22. 02. 26 r. W drodze do Warszawy.
Trzy godziny jedziemy właściwie w całkowitej ciszy. Z powodu nieodstępującego nas zmęczenia, ale także i z powodu pogody. Pada, widoczność na drodze słaba, ale na całe szczęście nie jest ślisko. Po śniegu i lodzie nie ma już śladu. Dojeżdżając do Warszawy …
- Lubię Skody. Nie krzyczy (bogactwem), a wiezie.
- Nie rzuca się w oczy, na pewno – Piotr nawet zadowolony
- …. Tatuś trzyma nas w opiece swojej – chcę nawiązać rozmowę.
- Mam w tym jakiś interes.
- A jaki ?
- No jakiś, zobaczysz.
Długa cisza.
- Ojcze, zima się kończy, czyli co … Do następnego razu …
- Do następnego ?
- Następnej zimy – poprawiam się.
- Czujesz pewność w swoim głosie ?
- Taaak … – i od razu się zawahałam.
- Dobrze poznać swojaka.
- …….. – śmieję się nie wiedząc do końca, co Ojciec ma na myśli. Swojaka, że „swój człowiek”, czy fakt, że niby jestem pewna, a jednak niepewna. Jak każdy zwykły człowiek …
Wieczorem. Siedzimy na kanapie przykryci kołdrą, w pokoju mamy tylko 17 stopni. Milczymy gapiąc się w TV …
- Odpoczywacie po trudach znoju tego okresu ?
- Oj taaaak, chociaż chwilę – Piotr prawie szeptem.
- Czeka cię bitwa z samym sobą.
- … ???!!! … – … i pomyślałam, że znowu będzie chciał auto kupić.
- Będziesz miał straszny dylemat. To będzie bitwa z samym sobą.
- Chodzi o samochód ? – pytam dla pewności.
- Chodzi o ludzi, każdy będzie chciał go dotknąć.
- O cholera! … – wyrwało mi się.
- To faktycznie dylemat – zdałam sobie sprawę, Piotr nie lubi być w centrum uwagi.

23. 02. 26 r. Warszawa.
Z wyczerpania nie mogłam wczoraj zasnąć, więc dzisiaj nadal jestem zmęczona. Ojciec spytał mnie wczoraj, czy zaniosę kwiaty pod krzyż … Jak mogłabym tego nie zrobić ? … Zaniosłam rano, a wieczorem …
- Twój czas można odmierzać kwiatami. Gdyby tak zliczyć je wszystkie ….
- Tam, skąd pochodzisz, kwiaty nigdy nie więdną.
- … Wiesz, co zobaczyłem ? Pokazano mi, że dotykasz kwiaty i one się same rozmnażają, duplikują … Wystarczy dotknąć, jakiś ruch ręką robisz i jest ich od razu więcej …. Ale to fajne ! – Piotr zauroczony.
P.s. Baaardzo polecam, by wysłuchać w całości tej relacji. A tutaj fragment o kwiatach. https://youtu.be/bOloWSQOB74?si=cJ6RAq6bDNOvSGKz&t=1959
- Która chwila w twoim tu życiu była najpiękniejsza ?
- Och Ojcze, wiele ich było – stęknęłam.
- …. Wybierz tą jedną …
- To bardzo trudne.
- Pomyśl.
Szach–mat. Zacięłam się, nie byłam w stanie odpowiedzieć na to proste z pozoru pytanie. Takich chwil mogłabym wyliczyć wiele, choćby odkrycie, że zrobiłam zdjęcie Jezusa. Choćby wszystkie spotkania z Ojcem, Jezusem … Choćby nasze codzienne rozmowy … Ale jednak jest jedna chwila, która sprawiła, że poczułam się, jakbym nagle odkryła głęboko pod ziemią zakopane największe złoża skarbów … Szok, zdumienie, euforia i szczęście, wszystko naraz.
- Działka rodziców …
- Czyli początek.
- Tak, początek wszystkiego. Wtedy zrozumiałam, że to wszystko, co się dzieje, to prawda. To był dla mnie dowód. Potrzebowałam tego dowodu wtedy.
- Narodziny ?
- Początek.
- Czyli narodziny …
- Hmmm …. Tak, narodziny nowego etapu w moim życiu. Ponowne narodziny … – kiwam głową w zamyśleniu. Nie ma lepszego określenia.
- Nasza przyjaźń trwa ?
- Przyjaźń …. – powtórzyłam w zadumie rozczulona.
- A może coś na M ?
- Ooo tak, miłość …. – pomyślałam.
- … Jesteście poddawani próbie. Ty zdałaś, on musi się nauczyć.
- Nie myśl, że kiedykolwiek zgasisz jego temperament.
- Nie zmienisz kogoś, kto jest tak zbudowany.
- A czego musi się jeszcze nauczyć ?
- Nie chować urazy.
- Trudno będzie mu, bo jest atakowany myślami wielu ludzi.
21. 03. 14 r. Warszawa. To, co się dzisiaj zdarzyło przejdzie do historii, mojej oczywiście historii. Kolejny przełomowy dzień w naszym życiu. Absolutnie niesamowity dzień. Jeśli faktycznie rozmawiasz ze swoim Aniołem zróbmy mały eksperyment. Ja sobie coś pomyślę, coś konkretnego i niech On ci przekaże, o czym właśnie pomyślałam. To będzie dowód, że on istnieje ! Piotr przystał na to, ale niechętnie. Skupiłam się i powtarzałam słowa w głowie; Działka rodziców, działka rodziców – wyobrażałam sobie, że siedzę na tej działce i odpoczywam. Wybrałam dwa słowa, by było trudniej, a po drugie… to jest ostatnia rzecz na świecie, o której by Piotr akurat pomyślał.
-No i co? – spytałam po chwili.
Piotr wzruszył ramionami. Zauważyłam, że był trochę rozgoryczony i zawstydzony. Nastawiał swoje ucho na maksa… i nic. Bardzo zależało mu, by się udało. Zrobiło mi się go żal. Piotr dalej milczał zrezygnowany i rozczarowany, aż się spocił biedactwo. Nie chciałam go dalej frustrować, więc wyszłam z przedziału. Kiedy po mniej więcej 5-7 minutach wróciłam spytał;
-Kiedy idziesz na działkę rodziców ?
Nie wierzyłam własnym uszom!!! Powiedział działka rodziców !!!! Stało się, otrzymałam odpowiedź! I wtedy najnormalniej w świecie rozbeczałam się jak małe dziecko. W tej jednej chwili przeżyłam euforię, szok, radość, szczęście… To było dla mnie cudownie wstrząsające przeżycie. Tyle wątpliwości przez tyle lat … prysnęły jak bańka … https://osaczenie.pl/wp/
