Zaprowadzę cię do twojego źródła, do początku.

18. 10. 16 r.                                                                                                                Warszawa.

Siedzieliśmy znowu na szpitalnym korytarzu, tym razem czekając na wypis. Piotr zmusił lekarkę do szybszego zwolnienia ze względu na rozprawę sądową. Lekarka nie była zbyt zadowolona tłumacząc, że Piotr musi jak nigdy właśnie teraz unikać stresu. Łatwo powiedzieć… Siedzieliśmy więc i czekaliśmy cierpliwie.

  • Odbyła się narodowa pokuta na Jasnej Górze. Był spory tłum – opowiadam Piotrowi.
  • Taka pokuta coś daje?pyta Piotr.
  • Wszystko daje, ale psy zostały spuszczone.

Po usłyszeniu otwieranych drzwi kilka dni temu wiedziałam, że coś się zaczyna dziać albo zacznie i wcale Homiela odpowiedź mnie nie zdziwiła. Byłabym zdziwiona raczej, gdyby było inaczej. Miałam wrażenie, że te wrota są otwierane bardzo rzadko, ale jak już otwarte, to na rozcież.

  • Dziwne… Zobaczyłem wielkiego jakby ducha przyklejonego do białej ziemi… nie wiem co to było, jakaś istota? Podnosił powoli głowę w powolnym tempie jak mumia. Widziałem tylko głowę. Jak podniósł miał martwe oczy. Jakby był zbudowany z mgły, ale materialny… Dziwne… – Piotr opowiadał co zobaczył. 

Pomyślałam… anioł śmierci…?

Naszą rozmowę przerwał telefon. Zadzwonił prawnik.

  • Panie Piotrze, nie wiem jak to powiedzieć, ale rozprawa się nie odbędzie. Dostałem maila z sądu, że sędzina się rozchorowała i sprawa została zdjęta z wokandy.
  • Aha – tylko tyle Piotr powiedział, bo z wrażenia „zgłupiał”. Tego się nie spodziewał.

Spojrzeliśmy na siebie i oboje kręcimy z niedowierzania głową.

  • Jakie to szczęście! Nie mam siły siedzieć na sali i być wypytywany.
  • Człowiecze! Wszystko jest ustawione pod ciebie. Uczysz się, a ty cały świat.

Wypis otrzymaliśmy około 13.00 i zaraz po wyjściu ze szpitala, pierwsze kroki skierował Piotr do firmy… oczywiście.  Wszyscy czekali na niego z niecierpliwością, a niektórzy szczególnie, ponieważ Piotr miał do podpisania kilka zaległych dokumentów. Leżały na jego biurku, a obok dokumentów jak zwykle jego ulubione i jedyne pióro, które kiedyś dostał w prezencie. Piotr usiadł, przeczytał jeden dokument, potem drugi. Wziął do ręki pióro, nakrętkę położył tuż obok, podpisał, co miał podpisać i chciał zamknąć pióro, ale nakrętka zniknęła ze stołu!!! Dosłownie, bo zawieruszyć się nie mogła. Biurko Piotra jest prawie ascetyczne.

Wszędzie jej szukaliśmy, na biurku, obok, na kolanach pod biurkiem. Bałam się, że Piotr się zdenerwuje i będziemy musieli wracać do szpitala. Kiedy staliśmy tak bezradnie zastanawiając się co się z nakrętką stało… ona spadła na blat biurka z wysokości około 10 cm. Dosłownie wypadła z powietrza, jakby jakaś niewidzialna ręka wpuściła ją zza „przesłony” do naszego świata.

  • Widziałaś to?!… Cholera co to? – Piotr zdezorientowany – Może to gacek?
  • Chwila… – zaczęłam myśleć, bo Piotr już wszędzie gacka widzi.
  • Tym piórem podpisujesz wszystkie umowy… Ktoś cię powitał w ten sposób, jakby chciał powiedzieć welcome home… Pióro to znaczy, że wszystko wraca do normy – zaśmiałam się, bo to był świetny pomysł na przywitanie.
  • Jak Wy to robicie? – Piotr nie mógł się nadziwić.
  • Nie zdradzam Mojej techniki.
  • Cieszą się, że wróciłeś – miałam na myśli wszystkich Homieli w Niebie.
  • Myślisz?
  • Musisz żyć.
  • A gdyby się nie udało?
  • ……
  • pokazał mi domek z kart… jak ktoś zdmuchnął.
  • Czyli wszystko by runęło, trzeba byłoby zaczynać od początku – wiedziałam to na pewno.
  • Dlaczego to zrobiliście?
  • Żebyś wiedział, że jesteśmy.
  • Czym sobie zasłużyłem?
  • Dbamy o reprezentację kraju – zażartował Homiel odnosząc się do meczu, który ma się dzisiaj rozegrać, a o którym pół godziny wcześniej rozmawialiśmy.
  • A w jakiej dyscyplinie ta reprezentacja?
  • Dyscyplinie obrony.

19. 10. 16 r.                                                                                                                 Warszawa.

Pracownicy firmy byli wczoraj tak przerażeni stanem zdrowia Piotra (był bardzo blady i gwałtownie wychudł), że nakazali mu pozostać w domu. Miał z tego powodu dużo czasu na przemyślenia.

  • Panie Boży dziękuję za życie.
  • Nie ma sprawy Mały. Ty wiesz teraz, Ja wiedziałem wcześniej, ale wszystko w swoim czasie.

Wieczorem.

  • Podziękowałem Ojcu, że żyję.
  • Jeszcze niejedną radość otrzymasz.

Przypomniałam sobie słowa; zabiorę wam tę codzienność… i zdałam sobie sprawę, że właśnie się sprawdziły, bo teraz będziemy musieli całkowicie przemeblować nasze życie. Lekarz zasugerował, że nasze codzienne, słodkie kawy mocno przyczyniły się do miażdżycy.

  • Te kawki będą mi też szkodzić? – spytałam.
  • To on jest pomazańcem.
  • …… ?

Piotr słuchał Modlitwy Jezusowej na YT. W pewnej chwili przestał, bo się wzruszył.

  • Powiedział do mnie…
  • Zaprowadzę cię do twojego źródła, do początku.

 


Dopisane 04. 07. 2017 r.

Nie zdradzam Mojej techniki – nazwaliśmy to wydarzenie „efektem pióra”. Ponieważ zdarzyło nam się to jeszcze kilkukrotnie, używając tego określenia naznaczyliśmy sytuację, kiedy coś było, a zniknęło lub odwrotnie… czegoś nie było, a jest.


Wszystko daje, ale psy zostały spuszczone – machina ruszyła, można by rzec.  


Nie ma sprawy Mały – często zadziwia mnie bezpośredniość Ojca i wprost uwielbiam takie rozmowy. 

A. Lenczewska; Świadectwo
A. Lenczewska; Świadectwo

To on jest pomazańcem – jest kilka znaczeń „pomazańca”, ale ten fragment jest wobec Piotra najbardziej właściwy; W Nowym Testamencie słowo „namaszczenie” to chrio, które oznacza „smarować czy nacierać olejem”, a odnosi się do „poświęcenia na urząd czy służbę”; aleipho, które oznacza „namaścić.” W czasach biblijnych, ludzie byli namaszczeni olejem, aby wskazać na Boże błogosławieństwo lub powołanie tej osoby.

https://www.gotquestions.org/Polski/namaszczony.html

Jednym słowem; powołany / naznaczony do służby.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych i będą coraz trudniejsze, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku. http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/