Zajrzyj do trzosu Chrystusa, zobacz ile tam znajdziesz.

11. 12. 14 r. Warszawa.

 Przedwczoraj Piotr miał bardzo wyraźny sen, otworzył drzwi i ktoś mu wręczył stary mandat do zapłaty. Wczoraj rano mówi do mnie;

  • No jeszcze tego brakowało, bym miał coś nieoczekiwanie do zapłacenia.

Po południu dzisiaj kiedy tylko wszedł do domu od razu wiedziałam, że coś się wydarzyło. Pokazał mi pismo, które przyszło godzinę wcześniej z ZUS-u z nakazem zapłaty za składki wraz oczywiście z odsetkami, w sumie ok. 50 tys zł ( za rok 2010r). Piotr był lekko podłamany, bo miał w tym miesiącu możliwość odłożenia trochę pieniędzy… a tu nic z tego. No i siedząc już na kanapie w zamyśleniu spytał Homiela z lekkim przekąsem…

  • Jakie pomysły tego typu macie jeszcze na ten rok?
  • Zajrzyj do trzosu Chrystusa, zobacz ile tam znajdziesz.

To było tak zaskakujące, że od razu zaczęłam sprawdzać w internecie o co chodzi. Co to jest „trzos”? W samej Biblii jest kilka wzmianek na ten temat, ale jeden dość szczególny;

I rozkazał im, aby nic nic brali na drogę, jedno tylko laskę; ani tajstry, ani chleba, ani trzos pieniędzy. Ale żeby obuli się w trzewiki, a nie obłóczyli w dwu sukien.

111

Rozmawialiśmy o naszych rodzicach, którzy mimo poważnego wieku trzymają się nadwyraz dobrze. Są samodzielni, nie chorują, są sprawni fizycznie i psychicznie. Słysząc opowieści innych ludzi, którzy borykają się z chorobami swoich rodziców stwierdzamy oboje jednym głosem, że mamy ogromne szczęście. Mamy szczęście z rodzicami, mamy szczęście z naszymi dziećmi, a jednocześnie Piotr stale narzeka na nadmiar innych problemów wynikających z codziennego życia. To jest kwestia jego charakteru. Przejmuje się każdą trudniejszą sprawą, a wynika to z jego ogromnego poczucia odpowiedzialności. Chce, by wszystko było profesjonalnie załatwione co jest właściwie niemożliwe, jeśli prowadzone jest przez osoby trzecie. Jest dostawa, nie ma zapłaty. Ma być dostawa, nawala transport. Zawsze znajdzie się coś nieoczekiwanego, na co nie ma wpływu. I w ten sposób czasami wpada w okres narzekania myśląc pewnie, że może mu to pomoże. icon_rolleyes Rozumiem go i staram się pocieszać, ale nie zawsze mi to wychodzi. Rozmawialiśmy o tym znowu, kiedy raptem Piotr…

  • Usłyszałem mocne słowa, które przywołały mnie do pionu – powiedział.
  • Oszczędziłem twoich rodziców i ciebie.
  • Zabrałem im to.
  • Oszczędzając ich, oszczędzam ciebie.
  • Wytrzymaj dla Mnie te odrobinę kłopotów, które ci daję.

Zamilkliśmy na chwilę z wrażenia.

  • Jak mnie to zmobilizowało w głowie… poczułem, że Go zdradzam.
  • To nie jest właściwe słowo – powiedziałam.
  • Zawodzę. On powinien mieć kogoś, na kim może się opierać, wierzyć w Niego, a ja jestem najsłabszym ogniwem, ciągle narzekam…
  • Wytrzymaj ten ból, im go bardziej wytrzymujesz tym bardziej jesteś bliżej do Nas.
  • No właśnie, człowiek tak jest głupi, że nic nie rozumie.
  • A jeśli ktoś naprawdę cierpi, bo choruje mocno, co ma robić?
  • Homiel mówi, że możemy prosić o ulgę w cierpieniu – od razu pomyślałam, że taka ulga może mieć różne oblicza. Znalezienie odpowiedniego lekarstwa, odpowiedniego lekarza, uzdrowienie, a nawet szybsza śmierć… jeśli jest to w ogóle możliwe.
  • Po co mi są te doświadczenia?
  • A po co żyjesz?
  • A nie moglibyśmy sobie tak pojeździć na golfa? – zażartował Piotr.
  • … Mówi, że chce kończyć tą sesję – chyba się zniecierpliwił dowcipami nie na miejscu.

18. 12. 14 r. Szczecin. 

W nocy bolała mnie tak głowa, że musiałam wziąć pigułkę na migrenę, nie spałam więc, ale przewracałam się z boku na bok przez wiele godzin. W pewnym momencie leżąc na wznak i mając jak zwykle zasłoniętą kołdrą połowę twarzy wyraźnie poczułam po obu stronach nacisk na materac, tak jakby ktoś nachylił się nade mną opierając się dwiema rękoma o łóżko. Kołdra napięła się i wyraźnie nacisnęła twarz spłaszczając mi nos. Poczułam niepokój, ale trwało to na szczęście tylko chwilę. Na pewno nie byłam sama w swoim łóżku. Homiel powiedział ostatnio, że jestem szczególnie chroniona, ponieważ mnie nienawidzą, najchętniej cofnęliby czas… ale w tym jednym momencie Moi chyba zaspali… albo inaczej… byli i dzięki temu trwało to tylko chwilę….


26. 12. 14 r. Szczecin.

 Syn jest w morzu od 5 miesięcy, mieliśmy wielką nadzieję, że wróci na święta. Piotr spytał nawet o to kilka dni wcześniej;

  • A czy może nie wrócić?

Odpowiedź wydawała się nam jasna, ale powinnam pamiętać, że kiedy odpowiada pytaniem na pytanie, to wcale tak nie musi jasna. A czy może nie wrócić? Może! W naszej rodzinie organizowano na Boże Narodzenie chrzciny i mój syn miał być ojcem chrzestnym. Zobowiązał się do tego już rok temu. Wszystko przygotowano i czekaliśmy na przyjazd syna. Kilka dni przed dostajemy wiadomość, że będzie opóźnienie, ponieważ w wenezuelskim porcie był strajk, niektóre statki stały już od miesiąca i termin przyjazdu zaplanowano na początek lutego. Co tu robić w takiej sytuacji? Ksiądz zasugerował, że na papierze będzie nazwisko syna, ale w kościele może być ktoś inny, padło na Piotra.

Byliśmy wszyscy w małym kościele, w którym słychać było prawie każdy jeden oddech wielu ludzi. Ksiądz w pewnej chwili wypowiedział formułkę;

  • Wyrzekamy się Szatana.
  • Wyrzekam się – huknął głośno Piotr. W małym kościele było to doskonale słychać.

    Poczułam ważność tej chwili. Po mszy podszedł do mnie Piotr i powiedział, że kiedy to mówił usłyszał za uchem.

  • Dokonało się zaskoczony Piotr zamilknął.

  • Teraz już wiesz, dlaczego nie wrócił dodał po chwili Homiel.

    Piotr zrozumiał, że on miał to powiedzieć, właśnie podczas mszy, właśnie w kościele i może właśnie podczas chrztu małego dziecka jak kropka nad „i”. Wieczorem rozmawialiśmy o tym długo, Homiel powiedział;

  • Waga słów tak wielka.

  • Wyrzekłeś się definitywnie tego, z którym szedłeś, a wracasz do Tego, z którym zawsze żyłeś.

    Zamknęło się koło czasu. Homiel nazywa to cyklem. To, co Piotr kiedyś wybrał, teraz odrzucił właśnie w kościele, przy świętym sakramencie chrztu, który uważany jest za pierwszy egzorcyzm. Nie zdawałam sobie sprawy z wagi pewnych słów, czynów i wyborów, rytuałów… w kościele. Czy wyrzeczenie się gacka poza kościołem miałoby taką samą moc jak w kościele? Długo się nad tym Piotr nie zastanawiał, spytał za to co nas jeszcze czeka w nadchodzącym roku.

  • Dopełnij kielich wina tego roku, zanim rozpocznie się nowe.

    Tłumacząc na „polski”; nie przejmuj się przyszłym rokiem, bo jeszcze ten się nie skończył. Po tych słowach zaczęliśmy wspominać kończący się rok, dla mnie jest on jednym z najważniejszych w moim życiu. To wielka duchowa lekcja, nauka i „powrót do domu” jeszcze za życia. Homiel przypomniał i otrzeźwił szybko…

  • Jesteś ciągle w podroży.

    Myślę, że jest to samo sedno. Życie to droga. Dopóki żyjemy podróż ciągle trwa.


    Homiel już późno w nocy powiedział, że gacki nie są tylko dla ludzi, są też dla aniołów. Oni uczą się tak samo jak ludzie; 

  • Pokusa, która dotyka ludzi, dotyka też aniołów.

  • Czy anioły boją się gacków?

  • Anioł sam w sobie budzi wielki strach na dole, sama ich obecność.

  • Boją się Michała, lecz większość nie chce mieć z nimi nic wspólnego – odpowiedział.


    Niedawno oglądaliśmy film „Miasto Aniołów” i wpadłam na pomysł, że spytam Homiela, czy to jest u Nich możliwe zakochać się w kobiecie, spaść na ziemię i sobie tak żyć jak gdyby nigdy nic.

  • My też dowiadujemy się oglądając – odpowiedział wyrażając swoje zdziwienie z wyraźną ironią.

Dodał jeszcze, że dziwi się za każdym razem, czyli za każdym razem kiedy to oglądamy. icon_lol-Kopia A ja się dziwię, że ogląda z nami TV, co właściwie nie powinno dziwić jeśli ciągle jest przy nas. Dziwny ten świat….