze raz, gdyż to nietypowe polecenie bardzo mnie zastanowiło.
  • Czyli…. chce, by potraktowali cię poważnie? – zaczęłam analizować.

Spojrzałam na Piotra, który był ubrany na sportowo i nie mógł na nikim zrobić większego wrażenia. Ale czy zrobienie wrażenia jest tutaj takie ważne? 

  • To znaczy… że twoja sytuacja nie jest za ciekawa – zaczynam analizować dalej.
  • … Jeśli Oni chcą, byś jechał bezpośrednio do kliniki… – zdałam sobie sprawę z powagi całej sytuacji.
  • Jedzenie to twój grzech, ale są rzeczy, które się dzieją – genetyka, na którą nie ma wpływu.
  • ……
  • Gdzie płytka?
  • Schowana.
  • A dlaczego ta wizyta tam jest taka ważna?
  • Zobaczy to, co Kowalewski nie zobaczył. Nic nie dzieje się bez powodu.
  • Szykujecie go do wielkich rzeczy, dlaczego nie daliście mu już na początku dobrego serca? – pytam z pretensją.
  • Jesteś zbyt matematyczna, nie zrozumiesz ducha.

Faktycznie, ciągle tego nie rozumiałam.

  • Kiedy wszystko będzie wydawało się źle, we śnie skontaktujemy się z tobą, damy ci coś i pokażemy.
  • ????
  • A nie możecie mi normalnie przekazać? – Piotr się przestraszył.
  • Ten drobny zabieg zmienił ci psychikę… Sam sen to za mało.
  • …… ?
  • A nie da się inaczej?
  • Nie da się, tak są te światy zbudowane. Wrócisz do swojego ciała w odmienionym duchu, jesteś gotowy na tę wizytę.
  • Coś się ze mną stanie? – Piotr przestraszył się jeszcze bardziej. Homiel mówił takimi kosmicznymi zagadkami, że trudno było cokolwiek zrozumieć. Jedyne co do mnie dotarło to fakt, że Oni chcą go gdzieś wziąć!!!??? 
  • A Ola?!
  • Oli nikt nie tknie. Czy znasz przypowieść o synu marnotrawnym?
  • Ale wróci do żywych… prawda? – dopytuję i ciarki przechodzą mi po plecach, bo wiem jak nieograniczoną wyobraźnię i pomysły mają Homiele.
  • Na pewno, ale do których…? Proście, a będzie wam dane… Tam, po drugiej stronie też proszą.
  • Po drugiej? – komu tak zależy, by Piotr wrócił do Domu?
  • Nie kłóćcie się. Czyni się to, co ma się dziać. Po to piórem uczyniłem, żebyś zrozumiał.
  • …… – głowa zaczęła mnie boleć z napięcia i zmęczenia.
  • Na razie spędź te święta z rodziną.
  • A sąd?
  • To danie jest gotowe.
  •  ……
  • Poddaj się temu, co będzie się działo.
  • ……
  • Trzeba dobrze znaki odczytywać – mówię do Piotra.
  • Nie zawsze 1+1 jest dwa. Czasami jeden i jeden jest jeden.
  • … Pokazał jak jeden zlewa się z jeden nadal jest jeden…

Homiel chciał chyba powiedzieć, że nie zawsze moja logika i matematyka daje dobre efekty.

  • Mamy cieszyć się życiem?… Bo nie wiadomo co będzie? – pyta Piotr.
  • Kiedy poznasz nowe, za starym nostalgii nie będzie.

 


Dopisane 19. 07. 2017 r.

Sam sen to za mało – podczas snów i wizji Piotr przenosi się do Ich świata. Każda taka wizyta, każde doznanie stopniowo zmienia jego psychikę. 


Poddaj się temu, co będzie się działo.

Doskonale pamiętam ten dzień i tę rozmowę. Dopiero to doświadczenie uzmysłowiło mi całkowicie jak bezradni jesteśmy wobec potęgi i mądrości Boga Ojca.

A. Lemczewska; Słowo pouczenia.
A. Lemczewska; Słowo pouczenia.

To w tym pociągu, w tym przedziale zrozumieliśmy jeszcze raz jakim pyłkiem jesteśmy wobec wszechmocy Nieba. Pamiętam, że spuściłam wtedy głowę i zrozumiałam, że musimy absolutnie poddać się woli Ojca i Mu bezgranicznie zaufać, co w naszym przypadku było… dość trudne. Oboje z natury lubimy mieć wszystko pod kontrolą, planować i przewidywać, a tutaj poruszaliśmy się jak ślepi w labiryncie 100 metrów pod ziemią. Wtedy byłam pewna, że rozmawiamy z Homielem, dzisiaj wiem, że rozmawialiśmy z samym Ojcem. Gdybym wiedziała to wtedy, prawdopodobnie nasza rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej. 

A. Lemczewska; Świadectwo
A. Lemczewska; Świadectwo

Nasze dalsze doświadczenie pokażą jak warto zaufać Niebu. Właściwie chciałabym powiedzieć coś ważnego.

Choćby wam świat się walił na głowę… bezgranicznie zaufajcie Ojcu. 

Pan Bóg kocha ludzi, poświęcił Siebie, patrzył na Swojego Syna, to jest po strokroć gorsze.

29. 10. 16 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Zadzwonił znajomy, dzięki któremu poznaliśmy naszego pierwszego kardiologa.

  • Słyszałem, że miał pan problemy. Pan Bóg nie pozwolił, by pan odszedł.

Tym samym trafił w samo sedno.


Z powodu choroby sędziny rozprawa została zdjęta z wokandy, a nowej daty jeszcze nie wyznaczono.

  • Ale opinie rzeczoznawcy mamy świetną – pocieszam Piotra.
  • Ci, co sami pouczali, sami zostali pouczeni. Smród możesz poczuć.
  • Od czego?
  • Tak się pocą. Ty ich już nie interesujesz, zajmują się samym sobą, co może ich spotkać.

Piotr po zabiegu nie ma siły na poranne chodzenie do kościoła, ani nawet na wieczorne modlitwy. Przychodzi z firmy i dosłownie pada. Miał w związku z tym pouczającą rozmowę.

  • Nie mam siły się modlić.
  • On (diabeł) chce pokazać, że człowiek jest nic nie warty, broń ich (ludzi). Więcej wkładaj wiary w modlitwę, wyrywaj z ziemi tą złą energię.
  • Nie mam siły, nie widzisz tego?
  • Pokładam w tobie wielką nadzieję, niczego się nie lękaj, rób swoje.
  • Nie czekaj na określoną godzinę, rób to niezwłocznie, Ja ci pomogę.
  • ……
  • Pan Bóg kocha ludzi, poświęcił Siebie, patrzył na Swojego Syna, to jest po strokroć gorsze.
  • ……
  • Aż tak nas nienawidzą gacki?
  • Ponad wszystko.
  • A cóż my takiego robimy? Przecież… – Piotr spojrzał na mnie, jakby chciał powiedzieć, że jesteśmy tak mali, a oni tak wielcy.
  • Egzorcyzmy… wpełzają tam gdzie wypełzają, wrzucacie ich do nory.
  • Działacie razem, więc musisz żyć… Więc nie jedz wiele, jedz jak ptaszek.
  • Jak ptaszek, czy jak ten ptak prehistoryczny? – zażartował Piotr.
  • Jak ptaszek Piotr zażartował, ale Homielowi do śmiechu nie było.

30. 10. 16 r.                                                                                                                                        Szczecin.

Siedzimy przed TV zmęczeni, Piotr zapadł w letarg i tylko patrzył bezmyślnie… tak mi się zdawało.

  • Mnóstwo dzieci jest w niebie. Mają plac zabaw, huśtawki, karuzele… był Chrystus z nimi na biało ubrany, szata opasana paskiem…
  • Jak to zobaczyłeś?
  • Najpierw przeszedłem niebo, niebo z gwiazdami, ciemność i potem światło…
  • Tak zbudowany jest ten świat? Niebo, ciemność, światło…? – spytałam.
  • Mówię, co widzę – i wzruszył ramionami mając „gdzieś”, czy mu wierzę, czy nie.
  • ……
  • Widziałeś tych ludzi na rynku?

Rano robiliśmy zakupy i zatrzymaliśmy się na rynku visa z vis budki z piwem. Widok był smutny, dopiero 11.00, a już wokół masa pijaków.

  • Taki człowiek ma też swojego anioła… – zaczęłam analizować.
  • Co anioł takiego człowieka robi? Gdzie on jest? – pytam.
  • Zajmuje się sobą. Kwadratura koła. Może i na niego 5 minut przyjdzie…?

Zrobiłam wielkie oczy, ponieważ powiedział coś bardzo ciekawego… zajmuje się sobą. Czyli to nie jest tak, że anioł za wszelką cenę walczy o swojego podopiecznego. Pewnie by nawet to zrobił, gdyby sam człowiek choć trochę się wysilił.


W TV pokazano skutki trzęsienia ziemi we Włoszech.

  • Ta ziemia będzie domagała się sprawiedliwości.
  • …???


02. 11. 16 r.                                                                                                                                              Warszawa

Podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu papież Franciszek wykluczył możliwość nadawania święceń kapłańskich kobietom. Ojciec Święty podkreślił, że stanowisko wtej sprawie wygłosił Jan Paweł II i pozostaje ono aktualne.

Dziennikarze zadali papieżowi Franciszkowi pytanie o święcenia kobiet w związku ze spotkaniem, do którego doszło podczas pielgrzymki do Szwecji. Ojciec Święty modlił się wówczas wspólnie z Evą Cecilią Brunne, która stoi na czele kościoła luterańskiego w Szwecji. Franciszek odparł, że na razie nie można realistycznie myśleć o tym, aby w kościele były kobiety księża. Ojciec Święty przypomniał, że w 1994 Jan Paweł II wydał specjalny list apostolski zatytułowany „O udzielaniu święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom”, w którym jasno zaznaczył, że w kościele katolickim kobiety nie mogą otrzymywać święceń.„Kościół katolicki naucza, że kobiety nie mogą być wyświęcenie na kapłanów, ponieważ Jezus dobrowolnie wybrał tylko mężczyzn na swych Apostołów” – czytamy w dokumencie. .Watykan stoi na stanowisku, że to nauczanie jest nieomylną częścią tradycji katolickiej.

https://www.wprost.pl/swiat/10029112/Papiez-Franciszek-o-mozliwosci-wyswiecania-kobiet.html

  • Czy to jest w porządku? – pytam
  • Nie poprawiaj tego, kto jest od Boga.
  • … ???
  • Co poczułaś wczoraj?nagle mnie spytał.
  • …… – gorączkowo zaczęłam myśleć o co chodzi.
  • Pokazał mi teraz „Pasję” – mówi Piotr.
  • Aaaaa… no jasne!!!

Wczoraj przyjechaliśmy do Warszawy późnym wieczorem. Jeszcze będąc w butach włączyłam TV i ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam film „Pasja”, a dokładnie scenę biczowania Jezusa, co mnie wryło natychmiast w podłogę.

  • Serce mi zmiękło – mówię, ale zaraz zastanowiłam się głębiej, co ja tak naprawdę poczułam, kiedy zobaczyłam Jezusa.
  • … poczułam miłość – przyznałam w końcu szczerze.
  • To miłość wzajemna.

 


Dopisane 17. 07. 2017 r.

Mnóstwo dzieci jest w niebie. Mają plac zabaw, huśtawki, karuzele… był Chrystus z nimi na biało był ubrany, szata opasana paskiem… – we wspomnieniach Coltona Burbo „Niebo istnieje naprawdę” jest pewna scena, która idealnie pasuje do tych słów. Homiel nazywa to miejsce; Dzieciniec. 

Niebo
Niebo

Pan Bóg kocha ludzi, poświęcił Siebie, patrzył na Swojego Syna, to jest po strokroć gorsze.

Bóg Ojciec to nie jakaś trudno do zdefiniowana bezduszna kosmiczna energia! To „Osoba”, która czuje. Opisując nasze doświadczenia głównie na to chcę zwrócić uwagę i dać Jego istnienia dowody. 

Diabeł nie atakuje rzeczy, lecz bezpośrednio ciebie.

28. 11. 16 r.                                                                                                          Warszawa.

Od zawału Piotr schudł 8 kilo. To, czego się nie dało zrobić w ciągu kilku lat Homiele zrobiły w ciągu kilkunastu dni.

  • A ile Ty ważysz Homiel? – Piotr zażartował.
  • Mniej niż ty, a jestem dwa razy większy.
  • Taaak? – Piotr wiedział, że i Homiel zażartował, ale spytał…
  • To co u ciebie waży… mózg? – i zaczął się śmiać.
  • Skrzydła – i je Homiel rozpostarł…
  • …… – Piotr zamilkł gwałtownie.
  • No tak… mogą swoje ważyć – pokiwał głową, gdy je zobaczył w pełnej okazałości.


Kilka godzin później jechaliśmy autem…

  • Siedzą za nami, głowy im wystają ponad dach – opisywał Homiela i mojego Grubaska.
  • To chyba im zimno – zażartowałam.
  • Mamy serca gorące to i Nam ciepło.
  • Macie serce? – pytam.
  • Cały jestem sercem.
  • …… – jak o sercu mowa to i przypomnieliśmy sobie o zawale.
  • Przyznam, że ten zawał był dla mnie niespodzianką.
  • Takich niespodzianek będzie bez liku.
  • ……
  • Ale to była niemiła niespodzianka.
  • Byłaby niemiła, gdyby się źle skończyła.
  • ….. – to fakt, trzeba przyznać.
  • To raz jeszcze dziękuję za życie.
  • Masz jeszcze co robić.
  • …..

Zamyśliliśmy się oboje. Ciągle się zastanawiamy co nam dalej szykują… już przez tą jedną „miłą niespodziankę” o mało nie osiwiałam.

  • Mało mi daliście? Mało widzę… słyszę? 
  • Przy tym, co będziesz widział, to mało widzisz.
  • …… 
  • Po co to wszystko?
  • Będziesz pokazywał ludziom, będziesz bliżej Domu.
  • …… – Piotr natychmiast się wzruszył.
  • Nie wzruszaj się, bo i Ja się wzruszam.
  • ……
  • Ale z tym zawałem…
  • A ostrzegałem cię!

Rzeczywiście ostrzegał, by nie jadł za dużo słodyczy i pił słodkiej kawy.

  • Będzie lepiej ciąć – powiedział kiedyś. Ale kto „normalny” uwierzyłby aniołowi… 
  • A teraz jak się odżywiam?
  • Jak cnotliwa panna… i wtedy widzę 7 z przodu sugestia, że widzi wiek ponad siedemdziesiąt lat.
  • Mam szansę dożyc 70 lat?
  • Szansę masz, wszystko idzie zgodnie z planem… untill today…
  • Dlaczego mówisz po angielsku? – pytam od razu.
  • Piotr by tego nie powiedział.

Homiel wtrącając od czasu do czasu słówka niemieckie lub angielskie daje mi w ten sposób znak, że to faktycznie On mówi, a nie wyobraźnia samego Piotra.


Jadąc dalej przypomnieliśmy sobie o piórze, które zniknęło i po chwili pojawiło się na stole.

  • Często tak robicie? – spytałam.
  • ……
  • Pokazał mi buty… i krzesło.

Córka, podczas naszej obecności w Warszawie pomieszkiwała w naszym mieszkaniu w Szczecinie. Wchodząc do mieszkania miała pewien wkurzający mnie zwyczaj. Po środku salonu zrzucała buty z nóg machając nimi na oślep w prawo i w lewo, więc buty lądowały kilka metrów dalej bez ładu i składu w różnych częściach pokoju. Jakiś czas temu zrobiła to znowu. Ale tym razem zdarzyło się coś przedziwnego.

  • Zrzuciłam buty jak zwykle, odwróciłam się na chwilę, a po chwili zobaczyłam moje buty ułożone po środku pokoju jakby były na wystawie, jeden oparty o drugiego.

Tak ją to wystraszyło, że uciekła z mieszkania. Była przerażona i myślała, że to gacek. A dzisiaj się dowiaduję, że to mój Grubasek pilnował porządku. 

Drugi przykład, jaki podał i to mnie zdziwiło, to krzesło.

Piotr przyjechał do Warszawy późnym wieczorem. Na dzień dobry, jeszcze w drzwiach usłyszał; 
- Znowu przyjechał ten gnój, idziemy 
Nie był to zwyczajny głos, lecz warkot. 
- Cześć dupki – odpowiedział Piotr w swoim „pięknym” stylu. 
Piotr położył na stole w kuchni czapkę, a na niej rękawiczki. Wszedł do pokoju obok, kiedy się odwrócił zobaczył swoją czapkę leżącą centralnie na podłodze w pokoju. Na czapce leżały rękawiczki. Czyli w ciągu kilku sekund czapka z rękawiczkami „powędrowała” sama kilka metrów. Piotr zaczął się śmiać. Rozebrał się z płaszcza, wrócił do kuchni i chciał usiąść na krześle. Już siadał, kiedy nie mógł ręką wymacać krzesła, odwrócił się i zobaczył, że krzesło, które podsunął sobie przed chwilą pod tyłek stoi też w pokoju.

http://osaczenie.pl/wp/2016/04/13/czas-ustawowy/
  • To Wy? – byliśmy naprawdę zaskoczeni.
  • Chcieliśmy cię przestraszyć, byś się nie rozgaszczał. Diabeł nie atakuje rzeczy, lecz bezpośrednio ciebie.

Tak bardzo Homielom zależało na opuszczeniu tego mieszkania, że posunęli się do nadzwyczajnego działania. 


Dopisane 15. 07. 2017 r.

Wielu jeszcze wątpi w istnienie aniołów, ale bardzo wyraźnie o ich roli powiedział sam Jezus.

A. Lenczewska; Świadectwo
A. Lenczewska; Świadectwo

Większa wiedza to większa odpowiedzialność.

26. 10. 16 r.                                                                                                                                         Warszawa.

Wieczorem.

-Homiel… jakie słowo lubisz najbardziej? 
-Kiedy miałeś 3 lata i nadałeś Mi imię, pokochałem go najbardziej.
  • Aleś wczoraj powiedział z tym słowem, które kochasz najbardziej – Piotr z uznaniem pokiwał głową…
  • Spotkamy się w trójkę i będziemy się widzieć.
  • Po śmierci?
  • Po jakiej śmierci? Przed tobą widzę życie na zawsze. Gdyby takie osoby jak ty umierały, wszechświat nie miałby sensu.

Dwie godziny później….

  • Czy odkryłaś coś dzisiaj? – spytał mnie Homiel.

Zastrzelił” mnie tym pytaniem, bo rzeczywiście odkryłam coś związanego z Metatronem.

Metatron jest jednym z najważniejszych aniołów w niebiańskiej hierarchii. Jest członkiem specjalnej grupy, której pozwolono patrzeć na oblicze Boga, takiego zaszczytu większość aniołów nie posiada. W literaturze Metatron jest często określany jako „Książę oblicza”…. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2016/10/27/bog-moze-wszystko-wzial-enocha-i-zrobil-metatronem/

  • Czy oczekujesz nagrody w zamian?
  • A mogę? Nie robię tego dla nagrody.
  • Czy oczekujesz nagrody? powtórzył.
  • To jakiś sprawdzian? – poczułam się niepewnie. 
  • …… – nie odpowiedział, a ja się zastanawiałam co mogę oczekiwać. Od dawna myślę o jednym, chciałabym usłyszeć Jezusa.
  • ……
  • I zobaczysz Boże Narodzenie.
  • ……???!!!
  • Pamiętaj, większa wiedza to większa odpowiedzialność.

Bolała mnie głowa i Piotr postanowił mi pomóc. Z chwilą gdy „umocował” we mnie białe światło tak osłabł, że sam padł na podłogę. Nie jest jeszcze gotowy na takie akty miłosierdzia.

  • Gdzieś mi głowa uciekła, nie wiem, gdzie byłem… – powiedział, gdy się ocknął.
  • Już nic nie będzie tak, jak było.
  • ……
  • Ty jesteś dla niego dla Piotra – A on jest dla Nas.
  • ……
  • Zanim popłyniesz, musisz się lekko przeobrazić – Homiel odniósł się do wizji z wielką falą.
  • Czego Wy ode mnie chcecie ?! – Piotr był wyraźnie zmęczony ciągłymi zagadkami.
  • Spójrz na sufit…
  • …… – Piotr spojrzał w górę… sufit jak sufit.
  • Widzisz sufit, a będziesz widzieć gwiazdy.


27. 11. 16 r.                                                                                                                                  Warszawa.

Ze względu na niedawny zawał, dość często zaczynamy mówić o śmierci.

  • Ja mogę odejść, ale ty musisz być – mówi do mnie Piotr.
  • Jak ty odejdziesz, to po co ma być?
  • .. ? – jak to?… pomyślałam.
  • Przecież ma córkę i syna!
  • O nich się nie martw, wiara w tobie nikła…
  • Bo wiara to nie tylko wiara, ale też zaufanie – mówię.
  • ……
  • Miałem wizję. Biję mieczem diabły, macham nim dookoła, pocę się, ale nagle przypominam sobie nauki Jezusa. Chowam więc miecz i czuję narastającą wiarę w Chrystusa, a wtedy słyszę krzyk gacków;
  • On już wie!!!
  • ……
  • Widzisz? Taki głupi nie jesteś…. Panie, wybacz, że tak do ciebie mówię, ale chciałem, żeby było wesoło.

no i było.  Piotr ciągle twierdzi, że jest za głupi na to, co musi się przydarzyło. Ostatnim razem powiedział to dokładnie godzinę temu…


Dopisane 13. 07. 2017 r

I zobaczysz Boże Narodzenie – nie wiem do dzisiaj co miał na myśli, ale oczywiście nie chodzi o święta Bożego Narodzenia. Homiel wspomina w naszych rozmowach o ponownym nadejściu Chrystusa i to jest prawdopodobnie, choć mogę się mylić, to właściwe Boże Narodzenie.