Przyjdźcie do kościoła, jesteście zaproszeni.

27. 05. 26 r. Warszawa.

  • Zobaczysz …, będzie w tym roku bardzo gorąco. Wiesz, jak mi to pokazują ? Widzę boczek na patelni, który skwierczy. Będą nawałnice, orkany, widzę drzewa wyrywane, tak będzie …Słyszę słowo skwierczenie.
  • W Polsce ?
  • Też. Widzę zachód Europy. Dużo ludzi umrze ze słabą wydolnością.
  • Ano właśnie … – i pomyślałam o moich rodzicach.
  • Wczoraj myślałem, że padnę. Czułem ludzkie myśli jak … planety, które krążą wokół słońca.
  • I będzie to narastać. Im gorzej, tym bardziej.
  • … Gorzej, czyli trudniej na rynku – Piotr wyjaśnia.
  • Hmm … No nie wiadomo, może nie tylko …
  • …. I co Ola myślisz, gdy wstajesz rano ?
  • … Że znowu to samo … – pomyślałam.
  • Na razie jest jak w „Nikt”.

Roześmiałam się, ponieważ porównanie wprost wyśmienite. „Nikt” to film, który oglądaliśmy wielokrotnie. Jest tam bardzo znamienna scena. Za każdym razem, gdy Piotr ją oglądał, tylko kiwał głową …

  • Wiesz, że nie może trwać to długo.
  • Powiedziałem; jego kwarantanna skończona.
  • Pamiętam.
  • …. Przyjdźcie do kościoła, jesteście zaproszeni.

Skończyliśmy nasze kawy i poszliśmy na mszę.



28. 05. 26 r. Warszawa.

  • O 4 rano usłyszałem dwa razy dzwonek do drzwi. Już się podnosiłem, by sprawdzić, gdy zrozumiałem, że to przecież gacek.
  • Ja nie słyszałam – … a nasz dzwonek obudziłby każdego.
  • W takim razie w głowie to usłyszałem wyraźnie i wiedziałem, że to gacek … Takie rzeczy się po prostu wie od razu.
  • Czego on od nas chce ? – pytam.
  • Waszych głów. Wszystkiego.

I stało się, że chwilę potem bardzo pokłóciliśmy o nie-zamkniętą lodówkę. Furia we mnie urosła do granic moich możliwości. Po jakimś czasie skojarzyliśmy tą kłótnię z dzwonkiem. Chciał gacek zamieszać, to i zamieszał.


Na kawie. Siedzimy smętni …

  • Zastój ? …. Nawet paczuli się skończyło.
  • Właśnie ! Skody nie ma, znudzili się – Piotr z sarkazmem.
  • I wszystko płynie … Nuda, nuda jak w każdym polskim filmie. A liczyłaś na wstrząsy.
  • … Nic się nie może zdarzyć z tobą w maju, czerwcu, a może lipcu. Kupowałeś, gdy była drożyzna. A więc najpierw musi być drożyzna – odparłam spokojnie.

Wczoraj słuchałam świetnej relacji z bycia w Niebie https://youtu.be/bOloWSQOB74?si=yIkKOizyQ_raxYJh&t=1987

  • On też słyszał dzwoneczki w Niebie. A przecież to oznaka Lucyfera …
Dzwoneczki ? Co najmniej kilkanaście razy słyszałam nad swoim uchem lub bezpośrednio w głowie dzwoneczki, a najczęściej dzwonek, który potrafił wybudzić mnie z najgłębszego snu i postawić pionowo na nogi. To jest naprawdę przedziwne uczucie i bardzo nieprzyjemne doznanie. Teraz zrozumiałam, że nie tylko ten od much jest przy nas, ale i ten od dzwoneczków. Hmm... Kto jeszcze ? 
https://rozmowyzniebem.pl/wp/2018/05/09/a-czyz-moj-syn-nie-cierpial-dla-ratowania-swiata/ 

  • Są różne, tak jak musisz wyczuć indywidualnie z kim rozmawiasz.
  • Hmm … Rozumiem … 
  • Ktoś mi powiedział, żebym zamówił rolety to domu. Będą wielkie ulewy i gorąc w tym roku.


29. 05. 26 r. W drodze do Szczecina.

Niewiele rozmawiamy i tylko o firmie, o księgowej, której już nie ma …

  • Służbę prowadziła względem ciebie, podświadomie sama się czyściła.
  • Pełniła służbę ? … To kto ją wysłał na służbę ? – pytam. 
  • I to jest pytanie za 100 punktów.
  • Dużo mi pomagała … Dobrze mieć wspólnika, jeśli jest mądry, pomocny.
  • Dlatego jesteśmy.


30. 05. 26 r. Szczecin.

O 3 w nocy wybudziła nas ogromna burza, niebo dosłownie rozdarło się nad naszym domem. Wiatr, ulewa i 15 minut później cisza i tylko drozd się rozśpiewał. Odnotowuję to na wszelki wypadek myśląc, że rolety trzeba założyć jak najszybciej. Szyby ledwo wytrzymały.


Wieczorem. Piotr sobie przypomniał …

  • Ktoś laserem rysował mi przed oczami sześcian. To wyglądało tak, że pojawiła się iskrząca, czerwona linia i z tego uformował się sześcian …


01. 06. 25 r. Szczecin.

Wieczorem. Myślałam, że już nic dzisiaj się nie wydarzy, ale zadzwonił telefon … 

Pełne zaskoczenie, ponieważ on dzwoni wyłącznie na święta.

I to mnie gwałtownie wybudziło, postawiło wręcz na równe nogi. Zaczęłam gorączkowo myśleć. Ten głos … Przecież już go znam, to głos Ojca. W takim razie to musi być bardzo ważne. 
Czas na Wojtka ? 
Ale którego ? Zaczęłam analizować. Wykonałam szybki przegląd listy moich znajomych i wyszło, że znam aż trzech Wojtków. Nr 1 – Wojtek, którego zatrudniałam przez kilka lat, osoba niepełnosprawna i to on przyszedł do mojej głowy jako pierwszy. 
http://rozmowyzniebem.pl/wp/2026/07/28/zyj-i-dotrwaj-do-konca/ 

Zadzwonił, aby powiedzieć co słychać, nic więcej. Ale dlaczego zadzwonił jako ostatni, jeśli na mojej liście był jako pierwszy ? Dopiero po dłuższym przemyśleniu pojęłam, że nie mogło być inaczej. Ojciec ułożył 4 Wojtków chronologicznie, według takiej kolejności, w jakiej ich poznałam.

Pierwszy Wojtek, który się pojawił, to człowiek, którego poznałam już jako dziecko, przyjaciel moich rodziców. Wojtek spotkany na peronie – poznałam jako drugiego, przyjaciel rodziny Piotra. Pan Wojciech był jako trzeci, bo rzeczywiście poznałam go, gdy zakładałam firmę. Wojtka, który odezwał się dzisiaj, poznałam jako ostatniego, już w firmie.

Listę Wojtków osobiście ułożyłabym inaczej, według znaczenia, ale u Ojca jak zwykle wszystko matematycznie musi się  zgadzać. Dzisiejszy Wojtek zakończył „sagę Wojtków”.