Wygrałeś ze sobą bitwę, ale nie wygrałeś ze sobą wojny.

06. 11. 16 r. Warszawa.

Pojechaliśmy do Ikei po parę drobiazgów do domu, a przy okazji zjedliśmy skromne śniadanie.

  • Dobrze trafiłaś mówiąc, że od wiosny przyszłego roku się zacznie – Homiel do mnie.
  • Nie bardzo rozumiem… Tak mówiłam? – może rzeczywiście w ubiegłym roku tak mówiłam, ale zdążyłam już zapomnieć.
  • Według Homiela przeanalizowałaś sprawę i powiedziałaś, że nasze zmiany zaczną się na wiosnę, a dzisiaj miałem wizję. Zobaczyłem oś czasu, na niej zaznaczony luty i maj. Chyba sprawa sądowa się skończy w lutym i maju.

  • Za dużo mówię – Homiel na to.
  • Akurat! – już „wierzę”, że powiedział coś przez przypadek. 
  • Ok. Pierwsza zmiana to na pewno twój zawał – zaczynam analizować.
  • Powiedziałem, że zabiorę wam tę codzienność.
  • No i Ci się udało. To co nam jeszcze zabierzesz?
  • Co wam dam!
  • ? To co nam dasz?
  • Radość, ty to pierwsza odczujesz.
  • Jaaa?… Córka pozna w końcu kogoś? – dużą radość by mi to sprawiło.
  • I ta latorośl znajdzie ziemię, na której będzie się rozwijać.
  • A syn?
  • Czy nie widzisz, że jego autostrada prosta? Pruje, a nie jedzie.
  • To fakt. A Piotruś?
  • Dom się o niego upomni.
  • ????!!!!
  • Chcecie go zabrać? – niemal wycedziłam te słowa.
  • To jest nieuchronne.
  • Czy ty wiesz ilu płacze za nim?
  • Ale to bez sensu! Jeśli chcecie go zabrać w przyszłym roku, to po co go ratowaliście?
  • A kto mówi o przyszłym roku?
  • …… – wzięłam głęboki oddech, bo zapomniałam, że trzeba z Homielem rozmawiać precyzyjnie.
  • Czy w przyszłym roku będzie z nami na święta? – spytałam z innej strony.
  • Chcesz go zawłaszczyć tylko dla siebie? – … noż kurde…! Odechciało mi się pytać.
  • ……
  • Ciekawe do którego Domu trafię – Piotr.
  • Wiadomo przecież.
  • Dla mnie to oczywiste, na pewno nie na dół – wyjaśniłam szybko Piotrowi.
  • Masz wiele wspólnego z Tomaszem.
  • Dobry człowiek, ale zawsze musiał pomacać.
  • …….?
  • Długo będę w Warszawie?
  • I ten wątek będzie przeorganizowany.

W Ikei kupiłam mały, sztuczny kwiatek, który chciałam postawić pod krzyżem. Trzymając go w ręku stwierdziłam, że generalnie nie lubię sztucznych kwiatów, ale cóż, jeśli nie zniknie to przynajmniej będzie stał co najmniej długo. Piotr szepnął mi do ucha…

  • Jezus teraz do ciebie mówi…
  • Zaprawdę powiadam ci, że wszystko zostanie uświęcone, nikt tego nie ruszy.
  • …… – wybałuszyłam oczy ze zdziwienia, bo nie spodziewałam się, że odezwie się akurat teraz.

Domyślam się jednak dlaczego Jezus zrobił to właśnie w tej chwili. Nikt tego nie ruszy... Kupiliśmy taki sam kwiatek pod krzyż, który znajduje się w Szczecinie, zniknął niestety na drugi dzień. Wszystko zostanie uświęcone… Nie ma większego znaczenia, czy prawdziwy, czy sztuczny, liczy się intencja. Choć, jeśli mamy wybór, lepiej ofiarować prawdziwy. 


Pojechaliśmy do katedry, do „naszego krzyża”. Ponieważ dzisiaj niedziela oczywiście przywitała nas żebrząca, ta sama co zwykle, kobieta. Już nie zwracając na nią uwagi uklękliśmy pod krzyżem. Słyszę po chwili, że Piotr zaczyna się cicho śmiać. Miał przy tym tak komiczną minę, że i mi się udzieliło. Mrugam do niego pytając o co chodzi? Nie chciał powiedzieć. Wstaliśmy i mijając kobietę poszliśmy do głównej bramy. Piotr się zatrzymał i zaczął się wiercić nerwowo w miejscu. Wyjął z portfela 100 zł i obracał banknotem w palcach wyraźnie nie chcąc się z nim rozstawać. Przypomniał mi w tym momencie pewną scenę z filmu „Uwierz w ducha”.

To skojarzenie spowodowało, że strasznie mi się śmiać zachciało, więc wolałam wyjść po prostu z kościoła. Piotr podszedł w końcu do żebrzącej kobiety i wcisnął jej banknot do ręki. Dopiero w aucie opowiedział…

  • Kiedy się modliłem usłyszałem…
  • Piotr, ty to ty. Ona to Ja, więc co uczynisz?
  • ……
  • Dałem jej 100 zł, najwięcej ile miałem.
  • A ile jeszcze miałeś?
  • 50 zł.
  • To nie dałeś jej wszystkiego – już zaczęłam się śmiać.
  • Ale dałem więcej!
  • Dzisiaj wygrałeś sam ze sobą, pokonałeś siebie.
  • Ty tego nie odczujesz, a na nią niebo zstąpiło, ale walka była piękna.
  •  – walka? To kabaret raczej… pomyślałam.
  • I Ja za kwiatek ci dziękuję.
  •  – i głupio mi się zrobiło natychmiast za moje myśli, bo nie sądziłam, że to sam Jezus teraz mówi.
  • A ja ci dziękuję za życie – Piotr.

Nieco później…

  • Dałeś 100…
  • Nie jest źle
  • A nie możesz powiedzieć, że jest dobrze? – spytałam, bo jak na Piotra sto to jak milion.
  • A czy oddał siebie całego?
  • ……
  • Uczyniłeś dobrze, ale nie najlepiej. 
  • Wygrałeś ze sobą bitwę, ale nie wygrałeś ze sobą wojny.
  • Znaczy… przegrałem?
  • Nie przegrałeś, ale fanfarów nie słyszę.
  • ……
  • Nikt w to wszystko nie uwierzy, jeśli komuś o tym powiem.

  • Bo tylko ty słyszysz.
  • Niewiele istot ogląda oblicze Ojca, więc nie rozważaj, czy wierzy czy nie.
  • Masz swoje zdanie, znasz ostateczną prawdę… ty znasz.
  • Nikt nie uwierzy.
  • Bo mają wybór, dlatego tak niewielu przejdzie.
  • Co się dzieje z tym, co nie przejdą? – pytam natychmiast.
  • ……
  • Myślisz, że dałeś jej pieniądze? Dałeś jej szczęście.


Dopisane 23. 07. 2017 r.

Zobaczyłem oś czasu, na niej zaznaczony luty i maj – wizja okazała się trafna, tylko interpretacja mylna.


  • Masz wiele wspólnego z Tomaszem. Dobry człowiek, ale zawsze musiał pomacać.

zawsze musiał pomacać… – Pamiętam, że bardzo rozbawiło mnie to stwierdzenie. Jest nie tylko zabawne, ale i konkretne. Co my właściwie wiemy o Tomaszu poza tym, co możemy przeczytać w Wikipedii?

O świętym Tomaszu Apostole mówi się czasem „niewierny Tomasz”. Oczywiście nie oznacza to, jakoby był niewierny Jezusowi. Był jednym z dwunastu Jego najważniejszych uczniów, zawsze przykładnie dochowującym Mu wierności. W naszej pamięci pozostał jednak jako ten, który nie uwierzył w Zmartwychwstanie. Miał pecha.
Kiedy zmartwychwstały Jezus ukazał się po raz pierwszy apostołom, Tomasza przy tym nie było. Trudno się dziwić, że kiedy mu o tym opowiadali, miał zwykłe ludzkie wątpliwości. Dopiero kiedy ujrzał rany Zbawiciela, wypowiedział z pokorą znamienne zdanie, przytoczone w Ewangelii według św. Jana: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28).

Rubens przedstawił Tomasza jako człowieka sędziwego, mającego za sobą doświadczenia całego życia. W jego ręce włożył księgę, którą święty wnikliwie studiuje. W ten sposób pokazał Tomasza nie jako patrona wątpiących, lecz jako patrona dociekliwych, tych, którzy chcą wszystko poznać i zrozumieć. Artysta sugeruje, że ciekawość świata nie opuściła Tomasza przez całe życie i nie stała się żadną przeszkodą w jego drodze do świętości. http://kosciol.wiara.pl/doc/489401.Wierny-i-dociekliwy


Bo mają wybór, dlatego tak niewielu przejdzie – jeśli ktoś czyta uważnie opisane tutaj nasze rozmowy zauważy, że nawet z najzabawniejszych scen naszego życia wychodzą piękne lekcje i nauki. W tym przypadku pojawiła się też konkretna informacja, którą uzupełnię o słowa z książki „Słowo Pouczenia”.