Jak mogę schodzić skoro jestem.

15. 11. 18 r. Warszawa.

Wczoraj zasnęłam z myślą, że dawno w głowie dzwonka nie słyszałam. W nocy o 3.15 obudził mnie dźwięk hotelowego dzwonka, jak na zawołanie. Więc pewnie to odpowiedź na moje myśli. Przewróciłam się na drugi bok, żeby tym się nie przejmować. Nie spałam zbyt długo, ponieważ koło 6 rano obudził mnie Piotr.

  • Nie śpię od 5 rano – westchnął.
  • Obudził mnie Ojciec. Rozmawialiśmy ze sobą z pół godziny.
  • ……. – przełknął ślinę. Wpatrywał się w moje oczy głęboko, ale nie byłam pewna czy mnie w ogóle widzi. Był bardzo zamyślony.
  • Wczoraj nie miałem siły się modlić, położyłem się spać w ciuchach i tak zasnąłem. Rano Ojciec powiedział, że Homiel pomodlił się za mnie.
  • Coś ty !? – ucieszyłam się, ale Piotr był bardzo, bardzo poważny. Widziałam, że zastanawiał się czy mówić, czy nie mówić dalej.
  • Ojciec wziął mnie chyba do Nieba.
  • !?????!!!!! – uśmiech zastygł mi na ustach. Szukałam w jego wzroku i twarzy znaku, że sobie żartuje, ale on nadal był śmiertelnie poważny.
  • ………
  • Najpierw zobaczyłem rękę Ojca jak wyciąga taki dłuugi pergamin. Rozwija go, coś tam pisze, a ostatnie zdanie było czerwono krwiste. Przyłożył do tego swoją pieczęć i taką samą pieczęć odbił na moich plecach na łopatce, a potem Beacie to samo. Powiedział, że tak szybko się od niej nie uwolnię.

  • Siedzieliśmy na podłużnej jakby pufie, to była ława, ale wyścielana miękko jak fotel. Ja w jednym końcu, ona w drugim. Siedzieliśmy plecami. Zobaczyłem papirus z tekstem, z tego papirusu wisiała okrągła pieczęć, taka lakowa. Ktoś przyłożył pieczątką jak stempel i odcisnął na tej lace i przycisnął mi do łopatki, to samo zrobił na jej łopatce.
  • ……. – milczę i próbuję zrozumieć.
  • Zrobiła się krótka przerwa między wizjami i potem znalazłem się w Niebie, tak mi się wydawało. Pokazał mi Niebo od środka… – potarł czoło.
  • Najpierw zobaczyłem dwa wielkie dzwony bijące głośno. Stałem na długiej białej karocy z wyciągniętą ręką, ktoś stał koło mnie, ale w sumie to nie widziałem kto. Myślałem, że to Beata.

Piotr był bardzo zmartwiony, a ja mocno zaspana. Więc poprosiłam, aby tą rozmowę przełożył na kawę. Spotkaliśmy się półtorej godziny później…

  • Ojciec powiedział…
  • Prowadź ją, a przecież ja mam biznes, rodzinę, dzieciaki, nie mam czasu na to. Pieczęcią przybił mi ją na plecach !
  • ……. – śmiać mi się chciało.
  • Mówię do Niego sam zejdź na dół, weź sobie jakieś ciało faceta i zajmij się nią.
  • ……. – uśmiech zastygł mi na ustach, ciarki przeszły po plecach. Że się na to odważył ?!!!!
  • Już jestem tutaj.
  • Jestem w tobie.
  • Jak mogę schodzić skoro jestem.
  • Ja w tobie, ty we Mnie.
  • Tak powiedział Mój Syn do ciebie.
  • Oddaję ci ją. 
  • To ma być czysty związek. Nie możesz go skonsumować.
  • . Skonsumować ?! Wyobrażasz to sobie ?! Jaaa ???!!!… – Piotr zszokowany był tymi słowami.
  • Pisał to pismo złotymi literami, na końcu było ostatnie zdanie na czerwono – krwiste, przybił pieczęć… Mówi teraz…
  • Spytaj się Oli, co znaczy złamanie pieczęci. Jest w tym biegła.
  • … Eeee … Apokalipsa – mówię niepewnie. Siedem złamanych pieczęci apokalipsy, a ostatnia znaczy Wola Ojca.
  • Przybił mi ją na plecach ! – Piotr był … wkurzony, zdezorientowany, zmartwiony… wiele emocji naraz.
  • Nie wyj, to wielki zaszczyt dla ciebie.
  • … Zabrał mnie do nieba, widziałem białe, olbrzymie dzwony bijące na przemian.

  • A pieczęć lakowa. Została przypieczętowana na moich i jej plecach.
  • Ta jest najważniejsza. Złamiesz ją, runie wszystko.
  • Nie dzwoń do niej. Kiedy sama zadzwoni i powie ci co ci powie, masz jej to powiedzieć.

Piotr był rozbity.

  • Nie rozumiem tego wszystkiego… – mówię całkowicie szczerze.
  • Powiem ci co ty rozumiesz.
  • Rozumiesz, że chcesz te kawki.
  • Chcesz pojechać do Ustronia…
  • A gdzie Moje skoro wam daję wszystko ?
  • Widzę jak ścielesz to łóżko.
  • Widzę jak się przemieszczasz co wieczór, lecz czy nie wytrzymasz tego dla Mnie ?

Ścisnęło mi gardło. W warszawskim mieszkaniu śpię na wąskiej sofie, ponieważ nie mam normalnego łóżka. Sofa jest i wąska i niewygodna, ma wyczuwalne sprężyny, muszę codziennie wieczorem kłaść pod dupsko dwie kołdry, aby tego nie czuć i jakoś do rana przespać. Niestety w środku nocy dość często czuję wszystko dokładnie i to mnie budzi i zmieniam ciągle pozycje, aby zasnąć znowu. Nie narzekam jednak, bo na razie nie ma innego wyjścia.

  • Więc kiedy złamiesz tą pieczęć spójrz na tych ludzi, chcesz im piekło sprawić ?
  • Bądź jej przyjacielem.
  • Czy ty kiedyś zaprzesz się samego siebie ?
  • Zrobię to Ojcze – mruknął.
  • Zrób to.
  • Beata powiedziała mi, że w połowie jest Świętą Trójcą.
  • Że co ?! – robię wielkie oczy i już chcę powiedzieć, że to jakieś bzdury, ale…
  • W połowie to Ja jestem w niej.
  • Aaa… To co innego… – pomyślałam.

Słowa Beaty nagle wyostrzyły moją czujność, ale milczałam. Sama logika jej zdania do mnie nie przemawia, bo jak można być połową Trójcy ? Połową z trzech „osób” ? Ciężka to rozmowa i widzę jej wielką wagę.

  • Muszę to przyjąć.
  • Już to przyjąłeś, nie masz wyboru.
  • Podniosłem cię z takiego dna, tak dużo chcę ?
  • Czy ona tak dużo chce od ciebie ?
  • Powiedziała ci, że twoje słowa są dla niej tlenem i chlebem, a ty jej odmawiasz tlenu i chleba ?
  • A ty ciągle płaczesz ?
  • Bądź uczciwy, Ola to zrozumie.
  • Nie bój się tego.
  • Gdyby gacek chciał próbować po to jest ten zapis.
  • Ja sam jej powiem, a ty potwierdzisz.
  • Czy to jest początek fali ? – pytam.
  • Jeszcze nie, dlatego wszystko przegotowuję, Ola.
  • Tak ładnie jej mówiłeś wczoraj, sam uwierzyłem.
  • ……. – pytam Piotrami oczami.
  • Powiedziałem jej, że zawsze po deszczu nadchodzi słońce.
  • Musisz jednej rzeczy się nauczyć. Słuchać.
  • ……..
  • Wiesz po co trzymam ten związek ?
  • Jeśli złamiesz tą pieczęć nazwę cię Judaszem.
  • ???!!! 
  • Czegoś nie rozumiem… Jak zerwę tą pieczęć to się wszystko rozsypie, a przecież i tak apokalipsa ma nadejść.
  • Tak, ale z naszych rozmów wynika, że fala to koło ratunkowe dla ludzi. Kiedy zerwiesz pieczęć, to nie będzie tego koła.
  •  Zobaczyłem na fali koło ratunkowe jak wyszło z niego powietrze, zrobił się flak…
- Czy ten Sigmund zobaczył falę, żebyśmy naprawdę mieli o tym przeczytać ? – spytałam wprost. 
-Masz sygnał.……. – i w tej momencie rozległ się przeraźliwy dźwięk alarmu, tak uporczywy i głośny, że oboje musieliśmy rękoma zatkać uszy. Rozejrzeliśmy się dookoła, ale ludzie zachowywali się normalnie. Może to próba ogniowa w galerii handlowej, czy coś w tym rodzaju? 
-To ostatnia próba podejścia ratunku. 
-Co ma się zdarzyć ? 
-Jeśli się nie uda, stanie się to co zapisane jest. 
-… Widzę statek, który się kołysze na morzu… To jeszcze nie jest sztorm… Ktoś w morzu tonie i ktoś z tego statku rzuca mu koło ratunkowe… 
- Ostatnie koło ratunkowe ? 
-To dopiero będzie. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/11/05/kiedy-mrok-w-glowie-trudniej-swiatlu-sie-przebic/
  • Dostałeś prezent, dostałeś szczygła, nikt nigdy nie dostał.
  • Jaki chciałbyś prezent ode Mnie ?
  • ……. – oboje się chwilę zastanowiliśmy.
  • Chcę być mądrzejszy.
  • A jak chcesz być mądry ?
  • Chciałbym dobrze analizować, dobrze wyciągać wnioski, wiedzieć więcej, wiedzieć co powiedzieć, jaką drogą iść….
  • A myślałem, że chcesz „przywróć imię moje”.
  • Wow…. – już o tym zapomnieliśmy. Proza życia zrobiła swoje.

CDN…