Ja jestem Drzewem Życia. Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne.

20. 10. 16 r.                                                                                                                 Warszawa.

Otrzymaliśmy wiadomość, że umarł nasz znajomy, którego nie widzieliśmy z dwadzieścia lat. Mniej więcej miesiąc temu dowiedzieliśmy się, że dostał udaru, a ostatecznie zmarł w hospicjum na zawał. Pamiętam go jako człowieka bardzo inteligentnego, ale totalnego pijaka. Nie mogę zrozumieć jak taki człowiek mógł doprowadzić się do takiego stanu. Nie tylko pił, ale i palił na potęgę, zaliczał każdą stację benzynową w mieście kupując kilka hot-dogów dziennie. Z każdą kobietą, która była w jego życiu szybko się rozstawał.

  • Co z nim dalej? – spytałam, ponieważ byłam ciekawa co się dzieje z kimś takim po śmierci.
  • Od początku był w rozsypce.

To prawda… kompletnie na niczym mu nie zależało, dodatkowo ateista… porażka…

  • I co z nim?
  • Stało się to, co najlepsze mogło się stać. Pan Bóg wysłuchał twojej modlitwy.

Odpowiedź mnie całkowicie zaskoczyła, ale nie Piotra. Przyznał się, że gdy dowiedział się o udarze poprosił Ojca, by zabrał od niego diabły, których przy nim zobaczył.

  • Ale ja modliłem się, by gacki od niego odeszły…, a nie żeby umarł?! – Piotr nieco zdziwiony. 
  • Dlatego udało się, przestali go męczyć.

Zadziwiające… śmierć może być dla niektórych prawdziwym wybawieniem i jedynym wyjściem. Homiel w tej chwili pokazał zupełnie inne spojrzenie na śmierć…

  • A widzisz!… Ja żyję!
  • To koło za dużo kół by zatrzymało.

To święta racja. Od niego zależy wiele istnień… pracownicy i ich rodziny… dostawcy i ich rodziny… podwykonawcy i ich rodziny… cała machina zbudowana jak wnętrze dobrze działającego zegara. Zdajemy sobie sprawę z ciążącej na nas odpowiedzialności, dlatego Piotr od lat nie był na urlopie i dostał w końcu zawału. To musiało się tak skończyć.

  • Ola prowadziłaby firmę.
  • To koło nie jest uformowane jeszcze.

Kolejna święta racja, w żaden sposób nie jestem do tego przygotowana i raczej nie będę.


Stało się to co najlepsze mogło się stać. Pan Bóg wysłuchał twojej modlitwy... – przypomniałam sobie pewną sprawę. Moja znajoma stawiająca kiedyś karty opowiadała o swojej znajomej. Kobieta popadła w straszne długi przez syna i męża, jej syn był narkomanem, mąż ją tłukł, do tego rozchorowała się ciężko… no jednym słowem gehenna. Przyszła do niej, bo chciała usłyszeć coś pokrzepiającego.

  • Zobaczyłam w kartach, że nadchodzą dla niej świetne czasy, że wszystkie kłopoty miną jak ręką odjął, że będzie szczęśliwa, sama byłam zaskoczona tą zmianą. Myślałam, że coś wygra, bo taka zmiana? Po 2 tygodniach dowiaduje się, że zmarła nagle. Nie rozumiem, bo nie widziałam jej śmierci, ale to, że będzie szczęśliwa. 

Uśmiechnęłam się. Bóg się nad nią ulitował, wysłuchał jej prośby i skończył jej gehennę, a teraz jest szczęśliwa. Bywa i tak… 


Rozmawiamy o odwołanej sprawie z NIP.

  • Homiel, to twoja sprawa?
  • Nie miałbyś siły, a musisz stawić czoło z gotową przyłbicą.
  • ……?
  • Kluczyku, nie martw się, otworzysz i te drzwi.

Pomysłowość Homiela w kreacji obrazów i tłumaczeniu zadziwia mnie. Niedawno tłumaczył nam, dlaczego tak wszystko  wolno się dzieje. Pokazał kluczyk, który jest wkładany do zamka, a jest wkładany powoli, dopiero gdy wejdzie gładko we wszystkie tryby wewnątrz zamka, kluczyk wchodzi do końca i otwierają się drzwi. Na tym polega koronka, wszystko musi zatrybić i zgrać się w jednym czasie.

Według wcześniejszych słów Homiela wszystko miało się skończyć w październiku, ale faktycznie nie powiedział którego roku. W tym roku to się nie skończy, więc kiedy?

  • Jesteś pewna, że się nie skończyła?

I w tym momencie przypomniała mi się przysłana od rzeczoznawczy w październiku opinia, która dla nas jest absolutnie pozytywna i miażdżąca dla NIP. Od tej opinii sędzina uzależniała swój wyrok. Według mnie następna rozprawa będzie jedynie formalnością.


Po zawale Piotr jest ciągle bardzo osłabiony, wieczorami wygląda jak cień samego siebie.

  • Ale się słabo czuję…
  • Jak zbity kurczak, bo do koguta ci daleko – jak widać Homielowi humor ciągle dopisuje. 

Dzisiaj Piotr został wybudzony z anielskim nakazem, że ma iść do Kościoła.

  • Gdy brałem hostię usłyszałem Ojca.
  • Pozwolę ci jeszcze smakować tę radość.

Radość życia…


21. 10. 16 r.                                                                                                                    Warszawa.

Córka przyjechała na weekend, więc obowiązkowo w trójkę pojechaliśmy do „naszego krzyża”. Myślałam, że nic się nie wydarzy, ale Piotr zaczął mówić, a ja notować.

  • Patrząc na Chrystusa usłyszałem…
  • Drzewo życia.
  • Ten głos był z boku. Tak jakby ktoś mówił, że On, Jezus jest drzewem życia. Potem usłyszałem…
  • Ja jestem Drzewem Życia. Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne.

 


Dopisane 07. 07. 2017 r.

Ja jestem Drzewem Życia. Kto wierzy we Mnie, ma życie wieczne.

W środku ogrodu natomiast rosło drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła (Rdz 2,9). Symbol drzewa życia znany jest nie tylko tradycji biblijnej. Według pisemnych wschodnich przekazów starożytnych ludów w centrum ziemi rosło drzewo życia, rodzące owoce nieśmiertelności, którymi żywili się bogowie.

Tekst biblijny jednak przedstawia odmienną myśl i podpowiada, że drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła były również w zasięgu ręki człowieka, nie tylko Boga, choć dla człowieka objęte zakazem spożywania jego owoców. Wyciągnięcie ręki po „zakazany owoc” oznacza, że człowiek od zarania swojego istnienia świadomy był swojej skończoności, śmiertelności. Mógłby jednak tę własną egzystencjalną granicę pokonać dzięki pokarmowi danemu mu przez Boga. Symbol drzewa poznania dobra i zła nie ma odpowiednika w mitologiach starożytnych. Oba drzewa pojawiają się w Ogrodzie Eden zanim znalazł się tam człowiek. Oznacza to, że zarówno nieśmiertelność, jak i określenie tego, co jest dobre, a co złe, zastrzegł Bóg dla siebie.

Obraz drzewa życia pojawia się dwukrotnie na końcu Biblii, w Apokalipsie: Zwycięzcy pozwolę jeść z drzewa życia, które znajduje się w raju Boga (Ap 2,7). Na środku placu miasta, pomiędzy brzegami rzeki rośnie drzewo życia rodzące owoce dwanaście razy. Wydaje ono owoc co miesiąc, a jego liście służą narodom jako lekarstwo (Ap 22,2).

Drzewo życia – symbol życia, którym jest Bóg! Drzewo poznania dobra i zła – symbol wszechwiedzy Boga, który jako jedyny wie, co naprawdę jest dobre, a co złe dla człowieka.

Jeśli Jezus mówi o sobie: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, to znaczy, że On jest nowym drzewem życia. On daje życie (wieczne), bo jest jego źródłem – zasadzony pośród ludzkości przez Ojca, który jest tym, który stale uprawia, kultywuje ludzkość.” http://kielce-dabrowa.pl/teksty/drzewo-zycia-5-niedziela-wielkanocna/

Drzewo życia – fresk Taddeo Gaddiego z kościoła Santa Croce we Florencji (1360) fragment
Drzewo życia – fresk Taddeo Gaddiego z kościoła Santa Croce we Florencji (1360) fragment

Mówiąc otwarcie, by zrozumieć Jezusa mówiącego „Ja jestem drzewem życia” musiałam posiłkować się internetem. I dzięki powyższemu tekstowi bardziej zrozumiałe są dla mnie również i te słowa, przekazane A. Lenczewskiej.

Jeśli prawda jest prawdą, a prawdę tu opisuję, to nie może być kłamstwem. Zdaje sobie sprawę, że wielu to czytających ciągle ma wątpliwości, ale jeśli czytając słowa prosto z Nieba czują spokój, radość, zadumę, to ten owoc jest prawdziwy.