I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę.

18. 05. 17 r. Wracaliśmy do Szczecina.

Ostatnim razem jadąc pociągiem mieliśmy niesamowitą rozmowę. Dzisiaj liczyłam na powtórkę, dlatego ledwo się rozsiedliśmy, a już zaczęłam zadawać pytania.

  • Czy świat upada?
  • Jest na równi pochyłej, ruch jednostajnie przyśpieszony.
  • Czy będzie kataklizm, czy wojna?
  • … 
  • Ty słyszysz Homiela non stop, ja słyszałam swojego Grubaska tylko kilka razy. Dlaczego? Czy to sprawiedliwe?
  • Kiedy to mówiłaś zobaczyłem na twoim czole coś fajnego. Dwie ręce złączone w kształcie lotosu, a w centralne miejsce wali z góry wielkie światło z odwróconą ósemką…

  • Aha… – zaskoczył mnie.

Znak nieskończoności to znak Boga, więc zamilkłam. Pomyślałam jedynie, że Ojciec musi mieć do mnie końską cierpliwość za te ciągłe wiercenie pytaniami w brzuchu. Czekałam spokojnie na rozwój wydarzeń, tym bardziej, że w przedziale siedzieliśmy sami. Musiało coś się wydarzyć mimo, że Piotr zamiast poważnie rozmawiać to ciągle sobie żartował. Patrząc na jego wygłupy zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie jest to z jego strony jakaś forma obrony. Obrony przed tym, czego się od niego oczekuje.

  • Wiesz co teraz usłyszałem?
  • Kiedy chce jest poważny, a jemu się ciągle nie chce być poważnym, jakby zachłysnął się tym życiem.
  • Uuuu…. mądre słowa – pomyślałam.
  • Jestem ciągle jeszcze chory – Piotr kabaretowo złapał się za serce udając, że go boli.
  • Chory, ale na umyśle, ale i tu wyzdrowiejesz.
  • No to kiedy odejdę?
  • Kiedy się proroctwo wypełni…
  • ……
  • I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę. Twoje prawdziwe ja pokaże twoją twarz już za niewiele czasu. Ci, co nie wierzyli i tak nie uwierzą, ale bardzo wielu pójdzie. Czekaj zdarzeń. Nasze drogi zetkną się znowu.

!!!??? Jakby nas piorun strzelił. Piotrowi przeszły w mgnieniu oka wszelkie wygłupy i tkwił w bezruchu przez długą chwilę… To było niesamowite… Dopiero teraz zorientowaliśmy się, że to Ojciec przemówił.

  • Zobaczyłem ciebie w siwym warkoczyku, masz okrągłe okulary, jakąś białą koszulę i przy lampie naftenowej z lusterkiem piszesz w zeszycie. Nad tobą stoi wielki anioł i czeka jak skończysz. Gdy skończyłaś, wziął cię do Góry…
  • Hmm… To przeszłość… mam nadzieję?
  • Zobaczyłem 12 ksiąg, stalowa szara okładka, a na grzbiecie czerwona jakby naklejka i coś napisane… Dzieje losu… Każda księga to jedno twoje życie.
  • Ostatnia księga, a rozdział jest pisany.
  • …… – zrozumiałam, że 12 ksiąg to 12 żywotów, dwunasty jest w trakcie, bo jest pisany.
  • A pierwsza? Kiedy była?
  • Widzę ją w pajęczynie… Musi być bardzo stara, czyli to było bardzo dawno temu.
  • Nigdzie lepiej ci nie było niż w ogrodzie Ojca.
  • …… – no i jak tu się nie rozbeczeć? Powstrzymałam łzy, bo chciałam wykorzystać okazję… 
  • Która to pieczęć była na wrotach, które widziałam?
  • ……
  • Muszę przeczytać apokalipsę – brak odpowiedzi uzmysłowił mi, że nie mogę pytać nie znając jej treści.

Wieczorem sprawdziłam o jakim okresie Piotr mówił widząc lampę naftową z lusterkiem.

Lata świetności lampy naftowej obejmowały okres jedynie sześciu dekad, wynalazcą lampy naftowej był polski chemik i farmaceuta Ignacy Łukasiewicz. Podczas prowadzonych w lwowskiej aptece badań nad ropą udało mu się wydestylować czystą naftę. Przy pomocy blacharza Adama Bratkowskiego skonstruował urządzenie, które umożliwiało wykorzystanie substancji do oświetlania domów. Pierwsza lampa naftowa została zaprezentowana w 1853 roku. Użyto jej do oświetlenia sali operacyjnej pobliskiego szpitala. Stopniowo lampy naftowe zaczęły wypierać starsze i mniej efektywne formy oświetlenia. Duże, europejskie przedsiębiorstwa produkowały nawet do kilkuset tysięcy lamp rocznie. W pierwszych dekadach XX wieku wraz z rozwojem elektryczności lampy naftowe wyszły z użycia ustępując pola nowoczesnym żarówkom. Rozpoczęła się era oświetlenia naftowego. Niestety, sam Łukasiewicz nie odegrał w niej wielkiej roli. Być może był po prostu słabym marketingowcem i nie potrafił dobrze sprzedać swego urządzenia. Dość powiedzieć, że nie ochronił go patentem. Konkurencja zadziałała szybko i na rynek weszły prężne firmy Ditmar z Wiednia i Stobwasser z Berlina. Najbliższe sześćdziesiąt lat miało być czasem rozwoju i wreszcie nieuchronnego upadku oświetlenia naftowego. Lusterko – odbłyśnik służyło do zwiększenia strumienia światła co powodowało lepsze oświetlenie pomieszczenia. https://www.westwing.pl/lampa-naftowa/

Z tego wynika, musiałam żyć w wieku XIX lub na przełomie wieków i nie koniecznie w Polsce, lampy naftowe z lusterkiem były tanie i powszechne w całej Europie. Już wtedy pisałam, ale zeszyt nie został ukończony, jak mówił Homiel. Myślałam, że nie dokończyłam, bo ktoś mi przerwał, ale teraz widzę, że nie o to chodziło. Niedokończony, bo czekało na mnie jeszcze kolejne życie. Ostatnia księga, a rozdział jest pisanyCzyżby moje obecne życie jest ostatnim?  Spytałabym, ale odwagi już brak…


  • Miałem dzisiaj wizję. Dostałem zupę, białą… Myślałem, że to jakaś kaszka. W tej kaszce były białe ryby, wyciągałem ich kawałki, a resztę wyrzucałem.

  • Hmm… Ryba to symbol Jezusa, chrześcijaństwa, tym bardziej, że są białe. Karmiłeś się, a pamiętasz słowa Jezusa?… Nakarm ją, jak Ja ciebie karmię? Coś mi się wydaje, że niedługo będziesz pobierał nauki od samego Jezusa.
  • …… – tylko tyle mi przyszło do głowy.
  • Zauważyłeś w tej wizji z autem ze śmieciami, że kiedy chciałeś wcisnąć chłopca do naczepy, to bariera się podnosiła? Chciał ci powiedzieć, że nie da się pogodzić miłości do Boga i miłości do materializmu.
- Szliśmy razem z małym chłopcem, blondynkiem, po ubitej drodze, ja trzymałem go za rękę z jednej strony, a ty z drugiej strony. W prawym ręku trzymam wiaderko, a w nim cały swój dobytek i dokumenty. Przed nami widzę stojącą wywrotkę, pełną śmieci, wielka góra śmieci na wozie była po tysiąc więcej warta niż to, co mam w wiaderku. Podeszliśmy do auta, które było włączone, przerzuciłem z wiaderka wszystko na pakę, wrzuciłem też tam ciebie, potem chciałem rzucić też chłopca, ale nie mogłem. Nie mogłem oderwać go od ziemi, a ponieważ do auta wsiadał właśnie kierowca (w niebieskiej koszuli)… to go zostawiłem. Wskoczyłem na pakę i usiadłem koło ciebie, nie chciałem zwracać uwagę na tego chłopca, patrzyłem   wszędzie, byle nie na tego chłopca. On zaczął tak płakać, tak płakać, że go zostawiłem… zdecydowałem się zeskoczyć. Kiedy wyskoczyłem auto ruszyło. Darłem się do ciebie, byś zatrzymała kierowcę, a ty nic, patrzyłaś przed siebie zapatrzona. Byłem wkurzony na ciebie maksymalnie, bo na pace były moje dokumenty i pieniądze, darłem się ciągle, a ty nic… Odjechałaś, zostawiłaś mnie… wziąłem chłopca za rękę i powiedziałem; chodź, idziemy.
- Kim jest ten chłopczyk?
- Całą drogę idzie ten, który cię stworzył. Wybrałeś Ojca.
  • No, to prawda, a ty sobie odjechałaś cała zadowolona! – Piotr na mnie niemal warknął, co mnie rozśmieszyło. Jest wściekły za to, jak zachowałam się w wizji !?
  • Po robocie sjesta jeszcze większa.
  • O! to w nagrodę? – pytam.
  • Nieważne, musimy zadbać o kwiat z ogrodu Ojca, musi wrócić nienaruszony.
  • ???!!!
  • Gdy będziesz miała pieniądze, bo wynika to z tej wizji, to spożytkujesz dobrze – Piotr kiwa głową ze zrozumieniem.
  • Oni wiedzą, że nie kupisz setek kiecek i korali czerwonych – to takie powiedzonko Piotra na babskie zakupy.
  • Chwila! Coś mi nie pasuje… Gdy wybierają człowieka, gdy wybierają narzędzie to ten zazwyczaj cierpi i jest biedny – przypominam sobie nauki Jezusa.
  • Nie jesteś, by się uczyć. Jesteś, by wykonać zadanie.
  • ?! Ale bez Piotrusia ja mam niewiele możliwości! Nic nie znaczę…
  • Słuchając siebie, słuchasz Nas.
  • A nie da się tak dołączyć na tę ciężarówkę? – Piotr już kombinuje.
  • Chcesz mieć wszystko zamiast modlić się o ten upodlony świat?
  • Ale słowa! – pomyślałam… Chyba znowu rozmawiamy z Ojcem! Zauważyłam już wcześniej, że Ojciec jest często w słowach bardzo dosadny i konkretny. 
  • Więc zrobimy tak… Zabezpieczysz swoją rodzinę i do boju. Po to masz ten miecz, a odpoczniesz w domu Ojca. Bóg też walczy o ludzi, dał Swojego Syna.


19. 05. 17 r. Szczecin.

Wieczorem siedzimy w swoich fotelach przed TV, gdy raptem nad naszymi głowami rozchodzi się dobrze nam znany odgłos klapek ze szpilkami. Spojrzeliśmy na siebie gwałtownie w milczeniu wiedząc bez słów, że nadchodzi ciężka noc.

  • No nie…. Ale mamy pecha! – Piotr robi się czerwony.

Szpilki przesunęły się na klatkę schodową i zeszły do garażu. Nasza „śpiewaczka” pojechała po swojego… „dyrygenta”. To już w pewnym sensie jej rytuał. Wychodzi na szpilkach i wracają 40 minut później już razem, a jeszcze godzinę później zaczyna się aria. Pani prokurator o oczach wymalowanych jak wampir zaczęła uprawiać seks tak głośno, że było słychać na całej klatce schodowej, a może i dalej. Jest dosyć ciepło, w mieszkaniach pootwierane okna i niemożliwe jest tego nie słyszeć. Nie wiem jak inni sąsiedzi, ale Piotr nie wiedział gdzie ręce schować tak bardzo chciał babę dorwać, by jej nagadać. Krążył po pokoju wkurzony tak długo, jak długo trwała aria. Usiadł dopiero, gdy zapadła cisza.

Nagle znowu słyszymy szpilki idące po schodach… Piotr dopadł do wizjera i zaczął obserwować, jak para schodzi na dół widocznie udając się gdzieś na kolację. Nie podejrzewaliśmy ich o dyskotekę, bo oboje wyglądali na ludzi mocno dojrzałych.

  • Ja ich załatwię na cacy…. – Piotr wpadł na pomysł – Wykręcę im korki, to im się odechce!

W tym budynku wszystkie korki wszystkich lokatorów są ogólnie dostępne na poziomie garażu. Niedawno ktoś nam wykręcił korki, bo komuś się przepaliły. Pewnie ten ktoś doszedł do wniosku, że po co kupować nowe jak można wykręcić sąsiadowi !?  Gdyby nie ta sytuacja Piotrowi nie przyszło by w ogóle do głowy, by wykorzystać ten pomysł. 

  • Chcesz im wykręcić korki? Mówisz poważnie? – nie wierzyłam własnym uszom.

Piotr machnął ręką, bym zamilkła, zwinął się w sobie jak Don Pedro  z „Krainy Deszczowców„ i szybko zbiegł dwa piętra niżej do garażu. Widząc ten obraz nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Gdy 5 minut później wrócił zziajany, bo przecież biegł do i z garażu, by go nikt nie zauważył, padł zmęczony na fotel zapominając o swoim nieuleczonym do końca sercu. Dyszał ciężko, lecz po chwili nieco się uspokoił, a po jeszcze jednej chwili zaczął palcami stukać nerwowo w poręcz fotela.

  • Wykręciłem te korki, a teraz mam wyrzuty sumienia… Źle się z tym czuję – mówi nieoczekiwanie.
  • Mały… Chcesz ich uczyć przez karę? Ja jestem od kary. Ty jesteś wykonawcą Mojej woli, a nie sędzią.
  • …… 
  • To co? Mam z powrotem wkręcić? Mam iść na dół? – pyta mnie Piotr.
  • A zdążysz?
  • Jaka jest twoja wola Ojcze?
  • Moja wola, żebyś sam wyroków nie podejmował.
  • Jakie są plusy i minusy? – pyta mnie znowu, bo nadal nie wie co robić.
  • Sam zdecyduj – mówię już lekko ubawiona tą sytuacją i widzę jak się poci.
  • Nie rozważaj czego nie rozumiesz.

Piotr wstał ociężale wciąż się wahając, ale jednak zgiął się w Don Pedro jeszcze raz i dał nura do garażu, by zdążyć przed ich powrotem. Pięć minut później padł w fotelu zmęczony i już się nie odzywał.

  • Nie pokonałeś teraz diabła, pokonałeś siebie, a Mi zaufaj.
  • Dobrze zrobiłeś – mówię całkiem poważnie.
  • Jeszcze chwila, a nie będziesz miał z nimi nic wspólnego, a ona niczego by się nie nauczyła. Przewidziałem inne dla ciebie miejsce, a do niej przyjdzie smutna prawda.
  • ……
  • Ojciec powiedział mi, że jest zadowolony.
  • Powiedz jak ci powiedziałem.
  • ?  – zrobiłam oczy, bo nakazał mu powtórzyć słowo w słowo widocznie widząc, że to wszystko zapisuję.
  • Powiedział… Jestem z ciebie dumny.
  • …… – nie odzywałam się, bo mi głupio było i w ogóle… Nie miałam odwagi, by się odzywać. Czułam, że mimo całej tragikomiczności tej sytuacji wydarzyło się przed chwilą coś ważnego.
  • Gdy wykręciłem korki to już idąc po schodach miałem kaca z tego powodu.
  • Ty nie dotkniesz nikogo tak i nikt nie dotknie tak ciebie.
  • Ta lekcja była potrzebna, prawdziwi nieprzyjaciele są gdzie indziej. Ona jest ofiarą.



Dopisane 11. 01. 2018 r.

I zesłał Ojciec Henocha na ostatnią chwilę.

Zanim coś wyjaśnię, muszę jeszcze raz wrócić do pewnej ważnej kwestii. Biblia to Stary i Nowy Testament. W skład Starego Testamentu wchodzi także TORA, święta księga Judaizmu, o czym wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy. Chcąc poznać prawdę o Bogu, jego prorokach, Jezusie jako chrześcijanie nie możemy całkowicie odrzucać bogactwa wiedzy, jaką dostarcza nam Judaizm. Zauważyłam czytając na przykład fora katolickie, że wiele osób odcina się od tego, co pochodzi od Judaizmu. Nie ma nic bardziej błędnego w tym przypadku, ponieważ musimy pamiętać, że pierwszymi ludźmi mającymi dostęp do źródła wiedzy byli właśnie prorocy hebrajscy. Jezus był Hebrajczykiem. Gdyby Bóg Ojciec kilka tysięcy lat temu chciał wybrać proroka wśród mieszkańców północnej Europy to nie wahałby się ani sekundy, a jednak wybrał inaczej. 

Zesłał… czas przeszły dokonany. Chciałabym przypomnieć fragment rozmowy;

- Niewiara w istnienie Boga osiągnęła apogeum, czy to jest właściwy czas na przyjście Eliasza? 
- Najwyższy, wyższego już nie będzie. 
- ???!!!
- Dalej tak być nie może. 
- Dlaczego Eliasz ma przyjść? 
- Dostaną szansę nawrócenia i zrozumienia. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/12/20/iii-tajemnica-fatimska-analiza-wizji-czesc-3/  

I jeszcze fragment rozmowy;

- Czy Enoch, Eliasz, Melchizedek to jedna dusza?
- To jeden prorok. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/08/12/ludzie-musza-wybrac-a-nie-miec-od-razu/ 

http://www.apokalipsa.info.pl/objawienia/la_salette.htm Lecz oto Henoch i Eliasz, pełni Ducha Bożego! Będą oni przemawiać z mocą Bożą i ludzie dobrej woli uwierzą w Boga i wiele dusz dozna wzmocnienia. Dzięki mocy Ducha Świętego dokonają oni wielkich rzeczy i potępią diaboliczne błędy Antychrysta! Biada mieszkańcom ziemi.

Wygląda na to, że Henoch i Eliasz już są, albo już jest, jeśli jak twierdzi Homiel to jedna dusza, jeden prorok.


Ostatnia księga, a rozdział jest pisanydwanaście ksiąg, dwanaście dróg życia. To słowa Ojca, a z Ojcem nie ma co się kłócić i udowadniać, że wędrówka dusz nie istnieje. Mówi o tym również sam Jezus;

Ewangelia wg św. Marka 9,12;

Schodząc z góry, otrzymali od Jezusa zakaz opowiadania o tym, co widzieli, dopóki nie zmartwychwstanie. Zatrzymali to więc dla siebie, ale często rozmawiali o tym między sobą i zastanawiali się, co Jezus miał na myśli, mówiąc o powstaniu z martwych. Zapytali Go też, dlaczego nauczyciele Prawa twierdzą, że przed nadejściem Mesjasza musi pojawić się Eliasz. Jezus odpowiedział im, że to prawda:

  • Eliasz musi przyjść pierwszy, aby przygotować drogę, ale jak napisano o Synu Człowieczym, że ma wiele wycierpieć i być wzgardzonym? Co ważniejsze, Eliasz już przyszedł, lecz – tak jak to przepowiedzieli prorocy – został haniebnie potraktowany.

Kim był Eliasz, którego nie rozpoznano? Odpowiedź za kilka miesięcy.

Henoch i Eliasz wg współczesnych wyobrażeń.