I przywołał dzieci do porządku, a one stały i płakały…

25. 05. 17 r.

Idąc rano na „randkę” jak zwykle zajrzałam do Chrystusa w kościele św. Barbary. Miałam mały bukiet kwiatów, który chciałam zostawić Mu pod krzyżem. Wchodzę pewnie do przedsionka, gdzie wisi krzyż… i mnie zamurowało. Widzę klęczącą pod nim zakonnicę. Głupio mi się zrobiło, bo moje wejście musiało być dla niej dość nie na rękę, jednak ona jakby mnie nie zauważyła, ani nie usłyszała. Jej głowa była wtulona w stopy wiszącego Jezusa, a ręce obejmowały Jego nogi. Czułam, że wtargnęłam w ich intymną, bardzo prywatną chwilę. Nie wiedziałam co zrobić, czy wycofać się, czy mimo wszystko przeszkodzić jej i położyć te kwiaty… i kiedy tak się wahałam ona podniosła głowę… a to młoda dziewczyna! Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio, gdyż zobaczyłam w jej oczach wielką… miłość. Moja wiara w porównaniu do jej wiary wydała się tylko małą kroplą przy oceanie. Bez słów położyłam szybko bukiet i się wycofałam.

  • Hmm… – Piotr się zadumał.
  • A ja miałem dzisiaj rano w kościele niesamowitą rzecz. Kiedy brałem hostię zauważyłem na niej obraz krzyża z naszej katedry, pod którym klękamy. To niesamowite… Jak ja to widzę…??? – Piotr kręcił głową z niedowierzaniem…
  • Spojrzałem i pomyślałem co to?
  • No… mieszkamy w tobie.
  • Czym sobie zasłużyłem? Ja się do tej zakonnicy nie mogę równać!
  • A ty wiesz najlepiej?
  • Jestem łobuz, chuligan, taki brudny… Musieli mnie z kimś pomylić! Jestem głupim góralem, a Oni są ciągle przy mnie. Jak ktoś mnie wkurza, to bym ich od razu ścinał, a potem tulił… No nie daję sobie rady, tak mnie gacek ciągnie… Czarnych to był zagryzł… Jestem nienormalny – Piotr wzdycha.
  • No, normalny to ty nie jesteś. Ale pomyśl, jakieś zasługi musiały być.
  • A może ktoś taki jak ty jest im potrzebny? – pocieszam go.
  • Spytaj się – i się zająknęłam, bo myślałam o Ojcu – Jakim chcą, żebyś był?
  • Sobą.
  • Nikt cię nie wybrał. Ktoś chce, żebyś do Domu wrócił.

Wieczorem zwyczajowo komentowaliśmy oglądane Wiadomości. Pokazano sprawcę zamachu w Manchesterze. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21852623,manchester-zidentyfikowano-pierwsze-ofiary-zamachu-wsrod-nich.html

  • Zobaczyłem teraz ciekawą rzecz. Jak podali jego nazwisko zobaczyłem jego ducha i wielką rękę ze szponami, która go zgarnia z ziemi, ta ręka go zagarnęła – i zrobił oczy ze zdziwienia.
  • Miał prawo go zabrać.
  • W tym, co zobaczyłem Góra nie interweniowała, a myślałem, że to ofiara – mówi ciągle zdziwiony.
  • Dokonał wyboru.
  • Co z takim będzie? – pytam zaciekawiona. Przyszło do mnie bowiem pewne skojarzenie.

    Fragment z filmu „Uwierz w ducha”, w którym zły po śmierci jest zabierany przez Złego. https://youtu.be/-Y2wqkD2KVM?t=52s

  • Ciąg dalszy nastąpi. Poczuje cierpienie tych, którzy przeżyli czyli cierpienie pozostawionych rodzin, ukochanych, itd.

Czytam Piotrowi informację; Powojenny eksperyment stworzenia społeczeństw wielokulturowych w Europie kończy się wielką porażką. Od Sztokholmu po Paryż, od Londynu po Ateny trwają największe w powojennej historii walki uliczne między rodowitymi Europejczykami i imigrantami. Eksplozja wzajemnego antagonizmu jest gwoździem do trumny polityki multi kulti lansowanej przez europejską lewicę. http://www.uwazamrze.pl/artykul/1015140/kleska-multi-kulti

  • Nie zatrzymasz już tego.
  • Hmm… – ma rację. A może zachodnia Europa na to właśnie sobie zapracowała? Niszczą własne świątynie, więc zaczną szanować cudze?
  • ……
  • O 15.00, gdy zacząłem się modlić zobaczyłem świetną rzecz. Moje biurko było na ziemi, to znaczy na planecie Ziemia. Zobaczyłem jak ktoś wyrwał je z kawałkiem ziemi i wywindował prosto do góry do nieba. Ja się ciągle modliłem i zobaczyłem wtedy wielkie ucho, które słuchało jak się modlę. Wtedy usłyszałem…
  • Światło cię opływa…
  • i zobaczyłem mgłę światła. To było tak realne, że mogłem tego dotknąć.
  • Za uchem zobaczyłem dwa wielkie fotele, a między nimi srebrnego ptaka, który skrzydłami majtał. Za nimi stała Maryja… Wyglądali jak na zdjęciu rodzinnym.



26. 05. 17 r. Warszawa.

Kilkanaście dni temu wpadliśmy na szalony pomysł, by pojechać do Ustronia jeszcze raz, ale tym razem tylko na weekend. W trakcie jazdy Piotr znowu wspominał wizję z falą i swoje operacje. Zaciskam zęby i słucham, bo może tym razem dowiem się czegoś nowego?

  • To, co miało być naprawione, zostało naprawione. Teraz oczekuj tego, na co czekasz.
  • Wtedy po raz pierwszy Homiel kazał mi się ubrać ładnie. Kazał mi nałożyć najlepszą koszulę i marynarkę.
  • No właśnie… czy to miało takie znaczenie? – pytam, ponieważ to było nawet jak na Homiela bardzo niezwykłe. Dla Niego im Piotr skromniej ubrany, tym lepiej.
  • Ta domena ludzka przeważyła.
  • …….
  • Ta druga fala to końcowy etap szkolenia.
  • Będę zaskoczony tym wszystkim?
  • Niebywale.
  • …… – czyli nic nowego, ale cieszę się, że się Homiel w ogóle odezwał.

Na skraju Warszawy mijamy budowane wielkie wieżowce.

  • Kto to będzie kupował?! – Piotr ze zdziwieniem i sarkazmem zarazem.
  • Na pewno nie ty.
  • Zapowiada się super podróż, Homiel ma dzisiaj humor – zaczęłam się śmiać. 
  • Cieszysz się, że jedziesz? – pytam Go bezpośrednio.
  • Cieszę się, że siedzimy razem.
  • Dlaczego?
  • Jesteśmy razem.
  • ……
  • Szkoda, że Wodecki odszedł – Piotr sobie przypomniał.
  • On już tego nie podziela – nie podziela, że szkoda. 
  • Trafił do Nieba?
  • A gdzie miałby trafić?
  • Też będzie śpiewać w Niebie? – pytam.
  • Tam ciągle gra muzyka.
  • Śmierć to jest moment – Piotr pstryknął palcami, a coś o tym wie. Tak wiele razy był tak blisko…
  • Nie dla każdego.
  • To fakt, czasami umiera się długo – nie uwzględniliśmy tych, co umierają w wyniku ciężkiej choroby.
  • A niektórzy całe życie.
  • Jak to?
  • Złoczyńcy, nie czyniąc dobrze już umierają.
  • A jak ja żyję? – Piotr.
  • To teatr komediowy.
  • Ale jestem też poważny! – obruszył się.
  • A i w teatrze są przerwy.
  • …… – Homiel uszczypliwy jak zawsze, ale robi to z wielkim humorem.
  • Ciągle myślę o Fatimie i otwartych wrotach.
  • Wrota zostały otwarte, cóż więcej?
  • Czy będą jakieś inne znaki?
  • Czekaj do następnej kulminacji.
  • ???!!! Fali?
  • Fali, fali odpowiada wręcz zniecierpliwiony.
  • Będę po tym pracował?
  • Na pustyni kruki karmiły Eliasza, więc się nie martw.
  • Dlaczego jestem w połowie Fatimy ? – pytam.
  • Z opracowaniem.
  • Wszyscy oczekują Eliasza, nie powinien się już objawić?
  • I się objawi.
  • Ciekawe czy kościół uzna kogoś takiego…
  • Kościół to zbroja, aczkolwiek toczy go rak pokazał zbroję, którą od spodu zżera rdza.
  • Dlaczego nieodpowiedni ludzie dochodzą do wysokich stanowisk w Kościele?
  • Dlatego ta zbroja jest zjedzona.
  • Czy doczekamy się wielkich zmian, które nadchodzą?
  • Będziecie w nich uczestniczyć.
  • .. – ja miałam na myśli proroctwo fatimskie, a Homiel chyba falę. Powinnam spytać precyzyjniej.
  • To co? Bierzemy się do roboty?  zaciera ręce.
  • A co masz na myśli?
  • Nie widzisz tego pola w chwastach?
  • ……?

Zarówno Homiel, jak i sam Ojciec często porównuje swoje nauki do uprawy pola. Mówienie o Bogu, czynienie na chwałę Boga to jak sypanie ziarna na polu. Czasami łatwo urodzi się z tego coś pięknego, zdrowego, a czasami zbyt dużo jest chwastów, by urosło coś pięknego i zdrowego.

Obraz od Yongsung Kim
  • Zaczynam rozumieć Ojca – Piotr przypomniał sobie słowa dotyczące wstrząsu.
  • Co się dzieje, gdy uczeń nie zdaje?
  • Powtarza.
  • A drugi raz?
  • Powtarza.
  • A ile razy ma powtarzać? Wyrzuca się z klasy.
  • Pierwsza wojna to jedna powtórka, nie wystarczyło. Była druga wojna i co?
  • ?!
  • Będzie trzecia?
  • A co da kolejna? Widać, że takie zwykłe metody nie dają skutku.
  • A nie-zwykła metoda?
  • Jak sama mówi nazwa… niezwykła.
  • Były już takie kiedyś?
  • A nie? Sama o tym pisałaś… I wziął Ojciec swoje niesforne dzieci i na nowo ulepił – p. s. potop biblijny.
  • …….
  • Coś mi się wydaje, że Ojciec ma swoje plany – Piotr
  • Jak to zrobicie? – pytam, ponieważ właśnie zrozumiałam, że Fatima mówi o czymś więcej niż wojna.
  • Patrz. To koronka specjalnego przeznaczenia…
  • I przywołał dzieci do porządku, a one stały i płakały… Więcej tego nie zrobimy.

Niewykluczone, że cały czas rozmawialiśmy z Ojcem, ale to ten krótki końcowy dialog wyjaśnił mi wszystko w bardzo prosty sposób. Żaden człowiek nie jest w stanie wytłumaczyć tego tak klarownie, jak sam Bóg Ojciec. Spojrzałam na nasz świat Jego oczami i zrozumiałam, że znowu ma rację…



Dopisane 17. 01. 2018 r.

Kościół to zbroja, aczkolwiek toczy go rak.