05. 06. 26 r. Szczecin. Część 2.
Wieczorem.
Rozmawiamy o pewnej sytuacji w centrum handlowym Ster, a dokładnie w sklepie B1. Staliśmy w długiej kolejce do jednej z czterech czynnych kas. Mieliśmy do zapłaty tylko za rybę, ale cóż, nie było innego wyjścia i trzeba było swoje odstać. Przed nami 5 osób, za nami kilka i jedna młoda kasjerka, która uwijała się szybko, jak to tylko było możliwe. Była bardzo skupiona na swojej pracy, w ogóle się nie odzywała. Nikt w kolejce się nie odzywał, panowała cisza, słychać tylko było co chwilę sygnał pi, pi, pi przy skanowaniu kolejnych produktów. Szło więc szybko, wszyscy stali cierpliwie. Gdy przyszła kolej na Piotra, kasjerka po raz pierwszy podnosi głowę i mówi mając na myśli zapewne naszą rybę …
- Co ? Drogo, co ?
- …….. – Piotr zaskoczony.
- Wie pan, byłam w Międzyzdrojach wczoraj, dużo ludzi, piasek, kleszcze i pogoda fatalna. Nic ciekawego. A tak w ogóle to wszystkiego dobrego życzę – palnęła na koniec i znowu schyliła głowę.
- …. Wiesz, że zgłupiałem ? – Piotr zastanawia się teraz.
- To chyba Ojciec …
- Też tak pomyślałem, ale …
- Nie widzisz, że dał nam odpowiedź ? Żałowaliśmy, że nie pojechaliśmy – śmieję się cicho.
- No i ten styl … To Ojciec przez nią przemówił chyba. Ojcze, to Ty ?
- To Ja. Niespodzianka. Nigdy nie wiesz kiedy, co ?
- … ??? … To Ojciec może być kobietą ? – zażartowałam.
- Istotą ludzką – poprawił mnie stanowczym głosem.
- Taaaa … To jednak różnica – pomyślałam.
06. 06. 26 r. W drodze do Warszawy.
Mijają 4 lata odkąd odeszła Irena – moja znajoma.
-Prosisz o Irenę ? -Tak. -Proś, a będzie ci dane, dopóki nie usłyszysz. - … Myślałem, że nie żyje – Piotr zaskoczony. -W jakimś sensie nie żyje. Wiesz dlaczego jest jak warzywo ? Przez tarota. Teraz ma wielkich przyjaciół, którzy się za nią wstawią. http://rozmowyzniebem.pl/wp/2023/01/11/popros-a-bedzie-ci-dane/
Dzisiaj, po raz pierwszy, miałam z nią wizję. Jestem w jej mieszkaniu i na nią czekam. Gdy wchodzi, wydaje się jakby zlękniona. Prosi mnie, abym wyszła i nigdy nie wracała.
- Mogę zrobić ci krzywdę – mówi nadal przestraszona.
- Tyyyy ? – zbaraniałam.
Początkowo jestem po prostu zdumiona, ale potem sobie uświadamiam, że jako wróżka mogła być przez kogoś sterowana i ten ktoś, a nie ona, może mi krzywdę zrobić.
- Na pewno nie, ja mam ochronę Ojca, nic mi nie zrobisz – odparłam zdecydowanie.
I wtedy zza jej pleców wyłania się kobieta, dość młoda. Nic nie mówi, chciała się tylko ujawnić. Irena zlękniona jeszcze bardziej powtarza, bym wyszła. Wychodzę więc zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi … Potem sobie przypominam, że ona przecież nie żyje.
Przyjęłam to jako ostrzeżenie.
Wyjeżdżamy autem do Warszawy około 11.00. Dzisiaj sobota, postanowiliśmy się nie spieszyć.
- Ojcze, wracamy. Cieszysz się ?
- Ja ?! To chyba ty się cieszysz.
- Oczywiście, nareszcie razem !
- … Pamiętasz tą babkę z kasy ? Nie odzywała się cały czas, aż podszedłem i zaczęła. Kompletnie niespodziewanie – Piotr nadal nie może uwierzyć.
- Powiedzenie to działa … „Nie znasz dnia, ani godziny”.
- A Caviezel był bardzo rozradowany … Ciekawe dlaczego …
- Dawno nie słyszał aramejskiego, zapomniany język, a ty mówisz.
- I ta jego poza …, kapitalna. Taka na luzie.
- Szczerość za szczerość. Lubimy się jak przyjaciel z przyjacielem.
- Hmm …. – jakie to cudowne.
- Masz go teraz na wyłączność w rozmowie – Ojciec o Piotrze.
- A tak trzeba się z nim dzielić.
I faktycznie … W Szczecinie jeżdżąc od domu do domu bardzo często zdarza się tak, że w ciągu dnia zamieniamy między sobą zaledwie kilka zdań. Dlatego teraz, kiedy siedzimy w jednym aucie przez kilka godzin, nadrabiamy to, co nam umknęło.
- Ciekawą miałeś tą wizję z platformą, która nas uniosła. Czyli wyjdziemy na wierzch.
- A wiesz, że ten sznur był taki, jaki mają zakonnicy wokół pasa, ale był grubszy ? On był ukryty we wnęce w ścianie, trudno go było dostrzec. Ojciec go wyciągnął i pociągnął i wyszliśmy na wierzch, na ulicę. Ciekawe kiedy to będzie.
- Nie dowiesz się kiedy, co i jak … – machnęłam ręką.
- Nie płacz nad tym, co przyjdzie nieuniknione.
- I z Arabem pogadasz ! Pamiętasz; przyjdzie nauczyciel ?
- Tak, oczywiście.
- … Zaskoczona wizytą w sklepie ? Był zaskoczony, o co chodzi …
- Pomyślałem, że „pachnie” Ojcem.
- Z opóźnionym zapłonem znowu zaskoczył.
- Nie wiedział, a przecież nosi Moje imię. Nadam mu nowe imię; gapcio.
- … Czyli Ojciec jest rozpoznawalny ?
- O ! Przypomniałem sobie coś ! Kilka dni wcześniej poprosiłem Ojca, aby jeszcze raz z nami się spotkał, ale żebym rozpoznał tym razem.
- Zauważ, że ta kobieta spytała tak samo, jak robi to Ojciec ….
I wracam pamięcią do tej chwili, scena jak z filmu. Wydawało sie, że wszystko rozgrywa się w zwolnionym tempie. Powiedziała o Międzyzdrojach, jak gdyby czytała nam w myślach. Mieliśmy tam dzisiaj jechać, pochodzić na brzegu …
- Ojcze, gdzie byś chciał zanurzyć nogi ? – pytam.
- Nogi ? Opowiedziałem ci, co było w Międzyzdrojach.
- ……… – roześmiałam się.
- Czyli tam nie, to gdzie ?
- Są w innym świecie takie miejsca, nie znasz ich.
- Przed wszystkim ważna jest czysta woda. Tu skażenie wszędzie, to skażenie nazywa się pollution.
Zapadła cisza, chciałabym porozmawiać o tych innych światach, ale czy ma to sens ? I tak się nie dowiem.
- Wiesz, co mi Ojciec teraz powiedział ?
- Kiedy przyjdą trudne chwile, będę przy tobie.
- … Trudne chwile ? Co to znaczy ?
- Czy trudną chwilą byłoby rozstanie ?
- …. ??? …. To faktycznie może być trudna chwila – pomyślałam o tym fragmencie jego wizji, kiedy odchodzę na drugą stronę ulicy.
- To jest chyba nasza ostatnia jazda tym autem.
- Eeeetam …. Dlaczego tak mówisz ?
- Bo usłyszałem …
- Za wszystkie słowa wypowiedziane, za wszystkie słowa niewypowiedziane, za wszystkie czyny obciążające cię, wszystko to odpuszczam ci.
Zamilkłam, zrobiło to na mnie wrażenie. Na Piotrze chyba również, bo nie odzywał się przez pół godziny.
- Jezus (Caviezel) faktycznie był bardzo uśmiechnięty, chyba pierwszy raz tak … I nie siedział w fotelu, ani krześle, ale jakby taboret. Nie widzę tam oparcia. Siedzi na taborecie jakby.
Jestem pewna, że Piotr naprawdę to widzi. Caviezel faktyczne siedział na brzegu ławy, naprzeciwko mnie. Można odnieść wrażenie patrząc na niego na wprost, że rzeczywiście siedzi na taborecie.
-
Widzę Jego zęby białe. Wiesz, jaką mi scenę pokazują ? W filmie „Nieśmiertelny” jest taka scena, gdy „Nieśmiertelny” uśmiecha się do tej kobiety, która jest śmiertelna. Śmieje się, gdy ją widzi.
Daaaawno nie widziałam tego filmu, ale wiem, o co chodzi. Pamiętam tą scenę.
- Zauważyłeś, że Ojciec często mówi człowieku ? A wiesz, że czytałam znowu Nowy Testament z greki i się uśmiałam. Tam Jezus powiedział zdanie; Człowieku !
Co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Sprawdziłam też w AI.
W Ewangelii Łukasza Jezus kilkakrotnie zwraca się do kogoś słowem: Ἄνθρωπε! (Anthrōpe!) dosłownie: „Człowieku!” „Ty człowieku!” „Człowiecze!” . Najciekawsze miejsca: Łk 5,20 Do paralityka: Ἄνθρωπε, ἀφέωνταί σοι αἱ ἁμαρτίαι σου Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy.” Łk 12,14 Do człowieka proszącego o rozstrzygnięcie sporu spadkowego: Ἄνθρωπε, τίς με κατέστησεν κριτὴν ἢ μεριστὴν ἐφ’ ὑμᾶς; „Człowieku, któż mnie ustanowił sędzią lub rozjemcą nad wami?”
Co oznacza „Ἄνθρωπε”?. To bardzo ciekawa forma. Nie jest to:„ przyjacielu”, „bracie”, „uczniu”, „synu”. Dosłownie jest to po prostu: „człowieku” . Co ciekawe, w Łukaszu słowo ἄνθρωπε pojawia się częściej niż u innych ewangelistów i jest częścią jego charakterystycznego stylu ukazywania Jezusa jako tego, który zwraca się bezpośrednio do konkretnego człowieka. Tylko Łukasz zachował kilka wyraźnych przypadków, gdy Jezus zwraca się do konkretnej osoby słowem „Człowieku!” (ἄνθρωπε). W Marku i Janie takich przykładów właściwie nie ma, a u Mateusza są co najwyżej sporadyczne i mniej wyraziste.
To jeden z powodów, dla których badacze często mówią, że Łukasz szczególnie podkreśla uniwersalne człowieczeństwo adresatów Jezusa.
Dojeżdżamy do Warszawy. Mija nas nowiutkie Audi S8. Piotr cmoka pod nosem …
- Gdybyś jechał Audi S8, wasze życie byłoby szybsze, ale i krótsze.
- Widzisz ! Widzisz ! Zapomnij !
- … Jak ci się jechało ze Mną ?
- Fantasticznie ! – odpowiadam szybko.
- Umiejętność podlizywania się masz opanowaną do perfekcji.
- Podoba Mi się.
- Mi też ! – śmieję się, bo jestem teraz po prostu szczęśliwa.
Podsumowując nasz tygodniowy pobyt w Szczecinie – był Wojtek, był Caviezel-Jezus (wizja), była tęcza po burzy nad naszym domem, była platforma (wizja), był Ojciec w Sterze. Prawdziwe bogactwo.

„To Ja. Niespodzianka. Nigdy nie wiesz kiedy, co ?”
Jeszcze w sierpniu mój znajomy napisał:
„Dziś jest dobry dzień na to, aby zapytać Boga: jak Ty mnie widzisz?
Naprawdę zrób to. Zadaj takie pytanie i daj sobie czas na usłyszenie odpowiedzi. Daj czas w najbliższych dniach, aby usłyszeć odpowiedź Boga.
Ja kiedyś to pytanie Bogu zadałem i usłyszałem odpowiedź, która poruszyła mnie tak jak nigdy. Bardzo często wracam do tych słów – w nich jest moja siła i moc.
I tego doświadczenia życzę Tobie dziś i w dniach najbliższych.”
Zadałam to pytanie. Akurat wróciłam wtedy do pracy z tygodniowego urlopu. Przyszła do mnie stara klientka i gdy mnie zobaczyła wykrzyknęła: „jak się cieszę na Pani widok, Pani uśmiech i słowa radują moje serce ! ”
Jej entuzjazm na mój widok wydał mi się nad wyrost , byłam zaskoczona, że tak zareagowała jakby mnie z rok nie widziała, a nie tydzień.
Przemknęła mi myśl, że to odpowiedź Ojca, że raduje się ze swojego dziecka ale nie do końca chciałam w to uwierzyć..
A jednak do tej pory innej odpowiedzi nie usłyszałam i ten wpis jest też jakby potwierdzeniem, że przemawia przez innych ludzi.
Jak Ojciec widział swojego Syna? – „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” – raduje się z Niego.
„raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy” – radość jako dar Ducha Świętego, radość która pochodzi od Ojca, który najpierw raduje się ze swojego dziecka, aby ono też odpowiedziało radością.
Zostaje tylko przyjąć, nie stawiać oporu.
Mam teraz problem z dojrzewającym synem, który przechodzi czas buntu. To też jest podpowiedź, aby mówić mu: jesteś moim synem umiłowanym, raduję się z ciebie.
Zadaj takie pytanie i daj sobie czas na usłyszenie odpowiedzi.
Podstawa. Nie wyczekiwać, a spokojnie czekać. Najlepiej zapomnieć pytania i czekać.
To ma być zaskoczenie.