Jeśli wierzysz, to nie będziesz mówić niemożliwe.

Wracamy do dziennika.


29. 04. 17 r. Szczecin.

- Ten cykl niedługo się skończy.
- A kiedy się zacznie? - a ten znowu swoje. 
- …. Ojciec kazał mi patrzeć na telewizor... - a tam wyświetlił się na cały ekran napis jutro. 
- Jutro to może być długo wg. Nieba – Piotr zaczyna kombinować. 
- Jutro to jutro. 
- Dlaczego... mały? - dopytuje Pan Ciekawski. 
- Tam jesteś jednym z największych. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2017/12/06/

Prawie nie spałam, bo zastanawiałam się co znaczy „jutro”. Tak powiedział Ojciec przedwczoraj. Czy to jednak wszystko na temat „jutro” poza mocą informacji, które wczoraj otrzymaliśmy podczas jazdy pociągiem? Rano Piotr mnie szybko oświecił.   

  • Rozmawiałem z Ojcem. Pokazał, że wszystko co się działo wczoraj w Szczecinie, to było to  „jutro”.

I w tej chwili zrozumiałam o co chodzi. Jadąc pociągiem, będąc już w pobliżu Szczecina-Dąbie doszło do wypadku. Okazało się, że na wiadukcie, pod którym mieliśmy jechać, TIR uderzył w balustradę. Części samochodu rozleciały się na różne strony na kilka metrów, a największe z nich spadły na tory kolejowe zrywając trakcję. To spowodowało paraliż ruchu kolejowego w dwie strony i utknęliśmy w Reptowie na 3,5 godziny. Równolegle do nas stanął kompletnie pusty pociąg. Mało nas było w całym wagonie, a konduktor z nudów snuł się wzdłuż korytarza zagadując co przytomniejszego pasażera. Kiedy tylko zajrzał do naszej kabiny spytaliśmy co to za dziwny pociąg stoi tuż obok. Okazało się, że to pociąg, który rano potrącił osobowy samochód ciężko raniąc  kobietę i jej dzieci. Już wtedy mnie to zastanowiło. Pomyślałam, że to dość dziwne, żeby jednego dnia na tej samej trasie doszło do dwóch wypadków. http://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/szczecin-odciety-od-e59-po-wypadku-na-autostradzie-a6-81521.html

  • Ciężki dzień – podsumował konduktor.

Siedząc bezczynnie włączyliśmy w końcu komputer, a tam kolejne ciekawostki. Miasto sparaliżowane z powodu kilku wypadków. Z tego powodu, kiedy cztery godziny później wracaliśmy zmęczeni do domu, taksówkarz klął po drodze, bo gdzie się nie ruszył to korek.

  • Pani! Wszędzie wypadki, coś dziwnego wisi w powietrzu.
  • …… – spojrzeliśmy wtedy na siebie z pytaniem w oczach…

Dojeżdżając do domu zauważyliśmy na skrzyżowaniu przechylony znak drogowy. To zaledwie 50 metrów od naszego domu. Taksówkarz nas oświecił, że rano zderzyły się tutaj dwa auta i prawie rozwaliły ogrodzenie.  Spojrzeliśmy się na siebie w wymownym milczeniu… To było nieprawdopodobne, a jednak się działo.

Wieczorem rozmawialiśmy o minionym, zadziwiającym dniu.

  • Ojciec powiedział, że to początek. Pokazał co znaczy jak wrota są otwarte. Zobaczyłem twarz Jezusa z Pasji i scenę, gdzie spływa Mu po policzku łza. W tej scenie patrzył się prosto na mnie i płakał… – Piotr zaczął opowiadać godzinę potniej.

Teraz to zrozumiałam w pełni. Tak działa właśnie diabeł, sieje chaos i zniszczenie.

  • To wszystko się zaczęło dziać koło nas, żebyśmy wiedzieli – zaczął Piotr.
  • Żebyś ty wiedział.
  • Dlaczego ty, a ja nie? – pytam zazdrosna.
  • Jak on wie, to i ty wiesz. Nie skończysz jednego, a już donosisz.
  • …… – roześmieliśmy się, bo to prawda. Piotr nie umie utrzymać prawie niczego w tajemnicy, prawie!
  • Dlaczego Szczecin?
  • Gdyby to było w Nowym Yorku wiedziałbyś?
  • Rzeczywiście… jakie to mądre… – Piotr przyznał.
  • Przygotuj się na wielką falę, będzie pełna wrażeń.
  • Fajnie będzie? – zażartował Piotr.
  • Pamiętaj, że ona nie musi ci się podobać, masz ją poznać.
  • Nie chodzi o twoje podobanie, a jaki użytek z tego zrobisz. Tego, co ty widziałeś nikt nie widział.
  • ……. – Piotr nie powiedział, ale zrobił taką minę jakby wątpił w każde słowo.
  • Oj Mały…. Jak ty chcesz wejść do Królestwa Niebieskiego, kiedy w nic nie wierzysz?
  • …… – dopiero teraz zorientowaliśmy się, że z Ojcem rozmawiamy.
  • Ale to niemożliwe… – Piotr prawie szeptał.
  • Jeśli wierzysz, to nie będziesz mówić niemożliwe. Strach myśleć co będzie się działo, jeśli nie będzie się działo. Byłeś uśpiony, zrób wszystko za życia tutaj i wracaj.
  • ……
  • Zobaczyłem metalowe kółko i wiele starych długich kluczy.

  • Zrób z tego użytek. Klucze do możliwości.
  • ……
  • Ojciec przypomniał mi powiedzenie…
  • Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz.
  • …. – Piotr zamyślił się, ale po chwili zaczął się śmiać.
  • Dlaczego się śmiejesz?
  • Gdy w szkole nauczycielka mówiła mi to samo, ja kończyłem za niej zdanie… A jak będziesz miała dużo kluczy, to będziesz woźnym… Ojciec przypomniał mi teraz te słowa…
  • ……
  • A kogo pilnuje woźny? Szkoły. To jest jedna szkoła, a Ola będzie pisać do innych szkół. Dzisiaj 500 osób, jutro 5000, a jak będzie 5 milionów to się przestraszysz? Traktuj ich jakby było 5. Moc w twych literach jest wielka. Ta szkoła ma 20 klas, a dzięki Oli będzie miała 2 tys. klas i wtedy będzie grać ciągle tamburyn.
  • ……
  • Chciałem spytać Ojca co to jest tamburyn, ale powiedział, że będziesz wiedziała.

Piotr poczuł się bardzo zmęczony i wyszedł się położyć. 10 minut później zawołał mnie.

  • Ledwo zamknąłem oczy miałem wizję. Widziałem konstrukcję stalową domu w budowie.

  • Wysoko, na piętrze stał chłopiec około 7 lat. Widzę go i widzę tłum ludzi poniżej, który się na niego patrzy. On robi krok do przodu i zawisa w powietrzu. Czuję jego myśli, a on swoje myśli skupia na swoim splocie słonecznym. I to stamtąd wychodziła wielka energia, która wytworzyła jakby kokon. Chłopiec znalazł się w środku tej przezroczystej bańki. Ona go unosiła i sprawiała, że czuł się bezpiecznie. Ten chłopiec pokazał ludziom co może zrobić.
  • Co to znaczy? – pytam.
  • I na to przyjdzie czas.

Dopisane 22. 12. 2017 r.

Zrób z tego użytek. Klucze do możliwości – największą słabością Piotra jest to, że odrzuca świadomość co do swoich możliwości. Ma z tym autentyczny problem, by zaakceptować kim jest. 


To jest jedna szkoła, a Ola będzie pisać do innych szkół – poprzez bezpośrednie rozmowy z Niebem przechodzimy prawdziwą szkołę, prawdziwą naukę. Pisząc i przekazując tę samą wiedzę innym osobom, każdy czytający przechodzi swoją własną szkołę.


Ta szkoła ma 20 klas, a dzięki Oli będzie miała 2 tys. klas i wtedy będzie grać ciągle tamburyn.

Tof Miriam to hebrajska nazwa najstarszego instrumentu perkusyjnego, znanego już w czasach biblijnych, który dzisiaj jest obecny także w krajach o celtyckim rodowodzie. Bęben ten, przypominający z wyglądu olbrzymi tamburyn, zwykle nazywany jest frame drum lub w prostym tłumaczeniu bęben ramowy. W kulturze Izraela od dawna miał swoje miejsce i mistyczne znacznie. Według Biblii prorokini Miriam – siostra Mojżesza i Aarona – grywała na tym instrumencie. Gdy Jahwe przeprowadził naród wybrany przez Morze Czerwone, Miriam na tamburynie zainicjowała pieśń dziękczynną ku czci Boga, chwaląc Go za wielką potęgę. Miriam później została w związku z tym nazwana prorokiniąhttp://jazzforum.com.pl/main/cd/tof-miriam 

Jeśli zgodnie z planem Nieba powstanie na bazie tego dziennika książka… myślę, że przemówi ona do wielu ludzi. I tamburyn zabrzmi znowu jak wtedy, kiedy Miriam zrozumiała jak potężny jest Bóg. Tamburyn, czyli symbol radości i szczęścia na chwałę Ojca.