Pamiętaj, że na tym świecie nic nie trwa wiecznie.

24. 11. 16 r.  Warszawa.

Oglądaliśmy coś w TV, tak mi się przynajmniej wydawało, że oboje oglądamy TV. Piotr siedział tak głęboko zamyślony, że zerkając na niego z boku zwątpiłam w pewnej chwili, by widział przed sobą w ogóle telewizor. Ostatnio cały czas chodzi zamyślony i trudno mi go przywrócić czasami do rzeczywistości.

  • Ktoś zadał mi właśnie pytanie.
  • Ktoś? – spojrzałam na Piotra, a on ciągle bardzo poważny. Wzięłam do ręki zeszyt i długopis i czekałam.
  • Spytał mnie…
  • Czy jesteś gotowy na zmiany?
  • …… – Piotr siedział oszołomiony. Jeszcze chwilę się wahał, ale spytał…
  • Jakie?
  • Czy jesteś gotowy na zmiany, one zbliżą cię do Mnie.

Oooo my God!… pomyślałam… Poczułam wielki ciężar i wagę tych słów. Piotr zresztą też. Gestem powstrzymał mnie przed pytaniami i nadal słuchał….

  • Mogą być szokujące.
  • …… – widzę, że Piotr się zawahał.
  • Niech stanie się Twoja wola Ojcze.
  • Niech się więc stanie wedle Mych słów i Mej woli.

Autentycznie siedzieliśmy jak zahipnotyzowani. Zrozumieliśmy oboje, że właśnie wydarzyło się coś ważnego. 

  • Zobaczyłem człowieka w rozkroku. Jedna noga jest w tym świecie, druga w drugim.

na skraju dwóch światów

  • Będziesz czerpał wiedzę z naszego świata garściami i przekazywał tym, którzy będą chcieli słuchać.
  • Każde słowo to słowo prawdy.
  • Nie lękaj się świata, które zamieszka w tobie, gdyż jesteś jego częścią.
  • I tak powoli odzyskamy co Nasze.

Zapisywałam słowo w słowo bojąc się jedynie, że nie nadążam. To jest tak niesamowite… ciarki mnie przechodzą. Piotr siedzi spokojnie, ale nie na baczność, co sprawia, że czuję się niepewnie. Może powinien paść na kolana?

  • Bądź sobą.
  • Skoro wiesz kim jesteś to czas, żebyś na powrót się nim stał.

Bóg Ojciec jakby odpowiedział na moje myśli. Patrzymy na siebie i nie wiemy co zrobić, jak zareagować, co powiedzieć, spytać…

  • Czekaj na zdarzenia. Sposób się, nadejdą niebawem.
  • Ale czeka mnie sprawa sądowa? – Piotr wykrztusił. Wkurzył mnie, że w ogóle o to spytał w takiej chwili!!!
  • Nadejdą zdarzenia, sposób się – powtórzył, jakby tamto nie miało żadnego znaczenia.
  • ……
  • Słyszę teraz Homiela, mówi…
  • Odchodzę. Miło było, ale ktoś inny cię przejmuje.
  • Jak to? – wyrwało mi się, bo natychmiast poczułam wielki, wielki żal.
  • No co ty! Homiel przestań, nie odchodź – Piotr był całkowicie zaskoczony.
  • Przejmuję cię Ten, przy którym Ja milczę.

Poleciała mi łezka, a Piotr nic.

  • Ty tak spokojnie? Od dziecka przecież Go masz?!
  • Homiel mówi, że będzie teraz częściej przy tobie i będzie walczyć, żebyś słyszała.
  • ……?

Tak strasznie mi żal… najlepszy przyjaciel odchodzi?… Myślałam gorączkowo jak to w ogóle jest możliwe… !!!???

  • Ktoś inny cię przejmuje. Prawdziwy nauczyciel – pokazał obrazek stojący na parapecie.

  • Czy kiedyś się spotkamy w cztery oczy?
  • Jak będziesz chciał.

Do Piotra dopiero teraz chyba doszło co się dzieje.

  • Kurcze… może mi się to wszystko przesłyszało? – mówi do mnie niepewnie…
  • Nie drwij! Bo choć Tego, który to mówił już tutaj nie ma, to drzwi ma otwarte.
  • Czyli słucha – pomyślałam.

Siedzimy w całkowitej ciszy i nam mózgi parują, myśli krążą, jestem lekko porażona i przerażona tym, co ma nadejść.

  • Podołamy? Lepszy nauczyciel to i nauka trudniejsza… – pytam.
  • A pojętni uczniowie.
  • Żal mi się Homiel zrobiło.
  • Niepotrzebnie. Nie płacz, bo płaczę bardziej.
  • Nie martw się, nie nadążysz pisać. Pamiętaj, że na tym świecie nic nie trwa wiecznie.

Nie mogłam dzisiaj zasnąć…



Dopisane 10. 08. 2017 r.

  • Mogą być szokujące – czytam dzisiaj te słowa z wielką pokorą wobec wszechmocy, wszechpotęgi i wszechmądrości Boga Ojca. No cóż… mogę jedynie tylko powiedzieć, że to chyba najlepsze określenie tego, co właśnie zaczęło się u nas dziać.

 

 

To co się dzieje i będzie się dziać… miało się dziać. Zostało spisane.

22. 11. 16 r. Warszawa.

Byliśmy na kawie, to znaczy ja piłam kawę, a Piotr jogurcik. Nieważne, że nie kawę, ważne, że znowu na „randce”.

  • Dzisiaj w kościele poczułem ciężar wszystkiego złego, co zrobiłem w swoim całym życiu… Rzuciłem się do piekła, bo wiedziałem co nabroiłem… Leciałem w przepaść i widziałem czarne łapska, które sięgały już po mnie, ale nagle pojawiła się z góry wielka dłoń, która mnie złowiła i uniosła do góry.

Piotr opowiadał o swojej wizji w głębokim zamyśleniu.

  • Dobrze, że nie jesteś sędzią, bo by ludzi w Niebie nie było – Homiel na to.

I miał rację. Pewnie Piotr tak jak siebie ocenił surowo, tak surowo oceniłby każdego grzesznika i wrzucił od razu do kotła, jeśli takowy w ogóle gdzieś tam w piekle istnieje.

  • Masz też dobre uczynki. Myślisz, że święty nie grzeszy?
  • Dopuszczone do niego, żeby się uczył.
  • Hm… To ciekawe… To co trzeba w takim razie zrobić, by trafić do piekła? – pytam.

Homiel nie odpowiada, ale pokazuje fragment z filmu „Pasja”.

Jezus umierając na krzyżu odpuszcza złoczyńcy, który w ostatniej chwili uwierzył i prosi o odpuszczenie. Homiel w ten sposób chce powiedzieć; nie pytaj co trzeba zrobić, aby tam trafić, ale co trzeba zrobić, aby tam nie trafić. Naprawdę niewiele…


Siedzimy dalej na tej „kawie”…

  • Zobacz, zabrał nam jednak tę codzienność – kiwam z niedowierzaniem.
  • To Mu się udało… – Piotr przyznaje.
  • Co nam jeszcze zabierzesz? – pytam.
  • Nie pytaj co zabierzesz, a co dam…
  • A co dasz?
  • To, do czego jesteście powołani.
  • ? …. A do czego jesteśmy powołani?
  • Ty już głosisz słowo – do mnie – A ty będziesz czynił.
  • Nie jestem Jezus przecież – obruszył się Piotr.
  • Ale możesz iść Jego drogą.
  • ?????

Powiedział „możesz”, a nie „idziesz”…? Czyli może, ale nie musi.

  • Za życia przeobrazisz się w anioła.
  • Ocalisz tych, co są do ocalenia.
  • ……
  • Nie mówi chyba poważnie – Piotr do mnie zdziwiony. Nie wie, że Homiel użył jedynie metafory.
  • Co będzie się działo… siedząc tu nie uwierzysz… z tą świadomością jeszcze nie.
  • Będzie „przewrót majowy”? – Piotr użył przenośni mając na myśli rewolucję w naszym życiu, nagłe zmiany.
  • Będzie.

Zaczynam podejrzewać, że to z Ojcem teraz rozmawiamy. 


23. 11. 16 r. Warszawa.

Rozmawiamy i oglądamy jednocześnie TV.

Podano ciekawą informację. Kilkunastolatka chora na raka została zamrożona. 

  • Niech zamrożą sobie mózgi…!
  • Tak pokochali życie, że jedni straszą w domach, inni będą w tubach.

Choć Homiel był wyraźnie zdegustowany, to nas rozśmieszył. Naszła mnie też szybko refleksja. Homiel tymi słowami potwierdził, że takie zjawisko jak „duch” istnieje. Niektórzy ludzie po śmierci tak pokochali życie, że tu pozostali. Ale dlaczego tuby? Dlaczego ma straszyć akurat w tubach… ? Musiałam to sprawdzić.

http://noizz.pl/spoleczenstwo/hibernacja-ciala-14-latki-chorej-na-raka/p7n308z

Tam gdzie umierasz, tam „straszysz”? Być może… Rozmawiamy dalej…

  • Sąd się nie odzywa, na pewno przegramy – Piotr narzeka w depresyjnym humorze.
  • Ty płomienny! Tomasz przy tobie siada.
  • Sąd już decyzję powziął. Oni (NIP) już się z górą zderzyli, a teraz czekają.
  • Oni już wody nabierają, ale jeszcze myślą, że wypompują.

Siedzimy w milczeniu ponad godzinę. Piotr ciągle myśli o przyszłości, obawia się jej. Nie dziwi mnie to wcale, bo mieć w perspektywie operację na sercu… 

  • To co się dzieje i będzie się dziać… miało się dziać. Zostało spisane.
  • ……
  • Ale czy Wy na właściwego konia postawiliście? – Piotr pyta nie zdając sobie spawy, że teraz z Ojcem rozmawia.
  • Szkoda, że nie znasz siebie.
  • ……
  • Dmuchnij w słońce, a zobaczysz co się stanie.
  • Jak to?
  • Dmuchnij.
  • …… – dmuchnął oczywiście dwa razy, po swojemu. 
  • Raz powiedziałem.
  • I co?
  • Zobacz co będzie się działo.
  • …….  – słońce zostało zakryte chmurami, nagle… Eeee to przypadek myślę od razu… 
  • A gdybym tak poprosił o porsche? 
  • Pan Bóg nie chciałby cię aż tak ukarać.

 



Dopisane 08. 08. 2017 r.

Autor: Jan Paweł II
Katecheza środowa Jana Pawła II wygłoszona 16 listopada 1988

Złoczyńca prosząc Jezusa, by o nim pamiętał, wyznaje wiarę w Odkupiciela. Umierając nie tylko przyjmuje swą śmierć jako słuszną karę za popełnione zło, ale zwraca się do Jezusa, by wyznać, że w Nim pokłada całą nadzieję.

Takie właśnie jest najbardziej oczywiste wyjaśnienie opisanego przez Łukasza epizodu, w którym element psychologiczny — przemiana uczuć złoczyńcy — jeśli nawet ma swą bezpośrednią przyczynę we wrażeniu, jakie wywołał przykład niewinnego Jezusa, który cierpi i konając przebacza, to swymi korzeniami tkwi w tajemnicy łaski Odkupiciela: to ona „nawraca” tego człowieka i obdarza go Bożym przebaczeniem. Odpowiedź Jezusa jest natychmiastowa. Przyrzeka On „nawróconemu” i skruszonemu złoczyńcy raj, razem ze sobą, jeszcze tego samego dnia. Chodzi tu więc o przebaczenie całkowite: ten, który popełnił zbrodnie i przestępstwa — a więc grzechy — staje się świętym w ostatniej chwili swojego życia.
Można niejako powiedzieć, że ten tekst Łukasza jest dokumentem pierwszej w dziejach kanonizacji. Dokonana przez Jezusa, dotyczy złoczyńcy, który zwraca się doń w tym dramatycznym momencie. Dowodzi to tego, że dzięki krzyżowi Chrystusa człowiek może uzyskać przebaczenie wszystkich win, a także całego złego życia, nawet w ostatniej chwili, jeśli się podda łasce Odkupiciela, który go nawraca i zbawia.

Słowa Jezusa skierowane do skruszonego złoczyńcy zawierają także obietnicę pełni szczęścia: „Dziś ze Mną będziesz w raju”. Odkupieńcza ofiara wyjednuje bowiem ludziom wieczną szczęśliwość. Jest to dar zbawienia niewątpliwie na miarę wartości ofiary, niezależnie od dysproporcji zachodzącej pomiędzy zwykłą prośbą złoczyńcy a wielkością nagrody. Przezwyciężenie owej dysproporcji dokonuje się przez ofiarę Chrystusa, który wysłużył szczęśliwość niebieską za cenę nieskończonej wartości swego życia i śmierci.
Epizod opowiedziany przez Łukasza przypomina nam, że „raj” jest dany całej ludzkości, każdemu człowiekowi, który, jak skruszony złoczyńca, podda się łasce i złoży swoją nadzieję w Chrystusie. Moment autentycznego nawrócenia, ów „moment łaski”, który, jak powiada św. Tomasz, „wart jest więcej niż cały wszechświat”2, może wyrównać rachunki całego życia, może sprawić, że człowiek, każdy człowiek, usłyszy skierowane do siebie zapewnienie Jezusa dane towarzyszowi męki: „Dziś ze Mną będziesz w raju”.

Burza bracie, burza nadchodzi.

21. 11. 16 r. Warszawa.

Syn z narzeczoną przyjechał do Warszawy. Chcemy ich ugościć jak się tylko da, więc pieniędzy nie oszczędzamy. Homiel to widząc wyraźnie studzi naszą hojność.

  • Za dużo wydajesz, kiedyś może zaboleć.
  • Zabraknie? Kiedy?
  • Tak jak tej kobiecie, której nie wieziecie, a jest pewna, że będzie miała.

Spojrzeliśmy na siebie. Jechaliśmy akurat do „naszego krzyża” i byliśmy pewni, że znowu spotkamy tam żebrzącą kobietę.

  • W takim razie nie jechać do Ustronia? – pytam.

Dr Cisowski uprzedził nas, że  4 dni po operacji Piotr zostanie przetransportowany do sanatorium w Ustroniu, gdzie klinika ma swój oddział. Tam będzie przez kolejne trzy tygodnie pod ścisłą kontrolą lekarzy dochodził do siebie. Ta informacja nas całkowicie zaskoczyła. W sumie cztery tygodnie w rozłące? Nie ma mowy. Dlatego zaczęłam już kombinować jak się również „załapać” do tego sanatorium. Okazuje się, że jest kilka pokoi komercyjnych, dostępnych dla każdego, ale na 7 i 9 piętrze. Dla mnie jazda windą jest wykluczona ze względu na klaustrofobię, a kilka razy dziennie wdrapywać się na 9 piętro… ? Miałam wielki problem jak to rozwiązać.

  • Obserwuj bieg zdarzeń.
  • Pamiętaj, przezorny zawsze ubezpieczony żartobliwie zacytował słowa z reklamy PZU.
  • Homiel! Jesteś niezawodny, radzisz mi.
  • Taki komplement to święto w Niebie.

Dojechawszy do kościoła okazało się, że kobiety… nie ma.

  • Skoro nie masz pieniędzy nie ma sensu, by była.

Mieliśmy faktycznie tylko 2 złote, które znaleźliśmy pod poduszką. Nie wiedziałam co z tym zrobić, oprawić w ramkę i powiesić?… Czy dać biednym? Postanowiłam, że tak jak przyszło z Nieba, tak ma wrócić do Nieba… i wrzuciłam do kościelnej skrzynki. Stojąc pod krzyżem zwróciłam uwagę na potok ludzi, którzy przychodzili na niedzielną mszę. Nikt prawie się nie oglądał na krzyż, przechodzili właściwie obojętnie. Gdyby naprawdę wierzyli, nigdy by sobie na to nie pozwolili.


Piotr narzeka, że rany go bolą, serce go boli i generalnie… wszystko boli.

  • Musi boleć. Wszystko chcesz za darmo? Pomyliłeś ekipę.

Rany… Homiel jest tak brutalnie szczery, że aż wstrzymuję oddech. Diabeł daje wszystko za darmo… na początku. Jeśli ktoś chce zmienić ekipę, to proszę bardzo, bank otwarty, a w sejfie czeka piekło.


Ponieważ Piotr wybiera się do sanatorium musimy kupić walizkę. Właściwie nakazał mu to Homiel. Patrząc jak Piotr  kręci się niezdecydowany po sklepie zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nakazał ją kupić?

  • Nie jest to dziwne? Duża torba by ci nie wystarczyła?
  • Homiel, co planujecie? Będę podróżował? – pyta Piotr.
  • I to jak!
  •  … – zamurowało nas.
  • Ciekawe… dokąd będziesz latać z tą walizką…
  • A jeśli zostanie zaproszony do Watykanu?
  • … Watykan? To nierealne.
  • Małysz na początku też nie skakał.
  •  …
  • Homiel, nie wiesz co mówisz – jesteśmy coraz bardziej zdziwieni.
  • Nie chciałbyś zobaczyć Rzymu, taką starą cywilizację? – pytam już żartobliwie.
  • Obrzydliwa, tak uległa diabłu.
  • …… – ???!!!!

Obrzydliwa, tak uległa diabłupoza wielkim osiągnięciami cywilizacji rzymskiej nie wolno zapomnieć, że niewątpliwie miała ona swoją drugą, obrzydliwą twarz.

Życie w tamtych czasach było dla niektórych udręką oraz próbą przetrwania, dla innych rozrywką, spokojem i bogactwem. Z reguły świat rzymski ukazywany był jako świat pełen dobra i dostatku, gdzie ludzie byli szczęśliwi i pewni, że nic im nie grozi, gdyż są mocarstwem o potężnym wojsku i ogromnej gospodarce przynoszącej spore dochody. Jednak pod spodem krył się świat o zupełnie odmiennym obliczu: cierpienie, głód oraz brak poszanowania godności osobistej. Prostytucja w antycznym Rzymie była kwestią powszechną. Zapotrzebowanie na tego typu usługi w Imperium było ogromne, więc i rozwój prostytucji nie powinien dziwić. W starożytnym Rzymie, jak i w innych miejscach regionu, gdzie istniało zjawisko niewolnictwa, można było używać niewolników wedle upodobania, stanowili oni bowiem własność prywatną. Niewolnica znajdowała się poza sferą praw dotyczących zdrady małżeńskiej: jej partner nie mógł przedstawić jej tego rodzaju zarzutów, i to niezależnie od tego, czy jej kochankiem był jej właściciel, czy też ktoś inny. Zasadniczo, jak u Greków, tak i u Rzymian było normalne, że dorośli mężczyźni korzystali z prostytutek obu płci. http://www.imperiumromanum.edu.pl/artykul/chrzescijanie-wobec-cesarstwa-rzymskiego-iv/#more-17699

Mozaika przedstawiająca brutalne zwyczaje podczas rzymskich widowisk
Mozaika przedstawiająca brutalne zwyczaje podczas rzymskich widowisk

Szybko wróciliśmy do domu, ponieważ Piotr ciągle jest osłabiony.

  • Od rana męczy mnie słowo konsekwencje i konsekwencjepowiedział sapiąc.
  • O co chodzi Homiel?
  • Spij spokojnie.
  • Homiel, nie możesz normalnie? – Piotr nie ma ochoty na rebusy.
  • Ja Go rozumiem!
  • Jesteś lizusek – Piotr do mnie.
  • Homiel, wolisz lizuska? – śmieję się.
  • Kocham lizuska i gburka – i też się śmieje.

Kilka godzin później oglądaliśmy film „Jumper” i tam pada zdanie;

  • Konsekwencje, konsekwencje, za wszystko trzeba ponosić konsekwencje.
  • Masz właśnie odpowiedź – i już się śmieję, ale szybko gasnę, bo nie wiem jakie to konsekwencje ma Homiel na myśli.

Po filmie w TV usłyszałam zdanie; http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/papiez-zamknal-drzwi-swiete-koniec-roku-milosierdzia,693377.html

  • Kończy się rok miłosierdzia.
  • Hmm… skończył się rok miłosierdzia… zaczął sprawiedliwości – powiedziałam w zadumie… jakbym to nie ja mówiła.
  • No co ty? – Piotr się przejął.
  • Gdyby tak każdy się mylił, mielibyśmy samych jasnowidzów.
  • …… 
  • Czy intronizacja Chrystusa coś daje? Przecież Jezus i tak jest królem świata – spytałam.
  • Oddali się świadomieludzie świadomie wybrali i świadomie powierzyli swoje życie Chrystusowi.
  • Czy znasz taki naród, który miałby takie oddanie?
  • Nie…
  • Kiedy się modlisz twoja energia jest niebotyczna.
  • Taaaak? – Piotr z niedowierzaniem. I w tej chwili miał wizję, zobaczył ziemię, z której wyciągał jak odkurzacz czarną energię. 
  • Nie tędy droga, oni muszą wybrać.
  • Jak to zrobić?
  • Otwieraj im głowy póki trwają sekundy.
  • Czy Kościół upadnie?
  • Nie, jeśli nie wyzwoli się ze swoich ograniczeń, uwolni się ze swoich przywilejów.
  • Chrystus przewidział, że człowiek będzie silny, kiedy upadnie.
  • Póki ma ciepło wtedy rozważa.
  • Przywróć ustalony porządek to jak wyrok.
  • A intronizacja Jezusa?
  • To parasol na tym narodem…. a zbliża się…
  • Co się zbliża?
  • Burza bracie, burza nadchodzi. Ludzie będą cierpieć. Ofiarowanie się Chrystusowi to tratwa ratunkowa.

 



Dopisane 06. 08. 2017 r.

Skończył się rok miłosierdzia… zaczął sprawiedliwości – Kar używam, kiedy mnie sami zmuszają do tego; ręka moja niechętnie bierze za miecz sprawiedliwości; przed dniem sprawiedliwości posyłam dzień miłosierdzia. Św. Faustyna.


Intronizacja Chrystusa. To parasol na tym narodem…. a zbliża się… Burza bracie, burza nadchodzi.

INTRONIZACJA – ŻĄDANIEM JEZUSA I DROGĄ RATUNKU…

Żądanie Pana Boga wobec ludzkości, by uznała Go swoim Królem poprzez wyrażony oficjalnie i zewnętrznie Akt Intronizacyjny, pojawiło się na początku XX wieku, a powróciło w naszych czasach z podwójną siłą za sprawą Rozalii Celakówny. W dniu 5 XI 1996 r. doszło do otwarcia procesu kanonizacyjnego S.B. Rozalii Celakówny, a wkrótce potem do ujawnienia jej misji związanej z Intronizacją. Te dwa wydarzenia wstrząsnęły i z coraz to większą mocą wstrząsają elitami duchowymi i politycznymi naszego kraju, zmuszając je do wyraźnego opowiedzenia się za lub przeciw Jezusowi Królowi Polski. W misji Rozalii jest bowiem wezwanie do dokonania Intronizacji (uznania Jezusa Królem Polski), skierowane zarówno do władz kościelnych, jak i świeckich: Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Wyzniania, s. 263n.).

To żądanie Pana Jezusa, by Aktu Intronizacji w imieniu naszego Narodu dokonały razem i jednomyślnie władze kościelne (episkopat) i władze świeckie (prezydent z parlamentem i rządem), stanowi istotę posłannictwa Rozalii i w dziejach chrześcijaństwa jest absolutną nowością. Szczególnie zaskakuje fakt konieczności udziału w Intronizacji władz świeckich. Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii, że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady. Widzimy więc, że w tych postanowieniach Bożych Polska odgrywa doniosłą i bardzo odpowiedzialną rolę wobec całej ludzkości. http://www.intronizacja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=52:intronizacjaocochodzi&catid=34:stale&Itemid=137

Patrząc na to zdjęcie uświadamiam sobie, że właśnie realizuje się kolejna niebiańska koronka. Gdyby nie rząd PIS-u do intronizacji Chrystusa by nie doszło. Ośmioletnie, spokojne w miarę rządy PO i ich nagły, totalny upadek. Typowe dla niebiańskiego planowania, które trwa długo, a realizuje się szybko. Homiel powtarza, że mało czasu już zostało, stąd to przyspieszenie.

To ciało należy do tego świata.

16. 11. 16 r. Warszawa. 

Po powrocie z Bielska byliśmy długo oboje mocno zmęczeni. Nawet Homiel się nie odzywał. Dzisiaj musiałam sprowokować rozmowę;

  • Homiel, co tam nowego w Niebie?
  • Po staremu. Bóg Ojciec rozważa, a Młodszy z dziećmi.
  • …… 

Myślałam, że padnę z wrażenia. Odpowiedział tak prosto, jakby mówił o wujku z Siemianowic. Po chwili tknęło mnie, że powiedział Młodszy o Jezusie. Jezus często odwiedza dzieciniec i Piotr też to widział.


Piotr ostatnio ma nasilenie ataków, ugryzienia są niemal codziennie. Przestałam je nawet dokumentować…

  • Ale mnie nienawidzą…
  • A ilu tlen dajesz?
  • Czy musisz wszytko widzieć i wiedzieć?
  • Tak już mam.

Mimo, że Piotr ma 3 stenty czasami kłuje go w okolicach serca, zwłaszcza w momentach, gdy się zdenerwuje lub jest bardzo zmęczony. Od razu włosy stają mi dęba ze strachu i jestem w pogotowiu do działania. 

  • Walcząc o ciebie, walczy o siebie.
  • Ale jesteś Homiel… – rzuciłam, bo był niesprawiedliwy. 
  • Walczysz o siebie, bo jesteście monolitem – wyklarował, że chodziło Mu o coś innego. Razem stanowimy jedność jak dwie połówki brzoskwini.
  • Ale jest jeszcze syn…
  • Nie zastąpisz oryginału substytutem.

Syn przyjechał wczoraj do domu. Nareszcie.


19. 11. 16 r.  Warszawa.                                                                                              

Piotr miał ciekawą wizję.

  • Widziałem jak leżałem na płasko. Zobaczyłem rękę wiszącą nade mną równolegle do mojego ciała, była tak wielka jak moje całe ciało. Wyciągnęła mojego ducha, moje drugie „ja” leżało pod ręką równolegle. Po chwili ręka wtłoczyła mnie z powrotem do ciała.

Oby nie było to, o czym myślę… wyjście z ciała podczas operacji i powrót.

  • Kiedy będą cię szukać, to cię nie odnajdą. Kiedy cię przestaną szukać, to wrócisz.
  • Nic nie rozumiem… – Piotr był zmęczony tymi zagadkami.
  • Jak długo będzie to trwało? – a mnie to zaciekawiło.
  • To nie ma znaczenia.
  • Nie wróci, kiedy człowiek będzie walczyć o niego, lecz kiedy Ojciec mu pozwoli. Zaczniesz nowe życie, już nie na morzu, a na lądzie.

Właśnie zdaję sobie sprawę, że Homiel odnosi się do tej wizji.

Pływałem kraulem po oceanie i szukałem skarbów. Nagle, zupełnie niespodziewanie pojawiła się jedna fala i sztorm, fala była bardzo wysoka i wyniosła mnie wysoko. Fala opadła, popływałem trochę, ale zaraz zauważyłem, że nadchodzi druga sztormowa fala. Była ogrooomna! Porwała mnie i płynąłem na niej tak, jak serwer, wyniosła mnie jeszcze wyżej. Czułem się na niej tak, jak się prowadzi konia. Unosiłem się na jej szczycie, a ona mnie wyrzuciła w powietrze i chyba straciłem wtedy świadomość. Ocknąłem się jak klęczałem na brzegu. Wylądowałem tam na kolanach. Pod kolanami poczułem kamienie i nie było to wygodne. Byłem zdziwiony, że jestem na brzegu, w oddali zobaczyłem dwie kobiety, jedna wyższa, druga niższa, które rozmawiały ze sobą, w ogóle nie zwracały na mnie uwagi.
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/04/30/odloz-wszystko-we-mnie-jak-ja-odlozylem-w-tobie/

Czyżby te dwie fale miały znaczyć dwa zabiegi? Jeden prosty, drugi poważniejszy? 

  • Dla pewności… to nowe życie będzie tu, ze mną? – pytam – Czy tam… z Wami?
  • To ciało należy do tego świata.
  • Czyli chodzi o życie tutaj…

Ja również miałam dzisiaj dziwny sen. Mieszkałam na przystanku… to znaczy mieszkać to za dużo powiedziane, żyłam na przystanku w jakiś szmatach, kartonach, podręcznych bagażach itd. Nagle pojawiła się nie wiadomo skąd plaga czarnych much, które obległy mnie całkowicie, niemal każdy skrawek mnie. Ktoś wyciągnął miotacz ognia i zaczął to spalać. Krzyknęłam, żeby uważał, bo i mnie spali. Jak to się skończyło?… nie wiem. Obudziłam się gwałtownie, zmęczona już z rana.

Przystanek to świetne określenie symboliczne mojego życia, ciągle jestem w drodze, nigdzie nic stałego, Warszawa i Szczecin to wieczne przysłowiowe przystanki. A muchy? Mój odwieczny wróg się odezwał… Myślałam o tym śnie i gadać mi się nie chciało…

  • Nie martw się przyszłością.
  • Nawet jak upadniesz nie widzę betonu, lecz puch – Homiel przerwał moje rozmyślania.
  •  Pokazał mi puch uformowany z drzew jako materac.

miękkie lądowanie

  • Czy nie lepiej nic nie wiedzieć o przyszłości?
  • To nie ma znaczenia.

Hmm… Nie ma żadnego. Czy będę, czy nie będę wiedzieć… Oni i tak zrobią po swojemu.


20. 11. 16 r. Warszawa. 

Ciekawa sytuacja z rana. Piotr znalazł pod poduszką 2 zł. Skąd się tam wzięło? Dwie poduszki, jedna na drugiej i dodatkowo jasiek… a 2 zloty centralnie po środku ułożone pod spodem. Żeby tam trafić, trzeba tam położyć.

  • Skąd się tam wzięło? – pyta mnie Piotr myśląc, że to moja wina.
  • Zwracamy ci 2 zł, gdyż twój syn ci nie zwrócił.
  • ……
  • Homiel, od czego ja tyję, bo już nie wiem jak jeść – pytam. Choćbym same suchary wchłaniała to i tak waga do góry.
  • Od wieku.
  • A nie lepiej powiedzieć o powietrza?
  • Jak chcesz.

Ledwo weszliśmy do domu, a Piotr znowu się chwycił za bok i zaczął jęczeć, że szczypie.

  • Dlaczego jestem tak gryziony?
  • Jesteś tak gryziony, jak ty ich gryziesz.



Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/

Spójrz na niebo… To jest pewne.

15. 11. 16 r. Bielsko-Biała

Nowe miejsce i dosyć ciężka noc, choć nic się na szczęście nie działo. Rano Piotr pokazał mi ślad. Trzeci już dzień i jeszcze nie zniknął. Mało tego, wydaje się jeszcze ciemniejszy.

  • Czy to, co widziałem wczoraj… Czy to widziałem naprawdę? – Piotr ciągle był pod wrażeniem.
  • To, co było wczoraj… było.

Pojechaliśmy na umówioną wizytę do Kliniki. Już wchodząc natknęliśmy się na Cisowskiego, który ucieszył się, że byliśmy wcześniej. Zaprosił nas do swojego gabinetu i poświęcił nam w sumie 45 minut, choć czekano na niego niecierpliwie już w sali operacyjnej. Piotr przekazał mu płytkę CD, którą musieliśmy zdobyć na nowo. Ale by ją zdobyć, Piotr musiał znowu pojawić się w Szpitalu Wolskim u swojego lekarza prowadzącego. Gdy tam poszedł prawie się ze sobą w drzwiach zderzyli.

  • To nie ty go szukałeś, to on ci wyszedł naprzeciw – powiedział wtedy Homiel.

Cisowski przyglądał się nagraniu uważnie, a potem uważnie przyglądał się Piotrowi. Na szczęście, zgodnie z zaleceniami Homiela, Piotr ubrany był „jak ta lala”, a może lepiej, jak super prezes. Najlepsza koszula, najlepszy garnitur, zdecydowanie wzbudzał szacunek.

Komputer lekarza lekko był obrócony w moją stronę i mogłam również oglądać to, co i on ogląda. Rzeczywiście, jedna tętnica i to ta jedna z najważniejszych (przednia zstępująca), w pewnym momencie stawała się cienka jak nitka. Cisowski był bardzo spokojny, kompletnie bez emocji, w skupieniu wyciągnął formularz i zaczął wypełniać dane. By przerwać to milczenie powiedziałam…

  • Urokliwe jest to miasto.
  • Ale Bóg o nas zapomniał, taki tutaj czasami smog.

Chciałam mu krzyknąć do ucha, że nie zapomniał, bo jesteśmy tu wyłącznie dzięki Niemu, że to sam Bóg go wybrał… ale nie miało to w tej chwili żadnego sensu. Data operacji została wyznaczona na koniec lutego z zaznaczeniem, że może zostać przesunięta ze względu na brak funduszy, który zwykle dopada klinikę na początku roku.


Wracaliśmy do Warszawy około 9 rano. Zaczęłam wszystko w myślach analizować…

  • Wszystko ścielą ci pod nogi… dosłownie.
  • Wszystko po to, byś żył, żebyś zrobił, co masz zrobić.
  • A co mam zrobić?
  • Dowiesz się w odpowiednim czasie.
  • O zawale nie wiedziałeś, gdybyś wiedział, to byś uciekł, tak kochasz swoje codzienności.
  • To prawda… Gdy wzięli mnie na stół ja myślałem, kiedy pójdę na kawę. To daje stabilność i pewność, te nasze codzienności.
  • Spójrz na niebo… To jest pewne.

Homiel znowu mnie poraził swoją mądrością. Nic na ziemi nie jest pewne. Pewne jest Niebo, które jest wieczne.

  • Co to było wczoraj, ten gacek?
  • Pomyśl sobie, że tak jak oni cię gryzą, tak im większą krzywdę robisz.
  • Przypalacie się nawzajem.
  • Ostatnio im mocno dokuczyłeś.
  • A co z sądem będzie, mam operację…
  • Będzie, kiedy ma być. Ona (sędzina) jest rozważna.
  • Coś się stanie podczas operacji?
  • Szkoda, że nie żyjesz w Grecji, dramaty byś pisał.
  • Wiedziałeś, że tak będzie Homiel ?
  • Jestem reżyserem tego przedstawienia.
  • ….? – coś mnie w tej chwili tknęło, że to chyba z Ojcem rozmawiamy.
  • A nie da się tabletką to załatwić? – Piotr pyta dalej kompletnie nieświadomy.
  • Już za późno.
  • Czy ty wiesz, że rozmawiasz z Ojcem teraz? Reżyserem może być tylko Ojciec – mówię przytomnie do Piotra.
  • Taaaak? Z kim teraz rozmawiam?
  • ……
  • Ze Mną.
  • To Ty Ojcze?
  • Na to wychodzi.…. – Piotr się baaardzo wzruszył.
  • Nie płacz, bo nie masz powodu…
  • No nie mogę stracić swojej najlepszej figury na polu szachowym.
  • Jeśli stracę hetmana, co My poradzimy?
  • ……
  • Ojcze, jesteś najlepszym reżyserem świata – wykrztusiłam, bo sytuacja była niesamowita.
  • Wszechświata – poprawił mnie Piotr
  • Choć niewiele wiesz o świecie… dziękuję.

I oboje  w rozmowie się zacięliśmy. Nie mieliśmy odwagi dalej kontynuować. Wjechaliśmy do Częstochowy i skręciliśmy prosto do klasztoru. Byłam do tej pory tam dwukrotnie. Zawsze pełno ludzi, niewiele więc zobaczyłam. Dzisiaj, być może z powodu pogody przyjechało znacznie mniej zwiedzających. Odwiedziliśmy kaplicę Matki Bożej Maryi, w środku tłoczno, niewiele wolnego miejsca, sporo kalekich ludzi. Wycofaliśmy się po chwili i wiedzeni instynktem poszliśmy na I piętro, gdzie jak się okazało znajdowała się kaplica Świętego Sakramentu i wielki obraz „Jezusa” wg św. Faustyny. Byliśmy prawie sami. Ledwo usiedliśmy w tylnej ławce Piotr usłyszał…

  • Witam cię w Domu Ojca Mego.
  • Wykorzystuj ten okres na przygotowania.
  • Chodzi o zabieg?
  • To też czas przygotowawczy.
  • Muszą pójść za tobą.
  • Musisz przyjąć ten kielich. 
  • Kiedy wszystko będzie stracone, wtedy narodzisz się na nowo.
  • Przygotuj się.

Piotr się rozpłakał, a ja czekałam cierpliwie.

  • Rozpłakałem się, bo mnie dotknął – wytłumaczył mi już w samochodzie.
  • Rozpocznie się seria cudów.
  • Ale mam sprawę sądowa – Piotr znowu powtarza jakby o tym zapomnieli.
  • zobaczyłem Jego dłoń, jak dmuchnął pyłek z dłoni… Czyli to nic nie znaczy.
  • Nie mów już o nich, bo oni od dawna już nie żyją, tylko o tym nie wiedzą.
  • ……
  • Ten klasztor jest niesamowity. Cały ołtarz oddycha, ma taką energię, że się unosi i opada, jak żyjące serce – opowiadał swoje wrażenia.

Wróciliśmy do wizyty u Cisowskiego.

  • Ta rozmowa była inna niż poprzednio – mówię.
  • W jakim sensie inna?
  • W takim, że ładnie wyglądałeś.
  • Ktoś, kto ma takie biurko i komputer docenia wygląd.
  • Jest dobry, ale patrzy oczami.
  • no tak. To normalne…
  • Rozmawiał jak z partnerem, byłeś bardziej czysty od niego.
  • Po trzecie cię nie zapomni.
  • A gdybyśmy tak uciekli i pojechali na Kanary, a nie na zabieg?
  • Bilety znikną jak ta płytka.
  • Czyli nie ma sensu uciekać?
  • Wiesz kto cię skierował do tej kliniki ?
  • Motylki, więc motylki będą przy tobie.
  • …… – przypomniałam sobie Kowalewskiego w fartuchu pełnego motyli. To on nas skierował prosto do Cisowskiego.

Nam skóra cierpła ze strachu, a Homiel śpiewał sobie cały uradowany.

  • Róbmy swoje – Piotr wyraźnie słyszał jak śpiewał tę piosenkę.
  • Homiel, ty znasz każdy repertuar? – pytam.
  • Wszystkich epok.
  • Którą lubisz najbardziej?
  • Tę, którą ty.
  • ……- zaczęłam się zastanawiać co lubię.
  •  słyszę słowo Abba, ty też lubisz Abbę! – Piotr prawie krzyknął odkrywczo.
  • …… – byłam pod ogromnym wrażeniem, gdyż rzeczywiście lubię ABBĘ, ale…!
  • Coś ty, to nie o to chodzi. ABBA to po hebrajsku Ojcze.
  • Aaaaa dlatego? – Piotr pokiwał głową, bo na to by nie wpadł.
  • Nie inaczej.
  • Piotr niedouczony, ale przyjdzie dzień, kiedy będzie nas zawstydzał.
  • Jeśli rozumiem, dostaniesz taką wiedzę, że książkę nową spiszę?
  • Wpadniesz do Domu, napijemy się kawy, posiedzimy przy stole…
  •  Jak to wpadniesz?! – znowu ciary mi przeszły po plecach. Nie wiedziałam co Homiel ma dokładnie na myśli.
  • Długo tak?
  • W życiu długo, ale to chwila.
  • A gdybym nie zrobił tej operacji?
  • Byłoby… pa pa.
  • …… – i pokiwał dłonią na pożegnanie. Jednym słowem, jeśli Piotr nie podda się operacji na sercu… to umrze.

Wieczorem Piotr był bardzo zmęczony całym dzisiejszym dniem, za dużo wrażeń naraz. Leżał na kanapie i tylko wzdychał.

  • Mój ty Boże…. Mój ty Boże…
  • Co tak mały wzdychasz ?

Piotr nie odpowiedział, bo nie wiedział co ma powiedzieć.

  • Ojcze, on się martwi.
  • Nie martw się.
  • Wszystkie linki Ja trzymam.

 



Dopisane 02. 08. 2017 r.

  • Musisz przyjąć ten kielich.

Rzeczywiście, ten kielich wypijecie – powiedział. – Ale nie ja decyduję, kto zasiądzie obok Mnie. Mój Ojciec już dla kogoś przeznaczył te miejsca.

Oddalił się nieco, padł na twarz i modlił się: – Ojcze mój, jeśli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich. Ale niech będzie tak, jak Ty pragniesz – nie jak Ja. 


– Wpadniesz do Domu, napijemy się kawy, posiedzimy przy stole… – to się jeszcze nie wydarzyło.

  • Czyli najważniejsze przed nami? – pyta Piotr.
  • Przed tobąi pokazał akrobatę skaczącego z trapezu na trapez. Można to zinterpretować, że wielki skok jeszcze przed nim.