26. 12. 24 r. Szczecin.
- Nad ranem usłyszałem głos, jakby Edzia, dochodził z góry.
- Koniec pracy.
- Może chodzi o pracę na święta, bo się napracowałaś, trzeba przyznać.
- No nie wiem … – mruknęłam.
- Nic już nie robi na tobie wrażenia po takich rozczarowaniach.
Nie ukrywam … Święta minęły zbyt spokojnie jak na moje oczekiwania.
27. 12. 24 r. Szczecin.
Pisałam na blogu o mojej wizycie w Częstochowie i teraz ten mail;

Czyżby te święta były metą ? A może startem do nowego etapu ? Hmm …. Oto czas Mój.
29. 12. 24 r. Szczecin.
Piotr dla żartu włożył głowę w ozdobę świąteczną, która wisi na oknie. Synowa będąc na ulicy dla uwiecznienia tego żartu zrobiła mu zdjęcie. Potem mi go przesłała podpisując tak, że mnie zmroziło.

Pokazuję Piotrowi …
- Skąd jej to w ogóle przyszło do głowy ?! Nie ma pojęcia o moim blogu – jestem absolutnie zaskoczona.
- No jak to skąd … Z góry – zapatrzył się.
- Wczoraj modliłem się i Ojciec mi kazał trzymać ręce, jakbym czytał księgę przed oczami. Powiedział …
- Czytaj.
- …. I co dalej ? – pytam, bo zamilkł.
- No i tak się modliłem. Z rękoma, jakbym czytał księgę … Dziwne, co ? … Ojciec mówi teraz o tobie …
- Ty jesteś twardy zawodnik.
- Codziennie cicho odganiasz armię.
- ……… – oczy mi się zaszkliły.
W Szczecinie budzę się codziennie około 6 rano. Niemal od razu sięgam po różaniec. Faktycznie, nie chcąc nikogo obudzić, modlę sie bardzo cicho.
31. 12. 24 r. Szczecin.
Ostatni dzień roku. Pewne jest, że nic już się nie wydarzy.
- Słyszę Polikarp i śmierć. Co to jest ?
Sprawdzam, czytam na głos.
O czym Polikarp rozmawiał ze Śmiercią? Utwór to dialog Mistrza Polikarpa ze Śmiercią, który odbywa się w kościele. W swojej wypowiedzi Śmierć wyjaśnia podstawowe prawdy wiary chrześcijańskiej oraz wylicza ludzi, których dosięgnie jej śmiercionośna kosa.
- Wow …. To jak apokalipsa … – pomyślałam.
- Dobrze powiedziałaś.
- … Hmm … Ojcze, jaki będzie ten rok ?
- Pamiętasz tą piosenkę „Będzie zabawa” ?
- ……… – machnęłam tylko ręką …
- I co byś robiła, gdyby go nie było ?
- Słuchałbym szlochy i to nie jedne.
Hmm … To prawda, przekonałam się wczoraj. Córka się rozkleiła, bo sobie wyobraziła, że Piotra nie ma. Płakała i płakała … i wtedy zrozumiałam, jakie to szczęście, że jest.
- Myślisz, że tak fajnie słuchać szlochy ?
- Szlochy ludzi, na których ci zależy ?
